Czy jestem strasznie złą żoną?

03.06.17, 14:45
Uwaga! Post został napisany w celu przeprowadzenia badania opinii publicznej :)

Zastanawiam się czy jestem strasznie złą żoną ponieważ nie przygotowałam śniadania mojemu mężowi, który wrócił po pracy o 7 rano i wstał ok 11, chwile po tym jak zjadłam swoje śniadanie i byłam w trakcie sprzątania kuchni, która zarosła brudem ponieważ przez tydzień w natłoku obowiązków żadne z nas nie pofatygowało się nawet żeby wstawić zmywarkę. Kiedy wypomniał mi że musiał sam sobie zrobić śniadanie powiedziałam że możemy się umówić że jeśli on będzie na mnie czekał ze swoją energia seksualną a nie rozładowywał ją przed kpmpem kiedy ja jestem w pracy, to ja będę na niego czekać ze śniadaniem gdy będzie wracać po całonocnej pracy. Obraził się.

Zatem:

Czy w tej sytuacji udowodniłam że jestem złą żoną?
    • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 14:58
      chujowa gra wstępna
    • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 14:59
      Ja nie wiem czy Ty jestes zla zona, ale wiem, ze moj w ogole nigdy nie wpadl i nie wpadlby na pomysl, zeby oczekiwac ode mnie i wypomniac mi, ze nie zrobila mu sniadania :)
      Obrazil sie i co teraz? Mysle, ze nie bedzie ani seksu ani sniadania :)
      • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 15:09
        Seksu nie było od miesiąca przynajmniej, a że zgodnie z moim postanowieniem noworocznym zajmuje się głównie sobą to też jakoś mocno się tym nie przejęłam. Ale właśnie zastanawia mnie czy to jest takie powszechne że żony swoim mężom tak nadskakują i jakoś szczególnie odstaję od średniej krajowej że pozwoliłam mu się męczyć i poświecić 3 minuty na przygotowanie sobie omletu.
        • sea.sea Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 16:55
          Ja bym zrobiła przy okazji robienia sobie. Ale zaprzyjaźnionej współlokatorce też bym zrobiła. Trochę kwestia wychowania: mam fioła na punkcie tego, że zmęczonego czlowieka należy poczestowac posiłkiem, najlepiej ciepłym, nieważne: czy po pracy, czy po podróży, czy to mąż, czy siostra. Sama się czuje zawsze taka zaopiekowana kiedy ktoś czeka na mnie z jedzeniem.
          • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 21:56
            Ja też bym zrobiła podwójną porcję gdyby wstał równo ze mną i lubił to co ja :). Ale jako, że nie miałam pojęcia kiedy wstanie, a wstał kiedy byłam w trakcie wstawiania zmywarki to nie rzuciłam wszystkiego i nie zaproponowałam śniadania. A później usłyszałam, że "nawet śniadanie musiał zrobić sobie sam". Mi raczej też byłoby miło gdyby ktoś czekał na mnie z jedzeniem, ale po pierwsze, raczej sobie nie przypominam takich sytuacji, po drugie, nie oczekuję tego od nikogo, po trzecie, z pewnością nie śmiałabym zwrócić uwagi komuś, że mi nie przygotował śniadania gdyby był w trakcie sprzątania po naszym wspólnym syfie. Ale zgadzam się, że to kwestia wychowania. Jak się wyszło z domu, w którym mamusia skacze nad wszystkimi nawet jeśli źle ją traktują to później się oczekuje tego samego od swojej partnerki.
        • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:31
          > Ale właśnie zastanawia mnie czy to jest takie powszechne że żony swoim mężom tak nadskakują i jakoś szczególnie
          > odstaję od średniej krajowej że pozwoliłam mu się męczyć i poświecić 3 minuty na przygotowanie sobie omletu.

          Zony mezom nadskakuja, jezeli ci mezowie to nadskakiwanie odwzajemniaja. Ja w moim na szczescie juz bylym malzenstwie tez dalam sobie spokoj z nadskakiwaniem i sniadankami, bo maz mnie olewal seksualnie i emocjonalnie w sumie tez, bo jedno wynika z drugiego. Poprzytulac niewinnie to sobie mozna dziecko, psa, albo pluszowego misia.

          Osobiscie wyznaje zasade, ze moge przychylic nieba oraz latac z kanapkami oraz innymi bonusami (ktore nic nie kosztuja a sa mile) dla faceta ktory mnie tez rozpieszcza, sie o mnie troszczy i tez bonusami zasypuje.

          Bogu dzieki mam sie na kim wyzyc teraz ;) Z seksem i calym pakietem. Dlatego Notyouraverage, szczerze polecam rozwod, bo szkoda zycia na takie half a life. W zwiazku w ktorym kobieta dla zdrowotnosci musi stlamsic swoja seksualnosc nigdy nie bedzie harmonii ani symetrii. I dylemat kanapkowy jest tylko dylematem zastepczym. I to on odstaje od sredniej krajowej w kwestii malzenskiego seksu, a ze Tobie sie nie chce chciec juz na zadnym polu to tylko naturalna tego konsekwencja.
          • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:37
            glamourous napisała:

            Poprzytulac niewinnie to sobie mozna dziecko, psa, albo p
            > luszowego misia.
            >
            > Osobiscie wyznaje zasade, ze moge przychylic nieba oraz latac z kanapkami oraz
            > innymi bonusami (ktore nic nie kosztuja a sa mile) dla faceta ktory mnie tez ro
            > zpieszcza, sie o mnie troszczy i tez bonusami zasypuje.

            I w tej kwestii się zgadzamy. Ja jestem taką osobą, że jak się w coś angażuję to całą sobą - ani pracy nie wykonuję na pół gwizdka, ani nie interesują mnie powierzchowne przyjaźnie i relacje oparte na wzajemnych lajkach na fejsiku i spotkaniu na kawie raz na ruski rok, żeby akurat poobgadywać wszystkich znajomych, ani nie angażowałam się w związki z facetami, którymi nie byłam szczerze zainteresowana.

            > Bogu dzieki mam sie na kim wyzyc teraz ;) Z seksem i calym pakietem. Dlatego No
            > tyouraverage, szczerze polecam rozwod, bo szkoda zycia na takie half a life.

            A co z Twoim wielkim comeback'iem do męża? Jak to się skończyło? Dlaczego?
            • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 18:31
              Comebacki byly kilkukrotne, bo wiez miedzy nami byla silna. Ale skonczylo sie rozstaniem. Bo i coz z tego, ze cegly sa solidne - jezeli cement sie calkowicie wykruszyl, budowla nie postoi dlugo.
              I stalo sie, koniec koncow zakochalam sie w kims innym.
              • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 20:39
                glamourous napisała:

                > I stalo sie, koniec koncow zakochalam sie w kims innym.

                I właśnie może mi też się tak przydarzy. Uspokoiłam się już. Nie chcę dramatów, krzyczenia, że kiedyś odejdę, płaczliwych nocy i zastanawiania się czy dobrze zrobiłam, myślenia co będzie jeśli już nikogo nie spotkam, jego serenad pod moim oknem... Jakoś trzeba dojść do miejsca, w którym "stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie było..."
                • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 01:45
                  Tylko, ze ja najpierw odeszlam, wyprowadzilam sie na swoje, a potem - dopiero po 2 latach od wyprowadzki - sie zakochalam. Wczesniej tez czekalam na ksiecia z bajki ktory mnie uratuje z tej szklanej wiezy na ktorej zylam. Ale dopoki mieszkalam z mezem, nie dawalam rady nikogo poznac ani sie zakochac. Chyba sama sie blokowalam, trzymala mnie jakas podswiadoma lojalnosc, monogamiczne poczucie przynaleznosci. To nie moj klimat, zeby zdradzac, kombinowac, oszukiwac, chodzic na boki. Musialam sie fizycznie odciac, zeby dac sobie pozwolenie na nowa relacje z kims innym. To nie takie proste to wszystko.
                  Zycze Tobie tylko jednego - zebys nie stracila tak duzo czasu jak ja na to nieszczesne dojrzewanie do ostatecznego rozstania.
                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 09:57
                    glamourous napisała:

                    > Tylko, ze ja najpierw odeszlam, wyprowadzilam sie na swoje, a potem - dopiero p
                    > o 2 latach od wyprowadzki - sie zakochalam. Wczesniej tez czekalam na ksiecia z
                    > bajki ktory mnie uratuje z tej szklanej wiezy na ktorej zylam. Ale dopoki mies
                    > zkalam z mezem, nie dawalam rady nikogo poznac ani sie zakochac. Chyba sama sie
                    > blokowalam, trzymala mnie jakas podswiadoma lojalnosc, monogamiczne poczucie p
                    > rzynaleznosci. To nie moj klimat, zeby zdradzac, kombinowac, oszukiwac, chodzic
                    > na boki. Musialam sie fizycznie odciac, zeby dac sobie pozwolenie na nowa rela
                    > cje z kims innym. To nie takie proste to wszystko.

                    Dobre rady Glam, bardzo dobre.
                    • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 12:21
                      notyouraveragegirl napisała:

                      > myślenia co będzie jeśli już nikogo nie spotkam

                      Predzej juz "nikogo nie spotkasz" tkwiac z nim dalej w tym kulejacym zwiazku zakleszczona w tej zlej energii ktora nawzajem sobie generujecie.
                      Przerobilam to na wlasnej skorze.
                      Dobre rzeczy przychodza wtedy, kiedy mamy jaja, cywilna odwage i kiedy jestesmy uczciwi - wobec siebie i wobec innych. Moim zdaniem czekanie ta to, ze sie paralelnie zakochasz bedac nadal w zwiazku i odejdziesz na zasadzie strategii malpy to droga na manowce.
                      To tak jak z gra planszowa : zeby rozpoczac nowa partie i poustawiac od nowa pionki, nalezy najpierw uprzatnac stare, plansza musi byc pusta i czysta.
                      • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 12:59
                        glamourous napisała:

                        > notyouraveragegirl napisała:
                        >
                        > > myślenia co będzie jeśli już nikogo nie spotkami
                        >
                        > Predzej juz "nikogo nie spotkasz" tkwiac z nim dalej w tym kulejacym zwiazku za
                        > kleszczona w tej zlej energii ktora nawzajem sobie generujecie.
                        > Przerobilam to na wlasnej skorze.
                        > Dobre rzeczy przychodza wtedy, kiedy mamy jaja, cywilna odwage i kiedy jestesmy
                        > uczciwi - wobec siebie i wobec innych. Moim zdaniem czekanie ta to, ze sie par
                        > alelnie zakochasz bedac nadal w zwiazku i odejdziesz na zasadzie strategii malp
                        > y to droga na manowce.
                        > To tak jak z gra planszowa : zeby rozpoczac nowa partie i poustawiac od nowa pi
                        > onki, nalezy najpierw uprzatnac stare, plansza musi byc pusta i czysta.
                        >

                        Podpisuję się Glam jak zwykle pod tekstami o wyższości odwagi nad asekuranctwem wszystkimi czterema kończynami :-) Czyste konto, uporządkowana głowa i życie daje lepsze perspektywy na właściwe szanse i wybory.
                        Girl, siedząc tam gdzie siedzisz i żałując już z góry kin, restauracji i wycieczek nie znajdziesz swojej nowej drogi. Być może jeszcze wcale nie.chcesz, bo nie jesteś w stanie wziąć na klatę strat i problemów. Nie wiem. Wiem tylko, że dopóki się nie odważysz nowego nie zaznasz.
    • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 21:07
      Powiedz mu, ze jestes taka sama zona jak on kochankiem, jak to bylo? Ty go prosisz zeby wreszcie w ciebie wszedl, a on na to, ze juz konczy (z lapskiem) ;-)
      • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 22:00
        hello-kitty2 napisała:

        > Powiedz mu, ze jestes taka sama zona jak on kochankiem,

        W sumie to co powiedziałam było nieco podobne :).

        Poza tym on ogólnie jest niezłym kochankiem tylko niespecjalnie zainteresowanym seksem ze stałą partnerką, a ja uważam, że jestem niezłą żoną, tylko bywam wredna.

        Jeśli chodzi o częstotliwość to ja częściej prezentuję to, że jestem niezłą żoną niż on to, że jest niezłym kochankiem :). Chociaż ostatnimi czasy to ja jestem stroną, która odmawia, więc to trochę moja zasługa.
        • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 22:57
          notyouraveragegirl napisała:

          > Poza tym on ogólnie jest niezłym kochankiem tylko niespecjalnie zainteresowanym
          > seksem ze stałą partnerką

          To z kim jest tym niezlym kochankiem? Z jakimis innymi paniami?
          • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 03.06.17, 23:03
            hello-kitty2 napisała:

            > notyouraveragegirl napisała:
            >
            > > Poza tym on ogólnie jest niezłym kochankiem tylko niespecjalnie zainteresowanym> seksem ze stałą partnerką
            >
            > To z kim jest tym niezlym kochankiem? Z jakimis innymi paniami?
            ----------------------
            Ma technikę, ale nie jest zainteresowany. Bardzo przydatny typ.
            • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 00:05
              marek.zak1 napisał:

              > Bardzo przydatny typ.

              Do czego on Marku jest przydatny?
              To palant.
              W pracy się wku...a, bo to normalne, jadąc autem też, bo też normalne, kochanka go wku...a bo pyta kiedy się rozwiedzie, kasy mało, kredyty ciążą, no to co mu zostało? Żonka, czyli pewny i stabilny materiał do obróbki przed którą to obróbką, w trakcie i po której może doznań miłych uświadczyć i błogiego wytchniena doznać, a on co robi? Psuje ten materiał. To ostatnie dla siebie źródło wytchnienia i rzeczywistego relaksu. Syf z zewnątrz wnosi do swojego domu. A co gorsza, to swoje wkurwy kombinuje wyładowywać na żonie, czyli na słabszym, I tu też należy stwierdzić, że jest palantem, bo się myli, kobity nie są wcale takie słabe. Potrafią się odgryźć i do ciężaru kredytów doładują mu jeszcze ciężar rogów.
              No palant, no.
              • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 09:37
                potwor_z_piccadilly napisał:

                > marek.zak1 napisał:
                >
                > > Bardzo przydatny typ.
                >
                > Do czego on Marku jest przydatny?
                > To palant.
                -----------------------
                W sądzie zawsze winna jest druga strona. My jesteśmy zawsze niewinni. Tak więc mając obraz namalowany wyłącznie przez jedna stronę, ta druga jest zawsze palantem.
                • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 12:57
                  marek.zak1 napisał:

                  > W sądzie zawsze winna jest druga strona.

                  Nie druga strona, a jedna strona. Baba z zawiązanymi oczami rozpatruje tylko jedna sprawę. Winę strony drugiej rozpatruje w innym postępowaniu.
                  I tak.
                  Tobie Marku jakiś arogancki debil zajechał drogę i doszło do kolizji. Ty wysiadłeś z ze swojego potłuczonego auta, a że debil nadal był arogancki, to obiłeś mu mordę. Wkroczyła między was Temida, jemu przywaliła mandat 200 zł i uznała jego sprawstwo (koszty pokrył ubezpieczyciel, to znaczy ja, bo podatki płacę i obowiązkowe polisy wykupuję). Natomiast Tobie kolego M, za uszkodzenie ciała jakiegoś osobnika i jego niezdolność do pracy w okresie powyżej 7 dni, przywaliła dwa lata w zawiasach, pokrycie kosztów sadowych i parę tysiączków zadośćuczynienia piratowi drogowemu.

                  My jesteśmy zawsze niewinni.

                  A to? To jak najbardziej.
                  Wilim jest winny i do Wilima trza wszystkich z pretensjami odsyłać.

                  >Tak więc
                  > mając obraz namalowany wyłącznie przez jedna stronę, ta druga jest zawsze palan
                  > tem.

                  No jest palantem.
                  Trza po ludzku sprawy załatwiać, a nie zaraz obijać mordę.
                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 15:34
                    potwor_z_piccadilly napisał:

                    > marek.zak1 napisał:
                    > >Tak więc
                    > > mając obraz namalowany wyłącznie przez jedna stronę, ta druga jest zawsze palantem.
                    ---------------------------------->
                    > No jest palantem.
                    > Trza po ludzku sprawy załatwiać, a nie zaraz obijać mordę.
                    -------------------------------------
                    Nie rozumiem, o co chodzi. My wiemy o winach męża, a nie wiemy jak on to interpretuje. Pamiętaj, że kobieta jednym słowem, kpiną może zdołować, upokorzyć faceta, który nie chce z nią się kotłować. Wiesz czy tego nie było?
                    • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:01
                      marek.zak1 napisał:
                      > Pamiętaj, że kobieta jednym słowem, kpiną może zdołować, upokorzyć face
                      > ta, który nie chce z nią się kotłować. Wiesz czy tego nie było?

                      Zaoszczędzę czasu na gdybanie: było. Upokorzyłam go nie raz. Podważyłam jego męskość nie raz. To wszystko było jednak już po tym jak zostałam wielokrotnie odrzucona. Więcej grzechów nie pamiętam, serdecznie za nie żałuję.
                      • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:12
                        notyouraveragegirl napisała:

                        > marek.zak1 napisał:
                        > > Pamiętaj, że kobieta jednym słowem, kpiną może zdołować, upokorzyć face ta, który nie chce z nią się kotłować. Wiesz czy tego nie było?
                        >
                        > Zaoszczędzę czasu na gdybanie: było. Upokorzyłam go nie raz. Podważyłam jego męskość nie raz. To wszystko było jednak już po tym jak zostałam wielokrotnie odrzucona.
                        --------------------------------
                        I po czymś takim masz jeszcze jakiekolwiek nadzieje? Swoją drogą gratuluję odwagi mieszkania z upokarzanym facetem.
                        • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:23
                          marek.zak1 napisał:

                          > notyouraveragegirl napisała:
                          >
                          > > marek.zak1 napisał:
                          > > > Pamiętaj, że kobieta jednym słowem, kpiną może zdołować, upokorzyć
                          > face ta, który nie chce z nią się kotłować. Wiesz czy tego nie było?
                          > >
                          > > Zaoszczędzę czasu na gdybanie: było. Upokorzyłam go nie raz. Podważyłam j
                          > ego męskość nie raz. To wszystko było jednak już po tym jak zostałam wielokrotn
                          > ie odrzucona.
                          > --------------------------------
                          > I po czymś takim masz jeszcze jakiekolwiek nadzieje? Swoją drogą gratuluję odwa
                          > gi mieszkania z upokarzanym facetem.

                          No przezciez pisze,.że jej zwisa.
                          • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:26
                            aandzia43 napisała:
                            > > I po czymś takim masz jeszcze jakiekolwiek nadzieje? Swoją drogą gratuluj
                            > ę odwagi mieszkania z upokarzanym facetem.
                            >
                            > No przezciez pisze,.że jej zwisa.
                            -------------------------
                            Upokarzany facet może być zwyczajnie niebezpieczny dla upokarzającej go kobiety. Jeden reaguje od razu, inny nosi to w środku i pewnego razu w kłótni może eksplodować.
                        • sea.sea Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:25
                          Ta, ale standardową wymówką na foro na niezakańczanie związku z osobą, która nie chce seksu, jest "seksu nie ma, ale poza tym szalenie się przyjaźnimy i świetnie nam się spędza czas". A potem wychodzi szydło z worka na temat tej intymności, bliskości i przyjaźnienia się, kiedy jedno ma po kokardę presji, a drugie braku seksu. Yhhh...
                        • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:28
                          Marku, a gdzie tu jest coś o nadziei? Ja tylko zapytałam czy fakt nierzucenia tego co robiłam, żeby zmęczonemu mężowi czym prędzej przygotować śniadanie, czyni ze mnie złą żonę.

                          A co do odwagi w kwestii mieszkania z upokarzanym facetem to czego miałabym się bać? Poza tym nie mieszkam z upokarzanym facetem, a z facetem wielokrotnie upokorzonym w przeszłości. Odkąd nie oczekuję od niego seksu, nie mam też powodu by głośno negatywnie oceniać jego męskość, a co za tym idzie, powodów by go upokarzać.
                          • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:35
                            Ale to chore, chore, chore... ! Taki zwiazek jest caly chory, wiec nie mow, ze odkad przestalas go nagabywac, to szafa miedzy wami gra.
                            • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:45
                              glamourous napisała:

                              > Ale to chore, chore, chore... ! Taki zwiazek jest caly chory, wiec nie mow, ze
                              > odkad przestalas go nagabywac, to szafa miedzy wami gra.
                              >

                              Oczywiście, że nie gra bo oboje wiemy, że chcemy czegoś więcej.
                              Ale w domu jest ciszej, mniej kłótni i właściwie widzę, że od prawie roku nie narzekałam sobie tu na forum, więc też ja emocjonalnie mam się dużo lepiej. I dalej fajnie jest wyjść razem do knajpy, do kina, wyjechać na weekend, pozwiedzać. Fajnie jest też mu odmówić kilka razy z rzędu - to też jest chore, ale wreszcie nie mam poczucia, że on ma władzę nade mną.
                              • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 18:03
                                > więc też ja emocjonalnie mam się dużo lepiej. I dalej fajnie jest wyjść razem do knajpy, do kina, wyjechać > na weekend, pozwiedzać. Fajnie jest też mu odmówić kilka razy z rzędu - to też jest chore, ale wreszcie
                                > nie mam poczucia, że on ma władzę nade mną.

                                Moja kochana, pod koniec mojego malzenstwa mialam wlasciwie identycznie. Seksu niet, bo mi tez sie w koncu odechcialo, i tez mialam satysfakcje ze mu odmawialam.... ale trzymaly mnie cudowne podroze, kinka, restauracyjki, ta cala piekna fasada i patiomkinowska wioska w jednym. Moj eks maz byl doskonalym kompanem do podrozowania, zwiedzilismy razem pol swiata w doskonalej komitywie.

                                Tyle ze te wszystkie rzeczy mozna miec z innym facetem, plus do tego intymnosc
                                w pakiecie.

                                Teraz tez mam kina, wyjazdy i romantyczne kolacyjki, plus do tego jeszcze namietnosc i seks. Oraz atencje, czulosc i noszenie mnie na rekach. Czyli wszystko czego kobieta potrzebuje, czuc sie szczesliwa. Bezcenne jest, ze kiedy wyjedzam na weekend, to wiem, ze czeka mnie nie tylko zwiedzanie, ale tez meskie rece non stop przyklejone do mojego ciala.

                                Jezeli zdobedziesz sie na odwage zeby przestac zadowalac sie polsrodkami, to zycie da ci to co masz teraz, plus to czego Ci teraz brakuje.
                                • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 18:26

                                  > Moja kochana, pod koniec mojego malzenstwa mialam wlasciwie identycznie. Seksu
                                  > niet, bo mi tez sie w koncu odechcialo, i tez mialam satysfakcje ze mu odmawial
                                  > am.... ale trzymaly mnie cudowne podroze, kinka, restauracyjki, ta cala piekna
                                  > fasada i patiomkinowska wioska w jednym. Moj eks maz byl doskonalym kompanem do
                                  > podrozowania, zwiedzilismy razem pol swiata w doskonalej komitywie.

                                  Tak, te różne.wspólnie odczyniane atrakcje trzymają, kiedy już powinno się skończyć imprezę z chlopem z innych, istotniejszych dla danej kobiety powodów.


                                  > Tyle ze te wszystkie rzeczy mozna miec z innym facetem, plus do tego intymnosc
                                  > w pakiecie.
                                  >
                                  > Teraz tez mam kina, wyjazdy i romantyczne kolacyjki, plus do tego jeszcze namie
                                  > tnosc i seks. Oraz atencje, czulosc i noszenie mnie na rekach. Czyli wszystko c
                                  > zego kobieta potrzebuje, czuc sie szczesliwa. Bezcenne jest, ze kiedy wyjedzam
                                  > na weekend, to wiem, ze czeka mnie nie tylko zwiedzanie, ale tez meskie rece no
                                  > n stop przyklejone do mojego ciala.

                                  A ja nie mam podróży, wycieczek i kin z chłopem na stałe, tylko z koleżanką, czyli też je mam. Atrakcje nie zniknęły bo chłopa nie ma :-)


                                  > Jezeli zdobedziesz sie na odwage zeby przestac zadowalac sie polsrodkami, to zy
                                  > cie da ci to co masz teraz, plus to czego Ci teraz brakuje.

                                  Też tak uważam, tyle że może w innych konfiguracjach ;-)
                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 21:03
                                    aandzia43 napisała:

                                    > A ja nie mam podróży, wycieczek i kin z chłopem na stałe, tylko z koleżanką, cz
                                    > yli też je mam. Atrakcje nie zniknęły bo chłopa nie ma :-)

                                    Ja tam jednak wolę z chłopem. Z koleżanką też chodzę do kina i na kolacyjki, ale to jednak nie to samo (dla mnie).
                                    • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 22:52
                                      notyouraveragegirl napisała:

                                      > aandzia43 napisała:
                                      >
                                      > > A ja nie mam podróży, wycieczek i kin z chłopem na stałe, tylko z koleżan
                                      > ką, cz
                                      > > yli też je mam. Atrakcje nie zniknęły bo chłopa nie ma :-)
                                      >
                                      > Ja tam jednak wolę z chłopem. Z koleżanką też chodzę do kina i na kolacyjki, al
                                      > e to jednak nie to samo (dla mnie).

                                      Też wolałam. Ale nie ma tak, że.zawsze ma się wszystko na zawołanie. Zresztą te podróże są po prostu inne, w pewnym sensie nawet ciekawsze. Życie.
                                      A tak swoją drogą jak byłam w związku i było akurat nieciekawie między nami to migałam się od wspólnych wyjść. Nie smakowaly mi, stawały kością w gardle.
                                • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 10.06.17, 12:48
                                  glamourous napisała:

                                  > Jezeli zdobedziesz sie na odwage zeby przestac zadowalac sie polsrodkami, to zy
                                  > cie da ci to co masz teraz, plus to czego Ci teraz brakuje.

                                  Trawię sobie to, trawię. Bardzo konfrontujące są Twoje odpowiedzi w tym wątku. Nie założyłam go bo zastanawiałam się nad rozstaniem (bo raczej przyjęłam strategię "co ma być to będzie"), a jednak ten temat, za sprawą Twoich wypowiedzi przewijał się przez moją głowę w tym tygodniu.

                                  Tak naprawdę jesteś jedynym podobnym do mnie przypadkiem jaki znam: silna więź, odwaga by ją zerwać i zadowolenie z tego powodu.

                                  Jak długo spotykasz się ze swoim obecnym partnerem?

                                  Ciekawa jestem czy za 5, 10, 15 lat wciąż z zadowoleniem będziesz patrzyła na swoje rozstanie z mężem. Życzę Ci tego z całego serca.
                                  • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 12:18
                                    > Ciekawa jestem czy za 5, 10, 15 lat wciąż z zadowoleniem będziesz patrzyła na swoje rozstanie z mężem. Życzę Ci tego z
                                    > całego serca.

                                    Dzieki. Nie wiem, co bedzie za 10 lat. Jednak, zostajac jednak z mezem, nie mialabym gwarancji ze w ciagu tych nastepnych 10 lat nie odwinalby kity i nie rzucilby mnie dla mlodszej, albo takiej ktora zechcialaby urodzic mu dziecko, na ktore ja sie nigdy z nim nie chcialam zdecydowac.
                                    Ty tej gwarancji rowniez nie masz. Zycie jest nieprzewidywalne, ironiczne. Parafrazujac Benjamina Franklina, ten kto poswieca samego siebie dla zludnego poczucia bezpieczenstwa, pewnego dnia traci i jedno i drugie. I wcale sobie nie zakladam ze moj obecny zwiazek bedzie do grobowej deski. To dopiero 8 miesiecy, poczatki, czyli etap pt. cud, miod i orzeszki. Jestem realistka.

                                    Z tamtym wiez byla na tyle silna i spedzilismy razem tyle wspolnych lat, ze jeszcze dzis w mojej aktualnej relacji czasami lapie sie na poczuciu, ze jestem tak jakos "nie na swoim miejscu". Jestem podobnie skonstruowana jak Ty : nie cierpie zmian, wychodzenia z comfort zone, . Teraz juz jednak wiem, ze tamto bylo mocno toksyczne, niestabilne, i absolutnie nie dawalo mi tego poczucia pelni i dobrostanu ktore czuje teraz w ramionach mojego nowego partnera.

                                    Moj obecny (prawie dwa metry wzrostu) powiedzial mi kiedys kiedy zachwycalam sie jego wielkimi dlonmi : one sa takie duze po to, zeby cie lepiej chronic i piescic. I to jest czysta kwintesencja podejscia jakiego zawsze oczekiwalam od mezczyzny wobec siebie. Moj byly maz nie robil niczego z wyzej wymienionych, i zawsze czulam z nim pod tym wzgledem ogromna frustracje i deficyt. Zwiedzilismy razem kawal swiata i bylo momentami wrecz bajkowo, ale zycie to nie tylko przemierzanie razem po raz enty road 66 w wakacyjnym, beztroskim trybie. Jego emocjonalna niestabilnosc zawsze predzej czy pozniej psula mi wszystkie fajne chwile. I tego sie trzymam w momentach, kiedy lapie mnie jeszcze jakas nostalgia. Facet powinien Ci dawac to, czego potrzebujesz. Jezeli nie daje, olewa Twoje potrzeby i kompromisy staja sie zbyt zgnile, to rezygnacja z samej siebie w zamian za iluzoryczne poczucie komfortu z duza doza prawdopodobienstwa obroci sie przeciwko Tobie.
                                    • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 18:17
                                      glamourous napisała:

                                      > Moj obecny (prawie dwa metry wzrostu) powiedzial mi kiedys kiedy zachwycalam si
                                      > e jego wielkimi dlonmi : one sa takie duze po to, zeby cie lepiej chronic i pie
                                      > scic. I to jest czysta kwintesencja podejscia jakiego zawsze oczekiwalam od mez
                                      > czyzny wobec siebie.

                                      Ja mam poczucie, że mój zawsze by mnie chronił, i pieści z zaangażowaniem, tyle, że rzadko.

                                      Z zazdrością przeczytałam to, co napisałaś, bo w tej wypowiedzi słychać taką tęsknotę za Twoim ciałem, to, że seksualność jest w atmosferze. Marzyło mi się zawsze, żeby mój mąż za mną tęsknił w taki sposób. Kiedy wyjadę na kilka dni to zawsze dostaję smsy, że kocha, że tęskni, ale nigdy, że pragnie i tęskni za pieszczotami.
                                      • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 19:08
                                        Hehe, mój były mąż tez pisał ze kocha i ze tęskni, ale nigdy, przenigdy nie napisał ze chcialby się znow przyssać na długie godziny do mojego ciała. Mam teraz to o czym kiedys marzyłam, na przykład ze męzczyzna całuje i pieści moje stopy, albo tantrycznà, trwająca godzinami minetkę....To jest po prostu piękne, po tych wszystkich latach mojego, nie tyle niedorżnięcia, ile nieoderotyzowania.
                                        Nie sugeruje Ci rozwodu, to Twoja prywatna decyzja, tym bardziej jezeli, jak piszesz, Twój facet jest wobec Ciebie opiekuńczy. Mój nie był ani trochę. I juz sama nie wiem czy nie wkurzało mnie to bardziej niz brak erotyki i rzadki seks w stylu włożyć-wyjąć-alleluja- i-do przodu....
                                        • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 19:50
                                          glamourous napisała:

                                          > Hehe, mój były mąż tez pisał ze kocha i ze tęskni, ale nigdy, przenigdy nie nap
                                          > isał ze chcialby się znow przyssać na długie godziny do mojego ciała.

                                          Jakie długie godziny :)? Nie przypominam sobie więcej niż jednego stosunku w ciągu nocy. Zdarzył się jeden wieczorem, a następny rano, ale mi się marzył cały weekend w łóżku, z którego wychodzi się tylko po jedzenie i wino i pod prysznic - najlepiej wspólny. W małżeństwie tego nie zaznałam. Pamiętam jeden weekend wyjazdowy z 7 lat temu, podczas którego kochaliśmy się 4 czy 5 razy w ciągu dwóch dni i zastanawiałam się, czy mężuś nie podstawił za siebie jakiegoś brata bliźniaka.

                                          Mam teraz
                                          > to o czym kiedys marzyłam, na przykład ze męzczyzna całuje i pieści moje stopy
                                          > , albo tantrycznà, trwająca godzinami minetkę....To jest po prostu piękne, po t
                                          > ych wszystkich latach mojego, nie tyle niedorżnięcia, ile nieoderotyzowania.

                                          To jest to, z czego ostatnio sobie zdałam sprawę - że mi nie tyle brakuje samego seksu co tego erotycznego napięcia, tego, że mogę wyglądać i czuć się jak milion dolarów, a on i tak nie będzie ze mną flirtował. Pamiętam kilka takich randek, na które odstawiłam się tak, że sama nie poznawałam się w lustrze, a moglibyśmy na kolację iść równie dobrze do pizza hut bo poziom napięcia erotycznego był zerowy. Najbardziej mnie denerwuje jak ja napiję się wina (nie piję dużo bo szybko się upijam :)) i jestem taka erotycznie otwarta i mogłabym w łóżku robić cuda, na które na co dzień bym się nie odważyła, a on marzy tylko o tym, żeby iść spać, za to jego koledzy z chęcią by mi potowarzyszyli. On niestety kompletnie tego nie zauważa i zupełnie nie jest zazdrosny. Jest troskliwy i ochroniłby mnie przed całym światem, ale o napalonego na mnie swojego kumpla mógłby się potknąć i by go nie zauważył.

                                          > Nie sugeruje Ci rozwodu, to Twoja prywatna decyzja, tym bardziej jezeli, jak pi
                                          > szesz, Twój facet jest wobec Ciebie opiekuńczy. Mój nie był ani trochę. I juz s
                                          > ama nie wiem czy nie wkurzało mnie to bardziej niz brak erotyki i rzadki seks w
                                          > stylu włożyć-wyjąć-alleluja- i-do przodu....

                                          Mój seks zwykle nie jest w stylu "włożyć-wyjąć-alleluja- i-do przodu". Taki był tylko wtedy kiedy ja inicjowałam seks, czego od wielu miesięcy nie robię wcale. Kiedy on inicjuje to jest zaangażowany i zawsze dba o to, żeby mi też było dobrze. Czasem nie dąży do penetracji dzięki czemu mamy pieszczoty z orgazmem niczym para nastolatków. To kolejna seksualna patologia w naszym związku.

                                          A z tym rozwodem - co ma być to będzie. Wszystko ma swój czas.
                                          • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 19:55
                                            Typowy kryptogej imho.
                                            • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:04
                                              sabat3 napisał:

                                              > Typowy kryptogej imho.

                                              Niczego nie mogę być pewna, ale zdziwiłabym się bardzo. Jego kręcą prostytutki, seks z nieznajomą, sztuczne cycki i skąpe stringi itp. więc raczej składaniałabym się ku temu, że jest niezdolny do nawiązania długotrwałej relacji seksualnej z kobietą. To nie jest taki typowy troskliwy miś. Znam b. dużo gejów i takich zniewieściałych i takich całkiem męskich i mój mąż nie przypomina mi w niczym żadnego z nich.
                                              • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:07
                                                "Niczego nie mogę być pewna, ale zdziwiłabym się bardzo. Jego kręcą prostytutki, seks z nieznajomą, sztuczne cycki i skąpe stringi itp. więc raczej składaniałabym się ku temu, że jest niezdolny do nawiązania długotrwałej relacji seksualnej z kobietą."

                                                No tak czytam i mi wychodzi, ze swietny material na meza :) Nie dziwie sie, ze trudno Ci sie z nim rozstac. Luuudzie, liitooosci!
                                                Koncz dziewczyno, wstydu oszczedz!
                                                • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:21
                                                  kag73 napisała:

                                                  > "Niczego nie mogę być pewna, ale zdziwiłabym się bardzo. Jego kręcą prostytutki
                                                  > , seks z nieznajomą, sztuczne cycki i skąpe stringi itp. więc raczej składaniał
                                                  > abym się ku temu, że jest niezdolny do nawiązania długotrwałej relacji seksualn
                                                  > ej z kobietą."
                                                  >
                                                  > No tak czytam i mi wychodzi, ze swietny material na meza :) Nie dziwie sie, ze
                                                  > trudno Ci sie z nim rozstac. Luuudzie, liitooosci!
                                                  > Koncz dziewczyno, wstydu oszczedz!

                                                  Każdy człowiek ma jakieś fantazje i coś, co go kręci, a niekoniecznie chciałby to realizować. Fakt, że kogoś kręci płatny seks raczej wynika z chęci pełnej dominacji i bycia obsługiwanym. Mnie też kręci (w sferze fantazji) seks z nieznajomym i jestem pewna, że gdybym była facetem to również podobałyby mi się bardzo duże piersi, a b. duże naturalnie ładne mają 20-latki i nieliczne szczęściary. Może mam klapki na oczach, ale w rzeczach, które go kręcą nie widzę nic niestandardowego. Gdyby kręciły go nastolatki, dziewice albo starsze panie - przejmowałabym się bardziej.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:26
                                                    notyouraveragegirl napisała:


                                                    > Każdy człowiek ma jakieś fantazje i coś, co go kręci, a niekoniecznie chciałby to realizować. Fakt, że kogoś kręci płatny seks raczej wynika z chęci pełnej dominacji i bycia obsługiwanym.
                                                    --------------------
                                                    I to jest pies pogrzebany. On chce dominować,rządzić, a dominujesz Ty. Ty decydujesz, jak ma być. Masz silniejszy charakter i tak jest.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:42
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > I to jest pies pogrzebany. On chce dominować,rządzić, a dominujesz Ty. Ty decyd
                                                    > ujesz, jak ma być. Masz silniejszy charakter i tak jest.

                                                    Akurat w łóżku z chęcią byłabym zdominowana.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 21:07
                                                    notyouraveragegirl napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > I to jest pies pogrzebany. On chce dominować,rządzić, a dominujesz Ty. Ty decydujesz, jak ma być. Masz silniejszy charakter i tak jest.
                                                    >
                                                    > Akurat w łóżku z chęcią byłabym zdominowana.
                                                    -------------
                                                    To trudne. Łóżko przeważnie jest odzwierciedleniem rzeczywistości pozałóżkowej.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:24
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Łóżko przeważnie jest odzwierciedleniem rzeczywistości pozałóżkowej.

                                                    Czytałam kiedyś artykuł, że jest dokładnie odwrotnie. Często panie zajmujące kierownicze stanowiska lubią być w łóżku zdominowane. Nie potrafię powiedzieć jak jest w większości przypadków, ale ja jestem takim, który potwierdza tezę postawioną w tym artykule.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:32
                                                    notyouraveragegirl napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Łóżko przeważnie jest odzwierciedleniem rzeczywistości pozałóżkowej.
                                                    >
                                                    > Czytałam kiedyś artykuł, że jest dokładnie odwrotnie. Często panie zajmujące kierownicze stanowiska lubią być w łóżku zdominowane. Nie potrafię powiedzieć jak jest w większości przypadków, ale ja jestem takim, który potwierdza tezę postawioną w tym artykule.
                                                    ----------------------
                                                    Lubią, ale jeszcze muszą znaleźć dominatora, a ich podwładny NA PEWNO nim nie będzie.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:34
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Lubią, ale jeszcze muszą znaleźć dominatora, a ich podwładny NA PEWNO nim nie b
                                                    > ędzie.

                                                    W pracy mam jednego fajnego podwładnego :) Ten akurat z pewnością chętnie byłby w łóżku dominujący ;).
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:40
                                                    notyouraveragegirl napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Lubią, ale jeszcze muszą znaleźć dominatora, a ich podwładny NA PEWNO nim nie będzie.
                                                    >
                                                    > W pracy mam jednego fajnego podwładnego :) Ten akurat z pewnością chętnie byłby
                                                    > w łóżku dominujący ;).
                                                    ---------------
                                                    Z pewnością to dzisiaj Nadal wygrał Roland Garros :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:37
                                                    Każdy człowiek ma jakieś fantazje i coś, co go kręci, a niekoniecznie chciałby to realizować. Fakt, że kogoś kręci płatny seks raczej wynika z chęci pełnej dominacji i bycia obsługiwanym. Mnie też kręci (w sferze fantazji) seks z nieznajomym i jestem pewna, że gdybym była facetem to również podobałyby mi się bardzo duże piersi, a b. duże naturalnie ładne mają 20-latki i nieliczne szczęściary. Może mam klapki na oczach, ale w rzeczach, które go kręcą nie widzę nic niestandardowego. Gdyby kręciły go nastolatki, dziewice albo starsze panie - przejmowałabym się bardziej.

                                                    Kochana, kochana,a to sie nazywa racjonalizacja i wmawianie sobie. Pytanie: czy Tobie Twoje fantazje przeszkadzaja/odsterczaja od seksu z mezem? Nie. Czyli: szafunia gra.
                                                    Czy jemu jego fantazje przeszkadzaja w uprawianiu seksu z Toba? Wychodzi, ze tak i tu juz szafunia nie gra. Jego fantazje to fiksacje na konkretne rzeczy i bez nich ani rusz a to juz sa dewiacje czy jakies fetysze, bez ktorych "normalny" seks nie smakuje. Usprawiedliwiaj, wmawiaj sobie, racjonalizuj, albo no prosze daj sie zdominowac w lozku, obsluguj go. Nie, Ty nie masz szansy, bo....on nie jest zainteresowany realizowaniem tej fantazji z Toba, dziewcze drogie.
                                                    Kolejna bzdura, ze kazdy facec leci na b. duze biusty i to 20 sto latek. Tu sa faceci i w zyciu jest ich pelno stukaja duzo starsze i z mniejszymi biustami, moze i podoba im sie wielki biust, moze, ale nie przeszkadza im to bzykac innej babki. A Twojemu przeszkadza i tu jest piesek pogrzebany. Zreszta jak chcial cycata to mogl brac cycata a nie Ciebie. Ty w tym czasie znalazlabys faceta, ktory polecialby na Twojej atuty. Wez Ty mnie dzialasz na nerwy, serio :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 13:01
                                                    kag73 napisała:

                                                    Zreszta jak chcial cy
                                                    > cata to mogl brac cycata a nie Ciebie. Ty w tym czasie znalazlabys faceta, ktor
                                                    > y polecialby na Twojej atuty. Wez Ty mnie dzialasz na nerwy, serio :)

                                                    MOze miala wiekszy biust ale jak potem schudla, pisala 10 kg?, to moze spadl? Ja przy najwiekszej swojej redukcji odnotowalam spadek z F do B i mowie tu o rozmiarach w przezroczystych, koronkowych stanikach, bez zadnego wypelnienia czy push upu, ktorych nigdy nie nosze. Wygladalo to fatalnie, nie ukrywam. Tyle, ze cycki to nie problem, mozna sobie zrobic, jakie chcesz, jak sie nie podobaja oczywiscie.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:35
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > Zreszta jak chcial cy
                                                    > > cata to mogl brac cycata a nie Ciebie. Ty w tym czasie znalazlabys faceta
                                                    > , ktor
                                                    > > y polecialby na Twojej atuty. Wez Ty mnie dzialasz na nerwy, serio :)
                                                    >
                                                    > MOze miala wiekszy biust ale jak potem schudla, pisala 10 kg?, to moze spadl? J

                                                    Miałam, miałam większe. DD, a teraz mam C. I nawet po urodzeniu dzieci chętnie zrobię sobie cycki, ale chcę doświadczyć bycia w ciąży w naturalny sposób. Lubię swoje piersi tuż przed okresem, myślę, że kiedy będę w ciąży to będę je uwielbiać w takim stanie.
                                              • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:33
                                                notyouraveragegirl napisała:

                                                > sabat3 napisał:
                                                >
                                                > > Typowy kryptogej imho.

                                                > Niczego nie mogę być pewna, ale zdziwiłabym się bardzo. Jego kręcą prostytutki,
                                                > seks z nieznajomą, sztuczne cycki i skąpe stringi itp. więc raczej składaniała
                                                > bym się ku temu, że jest niezdolny do nawiązania długotrwałej relacji seksualne
                                                > j z kobietą. To nie jest taki typowy troskliwy miś. Znam b. dużo gejów i takich
                                                > zniewieściałych i takich całkiem męskich i mój mąż nie przypomina mi w niczym
                                                > żadnego z nich.

                                                100% racji przyznaje Sabatowi. Pamietacie jak Rekreativia pisala, ze geja zwyczajnie nie jara cipka? To nie dazenie do penetracji jest nienormalne dla herero faceta. No sorry ale dla normalnego testosteronowego faceta cipka jest glownym gwozdziem programu. Owszem on moze sie pobawic, cos zrobic dla kobiety, poprzedluzac ale najwazniejsze jest zeby zamoczyc. Chyba, ze ma jakas schize czy mu jakos smierdzisz. Poza tym jak nie jest troskliwy jak sie rozwodzisz na jego opiekunczoscia. Moze wypiera swoja orientacje. Ewidentnie go cipka nie jara, a to juz wg mnie wystarczy za gejowstwo. A w ogole geje tez sa zdolni do stosunkow z kobieta, bo mi kiedys opowiadal kumpel-gej, ze najpierw mial dziewczyne i byl w zwiazku. Mnie tez krecil ale pewnie dlatego ze pakowal, do tego jak sie razem plywa to mu woda ta szeroka klate oblewala zawsze, do tego byl taki uwazny, interesowal sie, nie powiedzialabym ze to byl gej. Mialam wrazenie, ze tez mu sie podobam. A jednak gej.
                                                • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:37
                                                  hello-kitty2 napisała:
                                                  nie powiedzialabym ze to byl gej. Mialam wrazenie, ze tez mu sie podobam. A jednak gej.
                                                  ----------------------
                                                  Tylko gej rozpozna geja. A geje - pukacze są bardzo męscy.
                                                  >
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:58
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > nie powiedzialabym ze to byl gej. Mialam wrazenie, ze tez mu sie podobam. A jed
                                                    > nak gej.
                                                    > ----------------------
                                                    > Tylko gej rozpozna geja. A geje - pukacze są bardzo męscy.
                                                    > >
                                                    Nie. Miałam kiedyś świetny radar na gejów. Poznałam np. na imprezie przystojnego, męskiego uwodzicielskiego faceta, patrzylam jak uwodzi jakąś laske, powietrze falowało od erotyzmu, laska była kompletnie ugotowana, a mnie pierdolnęło pewnością: "gej!". No i okazało się potem że on gej. Jakiś taki rodzaj miękkości ledwie zauważalnej.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 21:09
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > nie powiedzialabym ze to byl gej. Mialam wrazenie, ze tez mu sie podobam. A jednak gej.
                                                    > > ----------------------
                                                    > > Tylko gej rozpozna geja. A geje - pukacze są bardzo męscy.
                                                    > > >
                                                    > Nie. Miałam kiedyś świetny radar na gejów. Poznałam np. na imprezie przystojnego, męskiego uwodzicielskiego faceta, patrzylam jak uwodzi jakąś laske, powietrze falowało od erotyzmu, laska była kompletnie ugotowana, a mnie pierdolnęło pewnością: "gej!". No i okazało się potem że on gej. Jakiś taki rodzaj miękkości l edwie zauważalnej.
                                                    ----------
                                                    Nie każdy ma Twoje zdolności :). Babki, które znam i które całe lata były z gejami nie miały.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:53

                                                    > ----------
                                                    > Nie każdy ma Twoje zdolności :). Babki, które znam i które całe lata były z gej
                                                    > ami nie miały.

                                                    Pod latarnią najciemmiej. Były zaangażowane, a ktoś z boku stojący nie jest.
                                                • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:46
                                                  Mnie sie wydaje, ze te jego fantazje z prostytutkami itd. wydaje mu sie lepsza sciema niz przyznac sie przed nia i moze przed samym soba, ze jest gejem. Albo ma jakies inne skrzywienie, ale ma. Bo sie zgadzam hetero facet chce zamoczyc i tyle. Inaczej bysmy wymarli jako gatunek :)
                                                  • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 21:04
                                                    > Bo sie zgadzam hetero facet chce zamoczyc i tyle. Inaczej bysmy wymarli jako gatunek :)

                                                    Hehe, sa gusta i gusciki. Ostatnio rozmawialam z atrakcyjnym, heteroseksualnym kolega, ktory snul mi po piwku wywody w ten desen, ze on to nie rozumie, dlaczego ludzie tak gloryfikuja ta cala penetracje. Mial za soba polroczny zwiazek z 25 latka i skarzyl sie, ze ona kazdy lozkowy seans z nim, a najlepiej codziennie, chciala konczyc wlasnie zamoczeniem. I orgazmem. No ale jak to?? To nie mozna sie zwyczajnie popiescic i na tym poprzestac, bez orgazmu, bez wsadzania ?? Czy penetracja jest obowiazkiem?? Nie wytrzymalam i spytalam, czy nie ma problemow z erekcja. Obruszyl sie, ze absolutnie nie, a tylko jest mnostwo innych rzcezy, ktore sa ciekawsze do roboty w lozku niz rutynowy seks zwienczony penetracja. Na przyklad wspolne ogladanie filmow czy paralelne czytanie ksiazek w lozku. Epilog : dwudziestka zaczela aktywnie sie rozgladac na tinderze, on to odkryl no i i zwiazek rozlecial sie z hukiem.
                                                  • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 21:05
                                                    Aha, clue opowiesci : kolega lat 40 :))
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 21:11
                                                    "Obruszyl sie, ze absolutnie nie, a tylko jest mnostwo innych rzcezy, ktore sa ciekawsze do roboty w lozku niz rutynowy seks zwienczony penetracja. Na przyklad wspolne ogladanie filmow czy paralelne czytanie ksiazek w lozku. Epilog : dwudziestka zaczela aktywnie sie rozgladac na tinderze, on to odkryl no i i zwiazek rozlecial sie z hukiem."

                                                    Zwyczajnie rozbieznosci w libido i poziomie hormonow, on 40 i spadek testosteronu. Ona 25, kobieto jak ja mialam 25 to ja w takim mlodym zwiazku seks mialam 3x dziennie, taka bylam podjarana, nawet jak milam nowy zwiazek i 27 czy 28 podobnie. Nie ma sie co brac za starych dziadow jak sie jest chetna i mloda :) Bo to, ze nie zawsze musi byc penetracja to jedno ale zeby zamiast seksu w tak mlodym zwiazku ogladac filmy to juz przerasta wszelkie pojecie! Nie dobrali sie temperamentami i moze wiekiem jednak.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:30
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Bo sie zgadzam hetero facet chce zamoczyc i
                                                    > tyle. Inaczej bysmy wymarli jako gatunek :)

                                                    Mój jest leniwy. Ja ze względów zdrowotnych nie mogę stosować antykoncepcji hormonalnej, więc zostają prezerwatywy. Uważam, że nie chce mu się przerywać, żeby założyć gumkę. Poza tym, jest hojnie obdarzony przez naturę, a ja jestem dosyć ciasna, więc potrzebuję chwili powolnej penetracji zanim można ze mną zrobić co się chce. Dla niego to jest przerwanie całej akcji i od nowa musi się nakręcać, więc po prostu mu się nie chce. Zwłaszcza, że nasze pierwsze kontakty seksualne też były niepełne, więc teraz odtwarzamy ten schemat z kiedyś. Wdrukowanie czy jakoś tak.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:30
                                                    A, no i jeszcze - w ten sposób łatwiej osiągam orgazm - 100% skuteczności w ten sposób.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:37
                                                    "Dla niego to jest przerwanie całej akcji i od nowa musi się nakręcać, więc po prostu mu się nie chce. Zwłaszcza, że nasze pierwsze kontakty seksualne też były niepełne, więc teraz odtwarzamy ten schemat z kiedyś. Wdrukowanie czy jakoś tak"

                                                    To ile on ma lat? Bo moj 44 i nie musi sie od nowa nakrecac jak zaklada gume. On do kiosku po te gume leci? Jak ktos nie umie plywac to mowi, ze za rzadka woda :))
                                                    Ale rozumiem, na wszystko jest wytlumaczenie. Najwazniejsze, ze Wam ze soba dobrze i sie kochacie :)

                                                    "Poza tym, jest hojnie obdarzony przez naturę, a ja jestem dosyć ciasna, więc potrzebuję chwili powolnej penetracji zanim można ze mną zrobić co się chce."

                                                    A tej chwili nie ma, spieszy sie Wam na autobus czy jak? Ludzie cuda tu wypisujesz. Jakby w tym wszystkim chodzilo tylko o niego.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:50
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A tej chwili nie ma, spieszy sie Wam na autobus czy jak? Ludzie cuda tu wypisuj
                                                    > esz. Jakby w tym wszystkim chodzilo tylko o niego.

                                                    Mam wrażenie, że odbierasz moje posty jako próbę usprawiedliwienia jego. Ja nie usprawiedliwiam. Moim zdaniem to jest słabe, że mu się nie chce penetrować, nie jestem zadowolona, uważam, że nie jest to normalne i wiem, że ma w sferze seksualnej problemy ze sobą. Chodzi na terapię - może mu to coś da, może nie. Ja tylko wyjaśniam co z czego może wynikać. Zupełnie neutralnie. Staram się nie wartościować bo każdy ma jakieś swoje dziwactwa.

                                                    Ja na przykład mam swoje braki emocjonalne i potrzebuję, żeby mi co rusz udowadniać, że jestem naj, naj, naj - to też jest słabe. Jak byłam nastolatką i zaczęli się mną interesować chłopcy to nie mogłam w to uwierzyć i myślałam, że się zbiorowo ze mnie nabijają. I teraz też obiektywnie wiem, że wzbudzam jakieśtam zainteresowanie, bo to widzę, i ciężko nie zauważyć jak mnie ktoś zaczepia na ulicy, że się mną zainteresował, ale i tak sobie myślę, że im się tylko wydaje, że jestem ładna i jak się bliżej przyjrzą to zmienią zdanie. Albo, że osobowościowo nie będę w stanie kogoś zatrzymać na stałe. Jestem na etapie walczenia o swój rozwój, o swoje poczucie własnej wartości bo i tak mam tą pracę do wykonania - czy w tym związku czy w innym. Jak dojdę do ładu ze sobą to mogę dojść do ładu z otoczeniem. Jak rzucę go teraz to za miesiąc wrócę bo nie będę wierzyła w to, że coś dobrego na mnie jeszcze czeka.
                                                  • sea.sea Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:55
                                                    > Ja na przykład mam swoje braki emocjonalne i potrzebuję, żeby mi co rusz udowadniać, że jestem naj, naj, naj - to też jest
                                                    > słabe.

                                                    No ale to wynika z tego, że kochający mąż nie chce Cię rżnąć oraz wyznał Ci kiedyś, że nie jesteś w jego typie. To jakim cudem Ty się masz czuć pewnie i nie potrzebować udowadniania? Gdyby Cię ten związek zaspokajał emocjonalnie, to byś nie potrzebowała jakiegoś osobnego rytualnego udowadniania co i rusz, bo po prostu byś je czerpała z codziennych zwyczajnych interakcji.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 23:02
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > No ale to wynika z tego, że kochający mąż nie chce Cię rżnąć oraz wyznał Ci kie
                                                    > dyś, że nie jesteś w jego typie. To jakim cudem Ty się masz czuć pewnie i nie p
                                                    > otrzebować udowadniania? Gdyby Cię ten związek zaspokajał emocjonalnie, to byś
                                                    > nie potrzebowała jakiegoś osobnego rytualnego udowadniania co i rusz, bo po pro
                                                    > stu byś je czerpała z codziennych zwyczajnych interakcji.

                                                    No nie do końca. Ja te braki miałam wcześniej. Raczej bo ojciec obiecywał i nigdy nie dotrzymywał słowa i się czułam mało ważna. Mąż tylko to pogłębił, ale gdyby nie trafiło na podatny grunt to nie byłoby z tego tragedii. Ja sobie zdaję sprawę, że udowadnianie zakompleksionej babie, że jest super też może być męczące. A ja te wszystkie negatywne rzeczy na swój temat wiem właśnie bo wypytywałam, drążyłam bo się czułam niepewnie i myślałam, że pytając wyżebram dowody miłości i uznania. Stało się odwrotnie - poznałam prawdę, która mnie zraniła na własne życzenie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 22:58
                                                    Ja nie mam wrazenia, zeby on, jego obecnosc i jego stosunek do Ciebie(Twojej fizycznosci) itd. przyczynial sie albo byl konieczny do Twojego "dochodzenia do ladu" i budowania wlasnej wartosci. Raczej przeciwnie. On ma skrzywienie, to nie ma nic wspolnego z Toba!

                                                    "...ale i tak sobie myślę, że im się tylko wydaje, że jestem ładna i jak się bliżej przyjrzą to zmienią zdanie..."

                                                    A daj im szanse zmienic zdanie. Pamietam jak bylam bardzo mloda i dostawial sie do mnie fajny facet, przetanczylismy co swoje i chcial sie umawiac na 16:00 drugiego dnia to se tylko myslalam spanikowana, ze sie jednak rozmysli jak zobaczy mnie przy swietle dziennym :)
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 23:08
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ja nie mam wrazenia, zeby on, jego obecnosc i jego stosunek do Ciebie(Twojej fi
                                                    > zycznosci) itd. przyczynial sie albo byl konieczny do Twojego "dochodzenia do l
                                                    > adu" i budowania wlasnej wartosci. Raczej przeciwnie. On ma skrzywienie, to nie
                                                    > ma nic wspolnego z Toba!

                                                    Jego obecność jest o tyle ważna, że mogę się skupić na sobie bo mam ku temu warunki - mam swoje miejsce (mieszkanie) w którym dobrze się czuję, wszystko jest dla mnie znane, dobrze śpię w nocy, przestałam w związku z tym związkiem przeżywać stres.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 23:55
                                                    A moglabys przez jakis czas nawet dluzszy rok-dwa-trzy byc w ogole sama? Bo mam wrazenie, ze Ty dopuszczasz tylko istnienie innego zwiazeku w miejsce tego, jesli by oczywiscie ten nowy facet spelnilby te wszystkie checklisty. Jesli tak jest, jak przypuszczam to go nie zostawisz, bo jak? Trzeba zakladac bycie samemu, a na ile nie wiadomo?
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 09:15
                                                    Oczywiście, ze zakładam życie w pojedynkę przez jakiś czas. Tylko, ze jeśli miałabym żyć sama przez wiele lat to wolę żyć z nim.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 12:29
                                                    notyouraveragegirl napisała:

                                                    > Oczywiście, ze zakładam życie w pojedynkę przez jakiś czas. Tylko, ze jeśli mia
                                                    > łabym żyć sama przez wiele lat to wolę żyć z nim.

                                                    Jesli odchodzisz musisz zakladac singielstwo do nie wiadomo dokad, bo moze sie tak zdarzyc, ze juz nigdy nikogo nie znajdziesz do stalego zwiazku. Oczywiscie najprawdopodobniej by sie tak nie zdarzylo ale trzeba byc na to przygotowanym. Jezeli bardziej cenisz sobe bycie z nim niz samotnosc, to nie ma o czym mowic, rozstanie jest niemozliwe. Natomiast poznanie kogos wartosciowego w ukladzie, w ktorym jestes, jak juz wykazala Glam, tez jest nie mozliwe wiec jestes w sytuacji bez wyjscia. Zatem wypada ja zaakceptowac, przylozc sie do sniadan i odpuscic seks, potem spiac sie zrobic dziecko, przelac na nie uczucia i zyc w bialym malzenstwie. Realistycznie tylko tak to widze, bo do zdrad sie tez nie nadajesz. Poza tym nie stosujesz skutecznych srodkow anty wiec jeszcze by Ci sie jakis bekart zdarzyl i dopiero bys zostala na lodzie. Poza tym do zdrad trzeba byc cwanym i egoistycznym, a nie jak Sabat sobie dospiewuje empatycznym hehe. Za postolinijna na nie jestes. I dobrze.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 12:40
                                                    Słuszne uwagi. Dodałbym kupno boksera, tóry będzie Ją kochał z wzajemnością, co rozwiąże potrzeby bycia kochaną. Obserwując spacerujace kobiety z psami, to jest powszechne rozwiązanie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 12:58
                                                    "Obserwując spacerujace kobiety z psami, to jest powszechne rozwiązanie."

                                                    Ty tez spacerujesz z psem, Wont tez, inni mezczyzni tez. Wiec zostaw kobiety z psami w spokoju :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 13:04
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Obserwując spacerujace kobiety z psami, to jest powszechne rozwiązanie."
                                                    >
                                                    > Ty tez spacerujesz z psem, Wont tez, inni mezczyzni tez. Wiec zostaw kobiety z
                                                    > psami w spokoju :)

                                                    On i Wont spaceruja z sukami, a babce poleca psa. Zastanawiajace??? No nie mowcie, ze traktujecie wybor plci seksualnie. Lekko dziwne to jest, jak nie bardzo dziwne ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 13:45
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > > Ty tez spacerujesz z psem, Wont tez, inni mezczyzni tez. Wiec zostaw kobiety z psami w spokoju :)
                                                    >
                                                    > On i Wont spaceruja z sukami, a babce poleca psa. Zastanawiajace??? No nie mowcie, ze traktujecie wybor plci seksualnie. Lekko dziwne to jest, jak nie bardzo dziwne ;).
                                                    ---------------------
                                                    Zawsze kupuję suki, bo sa słodkie, oddane i zdyscyplinowane :). Jak patrze w jej oczy widzę i czuję oddanie i miłość. Przytulam ją, głaszczę i całuję w głowę, podobnie jak wszystkie inne moje dziewczyny :).
                                                    Tego pies mi nigdy dac nie może, a mieszkając z rodzicami, mielismy psy.
                                                    Tak więc potwierdzam, traktuje wybór seksualnie.
                                                    Sgeruję zatem kupno boksera.

                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 14:11

                                                    > Zawsze kupuję suki, bo sa słodkie, oddane i zdyscyplinowane :). Jak patrze w je
                                                    > j oczy widzę i czuję oddanie i miłość. Przytulam ją, głaszczę i całuję w głowę,
                                                    > podobnie jak wszystkie inne moje dziewczyny :).
                                                    > Tego pies mi nigdy dac nie może, a mieszkając z rodzicami, mielismy psy.
                                                    > Tak więc potwierdzam, traktuje wybór seksualnie.
                                                    > Sgeruję zatem kupno boksera.

                                                    Sugeruję kundelkę ze schroniska. Kundle średniej wielkości żyją długo, są zazwyczaj zdrowe, kochają człowieka jak wszystkie psy, a uczynek dobry przy tym spełnić można.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 14:15
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Sugeruję kundelkę ze schroniska. Kundle średniej wielkości żyją długo, są zazwyczaj zdrowe, kochają człowieka jak wszystkie psy, a uczynek dobry przy tym spełnić można.
                                                    ------------------
                                                    Ja kocham bokserki, a wiesz miłość nie wybiera :).
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:22
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Sgeruję zatem kupno boksera.
                                                    >
                                                    Nie przepadam za zwierzętami. Wiem. Beznadziejna jestem.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 17:11
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > On i Wont spaceruja z sukami, a babce poleca psa. Zastanawiajace??? No nie mowc
                                                    > ie, ze traktujecie wybor plci seksualnie. Lekko dziwne to jest, jak nie bardzo
                                                    > dziwne ;)
                                                    -------
                                                    Tak, plec w przypadku psow jest dla mnie wazna. Suki, generalnie, sie bardziej przywiazuja i sa grzeczniejsze. Ja moja chyba podswiadomie traktuje jako substytut coreczki :) Rozpieszczam, jak kazdy tata, ale i ochrzaniam jak zrobi cos zlego.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 17:34
                                                    wont2 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > On i Wont spaceruja z sukami, a babce poleca psa. Zastanawiajace??? No nie mowc
                                                    > > ie, ze traktujecie wybor plci seksualnie. Lekko dziwne to jest, jak nie bardzo dziwne ;)
                                                    > -------
                                                    > Tak, plec w przypadku psow jest dla mnie wazna. Suki, generalnie, sie bardziej przywiazuja i sa grzeczniejsze. Ja moja chyba podswiadomie traktuje jako substytut coreczki :) Rozpieszczam, jak kazdy tata, ale i ochrzaniam jak zrobi cos zlego.
                                                    --------------------------
                                                    No tak, ja Sowę też traktuję jak córkę. Pure love. Też ją rozpieszczam i czasami ochrzaniam. Moja mówi do niej: ,,idź do ojca". :). Z synem jest jednak inaczej
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 20:08

                                                    > No tak, ja Sowę też traktuję jak córkę. Pure love. Też ją rozpieszczam i czasam
                                                    > i ochrzaniam. Moja mówi do niej: ,,idź do ojca". :). Z synem jest jednak inacz
                                                    > ej

                                                    Hmmm, nie zauważyłam żebym się odnosiła ianczej do swoich kotów i do kocic. Każde z nich ma swój niezależny od płci charakter i w związku z tą specyfiką wzbudzają we mnie określone uczucia.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 17:03
                                                    notyouraveragegirl napisała:

                                                    > Oczywiście, ze zakładam życie w pojedynkę przez jakiś czas. Tylko, ze jeśli mia
                                                    > łabym żyć sama przez wiele lat to wolę żyć z nim.
                                                    -------
                                                    Moze to w jakis sposob wplywa na jego nisja niechec do zblizen? To, ze on wie, ze jestes z nim nie dlatego ze tego chcesz tylko dlatego ze boisz sie byc sama. Dla mnie to byloby bardzo aseksualne, podkopujace atrakcyjnosc partnerki w moich oczach i, chyba najwazwazniesze, destrukcyjne dla mojego poczucia wlasnej wartosci.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 18:13
                                                    wont2 napisał:

                                                    i, chyba najwazwazniesze, destrukcyjne dla mojego poczucia wlasnej wa
                                                    > rtosci.

                                                    Nigdy nie traktowalam zadnego z partnerow jako czynnika podnoszacego czy obnizajacego poczucie mojej wartosci. Przeciez to MOJE poczucie wartosci, a nie poczucie wartosci ksztaltowane przez inne osoby. Moze to blad? Ale nie sadze. Dlaczego tak to traktujesz? Szczerze mowiac nie kumam tego w ogole ale obserwuje cos takiego u mezczyzn i dziwi mnie to.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 18:44
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Przeciez to MOJE poczucie wartosci, a nie poczucie wartosci ksztaltowane przez inne osoby. Moze to blad? Ale nie sadze. Dlaczego tak to traktujesz? Szczerze mowiac nie kumam tego w ogole ale obserwuje cos takiego u mezczyzn i dziwi mnie to.
                                                    ----------------------
                                                    A mnie nie. Wczoraj na spotkaniu ze znajomymi powiedziałem, że najważniejszy w moim życiu jest związek z moją kobietą. Całą resztę uważam za drugorzędną. Tak więc kobieta wpływa niesamowicie na życie, podnosi wartość życia faceta, a więc i faceta.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 18:54
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nigdy nie traktowalam zadnego z partnerow jako czynnika podnoszacego czy obniza
                                                    > jacego poczucie mojej wartosci. Przeciez to MOJE poczucie wartosci, a nie poczu
                                                    > cie wartosci ksztaltowane przez inne osoby. Moze to blad? Ale nie sadze. Dlacze
                                                    > go tak to traktujesz? Szczerze mowiac nie kumam tego w ogole ale obserwuje cos
                                                    > takiego u mezczyzn i dziwi mnie to.
                                                    -------
                                                    Niestety, wiekszosc ludzi, w tym ja, nie osiagnela jeszcze pelnego oswiecenia i w ich przypadku poczucie wlasnej wartosci jest niestety wciaz w jakims stopniu ksztaltowane przez feedback otoczenia :) Nie chodzi mi tutaj o zjawisko podnoszenia swojej wartosci (w mniemaniu niektorych) poprzez szlajanie sie z atrakcyjna laska, tylko o elementarne pragnienie, zeby ktos byl z nami bo chce z nami byc, ze jestesmy dla tego kogos kims najlepszym, wyjatkowym, a nie z jakichkolwiek innych powodow, m.in. z powodu nieumiejetnosci bycia samemu :)
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:38
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Niestety, wiekszosc ludzi, w tym ja, nie osiagnela jeszcze pelnego oswiecenia i
                                                    > w ich przypadku poczucie wlasnej wartosci jest niestety wciaz w jakims stopniu
                                                    > ksztaltowane przez feedback otoczenia :) Nie chodzi mi tutaj o zjawisko podnos
                                                    > zenia swojej wartosci (w mniemaniu niektorych) poprzez szlajanie sie z atrakcyj
                                                    > na laska, tylko o elementarne pragnienie, zeby ktos byl z nami bo chce z nami b
                                                    > yc, ze jestesmy dla tego kogos kims najlepszym, wyjatkowym, a nie z jakichkolwi
                                                    > ek innych powodow, m.in. z powodu nieumiejetnosci bycia samemu :)


                                                    On jest dla mnie tym kimś najlepszym, wyjątkowym, więc jestem z nim bo chcę być właśnie z nim. Niestety od lat udaję sama przed sobą, że na co dzień nie zauważam, że jest to uczucie kompletnie nieodwzajemnione na takim poziomie.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:31
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > Nigdy nie traktowalam zadnego z partnerow jako czynnika podnoszacego czy obniza
                                                    > jacego poczucie mojej wartosci. Przeciez to MOJE poczucie wartosci, a nie poczu
                                                    > cie wartosci ksztaltowane przez inne osoby. Moze to blad? Ale nie sadze.

                                                    Nie, to nie błąd. To ja popełniłam błąd traktując związek z mężem jako lekarstwo na wszystkie moje kompleksy. Czułam się brzydka, gruba, niewarta miłości - ale dla niego byłam NAJPIĘKNIEJSZA NA ŚWIECIE, on za mną szalał, latał po kwiaty o 4 nad ranem, więc nie obchodziło mnie co myślą inni, przestało mnie nawet obchodzić co ja o sobie myślę bo zaczęłam wierzyć w to, że przesadzam z moimi kompleksami. A kiedy on przestał wielbić i uważać mnie za piękność wylądowałam w takim samym dole, w jakim byłam wcześniej, choć obiektywnie, teraz wyglądam o wiele lepiej niż wtedy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:42
                                                    notyouraveragegirl napisała:

                                                    > Nie, to nie błąd. To ja popełniłam błąd traktując związek z mężem jako lekarstw
                                                    > o na wszystkie moje kompleksy. Czułam się brzydka, gruba, niewarta miłości - al
                                                    > e dla niego byłam NAJPIĘKNIEJSZA NA ŚWIECIE, on za mną szalał, latał po kwiaty
                                                    > o 4 nad ranem, więc nie obchodziło mnie co myślą inni, przestało mnie nawet obc
                                                    > hodzić co ja o sobie myślę bo zaczęłam wierzyć w to, że przesadzam z moimi komp
                                                    > leksami. A kiedy on przestał wielbić i uważać mnie za piękność wylądowałam w ta
                                                    > kim samym dole, w jakim byłam wcześniej, choć obiektywnie, teraz wyglądam o wie
                                                    > le lepiej niż wtedy.

                                                    Musisz szukac jakigos innego sposobu potwierdzenia swojej atrakcyjnosci. Ja mam latwiej, bo mnie fascynuja sporty sylwetkowe wiec jak sie zblizam do sedziowskich standardow czyli do tzw. formy, to mam poczucie atrakcyjnosci wyjebane w kosmos. Zaden mezczyzna nie dawal mi nigdy takiego poczucia doskonalosci. Wspaniale uczucie. Ale przypuszczam, ze sa jeszcze inne drogi. Moze rob cos takiego co daje Ci poczucie wlasnej atrakcyjnosci, a nie ma zwiazku z mezczyznami np jakies tance, sporty, bycie w czyms dobrym?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:54
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Musisz szukac jakigos innego sposobu potwierdzenia swojej atrakcyjnosci. Ja mam latwiej, bo mnie fascynuja sporty sylwetkowe wiec jak sie zblizam do sedziowskich standardow czyli do tzw. formy, to mam poczucie atrakcyjnosci wyjebane w kosmos. Zaden mezczyzna nie dawal mi nigdy takiego poczucia doskonalosci. Wspaniale uczucie. Ale przypuszczam, ze sa jeszcze inne drogi. Moze rob cos takiego co daje Ci poczucie wlasnej atrakcyjnosci, a nie ma zwiazku z mezczyznami np jakies tance, sporty, bycie w czyms dobrym?
                                                    -----------
                                                    Kitty, na tym forum tylko my jesteśmy (prawie) wyczynowcami. Nie oczekuj zbyt wiele od innych.
                                                    Tak z perspektywy, moja sportowa - klubowa historia bardzo wiele mi dała w życiu.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:06
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Kitty, na tym forum tylko my jesteśmy (prawie) wyczynowcami. Nie oczekuj zbyt w
                                                    > iele od innych.
                                                    > Tak z perspektywy, moja sportowa - klubowa historia bardzo wiele mi dała w życi
                                                    > u.

                                                    Ale jak jestes w czyms dobry, to nie musi byc sport, to ludzie cie pozadaja. Trzeba odkryc jakas swoja droge. Moze jakis kanal na YouTube i niech jedzie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 18:41
                                                    "To, ze on wie, ze jestes z nim nie dlatego ze tego chcesz tylko dlatego ze boisz sie byc sama."

                                                    A niby skad on ma to wiedziec. Przeciez ona go przede wszystkim kocha, chce z nim sypiac, zalezy jej na nim, wiec ... tu nie ma podstw do watpienia w swoje poczucie wlasnej wartosci.

                                                    " Dla mnie to byloby bardzo aseksualne, podkopujace atrakcyjnosc partnerki w moich oczach i, chyba najwazwazniesze, destrukcyjne dla mojego poczucia wlasnej wartosci."

                                                    Nie wkrecaj jej takich glupot, wystarczy, ze juz ona glupoty gada :) Nie od tego sie zaczelo i nie to jest przyczyna.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 19:04
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Nie wkrecaj jej takich glupot, wystarczy, ze juz ona glupoty gada :) Nie od teg
                                                    > o sie zaczelo i nie to jest przyczyna.
                                                    -------
                                                    Znamy tylko relacje jednej strony, wiec z definicji przefiltrowana, zatem troche dziwi mnie twoja niezachwiana wiara, ze praprzyczyna tego stanu rzeczy tkwi w tym przypadku wylacznie w niezainteresowaniu seksem ze strony meza. Ja wole pomacac po omacku. Moze sie myle ale przynajmniej sobie pomacam :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 20:33
                                                    "Znamy tylko relacje jednej strony, wiec z definicji przefiltrowana, zatem troche dziwi mnie twoja niezachwiana wiara, ze praprzyczyna tego stanu rzeczy tkwi w tym przypadku wylacznie w niezainteresowaniu seksem ze strony meza.

                                                    A co ja zycia nie znam i facetow :) Facet ma pod dachem chetna na seks z nim, lecaca na niego babke i roztrzasa czy aby ona z nim nie jest tylko dlatego, bo sie boi samotnosci?! Come on! Takie waty to moglby miec jak by z nim sypiac nie chciala, tymczasem ona na rzesach stawala, zeby tylko ten seks od niego dostac.
                                                    Facet jest "skrzywiony" to tak w skrocie, bo to skrzywienie moze oznaczac...tu se wpisac mozliwe opcje.



                                                    "Moze sie myle ale przynajmniej sobie pomacam :)"

                                                    Wiec Ty se macaj a ona niech zwija zagle, bo nawet macanie ma za rzadko :)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:09
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A co ja zycia nie znam i facetow :) Facet ma pod dachem chetna na seks z nim, l
                                                    > ecaca na niego babke i roztrzasa czy aby ona z nim nie jest tylko dlatego, bo s
                                                    > ie boi samotnosci?! Come on! Takie waty to moglby miec jak by z nim sypiac nie
                                                    > chciala, tymczasem ona na rzesach stawala, zeby tylko ten seks od niego dostac.
                                                    > Facet jest "skrzywiony" to tak w skrocie, bo to skrzywienie moze oznaczac...tu
                                                    > se wpisac mozliwe opcje.
                                                    --------
                                                    No dobra, to przyklad z zycia. Mojego zycia, bo jestem ekshibicjonista i narcyzem. Mam w pracy kolezanke. Ona sie podobala mi a ja jej. Byly jakies flirty, nic wiecej. Przelecialbym ja jakby byla okazja ale nie bylo okazji. Miala meza. Maz jej umarl. Zbieg okolicznosci ale zaraz po tym zwolnilo sie miejsce w moim pokoju (kolezanka z ktora siedzialem przeszla na emeryture). No i zrobila wszystko, zeby siedziec ze mna. No i siedzimy razem. Jest fajnie, jestem codziennie komplementowany, mowi mi jaki to ja jestem przystojny, madry i inteligentny, wyciaga na alko (po ostatnim wyjsciu jakies dwa miesiace temu ja niestety pocalowalem). Jakbym wstal i postawil kloca na biurku, to jestem pewien, ze skomplementowalaby klocka - jaki on duzy, foremny i pachnacy. Powaznie, jakbym chcial, to moglibysmy sie codziennie zamykac na pol godziny w pokoju i pieprzyc. Tyle ze ja nie chce. Jedna sprawa to wrodzona inteligencja, ktora niestety niespecjalnie w ciagu zycia rozwinalem. Druga, wazniejsza rzecz, to smutna konstatacja, ze przestala mnie podniecac. Moze nie tyle przestala, co duzo mniej podnieca niz wczesniej (niestety wiem, ze wczesniej czy pozniej ja po pijaku przelece dlatego statam sie nie pic w jej towarzystwie). A wszystko, ten caly spadek jej atrakcyjnosci w moich oczach, bierze sie z tego, ze jej desperackie napalenie na mnie bierze sie z faktu, ze nie umie byc sama.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:15
                                                    A wszystko, ten caly spadek jej atrakcyjnosci w moich oczach, bierze sie z tego, ze jej desperackie napalenie na mnie bierze sie z faktu, ze nie umie byc sama.

                                                    A slad wiesz?
                                                    Piszesz, ze podobales sie jej juz wczesniej, ale miala meza a teraz maz umarl. Czyli: podobales sie kiedys, podobasz sie i teraz. Problem moze byc, ze Ty nie chcesz byc z nia a myslisz, ze ona nie umie byc sama i bedzie chciala byc z Toba.
                                                    A ona moze byc na Ciebie napalona, bo meza nie ma a potrzeby seksualne jej zostaly :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:18
                                                    A poza tym moim zdaniem blad jak kobieta przesadnie komplementuje faceta. On ma wrazenie, ze ma jak na tacy i traci zaintersowanie. Dlatego mowie, ze mysz za kotem ganiac nie powinna.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:28
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A poza tym moim zdaniem blad jak kobieta przesadnie komplementuje faceta. On ma
                                                    > wrazenie, ze ma jak na tacy i traci zaintersowanie. Dlatego mowie, ze mysz za
                                                    > kotem ganiac nie powinna.
                                                    -----
                                                    Zostawmy na boku plec. Nie ma nic zlego w tym ze kobieta komplementuje mezczyzne. Kluczem w twoim wpisie jest slowo "przesadnie". A skad sie bierze przesada? Z desperacji wlasnie. A skad desperacja? No wlasnie.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:35
                                                    wont2 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > A poza tym moim zdaniem blad jak kobieta przesadnie komplementuje faceta.
                                                    > On ma
                                                    > > wrazenie, ze ma jak na tacy i traci zaintersowanie. Dlatego mowie, ze my
                                                    > sz za
                                                    > > kotem ganiac nie powinna.
                                                    > -----
                                                    > Zostawmy na boku plec. Nie ma nic zlego w tym ze kobieta komplementuje mezczyzn
                                                    > e. Kluczem w twoim wpisie jest slowo "przesadnie". A skad sie bierze przesada?
                                                    > Z desperacji wlasnie. A skad desperacja? No wlasnie.
                                                    >

                                                    A może ta przesada wynika z ogromnej chęci przelecenia cię? Nie z ochoty na zazwiązkowanie.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:11
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > A może ta przesada wynika z ogromnej chęci przelecenia cię? Nie z ochoty na zaz
                                                    > wiązkowanie.
                                                    ----------
                                                    Bardzo watpie. To znaczy, zeby bylo jasne, ja jej nie posadzam o jakies niecne knowania, ona jest bardzo w porzadku. Ale u niej sie to zlewa, nie umie oddzielic jednego od drugiego. Wyszla za maz jak byla bardzo mloda, maz ja bardzo kochal i opiekowal sie nia i ona potrzebuje kogos kto by ja bardzo kochal, opiekowal sie nia i ja porzadnie wyruchal (moje podejrzenie jest takie, ze z tym bylo u meza gorzej, bo mi wielokrotnie narzekala, ze nie nacieszyla sie zyciem). A ja niestety nie czuje sie na silach, zeby czterdziestoparoletnia babke uczyc wszystkiego - picia, zabawy, seksu etc. A wykorzystywac jej tez nie chce.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:19
                                                    wont2 napisał:


                                                    A ja niestety nie czuje sie na silach, zeby czterdziestoparoletnia babke uczyc wszystkiego - picia, zabawy, seksu etc. A wykorzystywac jej tez nie chce.
                                                    --------------------
                                                    Wont, matematyka mówi: wiek babki = Twój wiek : 2 plus 7.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:34
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Wont, matematyka mówi: wiek babki = Twój wiek : 2 plus 7.
                                                    ----------
                                                    Tak? To tutaj sie roznimy. Bo moja druga krolowa nauk z kolei mowi mi: wiek babki >= 15, a jak ma wiecej to, jak mi sie podoba, to tylko zebym nie gwalcil i z grobu nie wykopywal :)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:45
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Wyszla za maz jak byla bardzo mloda, maz ja bardzo koch
                                                    > al i opiekowal sie nia i ona potrzebuje kogos kto by ja bardzo kochal, opiekowa
                                                    > l sie nia i ja porzadnie wyruchal (moje podejrzenie jest takie, ze z tym bylo u
                                                    > meza gorzej, bo mi wielokrotnie narzekala, ze nie nacieszyla sie zyciem). A ja
                                                    > niestety nie czuje sie na silach, zeby czterdziestoparoletnia babke uczyc wszy
                                                    > stkiego - picia, zabawy, seksu etc. A wykorzystywac jej tez nie chce.

                                                    Przy takim typie kobiet od razu mi sie instynkt opiekunczy wlacza ;) To moze byc niebezpieczne... ;)
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:45
                                                    wont2 napisał:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > A może ta przesada wynika z ogromnej chęci przelecenia cię? Nie z ochoty
                                                    > na zaz
                                                    > > wiązkowanie.
                                                    > ----------
                                                    > Bardzo watpie. To znaczy, zeby bylo jasne, ja jej nie posadzam o jakies niecne
                                                    > knowania, ona jest bardzo w porzadku. Ale u niej sie to zlewa, nie umie oddziel
                                                    > ic jednego od drugiego. Wyszla za maz jak byla bardzo mloda, maz ja bardzo koch
                                                    > al i opiekowal sie nia i ona potrzebuje kogos kto by ja bardzo kochal, opiekowa
                                                    > l sie nia i ja porzadnie wyruchal (moje podejrzenie jest takie, ze z tym bylo u
                                                    > meza gorzej, bo mi wielokrotnie narzekala, ze nie nacieszyla sie zyciem). A ja
                                                    > niestety nie czuje sie na silach, zeby czterdziestoparoletnia babke uczyc wszy
                                                    > stkiego - picia, zabawy, seksu etc. A wykorzystywac jej tez nie chce.
                                                    >


                                                    Ha, skoro jak mówisz zlewa jej się, to poniechaj jej.czyli trzymaj kutasa na wodzy. Tym bardziej jeśli mąż zmarł stosunkowo niedawno i nie zdążyła jeszcze odbyć żałoby. Mogłoby jej się namieszać trochę w głowie i byloby wszystkim przykro.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:01
                                                    wont2 napisał:

                                                    A ja
                                                    > niestety nie czuje sie na silach, zeby czterdziestoparoletnia babke uczyc wszy
                                                    > stkiego - picia, zabawy, seksu etc. A wykorzystywac jej tez nie chce.
                                                    >

                                                    Picia to nie trzeba sie jakos specjalnie uczyc ;-) Jessu jak ja lubie sie najebac ale fakt najlepiej z profesjonalistami. Mam taka kumpele, pije idealnie. Mamy wtedy taka faze. Jeszcze nie moge, bo redukcja pelna para ale lipiec nasz. Podpowiedz jej niech pije z jaka kumpela i w miasto, a od facetow sie nie odpedza, jak potrzebuje. (dobrze jest jak kumpela jest zabawowa i ladna, a najlepiej mlodsza o dekade - polecam)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:19
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Picia to nie trzeba sie jakos specjalnie uczyc ;-) Jessu jak ja lubie sie najeb
                                                    > ac ale fakt najlepiej z profesjonalistami. Mam taka kumpele, pije idealnie. Mam
                                                    > y wtedy taka faze. Jeszcze nie moge, bo redukcja pelna para ale lipiec nasz. Po
                                                    > dpowiedz jej niech pije z jaka kumpela i w miasto, a od facetow sie nie odpedza
                                                    > , jak potrzebuje. (dobrze jest jak kumpela jest zabawowa i ladna, a najlepiej m
                                                    > lodsza o dekade - polecam)
                                                    ------
                                                    Ech. Opowiadala mi niedawno, ze w pociagu przysiadl sie do niej gosc i zagadal. Pogadali jakis czas o dupie maryni, wymienili sie numerami telefonow i zaproponowal jak kawe (ale nie od razu, tylko kurwa po zakonczeniu postu czy czegos takiego, nie pamietam szczegolow). No i jej mowie - podoba ci sie? To idz na te kawe bo mu sie spodobalas i chce cie chyba przeleciec. Ona, ze to tylko kawa. Musialem jej tlumaczyc, ze zaproszenie na "kawe" to nie jest zaproszenie na kawe. Oczywiscie, to nie jest tak ze ona jest niegramotna idiotka, tylko probowala w ten sposob... ech co wam bede tlumaczyc.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:39
                                                    "Ona, ze to tylko kawa. Musialem jej tlumaczyc, ze zaproszenie na "kawe" to nie jest zaproszenie na kawe. Oczywiscie, to nie jest tak ze ona jest niegramotna idiotka, tylko probowala w ten sposob... ech co wam bede tlumaczyc.

                                                    Ty jej nic nie musisz tlumczyc, bo ona wie co to dla niej i malo ja obchodzi, ze on chce ja przeleciec (a mowi o kawie), bo to ona musi chciec przeleciec jego. A zacznie od kawy a potem bedzie patrzyla dalej, musi zobaczyc co to za material dokladniej :) To wcale nie musialo miec nic wspolnego z Toba.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:38
                                                    "Zostawmy na boku plec. Nie ma nic zlego w tym ze kobieta komplementuje mezczyzne. Kluczem w twoim wpisie jest slowo "przesadnie". A skad sie bierze przesada? Z desperacji wlasnie. A skad desperacja? No wlasnie."

                                                    Hmm, albo, bo chce kogos miec, albo bo jest na glodzie czyli chce jej sie seksu. Skoro jestes niegromotny to Ci moze probuje zasygnalizowac, ze masz szanse wiec rusz w koncu dupa! Nie wychodzi mi tutaj, ze wzielaby w tej desperacji kogokolwiek, bo pisales, ze podobasz jej sie juz tam od kiedys. Wiec jestes dobrym kandydatem do lozka i moze....do zwiazku. Hmm, moim zdaniem, lozko nie zobowiazuje do zwiazku. Nawet jak ktos bedzie rozczarowany ale sobie myslal inaczej.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:30
                                                    "A wszystko, ten caly spadek jej atrakcyjnosci w moich oczach, bierze sie z tego, ze jej desperackie napalenie na mnie bierze sie z faktu, ze nie umie byc sama.

                                                    Rozumiem, chyba chodzi Ci o to, ze masz wrazenie, ze desperacko szuka faceta i boisz sie, ze Cie bedzie chcial do siebie przywiazac a Ty tego ne chcesz. Wiec wpadasz w panike. Mialam taka kolezake, to odstraszalo facetow. Kiedys z przyjaciolka siedzialysmy w knajpie studenckiej(dawne czasy), dosiedli sie do nas dwa faceci a ona do nas potem (bo tez przyszla) skad my tych facetow i jak i tak milo itd. A jaj na to, ze nie traktujemy nowo poznanych facetow z automatu jak potencjalnych facetow do lozka/zwiazku, tylko po prostu jak ludzi, do pogadania. Jej problemem bylo, ze kazdy nowopoznany facet byl potencjalnym kandydatem do lozka i w dodatku, moim zdaniem, za szybko z nimi do tego lozka chadzala, stad ciagle trafiala na nie takich :( A szukala do lozka na dluzej a nie na raz.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:33
                                                    wont2 napisał:
                                                    . A wszystko, ten caly spadek jej atrakcyjnosci w moich oczach, bierze sie z tego, ze jej desperackie napalenie na mnie bierze sie z faktu, ze nie umie byc sama.
                                                    ---------------
                                                    Może podniecała Cię, jak była niedostępna, a teraz wydaje Ci się łatwa zdobyczą a taka mniej kręci. Zresztą, sam napisałeś, że kręci ta, która jest trudna do zdobycia.
                                                    Ja też tak miałem, ale jak miałem 20 lat. Zawsze szukałem tej najbardziej atrakcyjnej i otoczonej przez wielu. Inne mnie nie interesowały (bez alko).

                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:49
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Może podniecała Cię, jak była niedostępna, a teraz wydaje Ci się łatwa zdobyczą
                                                    > a taka mniej kręci. Zresztą, sam napisałeś, że kręci ta, która jest trudna do
                                                    > zdobycia.
                                                    > Ja też tak miałem, ale jak miałem 20 lat. Zawsze szukałem tej najbardziej atrak
                                                    > cyjnej i otoczonej przez wielu. Inne mnie nie interesowały (bez alko).
                                                    --------
                                                    W tym przypadku akurat nie chodzi o latwosc zdobyczy tylko o motywacje. Jak mi przychodzi sarenka pod lufe i mowi "strzelaj!" to strzelam, ale jak sarenka przychodzi i mowi, ze ona po ustrzeleniu to chcialaby stac, po wyprawieniu, pod kominkiem, w centralnym miejscu salonu, wyrywa mi flinte i wklada sobie w szyje i popelnia samobojstwo to chyba jest cos nie tak z tymi zwierzetami.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:02
                                                    "W tym przypadku akurat nie chodzi o latwosc zdobyczy tylko o motywacje. Jak mi przychodzi sarenka pod lufe i mowi "strzelaj!" to strzelam, ale jak sarenka przychodzi i mowi, ze ona po ustrzeleniu to chcialaby stac, po wyprawieniu, pod kominkiem, w centralnym miejscu salonu, wyrywa mi flinte i wklada sobie w szyje i popelnia samobojstwo to chyba jest cos nie tak z tymi zwierzetami.

                                                    No to faktycznie. Zostawmy te zwierzatka w lesie i chodzmy na drinka :)
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:06
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "W tym przypadku akurat nie chodzi o latwosc zdobyczy tylko o motywacje. Jak mi
                                                    > przychodzi sarenka pod lufe i mowi "strzelaj!" to strzelam, ale jak sarenka pr
                                                    > zychodzi i mowi, ze ona po ustrzeleniu to chcialaby stac, po wyprawieniu, pod k
                                                    > ominkiem, w centralnym miejscu salonu, wyrywa mi flinte i wklada sobie w szyje
                                                    > i popelnia samobojstwo to chyba jest cos nie tak z tymi zwierzetami.
                                                    >
                                                    > No to faktycznie. Zostawmy te zwierzatka w lesie i chodzmy na drinka :)

                                                    Tak, zalatuje nekrofilią, chodźmy na piwo ;-)
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 12:02
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No to faktycznie. Zostawmy te zwierzatka w lesie i chodzmy na drinka :)

                                                    Wont ma rację, bo co by nie gadać, oprócz tych wyższych uczuć - my mamy w sobie taką atawistyczną żyłkę myśliwego. Zarówno jeśli chodzi o polowanie w celu pozyskiwania żywności dla nas i naszej rodziny (te sarenki), jak i polowań na dostarczycielkę najlepszego materiału genetycznego, na matkę naszych dzieci - (duże cycki, szerokie biodra, fajna dupa).
                                                    To drugie jest nawet trudniejsze bo straszna konkurencja a panie cynicznie to wykorzystują!
                                                    Kiedyś pod Nowym Targiem utknąłem w zaspach. Czekając na pług byłem świadkiem fantastycznej sceny obok drogi: dwa ogromne jelenie toczyły bój na potężne rogi. A wokół nich wianuszek pań (kilkanaście!) śledzących walkę i czekających na wynik.

                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 12:26
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Kiedyś pod Nowym Targiem utknąłem w zaspach. Czekając na pług byłem świadkiem f
                                                    > antastycznej sceny obok drogi: dwa ogromne jelenie toczyły bój na potężne rogi.
                                                    > A wokół nich wianuszek pań (kilkanaście!) śledzących walkę i czekających na wy
                                                    > nik.

                                                    Zaspy sniezne we wrzesniu? Ale jaja, bo rykowisko i trzaskanie porożami to jelenie raczej jesienia uprawiaja :-)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 12:30
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Zaspy sniezne we wrzesniu? Ale jaja, bo rykowisko i trzaskanie porożami to jele
                                                    > nie raczej jesienia uprawiaja :-)

                                                    Ja kiedys widzialem walke na poroze przy baltyckim molo. Dwoch panow sie trykalo, a jedna pani wrzeszczala "to nie tak jak myslisz, kotku"... i to byl srodek lata.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 18:22
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Ja kiedys widzialem walke na poroze przy baltyckim molo. Dwoch panow sie trykalo, a jedna pani wrzeszczala "to nie tak jak myslisz, kotku"... i to byl srodek lata.

                                                    Sabat, już dawno nie musiałem wycierać ekranu laptopa!!!
                                                    Ale,ale, przecież poczucie humoru to jedna z ważnych właściwości faceta motywująca panie do rozłożenia nóg. Mnie kiedyś jedna dała bo, cytuję: "byłeś zabawny". Więc ja nie rozumiem przyczyn tej Twojej tak długiej seksualnej posuchy. Tylko nie pisz, że to za mało by zrównoważyć Twoje niedostatki w piękności.
                                                    PS: Wrzesień to nie był, ale jakiś wczesny atak zimy. Jak to w górach. A ja nie miałem jeszcze opon zimowych.
                                                    A co do meritum to ta bijatyka jeleni, to mogły być jakieś ich spóźnione finały.
                                                    Jelenie mają fajnie - każdy z nas by chciał, żeby kilkanaście pań z mokrymi cipkami czekało na rozstrzygnięcie rywalizacji dwóch chętnych na nie facetów.
                                                    Ty byś sabat na bank wygrał gdybyś startował w konkurencji: poczucie humoru.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:49
                                                    gogol77 napisał
                                                    >Ty byś sabat na bank wygrał gdybyś startował w konkurencji: poczucie humoru. <

                                                    Oj, coś chyba za zbytnio zawężasz ;)-moim zdaniem tych konkurencji, w których by wygrał osiągając lokatę number one byłaby cała masa :).
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:14
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Oj, coś chyba za zbytnio zawężasz ;)-moim zdaniem tych konkurencji, w których b
                                                    > y wygrał osiągając lokatę number one byłaby cała masa :).
                                                    -------
                                                    Kurwa mac! Ma tez fajniejszego kutasa?! Tak to wlasnie jest, przychyl dziewczynie gwiazdke z nieba, czyli wyslij jej zdjecie swojego kutasa, to nie doceni tylko bedzie cie obsmarowywac w internetach :/
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:24
                                                    wont2 napisał
                                                    >Kurwa mac! Ma tez fajniejszego kutasa?! <

                                                    No jak wygrywa w wielu konkurencjach, to czemu i w tej by miał nie wygrać - to wszystko jest połączone moim zdaniem, tak sobie wyobrażam :)

                                                    >Tak to wlasnie jest, przychyl dziewczynie gwiazdke z nieba, czyli wyslij jej zdjecie swojego kutasa, to nie doceni tylko bedzie cie obsmarowywac w internetach :/<

                                                    Gdzie ty widzisz obsmarowywanie? Ja będę zawsze cię wspierać w kwestii twojej z grubsza mówiąc, delikatnej niechęci, tak to ujmijmy, w życie związkowe ;). Poza tym, wiesz, jako bald older man, to też może być z ciebie niezły tag, i to chyba dla niejednej ;).



                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:06
                                                    wont2 napisał:

                                                    > W tym przypadku akurat nie chodzi o latwosc zdobyczy tylko o motywacje.
                                                    --------------------------
                                                    Nie chce być sama, podobasz jej się, podobałeś i chce Cię do łóżka i (seks plus) do związku. Za prosto, za łatwo, za banalnie? W jakimś sensie Cię rozumiem.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:11
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    >
                                                    > > W tym przypadku akurat nie chodzi o latwosc zdobyczy tylko o motywacje.
                                                    > --------------------------
                                                    > Nie chce być sama, podobasz jej się, podobałeś i chce Cię do łóżka i (seks plus
                                                    > ) do związku. Za prosto, za łatwo, za banalnie? W jakimś sensie Cię rozumiem.

                                                    Bla bla bla, jakby była ekstra dupą a ty akurat nie miałbyś nic przeciwko związkowi to inaczej byś gadał ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:16
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Bla bla bla, jakby była ekstra dupą a ty akurat nie miałbyś nic przeciwko związkowi to inaczej byś gadał ;-).
                                                    -----------------------
                                                    Uważasz mnie za banalnego samca i słusznie. Z ekstra dupą oporów by nie było :).
                                                    >
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:42
                                                    wont2 napisał
                                                    >W tym przypadku akurat nie chodzi o latwosc zdobyczy tylko o motywacje. Jak mi przychodzi sarenka pod lufe i mowi "strzelaj!" to strzelam, ale jak sarenka przychodzi i mowi, ze ona po ustrzeleniu to chcialaby stac, po wyprawieniu, pod kominkiem, w centralnym miejscu salonu, wyrywa mi flinte i wklada sobie w szyje i popelnia samobojstwo to chyba jest cos nie tak z tymi zwierzetami.<

                                                    Może chodzi o zbyt zawężone rewiry łowieckie? Bo jak Austriaczka wychodziła z inicjatywą to prawie że piałeś z zachwytu, że czasami kobiety są zdolne do tego typu zachowań, no ale jednak wspólna przestrzeń autobusu dzielona tylko przez chwilę i dająca nadzieję na ewentualne co nieco w nieokreślonym bliżej czasie to nie to samo, co wspólna, klaustrofobiczna niemalże przestrzeń dzielona dzień w dzień,krzesło w krzesło, ekran w ekran, i jeszcze to ryzyko rozpraszania w pracy,która wymaga skupienia - w takich warunkach chyba szczególnie czuć, że pętla się zaciska, tylko na czyim gardle bardziej? ;)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:01
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Może chodzi o zbyt zawężone rewiry łowieckie? Bo jak Austriaczka wychodziła z
                                                    > inicjatywą to prawie że piałeś z zachwytu, że czasami kobiety są zdolne do tego
                                                    > typu zachowań, no ale jednak wspólna przestrzeń autobusu dzielona tylko przez
                                                    > chwilę i dająca nadzieję na ewentualne co nieco w nieokreślonym bliżej czasie t
                                                    > o nie to samo, co wspólna, klaustrofobiczna niemalże przestrzeń dzielona dzień
                                                    > w dzień,krzesło w krzesło, ekran w ekran, i jeszcze to ryzyko rozpraszania w pr
                                                    > acy,która wymaga skupienia - w takich warunkach chyba szczególnie czuć, że pęt
                                                    > la się zaciska, tylko na czyim gardle bardziej? ;)
                                                    --------
                                                    Jezu , ninek, nie chodzi mi o inicjatywe, jako taka, ktora bardzo doceniam, tylko o przesade w jej okazywaniu... A co do Austriaczki to mialem plan, zeby ja w tym tygodniu przeleciec, bo mielismy sie spotkac w tym tygodniu Paryzu. Nawet wzialem apartament zamiast hotelu. Ale niestety kicha, nie puscili jej. Wiec zamiast tego siedze tutaj z wami, pije wino na tarasie na dachu i klikam na komorce ;)
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:28
                                                    .wont 2 napisał
                                                    >A co do Austriaczki to mialem plan, zeby ja w tym tygodniu przeleciec, bo mielismy sie spotkac w tym tygodniu Paryzu. Nawet wzialem apartament zamiast hotelu. Ale niestety kicha, nie puscili jej. Wiec zamiast tego siedze tutaj z wami, pije wino na tarasie na dachu i klikam na komorce ;)<

                                                    To nawet koszty ci się nie zwrócą. Nie lepiej było iść do baru, zamiast zaszyć się na tych dachach Paryża?;)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:38
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > To nawet koszty ci się nie zwrócą. Nie lepiej było iść do baru, zamiast zaszyć
                                                    > się na tych dachach Paryża?;)
                                                    -----
                                                    Sluzbowo jestem, w pracy. Co ty durnoto pomyslalas, ze ja specjalnie w ciemno dla Austriaczki ,) Nosz kurwa...
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 07:19
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Sluzbowo jestem, w pracy. Co ty durnoto pomyslalas, ze ja specjalnie w ciemno d
                                                    > la Austriaczki ,) Nosz kurwa...

                                                    W ciemno? "Once you go black..."?
                                                    Nie wiem czemu nie chcesz sie zaangazowac. Moze brakowaloby Ci tej popularnosci wsrod kobiet, ktora masz teraz? Z tego co piszesz, co chwila nowe kobiety i nowe okazje... Same Cie usiluja zdobyc... Zrozumiale, ze to moze byc duza pokusa.
                                                    Ale to tylko dowod na to, ze mezczyzna niezonaty, z sensownym dochodem/statusem, jest bardzo dobra oferta matrymonialna.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:16
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > W ciemno? "Once you go black..."?
                                                    ----
                                                    Once you go white nothing else seems right :)

                                                    > Nie wiem czemu nie chcesz sie zaangazowac. Moze brakowaloby Ci tej popularnosci
                                                    > wsrod kobiet, ktora masz teraz? Z tego co piszesz, co chwila nowe kobiety i no
                                                    > we okazje... Same Cie usiluja zdobyc... Zrozumiale, ze to moze byc duza pokusa.
                                                    > Ale to tylko dowod na to, ze mezczyzna niezonaty, z sensownym dochodem/statusem
                                                    > , jest bardzo dobra oferta matrymonialna.
                                                    --------
                                                    Co ty pierdzielisz, sabat, jakiej popularnosci. Jakie usiluja mnie zdobyc? Robie szybki skan i kojarze aktualnie tylko jedna, te z pracy. A okazje to miewam tylko od maja do wrzesnia, kiedy budze sie ze snu zimowego, jestem naladowany energia i wychodze z inicjatywa :) A i tak czesciej nic z tego nie wychodzi niz wychodzi (ale fakt, ze sie nie przejmuje porazkami). No i co z tego ze ta mezatka chce sie spotkac albo ze ta Austriaczka byla otwarta. Przeciez jeszcze do niczego nie doszlo i byc moze nie dojdzie. Ale dobrze jest probowac, czerpac radoche z samej interakcji, zostawic dobre wrazenie. Jak nie teraz, to moze kiedy indziej. Jak nie z nia to moze z kolezanka, ktorej powie, ze jestesmy fajni. Z twoja prezencja i poczuciem humoru spokojnie mialbys dziesiec razy wiecej lasek, ktore chcialyby sie z toba spotkac i pogadac o dupie Maryni. Pewnie 90 procent znajomosci skonczyloby sie na Maryni, ale reszta na dupie :)
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 07:45
                                                    wont2 napisał
                                                    >Sluzbowo jestem, w pracy. Co ty durnoto pomyslalas, ze ja specjalnie w ciemno dla Austriaczki ,) Nosz kurwa...<

                                                    Przecież wiadomo, że służbowo,zawsze można połączyć przyjemne z pożytecznym, jak się coś lub ktoś trafi. Specjalnie lecieć prawie przez pół Europy, żeby bzyknąć wcześniej poznaną dziewczyną? - nie, no o taką determinację to nigdy nie będę Cię podejrzewać ;).
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:22
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Przecież wiadomo, że służbowo,zawsze można połączyć przyjemne z pożytecznym, ja
                                                    > k się coś lub ktoś trafi. Specjalnie lecieć prawie przez pół Europy, żeby bzykn
                                                    > ąć wcześniej poznaną dziewczyną? - nie, no o taką determinację to nigdy nie będ
                                                    > ę Cię podejrzewać ;).
                                                    -------
                                                    No i widzisz, bardzo sie mylisz :) Zeby bzyknac to ja moge poleciec, zreszta latalem, ale zeby sie spotkac i nie wiadomo co dalej to z takiego samolotu to ja wysiadam. Po pierwsze, kasa. Po drugie, wazniejsze, to jednak desperacja leciec gdzies samolotem bez, no moze nie 100% gwarancji, ale jednak duzego prawdopodobienstwa przespania sie ze soba. Pokazalbym, ze jestem needy i zamiast pomoc w w wyruchaniu, wyruchanie skomplikowaloby :)
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:12
                                                    wont2 napisał
                                                    >No i widzisz, bardzo sie mylisz :) Zeby bzyknac to ja moge poleciec, zreszta latalem, ale zeby sie spotkac i nie wiadomo co dalej to z takiego samolotu to ja wysiadam. Po pierwsze, kasa. Po drugie, wazniejsze, to jednak desperacja leciec gdzies samolotem bez, no moze nie 100% gwarancji, ale jednak duzego prawdopodobienstwa przespania sie ze soba. Pokazalbym, ze jestem needy i zamiast pomoc w w wyruchaniu, wyruchanie skomplikowaloby :)<

                                                    Ale ja się zgadzam się z Tobą bez dwóch zdań:). Tym bardziej, że w TYM wieku,w którym obracamy się tu na tym forum, to chyba nie za bardzo jest czas i miejsce zastanawiać się i rozmyślać,godzinami i dniami nad grą wstępną, już nie mówiąc o przedwstępnej.Lepiej od razu zabrać się do rzeczy, jeśli czuje się, że to właśnie z nim / z nią i tu i teraz,bo jeśliby nie teraz, to kiedy? A te dywagacje o braku chęci zaangażowania, związania się, to bym jednak puszczała mimo uszu, trochę to mi się jawi jak przeszkadzające w zaśnięciu bzyczenie muchy, albo komara w parną,letnią noc - nie uśniesz, dopóki nie pacniesz i już nic ci nie brzęczy i nie bzyczy ;)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:34
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A te dywagacje
                                                    > o braku chęci zaangażowania, związania się, to bym jednak puszczała mimo uszu,
                                                    > trochę to mi się jawi jak przeszkadzające w zaśnięciu bzyczenie muchy, albo ko
                                                    > mara w parną,letnią noc - nie uśniesz, dopóki nie pacniesz i już nic ci nie brz
                                                    > ęczy i nie bzyczy ;)
                                                    -------
                                                    Czyli muchy brzecza, karawana jedzie dalej. Ja bym jednak nie lekcewazyl much. No chyba, ze nie przeszkadzaja ci same muchy tylko brzeczenie, wtedy to rzeczywiscie moze byc irytujace :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 02:05
                                                    ninek04 napisała:

                                                    A te dywagacje
                                                    > o braku chęci zaangażowania, związania się, to bym jednak puszczała mimo uszu,
                                                    > trochę to mi się jawi jak przeszkadzające w zaśnięciu bzyczenie muchy, albo ko
                                                    > mara w parną,letnią noc - nie uśniesz, dopóki nie pacniesz i już nic ci nie brz
                                                    > ęczy i nie bzyczy ;)

                                                    Tyle ze on nie chce tych dywagacji puszczac kolo uszu (jak wiadac tez lubi sobie porozkminiac rozne swoje 'problemy' a decyzje i tak sam podejmie), bo w przeciwnym wypadku z kim i o czym bedzie rozmawial? Z Toba o skladzie lekow albo o objawach chorob? ;-)
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 08:47
                                                    wont2 napisał: A wszystko, ten caly spadek jej atrakc
                                                    > yjnosci w moich oczach, bierze sie z tego, ze jej desperackie napalenie na mnie
                                                    > bierze sie z faktu, ze nie umie byc sama.

                                                    A nie dlatego że nie ma już męża? I jest chętna i dostępna związkowo? A to może wróżyć kłopoty. I nie będzie miała motywacji żeby się wasze pracowe bzykanko nie wydało. A to kłopoty razy dwa.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 09:06
                                                    zawle napisała:
                                                    > A nie dlatego że nie ma już męża? I jest chętna i dostępna związkowo? A to może
                                                    > wróżyć kłopoty. I nie będzie miała motywacji żeby się wasze pracowe bzykanko n
                                                    > ie wydało. A to kłopoty razy dwa.

                                                    To chyba odwrotnosc sytuacji, gdy kobieta z oburzeniem wykrzykuje - "tobie chodzi tylko o seks!".
                                                    Dziwi mnie niechec Wonta do wiazania sie w Jego sytuacji... No ale moze ona mu sie zwyczajnie nie podoba. Co zrobic...
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 09:16
                                                    Dokladnie Sabat: nie podoba mu sie. Gdyby mu sie podobala, to sie mniej zastanawial i mniej kombinowal jak kon pod gore :) Ale najciekawsze, hehe, ze o tym nie wspomnial.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 10:02
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dokladnie Sabat: nie podoba mu sie. Gdyby mu sie podobala, to sie mniej zastana
                                                    > wial i mniej kombinowal jak kon pod gore :) Ale najciekawsze, hehe, ze o tym ni
                                                    > e wspomnial.

                                                    Można przetestować, czy to o to chodzi.
                                                    Wont wyobraź sobie taką sytuację...
                                                    Siedzi obok Ciebie w pracy nowa współpracowniczka i wygląda właśnie tak:

                                                    img.shockblast.net/2016/07/alexander-vinogradov-photography-ShockBlast-18.jpg
                                                    Tragicznie zmarł jej mąż, a ona straszliwie boi się być w życiu sama. Jest bardzo miła, trochę introwertyczna, nieśmiała, strasznie roztrzepana, niewiele wie o życiu, nie umie pić, tańczyć, kochać się.
                                                    Lubi siedzieć naprzeciwko Twojego biurka, daje sobie często dłonie pod bródkę i wpatruje się w Ciebie rozmarzonym wzrokiem gdy mówisz. Ale gdy spojrzysz jej głęboko w oczy, to rumieni się i niewinnie spuszcza wzrok. Ale zerka zaraz ukradkiem...
                                                    Mówi o związkach, kocha zwierzęta, jej marzeniem jest "ten jedyny"...
                                                    Wygląda na to, że wybrała na swojego nauczyciela i życiowego towarzysza właśnie Ciebie. I zaczyna być w tym mocno uparta...
                                                    Problem w tym, że nie chce się Tobą z nikim dzielić, ale jeśli się z nią zwiążesz, to będzie Twoja i tylko Twoja do końca wszystkich wspólnych dni.
                                                    Uczyłbyś ją? Związałbyś się na stałe? Zrezygnował z wolności i bycia kawalerem? Ona chce obrączki...
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 10:21
                                                    Sabat ale wrzuciles nastolatke, a tu mamy kobiete 40+ ;-)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 10:25
                                                    Sabat ale wrzuciles nastolatke, a tu mamy kobiete 40+ ;-)

                                                    No dla kontrastu, zeby sie Wontowi spodobala. Dajcie spokoj "byc komus nauczycielem" albo potrzebowac nauczyciela, miszcza, fuj, nie moja bajka, takie bzdety. Taki 40 sto latek z taka nastolatka a potem byloby jak u kolegi Glam, 40 ci na karku i w lozku z 25 chce czytac gazety.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 10:39
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No dla kontrastu, zeby sie Wontowi spodobala. Dajcie spokoj "byc komus nauczyci
                                                    > elem" albo potrzebowac nauczyciela, miszcza, fuj, nie moja bajka, takie bzdety.
                                                    > Taki 40 sto latek z taka nastolatka a potem byloby jak u kolegi Glam, 40 ci na
                                                    > karku i w lozku z 25 chce czytac gazety.

                                                    40+ Paszczet szuka Miszcza ;-)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:39
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Uczyłbyś ją? Związałbyś się na stałe? Zrezygnował z wolności i bycia kawalerem?
                                                    > Ona chce obrączki...
                                                    -------
                                                    Hm. Mysle, ze szukalbym kamery i podsluchu :)

                                                    A na powaznie - nie, spieprzalbym od wariatki gdzie pieprz rosnie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 10:05
                                                    Dokladnie Sabat: nie podoba mu sie. Gdyby mu sie podobala, to sie mniej zastanawial i mniej kombinowal jak kon pod gore :) Ale najciekawsze, hehe, ze o tym nie wspomnial.

                                                    Dokladnie tak. Tu nie ma tej miety. Albo: stary kon, testosteron w tendencji spadkowej, wiec rozumowo do sprawy podchodzi, wazy zyski i straty :) Bo, tak na raz by przeleical, ale na dluzej...hmm, pewno nie warto, bo potem nadal trzeba siedziec w jednym pokoju. Ale zdarzyc sie moze i tak i tak, wiec nie powiedziane, ze ta "desperatka" po jednym razie chcialaby drugiego razu :)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:35
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dokladnie Sabat: nie podoba mu sie. Gdyby mu sie podobala, to sie mniej zastana
                                                    > wial i mniej kombinowal jak kon pod gore :) Ale najciekawsze, hehe, ze o tym ni
                                                    > e wspomnial.
                                                    -------
                                                    Jest obiektywnie bardzo atrakcyjna. Codziennie cwiczy, dobrze sie odzywia, cyc duzy (nie wiem czy jedrny i mam nadzieje, ze sie nie dowiem), nogi bardzo zgrabne. Chodzi w krotkich spodniczkach i butach na obcasie. Wczesniej mialem erekcje w jej poblizu, teraz nie miewam (w jej poblizu) :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:56
                                                    "Jest obiektywnie bardzo atrakcyjna. Codziennie cwiczy, dobrze sie odzywia, cyc duzy (nie wiem czy jedrny i mam nadzieje, ze sie nie dowiem), nogi bardzo zgrabne. Chodzi w krotkich spodniczkach i butach na obcasie. "

                                                    Czytasz to, Sabat? Ty niedawno twierdziles jak kobietom latwo, zapomniales dodac "atrakcyjnym" kobietom. Nie szkodzi, tu mamy przyklad. Atrakcyjna babka chce dac a facet (atrakcyjnoscia fizyczna zapewne jej nie dorownujacy ;)) nie chce brac!
                                                    Bo? Hmm. Takiego scenariusza nie brales pod uwage, co nie? :)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:18
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Czytasz to, Sabat? Ty niedawno twierdziles jak kobietom latwo, zapomniales doda
                                                    > c "atrakcyjnym" kobietom. Nie szkodzi, tu mamy przyklad. Atrakcyjna babka chce
                                                    > dac a facet (atrakcyjnoscia fizyczna zapewne jej nie dorownujacy ;)) nie chce b
                                                    > rac!
                                                    > Bo? Hmm. Takiego scenariusza nie brales pod uwage, co nie? :)
                                                    --------
                                                    Jezu no, wczesniej czy pozniej wezme. Ale po pijaku, zeby zwalic na wode i sie wykpic od konsekwencji :(
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:34
                                                    "Jezu no, wczesniej czy pozniej wezme. Ale po pijaku, zeby zwalic na wode i sie wykpic od konsekwencji :( "

                                                    Peniacz i kombinator :) Ty juz lepiej teraz jej serwuj, tak mimochodem,ze Ty do zwiazku nie jestes stworzny, Ciebie zwiazek nie interesuje...a potem nam napisz czy przestala Cie komplementowac :)
                                                    Babka atrakcyjna ale miety to tu nie ma. Nie ma chemii. A moze w tym wieku to juz to nie dziala? No nie wiem.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:50
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Peniacz i kombinator :) Ty juz lepiej teraz jej serwuj, tak mimochodem,ze Ty do
                                                    > zwiazku nie jestes stworzny, Ciebie zwiazek nie interesuje...a potem nam napis
                                                    > z czy przestala Cie komplementowac :)
                                                    -------
                                                    Od pol roku, od samego poczatku, jej serwuje i nie pomaga. Wymiguje sie od odprowadzania jej na pociag jak czasami wychodzimy razem z pracy, odpowiadam zdawkowo na jej slodziuchne smski okraszone emotikonami. Jezu, wiem juz jak sie czuja dziewczyny, naciskane przrez nachalnych adoratorow. Wspolczuje.

                                                    > Babka atrakcyjna ale miety to tu nie ma. Nie ma chemii. A moze w tym wieku to j
                                                    > uz to nie dziala? No nie wiem.
                                                    ------
                                                    Ale chemia byla. Tyle, ze to desperackie cisniecie, spowodowane, powtarzam - tylko i wylacznie nieumiejetnoscia bycia samemu, a nie tym ze ja jestem taki zajebisty i w ogole (po prostu na radarze okazalem sie byc jedyny), zabilo te chemie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:26
                                                    "Od pol roku, od samego poczatku, jej serwuje i nie pomaga. Wymiguje sie od odprowadzania jej na pociag jak czasami wychodzimy razem z pracy, odpowiadam zdawkowo na jej slodziuchne smski okraszone emotikonami. Jezu, wiem juz jak sie czuja dziewczyny, naciskane przrez nachalnych adoratorow. Wspolczuje."

                                                    Ano, nie mozna byc milym, bo Cie kutas nie zostawi w spokoju, najlepiej byloby powiedziec: odpierdol sie! Wiekszosc kobiet tego nie robi, co najwyzej nie usmiecha sie, ignoruje, itd., jest "wredna".
                                                    Apropos, skoro od pol roku gadasz, ze nie jestes do zwiazku to znaczy, ze ona chce Cie co najmniej przeleciec z opcja na zwiazek. Jak opcja nie wyjdzie, coz. Gorzej jak sie okazesz beznadziejny w lozku :)))
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:46
                                                    wont2 napisał
                                                    >Od pol roku, od samego poczatku, jej serwuje i nie pomaga. Wymiguje sie od odprowadzania jej na pociag jak czasami wychodzimy razem z pracy, odpowiadam zdawkowo na jej slodziuchne smski okraszone emotikonami. Jezu, wiem juz jak sie czuja dziewczyny, naciskane przrez nachalnych adoratorow. Wspolczuje.<

                                                    Brzmisz,jakbyś nieomal był ofiarą stalkingu, a z drugiej strony,tak w nieco zaowalowany sposób jak to przedstawiasz, jej zainteresowanie trochę jednak łechce twoje ego, czy jednak nie? No i nie mówiąc o skupieniu się na pracy przez te parę godzin - jak tu nie czuć się wytrąconym z równowagi, no chyba, że pełna profeska, a dopiero w przerwach, albo po dzieje się cała reszta. A opcja przeniesienia do innego pokoju nie wchodzi w grę?- do kiedy jesteś na nią skazany?)No nie mów, że stąd do wieczności ;)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:58
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Brzmisz,jakbyś nieomal był ofiarą stalkingu, a z drugiej strony,tak w nieco zao
                                                    > walowany sposób jak to przedstawiasz, jej zainteresowanie trochę jednak łechce
                                                    > twoje ego, czy jednak nie? No i nie mówiąc o skupieniu się na pracy przez te p
                                                    > arę godzin - jak tu nie czuć się wytrąconym z równowagi, no chyba, że pełna pro
                                                    > feska, a dopiero w przerwach, albo po dzieje się cała reszta. A opcja przeniesi
                                                    > enia do innego pokoju nie wchodzi w grę?- do kiedy jesteś na nią skazany?)No ni
                                                    > e mów, że stąd do wieczności ;)
                                                    -------
                                                    Dobrze mi sie z nia siedzi. Rzeczywiscie, nieco lechce moje ego, po drugie lubie ja, jest bardzo pozytywna i nie slucham jak u poprzedniczki co pare minut zza monitora: A to kurwy i zlodzieje! Ten ryzy chuj! Taak, za srebrniki Sorosa! :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 01:52
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Ale chemia byla. Tyle, ze to desperackie cisniecie, spowodowane, powtarzam - ty
                                                    > lko i wylacznie nieumiejetnoscia bycia samemu, a nie tym ze ja jestem taki zaje
                                                    > bisty i w ogole (po prostu na radarze okazalem sie byc jedyny), zabilo te chemi
                                                    > e.

                                                    A nie mozesz przyjac do wiadomosci, ze NIE JESTES zajebisty i nie wykorzystywac seksu/babek do potwierdzania swojej hipotetycznie wysokiej wartosci? Co umozliwi Ci w konsekwencji zwykle cieszenie sie z seksu z atrakcyjna babka.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:17
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A nie mozesz przyjac do wiadomosci, ze NIE JESTES zajebisty i nie wykorzystywac
                                                    > seksu/babek do potwierdzania swojej hipotetycznie wysokiej wartosci? Co umozli
                                                    > wi Ci w konsekwencji zwykle cieszenie sie z seksu z atrakcyjna babka.
                                                    --------
                                                    No wlasnie dlatego, ze nie jestem zajebisty, przesadne zainteresowanie moja skromna osoba budzi moja daleko posunieta ostroznosc i czujnosc :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:47
                                                    wont2 napisał:

                                                    > No wlasnie dlatego, ze nie jestem zajebisty, przesadne zainteresowanie moja skr
                                                    > omna osoba budzi moja daleko posunieta ostroznosc i czujnosc :)

                                                    Aha no to teraz rozumiem dlaczego tak skomentowales wypowiedz Glam tylko, ze ona jest zjawiskowa, no to sam rozumiesz ;)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 20:09
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Aha no to teraz rozumiem dlaczego tak skomentowales wypowiedz Glam tylko, ze on
                                                    > a jest zjawiskowa, no to sam rozumiesz ;)
                                                    ------
                                                    Zle rozumiesz. Nie wiem czy glam jest zjawiskowa, ale, z zasady, zjawiskowe dziewczyny maja po kokarde tanich komplementow, ktorymi wszyscy je racza.
                                                  • mimfa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 10:26
                                                    Coś w stylu " nie chcę należeć do klubu, który chciałaby mnie na swojego członka" ;).
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 20:18
                                                    mimfa napisała:

                                                    > Coś w stylu " nie chcę należeć do klubu, który chciałaby mnie na swojego członk
                                                    > a" ;).
                                                    -----
                                                    Nie mam pewnosci czy to do mnie, ale jesli tak, to celne :)
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:08
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > A nie mozesz przyjac do wiadomosci, ze NIE JESTES zajebisty i nie wykorzystywac seksu/babek do potwierdzania swojej hipotetycznie wysokiej wartosci? Co umozliwi Ci w konsekwencji zwykle cieszenie sie z seksu z atrakcyjna babka. >

                                                    Kitty, seks z atrakcyjną babką, oprócz czysto fizjologicznych korzyści (orgazmy) ma jeszcze tę zaletę, że jest dowodem no to, że ta atrakcyjna babka na nas leci, ergo potwierdza naszą zajebistość!
                                                    Gdyby nie nasza zajebistość one by nie leciały. Na nas! Niezajebiści muszą... płacić. W ten czy w inny sposób.
                                                    Na Wonta ona leci. Niewykluczone, że bezinteresownie. Bo jest zajebisty. Dla niej.
                                                    A na czym by miało polegać to "zwykłe" cieszenie się Wonta z seksu? T.zn. według Ciebie takie po odrzuceniu hipotezy, że jest zajebisty? Wytłumacz.
                                                    Chyba, że myślisz, że w Tajlandii. Ale tam to on jako biały z definicji JEST zajebisty!
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:26
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Kitty, seks z atrakcyjną babką, oprócz czysto fizjologicznych korzyści (orgazmy
                                                    > ) ma jeszcze tę zaletę, że jest dowodem no to, że ta atrakcyjna babka na nas le
                                                    > ci, ergo potwierdza naszą zajebistość!
                                                    > Gdyby nie nasza zajebistość one by nie leciały. Na nas! Niezajebiści muszą... p
                                                    > łacić. W ten czy w inny sposób.
                                                    > Na Wonta ona leci. Niewykluczone, że bezinteresownie. Bo jest zajebisty. Dla ni
                                                    > ej.

                                                    No przeciez mowil, ze nie umie byc sama ale moze rzeczywiscie zle to interpretuje i jest to zwykly mechanizm obronny: jest wolna, dostepna, na legalu mozna sie 'kotlowac' = wiec nie kreci mnie. Mechanizm chroniacy przed zaangazowaniem oczywiscie. Stad zajawki na mezatki. Gdyby jakas pukana przez niego mezatka nagle wyszla ze zwiazku (dzieki Bogu zadna sie nie zdecydowala, jak mniemam) pewnie tez by stracila w jego oczach atrakcjnosc seksualna. Ja nie mowie zeby sie angazowac w relacje z pierwsza lepsza dostepna kobieta ale chorobliwy strach przed zaangazowaniem powodujacy wyparowanie chemii i opad fiuta to przeciez odchyl. Zreszta sam sie meczy.

                                                    > A na czym by miało polegać to "zwykłe" cieszenie się Wonta z seksu? T.zn. wedłu
                                                    > g Ciebie takie po odrzuceniu hipotezy, że jest zajebisty? Wytłumacz.

                                                    Gdyby nie oczekiwal od niej potwierdzenia wlasnej zajebistosci, to juz by ja dawno wesolo pukal ;)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:35
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ja nie mowie zeby sie anga
                                                    > zowac w relacje z pierwsza lepsza dostepna kobieta ale chorobliwy strach przed
                                                    > zaangazowaniem powodujacy wyparowanie chemii i opad fiuta to przeciez odchyl. Z
                                                    > reszta sam sie meczy.

                                                    Z tym się zgadzam. Brak historii związkowych Wont ma na własne życzenie. Nie rozumiem tego. A miałbym, myślę, zdecydowanie większe podstawy by się lękać. Nie ze względu na potencjał jako teoretyczny kandydat na męża, bo ten mam z wielu względów znacznie mniejszy, ale ze względu na dość paskudne doświadczenia "związkowe".
                                                    A mimo to nie obawiam się bliskości aż tak bardzo jak Wont.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:17
                                                    Wont panicznie boi sie wiazac i tyle.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 20:26
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > A mimo to nie obawiam się bliskości aż tak bardzo jak Wont.
                                                    ------
                                                    Sabat, ja sie nie boje bliskosci. Wrecz przeciwnie, tymi moimi dziewczynami na pol roku mam czasem bliskosc wieksza niz niektorzy po dwudziestu latach malzenstwa. Ja sie boje zaangazowania czyli obowiazkow :)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 21:45
                                                    wont2 napisał:
                                                    . Ja sie boje zaangazowania czyli obowiazkow :).
                                                    ----------------------
                                                    To jest konkret. Związek, rodzina to całe mnóstwo obowiązków i słusznie robisz nie pakując się w to. Ja też nie lubię wspinać się po górach i tego nie robię.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 21:48
                                                    "Ja sie boje zaangazowania czyli obowiazkow :)"

                                                    A najbardziej tych malzenskich...obowiazkow :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 21:58
                                                    A dzieci ona ma ta kolezanka?
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 22:25
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A dzieci ona ma ta kolezanka?
                                                    ---
                                                    Ma.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 22:32
                                                    wont2 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > A dzieci ona ma ta kolezanka?
                                                    > ---
                                                    > Ma.
                                                    --------------------
                                                    Jeszcze jeden argument, żeby się w to nie pakować.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 21:59
                                                    kag73 napisała:


                                                    > A najbardziej tych malzenskich...obowiazkow :)
                                                    ---------------------
                                                    Wiesz, że nie o to chodzi. Związek, rodzina, dzieci to niekończące się pasmo obowiązków, które są pewne, podczas gdy profity już niekoniecznie. Ja postawę Wonta rozumiem, i nie wiem, czy mając obecną wiedzę o życiu, zdecydowałbym się na to, co zrobiłem. Znacznie mniej ryzykowna jest postawa Wonta. W pełni kontroluje swoje życie, jest niezależny.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 22:17
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Ja sie boje zaangazowania czyli obowiazkow :)"
                                                    >
                                                    > A najbardziej tych malzenskich...obowiazkow :)
                                                    -------
                                                    Smiej sie, smiej, ale ja mam chroniczna alergie na wszelkiego rodzaju obowiazki. W zyciu nie pojechalbym na jakakolwiek zorganizowana wycieczke, gdzie musialbym sie dostosowac do odgornie ustalonego harmonogramu. Jak gdzies wyjezdzam, to sam decyduje co i kiedy robie. No, do pracy niby chodze, ale sie prawie codziennie spozniam. Poki co nikt sie nie przypieprza bo nie pracuje na tasmie a robote wykonuje bardzo dobrze, ale kto wie co bedzie potem a jestem pewny ze spoznianie sie moge jedynie zredukowac a nie wyeliminowac. Psy sa przyzwyczajone, ze wychodzimy na spacer kiedy sie obudze a nie ze z samego rana. Jak zaimprezuje i wstane w poludnie, to wychodzimy w poludnie. No i caly czas, z racji braku obiwiazkow i zobowiazan mam te zajebiscie oczyszczajaca swiadomosc, ze kiedy przestanie mi sie cos podobac - na przyklad w pracy zrobi sie nieznosnie (poki co jest bardzo pozytywnie), to pierdolne to wszystko, sprzedam co mam i sobie wyjade do Tajlandii czy do innej Kambodzy. Jakbym mial obowiazki - zone, dzieci - to bym sie chyba pochlastal, majac swiadomosc, ze musze zalezec od innych, walczyc, zawierac sojusze, piac sie, kombinowac, planowac, myslec strategicznie. Pierdole to :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:02
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Smiej sie, smiej, ale ja mam chroniczna alergie na wszelkiego rodzaju obowiazki
                                                    > . W zyciu nie pojechalbym na jakakolwiek zorganizowana wycieczke, gdzie musialb
                                                    > ym sie dostosowac do odgornie ustalonego harmonogramu. Jak gdzies wyjezdzam, t
                                                    > o sam decyduje co i kiedy robie. No, do pracy niby chodze, ale sie prawie codzi
                                                    > ennie spozniam. Poki co nikt sie nie przypieprza bo nie pracuje na tasmie a rob
                                                    > ote wykonuje bardzo dobrze, ale kto wie co bedzie potem a jestem pewny ze spozn
                                                    > ianie sie moge jedynie zredukowac a nie wyeliminowac. Psy sa przyzwyczajone, ze
                                                    > wychodzimy na spacer kiedy sie obudze a nie ze z samego rana. Jak zaimprezuje
                                                    > i wstane w poludnie, to wychodzimy w poludnie. No i caly czas, z racji braku ob
                                                    > iwiazkow i zobowiazan mam te zajebiscie oczyszczajaca swiadomosc, ze kiedy prze
                                                    > stanie mi sie cos podobac - na przyklad w pracy zrobi sie nieznosnie (poki co j
                                                    > est bardzo pozytywnie), to pierdolne to wszystko, sprzedam co mam i sobie wyjad
                                                    > e do Tajlandii czy do innej Kambodzy. Jakbym mial obowiazki - zone, dzieci - to
                                                    > bym sie chyba pochlastal, majac swiadomosc, ze musze zalezec od innych, walczy
                                                    > c, zawierac sojusze, piac sie, kombinowac, planowac, myslec strategicznie. Pier
                                                    > dole to :)

                                                    Nie obraz sie ale jak to czytam to mysle, ze jednak te kobiety, ktore gdzies tam Ciebie nie chcialy (jak pisywales), to jednak mialy jakis instynkt przetrwania, ze sie z Toba nie zwiazaly / nie rozmnozyly.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:49
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie obraz sie ale jak to czytam to mysle, ze jednak te kobiety, ktore gdzies ta
                                                    > m Ciebie nie chcialy (jak pisywales), to jednak mialy jakis instynkt przetrwani
                                                    > a, ze sie z Toba nie zwiazaly / nie rozmnozyly.
                                                    -----
                                                    Nir obrazam sie, no co ty :) Masz calkowita racje, a ja jestem im dozgonnie wdzieczny, ze nie obdarzyly mnie zadnym potomstwem czy innymi kulami u nogi.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:55
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Nir obrazam sie, no co ty :) Masz calkowita racje, a ja jestem im dozgonnie wdz
                                                    > ieczny, ze nie obdarzyly mnie zadnym potomstwem czy innymi kulami u nogi.

                                                    A którym jesteś bardziej wdzięczny? Tym co Cię nie obdarzyły, czy tym co się obdarzyły?:))
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:06
                                                    zawle napisała:

                                                    > A którym jesteś bardziej wdzięczny? Tym co Cię nie obdarzyły, czy tym co się ob
                                                    > darzyły?:))
                                                    ---
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:18
                                                    wont2 napisał:
                                                    No i caly czas, z racji braku ob
                                                    > iwiazkow i zobowiazan mam te zajebiscie oczyszczajaca swiadomosc, ze kiedy prze
                                                    > stanie mi sie cos podobac - na przyklad w pracy zrobi sie nieznosnie (poki co j
                                                    > est bardzo pozytywnie), to pierdolne to wszystko, sprzedam co mam i sobie wyjad
                                                    > e do Tajlandii czy do innej Kambodzy.

                                                    A co z psami?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:19
                                                    zawle napisała:
                                                    > A co z psami?
                                                    ----
                                                    www.facebook.com/406806132780423/photos/a.406810542779982.1073741828.406806132780423/1235616826566012/?type=3&theater
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:22
                                                    Spadaj Marek z tym swoim spamem
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:22
                                                    "A co z psami?"

                                                    Le, psow to w Tajlandii na peczki, bezdomnych, na ulicach az sie czasaminieprzyjemnie robi w takich ilosciach i w takim stanie.
                                                    A swoje tez moze zabrac, ich o zdanie pytac nie musi,
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:24
                                                    To rzeczywiście mało wymagająca relacja. Może jakaś upośledzona umysłowo by się nadała?
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:40
                                                    zawle napisała:

                                                    > A co z psami?
                                                    -----
                                                    Psy juz sa stare. 15 i 11 lat. W zasadzie to one jeszcze mnie trzymaja, bo nie wyobrazam sobie ich zostawic a wziecie ich ze soba byloby logistycznie bardzo trudne. Z rodzicami i przyjaciolmi moglbym rozmawiac przez skajpa, z psami to niemozliwe :( Poza tym kwestie wizowe. Na staly pobyt w Tajlandii moge liczyc dopiero po skonczeniu 50 lat (specjalna wiza dla emerytow) a do tego czasu mozliwy jest tylko pobyt max przez 6 miesiecy w roku. W ostatni weekend rozmawialem z rodzicami o takim wariancie - ze wynajmujemy mieszkanie i ja jestem przez w Tajlandii przez 6 miesiecy w roku a oni opiekuja sie moimi psami, a potem oni wyjezdzaja, ja zostaje i opiekuje sie ich psem. Chyba im sie spodobalo ale caly czas nie mozemy sie dogadac co do por roku. Ja chcialbym byc w Tajlandii w porze suchej (pozna jesien, zima, wczesna wiosna) i na pozna wiosne, lato i wczesna jesien przyjezdzac do Polski, ale kurcze nie chca sie zgodzic :(
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:45
                                                    wont2 napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > A co z psami?
                                                    > -----
                                                    > Psy juz sa stare. 15 i 11 lat. W zasadzie to one jeszcze mnie trzymaja, bo nie
                                                    > wyobrazam sobie ich zostawic a wziecie ich ze soba byloby logistycznie bardzo t
                                                    > rudne. Z rodzicami i przyjaciolmi moglbym rozmawiac przez skajpa, z psami to ni
                                                    > emozliwe :( Poza tym kwestie wizowe. Na staly pobyt w Tajlandii moge liczyc dop
                                                    > iero po skonczeniu 50 lat (specjalna wiza dla emerytow) a do tego czasu mozliwy
                                                    > jest tylko pobyt max przez 6 miesiecy w roku. W ostatni weekend rozmawialem z
                                                    > rodzicami o takim wariancie - ze wynajmujemy mieszkanie i ja jestem przez w Taj
                                                    > landii przez 6 miesiecy w roku a oni opiekuja sie moimi psami, a potem oni wyje
                                                    > zdzaja, ja zostaje i opiekuje sie ich psem. Chyba im sie spodobalo ale caly cza
                                                    > s nie mozemy sie dogadac co do por roku. Ja chcialbym byc w Tajlandii w porze s
                                                    > uchej (pozna jesien, zima, wczesna wiosna) i na pozna wiosne, lato i wczesna je
                                                    > sien przyjezdzac do Polski, ale kurcze nie chca sie zgodzic :(


                                                    To podobnie z ludźmi...więc chyba nie tu problem?
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:54
                                                    zawle napisała:

                                                    > To podobnie z ludźmi...więc chyba nie tu problem?
                                                    ------
                                                    Co podobnie z ludzmi, Pytio? Ludzie, generalnie, zyja dluzej niz psy i raczej mala szansa, ze bym przezyl wlasne dziecko a wlasnego dziecka nie chcialbym raczej opuszczac.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:59
                                                    wont2 napisał: raczej m
                                                    > ala szansa, ze bym przezyl wlasne dziecko a wlasnego dziecka nie chcialbym racz
                                                    > ej opuszczac.

                                                    Wczytaj się w panów....raczej dziećmi się nie przejmują.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:12
                                                    zawle napisała:

                                                    > Wczytaj się w panów....raczej dziećmi się nie przejmują.
                                                    -----
                                                    Wiesz, to jest tylko plec. My, mezczyzni, tez potrafimy sie troche od siebie roznic. Zreszta, tak tylko gadam ze bym nie zostawil. Latwo teoretyzowac, a co bym tak naprawde zrobil, to moglbym sie przekonac dopiero jakbym znalazl sie w takiej sytuacji. Wiec dla spokoju ducha, bo chyba ci burze jakis obraz mezczyzn, mozesz spokojnie zamiesc mnie na kupke "nieczule chuje".
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 06:49
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Wiesz, to jest tylko plec. My, mezczyzni, tez potrafimy sie troche od siebie ro
                                                    > znic. Zreszta, tak tylko gadam ze bym nie zostawil. Latwo teoretyzowac, a co by
                                                    > m tak naprawde zrobil, to moglbym sie przekonac dopiero jakbym znalazl sie w ta
                                                    > kiej sytuacji. Wiec dla spokoju ducha, bo chyba ci burze jakis obraz mezczyzn,
                                                    > mozesz spokojnie zamiesc mnie na kupke "nieczule chuje".

                                                    Panowie twierdzą że nie ma różnic. Ale masz rację..teoretyzujesz. Co do nieczułych chui...to całkiem fajna kupa. Gorsza jest ta na której leżą udający kogoś innego. Ale Ty na niej też nie leżysz, żebyś sobie nie pomyślał że piję do Ciebie
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:04
                                                    zawle napisała:

                                                    > A co z psami?

                                                    Drut rozciągnie. Obroże, łańcuszki, karabińczyki do spięcia z drutem i stworzenia będą się wesoło przemieszczały między Polską, a Tajlandią.

                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:12
                                                    "Drut rozciągnie. Obroże, łańcuszki, karabińczyki do spięcia z drutem i stworzenia będą się wesoło przemieszczały między Polską, a Tajlandią.

                                                    Przestancie przeciz sa samoloty, nie ma zadnego problemu, ludzie lataja psami i nic sie nie dzieje. Jak ktos chce to moze. Tak samo z porami roku, po pierwsze zalezy jaki region w Tajlandii. Po nastepne mozna jednego roku tak a innego tak. Dobrze, ze jest wymowka, bo przynajmniej nie trzeba tak szybko pdejmowac decyzji i dzialan :)
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:28
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Przestancie przeciz sa samoloty, nie ma zadnego problemu, ludzie lataja psami i
                                                    > nic sie nie dzieje. Jak ktos chce to moze.

                                                    Jasne, samoloty też na drutach mogą latać. A i jak jest bezpiecznie. Siniki wysiadają, to nie spada taki czopek, a zawisa na drucie. Strażacy podstawiają drabinę i ratują pasażerów. W pierwszej kolejności psy.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:19
                                                    !No i caly czas, z racji braku obiwiazkow i zobowiazan mam te zajebiscie oczyszczajaca swiadomosc, ze kiedy przestanie mi sie cos podobac - na przyklad w pracy zrobi sie nieznosnie (poki co jest bardzo pozytywnie), to pierdolne to wszystko, sprzedam co mam i sobie wyjade do Tajlandii czy do innej Kambodzy. Jakbym mial obowiazki - zone, dzieci - to bym sie chyba pochlastal, majac swiadomosc, ze musze zalezec od innych, walczyc, zawierac sojusze, piac sie, kombinowac, planowac, myslec strategicznie. Pierdole to :)"

                                                    OK, rozumiem. Twoje zycie, Twoj wybor.

                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:24
                                                    wont2 napisał:
                                                    >. Jakbym mial obowiazki - zone, dzieci - to
                                                    > bym sie chyba pochlastal, majac swiadomosc, ze musze zalezec od innych, walczy
                                                    > c, zawierac sojusze, piac sie, kombinowac, planowac, myslec strategicznie. Pier
                                                    > dole to :)


                                                    Nigdy zwiazku miedzy ludzmi nie postrzegalem jako obowiazku. To wynika z blednej percepcji, ktora mi wpojono. Od zawsze koncentruje sie przede wszystkim na emocjach. Chociaz potrafie byc pracowity i obowiazkowy, to nie wiaze tego obciazajacego majdanu ze zwiazkiem.
                                                    Pewnie czyni mnie to fatalnym partnerem, wiec pod tym wzgledem mozemy sobie przybic piatke.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:34
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Nigdy zwiazku miedzy ludzmi nie postrzegalem jako obowiazku. To wynika z bledne
                                                    > j percepcji, ktora mi wpojono. Od zawsze koncentruje sie przede wszystkim na em
                                                    > ocjach. Chociaz potrafie byc pracowity i obowiazkowy, to nie wiaze tego obciaza
                                                    > jacego majdanu ze zwiazkiem.
                                                    > Pewnie czyni mnie to fatalnym partnerem, wiec pod tym wzgledem mozemy sobie prz
                                                    > ybic piatke.

                                                    Tłumaczenie:
                                                    Chociaż świat widze inaczej niż ty, to tylko dlatego że mnie tak nauczyli. To nie moja wina. I nawet jeśli widzę inaczej to chciałbym być taki jak ty. Ba, uważam że jestem....mogę? Plizzz
                                                    ...
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:46
                                                    zawle napisała:
                                                    > Tłumaczenie:
                                                    > Chociaż świat widze inaczej niż ty, to tylko dlatego że mnie tak nauczyli. To n
                                                    > ie moja wina. I nawet jeśli widzę inaczej to chciałbym być taki jak ty. Ba, uwa
                                                    > żam że jestem....mogę? Plizzz
                                                    > ...

                                                    Slabe to tlumaczenie. Moje byloby takie:
                                                    - Czesc, ja tez umiem latac i mieszkam w Nibylandii! Co za zbieg okolicznosci! To mowisz, ze ten stary sukinsyn Hak czai sie rowniez na ciebie? Patrz jaki ten swiat maly.
                                                    Wiesz co, nie przejmuj sie, niektorzy po prostu tak maja, ze nigdy nie stana sie dorosli. I dobrze, ktos musi latac, robic te wszystkie dobre i ciekawe rzeczy. Niepowazne i nudne sprawydoroslych zostawmy...
                                                    czeka,j to chyba Dzwoneczek.
                                                    No.
                                                    Na pewno.
                                                    Dzwoneczek do drzwi.
                                                    Zona z dziecmy wrocila.
                                                    Ech, tosmy se pogadali.
                                                    Nic to, wpadnij kiedys, polatamy, wypijemy whiskacza i posmiejemy sie z tych wszystkich frajerow, znaczy sie - z innych. Nara.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:05
                                                    wont2 napisał
                                                    >Sabat, ja sie nie boje bliskosci. Wrecz przeciwnie, tymi moimi dziewczynami na pol roku mam czasem bliskosc wieksza niz niektorzy po dwudziestu latach malzenstwa.<

                                                    No i o to chyba chodzi tak naprawdę. O tę bliskość, erotyczną ekstazę i wzajemne dopasowanie. A że niekoniecznie w małżeństwie, albo w uświęconym, sformalizowanym związku, w którym bliskości już nie ma, to jakie ma to znaczenie i dla kogo? Co mi po małżeństwie, w którym już wszystko odbywa się na zasadzie pro forma, skoro bliskość i spełnienie znajduję z kimś innym?-

                                                    >Ja sie boje zaangazowania czyli obowiazkow :)<

                                                    To szukaj takiej, która nie chce mieć dzieci i obrączki, i która chciałaby cię formalnie związać tym supłem jakimś dziwnym. Po co ci to,jeśli nie czujesz i masz obiekcje, w tym wieku zwłaszcza? Możliwości jest wiele, zwłaszcza, że jesteś singlem, i wybór " drogi " wciąż należy do Ciebie;)
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:13
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Możliwości jest wiele,

                                                    Bez uczuć wyższych między kolegą wontem, a jakąś kobitką, możliwości brak.
                                                    Wszystko padnie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:15
                                                    "Bez uczuć wyższych między kolegą wontem, a jakąś kobitką, możliwości brak.
                                                    Wszystko padnie.

                                                    Przeciez to nie musi byc ciagle jedna i ta sama kobitka. Czytaj Ninek, faceci po 40 (nawet Ci z pokaznymi brzuchami) maja takie wziecie, ze moga "kosisc", ze hoho :) Wiec tutaj sa jak najbardziej mozliwosci.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:24
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Przeciez to nie musi byc ciagle jedna i ta sama kobitka. Czytaj Ninek, faceci p
                                                    > o 40 (nawet Ci z pokaznymi brzuchami) maja takie wziecie, ze moga "kosisc", ze
                                                    > hoho :) Wiec tutaj sa jak najbardziej mozliwosci.

                                                    Na co możliwości? Na od jednego dziadostwa do drugiego?
                                                    Ja tak wg siebie.
                                                    Albo coś pięknego (brzuchy nie mają tu nic do rzeczy), wartościowego, albo wcale.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:27
                                                    "Na co możliwości? Na od jednego dziadostwa do drugiego?
                                                    Ja tak wg siebie.
                                                    Albo coś pięknego (brzuchy nie mają tu nic do rzeczy), wartościowego, albo wcale."

                                                    Ale to jest Twoja wizja zycia a niekoniecznie wszyscy taka maja. Zalezy tez co dla kogo jest "piekne" i "wrtosciowe", dla niektorych moze tylko chwile :)
                                                    On chce byc wolny, niezalezy, nie zwiazany zobowiazeniami, zeby w kazdej chwili w razie w "pierdolnoc" wszystkim, zostawic wszystko i wyjechac...tak napisall.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > On chce byc wolny, niezalezy, nie zwiazany zobowiazeniami, zeby w kazdej chwili
                                                    > w razie w "pierdolnoc" wszystkim, zostawic wszystko i wyjechac...tak napisall.

                                                    Sądzę, że to tylko wymówki. Gość, z jakichś przyczyn, nie jest w stanie się zakochać i tyle. Ktoś kto kocha, świat widzi pozytywnie, ma w sobie dozę pokory i usystematyzowania. U kolegi Wonta tych cech nie widzę. Możliwe, że on chce by ich nie było widać.
                                                    Ale żyć się da, a i kobiety będą nim zainteresowane, a będą, bo jeszcze gna je nadzieja i młyna ciąg dalszy tak w koło Macieju.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:30
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > To szukaj takiej, która nie chce mieć dzieci i obrączki, i która chciałaby cię
                                                    > formalnie związać tym supłem jakimś dziwnym. Po co ci to,jeśli nie czujesz i ma
                                                    > sz obiekcje, w tym wieku zwłaszcza? Możliwości jest wiele

                                                    Niech zgadne: dziwki? ;-) No przeciez gosc nie rucha, no to co on ma za mozliwosci jak nie chce sie angazowac, miec jakiekolwiek obowiazki? Przeciez jak jestes z drugim czlowiekiem, to jestes jednak odpowiedzialnym za niego w jakims stopniu, zawsze to jest obowiazek, zawsze jakis. Nosz kurna nawet pies to obowiazek.

                                                    Zreszta Wont, jedz, tu bedziesz mial tylko ciezej, bo bedziesz coraz mniej atrakcyjny, starszy, a mimo, ze panie przekonuja, ze tu jest masa lasek chetnych tylko na seks, no ale jakos sie na Ciebie nie rzucaja, zeby zgwalcic i w nogi zeby gosc przypadkiem nie chcial zwiazku. Jest dokladnie odwrotnie. Sam wiesz i czujesz, glupi nie jestes. A psy, jaki problem? Moja matka jak miala do mnie przyjechac na pol roku gdy mial sie urodzic moj syn, to uspilismy jej psa i juz. Uwazam, ze lepiej uspic niz oddac. Eutanazja za 50 zeta czy jakos ;) Pies jest gorszy niz dziecko, bo nie dorasta, zreszta co masz byc obciazony kula u nogi w postaci psa jak plan juz jest? No cos Ty, jedz, nie zastanawiaj sie.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:49
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A psy, jaki problem? Moja matka jak miala do mnie przy
                                                    > jechac na pol roku gdy mial sie urodzic moj syn, to uspilismy jej psa i juz. Uw
                                                    > azam, ze lepiej uspic niz oddac. Eutanazja za 50 zeta czy jakos ;)
                                                    -----
                                                    Mam nadzieje, ze sciemniasz, zeby mnie sprowokowac. Bo jesli to jest prawda, ze uspiliscie psa z takiego powodu, to mozesz mi sie nie klaniac. EOT. Szkoda, naprawde, bo mimo, ze jestes solidnie zjebana wariatka, to cie na swoj sposob bardzo lubilem. Nie bede juz umial sobie z toba zartowac, bo przed oczami bede mial ten durny emotikonek na koncu. Kurwa... :(
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:56
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Mam nadzieje, ze sciemniasz, zeby mnie sprowokowac. Bo jesli to jest prawda, ze
                                                    > uspiliscie psa z takiego powodu, to mozesz mi sie nie klaniac. EOT.

                                                    Spokojnie, zaden weterynarz nie uspi zdrowego zwierzecia tylko dlatego, ze wlasciciel ma takie zyczenie. Etyka zawodowa mu nie pozwala.
                                                    A mieso jesz? Bo to wlasnie sa "usypiane na zyczenie" zwierzeta. No nie ze sie czepiam, ale tak dla porzadku przypomne.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 01:22
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Spokojnie, zaden weterynarz nie uspi zdrowego zwierzecia tylko dlatego, ze wlas
                                                    > ciciel ma takie zyczenie. Etyka zawodowa mu nie pozwala.

                                                    Dokladnie, no ale ja myslalam, ze taki milosnik psow to takie rzeczy wie i ze usypianie zdrowego psa jest nielegalne. Ale przynajmniej byla okazja do oczyszczenia atmosfery, nie ma tego zlego ;)
                                                  • bcde Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 02:37
                                                    > Spokojnie, zaden weterynarz nie uspi zdrowego zwierzecia tylko dlatego, ze wlasciciel ma takie zyczenie. Etyka zawodowa mu nie pozwala.

                                                    Nieprawda. Usypiają (czyt. zabijają) np. nowonarodzone koty, które niewątpliwie są zdrowe.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 07:15
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Spokojnie, zaden weterynarz nie uspi zdrowego zwierzecia tylko dlatego, ze wlas
                                                    > ciciel ma takie zyczenie. Etyka zawodowa mu nie pozwala.

                                                    Od niedawna tak jest, kiedyś usypiano na żądanie. Dotąd jest to robione w schroniskach.

                                                    > A mieso jesz? Bo to wlasnie sa "usypiane na zyczenie" zwierzeta. No nie ze sie
                                                    > czepiam, ale tak dla porzadku przypomne.

                                                    Mięso które jem nigdy nie mieszkało ze mną pod jednym dachem, nie miało imienia, nie opiekowałam się nim w chorobie, nie głaskałam go. Ty mówisz o metamiłości, ja o miłości nauczonej poprzez bycie razem. Możesz nie mieć jednego, możesz nie mieć drugiego. W jaki sposób według Ciebie można jeszcze kochać?
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:29
                                                    No wlasnie - bylem przekonany, ze taki milosnik kulturystyki jak Kitty nie zmarnuje okazji i upiecze nabitego na rozen psa nad ogniskiem. Byloby tyle "stejkow", ze nie ma lipy. Usypianie to czyste marnowanie bialka. Po co wydawac na odzywki?
                                                    Musiala byc wtedy na redukcji...
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:13
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > No wlasnie - bylem przekonany, ze taki milosnik kulturystyki jak Kitty nie zmar
                                                    > nuje okazji i upiecze nabitego na rozen psa nad ogniskiem. Byloby tyle "stejkow
                                                    > ", ze nie ma lipy. Usypianie to czyste marnowanie bialka. Po co wydawac na odzy
                                                    > wki?
                                                    > Musiala byc wtedy na redukcji...

                                                    Nigdy nie wydawalam na odzywki, z Kag Ci sie pomylilo.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:36
                                                    zawle napisała:

                                                    > Od niedawna tak jest, kiedyś usypiano na żądanie. Dotąd jest to robione w schro
                                                    > niskach.

                                                    Eutanazja w schroniskach jest lamaniem prawa. Art.11 swiatowej ustawy praw zwierzat.

                                                    > Mięso które jem nigdy nie mieszkało ze mną pod jednym dachem, nie miało imienia
                                                    > , nie opiekowałam się nim w chorobie, nie głaskałam go.

                                                    A co to za argument? Moge zabic bo nie kocham? Zreszta ani milosc, ani lubienie nie ma tu nic do tego, mowimy o zadawanym bolu, cierpieniu i zabijaniu, a nie aktach sympatii. Rozsadniej wiec byloby aby pochylajacy sie z troska nad losem zwierzat najpierw spojrzeli na swoj talerz. A najlepiej niech pojda do rzezni.

                                                    Ty mówisz o metamiłości
                                                    > , ja o miłości nauczonej poprzez bycie razem. Możesz nie mieć jednego, możesz n
                                                    > ie mieć drugiego. W jaki sposób według Ciebie można jeszcze kochać?

                                                    Alez nie musze kochac zeby nie zabijac. No chyba, ze uwazasz, ze jesli zlecam morderstwo i nie brudze sobie przy tym rak to jest ok.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:46
                                                    mabelle2000 napisała: >
                                                    > Ty mówisz o metamiłości
                                                    > > , ja o miłości nauczonej poprzez bycie razem. Możesz nie mieć jednego, mo
                                                    > żesz n
                                                    > > ie mieć drugiego. W jaki sposób według Ciebie można jeszcze kochać?

                                                    > Alez nie musze kochac zeby nie zabijac. No chyba, ze uwazasz, ze jesli zlecam m
                                                    > orderstwo i nie brudze sobie przy tym rak to jest ok.

                                                    Nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:53
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie odpowiedziałaś mi na pytanie.

                                                    Bo nie mieszam milosci z brakiem checi do zabijania. Co ma w ogole jedno z drugim wspolnego? Jesli jednak czyjas sympatia do zwierzat pozwala mu na zjadanie ich, to widze tu nielogicznosc i do tego sie odnioslam.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:58
                                                    A ja jestem zwierzęciem. Zabijam to co jem. Nie zabijam dla przyjemności/wygody. Zabiłabym też gdybym poczuła się zagrożona.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:55
                                                    zawle napisała:
                                                    > Nie odpowiedziałaś mi na pytanie.

                                                    Bo go nie rozumie. Chodzi nie o postawe moralna, ale o zerwanie wiezi. Czlowiek nie ma problemow z zabijaniem, bo jest po czesci drapieznikiem, ale mordowanie wlasnego stada (w tym przypadku rozszerzonego stada) znamionuje solidnego pierdolca po czaszka. Swiadczy o tym, ze te wiezi sie najprawdopodobniej nigdy nie wyksztalcily. "Swoje" zwierze przechodzi pod kuratele stada. Nie jest juz chrzakajacym i kwiczacym kawalkiem miesa, ktory mozna zapierdolic i zezrec.
                                                    Czyli - o czym dyskutujemy. Nie o instynkcie zabijania, ale wystepkowi przeciw instynktowi stadnemu.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    >Czlowiek
                                                    > nie ma problemow z zabijaniem, bo jest po czesci drapieznikiem,

                                                    Moze Ty nie masz problemow z zabijaniem, wiekszosc ludzi ma i to duze. Twoje " po czesci drapieznikiem" oznacza dokladnie tyle, ze czlowiek jest wszystkozerny, zeby przezyc nie musi wiec zabijac. Stad wlasnie wielu ludzi czuje opor przed zabijaniem nie tylko istot, ktore kocha i lubi. Opor ten wynika z niecheci do zadawania bolu wlasnie.

                                                    > "Swoje" zwierze przechodzi pod kuratele stada. Nie jest juz chrza
                                                    > kajacym i kwiczacym kawalkiem miesa, ktory mozna zapierdolic i zezrec.
                                                    > Czyli - o czym dyskutujemy. Nie o instynkcie zabijania, ale wystepkowi przeciw
                                                    > instynktowi stadnemu.

                                                    Czlowiek nie ma instynktu zabijania. Nie tylko wobec wlasnego stada. Wiekszosc boi sie zabijac i reaguje histerycznie na proby pokazania jak gina zwierzeta w rzezniach na przyklad. Wola udawac, ze to cierpienie ich nie dotyczy. Nie zabija psa i kota z wlasnego podworka, nie zabiliby tes swini, owcy czy nietoperza. Przynajmniej wiekszosc ludzi.
                                                  • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 18:33
                                                    "Czlowiek nie ma instynktu zabijania. Nie tylko wobec wlasnego stada. Wiekszosc boi sie zabijac i reaguje histerycznie na proby pokazania jak gina zwierzeta w rzezniach na przyklad"

                                                    Moim zdaniem ten strach przed widokami z rzeźni to tylko rzecz kulturowa. Ludzie wydelikacieli. Do tego są znacznie bardziej oddzieleni od procesu przygotowywania żarcia niż byli dawniej.
                                                    Jakoś w XIX wieku nie mieli problemu z zarżnięciem prosiaka czy koguta na obiad, państwo zaś z wyższych sfer namiętnie polowało. Widok zwierzęcych trupów, krwi, flaków to nie było nic niezwykłego.
                                                    Podejrzewam, że i dzisiaj większość ludzi spoza naszego zachodniego świata nie odczuwa drżenia, kiedy ma zaszlachtować jakiegoś tam królika czy indyka.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 18:39
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Moim zdaniem ten strach przed widokami z rzeźni to tylko rzecz kulturowa. Ludzi
                                                    > e wydelikacieli. Do tego są znacznie bardziej oddzieleni od procesu przygotowyw
                                                    > ania żarcia niż byli dawniej.
                                                    > Jakoś w XIX wieku nie mieli problemu z zarżnięciem prosiaka czy koguta na obiad
                                                    > , państwo zaś z wyższych sfer namiętnie polowało. Widok zwierzęcych trupów, krw
                                                    > i, flaków to nie było nic niezwykłego.
                                                    > Podejrzewam, że i dzisiaj większość ludzi spoza naszego zachodniego świata nie
                                                    > odczuwa drżenia, kiedy ma zaszlachtować jakiegoś tam królika czy indyka.

                                                    No wlasnie " wydelikacieli" jak piszesz, bo nie maja instynktu. Instynkt jest potrzebny by przezyc, by gatunek przetrwal. Instynktu nie da sie stlumic. Akurat mieso i zwiazane z tym zabijanie nie jest im bezwzglednie do tego potrzebne.
                                                  • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:31
                                                    " bo nie maja instynktu"

                                                    No w znaczeniu takim czysto biologicznym to człowiek instynktów nie posiada.
                                                    Ale do zabijania jest jak najbardziej zdatny, a wrażliwość w tej materii jest uwarunkowana kulturowo.

                                                    "Akurat mieso i zwiazane z tym zabijanie nie jest im bezwzglednie do tego potrzebne."

                                                    Powiedz to Eskimosom :)
                                                    Ale owszem, w naszym klimacie człek da się wyżywić bezmięsnie, choć trudno bywa. Ja się jednak nabawiłam anemii, a moja hematolog krzyczy na mnie, że mam mięso jeść.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 20:55
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Ale do zabijania jest jak najbardziej zdatny, a wrażliwość w tej materii jest u
                                                    > warunkowana kulturowo.

                                                    Moze tak byc. Pamietam pewna dyskusje na jednym forum przed laty, konserwatywna katoliczka zachwycala sie ze muzulmanie pokazuja swoim malym synom *prawdziwa meskosc* pozwalajac im ogladac rytualne zabijanie zwierzat. W jej pojeciu pelnowartosciowy samiec to taki, ktory potrafi bez mrugniecia okiem zarznac cielaka.
                                                    Z kolei inny przyklad, tez z niemieckiego podworka, pewien nauczyciel chcac pokazac zycie pierwotnych ludow przyniosl na lekcje historii krolika i na oczach dzieci zabil i obdarl ze skory. Podobno dzieci przezyly traume, czesc zemdlala, albo wpadla w histerie. Sprawa byla bardzo glosna, nauczyciela zdegradowano.

                                                    > Powiedz to Eskimosom :)

                                                    Moze niech Hindusi sie wypowiedza ;-)

                                                    > Ale owszem, w naszym klimacie człek da się wyżywić bezmięsnie, choć trudno byw
                                                    > a. Ja się jednak nabawiłam anemii, a moja hematolog krzyczy na mnie, że mam mię
                                                    > so jeść.

                                                    Krwista wolowina?
                                                    Ojej, anemia:-( W takim razie poprawy zdrowia Ci zycze:-*
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:47
                                                    W rzezni nie odbywa sie "usypianie zwierzat na zyczenie", tylko cos wygladajacego znacznie gorzej niz ludzkie obozy koncentracyjne. Widzialem jak zabijaja byka. Koles przyszedl z jakims dlutem, przystawil bykowi do czola i z calej sily przypierdolil mlotem. Drugi wlozyl w zrobiony otwor cos, co wygladalo jak sprezyna do przetykania kibla i wyczyscil zwierzakowi rdzen kregowy, zeby nie wierzgalo. Byk osunal sie i zdechl na miejscu.
                                                    Nie wiem czy opisalem wlasciwie, bo przygladalem sie temu bedac w ciezkim szoku.
                                                    Ten pan obcinajacy krowce 3/4 szyi w ceremonii islamskiej tez byl calkiem niezly. Dla sprawiedliwosci trzeba dodac, ze oni w swoim islamskim kalifacie obcinaja w ten sposob glowy rowniez ludziom.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:50
                                                    Niestety rośliny też czują ból, ostrzegają się przed nim.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:58
                                                    zawle napisała:

                                                    > Niestety rośliny też czują ból, ostrzegają się przed nim.

                                                    Porownaj sobie wiec budowe ukladu nerwowego u roslin i np. kregowcow. Dla niektorych nastie i tropizmy tez sa oznaka bolu. Mysle, ze przespali lekcje biologii:-)
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:59
                                                    Myślę że widzisz to co znasz jako coś mającego większą wartość.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:08
                                                    zawle napisała:
                                                    > Myślę że widzisz to co znasz jako coś mającego większą wartość.

                                                    Czlowiek nadaje wartosc. Bez osrodka swiadomosci, czegos co wartosciuje, w przyrodzie nie ma zadnych wartosci. Obiektywnie istnieja tylko przemiany biochemiczne.
                                                    Na youtube jest film obrazujacy sytuacje gdy do klatki lwa wpadl/wlazl domowy kot. Lew bawi sie nim jak mysza. Zabija powoli. Najpierw dreczy, nosi w paszczy, potem odrywa mu lapke i kula sobie umierajacy zezwlok po ziemi. Rzygac sie chce. Ale to jest natura.
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:19
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > Od niedawna tak jest, kiedyś usypiano na żądanie. Dotąd jest to robione w
                                                    > schro
                                                    > > niskach.
                                                    >
                                                    > Eutanazja w schroniskach jest lamaniem prawa. Art.11 swiatowej ustawy praw zwierzat.

                                                    Czyli w schronisku nie można uśpić (zabić) chorego lub niebezpiecznego zwierzęcia?
                                                    Bo jeśli jednak można to Twoja obrona Kituli robi się tak absurdalna jak powoływanie się na statystyki policyjne dotyczące prostytucji.

                                                    Można mieć ideały ale zakładanie, że świat działa według moich ideałów to głupota.

                                                    >
                                                    > > Mięso które jem nigdy nie mieszkało ze mną pod jednym dachem, nie miało i
                                                    > mienia, nie opiekowałam się nim w chorobie, nie głaskałam go.

                                                    Póki co rozmawiamy o sytuacji gdy zabijasz swoje koty bo musisz pomóc córce.
                                                    Argumentacja bo inni też zabijają jest słabą argumentacją.

                                                    Można argumentować: zabijasz by jeść, przeżyć (vide drapieżniki),
                                                    zabijasz bez sensu, dla własnej przyjemności lub wygody.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:31
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Czyli w schronisku nie można uśpić (zabić) chorego lub niebezpiecznego zwierzęc
                                                    > ia?

                                                    " Każdy akt prowadzący do zabicia zwierzęcia bez koniecznej potrzeby jest mordem czyli zbrodnią przeciw życiu."

                                                    Mam wytlumaczyc ten Art 11, czy zinterpretujesz sobie sam?
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:06
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > Czyli w schronisku nie można uśpić (zabić) chorego lub niebezpiecznego zw
                                                    > ierzęc
                                                    > > ia?
                                                    >
                                                    > " Każdy akt prowadzący do zabicia zwierzęcia bez koniecznej potrzeby jest morde
                                                    > m czyli zbrodnią przeciw życiu."
                                                    >
                                                    > Mam wytlumaczyc ten Art 11, czy zinterpretujesz sobie sam?

                                                    Zinterpretuj `konieczną potrzebę'.
                                                    W szczególności czy zmiana miejsca zamieszkania jest takową.
                                                    Potem odpowiedz mi czy sądzisz, że Twoja wykładnia `koniecznej potrzeby'
                                                    jest w powszechnym użyciu, czy jednak jest różnica w pojmowaniu `koniecznej potrzeby' na przykład miedzy miejskimi weterynarzami a wiejskimi weterynarzami.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:11
                                                    lybbla napisał

                                                    > Zinterpretuj `konieczną potrzebę'.

                                                    Skoro Tobie udalo sie intuicyjnie zinterpretowac " chory, agresywny" to dlaczego uwazasz ze ja zinterpretuje ja inaczej?

                                                    > W szczególności czy zmiana miejsca zamieszkania jest takową.
                                                    > Potem odpowiedz mi czy sądzisz, że Twoja wykładnia `koniecznej potrzeby'
                                                    > jest w powszechnym użyciu, czy jednak jest różnica w pojmowaniu `koniecznej pot
                                                    > rzeby' na przykład miedzy miejskimi weterynarzami a wiejskimi weterynarzami.

                                                    Od cwierc wieku mieszkam w cywilizowanym kraju, wiec mnie nie pytaj, nie wiem jak jest w Polsce.
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:27
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > lybbla napisał
                                                    >
                                                    > > Zinterpretuj `konieczną potrzebę'.
                                                    >
                                                    > Skoro Tobie udalo sie intuicyjnie zinterpretowac " chory, agresywny" to dlaczeg
                                                    > o uwazasz ze ja zinterpretuje ja inaczej?

                                                    A nacisk mojej wypowiedzi był na INTERPRETACJĘ.
                                                    Dla ścisłości zabicie chorego zwierzęcia to eutanazja.
                                                    Więc nie mówimy o eutanazji. Eutanazja zwierząt nie jest zabroniona.
                                                    Istnieje więc wytrych na przykład `chore zwierzę'.
                                                    Diabeł tkwi w `swobodzie interpretacji' `chorego zwierzęcia'.


                                                    Kitka z resztą doprecyzowała lepiej zabić niż oddać komukolwiek.
                                                    Więc sprawa zamknięta.

                                                    > Od cwierc wieku mieszkam w cywilizowanym kraju, wiec mnie nie pytaj, nie wiem jak jest w Polsce.

                                                    Otóż jesteś w grubym błędzie. Chowu klatkowego dopiero teraz się zakazuje.
                                                    Czyli nie mieszkasz ćwierć wieku w cywilizowanym kraju. Bo 25 lat temu nie był cywilizowany. W zasadzie powinienem Ci zwrócić uwagę, że mieszkasz w Europie bez granic :)


                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:53
                                                    lybbla napisał:

                                                    > A nacisk mojej wypowiedzi był na INTERPRETACJĘ.
                                                    > Dla ścisłości zabicie chorego zwierzęcia to eutanazja.
                                                    > Więc nie mówimy o eutanazji. Eutanazja zwierząt nie jest zabroniona.

                                                    Pierwotnie terminem eutanazja okreslalo sie pozbawienie zycia osoby nieuleczalnie chorej. W akcie wspolczucia oczywiscie. Termin dotyczyl ludzi, a nie zwierzat. Zreszta do tej pory nie ma zgodnosci czy terminu tego mozna uzywac wobec czworonogow. W potocznym obiegu funkcjonuje termin "eutanazja w schroniskach dla zwierzat" i dotyczy ona brutalnie mowiac zaglady na skale masowa, co ze wspolczuciem nie ma nic wspolnego. Jesli blednie uzylam slowa i nie zrozumiales, to przepraszam.

                                                    > Istnieje więc wytrych na przykład `chore zwierzę'.
                                                    > Diabeł tkwi w `swobodzie interpretacji' `chorego zwierzęcia'.

                                                    Dlatego pare postow wczesniej powolalam sie na etyke zawodowa lekarzy weterynarii. Lekarz jak sama nazwa wskazuje leczy, a nie usmierca. Inaczej by nie byl lekarzem tylko rzeznikiem.

                                                    > Otóż jesteś w grubym błędzie. Chowu klatkowego dopiero teraz się zakazuje.
                                                    > Czyli nie mieszkasz ćwierć wieku w cywilizowanym kraju. Bo 25 lat temu nie był
                                                    > cywilizowany. W zasadzie powinienem Ci zwrócić uwagę, że mieszkasz w Europie be
                                                    > z granic :)

                                                    Skoro rozmawiamy o zwierzetach domowych i schroniskach dla zwierzat, to tego tematu sie trzymam. Wiec po co skrecasz temat na chow przemyslowy? :-) W Niemczech nie ma walesajacych sie po ulicach bezpanskich zwierzat, bo zwierzat sie NIE ROZMNAZA. Nikomu nawet do glowy nie przyjdzie, zeby nie wysterylizowac/ nie wykastrowac swojego pupila. Rozmnazaniem zajmuja sie glownie hodowle zwierzat rasowych, wiec jest nad tym jakas kontrola. Dlatego w schroniskach sa wylacznie zwierzeta z wypadkow losowych- najczesciej umarl wlasciciel, a nie ze bezmozgi czlowiek radosnie rozmnozyl swoje kundelki" bo takie sliczne" i potem wywalil na ulice. Inna mentalnosc po prostu, w tym sensie Polska nie jest cywilizowanym krajem.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:58
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Kitka z resztą doprecyzowała lepiej zabić niż oddać komukolwiek.
                                                    > Więc sprawa zamknięta.

                                                    O czym ta dyskusja przeciez ja wyraznie napisalam, ze chodzilo o eutanazje, bo pies byl stary i schorowany, do tego mu sie poplatalo we lbie tak, ze stal sie agresywny, ze swoja pania nawet pod koniec ujebal, mi sie raz udalo uskoczyc przed dziabnieciem, juz nawet nie wspominajac, ze pol wsi go probowalo podtruc i nieraz wrocil pobity przez sasiadow. Komu miala go oddac? Temu, co go pobil? To byla bestia. Nota bene znaleziona i przgarnieta przez matke, jak wlasnie ktos sie go pozbyl w humanitarny sposob w lesie, no bo przeciez prolife(y) (zapozyczylam od Aandzi ;) maja zjebany dzien jakby ktos zakonczyl jego przyszle cierpienia zaraz po urodzeniu. Wyjazd do mnie byl okazja do zrealizownia tego, o czym od dawna myslala zeby zrobic czyli zeby go uspic. Juz nie mowiac, ze miala spawy w sadzie od sasiadow za jego 'wybryki', a i tak go wiecznie chronila przez kilkanascie lat. No ale oczywiscie to ona i ja jestesmy potworami, no a jak! ;-) I chuj takim tkliwym pizdeczkom jak Wont i Sabat w dupe.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 18:20
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > O czym ta dyskusja przeciez ja wyraznie napisalam, ze chodzilo o eutanazje, bo
                                                    > pies byl stary i schorowany, do tego mu sie poplatalo we lbie tak, ze stal sie
                                                    > agresywny, ze swoja pania nawet pod koniec ujebal, mi sie raz udalo uskoczyc pr
                                                    > zed dziabnieciem, juz nawet nie wspominajac, ze pol wsi go probowalo podtruc i
                                                    > nieraz wrocil pobity przez sasiadow. Komu miala go oddac? Temu, co go pobil? To
                                                    > byla bestia. Nota bene znaleziona i przgarnieta przez matke, jak wlasnie ktos
                                                    > sie go pozbyl w humanitarny sposob w lesie,


                                                    Gdybyś od razu napisała w ten deseń nie.byłoby dyskusji i żachnięcia się Wonta. Po co epatujesz niepotrzebnie lekceważąco-brawurowym stosunkiem do eutanazji psa skoro prawda była daleka od takiej narracji?
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:01
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > O czym ta dyskusja przeciez ja wyraznie napisalam, ze chodzilo o eutanazj
                                                    > e, bo
                                                    > > pies byl stary i schorowany, do tego mu sie poplatalo we lbie tak, ze sta
                                                    > l sie
                                                    > > agresywny, ze swoja pania nawet pod koniec ujebal, mi sie raz udalo uskoc
                                                    > zyc pr
                                                    > > zed dziabnieciem, j
                                                    >
                                                    > Gdybyś od razu napisała w ten deseń nie.byłoby dyskusji i żachnięcia się Wonta.
                                                    > Po co epatujesz niepotrzebnie lekceważąco-brawurowym stosunkiem do eutanazji p
                                                    > sa skoro prawda była daleka od takiej narracji?

                                                    Nikt nie zna Kitki tak jak Wont (no może Zawle;) : `Mam nadzieje, ze sciemniasz, zeby mnie sprowokowac.'


                                                    > A psy, jaki problem? Moja matka jak miala do mnie przy
                                                    > jechac na pol roku gdy mial sie urodzic moj syn, to uspilismy jej psa i juz. Uw
                                                    > azam, ze lepiej uspic niz oddac. Eutanazja za 50 zeta czy jakos ;)
                                                    -----
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:18
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Gdybyś od razu napisała w ten deseń nie.byłoby dyskusji i żachnięcia się Wonta.
                                                    > Po co epatujesz niepotrzebnie lekceważąco-brawurowym stosunkiem do eutanazji p
                                                    > sa skoro prawda była daleka od takiej narracji?

                                                    Bo w przeciwienstwie do Wonta nie lubie o sobie mowic (ani nawet sie przedstawiac) jaka to ciepla, kochajaca i empatyczna osoba jestem, tylko te wszystkie glupie pizdy sie nie poznaly ;)
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:05
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No ale oczywiscie to ona i ja jestesmy potworami, no a jak! ;-)

                                                    Potwór jak potwór też ma do odegrania swoją rolę;)

                                                    > I chuj takim tkliwym pizdeczkom jak Wont i Sabat w dupe.

                                                    No większych pizdeczek niż ja i Mabelle to tu nie znajdziesz?
                                                    A masz jakiegoś strapona w szufladzie?
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:28
                                                    lybbla napisał:

                                                    > No większych pizdeczek niż ja i Mabelle to tu nie znajdziesz?

                                                    Eee tam Mabelle jest twarda. Tobie sie specjalnie nie przygladalam. Nie chciales przyslac zdjecia to Cie zlalam ;) Tylko czemu taki mily jestes ostatnio?
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 20:55
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > No większych pizdeczek niż ja i Mabelle to tu nie znajdziesz?
                                                    >
                                                    > Eee tam Mabelle jest twarda. Tobie sie specjalnie nie przygladalam. Nie chciale
                                                    > s przyslac zdjecia to Cie zlalam ;) Tylko czemu taki mily jestes ostatnio?

                                                    W temacie o którym piszemy twarda nie jest.
                                                    Ja zawsze jestem miły tylko się nie poznałaś pizdeczko;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:19
                                                    lybbla napisał:

                                                    > W temacie o którym piszemy twarda nie jest.
                                                    > Ja zawsze jestem miły tylko się nie poznałaś pizdeczko;)

                                                    Lybbla zawsze przyjdzie i rzuci we mnie tym, co ja rzucilam w kogos innego. Ale kurna oryginalne. Interesujacy to Ty nie jestes. NIech zgadne: zaraz napiszesz, ze tez nie jestem intetesujaca i tak bedziesz sciagal z kogos. Wymysl cos oryginlnego z raz.
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:44
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Lybbla zawsze przyjdzie i rzuci we mnie tym, co ja rzucilam w kogos innego.

                                                    Może jednak chwila refleksji, że tym razem nie było to samo?

                                                    > Ale kurna oryginalne. Interesujacy to Ty nie jestes.

                                                    Yeah? Well, you know, that's just like uh, your opinion, woman.
                                                    www.youtube.com/watch?v=pWdd6_ZxX8c
                                                    > NIech zgadne: zaraz napiszesz, ze tez nie jestem intetesujaca i tak bedziesz sciagal z kogos.

                                                    Ależ jesteś interesująca. tylko w głowie Ci się pierniczy i z tego forum wyjątkowo mało wynosisz. Widać to gdy zaczynasz stawiać swoje własne tezy.

                                                    > Wymysl cos oryginlnego z raz.

                                                    Jak wymyślę coś oryginalnego to albo nie zauważysz albo wyprzesz;)
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:40
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Czyli w schronisku nie można uśpić (zabić) chorego lub niebezpiecznego zwierzęc
                                                    > ia?

                                                    A przeczytales ten Art 11 chociaz?
                                                    "Każdy akt prowadzący do zabicia zwierzęcia bez koniecznej potrzeby jest mordem czyli zbrodnią przeciw życiu."


                                                    > Można mieć ideały ale zakładanie, że świat działa według moich ideałów to głupo
                                                    > ta.

                                                    Dlatego powolalam sie na prawo, a nie na idealy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 01:17
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Mam nadzieje, ze sciemniasz, zeby mnie sprowokowac. Bo jesli to jest prawda, ze
                                                    > uspiliscie psa z takiego powodu, to mozesz mi sie nie klaniac. EOT. Szkoda, na
                                                    > prawde, bo mimo, ze jestes solidnie zjebana wariatka, to cie na swoj sposob bar
                                                    > dzo lubilem. Nie bede juz umial sobie z toba zartowac, bo przed oczami bede mia
                                                    > l ten durny emotikonek na koncu. Kurwa... :(

                                                    Sam jestes powaznie zjebany, dziecko jest w Twoim mniemaniu kula u nogi, z czego potrafisz sobie robic smichy chichy, a nad czyims psem sie litujesz. I kurwa z jakiego 'takiego' powodu? Dziecko sie mialo urodzic. Porownujesz zycie ludzkie, nowego czlowieka do zycia psa? To sie kurwa do budy dla psa wyprowadz i z psami zyj, jak sa dla Ciebie tak wazne. Oj nie sorry, Ty juz zyjesz w budzie ;) Matka podjela decyzje o uspieniu swojego psa, a ja ta decyzje poparlam, bo chcialam zeby do mnie przyjechala i mi przy wnuku pomogla. Zycie tego psa nie bylo wiele warte w porowaniu z zyciem mojego syna. Zwlaszcza, ze na starosc sie zrobil agresywny i mogl cie ujebac bez zadnej przyczyny. Jak Ci sie nie podoba to sie wypaluj, akurat mi zalezy na tym zebys mnie lubil albo zebys ze mna zartowal. Ja bym Ci powiedziala kim Ty dla mnie jestes ale post nie uniesie tyle bluzgow i gnoju, jakie bym tu musiala wylac.

                                                    Oj bozie bozie piesek zabity, smutno ci sie zrobilo, poplakales sie ;-)
                                                  • bcde Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 02:56
                                                    > Dziecko sie mialo urodzic. Porownujesz zycie ludzkie, nowego czlowieka do zycia psa? To sie kurwa do budy dla psa wyprowadz i z psami zyj, jak sa dla Ciebie tak wazne. Oj nie sorry, Ty juz zyjesz w budzie ;) Matka podjela decyzje o uspieniu swojego psa, a ja ta decyzje poparlam, bo chcialam zeby do mnie przyjechala i mi przy wnuku pomogla. Zycie tego psa nie bylo wiele warte w porowaniu z zyciem mojego syna.

                                                    Nie pisz głupot. Wybór nie dotyczył życia psa za życie syna, tylko z jednej strony było życie psa, a z drugiej twoja wygoda z pomocy przy dziecku i gratyfikacja dla babci, która mogła z wnukiem pobyć.
                                                    Jestem w stanie zrozumieć, że uznałyście, że dla psa lepsze będzie uśpienie niż trauma oddania na stare lata do schroniska albo w inne obce ręce, ale mimo wszystko psa jest mi szkoda, a sposób, w jaki o tym piszesz jest niesmaczny.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:05
                                                    No bylam bardzo wygodna, wlacznie do dnia, w ktorym rozpoczal sie porod pracowalam fizycznie, a w dwa tygodnie po pordzie musialam juz wrocic do pracy. Pracowalam na czarno wiec nie mialam zasilku. Ktos musial sie zajac dzieckiem. Zlitujesz sie? ;-) No wiec pomysl i decyzja nalezaly do mojej matki, full support z mojej strony, 100%. W zyciu bym nie oddala psa do schroniska. Lepsza smierc niz porzucenie. Sronisk ani bezdomnych psow ani domow dziecka w ogole powinno nie byc. Ja jestem wredna chamska i nieczula. Deal with it albo wypierdalaj. Nie zalezy mi na twojej opinii, tym bardziej na Wonta ani na nikogo innego. Kurwa pierdolone mieszczuchy, idz sie przejdz i poobserwuj jak psy zyja na wsiach, jak suki zamarzaja przy porodach w budzie, jak chodza wiecznie glodne, jak bywaja pobite (pobity pies kopie sobie nore w ziemi i sie w nej uklada zeby zbic wysoka temperature) to Ci serduszko stwardnieje, tak jak mnie. Smierc jest dla nich wyzwoleniem z cierpienia.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:34
                                                    hello - kitty2 napisała
                                                    >Oj bozie bozie piesek zabity, smutno ci sie zrobilo, poplakales sie ;-)<

                                                    Chyba nie tylko jemu, tak sobie lekką ręką machnęłaś pościk o uśpieniu psa z powodów, które są mocno, mocno dyskusyjne. Nie wiem, też co jest śmiesznego w tym, że ludzie cierpią i płaczą z powodu odejścia ich zwierząt i że ten ból może być bardzo głęboki i długotrwały.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:10
                                                    ninek04 napisała:

                                                    Nie wiem, też co jest śmiesznego w ty
                                                    > m, że ludzie cierpią i płaczą z powodu odejścia ich zwierząt i że ten ból może
                                                    > być bardzo głęboki i długotrwały.

                                                    A to byl pies Wonta czy mojej matki? WOnt ma gleboki i dlugotrwaly bol po smierci psa mojej matki ;-) No popatrz znowu Ci sie udalo napisac cos zmyslonego. Inteligencja to Ty nie grzeszysz, nie?
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:58
                                                    hello - kitty 2 napisała
                                                    >A to byl pies Wonta czy mojej matki? WOnt ma gleboki i dlugotrwaly bol po smierci psa mojej matki ;-) No popatrz znowu Ci sie udalo napisac cos zmyslonego. Inteligencja to Ty nie grzeszysz, nie?<

                                                    Tak sobie sprytnie posklejałaś, to co napisałam i tak Ci z tego wyszło? Patrz, sama bym na to nie wpadła,żeby wymyślić coś takiego, ale gdzie mnie się równać z Tobą,zwłaszcza w umiejętności "odczytywania" innych ludzi.
                                                    Z grubsza mówiąc, odniosłam się do Twoich śmichów chichów ( i to nie pierwszy raz) z tych, którzy w stosunku do zwierząt żywią różne bliskie uczucia, również smutek i żal z powodu ich odejścia.I to Twoje lekceważące zestawienie " cóż znaczy wartość jakiegoś psa w porównaniu z wartością człowieka. Cóż, z empatią to chyba dość słabo u Ciebie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:52
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Z grubsza mówiąc, odniosłam się do Twoich śmichów chichów ( i to nie pierwszy
                                                    > raz) z tych, którzy w stosunku do zwierząt żywią różne bliskie uczucia, równie
                                                    > ż smutek i żal z powodu ich odejścia.

                                                    Ale ja sie z tego nie smieje. Nie wiem czy wiesz ale ja zdawalam na weterynarie, a ze zwierzetami mialam do czynienia od dziecka i najrozniejsze rzeczy widzialam. Wiele z nich rowniez pozabijalam zeby skrocic ich cierpienie. I wiem co to znaczy stracic swoje zwierze.

                                                    Wysmialam sie z tkliwosci Wonta, ktory sie lituje nad cudzym psem (niepotrzebnie), a nie stac go na zaangazowanie sie w relacje z czlowiekiem i uwaza sie za normalsa.

                                                    I to Twoje lekceważące zestawienie " cóż z
                                                    > naczy wartość jakiegoś psa w porównaniu z wartością człowieka. Cóż, z empatią t
                                                    > o chyba dość słabo u Ciebie.

                                                    Odpowiem Ci: NIC NIE ZNACZY. I nie ma w tym zadnego lekcewazenia tylko przekonanie o wyzszosci zycia czlowieka nad zyciem zwierzecia.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:25
                                                    hello - kitty2 napisała
                                                    >Wiele z nich rowniez pozabijalam zeby skrocic ich cierpienie. I wiem co to znaczy stracic swoje zwierze.<

                                                    Jak je zabijalas?

                                                    >Wysmialam sie z tkliwosci Wonta, ktory sie lituje nad cudzym psem (niepotrzebnie), a nie stac go na zaangazowanie sie w relacje z czlowiekiem i uwaza sie za normalsa.<

                                                    Co to znaczy że go nie stać? -przecież ma takie relacje, choćby z rodzicami i z innymi pewnie też, a że nie widzi potrzeby by wchodzić w trwałe relacje,w których przeważnie każdy patrzy jakby tu tę drugą stronę wydymać i nie być stratnym, to mu się nie dziwię.

                                                    >Odpowiem Ci: NIC NIE ZNACZY. I nie ma w tym zadnego lekcewazenia tylko przekonanie o wyzszosci zycia czlowieka nad zyciem zwierzecia.<

                                                    No widzisz, dla Ciebie nic, dla mnie przeciwnie. I nie w każdych okolicznościach to życie człowieka ma aż taką wartość, żeby ją sobie wysoko cenić ( np.terminalna choroba z utratą świadomości). Albo życie zwyrodnialego mordercy, katującego np.swoje czy czyjeś dziecko na śmierć dla mnie na przykład nie stanowi jakiejś większej wartości, właściwie nie nazwałabym kogoś takiego człowiekiem.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:30
                                                    relacja z rodzicami nie jest relacją równą
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:56
                                                    zawle napisała:

                                                    > relacja z rodzicami nie jest relacją równą

                                                    Z doroslymi dziecmi nie ma rownej relacji? Oczywiscie, ze jest:-) Ja na przyklad mam naiwne wyobrazenie, ze jestem glowa rodziny, nawet na Dzien Matki dostalam takie smieszne serce z guzikow z napisem " Mamy sa jak guziki - trzymaja wszystko razem " . A tymczasem prawda jest taka, ze to moje dorosle corki troszcza sie o mnie i martwia, i ciagle oferuja pomoc. Przyjazn zawsze jest rowna relacja przeciez.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:05
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > relacja z rodzicami nie jest relacją równą
                                                    >
                                                    > Z doroslymi dziecmi nie ma rownej relacji? Oczywiscie, ze jest:-) Ja na przykla
                                                    > d mam naiwne wyobrazenie, ze jestem glowa rodziny, nawet na Dzien Matki dostala
                                                    > m takie smieszne serce z guzikow z napisem " Mamy sa jak guziki - trzymaja wszy
                                                    > stko razem " . A tymczasem prawda jest taka, ze to moje dorosle corki troszcza
                                                    > sie o mnie i martwia, i ciagle oferuja pomoc. Przyjazn zawsze jest rowna relacj
                                                    > a przeciez.

                                                    Bywa. Tyle że się razem nie mieszka, nie planuje wakacji, nie dzieli kasą na różne wydatki. I nie sypia ze sobą. Ale ciepłe słowa i deklaracje fajna rzecz..jak każde głaski
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:28
                                                    zawle napisała:

                                                    > Bywa. Tyle że się razem nie mieszka, nie planuje wakacji, nie dzieli kasą na ró
                                                    > żne wydatki. I nie sypia ze sobą.

                                                    A dlaczego zakladasz, ze jak sie mieszka razem, wyjezdza razem i dzieli wydatki, to tylko wtedy relacja jest rowna? Rowna jest wtedy kiedy obie strony wnosza w uklad wzajemne zaangazowanie.Wiec jesli robia to dorosle osoby, przypominam ze pisalas o relacji rodzic- dziecko, to relacja jest jak najbardziej rowna.

                                                    Ale ciepłe słowa i deklaracje fajna rzecz..ja
                                                    > k każde głaski

                                                    Nie. To nie sa tylko glaski, to bardzo realne dzialania i bardzo konkretna pomoc po obu stronach, wiadomo, ze przyjaciela nie zostawia sie w potrzebie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:04
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Jak je zabijalas?

                                                    A nie mozesz se Ninek pogadac z Sabatem albo z Wontem na temat ich pieskow czy kutasow czy zadnych zwiazkow czy zadnych dzieci? ;) Co ja mam za wspolny temat z Toba jakikolwiek? Co Ty mi mozesz powiedziec ciekawego albo ja Tobie? Nic.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:59
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > No popatrz znowu Ci sie udalo napisac cos zmyslonego. In
                                                    > teligencja to Ty nie grzeszysz, nie?

                                                    Ale Twoim bezustannym zdumieniom dotyczacym prostej wiedzy ogolnej i tak nie dorowna, chocby bardzo chciala.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:13
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ale Twoim bezustannym zdumieniom dotyczacym prostej wiedzy ogolnej i tak nie do
                                                    > rowna, chocby bardzo chciala.

                                                    Nie szkodzi, wiedza ogolna do ruchania nie jest potrtebna, za to bez inteligencji ciezko i przed ruchaniem i po ;-)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:21
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Nie szkodzi, wiedza ogolna do ruchania nie jest potrtebna, za to bez inteligenc
                                                    > ji ciezko i przed ruchaniem i po ;-)

                                                    Tym gorzej dla Kitty. Mam dosc puszczania mimochodem jej lapsusow, uzywania slow, ktorych nie rozumie, spuszczania kurtyny milczenia na kolejne objawy jej niewiedzy i elementarnych brakow w kojarzeniu, w sytuacji gdy zaczyna sie robic w tym wzgledzie bezczelna wobec innych. Dosc tego, kurwa! Zarzucanie innym jakichs niedostatkow umyslowych jest w jej wykonaniu po prostu niesmaczne, bo jest jedna z ostatnich osob na tym forum, ktorym to przystoi.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:38
                                                    sabat..łał:))
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:41
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Tym gorzej dla Kitty. Mam dosc puszczania mimochodem jej lapsusow, uzywania slo
                                                    > w, ktorych nie rozumie, spuszczania kurtyny milczenia na kolejne objawy jej nie
                                                    > wiedzy i elementarnych brakow w kojarzeniu, w sytuacji gdy zaczyna sie robic w
                                                    > tym wzgledzie bezczelna wobec innych. Dosc tego, kurwa! Zarzucanie innym jakich
                                                    > s niedostatkow umyslowych jest w jej wykonaniu po prostu niesmaczne, bo jest je
                                                    > dna z ostatnich osob na tym forum, ktorym to przystoi.

                                                    O yeah, znowu Ci sie wahnelo? To juz nie chcesz odchodzic z forum, bo Kitty idzie na operacje glowy i moze umrzec? ;-)
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:47
                                                    Sabat kocha wiele kobiet, ale czasami musi wybrać jedną:)))
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:48
                                                    "Sabat kocha wiele kobiet, ale czasami musi wybrać jedną:)))"


                                                    Co jedna to madrzejsza! :))
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:42
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Tym gorzej dla Kitty. Mam dosc puszczania mimochodem jej lapsusow, uzywania slo
                                                    > w, ktorych nie rozumie, spuszczania kurtyny milczenia na kolejne objawy jej nie
                                                    > wiedzy i elementarnych brakow w kojarzeniu, w sytuacji gdy zaczyna sie robic w
                                                    > tym wzgledzie bezczelna wobec innych. Dosc tego, kurwa! Zarzucanie innym jakich
                                                    > s niedostatkow umyslowych jest w jej wykonaniu po prostu niesmaczne, bo jest je
                                                    > dna z ostatnich osob na tym forum, ktorym to przystoi.

                                                    He, he, wirtualny bohater:-) Bedzie robil porzadki na forum i uczyl dobrych obyczajow. We wlasnym domu sobie rob.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:56
                                                    Najbardziej to kochal Proteinowego ale niestety jego obecna kobieta (Ninek) sie pozbyla konkurencji wraz z supportem Lybbly, ktory z kolei kocha Sabata ;-)
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:00
                                                    Chyba nie oceniasz proteinowego jako cienkiego na tyle i bezwolnego że ktoś mógłby się go pozbyć?
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:17
                                                    zawle napisała:

                                                    > Chyba nie oceniasz proteinowego jako cienkiego na tyle i bezwolnego że ktoś móg
                                                    > łby się go pozbyć?

                                                    Po prostu w jakims momencie chcesz sie odciac od zlych emocji. A przeciez wiadomo, ze zwiazki sa zle, zadnych dzieci!!! A gosc se walnal dzieciaka i siedzi w zwiazku, to mozna linczowac. To po co mu to?
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:20
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Po prostu w jakims momencie chcesz sie odciac od zlych emocji. A przeciez wiado
                                                    > mo, ze zwiazki sa zle, zadnych dzieci!!! A gosc se walnal dzieciaka i siedzi w
                                                    > zwiazku, to mozna linczowac. To po co mu to?

                                                    Chcesz albo i nie chcesz. Nikt tu nie linczował proteinowego ani za związek, ani za dzieci...bez jaj. Bądź sprawiedliwa.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:42
                                                    zawle napisała:

                                                    > Chcesz albo i nie chcesz. Nikt tu nie linczował proteinowego ani za związek, an
                                                    > i za dzieci...bez jaj. Bądź sprawiedliwa.

                                                    Linczowal nie, ale niezle mu sie oberwalo. Co ciekawe najwieksze niezadowolenie bylo ze strony cienkich bolkow, ktorzy wlasne zwiazki zmarnowali.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:00
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Linczowal nie, ale niezle mu sie oberwalo. Co ciekawe najwieksze niezadowolenie
                                                    > bylo ze strony cienkich bolkow, ktorzy wlasne zwiazki zmarnowali.

                                                    Jak każdemu tutaj nie raz. A te Bolki to kto? I jak się nie marnuje swoich związków? Tkwiąc w nich, uciekając w kochanki, alienację? Czy robią sobie nową dzidzię?
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:01
                                                    Zapomniałam dodać.....czy też bzykając się z innymi w ramach aneksu do umowy małżeńskiej?
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:07
                                                    Zawle zostaw to. Nie ma go to nie ma, koniec, umarl, pogrzebany, wymazany gumka myszka.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:09
                                                    "Zawle zostaw to. Nie ma go to nie ma, koniec, umarl, pogrzebany, wymazany gumka myszka."


                                                    A tam zaraz umarl, przeciez jeszcze moze wrocic :)
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:10
                                                    Ok Kicia.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:15
                                                    zawle napisała:

                                                    > A te Bolki to kto?

                                                    Poszukaj sobie w archiwum, w tym watku w ktorym Proteinowy napisal, ze jego zona jest w ciazy.

                                                    I jak się nie marnuje swoich zwią
                                                    > zków?

                                                    Nie wiem jak nie zmarnowac, moje malzenstwo nie przetrwalo przeciez. Ale mam duzo uznania dla tych, ktorzy maja w sobie odrobine refleksji, szukaja przyczyn i widza swoj udzial w rozpadzie swojego zwiazku. Rowniez dla tych, ktorzy chca naprawiac. Wiekszosc pierdoli ze bylem/ am dla niego za dobry/a. Jasne.

                                                    Tkwiąc w nich, uciekając w kochanki, alienację? Czy robią sobie nową dzid
                                                    > zię?
                                                    >
                                                    >

                                                    Mysle ze nie marnuje sie zwiazku wtedy kiedy jest sie gotowym przede wszystkim zmieniac siebie. Ale obecnie to dosc niepopularne, indywidualnosc sie liczy i jeszcze " mnie sie nalezy".
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:46
                                                    zawle napisała:

                                                    > Chcesz albo i nie chcesz. Nikt tu nie linczował proteinowego ani za związek, an
                                                    > i za dzieci...bez jaj. Bądź sprawiedliwa.

                                                    Lincz nie lincz, zle emocje po prostu. Taka jest moja prywatna opinia.
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:49
                                                    zawle napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > Po prostu w jakims momencie chcesz sie odciac od zlych emocji. A przeciez
                                                    > wiado
                                                    > > mo, ze zwiazki sa zle, zadnych dzieci!!! A gosc se walnal dzieciaka i sie
                                                    > dzi w
                                                    > > zwiazku, to mozna linczowac. To po co mu to?
                                                    >
                                                    > Chcesz albo i nie chcesz. Nikt tu nie linczował proteinowego ani za związek, an
                                                    > i za dzieci...bez jaj. Bądź sprawiedliwa.

                                                    Za pukanie w okienko też nie (na zdrowie), raczej za brak pukania i nie będę pokazywał palcami;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:58
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Za pukanie w okienko też nie (na zdrowie), raczej za brak pukania i nie będę po
                                                    > kazywał palcami;)


                                                    No trudno zebym musiala odpowiadac, co jakis koles pierdnal sobie na forum na moj koszt.
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:13
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > Za pukanie w okienko też nie (na zdrowie), raczej za brak pukania i nie b
                                                    > ędę po
                                                    > > kazywał palcami;)
                                                    >
                                                    >
                                                    > No trudno zebym musiala odpowiadac, co jakis koles pierdnal sobie na forum na moj koszt.


                                                    Ale już Ty byłaś przodującym `cienkim bolkiem'. ;)
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:32
                                                    hello- kitty 2 napisała
                                                    >Po prostu w jakims momencie chcesz sie odciac od zlych emocji. A przeciez wiadomo, ze zwiazki sa zle, zadnych dzieci!!! A gosc se walnal dzieciaka i siedzi w zwiazku, to mozna linczowac. To po co mu to?<

                                                    Nie no,lincz na Proteinowym i że niby w moim wykonaniu? Toś palnęła głupotę dopiero. Sam pisał wiele razy, że kończy mu się czas, bo zaraz wpadnie w wir zupełnie innych zajęć i obowiązków i jako odpowiedzialny, zaangażowany ojciec pewnie tak właśnie, a nie z potrzeby odcięcia się od złych emocji, tak jak Ty imputujesz.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:56
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Nie no,lincz na Proteinowym i że niby w moim wykonaniu? Toś palnęła głupotę do
                                                    > piero. Sam pisał wiele razy, że kończy mu się czas, bo zaraz wpadnie w wir zupe
                                                    > łnie innych zajęć i obowiązków i jako odpowiedzialny, zaangażowany ojciec pewni
                                                    > e tak właśnie, a nie z potrzeby odcięcia się od złych emocji, tak jak Ty imputu
                                                    > jesz.

                                                    Oczywiscie, ze nie chodzilo o dzieci/zwazek tylko, ze negatywnie zareagowal na Twoje 'wystepy' z wirujacym seksem i podstawianie cipy do wachania. Chuj tam. Jego decyzja. Niemniej w rezultacie gosc sie nie wypowiada. A jesli chodzi o tematy zwiazkowe to mial wiele ciekawych informacji, no bo jest praktykiem.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:05
                                                    hello - kitty2 napisała
                                                    >Oczywiscie, ze nie chodzilo o dzieci/zwazek tylko, ze negatywnie zareagowal na Twoje 'wystepy' z wirujacym seksem i podstawianie cipy do wachania. Chuj tam. Jego decyzja. Niemniej w rezultacie gosc sie nie wypowiada. A jesli chodzi o tematy zwiazkowe to mial wiele ciekawych informacji, no bo jest praktykiem.<

                                                    Nie żartuj, to on właśnie gasił i podkpiwał sobie z mojego harlequinizmu, a nie odwrotnie. Myślę, że w tym wypadku nie do końca trafnie odczytałaś powody jego milczenia, zwyczajnie coś sobie tam dośpiewujesz,pewnie z tęsknoty ;).

                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:09
                                                    ninek04 napisała:

                                                    ,pewnie z tęsknoty ;).
                                                    >

                                                    Pewnie tak.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:02
                                                    My tu mamy tak poplątane, chore i zmienne relacje, że powinno nam wystarczyć po wsze czasy tej patologii:))
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:03
                                                    "Wrecz przeciwnie, tymi moimi dziewczynami na pol roku mam czasem bliskosc wieksza niz niektorzy po dwudziestu latach malzenstwa. Ja sie boje zaangazowania czyli obowiazkow :)"


                                                    To jest dosc ciekawe. Taka bliskosc, ale...tylko na 6 miesiecy a potem co? Czego brakuje? Czy przychodzi Ci mysl "dobra, koncze, bo jeszcze sie zaangazuje i wpakuje w obowiazki"?
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:16
                                                    kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > To jest dosc ciekawe. Taka bliskosc, ale...tylko na 6 miesiecy a potem co? Czeg
                                                    > o brakuje? Czy przychodzi Ci mysl "dobra, koncze, bo jeszcze sie zaangazuje i w
                                                    > pakuje w obowiazki"?
                                                    ------
                                                    Moja wypowiedz miala na celu raczej podwazenie bliskosci w niektorych malzenstwach z dwudziestoletnim stazem, niz gloryfikowanie bluskosci w moich polrocznych "zwiazkach".
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:33
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Atrakcyjna babka chce dac a facet (atrakcyjnoscia fizyczna zapewne jej nie dorownujacy ;)) nie chce brac! Bo? Hmm. Takiego scenariusza nie brales pod uwage, co nie? :)

                                                    Geeeeeej!!! Krypto.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:38
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Geeeeeej!!! Krypto.
                                                    -------
                                                    Tylko kurwa nie krypto, impotencie! :)
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:55
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Tylko kurwa nie krypto, impotencie! :)>

                                                    No. To jest kurwa problem! Dzisiaj Taka Jedna była u gina na kontroli. Rok temu przeszła poważną operację ginekologiczną. Onkologiczną. I pan doktor orzekł, że jest wszystko OK ale zalecił, żeby "często i intensywnie współżyła" bo jej pochwa powinna być rozpychana z uwagi na tendencję do samoistnego zwężania co ma jakieś tam zły wpływ na coś tam.
                                                    A ja mam swoje lata i powiedziałem jej, że nie wiem czy podołam więc jej kupię wibrator. Oburzyła się. Jakieś pomysły?
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:00
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    > > Tylko kurwa nie krypto, impotencie! :)>
                                                    >
                                                    > Jakieś pomysły?
                                                    ------
                                                    No dobra. Koledze z forum nie pomoge?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:07
                                                    "A ja mam swoje lata i powiedziałem jej, że nie wiem czy podołam więc jej kupię wibrator. Oburzyła się. Jakieś pomysły?"

                                                    Nowy kochanek? :) A z Toba nadal moze popijac wino i jezdzic na wycieszki do Kazimierza.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:12
                                                    Gogol a viagra nie pomaga jednak czy boisz sie za czesto brac? No mamy w zyciu limity, nic sie nie zrobi, trzeba zaakceptowac i cieszyc sie, ze czlowiek zdrowy i zyje.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:16
                                                    Moim zdaniem obruszyla sie, bo powiedziales, ze "jej kupisz". W domysle, ze ma sobie isc i zrobic, bez Ciebie. Trzeba bylo zaproponowac, ze kupisz do wspolnych igraszek, to brzmi lepiej. Nie separuje was emocjonalnie. A wkladac jej mozesz Ty, jeszcze Ci przy tym stanie i wykorzystasz.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 01:38
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    > > Tylko kurwa nie krypto, impotencie! :)>
                                                    >
                                                    > No. To jest kurwa problem! Dzisiaj Taka Jedna była u gina na kontroli. Rok temu
                                                    > przeszła poważną operację ginekologiczną. Onkologiczną. I pan doktor orzekł, ż
                                                    > e jest wszystko OK ale zalecił, żeby "często i intensywnie współżyła" bo jej po
                                                    > chwa powinna być rozpychana z uwagi na tendencję do samoistnego zwężania co ma
                                                    > jakieś tam zły wpływ na coś tam.
                                                    > A ja mam swoje lata i powiedziałem jej, że nie wiem czy podołam więc jej kupię
                                                    > wibrator. Oburzyła się. Jakieś pomysły?

                                                    Tak, zmiana partnera na mlodszego. Taka Jedna ma jeszcze spory zapas roznicy wieku. Zreszta jak daje dupy zonatym to bedzie miala rozpychanie cipy do poznej starosci w duzej ilosci gratis.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 06:59
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Tak, zmiana partnera na mlodszego. Taka Jedna ma jeszcze spory zapas roznicy wi
                                                    > eku. Zreszta jak daje dupy zonatym to bedzie miala rozpychanie cipy do poznej s
                                                    > tarosci w duzej ilosci gratis.

                                                    Ale on ja kocha. To co piszesz nie pomaga...
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 07:32
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ale on ja kocha. To co piszesz nie pomaga...

                                                    Przeciez kocha zone, z ktora nigdy sie nie rozwiedzie. A kochance, jesli zalezy na twardym kutasie, to po prostu znajdzie sobie innego.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 07:56
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Przeciez kocha zone, z ktora nigdy sie nie rozwiedzie. A kochance, jesli zalezy
                                                    > na twardym kutasie, to po prostu znajdzie sobie innego.

                                                    Jestem prawie pewny, ze kocha obie, roznymi aspektami milosci. Polski jezyk jest bardzo ubogi pod tym wzgledem, dlatego nazywamy rozne uczucia zwiazane z bliskoscia tym samym okresleniem - "milosc". To moze wprowadzac w blad.
                                                    A Ty probujesz byc na sile wulgarna i splycac. Ludze sie, ze to taka poza.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:03
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > A Ty probujesz byc na sile wulgarna i splycac. Ludze sie, ze to taka poza.

                                                    Na litosc boska gdzie Ty tu widzisz wulgarnosc? Czlowiek rucha na boku babke majac regularna zone, ktora jak twierdzi kocha. Teraz pali mu sie grunt pod nogami, bo stracil przydatnosc jak mu kutas zmiekl. Wybral harem, to ma harem. Romantyzmu sytuacji moze dodac fakt, ze na starosc obie sie nim zaopiekuja z wdziecznosci jaki byl dla nich mily przez lata. I bedzie happy end:-)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:08
                                                    Ale to co dawal swojej kochance to nie tylko "twardy kutas". Gogol jest juz przeciez starszym panem, a kobieta, jesli zechce, to "twardych kutasow" moze miec na peczki. Ale tutaj miala tez romantyczna relacje z mezczyzna, ktorego wybrala. Nie udawaj, ze nie rozumiesz.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:22
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ale to co dawal swojej kochance to nie tylko "twardy kutas". Gogol jest juz prz
                                                    > eciez starszym panem, a kobieta, jesli zechce, to "twardych kutasow" moze miec
                                                    > na peczki. Ale tutaj miala tez romantyczna relacje z mezczyzna, ktorego wybrala
                                                    > . Nie udawaj, ze nie rozumiesz.

                                                    A co to takiego jest ta "romantyczna relacja" ? Oparta na sciemie i klamstwie? Jak taka piekna i wartoscowa, to moze zone wtajemniczyc niech sie tez cieszy jak maz uszczesliwia inne kobiety.
                                                    Nie wiemy co wybrala kochanka Gogola, moze nikt lepszy sie jej nie trafil, albo jej nie chcial. Poza tym kutas sie sprawdzal do tej pory, to po co miala zmieniac?

                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 09:42
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > A co to takiego jest ta "romantyczna relacja" ? Oparta na sciemie i klamstwie?
                                                    > Jak taka piekna i wartoscowa, to moze zone wtajemniczyc niech sie tez cieszy ja
                                                    > k maz uszczesliwia inne kobiety.

                                                    Mabelle, juz Ci pisalem, ze zdrada moim zdaniem wynika ze slabosci. To co dzieje sie w ludzkiej glowie nie jest oparte na postawach biegunowych, uczucia narastaja i slabna, scieraja sie ze soba rozne racje.
                                                    To ze czlowiek sie boi, ze jest slaby, nie oznacza, ze wylacza mu sie swiat wiezi emocjonalnych z innymi.
                                                    Niektorych ludzi po prostu przerasta koniecznosc konfrontacji z rzeczywistoscia, ale to nie znaczy, ze nic nie czuja. Pragnienie bliskosci i porozumienia duchowego z drugim czlowiekiem, silnie nacechowane erotycznie, nadal moze byc udzialem takiego czlowieka. Mimo trudnej sytuacji, czasem poczucia tkwienia w pulapce bez wyjscia.
                                                    Ty masz do tego takie podejscie jak "neon" do chrzescijanstwa. Wlosienica, batog i piec godzin na kleczkach, bo inaczej chuj z ciebie, a nie chrzescijanin.
                                                    A ja uwazam, ze ludzie mimo slabosci, marazmu i tchorzostwa bezustannie probuja tworzyc sobie swoje male raje, szyte na miare wlasnych mozliwosci, bo taka jest naturalna potrzeba ludzkiej natury.
                                                    A Ty masz w sobie taka niewytlumaczalna zajadlosc, jak pietnastoletni zbuntowany nastolatek, by wszystko co nie jest krystalicznie bialym nazywac czarnym jak smola i na to ostentacyjnie nasrac. Jesli Cie to bawi - nie przestawaj ;)
                                                    Tylko mnie do tego nie mieszaj. Ja wierze ze miedzy czernia a biela jest jeszcze 50 odcieni greya ;)

                                                    > Nie wiemy co wybrala kochanka Gogola, moze nikt lepszy sie jej nie trafil, albo
                                                    > jej nie chcial. Poza tym kutas sie sprawdzal do tej pory, to po co miala zmien
                                                    > iac?

                                                    On ma ponad 80 lat!! Kurwa, nie dociera to do Ciebie?? Jak to nie jest relacja milosna, to nic nia nie jest.
                                                  • urquhart Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 10:13
                                                    > Mabelle, juz Ci pisalem, ze zdrada moim zdaniem wynika ze slabosc (...) Ty masz w sobie taka niewytlumaczalna zajadlosc, jak pietnastoletni zbuntowan
                                                    > y nastolatek, by wszystko co nie jest krystalicznie bialym nazywac czarnym jak
                                                    > smola

                                                    To się nazywa inaczej pasja i w seksie jest bezcenna
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:30
                                                    urquhart napisał:
                                                    > To się nazywa inaczej pasja i w seksie jest bezcenna

                                                    To się nazywa włażenie babom w dupę, Urquhart. Coś, co regularnie mi zarzucasz.
                                                    Gdzie się podziała dawna Męska, Szowinistyczna Świnia? Zabrakło na forum Kawitatora i nie masz na kim kalibrować swojej męskości. Żal.pl
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:47
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    > > To się nazywa inaczej pasja i w seksie jest bezcenna
                                                    >
                                                    > To się nazywa włażenie babom w dupę, Urquhart. Coś, co regularnie mi zarzucasz.
                                                    > Gdzie się podziała dawna Męska, Szowinistyczna Świnia? Zabrakło na forum Kawita
                                                    > tora i nie masz na kim kalibrować swojej męskości. Żal.pl

                                                    Oj tam zaraz babom. Wybranym jednostkom celem rozdzielania glaskow. Taki sprytny niby. Taka kłótliwosc i zajadłość u mnie byłaby oznaką chłodu emocjonalnego/niedorżnięcia/nadmiaru agresji ;-)
                                                  • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 20:02
                                                    "To się nazywa włażenie babom w dupę, Urquhart"

                                                    Nie babom tylko mabelle.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 10:19
                                                    sabat 3 napisał
                                                    mabelle2000 napisała

                                                    >Nie wiemy co wybrala kochanka Gogola, moze nikt lepszy sie jej nie trafil, albo
                                                    > jej nie chcial. Poza tym kutas sie sprawdzal do tej pory, to po co miala zmien
                                                    > iac?

                                                    Trafił jej się ktoś, z kim była w relacji miłosnej ( co z tego że niesformalizowanej)przez ponad 20 lat,z kim zaznala bliskości, ciepła, zrozumienia i zajebistego seksu,co wiemy z wpisów Gogola -gdyby był opcją pierwszą lepszą z brzegu, to myślisz, że przez ponad 20 lat tkwiłaby z nim w tym związku? W imię czego właściwie? Na co i po co?

                                                    >On ma ponad 80 lat!! Kurwa, nie dociera to do Ciebie?? Jak to nie jest relacja milosna, to nic nia nie jest.<

                                                    A ona w okolicach 60,po ciężkiej operacji - i radzą jej szukać nowego kutasa, jakby po tylu latach wspólnego bycia i przeżyć to było najważniejsze i tyle z tego tylko zostało , a ona zapewne odwróci się na pięcie i poleci szukać następnego. Chore, jak dla mnie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:21
                                                    "A ona w okolicach 60,po ciężkiej operacji - i radzą jej szukać nowego kutasa, jakby po tylu latach wspólnego bycia i przeżyć to było najważniejsze i tyle z tego tylko zostało , a ona zapewne odwróci się na pięcie i poleci szukać następnego. Chore, jak dla mnie."

                                                    Nie, to ginekolog radzil jej czeste i geste wspolzycie a okazuje sie, ze Gogol ze wzgledu na wiek nie podola. A wiesz: zdrowie jest najwazniejsze :) Wiec jak Gogol TJ kocha to sie o jej zdrowie bedzie troszczyl. Wont zaoferowal pomoc :) A kochac moga sie dalej, Gogol z zona od lat nie sypia a zobacz jaka milosc. Sluchaj, seks to tylko seks.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:44
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A ona w okolicach 60,po ciężkiej operacji - i radzą jej szukać nowego kutasa, j
                                                    > akby po tylu latach wspólnego bycia i przeżyć to było najważniejsze i tyle z te
                                                    > go tylko zostało , a ona zapewne odwróci się na pięcie i poleci szukać następn
                                                    > ego. Chore, jak dla mnie.

                                                    No ale ona KOCHA seks. Co jak Tobie sie kochanek zepsuje, to tez po nim owdowiejesz do konca zycia? Cos mi sie wdaje, ze bedziesz go miala centralnie w dupie i szybciutko znajdziesz sobie nowego na 'tu i teraz'. No bo przeciez seks jest najwazniejszy, a nie tam jakies glupie, puste zaangazowanie, nie? Gadki o zaangazowaniu, jak Twoja powyzej, mozna sobie puscic kolo uszu, sa jak brzyczace komary niepozwalajace ci zasnac wieczorem, nie? :)
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 21:58
                                                    hello - kitty2 napisała
                                                    >No ale ona KOCHA seks. Co jak Tobie sie kochanek zepsuje, to tez po nim owdowiejesz do konca zycia? Cos mi sie wdaje, ze bedziesz go miala centralnie w dupie i szybciutko znajdziesz sobie nowego na 'tu i teraz'<

                                                    Tobie dużo rzeczy się wydaje, zdążyłam już zauważyć, które z rzeczywistością, albo stanem faktycznym to trochę mało mają wspólnego. Tak jak nie bardzo załapałaś o co mi chodzi, gdy pisałam o moim spojrzeniu na macierzyństwo, podobnie teraz, nie bardzo łapiesz jaki jest sens mojego " tu i teraz " i co z niego wynika. Tak jak Ty nie zrozumiesz mnie, tak ja nie zrozumiem i nie zgodzę się z Tobą, to zupełnie inne światy. Nie wiem, co rozumiesz pod pojęciem zepsucia się kogoś?- podpinasz się pod Mabelle z tym jej szlagwortem o zepsuciu dziury, a w tym przypadku kutasa? Ja na mężczyznę, który jest mi bliski staram się patrzeć bardziej całościowo i co podkreślam od początku, fizyczność ( owszem, jest bardzo atrakcyjny) nie jest dla mnie najważniejsza,zwłaszcza że obracamy się w kręgu osób 40+- przeważnie,więc może zejdźmy na ziemię. I nie, nie kopnę w dupę, nie odwrócę się na pięcie, i co najważniejsze, nie zapomnę nigdy, co było między nami. Jeśli już, to raczej bywa na odwrót - to mężczyzna z wiekiem zyskuje na atrakcyjności,albo jej tak szybko nie traci, jak kobieta, więc można z równą ( a nawet większą) dozą prawdopodobieństwa założyć wersję odwrotną.

                                                    .> No bo przeciez seks jest najwazniejszy, a nie tam jakies glupie, puste zaangazowanie, nie? Gadki o zaangazowaniu, jak Twoja powyzej, mozna sobie puscic kolo uszu, sa jak brzyczace komary niepozwalajace ci zasnac wieczorem, nie? :)<

                                                    Inaczej rozumiemy zaangażowanie,i wszystko, co z tego wynika i co dla kogo znaczy związek - więc o consensus będzie trudno.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:38
                                                    "Jeśli już, to raczej bywa na odwrót - to mężczyzna z wiekiem zyskuje na atrakcyjności,albo jej tak szybko nie traci, jak kobieta...

                                                    Zyskuje na atrakcyjnosci? Pod jakim wzgledem niby, fizycznie? I w jakim wieku, po 40 stce?
                                                    Hmm, moja matka tez tak twierdzi, ale tesciowa twierdzi zupelnie inaczej. A ze ja jestem dobra synowa to zaczalam sie zgadzac z tesciowa, bo poobserwowalm jak wygladaja kobiety 40+ i wiecej i jak wygladaja w tym wieku faceci i mi wyszlo, ze to mezczyzni w wiekszosci niestety bardzo traca z wiekiem, grube brzuchy na porzadju dziennym

                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:49
                                                    kag 73 napisała
                                                    >Zyskuje na atrakcyjnosci? Pod jakim wzgledem niby, fizycznie? I w jakim wieku, po 40 stce?>

                                                    No po 40, Fizycznie również, wystarczy się rozejrzeć dookoła, nie wiem, skąd to zdziwienie? Może Ty zauważasz tylko te ciacha ( w Twoim mniemaniu zresztą) , które tu od czasu do czasu wrzucasz, ale oni są papierowi, albo wirtualni, w odróżnieniu od tych realnych.

                                                    >Hmm, moja matka tez tak twierdzi, ale tesciowa twierdzi zupelnie inaczej. A ze ja jestem dobra synowa to zaczalam sie zgadzac z tesciowa, bo poobserwowalm jak wygladaja kobiety 40+ i wiecej i jak wygladaja w tym wieku faceci i mi wyszlo, ze to mezczyzni w wiekszosci niestety bardzo traca z wiekiem, grube brzuchy na porzadju dziennym <

                                                    Grube brzuchy znajdą się u obu płci, natomiast mężczyzna w pewnym wieku i nawet z trochę większym brzuszkiem wciąż może kosić babki aż miło, kobieta w tym samym wieku już nie ma takiej mocy, to też są moje obserwacje.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:57
                                                    !Grube brzuchy znajdą się u obu płci, natomiast mężczyzna w pewnym wieku i nawet z trochę większym brzuszkiem wciąż może kosić babki aż miło, kobieta w tym samym wieku już nie ma takiej mocy, to też są moje obserwacje."

                                                    No pewnie masz racje. Patrz na Wonta, kolezanka, mimo ladnych nog i swietnej figury nie ma szans. A za to Wont....ehm...moglby w sumie z ta kolezanka, ale nie chce, bo ma tyle innych do koszenia...
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:54
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > A ona w okolicach 60>

                                                    Skończyła właśnie 65!
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 10:29
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Mabelle, juz Ci pisalem, ze zdrada moim zdaniem wynika ze slabosci. To co dziej
                                                    > e sie w ludzkiej glowie nie jest oparte na postawach biegunowych, uczucia naras
                                                    > taja i slabna, scieraja sie ze soba rozne racje.
                                                    > To ze czlowiek sie boi, ze jest slaby, nie oznacza, ze wylacza mu sie swiat wie
                                                    > zi emocjonalnych z innymi.

                                                    I ok, tylko niech wine za swoje ulomnosci bierze na siebie, a nie zwala na zone ze byla slaba w seksie (Gogol) czy ze w ogole dupy dawac nie chciala (Ty). Mozna byc slabym czlowiekiem, pelnym ulomnosci, zreszta wszyscy jestesmy w jakis sposob nieudolni i niedoskonali. Skurwysynstwem jest jednak obwiniac o to innych.

                                                    > Niektorych ludzi po prostu przerasta koniecznosc konfrontacji z rzeczywistoscia
                                                    > , ale to nie znaczy, ze nic nie czuja. Pragnienie bliskosci i porozumienia duch
                                                    > owego z drugim czlowiekiem, silnie nacechowane erotycznie, nadal moze byc udzia
                                                    > lem takiego czlowieka. Mimo trudnej sytuacji, czasem poczucia tkwienia w pulapc
                                                    > e bez wyjscia.

                                                    No i znowu ten skowyt skrzywdzonego biedaka. Swoje priorytety potwierdzasz zyciowymi wyborami- chce zaruchac i zeby mi sie komfort zycia nie obnizyl, wiec nie pierdol z laski swojej, ze to jakies wyzsze uczucia sa na pierwszym miejscu, bo nie sa, co widac, slychac i czuc.

                                                    > On ma ponad 80 lat!! Kurwa, nie dociera to do Ciebie?? Jak to nie jest relacja
                                                    > milosna, to nic nia nie jest.

                                                    No to zycze mu, zeby kutas mu powstal jak feniks z popiolow. Jesli nie powstanie, to ma jeszcze zone na pocieche, tez w relacji milosnej na szczescie.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:41
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Nie wiemy co wybrala kochanka Gogola, moze nikt lepszy sie jej nie trafil, albo jej nie chcial.>

                                                    Chcieli, chcieli! Jednemu nawet się udało, na ponad dwa lata odstawiła mnie od cipki i wyszła za niego za mąż. Po dwóch latach zadzwoniła, że jak chce mieć orgazm, to jak on ją rucha to wyobraża sobie, że to ja.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:31
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > A kochance, jesli zalezy na twardym kutasie, to po prostu znajdzie sobie innego.

                                                    Mabelle, nie rób mnie tego! Dołujesz mnie :-(.
                                                    Ale z tym innym to nie miała by problemu. Mimo, że emerytka! I wielokrotna babcia! Ma w pracy licznych adoratorów. Widziałem!
                                                    Ale pocieszam się, że wszystkich tu was to czeka. Jeśli wcześniej nie kopniecie w kalendarz.
                                                    Sabat ma rację. Miłość nie jedno ma imię. Był kiedyś dawno taki film.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:40
                                                    Nie przejmuj się złośliwymi babami, Gogol.
                                                    Ludzie mówią swoje, a Ty robisz swoje. To ich "Matrix" nie Twój. Oni nie żyją w Twoim świecie, nie są jego architektami. Jak idziesz komuś do domu, to nie dyrygujesz gdzie ma ustawić kanapę, każdy to robi według swojego uznania. Podobnie w życiu - sami jesteśmy jego budowniczymi, z tych materiałów, które mamy dostępne.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:10
                                                    "Ale pocieszam się, że wszystkich tu was to czeka. Jeśli wcześniej nie kopniecie w kalendarz."

                                                    A teraz calkiem na serio: ciesz sie, ze tak dlugo i aktywnie mogles czesto i gesto. Korzystales. Ona rowniez a teraz po prostu zaakceptuje, ze nie mozesz czy tez duzo rzadziej i rowniez ona przejdzie na seksualna emeryture, tak jak zrobila to Twoja zona (no chyba, ze jednak sypiala z kims innym). To jest najbardziej prawdopodobny scenariusz, moim zdaniem.
                                                    No chyba,z ebardzo jej bedzie jednak zalezc na sekie, to...jej prawo poszukac gdzie indziej?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:15
                                                    "Sabat ma rację. Miłość nie jedno ma imię. Był kiedyś dawno taki film."

                                                    No ma, To kochaj ja dalej i daj poukac sie z innym! Bo, o czym ona nie wie, ale wiesz Ty, jakby przyszlo na scislosc, to zdecydowal bys sie jednak na zone a nie na TJ. Pokrecone to wszystko. I dlaczego? Bo oficjalnie nazywa sie zona, bo slubowales, bo nie mozesz zrobic swinstwa, bo masz z nia syna?
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:38

                                                    > Mabelle, nie rób mnie tego! Dołujesz mnie :-(.
                                                    > Ale z tym innym to nie miała by problemu. Mimo, że emerytka! I wielokrotna babc
                                                    > ia! Ma w pracy licznych adoratorów. Widziałem!
                                                    > Ale pocieszam się, że wszystkich tu was to czeka. Jeśli wcześniej nie kopniecie
                                                    > w kalendarz.
                                                    > Sabat ma rację. Miłość nie jedno ma imię. Był kiedyś dawno taki film.

                                                    Zgadzam się, niejedno ma imię. I nie umniejszam wartości uczucia między tobą a TJ, choć okoliczności jego nie zmojej bajki.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 13:28
                                                    Mnie sie najbardziej podobal pomysl Ninek zeby kochanka dochowala mu wiernosci, hehe. Jakby miala przywileje zony, to i by miala obowiazki, a tak on se ruchal do 80tki, a ona tylko do 65? Z jakiej racji? Jak sie zada zeby ktos cos dla mnie zrobil, z czegos zrezygnowal, to od razu sie mowi o milosci, a przedtem: niezaleznosc, brak zaangazowania, zew cipy, male koszta, zwiazki i dzieci to glupota i chomnto. A jak sie sypie to wiadomo uderza sie w sentymentalne nuty Jak ja kocha to niech jej zalatwi mlodszego ruchacza.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:13
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Jakby miala przywileje zony, to i by miala obowiazki, a tak on se ruchal do 80tki, a ona tylko do 65? Z jakiej racji?

                                                    Ty kitty jesteś zwolenniczką relacji transakcyjnych: przywileje za obowiązki. A dla TJ widocznie ważniejsze są orgazmy. Tak ma. I ta świadomość, że ma kogoś na kogo może liczyć, kto jej przez 25lat nie zawiódł i wspiera ją w trudnych momentach życia. Pierwszego męża kochała ale wziął i umarł. Drugi okazał się palantem, no i... ten brak orgazmów.
                                                    Mam podejrzenia graniczące z pewnością, że mnie też kocha.
                                                    > Jak ja kocha to niech jej zalatwi mlodszego ruchacza.>
                                                    Niedoczekanie! Zresztą problem nie w jej orgazmach bo jest tak łatwa w obsłudze, że odlatuje "na dotyk" nie koniecznie z penetracją, ale z tym rozpychaniem cipki co to kazał pan doktor?
                                                    Ja jej jeszcze z tym moim nie do końca imponująco sterczącym sprzętem na coś tam w tym rozpychaniu mogę się przydać, ale sama przecież rozumiesz (bo z niejednego pieca, wrrróć, niejednego kutasa w cipce miałaś), że w takim zastosowaniu liczy się twardość penetrującego narzędzia. No i żeby nie opadał w trakcie!

                                                    Do kag: wspomaganie (viagra) pomaga, nie boję się stosować bo ja tak generalnie to zdrowy jestem. A jak jakiś lekarz pyta jak tam z moim sercem to odpowiadam, że jest OK a jedyny mój problem z sercem to to, że byłem kochliwy.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:16
                                                    To to spoko, stosuj viagre i szafunia gra.

                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:23
                                                    gogol 77 napisał
                                                    >Niedoczekanie! Zresztą problem nie w jej orgazmach bo jest tak łatwa w obsłudze, że odlatuje "na dotyk" nie koniecznie z penetracją, ale z tym rozpychaniem cipki co to kazał pan doktor?
                                                    Ja jej jeszcze z tym moim nie do końca imponująco sterczącym sprzętem na coś tam w tym rozpychaniu mogę się przydać, ale sama przecież rozumiesz (bo z niejednego pieca, wrrróć, niejednego kutasa w cipce miałaś), że w takim zastosowaniu liczy się twardość penetrującego narzędzia. No i żeby nie opadał w trakcie!<

                                                    Gogol, powiem Ci, że nie wiem o co chodzi z tym rozpychaniem, zwłaszcza 65 letniej cipki, której doktor zapodaje teksty, że najlepiej by było gdyby często i intensywnie współżyła, skoro wiadomo jakie są realia i wiadomo mniej więcej, kiedy to współżycie się kończy( no bo czyżby zbierał dokładny wywiad, jak tam z seksem u Takiej Jednej, serio?) . Więc co to za zalecenia, które nie mają pokrycia w rzeczywistości?- niech ten doktor bardziej precyzyjnie określi, co miał na myśli mówiąc o rozpychaniu starszej cipki po ciężkich przejściach ;).
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:28
                                                    Wiesz co ninek, to ze Tobie sie wydaje, ze faceci zachowuja forme dluzej to Ci sie moze tylko wydawac. I co z tego, ze jest starsza jak jest aktywna i chce nadal byc aktywna seksualnie. Rozmawialam niedawno z babka 64, ktora sie rozgladala za facetem, bo nadal miala ochote na seks i potrzeby seksualne, regularnie sie masturbowala. Wiec moze doktor zrobil wywiad, bo temat jest istotny i w zaleznosci od odpowiedzi pacjentki daje jej zalecenia. Mnie to wcale nie dziwi.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:30
                                                    A może medycznie takie zalecenia nie miały prawa być dane a tylko ta.. TJ czy coś daje znaki dymne że słabiutko
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:51
                                                    zawle napisała:

                                                    > A może medycznie takie zalecenia nie miały prawa być dane a tylko ta.. TJ czy c
                                                    > oś daje znaki dymne że słabiutko

                                                    hehe dobre, tak mi sie przypomnialo, ze w LO mielismy szatnie na numerki, na przerwie jak sie towarzystwo zbieglo po kurtki, a przy okienku zaczynalo sie juz robic nieprzyjemnie tloczno, to chlopaki sie darli: ''Pchac sie na chama!" ;-) Instynkt.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:53
                                                    zawle napisała:
                                                    > A może medycznie takie zalecenia nie miały prawa być dane a tylko ta.. TJ czy coś daje znaki dymne że słabiutko>

                                                    I żebym się zmobilizował?
                                                    O cholera, takiej wersji nie brałem pod uwagę! A przy jej libido to nie jest tak całkiem nieprawdopodobne!
                                                    No to stanąłem przed prawdziwym wyzwaniem!
                                                    Ale jak ona jeszcze twierdzi, że w minecie to ja jestem lichy to jak/czym ja się mam "zmobilizować"? Dramat!!!
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:54
                                                    Zacznijcie ze sobą więcej rozmawiać:))))
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:36
                                                    gogol77 napisał:


                                                    > Ale jak ona jeszcze twierdzi, że w minecie to ja jestem lichy to jak/czym ja si
                                                    > ę mam "zmobilizować"? Dramat!!!

                                                    Było się kształcić za młodu. Zaraz, zaraz przecież są uniwersytety wieku trzeciego;)

                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:58
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Było się kształcić za młodu. Zaraz, zaraz przecież są uniwersytety wieku trzeci
                                                    > ego;)

                                                    I aplikacje na smartfona jak sie robi minete ;-)
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:11
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > Było się kształcić za młodu. Zaraz, zaraz przecież są uniwersytety wieku
                                                    > trzeci
                                                    > > ego;)
                                                    >
                                                    > I aplikacje na smartfona jak sie robi minete ;-)

                                                    Następny krok cipkonakładki na smartfony.
                                                    Docelowo nakładki odwzorowujące konkretną cipkę.
                                                    Niech się uczą w podróżach służbowych lub na długich wyjazdach do krajów arabskich.;)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:30
                                                    Aha, wiec nie wiadomo kiedy wspolzycie sie konczy. Powiedzialabym, ze jest to kwestia indywidulana. Niektorzy moga do poznego wieku.
                                                    Poza tym to mezczyzni maja problem z hydralika(ok teraz jej viagra). Kobiety moga miec problem ze suchoscia pochwy ale na to sa lubrykaty.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:59
                                                    kag 73 napisała
                                                    >Aha, wiec nie wiadomo kiedy wspolzycie sie konczy. Powiedzialabym, ze jest to kwestia indywidulana. Niektorzy moga do poznego wieku.
                                                    Poza tym to mezczyzni maja problem z hydralika(ok teraz jej viagra). Kobiety moga miec problem ze suchoscia pochwy ale na to sa lubrykaty. <

                                                    A Ty to wiesz, albo przewidzisz, kiedy współżycie się skończy? Bo chojraczyć i zakładać
                                                    to sobie można, że ja to na pewno będę chciał /a, mógł / a w nieskończoność. Po drodze przyplątują się choroby, często poważne, różne niedogodności i okoliczności i dotyczy to w równej mierze obu płci, a nie jednej. Nic nie trwa wiecznie, nawet seks, więc trzeba korzystać, póki można,póki się chce i póki są możliwości.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:07
                                                    "A Ty to wiesz, albo przewidzisz, kiedy współżycie się skończy? Bo chojraczyć i zakładać
                                                    to sobie można, że ja to na pewno będę chciał /a, mógł / a w nieskończoność. Po drodze przyplątują się choroby, często poważne, różne niedogodności i okoliczności i dotyczy to w równej mierze obu płci, a nie jednej. Nic nie trwa wiecznie, nawet seks, więc trzeba korzystać, póki można,póki się chce i póki są możliwości.

                                                    a co to ma do rzeczy albo ja co mam tu do rzeczy? Mowa jest o TJ a ona ma 65 i chce, moze i powinna. A zatem? Chce korzystac, mi wychodzi. Nic tu nie przewiduje i chojracze, tylko pisze jak jest. Co napisla Gogol.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 22:22
                                                    hello - kitty2 napisała
                                                    >Mnie sie najbardziej podobal pomysl Ninek zeby kochanka dochowala mu wiernosci, hehe. Jakby miala przywileje zony, to i by miala obowiazki, a tak on se ruchal do 80tki, a ona tylko do 65? Z jakiej racji? <

                                                    Ona była mu wierna przez 20 parę lat, bo trafiła widocznie na mężczyznę swojego życia.I co z tego, że zajętego, ona była wolna, ale jakoś nie piliło ją, żeby koniecznie wejść z nim w ten opiewany tutaj ze wszystkich stron " związek ", w którym wielu kisi się z przyzwyczajenia i kompromisu, nie przeżywając emocji i rezygnując z bliskości, w tym erotycznej. Jakby chciała czegoś i kogoś więcej, a cała sytuacja ją uwierała, to tak na zdrowy rozum - albo by się wycofała, albo szukała kogoś do " prawdziwego związku ".

                                                    >Jak sie zada zeby ktos cos dla mnie zrobil, z czegos zrezygnowal, to od razu sie mowi o milosci, a przedtem: niezaleznosc, brak zaangazowania, zew cipy, male koszta, zwiazki i dzieci to glupota i chomnto. A jak sie sypie to wiadomo uderza sie w sentymentalne nuty Jak ja kocha to niech jej zalatwi mlodszego ruchacza<

                                                    Jak się zaczyna żądać i wymagać, nie dając nic od siebie, nie próbując zrozumieć, rozmawiać,dojść do wspólnych konkluzji, które coś pozytywnego wnoszą do związku, to wtedy właśnie się sypie. A jak się sypie, to sentymentalność i czułe nuty już dawno przeminęły z wiatrem i już nie za bardzo jest co zbierać. Co do Gogola, to akurat nie wysnulam wrażenia, żeby między nimi coś się sypało, wręcz przeciwnie - on chciałby przychylić jej nieba, a ona jemu, oboje mają swoje lęki, obawy, niepewności, bo co tu dużo mówić, wiek robi swoje i ta świadomość, że wkrótce kogoś może zabraknąć jest mało znośna,co jest zrozumiałe.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 22:37
                                                    ninek04 napisała: > Ona była mu wierna przez 20 parę lat, bo trafiła widocznie na mężczyznę swojeg
                                                    > o życia.I co z tego, że zajętego, ona była wolna, ale jakoś nie piliło ją, żeb
                                                    > y koniecznie wejść z nim w ten opiewany tutaj ze wszystkich stron " związek ",
                                                    > w którym wielu kisi się z przyzwyczajenia i kompromisu, nie przeżywając emocji
                                                    > i rezygnując z bliskości, w tym erotycznej. Jakby chciała czegoś i kogoś więcej
                                                    > , a cała sytuacja ją uwierała, to tak na zdrowy rozum - albo by się wycofała, a
                                                    > lbo szukała kogoś do " prawdziwego związku ".

                                                    No kogoś tam jednak po drodze miała. Pierwszy mąż/drugi mąż. Widać trzeci się nie trafił. Coś tam chyba uwierało i uwiera.
                                                    Nie wierzę że pozycja kochanki/tej drugiej- zdrowej kobiecie wystarcza.
                                                    Nie jestem w stanie pojąć że nie zdaje sobie sprawy z tego w jak brudnej sytuacji się znalazła. Kłamstwo, chowanie się, ucieczki i wstyd. Wiem że ciężko to zauważać gdy serce/cipa pragnie. Jednak to nie zmieni realiów.

                                                    > Jak się zaczyna żądać i wymagać, nie dając nic od siebie, nie próbując zrozumie
                                                    > ć, rozmawiać,dojść do wspólnych konkluzji, które coś pozytywnego wnoszą do zwią
                                                    > zku, to wtedy właśnie się sypie.

                                                    Nie mówisz chyba o kochankach? A może mówisz.. tego nie mogą- chcieć/wymagać/ żądać. Muszą natomiast zrozumieć. Rozmawiać lepiej jak najmniej, przecież w tym układzie powinno być przyjemnie.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 00:57
                                                    zawle napisała
                                                    >No kogoś tam jednak po drodze miała. Pierwszy mąż/drugi mąż. Widać trzeci się nie trafił. Coś tam chyba uwierało i uwiera.
                                                    Nie wierzę że pozycja kochanki/tej drugiej- zdrowej kobiecie wystarcza.
                                                    Nie jestem w stanie pojąć że nie zdaje sobie sprawy z tego w jak brudnej sytuacji się znalazła. Kłamstwo, chowanie się, ucieczki i wstyd. Wiem że ciężko to zauważać gdy serce/cipa pragnie. Jednak to nie zmieni realiów.<

                                                    No bo Ty jesteś wyczulona na to widzenie brudu syfu, zakłamania w relacjach międzyludzkich, jeśli nie nastąpiło formalne zakończenie więzi,tak sobie założyłaś, przetrawiłaś wcześniejsze życie w zdradzie i tego się trzymasz. Ja tego nie odbieram w ten sposób, bo po drugiej stronie widzę mężczyznę, z którym pragnę się kochać, odczuwać bliskość i czerpać tyle radości i pozytywnej energii, ile się da, a nie pochylać się nad rzekomym kłamstwem, w którym oboje bierzemy udział. Jeśli już, to kłamstwem i dziwnym układem było moje małżeństwo - bycie obok kompletnie obcych sobie ludzi, bez uczuć, bez emocji, których łączyło niegdysiejsze podpisanie papierka i wszystkie konsekwencje z tego faktu wynikające. Poza tym, wiesz,w godzinie śmierci to przypuszczam, że w dupie będę miała ja, jak i większość wierność wyższym zasadom moralnym i prawdę, bo będą liczyć te pozytywne chwile, które się zdarzyły i mogły zdarzyć i żeby nie bolało przede wszystkim.

                                                    >Nie mówisz chyba o kochankach? A może mówisz.. tego nie mogą- chcieć/wymagać/ żądać. Muszą natomiast zrozumieć. Rozmawiać lepiej jak najmniej, przecież w tym układzie powinno być przyjemnie.<

                                                    Rozmawiać można na wszystkie tematy, bez względu na układ i relację, w której się jest- rozmowa też bardzo zbliża.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 07:07
                                                    ninek04 napisała: > No bo Ty jesteś wyczulona na to widzenie brudu syfu, zakłamania w relacjach mię
                                                    > dzyludzkich, jeśli nie nastąpiło formalne zakończenie więzi,tak sobie założyłaś
                                                    > , przetrawiłaś wcześniejsze życie w zdradzie i tego się trzymasz.

                                                    No dokładnie...mam radar na brud i syf. Pozwala mi go uniknąć. W swoim życiu zadałam innym masę bólu. Tyle samo dostałam, siedząc na brudnym krzesełku. Są relacje, które z samem swojej natury są powierzchowne, kłamliwe. Oczywiście że są w nich fajne chwile, nawet więcej...te chwile są tak fajne, jak nigdy by nie były w "czystej" relacji. Bo tu są podkręcane. Sreberko ruchanka i wykradzionych chwil nie przesłania mi płycizny.

                                                    Ja tego nie o
                                                    > dbieram w ten sposób, bo po drugiej stronie widzę mężczyznę, z którym pragnę s
                                                    > ię kochać, odczuwać bliskość i czerpać tyle radości i pozytywnej energii, ile s
                                                    > ię da, a nie pochylać się nad rzekomym kłamstwem, w którym oboje bierzemy udzi
                                                    > ał.

                                                    Wiem. Chcę i wezmę bez względu na cokolwiek.

                                                    Jeśli już, to kłamstwem i dziwnym układem było moje małżeństwo - bycie obok
                                                    > kompletnie obcych sobie ludzi, bez uczuć, bez emocji, których łączyło niegdysi
                                                    > ejsze podpisanie papierka i wszystkie konsekwencje z tego faktu wynikające.

                                                    Dziwna tendencja, nie? Tam kłamstwo, tu kłamstwo.

                                                    Poz
                                                    > a tym, wiesz,w godzinie śmierci to przypuszczam, że w dupie będę miała ja, jak
                                                    > i większość wierność wyższym zasadom moralnym i prawdę, bo będą liczyć te pozyt
                                                    > ywne chwile, które się zdarzyły i mogły zdarzyć i żeby nie bolało przede wszyst
                                                    > kim.

                                                    Myślę że się mylisz. Mam taką nadzieję. Ale może nie- przecież ja Ciebie nie znam.
                                                    >
                                                    > Rozmawiać można na wszystkie tematy, bez względu na układ i relację, w której s
                                                    > ię jest- rozmowa też bardzo zbliża.

                                                    U normalnej pary pewnie tak. I ta łatwa i ta trudna. W relacji kochanki tylko ta łatwa.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:24
                                                    zawle napisała
                                                    >No dokładnie...mam radar na brud i syf. Pozwala mi go uniknąć. W swoim życiu zadałam innym masę bólu. Tyle samo dostałam, siedząc na brudnym krzesełku. Są relacje, które z samem swojej natury są powierzchowne, kłamliwe. Oczywiście że są w nich fajne chwile, nawet więcej...te chwile są tak fajne, jak nigdy by nie były w "czystej" relacji. Bo tu są podkręcane. Sreberko ruchanka i wykradzionych chwil nie przesłania mi płycizny. <

                                                    To teraz siedź już sobie na swoim czystym, błyszczącym krzesełku i pław się w tej czystości i prawdzie, której tak hołdujesz. Relacje pozamałżenskie to nie sama powierzchowność i płycizna, jak Ty je widzisz, tylko z racji tego, że są rzadsze, nie tak częste jakby się chciało,i złudne, bo oparte na innych" wartościach, niż w tradycyjnych związkach. Ale wartością jest już dla mnie sam człowiek, z którym się spotykam, to że uwikłany w formalne zależności, które często nie zależą od niego jest mało znaczące - każdy jest uwikłany w jakieś zależności, tak czy inaczej, tych kryształowo czystych to ze świecą chyba trzeba by szukać. Życie też nie jest czarno białe, różnie się w nim układa i to też warto byłoby wziąć pod uwagę głosząc swoje prawdy moralne.

                                                    J>a tego nie o
                                                    > dbieram w ten sposób, bo po drugiej stronie widzę mężczyznę, z którym pragnę s
                                                    > ię kochać, odczuwać bliskość i czerpać tyle radości i pozytywnej energii, ile s
                                                    > ię da, a nie pochylać się nad rzekomym kłamstwem, w którym oboje bierzemy udzi
                                                    > ał.

                                                    >Wiem. Chcę i wezmę bez względu na cokolwiek. <

                                                    Skoro tak uważasz, to nie będę wyprowadzać Cię z błędu, albo z Twojej prawdy.
                                                    >Poz
                                                    > a tym, wiesz,w godzinie śmierci to przypuszczam, że w dupie będę miała ja, jak
                                                    > i większość wierność wyższym zasadom moralnym i prawdę, bo będą liczyć te pozyt
                                                    > ywne chwile, które się zdarzyły i mogły zdarzyć i żeby nie bolało przede wszyst
                                                    > kim.

                                                    >Myślę że się mylisz. Mam taką nadzieję. Ale może nie- przecież ja Ciebie nie znam.<

                                                    Tego się nie da przewidzieć, jaki film zacznie Ci się przewijać przed śmiercią, chciałabym, żeby to był ten z zapamiętanych pozytywnych chwil życia, a nie coś w stylu wypominków etycznych.

                                                    >
                                                    > Rozmawiać można na wszystkie tematy, bez względu na układ i relację, w której s
                                                    > ię jest- rozmowa też bardzo zbliża.

                                                    >U normalnej pary pewnie tak. I ta łatwa i ta trudna. W relacji kochanki tylko ta łatwa.<

                                                    I tu się mylisz i to bardzo. Pewnie wynika to z tego, że Twoje relacje kochankowe były powierzchowne, płytkie, takie tylko na chwilę, na przeczekanie,więc i rozmów, w tym na trudne, bolesne nieraz tematy było w nich mało, bo skupiałaś się na czymś innym - stąd Twoje niezrozumienie.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:36
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Tego się nie da przewidzieć, jaki film zacznie Ci się przewijać przed śmiercią,
                                                    > chciałabym, żeby to był ten z zapamiętanych pozytywnych chwil życia, a nie coś
                                                    > w stylu wypominków etycznych.

                                                    Ja poprosze cos z serii "Teresa Orlovsky przedstawia"! Ale znajac moje zezowate szczescie, ostatnia rzecza jakiej doswiadcze bedzie projekcja zaginionego odcinka "Benny Hilla"...
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:58
                                                    sabat3 napisał
                                                    >Ja poprosze cos z serii "Teresa Orlovsky przedstawia"! Ale znajac moje zezowate szczescie, ostatnia rzecza jakiej doswiadcze bedzie projekcja zaginionego odcinka "Benny Hilla"...<

                                                    "Zezowate szczęście" też nie byłoby złe ;)

                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:38
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > To teraz siedź już sobie na swoim czystym, błyszczącym krzesełku i pław się w t
                                                    > ej czystości i prawdzie, której tak hołdujesz.

                                                    Nie przesadzaj. To wybór, a nie jakieś "pławienie się".

                                                    Relacje pozamałżenskie to nie sa
                                                    > ma powierzchowność i płycizna, jak Ty je widzisz, tylko z racji tego, że są rza
                                                    > dsze, nie tak częste jakby się chciało,i złudne, bo oparte na innych" wartościa
                                                    > ch, niż w tradycyjnych związkach. Ale wartością jest już dla mnie sam człowiek,
                                                    > z którym się spotykam, to że uwikłany w formalne zależności, które często nie
                                                    > zależą od niego jest mało znaczące - każdy jest uwikłany w jakieś zależności, t
                                                    > ak czy inaczej, tych kryształowo czystych to ze świecą chyba trzeba by szukać.
                                                    > Życie też nie jest czarno białe, różnie się w nim układa i to też warto byłoby
                                                    > wziąć pod uwagę głosząc swoje prawdy moralne.

                                                    Nie głoszę również żadnych prawd moralnych...rozmawiamy. Widzę ninek że masz z tym problem większy ode mnie. Życie mnie nauczyło dbania o siebie. I tak robię. Nie chcę być stawiana w sytuacjach w których sama nie czuję się w porządku. Nie chcę się wstydzić, krępować, tłumaczyć. Dlatego unikam.

                                                    > Tego się nie da przewidzieć, jaki film zacznie Ci się przewijać przed śmiercią,
                                                    > chciałabym, żeby to był ten z zapamiętanych pozytywnych chwil życia, a nie coś
                                                    > w stylu wypominków etycznych.

                                                    Myślisz że pierdololo będzie tym o czym będziesz myśleć przed śmiercią? I tylko masz nadzieję że pozytywne pierdololo? łał...

                                                    > I tu się mylisz i to bardzo. Pewnie wynika to z tego, że Twoje relacje kochanko
                                                    > we były powierzchowne, płytkie, takie tylko na chwilę, na przeczekanie,więc i r
                                                    > ozmów, w tym na trudne, bolesne nieraz tematy było w nich mało, bo skupiałaś si
                                                    > ę na czymś innym - stąd Twoje niezrozumienie.

                                                    Były takie jakie powinny być...dogłębne:))))
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:27
                                                    zawle napisała:


                                                    > Myślisz że pierdololo będzie tym o czym będziesz myśleć przed śmiercią? I tylko
                                                    > masz nadzieję że pozytywne pierdololo? łał...

                                                    Oczywiście, takie best of. Od narodzin dzieciaków po momenty kiedy kobieta zniecierpliwiona grą wstępną bierze sprawy w swoje ręce. A Ty tak nie będziesz miała?
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:40
                                                    zawle napisała:

                                                    > Wiem. Chcę i wezmę bez względu na cokolwiek.

                                                    A to akurat dobra zasada ;-)) Teraz kurwa ja. I tylko to sie liczy.

                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:36
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ona była mu wierna przez 20 parę lat, bo trafiła widocznie na mężczyznę swojeg
                                                    > o życia.I co z tego, że zajętego, ona była wolna, ale jakoś nie piliło ją, żeb
                                                    > y koniecznie wejść z nim w ten opiewany tutaj ze wszystkich stron " związek ",
                                                    > w którym wielu kisi się z przyzwyczajenia i kompromisu, nie przeżywając emocji
                                                    > i rezygnując z bliskości, w tym erotycznej. Jakby chciała czegoś i kogoś więcej
                                                    > , a cała sytuacja ją uwierała, to tak na zdrowy rozum - albo by się wycofała, a
                                                    > lbo szukała kogoś do " prawdziwego związku ".

                                                    Taaak? A ja myslalam, ze jednak ja przypililo i kiedystam wyszla ponwnie za maz. A czy sie z innymi nie puszczala, to tez nie wiadomo, przeciez z nia nie mieszkal, bo mieszka z zona.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 09:49
                                                    co z tego, że zajętego, ona była wolna, ale jakoś nie piliło ją, żeb
                                                    > y koniecznie wejść z nim w ten opiewany tutaj ze wszystkich stron " związek ",
                                                    > w którym wielu kisi się z przyzwyczajenia i kompromisu, nie przeżywając emocji
                                                    > i rezygnując z bliskości, w tym erotycznej

                                                    Co to znaczy "nie pililo"? A kogo "pili". To najanormalniejsza normalnosc, ze ludzie, ktoryz znalzli mezczyzne/kobiete swojego zycia chca ja najchetniej na wylacznosc i tylko dla siebie. Ona takiej mozliwosci nie miala, bo nie bylo opcji, ze Gogol odejdzie od zony. Wiec i probowala to zakonczyc, wyszla nawet za maz po drodze.

                                                    " Jakby chciała czegoś i kogoś więcej
                                                    > , a cała sytuacja ją uwierała, to tak na zdrowy rozum - albo by się wycofała, a
                                                    > lbo szukała kogoś do " prawdziwego związku ".

                                                    Nie badz naiwna, oczyiscie, ze uwierala, ale co z tego jak serce i cialo chce i ulega sie slabosci. Wiec lepiej, dla niektorych, miec chociaz cos niz nic. Wziela/bierze co sie da. To nie jest wyjscie idealne ale jedno z mozliwych jak nie potrafi sie zrezygnowac. Gogol zreszta o tym pisal.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:21
                                                    kag73 napisała
                                                    >Co to znaczy "nie pililo"? A kogo "pili". To najanormalniejsza normalnosc, ze ludzie, ktoryz znalzli mezczyzne/kobiete swojego zycia chca ja najchetniej na wylacznosc i tylko dla siebie. Ona takiej mozliwosci nie miala, bo nie bylo opcji, ze Gogol odejdzie od zony. Wiec i probowala to zakonczyc, wyszla nawet za maz po drodze.<

                                                    Niektóre jednak pili, albo pali potrzeba związania się z mężczyzną,jak sama przyznajesz,by go posiąść na wyłączność, wejść w posiadanie mężczyzny - ale to brzmi;) Wystarczy poczytać żale kochanek i zawiedzione nadzieje, że jednak on został przy żonie, a nie z nimi - jak nazwać tę potrzebę posiadania kogoś, albo żeby nie pozostać samej jeśli nie pileniem właśnie.

                                                    >Nie badz naiwna, oczyiscie, ze uwierala, ale co z tego jak serce i cialo chce i ulega sie slabosci. Wiec lepiej, dla niektorych, miec chociaz cos niz nic. Wziela/bierze co sie da. To nie jest wyjscie idealne ale jedno z mozliwych jak nie potrafi sie zrezygnowac. Gogol zreszta o tym pisal.<

                                                    Nie byłabym taka przekonana co do tej oczywistości uwierania i że przez tyle lat z tym uwieraniem trzeba się zmagać. Ciągle myśleć, roztrząsać, jak mnie to wszystko uwiera - to jest dopiero uwierające. Weź pod uwagę, że to był również jej wybór, dobrowolny, świadomy,niewymuszony.Ludzie są różni, jak sama często podkreślasz i dlaczego z góry zakładać, że jeśli ktoś decyduje się na tego typu relacje to od razu musi odczuwać dyskomfort wewnętrzny i poczucie braku, niespełnienia, tylko z tego powodu, że nie żyje się razem pod jednym dachem z bliskim mężczyzną.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:37
                                                    "Niektóre jednak pili, albo pali potrzeba związania się z mężczyzną,jak sama przyznajesz,by go posiąść na wyłączność, wejść w posiadanie mężczyzny - ale to brzmi;) Wystarczy poczytać żale kochanek i zawiedzione nadzieje, że jednak on został przy żonie, a nie z nimi - jak nazwać tę potrzebę posiadania kogoś, albo żeby nie pozostać samej jeśli nie pileniem właśnie."

                                                    Niektore, wiele, wielu, sama Cie pililo, bo sie zwiazalas z mezczyzna. TJ tez sie zwiazala, miala meza, ktory umarl, miala drugiego, nie wypalilo. Ma tez syna. I zapewne nieco inaczej agituje 40+, z biologicznego chocby punktu widzenia, spelniona, miala milosc, wylacznosc, ma dziecko (dla wielu jest to wartoscia). Napatoczyl sie Gogol, zaiskrzylo, od zony odejsc nie chce, nie ma takiej opcji, mowi o tym od poczatku. I bierz albo idz dalej. No i ona probuje m.in. isc dalej. Wychodzi za maz.
                                                    Ja Ci nazwalam czym to nazywac. Mezczyzni maja podobnie. Popatrz na Gogola, ktory kocha zone a bzyka inna. Teraz na propozycje niech kocha dalej TJ (bo ja tez kocha) podczas kiedy ona bedzie miala innego ruchacza, oburzony pisze "niedoczekanie". Rozdwojenie jazni? On sam kocha zone, ma bliskosc, szafa dla niego gra a TJ ma sypiac z nim albo z nikim? Halo, tu Ziemia! Po chuja mu ta wylacznosc i posiadanie TJ.

                                                    "Nie byłabym taka przekonana co do tej oczywistości uwierania i że przez tyle lat z tym uwieraniem trzeba się zmagać. Ciągle myśleć, roztrząsać, jak mnie to wszystko uwiera - to jest dopiero uwierające. Weź pod uwagę, że to był również jej wybór, dobrowolny, świadomy,niewymuszony.Ludzie są różni, jak sama często podkreślasz i dlaczego z góry zakładać, że jeśli ktoś decyduje się na tego typu relacje to od razu musi odczuwać dyskomfort wewnętrzny i poczucie braku, niespełnienia, tylko z tego powodu, że nie żyje się razem pod jednym dachem z bliskim mężczyzną.

                                                    Pewna byc nie musisz. Gdyby ona nie miala rozsterek to nie zachowalaby sie tak jak sie zachowywala. Mozna wiele sobie racjonalizowac i spychac do nieswiadomosci. Ja tez nigdzie nie napislam, ze "ciagle roztrzasa". Do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic, w sumie.

                                                    "Ludzie są różni, jak sama często podkreślasz i dlaczego z góry zakładać, że jeśli ktoś decyduje się na tego typu relacje to od razu musi odczuwać dyskomfort wewnętrzny i poczucie braku, niespełnienia, tylko z tego powodu, że nie żyje się razem pod jednym dachem z bliskim mężczyzną."

                                                    Nie twierdze, ze to najwiekszy dyskomfort. Duzo wiekszy wynika z faktu, ze wraz z kochankiem przyczynia sie do oszukiwania bliskiej jemu osoby, zony.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:41
                                                    Kag...przyjmij do wiadomości że ninek nie ma takich rozkmin. Żona to zobowiązanie formalne. Potrzeby ninka są inne. I żonaty facet je zaspokaja. I git.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 10:49
                                                    "Kag...przyjmij do wiadomości że ninek nie ma takich rozkmin. Żona to zobowiązanie formalne. Potrzeby ninka są inne. I żonaty facet je zaspokaja. I git."

                                                    OK. Przyjmuje do wiadomosci.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:14
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Ma tez syna ... z biologicznego chocby punktu widzenia, spelniona, miala milosc, wylacznosc, ma dziecko (dla wielu jest to wartoscia). Napatoczyl sie Gogol, zaiskrzylo, od zony odejsc nie chce, nie ma takiej opcji, mowi o tym od poczatku. I bierz albo idz dalej. No i ona probuje m.in. isc dalej. Wychodzi za maz.....>

                                                    Kag, Ty to mądra kobita jesteś!
                                                    Ma też córkę, za oceanem. I u niej trzy wnuczki. Jeździ tam co roku, mogła by tam zamieszkać bo mają duży dom, nawet nalegają. Ale TJ mówi, że cipka* jej się na to nie zgadza. I coś w tym jest bo jak po miesiącu stamtąd wraca to w tej cipce jakieś demony siedzą!
                                                    *pod pojęciem cipka zawsze należy rozumieć nie tylko ten konkretny organ ale całość kobiecej seksualności i nie tylko seksualności.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:18
                                                    A gdyby Ci żona obumarła? Czy to zmieniłoby układ?
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:31
                                                    zawle napisała:
                                                    > A gdyby Ci żona obumarła? Czy to zmieniłoby układ?>

                                                    To do mnie? Jeśli tak, to oczywiście, że by zmieniło.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:36
                                                    Jak to sobie gogol wyobrażasz?
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:52
                                                    zawle napisała:
                                                    > Jak to sobie gogol wyobrażasz?>

                                                    Nic sobie nie wyobrażam bo żona ma się dobrze i jeszcze zapewne przed nią długie lata w zdrowiu. Na pewno mnie przeżyje bo faceci żyją krócej. Jej matka zmarła mając 96 lat.
                                                    I nic z tych rzeczy, żebym ja żywił jakieś "nadzieje"(jak to obrzydliwie brzmi!).
                                                    Żona to żona, ktoś bliski (55 lat!! razem) i jej brak był by bardzo smutny.
                                                    Ale z pewnością TJ weszła by w jej miejsce gdyby się to miejsce zwolniło.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:01
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Ale z pewnością TJ weszła by w jej miejsce gdyby się to miejsce zwolniło.

                                                    No tak, z jednej strony piszesz, ze niezalezna, a z drugiej, ze stoi w kolejce do formalnego zwiazku z Toba. W co mamy wierzyc ? :-)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:06
                                                    "No tak, z jednej strony piszesz, ze niezalezna, a z drugiej, ze stoi w kolejce do formalnego zwiazku z Toba. W co mamy wierzyc ? :-)"

                                                    A co ma niezaleznosc do zwiazku? Gogol to czlowiek zwiazkowy. W dodatku pokaz mi faceta (kobiete moze tez, ale mniej) ktory w wieku lat 80 chce zostac sam. A tabletki kto poda i herbaty zrobi ? :) Gogol opowiadal tutaj kiedys, ze i TJ snula kiedys plany jak to by bylo gdyby i ja kto oni by do siebie w zwiazku pasowali, zapewne jej cipka by mu sie nie znudzila :)
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:31
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > gogol77 napisał:

                                                    > No tak, z jednej strony piszesz, ze niezalezna, a z drugiej, ze stoi w kolejce do formalnego zwiazku z Toba. W co mamy wierzyc ? :-)

                                                    Co ty opowiadasz! Czy niezależnej kobiecie nie przystoi wchodzić w związek z tym z którym lubi się kochać? I np. z nim zamieszkać, żeby było wygodniej się ruchać? Czy formalny? A po co? Jak ja wykorkuję to ona na pewno by pojechała do córki.
                                                    A poza tym to ona by więcej ryzykowała bo co jak ja dostanę wylewu (cała moja rodzina wymarła na udary!) i spadnie na nią bycie pielęgniarką?
                                                    Więc w żadnej kolejce nie stoi!!! Jak by stała to by tak nie dbała (od zawsze!), żeby się nie wydało moje cudzołóstwo!! Bo jakby się wydało to może by mogla liczyć na to (lata temu bo już przecież nie teraz) - że mnie żona wypierdoli z domu i ona mnie przejmie w spadku. To nie ten gatunek kobiety!!
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 12:44
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Co ty opowiadasz! Czy niezależnej kobiecie nie przystoi wchodzić w związek z ty
                                                    > m z którym lubi się kochać?

                                                    Napisales, ze "na pewno weszlaby na miejsce zony gdyby miejsce sie zwolnilo", wiec wniosek z tego taki, ze chialaby w tym zwiazku byc. Na miejscu zony, czyli z niezaleznosci calkowitej moglaby spokojnie zrezygnowac. Tak czy nie?

                                                    jednak I np. z nim zamieszkać, żeby było wygodniej się ruc
                                                    > hać? Czy formalny? A po co?

                                                    Gogol, bez urazy, ale Ty sie do tej pory ruchales, jak sam pisales, ze dwa razy w miesiacu. Wygodne ruchanie kiedy Ci sie zamarzy, to zdaje sie miales z zona, ale Ci sie predko znudzilo.

                                                    Jak ja wykorkuję to ona na pewno by pojechała do có
                                                    > rki.
                                                    > A poza tym to ona by więcej ryzykowała bo co jak ja dostanę wylewu (cała moja r
                                                    > odzina wymarła na udary!) i spadnie na nią bycie pielęgniarką?
                                                    > Więc w żadnej kolejce nie stoi!!!

                                                    Dobrze, to nie stoi w kolejce, przepraszam za niezrecznosc, ale chetnie by w zwiazek z Toba weszla, taki regularny, codzienny ze wspolnym mieszkaniem.

                                                    Jak by stała to by tak nie dbała (od zawsze!)
                                                    > , żeby się nie wydało moje cudzołóstwo!! Bo jakby się wydało to może by mogla l
                                                    > iczyć na to (lata temu bo już przecież nie teraz) - że mnie żona wypierdoli z d
                                                    > omu i ona mnie przejmie w spadku. To nie ten gatunek kobiety!!

                                                    No sam widzisz, ze chlop na stanie to wiekszy klopot niz pozytek ;-)))
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 13:22
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Gogol, bez urazy, ale Ty sie do tej pory ruchales, jak sam pisales, ze dwa razy w miesiacu>
                                                    Eeee nie, jak mieszkała sama to nawet codziennie! Teraz mieszka z synem i jego rodziną więc nie chce obciachu bo czasem jak ma fajny orgazm to drze się jak wariatka. Ale na wyjazdach nadrabiamy.

                                                    > Wygodne ruchanie kiedy Ci sie zamarzy, to zdaje sie miales z zona, ale Ci sie predko znudzilo.>
                                                    A ona się nie znudziła - no właśnie, dlaczego? Bo pewnie cipka cipce nierówna. A może dlatego, że nie mam jej na co dzień?

                                                    >...chetnie by w zwiazek z Toba weszla, taki regularny, codzienny ze wspolnym mieszkaniem>
                                                    No tak, ale może dlatego, że chciała by mieć własny ogród bo mieszka w bloku :-(.

                                                    > No sam widzisz, ze chlop na stanie to wiekszy klopot niz pozytek ;-)))>
                                                    Wont mówi, że tak samo jest z babami :-)


                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 13:51
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Eeee nie, jak mieszkała sama to nawet codziennie! Teraz mieszka z synem i jego
                                                    > rodziną więc nie chce obciachu bo czasem jak ma fajny orgazm to drze się jak wa
                                                    > riatka. Ale na wyjazdach nadrabiamy.

                                                    No to tego to ja juz zupelnie nie rozumiem. Miec super i w dodatku codziennie, zamienic to na raz na jakis czas i przejsc nad tym do porzadku dziennego? To smutne przeciez :-(
                                                    Mnie, nam sie zdarzaja kilkudniowe maratony kiedy ruchamy sie wlasciwie non stop, ale potem jak sie zegnamy, to czujemy ze dopiero zaczelismy, ze dopiero sie rozkrecamy...

                                                    > A może dlatego, że nie mam jej na co dzień?

                                                    Na co dzien to nie chce, zaruchalibysmy sie na smierc:-D I tak zawalamy jedzenie i spanie, czuje ze regularnie zawalilibysmy tez prace i obowiazki.

                                                    > Wont mówi, że tak samo jest z babami :-)

                                                    Nieprawda, z babami jest jeszcze gorzej ;-)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 13:58
                                                    "No to tego to ja juz zupelnie nie rozumiem. Miec super i w dodatku codziennie, zamienic to na raz na jakis czas i przejsc nad tym do porzadku dziennego? To smutne przeciez :-(
                                                    Mnie, nam sie zdarzaja kilkudniowe maratony kiedy ruchamy sie wlasciwie non stop, ale potem jak sie zegnamy, to czujemy ze dopiero zaczelismy, ze dopiero sie rozkrecamy..."

                                                    Poczekaj az bedziecie miec po 65 albo 80 lat, bo tak jest u Gogola z TJ, bzykania 20 lat i wtedy powiedz czy i co sie
                                                    zmienilo :)

                                                    "Na co dzien to nie chce, zaruchalibysmy sie na smierc:-D I tak zawalamy jedzenie i spanie, czuje ze regularnie zawalilibysmy tez prace i obowiazki.

                                                    A ja chce na codzien, bo lubie miec na wyciagniecie reki :) Nie wierzye, ze moyna sie zaruchac na smierc :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 11:47
                                                    "Ale TJ mówi, że cipka* jej się na to nie zgadza. I coś w tym jest bo jak po miesiącu stamtąd wraca to w tej cipce jakieś demony siedzą!"

                                                    To sie nazywa "tesknota" i "chcica" :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 13:59
                                                    Mnie to cale mezskie gadanie o kobiecej niezaleznosci calkowicie zrujnowalo obraz tej cechy jako pozytywnej. Kazdy kolo co chce ruchac za friko szuka babki niezaleznej czytaj: takiej, ktora nie bedzie chciala na mnie liczyc ani w ogole nic ode mnie nie bedzie chciala. Przyklad: Wont ma w pokoju babke, ktora de facto, jak rozumiem, sama mieszka, sama wychowuje dzieci i sama na wszystko zarabia. ALE ona nie spelnia jego standardow kobiecej niezaleznosci. No jak nie spelna, jak jest niezalezna od nikogo. Ale ona COS od niego chce, a niezalezna babka ma owszem serwowac dupsko, byc wyrozumiala wobec jego potrzeb ale jakby chciala cokolwiek, tak ze moglby sie poczuc w obowiazku no to sorry niech sie zda na swoja niezaleznosc. Ja pierdole taka niezaleznosc. I dlatego nie lubie gadek, ktore podkleslaja potrzebe pilnowania wlasnego braku zobowiazan przykrytych rzekomo pozytywna, pozadana cecha u drugiej osoby czyli ta nieszczesna niezaleznoscia, ktore tu serwuje najczesciej Gogol, Wont i Ninek.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 14:08
                                                    Eee tam to jest takie pierdolenie Wonta, raz, bo nie ma "uklucia", potem, bo on nie chce zwiazku, chce byc niezalezny i w razie "w" pojsc w dluga. No sam nie wie czego chce, zwyczajnie, bo nie trafil na swoja albo, bo przyzwyczail sie do zycia w pojedynke. Proste.
                                                    Zreszta co ta niezalezna od niego by chciala: seksu i milego towarzystawa moze, towarzysza zycia, bo, jak mawiaja Niemcy "Samemu nawet w niebie nie jest pieknie", ale to trzeba czuc/poczuc, tu sie trzeba zakochac, znalezc te osobe albo dac komus szanse stac sie ta osoba. Jakies warunki musza jednak byc spelnione.
                                                    Ci co chca TYLKO bzykac za friko, to jest inna bajka. Nie chca zobowiazan, ale nie chca tez wchodzenia w wieksze relacje intymne. Proste. Ma byc "niezalezna", zeby nie liczyla na ich kase (ktora najczesciej nie smierdza, albo sa skapi) i zeby nie liczyla na zwiazek z nimi. A dlaczego tak chca: bo to nie ta wymarzona, ktorej szukaja.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:06
                                                    kag73 napisała
                                                    >Ci co chca TYLKO bzykac za friko, to jest inna bajka. Nie chca zobowiazan, ale nie chca tez wchodzenia w wieksze relacje intymne. Proste<

                                                    Nie, nie takie proste, jak sobie wymyśliłaś ;).Te relacje, w których nie ma codziennych zobowiązań mają również swoją głębię intymną, inaczej po co w ogóle byłoby je zaczynać?

                                                    .> Ma byc "niezalezna", zeby nie liczyla na ich kase (ktora najczesciej nie smierdza, albo sa skapi) <


                                                    A dlaczego ma liczyć na ich kasę? Sama nie potrafi zarobić, czy co? To po to się wchodzi w relację intymną i związek, żeby zawrzeć jakąś transakcję wymienną?

                                                    >i zeby nie liczyla na zwiazek z nimi. A dlaczego tak chca: bo to nie ta wymarzona, ktorej szukaja.<<

                                                    Ma nie liczyć na związek, bo on jej nie da swojej kasy?
                                                    A jak oboje nie chcą związku, a są dla siebie wymarzeni i dobrze im się układa, to jak to nazwać wówczas?
                                                    Wiesz, napisałaś w takim stylu, jakby człowieka, z którym chce się być blisko liczyć wartością użytkową, którą on przedstawia dla nas i co my możemy w związku z tym wycisnąć dla nas,żeby się opłacało.

                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 20:25
                                                    "Ma nie liczyć na związek, bo on jej nie da swojej kasy?
                                                    A jak oboje nie chcą związku, a są dla siebie wymarzeni i dobrze im się układa, to jak to nazwać wówczas?
                                                    Wiesz, napisałaś w takim stylu, jakby człowieka, z którym chce się być blisko liczyć wartością użytkową, którą on przedstawia dla nas i co my możemy w związku z tym wycisnąć dla nas,żeby się opłacało."

                                                    Ninek nie lapiesz o co chodzi, nic nie poradze, nie mam tyle cierpliwosci, zeby sie rozpisywac. W skrocie Ci powiem jakie sa moje obserwacje: te wszystkie gadaki co poniektorych facetow o niezaleznosci, wolnosci, parciu kobiet na zwiazek i malzenstwo, obowiazkach czy strachu przed nimi i tak dalej i tak dalej to takie sobie pierdolenie az nie pojawi sie TA babka. Wtedy nagle wszystko da sie, nic nie przeszkadaz, wszystko chce sie, wszystko mozna. Pisze tutaj generalnie o ludziach stanu wolnego. Wont moze byc typem, ktory nie nadaje sie i nie chce zwiazku, byc moze, bo juz dlugo jest sam i moze sobie cenic co tam powymienial, ale ja pisze jak jest generalnie i co zaobserwowalam.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 14:23
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Mnie to cale mezskie gadanie o kobiecej niezaleznosci calkowicie zrujnowalo obr
                                                    > az tej cechy jako pozytywnej. Kazdy kolo co chce ruchac za friko

                                                    Nie no, ruchanie to chyba z zalozenia powinno byc dobrowolne, dla przyjemnosci i za friko:-)

                                                    szuka babki ni
                                                    > ezaleznej czytaj: takiej, ktora nie bedzie chciala na mnie liczyc ani w ogole n
                                                    > ic ode mnie nie bedzie chciala.

                                                    Nie moge sie za nich wypowiadac oczywiscie, ale wydaje mi sie, ze bardziej chodzi o to, zeby babka nie przydzielala chlopu powinnosci. Ze jak wszedl w zwiazek z nia to musi... tu nastepuje lista zyczen.

                                                    Przyklad: Wont ma w pokoju babke, ktora de fact
                                                    > o, jak rozumiem, sama mieszka, sama wychowuje dzieci i sama na wszystko zarabia
                                                    > . ALE ona nie spelnia jego standardow kobiecej niezaleznosci. No jak nie spelna
                                                    > , jak jest niezalezna od nikogo.

                                                    Jeszcze moze wystepowac uzaleznienie emocjonalne, taki rodzaj przyssania sie do drugiej osoby, kiedy ciezko oddychac, bo trzeba ciagle dzielic mysli, uczucia i emocje. Moze tego nie chce i tego nie lubi, a ma podstawy aby sadzic, ze ta akurat kobieta ma ku temu sklonnosci. Nie wiem, tak sobie spekuluje.

                                                    Ale ona COS od niego chce, a niezalezna babka
                                                    > ma owszem serwowac dupsko, byc wyrozumiala wobec jego potrzeb ale jakby chciala
                                                    > cokolwiek, tak ze moglby sie poczuc w obowiazku no to sorry niech sie zda na s
                                                    > woja niezaleznosc. Ja pierdole taka niezaleznosc.

                                                    Tak z mojej praktyki, to w ogole ciezko jest "czegos nie chciec" jak sie mieszka np. pod jednym dachem. Tylko ze to bardziej jest dobrosasiedzka wymiana- ja ci kupie chleb, ty mi zrobisz kawe. Taki rodzaj milej przyslugi, nie regularnych, skrzetnie rozliczanych zobowiazan. Ci " niezalezni" wlasnie tak te gesty wobec drugiej osoby traktuja, reszta drze jape " on/ona olewa moje potrzeby! " ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:24
                                                    mabbelle
                                                    >
                                                    > Nie no, ruchanie to chyba z zalozenia powinno byc dobrowolne, dla przyjemnosci i za friko:-)
                                                    ------------------
                                                    Czyli przeczysz tezie Kitty, że kobieta chce jednak seksu plus?
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:51
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Czyli przeczysz tezie Kitty, że kobieta chce jednak seksu plus?

                                                    Nie wiem czego chca inne kobiety Marek, moge sie wypowiadac tylko za siebie.
                                                    Nie wiem tez co to jest ten "plus" . Jakas rzecz, zobowiazanie jakies, opieka, kasa, wypelnianie zyciowej pustki, organizacja czasu wolnego, konfesjonal... Czy jeszcze cos innego ?

                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 16:52
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Czyli przeczysz tezie Kitty, że kobieta chce jednak seksu plus?

                                                    Marek daj juz spokoj z ta 'moja teza'. Przypominam, ze w tym watku to Wont twierdzil, ze babka z pokoju chce 'czegos wiecej' niz seks od niego z niepodobajacych mu sie pobudek czyli, ze nie chce byc sama czy nie moze. Natomiast co to dokladnie mialoby byc to nie wiemy.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 17:14
                                                    marek.zak1 napisał
                                                    >Czyli przeczysz tezie Kitty, że kobieta chce jednak seksu plus?<

                                                    Teza Kitty ma być obowiązującą wykładnią? Ten plus to właśnie robi różnicę i dla każdej kobiety co innego może oznaczać.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 18:10
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał
                                                    > >Czyli przeczysz tezie Kitty, że kobieta chce jednak seksu plus?<
                                                    >
                                                    > Teza Kitty ma być obowiązującą wykładnią? Ten plus to właśnie robi różnicę i dla każdej kobiety co innego może oznaczać.
                                                    ----------------
                                                    O tym wiem od dawna, a Kitty to tylko potwierdziła.
                                                    Ten plus to miłość, poczucie bezpieczeństwa, związek, małżeństwo, lepsze życie to tak na szybko. Chętnie dowiem się o czymś innym.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 18:40
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > ninek04 napisała:
                                                    >
                                                    > > marek.zak1 napisał
                                                    > > >Czyli przeczysz tezie Kitty, że kobieta chce jednak seksu plus?<
                                                    > >
                                                    > > Teza Kitty ma być obowiązującą wykładnią? Ten plus to właśnie robi różnic
                                                    > ę i dla każdej kobiety co innego może oznaczać.
                                                    > ----------------
                                                    > O tym wiem od dawna, a Kitty to tylko potwierdziła.
                                                    > Ten plus to miłość, poczucie bezpieczeństwa, związek, małżeństwo, lepsze życie
                                                    > to tak na szybko. Chętnie dowiem się o czymś innym.

                                                    Miłe spędzanie czasu w jakiś określony sposób, zabawa, regularny fajny seks i jeszcze pewnie wiele rzeczy. Ninek chciała powiedzieć, że ten plus oznacza różne rzeczy i w różnych proporcjach dla różnych kobiet w różnych momentach życia. I czasem ten plus to wielkie plusisko, cała lista żądań, a czasem plusik nie do.zauważenia. Plus dla mnie teraz to będzie coś innego niż plus trzydziesci .lat temu w czerwcu, dziesięć lat temu w kwietniu, czy za pięć lat w grudniu. Radzilabym wykazywać trochę więcej plastyczności w próbach zrozumienia tematu.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:03
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:

                                                    > > Ten plus to miłość, poczucie bezpieczeństwa, związek, małżeństwo, lepsze życie to tak na szybko. Chętnie dowiem się o czymś innym.
                                                    >
                                                    > Miłe spędzanie czasu w jakiś określony sposób, zabawa, regularny fajny seks i jeszcze pewnie wiele rzeczy. Ninek chciała powiedzieć, że ten plus oznacza różne rzeczy i w różnych proporcjach dla różnych kobiet w różnych momentach życia.
                                                    -----------------------
                                                    Może jakiś konkret, bo wiele rzeczy to.....
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:15
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > > Ten plus to miłość, poczucie bezpieczeństwa, związek, małżeństwo, l
                                                    > epsze życie to tak na szybko. Chętnie dowiem się o czymś innym.
                                                    > >
                                                    > > Miłe spędzanie czasu w jakiś określony sposób, zabawa, regularny fajny se
                                                    > ks i jeszcze pewnie wiele rzeczy. Ninek chciała powiedzieć, że ten plus oznacza
                                                    > różne rzeczy i w różnych proporcjach dla różnych kobiet w różnych momentach ży
                                                    > cia.
                                                    > -----------------------
                                                    > Może jakiś konkret, bo wiele rzeczy to.....


                                                    Ale jaki konkret? Co znaczy plus dla Zośki R. 22 czerwca 1996 roku? Daj.spokój. Wiele rzeczy w roznych konfiguracjach dla różnych kobiet w różnychmomentach życia. I jeszcze jedno: od.różnych mężczyzn chce się różnych rzeczy.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:21
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > > -----------------------
                                                    > > Może jakiś konkret, bo wiele rzeczy to.....
                                                    >
                                                    >
                                                    > Ale jaki konkret? Co znaczy plus dla Zośki R. 22 czerwca 1996 roku? Daj.spokój.
                                                    > Wiele rzeczy w roznych konfiguracjach dla różnych kobiet w różnychmomentach życia. I jeszcze jedno: od.różnych mężczyzn chce się różnych rzeczy.
                                                    ----------------------
                                                    Rozumiem. Czyli oprócz tego, co napisałem (miłość, poczucie bezpieczeństwa, związek, małżeństwo, lepsze życie) już zasadniczo niczego istotnego nie ma.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:37
                                                    marek.zak1 napisał
                                                    >Rozumiem. Czyli oprócz tego, co napisałem (miłość, poczucie bezpieczeństwa, związek, małżeństwo, lepsze życie) już zasadniczo niczego istotnego nie ma. <

                                                    Właśnie że chyba błędnie zakładasz, że co poniektore wymienione przez Ciebie rzeczy( tak jak Ty je rozumiesz) są aż tak bardzo istotne dla wszystkich bez wyjątku.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:45
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał
                                                    > >Rozumiem. Czyli oprócz tego, co napisałem (miłość, poczucie bezpieczeństwa, związek, małżeństwo, lepsze życie) już zasadniczo niczego istotnego nie ma. <
                                                    >
                                                    > Właśnie że chyba błędnie zakładasz, że co poniektore wymienione przez Ciebie rzeczy( tak jak Ty je rozumiesz) są aż tak bardzo istotne dla wszystkich bez wyjątku.
                                                    --------------
                                                    Wymieniłem 4 rzeczy strategiczne. Inne są pochodnymi. Czekam na choćby jeszcze jedną istotną, ale nie widzę.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 20:40
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Wymieniłem 4 rzeczy strategiczne. Inne są pochodnymi. Czekam na choćby jeszcze
                                                    > jedną istotną, ale nie widzę.

                                                    Erotyka jako absolutny priorytet. No i jeszcze nasze relacje z dziecmi, z rodzina, wspolne dbanie zeby byly jak najlepsze.
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 20:58
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Wymieniłem 4 rzeczy strategiczne. Inne są pochodnymi. Czekam na choćby je
                                                    > szcze
                                                    > > jedną istotną, ale nie widzę.
                                                    >
                                                    > Erotyka jako absolutny priorytet. No i jeszcze nasze relacje z dziecmi, z rodzi
                                                    > na, wspolne dbanie zeby byly jak najlepsze.

                                                    Tak wiem Marek, że trudno Ci uwierzyć, że kobieta doznawszy megaorgazmu, zrezygnuje z 4 rzeczy strategicznych. W Twoim środowisku nie rezygnuje tylko wali faceta po rogach.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:10
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Tak wiem Marek, że trudno Ci uwierzyć, że kobieta doznawszy megaorgazmu, zrezygnuje z 4 rzeczy strategicznych. W Twoim środowisku nie rezygnuje tylko wali faceta po rogach.
                                                    ----------------------
                                                    Co to takiego moje środowisko, w którym babka wali po rogach? Poza tym piszemy o seksie plus - czyli o sprawach poza erotycznych. A nawiasem, po megaorgazmie to na związku z facetem który jest taki ekstra jej nie zależy?
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:23
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Co to takiego moje środowisko, w którym babka wali po rogach?

                                                    Takie w którym tylko Twoja Ela jest porządna.

                                                    > Poza tym piszemy o seksie plus - czyli o sprawach poza erotycznych.

                                                    I Andzia Ci napisała jak jest a Ty dalej odporny na wiedzę trudny do porąbania.

                                                    > A nawiasem, po megaorgazmie
                                                    > to na związku z facetem który jest taki ekstra jej nie zależy?

                                                    No tak, mówi Ci, że `nadajesz się tylko do ruchania' albo coś takiego
                                                    i wraca do męża.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:15
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Tak wiem Marek, że trudno Ci uwierzyć, że kobieta doznawszy megaorgazmu, zrezyg
                                                    > nuje z 4 rzeczy strategicznych.

                                                    Z trzech. Z milosci, jesli ja ma, nie zrezygnuje:-P
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:17
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > Tak wiem Marek, że trudno Ci uwierzyć, że kobieta doznawszy megaorgazmu, zrezygnuje z 4 rzeczy strategicznych.
                                                    >
                                                    > Z trzech. Z milosci, jesli ja ma, nie zrezygnuje:-P
                                                    ---------------
                                                    A ze związku, jeśli ten mega facet chce też innej zapewnić megaorgazm?
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:25
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > A ze związku, jeśli ten mega facet chce też innej zapewnić megaorgazm?

                                                    Czyli taki typ ruchacza, ktory bzyka wszystko co sie rusza? Taki to by pewnie nie mial dla mnie czasu, bo ja slimakiem jestem. Szybko by mnie rzucil, bo by nie zdazyl obrobic swojego haremu ;-)
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:26
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > Tak wiem Marek, że trudno Ci uwierzyć, że kobieta doznawszy megaorgazmu,
                                                    > zrezyg
                                                    > > nuje z 4 rzeczy strategicznych.
                                                    >
                                                    > Z trzech. Z milosci, jesli ja ma, nie zrezygnuje:-P

                                                    A to miłość też tam była w tych strategicznych? To jak się miłość od erotyki oddziela?
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:38
                                                    lybbla napisał:

                                                    > A to miłość też tam była w tych strategicznych? To jak się miłość od erotyki od
                                                    > dziela?

                                                    Milosc to jest wtedy jak bezgranicznie cieszy cie jego szczescie. I zawsze wtedy gdy zdejmuje swoj pancerzyk..
                                                    A erotyka jak uzywa swojego magicznego ciala, zeby sprawic rozkosz ;-)

                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:52
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Milosc to jest wtedy jak bezgranicznie cieszy cie jego szczescie. I zawsze wted
                                                    > y gdy zdejmuje swoj pancerzyk..

                                                    Czyli kiedy sie robi taką pizdeczką. Myślisz, ze Marek tak porafi?

                                                    > A erotyka jak uzywa swojego magicznego ciala, zeby sprawic rozkosz ;-)

                                                    O tak tak tak, to to to.
                                                    Tu nie mam wątpliwości, ze Marek tak potrafi. A Ela?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:59
                                                    lybbla napisał:
                                                    > > A erotyka jak uzywa swojego magicznego ciala, zeby sprawic rozkosz ;-)
                                                    >
                                                    > O tak tak tak, to to to.
                                                    > Tu nie mam wątpliwości, ze Marek tak potrafi. A Ela?
                                                    -----------------------
                                                    Tu nic o mnie. Ja tylko badam zjawiska przyrody :)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:06
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Wymieniłem 4 rzeczy strategiczne. Inne są pochodnymi. Czekam na choćby jeszcze jedną istotną, ale nie widzę.
                                                    >
                                                    > Erotyka jako absolutny priorytet. No i jeszcze nasze relacje z dziecmi, z rodzina, wspolne dbanie zeby byly jak najlepsze.
                                                    -------------------------------
                                                    Przypominam. Piszemy o seks plus, czyli o sprawach poza erotycznych, bo zakładamy, że seks jest OK Czyli babka kotłuje się, jeśli w tle są dobre / lepsze reakcje ojca z dziećmi. Ciekawe, ale przyjmuję do wiadomości.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:32
                                                    marek.zak1 napisał
                                                    >aandzia43 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:

                                                    > > Ten plus to miłość, poczucie bezpieczeństwa, związek, małżeństwo, lepsze życie to tak na szybko. Chętnie dowiem się o czymś innym.
                                                    >
                                                    > Miłe spędzanie czasu w jakiś określony sposób, zabawa, regularny fajny seks i jeszcze pewnie wiele rzeczy. Ninek chciała powiedzieć, że ten plus oznacza różne rzeczy i w różnych proporcjach dla różnych kobiet w różnych momentach życia.
                                                    -----------------------
                                                    >Może jakiś konkret, bo wiele rzeczy to.....<

                                                    No przecież Aandzia wymieniła szereg konkretów, które można podpiąć pod ten plus. Nie ma jednego schematu, co którą bardziej uszczęśliwia i co jest dla której ważniejsze, bo wszystko zależy od tego, z kim, kiedy, na jakim etapie życia, w jakich okolicznościach itd.To co dla jednej będzie plusem, druga uzna za minus i odwrotnie, każda sama dla siebie ustala swój ranking, nie ma, że wszystkie chcą tego samego.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:42
                                                    ninek04 napisała:
                                                    No przecież Aandzia wymieniła szereg konkretów, które można podpiąć pod ten plus. Nie ma jednego schematu, co którą bardziej uszczęśliwia i co jest dla której ważniejsze, bo wszystko zależy od tego, z kim, kiedy, na jakim etapie życia, w jakich okolicznościach itd.
                                                    ------------------------
                                                    Wymieniła: Miłe spędzanie czasu w jakiś określony sposób, zabawa, regularny fajny seks. Sorry, ale w stosunku do miłości, poczucia bezpieczeństwa, związku i lepszego życia, to nie jest nic istotnego. A fajny seks za seks to jest ten plus?
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 22:09
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > ninek04 napisała:
                                                    > No przecież Aandzia wymieniła szereg konkretów, które można podpiąć pod ten plu
                                                    > s. Nie ma jednego schematu, co którą bardziej uszczęśliwia i co jest dla której
                                                    > ważniejsze, bo wszystko zależy od tego, z kim, kiedy, na jakim etapie życia,
                                                    > w jakich okolicznościach itd.
                                                    > ------------------------
                                                    > Wymieniła: Miłe spędzanie czasu w jakiś określony sposób, zabawa, regularny faj
                                                    > ny seks. Sorry, ale w stosunku do miłości, poczucia bezpieczeństwa, związku i l
                                                    > epszego życia, to nie jest nic istotnego. A fajny seks za seks to jest ten plus
                                                    > ?

                                                    Nie.rozumiem czego nie rozumiesz. Nie.strzelaj grubymi wartościami, bo ja (i nie.tylko ja) ci piszę, że nie zawsze i nie każda chce ich w związku z rozchyleniem ud. Czy to jest jasne? NIE KAZDA I NIE ZAWSZE. I nie z każdym. Bo życie płynie, człowiek się zmienia, okoliczności przyrody się zmieniają, czasem ma się ochotę na istotne wartości, a czasem na zabawę. Czy mogę jeszcze jaśniej?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 22:17
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nie.rozumiem czego nie rozumiesz. Nie.strzelaj grubymi wartościami, bo ja (i nie.tylko ja) ci piszę, że nie zawsze i nie każda chce ich w związku z rozchyleniem ud. Czy to jest jasne? NIE KAZDA I NIE ZAWSZE. I nie z każdym. Bo życie płynie, człowiek się zmienia, okoliczności przyrody się zmieniają, czasem ma się ochotę na istotne wartości, a czasem na zabawę. Czy mogę jeszcze jaśniej?
                                                    -----------------------------------
                                                    Każdy przypadek jest inny, ale szukamy reguł. A jeśli zabawa, to z tym fajnym, czy niefajnym? A jak fajny to może fajnie będzie go mieć przy sobie nawet po zakończeniu zabawy?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 22:24
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Każdy przypadek jest inny, ale szukamy reguł. A jeśli zabawa, to z tym fajnym, czy niefajnym? A jak fajny to może fajnie będzie go mieć przy sobie nawet po zakończeniu zabawy?
                                                    ---------------
                                                    Skonsultowane z moją.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 22:35

                                                    > Każdy przypadek jest inny, ale szukamy reguł. A jeśli zabawa, to z tym fajnym,
                                                    > czy niefajnym? A jak fajny to może fajnie będzie go mieć przy sobie nawet po za
                                                    > kończeniu zabawy?

                                                    Cierpliwie.tłumaczyłm: zależy od charakteru kobiety, momentu w jej życiu, priorytetów na daną chwilę, planów na najbliższy czas, konkretnego mężczyzny, tego jak rysuje się dotychczasowa relacja, itd. Wypadkowa tych czynników. Jak słusznie zauważyłes każdy przypadek jest inny (przypadkiem nazywam konkretną kobietę w konkretnym momencie życia) i nie znajdziesz tu reguł.
                                                    Co znaczy "fajny"?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 22:39
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Co znaczy "fajny"?
                                                    ---
                                                    Miły, z poczuciem humoru i Cię kręci :).
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 22:46
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Co znaczy "fajny"?
                                                    > ---
                                                    > Miły, z poczuciem humoru i Cię kręci :).

                                                    To dobrze rokuje na następną zabawę ;-)
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:13
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Miłe spędzanie czasu w jakiś określony sposób, zabawa, regularny fajny seks i j
                                                    > eszcze pewnie wiele rzeczy. Ninek chciała powiedzieć, że ten plus oznacza różne
                                                    > rzeczy i w różnych proporcjach dla różnych kobiet w różnych momentach życia. I
                                                    > czasem ten plus to wielkie plusisko, cała lista żądań, a czasem plusik nie do.
                                                    > zauważenia. Plus dla mnie teraz to będzie coś innego niż plus trzydziesci .lat
                                                    > temu w czerwcu, dziesięć lat temu w kwietniu, czy za pięć lat w grudniu. Radzil
                                                    > abym wykazywać trochę więcej plastyczności w próbach zrozumienia tematu.

                                                    I to jest pełny opis, a nie je jakieś pierdololo na które się może tylko facet sprawny umysłowo inaczej może się złapać.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 18:35

                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Mnie to cale mezskie gadanie o kobiecej niezaleznosci calkowicie zrujnowalo obr
                                                    > az tej cechy jako pozytywnej.

                                                    Może dlatego że ją rozumiesz jak wont i ninek:)) Dla mnie moja niezależność to możliwość stawiania wymagań i niezginania karku.


                                                    ________________
                                                    Lubie wracać tam gdzie doszłam
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 18:52
                                                    zawle napisała:

                                                    >
                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > Mnie to cale mezskie gadanie o kobiecej niezaleznosci calkowicie zrujnowa
                                                    > lo obr
                                                    > > az tej cechy jako pozytywnej.


                                                    >
                                                    > Może dlatego że ją rozumiesz jak wont i ninek:)) Dla mnie moja niezależność to
                                                    > możliwość stawiania wymagań i niezginania karku.

                                                    Otóż to :-) Za chuj nie rozmnożyłabym się z facetem, który pozwoliłby matce swego dziecka wracać do pracy dwa tygodnie po porodzie, korzystał z darmowej opieki teściowej nad swoim dzieckiem i jeszcze brał od swojej kobiety jakieś pieniądze. Kitty, jesteś stachanówką - zapierdalasz na własne żądanie, nie masz wymagań, zasłaniasz.się.swoiście pojętym równouprawnieniem. Więc kompletnie nie rozumiem dlaczego oburza cię gadanie Wonta. Wont, pozwoliłbys swojej kobiecie w połogu zapierdalać do roboty zamiast leżeć obok noworodka, dawać cyca i pielęgnować krocze? Takie kurwa dwudziestowieczne standardy okołoporodowe, nie?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:05
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Otóż to :-) Za chuj nie rozmnożyłabym się z facetem, który pozwoliłby matce swego dziecka wracać do pracy dwa tygodnie po porodzie, korzystał z darmowej opiek i teściowej nad swoim dzieckiem i jeszcze brał od swojej kobiety jakieś pieniądze.
                                                    ------------------
                                                    Potwierdzam. To jakaś masakra.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 20:31
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Otóż to :-) Za chuj nie rozmnożyłabym się z facetem, który pozwoliłby matce swe
                                                    > go dziecka wracać do pracy dwa tygodnie po porodzie, korzystał z darmowej opiek
                                                    > i teściowej nad swoim dzieckiem i jeszcze brał od swojej kobiety jakieś pieniąd
                                                    > ze. Kitty, jesteś stachanówką - zapierdalasz na własne żądanie, nie masz wymaga
                                                    > ń, zasłaniasz.się.swoiście pojętym równouprawnieniem.

                                                    "Pozwolilby"? A Ty wykonywalas zadania, na ktore pozwalal Ci Twoj maz, a na ktore nie pozwalal nie decydowalas sie? ;) A modelki to przypadkiem nie ciekaja w dwa tygodnie po porodzie po wybiegu? Darmowa opieka tesciowej? Nigdy o takiej nie slyszalam. Wiesz tu to nawet byl glosny projekt by oficjalnie placic pensje dziadkom za opieke nad wnukami (traktowac jako prace zawodowa i zeby sie do emerytury liczylo). Takze Holendrzy to chyba jest ostatnia nacja zeby cos chcieli za darmo od kogos. Bral pieniadze? Nie wiem do czego nawiazujesz. Wszystkie decyzje o sobie, w tym o swojej pracy podejmowalam sama.

                                                    Z tego jak mnie opisalas wychodzi, ze jestem kobieta niezalezna lub dazaca do niezaleznosci ;) W przeciwienstwie do Ciebie bcde uwaza, ze bylam zwyczajnie wygodna. Wiec nie wiem ktorej ocenie wierzyc ;)

                                                    Ojciec mojego dziecka wkladal i wklada w dom i w dziecko nieporownywalna do mojej ilosc pracy, energii i pieniedzy. Moglabym w kazdej chwili odejsc czy umrzec i nie musialabym sie matwic o nic. Naprawde glupio by mi bylo lezec z dupa czy kiedykolwiek zaganiac go do chociaz najmniejszego sprzatania, a co dopiero zeby na mnie pracowal i utrzymywal. Temat uczuc do dzieciaka i komfortowego startu w zyciu to w ogole pomijam.

                                                    Więc kompletnie nie rozum
                                                    > iem dlaczego oburza cię gadanie Wonta. Wont, pozwoliłbys swojej kobiecie w poło
                                                    > gu zapierdalać do roboty zamiast leżeć obok noworodka, dawać cyca i pielęgnować
                                                    > krocze? Takie kurwa dwudziestowieczne standardy okołoporodowe, nie?

                                                    Ale co mam porowywac swoje zycie do jego gdyban co on by niby zrobil? A Ty w ogole sie przysluchujesz, co on prawi o obowiazkach i dzieciach skor tak go zapytujesz? Biorac to pod uwage kobieta zostalaby w ogole sama zanim uplyneloby 6 m-cy czyli jeszcze przed porodem ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 21:15
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Ojciec mojego dziecka wkladal i wklada w dom i w dziecko nieporownywalna do mojej ilosc pracy, energii i pieniedzy.
                                                    --------------
                                                    A to dom jest jego własnością, czy wspólny? Ja coś takiego to widziałem, z bliska. Przed rozwodem wspólna kasa wyczyszczona, samochód sprzedany a dziewczyna została z niczym. A taka była miłość.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 22:26
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:>
                                                    > "Pozwolilby"? A Ty wykonywalas zadania, na ktore pozwalal Ci Twoj maz, a na kto
                                                    > re nie pozwalal nie decydowalas sie? ;) A modelki to przypadkiem nie ciekaja w
                                                    > dwa tygodnie po porodzie po wybiegu? Darmowa opieka tesciowej? Nigdy o takiej n
                                                    > ie slyszalam. Wiesz tu to nawet byl glosny projekt by oficjalnie placic pensje
                                                    > dziadkom za opieke nad wnukami (traktowac jako prace zawodowa i zeby sie do eme
                                                    > rytury liczylo). Takze Holendrzy to chyba jest ostatnia nacja zeby cos chcieli
                                                    > za darmo od kogos. Bral pieniadze? Nie wiem do czego nawiazujesz. Wszystkie dec
                                                    > yzje o sobie, w tym o swojej pracy podejmowalam sama.
                                                    >
                                                    > Z tego jak mnie opisalas wychodzi, ze jestem kobieta niezalezna lub dazaca do n
                                                    > iezaleznosci ;)

                                                    Nie, raczej nierozsądną stachanówką,.zosią-samosią, niepewną tego, co jej się należy. A odpoczynek i czas na regenerację podwozia oraz na nawiązanie więzi z dzieckiem to standard cywilizowanych społeczneństw. I należy się jak psu buda od bliskich. W tym od ojca swojego dziecka.


                                                    > Ojciec mojego dziecka wkladal i wklada w dom i w dziecko nieporownywalna do moj
                                                    > ej ilosc pracy, energii i pieniedzy. Moglabym w kazdej chwili odejsc czy umrzec
                                                    > i nie musialabym sie matwic o nic. Naprawde glupio by mi bylo lezec z dupa czy
                                                    > kiedykolwiek zaganiac go do chociaz najmniejszego sprzatania, a co dopiero zeb
                                                    > y na mnie pracowal i utrzymywal. Temat uczuc do dzieciaka i komfortowego startu
                                                    > w zyciu to w ogole pomijam.

                                                    Czy ja mówię że masz nie pracować w ogóle? Ale praca (fizyczna?) dwa tygodnie po porodzie to jakiś kurwa Bangladesz. Naprawdę musiałaś? Czy ci się wydawało, że taka dzielna jesteś i samodzielna? Po chuj ta twoja matka (płaciliśie jej?), skoro to ty powinnaś karmić.cycem i pielęgnować wasze dziecko przez pierwsze miesiące? Zbiedniałby tak strasznie przez pół roku utrzymania cię z waszym dzieckiem przy cycu?
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 00:13
                                                    > Czy ja mówię że masz nie pracować w ogóle? Ale praca (fizyczna?) dwa tygodnie p
                                                    > o porodzie to jakiś kurwa Bangladesz. Naprawdę musiałaś? Czy ci się wydawało, ż
                                                    > e taka dzielna jesteś i samodzielna? Po chuj ta twoja matka (płaciliśie jej?),
                                                    > skoro to ty powinnaś karmić.cycem i pielęgnować wasze dziecko przez pierwsze mi
                                                    > esiące? Zbiedniałby tak strasznie przez pół roku utrzymania cię z waszym dzieck
                                                    > iem przy cycu?

                                                    Aandzia dzieki za troske (jesli to troska) ale ja mam bardzo silny uklad odpornosciowy i ponadprzecietne zdolnosci do regeneracji. Po 2 tygodniach to ja nie tylko bylam gotowa do pracy ale i podjelam juz wspolzycie (dopochwowe). W ogole nie czulam jakbym rodzila (wszystko wrocilo do normy, oprocz nadwagi, ta trzeba bylo zbic). Wszystko na moja prosbe. W tamtym okresie granice jeszcze nie byly otwarte dla Polakow tzn nie mozna bylo pracowac bez pozwolenia wiec jedyna mozliwoscia byla praca na czarno. A z praca na czarno to przeciez wiesz: nie pracujesz -> nie masz pracy -> nie masz pieniedzy. Matka przyleciala 2 tyg przed. Poszla ze mna, przeszkolilam ja i poprosilam zeby mnie zastapila po porodzie. PO 2 tyg od porodu pracowalysmy na zmiane: jeden dzien ja, jeden ona czyli otrzymywala polowe mojej pensji, polowe czasu byla przy dziecku i ja polowe, a ja w rezultacie przez 6 m-cy pracowalam dzieki niej na pol etatu (o to jest ta moja wygoda, ktora zarzucil mi bcde). Oprocz polowy mojej wyplaty (na ktora zarobila sama) otrzymywala od nas zakwaterowanie, wyzywienie, przelot samolotem i wszstko co jej bylo potrzeba (do dzisiaj gdy przyjezdza tak ma, ostatnio byla na 2 miechy) + 2 tygodniowe wakacje (z nami) nad morzem i ten gratis od pracodawcy w postaci gotowki na kurs jezykowy, nieduzo z 1000 zl? Po 6 miesiacach wrocila do domu, a na rachunku banowym odlozlo jej sie 6 nieruszonych emerytur. Na wiecej nas nie bylo stac. Ja chcialam zachowac prace i zachowalam. Praca to nie tylko zarobki ale tez jezyk i staz. Na obczyznie budujesz cale swoje zycie od nowa, jakbys nie miala zadnego stazu, zadnego wyksztalcenia, a jezykowo jakbys byla niedorozwinieta (przynajmnej ja nie znalam ani slowa jak przyjechalam). Ci ktorzy poszli na latwizne i np nigdy nie nauczyli sie jezyka musza wrocic predzej czy pozniej do Polski, a najgorsze jak Ci dzieciak zaczyna mowic w jezyku, ktorego nie rozumiesz i co zrobisz? Zmusisz zeby gadal po polsku? Nie zmusisz. Ty mozesz owszem mowic do niego ale on ci bedzie odpowiadal w wybrany przez siebie jezyku. Jak chcesz zostac musisz sie ogarnac i przycisnac, a ze ja przyjechalam tu zeby miec dziecko, to i tak bylam w plecy z czasem. Wiec powrot do pracy byl dla mnie priorytetowy. Ostatecznie dokonalam dobrych wyborow i jestem teraz na dobrej pozycji zawodowo-spolecznej, z synem tez mam wzorowa wiez. Normalnie odrabiam z nim prace domowe po holendersku. Ojciec tylko sprawdzi bledy. Jest ok.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 00:21
                                                    Aaa zapomnialam dodac: w pracy mialam pokoik i przerwy do dyspozycji zeby sciagac mleko i lodowke do przechowania go. Sciagalam i zabieralam do domu. Do pracy jezdzialam samchodem. Matke zawozil i przywozil samochodem moj parner.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 08:50
                                                    Nie czepiam się argumentów, broń Boże. Przy Twoim zmotywowaniu, stałoby się to pół roku później:))
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 11:24
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie czepiam się argumentów, broń Boże. Przy Twoim zmotywowaniu, stałoby się to
                                                    > pół roku później:))

                                                    Co by sie stalo, bo nie pamietam, co ja tam wymodzilam?
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 16:33
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Aaa zapomnialam dodac: w pracy mialam pokoik i przerwy do dyspozycji zeby sciag
                                                    > ac mleko i lodowke do przechowania go. Sciagalam i zabieralam do domu. Do pracy
                                                    > jezdzialam samchodem. Matke zawozil i przywozil samochodem moj parner.
                                                    >

                                                    Fajnie, że jesteś tak zdrową i silną babą, naprawdę pozazdrościć :-) Ale zdania o samolubnej postawie twojego partnera i twojej lekkomyślności i braku wymagań na początku macierzyństwa nie zmienię. Nie straciłabyś wiele ze stażu i języka, gdybyś została z dzieckiem parę miesięcy w domu,a tak ryzykowałaś zdrowie i jakość więzi z dzieckiem. Są rzeczy ważne i ważniejsze - raz goisz sobie macicę i regenerujesz organizm (nawet tak silny jak twój) po porodzie, raz nawiązujesz więź z dzieckiem, raz twoje dziecko ma miesiąc, trzy miesiące, itd., a on mógł wyskoczyć z kasy równej twojej pensji za te kilka miesięcy, odrobilibyście ją sobie później. Fajnie, że jesteś zadowolona ze swojego życia i układu z ojcem dziecka. To pewnie porządny człowiek. Tylko Kitty kochana, pamiętaj, nie złapałaś Pana Boga za nogi, ten facet nie zrobił ci łaski zostając ojcem waszego syna na tych warunkach. Dajesz mu co najmniej tyle samo co on tobie. Myślę, że to on on zrobił bardzo dobry interes ;-)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 16:42
                                                    "To pewnie porządny człowiek. Tylko Kitty kochana, pamiętaj, nie złapałaś Pana Boga za nogi, ten facet nie zrobił ci łaski zostając ojcem waszego syna na tych warunkach. Dajesz mu co najmniej tyle samo co on tobie. Myślę, że to on on zrobił bardzo dobry interes ;-)

                                                    Dokladnie, bo on chcial zostac ojcem, chcial dziecka a sam se go urodzic nie mogl :)
                                                    Niefajnie jest jako kobieta musiec stawiac wymagania, fajnie jak facet sam kojarzy i wie co i jak sie nalezy. Niemniej, musztarda po obiedzie, ale gdybys postawila warunki/warunek a facetowi zalezalo, to by zrobil tak jak chcialas Ty. A jak by tego nie zrobil to by znaczylo, ze mu niedostatecznei zalezy. Wtedy mozna podziekowac. Ale...Ty nie chcialas wymagac i nie chcialas ryzykowa, bo koniecznie chcialas dziecka w tym momencie.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 17:27
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Niefajnie jest jako kobieta musiec stawiac wymagania, fajnie jak facet sam kojarzy i wie co i jak sie nalezy. Niemniej, musztarda po obiedzie, ale gdybys postawila warunki/warunek a facetowi zalezalo, to by zrobil tak jak chcialas
                                                    --------------------
                                                    Pamiętaj, że całe mnóstwo Polek wyjeżdżało na zachód i chciało tam zostać i mieć localsa, nawet takiego sobie, bo i tak uważały, że on jest kimś lepszym, a przecież komuś lepszemu wymagań się nie stawia, tylko akceptuje jego warunki. W ostatnich latach to się jednak bardzo zmieniło, choćby dlatego, że Polacy pracują na Zachodzie legalnie i bez ograniczeń. Moja córka w Berlinie ma berlińczyka i nie widzę (na szczęście) żadnych oznak uważania go za jakiegoś guru. To też kwestia języka, bo zna doskonale niemiecki ale głównym czynnikiem jest jednak mindset.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 17:44
                                                    "Pamiętaj, że całe mnóstwo Polek wyjeżdżało na zachód i chciało tam zostać i mieć localsa, nawet takiego sobie, bo i tak uważały, że on jest kimś lepszym, a przecież komuś lepszemu wymagań się nie stawia, tylko akceptuje jego warunki. W ostatnich latach to się jednak bardzo zmieniło, choćby dlatego, że Polacy pracują na Zachodzie legalnie i bez ograniczeń. Moja córka w Berlinie ma berlińczyka i nie widzę (na szczęście) żadnych oznak uważania go za jakiegoś guru. To też kwestia języka, bo zna doskonale niemiecki ale głównym czynnikiem jest jednak mindset.

                                                    Cale mnostwo Polek wyjezdzalo na zachod w pierwszej kolejnosci, zeby polepszyc jakos swojego zycia, zarabiac pieniadze/lepsze pieniadze, badz na studia. Przy okzaji owszem poznawaly lokalasow, sila rzeczy, bo bylo ich tam
                                                    najwiecej :) Ale poznawaly tez innych, bardziej egzotycznych. Konkurencja przeogromna.
                                                    Uwierz mi, nie tylko Twoja corka, cale mnostwo innych Polek, rowniez wtedy (bylam, zylam, wiem, widzialam), nie uwazalo ich za guru. Za to one byly i nadal sa w cenie. Tam nie jest jak w Polsce, tam meski swiat juz dawno sie skonczyl, Marek.
                                                    Kitty miala sytuacje szczegolna, bo na gwalt chciala dziecka, odezwal jej sie instynkt i tykal jej zegar. Stad jedynym wymogiem bylo: niech on chce miec dziecko, bedzie dobrym kandydatem na ojca. I obawa, zeby tylko za duzo nie wymagac, bo sie rozmysli.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 18:05
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Uwierz mi, nie tylko Twoja corka, cale mnostwo innych Polek, rowniez wtedy (bylam, zylam, wiem, widzialam), nie uwazalo ich za guru. Za to one byly i nadal sa w cenie. Tam nie jest jak w Polsce, tam meski swiat juz dawno sie skonczyl, Marek. Kitty miala sytuacje szczegolna, bo na gwalt chciala dziecka, odezwal jej sie i nstynkt i tykal jej zegar. Stad jedynym wymogiem bylo: niech on chce miec dziecko, bedzie dobrym kandydatem na ojca. I obawa, zeby tylko za duzo nie wymagac, bo sie rozmysli.
                                                    ---------------
                                                    Ja jestem jedną nogą na Zachodzie praktycznie od zawsze i jest to proces, a teraz, to znaczy od 10 mniej więcej lat, czyli od wejścia do UE jest postępująca zmiana, ale dawniej, za komuny, było tak, że w PRL-u zarabiało się 20-30 dolarów i była finansowa i cywilizacyjna przepaść. Stąd ,,obawa, że może się rozmyślić", a przecież atrakcyjna dziewczyna powinna sama STAWIAĆ PRZECIĘTNEMU FACETOWI SWOJE WARUNKI i je egzekwować. To jest ten brak pewności siebie, kompleksy osoby nieznającej języka z biednego kraju, akceptującej marne warunki ze strachu, że mogą być jeszcze gorsze co widziałem mnóstwo razy.


                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 19:10
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    Stąd ,,obawa, że może się rozmyśli
                                                    > ć", a przecież atrakcyjna dziewczyna powinna sama STAWIAĆ PRZECIĘTNEMU FACETOWI
                                                    > SWOJE WARUNKI i je egzekwować. To jest ten brak pewności siebie, kompleksy oso
                                                    > by nieznającej języka z biednego kraju, akceptującej marne warunki ze strachu,
                                                    > że mogą być jeszcze gorsze co widziałem mnóstwo razy.

                                                    Nie wiem czy to tez mialo byc o mnie? Jesli to, to nieprawda. Zreszta jakie marne warunki, nie przesadzaj, od ponad dekady nie place za mieszkanie. Boze kto sobie moze na to pozwolic w Polsce? No prosze Cie jedziesz teraz po bandzie. Chcialam pracowac i miec swoje pieniadze. Frustrujace bylo tylko zarabiac malo jak studiowalam ale i z tego wyszlam. Niemniej jednak uwazam, ze nie nalezey przesadzac z oczekiwaniami. Zreszta jaka jest to droga do tej oslawianej tu niezaleznosci, oczekiwac ze mi dadza, zadac, stawiac warunki? Bez przesady, kto tak zyje? Z jakiej racji?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 19:47
                                                    Nie wiem czy to tez mialo byc o mnie? Jesli to, to nieprawda. Zreszta jakie marne warunki, nie przesadzaj, od ponad dekady nie place za mieszkanie. Boze kto sobie moze na to pozwolic w Polsce? No prosze Cie jedziesz teraz po bandzie. Chcialam pracowac i miec swoje pieniadze. Frustrujace bylo tylko zarabiac malo jak studiowalam ale i z tego wyszlam. Niemniej jednak uwazam, ze nie nalezey przesadzac z oczekiwaniami. Zreszta jaka jest to droga do tej oslawianej tu niezaleznosci, oczekiwac ze mi dadza, zadac, stawiac warunki? Bez przesady, kto tak zyje? Z jakiej racji?


                                                    Dokladnie mnie tutaj tylko o to chodzi, ze pracowanie i zarabianie pieniedzy i potem z dzieciakiem mialas utrudnione, bo musialas pracowac na czarno nie majac pozwolenia na prace.
                                                    Taki przypadek znam jeden, Wielkie zakochanie, poznali sie gdzies na krotkim wyjezdzie, potem ona wyjechala do Niemiec na studia, zeby byc blizej niego. Cale lata tylko pozwolenie na prace 90 dni w roku jako studentka, opcja pozostala: praca na czarno. On, sam oszczedny, czasem wypominal, ze za malo sie doklada do czegos, ale sam jej sprawy nie ulatwil. Trwalo to pare lat. Moj sie nie mogl nadziwic "co to za facet, egoista, zostaw go dziwewczyno!" 7 lat razem, nie, ze zalezalo jej na statusie zony, chciala lepsza prace i na legalu. No powoli ja to zniechecilo, napatoczyl sie inny i tego zostawila. inny za chwile okazal sie niespecjalny, ale pomogl, zeby zostawila tamtego. Nie minelo za dlugo zwiazala sie z innym , 9 lat mlodszym, za chwile slub, dzieciak, normalne warunki zycia.
                                                  • urquhart Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:17
                                                    > Taki przypadek znam jeden, Wielkie zakochanie, poznali sie gdzies na krotkim wy
                                                    > jezdzie, potem ona wyjechala do Niemiec na studia, zeby byc blizej niego. Cale
                                                    > lata tylko pozwolenie na prace 90 dni w roku jako studentka, opcja pozostala: p
                                                    > raca na czarno. On, sam oszczedny, czasem wypominal, ze za malo sie doklada do
                                                    > czegos, ale sam jej sprawy nie ulatwil. Trwalo to pare lat. Moj sie nie mogl na
                                                    > dziwic "co to za facet, egoista, zostaw go dziwewczyno!" 7 lat razem, nie, ze z
                                                    > alezalo jej na statusie zony, chciala lepsza prace i na legalu. No powoli ja to
                                                    > zniechecilo, napatoczyl sie inny i tego zostawila.

                                                    A ty Kag wychowujesz własnego Syna jak? na konserwatywnego nastawionego na opiekę nad kobietą białego rycerza czy może na oczekującego równego wkładu, płacenia za siebie, wyznawcę Równouprawnienia płci ?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:50
                                                    "A ty Kag wychowujesz własnego Syna jak? na konserwatywnego nastawionego na opiekę nad kobietą białego rycerza czy może na oczekującego równego wkładu, płacenia za siebie, wyznawcę Równouprawnienia płci ?"

                                                    A co to ma do rzeczy? Kiedys tesiowa powiedzialam nam, ze mlodego trzeba uczyc szacunku do kobiet. Prawda, w sumie, ale z drugiej strony jakze przykre, ze tego trzeba uczyc w XXI wieku.
                                                    A poza tym moj syn ma jeszcze ojca a ten mowi "hej mlody, masz tu kase, idz zapros te dziewczynke na pina colade (bez alholu oczwýwiscie)." Syna wychowuja na czlowieka myslacego i wspolodczuwajacego. Dziecko obserwuje w domu wzajemny szacunek, milosc i dzielenie sie obowiazkami. Ja przekazuje mu moja kobieca perspektywe a ojciec swoja meska. Wiec niech slucha, patrzy i wyciaga wnioski.
                                                    Co to jest "rowny wklad" jak Ty go nie potrafisz przeliczac i wartosciujsz niedorzecznie. Rodzina to wspolnota, firma, w ktorej w zaleznosci od okolicznosci i potrzeb raz dzieje sie tak a raz inaczej. A sytuacje i ludzie sa tak rozni i w roznych polozeniach, ze nie zawsze da sie i trzeba z linija wymierzac kto ile wklada i ile placi i w czym.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 20:27
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie wiem czy to tez mialo byc o mnie? Jesli to, to nieprawda. Zreszta jakie marne warunki, nie przesadzaj, od ponad dekady nie place za mieszkanie. Boze kto sobie moze na to pozwolic w Polsce? No prosze Cie jedziesz teraz po bandzie. Chcialam pracowac i miec swoje pieniadze. Frustrujace bylo tylko zarabiac malo jak studiowalam ale i z tego wyszlam. Niemniej jednak uwazam, ze nie nalezey przesadzac z oczekiwaniami.
                                                    --------------
                                                    Nie należy przesadzać z niczym. Jesteś pracowitą, dzielną i ambitną dziewczyną w dodatku bardzo ładną i to że nie płacisz za mieszkanie to jest bardzo mało, a że facet nie uregulował Twojego statusu przez co pozwalał Ci cały czas pracować na czarno, w tym w 2 tygodnie po porodzie, to naprawdę źle o nim świadczy.
                                                    Rozumiem, że nie każda babka jest Barbarą Piasecką - Johnson, ale zasłużyłaś na dużo więcej, niż dostałaś.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 21:23
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > Nie wiem czy to tez mialo byc o mnie? Jesli to, to nieprawda. Zreszta jak
                                                    > ie marne warunki, nie przesadzaj, od ponad dekady nie place za mieszkanie. Boze
                                                    > kto sobie moze na to pozwolic w Polsce? No prosze Cie jedziesz teraz po bandzi
                                                    > e. Chcialam pracowac i miec swoje pieniadze. Frustrujace bylo tylko zarabiac ma
                                                    > lo jak studiowalam ale i z tego wyszlam. Niemniej jednak uwazam, ze nie naleze
                                                    > y przesadzac z oczekiwaniami.
                                                    > --------------
                                                    > Nie należy przesadzać z niczym. Jesteś pracowitą, dzielną i ambitną dziewczyną
                                                    > w dodatku bardzo ładną i to że nie płacisz za mieszkanie to jest bardzo mało, a
                                                    > że facet nie uregulował Twojego statusu przez co pozwalał Ci cały czas pracowa
                                                    > ć na czarno, w tym w 2 tygodnie po porodzie, to naprawdę źle o nim świadczy.
                                                    > Rozumiem, że nie każda babka jest Barbarą Piasecką - Johnson, ale zasłużyłaś na
                                                    > dużo więcej, niż dostałaś.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 21:32
                                                    marek
                                                    > Nie należy przesadzać z niczym. Jesteś pracowitą, dzielną i ambitną dziewczyną
                                                    > w dodatku bardzo ładną i to że nie płacisz za mieszkanie to jest bardzo mało, a
                                                    > że facet nie uregulował Twojego statusu przez co pozwalał Ci cały czas pracowa
                                                    > ć na czarno, w tym w 2 tygodnie po porodzie, to naprawdę źle o nim świadczy.
                                                    > Rozumiem, że nie każda babka jest Barbarą Piasecką - Johnson, ale zasłużyłaś na
                                                    > dużo więcej, niż dostałaś.


                                                    Wyobrazmy sobie taką sytuację. Przyjeżdża do Polski Ukrainka. Młodsza od faceta parę lat, ładniejsza od większości Polek, wykształcona, inteligentna, ambitna, wsciekle pracowita, skromna i bez fochow. Chce z tym facetem (średnia klasa, średni wygląd, nieźle sutuowany) mieć dziecko, on też chce,.rodaczki chętnej do rozrodu jakoś na razie nie znalazł. I co, nie umożliwia matce swojego dziecka uzyskania możliwości pracy legalnej i w razie jakiejś zawieruchy politycznej nie wywalenia z kraju? Nie daje możliwości odpoczynku po porodzie? Ciekawe co by koledzy z biura powiedzieli takiemu? ;-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 21:44
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    Ciekawe co by k
                                                    > oledzy z biura powiedzieli takiemu? ;-)

                                                    Troche odplywacie od rzeczywistosci ;-) Jakbyscie w ogole nie czytali, co tu panowie na forum pisza. Przed chwila w tym samym watku przerabialismy 'zadnych zobowiazan i obowiazkow' tylko dupczenie, a teraz mamy jakis skok w nadprzestrzen, hehe Juz widze co by mu powiedzieli. Ja ci powiem co powiedziala siostra mojemu chlopu jak mnie tu przywiozl, ze jak mi zrobi dziecko, to na pewno je wywioze do Polski i bede zyla z jego alimentow, a on wlasnego dziecka nigdy nawet nie bedzie znal ani na oczy nie zobaczy. To by mu powiedzieli koledzy z biura, a potem zeby z nimi na tanie ruchanie jechal do Tajlandii ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 21:57
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Troche odplywacie od rzeczywistosci ;-) Jakbyscie w ogole nie czytali, co tu panowie na forum pisza. Przed chwila w tym samym watku przerabialismy 'zadnych zobowiazan i obowiazkow' tylko dupczenie, a teraz mamy jakis skok w nadprzestrzen, hehe Juz widze co by mu powiedzieli. Ja ci powiem co powiedziala siostra mojemu chlopu jak mnie tu przywiozl, ze jak mi zrobi dziecko, to na pewno je wywioze do Polski i bede zyla z jego alimentow, a on wlasnego dziecka nigdy nawet nie bedzie znal ani na oczy nie zobaczy.
                                                    ----------------------
                                                    Facet słaby a siostra nie lepsza. A żadnych zobowiązań to Wont story. Trzeba było celować wyżej.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 01:12
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Ja ci powiem co powiedziala siostr
                                                    > a mojemu chlopu jak mnie tu przywiozl, ze jak mi zrobi dziecko, to na pewno je
                                                    > wywioze do Polski i bede zyla z jego alimentow, a on wlasnego dziecka nigdy naw
                                                    > et nie bedzie znal ani na oczy nie zobaczy.

                                                    > Facet słaby a siostra nie lepsza. A żadnych zobowiązań to Wont story. Trzeba by
                                                    > ło celować wyżej.

                                                    Kitty nie sprecyzowała co to za siostra, czy czyja
                                                    Opcje:
                                                    1 - Jego siostra
                                                    2 - Jej siostra
                                                    3 - Siostra szpitalna
                                                    4 - Siostra przenajświętszego serca umiłowanka
                                                    5 - Siostra Romana
                                                    6 - Siostra Apostazja
                                                    Co do faceta, to chyba nie taki słabiak, bo olał knowania którejś z wymienionych w punktach od 1 do 6, siostry
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 22:10
                                                    hello-k
                                                    >
                                                    > Troche odplywacie od rzeczywistosci ;-) Jakbyscie w ogole nie czytali, co tu pa
                                                    > nowie na forum pisza. Przed chwila w tym samym watku przerabialismy 'zadnych zo
                                                    > bowiazan i obowiazkow' tylko dupczenie, a teraz mamy jakis skok w nadprzestrzen
                                                    > , hehe Juz widze co by mu powiedzieli

                                                    Zaraz, to.dwie różne rzeczy: seks bez zobowiązań jest ok dopóki jest tylko seksem, ale świadoma decyzja o dziecku zobowiązuje.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:09
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Zaraz, to.dwie różne rzeczy: seks bez zobowiązań jest ok dopóki jest tylko seks
                                                    > em, ale świadoma decyzja o dziecku zobowiązuje.

                                                    żejdz na ziemię Andzia. I tego powinni uczyć dziewczynki w szkołach.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:21
                                                    zawle napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    > > Zaraz, to.dwie różne rzeczy: seks bez zobowiązań jest ok dopóki jest tylk
                                                    > o seks
                                                    > > em, ale świadoma decyzja o dziecku zobowiązuje.
                                                    >
                                                    > żejdz na ziemię Andzia. I tego powinni uczyć dziewczynki w szkołach.
                                                    >
                                                    >
                                                    Powinni uczyć, że mężczyzn decyzja o dziecku nie zobowiązuje? No tak, mamy Cypr ;-)
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:23
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Powinni uczyć, że mężczyzn decyzja o dziecku nie zobowiązuje? No tak, mamy Cypr
                                                    > ;-)

                                                    Tak Andzia. Tak jak przed wakacjami się uczą że jak się wchodzi do wody, to się można utopić. A na ulicy może Cię jebnąć samochód.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 17:20
                                                    zawle napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    > > Zaraz, to.dwie różne rzeczy: seks bez zobowiązań jest ok dopóki jest tylk
                                                    > o seks
                                                    > > em, ale świadoma decyzja o dziecku zobowiązuje.
                                                    >
                                                    > żejdz na ziemię Andzia. I tego powinni uczyć dziewczynki w szkołach.

                                                    W szkole nie uczą,.ale jak świat światem starsze kobiety powtarzają młodszym: uważaj dziecko, bo mężczyznom to tylko na seksie zależy ;-)
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:06
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Wyobrazmy sobie taką sytuację. Przyjeżdża do Polski Ukrainka. Młodsza od faceta
                                                    > parę lat, ładniejsza od większości Polek, wykształcona, inteligentna, ambitna,
                                                    > wsciekle pracowita, skromna i bez fochow.

                                                    Dokładnie jak moja psiapsiółka.

                                                    Chce z tym facetem (średnia klasa, ś
                                                    > redni wygląd, nieźle sutuowany) mieć dziecko, on też chce,.rodaczki chętnej do
                                                    > rozrodu jakoś na razie nie znalazł. I co, nie umożliwia matce swojego dziecka u
                                                    > zyskania możliwości pracy legalnej i w razie jakiejś zawieruchy politycznej nie
                                                    > wywalenia z kraju? Nie daje możliwości odpoczynku po porodzie? Ciekawe co by k
                                                    > oledzy z biura powiedzieli takiemu? ;-)

                                                    No i w niczym jej nie pomógł. Za to przy znajomych z biura ( którzy byli ich wspólnymi znajomymi, bo wszyscy studiowali na Ukrainie, zgrywał kochającego tatusia. Oczywiście po latach się wszyscy zorientowali, ale jakie to ma znaczenie dla Polaków?
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:14

                                                    >
                                                    > No i w niczym jej nie pomógł. Za to przy znajomych z biura ( którzy byli ich ws
                                                    > pólnymi znajomymi, bo wszyscy studiowali na Ukrainie, zgrywał kochającego tatus
                                                    > ia. Oczywiście po latach się wszyscy zorientowali, ale jakie to ma znaczenie dl
                                                    > a Polaków?

                                                    No.patrz, takie postawy znajdziemy w każdej nacji ;-) Oczywiście mój post był prowokujący, wiem, że ludzie wszędzie bywają podobni, chciałam przenieść sprawę nasz grunt.
                                                  • urquhart Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:49
                                                    > No i w niczym jej nie pomógł. Za to przy znajomych z biura ( którzy byli ich ws
                                                    > pólnymi znajomymi, bo wszyscy studiowali na Ukrainie, zgrywał kochającego tatus
                                                    > ia. Oczywiście po latach się wszyscy zorientowali, ale jakie to ma znaczenie dl
                                                    > a Polaków?

                                                    Zawleczka, Oczekiwanie od kogoś opieki od wieków wiąże się z oddaniem mu władzy nad sobą.
                                                    Dziś korzysta na tym socjalistyczne "opiekuńcze" państwo.

                                                    O jakiegoś czasu przecież o tym rozmawiamy że niekonserwatywnie wychowany typowy facet musi być upośledzony umysłowo lub umysł zaciemniony silnym zakochaniem żeby w dzisiejszych uwarunkowaniach pchał się do legalizacji małżeństwa która nie daje kompletnie mu nic a kosztuje bardzo dużo niesymetrycznych zobowiązań i bardzo dużo daje jego partnerce a jemu jedynie zabiera.

                                                    Owszem przyznaję jest sporo facetów o małym poczuciu wartości którzy mają strategię że ślub i dziecko że to jedyne co może związać z nimi i utrzymać przy nich w miarę atrakcyjną partnerkę która uważają że trafiła im się jak ślepej kurze ziarno ale to przecież widać wchodzi bo widać zawłaszczające i kontrolujące podejście nie wierzą że mogła by być nimi z innego powodu.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:02
                                                    "Owszem przyznaję jest sporo facetów o małym poczuciu wartości którzy mają strategię że ślub i dziecko że to jedyne co może związać z nimi i utrzymać przy nich w miarę atrakcyjną partnerkę która uważają że trafiła im się jak ślepej kurze ziarno ale to przecież widać wchodzi bo widać zawłaszczające i kontrolujące podejście nie wierzą że mogła by być nimi z innego powodu."

                                                    A Ty jestes, wychodzi mi, jednym z nich. Dobrze, ze przejrzales na oczy i teraz niesiesz kaganiec oswiaty. Niestety dla Ciebie samego juz za pozno :(
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:04
                                                    urquhart napisał:



                                                    > Owszem przyznaję jest sporo facetów o małym poczuciu wartości którzy mają strategię że ślub i dziecko że to jedyne co może związać z nimi i utrzymać przy nich w miarę atrakcyjną partnerkę która uważają że trafiła im się jak ślepej kurze ziarno ale to przecież widać wchodzi bo widać zawłaszczające i kontrolujące podejście nie wierzą że mogła by być nimi z innego powodu.
                                                    ---------------------------------
                                                    Atrakcyjne babki rzadko wiążą się z zakompleksionymi facetami o małym poczuciu własnej wartości. Mają wiele innych opcji.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:37

                                                    >
                                                    > Zawleczka, Oczekiwanie od kogoś opieki od wieków wiąże się z oddaniem mu władzy
                                                    > nad sobą.
                                                    > Dziś korzysta na tym socjalistyczne "opiekuńcze" państwo.

                                                    Władza, władzuchna się marzy, rozciągnięta na całe życie i wszystkie dziedziny za ochronę podczas ciąży, połogu i karmienia? Lubimy władzuchnę? ;-)


                                                    >
                                                    > O jakiegoś czasu przecież o tym rozmawiamy że niekonserwatywnie wychowany typow
                                                    > y facet musi być upośledzony umysłowo lub umysł zaciemniony silnym zakochaniem
                                                    > żeby w dzisiejszych uwarunkowaniach pchał się do legalizacji małżeństwa która n
                                                    > ie daje kompletnie mu nic a kosztuje bardzo dużo niesymetrycznych zobowiązań i
                                                    > bardzo dużo daje jego partnerce a jemu jedynie zabiera.

                                                    No popatrz, ja z niekonserwatywnych kręgów a małżeństwa i dzieci są. Rok temu tańczyłam na weselu takiego młodzieńca mocno niekonserwatywnego. Teraz namówił żonę na dziecko i robią, a wszyscy kibicują. A na weselu, wielkim i wesołym, przy stole, obok panny młodej siedzial jej przyjaciel ze swoim chlopakiem ;-)
                                                    Latem idę na następne takie niekonserwatywne z niekonserwatywnym młodzieńcem w roli pana młodego. Popatrz, żenią się a.władza nad małżonką im się nie marzy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:19
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > No popatrz, ja z niekonserwatywnych kręgów a małżeństwa i dzieci są. Rok temu t
                                                    > ańczyłam na weselu takiego młodzieńca mocno niekonserwatywnego. Teraz namówił ż
                                                    > onę na dziecko i robią, a wszyscy kibicują. A na weselu, wielkim i wesołym, prz
                                                    > y stole, obok panny młodej siedzial jej przyjaciel ze swoim chlopakiem ;-)
                                                    > Latem idę na następne takie niekonserwatywne z niekonserwatywnym młodzieńcem w
                                                    > roli pana młodego. Popatrz, żenią się a.władza nad małżonką im się nie marzy.

                                                    A mi kiedys powiedziala przyjaciolka (mezatka, Polka, mieszkajaca w Polsce), ze latwiej i bezpieczniej w Polsce wyjsc za maz niz dac mezowi pin do swojej karty. Wiec za szydlem malzenstwa tez sie rozgywaja rozne ukladziki, o ktorych gosc weselny ma nie wiedziec, bo po co? Dziewczyna zarabiala wiecej od meza, a maz wiedzial tylko o tym co szlo na pasek w robocie, a lewizne miala odlozona dla siebie na rachunku, do ktorego maz nie mial dostepu. Oficjalnie zarabiala bardzo malo ;-) Takze patrzac po malzenstwach prawdziwej wspolnoty nie ma prawie nigdzie juz nawet nie wspominajac, ze malo kto nie ma oddzielnych rachunkow bankowych. Czyli malzenstwo nie daje ci w praktyce takich przywilejow, jakie w prawie sa przewidziane.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:30
                                                    hello-kitt
                                                    > A mi kiedys powiedziala przyjaciolka (mezatka, Polka, mieszkajaca w Polsce), ze
                                                    > latwiej i bezpieczniej w Polsce wyjsc za maz niz dac mezowi pin do swojej kart
                                                    > y. Wiec za szydlem malzenstwa tez sie rozgywaja rozne ukladziki, o ktorych gosc
                                                    > weselny ma nie wiedziec, bo po co? Dziewczyna zarabiala wiecej od meza, a maz
                                                    > wiedzial tylko o tym co szlo na pasek w robocie, a lewizne miala odlozona dla s
                                                    > iebie na rachunku, do ktorego maz nie mial dostepu. Oficjalnie zarabiala bardzo
                                                    > malo ;-) Takze patrzac po malzenstwach prawdziwej wspolnoty nie ma prawie nigd
                                                    > zie juz nawet nie wspominajac, ze malo kto nie ma oddzielnych rachunkow bankowy
                                                    > ch. Czyli malzenstwo nie daje ci w praktyce takich przywilejow, jakie w prawie
                                                    > sa przewidziane.
                                                    >

                                                    No jasne, małżeństwo to instytucja która coś tam ułatwia, coś utrudnia, dodatkowo wiele zależy od okoliczności. Ja odniosłam się.do postu.Urqu jakoby tylko konserwatywni młodzieńcy wchodzili w trwałe związki, zenili się i mieli dzieci.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:32
                                                    Mnie sie wydaje, ze w Polsce to cala po prostu tradycja z tymi malzenstwami i slubami. Po prostu tak sie utarlo, wiekszosc tak robi, normalna kolej rzeczy. Romantycznie jest, oficjalnie potwierdzenie swojej do siebie przynaleznosci, troche dla ludzi, troche dla siebie. Wreszcie, jak katolicy, to uzyskuja oficjalne przyzwolenie na seks, bo wiadomo, ze przedmalzenskiego sie nie uprawia :) Przywileje i prawo zapewne jak dochodzi i o chodzi o jakies konktrety, sytuacje powazne, sprawy spadkoew, dlugi wspolne itd.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:59
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Mnie sie wydaje, ze w Polsce to cala po prostu tradycja z tymi malzenstwami i s
                                                    > lubami. Po prostu tak sie utarlo, wiekszosc tak robi, normalna kolej rzeczy. Ro
                                                    > mantycznie jest, oficjalnie potwierdzenie swojej do siebie przynaleznosci, troc
                                                    > he dla ludzi, troche dla siebie. Wreszcie, jak katolicy, to uzyskuja oficjalne
                                                    > przyzwolenie na seks, bo wiadomo, ze przedmalzenskiego sie nie uprawia :) Przyw
                                                    > ileje i prawo zapewne jak dochodzi i o chodzi o jakies konktrety, sytuacje powa
                                                    > zne, sprawy spadkoew, dlugi wspolne itd.


                                                    Tak jest,mieszanka tradycji i nowego. Ta para co u niej byłam na weselu tradycyjnym z parą gejów przy głównym stole, to dwudziestosiedmiolatki, duże miasto, ona w korpo, ślub tylko cywilny, mieszkali ze sobą parę lat. Wesele,.duże,.zrobili z własnej woli, bez nacisków i głównie za własną kasę. Teraz robią dzieciątko.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 15:52
                                                    urquhart napisał:
                                                    > Zawleczka, Oczekiwanie od kogoś opieki od wieków wiąże się z oddaniem mu władzy
                                                    > nad sobą.
                                                    > Dziś korzysta na tym socjalistyczne "opiekuńcze" państwo.

                                                    Myli Ci się pomoc z opieką. A nawet więcej...współtworzenie z opieką. Opieka jest długoterminową pomocą. A planowanie i realizacja projektu jakim jest dziecko, wymaga współtworzenia. Jak w projekcie...jedni robią to a drudzy tamto, wzajemnie się w tym wspierając. Oczywiście rozumiem twój punkt widzenia, który opiera się na tym że mężczyżni dzieci nie chcą- wtedy wystarczy złożyć odpowiednią deklarację. Przed seksem:))

                                                    > O jakiegoś czasu przecież o tym rozmawiamy że niekonserwatywnie wychowany typow
                                                    > y facet musi być upośledzony umysłowo lub umysł zaciemniony silnym zakochaniem
                                                    > żeby w dzisiejszych uwarunkowaniach pchał się do legalizacji małżeństwa która n
                                                    > ie daje kompletnie mu nic a kosztuje bardzo dużo niesymetrycznych zobowiązań i
                                                    > bardzo dużo daje jego partnerce a jemu jedynie zabiera.

                                                    U nas kobiet podobnie. Dlatego tylko raz popełniłam błąd i przyjęłam na siebie obowiązki żony. Jeszcze mi powiedz o tych niesymetrycznych zobowiązaniach....

                                                    > Owszem przyznaję jest sporo facetów o małym poczuciu wartości którzy mają strat
                                                    > egię że ślub i dziecko że to jedyne co może związać z nimi i utrzymać przy nich
                                                    > w miarę atrakcyjną partnerkę która uważają że trafiła im się jak ślepej kurze
                                                    > ziarno ale to przecież widać wchodzi bo widać zawłaszczające i kontrolujące pod
                                                    > ejście nie wierzą że mogła by być nimi z innego powodu.

                                                    Hehe....rozumiem że odkąd odkryłeś Cypr i Ukrainki Twoje poczucie własnej wartości poszybowało?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 21:26
                                                    "Nie wiem czy to tez mialo byc o mnie? Jesli to, to nieprawda. Zreszta jakie marne warunki, nie przesadzaj, od ponad dekady nie place za mieszkanie. Boze kto sobie moze na to pozwolic w Polsce?"

                                                    Apropos, potrzebne Ci spojrzenie z innej perspektywy niz z wlasnej, chociazby z perspektywy Twojego partnera. Nie wszystko da sie i przelicza sie w pieniadzach i na pieniadze, chociaz na upartego by sie i dalo. Nie placisz za mieszkanie, ale za to on nie sprzata, pisalas, a to bardzo duzo. Sprzataczka, syf w chalupie albo sprzatanie samemu to duzo gorsze opcje, z jego perspektywy. To po jedno. Po nastepne, chcial dziecko/rodzine z TOBA i wedzial, ze bierze cudzoziemnke. Sam mial lepszy start, byl u siebie, mial prace i byl starszy. Ty mialas duzo trudniejsza sytuacje i duzo wiecej do zrobienia, oprocz ciazy, porodu, pologu, zaczynie w nowym kraju, nauka jezyka, studia. Swiadomy czlowiek jest tego swiadomy. I on przypuszaczalnie tez jest. Wiec to nie jest tak, ze on dla Ciebie/dziecka tyyyyyllllleeee a Ty tak malutko. Nawet matka/opiekunka do dziecka byla od Ciebie. Najtanszej opcji: Au pair (opiekunce do dziecka) w domu oprocz kwaterunku i zarcia musialby placic minimum pensyjke i ewentualnie kurs jezykowy. I do tego ograniczenia czasowe pracy a babcia (Twoja matka) byla na full.
                                                    I jeszcze gdzies mu za cos splacalas dlugi.
                                                    Wiesz tu nie jest mowa o jakichs umowach czy ukaldach, my tu mamy, z zalozenia, rodzine, wspolne zycie, dziecko i do tego realne polozenie dwojki ludzi, kochajacych sie ludzi, czy chociaz sobie przychylnych, ze wspolnymi planami: dziecko i zycie razem.
                                                    Dobra, mamy tak po ktrotce omowiony Twoj przypadek :))
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 19:37
                                                    "Pamiętaj, że całe mnóstwo Polek wyjeżdżało na zachód i chciało tam zostać i mieć localsa, nawet takiego sobie, bo i tak uważały, że on jest kimś lepszym, a przecież komuś lepszemu wymagań się nie stawia, tylko akceptuje jego warunki.

                                                    A najwazniejszego nie napisalam. Nie mieszaj i nie zapominaj o czym tutaj jest mowa, mowa jest o papierku z urzedu stanu cywilnego a ten byl "normalka", standardem, zeby babka miala pozwolenie na pobyt i na prace. I o tym tutaj jest mowa.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 21:34
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A najwazniejszego nie napisalam. Nie mieszaj i nie zapominaj o czym tutaj jest
                                                    > mowa, mowa jest o papierku z urzedu stanu cywilnego a ten byl "normalka", stand
                                                    > ardem, zeby babka miala pozwolenie na pobyt i na prace. I o tym tutaj jest mowa
                                                    > .

                                                    Papierka ;-) Kag to nie zaden papierek tylko ogromne zobowazanie owocujace, ze w razie rozwodu musialby mi oddac polowe swojego ubezpieczenia emerytalnego, a to nie jest takie ubezpieczenie jak w Polsce gdzie ZUS kasa nie smierdzi, tylko za nie Holendrzy na emerturze zwiedzaja swiat, kupuja domy letnie nad Morzem Srodziemnym, dalej placic mi alimenty juz nie pamietam przez ile 12 lat czy jakos (na mnie) i oddac/splacic polowe calego swojego majatku, rowniez, bo takie jest tu prawo, rowniez zdobytego PRZED zawarciem zwiazku malzenskiego. To sa kwoty rzedu conajmniej setek tysiecy euro. I mialby to ryzykowac tylko dlatego zebym ja nie pracowala na czarno i zamiast czterech pelnych dni z dzieckiem spedzala pelne 7? To chyba bylby idiota. Powaznie. Sama bym tego nigdy, na jego miejscu, nie zrobila ani dla siebie ani dla nikogo. Nie warto, po prostu sie nie oplaca, bo zawsze nalezy zakladac mozliwosc rozstania. Wiec papierek w moich oczach to ani standard ani nie normalka. Inaczej jak sie pobieraja ludzie co nic nie maja, to moze ryzykuja tylko utrate wolnosci.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 22:18
                                                    "Papierka ;-) Kag to nie zaden papierek tylko ogromne zobowazanie owocujace, ze w razie rozwodu musialby mi oddac polowe swojego ubezpieczenia emerytalnego, a to nie jest takie ubezpieczenie jak w Polsce gdzie ZUS kasa nie smierdzi, tylko za nie Holendrzy na emerturze zwiedzaja swiat, kupuja domy letnie nad Morzem Srodziemnym, dalej placic mi alimenty juz nie pamietam przez ile 12 lat czy jakos (na mnie) i oddac/splacic polowe calego swojego majatku, rowniez, bo takie jest tu prawo, rowniez zdobytego PRZED zawarciem zwiazku malzenskiego. To sa kwoty rzedu conajmniej setek tysiecy euro. I mialby to ryzykowac tylko dlatego zebym ja nie pracowala na czarno i zamiast czterech pelnych dni z dzieckiem spedzala pelne 7? To chyba bylby idiota. Powaznie. Sama bym tego nigdy, na jego miejscu, nie zrobila ani dla siebie ani dla nikogo. Nie warto, po prostu sie nie oplaca, bo zawsze nalezy zakladac mozliwosc rozstania. Wiec papierek w moich oczach to ani standard ani nie normalka. Inaczej jak sie pobieraja ludzie co nic nie maja, to moze ryzykuja tylko utrate wolnosci."

                                                    Znam te strachy i horror scenariusze z Niemiec :) Niemniej zawieranie malzenstwa to deklaracja i zaufanie. 12 lat max placenia alimentow na partnera jest kwestia idywidualna i zalezne jest od sytuacji/zawodowej obojga. Wiec sie patrzy czy ten jeden jest potrzebujacy i musi dostac alimenty i czy ten drugi moze je zaplacic. Dla bardzo strachliwych i zasobnych jest jeszcze opcja: intercyza malzenska.
                                                    A poza tym wyjscie najlatwiejsze, wydawalo by sie: zrob se dziecko z Holenderka! :))
                                                    Ale jak znalazles cudzoziemke, ktora mimo nielegalnego pobytu i pracy na czarno chce z Toba dziecka, to tez masz szczescie!
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 23:02
                                                    Wszystko się zmienia. Syn szefa firmy w Holandii ożenił się z Polką , a jego ojciec był szczęśliwy, że zaraz zaszła w ciążę. inna Polka w CH wyszła za mojego szefa też w CH i mają już dwoje dzieci. To jest teraz cywilizowany standard, a przypadek Kitty to jakaś masakra, w której zachodni localsi traktowali Polki jako ludzi gorszego sortu, do których zero zaufania, a tylko seks i dziecko bez gwarancji bezpieczeństwa dla zapierdalającej na czarno matki.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 00:58
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Wszystko się zmienia. Syn szefa firmy w Holandii ożenił się z Polką , a jego oj
                                                    > ciec był szczęśliwy, że zaraz zaszła w ciążę. inna Polka w CH wyszła za mojego
                                                    > szefa też w CH i mają już dwoje dzieci. To jest teraz cywilizowany standard,
                                                    > a przypadek Kitty to jakaś masakra, w której zachodni localsi traktowali Polki
                                                    > jako ludzi gorszego sortu, do których zero zaufania, a tylko seks i dziecko be
                                                    > z gwarancji bezpieczeństwa dla zapierdalającej na czarno matki.

                                                    Marek dramatyzujesz. Wez zejdz na ziemie, rozejrzyj sie ile kobiet samotnie wychowuje dzieci, pracuje na pelny etat albo wiecej i musi sobie radzic i nikt sie nad nimi nie roztrzasa. Gadanie, ze moja sytuacja byla masakryczna jest krepujace w stosunku do kobiet, ktore maja naprawde ciezko, bo musza liczyc wylacznie na siebie.
                                                  • urquhart Równouprawnienie??? 17.06.17, 08:50
                                                    > Marek dramatyzujesz. Wez zejdz na ziemie, rozejrzyj sie ile kobiet samotnie wyc
                                                    > howuje dzieci, pracuje na pelny etat albo wiecej i musi sobie radzic i nikt sie
                                                    > nad nimi nie roztrzasa. Gadanie, ze moja sytuacja byla masakryczna jest krepuj
                                                    > ace w stosunku do kobiet, ktore maja naprawde ciezko, bo musza liczyc wylacznie
                                                    > na siebie.

                                                    Kitty normalnie zmasakrowałaś pełną obłudę głoszenia równouprawnienia i niezależności kobiet przez nasze aktywistki :)
                                                    Niezależność i równouprawnienie oczywiście tak, ale babka która nie korzysta z opieki i utrzymania przez faceta przy dziecku to frajerka :)
                                                    Przypominam że właśnie maju wszedł projekt UE żeby urlopy macierzyńskie skrócić do 4 miesięcy dla matki i ojca po równo bez możliwości przeniesienia na matkę jako wdrożenie idei rózwnouprawnienia...

                                                    W mojej korporacji to norma że dyrektorki wracały do pracy po 2-3 tygodniach po porodzie. Inaczej nie mogłyby konkurować skutecznie z facetami i nie jest to nic dziwnego.

                                                    niezalezna.pl/98938-unia-dobiera-sie-do-polskich-rodzin-urlop-macierzynski-zagrozony
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 10:02
                                                    urquhart napisał:
                                                    > W mojej korporacji to norma że dyrektorki wracały do pracy po 2-3 tygodniach po
                                                    > porodzie.

                                                    Te najbardziej zajadłe harpagony wracały po 2-3 dniach, ciągnąć za sobą w zębach łożysko, warcząc, tocząc pianę z pyska i miotając wokół wściekłymi, testosteronowymi spojrzeniami :D
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 10:07

                                                    > Kitty normalnie zmasakrowałaś pełną obłudę głoszenia równouprawnienia i niezale
                                                    > żności kobiet przez nasze aktywistki :)
                                                    > Niezależność i równouprawnienie oczywiście tak, ale babka która nie korzysta z
                                                    > opieki i utrzymania przez faceta przy dziecku to frajerka :)
                                                    > Przypominam że właśnie maju wszedł projekt UE żeby urlopy macierzyńskie skrócić
                                                    > do 4 miesięcy dla matki i ojca po równo bez możliwości przeniesienia na matkę
                                                    > jako wdrożenie idei rózwnouprawnienia...
                                                    >
                                                    > W mojej korporacji to norma że dyrektorki wracały do pracy po 2-3 tygodniach po
                                                    > porodzie. Inaczej nie mogłyby konkurować skutecznie z facetami i nie jest to n
                                                    > ic dziwnego.

                                                    Tak się zastanawiałam kiedy trzeba będzie przypomnieć ci, że połóg trwa 6 tygodni ;-) Jednej macica wróci na miejsce wcześniej, drugiiej później, ale kilka tygodni okresu ochronnego się należy. Madzi Środa też wróciła do trzygodzinnej pracy w przytulnym pokoiku na uczelni 2 tygodnie po porodzie i pierdoliła, że bardzo jej z tym dobrze byli i urlopy macierzyńskie to one tak niekoniecznie takie niezbędne są, za co ją mało nie zjadły kobiety świadome tego,.że nie każda praca od fizycznej strony polega na siedzeniu 3 godziny. Kitty szła na lajtowe 3 godzinki siedzenia na poduszce?
                                                    A propos równouprawnienia tak jak ty je rozumiesz: może zrezygnujemy z leczenia prostaty, bo większa część narodu jej nie ma, więc niech nie marudzimniejszość tylko się dostosuje do standardów ;-)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 10:21
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Tak się zastanawiałam kiedy trzeba będzie przypomnieć ci, że połóg trwa 6 tygod
                                                    > ni ;-) Jednej macica wróci na miejsce wcześniej, drugiiej później, ale kilka ty
                                                    > godni okresu ochronnego się należy.

                                                    Rozejrzyj się Andzia. Kobiety pracujące na cały etat na tym forum nazywa się "żyjącymi na koszt faceta", bo Pan jest przymuszany prawem do współuczestniczenia w finansowaniu wspólnego potomka. Dla innego niezależność to kompletny brak wymagań. Następny uważa że zdradzana żona powinna mieć honor i empatię i nie robić scen, ale może nawet wspomóc i wesprzeć. I Ty oczekujesz pomocy od takich indywiduów w sytuacji gdy 9 miesięcy nosiłaś w sobie małego pasożyta po czym go wydaliłaś siłami natury? Przecież pisali...zgodzili się żebyś sobie to zrobiła.

                                                    Madzi Środa też wróciła do trzygodzinnej pr
                                                    > acy w przytulnym pokoiku na uczelni 2 tygodnie po porodzie i pierdoliła, że bar
                                                    > dzo jej z tym dobrze byli i urlopy macierzyńskie to one tak niekoniecznie takie
                                                    > niezbędne są, za co ją mało nie zjadły kobiety świadome tego,.że nie każda pra
                                                    > ca od fizycznej strony polega na siedzeniu 3 godziny. Kitty szła na lajtowe 3 g
                                                    > odzinki siedzenia na poduszce?

                                                    Bo panowie nie umieją czytać w kontekście. Że to wracanie zaraz po porodzie do pracy, ten płaski brzuszek i super wygląd kosztują. Nianie, sprzątaczki, kosmetyczki, trenerzy.

                                                    > A propos równouprawnienia tak jak ty je rozumiesz: może zrezygnujemy z leczenia
                                                    > prostaty, bo większa część narodu jej nie ma, więc niech nie marudzimniejszość
                                                    > tylko się dostosuje do standardów ;-)

                                                    Równouprawnienie to darmowe, stałe i niezbywalne prawo do cip ładnych kobiet.
                                                  • urquhart Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 10:56
                                                    zawle napisała:
                                                    > Równouprawnienie to darmowe, stałe i niezbywalne prawo do cip ładnych kobiet.

                                                    A potem płacz ze faceci przestawiają się na porno gdzie takie nielimitowane prawo do ładnych cip jest już od dawna dla każdego :)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 15:56
                                                    urquhart napisał:
                                                    > A potem płacz ze faceci przestawiają się na porno gdzie takie nielimitowane pra
                                                    > wo do ładnych cip jest już od dawna dla każdego :)

                                                    ja nie płaczę....
                                                    Opady atomowe niech kanalizuje porno.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 17:34
                                                    urquhart napisał:
                                                    > A potem płacz ze faceci przestawiają się na porno gdzie takie nielimitowane pra
                                                    > wo do ładnych cip jest już od dawna dla każdego :)


                                                    O i znow zenada. Jakie prawo, do jakich "cip"? Przeciez oni konia wala do ekranu, no ludzie :)
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 17:45
                                                    kag73 napisała:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    > > A potem płacz ze faceci przestawiają się na porno gdzie takie nielimitowa
                                                    > ne pra
                                                    > > wo do ładnych cip jest już od dawna dla każdego :)
                                                    >
                                                    >
                                                    > O i znow zenada. Jakie prawo, do jakich "cip"? Przeciez oni konia wala do ekran
                                                    > u, no ludzie :)


                                                    Ano żenada. Faceci uzależnieni od porno zazwyczaj już wchodzą w dorosłe życie z tym uzależnieniem lub z jakimś psychicznym deficytem bardzo predysponującym do pornouzależnienia. Vide mąż Glam i tej z.długim nickiem z girl na końcu. Więc jak mówi Zawle odpady poatomowe niech się spokojnie kanalizują w porno, pożytku z nich i tak nie ma na dłuższą metę. Jedyne co można zrobić dla przyszłych pokoleń to odciąć bardzo młodych chłopaków od netu, ale to niewykonalne.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 18:19
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Ano żenada. Faceci uzależnieni od porno zazwyczaj już wchodzą w dorosłe życie z
                                                    > tym uzależnieniem lub z jakimś psychicznym deficytem bardzo predysponującym do
                                                    > pornouzależnienia. Vide mąż Glam i tej z.długim nickiem z girl na końcu. Więc
                                                    > jak mówi Zawle odpady poatomowe niech się spokojnie kanalizują w porno, pożytku
                                                    > z nich i tak nie ma na dłuższą metę. Jedyne co można zrobić dla przyszłych pok
                                                    > oleń to odciąć bardzo młodych chłopaków od netu, ale to niewykonalne.

                                                    Twierdzisz, że mąż Glam i tej z nieprzeciętnym nickiem są uzależnieni od porno?
                                                    A na jakiej podstawie tak sadzisz?
                                                    Czy raczej, jak mawia Mabelle, wolą uciec w ręczne robótki niż dawać dupy, ups sorry, dawać kutasa.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:08
                                                    Gwoli scislosci kazdy facet wali do porno nawet jak ma seks. Tak mysle o tej definicji odpadu atomowego meskiego i wynika mi z niej, ze najwiekszym odpadem atomowym forum jest Proteinowy, bo wali/walil na pelny etat. Naprawde tak myslicie?
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:24
                                                    "Gwoli scislosci kazdy facet wali do porno nawet jak ma seks. Tak mysle o tej definicji odpadu atomowego meskiego i wynika mi z niej, ze najwiekszym odpadem atomowym forum jest Proteinowy, bo wali/walil na pelny etat. Naprawde tak myslicie?"

                                                    Mnie tam nic do tego niech se kazdy wali do porno ile chce, ale robic z tego "nielimitowany dostep" czy "prawo do ladnych cip" to jest smiech na sali, dla mie. Bo fakty sa faktami. Oni tam nie maja zadnej cipy tylko ekran komputera i wlasna grabie.
                                                    Inna rzecz, ze tu mowa o tych, ktorzy zamiast seksu w realu z realna osoba wala konia do porno.
                                                    A to nie jest jednak ideal kochanka o jakim marza kobiety i ktoremu zazdroszcza mezczyzni :)
                                                    Proteinowy jakby nie bylo spelnial obowiazki malzenskie i dostaraczal zonie regularych orgazmow :)
                                                    I jak na razie koniobijca/walikon ma znaczenie pejoratywne, w niektorych jezykach nawet uzywa sie go, zeby kogos obrazic, Niemcy mowia: "Wichser" a Angole "wanker" albo "jerk" i to po prostu oznacza "loser" i palant albo tez samolub, egoista.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 05:34
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Mnie tam nic do tego niech se kazdy wali do porno ile chce, ale robic z tego "n
                                                    > ielimitowany dostep" czy "prawo do ladnych cip" to jest smiech na sali, dla mie
                                                    > . Bo fakty sa faktami. Oni tam nie maja zadnej cipy tylko ekran komputera i wla
                                                    > sna grabie.

                                                    Czytaj uważnie kag. W porno facet ma niograniczony dostęp do wielu cip i pełną nad tym władzę. Taka cipa nic od niego nie chce, nawet żeby miał odrobinę inwencji i zaproponował zmianę pozycji. Czy ona go za to oceni? Albo karze minetę sobie robić? Albo dzieciaka przypilnować? Może ją mieć o każdej porze dnia i nocy- przewidywalną, napaloną, bierną. Relacja idealna. I najważniejsze...niewymagająca.

                                                    > Proteinowy jakby nie bylo spelnial obowiazki malzenskie i dostaraczal zonie reg
                                                    > ularych orgazmow :)

                                                    Tyle wiemy o proteinowym ile sam powiedział. Kłamie żonę, siebie, dlaczego miałby nas nie kłamać?

                                                    > I jak na razie koniobijca/walikon ma znaczenie pejoratywne, w niektorych jezyka
                                                    > ch nawet uzywa sie go, zeby kogos obrazic, Niemcy mowia: "Wichser" a Angole "wa
                                                    > nker" albo "jerk" i to po prostu oznacza "loser" i palant albo tez samolub, ego
                                                    > ista.

                                                    Mówią, mówią z potem odpalają kompa.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:28
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Gwoli scislosci kazdy facet wali do porno nawet jak ma seks. Tak mysle o tej de
                                                    > finicji odpadu atomowego meskiego i wynika mi z niej, ze najwiekszym odpadem at
                                                    > omowym forum jest Proteinowy, bo wali/walil na pelny etat. Naprawde tak myslici
                                                    > e?

                                                    Ucieczka w porno/ walenie konia dobrze obrazuje jak sporo osob wiaze seks ze sfera emocjonalna, z czym niektorzy najwyrazniej nie chca sie pogodzic. Majac do wyboru seks z wrogiem/ nie czujac sie bezpiecznie/bedac pod presja/ znoszac ponizenie latwiej sie wylogowac do swojego autoerotycznego swiata. Czesto taka jest wlasnie prawda.
                                                    Czy walenie konia pod porno jest lepsze? Oczywiscie, ze nie, ale jest lepsza alternatywa dla tych ktorzy na pierwszym miejscu stawiaja bliskosc, intymnosc i zaufanie, a dopiero na drugim rozladowanie seksualnego napiecia.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:35

                                                    >
                                                    > Ucieczka w porno/ walenie konia dobrze obrazuje jak sporo osob wiaze seks ze sf
                                                    > era emocjonalna, z czym niektorzy najwyrazniej nie chca sie pogodzic. Majac do
                                                    > wyboru seks z wrogiem/ nie czujac sie bezpiecznie/bedac pod presja/ znoszac pon
                                                    > izenie latwiej sie wylogowac do swojego autoerotycznego swiata. Czesto taka jes
                                                    > t wlasnie prawda.
                                                    > Czy walenie konia pod porno jest lepsze? Oczywiscie, ze nie, ale jest lepsza al
                                                    > ternatywa dla tych ktorzy na pierwszym miejscu stawiaja bliskosc, intymnosc i z
                                                    > aufanie, a dopiero na drugim rozladowanie seksualnego napiecia.

                                                    Albo alternatywa dla tych,.którzy seksu nie wiążą z bliskością tylko z migającymi obrazkami i spuszczejiem z krzyża.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:41
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Albo alternatywa dla tych,.którzy seksu nie wiążą z bliskością tylko z migający
                                                    > mi obrazkami i spuszczejiem z krzyża.

                                                    Pobozne zyczenie wszystkich tych, ktorym nie miesci sie w pale, ze druga strona pogardzila ich zajebistoscia. Bo przeciez, ze sa zajebisci to widac, slychac i czuc.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:36
                                                    "Czy walenie konia pod porno jest lepsze? Oczywiscie, ze nie, ale jest lepsza alternatywa dla tych ktorzy na pierwszym miejscu stawiaja bliskosc, intymnosc i zaufanie, a dopiero na drugim rozladowanie seksualnego napiecia."

                                                    Tak, bo chociaz maja seks z osoba, ktora kochaja, ze samym soba :)
                                                    Hmm, jest to alternatywa najprostsza do zrealizowania, moim zdaniem, stad tak popularna.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 06:37

                                                    mabelle2000 napisała: ale jest lepsza al
                                                    > ternatywa dla tych ktorzy na pierwszym miejscu stawiaja bliskosc, intymnosc i z
                                                    > aufanie, a dopiero na drugim rozladowanie seksualnego napiecia.

                                                    I najlepsza dla tych którzy w żadną relację wejść nie mogą/nie potrafią.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 05:28
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Gwoli scislosci kazdy facet wali do porno nawet jak ma seks. Tak mysle o tej de
                                                    > finicji odpadu atomowego meskiego i wynika mi z niej, ze najwiekszym odpadem at
                                                    > omowym forum jest Proteinowy, bo wali/walil na pelny etat. Naprawde tak myslici
                                                    > e?

                                                    I znowu sama wracasz do proteinowego, a potem..zostawcie to....
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:07
                                                    zawle napisała:

                                                    > I znowu sama wracasz do proteinowego, a potem..zostawcie to....

                                                    Wylacznie jako przyklad, bo cos tu z tym waleniem jest nie tak, bo z jednej strony mamy walkionia, ktory jest ok, a z drugiej walikonia, ktory jest nie ok. No o jak? To moze nie o to walenie konia w ogole chodzi w ocenie.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:15
                                                    Ja nie chciałabym być ani na miejscu jego ani jego żony. Gdzie to ok?
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:33
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ja nie chciałabym być ani na miejscu jego ani jego żony. Gdzie to ok?

                                                    Ale z powodu walenia konia czy ze klamie? Czy ze klamie, ze nie wali, a wali? :) Juz sie zgubilam. W ogole to zroumialam, ze on jest ok (z tego watku).
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:19
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Wylacznie jako przyklad, bo cos tu z tym waleniem jest nie tak, bo z jednej str
                                                    > ony mamy walkionia, ktory jest ok, a z drugiej walikonia, ktory jest nie ok. No
                                                    > o jak? To moze nie o to walenie konia w ogole chodzi w ocenie.

                                                    Jak ktos wali konia to nie ma nad nim kontroli ;-) Przeciez to oburzajace ! A jakie niesmaczne, fuj :-D
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:22
                                                    Czyżbyś twierdziła że dawanie dupy facetowi to kontrolowanie go?
                                                  • proteinawy Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 13:47
                                                    > Czyżbyś twierdziła że dawanie dupy facetowi to kontrolowanie go?

                                                    Wulgarne uproszczanie i nie mowie o słownictwie. No ale to Twoj styl, moze czai sie za nim subtelny intelektualista stymulujący nasze neurony i dusze w ten sposób.

                                                    Wszystko niżej - subiektywne.

                                                    Wróćmy do podstaw: na tym forum najwiecej jest jęków ze seks nie jest "dobry". Dla mnie różnica miedzy dobrym a niedobrym seksem sprowadza sie do końcowego poczucia szczęścia po fakcie. Duży, bardzo duży komponent tego szczęścia to rodzaj poczucia harmonii z ta a nie inna kobieta. Pisze niejasno "harmonii" bo kazdy bardziej konkretny przymiotnik jest niekompletny.

                                                    To jest tez ten moment w którym na twarz wypełza mi wyraz ktory Ciebie i Kitty zniesmacza. Ciele. Żadna z Was nie jest tu jakas nietypowa, podpytuje okrężnie znajome dzieciate mężatki i maja tak samo. W cenie jest typ Twojego bieżącego partnera - ładnie wyposażony przez naturę egzemplarz, ktory mało mowi, duzo słucha, dobrze rucha. I jeszcze jest użyteczny poza tym, ale nie tak żebyś przez moment poczuła ze od niego zalezysz. Mamy juz "kagizm" korci mnie zeby zaczac promować "woncizm", tu by spasował.

                                                    Najśmieszniejsze jest ze moja zona moze taka nie być, ale przy niej twarz "ciele" sie nie pojawia. Jest tylko "wół". Wiec sie nie dowiemy.

                                                    Brak możliwości bycia soba w seksie jest czymś zasadniczo obniżającym atrakcyjność tej czynności. Techniczne tricki nie zmieniają nic. Właściwie czesto zmieniają na niekorzyść. Siłka i spartakiada.

                                                    I teraz nie wiem, czy umiem dobrze odczytać to co pisze Mabelle, ale dla mnie ona podciąga pod seks tak rozbieg jak i te momenty absolutnego roztopienia sie z sobie po. Wierze w jej maratony, bo w sprzyjających warunkach po-penetracyjna czułość płynnie przechodzi w rosnące mrowienie "przed" i faktycznie człowiek może zaczac zawalać sen, robotę, jedzenie. Iilosc tej po-penetracyjnej czułości jest u mnie wyznacznikiem poziomu zakochania.

                                                    Dla kontrastu: kiedy sie ściga jakies egzoszkieletowe korpo suki, albo walące ślubnego w rogi zołzy - pogoń jest przepiękna, technika a zwłaszcza wydolność samego aktu (siłka i spartakiada) czesto lepsza - ale samo-obrzydzenie po dławi. Jakbym sie chciał bawić w chrześcijańskiego moralistę to to obrzydzenie po nieuczciwym seksie nazwałbym cudzołóstwem. Niekoniecznie fakt łamania przysięgi małżeńskiej. Ciekawi ludzie, ci moraliści. Od czasu do czasu trafiają na cos prawdziwszego niz język moze wyrazić, próbują to skodyfikować tylko po to, zeby pozniej obserwować jak system przerabia te wysiłki w opresję. A anty-system zaprzecza istnieniu moralności. I tak do usranej śmierci, szlag by to trafił.

                                                    I jeszcze jedna dygresja, zeby nie zaśmiecać forum osobnymi wpisami: poród. Mam nadzieje ze Ninek juz odpuściła ten tekst bo by teraz rzuciła pawika. Te rzeczy ktore Urqu opisuje jako koktajle hormonów - sa od strony odbierającego ich działanie jeszcze bardziej wieziotworcze od seksu. Pierwszy poród (wpadka) to był szok i rzeźnia. Drugi, planowany i oczekiwany: dalej rzeźnia ale pierwszy raz w życiu doświadczyłem impulsu bezwarunkowej koniecznosci ochrony obojga.

                                                    Nigdy nie doświadczyłem seksu z kims kogo kocham i nigdy nie byłem przy porodzie z kims takim. Nie dziwie sie ze ludzie sie rozwodzą goniąc za tym. To szklanka do połowy pusta. A druga, pełna połowa jest taka, ze dobrze jest w życiu spotkać kogos bliskiego i uczciwego. Nie dziwie sie ze ludzie sie _nie_ rozwodzą chroniąc choć tyle.

                                                    A skoro wylałem tyle patosu to dla rozluźnienia skeczyk okołoporodowy (obawiam sie ze mogłem juz wrzucać, bo podoba mi sie od lat): youtu.be/q9FaBkl32ZU
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 14:49
                                                    "Nigdy nie doświadczyłem seksu z kims kogo kocham i nigdy nie byłem przy porodzie z kims takim. Nie dziwie sie ze ludzie sie rozwodzą goniąc za tym. To szklanka do połowy pusta. A druga, pełna połowa jest taka, ze dobrze jest w życiu spotkać kogos bliskiego i uczciwego. Nie dziwie sie ze ludzie sie _nie_ rozwodzą chroniąc choć tyle."

                                                    Bardzo dobrze rozumiem o co Ci chodzi. Pomijam, ze Ty moze kochasz, ale o tym nie wiesz :) A z kolei innym sie wydaje, ze kochaja, ale wcale na to nie wyglada :)
                                                    No i gratuluje, bo zrozumialam, ze jest bobas! Chlopiec czy dziewczynka? Niech sie dobrze chowa (przed kim?) i cieszy!
                                                  • proteinawy Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:38
                                                    > No i gratuluje, bo zrozumialam, ze jest bobas! Chlopiec czy dziewczynka? Niech sie dobrze chowa (przed kim?) i cieszy!

                                                    Dzieki, dziewczynka i wzajemnie!
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:41
                                                    "Dzieki, dziewczynka..."

                                                    Szczesciarz! Masz parke! Jk bym miala dziewcznyke to juz bym byla dawno wypstykana z kasy, tyle jest slodkich ciuszkow i innych takich dla dziewcznek :)
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:49
                                                    kag73 napisała
                                                    >k bym miala dziewcznyke to juz bym byla dawno wypstykana z kasy, tyle jest slodkich ciuszkow i innych takich dla dziewcznek :)<

                                                    Stroiłabyś ją jak księżniczkę? Albo robiłabyś z niej taką starą maleńką, jak to się nieraz widzi? Ee, no weź ;)
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:54
                                                    "Stroiłabyś ją jak księżniczkę? Albo robiłabyś z niej taką starą maleńką, jak to się nieraz widzi? Ee, no weź ;)"

                                                    Zaleznie od nastroju i znalezionych egzemlarzy, nie wiem tez co to "stara malenka", ale opcji bym znalazla sporo. No i wlasnie stroilabym ja jakby sie dalo i jak dlugo by pozwalala :)
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:43
                                                    proteinawy napisał(a):

                                                    > > No i gratuluje, bo zrozumialam, ze jest bobas! Chlopiec czy dziewczynka? Niech sie dobrze chowa (przed kim?) i cieszy!
                                                    >
                                                    > Dzieki, dziewczynka i wzajemnie!
                                                    ------------------
                                                    No i super. Dziewczynki zawsze kochają swoich tatusiów i sa takie słodkie :)
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:44
                                                    "No i super. Dziewczynki zawsze kochają swoich tatusiów i sa takie słodkie :)"

                                                    Ze nie wspomne o tatusiach zwariowanych na punkcie ich dziewczynek :)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:57
                                                    proteinawy napisał(a):

                                                    > Dzieki, dziewczynka i wzajemnie!

                                                    A jak wskazujacy i serdeczny? ;-) Pytam, bo ja mam dwie "meskopalczaste" i kocham na zaboj ;-))
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:59
                                                    "A jak wskazujacy i serdeczny? ;-) Pytam, bo ja mam dwie "meskopalczaste" i kocham na zaboj ;-))

                                                    Zaloze sie, ze jak by byly "kobiecopalczaste" tez bys kochala na zaboj :)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 16:01
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Zaloze sie, ze jak by byly "kobiecopalczaste" tez bys kochala na zaboj :)

                                                    Kochala na pewno, tylko o czym bysmy rozmawialy? ;-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 16:36
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Kochala na pewno, tylko o czym bysmy rozmawialy? ;-)

                                                    A ja mam matke meskopalczasta, a nie mam o czym z nia gadac. Poza tym on w to 'nie wierzy', a zadajac mu takie pytanie degradujesz sie w jego oczach (strzelam), bo to takie urquowskie zabobony, pseudonauka czy jakas inna chujnia do wysmiania.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 16:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A ja mam matke meskopalczasta, a nie mam o czym z nia gadac. Poza tym on w to '
                                                    > nie wierzy', a zadajac mu takie pytanie degradujesz sie w jego oczach (strzelam
                                                    > ), bo to takie urquowskie zabobony, pseudonauka czy jakas inna chujnia do wysmi
                                                    > ania.

                                                    Kitka, czy Ty sie na zartach nie znasz? :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 17:29
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Kitka, czy Ty sie na zartach nie znasz? :-)

                                                    Najwyrazniej nie ale wiesz co to moze naucz mnie na tym przykladzie co dokladnie bylo zartem i czy jak bylo zartem tzn ze bylo nieprawda? I co dokladnie chcialas przekazac wybierajac zart?
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 17:32
                                                    I jeszcze: z kogo lub z czego sie w tym zarcie smialas?

                                                    (to nie sa napastliwe pytania ale ja naprawde nie zauwazylam tu zartu wiec moze lepiej przecwiczyc to na przyszlosc) I czy to prawda, ze w kazdym zarcie jest odrobina prawdy? No dobra omow zart na tym przykladzie.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 17:41
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Najwyrazniej nie ale wiesz co to moze naucz mnie na tym przykladzie co dokladni
                                                    > e bylo zartem i czy jak bylo zartem tzn ze bylo nieprawda? I co dokladnie chcia
                                                    > las przekazac wybierajac zart?

                                                    No a kto wierzy w ogole w " meskosc" kobiecego mozgu, no pomysl:-) Skoro mozg nalezy do kobiety, to jest kobiecy, zadna dlugosc palcow tego nie zmieni. Predyspozycje tez pewnie dziedziczymy, dlatego zyczylam Proteinowemu " meskopalczastej" corki, a nie " kobiecopalczastej", w sensie, ze lepiej sie gada z wlasna corka o mechanice, niz o makijazu. Przynajmniej mnie sie to wydaje bardziej interesujace, a Proteinowy jest informatykiem z tego co wiem. Ale moze strzelilam pudlo, bo on bedzie wolal corke slodka i niezaradna, i bedzie kupowal jej lalki, zamiast samochodow i wiertarek. Tak czy tak, na zywca, to moglibysmy sie wprosic do niego na pepkowe, a wirtualnie to tylko zyczyc, zeby coreczka zdrowo rosla :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 18:39
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > No a kto wierzy w ogole w " meskosc" kobiecego mozgu, no pomysl:-) Skoro mozg n
                                                    > alezy do kobiety, to jest kobiecy, zadna dlugosc palcow tego nie zmieni. Predys
                                                    > pozycje tez pewnie dziedziczymy, dlatego zyczylam Proteinowemu " meskopalczaste
                                                    > j" corki, a nie " kobiecopalczastej", w sensie, ze lepiej sie gada z wlasna cor
                                                    > ka o mechanice, niz o makijazu.

                                                    Dzieki za wytlumaczenie. W zyciu bym na to nie wpadla przeczytawszy Twoj zart.
                                                    A wracajac do relacji z rodzicami, to ja bym sobie zyczyla zeby matka mnie nauczyla chociazby gotowac czyli wystarczy uczyc tylko tyle, co sama potrafila zrobic, nauka makijazu tez bylaby ok, w koncu i jedzenie i makijaz sa niezbedne, no ale ona zawsze twierdzila, ze ja to umiem w kuchni tylko napaprac, a ona wszysto zrobi szybciej i czysciej, no to ja sobie skonczylam szkole gastronomiczna, a ona teraz spedza samotnie starosc. Takze niezaleznie od zainteresowan zawsze jest cos wartosciowego do przekazania, chocby nie z naszej dziedziny wiedzy.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 18:48
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Takze niezaleznie od zainteresowan zawsze
                                                    > jest cos wartosciowego do przekazania, chocby nie z naszej dziedziny wiedzy.

                                                    Oczywiscie ze tak. Poza tym niektorym sprawia radosc poznawania swiata plci przeciwnej i na to sa bardzo otwarci. Jedni ciesza sie wiec z podobienstw, inni z roznic:-)
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 19:20
                                                    hello - kitty 2 napisała
                                                    >A wracajac do relacji z rodzicami, to ja bym sobie zyczyla zeby matka mnie nauczyla chociazby gotowac czyli wystarczy uczyc tylko tyle, co sama potrafila zrobic, nauka makijazu tez bylaby ok, w koncu i jedzenie i makijaz sa niezbedne, no ale ona zawsze twierdzila, ze ja to umiem w kuchni tylko napaprac, a ona wszysto zrobi szybciej i czysciej, no to ja sobie skonczylam szkole gastronomiczna, a ona teraz spedza samotnie starosc. Takze niezaleznie od zainteresowan zawsze jest cos wartosciowego do przekazania, chocby nie z naszej dziedziny wiedzy.<

                                                    Mnie matka uczyła i babcia, w wieku 6 lat ugotowalam swój pierwszy krupnik, potem, dopóki byłam w domu to obieralam warzywa i wrzucałam do garnka, one przyklaskiwały, mówiąc że tak właśnie trzeba, no i co z tego? Raczej nic, do dziś nienawidzę gotować i wymyślać co by tu zrobić na obiad, u mnie prawie od zawsze było( ze strony męża), że moja matka zrobiłaby to lepiej, teraz już po problemie, bo nie muszę trafiać w niczyj gust ;).
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 00:30
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Mnie matka uczyła i babcia, w wieku 6 lat ugotowalam swój pierwszy krupnik, pot
                                                    > em, dopóki byłam w domu to obieralam warzywa i wrzucałam do garnka, one przykla
                                                    > skiwały, mówiąc że tak właśnie trzeba, no i co z tego? Raczej nic, do dziś nien
                                                    > awidzę gotować i wymyślać co by tu zrobić na obiad, u mnie prawie od zawsze był
                                                    > o( ze strony męża), że moja matka zrobiłaby to lepiej, teraz już po problemie,
                                                    > bo nie muszę trafiać w niczyj gust ;).

                                                    My z Mabelle rozmawiamy co wartosciowego mozna nauczyc sie od rodzicow i jak to przeklada sie na pozniejsze relacje. Z czego mozna wysnuc wniosek, ze umiejetnosc gotowania jest dla mnie wartoscia. A ze dla Ciebie nie jest to co to ma do rzeczy? Zmienia mi wartosci w zyciu? Wplywa mi na relacje z matka? Znosi wniosek, ze mozna sie od rodzicow czegos waznego dla nas nauczyc? I ze moze to byc jakas podstawa do pozniejszej dobrej relacji, wspolnych tematow? No chyba jednak nie.
                                                  • proteinawy Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 20:18
                                                    Nie wiem, nie sprawdzałem, nie znam tez jeszcze jej znaku zodiaku ani nie wiem czy ten rok jest rokiem świni w kalendarzu chasydów chazarskich ;)

                                                    Sam mam paluchy jak młody aryjczyk, sorry testosteronowiec, a charakter jaki jest sama widzisz. Tak ze niech sobie mała zajmuje jaka chce pozycje w tym całym spektrum - u mnie ma zaklepane wsparcie.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 22:58
                                                    proteinawy napisał(a):
                                                    > Dzieki, dziewczynka

                                                    Nie przestawaj! :D
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 14:51
                                                    Fajnie, że już jest po i wszystko poszło dobrze. Teraz tylko powodzenia i wytrwałości na najbliższe miesiące i lata! młody ojcze :)
                                                  • proteinawy Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:37
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Fajnie, że już jest po i wszystko poszło dobrze. Teraz tylko powodzenia i wytrw
                                                    > ałości na najbliższe miesiące i lata! młody ojcze :)

                                                    Dzieki, doceniam i wzajemnie.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:25
                                                    proteinawy napisał(a):

                                                    > I teraz nie wiem, czy umiem dobrze odczytać to co pisze Mabelle, ale dla mnie o
                                                    > na podciąga pod seks tak rozbieg jak i te momenty absolutnego roztopienia sie z
                                                    > sobie po. Wierze w jej maratony, bo w sprzyjających warunkach po-penetracyjna
                                                    > czułość płynnie przechodzi w rosnące mrowienie "przed" i faktycznie człowiek mo
                                                    > że zaczac zawalać sen, robotę, jedzenie. Iilosc tej po-penetracyjnej czułości j
                                                    > est u mnie wyznacznikiem poziomu zakochania.

                                                    No bo to jest tak, ze nic innego po prostu dla mnie nie ma sensu...

                                                    > Nigdy nie doświadczyłem seksu z kims kogo kocham i nigdy nie byłem przy porodzi
                                                    > e z kims takim. Nie dziwie sie ze ludzie sie rozwodzą goniąc za tym. To szklank
                                                    > a do połowy pusta. A druga, pełna połowa jest taka, ze dobrze jest w życiu spot
                                                    > kać kogos bliskiego i uczciwego. Nie dziwie sie ze ludzie sie _nie_ rozwodzą ch
                                                    > roniąc choć tyle.

                                                    Przesylam Ci wiec cala moja sympatie Proteinowy. Niech Ci to Nowe Zycie pieknie sie rozwija :-*

                                                  • proteinawy Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:33
                                                    > Przesylam Ci wiec cala moja sympatie Proteinowy. Niech Ci to Nowe Zycie pieknie sie rozwija :-*

                                                    Dzieki i wzajemnie.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 16:36
                                                    proteinawy napisał
                                                    >Dla mnie różnica miedzy dobrym a niedobrym seksem sprowadza sie do końcowego poczucia szczęścia po fakcie. Duży, bardzo duży komponent tego szczęścia to rodzaj poczucia harmonii z ta a nie inna kobieta. Pisze niejasno "harmonii" bo kazdy bardziej konkretny przymiotnik jest niekompletny.

                                                    To jest tez ten moment w którym na twarz wypełza mi wyraz ktory Ciebie i Kitty zniesmacza. Ciele<

                                                    Kobiet też to dotyczy, poczucie, żeby móc te chwile bliskości i erotycznego spełnienia przeciągnąć w nieskończoność.

                                                    >. Żadna z Was nie jest tu jakas nietypowa, podpytuje okrężnie znajome dzieciate mężatki i maja tak samo. W cenie jest typ Twojego bieżącego partnera - ładnie wyposażony przez naturę egzemplarz, ktory mało mowi, duzo słucha, dobrze rucha. I jeszcze jest użyteczny poza tym, ale nie tak żebyś przez moment poczuła ze od niego zalezysz. <

                                                    To takie stereotypowe spojrzenie, z którego mało co wynika, a już na pewno zespół cech, które wymieniłeś nie dla każdej kobiety jest tym czymś, czego szuka i oczekuje od mężczyzny.


                                                    I> teraz nie wiem, czy umiem dobrze odczytać to co pisze Mabelle, ale dla mnie ona podciąga pod seks tak rozbieg jak i te momenty absolutnego roztopienia sie z sobie po. Wierze w jej maratony, bo w sprzyjających warunkach po-penetracyjna czułość płynnie przechodzi w rosnące mrowienie "przed" i faktycznie człowiek może zaczac zawalać sen, robotę, jedzenie. Iilosc tej po-penetracyjnej czułości jest u mnie wyznacznikiem poziomu zakochania <

                                                    Dokładnie o to chodzi, o tę możliwość roztopienia się w sobie, oddania się, zatracenia zarówno przed, po i w trakcie, bez względu na to, co się zdarzy i jak dalej potoczy. To, że myśli kierujesz ku niemu, a ciało wciąż czeka na te chwile bliskości i rozkoszy, które będą możliwe dzięki niemu. To niezaprzeczalna wartość bycia z kimś tym w relacji.

                                                    >Nigdy nie doświadczyłem seksu z kims kogo kocham i nigdy nie byłem przy porodzie z kims takim. Nie dziwie sie ze ludzie sie rozwodzą goniąc za tym. To szklanka do połowy pusta. A druga, pełna połowa jest taka, ze dobrze jest w życiu spotkać kogos bliskiego i uczciwego. Nie dziwie sie ze ludzie sie _nie_ rozwodzą chroniąc choć tyle. <

                                                    To o czym piszesz i czego doświadczyłeś ze swoją żoną w tych również chwilach,gdy rodzi się nowe życie i sposób, w jaki to opisujesz to właśnie miłość, więź, bliskość, zrozumienie i wsparcie.Nie każdy i każda może doświadczyć takich uczuć,również w takim szczególnym i jednak dość trudnym momencie. Wiem o czym mówię, bo ja właśnie w takiej chwili spotkałam się z odrzuceniem i obojętnością, co oczywiście musiało pozostawić zadrę w środku i miało duży wpływ na późniejsze coraz gorsze relacje, aż do całkowitego ich zakończenia,po latach i zbyt późno, przyznaję, ale kto nie popełnia błędów.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 17:38
                                                    proteinaw
                                                    >
                                                    > I teraz nie wiem, czy umiem dobrze odczytać to co pisze Mabelle, ale dla mnie o
                                                    > na podciąga pod seks tak rozbieg jak i te momenty absolutnego roztopienia sie z
                                                    > sobie po. Wierze w jej maratony, bo w sprzyjających warunkach po-penetracyjna
                                                    > czułość płynnie przechodzi w rosnące mrowienie "przed" i faktycznie człowiek mo
                                                    > że zaczac zawalać sen, robotę, jedzenie. Iilosc tej po-penetracyjnej czułości j
                                                    > est u mnie wyznacznikiem poziomu zakochania.


                                                    Tak, to jest ten najlepszy seks :-)


                                                    >
                                                    > Dla kontrastu: kiedy sie ściga jakies egzoszkieletowe korpo suki, albo walące ś
                                                    > lubnego w rogi zołzy - pogoń jest przepiękna, technika a zwłaszcza wydolność sa
                                                    > mego aktu (siłka i spartakiada) czesto lepsza - ale samo-obrzydzenie po dławi.
                                                    > Jakbym sie chciał bawić w chrześcijańskiego moralistę to to obrzydzenie po nie
                                                    > uczciwym seksie nazwałbym cudzołóstwem. Niekoniecznie fakt łamania przysięgi ma
                                                    > łżeńskiej. Ciekawi ludzie, ci moraliści. Od czasu do czasu trafiają na cos praw
                                                    > dziwszego niz język moze wyrazić, próbują to skodyfikować tylko po to, zeby poz
                                                    > niej obserwować jak system przerabia te wysiłki w opresję. A anty-system zaprze
                                                    > cza istnieniu moralności. I tak do usranej śmierci, szlag by to trafił.

                                                    Przecież ciebie kręci wstręt, jeśli dobrze pamiętam?


                                                    > I jeszcze jedna dygresja, zeby nie zaśmiecać forum osobnymi wpisami: poród. Mam
                                                    > nadzieje ze Ninek juz odpuściła ten tekst bo by teraz rzuciła pawika. Te rzecz
                                                    > y ktore Urqu opisuje jako koktajle hormonów - sa od strony odbierającego ich dz
                                                    > iałanie jeszcze bardziej wieziotworcze od seksu. Pierwszy poród (wpadka) to był
                                                    > szok i rzeźnia. Drugi, planowany i oczekiwany: dalej rzeźnia ale pierwszy raz
                                                    > w życiu doświadczyłem impulsu bezwarunkowej koniecznosci ochrony obojga.
                                                    >
                                                    Gratuluję córeczki :-)



                                                    > Nigdy nie doświadczyłem seksu z kims kogo kocham i nigdy nie byłem przy porodzi
                                                    > e z kims takim. Nie dziwie sie ze ludzie sie rozwodzą goniąc za tym. To szklank
                                                    > a do połowy pusta. A druga, pełna połowa jest taka, ze dobrze jest w życiu spot
                                                    > kać kogos bliskiego i uczciwego. Nie dziwie sie ze ludzie sie _nie_ rozwodzą ch
                                                    > roniąc choć tyle.
                                                    >
                                                    Nigdy nie kochałs się z kimś kogo kochasz?

                                                    N
                                                    > A skoro wylałem tyle patosu to dla rozluźnienia skeczyk okołoporodowy (obawiam sie ze mogłem juz wrzucać, bo podoba mi sie od lat): youtu.be/q9FaBkl32ZU
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 07:24
                                                    proteinawy napisał(a):

                                                    > > Czyżbyś twierdziła że dawanie dupy facetowi to kontrolowanie go?
                                                    >
                                                    > Wulgarne uproszczanie i nie mowie o słownictwie. No ale to Twoj styl, moze czai
                                                    > sie za nim subtelny intelektualista stymulujący nasze neurony i dusze w ten sp
                                                    > osób.

                                                    Zacytuję słowa mabelle:
                                                    Jak ktos wali konia to nie ma nad nim kontroli. Przeciez to oburzajace.
                                                    Miło że wróciłeś. Bardzo mi brakowało niesmacznych cukierków w sreberku.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 07:41
                                                    proteinawy napisał:
                                                    > Dla mnie różnica miedzy dobrym a niedobrym seksem sprowadza sie do końcowego po
                                                    > czucia szczęścia po fakcie.

                                                    Wiem o czym mówisz.

                                                    > To jest tez ten moment w którym na twarz wypełza mi wyraz ktory Ciebie i Kitty
                                                    > zniesmacza. Ciele.

                                                    Nie wiesz o czym mówisz. Ale takie myślenie jest bezpieczne. Tak więc zostań w tym miejscu.

                                                    Żadna z Was nie jest tu jakas nietypowa, podpytuje okrężnie
                                                    > znajome dzieciate mężatki i maja tak samo. W cenie jest typ Twojego bieżącego p
                                                    > artnera - ładnie wyposażony przez naturę egzemplarz, ktory mało mowi, duzo słuc
                                                    > ha, dobrze rucha. I jeszcze jest użyteczny poza tym, ale nie tak żebyś przez mo
                                                    > ment poczuła ze od niego zalezysz. Mamy juz "kagizm" korci mnie zeby zaczac pro
                                                    > mować "woncizm", tu by spasował.

                                                    No cóż..jak widzisz kobiety mają wymagania:))

                                                    > Najśmieszniejsze jest ze moja zona moze taka nie być, ale przy niej twarz "ciel
                                                    > e" sie nie pojawia. Jest tylko "wół". Wiec sie nie dowiemy.

                                                    No wiemy, wiemy że jej nie kochasz. Nie raz o tym pisałeś.

                                                    > I teraz nie wiem, czy umiem dobrze odczytać to co pisze Mabelle, ale dla mnie o
                                                    > na podciąga pod seks tak rozbieg jak i te momenty absolutnego roztopienia sie z
                                                    > sobie po. Wierze w jej maratony, bo w sprzyjających warunkach po-penetracyjna
                                                    > czułość płynnie przechodzi w rosnące mrowienie "przed" i faktycznie człowiek mo
                                                    > że zaczac zawalać sen, robotę, jedzenie. Iilosc tej po-penetracyjnej czułości j
                                                    > est u mnie wyznacznikiem poziomu zakochania.

                                                    Błagam Cię. Takie rzeczy owszem przez parę lat. Ale to mija. Nie minęło tylko Markowi. Tyle że on wziął swój ideał.

                                                    > Dla kontrastu: kiedy sie ściga jakies egzoszkieletowe korpo suki, albo walące ś
                                                    > lubnego w rogi zołzy - pogoń jest przepiękna, technika a zwłaszcza wydolność sa
                                                    > mego aktu (siłka i spartakiada) czesto lepsza - ale samo-obrzydzenie po dławi.
                                                    > Jakbym sie chciał bawić w chrześcijańskiego moralistę to to obrzydzenie po nie
                                                    > uczciwym seksie nazwałbym cudzołóstwem. Niekoniecznie fakt łamania przysięgi ma
                                                    > łżeńskiej. Ciekawi ludzie, ci moraliści. Od czasu do czasu trafiają na cos praw
                                                    > dziwszego niz język moze wyrazić, próbują to skodyfikować tylko po to, zeby poz
                                                    > niej obserwować jak system przerabia te wysiłki w opresję. A anty-system zaprze
                                                    > cza istnieniu moralności. I tak do usranej śmierci, szlag by to trafił.

                                                    Pełna zgoda. Tyle że nie każdy ma tą moralność którą Ty masz w sobie.

                                                    Drugi, planowany i oczekiwany: dalej rzeźnia ale pierwszy raz
                                                    > w życiu doświadczyłem impulsu bezwarunkowej koniecznosci ochrony obojga.

                                                    Przejdzie Ci. Hormony się zmieniają.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 08:50
                                                    zawle napisała:

                                                    > I teraz nie wiem, czy umiem dobrze odczytać to co pisze Mabelle, ale dla mnie ona podciąga pod seks tak rozbieg jak i te momenty absolutnego roztopienia sie z sobie po. Wierze w jej maratony, bo w sprzyjających warunkach po-penetracyjna czułość płynnie przechodzi w rosnące mrowienie "przed" i faktycznie człowiek może zaczac zawalać sen, robotę, jedzenie. Iilosc tej po-penetracyjnej czułości jest u mnie wyznacznikiem poziomu zakochania.
                                                    >
                                                    > Błagam Cię. Takie rzeczy owszem przez parę lat. Ale to mija. Nie minęło tylko Markowi. Tyle że on wziął swój ideał.
                                                    -----------------------------------
                                                    No i wszystko się wydało. Nigdy przez amory nie zawaliłem roboty, snu ani jedzenia. Widać poprzeczka miłosnego ideału Proteinowego jest dla mnie za wysoka.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:15

                                                    >
                                                    > Twierdzisz, że mąż Glam i tej z nieprzeciętnym nickiem są uzależnieni od porno
                                                    > ?
                                                    > A na jakiej podstawie tak sadzisz?
                                                    > Czy raczej, jak mawia Mabelle, wolą uciec w ręczne robótki niż dawać dupy, ups
                                                    > sorry, dawać kutasa.

                                                    Nie,mają jakieś deficyty sprawiające,że pozycie z własną ręką jest dla nich bardziej atrakcyjne niż z żywą gołą babą. Porno to tutaj sprawa wtórna.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:37
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nie,mają jakieś deficyty sprawiające,że pozycie z własną ręką jest dla nich bar
                                                    > dziej atrakcyjne niż z żywą gołą babą. Porno to tutaj sprawa wtórna.

                                                    A dopuszczasz taka mysl, ze ich jedynym " deficytem" moze byc nekajacy ich partner/ partnerka? Jakis zawlaszczajacy przyglup, molestujaca idiotka, wybuchowy zazdrosnik, albo umniejszacz ?
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:51
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Nie,mają jakieś deficyty sprawiające,że pozycie z własną ręką jest dla ni
                                                    > ch bar
                                                    > > dziej atrakcyjne niż z żywą gołą babą. Porno to tutaj sprawa wtórna.
                                                    >
                                                    > A dopuszczasz taka mysl, ze ich jedynym " deficytem" moze byc nekajacy ich part
                                                    > ner/ partnerka? Jakis zawlaszczajacy przyglup, molestujaca idiotka, wybuchowy z
                                                    > azdrosnik, albo umniejszacz ?

                                                    Tak, dopuszczam. Zdarza się. Wtedy osoba unikajaca czuje dyskomfort,.widać to po niej i mniej lub bardziej świadomie dąży do ucieczki również ze związku. Dwaj wymienieni przeze mnie panowie bardzo dobrze mają się w.związku, tylko seks wolą z własną grabą i pikselami.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 19:55
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Dwaj
                                                    > wymienieni przeze mnie panowie bardzo dobrze mają się w.związku, tylko seks wo
                                                    > lą z własną grabą i pikselami.

                                                    A skad ta pewnosc ze oni dobrze sie w tych zwiazkach czuja? Z relacji ich zon, ktore twierdza, ze byly/ sa dla tych niewdziecznikow do rany przyloz? :-D
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 20:20
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Dwaj
                                                    > > wymienieni przeze mnie panowie bardzo dobrze mają się w.związku, tylko s
                                                    > eks wo
                                                    > > lą z własną grabą i pikselami.
                                                    >
                                                    > A skad ta pewnosc ze oni dobrze sie w tych zwiazkach czuja? Z relacji ich zon,
                                                    > ktore twierdza, ze byly/ sa dla tych niewdziecznikow do rany przyloz? :-D

                                                    Nie uciekają z nich, twierdzą że kochają, więź pozaerotyczną z zonami mają dobrą, pozycja synusia mamusi im odpowiada. A seks fajnie realizują z komputerem.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 20:42
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nie uciekają z nich, twierdzą że kochają, więź pozaerotyczną z zonami mają dobr
                                                    > ą, pozycja synusia mamusi im odpowiada. A seks fajnie realizują z komputerem.


                                                    Tak to opisują nieprzeciętnie zajebiste, które latami tkwią z synusiem mamusi w układzie. Druga strona opisuje to inaczej `porno jest lepsze od słabego seksu, dobry seks jest lepszy od porno'.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 20:48
                                                    "Tak to opisują nieprzeciętnie zajebiste, które latami tkwią z synusiem mamusi w układzie. Druga strona opisuje to inaczej `porno jest lepsze od słabego seksu, dobry seks jest lepszy od porno'.

                                                    Dokladnie. Dotycza to obu stron zreszta. To, ze babka sie miga od seksu z partnerem, nie znaczy, ze sie nie masturbuje. Albo jak ma miec taki do bani seks to woli jednak sie wykrecic bolem glowy.
                                                    Inna rzecz, ze istenieje cos takiego jak przyzwyczajenie czy uzaleznienie od jakichs tam konkretnych obrazkow, bodzcow, uscisku wlasnej dloni i wtedy seks w realu z druga osoba nie daje tego co daje wlasnie ta kombinacja: konkretne bodzce i wlasna dlon, takie wyuczone schematy, czy jak to nazwac.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 07:41
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Tak to opisują nieprzeciętnie zajebiste, które latami tkwią z synusiem mamusi w
                                                    > układzie. Druga strona opisuje to inaczej `porno jest lepsze od słabego seksu,
                                                    > dobry seks jest lepszy od porno'.

                                                    To zalezy Lybbla.
                                                    Ja jestem najwiekszym koniobijca na tym forum, to znaczy majac wysokie potrzeby mialem najmniej seksu w zyciu z Was wszystkich. Moze Kombi i ML mnie pod tym wzgledem przelicytowuja, a dawno temu Prospero. Ale mysle, ze oni maja jednak nizsze potrzeby, ja od dziecka bylem nadpobudliwy seksualnie.
                                                    Masturbacji nie oceniam wyzej niz seksu. W czasie masturbacji fantazjuje o seksie a nie odwrotnie.
                                                    Natomiast rozumiem hierarchie wartosci zly seks/masturbacja/dobry seks. To idea czlowieka w duzej mierze sytego seksualnie. Jak najedzone dziecko przy talerzach - ogoreczek nie, kielbaska w zabki kole, chlebek jakis taki suchy, ale mleczna z orzechami by zezarlo. W tym rozumieniu masturbacja to zachowanie nawykowe, ktore juz niewiele ma wspolnego z rozladowaniem potrzeb. U mnie jest inaczej mimo takiej przewagi masturbacji nad seksem.
                                                    Jako ciekawostke powiem, ze po spotkaniach z kochanka nie masturbuje sie przez jakis czas. Nie mam potrzeby.
                                                    Co do porno - przedawkowalem je od dziecka w takich ilosciach, ze praktycznie na rzadkosc cokolwiek z tego gatunku robi na mnie jakiekolwiek wrazenie. Nudne, plastikowe kobiety, z krzykliwym makijazem, wzrokiem wbitym w jeden punkt i mina kota srajacego na Puszczy Bialowieskiej, pozwalajace sie dymac jakiemus grubasowi z zakolami/spuchnietemu koksowi/Turasowi z brzuchem, lysina wyjebana w kosmos i cialem kudlatym jak u malpy. Fascynujace, kurwa.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 10:27
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ja jestem najwiekszym koniobijca na tym forum, to znaczy majac wysokie potrzeby
                                                    > mialem najmniej seksu w zyciu z Was wszystkich. Moze Kombi i ML mnie pod tym w
                                                    > zgledem przelicytowuja, a dawno temu Prospero. Ale mysle, ze oni maja jednak ni
                                                    > zsze potrzeby, ja od dziecka bylem nadpobudliwy seksualnie.
                                                    > Masturbacji nie oceniam wyzej niz seksu. W czasie masturbacji fantazjuje o seks
                                                    > ie a nie odwrotnie.
                                                    > Natomiast rozumiem hierarchie wartosci zly seks/masturbacja/dobry seks. To idea
                                                    > czlowieka w duzej mierze sytego seksualnie. Jak najedzone dziecko przy talerza
                                                    > ch - ogoreczek nie, kielbaska w zabki kole, chlebek jakis taki suchy, ale mlecz
                                                    > na z orzechami by zezarlo.

                                                    No to teraz powinienes zrozumuec dlaczego kobiety tak nisko oceniaja typy podobne do Ciebie. I nie pisze tego zeby Ci dowalic bron Zeus. Ktos kto MUSI miec seks zawsze bedzie upierdliwym petentem, w odroznieniu od tego ktory CHCE miec seks.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 10:36
                                                    "No to teraz powinienes zrozumuec dlaczego kobiety tak nisko oceniaja typy podobne do Ciebie. I nie pisze tego zeby Ci dowalic bron Zeus. Ktos kto MUSI miec seks zawsze bedzie upierdliwym petentem, w odroznieniu od tego ktory CHCE miec seks."

                                                    Nie przekonuje mnie ta wypowiedz wcale, zwlaszcza skierowana do osoby, ktora de facto seksu miala jak na lekarstwo, majac obok seksualnie atrakcyjna druga osobe. Wiec co to znaczy "musi miec zawsze". Musi, bo chce, gdyby nie chcial to by nie musial. Zreszta po to sie onanizowal, bo mial potrzebe. Ja bym powiedziala: normalny facet, albo normalny czlowiek. Nawet nie wiem czy wysokolibidowy, bo jak ktos seksu nie ma prawie nigdy to nie dziwi, ze mu go brakuje.Wiec mi tu nawet nie wyglada na "musi" miec zawsze.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 10:51
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Nie przekonuje mnie ta wypowiedz wcale, zwlaszcza skierowana do osoby, ktora de
                                                    > facto seksu miala jak na lekarstwo, majac obok seksualnie atrakcyjna druga oso
                                                    > be.

                                                    Zwiazal sie z kobieta, bo umyslil sobie, ze to dobry sposob na swoja jak to nazywa " nadpobudliwosc seksualna".
                                                    Jesli ktos MUSI to zwyczajnie zaczyna te druga strone nekac.

                                                    Wiec co to znaczy "musi miec zawsze". Musi, bo chce, gdyby nie chcial to by
                                                    > nie musial. Zreszta po to sie onanizowal, bo mial potrzebe. Ja bym powiedziala
                                                    > : normalny facet, albo normalny czlowiek.

                                                    Nie, normalny czlowiek nie ma priorytetu aby znalezc sobie obiekt do rozladowania wlasnej energii seksualnej. Szuka kogos kompatybilnego do siebie- erotycznie i emocjonalnie. Nie zaklada glupio, ze skoro mam potrzeby, to ktos je bedzie zaspokajal, bo ja przeciez musze sie rozladowac.

                                                    Nawet nie wiem czy wysokolibidowy, bo
                                                    > jak ktos seksu nie ma prawie nigdy to nie dziwi, ze mu go brakuje.Wiec mi tu n
                                                    > awet nie wyglada na "musi" miec zawsze.

                                                    Nie wysokolibidowy, tylko wysokoroszczeniowy:-) Wysokolibidowy szuka innej wysokolibidowej, nie uwiesza sie na dlugie lata na kims kto nie spelnia jego seksualnych oczekiwan.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 10:55
                                                    Ach, Mabell, takie mundrosci 40+.
                                                    Ale on i nie tylko on sie wiazal w nieco innym wieku i z innymi doswiadczeniami a raczej ich brakiem. Ze nadal w tym tkwi to jest inna bajka, ale o tm juz bylo sto razy.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:16
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ach, Mabell, takie mundrosci 40+.
                                                    > Ale on i nie tylko on sie wiazal w nieco innym wieku i z innymi doswiadczeniami
                                                    > a raczej ich brakiem.

                                                    Przeciez ja nie o tym, kazdy popelnia bledy. Pisze ze zdesperowani, z przymusem ruchania nie zwilzaja. Moge sobie tak twierdzic, Ty mozesz miec inne zdanie :-)

                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:34
                                                    Przeciez ja nie o tym, kazdy popelnia bledy. Pisze ze zdesperowani, z przymusem ruchania nie zwilzaja. Moge sobie tak twierdzic, Ty mozesz miec inne zdanie :-)

                                                    A tam takie pierdoly. Jak na faceta lece i w dodatku on na mnie(ma przymus, bardzo mnie to podkreca, jak mu sie ruchac ze mna chce, bardzo) i mnie zwilza to se z nim zwyczajnie pieprze, wiec do zdesperowania nie dojdzie w ogole.
                                                    Ach, czasem mozesz stanac na rzesach i klaskac uszami i seksu nie bedzie.
                                                    Twoja teza sie nie zgadza, bo Sabat niby zdesperowany i z przymusem a kochanka chce sie z nim ruchac, ale, moze masz racje, ze nie jest zwilzona :)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:40
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Twoja teza sie nie zgadza, bo Sabat niby zdesperowany i z przymusem a kochanka
                                                    > chce sie z nim ruchac, ale, moze masz racje, ze nie jest zwilzona :)

                                                    A widzisz roznice miedzy zyciem na co dzien z medzacym, ktory musi sobie zaruchac, a ruchaniem z nim raz na jakis czas bez znoszenia jego biadolenia?

                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:54
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > Twoja teza sie nie zgadza, bo Sabat niby zdesperowany i z przymusem a koc
                                                    > hanka
                                                    > > chce sie z nim ruchac, ale, moze masz racje, ze nie jest zwilzona :)
                                                    >
                                                    > A widzisz roznice miedzy zyciem na co dzien z medzacym, ktory musi sobie zaruch
                                                    > ac, a ruchaniem z nim raz na jakis czas bez znoszenia jego biadolenia?

                                                    Biadolenie i naciski na kogoś kto.seksu ewidentnie nie chce jest faktycznie słabe. Ale w życiu różne błędy popełniamy. Ważne żeby przyjść po rozum do głowy i zaprzestać robienia głupot. To się nazywa dojrzewanie. Sabat dojrzał i przestał liczyć na seks z żoną już dawno temu.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 12:04
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Biadolenie i naciski na kogoś kto.seksu ewidentnie nie chce jest faktycznie sła
                                                    > be. Ale w życiu różne błędy popełniamy. Ważne żeby przyjść po rozum do głowy i
                                                    > zaprzestać robienia głupot. To się nazywa dojrzewanie. Sabat dojrzał i przestał
                                                    > liczyć na seks z żoną już dawno temu.

                                                    Kluczowe jest zdanie " musze miec seks" . Jesli nie musze, to traktuje go jako budowanie relacji miedzy dwojgiem, jestem bardzo otwarty na seksualnosc drugiej strony. Wiec nie rozkmniniam, ze ona mi kurwa seksu nie dala, ktorego JA POTRZEBUJE, tylko biore sie za budowanie relacji, w konsekwencji ktorej ten seks bedziemy mogli sobie rozwijac, uczyc sie nawzajem i ulepszac.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 12:12
                                                    mabelle200
                                                    >
                                                    > Kluczowe jest zdanie " musze miec seks" . Jesli nie musze, to traktuje go jako
                                                    > budowanie relacji miedzy dwojgiem, jestem bardzo otwarty na seksualnosc drugiej
                                                    > strony. Wiec nie rozkmniniam, ze ona mi kurwa seksu nie dala, ktorego JA POTRZ
                                                    > EBUJE, tylko biore sie za budowanie relacji, w konsekwencji ktorej ten seks bed
                                                    > ziemy mogli sobie rozwijac, uczyc sie nawzajem i ulepszac.

                                                    Zgadzam się. Duża część ludzi (może większość) bardzo szybko przestaje naciskać, wymuszać, kombinować po staremu. Normalni, nie przemocowcy przecież są ;-) Próbują od innej strony, na tyle na ile w ogóle potrafią. I czasem im się udaje coś wspólnie zbudować, a.czasem okazuje się, że nic satysfakcjonującego obie strony zbudować się nie da, bo np. za daleko im do siebie w pewnych kwestiach. Myślę, że.Sabat ma to za sobą.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 12:21
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Zgadzam się. Duża część ludzi (może większość) bardzo szybko przestaje naciskać
                                                    > , wymuszać, kombinować po staremu. Normalni, nie przemocowcy przecież są ;-) Pr
                                                    > óbują od innej strony, na tyle na ile w ogóle potrafią. I czasem im się udaje c
                                                    > oś wspólnie zbudować, a.czasem okazuje się, że nic satysfakcjonującego obie str
                                                    > ony zbudować się nie da, bo np. za daleko im do siebie w pewnych kwestiach.

                                                    Tylko rozumiesz Andzia, ze jak mnie pili, bo ruchac mi sie chce i musze, bo sie udusze, a kobita jest po to zeby mi ulzyc, to z tym budowaniem moze byc ciezko :-)
                                                    W druga strone tez to dziala, kobiety same sie przyznaja, ze wyzywaja facetow, jesli ci nie chca dla nich stawiac kutasa tak czesto jak one by chcialy.

                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 12:26
                                                    No jednak nie poruszamy się w normie:))

                                                    "Tylko rozumiesz Andzia, ze jak mnie pili, bo ruchac mi sie chce i musze, bo sie udusze, a kobita jest po to zeby mi ulzyc, to z tym budowaniem moze byc ciezko smile"
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 12:24
                                                    Seks to jest chyba celem w relacji krótkoterminowej? A w długoterminowej środkiem do celu. Poprzez wspólne pieprzenie się, tą relację się buduje. A nie na odwrót? Oczywiście poruszamy się w normie.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 12:37
                                                    zawle napisała:

                                                    > Seks to jest chyba celem w relacji krótkoterminowej? A w długoterminowej środki
                                                    > em do celu. Poprzez wspólne pieprzenie się, tą relację się buduje. A nie na odw
                                                    > rót? Oczywiście poruszamy się w normie.

                                                    A bedziesz sie pieprzyc dlugoterminowo z kims z kim nie udalo Ci sie zbudowac bliskiej relacji? Musialabys byc wyjatkiem. Ludzie maja bliskosc i intymnosc przez lata jesli nad tym pracuja. I dlatego maja ochote sie pieprzyc mimo uplywu lat.
                                                    Dlatego pewnie ci popierdujacy, ze ktos ich MUSI masturbowac seksu nie maja.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 13:36
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > Seks to jest chyba celem w relacji krótkoterminowej? A w długoterminowej
                                                    > środki
                                                    > > em do celu. Poprzez wspólne pieprzenie się, tą relację się buduje. A nie
                                                    > na odw
                                                    > > rót? Oczywiście poruszamy się w normie.
                                                    >
                                                    > A bedziesz sie pieprzyc dlugoterminowo z kims z kim nie udalo Ci sie zbudowac b
                                                    > liskiej relacji? Musialabys byc wyjatkiem. Ludzie maja bliskosc i intymnosc prz
                                                    > ez lata jesli nad tym pracuja. I dlatego maja ochote sie pieprzyc mimo uplywu l
                                                    > at.
                                                    > Dlatego pewnie ci popierdujacy, ze ktos ich MUSI masturbowac seksu nie maja.

                                                    Owszem .prawda. To znaczy jedna z odsłon prawdy, dotyczącaca części ludzi. A ja wyszlam parę postow temu (wczoraj wieczorem) z punktu widzenia osoby, która ma partnera który kocha, jest bliski, deklaruje i przejawia w praktyce ogromne przywiązanie i czułość, a seksu nie chce (albo bardzo mało i byle jak) bo WOLI od zawsze porno i własną grabę. I w następnym związku ma tak samo, w jeszcze następnym tak samo... Kąsasz?
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 13:52
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Owszem .prawda. To znaczy jedna z odsłon prawdy, dotyczącaca części ludzi. A ja
                                                    > wyszlam parę postow temu (wczoraj wieczorem) z punktu widzenia osoby, która ma
                                                    > partnera który kocha, jest bliski, deklaruje i przejawia w praktyce ogromne pr
                                                    > zywiązanie i czułość, a seksu nie chce (albo bardzo mało i byle jak) bo WOLI od
                                                    > zawsze porno i własną grabę.

                                                    No wlasnie, woli wlasna grabe, a niby obdarza cieplymi, pozytywnymi uczuciami druga strone. Nic Ci tu nie zgrzyta? Bo ja mam wrazenie, ze te pozytywne uczucia to troche zmyslone. Pomiedzy wierszami przewija sie bowiem motyw ze facet nie spelnia oczekiwan, nie ma z nim porozumienia, nie zwierza sie, jednym slowem jest rozczarowujacy. No jesli to ma swiadczyc o cieplych, pozytywnych uczuciach, to ja chyba mam inna ich definicje.

                                                    I w następnym związku ma tak samo, w jeszcze nast
                                                    > ępnym tak samo... Kąsasz?

                                                    A ja znam przypadki, ze masturbatorzy i "niedajace zony" dostawali skrzydel w kolejnych zwiazkach. I wcale nie dlatego, ze ktos zapewnil im rewelacyjny seks, chociaz to tez, tylko dlatego ze nareszcze ktos potraktowal ich z szacunkiem i zyczliwoscia, a przede wszystkim przestal zadac i wymagac.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 14:43
                                                    mabelle 2000 napisała
                                                    >A ja znam przypadki, ze masturbatorzy i "niedajace zony" dostawali skrzydel w kolejnych zwiazkach. I wcale nie dlatego, ze ktos zapewnil im rewelacyjny seks, chociaz to tez, tylko dlatego ze nareszcze ktos potraktowal ich z szacunkiem i zyczliwoscia, a przede wszystkim przestal zadac i wymagac.<

                                                    Jeszcze niedawno twierdziłaś co innego i wyrażałaś wątpliwości co do takich możliwości obrotu spraw,teraz już zmieniłaś zdanie. Bo jest to oczywista oczywistość - z kimś innym, dopasowanym do nas, życzliwym nam, sluchającym, wspierającym, otwartym, nawet na nasze tak radości jak i smutki, a nie chłoszczącym nas swoimi żądaniami i niechęcią, skazywaniem na chłód, obojętność - właśnie z kimś innym i w innych okolicznościach skrzydła, nawet mocno podcięte odrastają na nowo i znów można wznieść się do lotu. Nikt do nikogo nie musi być przyspawany na stałe,skoro wysiłki które się wkłada w budowę relacji nie przynoszą kompletnie rezultatów, albo nie ma w nich woli obu stron, to nie da się budować w nieskończoność, prędzej czy później, z tą osobą i tak się rozleci.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 07:45
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Jeszcze niedawno twierdziłaś co innego i wyrażałaś wątpliwości co do takich moż
                                                    > liwości obrotu spraw,teraz już zmieniłaś zdanie. Bo jest to oczywista oczywisto
                                                    > ść - z kimś innym, dopasowanym do nas, życzliwym nam, sluchającym, wspierającym
                                                    > , otwartym.

                                                    Bo ona się stawia w pozycji osoby nie dającej...nie dawała bo doświadczała niedopasowania, braku życzliwości, uwagi, zamknięcia. Ty jestem po tej drugiej stronie, wiec nie możesz mieć takich samych doświadczeń. Mabelle tego nie ogarnie.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:16

                                                    > No wlasnie, woli wlasna grabe, a niby obdarza cieplymi, pozytywnymi uczuciami d
                                                    > ruga strone. Nic Ci tu nie zgrzyta? Bo ja mam wrazenie, ze te pozytywne uczucia
                                                    > to troche zmyslone. Pomiedzy wierszami przewija sie bowiem motyw ze facet nie
                                                    > spelnia oczekiwan, nie ma z nim porozumienia, nie zwierza sie, jednym slowem je
                                                    > st rozczarowujacy. No jesli to ma swiadczyc o cieplych, pozytywnych uczuciach,
                                                    > to ja chyba mam inna ich definicje.

                                                    A dlaczego ma mi.zgrzytac? Są ludzie o takiej konstrukcji, że seks nie ma dla nich mocy więziotwórczej. Napięcie seksualne i fantazje swoją drogą, a czułość i uczcia swoją.

                                                    >
                                                    > I w następnym związku ma tak samo, w jeszcze nast
                                                    > > ępnym tak samo... Kąsasz?
                                                    >
                                                    > A ja znam przypadki, ze masturbatorzy i "niedajace zony" dostawali skrzydel w k
                                                    > olejnych zwiazkach. I wcale nie dlatego, ze ktos zapewnil im rewelacyjny seks,
                                                    > chociaz to tez, tylko dlatego ze nareszcze ktos potraktowal ich z szacunkiem i
                                                    > zyczliwoscia, a przede wszystkim przestal zadac i wymagac.

                                                    Też znam takich. I takich co rozkwitli erotycznie w następnym związku, bo trafili na człowieka rzeczywiście seksem i nimi, jako istotąi seksualną, zainteresowanego.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:46
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > A dlaczego ma mi.zgrzytac? Są ludzie o takiej konstrukcji, że seks nie ma dla n
                                                    > ich mocy więziotwórczej. Napięcie seksualne i fantazje swoją drogą, a czułość i
                                                    > uczcia swoją.

                                                    Nie Andzia, czulosc i uczucie jest skierowane do konkretnej osoby, wiec jaka to czulosc bez dotykania? Maja czy nie maja wiec? Bo moze my sie rozmijamy z definicja seksu i te babki sa rozzalone, ze facet nie chce tylko wsadzac im kutasa? Skad wiec deklaracje ze bliskosc jest?
                                                    Z tego co wyczytalam, to maja przynoszenie kwiatkow, urlopy i dostatnie zycie, a jedynym problemem jest, ze niewolnik nie chce wspolpracowac na ich zasadach.

                                                    > Też znam takich. I takich co rozkwitli erotycznie w następnym związku, bo trafi
                                                    > li na człowieka rzeczywiście seksem i nimi, jako istotąi seksualną, zainteresow
                                                    > anego.

                                                    Dyskutuje z Twoja teza, ze ludzie sa uzaleznieni od porno
                                                    bo sa niezdolni do wieziotworczej relacji seksualnej. Tlumacze Ci mechanizm UCIECZKI w masturbacje, ale nie chcesz przyjac do wiadomosci. To dlatego u masturbatorow i "niedajacych zon" seksualnosc doznaje naglego ozdrowienia w chwili gdy przestaje sie od nich oczekiwac, ze beda udostepniac swoje cialo.
                                                    Sporo osob twierdzi, ze te zadania/ oczekiwania sa jak najbardziej ok, ja twierdze, ze wlasnie dlatego ze one sa ludzie uciekaja w walenie konia/ masturbacje. To jest pierwotna przyczyna.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 16:11
                                                    mabelle
                                                    > Nie Andzia, czulosc i uczucie jest skierowane do konkretnej osoby, wiec jaka to
                                                    > czulosc bez dotykania? Maja czy nie maja wiec? Bo moze my sie rozmijamy z defi
                                                    > nicja seksu i te babki sa rozzalone, ze facet nie chce tylko wsadzac im kutasa?
                                                    > Skad wiec deklaracje ze bliskosc jest?
                                                    > Z tego co wyczytalam, to maja przynoszenie kwiatkow, urlopy i dostatnie zycie,
                                                    > a jedynym problemem jest, ze niewolnik nie chce wspolpracowac na ich zasadach.

                                                    Czułość i dotyk nieseksulane. Przecież takie istnieją, nie?



                                                    > > Też znam takich. I takich co rozkwitli erotycznie w następnym związku, bo
                                                    > trafi
                                                    > > li na człowieka rzeczywiście seksem i nimi, jako istotąi seksualną, zaint
                                                    > eresow
                                                    > > anego.
                                                    >
                                                    > Dyskutuje z Twoja teza, ze ludzie sa uzaleznieni od porno
                                                    > bo sa niezdolni do wieziotworczej relacji seksualnej. Tlumacze Ci mechanizm UCI
                                                    > ECZKI w masturbacje, ale nie chcesz przyjac do wiadomosci. To dlatego u masturb
                                                    > atorow i "niedajacych zon" seksualnosc doznaje naglego ozdrowienia w chwili gdy
                                                    > przestaje sie od nich oczekiwac, ze beda udostepniac swoje cialo.
                                                    > Sporo osob twierdzi, ze te zadania/ oczekiwania sa jak najbardziej ok, ja twier
                                                    > dze, ze wlasnie dlatego ze one sa ludzie uciekaja w walenie konia/ masturbacje.
                                                    > To jest pierwotna przyczyna.

                                                    Możesz sobie dyskutować co nie.zmienia faktu, że ludzie różni są a wśród nich i tacy, o których ja pisałam. Nie ja ich wymyśliłam, ewentualnie psychologowie ;-) Rozumiem, że mialas takie a nie inne doświadczenia związkowo-seksualne, ale może nie fiksuj się na nich i nie węsz wszędzie schematu jakiego zaznałaś właśnie ty. A tym bardziej nie.zaprzeczaj istnieniu innych konstrukcji psycho-seksualntych tylko dlatego, że ty ich nie spotkałaś ;-) Jeśli o mnie chodzi zaznałam na własnej skórze tego co.ty, ale dawno, przerobiliśmy sprawę, urazu nie mam :-)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 16:30
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Czułość i dotyk nieseksulane. Przecież takie istnieją, nie?

                                                    Oczywiscie, ze istnieja, ale skoro tam czulosc i dotyk nieseksualne, to w takim razie jest to zdeklarowany uklad wspollokatorski, polegajacy na dzieleniu obowiazkow i sprawianiu sobie uprzejmosci. Czyli co innego niz piszesz.
                                                    Brak relacji erotycznej, jest za to korzystanie z wygody i nekanie wspollokatora, zeby dal wiecej.
                                                    Wiec zapytam jeszcze raz- czego nie maja te kobiety i o co dra jape?

                                                    > Możesz sobie dyskutować co nie.zmienia faktu, że ludzie różni są a wśród nich i
                                                    > tacy, o których ja pisałam. Nie ja ich wymyśliłam, ewentualnie psychologowie ;
                                                    > -)

                                                    A czy psychologowie wymyslili tez roszczeniowcow, wredne, namolne cipy, kontrolerow, skrzywdzonych biedakow, ktorzy lubia sie uwieszac na innych?

                                                    Rozumiem, że mialas takie a nie inne doświadczenia związkowo-seksualne, ale
                                                    > może nie fiksuj się na nich i nie węsz wszędzie schematu jakiego zaznałaś właśn
                                                    > ie ty. A tym bardziej nie.zaprzeczaj istnieniu innych konstrukcji psycho-seksua
                                                    > lntych tylko dlatego, że ty ich nie spotkałaś ;-)

                                                    Ty raczej tez pewnych typow nie spotkalas, bo calej winy za wycofanie z relacji nie zwalalabys na porno.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 16:46
                                                    mabelle200
                                                    > A czy psychologowie wymyslili tez roszczeniowcow, wredne, namolne cipy, kontrol
                                                    > erow, skrzywdzonych biedakow, ktorzy lubia sie uwieszac na innych?

                                                    Tak, myślę że są świadomi ich istnienia :-D Wiesz, robi się wesoło :-P



                                                    >
                                                    > Rozumiem, że mialas takie a nie inne doświadczenia związkowo-seksualne, ale
                                                    > > może nie fiksuj się na nich i nie węsz wszędzie schematu jakiego zaznałaś
                                                    > właśn
                                                    > > ie ty. A tym bardziej nie.zaprzeczaj istnieniu innych konstrukcji psycho-
                                                    > seksua
                                                    > > lntych tylko dlatego, że ty ich nie spotkałaś ;-)
                                                    >
                                                    > Ty raczej tez pewnych typow nie spotkalas, bo calej winy za wycofanie z relacji
                                                    > nie zwalalabys na porno.

                                                    Jessuuu, jakiej całej winy? Ja o pewnym przypadku wśród wielu innych. Cały czas przypominam, że nie jedynym. To ty się uparłas, że jest jedna jedyna przyczyna odmawiania seksu. Mabelle, strzel baranka w ścianę to może przetrzeźwiejesz, bo coś ci się umysł zblokował :-)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 16:59
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Jessuuu, jakiej całej winy? Ja o pewnym przypadku wśród wielu innych. Cały czas
                                                    > przypominam, że nie jedynym.

                                                    To dobrze, ze dzisiaj jestes laskawsza, bo wczoraj pusalas z pelnym przekonaniem, ze
                                                    " mają jakieś deficyty sprawiające,że pozycie z własną ręką jest dla nich bardziej atrakcyjne niż z żywą gołą babą. "
                                                    Przypominam, ze relacje znasz tylko z opowiadan piszacych tu pan, a nie ich mezow.

                                                    > Mabelle, strzel baranka w ścianę to może przetrzeźwiejesz, b
                                                    > o coś ci się umysł zblokował :-)

                                                    Nie ma takiej potrzeby. Zawsze bede bronic nieobecnych, bo sami sie obronic nie moga, zwlaszcza jesli tym, ktorzy o nich pisza daleko do zajebistosci.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 17:15
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Jessuuu, jakiej całej winy? Ja o pewnym przypadku wśród wielu innych. Cał
                                                    > y czas
                                                    > > przypominam, że nie jedynym.
                                                    >
                                                    > To dobrze, ze dzisiaj jestes laskawsza, bo wczoraj pusalas z pelnym przekonanie
                                                    > m, ze
                                                    > " mają jakieś deficyty sprawiające,że pozycie z własną ręką jest dla nich bardz
                                                    > iej atrakcyjne niż z żywą gołą babą. "
                                                    > Przypominam, ze relacje znasz tylko z opowiadan piszacych tu pan, a nie ich me
                                                    > zow.

                                                    Nie na przykładzie pan piszących, tylko z życia wziętych panów, co do nich kolejne partnerki mają tę samą pretensjeę: brak zainteresowania seksem z nimi, ze zwierzeń męskich mężczyznom czynionych co do mnie drogą niedyskrecji dotarły. I z literatury co ją seksuologowie piszą.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 17:32
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nie na przykładzie pan piszących, tylko z życia wziętych panów, co do nich kole
                                                    > jne partnerki mają tę samą pretensjeę: brak zainteresowania seksem z nimi, ze z
                                                    > wierzeń męskich mężczyznom czynionych co do mnie drogą niedyskrecji dotarły. I
                                                    > z literatury co ją seksuologowie piszą.

                                                    Wczoraj bylas swiecie przekonana, ze maz Glam i tej drugiej, z dlugim nickiem sa uzaleznieni od porno. Poszukaj sobie jak nie wierzysz. Wiec troszeczke sie zapedzilas uwazam, ale nie mam Ci za zle ;-)
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 17:42

                                                    >
                                                    > Wczoraj bylas swiecie przekonana, ze maz Glam i tej drugiej, z dlugim nickiem s
                                                    > a uzaleznieni od porno. Poszukaj sobie jak nie wierzysz. Wiec troszeczke sie za
                                                    > pedzilas uwazam, ale nie mam Ci za zle ;-)

                                                    Że mają deficyty niezależne od osoby partnerki. Obydwie pisały kiedys o opinii seksuologow o ich mezach.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 17:54
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Że mają deficyty niezależne od osoby partnerki. Obydwie pisały kiedys o opinii
                                                    > seksuologow o ich mezach.

                                                    No to skoro zostala postawiona diagnoza przez lekarza, to wychodzi mi, ze panie musza sie charakteryzowac jeszcze wiekszymi deficytami, skoro wiedza o tym, a mimo tego dlugimi latami probuja wydebic cos czego nie ma. Wiec to jednak nie porno winne tylko upor tych pan :-)
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 18:17
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Że mają deficyty niezależne od osoby partnerki. Obydwie pisały kiedys o o
                                                    > pinii
                                                    > > seksuologow o ich mezach.
                                                    >
                                                    > No to skoro zostala postawiona diagnoza przez lekarza, to wychodzi mi, ze panie
                                                    > musza sie charakteryzowac jeszcze wiekszymi deficytami, skoro wiedza o tym, a
                                                    > mimo tego dlugimi latami probuja wydebic cos czego nie ma. Wiec to jednak nie p
                                                    > orno winne tylko upor tych pan :-)


                                                    Glam odeszła dawno temu.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 19:02
                                                    No ale Mabelle nie żyje w stałym związku, takim dzień w dzień, gdzie nie tylko stokrotki, róże i dawanie wszystkiego od siebie dla drugiego człowieka, z którym dzieli się każdą minutę życia, więc wiadomo, że to spojrzenie na związek i samą definicję związku już z gruntu jest inne,bo wszystko inne jest już przerobione. No łatwo pierdzieć, żeby skupiać swoje wysiłki na budowaniu, umacnianiu,obopólnej pracy skoro samej od dawna nie siedzi się w temacie, bo związek trwały też się posypał, a następne to też z doskoku, od czasu do czasu i bez presji na trwałość i dozgonność. A skoro tak, to jej prawda i sposób spojrzenia na związek nie może być z gruntu zobowiązująca i najprawdziwsza.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 14:06
                                                    Ja nie bardzo wiem, skąd tu w ogóle pojawiło się słowo muszę, roszczenia, bo w poście Sabata chyba nie było o tym mowy. Była mowa m.in mowa o potrzebach seksualnych, o chęci ich zaspokojania, i chyba nie ma nic dziwnego w tym, że wchodząc z tą wybraną osobą w związek, decydując się na budowanie rodziny pragnie się również budować wspólnie, dobrowolnie bliską więź erotyczną. A że nie zawsze się udaje, mimo starań i pracy nad związkiem, to już inna sprawa. Zresztą w jaki sposób wymuszony, wybłagany seks może sprawić satysfakcję, dać radość, zaspokojenie, poczucie bliskości to nie bardzo też umiem sobie wyobrazić-,co się w ten sposób osiąga, wymuszając seks od innej osoby.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:07
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > A bedziesz sie pieprzyc dlugoterminowo z kims z kim nie udalo Ci sie zbudowac b
                                                    > liskiej relacji? Musialabys byc wyjatkiem. Ludzie maja bliskosc i intymnosc prz
                                                    > ez lata jesli nad tym pracuja. I dlatego maja ochote sie pieprzyc mimo uplywu l
                                                    > at.
                                                    > Dlatego pewnie ci popierdujacy, ze ktos ich MUSI masturbowac seksu nie maja.

                                                    Nie mabelle ...będę się pieprzyć żeby ciągle mieć relację. Ale jak mówiłam nie poruszam się w obszarze patologii. I do głowy by mi nie przyszło seksu traktować jako narzędzia władzy. Nawet sam pomysł by mi nie przyszedł.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:14
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie mabelle ...będę się pieprzyć żeby ciągle mieć relację. Ale jak mówiłam nie
                                                    > poruszam się w obszarze patologii. I do głowy by mi nie przyszło seksu traktowa
                                                    > ć jako narzędzia władzy. Nawet sam pomysł by mi nie przyszedł.

                                                    Jakiej wladzy? Gdzie ja pisze o wladzy? Nie da sie pieprzyc przez lata bez zbudowania bliskiej relacji. Nie ja to wymyslilam, wiec nie do mnie pretensje.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:27
                                                    "Jakiej wladzy? Gdzie ja pisze o wladzy? Nie da sie pieprzyc przez lata bez zbudowania bliskiej relacji. Nie ja to wymyslilam, wiec nie do mnie pretensje. "

                                                    No wlasnie miedzy innymi to pieprzenie buduje wiezi, ale zeby zyc w szczesliwym zwiazku przez dlugie lata potrzebny jest seks, komunikacja i intymnosc/bliskosc. To jest wszystko powiazane, seks jest spoiwem pary, buduje wiez, jak pada seks pada cala reszta. Zupelnie inna jest atmosfera w domu i miedzy ludzmi jezeli dobrze uklada im sie w lozku. Tu trudno rozroznic gdzie sie co zaczyna a gdzie konczy. Niemniej nie bedzie seksu w dlugotrwalym zwiazku bez wzajemnego szacunku, komunikacji i intymnosci. Albo bedzie seks ale reszta bedzie sie sypac, tylko, ze wolniej i trudniej bedzie sie rozstac, bo seks to najwazniejsze spoiwo zwiazku.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:56
                                                    A kto Ci karze żyć z kimś takim? To tak jakbyś ganiła pracodawcę że Ci daje następną szansę i nagabuje żebyś się wzięła do roboty. Bo związek to wspólny seks- to chyba oczywiste.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:59
                                                    Każe oczywiście- kajam się
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 12:29
                                                    kag73 napisała:

                                                    A tam takie pierdoly. Jak na faceta lece i w dodatku on na mnie(ma przymus, bar
                                                    > dzo mnie to podkreca, jak mu sie ruchac ze mna chce, bardzo) i mnie zwilza to s
                                                    > e z nim zwyczajnie pieprze, wiec do zdesperowania nie dojdzie w ogole.

                                                    TY to Kag lepiej nas tu wszystkich poucz (z panami wlacznie) jak to zrobic zeby na swojego faceta wciaz leciec. Co on musi takiego miec czy co prezentowac na przestrzeni lat zeby on byl dla kobiety pociagajacy? Przetlumacze, wydrukuje to i powiesze swojemu na lodowce ;) Bo w ogole to sie spotkala z opiniami, ze jak facet wypadl z rynku damsko-meskiego (czytaj: zajety) to on juz nic nie musi. Jak nie musi? A dla swojej kobiety nie musi? Ona ma go brac w ciemno i na brudno? Szczerze mowic wkurza mnie to niemilosiernie.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:17
                                                    "TY to Kag lepiej nas tu wszystkich poucz (z panami wlacznie) jak to zrobic zeby na swojego faceta wciaz leciec. Co on musi takiego miec czy co prezentowac na przestrzeni lat zeby on byl dla kobiety pociagajacy? Przetlumacze, wydrukuje to i powiesze swojemu na lodowce ;) "

                                                    A tutaj to Ci niec nie napisze, bo kazda ma tam pewnie swoje wlasne wyobrazenia i oczekwiania. Wiec co jest super dla mnie, moze wcale nie bedzie dla Ciebie. Pewnie po prostu mielismy duzo szczecia i (w skrocie) dobralismy sie jak w korcu maku.

                                                    "Bo w ogole to sie spotkala z opiniami, ze jak facet wypadl z rynku damsko-meskiego (czytaj: zajety) to on juz nic nie musi. Jak nie musi? A dla swojej kobiety nie musi? Ona ma go brac w ciemno i na brudno? Szczerze mowic wkurza mnie to niemilosiernie."

                                                    Tego u mojego nie bylo nigdy. On zawsze tylko i wylacznie dla swojej kobiety, wlasnie dlatego, ze jest jego :)
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 15:41
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > TY to Kag lepiej nas tu wszystkich poucz (z panami wlacznie) jak to zrobic zeby na swojego faceta wciaz leciec. Co on musi takiego miec czy co prezentowac na przestrzeni lat zeby on byl dla kobiety pociagajacy? Przetlumacze, wydrukuje to i powiesze swojemu na lodowce ;).
                                                    -----------------------
                                                    To dobre pytanie. Spytam moją dzisiaj, ale to nie jest jeden czynnik, ale ich kombinacja, czasami zupełnie ze sobą sprzecznych. Tak więc siła i łagodność, zdecydowanie i elastyczność, robienie wielu rzeczy dla rodziny, kobiety i zagwarantowanie części ja tylko dla siebie, pewność siebie i otwartość na argumenty, dążenie do celu i umiejętność słuchania i weryfikacji złych decyzji, zaangażowanie w pracy ale nie zatracenie się w niej, no i oczywiście dużo sportu i dbanie o sylwetkę.
                                                    No i bycie dla niej miłym, bo przecież ona jest częścią mnie, jak powiedział Janek Mróz.

                                                    --------------------------
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 18:54
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > TY to Kag lepiej nas tu wszystkich poucz (z panami wlacznie) jak to zrobic zeby
                                                    > na swojego faceta wciaz leciec. Co on musi takiego miec czy co prezentowac na
                                                    > przestrzeni lat zeby on byl dla kobiety pociagajacy? >

                                                    Zapytałem TJ, odpowiedziała: patrzeć na mnie pożądliwie tak jak ty na mnie patrzysz.
                                                    A było to dziś, 2 godziny temu i zaczęło się tak:
                                                    Mam wolną chatę więc przywiozłem ją do mojego domu. Po raz drugi w całej naszej historii!.
                                                    Na wstępie od razu zapodała, że o żadnym seksie niema mowy, bo ona jest spięta (ktoś może nas nakryć!) a jak jest spięta to nie będzie miała odlotów a taki seks bez odlotów to ona pieprzy.
                                                    Wypiła dwa drinki, wyluzowała. A mnie się chciało, więc rzeczywiście patrzyłem na nią pożądliwie. I za chwilę sama się rozebrała. Co prawda na moje przypomnienie, że cipkę trzeba rozpychać bo tak pan doktor kazał. I cipka mokra jak nie wiem co! Tyle w temacie.

                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 19:02
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > A było to dziś, 2 godziny temu i zaczęło się tak:
                                                    > Mam wolną chatę więc przywiozłem ją do mojego domu. Po raz drugi w całej naszej
                                                    > historii!.
                                                    > Na wstępie od razu zapodała, że o żadnym seksie niema mowy, bo ona jest spięta
                                                    > (ktoś może nas nakryć!) a jak jest spięta to nie będzie miała odlotów a taki se
                                                    > ks bez odlotów to ona pieprzy.
                                                    > Wypiła dwa drinki, wyluzowała. A mnie się chciało, więc rzeczywiście patrzyłem
                                                    > na nią pożądliwie. I za chwilę sama się rozebrała. Co prawda na moje przypomnie
                                                    > nie, że cipkę trzeba rozpychać bo tak pan doktor kazał. I cipka mokra jak nie w
                                                    > iem co! Tyle w temacie.

                                                    Super:-) Tylko poscieli nie zapomnij zmienic ;-)
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 19:04
                                                    "Wypiła dwa drinki, wyluzowała. A mnie się chciało, więc rzeczywiście patrzyłem na nią pożądliwie. I za chwilę sama się rozebrała. Co prawda na moje przypomnienie, że cipkę trzeba rozpychać bo tak pan doktor kazał. I cipka mokra jak nie wiem co! Tyle w temacie."

                                                    No to dzialo sie, gogol :) Tak to jest z kobietami, mowia niby "nie" a robia "tak" albo odwrotnie, no nie nadazysz. Nie ma jak to drinki!
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:28
                                                    Bo chlopy popelniaja ten blad, ze gdy im kutas podpowiada, ze jak babka jest zgrabna, ma ladna buzie, kragle cycki i dupe, to na pewno chce sie ruchac, to oni w to wierza. A wyglad ma sie nijak do libidowosci. W jakims sensie to jest podle i wredne, ze natura wyposaza osobe niezainteresowana seksem atrakcyjnym cialem, a ta co lubi seks np decha z przodu i z tylu. No i jak to pogodzic? Aha zwlaszcza, ze jak babka jest cwana, to moze oczywiscie urode sprzedac w formie wersji demo, a potem wypierdalaj. Ja jakbym sie teraz wiazala to chyba bym robila jakis wywiad z bylymi czy jak ;-)
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:37
                                                    Bo chlopy popelniaja ten blad, ze gdy im kutas podpowiada, ze jak babka jest zgrabna, ma ladna buzie, kragle cycki i dupe, to na pewno chce sie ruchac, to oni w to wierza. A wyglad ma sie nijak do libidowosci.

                                                    Dokladnie. W dodatku oni chca babki, atrakcyjnej babki, bo to wzrokowcy. I znalezc taka nie az taka wielka sztuka, ale zeby ona jeszcze wlasnie jego zechciala, to juz jest sztuka/szczescie. I nie zdarza sie az tak czesto, wiec trzymaja rekami i nogami co udalo im sie "zdobyc" :)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:52
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Dokladnie. W dodatku oni chca babki, atrakcyjnej babki, bo to wzrokowcy. I znal
                                                    > ezc taka nie az taka wielka sztuka, ale zeby ona jeszcze wlasnie jego zechciala
                                                    > , to juz jest sztuka/szczescie. I nie zdarza sie az tak czesto, wiec trzymaja r
                                                    > ekami i nogami co udalo im sie "zdobyc" :)

                                                    No wlasnie, najczesciej zas udaje im sie zdobyc nie ta wymarzona, wiec musza brac ta, ktora przynajmniej daje nadzieje, ze sobie beda mogli zaruchac. A potem sa zdziwieni, ze ona jednak ruchac radosnie sie nie chce:-)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:56
                                                    T
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:57
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > Dokladnie. W dodatku oni chca babki, atrakcyjnej babki, bo to wzrokowcy.
                                                    > I znal
                                                    > > ezc taka nie az taka wielka sztuka, ale zeby ona jeszcze wlasnie jego zec
                                                    > hciala
                                                    > > , to juz jest sztuka/szczescie. I nie zdarza sie az tak czesto, wiec trzy
                                                    > maja r
                                                    > > ekami i nogami co udalo im sie "zdobyc" :)
                                                    >
                                                    > No wlasnie, najczesciej zas udaje im sie zdobyc nie ta wymarzona, wiec musza br
                                                    > ac ta, ktora przynajmniej daje nadzieje, ze sobie beda mogli zaruchac. A potem
                                                    > sa zdziwieni, ze ona jednak ruchac radosnie sie nie chce:-)


                                                    No tak, są zdziwieni, bo w wersji demo dawała ;-) Brak uczciwości wobec samego/samej siebie po obu stronach.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:58
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > No wlasnie, najczesciej zas udaje im sie zdobyc nie ta wymarzona, wiec musza br
                                                    > ac ta, ktora przynajmniej daje nadzieje, ze sobie beda mogli zaruchac. A potem
                                                    > sa zdziwieni, ze ona jednak ruchac radosnie sie nie chce:-)

                                                    To dopiero wybrakowany egzemplarz....ładna nie jest i do tego ruchać się nie lubi:)) Zwłaszcza dla chłopów którzy nie chcą mieć w domu służacej;)
                                                  • bcde Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 03:01
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Zwiazal sie z kobieta, bo umyslil sobie, ze to dobry sposob na swoja jak to naz
                                                    > ywa " nadpobudliwosc seksualna".

                                                    Jaka nadpobudliwość? Co ty pieprzysz? Normalny facet chce się ruchać. Normalne kobiety też (choć zwykle mniej).

                                                    > Nie, normalny czlowiek nie ma priorytetu aby znalezc sobie obiekt do rozladowan
                                                    > ia wlasnej energii seksualnej. Szuka kogos kompatybilnego do siebie- erotyczni
                                                    > e i emocjonalnie. Nie zaklada glupio, ze skoro mam potrzeby, to ktos je bedzie
                                                    > zaspokajal, bo ja przeciez musze sie rozladowac.

                                                    Jakie to kurwa proste. Że też Sabat na to nie wpadł. On chyba tylko udaje inteligentnego. Głupio założył, że małżeństwo daje możliwość zaspokajania potrzeb seksualnych. Może nawet uwierzył, że małżonkowie są zobowiązani do wspólnego pożycia, jak mówi kodeks.

                                                    > Nie wysokolibidowy, tylko wysokoroszczeniowy:-)

                                                    Wysokoroszczeniowy, bo przez jakiś czas śmiał się upominać u żony o seks i ją "nękać"?
                                                    Syty głodnego nie zrozumie, a z tego co piszesz można wywnioskować, że ty jesteś niskolibidowa i nigdy prawdziwej chcicy nie miałaś, bo byś takich głupot nie pisała.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 05:28
                                                    bcde napisał:

                                                    > Jaka nadpobudliwość? Co ty pieprzysz? Normalny facet chce się ruchać. Normalne
                                                    > kobiety też (choć zwykle mniej).

                                                    Ojej, naprawde kobiety chca sie ruchac mniej? No popatrz, jakie ciekawe obserwacje poczyniles, bo mnie wychodzi, ze jednak chca sie ruchac duzo, ale nie wtedy gdy musza, tylko wtedy gdy chca, rowniez wtedy gdy facet erotycznie potrafi troche wiecej niz spuscic z krzyza.

                                                    > Jakie to kurwa proste. Że też Sabat na to nie wpadł. On chyba tylko udaje intel
                                                    > igentnego. Głupio założył, że małżeństwo daje możliwość zaspokajania potrzeb se
                                                    > ksualnych.

                                                    Jemu najwyrazniej nie dalo tej mozliwosci, dziura nie chciala wspolpracowac. I co teraz? Ukarac dziure, czy podac ja do sadu?

                                                    Może nawet uwierzył, że małżonkowie są zobowiązani do wspólnego poży
                                                    > cia, jak mówi kodeks.

                                                    Skonczyly sie kurwa czasy wymiany dupy za opieke.

                                                    > Wysokoroszczeniowy, bo przez jakiś czas śmiał się upominać u żony o seks i ją "
                                                    > nękać"?
                                                    > Syty głodnego nie zrozumie, a z tego co piszesz można wywnioskować, że ty jeste
                                                    > ś niskolibidowa i nigdy prawdziwej chcicy nie miałaś, bo byś takich głupot nie
                                                    > pisała.

                                                    Bingo, jestem niskolibidowa i nigdy prawdziwej chcicy nie mialam.


                                                  • bcde Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 10:49
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Jemu najwyrazniej nie dalo tej mozliwosci, dziura nie chciala wspolpracowac. I
                                                    > co teraz? Ukarac dziure, czy podac ja do sadu?

                                                    Ta dziura jest jego żoną. Jeśli to taki problem dla niej dać dupy, to istnieje 100 innych sposobów, aby pomóc mężowi w rozładowaniu napięcia seksualnego. Może mu zrobić ręką, cyckami, a niektórym wystarczy jak kobieta tylko się rozbierze albo seksownie ubierze i patrzy, jak sami się zaspokajają.
                                                    Wystarczyłoby, gdyby potraktowała jego potrzeby poważnie i sama coś zaproponowała albo posłuchała jego propozycji, a nie olewała jego potrzeb jakby ich nie było.
                                                    A jeśli nie może lub nie chce w żaden sposób, to powinna to uczciwie powiedzieć i zaproponować rozwód albo żeby znalazł sobie do seksu kogoś na boku. Bo ona, jako żona która mu ślubowała, też jest odpowiedzialna za małżeństwo. A fundamentem małżeństwa jest seks. Jeśli tego nie rozumie, to niech wraca do przedszkola.
                                                    A Sabat ma pełne prawo być na nią wkurwiony. Nie za to, że ona ma niższe libido, bo ktoś zwykle ma niższe, tylko za to, że olała jego najważniejsze potrzeby i nie zrobiła nic, żeby się nie męczył. Ona zdradziła go wcześniej, dlatego jego zdrady są usprawiedliwione. I ma moralne prawo mieć kochankę do czasu, gdy postanowi się rozwieść na warunkach bardziej mu odpowiadających niż dziś.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 11:09
                                                    "Ta dziura jest jego żoną. Jeśli to taki problem dla niej dać dupy, to istnieje 100 innych sposobów, aby pomóc mężowi w rozładowaniu napięcia seksualnego. Może mu zrobić ręką, cyckami, a niektórym wystarczy jak kobieta tylko się rozbierze albo seksownie ubierze i patrzy, jak sami się zaspokajają."

                                                    A w druga strone tez to dziala i powinno tak dzialac? Jezeli to facet nie chce seksu? Bywaja i takie przypadki.
                                                    Widzisz, bo zalezy o jakich przypadkach i okolicznosciach przyrody my tutaj mowimy. Seks zaczyna sie w glowie i nedzna to pociecha, ze nie musisz udostenic dziury czy kutasa, mozesz udostepnic cos innego, Ty niechesz i nie potrafisz, bo Ciebie zwyczajnie na sama mysl odrzuca, nie mozesz wbrew sobie. Glowa mowi nie. Wiec to jest ogromny problem. Takie sytuacje sie zdarzaja, poprzedza je czy sa wynikiem rozczarowania, bolesnych doswiadczenia, brakiem szacunku poza lozkiem i inne takie. Wie tutaj trzeba jednak dostrzec zaleznosci, ktorych wielu nie dostrzega albo tez dostrzegac nie chce, bo...sa niewygodne albo bo sa bezrefleksyjni. Chca i tyle, bez wzgladu na zaistaniale sytuacje iokolicznosci.
                                                    Ja nie mowie, ze to sytuacja Sabatow, tu cos innego moze grac role i inne okolicznosci.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 11:16
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Widzisz, bo zalezy o jakich przypadkach i okolicznosciach przyrody my tutaj mowimy. Seks zaczyna sie w glowie i nedzna to pociecha, ze nie musisz udostenic dziury czy kutasa, mozesz udostepnic cos innego, Ty niechesz i nie potrafisz, bo Ciebie zwyczajnie na sama mysl odrzuca, nie mozesz wbrew sobie. Glowa mowi nie.
                                                    --------------------
                                                    Toż to jak druga osoba odrzuca to trzeba sie rozejść a nie mieszkać razem i eskalować niechęci / nienawiści.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 11:18
                                                    "Toż to jak druga osoba odrzuca to trzeba sie rozejść a nie mieszkać razem i eskalować niechęci / nienawiści."

                                                    To tez wielu ludzi to robi, organizuje sobie cos inaczej, poza zwiazkiem.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 11:25

                                                    > Ta dziura jest jego żoną. Jeśli to taki problem dla niej dać dupy, to istnieje
                                                    > 100 innych sposobów, aby pomóc mężowi w rozładowaniu napięcia seksualnego. Może
                                                    > mu zrobić ręką, cyckami, a niektórym wystarczy jak kobieta tylko się rozbierze
                                                    > albo seksownie ubierze i patrzy, jak sami się zaspokajają.
                                                    > Wystarczyłoby, gdyby potraktowała jego potrzeby poważnie i sama coś zaproponowa
                                                    > ła albo posłuchała jego propozycji, a nie olewała jego potrzeb jakby ich nie by
                                                    > ło.
                                                    > A jeśli nie może lub nie chce w żaden sposób, to powinna to uczciwie powiedzieć
                                                    > i zaproponować rozwód albo żeby znalazł sobie do seksu kogoś na boku. Bo ona,
                                                    > jako żona która mu ślubowała, też jest odpowiedzialna za małżeństwo. A fundamen
                                                    > tem małżeństwa jest seks. Jeśli tego nie rozumie, to niech wraca do przedszkola
                                                    > .
                                                    > A Sabat ma pełne prawo być na nią wkurwiony. Nie za to, że ona ma niższe libido
                                                    > , bo ktoś zwykle ma niższe, tylko za to, że olała jego najważniejsze potrzeby i
                                                    > nie zrobiła nic, żeby się nie męczył. Ona zdradziła go wcześniej, dlatego jego
                                                    > zdrady są usprawiedliwione. I ma moralne prawo mieć kochankę do czasu, gdy pos
                                                    > tanowi się rozwieść na warunkach bardziej mu odpowiadających niż dziś.

                                                    Pierdolisz Alfabetyczny jak Arab. Żona.Sabata nie.chciała Sabata w swoim łóżku z jakichś powodów i robienie mu dobrze ręką byloby dla niej tak samo przykre jak rozłożenie nóg. Nie sądzę, żeby Sabata uszczęśliwiało takie wymuszone pozycie, bo zajawki miał i zaniechał z niesmakiem. Pewnie głównie do samego siebie. Jak ty masz radochę z takiego seksu to se idź na do burdelu rypac niewolnice seksualne. Nie mam nic do tego, że.chłopak ma teraz kochanke, ale od Sabatowej się odczep. Jakieś swoje powody miała i debilizmem jest sugerowanie, że powinna się zmuszać.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 11:30
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Pierdolisz Alfabetyczny jak Arab. Żona.Sabata nie.chciała Sabata w swoim łóżku z jakichś powodów
                                                    --------------
                                                    Oczywiście, przed ślubem nie chciała, zwalając na religię i po ślubie też. Chciała faceta do rozmnożenia i dobrego tatusia.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 11:54
                                                    Powtarzam po raz kolejny, i to zaczyna robić się nudne...
                                                    Nie kręci mnie "dawanie", kręci mnie "bycie pożądanym". Mam w dupie coś takiego, że kobieta mi się "udostępnia". Niech spierdala w podskokach "udostępniać się" komuś innemu, nie jestem zainteresowany. To jest dla mnie obraźliwe, bo wynika z tego, że nie jestem wart jej uwagi jako mężczyzna, że musi zaoferować seks w zamian za coś, bo inaczej by się nie opłacało.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 12:53
                                                    "To jest dla mnie obraźliwe, bo wynika z tego, że nie jestem wart jej uwagi jako mężczyzna, że musi zaoferować seks w zamian za coś, bo inaczej by się nie opłacało."

                                                    No mogla tez z sympatii i uczuc do Ciebie, na wiecej niz recznie nie byla ja stac, bo...
                                                    A ze najedzony glodnego nie zrozumie...
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 14:46
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Powtarzam po raz kolejny, i to zaczyna robić się nudne...
                                                    > Nie kręci mnie "dawanie", kręci mnie "bycie pożądanym". Mam w dupie coś takiego
                                                    > , że kobieta mi się "udostępnia". Niech spierdala w podskokach "udostępniać się
                                                    > " komuś innemu, nie jestem zainteresowany. To jest dla mnie obraźliwe, bo wynik
                                                    > a z tego, że nie jestem wart jej uwagi jako mężczyzna, że musi zaoferować seks
                                                    > w zamian za coś, bo inaczej by się nie opłacało.

                                                    To chyba bcde niech spierdala w podskokach. W koncu to on wnosi zeby Ci sie udostepniala ;)
                                                  • bcde Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 16:19
                                                    > Powtarzam po raz kolejny, i to zaczyna robić się nudne...
                                                    > Nie kręci mnie "dawanie", kręci mnie "bycie pożądanym". Mam w dupie coś takiego
                                                    > , że kobieta mi się "udostępnia". Niech spierdala w podskokach "udostępniać się
                                                    > " komuś innemu, nie jestem zainteresowany. To jest dla mnie obraźliwe, bo wynik
                                                    > a z tego, że nie jestem wart jej uwagi jako mężczyzna, że musi zaoferować seks
                                                    > w zamian za coś, bo inaczej by się nie opłacało.

                                                    >To chyba bcde niech spierdala w podskokach. W koncu to on wnosi zeby Ci sie udostepniala ;)

                                                    Wygląda na to, że ja mam inaczej niż Sabat. Nie muszę "być pożądanym" żeby się podniecić. A Sabatowa nie jest w porządku. Powinna się zmusić przynajmniej do szczerej rozmowy z mężem o seksie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 17:37
                                                    bcde napisał:

                                                    > Wygląda na to, że ja mam inaczej niż Sabat. Nie muszę "być pożądanym" żeby się
                                                    > podniecić.

                                                    Wydaje mi sie, ze wlasnie to Cie sprowadzilo na manowce przy wyborze obecnej partnerki, bo to co Ci obecnie doskwiera okreslilabym jako brak bycia pozadanym. Ale nie mozna miec wszystkiego.

                                                    A Sabatowa nie jest w porządku. Powinna się zmusić przynajmniej do s
                                                    > zczerej rozmowy z mężem o seksie.

                                                    Cos tam zdawkowo mowila, ze dziwi sie, ze widzi w niej jeszcze kobiete.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:54
                                                    sabat3 napisał
                                                    >Powtarzam po raz kolejny, i to zaczyna robić się nudne...
                                                    Nie kręci mnie "dawanie", kręci mnie "bycie pożądanym". Mam w dupie coś takiego, że kobieta mi się "udostępnia". Niech spierdala w podskokach "udostępniać się" komuś innemu, nie jestem zainteresowany. To jest dla mnie obraźliwe, bo wynika z tego, że nie jestem wart jej uwagi jako mężczyzna, że musi zaoferować seks w zamian za coś, bo inaczej by się nie opłacało.<

                                                    Ja nie wiem, co daje pieprzenie, bez świadomości bycia pożądaną /ym. Może ze strony mężczyzn wygląda to inaczej, ale z mojego punktu widzenia żadne zmuszanie się nie wchodzi w rachubę, w życiu nie chciałabym pieprzyć się z kimś, kogo nie pożądam, nie pragnę, nie lubię,nie uwielbiam znie czuję bliskości emocjonalnej- jeśli tego nie ma, to nie ma relacji, albo już dawno obumarła.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 11:54
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Pierdolisz Alfabetyczny jak Arab. Żona.Sabata nie.chciała Sabata w swoim
                                                    > łóżku z jakichś powodów
                                                    > --------------
                                                    > Oczywiście, przed ślubem nie chciała, zwalając na religię i po ślubie też. Chci
                                                    > ała faceta do rozmnożenia i dobrego tatusia.

                                                    Może tak, a może nie. Może Sabat zrobił coś takiego, co odstraszylo ja od niego. Zresztą to nie ma znaczenia - ona go nie chce chyba już trwale i nieodwołalnie i jakieś durne pomysły Alfabetycznego że powinna się zmuszać są co najmniej obrzydliwe.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 12:50
                                                    W dodatku, dla przypomnienia bcde, zona Sabata owszem robila regularnie reka, ale dla Sabata to nie byl seks, on pisal, ze nie ma seksu, bo....nie mial penetracji. Oczywiscie, ze reka to tez seks, ale jak jestes samcem hetero to se mozesz czasem reke, jezyk jeszcze cos tam, ale chcesz tez zamoczyc. W dodatku, dokladnie tak, z obowiazku i udostepnienia to wielu nie chce
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 16:29
                                                    bcde napisał:

                                                    > Ta dziura jest jego żoną. Jeśli to taki problem dla niej dać dupy, to istnieje
                                                    > 100 innych sposobów, aby pomóc mężowi w rozładowaniu napięcia seksualnego. Może
                                                    > mu zrobić ręką, cyckami, a niektórym wystarczy jak kobieta tylko się rozbierze
                                                    > albo seksownie ubierze i patrzy, jak sami się zaspokajają.
                                                    > Wystarczyłoby, gdyby potraktowała jego potrzeby poważnie i sama coś zaproponowa
                                                    > ła albo posłuchała jego propozycji, a nie olewała jego potrzeb jakby ich nie by
                                                    > ło.
                                                    > A jeśli nie może lub nie chce w żaden sposób, to powinna to uczciwie powiedzieć
                                                    > i zaproponować rozwód albo żeby znalazł sobie do seksu kogoś na boku. Bo ona,
                                                    > jako żona która mu ślubowała, też jest odpowiedzialna za małżeństwo. A fundamen
                                                    > tem małżeństwa jest seks. Jeśli tego nie rozumie, to niech wraca do przedszkola
                                                    > .
                                                    > A Sabat ma pełne prawo być na nią wkurwiony. Nie za to, że ona ma niższe libido
                                                    > , bo ktoś zwykle ma niższe, tylko za to, że olała jego najważniejsze potrzeby i
                                                    > nie zrobiła nic, żeby się nie męczył. Ona zdradziła go wcześniej, dlatego jego
                                                    > zdrady są usprawiedliwione. I ma moralne prawo mieć kochankę do czasu, gdy pos
                                                    > tanowi się rozwieść na warunkach bardziej mu odpowiadających niż dziś.


                                                    " Pomoc mezowi w rozladowaniu napiecia seksualnego ". He, he, hicior forum normalnie. Jak te ryczace krowy przed wieczornym udojem, co to trzeba za wymiona pociagnac zeby im ulzyc :-)
                                                    Ja sie nie dziwie, ze Twoja baba brzydzi sie Twojej spermy, moze jak przeczyta Twoje madrosci to do kompletu pawia pusci.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 08:44
                                                    bcde napisał:

                                                    Może nawet uwierzył, że małżonkowie są zobowiązani do wspólnego poży
                                                    > cia, jak mówi kodeks.

                                                    O kurka, a Kag chciala zebym wyszka za maz zeby wiecej czasu z dzieckiem spedzic i na czarno nie pracowac, a ja bym miala placic wieloletnim obowiazkiem wspolnego pozycia? A w zyciu. Nie oplaca sie.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 08:54
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > bcde napisał:
                                                    >
                                                    > Może nawet uwierzył, że małżonkowie są zobowiązani do wspólnego pożycia, jak mówi kodeks.
                                                    >
                                                    > O kurka, a Kag chciala zebym wyszka za maz zeby wiecej czasu z dzieckiem spedzic i na czarno nie pracowac, a ja bym miala placic wieloletnim obowiazkiem wspolnego pozycia? A w zyciu. Nie oplaca sie.
                                                    ------------------------
                                                    Kodeks w PL mówi, że ,,uczynię wszystko, żeby małżeństwo było szczęśliwe i udane" . To jest mało precyzyjne.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 08:55
                                                    "O kurka, a Kag chciala zebym wyszka za maz zeby wiecej czasu z dzieckiem spedzic i na czarno nie pracowac, a ja bym miala placic wieloletnim obowiazkiem wspolnego pozycia? A w zyciu. Nie oplaca sie."

                                                    Dla kag czy to malzenstwo czy zwiazek to jeden pikus, jezeli jest milosc i wspolne zycie. On pisze o "pozyciu" a nie o zyciu. Jedno jest dla mnie istotne jednak: rzeczywiscie wiaze sie rowniez po to, zeby miec seks i to wlasnie z tym partnerem, bo w koncu dla wiekszosci zwiazek/malzenstwo oznacza wylacznosc seksulana. Wiec skoro wchodzilismy w zwiazek rowniez seksualny to jak najbardziej seksu chce, oczekuje i go sama daje. Jak sie cos tam po drodze psuje, to sie patrzy dalej, ale nie jest zadna fanaberia ani wymyslem, ze oboje w zwiazku chcemy i oczekujemy od siebie seksu, w koncu na niego tez sie pisalismy.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 09:34
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Dla kag czy to malzenstwo czy zwiazek to jeden pikus, jezeli jest milosc i wspolne zycie. On pisze o "pozyciu" a nie o zyciu. Jedno jest dla mnie istotne jednak: rzeczywiscie wiaze sie rowniez po to, zeby miec seks i to wlasnie z tym partnerem, bo w koncu dla wiekszosci zwiazek/malzenstwo oznacza wylacznosc seksulana. Wiec skoro wchodzilismy w zwiazek rowniez seksualny to jak najbardziej seksu chce, oczekuje i go sama daje. Jak sie cos tam po drodze psuje, to sie patrzy dalej,
                                                    -------------------------------
                                                    Wiele się zmienia, tak więc po okresie ,,godowym" przechodzimy w tryb wspólnego życia, pracy, dzieci itd. i ten tryb bywa trudny, męczący, rozczarowujący, co nie pozostaje bez wpływa na sam związek, seks i pożądanie. Wiele osób uważa, że po ślubie już nie trzeba się starać, bo się wszystko, czyli miłość i seks, należy. Ludzie też przestają się starać op siebie, no bo partner musi mnie akceptować. To jest z grubsza przyczyną końca fascynacji, wyjątkowości i pożądania. Nikt nie mówi, że w życiu 95% to praca a te 5% to słodycze. Bez pracy wszystko sie sypie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 09:35
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Dla kag czy to malzenstwo czy zwiazek to jeden pikus, jezeli jest milosc i wspo
                                                    > lne zycie. On pisze o "pozyciu" a nie o zyciu. Jedno jest dla mnie istotne jedn
                                                    > ak: rzeczywiscie wiaze sie rowniez po to, zeby miec seks i to wlasnie z tym par
                                                    > tnerem, bo w koncu dla wiekszosci zwiazek/malzenstwo oznacza wylacznosc seksula
                                                    > na. Wiec skoro wchodzilismy w zwiazek rowniez seksualny to jak najbardziej seks
                                                    > u chce, oczekuje i go sama daje. Jak sie cos tam po drodze psuje, to sie patrzy
                                                    > dalej, ale nie jest zadna fanaberia ani wymyslem, ze oboje w zwiazku chcemy i
                                                    > oczekujemy od siebie seksu, w koncu na niego tez sie pisalismy.

                                                    Ja tam na pewno to chcialam tylko dziecka wiec malzenstwo czy obowiazek pozycia to dla mnie za wysoka cena.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 09:56
                                                    "Ja tam na pewno to chcialam tylko dziecka wiec malzenstwo czy obowiazek pozycia to dla mnie za wysoka cena."


                                                    Ano, czyli zupelnie inne dane wyjsciowe niz np. u mnie, bo ja tam na pewno chcialam byc razem z tym gosciem a chcialam, bo pasowal w zyciu i w lozku i bylam w nim zakochana a on we mnie. I bylo wszystko uczucie, tesknota, namietnosc, rozsterki/trudnosci, jak w komedii romantycznej :)
                                                    O dziecku zupelnie nie myslalam.
                                                    I sypialam/sypiam nie z obowiazku ale z checi i potrzeby wlasnej :)

                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 10:02

                                                    hello-kitty2 napisała: > Ja tam na pewno to chcialam tylko dziecka wiec malzenstwo czy obowiazek pozycia
                                                    > to dla mnie za wysoka cena.

                                                    też czasami tak mam. Zaczynam robić stół a wychodzi mi stołek. No to zmiana koncepcji i że od początku chciałam stołek. I jest sukces:))
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 14:57
                                                    zawle napisała:

                                                    > też czasami tak mam. Zaczynam robić stół a wychodzi mi stołek. No to zmiana kon
                                                    > cepcji i że od początku chciałam stołek. I jest sukces:))

                                                    hehe fajnie, nawet jak sie przyznac, to przyleca zdjac ci winy.
                                                    Jaki sukces? To nie jest zaden sukces. Ja juz swoje wycierpialam za bledy, ktore popelnilam. Problem w tym, ze to byly najlepsze decyzje jakie moglam podjac w momencie, kiedy je podejmowalam. Bierzesz to, na co cie stac. Jak cie nie stac na wiecej, to swiadczy o jakiejs twojej ulomnosci i wbudownych limitach. Co do konca zycia mam sie biczowac, ze nie mam do kompletu milosci zycia? Ano nie mam i co? Mam sie powiescic zeby byl stol? I tak zrobilam postep, bo przynajmnie czynnie nie cierpie i umiem sie cieszyc z tego (marnego) co mam.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 15:03
                                                    "Co do konca zycia mam sie biczowac, ze nie mam do kompletu milosci zycia? Ano nie mam i co? Mam sie powiescic zeby byl stol? I tak zrobilam postep, bo przynajmnie czynnie nie cierpie i umiem sie cieszyc z tego (marnego) co mam."

                                                    Duzy postep! I tak trzymac!
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 14:57
                                                    zawle napisała:

                                                    > też czasami tak mam. Zaczynam robić stół a wychodzi mi stołek. No to zmiana kon
                                                    > cepcji i że od początku chciałam stołek. I jest sukces:))

                                                    hehe fajnie, nawet jak sie przyznac, to przyleca zdjac ci winy.
                                                    Jaki sukces? To nie jest zaden sukces. Ja juz swoje wycierpialam za bledy, ktore popelnilam. Problem w tym, ze to byly najlepsze decyzje jakie moglam podjac w momencie, kiedy je podejmowalam. Bierzesz to, na co cie stac. Jak cie nie stac na wiecej, to swiadczy o jakiejs twojej ulomnosci i wbudownych limitach. Co do konca zycia mam sie biczowac, ze nie mam do kompletu milosci zycia? Ano nie mam i co? Mam sie powiescic zeby byl stol? I tak zrobilam postep, bo przynajmnie czynnie nie cierpie i umiem sie cieszyc z tego (marnego) co mam.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 16:46
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > hehe fajnie, nawet jak sie przyznac, to przyleca zdjac ci winy.
                                                    > Jaki sukces? To nie jest zaden sukces. Ja juz swoje wycierpialam za bledy, ktor
                                                    > e popelnilam. Problem w tym, ze to byly najlepsze decyzje jakie moglam podjac w
                                                    > momencie, kiedy je podejmowalam. Bierzesz to, na co cie stac. Jak cie nie stac
                                                    > na wiecej, to swiadczy o jakiejs twojej ulomnosci i wbudownych limitach. Co do
                                                    > konca zycia mam sie biczowac, ze nie mam do kompletu milosci zycia? Ano nie ma
                                                    > m i co? Mam sie powiescic zeby byl stol? I tak zrobilam postep, bo przynajmnie
                                                    > czynnie nie cierpie i umiem sie cieszyc z tego (marnego) co mam.

                                                    A mnie sie podoba, ze widzisz swoj udzial, nie wine, bo tu nie ma zadnej winy i potrafisz dostrzec rowniez to co dobrego zrobil/ robi ten mezczyzna z ktorym mieszkasz. Bo czesto jest tak, ze byly/ byla to normalnie ostatnie skurwysyny ;-) A to wali sciema na kilometr.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:20
                                                    mabelle 2000 napisała
                                                    >A mnie sie podoba, ze widzisz swoj udzial, nie wine, bo tu nie ma zadnej winy i potrafisz dostrzec rowniez to co dobrego zrobil/ robi ten mezczyzna z ktorym mieszkasz. Bo czesto jest tak, ze byly/ byla to normalnie ostatnie skurwysyny ;-) A to wali sciema na kilometr.<


                                                    O to, to, nie ma żadnej winy w tym przypadku, a jedynie współwina, co już należy usprawiedliwić i spojrzeć łagodnym okiem, nie wytykając, że w tym przypadku również chodzi o pewną wygodę, przyssanie się do kutasa, którego się wprawdzie nie pożądana i nie pragnie, ale pewne korzyści się czerpie, no wiesz, wspólne urlopy, wyjazdy wakacyjne, możliwość nie płacenia za współlokatorswo, dobre, rodzinne układy - najważniejsze, że przyznasz się sama przed sobą do współwiny w chujni, w której zdecydowalasz się żyć,w chujni, w której nie ma miłości, pożądania i bliskości - ale nic to, Jak już zdołasz ogarnąć współwinę, to szacun, pełna akceptacja i zrozumienie. He he, no słodkie pierdy i nic więcej ;)
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:28
                                                    Tu nawet nie ma co dyskutować, Ninku. :) Zawsze jedne zwierzeta beda rowne a drugie rowniejsze.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:37
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Tu nawet nie ma co dyskutować, Ninku. :) Zawsze jedne zwierzeta beda rowne a dr
                                                    > ugie rowniejsze.

                                                    Nie podniecaj sie tak, przeciez napisala jaka cene mzsiala zaplacic za swoje decyzje. Widac w tym jakas refleksje, bo dostrzega i mowi glosno ile dobrego facet dla niej zrobil/ robi. Ty ze swoja przydupasia zawsze bedziecie niewinni i pokrzywdzeni.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 22:24
                                                    mabelle 2000 napisała
                                                    >Nie podniecaj sie tak, przeciez napisala jaka cene mzsiala zaplacic za swoje decyzje. Widac w tym jakas refleksje, bo dostrzega i mowi glosno ile dobrego facet dla niej zrobil/ robi. Ty ze swoja przydupasia zawsze bedziecie niewinni i pokrzywdzeni.<

                                                    Może ty też się nie podniecaj, bo widać jak inną miarą oceniasz poszczególne osoby i jak subiektywną oceną się w tym wypadku kierujesz. Nie ma miłości, pożądania i pragnienia, ale pierdzielenie, ile facet dla niej zrobił ( w jakim sensie, skoro wciąż negujesz, że nikogo nie można zmuszać i wymagać od kogoś, żeby miał w stosunku do kogoś jakieś oczekiwania?) to już wartość sama w sobie i należy spuścić zasłonę milczenia? A dlaczego i w imię czego? Kitty również korzysta na układzie z facetem, którego nie kocha, a który służy ku jej wygodzie i zaspokajaniu jej potrzeb, jak ci inni, których hejtujesz. Ty tego nie dostrzegasz?
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 23:38
                                                    ninek04 napisała:

                                                    Ty tego nie dostrzega
                                                    > sz?

                                                    Ona Cie nie czyta, bo Cie wygasila (po 'prosbie' Rekreativii i Lybbly), pisala o tym wprost wiec po co sie do niej zwracasz? Nie zauwazylas, ze juz Ci nigdy nie odpowiada? Po co z siebie robisz glupka?
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:16

                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > ninek04 napisała:
                                                    >
                                                    > Ty tego nie dostrzega
                                                    > > sz?
                                                    >
                                                    > Ona Cie nie czyta, bo Cie wygasila (po 'prosbie' Rekreativii i Lybbly), pisala
                                                    > o tym wprost wiec po co sie do niej zwracasz? Nie zauwazylas, ze juz Ci nigdy n
                                                    > ie odpowiada? Po co z siebie robisz glupka?


                                                    Ale jej osobę szarga nieomal w każdym poście. Pomimo że ją wygasiła. Kto tu z siebie robi głupka?
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:24

                                                    > > Ona Cie nie czyta, bo Cie wygasila (po 'prosbie' Rekreativii i Lybbly), p
                                                    > isala
                                                    > > o tym wprost wiec po co sie do niej zwracasz? Nie zauwazylas, ze juz Ci n
                                                    > igdy n
                                                    > > ie odpowiada? Po co z siebie robisz glupka?
                                                    >
                                                    >
                                                    > Ale jej osobę szarga nieomal w każdym poście. Pomimo że ją wygasiła. Kto tu z s
                                                    > iebie robi głupka?


                                                    Nnawet mi trudno przewijać, bo jazdy po Ninku wplata w posty o innej treści.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:45
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nnawet mi trudno przewijać, bo jazdy po Ninku wplata w posty o innej treści.

                                                    No ale przeciez to jest na zasadzie przykladu.

                                                    Poza tym czemu Wy sie dziwicie? Powinniscie juz wiedziec i sie przyzwyczaic, ze Mabelle zawsze wystepowala i pewnie bedzie w obronie niedajacych. A kazdy kto po nich jedzie dziala na nia jak plachta na byka. Natomiast Ninek sie zachowuje tu jakby sie rozprawiala ze swoim mezem. Juz z nim nie jest ale nie przegapi zadnej okazji zeby mu wbic szpile. Czy to o porzadkach, czy o ruchaniu, czy o gotowaniu, czy o dzieciach do znudzenia. Ciekawe po co? Czlowiek nie ma ani jednej dobrej cechy. To jest fizycznie niemozliwe. Wiec Mabelle go broni, tak jak bronila tych, ktorym nie staje i wtedy scierala sie ze mna. Idealistka. Wam i mnie by sie juz z 10 razy odechcialo ;)

                                                    Mabelle daj se spokoj, swiata nie naprawisz.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 11:06
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Nnawet mi trudno przewijać, bo jazdy po Ninku wplata w posty o innej treś
                                                    > ci.
                                                    >
                                                    > No ale przeciez to jest na zasadzie przykladu.

                                                    Forma, upierdliwosc, poziom.

                                                    >
                                                    > Mabelle daj se spokoj, swiata nie naprawisz.

                                                    Oczywiście że nie, tym bardziej, że przez niąj trzymana strona (również moja, kiedyś ostrzej, teraz spokojnie i z dystansem) jest tylko jednym z kilku punktów widzenia problemu bezseksia (marnego seksu) w związku. I całe szczęście, że świat nie.zostanie zmieniony przez tylko jedną frakcję z jednym jedynym punktem widzenia ;-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:31
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ale jej osobę szarga nieomal w każdym poście. Pomimo że ją wygasiła. Kto tu z s
                                                    > iebie robi głupka?

                                                    Ten, kto jest nieskuteczny? ;)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 12:03
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > Ale jej osobę szarga nieomal w każdym poście. Pomimo że ją wygasiła. Kto
                                                    > tu z s
                                                    > > iebie robi głupka?
                                                    >
                                                    > Ten, kto jest nieskuteczny? ;)

                                                    W czym?
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 12:54
                                                    zawle napisała:

                                                    > W czym?

                                                    Przez odwrotnosc: jezeli Ninek pisze do Mabelle posty z licznym pytaniami, to jaka jest jej skutecznosc w usyskiwaniu odpowiedzi czy chocby nawiazaniu z nia dialogu? Zerowa. To o braku efektywnosci. Dalej wartstwa emocjonalna. Jezeli ktos oswiadcza i sie tego trzyma, ze danej osoby nie czyta czy nie bedzie prowadzil z nia dialogu, to jakies dramatyczne proby nawiazania kontaktu sa uwlaczajace, ponizajace. To jest robienie scen, babranie sie w jakims emocjonalnym komposcie. Lepiej se dac spokoj i zajac sie czyms innym np rozmowami z innymi.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 14:34
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Przez odwrotnosc: jezeli Ninek pisze do Mabelle posty z licznym pytaniami, to j
                                                    > aka jest jej skutecznosc w usyskiwaniu odpowiedzi czy chocby nawiazaniu z nia d
                                                    > ialogu? Zerowa. To o braku efektywnosci. Dalej wartstwa emocjonalna. Jezeli kto
                                                    > s oswiadcza i sie tego trzyma, ze danej osoby nie czyta czy nie bedzie prowadzi
                                                    > l z nia dialogu, to jakies dramatyczne proby nawiazania kontaktu sa uwlaczajace
                                                    > , ponizajace. To jest robienie scen, babranie sie w jakims emocjonalnym komposc
                                                    > ie. Lepiej se dac spokoj i zajac sie czyms innym np rozmowami z innymi.

                                                    A przyszlo Ci do glowy, ze Ninek tak naprawde wcale nie dyskutuje z Mabelle, tylko broni Swojego wizerunku w oczach innych forumowiczow? Jest to dokladnie tak samo skuteczne, jak obrazanie adwersarza, ktorego masz na czarnej liscie (nie dajesz mu szansy na obrone).
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 15:15
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > A przyszlo Ci do glowy, ze Ninek tak naprawde wcale nie dyskutuje z Mabelle, ty
                                                    > lko broni Swojego wizerunku w oczach innych forumowiczow? Jest to dokladnie tak
                                                    > samo skuteczne, jak obrazanie adwersarza, ktorego masz na czarnej liscie (nie
                                                    > dajesz mu szansy na obrone).

                                                    Ale ona sie podpisuje pod niemal kazdym moim postem. Kapujesz, na jaki temat by nie byl. Wiec chyba musi mnie bardzo lubic skoro tak rwie sie do rozmowy na rozne tematy:-)
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 15:25
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Ale ona sie podpisuje pod niemal kazdym moim postem. Kapujesz, na jaki temat by
                                                    > nie byl. Wiec chyba musi mnie bardzo lubic skoro tak rwie sie do rozmowy na ro
                                                    > zne tematy:-)

                                                    Nie mozesz o tym wiedziec, przeciez ja wygasilas.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:47
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > mabelle2000 napisała:
                                                    > > Ale ona sie podpisuje pod niemal kazdym moim postem. Kapujesz, na jaki te
                                                    > mat by
                                                    > > nie byl. Wiec chyba musi mnie bardzo lubic skoro tak rwie sie do rozmowy
                                                    > na ro
                                                    > > zne tematy:-)
                                                    >
                                                    > Nie mozesz o tym wiedziec, przeciez ja wygasilas.

                                                    Moze moze nie potrzeba technicznie wygaszac nicka, mozna po prostu nie otwierac jego postow, przez to nie ominiesz watkow, ktore osoba nieczytana zaklada (wtedy taki watek nie istnieje dla ciebie wygaszajacego), a ktore czesto obracaja sie w ciekawe dyskusje inych osob, off topy wiadomo. Ja tak czesto robie. Nie wygaszam tylko omijam/przewijam.

                                                    A inna sprawa, ze ludzie tez cytujac Ninka podrzucaja jej kokolcze jaja, a Ty to nawet ostatnio mialam wrazenie specjalnie jej podbiles jakas zagajke ;)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 21:19

                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Ale ona sie podpisuje pod niemal kazdym moim postem. Kapujesz, na jaki temat by
                                                    > nie byl. Wiec chyba musi mnie bardzo lubic skoro tak rwie sie do rozmowy na ro
                                                    > zne tematy:-)

                                                    To czytasz ją czy nie?
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 17:08
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > A przyszlo Ci do glowy, ze Ninek tak naprawde wcale nie dyskutuje z Mabelle, ty
                                                    > lko broni Swojego wizerunku w oczach innych forumowiczow? Jest to dokladnie tak
                                                    > samo skuteczne, jak obrazanie adwersarza, ktorego masz na czarnej liscie (nie
                                                    > dajesz mu szansy na obrone).

                                                    hehe ta skutecznosc jest bardzo dyskusyjna, bo moze i przynosi (choc w moim przypadku) skutek odwrotny do zamierzonego. Poza tym to juz nawet nie chodzi o te proby obrony siebie (wg mnie przez wiekszosc totalnie ignorowane, bo nie rozwija sie z nich zadna dyskusja) ale tez nudne do wyrzygania jak flaki z olejem ciagle obrony Ciebie. Juz niedlugo Sabat nie zamienimy ze soba slowa ani nie damy se po pysku bez ciaglego ujadania oooo patrz: tu pasuje mi termin 'hitlerowkiej szczekaczki' ;-)

                                                    Poza tym ja mam wlasna teorie: to sa po prostu wylewy/jazdy emocjonalne i ona robi to dla siebie. Poza tym 2: osoba, u ktorej hate nie pozwala u drugiej osoby widziec racji W NICZYM (czyli to przyslowiowe: nie ma ani jednej pozytywnej cechy, we wszystkim sie myli) jest osoba niestabilna emocjonalnie i z dyskusji dla wlasnego dobra nalezy ja wykluczyc, krotko: ignorowac. Ewentualnie jakas karencje wprowadzic, jak pisal Proteina 'wrzucic do czysca' niech sie ogarnie ;)
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Poza tym 2: osoba, u ktorej hate nie pozwala u drugiej osoby
                                                    > widziec racji W NICZYM (czyli to przyslowiowe: nie ma ani jednej pozytywnej ce
                                                    > chy, we wszystkim sie myli) jest osoba niestabilna emocjonalnie i z dyskusji dl
                                                    > a wlasnego dobra nalezy ja wykluczyc, krotko: ignorowac.

                                                    Wypisz wymaluj Mabelle.
                                                    Ja czy Ninek nie mamy w jej oczach nawet jednej pozytywnej cechy, a sama powiedziala, ze takich ludzi nie ma ;)
                                                    Tak to jest jak hejt przyslania komus pole widzenia. W dodatku kontrast poziomu negatywnych emocji z ta gloszona uniwersalna, bezwarunkowa miloscia do swiata ludzi i zwierzatek jest po prostu powalajacy.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:45
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ja czy Ninek nie mamy w jej oczach nawet jednej pozytywnej cechy, a sama powied
                                                    > ziala, ze takich ludzi nie ma ;)
                                                    > Tak to jest jak hejt przyslania komus pole widzenia.

                                                    A Ty znowu poszkodowany. Oczywiscie, ze macie pozytywne cechy, jestescie dobrzy, kochajacy, uczciwi, prawdomowni, dobrze zorganizowani, z ambicjami, czuli, wrazliwi, oszczedni, macie bogata osobowosc i zycie wewnetrzne, jestescie towarzyscy, malo wymagajacy, ba nic niewymagajacy, utalentowani, cierpliwi, wybaczajacy, zyczliwi, pelni pasji. Jak mi sie jeszcze cos przypomni to chetnie dopisze :-)

                                                    W dodatku kontrast poziomu
                                                    > negatywnych emocji z ta gloszona uniwersalna, bezwarunkowa miloscia do swiata
                                                    > ludzi i zwierzatek jest po prostu powalajacy.

                                                    Bezwarunkowa miloscia to ja otaczam moich bliskich, a Ty do nich nie nalezysz.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:49
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Wypisz wymaluj Mabelle.
                                                    > Ja czy Ninek nie mamy w jej oczach nawet jednej pozytywnej cechy, a sama powied
                                                    > ziala, ze takich ludzi nie ma ;)
                                                    > Tak to jest jak hejt przyslania komus pole widzenia. W dodatku kontrast poziomu
                                                    > negatywnych emocji z ta gloszona uniwersalna, bezwarunkowa miloscia do swiata
                                                    > ludzi i zwierzatek jest po prostu powalajacy.

                                                    No nie jestem przekonana czy tak jest, bo Mabelle jako JEDYNA proponowala Ci REALNA pomoc (slowa vs czyny), a Ty swobodnie moglbys powiedziec sprawdzam. WIerz mi, zreszta sam sie domyslasz, na tym forum jest wiele osob, dla ktorych tysiak w ta czy w tamta to jak pierdniecie, a jednak ograniczyli sie dla ladnch slow ALE skoro tak uwazasz, jak uwazasz, to patrz: moja rada. Jak chcesz oczywiscie.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:57
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > No nie jestem przekonana czy tak jest, bo Mabelle jako JEDYNA proponowala Ci RE
                                                    > ALNA pomoc (slowa vs czyny), a Ty swobodnie moglbys powiedziec sprawdzam. WIerz
                                                    > mi, zreszta sam sie domyslasz, na tym forum jest wiele osob, dla ktorych tysia
                                                    > k w ta czy w tamta to jak pierdniecie, a jednak ograniczyli sie dla ladnch slow
                                                    > ALE skoro tak uwazasz, jak uwazasz, to patrz: moja rada. Jak chcesz oczywiscie

                                                    A Ty po raz kolejny z ta "pomoca". To Ci wyjasnie, uwierz dla odmiany, tak jak nie wierzylas w kwestii dopingu w czolowce kulturystyki.
                                                    Nigdy zadnej pomocy by mi nie udzielila. Wie ze jej skrajnie nie ufam, do tego stopnia by wyciagnac fejkowa pomoc w moja strone. Tylko po to, by po odrzuceniu "pomocnej dloni" moc wszystkim udowadniac jaki jestem bierny i ze tak naprawde ze wszystkim sciemniam. Trik psychologiczny.
                                                    Ty bys uwierzyla w pomoc od kogos, kto przez ostatnie lata jezdzil po Tobie jak po lysej kobyle?
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 20:21
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Nigdy zadnej pomocy by mi nie udzielila. Wie ze jej skrajnie nie ufam, do tego
                                                    > stopnia by wyciagnac fejkowa pomoc w moja strone.

                                                    Nie musisz mnie obrazac, pomoc byla szczera. Jak sie jednaj zdecydujesz- daj znac.

                                                    Tylko po to, by po odrzuceniu
                                                    > "pomocnej dloni" moc wszystkim udowadniac jaki jestem bierny i ze tak naprawde
                                                    > ze wszystkim sciemniam. Trik psychologiczny.

                                                    Nie przyjales - Twoja sprawa, nie przypominam sobie zebym to komentowala w jakis negatywny dla Ciebie sposob.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 22:32
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    >
                                                    > > Wypisz wymaluj Mabelle.
                                                    > > Ja czy Ninek nie mamy w jej oczach nawet jednej pozytywnej cechy, a sama
                                                    > powied
                                                    > > ziala, ze takich ludzi nie ma ;)

                                                    >
                                                    > No nie jestem przekonana czy tak jest, bo Mabelle jako JEDYNA proponowala Ci REALNA pomoc (slowa vs czyny), a Ty swobodnie moglbys powiedziec sprawdzam. WIerz mi, zreszta sam sie domyslasz, na tym forum jest wiele osob, dla ktorych tysiak w ta czy w tamta to jak pierdniecie, a jednak ograniczyli sie dla ladnch slow
                                                    > ALE skoro tak uwazasz, jak uwazasz, to patrz: moja rada. Jak chcesz oczywiscie


                                                    'nie odnosilam sie do Mabelle tylko wypowiedzialam sie ogolnie na temat'
                                                    Fałszywa pzdczka. ;)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 21:25
                                                    hello-kitty2 napisała: Poza tym to juz nawet nie chodzi o te
                                                    > proby obrony siebie (wg mnie przez wiekszosc totalnie ignorowane, bo nie rozwij
                                                    > a sie z nich zadna dyskusja)

                                                    Bo to o czym ona pisze jest oczywiste. O czym tu dyskutować? A ja juz prawie uwierzyłam że Ty taka jesteś ciekawa ludzkich historii:))

                                                    jak pisal Proteina 'wrzucic do czysca' niech sie ogarnie ;

                                                    Jak silne są przekazy rodzinne:)) Oczywiście u jednostek podatnych;)
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 14:52
                                                    hello -kitty2 napisała
                                                    >Przez odwrotnosc: jezeli Ninek pisze do Mabelle posty z licznym pytaniami, to jaka jest jej skutecznosc w usyskiwaniu odpowiedzi czy chocby nawiazaniu z nia dialogu? Zerowa. To o braku efektywnosci. Dalej wartstwa emocjonalna. Jezeli ktos oswiadcza i sie tego trzyma, ze danej osoby nie czyta czy nie bedzie prowadzil z nia dialogu, to jakies dramatyczne proby nawiazania kontaktu sa uwlaczajace, ponizajace. To jest robienie scen, babranie sie w jakims emocjonalnym komposcie. Lepiej se dac spokoj i zajac sie czyms innym np rozmowami z innymi.<

                                                    Może już odpuść sobie tę swoją interpretację odnośnie moich dramatycznych, poniżających prób nawiązania dialogu i prawie że żebrania o uzyskanie odpowiedzi,bo w ogóle nie o to chodzi. Mabelle dowala się do mnie niemal w każdej wypowiedzi, którą tutaj produkuje, oczywiście nie bezpośrednio, ale poprzez obrzydliwe, nierzadko, aluzyjki, nawiązania do moich wpisów, mojej sytuacji, szydząc i ironizując,jak to ma w zwyczaju. Mam siedzieć cicho i ignorować tę szyderę.? A druga sprawa, skoro mnie wygasiła i nie czyta, to po co te nawiązania do mnie? - Nie chcę kogoś czytać, nie lubię, działa mi na nerwy, przyprawia o złe emocje to wygaszam i sama nie wracam w kolejnych wypowiedziach do tej osoby - a tu nic z tego, wręcz przeciwnie, tak jakby ona karmiła się wylewaniem tego jadu. Z Tobą też, zdaje się nie rozmawia Kutuzow - nie wiem o co poszło, ale jak widać trzyma się konsekwentnie - nawet jednej aluzji, napaści słownej, ani nawiązania, nie czyni do Twojej osoby. I to rozumiem, ale nie rozumiem czepialstwa Mabelle.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 21:14
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > W czym?
                                                    >
                                                    > Przez odwrotnosc: jezeli Ninek pisze do Mabelle posty z licznym pytaniami, to j
                                                    > aka jest jej skutecznosc w usyskiwaniu odpowiedzi czy chocby nawiazaniu z nia d
                                                    > ialogu? Zerowa. To o braku efektywnosci. Dalej wartstwa emocjonalna. Jezeli kto
                                                    > s oswiadcza i sie tego trzyma, ze danej osoby nie czyta czy nie bedzie prowadzi
                                                    > l z nia dialogu, to jakies dramatyczne proby nawiazania kontaktu sa uwlaczajace
                                                    > , ponizajace. To jest robienie scen, babranie sie w jakims emocjonalnym komposc
                                                    > ie. Lepiej se dac spokoj i zajac sie czyms innym np rozmowami z innymi.

                                                    W czym jest skuteczna mabelle a ninek nie? Konkret.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 21:52
                                                    zawle napisała:

                                                    > W czym jest skuteczna mabelle a ninek nie? Konkret.

                                                    W wielu rzeczach, z konkretow z brzegu:
                                                    - w pisaniu krotkich, konkretnych tekstow, a w nich z umiejetnosci uzywania jednego gora dwoch czasownikow w zdaniu, a to jest miodem na moja dusze ;)
                                                    - w przykuwaniu uwagi,
                                                    - w zachowaniach swiadczacych o uwaznosci i ogolnie dbalosci,
                                                    - w trzymaniu sie tematu
                                                    - w przekazywaniu duzej dozy pozytywych emocji
                                                    - w przekazywaniu emocji 'niewylewajacych sie'
                                                    - w okazywaniu zainteresowania jak funkcjonuje swiat
                                                    - w przekazywaniu wiedzy
                                                    - w przepraszaniu
                                                    - w kloceniu sie
                                                    - w MOTYWOWANIU (to chyba najwazniejsze dla mnie).
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 05:37
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > W czym jest skuteczna mabelle a ninek nie? Konkret.
                                                    >
                                                    > W wielu rzeczach, z konkretow z brzegu:
                                                    > - w pisaniu krotkich, konkretnych tekstow, a w nich z umiejetnosci uzywania jed
                                                    > nego gora dwoch czasownikow w zdaniu, a to jest miodem na moja dusze ;)
                                                    > - w przykuwaniu uwagi,
                                                    > - w zachowaniach swiadczacych o uwaznosci i ogolnie dbalosci,
                                                    > - w trzymaniu sie tematu
                                                    > - w przekazywaniu duzej dozy pozytywych emocji
                                                    > - w przekazywaniu emocji 'niewylewajacych sie'
                                                    > - w okazywaniu zainteresowania jak funkcjonuje swiat
                                                    > - w przekazywaniu wiedzy
                                                    > - w przepraszaniu
                                                    > - w kloceniu sie
                                                    > - w MOTYWOWANIU (to chyba najwazniejsze dla mnie).
                                                    >
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 05:41
                                                    O ja pierdziu Kitka, ale mi laurke strzelilas. Dziekuje pieknie, wszystko to nieprawda, ale milo poczytac:-*
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 07:02
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > O ja pierdziu Kitka, ale mi laurke strzelilas. Dziekuje pieknie, wszystko to ni
                                                    > eprawda, ale milo poczytac:-*

                                                    Ale co w tym zachwycajacego? Kitka nie czyta (brak treningu), wiec ma problemy z utrzymaniem watku, skupieniem sie na bardziej skomplikowanych tekstach i rozumieniem nietypowego (w swoim pojmowaniu) slownictwa.
                                                    Gdyby podazyc jej tokiem rozumowania, najlepiej skonstruowanymi tekstami bylyby czytanki dla dzieci w wieku przedszkolnym. Ilosc czasownikow i slownictwo dopasowuje sie tam do poziomu intelektualnego czytelnika. Zreszta nie tylko tam. Polecam krotka wedrowke po czytankach z roznych etapow edukacji wczesnoszkolnej.
                                                    A potem, dla kontrastu, jakis tekst Foucaulta.
                                                    Wniosek?
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:11
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Kitka nie czyta (brak treningu), wiec ma problemy
                                                    > z utrzymaniem watku, skupieniem sie na bardziej skomplikowanych tekstach i rozu
                                                    > mieniem nietypowego (w swoim pojmowaniu) slownictwa.
                                                    > Gdyby podazyc jej tokiem rozumowania, najlepiej skonstruowanymi tekstami bylyby
                                                    > czytanki dla dzieci w wieku przedszkolnym. Ilosc czasownikow i slownictwo dopa
                                                    > sowuje sie tam do poziomu intelektualnego czytelnika. Zreszta nie tylko tam. Po
                                                    > lecam krotka wedrowke po czytankach z roznych etapow edukacji wczesnoszkolnej.
                                                    > A potem, dla kontrastu, jakis tekst Foucaulta.
                                                    > Wniosek?

                                                    Wniosek jest taki, ze jestes umniejszaczem:-) W dodatku boisz sie przyznac, ze pyskatosc Kitki zwyczajnie Cie jara, bo podnosi cisnienie:-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:40
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ale co w tym zachwycajacego? Kitka nie czyta (brak treningu), wiec ma problemy
                                                    > z utrzymaniem watku, skupieniem sie na bardziej skomplikowanych tekstach i rozu
                                                    > mieniem nietypowego (w swoim pojmowaniu) slownictwa.
                                                    > Gdyby podazyc jej tokiem rozumowania, najlepiej skonstruowanymi tekstami bylyby
                                                    > czytanki dla dzieci w wieku przedszkolnym. Ilosc czasownikow i slownictwo dopa
                                                    > sowuje sie tam do poziomu intelektualnego czytelnika. Zreszta nie tylko tam. Po
                                                    > lecam krotka wedrowke po czytankach z roznych etapow edukacji wczesnoszkolnej.
                                                    > A potem, dla kontrastu, jakis tekst Foucaulta.
                                                    > Wniosek?

                                                    Wniosek taki ze jestes zawistna pizda i zrobisz wszystko zeby zdegradowac jakakolwiek rzecz dobra uczyniona innemu czlowiekowi, nie sobie tylko drugiemu, obcemu. Tak samo bylo z Szopenem. Nie kurwa trzeba bylo udowodnic, ze robil to ze zlych pobudek. A cale dobro czynione jest zle.

                                                    Dla Twojej informacji: Kitka nie czyta ksiazek fabularnych. Natomast Kitka studiowala na miedzynarodowym uniwesytecie w dwoch obcych jezykach i tam wyobraz sobie studiowala przez rok filozofie w jezyku angielskim. I przeczytala w tym jezyku tony tekstow roznych filozofow, po czym przystapila do 2,5 godzinnego egzaminu z tego rocznego materialu dla odmiany w jezyku holenderskim i zdala go na 8,5 w 10stopnowej skali i jeszcze zrobilam to rok przed czasem. A to byl tylko jeden przedmiot. Ty bys sie nawet na ten uniwesytet nie dostal. Trzeba bylo przedstawic dyplom znajomosci angielskiego IELTS albo TOFEL z ocena koncowa min 7 (ja uzyskalam bodajze 8 na 10) nie starszy niz 2 letni, do tego zdac wstepne egzaminy z holenderskiego bodajze 3 + rozmowa. No dalej udowadniaj, ze Kitka jest na etapie czytanek przed/wczesnoszkolnych. Tylko kurwa po co? Zeby odniesc sie do punktu 1 z mojej dlugiej listy? ;) A docelowo w jakim niby celu? No kurwa w jakim? Zeby podwazac jakikolwiek przejaw dobra? Ze go nie ma? A kurwa jest, chociaz bys sie zesral, jest. I nie zmienisz tego zadnymi swoimi smiesznymi zapisami z dupy.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:52
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Wniosek taki ze jestes zawistna pizda i zrobisz wszystko zeby zdegradowac jakak
                                                    > olwiek rzecz dobra uczyniona innemu czlowiekowi, nie sobie tylko drugiemu, obce
                                                    > mu. Tak samo bylo z Szopenem. Nie kurwa trzeba bylo udowodnic, ze robil to ze z
                                                    > lych pobudek. A cale dobro czynione jest zle.

                                                    To Ty tam czyniłaś dobro? Słodząc mabelle kosztem ninka? Strzeż mnie pani również przed takim dobrem.

                                                    Zeby podwazac jakikolwiek przejaw dobra? Ze go nie ma? A kurwa jest, cho
                                                    > ciaz bys sie zesral, jest. I nie zmienisz tego zadnymi swoimi smiesznymi zapisa
                                                    > mi z dupy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 15:16
                                                    zawle napisała:

                                                    > To Ty tam czyniłaś dobro? Słodząc mabelle kosztem ninka? Strzeż mnie pani równi
                                                    > eż przed takim dobrem.

                                                    Jakim kosztem? O Ninek to ja sie w ogole nie wypowiadalam. Skupilam sie na Mabelle. Zadalas mi pytanie, to Ci odpowiedzialam. Sama sie nie rwalam do slodzenia Mabelle. Wiec moze z laski swojej bys to uszanowala. Od razu zastanawia jakie sa twoje intencje do zadawania pytan. Kto pod kim dolki kopie sam w nie wpada. Teraz to Mabelle bedzie tredowata i jak sie ktos do niej odezwie nie z intencja napasci, to bedzie to robil na koszt Ninka. Ehe ja sie w te intryge nie dam wciagnac. Mam swoj rozum i nie dam sie zmanipulowac starszej kolezance.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 16:37
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Jakim kosztem? O Ninek to ja sie w ogole nie wypowiadalam.

                                                    Ne pewnie że ani słowa. Podobnie jak Mabelle;) Nawet ją ma zablokowaną. A może nie ma, tylko Ty takiego baka puściłaś?

                                                    Skupilam sie na Mabe
                                                    > lle. Zadalas mi pytanie, to Ci odpowiedzialam.

                                                    Zadałam Ci pytanie w czym jest skuteczniejsza od ninka któremu zakazujesz pisać, tłumaczyć się i nazywasz idiotką. I wszystko w filozofii czynienia dobra i zainteresowania drugim człowiekiem.

                                                    Sama sie nie rwalam do slodzenia
                                                    > Mabelle. Wiec moze z laski swojej bys to uszanowala.

                                                    ??? Chcesz powiedzieć że posłodziłaś na wyrost?

                                                    Od razu zastanawia jakie
                                                    > sa twoje intencje do zadawania pytan. Kto pod kim dolki kopie sam w nie wpada.

                                                    No i wpadłaś.

                                                    > Teraz to Mabelle bedzie tredowata i jak sie ktos do niej odezwie nie z intencja
                                                    > napasci, to bedzie to robil na koszt Ninka. Ehe ja sie w te intryge nie dam wc
                                                    > iagnac. Mam swoj rozum i nie dam sie zmanipulowac starszej kolezance.

                                                    Coś dalszego widzę knujesz. Nadinterpretacja. Plus wpychane cudzych tyłków we własne ograniczenia. Ludzie tu i tak i wszędzie wybiorą sami.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 18:01
                                                    zawle napisała:

                                                    Nawet ją ma zablokowaną. A może
                                                    > nie ma, tylko Ty takiego baka puściłaś?

                                                    Umiesz korzystac z wyszukiwarki, to se wyszukaj, ja nie bede za ciebie roboty odwalac, bo nie warto.

                                                    > Zadałam Ci pytanie w czym jest skuteczniejsza od ninka któremu zakazujesz pisać
                                                    > , tłumaczyć się i nazywasz idiotką.

                                                    A niech se pisze na zdrowie, jest dla mnie tak interesujaca jak zeszloroczny snieg, zamierzam przewijac.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 10:04
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dla Twojej informacji: Kitka nie czyta ksiazek fabularnych. Natomast Kitka studiowala na miedzynarodowym uniwesytecie w dwoch obcych jezykach i tam wyobraz sobie studiowala przez rok filozofie w jezyku angielskim. I przeczytala w tym jezyku tony tekstow roznych filozofow, po czym przystapila do 2,5 godzinnego egzaminu z tego rocznego materialu dla odmiany w jezyku holenderskim i zdala go na 8,5 w 10stopnowej skali i jeszcze zrobilam to rok przed czasem. A to byl tylko jeden przedmiot. Ty bys sie nawet na ten uniwesytet nie dostal. Trzeba bylo przedstawic dyplom znajomosci angielskiego IELTS albo TOFEL z ocena koncowa min 7 (ja uzyskalam bodajze 8 na 10) nie starszy niz 2 letni, do tego zdac wstepne egzaminy z holenderskiego bodajze 3 + rozmowa.
                                                    -------------------
                                                    Gratulacje. Zawsze chciałem studiować filozofię, ale wyszło inaczej.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 11:47
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Gratulacje. Zawsze chciałem studiować filozofię, ale wyszło inaczej.

                                                    Nic straconego, Marku. Przecież wciąż możesz zapisać się na wyżej wzmiankowane studia. Będę trzymał za Ciebie kciuki. Oczywiście jeśli istotnie jest to Twoje odwieczne pragnienie.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:18
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Gratulacje. Zawsze chciałem studiować filozofię, ale wyszło inaczej.
                                                    >
                                                    > Nic straconego, Marku. Przecież wciąż możesz zapisać się na wyżej wzmiankowane studia. Będę trzymał za Ciebie kciuki. Oczywiście jeśli istotnie jest to Twoje odwieczne pragnienie.
                                                    ---------------------------
                                                    Dzięki. Ludzie studiują filozofię (i psychologię), zeby lepiej zrozumieć świat, własnego siebie i znaleźć drogę do szczęścia czy spełnienia. Studiowanie filozofii ograniczyłem do czytania dzieł filozofów i innych książek o życiu.
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 10:07
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    Kitka, chapeau bas!!! Ale to nie zmienia faktu, że się Ciebie boję, bo jak bym Ci czymś podpadł to byś mi wpieprzyła.

                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 11:28
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Dla Twojej informacji: Kitka nie czyta ksiazek fabularnych. Natomast Kitka stud
                                                    > iowala na miedzynarodowym uniwesytecie w dwoch obcych jezykach i tam wyobraz so
                                                    > bie studiowala przez rok filozofie w jezyku angielskim. I przeczytala w tym jez
                                                    > yku tony tekstow roznych filozofow, po czym przystapila do 2,5 godzinnego egzam
                                                    > inu z tego rocznego materialu dla odmiany w jezyku holenderskim i zdala go na 8
                                                    > ,5 w 10stopnowej skali i jeszcze zrobilam to rok przed czasem. A to byl tylko j
                                                    > eden przedmiot. Ty bys sie nawet na ten uniwesytet nie dostal. Trzeba bylo prze
                                                    > dstawic dyplom znajomosci angielskiego IELTS albo TOFEL z ocena koncowa min 7 (
                                                    > ja uzyskalam bodajze 8 na 10) nie starszy niz 2 letni, do tego zdac wstepne egz
                                                    > aminy z holenderskiego bodajze 3 + rozmowa. No dalej udowadniaj, ze Kitka jest
                                                    > na etapie czytanek przed/wczesnoszkolnych. Tylko kurwa po co? Zeby odniesc sie
                                                    > do punktu 1 z mojej dlugiej listy? ;) A docelowo w jakim niby celu? No kurwa w
                                                    > jakim? Zeby podwazac jakikolwiek przejaw dobra? Ze go nie ma? A kurwa jest, cho
                                                    > ciaz bys sie zesral, jest. I nie zmienisz tego zadnymi swoimi smiesznymi zapisa
                                                    > mi z dupy.

                                                    Nigdy nie twierdziłem, że nie jesteś wyuczalna. Wręcz przeciwnie, masz zadatki na wzorowego studenta w niemal każdej dziedzinie, a to ze względu na specyfikę systemu edukacji. Przypuszczam też że masz wysoką inteligencję analityczną. Niemniej - w inteligencji werbalnej, szczególnie dotyczącej pojęć abstrakcyjnych, masz poważne braki. To widać szczególnie gdy ktoś operuje przenośniami, albo posługuje się zdaniami złożonymi. Brak Ci też ciekawości świata, co potem owocuje w postaci zaskoczenia, że Ziemia posiada metaliczne jądro, czy że Izrael obecnie nie ma zbyt wiele wspólnego z Egiptem, a wręcz stoją po przeciwnych stronach politycznej barykady.
                                                    Mówisz o motywowaniu. W porządku. Być może moje napastliwe wpisy mają na celu zmotywowanie Cię do poszerzenia nieco horyzontów umysłowych? Bo widzą to wszyscy, ale niewielu się odzywa. Nie wypada, by absolwentka tak wybitnej, międzynarodowej uczelni, posiadaczka rozmaitych certyfikatów, wykazywała się w luźnych rozmowach tak daleko idącą niewiedzą na temat rzeczy podstawowych.
                                                    Trzeba znać swoje słabe punkty i nad nimi pracować.
                                                    Ja swoje znam, z pracą bywa różnie. Nie uważam, by mój umysł był sprawniejszy niż Twój, w wielu zakresach może być wręcz przeciwnie, niemniej brakowałoby mi odwagi, by podejmować się wartościującej oceny stylu cudzej wypowiedzi, tak jak Ty robiłaś to wielokrotnie. Trochę pokory. Nie sądzę, byś była w tym zakresie obiektywnym arbitrem.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 19:41
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Nigdy nie twierdziłem, że nie jesteś wyuczalna. Wręcz przeciwnie, masz zadatki
                                                    > na wzorowego studenta w niemal każdej dziedzinie, a to ze względu na specyfikę
                                                    > systemu edukacji. Przypuszczam też że masz wysoką inteligencję analityczną. Nie
                                                    > mniej - w inteligencji werbalnej, szczególnie dotyczącej pojęć abstrakcyjnych,
                                                    > masz poważne braki. To widać szczególnie gdy ktoś operuje przenośniami, albo po
                                                    > sługuje się zdaniami złożonymi.

                                                    Tak, tak Sabat, ten ulomny holenderski system edukacyjny przepuszcza mloty. I potem taki filolog nie radzi sobie ze zdaniami zlozonymi. Bo jak wiadomo zdanie zlozone to zdanie, w ktorym czasowniki piszemy po przecinku jebiac kolo siebie tyle synonimow ile damy rade ;) Wiecej znaczy lepiej!

                                                    Brak Ci też ciekawości świata, co potem owocuje
                                                    > w postaci zaskoczenia, że Ziemia posiada metaliczne jądro, czy że Izrael obecn
                                                    > ie nie ma zbyt wiele wspólnego z Egiptem, a wręcz stoją po przeciwnych stronach
                                                    > politycznej barykady.

                                                    A zapytanie o jadro ziemi podyktowane zaskoczeniem nie swiadczy przypadkiem o ciekawosci swiata? :)

                                                    Nie wypada, by absolwentka tak wybitnej, międzynarod
                                                    > owej uczelni, posiadaczka rozmaitych certyfikatów, wykazywała się w luźnych roz
                                                    > mowach tak daleko idącą niewiedzą na temat rzeczy podstawowych.
                                                    > Trzeba znać swoje słabe punkty i nad nimi pracować.

                                                    WYPADA? NIE WYPADA? - nie znam takiego slowa, tym bardziej nie stosuje w zyciu. Poza tym chyba tam u gory wniosles, ze ja swoje dyplomy uzyskalam glownie dzieki ulomnosci systemu edukacunego, ktory ksztalci polinteligentow.

                                                    A tak ogolnie to Ci cos podpowiem: sa ludzie, ktorzy nie pisza i nie mowia tak, by sie popisac. Ma to duza wartosc praktyczna. Mialam taka promotorke, ktora sie potrafila wkurwic jak jej wyslalam bezblednie napisanego emaila w jej ojczystym jezyku. Potem nie chciala mi juz w niczym pomoc w pisanej przeze mnie pracy. Co zaowocowalo moim powaznym zalamaniem psychicznym. Takze ja generalnie przyjmuje postawe: nic nie wiem, nie orientuje sie, nie znam, wytlumacz. Staram sie nigdy sama nie pokazywac na co mnie stac, nie pokazywac sie nigdy od najlepszej strony ani nie mowic sama o sobie dobrze, trzymac sie z daleka od gloszenia wlasnej niezaleznosci czy samodzielnosci, zawsze robic z pare drobnych bledow i prowadzic rozmowy jak baba pod sklepem.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:03
                                                    hello-kitty2 napisała: > A tak ogolnie to Ci cos podpowiem: sa ludzie, ktorzy nie pisza i nie mowia tak,
                                                    > by sie popisac. Ma to duza wartosc praktyczna. Mialam taka promotorke, ktora s
                                                    > ie potrafila wkurwic jak jej wyslalam bezblednie napisanego emaila w jej ojczys
                                                    > tym jezyku. Potem nie chciala mi juz w niczym pomoc w pisanej przeze mnie pracy
                                                    > . Co zaowocowalo moim powaznym zalamaniem psychicznym. Takze ja generalnie przy
                                                    > jmuje postawe: nic nie wiem, nie orientuje sie, nie znam, wytlumacz. Staram sie
                                                    > nigdy sama nie pokazywac na co mnie stac, nie pokazywac sie nigdy od najlepsze
                                                    > j strony ani nie mowic sama o sobie dobrze, trzymac sie z daleka od gloszenia w
                                                    > lasnej niezaleznosci czy samodzielnosci, zawsze robic z pare drobnych bledow i
                                                    > prowadzic rozmowy jak baba pod sklepem.

                                                    Jednym słowem uważasz że jesteś mądrzejsza tylko się z tym ukrywasz? Bo zli ludzie nie potrafią sobie poradzić z Twoją mądrością? Buachacha....dawno mnie nikt tak nie rozwalił:)))
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 21:59
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jednym słowem uważasz że jesteś mądrzejsza tylko się z tym ukrywasz? Bo zli lu
                                                    > dzie nie potrafią sobie poradzić z Twoją mądrością? Buachacha....dawno mnie nik
                                                    > t tak nie rozwalił:)))

                                                    Za madra sie nie uwazam ale jak potrafisz zrobic cos dobrze samemu, nie wstydzisz sie to zauwazylam ze w polaczeniu z uroda dzialasz na brzydsze kobiety jak plachta na byka ;-) Dlatego moje wszystkie przyjaciolki sa bardzo piekne, zjawiskowe. Tak dobieram.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 22:18
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Za madra sie nie uwazam ale jak potrafisz zrobic cos dobrze samemu, nie wstydzi
                                                    > sz sie to zauwazylam ze w polaczeniu z uroda dzialasz na brzydsze kobiety jak p
                                                    > lachta na byka ;-) Dlatego moje wszystkie przyjaciolki sa bardzo piekne, zjawis
                                                    > kowe. Tak dobieram.

                                                    Ta nachalna autoreklama to z powodu powrotu proteinowego?
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 22:58
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ta nachalna autoreklama to z powodu powrotu proteinowego?

                                                    A czemu Ty mi go w ogole przypisujesz? Widzialas go, przystojniaka jest czy jak? Ze 60 cm w udzie bedzie mial? Masz jakies dane o nim, ktorymi ja w ogole moglabym byc zainteresowana, to podrzuc, rowaze, jak potrzebujesz mnie juz na sile z kims laczyc. Choc zwazywszy, ze ja seksu nie uprawiam eeee od 2 lat chuj wie jak dlugo a potrzeby mam zerowe jak i nie na minusie, a czuje sie z tym zajebiscie, to jest troche smieszne przypisywac mi jakegos mezczyzne.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 07:47
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > Ta nachalna autoreklama to z powodu powrotu proteinowego?
                                                    >
                                                    > A czemu Ty mi go w ogole przypisujesz? Widzialas go, przystojniaka jest czy jak
                                                    > ? Ze 60 cm w udzie bedzie mial? Masz jakies dane o nim, ktorymi ja w ogole mogl
                                                    > abym byc zainteresowana, to podrzuc, rowaze, jak potrzebujesz mnie juz na sile
                                                    > z kims laczyc. Choc zwazywszy, ze ja seksu nie uprawiam eeee od 2 lat chuj wie
                                                    > jak dlugo a potrzeby mam zerowe jak i nie na minusie, a czuje sie z tym zajebi
                                                    > scie, to jest troche smieszne przypisywac mi jakegos mezczyzne.

                                                    Są pytania których lepiej nie zadawać, bo odpowiedzi Ci nie posłużą. Tym razem więc sama się zamknę.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:46
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Wniosek taki ze jestes zawistna pizda i zrobisz wszystko zeby zdegradowac jakak
                                                    > olwiek rzecz dobra uczyniona innemu czlowiekowi, nie sobie tylko drugiemu, obcemu.

                                                    > Dla Twojej informacji: Kitka nie czyta ksiazek fabularnych. Natomast Kitka stud
                                                    > iowala na miedzynarodowym uniwesytecie w dwoch obcych jezykach i tam wyobraz so
                                                    > bie studiowala przez rok filozofie w jezyku angielskim.

                                                    No, no, naczelna umniejszająca na forum wyciąga dyplomy. Daft Cunt. ;)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 21:22
                                                    lybbla napisał: > No, no, naczelna umniejszająca na forum wyciąga dyplomy. Daft Cunt. ;)

                                                    Jakie dyplomy..to tylko rok filozofii na uczelni.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 21:31
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jakie dyplomy..to tylko rok filozofii na uczelni.

                                                    Ze starożytną greką czy bez?
                                                    Ale licencjat obroniony?
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 21:37
                                                    A ja tam wiem?
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 22:03
                                                    hello - kitty 2 napisała
                                                    >Dla Twojej informacji: Kitka nie czyta ksiazek fabularnych. Natomast Kitka studiowala na miedzynarodowym uniwesytecie w dwoch obcych jezykach i tam wyobraz sobie studiowala przez rok filozofie w jezyku angielskim. I przeczytala w tym jezyku tony tekstow roznych filozofow, po czym przystapila do 2,5 godzinnego egzaminu z tego rocznego materialu dla odmiany w jezyku holenderskim i zdala go na 8,5 w 10stopnowej skali i jeszcze zrobilam to rok przed czasem. A to byl tylko jeden przedmiot. Ty bys sie nawet na ten uniwesytet nie dostal. Trzeba bylo przedstawic dyplom znajomosci angielskiego IELTS albo TOFEL z ocena koncowa min 7 (ja uzyskalam bodajze 8 na 10) nie starszy niz 2 letni, do tego zdac wstepne egzaminy z holenderskiego bodajze 3 + rozmowa. No dalej udowadniaj, ze Kitka jest na etapie czytanek przed/wczesnoszkolnych. Tylko kurwa po co? Zeby odniesc sie do punktu 1 z mojej dlugiej listy? ;) A docelowo w jakim niby celu? No kurwa w jakim? Zeby podwazac jakikolwiek przejaw dobra? Ze go nie ma? A kurwa jest, chociaz bys sie zesral, jest. I nie zmienisz tego zadnymi swoimi smiesznymi zapisami z dupy.<

                                                    Też sobie pozwolę ( niby nie powinnam, ale jednak mnie korci ;) wtrącić swoje trzy grosze. Bo wiesz Kitty, wyskakiwanie z tymi swoimi rozlicznymi i wielce uznawanymi ( na całym świecie, bo i uniwersytet prestiżowy,o międzynarodowym rozgłosie!) dyplomami, certyfikatami, ocenami najlepszymi prawie że, w dodatku w sposób jakże emocjonalny ( wylewane emocje aż nadto zauważalne) to dla mnie trąci jednak pewnymi deficytami,które gdzieś, może, trawią osobę w ten sposób reagującą,; trąci pewną infantylnością w sposobie wyrażania emocji, i jednak potrzebą pokazania, że , kurwa ja tyle zdobyłam, tyle osiągnęłam,tyle mądrości ogarnęłam, mimo jednoczesnego wzdrygiwania się, że w życiu, nigdy przenigdy nie chcę pozować i pokazywać się z lepszej strony, niż jestem, bo przecież to oczywiste, że jestem. No Kitty, powiem Ci, że w takich właśnie wpisach odsłaniasz się najbardziej i w sumie to, w jaki sposób chciałaś pokazać swoją wartość w czyichś ( a przede wszystkim własnych) oczach wypada bardzo słabo i pokazuje całą Twoją bezbronność i chyba jednak smutek,który Cię trawi od wewnątrz.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 22:11
                                                    ninek04 napisała:
                                                    No Kitty, powiem Ci, że w takich właśnie wpisach odsłaniasz się najbardziej i w sumie to, w jaki sposób chciałaś pokazać swoją wartość w czyichś ( a przede wszystkim własnych) oczach wypada bardzo słabo i pokazuje całą Twoją bezbronność i chyba jednak smutek,który Cię trawi od wewnątrz.
                                                    ----------------
                                                    Tak z boku, co ma wspólnego obiektywne osiągnięcia z bezbronnością. To, jak temu z tytułem profesora powiedzieć: a pana zdradza żona.
                                                    Kitty pisze o swoich patentach naukowych / intelektualnych i jest to bardzo przekonujące, bo nie tak wielu Polakom udało ukończyć studia za granicą, za które jeszcze płacili.
                                                    Jest to jej reakcja na tekst,. że nie rozumie prostych tez.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 07:30
                                                    Marek:

                                                    bo nie tak wielu Polakom udało ukończyć studia za granicą, za które
                                                    > jeszcze płacili.
                                                    > Jest to jej reakcja na tekst,. że nie rozumie prostych tez.

                                                    Mozliwe. Stawiam, ze po prostu wiekszosc wyjezdza na etapie, gdy uwazaja juz swoja edukacje za zakonczona. Poza tym zazwyczaj trudy zwiazane z pierwszymi latami adaptacji w obcym kraju sa tak duze, ze ostatnie o czym mysli mlody emigrant, to robienie kolejnych fakultetow.
                                                    Niemniej, znam osobiscie osobe, ktora w Polsce zrobila ukonczyla dwa kierunki studiow, a za granica trzeci. Jej sprawnosc intelektualna jest zupelnie przecietna, poza jednym szczegolem - fenomenalna pamiec, wyrobiona poprzez wiele lat rytualnego zakuwania. To mialem na mysli mowiac o systemie edukacji, gdy rozmawialem z Kitty. Dopoki nie bierzesz sie za studia inzynierskie czy techniczne lub dotyczace nauk scislych, glownym czynnikiem determinujacym sukces w edukacji jest zdolnosc do, nawet dosc bezmyslnego, zapamietywania.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 08:00
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Mozliwe. Stawiam, ze po prostu wiekszosc wyjezdza na etapie, gdy uwazaja juz sw
                                                    > oja edukacje za zakonczona. Poza tym zazwyczaj trudy zwiazane z pierwszymi lata
                                                    > mi adaptacji w obcym kraju sa tak duze, ze ostatnie o czym mysli mlody emigrant
                                                    > , to robienie kolejnych fakultetow.

                                                    Czasy się zmieniły sabat. Dzieciaki wyjeżdżają na granicę z rodzicami, w szkołach uczą się języka. Czasami już ktoś z rodziny/znajomych tam jest. nie ma tak kolosalnych różnic pomiędzy nami i nimi. To całkiem inne pokolenie. I wyjeżdżają tam jak do siebie.Chociażby moja córa. Teraz się zastanawia gdzie na drugi etap studiów. I poleci dużo dalej. A dla mnie mega skokiem był wyjazd z zapuszczonego miasteczka do stolicy. Do dzisiaj pamiętam pierwszą jazdę tunelem. Wrażenie jakie zrobił na mnie gmach sądu. Luz dzieciaków stamtąd. I zaskoczenie że tam mam takie powodzenie.

                                                    > Niemniej, znam osobiscie osobe, ktora w Polsce zrobila ukonczyla dwa kierunki s
                                                    > tudiow, a za granica trzeci. Jej sprawnosc intelektualna jest zupelnie przeciet
                                                    > na, poza jednym szczegolem - fenomenalna pamiec, wyrobiona poprzez wiele lat ry
                                                    > tualnego zakuwania.

                                                    Poza pamięcią ma jeszcze kilka innych cech których i kitce nie można odmówić. Odwagę, samozaparcie i wiele innych.

                                                    To mialem na mysli mowiac o systemie edukacji, gdy rozmawia
                                                    > lem z Kitty. Dopoki nie bierzesz sie za studia inzynierskie czy techniczne lub
                                                    > dotyczace nauk scislych, glownym czynnikiem determinujacym sukces w edukacji je
                                                    > st zdolnosc do, nawet dosc bezmyslnego, zapamietywania.

                                                    Nie masz racji sabat. Tak jest w Polsce. U nas liczy się brak umiejętności samodzielnego myślenia i tępa pracowitość.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 08:15
                                                    zawle napisała:
                                                    > Poza pamięcią ma jeszcze kilka innych cech których i kitce nie można odmówić. O
                                                    > dwagę, samozaparcie i wiele innych.

                                                    Wspomnialem jeszcze myslenie analityczne. To nie zmienia faktu, ze ma powazne braki w sferach myslenia, z ktorymi Ninek nie ma problemu, a probowala jej na polu intelektualnym wbijac szpile. Zapamietam jej to.
                                                    Swiat emocji i abstraktu jest dla Kitty przyslowiowa ziemia nieznana. Ale na bogactwo wewnetrzne jeszcze dyplomu nie wydaja.

                                                    > Nie masz racji sabat. Tak jest w Polsce. U nas liczy się brak umiejętności sam
                                                    > odzielnego myślenia i tępa pracowitość.

                                                    System testowy jest pochodna edukacji amerykanskiej. Jest latwy do wdrozenia i bardzo wygodny dla nauczyciela, przez to promieniuje na caly swiat zachodniej edukacji jak rak. Wlasciwie powinienem mu byc wdzieczny, bo dzieki systemowi testowemu udalo mi sie ukonczyc jakiekolwiek studia, bez tego zostalbym z gola matura. Niemniej - zdaje sobie sprawe z tego, jaka to bieda z nedza pod katem propagowania rzeczywistej wiedzy.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 08:24
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Wspomnialem jeszcze myslenie analityczne. To nie zmienia faktu, ze ma powazne b
                                                    > raki w sferach myslenia, z ktorymi Ninek nie ma problemu, a probowala jej na po
                                                    > lu intelektualnym wbijac szpile. Zapamietam jej to.
                                                    > Swiat emocji i abstraktu jest dla Kitty przyslowiowa ziemia nieznana. Ale na bo
                                                    > gactwo wewnetrzne jeszcze dyplomu nie wydaja.

                                                    Wchodzisz w grząski teren. Porównywanie ludzi nikomu nie służy. Dziewczyny są zupełnie inne.

                                                    > System testowy jest pochodna edukacji amerykanskiej. Jest latwy do wdrozenia i
                                                    > bardzo wygodny dla nauczyciela, przez to promieniuje na caly swiat zachodniej e
                                                    > dukacji jak rak. Wlasciwie powinienem mu byc wdzieczny, bo dzieki systemowi tes
                                                    > towemu udalo mi sie ukonczyc jakiekolwiek studia, bez tego zostalbym z gola mat
                                                    > ura. Niemniej - zdaje sobie sprawe z tego, jaka to bieda z nedza pod katem prop
                                                    > agowania rzeczywistej wiedzy.

                                                    I obowiązuje na wszelkiego typu uczelniach. Projekty również. Za moich czasów nie słyszeliśmy a ni o jednym ani o drugim. A studia kończyła garstka i nikt nie podważał ich powagi. Wpływ na to ma wiele czynników, a nie tylko przejście do innego systemu nauczania.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 09:07
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Wspomnialem jeszcze myslenie analityczne. To nie zmienia faktu, ze ma powazne b
                                                    > raki w sferach myslenia, z ktorymi Ninek nie ma problemu, a probowala jej na po
                                                    > lu intelektualnym wbijac szpile. Zapamietam jej to.
                                                    > Swiat emocji i abstraktu jest dla Kitty przyslowiowa ziemia nieznana. Ale na bo
                                                    > gactwo wewnetrzne jeszcze dyplomu nie wydaja.

                                                    Po-wa-zne braki i wszyscy to widza np nie zachwycam sie Toba i Twoja tworczoscia. Brak wnetrza. A! i jeszcze: nie smieszy mnie wiekszosc Twoich zartow. Brak poczucia humoru. Mam tez powazny brak w seksualnosci, wyrwe: nie rucham zonatych i sie nad nimi nie rozczulam. To wskazuje na braki emocjonalne. Sabat nie szkoda Ci czasu antenowego na mnie?
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 11:16
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Po-wa-zne braki i wszyscy to widza np nie zachwycam sie Toba i Twoja tworczosci
                                                    > a. Brak wnetrza. A! i jeszcze: nie smieszy mnie wiekszosc Twoich zartow. Brak p
                                                    > oczucia humoru. Mam tez powazny brak w seksualnosci, wyrwe: nie rucham zonatych
                                                    > i sie nad nimi nie rozczulam. To wskazuje na braki emocjonalne. Sabat nie szko
                                                    > da Ci czasu antenowego na mnie?

                                                    Mam w dupie Twój stosunek do mnie. To co mówisz, głosiłaś lat i milczałem.
                                                    Miarka się przebrała, kiedy obraziłaś Ninek. Dla mnie to było rażąco niesprawiedliwe. Do tej pory zbywałem Twoje potknięcia i lapsusy milczeniem, ale nie powiem, żebym nie posiadał na ten temat zdania. Nawet jeśli ona się gdzieś pomyliła, czy napisała coś głupiego, to Ty w swojej radosnej forumowej działalności popełniłaś z dziesięć razy więcej potknięć i głupstw.
                                                    Żeby była jasność w kwestii krytyki - mam świadomość moich niedostatków. Jestem bardzo ostrożny i krytyczny wobec ludzkich pochwał, większość to z dupy wzięte głaski bez pokrycia. Sam uważam się za nieuka i ignoranta. Dlatego Twoje gadanie nie robi na mnie wrażenia.
                                                    Ale nie obrażaj więcej innych, nie mając ku temu żadnych podstaw.
                                                    Nie ma nic gorszego, niż przysłowiowe "przyganiał kocioł garnkowi".
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 11:21
                                                    "Ale nie obrażaj więcej innych, nie mając ku temu żadnych podstaw.
                                                    Nie ma nic gorszego, niż przysłowiowe "przyganiał kocioł garnkowi".

                                                    Jak dla mnie nikt, zaden czlowiek nie ma podstaw, zeby obrazac innych! Obraze Cie, bo...moge, albo, bo mam podstawy?
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 12:54
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Mam w dupie Twój stosunek do mnie. To co mówisz, głosiłaś lat i milczałem.
                                                    > Miarka się przebrała, kiedy obraziłaś Ninek. Dla mnie to było rażąco niesprawie
                                                    > dliwe. Do tej pory zbywałem Twoje potknięcia i lapsusy milczeniem, ale nie powi
                                                    > em, żebym nie posiadał na ten temat zdania. Nawet jeśli ona się gdzieś pomyliła
                                                    > , czy napisała coś głupiego, to Ty w swojej radosnej forumowej działalności pop
                                                    > ełniłaś z dziesięć razy więcej potknięć i głupstw.
                                                    > Żeby była jasność w kwestii krytyki - mam świadomość moich niedostatków. Jestem
                                                    > bardzo ostrożny i krytyczny wobec ludzkich pochwał, większość to z dupy wzięte
                                                    > głaski bez pokrycia. Sam uważam się za nieuka i ignoranta. Dlatego Twoje gadan
                                                    > ie nie robi na mnie wrażenia.
                                                    > Ale nie obrażaj więcej innych, nie mając ku temu żadnych podstaw.
                                                    > Nie ma nic gorszego, niż przysłowiowe "przyganiał kocioł garnkowi".

                                                    Sabat zadne Twoje nakazy czy zakazy nie maja na mnie najmniejszego wplywu poniewaz nie masz takiej wladzy nade mna zeby dyktowac mi warunki mojej tutejszej dzialanosci. Podpowiem Ci co mozesz zrobic: ano mozesz pisac z wnioskiem do moderacji o usuwanie postow wulgarnych i obrazliwych, zglaszac naruszanie przeze mnie zasad forum oraz wnosic prosby o zablokowanie mojego loginu. Powodzenia!

                                                    ps bylabym wdzieczna gdybys juz nie kontynulowal tematu Ninka, poniewasz jest to w chuja upierdliwe, wszyscy juz poszli w inne tematy, a Ty meczysz i meczysz, a ktorego jak juz wspomnialam w rozmowie z Zawle zamierzam z grubsza przewijac i bedzie git, Mabelle tez doradzilam zeby se dala spokoj z nia, zreszta Tobie tez zebys sie odczepil od Mabelle, a i tak Tobie bedzie mysle najciezej ;-)
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 13:04
                                                    >
                                                    > ps bylabym wdzieczna gdybys juz nie kontynulowal tematu Ninka, poniewasz jest t
                                                    > o w chuja upierdliwe, wszyscy juz poszli w inne tematy, a Ty meczysz i meczysz,
                                                    > a ktorego jak juz wspomnialam w rozmowie z Zawle zamierzam z grubsza przewijac
                                                    > i bedzie git, Mabelle tez doradzilam zeby se dala spokoj z nia, zreszta Tobie
                                                    > tez zebys sie odczepil od Mabelle, a i tak Tobie bedzie mysle najciezej ;-)


                                                    Nie poszli, tylko czytają.
                                                    Byłoby bardzo fajnie, gdyby Mabelle faktycznie dała sobie spokój, bo jest niemiło i nieładnie, a przede wszystkim bezsensownie.
                                                  • zawle Re: Dlaczego uczelnie techniczne są takie ważne?;) 22.06.17, 09:38
                                                    ninateka.pl/film/seksi-lola-automatic-ryszard-antoniszczak
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 09:32
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Marek:
                                                    >
                                                    > bo nie tak wielu Polakom udało ukończyć studia za granicą, za które jeszcze płacili. Jest to jej reakcja na tekst,. że nie rozumie prostych tez.
                                                    >
                                                    > Mozliwe. Stawiam, ze po prostu wiekszosc wyjezdza na etapie, gdy uwazaja juz swoja edukacje za zakonczona. Poza tym zazwyczaj trudy zwiazane z pierwszymi lata mi adaptacji w obcym kraju sa tak duze, ze ostatnie o czym mysli mlody emigrant, to robienie kolejnych fakultetow.
                                                    > Niemniej, znam osobiscie osobe, ktora w Polsce zrobila ukonczyla dwa kierunki studiow, a za granica trzeci. Jej sprawnosc intelektualna jest zupelnie przecietna, poza jednym szczegolem - fenomenalna pamiec, wyrobiona poprzez wiele lat rytualnego zakuwania.
                                                    ------------------------------------
                                                    Mam bardzo sceptyczne zdanie na temat systemu edukacji w Polsce. Dowodem i mierzalnością jest choćby nauka języków. Matura nie oznacza poprawnej znajomości choćby jednego języka obcego.
                                                    Studia za Zachodzie są kosztowne i trudne do zorganizowania, więc, determinacja Kitty jest godna uznania i szacunku.



                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 11:03
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Mam bardzo sceptyczne zdanie na temat systemu edukacji w Polsce. Dowodem i mier
                                                    > zalnością jest choćby nauka języków. Matura nie oznacza poprawnej znajomości c
                                                    > hoćby jednego języka obcego.

                                                    Znajomością języków bym akurat systemu edukacji nie obciążał. ->UMIEJĘTNOŚĆ<- posługiwania się danym językiem nie wynika ze zrozumienia czegokolwiek. Knowledge vs Skill, dude. Powtórzę jeszcze raz - U M I E J Ę T N O Ś Ć. Nie nauczysz kogoś jazdy na rowerze tłumacząc mu na sali wykładowej tego, w jaki sposób działa rower.
                                                    Zauważ, że UMIEJĘTNOŚĆ posługiwania się językiem macierzystym u dzieci w wieku wczesnoszkolnym jest często wyższa, niż umiejętność posługiwania się tym językiem przez obcojęzycznego studenta filologii na stałe mieszkającego poza granicami.
                                                    Dziecko nie wie prawie nic na temat konstrukcji danego języka, nie zna reguł gramatycznych, ale bezustannie praktykuje posługiwanie się danym językiem.
                                                    Student czy absolwent filologii może poprawiać błędy językowe takiego malca, ale autochton bezbłędnie oceni po mowie, że filolog "brzmi dziwnie", a dzieciak jest "krajowy".
                                                    Podstawowym problemem przy nauce danego języka jest to, że słowo pisane jest wtórne wobec języka właściwego, który jest zjawiskiem dźwiękowym. Mówieniem i pisaniem zawiadują w mózgu człowieka dwa różne ośrodki. U studentów obcojęzycznych jest odwrócenie kolejności. Najpierw uczą się zapisu, a potem właściwego języka. U dziecka wychowanego w danym języku jest odwrotnie. Dopiero na etapie szkolnym posługuje się pismem.
                                                    Dlaczego mówię więc, że szkoła nie jest winna problemów z językiem? Bo nie ma do tego narzędzi. Jedynym realnym sposobem na naukę jakiegoś języka jest głęboka immersja w daną kulturę i posługiwanie się nim z regularnością dużo większą niż pozwalają na to warunki szkolne. Musisz sobie wytrenować ośrodki Wernickiego i Broki, a ćwicząc język w formie edukacji szkolnej angażujesz w największym stopniu struktury analityczne. Posługiwanie się językiem to nie logika tylko odruch. Ćwiczenia. Jak chodzisz to po prostu idziesz, a nie zastanawiasz się nad tym jaki mięsień powinieneś skurczyć w następnej fazie ruchu.
                                                    Druga kwestia - przebywałem trochę w Hiszpanii, we Włoszech i we Francji. Młodzi ludzie zagadywani na ulicy po angielsku bardzo często robili głupie miny i wzruszali ramionami.
                                                    Nie wydaje mi się, żeby tam znajomość języka angielskiego w społeczeństwie jakoś urywała dupę. Przypuszczam, że w tym przypadku prym wiodą kraje skandynawskie i Benelux. Może też Szwajcaria, bo tam jest multikulti językowe siłą rzeczy.

                                                    > Studia za Zachodzie są kosztowne i trudne do zorganizowania, więc, determinacja
                                                    > Kitty jest godna uznania i szacunku.

                                                    Nie powiedziałem, że nie jest godna uznania i szacunku. Natomiast nie jest godna uznania i szacunku jej postawa wobec Ninek, która podobnie jak Kitty wyrwała się ze środowiska niezbyt sprzyjającemu rozwojowi osobistemu i ukończyła trudne studia w Polsce.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 11:24
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Dlaczego mówię więc, że szkoła nie jest winna problemów z językiem? Bo nie ma do tego narzędzi. Jedynym realnym sposobem na naukę jakiegoś języka jest głęboka immersja w daną kulturę i posługiwanie się nim z regularnością dużo większą niż pozwalają na to warunki szkolne.
                                                    -----------------------------------
                                                    Poruszyłem języki, bo to jest widzialne i mierzalne, w przeciwieństwie do np. historii, czy biologii. A jedynym sposobem nauki jezyka jest determinacja i wytrwałość, a wymagania szkolne sa po to, żeby tej wytrwałości pomóc. Piszę też o umiejętności rozumienia i płynnego wysławiania, a nie znajomości na poziomie nativa, co nie jest potrzebne i niemozliwe w praktyce do osiągnięcia.


                                                    > > Studia za Zachodzie są kosztowne i trudne do zorganizowania, więc, determinacja Kitty jest godna uznania i szacunku.
                                                    >
                                                    > Nie powiedziałem, że nie jest godna uznania i szacunku. Natomiast nie jest godna uznania i szacunku jej postawa wobec Ninek, która podobnie jak Kitty wyrwała się ze środowiska niezbyt sprzyjającemu rozwojowi osobistemu i ukończyła trudne studia w Polsce.
                                                    ------------------------
                                                    Nobody is perfgect. Jak sie nie podoba, niech ja wygasi albo opierdoli.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 00:47
                                                    ninek04 napisała:

                                                    No Kitty, powiem Ci, że w takich właśnie wpisach odsłaniasz się najbar
                                                    > dziej i w sumie to, w jaki sposób chciałaś pokazać swoją wartość w czyichś ( a
                                                    > przede wszystkim własnych) oczach wypada bardzo słabo i pokazuje całą Twoją be
                                                    > zbronność i chyba jednak smutek,który Cię trawi od wewnątrz.

                                                    Smutek? A cos sie stalo? Wiem ze nikogo to nie przekona ale nigdy nie czulam sie tak szczesliwa jak teraz. Jak sie zastanowic to w sumie bez powodu. Nie minely 3 miechy a ja calkowicie zregenerowalam sie po ciezkiej operacji i juz sobie biegam delikatnie 2 km wieczorkiem. Trening silowy robie juz od miesiaca. Winko popijam. W przyszlym miesiacu wracam do pracy. Dosc tego lezenia. Na silke od wrzesnia. Jutro 35 stopni, najwyzej zaszaleje i przespie wiekszosc dnia. Nie znosze upalow. Ale smucic sie nie bede.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:23
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > O ja pierdziu Kitka, ale mi laurke strzelilas. Dziekuje pieknie, wszystko to ni
                                                    > eprawda, ale milo poczytac:-*

                                                    Ta sama osoba doradza Sabatowi, że
                                                    `osobe niestabilna emocjonalnie' `z dyskusji dla wlasnego dobra nalezy ja wykluczyc, krotko: ignorowac.'

                                                    To nie jest laurka to jest robienie z forumki idiotki.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:30
                                                    lybbla napisał:

                                                    > To nie jest laurka to jest robienie z forumki idiotki.

                                                    Wole byc idiotka dla Kitki niz dla Ciebie ziomalka.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 07:51
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > W czym jest skuteczna mabelle a ninek nie? Konkret.
                                                    >
                                                    > W wielu rzeczach, z konkretow z brzegu:
                                                    > - w pisaniu krotkich, konkretnych tekstow, a w nich z umiejetnosci uzywania jed
                                                    > nego gora dwoch czasownikow w zdaniu, a to jest miodem na moja dusze ;)
                                                    > - w przykuwaniu uwagi,
                                                    > - w zachowaniach swiadczacych o uwaznosci i ogolnie dbalosci,
                                                    > - w trzymaniu sie tematu
                                                    > - w przekazywaniu duzej dozy pozytywych emocji
                                                    > - w przekazywaniu emocji 'niewylewajacych sie'
                                                    > - w okazywaniu zainteresowania jak funkcjonuje swiat
                                                    > - w przekazywaniu wiedzy
                                                    > - w przepraszaniu
                                                    > - w kloceniu sie
                                                    > - w MOTYWOWANIU (to chyba najwazniejsze dla mnie).

                                                    Świat według Kitty, to i cele według niej. Szkoda gadać. Wypoczynku mi potrzeba, mam coraz mniej cierpliwości do ludzi. A zaciekawiona nimi bywam rzadko. I może dzięki Bogu;)
                                                  • bgz0702 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 11:18

                                                    Wypoczynku mi potrzeba
                                                    > , mam coraz mniej cierpliwości do ludzi. A zaciekawiona nimi bywam rzadko. I mo
                                                    > że dzięki Bogu;)
                                                    >
                                                    >
                                                    Ja też.Unikam kontaktu z ludźmi, jestem "przeładowana"..., nie wiem czy to wynik pracy czy wieku, ust mi się nie chce otwierać
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 23:47
                                                    ninek04 napisała:

                                                    Ty tego nie dostrzega
                                                    > sz?

                                                    Po co do niej piszesz ktorys z kolei post, skoro ona Cie nie czyta? Przeciez pisala o tym wprost, ze Cie wygasza (po 'prosbie' Rekreativii i Lybbli). Nie zauwazylas, ze Ci nigdy nie odpowiada? Po co robisz z siebie glupka, ze nie wiesz?
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 22:04
                                                    sabat3 napisał
                                                    >Tu nawet nie ma co dyskutować, Ninku. :) Zawsze jedne zwierzeta beda rowne a drugie rowniejsze.<

                                                    Z pewnością, masz rację, Sabacie, jak zawsze :). A najlepiej i tak jest robić swoje, bez oglądania się na ocenę tych równiejszych i lepiej wiedzących, albo oświeconych, którym, sądząc z wypowiedzi, wszystko i wszędzie wychodzi najlepiej ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:57
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > O to, to, nie ma żadnej winy w tym przypadku, a jedynie współwina, co już należ
                                                    > y usprawiedliwić i spojrzeć łagodnym okiem, nie wytykając, że w tym przypadku r
                                                    > ównież chodzi o pewną wygodę, przyssanie się do kutasa, którego się wprawdzie n
                                                    > ie pożądana i nie pragnie, ale pewne korzyści się czerpie, no wiesz, wspólne ur
                                                    > lopy, wyjazdy wakacyjne, możliwość nie płacenia za współlokatorswo, dobre, rodz
                                                    > inne układy - najważniejsze, że przyznasz się sama przed sobą do współwiny w ch
                                                    > ujni, w której zdecydowalasz się żyć,w chujni, w której nie ma miłości, pożądan
                                                    > ia i bliskości - ale nic to, Jak już zdołasz ogarnąć współwinę, to szacun, pełn
                                                    > a akceptacja i zrozumienie. He he, no słodkie pierdy i nic więcej ;)

                                                    Dla Ciebie to chujnia, a dla mnie to najlepsze na co mnie w zyciu bylo stac. Nic lepszego zyciu dotad jeszcze nie znalazlam.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 22:32
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Dla Ciebie to chujnia, a dla mnie to najlepsze na co mnie w zyciu bylo stac. Ni
                                                    > c lepszego zyciu dotad jeszcze nie znalazlam.

                                                    Po ilu latach lazenia na lewizne i wpisywania w grafik rodzinny - "mama crossfit"? Tak latwo Ci sie zapomina? Probowalas znalezc kogos fajnego na boku, nie udalo sie. Ja to rozumiem, sparzylas sie i ok. Takie doswiadczenia zyciowe. Stwierdzilas, ze nie odnajdziesz tej milosci i w koncu zaakceptowalas te sytuacje.
                                                    Najwyrazniej niektorzy maja inne doswiadczenia, moze sa na innym etapie, albo im sie jednak udalo? Moze byc roznie.
                                                    Niemniej - podstawowa teza Mabelle byla inna - ze ja i Ninek nie dostrzegamy swego udzialu w rozpadzie naszych zwiazkow i nie widzimy tego co bylo dobre.
                                                    To jest oczywiste lgarstwo i to w zywe oczy, poniewaz zarowno ja, jak i Ninek otwarcie przyznalismy, ze nie nadajemy sie do zwiazkow i ze nasi partnerzy sa/byli dobrymi rodzicami (to pozytywna cecha). U Ninek to sie zmienilo po odejsciu z dziecmi, wiec wyszlo, ze nawet dodala swojemu mezowi zalet na wyrost ;)
                                                    Ze swojej strony - wielokrotnie pisalem, ze rozumiem brak pozadania ze strony mojej zony, o moich wadach w zwiazku i nie tylko wypisalem na forum cale epistoly, za to o zaletach nie pisalem prawie wcale.
                                                    Swiadomie przedstawilem sie najgorzej z wszystkich forumowiczow, a taka Ci przyjdzie i bedzie wymyslac, ze nie dostrzegam swojej winy. No kurwa mac! To juz rece opadaja, szkoda jadaczke strzepic...
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 22:45
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Niemniej - podstawowa teza Mabelle byla inna - ze ja i Ninek nie dostrzegamy sw
                                                    > ego udzialu w rozpadzie naszych zwiazkow i nie widzimy tego co bylo dobre.
                                                    > To jest oczywiste lgarstwo i to w zywe oczy, poniewaz zarowno ja, jak i Ninek o
                                                    > twarcie przyznalismy, ze nie nadajemy sie do zwiazkow i ze nasi partnerzy sa/by
                                                    > li dobrymi rodzicami (to pozytywna cecha).

                                                    Przetlumacze- nie nadaje sie do zwiazku, bo ciezko przychodzi mi zrobienie czegokolwiek dla drugiej strony. Lubie lenistwo i pierdzace chmurki, a obowiazki mnie nudza, podobnie jak dzieci.
                                                    Naprawde niczego dobrego Twoja zona nie zrobila DLA CIEBIE? Przemocowiec ninkowy tez nie? Ani jednej dobrej rzeczy za co mozna by ich szanowac i byc im wdziecznym? No niesamowite.

                                                    > Swiadomie przedstawilem sie najgorzej z wszystkich forumowiczow, a taka Ci przy
                                                    > jdzie i bedzie wymyslac, ze nie dostrzegam swojej winy. No kurwa mac! To juz re
                                                    > ce opadaja, szkoda jadaczke strzepic...

                                                    Zeby na koncu jebnac ze i tak ona winna bardziej, bo dupy nie dawala i stad to Twoje cale zyciowe nieszczescie. Szkoda gadac. Dobranoc.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 23:25
                                                    mabelle 2000 napisała
                                                    >Naprawde niczego dobrego Twoja zona nie zrobila DLA CIEBIE? Przemocowiec ninkowy tez nie? Ani jednej dobrej rzeczy za co mozna by ich szanowac i byc im wdziecznym? No niesamowite.

                                                    Może z czasem zauważę i docenię i zacznę szanować i zechcę mieć w miarę normalne relacje, ale jeszcze nie teraz, nie w tym momencie i nie w tej chwili, gdzie suma negatów góruje nad pozytywami, i to na przestrzeni lat. Ty też tak od początku i od zawsze byłaś w stanie zauważyć i stwierdzić, że tak bardzo szanujesz swojego męża i czujesz wdzięczność, że tyle dobra dzięki niemu zaznałaś? Tak od razu po rozstaniu doszlaś do tego rodzaju konkluzji, że twój mąż był prawie do rany przyłóż,no niesamowite! - skoro tak dużo dobra ci dostarczył, to czemu pieprząc się z zupełnie innym mężczyzną wznosisz się pod niebiosa, wychwalając to, co zaznajesz właśnie z tym innym, nie zająknąwszy się o tamtym, który niby tyle dał, a którego zwyczajnie JUŻ NIE MA, w twoim świecie intymnym i nie tylko.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 07:15
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Zeby na koncu jebnac ze i tak ona winna bardziej, bo dupy nie dawala i stad to
                                                    > Twoje cale zyciowe nieszczescie. Szkoda gadac. Dobranoc.

                                                    Ona bardziej winna? Bzdura. Przeciez nikt mnie nie zmuszal do slubu. Zwiazek z nia jest najbardziej kosztownym bledem jaki popelnilem w zyciu, poza splodzeniem z nia dzieci w TYM zwiazku. Ale oba bledy sa moje, dlatego nie mam do niej pretensji, wbrew temu co przedstawiasz. Pretensje, jesli juz, mam do siebie. Zabraklo mi wiedzy zyciowej, wyobrazni i doswiadczenia. Przy podjeciu najwazniejszej decyzji w zyciu wykazalem sie kolosalna glupota, brzemienna w konsekwencje.
                                                    Jezeli moge miec do kogos troche zalu, to predzej do rodzicow, ktorzy zupelnie mnie nie przygotowali na to co moze mnie czekac w zyciu uczuciowym. Wierze, ze niektorzy rodzice przekazuja jakas wiedze w tym zakresie swoim dzieciom, ja musialem sie uczyc doslownie od zera. Ostatecznie oczywiscie wina jest moja. Problemem tez bylo to, ze bylem niesmialym grubasem i moja wiedza o zwiazkach byla praktycznie zerowa. Jak moglbym sie porownywac z rowiesnikami, ktorzy od podstawowki chodzili z dziewczynami, mieli za soba rozstania, doswiadczenia seksualne, wiedzieli czego moga spodziewac sie po kobiecie. Ja nie mialem kurwa zielonego pojecia o zyciu, to jak bym podejmowal decyzje bedac ministrantem. Nie usprawiedliwiam sie - podaje przyczyny. W zyciu ta sama zasada co w kodeksie karnym - nieznajomosc prawa nie zwalnia od odpowiedzialnosci.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 07:25
                                                    W ogole meczy mnie to gadanie o "winie" bo odszedlem juz od tego typu rozumowania. Ale Ty mnie Mabelle/Jesod sprowokowalas.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 07:58
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > W ogole meczy mnie to gadanie o "winie" bo odszedlem juz od tego typu rozumowania. Ale Ty mnie Mabelle/Jesod sprowokowalas.

                                                    Dałeś się Sabat sprowokować. Czas najwyższy przestać się dawać podpuszczać.
                                                    Pół biedy z Mabelle, zauważ jak szybko dała sobie spokój z autorką tego wątku, pomimo tego, że to właśnie nyag aż się prosi by powtarzać jej pytanie
                                                    `czy jesteś pewna, że Twój mąż jest beznadziejny a Ty zajebista, czy może jest odwrotnie?'. Gorzej z pizdeczką tu masz jakiś problem, zwalcz go;)
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 08:06
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Dałeś się Sabat sprowokować. Czas najwyższy przestać się dawać podpuszczać.

                                                    Racja. Wampiry zywia sie zlymi emocjami. Czas przestac je karmic. Od tej pory kazdy atak personalny zostanie programowo zignorowany. Dyskutuje merytorycznie.
                                                    Kicia, mozesz zaczac moje posty przewijac, bedzie nudno :)
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 08:32
                                                    A w ogóle to teraz nie pozostaje nic innego, jak już do końca życia biczować się za swoje błędne decyzje, kiedyś powzięte i wyznawać wciąż od nowa i bez przerwy swoją winę, bo cokolwiek byś nie powiedział / a, to i tak za mało tej winy bierzesz na siebie, a zwalasz na drugą stronę, która to przecież jasne, że taka niewinna i taka chętna do budowania relacji i taka pokrzywdzona przez tych, którzy niby swojej winy nie widzą. Ech.. szkoda nawet gadać,ileż można.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 08:54
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A w ogóle to teraz nie pozostaje nic innego, jak już do końca życia biczować si
                                                    > ę za swoje błędne decyzje, kiedyś powzięte i wyznawać wciąż od nowa i bez przer
                                                    > wy swoją winę, bo cokolwiek byś nie powiedział / a, to i tak za mało tej winy b
                                                    > ierzesz na siebie, a zwalasz na drugą stronę, która to przecież jasne, że taka
                                                    > niewinna i taka chętna do budowania relacji i taka pokrzywdzona przez tych, kt
                                                    > órzy niby swojej winy nie widzą. Ech.. szkoda nawet gadać,ileż można.

                                                    Doradzam zmianę sędzin.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 09:10
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ech.. szkoda nawet gadać,ileż można.

                                                    Jak zejdziesz z gadania do nieczytajcej Cie Mabelle zmniejszysz szkode - straty na gadaniu ;-)
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 09:30
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > ninek04 napisała:
                                                    >
                                                    > > Ech.. szkoda nawet gadać,ileż można.
                                                    >
                                                    > Jak zejdziesz z gadania do nieczytajcej Cie Mabelle zmniejszysz szkode - straty
                                                    > na gadaniu ;-)

                                                    To prawda, Kitty. Szkoda czasu na czytanie tego belkotu.
                                                    Wlasciwie - jesli dobrze przemyslec, to wszystko co bylo do powiedzenia na temat seksu w zwiazkach zostalo omowione i teraz forum zamienilo sie w takie personalne bagienko dla kilkunastu osob, czyniacych sobie nawzajem zarzuty. Nie dziwne, ze nie przychodza tu nowi uzytkownicy. Nie ma tutaj nic ciekawego do przeczytania.
                                                    Do przemyslenia dla nas - czy warto dluzej tracic tu czas. No bo nie ma juz o czym gadac.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 09:59
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > ninek04 napisała:
                                                    > >
                                                    > > > Ech.. szkoda nawet gadać,ileż można.
                                                    > >
                                                    > > Jak zejdziesz z gadania do nieczytajcej Cie Mabelle zmniejszysz szkode -
                                                    > straty
                                                    > > na gadaniu ;-)
                                                    >
                                                    > To prawda, Kitty. Szkoda czasu na czytanie tego belkotu.
                                                    > Wlasciwie - jesli dobrze przemyslec, to wszystko co bylo do powiedzenia na tema
                                                    > t seksu w zwiazkach zostalo omowione i teraz forum zamienilo sie w takie person
                                                    > alne bagienko dla kilkunastu osob, czyniacych sobie nawzajem zarzuty. Nie dziwn
                                                    > e, ze nie przychodza tu nowi uzytkownicy. Nie ma tutaj nic ciekawego do przeczy
                                                    > tania.
                                                    > Do przemyslenia dla nas - czy warto dluzej tracic tu czas. No bo nie ma juz o c
                                                    > zym gadac.

                                                    Zgadzasz sie ze mna ale podmieniasz moja teze na swoja ;) Jakbys nie zauwazyl ja nigdy nie twierdzilam, ze forum nie warto czytac czy jest to starta czasu (rozumiesz: czytac vs gadac) Dla mnie absolutnie nie wszystko zostalo powiedziane. Poza tym, jak mawia Urqu: zeby jakies zachowania stosowac, trzeba wyrobic nawyki, zeby sie czegos uczyc trzeba cwiczyc. Nowi owszem przychodza ale nie sa tak wazni, bo ludzie lubia na przykladach, a nasze historie sie jeszcze nie skonczyly. Ja np czekam jak Ciebie rypnie sie sprawa z kochanka, jak sie Proteinie milosc z zona rozwinie i wskoczy na miejsce Marka, itd. Plusem wielu uzytkownikow, w tym Twoim, jest ze po klotniach i tak sie da normalnie pogadac. Dla tych rozmow i ludzi warto wracac. Ale to moja prywatna opinia.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:03
                                                    Historie sie nie skonczyly. Jak w serialu telewizyjnym ;) Wciagajace watki. Czy proboszcz wygra z kolejna intryga Janusza Tracza? Wszystko w kolejnym odcinku. :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:26
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Historie sie nie skonczyly. Jak w serialu telewizyjnym ;) Wciagajace watki. Czy
                                                    > proboszcz wygra z kolejna intryga Janusza Tracza? Wszystko w kolejnym odcinku.
                                                    > :)

                                                    Sie smiejesz, no tak ;) Tym sposobem udowodnilam sobie ze podsmiewanie sie z ogladaczy seriali jest hipokryzja. Najlepsze sa metamorfozy bohaterow. Mistrzowie drugiego planu sa tez dobrzy.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:05
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Doradzam zmianę sędzin.

                                                    Sluszna uwaga Lybbla, albowiem zadaniem sedziego jest wysluchac rowniez oskarzonego. Krotko mowiac- zaden sedzia nie wyda wyroku zanim nie wypowiedza sie OBIE STRONY. Dlatego Ty masz pewnosc, a ja watpliwosci.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 22:56
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > Doradzam zmianę sędzin.
                                                    >
                                                    > Sluszna uwaga Lybbla, albowiem zadaniem sedziego jest wysluchac rowniez oskarzonego. Krotko mowiac- zaden sedzia nie wyda wyroku zanim nie wypowiedza sie OBIE STRONY. Dlatego Ty masz pewnosc, a ja watpliwosci.

                                                    Ja się nie bawię w sędziego. Wystarczy podstawić delikwentowi lustro.
                                                    Pacjent ogarnie się sam. Naprawiać co naprawialne, nie marnować czasu na nienaprawialne i nauczyć się odróżniać jedno od drugiego.

                                                    Według mnie na forum wypowiadają się obie strony a strony o których piszesz nie istnieją. ;)


                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 05:34
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Ja się nie bawię w sędziego.

                                                    Nie musisz, ziomal ma racje bez wnikania w temat ;-)

                                                    Wystarczy podstawić delikwentowi lustro.

                                                    A jesli w lustrze rogi i kopyta, to co wtedy?

                                                    > Pacjent ogarnie się sam. Naprawiać co naprawialne, nie marnować czasu na nienap
                                                    > rawialne i nauczyć się odróżniać jedno od drugiego.

                                                    Piekna idea. Tu na forum przychodza mi do glowy dwie takie osoby, ktore robia cos w kierunku naprawy - Urqu i Proteinowy. Tylko jakims dziwnym zbiegiem okolicznosci akurat na tych dwoch masz gleboka alergie. Moze byc wiec tak, ze o naprawianiu pojecia nie masz, a " nie marnowanie czasu" oznacza wylacznie zaruchac na boku.

                                                    > Według mnie na forum wypowiadają się obie strony a strony o których piszesz nie
                                                    > istnieją. ;)

                                                    Nie udawaj, ze nie rozumiesz o czym pisze. Za kazda forumowa historia stoi ktos w realu, kto w tej historii ma/ mial udzial. Wiec warto dopuscic do siebie mysl, ze takie osoby w ogole istnieja, ze cos przezywaja, cos czuja, z czyms sie zmagaja.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 06:52
                                                    Mabelle - dziwnym trafem akurat Urqu zaruchal na boku. I podaje ludziom rady, ze zdrada jest bronia atomowa, ktorej nalezy uzyc gdy wszystko zawiedzie (bez gwarancji sukcesu), zeby "bujac lodka". Zeby w przypadku braku szacunku ze strony malzonki wracac o 5 nad ranem z zawiazanymi pod szyja ponczochami, by wzbudzic w niej szal zazdrosci.
                                                    Ciekawie to koresponduje z Twoim idealistycznym podejsciem do milosci.
                                                    Ale... zapomnialem, ze teraz sie z Urqu glaskacie, wybacz :D
                                                    Co mnie, skurwysyna, najbardziej boli w historii Urqu, to narzedziowe wykorzystanie kochanki. Zalozmy, ze zona pod wplywem strachu zdecyduje sie "udostepniac" (fuj!). A co z kochanka? Na smietnik? Poza tym - co za debil wymieni relacje erotyczna z babka, ktora robi to pod wplywem pozadania, na taka gdzie kobita rozkracza sie ze strachu? Dla mnie to zalosne.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 08:11
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Mabelle - dziwnym trafem akurat Urqu zaruchal na boku. I podaje ludziom rady, z
                                                    > e zdrada jest bronia atomowa, ktorej nalezy uzyc gdy wszystko zawiedzie (bez gw
                                                    > arancji sukcesu), zeby "bujac lodka". Zeby w przypadku braku szacunku ze strony
                                                    > malzonki wracac o 5 nad ranem z zawiazanymi pod szyja ponczochami, by wzbudzic
                                                    > w niej szal zazdrosci.
                                                    > Ciekawie to koresponduje z Twoim idealistycznym podejsciem do milosci.
                                                    > Ale... zapomnialem, ze teraz sie z Urqu glaskacie, wybacz :D
                                                    > Co mnie, skurwysyna, najbardziej boli w historii Urqu, to narzedziowe wykorzyst
                                                    > anie kochanki. Zalozmy, ze zona pod wplywem strachu zdecyduje sie "udostepniac"
                                                    > (fuj!).

                                                    Pominąłeś jeden wątek. Inspiracji do trwania szukają poza związkiem.

                                                    A co z kochanka? Na smietnik? Poza tym - co za debil wymieni relacje e
                                                    > rotyczna z babka, ktora robi to pod wplywem pozadania, na taka gdzie kobita roz
                                                    > kracza sie ze strachu? Dla mnie to zalosne.

                                                    I pominąłeś proteinowego, który pracuje na rzecz ...sama nie wiem czego. Bo miłości tam nie ma, a jest "wół" i "alien".
                                                    Dla mnie jedynymi osobami które są w dobrych związkach jest kag i marek. Mało gadają, bycie w tym związku nie jest "ciężką pracą"- dobrali się i są bez martyrologii.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 08:22
                                                    zawle napisała:
                                                    > I pominąłeś proteinowego, który pracuje na rzecz ...sama nie wiem czego. Bo mił
                                                    > ości tam nie ma, a jest "wół" i "alien".

                                                    Pominalem, bo go lubie. Dla mnie jest postacia tragiczna, bo nie satysfakcjonuje go uklad malzenski, ale nie widzi alternatywy.
                                                    Ciekawe czy wyjechal do NZ. Po godzinach wpisow wnioskuje, ze jednak nie.

                                                    > Dla mnie jedynymi osobami które są w dobrych związkach jest kag i marek. Mało g
                                                    > adają, bycie w tym związku nie jest "ciężką pracą"- dobrali się i są bez martyr
                                                    > ologii.

                                                    Nie tylko. Potwor i Rekreativa tez. Zyg ciezko mi sklasyfikowac. Blisko, bo kocha meza. Ale to chyba trudny uklad, wiec nie do konca.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:15
                                                    sabat3 napisał: > Nie tylko. Potwor i Rekreativa tez. Zyg ciezko mi sklasyfikowac. Blisko, bo koc
                                                    > ha meza. Ale to chyba trudny uklad, wiec nie do konca.

                                                    No tak, masz rację. Pominęłam- za rzadko piszą.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 10:51
                                                    "Pominalem, bo go lubie. Dla mnie jest postacia tragiczna, bo nie satysfakcjonuje go uklad malzenski, ale nie widzi alternatywy.
                                                    Ciekawe czy wyjechal do NZ. Po godzinach wpisow wnioskuje, ze jednak nie."

                                                    No co Ty, w srodku ciazy, porodu, narodzin potomka przeprowadzka do nowego kraju? Proteinowi to tez tylko ludzie :)
                                                    Proteinowy chcial sie ustatkowac, chcial rodziny. No wiec ja ma. Moze tylko latwiej wyobrazal sobie codzienne zycie bez milosci do zony.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 11:34
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No co Ty, w srodku ciazy, porodu, narodzin potomka przeprowadzka do nowego kraj
                                                    > u? Proteinowi to tez tylko ludzie :)
                                                    > Proteinowy chcial sie ustatkowac, chcial rodziny. No wiec ja ma. Moze tylko lat
                                                    > wiej wyobrazal sobie codzienne zycie bez milosci do zony.

                                                    Przyszło mi do głowy, że mogliby zechcieć zawalczyć o obywatelstwo NZ dla potomka. Nie znam przepisów w tym zakresie, dlatego to całkiem luźna myśl.
                                                    Wielka Brytania odwraca się od emigrantów, łatwo zostać tym przysłowiowym "dzieckiem wylanym razem z kąpielą". Wychowywanie małego dziecka w kraju tak negatywnie nastawionym do jego tożsamości narodowej może nie być zbyt dobrym pomysłem.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 11:49
                                                    "Wielka Brytania odwraca się od emigrantów, łatwo zostać tym przysłowiowym "dzieckiem wylanym razem z kąpielą". Wychowywanie małego dziecka w kraju tak negatywnie nastawionym do jego tożsamości narodowej może nie być zbyt dobrym pomysłem."

                                                    Ano tez bedziemy patrzec dalej co przyniesie czas i jak to sie wszystko potoczy, jakby co zdazymy wyjechac :)
                                                    Mnie tez dotyczy i nie zajmowaloby mnie szczegolnie, moze wcale by nas tu nie bylo, gdyby nie dzieciak, ktory tutaj chodzi do szkoly( i w dodatku ma mozliwosc edukacji w domu) i najlatwiej isc ta droga.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:03
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Mabelle - dziwnym trafem akurat Urqu zaruchal na boku. I podaje ludziom rady, z
                                                    > e zdrada jest bronia atomowa, ktorej nalezy uzyc gdy wszystko zawiedzie (bez gw
                                                    > arancji sukcesu), zeby "bujac lodka". Zeby w przypadku braku szacunku ze strony
                                                    > malzonki wracac o 5 nad ranem z zawiazanymi pod szyja ponczochami, by wzbudzic
                                                    > w niej szal zazdrosci.

                                                    A jestes pewien ze zaruchal?
                                                    Mowa byla o naprawianiu. O podjeciu dzialan, a nie biadoleniu ze sie nie da.Obrazic sie i zaruchac na boku kazdy glupi potrafi. Wiec moga mi nie pasowac sposoby, ktorych ci ludzie uzywaja, ale do licha robia cos. Jezeli notuja poprawe, to warto przynajmniej wysluchac co maja do powiedzenia. Urqu wyczolgal sie z poporodowego bezseksia, a Proteina dopisuje kolejne wartosci do relacji z zona. Nie twierdze ze nalezy ich nasladowac, ale oni sa swietnym przykladem, ze kryzysy sa czescia dlugoletniego zwiazku, a relacja to rzecz nad ktora wciaz sie pracuje. I nie poddaje sie.

                                                    > Ciekawie to koresponduje z Twoim idealistycznym podejsciem do milosci.
                                                    > Ale... zapomnialem, ze teraz sie z Urqu glaskacie, wybacz :D

                                                    Oprocz zgrzytow i burz i mnie i jego interesuje cos co dziala. U niego dziala co innego, ja szukam wlasnej drogi.

                                                    > Co mnie, skurwysyna, najbardziej boli w historii Urqu, to narzedziowe wykorzyst
                                                    > anie kochanki.

                                                    Nie rozczulaj mnie. "Tu i teraz", a reszte mam w dupie, to chyba Twoja idea?

                                                    Zalozmy, ze zona pod wplywem strachu zdecyduje sie "udostepniac"
                                                    > (fuj!). A co z kochanka? Na smietnik? Poza tym - co za debil wymieni relacje e
                                                    > rotyczna z babka, ktora robi to pod wplywem pozadania, na taka gdzie kobita roz
                                                    > kracza sie ze strachu? Dla mnie to zalosne.

                                                    Kobieta ktora rucha sie z zonatym dobrze wie na co sie pisze i na co ( nie) moze liczyc, wiec daruj sobie swoja obludna troske.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:29
                                                    To ja juz nic nie rozumiem z tego co postulujesz, mabelle. Urqu podjal starania majace na celu zmiane zachowania zony, poniewaz to w jaki sposob zaczela sie zachowywac przestalo spelniac jego oczekiwania/zyczenia/potrzeby. Dalbym sobie uciac, ze krytykowalas tego rodzaju zachowanie i postulowalas idealistyczna milosc do drugiej osoby, za to ze po prostu jest. Brak mi w tym elementarnej spojnosci. Cos mi sie wydaje, ze ty chyba przypierdalasz sie do sabata dla samego przypierdalania, a ze kij nie pasuje to nic nie szkodzi. Jak z katolami. Milosc, dobroc, Jezus, Nowy Testament. Ale jak trzeba podbudowke ideologiczna, zeby komus przypierdolic, to sie odkurza Stary :)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:38
                                                    Mam dokłądnie te same odczucia. Tyle że jako głównego wroga widzę ninka.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:47
                                                    zawle napisała:

                                                    > Mam dokłądnie te same odczucia. Tyle że jako głównego wroga widzę ninka.
                                                    -----
                                                    Mabelle dla ninka to ma tylko Stary Testament :)

                                                    Ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Dzieki mabelle ninek wyszla ze swojej skorupki grzecznej, potakujacej dziewczynki :)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:54
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Dzieki mabelle ninek wyszla ze
                                                    > swojej skorupki grzecznej, potakujacej dziewczynki :)


                                                    No tej zmiany to ja akurat nie pochwalam. No chyba że jej to potrzebne żeby znaleźć siebie. Bo jak kawał cholery zakłada skarpetki i sukieneczkę za tyłek, to i tak za mało dla wiarygodności tej roli.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 11:16
                                                    "To ja juz nic nie rozumiem z tego co postulujesz, mabelle. Urqu podjal starania majace na celu zmiane zachowania zony, poniewaz to w jaki sposob zaczela sie zachowywac przestalo spelniac jego oczekiwania/zyczenia/potrzeby. Dalbym sobie uciac, ze krytykowalas tego rodzaju zachowanie i postulowalas idealistyczna milosc do drugiej osoby, za to ze po prostu jest. Brak mi w tym elementarnej spojnosci."

                                                    Bo tutaj nie ma spojnosci. To co postuluje/ przedstawia mabelle to tzw. milosc bezwarunkowa, ale...takiej wsrod ludzi raczej nie znajdziesz, no moze za wyjatkiem jakichs buddyjskich mnichow czy cos, albo milosc do dzieci. Ludzie kochaja inaczej. Rozumiem, ze mabelle podoba sie ta idea milosci bezwarunkowej ale niech mi ja gdziesz pokaze. Moze sama tak by chciala albo wydaje jej sie, ze tak ma. Ale wyobraz sobie mabelle, ze spotykasz swojego amanta, ploniesz z pozadania do niego a do Ciebie: dzisiaj se poczytamy gazety. Ok. Czytacie. Nastepnym razem spotykacie sie a on: dzisiaj se poczytamy gazety. Jaki seks? Trzy tygodnie pozniej on do Ciebie: dzisiaj se poczytamy gazety. Nooo, ok, ale zaloze sie, ze po jakims czasie stwierdzisz: ku...wa ile tych gazet i albo Ci przejdzie, sie do niego zniechecisz albo stwierdzisz kocham go ale nie moge i nie bede sie z nim juz spotykac. Bo ludzie maja oczekiwania wobec tych, ktorych kochaja. Malo tego naprawde zranic tak, ze zaboli potrafi wlasnie ten, ktorego najbardziej sie kocha, bo po nim sie tego nie spodziewasz, nie tego oczekujesz. I moze bedzies dzierzyc ale moze do czasu, bo zeby w ogole dawac i przyjmowac milosc trzeba kochac samego siebie i miec szacunek do siebie.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:14
                                                    kag73 napisała:

                                                    > . Ale wyobraz sobie mabelle, ze spotykasz swojego amanta, ploniesz z pozadania
                                                    > do niego a do Ciebie: dzisiaj se poczytamy gazety. Ok. Czytacie. Nastepnym raze
                                                    > m spotykacie sie a on: dzisiaj se poczytamy gazety. Jaki seks? Trzy tygodnie po
                                                    > zniej on do Ciebie: dzisiaj se poczytamy gazety. Nooo, ok, ale zaloze sie, ze p
                                                    > o jakims czasie stwierdzisz: ku...wa ile tych gazet i albo Ci przejdzie, sie do
                                                    > niego zniechecisz albo stwierdzisz kocham go ale nie moge i nie bede sie z nim
                                                    > juz spotykac. Bo ludzie maja oczekiwania wobec tych, ktorych kochaja. Malo teg
                                                    > o naprawde zranic tak, ze zaboli potrafi wlasnie ten, ktorego najbardziej sie k
                                                    > ocha, bo po nim sie tego nie spodziewasz, nie tego oczekujesz.

                                                    Tlumaczyam raz, nie chce mi sie tlumaczyc drugi. Jesli ten seks by sie zdarzyl to swietnie, jesli nie to trudno. No orzeciez nie bede plakac ze czlowiek nie ma ze mna ochoty na seks. Co tu jest niejasnego i gdzie te oczekiwania ktorych on nie spelnil?

                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:22
                                                    "Tlumaczyam raz, nie chce mi sie tlumaczyc drugi. Jesli ten seks by sie zdarzyl to swietnie, jesli nie to trudno. No orzeciez nie bede plakac ze czlowiek nie ma ze mna ochoty na seks. Co tu jest niejasnego i gdzie te oczekiwania ktorych on nie spelnil?"

                                                    Aha, seks sie nie zdarzyl to trudno i....co robisz dalej?
                                                    Spotykasz sie i dalej czytasz gazety a seksu szukasz gdzie indziej? Czy rezygnujesz z seksu? Ale nadal kochacie sie nad zycie?
                                                    Czy moze rezygnujesz ze spotkan ale nadal sie kochacie?
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:40
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Tlumaczyam raz, nie chce mi sie tlumaczyc drugi. Jesli ten seks by sie zdarzyl
                                                    > to swietnie, jesli nie to trudno. No orzeciez nie bede plakac ze czlowiek nie
                                                    > ma ze mna ochoty na seks. Co tu jest niejasnego i gdzie te oczekiwania ktorych
                                                    > on nie spelnil?"
                                                    >
                                                    > Aha, seks sie nie zdarzyl to trudno i....co robisz dalej?
                                                    > Spotykasz sie i dalej czytasz gazety a seksu szukasz gdzie indziej? Czy rezygnu
                                                    > jesz z seksu? Ale nadal kochacie sie nad zycie?
                                                    > Czy moze rezygnujesz ze spotkan ale nadal sie kochacie?

                                                    Mabelle chce dawać. Czasami jednak nie chce. No i czasami nie chce żeby ktoś dawał jej. CHCE jest słowem kluczowym.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:44
                                                    "Mabelle chce dawać. Czasami jednak nie chce. No i czasami nie chce żeby ktoś dawał jej. CHCE jest słowem kluczowym."

                                                    Aaano, ale CHCE to tez juz jest wyraz zyczenie/oczekiwanie. A nie powinna chciec dawac, albo chciec nie dawac, powinna tylko kochac.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 15:57
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Aaano, ale CHCE to tez juz jest wyraz zyczenie/oczekiwanie. A nie powinna chcie
                                                    > c dawac, albo chciec nie dawac, powinna tylko kochac.

                                                    Co Ty pieprzysz za glupoty Kag? :-D Przeciez milosc jest CHECIA dawania. Jest wyborem, jest dzialaniem na rzecz kochanej osoby. A jak Ty bys chciala kochac nie chcac kochac, no wez sie zastanow.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 16:43

                                                    > Co Ty pieprzysz za glupoty Kag? :-D Przeciez milosc jest CHECIA dawania. Jest w
                                                    > yborem, jest dzialaniem na rzecz kochanej osoby. A jak Ty bys chciala kochac ni
                                                    > e chcac kochac, no wez sie zastanow.

                                                    Anegdota. Wczoraj sobie siedzimy w gronie zawodowym. Opowieść dotyczy matki chłopca odsądzanej od czci i wiary. Dzieciak ma wielkie wsparcie w babci, mam jest negatywną postacią całej afery. Gdy kradł to najpierw fanty przynosił matce, ale matka nie chciała brać tylko policję wzywała:))

                                                    Żeby dawać to trzeba wiedzieć co komu potrzebne- taki z tego morał. A jeśli chłopu potrzeba seksu? Dużo seksu?
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 17:06
                                                    zawle napisała:

                                                    > Żeby dawać to trzeba wiedzieć co komu potrzebne- taki z tego morał. A jeśli chł
                                                    > opu potrzeba seksu? Dużo seksu?

                                                    No to mu ten seks daj, pytasz sie mnie o pozwolenie? :-)
                                                    Mnie do seksu nie trzeba zachecac, moze wlasnie dlatego ze kocham.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:00

                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > No to mu ten seks daj, pytasz sie mnie o pozwolenie? :-)

                                                    Ludzi i tak zrobią co zechcą, nawet gdy pytają o pozwolenie..nie daj się zwieść:))

                                                    > Mnie do seksu nie trzeba zachecac, moze wlasnie dlatego ze kocham.

                                                    Męża nie kochałaś rozumiem?
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:25
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Tlumaczyam raz, nie chce mi sie tlumaczyc drugi. Jesli ten seks by sie zdarzyl to swietnie, jesli nie to trudno. No orzeciez nie bede plakac ze czlowiek nie m ze mna ochoty na seks. Co tu jest niejasnego i gdzie te oczekiwania ktorych on nie spelnil?
                                                    ------------------------------
                                                    Czyli to Twoja idelna miłośćdo niego? Jak sióstr zakonnych do Jezusa.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:38
                                                    "Czyli to Twoja idelna miłośćdo niego? Jak sióstr zakonnych do Jezusa."

                                                    Nawet trafnie to ujales. Ona chce go tylko kochac i uwielbiac, sama nic nie dostajac w zamian, nic nie oczekujac.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:41
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Nawet trafnie to ujales. Ona chce go tylko kochac i uwielbiac, sama nic nie dos
                                                    > tajac w zamian, nic nie oczekujac.

                                                    Nie jestem katoliczką, ale coś mi sie wydaje że siostry zakonne coś jednak dostają;) Co łaska, ale dostają:))
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:44
                                                    zawle napisała:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    > > Nawet trafnie to ujales. Ona chce go tylko kochac i uwielbiac, sama nic nie dos tajac w zamian, nic nie oczekujac.
                                                    >
                                                    > Nie jestem katoliczką, ale coś mi sie wydaje że siostry zakonne coś jednak dostają;) Co łaska, ale dostają:))
                                                    --------------------
                                                    Nie. Miłość idealna niczego niedaje, oprócz perspektywy życia wiecznego u boku ukochanego a na tym swiecie dają tylko wierni.
                                                    >
                                                    >
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 13:03
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Nie. Miłość idealna niczego niedaje, oprócz perspektywy życia wiecznego u boku
                                                    > ukochanego a na tym swiecie dają tylko wierni.

                                                    perspektywa życia wiecznego to coś.
                                                    Dostają na tej ziemi bycie wybrańcem, osobą bliższą Bogu, możliwość czynienie dobra, zadowolenia z rezygnacji z czegoś, samodyscypliny. Myślę że momenty utraty i nawrotów wiary mogą być bardzo nęcące. I pewnie wiele innych, których mój świecki umysł nigdy nie ogarnie.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 16:27
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Nie. Miłość idealna niczego niedaje, oprócz perspektywy życia wiecznego u boku
                                                    > ukochanego a na tym swiecie dają tylko wierni.

                                                    To do mnie niby? Alez ja jestem spelnionym czlowiekiem :-) Wybudowalam dom, posadzilam tysiace drzew, urodzilam dwie wspaniale corki. Dlaczego nie moge sobie kochac po swojemu, bo komus sie to w glowie nie miesci? A co mnie to obchodzi, przeciez nie jestem niewolnikiem, robie co chce.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 16:45
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > To do mnie niby? Alez ja jestem spelnionym czlowiekiem :-) Wybudowalam dom, pos
                                                    > adzilam tysiace drzew, urodzilam dwie wspaniale corki. Dlaczego nie moge sobie
                                                    > kochac po swojemu, bo komus sie to w glowie nie miesci? A co mnie to obchodzi,
                                                    > przeciez nie jestem niewolnikiem, robie co chce.

                                                    I brawo. I niech to prawo obowiązuje wszystkie strony, a nie tylko Królową:))
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 16:56
                                                    zawle napisała:

                                                    > I brawo. I niech to prawo obowiązuje wszystkie strony, a nie tylko Królową:))

                                                    To prawo obowiazuje wszystkich, a pretensje ze inne wersje nie dzialaja to juz nie do mnie:-)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 17:05
                                                    Ta wersja mi się bardzo podoba:))
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 19:19
                                                    "To prawo obowiazuje wszystkich, a pretensje ze inne wersje nie dzialaja to juz nie do mnie:-)"

                                                    A kto Ci to powiedzial, ja mam inna wersje niz Twoja a dziala.

                                                    "Co Ty pieprzysz za glupoty Kag? :-D Przeciez milosc jest CHECIA dawania. Jest wyborem, jest dzialaniem na rzecz kochanej osoby. A jak Ty bys chciala kochac nie chcac kochac, no wez sie zastanow."

                                                    Ty chcesz dawac wiec chyba jednak w oczekiwaniu, ze ktos bedzie bral, bym powiedziala, bo inaczej to w proznie albo po proznicy. Wiec ja sie pytam jak to by bylo gdybys Ty chciala dawac, dawac, dawac a on nie chcialby brac. I jak juz jestesmy przy seksie Ty tylko chcesz dawac rozkosz, sama nie chcesz i nie pragniesz jej doswiadczac. No wymuszac na nim nie bedziesz, ale fajnie by bylo gdyby jednak i on chcial dawac (i juz mamy zyczenie) a co jak nie daje. Nic, zapewne nic, bo Ty i tak kochasz i bedziesz dawac i kochac i ta milosc bedzie trwac bez konca :) I nawet jak on oprocz Ciebie bedzie jeszcze kochal i seksil sie z innymi tez nie przeszkadza, bo najwazniejsze, ze Ty kochasz i chcesz dawac.
                                                    Osiagnelas wyzszy poziom swiadomosci albo czlowieczenstwa. Gratuluje! Ale wiekszosci sie to jednak nie udaje :(
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:09
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ty chcesz dawac wiec chyba jednak w oczekiwaniu, ze ktos bedzie bral, bym powie
                                                    > dziala, bo inaczej to w proznie albo po proznicy. Wiec ja sie pytam jak to by b
                                                    > ylo gdybys Ty chciala dawac, dawac, dawac a on nie chcialby brac.

                                                    Gdyby nie chcial to bym nie dawala, przeciez to logiczne. Moge go uszczesliwiac, ale nie musze tego robic. A juz na pewno nie wbrew jego woli.

                                                    I jak juz jes
                                                    > tesmy przy seksie Ty tylko chcesz dawac rozkosz, sama nie chcesz i nie pragnies
                                                    > z jej doswiadczac. No wymuszac na nim nie bedziesz, ale fajnie by bylo gdyby je
                                                    > dnak i on chcial dawac (i juz mamy zyczenie) a co jak nie daje.

                                                    Czy Ty Kag opisujesz gwalt czy dobrowolny seks dwoch osob?
                                                    Chcialabym tez zeby autobus przyjezdzal rano punktualnie i zeby samochody stanialy ;-)

                                                    Nic, zapewne ni
                                                    > c, bo Ty i tak kochasz i bedziesz dawac i kochac i ta milosc bedzie trwac bez k
                                                    > onca :)

                                                    Nie wiem czy bez konca, mam nadzieje ze dlugo.

                                                    I nawet jak on oprocz Ciebie bedzie jeszcze kochal i seksil sie z innym
                                                    > i tez nie przeszkadza, bo najwazniejsze, ze Ty kochasz i chcesz dawac.

                                                    Nie wiem, moze sie seksi. Przeciez i tak tego nie sprawdze, ani mu nie zabronie. Nie mam na to wplywu, wiec nie zaprzatam sobie tym glowy.

                                                    > Osiagnelas wyzszy poziom swiadomosci albo czlowieczenstwa. Gratuluje! Ale wieks
                                                    > zosci sie to jednak nie udaje :(

                                                    Bo ja wiem czy wyzszy? Mnie po prostu niczego nie brakuje, moge sie podzielic.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:48
                                                    "Gdyby nie chcial to bym nie dawala, przeciez to logiczne. Moge go uszczesliwiac, ale nie musze tego robic. A juz na pewno nie wbrew jego woli."

                                                    Tyle to ja wiem ale ja pytam i...I co w zwiazku z tym? Jak potoczy sie sprawa dalej? Nie musisz dawac jak nie chce i....? Nie dajesz. A co z Toba, bo kochac to chciec dawac a Ty go kochasz. Nagle sie okazuje, ze chcesz ale nie mozesz dawac, bo on nie chce, niec chce brac? Nadal wielka milosc i szczescie?

                                                    "Czy Ty Kag opisujesz gwalt czy dobrowolny seks dwoch osob? "

                                                    A gdzie Ty tu widzisz gwalt? Ty chcesz dawac, wiec obrazowo mozesz ciagle nadstawiac tylka na 3 minuty, ktore wystarcza jemu ale nie Tobie, albo robic mu loda. A Ty sama Ty napalona...odlogiem? Nadal tak cieszy dawanie? Nie ma seksulanych maratonow? Nadal poczucie spelniena, bo dajesz/kochasz?

                                                    "Nie wiem, moze sie seksi. Przeciez i tak tego nie sprawdze, ani mu nie zabronie. Nie mam na to wplywu, wiec nie zaprzatam sobie tym glowy."

                                                    Nie no, spoko, on przyprowadza na nastepne spotkanie babke i mowi "mabelle zawsze marzylem o tym, zeby dawaly mi na raz dwie babki". A Ty: "jasne amore, powiedz co mam robic, kocham Cie do szalenstwa". Albo "mabelle przyjade do Ciebie jutro, bo dzis mam bzykanko z Ewa". OK, do jutra, juz nie moge sie doczekac.
                                                    Albo: Mabell przyprowadzilem babke, bo kreci mnie, zebys patrzyla jak robie to z inna". No scenariusyz Ci moge wymyslac na peczki.

                                                    "Bo ja wiem czy wyzszy? Mnie po prostu niczego nie brakuje, moge sie podzielic."

                                                    Czym sie chcesz podzielic? Facetem?
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 17:04
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Nie. Miłość idealna niczego niedaje, oprócz perspektywy życia wiecznego u boku ukochanego a na tym swiecie dają tylko wierni.
                                                    >
                                                    > To do mnie niby? Alez ja jestem spelnionym czlowiekiem :-) Wybudowalam dom, posadzilam tysiace drzew, urodzilam dwie wspaniale corki. Dlaczego nie moge sobie kochac po swojemu, bo komus sie to w glowie nie miesci? A co mnie to obchodzi, przeciez nie jestem niewolnikiem, robie co chce.
                                                    -----------------
                                                    Nie to nie do Ciebie, ale gratuluję. Ja też kocham po swojemu. Moja kobietę, dzieci, Sowę. Każdego inaczej.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 17:14
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Nie to nie do Ciebie, ale gratuluję. Ja też kocham po swojemu. Moja kobietę, dz
                                                    > ieci, Sowę. Każdego inaczej.

                                                    No sam widzisz, wiec skad to oburzenie, ze bez wymagan sie nie da? :-) Forum o bezseksiu, tlumy polegly na bezskutecznym wydebieniu " tego co mi sie nalezy". No i ten bol dupy o "olewanie potrzeb". Ale wnioskow zadnych, na upor nie ma rady ;-)))
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 17:31
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Nie to nie do Ciebie, ale gratuluję. Ja też kocham po swojemu. Moja kobietę, dzieci, Sowę. Każdego inaczej.
                                                    >
                                                    > No sam widzisz, wiec skad to oburzenie, ze bez wymagan sie nie da? :-) Forum o bezseksiu, tlumy polegly na bezskutecznym wydebieniu " tego co mi sie nalezy".
                                                    ----------------------------------
                                                    Tak w skrócie, Faceci żenią się dla seksu i jak tego seksu braknie to im się rozpada nie tylko małżeństwo, ale i świat. O motywacji kobiet wiem niewiele, więc czytam.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 17:35
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Tak w skrócie, Faceci żenią się dla seksu

                                                    No i wielu ma gowno a nie seks, ciekawe dlaczego? :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 18:20
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Tak w skrócie, Faceci żenią się dla seksu
                                                    >
                                                    > No i wielu ma gowno a nie seks, ciekawe dlaczego? :-).
                                                    -----------------------------
                                                    Czytam właśnie aby się dowiedzieć. Niektórzy czują się oszukani, bo dają siebie, bliskość, uczucie, starają się, a seks znika. Tu na forum były takie przypadki.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:07
                                                    wont2 napisał:

                                                    > To ja juz nic nie rozumiem z tego co postulujesz, mabelle. Urqu podjal starania
                                                    > majace na celu zmiane zachowania zony, poniewaz to w jaki sposob zaczela sie z
                                                    > achowywac przestalo spelniac jego oczekiwania/zyczenia/potrzeby. Dalbym sobie u
                                                    > ciac, ze krytykowalas tego rodzaju zachowanie i postulowalas idealistyczna milo
                                                    > sc do drugiej osoby, za to ze po prostu jest.

                                                    Czy Ty umiesz czytac ze zrozumieniem? Przeciez nie napisalam ze sie z nim zgadzam, tylko ze starania i poszukiwania maja dla mnie wartosc. Chcial naprawic i naprawil.

                                                    Brak mi w tym elementarnej spojno
                                                    > sci. Cos mi sie wydaje, ze ty chyba przypierdalasz sie do sabata dla samego prz
                                                    > ypierdalania, a ze kij nie pasuje to nic nie szkodzi.

                                                    Pasuje pasuje. Dla Urqu jego zona po ponad dwudziestu latach nadal jest jego " dziesiatka". Ilu z tych medzacych ze baba dupy nie daje mogloby powiedziec tak o swoich kobietach? Tu na forum chyba tylko jeszcze Marek.


                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:06
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Nie musisz, ziomal ma racje bez wnikania w temat ;-)

                                                    Akurat jakoś nie widzę na forum wnikania w temat.
                                                    Typowe polskie `mnie się wydaje', trzeba być świadomym, że z tego sie wnikania w temat nie zrobi.

                                                    > Wystarczy podstawić delikwentowi lustro.
                                                    >
                                                    > A jesli w lustrze rogi i kopyta, to co wtedy?

                                                    Są dwie opcje jeśli to facet to znaleźć mu ognistą kobietę
                                                    i pilnować by w lodówce był browar:
                                                    www.youtube.com/watch?v=f6KJdsgPz24
                                                    Jeśli to kobieta, znaleźć Twardowskiego
                                                    www.youtube.com/watch?v=hRdYz8cnOW4

                                                    > Piekna idea. Tu na forum przychodza mi do glowy dwie takie osoby, ktore robia c
                                                    > os w kierunku naprawy - Urqu i Proteinowy. Tylko jakims dziwnym zbiegiem okolicznosci akurat na tych dwoch masz gleboka alergie.

                                                    Proteinowy i Urqu w jednym worku. Ciebie chyba pogięło.
                                                    Urqu cenię za moderację forum. Ale to umniejszacz pierwszej wody, wszędzie wtrynia naukę nawet jak jej tam nie ma, albo nie ma o niej pojęcia.
                                                    Proteinka to miszcz. mam kilka ulubionych fraz z niego (ta o masturbacji, ta o spięciu w korze co do Ciebie była, i ta o plującej Azjatce i koktajlu).
                                                    Otrzaskany ale rżnie głupa. Zazdrośnik.


                                                    >Moze byc wiec tak, ze o naprawianiu pojecia nie masz, a " nie marnowanie czasu" oznacza wylacznie zaruchac na boku.

                                                    O tak uwielbiam na boku, szczególnie o poranku. A Ty nie?;)
                                                    Jeśli chodzi o naprawianie sama sobie naprawiaj, szczególnie według wskazówek
                                                    wspomnianych.

                                                    >
                                                    > Nie udawaj, ze nie rozumiesz o czym pisze. Za kazda forumowa historia stoi ktos
                                                    > w realu, kto w tej historii ma/ mial udzial. Wiec warto dopuscic do siebie mys
                                                    > l, ze takie osoby w ogole istnieja, ze cos przezywaja, cos czuja, z czyms sie z
                                                    > magaja.

                                                    Nie udawaj, że nie rozumiesz o czym ja piszę, według mnie obie strony są na forum, a te Twoje strony są taki istotne jak Twój były mąż dla Ciebie.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:13
                                                    lybbla napisał: >
                                                    > Nie udawaj, że nie rozumiesz o czym ja piszę, według mnie obie strony są na fo
                                                    > rum, a te Twoje strony są taki istotne jak Twój były mąż dla Ciebie.

                                                    No pewnie że są.
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 11:39
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Jezeli moge miec do kogos troche zalu, to predzej do rodzicow, ktorzy zupelnie mnie nie przygotowali na to co moze mnie czekac w zyciu uczuciowym. Wierze, ze niektorzy rodzice przekazuja jakas wiedze w tym zakresie swoim dzieciom>

                                                    Sabat, miałem trochę starszą siostrę. I nieraz zdarzało mi się słyszeć nauki mamy dla niej.
                                                    Z grubsza to można by je streścić do czegoś takiego: kobieta to niezdobyta forteca a facet po długotrwałym oblężeniu dostępuje wspaniałomyślnego aktu łaski rozłożenia przez nią nóg. Oczywiście dopiero po ślubie!!
                                                    Siostra widać to kupiła, bo 10 lat po ślubie spytała moją żonę co to jest orgazm.
                                                    Mama - wychowanka szkoły Urszulanek w Kr. I ja nie mam do niej pretensji, ona tak właśnie została zindoktrynowana. Ale takie wtedy obowiązywały zasady.
                                                    I z pewnością ja to też kupowałem. Świadomie lub podświadomie. Więc jak się pierwszy raz zakochałem (gdzieś około 19 -tki) i dość szybko stanąłem przed wyzwaniem pozbawienia dziewictwa tej ukochanej (z jej inicjatywy! a to była córka organisty! ale widać był to organista liberalny albo ona nie kupiła doktryny lansowanej przez jego "firmę") - to ja "z tych nerw", że oto dostępuje jakiejś gigantycznej łaski, no ale, że to przed ślubem, więc na pewno pójdę do piekła! - zawiodłem na całej linii. Dokonanie aktu defloracji ona powierzyła komuś innemu:-(.
                                                    I gdyby nie to szczęście znalezienia się krótko potem w ramionach mądrej, doświadczonej kobiety - to na bank byłoby marnie z moim życiem erotycznym.
                                                    Sabat, takie rzeczy wdrukowują się w psychikę dziecka/młodego człowieka! Trwale! Nie do wymazania!
                                                    Na tym bazuje marketingowa strategia kk.
                                                    I jeszcze na koniec: ponieważ moje życie erotyczne zaczęło się od dotkliwej porażki mojego ego - nie wykluczam, że to jej skutkiem powstała u mnie trwała potrzeba sprawdzania się -
                                                    i stąd cały późniejszy pogardliwy stosunek do dekalogu/norm społecznych w tej materii. Fajne alibi, co?
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 11:48
                                                    No dokladnie, czasem ci rodzicie moga narobic wiecej szkody niz pozytku. Tym bardziej, ze czesto zapominaja powiedziec "dla mnie, ja nie lubilam, ja mysle" tylko sprzedaja to jako normy czy formy objawione.
                                                    Ja sie tez od rodzicow niczego ciekwaego nie dowiedzialam w temacie. Jedynie oczywiscie widzialam ich codzienne relacje w zyciu, no nie byly najgorsze.
                                                    Za to wlasnie doktryna kk mnie nie ominela, prawdy wpajane na lekcjach religii i zajelo mi nieco zanim je "wymazalam" :)
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 23:02
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Ze swojej strony - wielokrotnie pisalem, ze rozumiem brak pozadania ze strony mojej zony, o moich wadach w zwiazku i nie tylko wypisalem na forum cale epistoly, za to o zaletach nie pisalem prawie wcale.
                                                    Swiadomie przedstawilem sie najgorzej z wszystkich forumowiczow, a taka Ci przyjdzie i bedzie wymyslac, ze nie dostrzegam swojej winy. No kurwa mac! To juz rece opadaja, szkoda jadaczke strzepic...<

                                                    Nie przejmuj się,bo chocbyś nie wiem jak się umniejszał, kajał i opisywał swoją winę zwiazkową to i tak nic to nie da,skoro po drugiej stronie trafiasz na beton, który ma satysfakcję, żeby ci tylko dowalić. Jak widzisz, niektórzy są bardziej równi i tych się rozumie, ich motywacje i ustawienie się w relacji, a inni od razu wpadają z deszczu pod rynnę. No nie dojdziesz sprawiedliwości, za chuja, chocbyś nie wiem jak się naprodukowal ;). Ale jakie ma to znaczenie tak po prawdzie - no raczej znikome. To takie goo, goo,bla, bla, bla i nic więcej.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 00:25
                                                    ninek04 napisała:

                                                    . No nie dojdziesz sprawiedliwości, za chuj
                                                    > a, chocbyś nie wiem jak się naprodukowal ;).

                                                    Zastanawiajace spostrzezenie: a jakby miala taka 'sprawiedliwosc' na forum wygladac?

                                                    Podam na przykladzie moze: wg Stokrotki to po tym jak walnelam w Prospero kawalkiem z American History to sprawiedliwoscia byloby gdyby mnie zbanowali i nikt do mnie sie wiecej nie odezwal w zadnej sprawie. Poniewaz tak sie nie stalo, no to nie ma zapewne na forum sprawiedliwosci wg Stokrotki :) A jakby miala wygladac sprawiedliwosci w przypadku Sabata i Ninek? Bo nie mam pojecia, szczerze mowiac.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 08:17
                                                    hello- kitty2 napisała
                                                    >Zastanawiajace spostrzezenie: a jakby miala taka 'sprawiedliwosc' na forum wygladac?

                                                    Podam na przykladzie moze: wg Stokrotki to po tym jak walnelam w Prospero kawalkiem z American History to sprawiedliwoscia byloby gdyby mnie zbanowali i nikt do mnie sie wiecej nie odezwal w zadnej sprawie. Poniewaz tak sie nie stalo, no to nie ma zapewne na forum sprawiedliwosci wg Stokrotki :) A jakby miala wygladac sprawiedliwosci w przypadku Sabata i Ninek? Bo nie mam pojecia, szczerze mowiac.<

                                                    Ale z Twoją inteligencją to niespecjalnie wychodzi Ci rżnięcie głupa i udawanie, że nie wiesz o co chodzi z tą całą sprawiedliwością.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 09:05
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > hello- kitty2 napisała
                                                    > >Zastanawiajace spostrzezenie: a jakby miala taka 'sprawiedliwosc' na forum
                                                    > wygladac?
                                                    >
                                                    > Podam na przykladzie moze: wg Stokrotki to po tym jak walnelam w Prospero kawal
                                                    > kiem z American History to sprawiedliwoscia byloby gdyby mnie zbanowali i nikt
                                                    > do mnie sie wiecej nie odezwal w zadnej sprawie. Poniewaz tak sie nie stalo, no
                                                    > to nie ma zapewne na forum sprawiedliwosci wg Stokrotki :) A jakby miala wygla
                                                    > dac sprawiedliwosci w przypadku Sabata i Ninek? Bo nie mam pojecia, szczerze mo
                                                    > wiac.<
                                                    >
                                                    > Ale z Twoją inteligencją to niespecjalnie wychodzi Ci rżnięcie głupa i udawanie
                                                    > , że nie wiesz o co chodzi z tą całą sprawiedliwością.

                                                    Rozumiem, ze stac Cie tylko na emocjonalne kopiuj wklej. No bo ja naprawde nie wiem jakby miala wygladac 'sprawiedliwosc' na forum, juz w ogole kwestionujac zasadnosc przychodzenia na forum po 'sprawiedliwosc'. Ale moze Sabat sie podejmie i merytorycznie to roztrzaska ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 23:58
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Po ilu latach lazenia na lewizne i wpisywania w grafik rodzinny - "mama crossfi
                                                    > t"? Tak latwo Ci sie zapomina?

                                                    Zapomina CO?

                                                    > Niemniej - podstawowa teza Mabelle byla inna - ze ja i Ninek nie dostrzegamy sw
                                                    > ego udzialu w rozpadzie naszych zwiazkow i nie widzimy tego co bylo dobre.
                                                    > To jest oczywiste lgarstwo i to w zywe oczy, poniewaz zarowno ja, jak i Ninek o
                                                    > twarcie przyznalismy, ze nie nadajemy sie do zwiazkow i ze nasi partnerzy sa/by
                                                    > li dobrymi rodzicami (to pozytywna cecha). U Ninek to sie zmienilo po odejsciu
                                                    > z dziecmi, wiec wyszlo, ze nawet dodala swojemu mezowi zalet na wyrost ;)
                                                    > Ze swojej strony - wielokrotnie pisalem, ze rozumiem brak pozadania ze strony m
                                                    > ojej zony, o moich wadach w zwiazku i nie tylko wypisalem na forum cale epistol
                                                    > y, za to o zaletach nie pisalem prawie wcale.
                                                    > Swiadomie przedstawilem sie najgorzej z wszystkich forumowiczow, a taka Ci przy
                                                    > jdzie i bedzie wymyslac, ze nie dostrzegam swojej winy. No kurwa mac! To juz re
                                                    > ce opadaja, szkoda jadaczke strzepic...

                                                    Wiesz z ta wina w postaci 'nie nadaje sie do zwiazkow' to jak z tym robotycznym gadaniem, co przewijam, nie wiadomo co z tego wynika, a dokladnie nic lub prawie nic. A jednoczenie wlasnie udalo Ci sie podkreslic, ze Ninka maz nie mial ani jednej dobrej cechy przez nia wymienionej. I wiesz co? Ja tez sie nadaje sie do zwiazkow ;) Tylko co z tego?
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 22:45
                                                    hello - kitty 2 napisała
                                                    >Dla Ciebie to chujnia, a dla mnie to najlepsze na co mnie w zyciu bylo stac. Nic lepszego zyciu dotad jeszcze nie znalazlam.<

                                                    No skoro nic lepszego, oprócz wygodnictwa życia w chujni nie zaznałaś, to bierz, korzystaj, przystosowuj się, trwaj i dalej się rozpływaj, cóż innego ci zostało, skoro już odpuściłaś i teraz tylko patrzysz, gdzie by tu sobie pojeździć na jakimś przyjaznym koniku, albo co tam jeszcze możesz się spodziewasz.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 09:40
                                                    Uwazam, ze idea obowiazkowego wspolzycia jest wstretna. Probowalem kilkukrotnie, pod namowami innych, "nawrocic sie" na taki sposob myslenia, ale za kazdym razem moj umysl zastrajkowal. Wielkie nie dla takich pomyslow.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 10:00
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Uwazam, ze idea obowiazkowego wspolzycia jest wstretna. Probowalem kilkukrotnie
                                                    > , pod namowami innych, "nawrocic sie" na taki sposob myslenia, ale za kazdym ra
                                                    > zem moj umysl zastrajkowal. Wielkie nie dla takich pomyslow.

                                                    Nie obowiązkowego, ale dobrowolnego. To przecież hasło mabelle...dawać. I nie oczekiwać nic w zamian. Ale rozumiem że tylko to, na czym nam zbywa, czym chcemy się podzielić? A jeśli nie chcę seksu, pomimo że ta druga strona tego właśnie pragnie/to ją uszczęśliwi to ta zasada dawania już nie działa. A ten co prosi robi się nachalusem? I powinien odejść sam a nie poniżać się/obciążać drugą stronę swoimi pragnieniami?

                                                    Byłam stroną niedającą i odmawiającą prawa.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 19:08
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Uwazam, ze idea obowiazkowego wspolzycia jest wstretna. Probowalem kilkukrotnie
                                                    > , pod namowami innych, "nawrocic sie" na taki sposob myslenia, ale za kazdym ra
                                                    > zem moj umysl zastrajkowal. Wielkie nie dla takich pomyslow.
                                                    -----
                                                    Ja zupelnie inaczej zinterpretowalem wpis bcde (andzia to juz w ogole pojechala z nadinterpretacja). Nie sadze, ze chodzilo mu o obowiazek dawania dupy/kutasa tylko o elementarna zasade, ze jak z kims jestes w malzenstwie czy szerzej w zwiazku, to sie troszczysz o te druga osobe, bierzesz pod uwage, ze ma jakies potrzeby, oczekiwania i probujesz sie z tymi potrzebami skonfrontowac, wyjsc im naprzeciw. Jedna z elementarnych potrzeb ludzkich jest szeroko pojmowany seks (nie tylko zakiszenie ale bliskosc, czulosc, dotyk). W naszej kulturze i obyczajowosci przyjelo sie, ze malzenstwo/zwiazek monopolizuje spelnianie tych potrzeb. Za ich jawne realizowanie poza zwiazkiem czeka cie rozstanie, rozwod, spoleczne potepienie, czasem wykluczenie. No i kuzwa jak dales komus dobrowolnie monopol w tym zajebiscie waznym obszarze twojego zycia a ten ktos go dobrowolnie przyjal to mozesz wymagac jakiej elementarnej uczciwosci w komunikowaniu dlaczego twoje potrzeby nie sa zaspokajane. Tutaj nie chodzi o to, ze ktos dostal monopol na dostep do czyjejs dupy i "jest w prawie" tylko o to, ze dales komus monopol na dostep do swojego kutasa, ten ktos z niego nie korzysta i nie chce wyjasnic dlaczego, zwodzi, kombinuje, wpedza cie w poczucie winy, kompleksy, nie pozwala na cieszenie sie seksem z kims innym. Manipuluje po prostu toba, zeby realizowac jakies swoje rzeczywiste albo urojone (najczesciej urojone - jak podtrzymywanie na zewnatrz obrazu wzorowego malzenstwa) cele. No i chodzi o to, ze tak jak nie masz prawa do dostepu do dupy swojej zony, nie masz prawa do tego, zeby czuc sie przez nia pozadanym, tak masz prawo i obowiazek oczekiwac, zeby traktowala cie jak bliskiego czlowieka, ktoremu wypada zakomunikowac swoje uczucia i, jesli pozamiatane, pozwolic odejsc. Jak tego nie robi to jest pieprzona manipulantka i niech spierdala. Wyrywasz emocjonalnego chwasta i idziesz dalej szukac kogos z toba kompatybilnego i uczciwego a nie roztrzasasz w chorku z milymi paniami, ze przeciez nie masz prawa do jej dupy. No nie masz prawa, ale masz prawo do tego zeby byc traktowanym w sposob uczciwy.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 19:31
                                                    Ale ja sie z Toba zgadzam Wont. Nie odnosilem sie do wpisu Bcde, tylko opisalem swpje odczucia wobec idei obowiazkowego wspolzycia. Dodam, ze moje uczucia wobec obowiazkowej monopolizacji partnera w kwestii seksu sa bardzo podobne. Tez uwazam, ze to poroniony pomysl. Obecnie jestem chyba najblizszy idei takiej "wolnej milosci" - niech kazdy sie pieprzy z tym, z kim aktualnie ma ochote. I monogamia niech wynika z checi, a nie poczucia obowiazku/zobowiazania.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 19:55
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Obecnie jestem chyba najblizszy idei takiej "wol
                                                    > nej milosci" - niech kazdy sie pieprzy z tym, z kim aktualnie ma ochote. I mono
                                                    > gamia niech wynika z checi, a nie poczucia obowiazku/zobowiazania.
                                                    ------
                                                    Tak jest. Rozumiem, ze te wszystkie stukanka sa na legalu, bez zadnego sciemniania, zdradzania, oszukiwania. Po prostu, po pol roku, wymiana partnerow w komunie. Hell yeah! :)
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 20:20
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Tak jest. Rozumiem, ze te wszystkie stukanka sa na legalu, bez zadnego sciemnia
                                                    > nia, zdradzania, oszukiwania. Po prostu, po pol roku, wymiana partnerow w komun
                                                    > ie. Hell yeah! :)

                                                    Niekoniecznie. Najprostsza analogia to czasy "chodzenia ze soba". Wtedy bylo "bez zobowiazan", tak jak ja to rozumiem. Jak wam nie wychodzilo, to mowiliscie sobie "bye" i tyle. Jak miales ochote robic to z kim innym, to wystarczyl jeden sms ;)
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 05:59
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Niekoniecznie. Najprostsza analogia to czasy "chodzenia ze soba". Wtedy bylo "b
                                                    > ez zobowiazan", tak jak ja to rozumiem. Jak wam nie wychodzilo, to mowiliscie s
                                                    > obie "bye" i tyle. Jak miales ochote robic to z kim innym, to wystarczyl jeden
                                                    > sms ;)
                                                    -----
                                                    Wiem co miales na mysli. Tak sie tylko rozmarzylem... :)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 19:40
                                                    wont2 napisał:

                                                    >Wyrywasz emocjonalnego chwasta i idziesz dalej szukac
                                                    > kogos z toba kompatybilnego i uczciwego a nie roztrzasasz w chorku z milymi pan
                                                    > iami, ze przeciez nie masz prawa do jej dupy. No nie masz prawa, ale masz prawo
                                                    > do tego zeby byc traktowanym w sposob uczciwy.

                                                    Absolutnie sie z Toba zgadzam. Niestety Twoje rady sa do bani, wiekszosc z nich nie chce sie odessac od niedajacej cipy/ niedajacego kutasa. Kapujesz? Po prostu NIE CHCE. Tak jest wygodniej, sa inne korzysci, ktore celowo pomijasz, zeby Ci sie temat tej rzekomej uczciwosci nie rozmyl. Pomysl, jesli seks bylby dla Ciebie taki wazny, najwazniejszy w zyciu, to bys nie pierdolnal takiej niedajacej cipy w miesiac, gora dwa ? Bo ci, ktorzy nawet te chetna cipe do ruchania znajda na boku to i tak trzymaja sie kurczowo tego co NAJWAZNIEJSZE- kasiory, domu, samochodu, dobrych ukladow z tesciami, wspolnych inwestycji, milych, rodzinnych urlopow, nieposzalakowanej opinii w pracy itd...
                                                    Wiec z ta uczciwoscia, to rozumiesz na dwoje babka wrozyla.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 19:51
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Pomysl, jesli seks bylby dla C
                                                    > iebie taki wazny, najwazniejszy w zyciu, to bys nie pierdolnal takiej niedajace
                                                    > j cipy w miesiac, gora dwa ? Bo ci, ktorzy nawet te chetna cipe do ruchania zna
                                                    > jda na boku to i tak trzymaja sie kurczowo tego co NAJWAZNIEJSZE- kasiory, domu
                                                    > , samochodu, dobrych ukladow z tesciami, wspolnych inwestycji, milych, rodzinny
                                                    > ch urlopow, nieposzalakowanej opinii w pracy itd...
                                                    > Wiec z ta uczciwoscia, to rozumiesz na dwoje babka wrozyla.
                                                    ----
                                                    Teraz, jak jestem starym madrym cynikiem, to bym pierdolnal. Ale w swojej wyliczance zapominasz o jednym, bardzo istotnym aspekcie. Rozumiesz, ludzie bywaja zakochani. A jak sa zakochani to sa glupi. A glupki sluchaja sie mamusi - nadziei :)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 20:31
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Teraz, jak jestem starym madrym cynikiem, to bym pierdolnal. Ale w swojej wylic
                                                    > zance zapominasz o jednym, bardzo istotnym aspekcie. Rozumiesz, ludzie bywaja z
                                                    > akochani. A jak sa zakochani to sa glupi. A glupki sluchaja sie mamusi - nadzie
                                                    > i :)

                                                    No chyba jednak nie bardzo sa zakochani, skoro potrafia nie tylko wejsc w zwiazek z lista zyczen do spelnienia, co jeszcze narobic rabanu, ze im sie inwestycja nie zwrocila :-) Chyba troche inaczej rozumiem zakochanie.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 06:11
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > No chyba jednak nie bardzo sa zakochani, skoro potrafia nie tylko wejsc w zwiaz
                                                    > ek z lista zyczen do spelnienia, co jeszcze narobic rabanu, ze im sie inwestycj
                                                    > a nie zwrocila :-) Chyba troche inaczej rozumiem zakochanie.
                                                    -----
                                                    Pewnie sa jacys ludzie, ktorzy wchodza w zwiazki z lista zyczen do spelnienia, ale wiekszosc chyba jednak wchodzi w zwiazki z pobozna, nawina wiara, ze beda po prostu kochani. No i jak przestaja byc kochani, a sami kochaja, to nie jest takie latwe obiektywnie ocenic sygnaly, sytuacje i odejsc. Tym bardziej jesli druga strona nie pomaga i manipuluje. Do tego trzeba albo czasu albo jakiegos zapalnika. A czasami, rzeczywiscie, odejscie utrudniaja czynniki obiektywne, takie jak sytuacja materialna, subiektywnie postrzegane dobro dzieci. Naprawde uwazasz, ze wszyscy, ktorzy nie sa kochani w zwiazkach, a ktorzy nie odchodza, robia to z wlasnej wygody?
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 09:25
                                                    wont2 napisał:

                                                    > . Naprawde uwaza
                                                    > sz, ze wszyscy, ktorzy nie sa kochani w zwiazkach, a ktorzy nie odchodza, robia
                                                    > to z wlasnej wygody?

                                                    Tak, dokladnie tak uwazamm. Ja tez jestem/ bylam tym przypadkiem. Bo milosc nie polega na oczekiwaniu, ze cos dostane, cos co mi sie oczywiscie nalezy, a jakze. Wybierasz do zycia osobe, a nie uslugi, ktore ona ci swiadczy. I musisz ja kochac taka jaka ona jest. Jak tego nie potrafisz, to przynajmnij nie probuj jej odhumanizowac, bo to zywy czlowiek, ktorego jedynym grzechem jest ze nie chcial ci czegos dac.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:55
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    Bo milosc nie
                                                    > polega na oczekiwaniu, ze cos dostane, cos co mi sie oczywiscie nalezy, a jakz
                                                    > e. Wybierasz do zycia osobe, a nie uslugi, ktore ona ci swiadczy. I musisz ja k
                                                    > ochac taka jaka ona jest. Jak tego nie potrafisz, to przynajmnij nie probuj jej
                                                    > odhumanizowac, bo to zywy czlowiek, ktorego jedynym grzechem jest ze nie chcia
                                                    > l ci czegos dac.

                                                    Kurcze, ladnie napisane. Musze to sobie regularnie podczytywac (chyba sobie przepisze), zeby sie tego nauczyc.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 11:06
                                                    o milosc nie
                                                    > polega na oczekiwaniu, ze cos dostane, cos co mi sie oczywiscie nalezy, a jakz
                                                    > e. Wybierasz do zycia osobe, a nie uslugi, ktore ona ci swiadczy. I musisz ja k
                                                    > ochac taka jaka ona jest. Jak tego nie potrafisz, to przynajmnij nie probuj jej
                                                    > odhumanizowac, bo to zywy czlowiek, ktorego jedynym grzechem jest ze nie chcia
                                                    > l ci czegos dac.

                                                    Kurcze, ladnie napisane. Musze to sobie regularnie podczytywac (chyba sobie przepisze), zeby sie tego nauczyc."

                                                    Taaa idealy...hmm, ale ja jestem tylko slabym czlowiekiem, dla mnie nie kocha sie za nic. Jak mnie ktos po ryju regularnie by walil i zachowywal sie zupelnie niezgodnie z moim wyobrazeniamia jak ze soba obcuja kochajacy sie ludzie, to bym sie jednak odkochala a jezeli nie to powiedzialabym "kocham go, ale nie moge/nie potrafie/nie chce z nim byc."
                                                    A uslugi nie uslugi to nie sa zadne uslugi tylko zachowania/czyny wynikajace z milosci i szacunku do ukochanej osoby. Oczywiscie wszedzie sa ekstrema ale bezwarunkowej milosci nie ma. A jak jest to bywa destrukcyjna i wyniszczajaca, bo na wszystko pozwla i do wszystkiego dopuszcza. A na koncu sie okazuje, ze to nie milosc byla tylko jakies wspoluzaleznienie albo toksyk. Wiec miec jakies oczekiwania, prog akceptacji i tolerancji jest raczej dobry.
                                                  • ninek04 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 15:12
                                                    kag73 napisała

                                                    >o milosc nie
                                                    > polega na oczekiwaniu, ze cos dostane, cos co mi sie oczywiscie nalezy, a jakz
                                                    > e. Wybierasz do zycia osobe, a nie uslugi, ktore ona ci swiadczy. I musisz ja k
                                                    > ochac taka jaka ona jest. Jak tego nie potrafisz, to przynajmnij nie probuj jej
                                                    > odhumanizowac, bo to zywy czlowiek, ktorego jedynym grzechem jest ze nie chcia
                                                    > l ci czegos dac.

                                                    >Kurcze, ladnie napisane. Musze to sobie regularnie podczytywac (chyba sobie przepisze), zeby sie tego nauczyc."<

                                                    T>aaa idealy...hmm, ale ja jestem tylko slabym czlowiekiem, dla mnie nie kocha sie za nic. Jak mnie ktos po ryju regularnie by walil i zachowywal sie zupelnie niezgodnie z moim wyobrazeniamia jak ze soba obcuja kochajacy sie ludzie, to bym sie jednak odkochala a jezeli nie to powiedzialabym "kocham go, ale nie moge/nie potrafie/nie chce z nim byc."
                                                    A uslugi nie uslugi to nie sa zadne uslugi tylko zachowania/czyny wynikajace z milosci i szacunku do ukochanej osoby. Oczywiscie wszedzie sa ekstrema ale bezwarunkowej milosci nie ma. A jak jest to bywa destrukcyjna i wyniszczajaca, bo na wszystko pozwla i do wszystkiego dopuszcza. A na koncu sie okazuje, ze to nie milosc byla tylko jakies wspoluzaleznienie albo toksyk. Wiec miec jakies oczekiwania, prog akceptacji i tolerancji jest raczej dobry.<

                                                    No dokładnie, też myślę podobnie - ja muszę (muszę już z góry zaprzecza dobrowolnosci) kochać osobę, z którą jestem, taką jaka ona jest i nie odbierać jej człowieczeństwa, bez względu na jej zachowania w stosunku do mnie. Niech mnie bije, upokarza, znieważa, niech nie okazuje mi miłości, szacunku, bliskości, ale ja będę go kochać,bo to przecież żywy, czujący człowiek,bo tę osobę wybrałam,bo muszę z nim budować relację, skoro jedyne czego chcę to wypierdalać jak najdalej z takiej pożal się relacji i czującego, żywego człowieka. Następne bzdety i pierdy wzięte z powietrza.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 15:38
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Taaa idealy...hmm, ale ja jestem tylko slabym czlowiekiem, dla mnie nie kocha s
                                                    > ie za nic.

                                                    A swojego syna na przyklad kochasz za osiagniecia, wyniki w szkole, dlatego ze jest ladny, madry, wysportowany, inteligentny, czy kochasz go bo po prostu jest?

                                                    Jak mnie ktos po ryju regularnie by walil i zachowywal sie zupelnie
                                                    > niezgodnie z moim wyobrazeniamia jak ze soba obcuja kochajacy sie ludzie, to by
                                                    > m sie jednak odkochala a jezeli nie to powiedzialabym "kocham go, ale nie moge/
                                                    > nie potrafie/nie chce z nim byc."

                                                    Widzisz, powiedzialabys " kocham cie, ale nie moge z toba byc". Bez zalu i pretensji. Nie mozesz/ nie chcesz mi dac to trudno. Nie mam roszczen, bo cie kocham. Jak zaczne wymagac i rozliczac z tego czego nie dales, to juz nie bedzie milosc.

                                                    > A uslugi nie uslugi to nie sa zadne uslugi tylko zachowania/czyny wynikajace z
                                                    > milosci i szacunku do ukochanej osoby. Oczywiscie wszedzie sa ekstrema ale bezw
                                                    > arunkowej milosci nie ma. A jak jest to bywa destrukcyjna i wyniszczajaca, bo n
                                                    > a wszystko pozwla i do wszystkiego dopuszcza. A na koncu sie okazuje, ze to nie
                                                    > milosc byla tylko jakies wspoluzaleznienie albo toksyk. Wiec miec jakies oczek
                                                    > iwania, prog akceptacji i tolerancji jest raczej dobry.

                                                    Nie mozesz pozwolic zniszczyc siebie, to prawda. To nawet ma sens, taka " zniszczona" na nic sie nie przydasz ;-) Ale w milosci chodzi o co innego. O to zeby dawac i cieszyc sie ze dac mozesz. Nie sprawiac podarunkow z mysla, ze druga strona koniecznie musi mi sie odwdzieczyc, tylko dla samej radosci dawania.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 15:46
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > A swojego syna na przyklad kochasz za osiagniecia, wyniki w szkole, dlatego ze jest ladny, madry, wysportowany, inteligentny, czy kochasz go bo po prostu jest?

                                                    ------------------------------------
                                                    Syna matka kocha bo jest, a jak jest fajny, to jeszcze bardziej, jest z niego dumna, a męża bo jest jaki jest. Wybrała go z tłumu za pakiet cech, bo obcy genetycznie człowiek.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 15:55
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Syna matka kocha bo jest, a jak jest fajny, to jeszcze bardziej, jest z niego d
                                                    > umna, a męża bo jest jaki jest. Wybrała go z tłumu za pakiet cech, bo obcy gene
                                                    > tycznie człowiek.

                                                    Dokladnie.
                                                    Milosc to nie filozoficzna idea, a proces biochemiczny i trzeba mu stworzyc warunki. Przy normalnie pracujacym mozgu, proces wywolujacy stan milosci zwyczajnie wygasa, jesli partner zaczyna sie zachowywac w sposob skrajnie niekorzystny dla wzajemnej relacji, czyli jest agresywny, oszukuje, wykazuje sie brakiem empatii, dziala silnie na nasza korzysc.
                                                    Wiecej - milosc bezwarunkowa, ktora normalnie czlowiek obdarza tylko wlasne dziecko lub rodzica, wobec partnera jest zjawiskiem patologicznym. To milosc toksyczna, z ktorej potem wyrywaja terapie grupowe...
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:56
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Syna matka kocha bo jest, a jak jest fajny, to jeszcze bardziej, jest z niego dumna, amęża bo jest jaki jest. Wybrała go z tłumu za pakiet cech, bo obcy genetycznie człowiek.
                                                    --------------------->
                                                    > Dokladnie.
                                                    > Milosc to nie filozoficzna idea, a proces biochemiczny i trzeba mu stworzyc warunki. Przy normalnie pracujacym mozgu, proces wywolujacy stan milosci zwyczajnie wygasa, jesli partner zaczyna sie zachowywac w sposob skrajnie niekorzystny dla wzajemnej relacji, czyli jest agresywny, oszukuje, wykazuje sie brakiem empatii, dziala silnie na nasza korzysc.
                                                    > Wiecej - milosc bezwarunkowa, ktora normalnie czlowiek obdarza tylko wlasne dziecko lub rodzica, wobec partnera jest zjawiskiem patologicznym. To milosc toksyczna, z ktorej potem wyrywaja terapie grupowe...
                                                    ---------------
                                                    Tak to wygląda, z tym, że do odkochania babki nie trzeba aż tak wiele. Czasami wystarczy pojawienie sie lepszej konkurencji.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:13
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Syna matka kocha bo jest, a jak jest fajny, to jeszcze bardziej, jest z niego d
                                                    > umna, a męża bo jest jaki jest. Wybrała go z tłumu za pakiet cech, bo obcy gene
                                                    > tycznie człowiek.

                                                    Tylko rozumiesz Marek, ze ten pakiet cech nie jest niezmienny? Ta kobieta- uwaga, uwaga- tez ma wplyw na to jakie u jej meza cechy wezma gore nad innymi. I druga sprawa- czlowiek moze zachorowac, stracic przydatnosc. Wybierala zdrowego przeciez. Wedlug " milosci warunkiwej" o ktora tak sie tu wszyscy upominaja, trzeba by goscia wywalic na smietnik. To nie jest dla mnie milosc.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:21
                                                    "Tylko rozumiesz Marek, ze ten pakiet cech nie jest niezmienny? Ta kobieta- uwaga, uwaga- tez ma wplyw na to jakie u jej meza cechy wezma gore nad innymi. I druga sprawa- czlowiek moze zachorowac, stracic przydatnosc. Wybierala zdrowego przeciez. Wedlug " milosci warunkiwej" o ktora tak sie tu wszyscy upominaja, trzeba by goscia wywalic na smietnik. To nie jest dla mnie milosc."

                                                    No istotne jest dla mnie jaki on jest w realcji ze mna a nie jaki byl w relacji ze swoja ex. Za chorobe nikt nie moze i choroba nie jest cecha charakteru, sposobem bycia i stosunkiem do mnie i naszej relacji.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:53
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Syna matka kocha bo jest, a jak jest fajny, to jeszcze bardziej, jest z niego dumna, a męża bo jest jaki jest. Wybrała go z tłumu za pakiet cech, bo obcy genetycznie człowiek.
                                                    >
                                                    > Tylko rozumiesz Marek, ze ten pakiet cech nie jest niezmienny? Ta kobieta- uwaga, uwaga- tez ma wplyw na to jakie u jej meza cechy wezma gore nad innymi.
                                                    ------------------------------
                                                    Nie jest niezmienny, ale zmienia sie niewiele, bo charakter jest prawie stały a nad fizycznością można i trzeba pracować. Moja żona nie miała i nie ma wpływu na moje cechy, bo one są częścią charakteru, danego od natury.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 18:34
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Syna matka kocha bo
                                                    >
                                                    > Tylko rozumiesz Marek, ze ten pakiet cech nie jest niezmienny? Ta kobieta- uwag
                                                    > a, uwaga- tez ma wplyw na to jakie u jej meza cechy wezma gore nad innymi.

                                                    Mamy mocno ograniczony wpływ na bliźnich. Ale jakiś tam mamy - motywujemy ich ewentualnie swoimi postawami do tego czy owego.


                                                    I dr
                                                    > uga sprawa- czlowiek moze zachorowac, stracic przydatnosc. Wybierala zdrowego p
                                                    > rzeciez. Wedlug " milosci warunkiwej" o ktora tak sie tu wszyscy upominaja, trz
                                                    > eba by goscia wywalic na smietnik. To nie jest dla mnie milosc.

                                                    Boszsz... Czy ktoś o zdrowych zmysłach będzie wyrzucał na śmietnik ukochaną osobę, bo zachorowała? Myślałam że rozmawiamy w gronie gramotnych dorosłych ludzi i dla każdego jest oczywiste, że ustosunkujemy się do świadomtych postępków partnerów. Tak, wymagamy od innych dorosłych ludzi, w tym kochanych, jakiegoś pionu, dotrzymywania umów, dbania o zdrowie psychiczne i jako taki rozwój. Tylko taka relacja gwarantuje wspólne wzrastanie zamiast pogrążania się w marazmie i bylejakości czy degrengoladzie związku i życia.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 18:55
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Boszsz... Czy ktoś o zdrowych zmysłach będzie wyrzucał na śmietnik ukochaną os
                                                    > obę, bo zachorowała?

                                                    No sorry Andzia, ale na tym polega warunek. Naprawde nie slyszalas, ze koniec *milosci* zbiegal sie dokladnie z niemoznoscia dawania u ktorejs ze stron? A ta niemoznosc wynika czesto wlasnie z choroby.


                                                    > Tak, wymagamy od innych dorosłych ludzi, w tym kochanych, jakiegoś pio
                                                    > nu, dotrzymywania umów, dbania o zdrowie psychiczne i jako taki rozwój. Tylko t
                                                    > aka relacja gwarantuje wspólne wzrastanie zamiast pogrążania się w marazmie i b
                                                    > ylejakości czy degrengoladzie związku i życia.

                                                    To wiesz co, to Ty sobie wymagaj, ja pozostane przy swoim:-)
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:30
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > No sorry Andzia, ale na tym polega warunek. Naprawde nie slyszalas, ze koniec *
                                                    > milosci* zbiegal sie dokladnie z niemoznoscia dawania u ktorejs ze stron? A ta
                                                    > niemoznosc wynika czesto wlasnie z choroby.

                                                    Albo, na przyklad, z braku spelnienia zyciowych oczekiwan. Mial mi rzucac klejnoty do stop, a pracuje za srednia krajowa :)
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 20:02
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Boszsz... Czy ktoś o zdrowych zmysłach będzie wyrzucał na śmietnik ukoch
                                                    > aną os
                                                    > > obę, bo zachorowała?
                                                    >
                                                    > No sorry Andzia, ale na tym polega warunek. Naprawde nie slyszalas, ze koniec *
                                                    > milosci* zbiegal sie dokladnie z niemoznoscia dawania u ktorejs ze stron? A ta
                                                    > niemoznosc wynika czesto wlasnie z choroby.

                                                    Nie, nie spotkałam się z końcem miłości z powodu nie dawania (np.seksu) z powodu choroby partnera. Mojej koleżanki mąż nie opuścił jak wylądowała na wózku. Z tego co wiem są małżeństwem pełną parą. Nie dawanie (różnych rzeczy) z powodu zapuszczenia się umysłowego i życiowego, głupoty, podlych postępków jak najbardziej kończyło miłośc.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 20:31
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nie, nie spotkałam się z końcem miłości z powodu nie dawania (np.seksu) z powod
                                                    > u choroby partnera. Mojej koleżanki mąż nie opuścił jak wylądowała na wózku. Z
                                                    > tego co wiem są małżeństwem pełną parą.

                                                    Bo to chyba taka prawdziwa milosc byla, bez roszczen:-)

                                                    Nie dawanie (różnych rzeczy) z powodu z
                                                    > apuszczenia się umysłowego i życiowego, głupoty, podlych postępków jak najbardz
                                                    > iej kończyło miłośc.

                                                    Tu mam watpliwosc, bo pod te liste mozna podciagnac wszystkie dzialania, ktore nam sie u drugiej strony nie podobaja/ nie sa po naszej mysli/ nie sa zgodne z naszym wyobrazeniem. Milosc wtedy jak wszystko gra, a jak nie to koniec?
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 20:41

                                                    > Bo to chyba taka prawdziwa milosc byla, bez roszczen:-)

                                                    No chyba.bez z dupy wziętych roszczeń, za to z wymaganiami. Jak to u dorosłych ludzi.


                                                    >
                                                    > Nie dawanie (różnych rzeczy) z powodu z
                                                    > > apuszczenia się umysłowego i życiowego, głupoty, podlych postępków jak na
                                                    > jbardz
                                                    > > iej kończyło miłośc.
                                                    >
                                                    > Tu mam watpliwosc, bo pod te liste mozna podciagnac wszystkie dzialania, ktore
                                                    > nam sie u drugiej strony nie podobaja/ nie sa po naszej mysli/ nie sa zgodne z
                                                    > naszym wyobrazeniem. Milosc wtedy jak wszystko gra, a jak nie to koniec?

                                                    Tak, oczywiście że można podciągnąć. Od człowieka, jego kondycji, uczciwości i gatunku zależy jakie proporcje będzie przykładał do sobie i partnera. Mocium panie ;-)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 20:56
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > No chyba.bez z dupy wziętych roszczeń, za to z wymaganiami. Jak to u dorosłych
                                                    > ludzi.

                                                    Nie jestem tylko pewna czy ludzie tak chetnie spelniaja czyjes wymagania:-)
                                                    Tak od paru lat, to nawet nie zauwazylam, zeby ktokolwiek ode mnie czegos wymagal, wiec albo mam szczescie, albo da sie bez wymagan.

                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:16
                                                    "Nie mozesz pozwolic zniszczyc siebie, to prawda. To nawet ma sens, taka " zniszczona" na nic sie nie przydasz ;-) Ale w milosci chodzi o co innego. O to zeby dawac i cieszyc sie ze dac mozesz. Nie sprawiac podarunkow z mysla, ze druga strona koniecznie musi mi sie odwdzieczyc, tylko dla samej radosci dawania."

                                                    Ja wiem o co chodzi w milosc. Ale pytanie czy druga osoba tez to wie. Albo czy druga osoba tez kocha, bo jedna milosc to za malo, moim zdaniem. Jak nie dasz 100%, nigdy nie dostaniesz 100% w zamian. Ale dajac wcale nie myslisz o odwdzieczaniu sie drugiej strony.
                                                    Albo jak mawia czasem zartobliwie moj maz "kochamy sie w 100%, ja ja w 90%, ona mnie w 10%" :) Niekorzystne proporcje.
                                                    Poza tym nazywa sie, ze tak samo jak mozna sie zakochac mozna sie tez odkochac. Niedawno byl taki artykul w jakiejs niemieckiej gazecie. I mieli tam roztrzasac dlaczego niektorzy sie odkochuja a inni nie, ale napisali ladny wstep a za dalsze czytanie chcieli kase, wiec...umre nie wiedzac dlaczego tak sie dzieje :) Albo moge sie domyslac, mam swoje podejrzenia.

                                                    O dziecku Ci odpowiedzieli panowie, dzieciak to dzieciak a ja jestem jego matka, tu mucha nie siada :)
                                                    Natura tak to sprytnie urzadzila.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:35
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ja wiem o co chodzi w milosc. Ale pytanie czy druga osoba tez to wie. Albo czy
                                                    > druga osoba tez kocha, bo jedna milosc to za malo, moim zdaniem.

                                                    No ale ja nie moga odpowiadac za czyjas milosc:-) Moge odpowiadac tylko za swoja, zreszta milosc to przeciez swiadoma decyzja, dzialanie. Kocham kogos bo chce kochac.

                                                    > O dziecku Ci odpowiedzieli panowie, dzieciak to dzieciak a ja jestem jego matka
                                                    > , tu mucha nie siada :)
                                                    > Natura tak to sprytnie urzadzila.

                                                    Skoro instynkt rodzicielski daje nam te szanse zeby kochac bezwarunkowo, to znaczy ze taka milosc jak najbardziej istnieje. Dlaczego by wiec nie pokochac tak swojego mezczyzny/ kobiety? Skoro jestes szczesliwym czlowiekiem, zadowolonym z zycia, masz wszystko to czego potrzebujesz, to spokojnie mozesz dzielic sie tym co masz, bez warunkow i wymagan. Mnie sie wydaje ze jak najbardziej jest to mozliwe.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:41
                                                    Mozna kogos kochac i / ale nie byc szczesliwym albo byc nieszczesliwym. I wtedy patanie co lepsze?

                                                    "Skoro jestes szczesliwym czlowiekiem, zadowolonym z zycia, masz wszystko to czego potrzebujesz, to spokojnie mozesz dzielic sie tym co masz, bez warunkow i wymagan. Mnie sie wydaje ze jak najbardziej jest to mozliwe."

                                                    A przykladem na to jestes Ty i Twoja obecna relacja? Czy myslisz o zwiazku Twoich rodzicow?
                                                    Czasem nawet chcesz dzielic sie tym co masz ale ten drugi nie chce brac i co wtedy :(?
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:49
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A przykladem na to jestes Ty i Twoja obecna relacja? Czy myslisz o zwiazku Twoi
                                                    > ch rodzicow?

                                                    Wydaje mi sie, ze w wielu szczesliwych, dlugoletnich zwiazkach tak jest. Nie znam zadnego osobiscie, tylko ze slyszenia, ale to bardzo realne.

                                                    > Czasem nawet chcesz dzielic sie tym co masz ale ten drugi nie chce brac i co wt
                                                    > edy :(?

                                                    Nic. Przeciez nie wcisniesz na sile:-) Dlatego nieprawdziwe wydaja mi sie opowiesci pod tytulem " tak strasznie chcialem dawac milosc i tak sie staralem". Chciales dostac milosc znaczy sie, a nie dawac:-)
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 17:29
                                                    "Nic. Przeciez nie wcisniesz na sile:-) Dlatego nieprawdziwe wydaja mi sie opowiesci pod tytulem " tak strasznie chcialem dawac milosc i tak sie staralem". Chciales dostac milosc znaczy sie, a nie dawac:-)"

                                                    Na moje ludzkie: szczesliwa milosc to milosc odwzajemniona. Zreszta sama milosc nie wystarczy do stworzenia dobrego zwiazku i do codziennego zycia razem.
                                                    Iealistycznie milosc jest bezwarunkowa, bez oczekiwan, zyczen, tylko dawanie, ale my szaraczki niestety tak nie potrafimy, albo potrafimy tylko w fazie zakochania. A pozniej, zeby byc szczesliwym razem trzeba te milosc pielegnowac i musza tego chciec obie strony.

                                                    "Wydaje mi sie, ze w wielu szczesliwych, dlugoletnich zwiazkach tak jest. Nie znam zadnego osobiscie, tylko ze slyszenia, ale to bardzo realne."

                                                    Ja sama jestem w szczesliwym zwiazku, prawie 17 lat, ale zapewniam Cie, ze oboje mamy oczekiwania wobec siebie, wyobrazenia, zyczenia, spelniamy je sobie (sa zreszta dosc podobne)bo oboje chcemy. Jezeli tego nie ma na miejscu milosci pojawia sie rozczarowanie, obojetnosc, nienawisc. Tak juz nasza ludzka natura. Kochalas meza? To dlaczego przestalas? Moglas dawac i dawac i dawac i akceptowac jakim jest / byl a nie rozczarowana odchodzic.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 17:54
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Na moje ludzkie: szczesliwa milosc to milosc odwzajemniona.

                                                    To odwzajemnianie tez mnie cieszy, ale najbardziej to cieszy mnie, ze te kochane osoby sa, ze zyja, ze moge na nie popatrzec, posluchac ich glosu. Tak, zdecydowanie to mnie cieszy najbardziej:-) Cieszy mnie ich zdrowie, powodzenie, ich spelnione marzenia.

                                                    > Koc
                                                    > halas meza? To dlaczego przestalas? Moglas dawac i dawac i dawac i akceptowac j
                                                    > akim jest / byl a nie rozczarowana odchodzic.

                                                    Oczywiscie ze nie kochalam. Mielismy wobec siebie oczekiwania i je wzajemnie spelnialismy, kazdy na tyle na ile mogl uwazam. I nawet oboje sie staralismy. Czyli wedlug forumowej linii. Ale to zadna milosc, z kilkunastoma innymi osobami w podobny sposob sie wymieniam najrozniejszymi rzeczami i to tez nie jest milosc.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 18:13
                                                    "Oczywiscie ze nie kochalam. Mielismy wobec siebie oczekiwania i je wzajemnie spelnialismy, kazdy na tyle na ile mogl uwazam. I nawet oboje sie staralismy. Czyli wedlug forumowej linii. Ale to zadna milosc, z kilkunastoma innymi osobami w podobny sposob sie wymieniam najrozniejszymi rzeczami i to tez nie jest milosc."

                                                    Aha, czyli wyszlas za niego za maz bez milosci (nie kochajac go)?
                                                    Bo dla mnie najpierw pojawia sie zakochanie/milosc a z niej wynika wszystko inne, czy jest jej pochodna.

                                                    "To odwzajemnianie tez mnie cieszy, ale najbardziej to cieszy mnie, ze te kochane osoby sa, ze zyja, ze moge na nie popatrzec, posluchac ich glosu. Tak, zdecydowanie to mnie cieszy najbardziej:-) Cieszy mnie ich zdrowie, powodzenie, ich spelnione marzenia.

                                                    To mnie tez cieszy ale niekoniecznie uszczesliwia. Poza tym ja caly czas o milosci miedzy mezczyza i kobieta (jezeli sa hetero) i ich relacji i szansie na przetrwanie milosci/nieodkochanie sie. Bo tu chodzi o to, zeby milosc trwala i sie nie skonczyla.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 18:28
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Aha, czyli wyszlas za niego za maz bez milosci (nie kochajac go)?

                                                    Tak mysle, bo wtedy wydawalo mi sie ze jak on cos zrobi dla mnie, a ja dla niego, to bedzie pelnia szczescia. No ale szczescia nie bylo, stad wiem ze w moim przypadku to nie dziala, raczej uczy zaspokajania potrzeb na wlasna reke ;-)
                                                    Moze sprawdza sie w innych zwiazkach, w moim nie.

                                                    > Poza tym ja caly czas o milo
                                                    > sci miedzy mezczyza i kobieta (jezeli sa hetero) i ich relacji i szansie na prz
                                                    > etrwanie milosci/nieodkochanie sie. Bo tu chodzi o to, zeby milosc trwala i sie
                                                    > nie skonczyla.

                                                    A tak, nad trwaniem milosci, jesli jest wzajemna, trzeba sie wciaz pochylac z uwaga i troska:-) Pelna zgoda.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:01
                                                    "Tak mysle, bo wtedy wydawalo mi sie ze jak on cos zrobi dla mnie, a ja dla niego, to bedzie pelnia szczescia. No ale szczescia nie bylo, stad wiem ze w moim przypadku to nie dziala, raczej uczy zaspokajania potrzeb na wlasna reke ;-)
                                                    Moze sprawdza sie w innych zwiazkach, w moim nie."


                                                    Hmm, no momencki, nie dowiemy sie czy z miloscia w tle jednak tej pelni szczescia by nie bylo. ja pisze, o sobie, o zwiazkach gdzie jest milosc a potem i do tego cala reszta co z niej wynika. Co do zwiazkow bez milosci a robieniem czegos dla siebie to ja sie nie wypowiadam. Bo dla mnie milosc jest najwieksza motywacja do dzialania, do zmian, do staran, do checi siegniecia komus po gwaiazdke z nieba. Jezeli jest milosc to pokona sie wiele trudnosi, bo jest o co walczyc. Ale musi byc po obu stronach i trzeba byc swiadomym co sie ma i co jest do stracenia. Latwiej jak ludzie sie dobrze dobrali i chca w wielu kwestiach podobnie, znajduja kompromisy a jak sie nie da ustawiaja sie z nowa jakas sytuacja. Jednak jakies tam minimum wyobrazen i oczekiwan ma kazdy, prawie kazdy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 18:30
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Oczywiscie ze nie kochalam. Mielismy wobec siebie oczekiwania i je wzajemnie sp
                                                    > elnialismy, kazdy na tyle na ile mogl uwazam. I nawet oboje sie staralismy. Czy
                                                    > li wedlug forumowej linii. Ale to zadna milosc, z kilkunastoma innymi osobami w
                                                    > podobny sposob sie wymieniam najrozniejszymi rzeczami i to tez nie jest milosc
                                                    > .

                                                    Kucze szkoda, ze a milosc sie tak rzadko pojawia. Jak zyc?
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 21:07
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Tak, dokladnie tak uwazamm. Ja tez jestem/ bylam tym przypadkiem. Bo milosc nie
                                                    > polega na oczekiwaniu, ze cos dostane, cos co mi sie oczywiscie nalezy, a jakz
                                                    > e. Wybierasz do zycia osobe, a nie uslugi, ktore ona ci swiadczy. I musisz ja k
                                                    > ochac taka jaka ona jest. Jak tego nie potrafisz, to przynajmnij nie probuj jej
                                                    > odhumanizowac, bo to zywy czlowiek, ktorego jedynym grzechem jest ze nie chcia
                                                    > l ci czegos dac.

                                                    Pierdolisz mości panno. Po mamusi.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 20:16
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Absolutnie sie z Toba zgadzam. Niestety Twoje rady sa do bani, wiekszosc z nich
                                                    > nie chce sie odessac od niedajacej cipy/ niedajacego kutasa. Kapujesz? Po pros
                                                    > tu NIE CHCE. Tak jest wygodniej, sa inne korzysci, ktore celowo pomijasz, zeby
                                                    > Ci sie temat tej rzekomej uczciwosci nie rozmyl. Pomysl, jesli seks bylby dla C
                                                    > iebie taki wazny, najwazniejszy w zyciu, to bys nie pierdolnal takiej niedajace
                                                    > j cipy w miesiac, gora dwa ? Bo ci, ktorzy nawet te chetna cipe do ruchania zna
                                                    > jda na boku to i tak trzymaja sie kurczowo tego co NAJWAZNIEJSZE- kasiory, domu
                                                    > , samochodu, dobrych ukladow z tesciami, wspolnych inwestycji, milych, rodzinny
                                                    > ch urlopow, nieposzalakowanej opinii w pracy itd...
                                                    > Wiec z ta uczciwoscia, to rozumiesz na dwoje babka wrozyla.

                                                    Mabelle - Jigsaw. W masce, chrypiacym glosem:
                                                    "Jesli ci tak bardzo zalezy na zyciu, odetnij sobie noge" :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 20:38
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Mabelle - Jigsaw. W masce, chrypiacym glosem:
                                                    > "Jesli ci tak bardzo zalezy na zyciu, odetnij sobie noge" :)

                                                    Ale Mabelle ma racje, przeciez sam wielokrotnie podkreslales, ze najwazniejsze w zyciu sa pieniadze (czyli wazniejsze niz seks), przechodzac do praktyki: lepiej nie miec seksu niz placic alimenty. Inna sprawa, ze latwiej ukrasc czy miec na lewo seks niz kase. NIe wiem dlaczego i w tym przypadku nie mozesz przyznac, ze najwazniejsze sa pieniadze? Przeciez to nie jest jakies wstydliwe czy niezyciowe.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 20:58
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Ale Mabelle ma racje, przeciez sam wielokrotnie podkreslales, ze najwazniejsze
                                                    > w zyciu sa pieniadze (czyli wazniejsze niz seks), przechodzac do praktyki: lepi
                                                    > ej nie miec seksu niz placic alimenty. Inna sprawa, ze latwiej ukrasc czy miec
                                                    > na lewo seks niz kase. NIe wiem dlaczego i w tym przypadku nie mozesz przyznac,
                                                    > ze najwazniejsze sa pieniadze? Przeciez to nie jest jakies wstydliwe czy niezy
                                                    > ciowe.

                                                    Przeciez przyznawalem to z tysiac razy, czemu mam przyznawac po raz tysiac pierwszy? :) oczywiscie ze najwazniejsze sa pieniadze, ale tylko do pewnego etapu.
                                                    Kiedy osiagniesz pewien pulap zaspokojenia potrzeb zyciowych (spokojne, skromne zycie bez wielkich zawirowan), to rola pieniedzy POWYZEJ tego pulapu drastycznie spada i pogon za nimi zaczyna byc slepa uliczka. Wtedy wchodzisz na wyzszy etap swiadomosci, w stylu realizowania potrzeb duchowych, samorozwoju, wspierania spolecznosci itd.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:04
                                                    Dodam, ze mam przekonanie graniczace z pewnoscia, iz dla Mabelle rowniez najwazniejsze sa pieniadze, jesli mowa o sumach bedacych zaspokojeniem jej potrzeb zyciowych, chyba ze jest juz na tym etapie uduchowienia, ze zaczela sie odzywiac powietrzem i energia kosmiczna, jak niektorzy dalekowschodni jogini ;))
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:37
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Przeciez przyznawalem to z tysiac razy, czemu mam przyznawac po raz tysiac pier
                                                    > wszy? :)

                                                    Niby tak ale jest cos takiego manipulanckiego i jak to Zawle okresla sliskiego w Twoich wypowiedziach, bo przyznasz, ze inaczej brzmi: 'wole przyoszczedzic na alimentach i siedziec dalej z hitlerowska szczekaczka', niz:
                                                    "oczywiscie ze najwazniejsze sa pieniadze, ale tylko do pewnego etapu.
                                                    > Kiedy osiagniesz pewien pulap zaspokojenia potrzeb zyciowych (spokojne, skromne
                                                    > zycie bez wielkich zawirowan), to rola pieniedzy POWYZEJ tego pulapu drastyczn
                                                    > ie spada i pogon za nimi zaczyna byc slepa uliczka. Wtedy wchodzisz na wyzszy e
                                                    > tap swiadomosci, w stylu realizowania potrzeb duchowych, samorozwoju, wspierani
                                                    > a spolecznosci itd"

                                                    To drugie to brzmi jak z jakiegos wykladu motywacyjnego sciagnietego z YouTube. Ja takie rzeczy to w ogole przewijam. Tak samo jak: 'nie odnosilem sie do wypowiedzi bcde tylko wypowiedzialem sie ogolnie na temat' bla bla bla, znowu ja przewijam. Przyznam, ze ciezko jest mnie jakos szczegolnie zanudzic i nie mam w ogole problemow z koncentracja, to gdbym sluchala takiej mowy, jeszcze dowolnie rozciaganej siedzac z kims twarza w twarz, to bym zaczela powaznie kombinowac jak sie z tego spotkania urwac. Normalnie jakby gadac z robotem ;)
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 22:16
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > To drugie to brzmi jak z jakiegos wykladu motywacyjnego sciagnietego z YouTube.

                                                    Brzmi dokladnie tak samo. Sens jest ten sam.
                                                    Po prostu mnie wystarcza ogolne zaleznosci, a Ty wolisz "na przykladach". Konkretnie na moim przykladzie. ;p

                                                    > Ja takie rzeczy to w ogole przewijam. Tak samo jak: 'nie odnosilem sie do wypo
                                                    > wiedzi bcde tylko wypowiedzialem sie ogolnie na temat' bla bla bla, znowu ja pr
                                                    > zewijam.

                                                    Przykro mi, ale nie bede udawal kogos innego niz jestem, by sie Tobie przypodobac. Przyjmij do wiadomosci, ze ja sie tak wypowiadam rowniez irl, a ja zapamietam, ze Ty to przewijasz/nudzi Cie to. Pozostanmy w pokoju ;)

                                                    Przyznam, ze ciezko jest mnie jakos szczegolnie zanudzic i nie mam w o
                                                    > gole problemow z koncentracja, to gdbym sluchala takiej mowy, jeszcze dowolnie
                                                    > rozciaganej siedzac z kims twarza w twarz, to bym zaczela powaznie kombinowac j
                                                    > ak sie z tego spotkania urwac. Normalnie jakby gadac z robotem ;)

                                                    Pisalas o tym nie raz :) Ty jestes z grupy smiejacych sie z "ambiwalentnych kanapek" ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 00:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Po prostu mnie wystarcza ogolne zaleznosci, a Ty wolisz "na przykladach". Konkr
                                                    > etnie na moim przykladzie. ;p
                                                    >
                                                    > > Ja takie rzeczy to w ogole przewijam. Tak samo jak: 'nie odnosilem sie d
                                                    > o wypo
                                                    > > wiedzi bcde tylko wypowiedzialem sie ogolnie na temat' bla bla bla, znowu
                                                    > ja pr
                                                    > > zewijam.
                                                    >
                                                    > Przykro mi, ale nie bede udawal kogos innego niz jestem, by sie Tobie przypodob
                                                    > ac. Przyjmij do wiadomosci, ze ja sie tak wypowiadam rowniez irl, a ja zapamiet
                                                    > am, ze Ty to przewijasz/nudzi Cie to. Pozostanmy w pokoju ;)

                                                    Mi to raczej by Ci sie bylo trudno przypodobac wiec absolutnie nie polecam. Natomiast ten styl wpowiedzi typu 'nie odnosze sie do wypowiedzi bcde', a jednak sie odnosze, to nie ze 'wystarcza mi ogolne zaleznosci' tylko zwyczajna stategia typu: przymuje glasek choc sie z nim nie zgadzam, a wyraze niezgode tak by gosciu nie wzial jej do siebie (dawal dalej glaski) tylko przeniose jej ciezar na inny obiekt.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 19:53

                                                    > Ja zupelnie inaczej zinterpretowalem wpis bcde (andzia to juz w ogole pojechala
                                                    > z nadinterpretacja).

                                                    No sorry, napisał wyraźnie:

                                                    "Wygląda na to, że ja mam inaczej niż Sabat. Nie muszę "być pożądanym" żeby się podniecić.
                                                    oraz
                                                    "Ta dziura jest jego żoną. Jeśli to taki problem dla niej dać dupy, to istnieje 100 innych sposobów, aby pomóc mężowi w rozładowaniu napięcia seksualnego. Może mu zrobić ręką, cyckami, a niektórym wystarczy jak kobieta tylko się rozbierze albo seksownie ubierze i patrzy, jak sami się zaspokajają"

                                                    Alfabetyczny najwyraźniej nie rozumie, że nie o rozłożenie nóg chodzi, tylko o niechęc do obcowania płciowego z kimś. Ręką, cipką - nieważne, sama myśl sprawia dyskomfort. Lekceważy to odczucie, w dupie je ma, postuluje obcowanie mimo wszystko. Potem co prawda pisze sensownie, ale początek świadczy o jego olewczym stosunku do seksualności drugiego człowieka.



                                                    Nie sadze, ze chodzilo mu o obowiazek dawania dupy/kutasa
                                                    > tylko o elementarna zasade, ze jak z kims jestes w malzenstwie czy szerzej w z
                                                    > wiazku, to sie troszczysz o te druga osobe, bierzesz pod uwage, ze ma jakies po
                                                    > trzeby, oczekiwania i probujesz sie z tymi potrzebami skonfrontowac, wyjsc im n
                                                    > aprzeciw. Jedna z elementarnych potrzeb ludzkich jest szeroko pojmowany seks (n
                                                    > ie tylko zakiszenie ale bliskosc, czulosc, dotyk). W naszej kulturze i obyczajo
                                                    > wosci przyjelo sie, ze malzenstwo/zwiazek monopolizuje spelnianie tych potrzeb.
                                                    > Za ich jawne realizowanie poza zwiazkiem czeka cie rozstanie, rozwod, spoleczn
                                                    > e potepienie, czasem wykluczenie. No i kuzwa jak dales komus dobrowolnie monopo
                                                    > l w tym zajebiscie waznym obszarze twojego zycia a ten ktos go dobrowolnie przy
                                                    > jal to mozesz wymagac jakiej elementarnej uczciwosci w komunikowaniu dlaczego t
                                                    > woje potrzeby nie sa zaspokajane. Tutaj nie chodzi o to, ze ktos dostal monopol
                                                    > na dostep do czyjejs dupy i "jest w prawie" tylko o to, ze dales komus monopol
                                                    > na dostep do swojego kutasa, ten ktos z niego nie korzysta i nie chce wyjasnic
                                                    > dlaczego, zwodzi, kombinuje, wpedza cie w poczucie winy, kompleksy, nie pozwal
                                                    > a na cieszenie sie seksem z kims innym. Manipuluje po prostu toba, zeby realizo
                                                    > wac jakies swoje rzeczywiste albo urojone (najczesciej urojone - jak podtrzymyw
                                                    > anie na zewnatrz obrazu wzorowego malzenstwa) cele. No i chodzi o to, ze tak ja
                                                    > k nie masz prawa do dostepu do dupy swojej zony, nie masz prawa do tego, zeby c
                                                    > zuc sie przez nia pozadanym, tak masz prawo i obowiazek oczekiwac, zeby traktow
                                                    > ala cie jak bliskiego czlowieka, ktoremu wypada zakomunikowac swoje uczucia i,
                                                    > jesli pozamiatane, pozwolic odejsc. Jak tego nie robi to jest pieprzona manipul
                                                    > antka i niech spierdala. Wyrywasz emocjonalnego chwasta i idziesz dalej szukac
                                                    > kogos z toba kompatybilnego i uczciwego a nie roztrzasasz w chorku z milymi pan
                                                    > iami, ze przeciez nie masz prawa do jej dupy. No nie masz prawa, ale masz prawo
                                                    > do tego zeby byc traktowanym w sposob uczciwy

                                                    Z cała resztą zgadzam się. Mamy prawo być traktowani uczciwie. Dlatego nie "boli" mnie, że Sabat ma kochankę.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 20:05
                                                    Andziu, ale on rowniez napisal, czego nie zacytowalas, ze jak pozamiatane, czyli jak nawet jej nie chce sie postarac dla meza, to niech ma jajniki i skonczy te farse (luzny cytat). Poza tym, jak juz tak literalnie analizujemy cytat bcde, ja tez zeby sie podniecic nie musze czuc sie pozadanym. Potrzebuje czuc sie pozadanym, zeby odczuwac satysfakcje :)
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:13
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Andziu, ale on rowniez napisal, czego nie zacytowalas, ze jak pozamiatane, czyl
                                                    > i jak nawet jej nie chce sie postarac dla meza, to niech ma jajniki i skonczy t
                                                    > e farse (luzny cytat).

                                                    Zauwazyłam i do dalszej części nic nie mam, o czym wspomniałam.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 06:17
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Zauwazyłam i do dalszej części nic nie mam, o czym wspomniałam.
                                                    ------
                                                    No ale przychrzaniasz sie do pierwszej czesci, ze jakoby bcde kaze babkom uprawiac seks z partnerami, ktorych nie pozadaja, a druga czesc jego wypowiedzi swiadczy o czyms przeciwnym. Zgadzam sie, ze napisal prowokacyjnie i mozna dyskutowac ze stylem, ale jesli skupimy sie na sednie, po odrzuceniu ozdobnikow, to ja tam nie widze nic oburzajacego :)
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:21
                                                    wont2 napisał:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > Zauwazyłam i do dalszej części nic nie mam, o czym wspomniałam.
                                                    > ------
                                                    > No ale przychrzaniasz sie do pierwszej czesci, ze jakoby bcde kaze babkom upraw
                                                    > iac seks z partnerami, ktorych nie pozadaja, a druga czesc jego wypowiedzi swia
                                                    > dczy o czyms przeciwnym. Zgadzam sie, ze napisal prowokacyjnie i mozna dyskutow
                                                    > ac ze stylem, ale jesli skupimy sie na sednie, po odrzuceniu ozdobnikow, to ja
                                                    > tam nie widze nic oburzajacego :)

                                                    Jak prowokuje w taki sposób to ja się przychrzaniam, bo nerwowa jestem w niektórych kwestiach :-)
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 21:55
                                                    "Andziu, ale on rowniez napisal, czego nie zacytowalas, ze jak pozamiatane, czyli jak nawet jej nie chce sie postarac dla meza, to niech ma jajniki i skonczy te farse (luzny cytat). Poza tym, jak juz tak literalnie analizujemy cytat bcde, ja tez zeby sie podniecic nie musze czuc sie pozadanym. Potrzebuje czuc sie pozadanym, zeby odczuwac satysfakcje :)"

                                                    Chlopaczku a Ty czesto widziales, zeby ktos zmienial albo chcial zmieniac cos co mu odpowiada albo nie specjalnie przeszkadza? Ja rzadko. A zatem to on, widzac, ze kicha i pozamiatane moze/powinien chciec/skonczyc te farse. Tak to widze. Inaczej dluuugo moze czekac i sie nie doczekac. Ale momencik on nie konczy, bo....tu se wpisz ;)
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 06:46
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Chlopaczku a Ty czesto widziales, zeby ktos zmienial albo chcial zmieniac cos c
                                                    > o mu odpowiada albo nie specjalnie przeszkadza? Ja rzadko. A zatem to on, widza
                                                    > c, ze kicha i pozamiatane moze/powinien chciec/skonczyc te farse. Tak to widze.
                                                    > Inaczej dluuugo moze czekac i sie nie doczekac. Ale momencik on nie konczy, bo
                                                    > ....tu se wpisz ;)
                                                    -----
                                                    Nie wiem po co to "chlopaczku" na poczatku, chyba po to, zebym odpisal "dziewczynko". Ale, kag, ty masz juz 44 lata, nie wypada, zebym do starej baby zwracal sie per "dziewczynko". Ad meritum - mysle, ze to nie jest takie proste jak ci sie wydaje i trzeba miec wzglad na to, ze ludzie kieruja sie emocjami i do pewnych decyzji musza po prostu dojrzec. Czasami tez, istotnie, jak sytuacja materialna nie pozwala, to wyzej dupy nie podskoczysz i musisz tkwic w bagnie. Ty na przyklad nie musialabys, bo jestes, w calej swojej madrosci zyciowej i zaradnosci, zabezpieczona finansowo. Ja tez nie musialbym. Babka z dwojka dzieci, ktora leje maz, tez, byc moze, nie musialaby - bo w najgorszym wypadku zawleczka pomoze. Ale sa ludzie i sytuace, gdzie nie ma bata, wladowales sie w gowno i musisz zatkac nos i sie jakos umoscic bo alternatywa jest jeszcze gorsza. Wydaje mi sie, ze powinnismy jednak nieco bardziej empatycznie i elastycznie podejsc do oceny ludzi siedzacych po uszy w gownie a nie serwowac banialukow jak z jakiegos wykladu motywacyjnego w klubie XIX wiecznych krwiozerczych przemyslowcow - siedza w gownie i nie moga wyjsc? To ich wina, kazdy jest kowalem wlasnego losu, dla chcacego nie ma nic trudnego, zawsze moga zmienic prace albo zalozyc wlasna firme, dorobic sie etc etc.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 08:12
                                                    Nie wiem po co to "chlopaczku" na poczatku, chyba po to, zebym odpisal "dziewczynko". Ale, kag, ty masz juz 44 lata, nie wypada, zebym do starej baby zwracal sie per "dziewczynko".

                                                    Szkoda, a wszystko przez te cyferki w dowodzie osobistym :))

                                                    "Ale sa ludzie i sytuacje, gdzie nie ma bata, wladowales sie w gowno i musisz zatkac nos i sie jakos umoscic bo alternatywa jest jeszcze gorsza. Wydaje mi sie, ze powinnismy jednak nieco bardziej empatycznie i elastycznie podejsc do oceny ludzi siedzacych po uszy w gownie a nie serwowac banialukow jak z jakiegos wykladu motywacyjnego w klubie XIX wiecznych krwiozerczych przemyslowcow - siedza w gownie i nie moga wyjsc? To ich wina, kazdy jest kowalem wlasnego losu, dla chcacego nie ma nic trudnego, zawsze moga zmienic prace albo zalozyc wlasna firme, dorobic sie etc etc.

                                                    No dokladnie z tego samego powodu (mniej wiecej) ci niepozadajacy, o ktorych pisales, czesto rowniez nie koncza/nie moga zakonczyc tej farsy. Bo to, ze nie pozadaja, nie daja i ze jest z ich strony pozamiatane nie czyni ich z automatu niezaleznymi i zdolnymi/gotowymi do odejscia (skonczenia farsy) tak szybko a czasem w ogole. Tym bardziej jezeli sa przypadkiem, ktoremu na seksie z tym parnerem nie zalezy, zalezy duzo mniej niz odwrotnie. Oni nawet moga pukac na boku i farsy nie konczyc. Rozumiesz?
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 08:52
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No dokladnie z tego samego powodu (mniej wiecej) ci niepozadajacy, o ktorych pi
                                                    > sales, czesto rowniez nie koncza/nie moga zakonczyc tej farsy. Bo to, ze nie po
                                                    > zadaja, nie daja i ze jest z ich strony pozamiatane nie czyni ich z automatu ni
                                                    > ezaleznymi i zdolnymi/gotowymi do odejscia (skonczenia farsy) tak szybko a czas
                                                    > em w ogole. Tym bardziej jezeli sa przypadkiem, ktoremu na seksie z tym parnere
                                                    > m nie zalezy, zalezy duzo mniej niz odwrotnie. Oni nawet moga pukac na boku i f
                                                    > arsy nie konczyc. Rozumiesz?

                                                    No pewnie. Dlatego mnie to smieszy jak Sabat pisuje, ze baba zyje z chlopa kasy. Akurat w ich wypadku to ona zyje z jego, a on z jej. Gdyby nie korzystal finansowo na wspollokatorswu, to by mu sie ono nie opacalo zostawac. Chociaz uwazam, ze Sabatowa jest jednak w niego lepszej sytuacji, bo jak rozumiem moglaby liczyc na pomoc rodzicow, no i mialaby poparcie spoleczne gdyby np wyszlo, ze Sabat ma kochanke (w wersji gdy ona chce rozstania). W wersji gdy ona nie chce rozstania moglaby mu wspanialomyslnie wybaczyc i wlaczajac np obie pary rodzicow meza bardziej 'przypilnowac' zeby nie lazil na boki. Wtedy by sie zaczal dusic i sam by odszedl.
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 22:08
                                                    wont2 napisał:
                                                    > .... jak z kims jestes w malzenstwie czy szerzej w zwiazku, to sie troszczysz o te druga osobe, bierzesz pod uwage, ze ma jakies potrzeby, oczekiwania i probujesz sie z tymi potrzebami skonfrontowac, wyjsc im naprzeciw.
                                                    >....to mozesz wymagac jakiej elementarnej uczciwosci w komunikowaniu dlaczego twoje potrzeby nie sa zaspokajane.
                                                    >....ten ktos nie chce wyjasnic dlaczego, zwodzi, kombinuje, wpedza cie w poczucie winy, kompleksy, Jak tego nie robi to jest pieprzona manipulantka i niech spierdala. Wyrywasz emocjonalnego chwasta i idziesz dalej szukac kogos z toba kompatybilnego

                                                    Wont, Ty to wszystko pięknie piszesz i to się nawet dobrze czyta. Ale zejdźmy na ziemie i mówmy o faktach.
                                                    Sabatowej Sabat nie zwilża. Dlaczego?. Stawiam dolary przeciw orzechom, że ona sama nie potrafiła by na to pytanie odpowiedzieć. Albo może by potrafiła ale nie chce, żeby nie ranić Sabata. Przecież nie powie mu: bo ty jesteś..., eeetam nie będę nic wymyślał bo dla mnie Sabat jest fajny. Ale dla niej???.
                                                    Mnie po 25 latach przestał stawać dla żony. Dlaczego? Może dlatego, że seks z nią był zadaniowy - zrobić jej orgazm. I robiłem. I nawet było fajnie. Jej się podobało. Z czasem ta zadaniowość zaczęła mi się nudzić aż w końcu kutasowi też się znudziła i przestał współpracować. To, że inne mi lepiej dawały na pewno miało na to wpływ.
                                                    I co? I nie stać mnie było by jej powiedzieć - nie podniecasz mnie, znudziłaś mi się, a tym bardziej, że inne dają mi lepiej.
                                                    A powtarzane i nieudane próby seksu upokarzały nie tylko mnie. Ją też!!! Może nawet bardziej ją bo ja w międzyczasie sprawdziłem się kilkukrotnie i z pełnym sukcesem - na boku. Ale oboje czuliśmy się z tym bardzo niekomfortowo i w końcu, jak sądzę z obopólna ulgą dla obojga - małżeństwo przybrało kolor biały.
                                                    Ale ja też, jak pewnie Sabatowa nie potrafię powiedzieć dlaczego żona stała się dla mnie aseksualna.
                                                    Chemia była i to duża, ale się zesrała i to chyba jest najbliższa prawdy hipoteza. No i te moje cudzołóstwa.
                                                    A u Sabatowej? Niedawno usłyszałem w radiu Ojca Dyrektora, że wiara to jest kwestia woli. Chcesz wierzyć (no bo to zbawienie!) - to wierzysz.
                                                    Z pożądaniem też mogło by tak być. Chcesz pożądać (bo ona/on ma potrzeby!), to pstryk i już pożądasz. Ale by było fajnie!

                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 22:21
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Mnie po 25 latach przestał stawać dla żony. Dlaczego? Może dlatego, że seks z nią był zadaniowy - zrobić jej orgazm. I robiłem. I nawet było fajnie. Jej się podobało. Z czasem ta zadaniowość zaczęła mi się nudzić aż w końcu kutasowi też się znudziła i przestał współpracować.
                                                    ---------------------------
                                                    Tak, zadaniowość to podstępny wróg związku. To, że wytrzymałeś tak 25 lat, to graniczy z cudem.
                                                  • wont2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 06:51
                                                    Twoj przypadek gogol jest troche inny. Przede wszystkim, jak rozumiem, szanownej malzonce na seksie nie zalezy, nie chodzi sfrustrowana i zdolowana zastanawiajac sie dlaczego seks padl (coz, zalety bycia seniorem) :)
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 08:20
                                                    "Twoj przypadek gogol jest troche inny. Przede wszystkim, jak rozumiem, szanownej malzonce na seksie nie zalezy, nie chodzi sfrustrowana i zdolowana zastanawiajac sie dlaczego seks padl (coz, zalety bycia seniorem) :)"


                                                    Hmm, teraz moze jej i nie zalezy. Wtdy 20 lat temu to jej moze jeszcze zalezalo, ale kocha, wiec na dobre i na zle, mezowi nie staje, coz zrobic, mezowi nie staje. Niemniej jak zareagowala by szanowna malzonka wiedzac, ze jej malzonek od 20lat prowadzi podwojne zycie, intymne, mocjonlane i seksulane z inna kobieta...zapewne przestal by byc taki fajny a ona taka szczesliwa. Bo ludzie tak maja :(
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:44

                                                    > Mnie po 25 latach przestał stawać dla żony. Dlaczego? Może dlatego, że seks z n
                                                    > ią był zadaniowy - zrobić jej orgazm. I robiłem. I nawet było fajnie. Jej się p
                                                    > odobało. Z czasem ta zadaniowość zaczęła mi się nudzić aż w końcu kutasowi też
                                                    > się znudziła i przestał współpracować. To, że inne mi lepiej dawały na pewno mi
                                                    > ało na to wpływ.

                                                    Tak się zastanawiam czy zadaniowość waszego seksu wynikała włącznie z konstrukcji małżonki, czy z twojego odwalania całej imprezy byle szybciej i sprawniej, bo od lat na boku działo się to, co.dla ciebie bylo zasadniczym i interesującym życiem erotycznym. Takie koleiny, w które wpada każdy związek erotyczny, któremu nie daje się szansy, bo.nie poświęca mu się serca i uwagi.


                                                    > I co? I nie stać mnie było by jej powiedzieć - nie podniecasz mnie, znudziłaś m
                                                    > i się, a tym bardziej, że inne dają mi lepiej.
                                                    > A powtarzane i nieudane próby seksu upokarzały nie tylko mnie. Ją też!!! Może n
                                                    > awet bardziej ją bo ja w międzyczasie sprawdziłem się kilkukrotnie i z pełnym s
                                                    > ukcesem - na boku. Ale oboje czuliśmy się z tym bardzo niekomfortowo i w końcu,
                                                    > jak sądzę z obopólna ulgą dla obojga - małżeństwo przybrało kolor biały.
                                                    > Ale ja też, jak pewnie Sabatowa nie potrafię powiedzieć dlaczego żona stała się
                                                    > dla mnie aseksualna.
                                                    > Chemia była i to duża, ale się zesrała i to chyba jest najbliższa prawdy hipote
                                                    > za. No i te moje cudzołóstwa.

                                                    Chemia jeśli była to i wraca, jeśli pielęgnuje się relację. Między innymi przy pomocy pełnej uwagi, a na pewno nie koncentrowaniu się na innych relacjach. Przerabiałam, doświadczylam i terapeuci mówili. Z tego powodu wierność się opłaca. Marek tego przykładem.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:55
                                                    "Tak się zastanawiam czy zadaniowość waszego seksu wynikała włącznie z konstrukcji małżonki, czy z twojego odwalania całej imprezy byle szybciej i sprawniej, bo od lat na boku działo się to, co.dla ciebie bylo zasadniczym i interesującym życiem erotycznym. Takie koleiny, w które wpada każdy związek erotyczny, któremu nie daje się szansy, bo.nie poświęca mu się serca i uwagi.

                                                    Moze zwyczajnie gogol jest typem, ktory lubi i chce serwowac orgazmy a serwuje sie je partnerkom, ktore znacza wiecej niz tylko jakas tam pojedyncza przygoda. W niej nie zawsze chodzi o te druga osobe, glownie chodzi o siebie i za rzadko i za szybko sie dzieje, zeby myslec i przejmowac sie orgazmem partnerki.
                                                    Gogol i TJ serwuje orgazmy, ale o ile pamietam, przychodza jej latwo. Zreszta tu jeszcze 25lat nie minelo :)
                                                    Hmm, u mnie jeszcze tez nie, wszystko przede mna.

                                                    "Chemia jeśli była to i wraca, jeśli pielęgnuje się relację. Między innymi przy pomocy pełnej uwagi, a na pewno nie koncentrowaniu się na innych relacjach. Przerabiałam, doświadczylam i terapeuci mówili. Z tego powodu wierność się opłaca. Marek tego przykładem.

                                                    Tez tak uwazam. Jak chcesz byc wierny i nie masz/nie dopuszczasz alternatyw/innych opcji to dzialasz, szukasz sposobow, bo Ci zalezy, pracujesz nad tym, albo chociaz lykasz cos na potencje.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 11:32
                                                    Przeciez pisal, ze zona trudniej dochodzila, no to sie zmeczyl i polecial tam, gdzie na pstrykniecie palcow. Czego sie nie robi dla ego lub precyzyjniej czego sie nie robi zeby bylo mniej roboty, a ego wywalone w kosmos.
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 13:07
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Gogol i TJ serwuje orgazmy, ale o ile pamietam, przychodza jej latwo.

                                                    U żony orgazmy były dość "pracochłonne" i póki co dawałem radę. Ale w miarę jak moja pożądliwość spadała z przyczyn stricte naturalnych (i cudzołożnych też!) - seks stawał się właśnie taki zadaniowy. Wcześniej taki nie był.
                                                    No i teraz wyobraź sobie dziś mój seks z 78 letnią zoną. I 10 lat wcześniej też. Przecież jesteśmy m.in. wzrokowcami! I przełożenie bliskości dwojga ludzi na potencję już nie wystarcza.
                                                    A TJ wystarczy włożyć! Jest jedyną taką w mojej historii, że wystarczą jej dwa, trzy suwy! A czasem odlatuje bezsuwowo, z samego wrażenia. Czyli: włożenie/wrażenie (od wrazić) wywołuje u niej takie wrażenie że odlatuje. I po kilku minutach znów się nadstawia. Przedwczoraj 4 razy! Na to jeszcze potencji starcza. A jak jej brakuje to jej mówię: jak się chcesz jeszcze kochać to musisz go sobie postawić. I ona stawia. Lubi lody. Od Grycana też! No i ona wygląda świetnie jak na swoje lata!
                                                    A, że jest także bliskość to mi może niezbyt imponująco, ale jednak - staje. No i ta mokra, nabuzowana cipka. W taką to b.łatwo się wkłada nawet gdy jest miękkawy.
                                                    Więc aktualnie jest tak: albo seks z TJ albo nie było by go wcale!

                                                  • mimfa Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 15:16


                                                    gogol77 napisał:


                                                    > A TJ wystarczy włożyć! Jest jedyną taką w mojej historii, że wystarczą jej dwa,
                                                    > trzy suwy! A czasem odlatuje bezsuwowo, z samego wrażenia. Czyli: włożenie/wra
                                                    > żenie (od wrazić) wywołuje u niej takie wrażenie że odlatuje. I po kilku minut
                                                    > ach znów się nadstawia. Przedwczoraj 4 razy! Na to jeszcze potencji starcza. A
                                                    > jak jej brakuje to jej mówię: jak się chcesz jeszcze kochać to musisz go sobie
                                                    > postawić. I ona stawia. Lubi lody. Od Grycana też! No i ona wygląda świetnie ja
                                                    > k na swoje lata!
                                                    > A, że jest także bliskość to mi może niezbyt imponująco, ale jednak - staje. No
                                                    > i ta mokra, nabuzowana cipka. W taką to b.łatwo się wkłada nawet gdy jest mięk
                                                    > kawy.
                                                    > Więc aktualnie jest tak: albo seks z TJ albo nie było by go wcale!
                                                    >

                                                    Fiu, fiu. Nie słyszałam o czymś taki nigdy. Zazdroszczę, o ile nie dezorganizuje życia.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:30
                                                    "No i teraz wyobraź sobie dziś mój seks z 78 letnią zoną. I 10 lat wcześniej też. Przecież jesteśmy m.in. wzrokowcami! I przełożenie bliskości dwojga ludzi na potencję już nie wystarcza."

                                                    Moze byscie seksu juz nie mieli, ale nie mielibyscie go oboje. To jest czescia wspolnego zycia, zwiazku, bycia razem tak mysle. Mamy swoje limity. Tak jestesmy wzrokowcami, ale mnie sie wydaje, ze dobrej relacji, z dobrym seksem gdzie ludzie nadal sie kochaja i systematycznie regularnie ze soba sypiaja ta starosc wkrada sie tak po slimaczemu i cichaczem i ludzie sie w to wpasowuja i nadal wystarcza im do zblizen. Spada zapewne czestotliwosc, bo nie ma juz takich wielkich checi (albo rzadziej) i mozliwosci tez mniejsze (ok tu jest farmakologia) ale taka jest kolej rzeczy i ludzie sie z tym zwyczajnie oswajaja, akceptuja.
                                                    No przesuwaja im sie troche priorytety, najczesciej sila rzeczy a czasem tez z innych przyczyn, niewydolnosci, stanu zdrowia, mozliwosci ciala itd.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 16:35
                                                    I wtedy mozna powiedziec, bez zalu, akceptujac stan rzeczy "mieeelismy, wszystko mieeelismy". Bo na wszystko w zyciu jest czas, albo wszystko w zyciu ma swoj czas i wszystko kiedys sie konczy. I my sami jestesmy innymi ludzmi, tej 20 letniej kag juz dawno nie ma, teraz jest 44 letnia (o czym dzis przypomnial mi Wont:)) a za 20 lat nie bedzie i tej dzisiejszej.
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 08:55
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Moze byscie seksu juz nie mieli, ale nie mielibyscie go oboje. To jest czescia wspolnego zycia, zwiazku, bycia razem tak mysle. Mamy swoje limity. Tak jestesm wzrokowcami, ale mnie sie wydaje, ze dobrej relacji, z dobrym seksem gdzie ludzie nadal sie kochaja i systematycznie regularnie ze soba sypiaja ta starosc wkrada sie tak po slimaczemu i cichaczem i ludzie sie w to wpasowuja i nadal wystarcza im do zblizen. Spada zapewne czestotliwosc, bo nie ma juz takich wielkich checi (albo rzadziej) i mozliwosci tez mniejsze (ok tu jest farmakologia) ale taka jest kolej rzeczy i ludzie sie z tym zwyczajnie oswajaja, akceptuja. No przesuwaja im sie troche priorytety, najczesciej sila rzeczy a czasem tez z innych przyczyn, niewydolnosci, stanu zdrowia, mozliwosci ciala itd.>

                                                    Kag, pan doktor, urolog, który wypisuje mi receptę na wspomagacz mówił mi tak:
                                                    Panowie w pana wieku już mnie o takie recepty nie proszą a jak pytam czy chcą to mówią, że nie mają z kim bo ich żony, to gesty mogące wskazywać na chęć seksu kwitują wzruszeniem ramion albo wyzywają ich od starych capów.
                                                    A mnie się trafiło. Fuks. Szkoda, że to nie żona. Marek też trafił fuksa ale miał to szczęście, że to żona. Ty z pewnością też długo będziesz miała fajnie, ale Ty to jesteś młoda dupa, a wont jest gupi.
                                                    Gdybym był wierzący, to uznał bym, że to Stwórca podsunął mi TJ w nagrodę za wieloletnie, pracowite prokurowanie orgazmów żonie. A darów bożych się nie odrzuca! :-).
                                                    I żeby nie było - ja tę pracę lubiłem! Ale mi "wychudło". Bo.....

                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 12:16
                                                    "A mnie się trafiło. Fuks. Szkoda, że to nie żona. Marek też trafił fuksa ale miał to szczęście, że to żona. Ty z pewnością też długo będziesz miała fajnie, ale Ty to jesteś młoda dupa, a wont jest gupi.

                                                    :))
                                                    Oby oby sie spelnilo i mi za szybko nie wychudlo :) A jak jednak wychudnie to, zeby mi juz zwisalo. Juz na wszelki wypadek cwicze w razie "w" nastawienie: Ach, ilez ja sie w tym zyciu naruchalam, styka, tera bede wnuki nianczyc (oby byly)!

                                                    "Gdybym był wierzący, to uznał bym, że to Stwórca podsunął mi TJ w nagrodę za wieloletnie, pracowite prokurowanie orgazmów żonie. A darów bożych się nie odrzuca! :-).
                                                    I żeby nie było - ja tę pracę lubiłem! Ale mi "wychudło". Bo....."

                                                    Co prawda to prawda! No dobrego samopoczucia Ci nie brakuje :))
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 13:13
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No dobrego samopoczucia Ci nie brakuje :))>

                                                    Też nie będzie Ci brakowało, gdy z Twoim upodobaniem do seksu, za 30 lat ten Twój będzie Cię ruchał (i Tobie będzie się podobało), z takim zapałem z jakim daje mi TJ.
                                                    A, że poza seksem też mam całkiem fajnie to, póki co - nie brakuje.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 17:26
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > No i teraz wyobraź sobie dziś mój seks z 78 letnią zoną. I 10 lat wcześniej też
                                                    > . Przecież jesteśmy m.in. wzrokowcami! I przełożenie bliskości dwojga ludzi na
                                                    > potencję już nie wystarcza.

                                                    No a Ty wyobraz sobie dzis moj seks z moim 48 letnim partnerem. Przeciez ja tez jestem wzrokowcem! ;-) A Kag mi sie kaze pytac kolegi dlaczego my seksu nie uprawiamy? A on mi moze na to palnie 'No to chodz!' i co ja potem zrobie. Zaproponuje mu jak schudnac 20 kg w jeden dzien? Zreszta od 7 lat mu proponuje zeby pocwiczyl ze mna i od 7 lat slysze NIE. No to jak nie to nie.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 17:47
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No a Ty wyobraz sobie dzis moj seks z moim 48 letnim partnerem. Przeciez ja tez
                                                    > jestem wzrokowcem! ;-)
                                                    ------------------
                                                    A po co niby ja codziennie uprawiam sport? Wszyscy jesteśmy wzrokowcami i widzimy się w lustrach. Tylko sie nie chce, bo jedzenie jest przyjemne i bez wysiłku a ćwiczenia męczą.
                                                    Niedawno był u mnie daleki znajomy z wielkim brzuchem. Ale pan ma przemianę materii - powiedział. Nie chciało mi się kontynuować tej głupiej dyskusji, więc przytaknąłem.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:32
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > A po co niby ja codziennie uprawiam sport? Wszyscy jesteśmy wzrokowcami i widzi
                                                    > my się w lustrach. Tylko sie nie chce, bo jedzenie jest przyjemne i bez wysiłku
                                                    > a ćwiczenia męczą.
                                                    > Niedawno był u mnie daleki znajomy z wielkim brzuchem. Ale pan ma przemianę mat
                                                    > erii - powiedział. Nie chciało mi się kontynuować tej głupiej dyskusji, więc p
                                                    > rzytaknąłem.

                                                    Oni odbieraja swoja nagrode w postaci swobody doznan kulinarnych ;) Wyrownuje sie. Dobry wyglad jest zwiazany z ciezarem ogromnych wyrzeczen, to kwestia wyboru.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 19:39
                                                    sabat3 napisał:
                                                    Oni odbieraja swoja nagrode w postaci swobody doznan kulinarnych ;) Wyrownuje sie. Dobry wyglad jest zwiazany z ciezarem ogromnych wyrzeczen, to kwestia wyboru.
                                                    -----------------
                                                    Tak to jest. Coś za coś.
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 18:38
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > A Kag mi sie kaze pytac kolegi dlaczego my seksu nie uprawiamy? A on mi moze na to palnie 'No to chodz!' i co ja potem zrobie.>

                                                    Ha, ha, no rzeczywiście. Wyobraziłem sobie, że kag każe mnie tak samo zapytać żony.
                                                    U Ciebie sucha cipa, u mnie flak, a partnerzy mają (?) potrzeby :-(
                                                    Jak żyć (panie premierze)?
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 21:17
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    > > Gogol i TJ serwuje orgazmy, ale o ile pamietam, przychodza jej latwo.
                                                    >
                                                    > U żony orgazmy były dość "pracochłonne" i póki co dawałem radę. Ale w miarę jak
                                                    > moja pożądliwość spadała z przyczyn stricte naturalnych (i cudzołożnych też!)
                                                    > - seks stawał się właśnie taki zadaniowy. Wcześniej taki nie był.
                                                    > No i teraz wyobraź sobie dziś mój seks z 78 letnią zoną. I 10 lat wcześniej też
                                                    > . Przecież jesteśmy m.in. wzrokowcami! I przełożenie bliskości dwojga ludzi na
                                                    > potencję już nie wystarcza.
                                                    > A TJ wystarczy włożyć! Jest jedyną taką w mojej historii, że wystarczą jej dwa,
                                                    > trzy suwy! A czasem odlatuje bezsuwowo, z samego wrażenia. Czyli: włożenie/wra
                                                    > żenie (od wrazić) wywołuje u niej takie wrażenie że odlatuje. I po kilku minut
                                                    > ach znów się nadstawia. Przedwczoraj 4 razy!

                                                    Co daje razem 4 suwy? Nie napracujesz się. To powinno być w poradniku dla kobiet które nie lubią seksu a muszą.
                                                  • gogol77 Re: Zawle - dwója z matematyki 20.06.17, 22:18
                                                    zawle napisała:
                                                    > Co daje razem 4 suwy? Nie napracujesz się. To powinno być w poradniku dla kobiet które nie lubią seksu a muszą>

                                                    Coś źle liczysz zawle.
                                                    4 razy po średnio dwa i pół suwu na jeden raz to wychodzi razem 10 suwów!
                                                    Ale to było po dwóch drinkach! Więc na jeden drink to wychodzi 5 suwów. Dobrze liczę?
                                                    PS. TJ lubi sex.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 23:03
                                                    zawle napisała:


                                                    > Co daje razem 4 suwy? Nie napracujesz się. To powinno być w poradniku dla kobie t które nie lubią seksu a muszą.


                                                    Ja lubię na przodku fedrować. Jak nie ma 10 000 to czuję niedosyt:P
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 09:39
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Ja lubię na przodku fedrować. Jak nie ma 10 000 to czuję niedosyt:P >

                                                    Ale mnie na tyle nie starcza potencji! A były czasy, kiedy tak było :-). Stąd mój zachwyt, że mi się trafiła taka łatwa w obsłudze. Life is brutal. And full of zasadzkas.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 21.06.17, 20:38
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    > > Ja lubię na przodku fedrować. Jak nie ma 10 000 to czuję niedosyt:P >
                                                    >
                                                    > Ale mnie na tyle nie starcza potencji! A były czasy, kiedy tak było :-). Stąd m
                                                    > ój zachwyt, że mi się trafiła taka łatwa w obsłudze. Life is brutal. And full o
                                                    > f zasadzkas.

                                                    Ja to chyba wolałbym malować pejzaże. Ale kto wie może z czasem się przekonam do twego punktu widzenia. :)
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 10:44
                                                    lybbla napisał:
                                                    >Ja lubię na przodku fedrować. Jak nie ma 10 000 to czuję niedosyt:P>

                                                    Ale lybbla, powiedz mi jeszcze (bo to przecież jest forum o seksie, a one tu się kłócą o jakieś pierdoły) - jak Ty to robisz? Te 10.000! Bo moja po orgazmie to mnie wygania z cipki - bo jest nadwrażliwa!, bo jest jej "dziwnie" w tej cipce. A jak protestuję to w najlepszym przypadku mogę w niej zostać, ale nie wolno mi ruszać. Fajnie, że po paru minutach jej przechodzi.
                                                    No więc, jak Ty osiągasz taki wynik?

                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 12:06
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Ale lybbla, powiedz mi jeszcze (bo to przecież jest forum o seksie, a one tu si
                                                    > ę kłócą o jakieś pierdoły) - jak Ty to robisz? Te 10.000! Bo moja po orgazmie t
                                                    > o mnie wygania z cipki - bo jest nadwrażliwa!, bo jest jej "dziwnie" w tej cipc
                                                    > e. A jak protestuję to w najlepszym przypadku mogę w niej zostać, ale nie wolno
                                                    > mi ruszać. Fajnie, że po paru minutach jej przechodzi.
                                                    > No więc, jak Ty osiągasz taki wynik?

                                                    Jak ja to robię? Czy jak Ona ma?

                                                    Moja lubi jechać na krawędzi, być podprowadzana pod szczyt, przeciągać.
                                                    Diament!
                                                    A `wyjdź, wyjdź, wyjdź', czy `starczy, stop' po, to temat dla pań. Czasami wygląda to jak fizyczny dyskomfort, nadwrażliwość, czasami jak lęk by przekroczyć granicę i dokładnie tak jest opisywane.
                                                    Dwojako.

                                                    Natomiast gwoli ścisłości te 10 000 to nie do końca sam robię, sztafeta,
                                                    ogarnianie pałeczki.

                                                    Ot preferencje, jedni wolą wyglądać (kulturyści) drudzy wolą długo i dobrze się bawić (długodystansowcy).
                                                  • gogol77 Re: Równouprawnienie??? 22.06.17, 12:56
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Moja lubi jechać na krawędzi, być podprowadzana pod szczyt, przeciągać. Diament!

                                                    No widzisz, co baba to inne "lubienia". Moja jest bardzo chytra na te swoje orgazmy i gdybym podprowadził i przestał - do usłyszę: NIE PRZESTAWAJ!!. Albo takie proszące: poruszaj jeszcze troszeczkę.
                                                    Ja i tak mam całkiem nieźle, bo mój przyjaciel w takich okolicznościach słyszy: nie przestawaj bo zamorduję!
                                                  • mimfa Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 09:29
                                                    wont2 napisał:
                                                    -----
                                                    Ja zupelnie inaczej zinterpretowalem wpis bcde (andzia to juz w ogole pojechala z nadinterpretacja). Nie sadze, ze chodzilo mu o obowiazek dawania dupy/kutasa tylko o elementarna zasade, ze jak z kims jestes w malzenstwie czy szerzej w zwiazku, to sie troszczysz o te druga osobe, bierzesz pod uwage, ze ma jakies potrzeby, oczekiwania i probujesz sie z tymi potrzebami skonfrontowac, wyjsc im naprzeciw. Jedna z elementarnych potrzeb ludzkich jest szeroko pojmowany seks (nie tylko zakiszenie ale bliskosc, czulosc, dotyk). W naszej kulturze i obyczajowosci przyjelo sie, ze malzenstwo/zwiazek monopolizuje spelnianie tych potrzeb. Za ich jawne realizowanie poza zwiazkiem czeka cie rozstanie, rozwod, spoleczne potepienie, czasem wykluczenie. No i kuzwa jak dales komus dobrowolnie monopol w tym zajebiscie waznym obszarze twojego zycia a ten ktos go dobrowolnie przyjal to mozesz wymagac jakiej elementarnej uczciwosci w komunikowaniu dlaczego twoje potrzeby nie sa zaspokajane. Tutaj nie chodzi o to, ze ktos dostal monopol na dostep do czyjejs dupy i "jest w prawie" tylko o to, ze dales komus monopol na dostep do swojego kutasa, ten ktos z niego nie korzysta i nie chce wyjasnic dlaczego, zwodzi, kombinuje, wpedza cie w poczucie winy, kompleksy, nie pozwala na cieszenie sie seksem z kims innym. Manipuluje po prostu toba, zeby realizowac jakies swoje rzeczywiste albo urojone (najczesciej urojone - jak podtrzymywanie na zewnatrz obrazu wzorowego malzenstwa) cele. No i chodzi o to, ze tak jak nie masz prawa do dostepu do dupy swojej zony, nie masz prawa do tego, zeby czuc sie przez nia pozadanym, tak masz prawo i obowiazek oczekiwac, zeby traktowala cie jak bliskiego czlowieka, ktoremu wypada zakomunikowac swoje uczucia i, jesli pozamiatane, pozwolic odejsc. Jak tego nie robi to jest pieprzona manipulantka i niech spierdala. Wyrywasz emocjonalnego chwasta i idziesz dalej szukac kogos z toba kompatybilnego i uczciwego a nie roztrzasasz w chorku z milymi paniami, ze przeciez nie masz prawa do jej dupy. No nie masz prawa, ale masz prawo do tego zeby byc traktowanym w sposob uczciwy.

                                                    Ja zrozumiałam dokładnie tak samo. W związku spełnianie potrzeb drugiej osoby to norma. Należałoby jeszcze rozróżnić związek od jego atrapy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:10
                                                    mimfa napisała:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    > -----
                                                    > Ja zupelnie inaczej zinterpretowalem wpis bcde (andzia to juz w ogole pojechala
                                                    > z nadinterpretacja). Nie sadze, ze chodzilo mu o obowiazek dawania dupy/kutasa
                                                    > tylko o elementarna zasade, ...

                                                    > Ja zrozumiałam dokładnie tak samo. W związku spełnianie potrzeb drugiej osoby t
                                                    > o norma. Należałoby jeszcze rozróżnić związek od jego atrapy.

                                                    Niezaleznie jak zrozumieliscie post bcde jego pogladem jest, ze dawanie dupy w zwiazku jest czyms normalnym, zwyczajnym i nieszkodliwym. Przeciez wielokrotnie sie w ten sposob wypowiadal. Problemem jest, ze Sabatowi to juz nie wystarcza. Zreszta alfabetycznemu juz tez powoli nie. Kazdy by chcial byc pozadanym. Pytanie jak nie jest, a ruchac sie chce, to co robimy? Urqu radzi zeby stale zwiekszac swoja atrakcyjnosc. Kurka jakby wszyscy zwiekszyli ja na maksa to na ziemi nastalby raj, chociaz dla oczu ;-)
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:42
                                                    "Niezaleznie jak zrozumieliscie post bcde jego pogladem jest, ze dawanie dupy w zwiazku jest czyms normalnym, zwyczajnym i nieszkodliwym."

                                                    Hmm, ja tam uwazam, ze oczekiwanie czy wyobrazenie/zalozenie, ze w zwiazku daje sie dupy/jest seks jest czym normalnym, zwyczajnym i nieszkodliwym. Ale...jak kogos odrzuca, bo ten drugi go skutecznie do siebie zniecheca(poza lozkiem) seks jest do bani, itd. to to dawnaie dupy staje sie jednak rzecza nie zwyczajna, bo to zwyczajnie niezly wyczyn. I owszem szkodliwy, bo z uszczerbkiem na duszy, niesmakiem w trakcie a tym bardziej po.

                                                    "Kazdy by chcial byc pozadanym. Pytanie jak nie jest, a ruchac sie chce, to co robimy? Urqu radzi zeby stale zwiekszac swoja atrakcyjnosc. Kurka jakby wszyscy zwiekszyli ja na maksa to na ziemi nastalby raj, chociaz dla oczu ;-)"

                                                    My mamy/mielismy z mezem ustalenie daaaawno temu, ze jak jedno z drugim nie bedzie chcialo dluzej niz 3 miesiace, to to drugie ma prawo poszukac sobie seksu na boku. OK, zgoda. Nie doszlo do takiej sytuacji, wiec nie wiem jak wygladalaby praktyka:) Stanelo na teorii.
                                                    Zwiekszac atrakcyjnosc...powiada, hmm, ten facet moze miec i szescipak na brzuchu i inne walory ale trakuje mnie jak smiecia, jest chamem, zlewa potrzeby moje i rodziny, rozczarowuje na innych plaszczyznach, seks jest to bani to niestety zadna atrakcyjnosc tutaj nie pomoze :(
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 10:51
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Zwiekszac atrakcyjnosc...powiada, hmm, ten facet moze miec i szescipak na brzuc
                                                    > hu i inne walory ale trakuje mnie jak smiecia, jest chamem, zlewa potrzeby moje
                                                    > i rodziny, rozczarowuje na innych plaszczyznach, seks jest to bani to niestety
                                                    > zadna atrakcyjnosc tutaj nie pomoze :(

                                                    Kag przeciez juz dawno tu ustalilismy, ze wyglad to tylko jakis element ogolnie pojetej atrakcyjnosci. Ja sie akurat do niego odnioslam, bo mi to pozostalo juz tylko sobie popatrzyc ;)
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 09:51
                                                    kag73 napisała:

                                                    >Wiec skoro wchodzilismy w zwiazek rowniez seksualny to jak najbardziej seks
                                                    > u chce, oczekuje i go sama daje. Jak sie cos tam po drodze psuje, to sie patrzy
                                                    > dalej, ale nie jest zadna fanaberia ani wymyslem, ze oboje w zwiazku chcemy i
                                                    > oczekujemy od siebie seksu, w koncu na niego tez sie pisalismy.

                                                    Teoretycznie masz racje, w praktyce to nie funkcjonuje. A cos co nie dziala po prostu mnie nie interesuje. Seks zdycha wszedzie ram gdzie ludzie traca poczucie, ze sa razem, gdzie erotyka przestaje byc ich wspolna sprawa, a staje sie wlasnie takim zalosnym, forumowym skamleniem " on/ ona olewa moje potrzeby ". Wiec mozesz sobie oczekiwac, ale ryzykujesz, ze gdy trafisz na kogos bez natury niewolnika, to Twoje oczekiwania bedziesz mogla sobie wsadzic w buty. Przez lata to mozna sie zatracac w seksie tylko pod wplywem uczuc i dobrowolnie, a nie pod naciskiem czyis roszczen.
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 10:05
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Teoretycznie masz racje, w praktyce to nie funkcjonuje. A cos co nie dziala po
                                                    > prostu mnie nie interesuje. Seks zdycha wszedzie ram gdzie ludzie traca poczuci
                                                    > e, ze sa razem, gdzie erotyka przestaje byc ich wspolna sprawa, a staje sie wla
                                                    > snie takim zalosnym, forumowym skamleniem " on/ ona olewa moje potrzeby ".

                                                    Najpierw pojawia się skomlenie..on/ona olewa moje potrzeby, to ja oleję jego potrzebę seksu.

                                                    Wiec
                                                    > mozesz sobie oczekiwac, ale ryzykujesz, ze gdy trafisz na kogos bez natury nie
                                                    > wolnika, to Twoje oczekiwania bedziesz mogla sobie wsadzic w buty. Przez lata t
                                                    > o mozna sie zatracac w seksie tylko pod wplywem uczuc i dobrowolnie, a nie pod
                                                    > naciskiem czyis roszczen.

                                                    Seks pełni funkcję więziotwórczą. Podobnie zaspokajanie czyichś potrzeb innej natury. Celem jest tylko wtedy gdy niewiele innego jest pomiędzy ludźmi.
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 16:34
                                                    zawle napisała:

                                                    > Seks pełni funkcję więziotwórczą.

                                                    No, a najbardziej serdeczne wiezi i natrwalsze relacje maja prostytutki, bo uprawiaja seksu na morgi ;-)
                                                  • zawle Re: Równouprawnienie??? 20.06.17, 09:48
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > No, a najbardziej serdeczne wiezi i natrwalsze relacje maja prostytutki, bo upr
                                                    > awiaja seksu na morgi ;-)

                                                    Powaliłaś mnie na łopatki tym argumentem:))
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 10:05
                                                    "Wiec mozesz sobie oczekiwac, ale ryzykujesz, ze gdy trafisz na kogos bez natury niewolnika, to Twoje oczekiwania bedziesz mogla sobie wsadzic w buty. Przez lata to mozna sie zatracac w seksie tylko pod wplywem uczuc i dobrowolnie, a nie pod naciskiem czyis roszczen."

                                                    A ja nigdzie nie pisze, ze potrzebny ktos z natura niewolnika, chociaz kto chce byc wolny, jak jest zakochany :)), mnie chodzi o Twoje zdanie jakoby sabat oczekiwal naiwnie, ze baba, z ktora sie zwiazal bedzie chciala z nim seksu. Tymczasem jego oczekiwanie jest jak najbardzie "normalne". Jak nie z nia to z kim? Przeciez sie pisali na wylacznosc i pisali sie na siebie a czescia tego jest sseks.

                                                    "Przez lata to mozna sie zatracac w seksie tylko pod wplywem uczuc i dobrowolnie, a nie pod naciskiem czyis roszczen."

                                                    Ja wcale w to nie watpie i nie o tym pisze. Jezdzisz po sabacie jakby oczekiwal cudow od partnerki, tymczasem seks w zwiazku, z czlowiekiem, ktorego sie kocha i z ktorym sie sypialo nie jest rzecza wyszukana. Ten seks to miedzy innym to po co ludzie wiaza sie w pary, co w ogole z dwojki ludzi czyni pare, to cos czego nie dziela z nikim innym, jest eksluzywne, zarezerwowane tylko dla nich. Takie jest zalozenie. Cala reszta jest mi wiadoma o dobrowolnosci i innych takich.
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 10:46
                                                    Wszystko jest OK, jeśli ludize nie oszukują, a to ma miejsce, gdy w okresie demo geje odaja zainteresowanie seksem z babka,albo babka chce stabilizacji/ dizecka i udaje zainteresowanie seksem, żeby zwabić faceta do związku. Trzeba to nazwać oszustwem i stąd tak wiele rozczarowań, pytań, dlaczego seksu nie ma.
                                                  • hello-kitty2 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 15:11
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ja wcale w to nie watpie i nie o tym pisze. Jezdzisz po sabacie jakby oczekiwal
                                                    > cudow od partnerki, tymczasem seks w zwiazku, z czlowiekiem, ktorego sie kocha
                                                    > i z ktorym sie sypialo nie jest rzecza wyszukana.

                                                    Jessu przeciez to jest proste: Sabatowa Sabata nie kocha, tak jak ja nie kocham swojego partnera. Dlatego nie ma seksu. To tylko chlopy moga na dluzsza ruchac kogos, kogo nie kochaja vide Protein(AWY). Ale dlaczego nie ma juz milosci czy rozstania cholera wie? Bo
                                                    ''Gdy nie ma milosci, co dalej?" NIe wiadomo co robic? I jest, jak jest. Zawiecha.

                                                    www.youtube.com/watch?v=ZDtuvGsVrdY
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 15:43
                                                    >
                                                    > Jessu przeciez to jest proste: Sabatowa Sabata nie kocha, tak jak ja nie kocham swojego partnera. Dlatego nie ma seksu. To tylko chlopy moga na dluzsza ruchac kogos, kogo nie kochaja vide Protein(AWY).
                                                    ------------------------
                                                    Wydaje mi sie, że ruchanie jest prostsze niz mieszkanie z, bo bez miłości ta druga osoba zwyczajnie denerwuje i przeszkadza.
                                                    Co do Proteinowego, to on ostatnio tak opisał, jak sobie wyobraża miłość (wzajemne wtopienie sie, czy coś podobnego) , że trudno coś takiego osiągnąć.
                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 16:07
                                                    "Jessu przeciez to jest proste: Sabatowa Sabata nie kocha, tak jak ja nie kocham swojego partnera. Dlatego nie ma seksu. To tylko chlopy moga na dluzsza ruchac kogos, kogo nie kochaja vide Protein(AWY). Ale dlaczego nie ma juz milosci czy rozstania cholera wie? Bo
                                                    ''Gdy nie ma milosci, co dalej?" NIe wiadomo co robic? I jest, jak jest. Zawiecha."

                                                    Nie no, ona go moze czy mogla na swoj sposob kochac. Rzecz w tym, ze z seksem u niej nie teges, bo nie ma frajdy (moze nawet bol ze wzgledu na te przypadlosc pochwowa), jest nierozbudzona, aseksualna, zryty beret, co tam jeszcze.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 11:46

                                                    >
                                                    > No to teraz powinienes zrozumuec dlaczego kobiety tak nisko oceniaja typy podob
                                                    > ne do Ciebie. I nie pisze tego zeby Ci dowalic bron Zeus. Ktos kto MUSI miec se
                                                    > ks zawsze bedzie upierdliwym petentem, w odroznieniu od tego ktory CHCE miec se
                                                    > ks.


                                                    Nie wiem o co ci chodzi w tym poscie, ale ja nie oceniam nisko seksualności Sabata. Jak dla mnie to normalny chłopak, który zachował mimo trudności otwartą na kontakt z żywym człowiekiem seksualność. Niejeden (może i większość?) po latach bezseksia nie szukałby erotycznej relacji (relacji, nie prostytutek) z odpowiednią kobietą, a nawet jakby znalazł, to po bzyknieciu jej i tak wracałby natychmiast do swojego świata porno i własnej graby. Byłby uzależniony i zamknięty na żywą gołą babę z jej emocjami i, co kluczowe, z emocjami jakie kontakt z nią wyzwala w nim. Sabat wg mojej oceny świata męskiego jest ok.
                                                    Oczywiście każdy może sobie mieć ekspresję seksualneą jaka mu się podoba. Chciałabym jednak aby.ci trwale uwarunkowani na akt solo nie zawracali dupy tym, którzy potrzebują partnera z jego emocjami i zdolnością do wchodzenia w erotyczną relację.
                                                  • bcde Re: Równouprawnienie??? 19.06.17, 02:43
                                                    > Nudne, plastikowe kobiety, z krzykliwym makijazem, wzrokiem wbitym w jeden punkt i mina kota srajacego na Puszczy Bialowieskiej, pozwalajace sie dymac jakiemus grubasowi z zakolami/spuchnietemu koksowi/Turasowi z brzuchem, lysina wyjebana w kosmos i cialem kudlatym jak u malpy. Fascynujace, kurwa.

                                                    Rany, co ty oglądałeś? Inna rzecz, że jak człowiek wyposzczony, a nie ma nic lepszego, to nawet takie obrazy są fascynujące. Głód najlepszą przyprawą.
                                                  • lybbla Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 20:34
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nie,mają jakieś deficyty sprawiające,że pozycie z własną ręką jest dla nich bar
                                                    > dziej atrakcyjne niż z żywą gołą babą. Porno to tutaj sprawa wtórna.

                                                    Czyli mamy konsensus: porno to sprawa wtórna.

                                                    Teraz o deficytach. Tam gdzie pojawiają się roszczenia intymność zdycha.
                                                    Jeśli dołożysz do tego bezrefleksyjność roszczeniowca to masz gotową receptę
                                                    na wylądowanie tutaj i smęty o tym jaka/i jestem nieprzeciętna/y,
                                                    tylko seksu nie mam.
                                                    Tak, porno bywa atrakcyjniejsze niż goła baba/chłop i Ci ostatni mają w tym swój udział. A deficyty okazują się pozorne po zmianie partnera.
                                                  • aandzia43 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 22:58

                                                    > Teraz o deficytach. Tam gdzie pojawiają się roszczenia intymność zdycha.
                                                    > Jeśli dołożysz do tego bezrefleksyjność roszczeniowca to masz gotową receptę
                                                    > na wylądowanie tutaj i smęty o tym jaka/i jestem nieprzeciętna/y,
                                                    > tylko seksu nie mam.
                                                    > Tak, porno bywa atrakcyjniejsze niż goła baba/chłop i Ci ostatni mają w tym swó
                                                    > j udział. A deficyty okazują się pozorne po zmianie partnera.

                                                    Tak, scenariusze są różne i przyczyny unikania gołych żywych bab też. Co jest pierwotne.(deficyty, uzależnienie.od porno.z.wczesnej młodości czy napastliwa baba) to najlepiej poznasz po przebiegu kolejnych związków pana. Znam takiego co już e swoją trzecią stałą babą nie.chce.się.bzykać ;-) A baby różne. Nie, ja z nim nie teges ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 23:12
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Tak, scenariusze są różne i przyczyny unikania gołych żywych bab też. Co jest pierwotne.(deficyty, uzależnienie.od porno.z.wczesnej młodości czy napastliwa baba)
                                                    --------------------
                                                    Pierwotny jest brak seksu u 90 % chłopaków /facetów i konieczność jego zastąpienia przez masturbację. Porno (ostre) to ułatwia, i potem seks w realu może być niewystarczająco konkurencyjny dla odlotowych orgii w necie.
                                                    Dodatkowo napastliwa i wymagająca baba sekuje słabowitego faceta.
                                                    Dziewczyny, nie macie lekko, naprawdę.
                                                  • sabat3 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 07:21
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Pierwotny jest brak seksu u 90 % chłopaków /facetów i konieczność jego zastąpie
                                                    > nia przez masturbację. Porno (ostre) to ułatwia, i potem seks w realu może być
                                                    > niewystarczająco konkurencyjny dla odlotowych orgii w necie.
                                                    > Dodatkowo napastliwa i wymagająca baba sekuje słabowitego faceta.
                                                    > Dziewczyny, nie macie lekko, naprawdę.

                                                    Nie czytalem calej dyskusji, ale rozumiem, ze ironizujesz? Bo wymieniles elementy tego, ze to "chlopaki nie maja lekko" ;)

                                                  • marek.zak1 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 09:45
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Pierwotny jest brak seksu u 90 % chłopaków /facetów i konieczność jego zastąpienia przez masturbację. Porno (ostre) to ułatwia, i potem seks w realu może być niewystarczająco konkurencyjny dla odlotowych orgii w necie.
                                                    Dodatkowo napastliwa i wymagająca baba sekuje słabowitego faceta.
                                                    Dziewczyny, nie macie lekko, naprawdę.
                                                    >
                                                    > Nie czytalem calej dyskusji, ale rozumiem, ze ironizujesz? Bo wymieniles elementy tego, ze to "chlopaki nie maja lekko" ;).
                                                    --------------------------
                                                    Nie, dziewczyny, bo konkurują z internetowymi filmami, wybranymi pod swoim kątem, a filmowe babki niczego nie wymagają an iw seksie ani w życiu.
                                                    W końcu wprowadziłem ,,masturbatora" - człowieka wolnego, niezależnego, samo wystarczającego
                                                  • mabelle2000 Re: Równouprawnienie??? 18.06.17, 10:36
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Nie, dziewczyny, bo konkurują z internetowymi filmami, wybranymi pod swoim kąte
                                                    > m, a filmowe babki niczego nie wymagają an iw seksie ani w życiu.

                                                    Alez bardzo dobrze, ze jest jak to nazywasz " konkurencja". Im wiecej mozliwosci realizacji swoich seksualnych fantazji tym lepiej. Dzieki temu kazdy ma wybor- jedni wola z zywa baba/ chlopem, inni z kolorowymi obrazkami, z prostytutka, z wlasna graba.
                                                    Problem maja Ci, ktorzy chca innych nawracac, bo nie pasuje im ich ekspresja seksualna. Przypominam, ze nie ma przymusu bycia razem, zwlaszcza jesli ludzie kompatybilni seksualnie/ emocjonalnie nie sa.

                                                  • kag73 Re: Równouprawnienie??? 17.06.17, 10:55
                                                    "Kitty normalnie zmasakrowałaś pełną obłudę głoszenia równouprawnienia i niezależności kobiet przez nasze aktywistki :)
                                                    Niezależność i równouprawnienie oczywiście tak, ale babka która nie korzysta z opieki i utrzymania przez faceta przy dziecku to frajerka :)"

                                                    Ale Ty jestes kopniety chlopie! Zenada!
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 09:52
                                                    hello-kitt
                                                    >
                                                    > Marek dramatyzujesz. Wez zejdz na ziemie, rozejrzyj sie ile kobiet samotnie wyc
                                                    > howuje dzieci, pracuje na pelny etat albo wiecej i musi sobie radzic i nikt sie
                                                    > nad nimi nie roztrzasa. Gadanie, ze moja sytuacja byla masakryczna jest krepuj
                                                    > ace w stosunku do kobiet, ktore maja naprawde ciezko, bo musza liczyc wylacznie
                                                    > na siebie.
                                                    >

                                                    Byłaś sama i moglas liczyć wyłącznie na siebie?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:32
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    Marek dramatyzujesz. Wez zejdz na ziemie, rozejrzyj sie ile kobiet samotnie wychowuje dzieci, pracuje na pelny etat albo wiecej i musi sobie radzic i nikt sie nad nimi nie roztrzasa. Gadanie, ze moja sytuacja byla masakryczna jest krepujace w stosunku do kobiet, ktore maja naprawde ciezko, bo musza liczyc wylacznie na siebie.
                                                    -------------
                                                    Chyba cały czas mówimy o czymś innym. Ciebie w każdej chwili policja mogła wyekspediować z kraju za pracę na czarno, a Twój Holender palcem nie kiwnął, żeby to zmienić. Gdybyś pracowała na legalu, miałabyś taki czy inny urlop macierzyński plus inne socjały.
                                                    Odnośnie równouprawnienia, to w kwestii rodzenia dzieci, porodu i połogu tego nie ma i kobieta powinna być POD SPECJALNĄ OCHRONĄ W TYM, OKRESIE ze strony faceta i państwa, a tego nie było.
                                                    Odnośnie pracy dyrektorek w korpo to jest jeszcze coś innego, bo takowe mogą pracować z domu,. tak samo jak w z biurze,a nie zapierdalają w produkcji 8 godzin.
                                                    >
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:25
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Chyba cały czas mówimy o czymś innym. Ciebie w każdej chwili policja mogła wyek
                                                    > spediować z kraju za pracę na czarno, a Twój Holender palcem nie kiwnął, żeby t
                                                    > o zmienić. Gdybyś pracowała na legalu, miałabyś taki czy inny urlop macierzyńsk
                                                    > i plus inne socjały.
                                                    > Odnośnie równouprawnienia, to w kwestii rodzenia dzieci, porodu i połogu tego
                                                    > nie ma i kobieta powinna być POD SPECJALNĄ OCHRONĄ W TYM, OKRESIE ze strony fac
                                                    > eta i państwa, a tego nie było.
                                                    > Odnośnie pracy dyrektorek w korpo to jest jeszcze coś innego, bo takowe mogą pr
                                                    > acować z domu,. tak samo jak w z biurze,a nie zapierdalają w produkcji 8 godzin
                                                    > .
                                                    > >

                                                    Marek piszesz tak jakbs nigdy nie popierdalal na czarno (moze nie robiles tego) ale ja jako kobieta niezalezna hehe jeszcze w Polsce gdy musialam sie utrzymac sama gdy jeszcze studiowalam i pozniej, by oplacic wynajecie mieszkania w duzym miescie caly czas popierdzielalam na czarno, na bialo tez ale czarny przychod towarzyszyl mi cale moje polskie zycie wiec gdzie by mnie mieli wyekspedytowac? Na Ukraine? ;-) Przeciez praca na czarno to przede wszystkim polskie realia, bo tylko idiota sklada sie sumiennie na ZUS. Przeciez opisywalam tu nie raz zdarzenie z pracy w Polsce gdy odchodzilam od pracodwcy, u ktorego robilam na czarno, a on nie chcial mi zaplacic za ostatni miesiac. Jak sie wkurwilam to go pobilam, bilismy sie chyba z pol godziny na oczach sparalizowanch pracownikow biurowych, w koncu uciekl i zamknal sie w kiblu. NAstepnego dnia przyszlam z kolegami kulturystami po 1,90 wzrostu i pieniadze juz na mnie naszykowane na biurku. Wiec sie pytam do kogo (do jakiego faceta) moze miec pretensje niezalezna singielka w Polsce? Wiec mimo ze to takie oslawiane i pozadane przez Wonta (ah gdzie te wyzwolone, niezalezne kobiety?) to ja pierdole taka niezleznosc. Moje zycie w Holandii na poczatku wydawalo mi sie bajka w porownaniu do tego na jakich warunkach pracowalam w Polsce pracujac w zawodzie (!) Dlatego tez miedzy innymi wyjechalam. Sama chcialam pracowac, nie robic zadnej rzerwy najlepiej. To byla moja decyzja i jej nie zaluje.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:34
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    >...Jak sie wkurwilam to go pobilam, bilismy sie chyba z pol godziny na oczach sparalizowanch pracownikow biurowych, w koncu uciekl i zamknal sie w kiblu. >

                                                    Ja pierdolę!!!
                                                    Kiedyś dawno rozkminiano tu kto kogo lubi na tym forum. Ja napisałem, że większość dziewczyn lubię, niektóre bym przeleciał ale Ciebie i zawle to się boję.
                                                    BTW niedawno tu kazano Ci się spytać tego Twojego partnera dlaczego Cię nie rucha.
                                                    No i co, no i co?
                                                    Bo może moje poczucie winy za nie ruchanie żony by trochę zmalało. Niby, że nie tylko ja tak mam, że nie zaspokajam jej potrzeb, że jestem taki podły.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 17:45
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    >...Jak sie wkurwilam to go pobilam, bilismy sie chyba z pol godziny na oczach sparalizowanch pracownikow biurowych, w koncu uciekl i zamknal sie w kiblu. >

                                                    "Ja pierdolę!!!
                                                    Kiedyś dawno rozkminiano tu kto kogo lubi na tym forum. Ja napisałem, że większość dziewczyn lubię, niektóre bym przeleciał ale Ciebie i zawle to się boję."

                                                    Kitty postapila bardzo dobrze, bo z takimi skurwielami to wlasnie tak trzeba. Sama bylam dawno temu w podobnje sytuacji, baba mi zaplacic nie chciala. Abstrahujac, ze nie wpadlabym na to, zeby jej przywalic albo chociaz nakrzyczec przed cala reszta pracownikow, byla to praca na czarno a ja nielegalnie w Niemczech. Wtedy za to dostawalo sie "misia" do paszportu i zakaz wjazdu bodajze na rok. Wiec nie moglam zrobic nic.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 13:09
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Marek piszesz tak jakbs nigdy nie popierdalal na czarno (moze nie robiles tego) ale ja jako kobieta niezalezna hehe jeszcze w Polsce gdy musialam sie utrzymac sama gdy jeszcze studiowalam i pozniej, by oplacic wynajecie mieszkania w duzym miescie caly czas popierdzielalam na czarno, na bialo tez ale czarny przychod towarzyszyl mi cale moje polskie zycie wiec gdzie by mnie mieli wyekspedytowac? Na Ukraine? ;-)kowane na biurku.
                                                    . Moje zycie w Holandii na poczatku wydawalo mi sie bajka w porownaniu do tego na jakich w
                                                    > arunkach pracowalam w Polsce pracujac w zawodzie (!) Dlatego tez miedzy innymi wyjechalam. Sama chcialam pracowac, nie robic zadnej rzerwy najlepiej. To byla moja decyzja i jej nie zaluje.
                                                    -------------------
                                                    Jak pisałem, jestem od lat jedną noga na Zachodzie, pracowałem w różnych krajach i dorabiałem przez całe lata. Wiem też ile płaci się na ZUS po co miesiąc podpisuję te przelewy. Też wiem, jaka jest cywilizacyjna różnica i w zarobkach i stąd na Zachód wyjechały miliony Polaków i przeważnie nie żałują. Jest jednak różnica między robieniem na czarno w Polsce, bo najwyżej dostaniesz i pracodawca mandat, a w innych kraju, bo tamże mogą, czy mogli pracownika wydalić z kraju.
                                                    Z tego co pisał Wont o twoich walorach, ekstra laska zasługuje na ekstra faceta, który się zaangażuje po całości, bo ekstra lasek jest bardzo mało a facetów, chcące takowe mieć - bardzo dużo. Duży popyt - mała podaż - trzeba dużo dać, żeby mieć. A Twój dużo dostał i mało dał - zdaniem moim innych.

                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 19:39
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Z tego co pisał Wont o twoich walorach, ekstra laska zasługuje na ekstra faceta
                                                    > , który się zaangażuje po całości, bo ekstra lasek jest bardzo mało a facetów,
                                                    > chcące takowe mieć - bardzo dużo. Duży popyt - mała podaż - trzeba dużo dać, że
                                                    > by mieć. A Twój dużo dostał i mało dał - zdaniem moim innych.

                                                    Wont pisal moich walorach???? ;-) Pierwsze slysze. Poza tym ja oprocz ladnej twarzy i bujnych wlosow mam zazwyczaj nadwage albo jestem wyrzezbiona jak chlop. Teraz redukuje na 2000 kcal i nawet nie dolozylam cardio, sam trening silowy. NA ilu Sabat redukowal? 1600? Ja mam 162 cm a Sabat prawie 180? Porownaj sobie. To ile wpierdzielam na masie i jak zazwyczaj wygladam hehe przestraszylbs sie jak jestem ulana. Jak to mowia: wieczna swiniomasa. Wez sobie znajdz w necie zmasowana zawodniczke fitnessu sylwetkowego. Ja jestem kawalem baby, 50 kg to ja wazylam w mlodszych klasach podstawowki, w doroslym zyciu nigdy nie zeszlam ponizej 60 kg, a przy 62 kg (czyli wzrost minus 100) to mam widoczny sixpack i waskularyzacje jak Szymon Lada na dloniach i przedramionach. Tyle co do super laski ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 20:05
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > Wont pisal moich walorach???? ;-) Pierwsze slysze.
                                                    ------------------
                                                    Pisał o Twoim zdjęciu/zdjęciach, które mu przesłałaś. 162 to jak moja :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 20:17
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > >
                                                    > > Wont pisal moich walorach???? ;-) Pierwsze slysze.
                                                    > ------------------
                                                    > Pisał o Twoim zdjęciu/zdjęciach, które mu przesłałaś. 162 to jak moja :)

                                                    Chyba Sabat a nie Wont ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 20:23
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Chyba Sabat a nie Wont ;).
                                                    ---------------
                                                    Wont. Pisał, że obiektywnie jesteś dużo atrakcyjniejsza jako babka niż on jako facet.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 18.06.17, 08:07
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Teraz redukuje na 2000 kcal i nawet nie dolozylam cardio, sam trening silowy. N
                                                    > A ilu Sabat redukowal? 1600? Ja mam 162 cm a Sabat prawie 180? Porownaj sobie.
                                                    > To ile wpierdzielam na masie i jak zazwyczaj wygladam hehe przestraszylbs sie j
                                                    > ak jestem ulana. Jak to mowia: wieczna swiniomasa. Wez sobie znajdz w necie zma
                                                    > sowana zawodniczke fitnessu sylwetkowego. Ja jestem kawalem baby, 50 kg to ja w
                                                    > azylam w mlodszych klasach podstawowki, w doroslym zyciu nigdy nie zeszlam poni
                                                    > zej 60 kg, a przy 62 kg (czyli wzrost minus 100) to mam widoczny sixpack i wask
                                                    > ularyzacje jak Szymon Lada na dloniach i przedramionach. Tyle co do super laski
                                                    > ;)

                                                    No faktycznie, to moze nie byc w typie wiekszosci mezczyzn. Mnie osobiscie nie przeszkadza, ale mam nietypowe podejscie do kwestii sylwetkowych u kobiet. Dla mnie gruba, chuda, napakowana - nie ma wielkiego znaczenia. Jak glowne proporcje w miare ok, to ladna.. Twoje napakowanie nie bylo tez raczej przeszkoda do tej calej rzeszy facetow, ktorzy Cie ruchali, a podalas dosc wysoka liczbe partnerow seksualnych. Bo wiesz - mezczyzni niby patrza przez pryzmat urody, ale zwykle nie sa zbyt wymagajacy pod tym wzgledem.
                                                    No i do mnie nie porownuj, ja jestem slabo zbudowany. Sixpack przy wadze rownej wzrostowi - 100 to juz szacun. Efekt wielu lat sportu i ciezarow. Rzadko ktory facet moze sie tym poszczycic. Ja bym chcial tak wygladac.
                                                    Ostatnio sie pod wieloma wzgledami uruchamiam, wiec prawdopodobnie wybiore sie w koncu na silownie ;) Bez tego ciezko o zrobienie jakiejs masy, a to najlepiej robi na meska sylwetke.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 18.06.17, 10:46
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ja bym chcial tak wygladac.

                                                    No wlasnie to najlepsze podsumowanie tego jaka ze mnie super laska. Ale jakby co to nie mam z tym zadnych problemow tylko sie smieje. Teraz jak wreszcie odstawilam facetow, to nie mam juz zadnych zahamowan i moge ksztaltowac swoje cialo dowolnie. A mnie sie podobaja meskie kobiety, nawet uwielbiam u kobiet meskie rysy.

                                                    > Ostatnio sie pod wieloma wzgledami uruchamiam, wiec prawdopodobnie wybiore sie
                                                    > w koncu na silownie ;) Bez tego ciezko o zrobienie jakiejs masy, a to najlepiej
                                                    > robi na meska sylwetke.

                                                    Pelna aprobata z mojej strony. Wiesz nie musisz chodzic na silownie, mozesz cwiczyc w domu ale no trzeba miec tego sprzetu wiec ja np musialam sie wyniesc z silka na taras, bo w salonie to albo mi sztangielka spadla, a to sztaga haczylam o kanape, chlop przewracal oczami. Trzeba miec metrazu i nie trzasc sie o zniszczenia. A i jeszcze zwracam honor, rzeczywiscie wierzylam, ze doping to marginalna sprawa ale nie jest tak (wsrod zawodnikow). Troche tam posluchalam i poczytalam, ja oczywiscie w to nie wchodze, kobiety raczej nie musza, a wsrod mezczyzn teraz sa tez popularyzowani w szczegolnosci przez Warszawski Koks naturale wiec tu sie ewentualnie motywuj. A jakbys mial poplynac to podobniez tylko testosteron ;) Pamietaj ze w naszym wieku to my juz jestesmy weteranami wiec nie ma sie co scigac z mlodymi. Po prostu robic swoje i sie tym cieszyc. Powodzenia.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 18.06.17, 23:15
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > No wlasnie to najlepsze podsumowanie tego jaka ze mnie super laska. Ale jakby c
                                                    > o to nie mam z tym zadnych problemow tylko sie smieje. Teraz jak wreszcie odsta
                                                    > wilam facetow, to nie mam juz zadnych zahamowan i moge ksztaltowac swoje cialo
                                                    > dowolnie. A mnie sie podobaja meskie kobiety, nawet uwielbiam u kobiet meskie r
                                                    > ysy.

                                                    Skoro Ci się to podoba - go for it.
                                                    W temacie szczęścia - ja po latach zrozumiałem, że kluczem do bycia szczęśliwym jest chyba bycie zadowolonym w relacji z samym sobą, posiadanie obrazu samego siebie zgodnego z oczekiwaniami. Jak to jest dobrze, to relacje z innymi układają się lepiej.

                                                    > Pelna aprobata z mojej strony. Wiesz nie musisz chodzic na silownie, mozesz cwi
                                                    > czyc w domu ale no trzeba miec tego sprzetu wiec ja np musialam sie wyniesc z s
                                                    > ilka na taras, bo w salonie to albo mi sztangielka spadla, a to sztaga haczylam
                                                    > o kanape, chlop przewracal oczami. Trzeba miec metrazu i nie trzasc sie o znis
                                                    > zczenia.

                                                    Ale wyjście trochę na świat jest jednym z elementów pewnej większej całości mojego planu, więc raczej w tą stronę spróbuję pójść.
                                                    Teraz robię back to basics. Niskie ciężary, doskonała technika, przypominanie sobie kontroli nad mięśniami. Problemem wielu ćwiczących jest to, że cisną na rezultat w ćwiczeniach, zamiast zdać sobie sprawę z tego, że ciężary są narzędziem kształtującym ciało. Najważniejsza jest poprawna technika, silna pompa i napięcie mięśnia w każdej fazie ruchu. Z bujania własną masą wielkimi ciężarami mięśnie urosną raczej marne, za to można nabawić się poważnej kontuzji. Jak się ogląda filmy z treningu mistrzów, to można przeżyć szok jakimi małymi (względem ich siły) ciężarami ćwiczą. Ale mają perfekcyjną technikę, ruch jest raczej wolny, pełne panowanie nad każdym ruchem. Obciążenie mięśni w negatywnej fazie ruchu też jest ważne.

                                                    A i jeszcze zwracam honor, rzeczywiscie wierzylam, ze doping to margin
                                                    > alna sprawa ale nie jest tak (wsrod zawodnikow). Troche tam posluchalam i poczy
                                                    > talam, ja oczywiscie w to nie wchodze, kobiety raczej nie musza, a wsrod mezczy
                                                    > zn teraz sa tez popularyzowani w szczegolnosci przez Warszawski Koks naturale w
                                                    > iec tu sie ewentualnie motywuj. A jakbys mial poplynac to podobniez tylko testo
                                                    > steron ;) Pamietaj ze w naszym wieku to my juz jestesmy weteranami wiec nie ma
                                                    > sie co scigac z mlodymi. Po prostu robic swoje i sie tym cieszyc. Powodzenia.
                                                    >

                                                    Gdybym był zawodowym kulturystą, to by mnie to wkurwiało. A tak - mam to w dupie. Z nikim się nie ścigam. Mogę sobie ćwiczyć, a mogę nie ćwiczyć. Teraz chcę, bo mi się zachciało. Proste. Motywacja = walka z samym sobą, o osiągnięcie pożądanych rezultatów. Pożądanych PRZEZE MNIE.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 19.06.17, 08:03
                                                    sabat3 napisał: Najważniejsza jest poprawna technika, silna pompa i napi
                                                    > ęcie mięśnia w każdej fazie ruchu. Z bujania własną masą wielkimi ciężarami mię
                                                    > śnie urosną raczej marne, za to można nabawić się poważnej kontuzji. Jak się og
                                                    > ląda filmy z treningu mistrzów, to można przeżyć szok jakimi małymi (względem i
                                                    > ch siły) ciężarami ćwiczą. Ale mają perfekcyjną technikę, ruch jest raczej woln
                                                    > y, pełne panowanie nad każdym ruchem. Obciążenie mięśni w negatywnej fazie ruch
                                                    > u też jest ważne.

                                                    wypisz, wymaluj ja:)) Gdy zaczynało mi się robić lżej, to dodawałam odważnik. A potem nie mogłam reki włożyć w koszulkę. Wracam na siłkę w pażdzierniku. Mam już wykupiony karnet.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:52
                                                    "Wszystko się zmienia. Syn szefa firmy w Holandii ożenił się z Polką , a jego ojciec był szczęśliwy, że zaraz zaszła w ciążę. inna Polka w CH wyszła za mojego szefa też w CH i mają już dwoje dzieci. To jest teraz cywilizowany standard, a przypadek Kitty to jakaś masakra, w której zachodni localsi traktowali Polki jako ludzi gorszego sortu, do których zero zaufania, a tylko seks i dziecko bez gwarancji bezpieczeństwa dla zapierdalającej na czarno matki."

                                                    Marek mieszasz, Kitty historia to dopiero jakies 10 czy 12 lat temu. Ona zwyczajnie trafila na przyapdek faceta: skapy, bojacy i w dodatku probujacy moze sie uda. I sie udalo. Nie jest reprezentatywny, bo naprawde znam bez liku Polek
                                                    z zachodniakamii wszedzie bylo zawieranie malzenstwa. Byla to koniecznosc. (nawet jeden Holender z Polka w tym :))
                                                    Z inny spoko zyliby by i bez slubu, bo to zaden problem.
                                                    Ty piszesz, ze teraz syn szefa ozenil sie z Polka? Po co? Teraz? Przeciez teraz ona i bez tego moze tam byc na legalu i pracowac? Kitty pisala, ze Holenrzy sie nie hajtaja i jakie to ryzyko. Wiec dlaczego ten od szefa ozenil sie z ta Polka? Moze, bo ona tak chciala, bo w Polsce nadal ludzie sie zenia? Aha, ona chciala? I on sie zgodzil? Tez chcial? Ciekawe dlaczego?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:59
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Marek mieszasz, Kitty historia to dopiero jakies 10 czy 12 lat temu. Ona zwyczajnie trafila na przyapdek faceta: skapy, bojacy i w dodatku probujacy moze sie uda.
                                                    ---------------------------
                                                    O tym piszę. Słaby facet. Gdyby Kitty bardziej wierzyła w siebie, celowałaby wyżej.

                                                    Nie jest reprezentatywny, bo naprawde znam bez liku Polek z zachodniakamii wszedzie bylo zawieranie malzenstwa. Byla to koniecznosc. (nawet jeden Holender z Polka w tym :))
                                                    ----------------------------
                                                    O tym piszę. Konieczność żeby wyjść z szarej / czarnej strefy, grożącej wydaleniem z kraju w każdym momencie. Teraz to czy moja wyjdzie za tego Niemca czy nie nie ma żadnego praktycznego znaczenia.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:07
                                                    "O tym piszę. Słaby facet. Gdyby Kitty bardziej wierzyła w siebie, celowałaby wyżej."

                                                    Jej sie wydawalo, ze nie ma czasu, bo chciala dziecko tu i teraz. Plusem bylo i ze i on chcial dziecka. W dodatku, jezeli mu rzeczywiscie zalezalo na niej i na tym, zeby miec dzieciaka, to by sie z nia ozenil gdyby tego chciala.Inna rzecz, ze moze to dla nich od poczatku byl uklad: chcemy dziecka, ale milosci w tym nie bylo. Ale nawet tutaj przy jej innym podejsciu sytuacja moglaby wygladac inaczej.
                                                  • urquhart Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:09
                                                    > O tym piszę. Konieczność żeby wyjść z szarej / czarnej strefy, grożącej wydale
                                                    > niem z kraju w każdym momencie. Teraz to czy moja wyjdzie za tego Niemca czy ni
                                                    > e nie ma żadnego praktycznego znaczenia.

                                                    Bo to byli biali rycerze wychowani w duchu ochrony i przywilejów kobiety. Ale to wymierajaca rasa.
                                                    A to ochrona i uprzywilejowanie to przecież antonimy głoszonego dzisiaj równouprawnienia i niezależności.
                                                    Czy logika kojarzenia konsekwencji już zanikła ?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:26
                                                    "Bo to byli biali rycerze wychowani w duchu ochrony i przywilejów kobiety. Ale to wymierajaca rasa.
                                                    A to ochrona i uprzywilejowanie to przecież antonimy głoszonego dzisiaj równouprawnienia i niezależności.
                                                    Czy logika kojarzenia konsekwencji już zanikła ?"

                                                    Nie moj drogi to byli zwyczajni faceci, ktorzy zakochali sie w babce i chcieli z nia spedzic zycie, zapewniejac jej "normalne" warunki zycia w obcym kraju. Takie proste.
                                                    Poza tym nie myl pojec: rownouprawnienie to nie rownosc (identycznosc). Poczytaj sobie definicje. Mezczyzni nie rodza dzieci, jak na razie. Twoje gadaki o rownouprawnieniu i niezaleznosci sa glupawe. Mamy cale mnostwo single mum np. w UK, ale one dostaja swiadczenia od panstwa, bo nie mozna jedna dupa byc w robocie a druga przy dziecku, jest to fizycznie niemozliwe. Nie kazdy ma chetna babcie albo partnera, ktory sie dzieckiem zajmuje. Bo my tu omawiamy przypadek: dochodzi osoba trzecia, calkowicie od innych zalezna. Jak Ty tego nie lapiesz to ja nie wiem co ci poradzic.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:42
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Mamy cale mnostwo single mum np. w UK
                                                    > , ale one dostaja swiadczenia od panstwa, bo nie mozna jedna dupa byc w robocie
                                                    > a druga przy dziecku, jest to fizycznie niemozliwe. Nie kazdy ma chetna babcie
                                                    > albo partnera, ktory sie dzieckiem zajmuje.

                                                    Owszem, dlatego pojawiło się takie kuriozum jak żłobek i przedszkole. Na początku - zgoda, na pierwszym etapie życia dziecko wymaga stałej opieki matki lub ojca. Ale ile to trwa? Od tego powstały instytucje żłobka, a następnie przedszkola, żeby zapewnić spokojny powrót do życia zawodowego kobiecie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:53
                                                    "Owszem, dlatego pojawiło się takie kuriozum jak żłobek i przedszkole. Na początku - zgoda, na pierwszym etapie życia dziecko wymaga stałej opieki matki lub ojca. Ale ile to trwa? Od tego powstały instytucje żłobka, a następnie przedszkola, żeby zapewnić spokojny powrót do życia zawodowego kobiecie.

                                                    A jak to ma sie do tematu kitty po 2 tygodniach w robocie i kogo to obchodzi jak rodzice miedzy soba uzgadniaja i organizuja opieke nad dziecmi. To nie jest tematem tego watku. Wszyscy wiemy, ze sa zlobki i przedszkola.
                                                  • urquhart Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:53
                                                    Żeby państwo mogli cos dac single mum to musi komus zabrać w podatkach najpierw nie ? Innym rodzicom i ich dzieciom...
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 11:55
                                                    "Żeby państwo mogli cos dac single mum to musi komus zabrać w podatkach najpierw nie ? Innym rodzicom i ich dzieciom..."


                                                    Panstwo wydaje na jeszcze wieksze, wszystkim zbedne pierdy, nie?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:07
                                                    Zeby byla jasnosc nie mam zamiaru roztrzasac sie o zlobkach i o przedszkolach. Powala tylko glupota?/ignorancja?/bezmyslnosc? Urqu, ktory pierdoli o niezalaznosci i o rownouprawnieniu itd gdy na swiecie pojawia sie nowy czlowiek, zupelnie bezsilny i nie zdolny do przezycia bez opieki. No i ktos go w dodatku musial urodzic!
                                                    No ludzie smiac sie czy plakac??!!!
                                                  • urquhart Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:33
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Zeby byla jasnosc nie mam zamiaru roztrzasac sie o zlobkach i o przedszkolach.
                                                    > Powala tylko glupota?/ignorancja?/bezmyslnosc? Urqu, ktory pierdoli o niezalazn
                                                    > osci i o rownouprawnieniu itd gdy na swiecie pojawia sie nowy czlowiek, zupelni
                                                    > e bezsilny i nie zdolny do przezycia

                                                    No ale konkretnnie kag jesteś za unijnym rownouprawnieniem po 4 miesiące macierzyńskiego rowno dla matki i ojca w ramach opieki nad tym nowym i bezsilnym i do roboty ?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:45
                                                    "No ale konkretnnie kag jesteś za unijnym rownouprawnieniem po 4 miesiące macierzyńskiego rowno dla matki i ojca w ramach opieki nad tym nowym i bezsilnym i do roboty ? "

                                                    Mozliwosc macierzynskiego i tacierzynskiego juz jest jakas tam, wiekszosc tatusiow nie korzysta. Ja jestem za tym, zeby miec wybor i sie miedzy soba indywidualnie dogadywac. Sama bylam 3 lata na wychowawczym, nikomu na kieszeni nie wisialam, bo nie dostawalam zadnej kasy (chociaz przed porodem pracowalam). Mielismy po prostu mniej pieniedzy, bo zarabial tylko maz, ale przezylismy. A dla nas bylo wazne, zeby dziecko mialo matke w domu przez pierwszy okres zycia. Bo bylo to, dla nas wartoscia nieprzeliczalna w pieniadzach.
                                                    Unijne ustalenia wymagaja tez zmian w poszczegolnych krajach, w takich Niemczech np. brakuje zlobkow i przedszkoli. Co mnie da pojsc do pracy jak musze te kase, ktora zarobie, zaplacici opiekunce i do tego widuje dziecko duzo mniej.
                                                    W dodatku nie kazdy jest gotowy oddac dziecko pod obca opieke, zarowno babki jak i faceci. Mam tu teraz kolezanke z maluchem, bedzie zaraz musiala wracac do pracy, dzieciak ma prawie rok i kombinuja z mezem co tu zrobic i jak to poukladac, bo pod obca opieke go OBOJE oddac nie chca.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 13:09
                                                    kag73 napisała:
                                                    > bo pod obca opieke go OBOJE oddac nie chca. >

                                                    Nie tylko obcą. Jak nasz syn był niemowlakiem, żona na macierzyńskim, ale żeby sobie trochę odpoczęła, to stanęło, że raz na jakiś czas ja przejmę nad nim opiekę.Tę nocną - bo tak miał że często darł się w nocy - jakieś kolki czy coś tam. I był pierwszy i ....ostatni raz - darł się z godzinę a potem się zesrał - te zasrane pieluchy, ten smród, a ja rano do pracy całkiem wykończony.
                                                    Ale żeby nie było - ja zawsze gotowałem zupki (u niej było kiepsko z pokarmem), pieluchy do pralki i na strych (pampersy to za tow. Gierka był luksus z Pewexu), spacery po parku z wózkiem (to było fajne, te wszystkie panie w polu widzenia, które oferowały się z pomocą jak się wydzierał). I takie tam różne inne prace.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:52
                                                    "No ale konkretnnie kag jesteś za unijnym rownouprawnieniem po 4 miesiące macierzyńskiego rowno dla matki i ojca w ramach opieki nad tym nowym i bezsilnym i do roboty ?"

                                                    A napisz jak bylo u Ciebie/u Was, bo tez macie dzieci.
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 18:07
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Żeby państwo mogli cos dac single mum to musi komus zabrać w podatkach najpierwnie ? Innym rodzicom i ich dzieciom...

                                                    Ale to państwo zabiera mnie. I nie tyle zabiera mnie co ja chętnie daję na samotne matki.Tobie państwo zabiera na infrastrukturę. A jeszcze innym zabiera na Misiów-Ptysiów. I Ci inni chętnie dają. Mnie to trochę dziwi, że dają ale tych innych dziwi, że ja wspieram samotne matki. Dzięki temu, gdzieniegdzie, kobiety mogą się otwarcie pieprzyć z tym z kim chcą a nie z tylko z tymi co im dają opiekę. Czyli co Urqu, w związku z wprowadzeniem 500+ spodziewamy się zwiększonej liczby rozwodów bo pojawiły się łupy do podziału?


                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 12:05
                                                    urquhart napisał:

                                                    > > O tym piszę. Konieczność żeby wyjść z szarej / czarnej strefy, grożącej
                                                    > wydale
                                                    > > niem z kraju w każdym momencie. Teraz to czy moja wyjdzie za tego Niemca
                                                    > czy ni
                                                    > > e nie ma żadnego praktycznego znaczenia.
                                                    >
                                                    > Bo to byli biali rycerze wychowani w duchu ochrony i przywilejów kobiety. Ale t
                                                    > o wymierajaca rasa.
                                                    > A to ochrona i uprzywilejowanie to przecież antonimy głoszonego dzisiaj równoup
                                                    > rawnienia i niezależności.
                                                    > Czy logika kojarzenia konsekwencji już zanikła ?

                                                    Bzdury. To byli ludzie współpracujący z partnerami, z którymi połączylo ich uczucie, dziecko albo jedno i drugie. Płeć nie ma znaczenia. Paręnaście lat temu byłam świadkiem na ślubie Ukraińca i Polki. Spodziewaali się dziecka. Ten ślub trochę mu ułatwił parę rzeczy, a na pewno zabezpieczyl miejsce ojca przy dziecku (ryzyko deportacji). No ale matce najwyraźniej zależało na tym, żeby jej chłopa nie wyrzucili za granicę ;-)
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 17.06.17, 10:11
                                                    kag73 napisała: > Ale jak znalazles cudzoziemke, ktora mimo nielegalnego pobytu i pracy na czarno
                                                    > chce z Toba dziecka, to tez masz szczescie!

                                                    Nstepna:))) On się ZGODZIŁ na dziecko. Nie było chęci na ślub i daleko posunięte ruchy. Nie pamiętasz co pisali nasi panowie? ZGODZIŁ się.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 10:54
                                                    " W tamtym okresie granice jeszcze nie byly otwarte dla Polakow tzn nie mozna bylo pracowac bez pozwolenia wiec jedyna mozliwoscia byla praca na czarno. A z praca na czarno to przeciez wiesz: nie pracujesz -> nie masz pracy -> nie masz pieniedzy."

                                                    Wszystko jak najbardziej pelne zrozumienie. Oprocz tego, ze zdecydowalas sie na dziecko z akurat takim facetem. Wiem, moze byc argument, ze to Ty nie chcialas ale i tak Ci napisze "w tamtym okresie" moj maz sie ze mna ozenil, bo bylo to dla niego spraawa priorytetowa, zeby jego kobieta miala jak najlepsze warunki zycia w kraju, w ktorym zdecydowala sie miszkac i byc z nim. I tak robili wszyscy "przyzwoici" faceci w takiej sytuaji. Tyle w temacie. A jak Ty sama tego nie chcialas, ok, nazywajmy to jak chcemy.
                                                    Aha i wiem, ze Holendrzy sie nie garna do slubu, spoko, inni zachodniacy tez nie, ale...nie w sytuacji kiedy ich wybranka jest kobieta z kraju poza UE. Ktory kochajacy i do rzeczy facet funduje swojej kobiecie, z ktora zyje, sypia, ma dziecko zycie na nielegalu i prace na czarno?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 11:03
                                                    kag73 napisała:

                                                    Tyle w temacie. A jak Ty sama tego nie chcialas, ok, nazywajmy to jak chcemy.
                                                    -------------------\
                                                    Moment, a czy on się oświadczył? Czy prosił żeby za niego wyszła? Zaznaczam, że pytanie: czy wyjdziesz za mnie, nie jest oświadczeniem się. Prawidłowa odpowiedź to: jak się oświadczysz, to ci powiem.
                                                    Dla wielu Polek cudzoziemiec ma z natury kilka punktów więcej, a potem życie to weryfikuje.

                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 12:09
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > Tyle w temacie. A jak Ty sama tego nie chcialas, ok, nazywajmy to jak chcemy.
                                                    > -------------------\
                                                    > Moment, a czy on się oświadczył? Czy prosił żeby za niego wyszła? Zaznaczam, że
                                                    > pytanie: czy wyjdziesz za mnie, nie jest oświadczeniem się. Prawidłowa odpowie
                                                    > dź to: jak się oświadczysz, to ci powiem.
                                                    > Dla wielu Polek cudzoziemiec ma z natury kilka punktów więcej, a potem życie to
                                                    > weryfikuje.

                                                    Nigdy mi sie nie oswiadczyl i nic nie zwodzil tylko powiedzial wprost, ze nie ma mowy o zadnym slubie, a dla mnie to nie byl zaden problem, bo juz bylam mezatka i doskonale wiedzialam, ze slub nic nie daje. A teraz to nawet jestem zagorzalym przeciwnikiem slubow, bo naprawde mozna sobie slubem zjebac zycie. No spojrzcie na Sabata, ja slub traktuje jako powazne, realne zagrozenie dla czlowieka, ktory naiwnie wierzy, ze bedzie z ta osoba szczesliwy do konca zycia. Jakby syn mi kiedys przyszedl i powiedzial, ze zamierza sie ozenic to chyba bym sie zalamala.

                                                    I braku slubu wcale nie traktuje jako brak przyzwoitosci Kag tylko jako wyraz pogladow. Poza tym ja bylam dziewczyna z UE i to byla tylko kwestia czasu jak zmienia przepisy i rzeczywiscie za pare lat juz mozna bylo pracowac legalnie. I to nie jest tak, ze on sie nie ozenil, bo jest zachodniak, a ja jestem Polka, tylko tutaj NIKT (prawie) sie nie zeni bodajze juz od lat 60tych. Tak jak podawalam na wies 10.000 osob odbywa sie w kosciele 1 slub NA ROK. A teraz to ja jestem wygrana, bo jak chce to odejde, jak chce to zostane i nie musze sie matwic o prawnika za 5 kola zeby mi rozwod przeprowadzil i nie mam zadnych obowiazkow zony. A przeciez zapewnil mi miejsce do zycia i zabezpieczyl finansowo na wypadek jego wczesniejszej smierci, juz nie mowiac tym jak wyposazyl syna. Dla mnie to naprawde bardzo bardzo duzo. W zyciu bym z (eks)mezem tak nie miala, tam to on wzial kredyt na samochod (niby my), a ja ze swojej wyplaty splacalam ale bylam zona ;-) W dupie mam takie przywileje i obowiazki zony. Wole zona nie byc, a miec o niebo lepiej, no a dzieciak ma nieporownywalnie lepszy start w zyciu niz przecietne polskie dziecko. Ojciec mu wszystko zapewnia i o wszystkim mysli. Juz tak kit te wszystkie sporty ale nawet takie rzeczy jak wczoraj zdal b.dobrze ostateczny egzamin na kursie z pisania na kompie bez patrzenia na klawiature, ma 10 lat. Caly czas w niego inwestuje, wszedzie posyla, prowdza, dba, nawet do glupiej biblioteki go regularnie wozi, w zyciu na zebraniu w szkole nie bylam, sam chodzi i nigdy nawet nie jeknie. Gdzie ja bym znalazla takiego ojca w Polsce, no prosze ja Was, zeby mi siedzial z telefonem w sluchawkach na kanapie i pierdzielil 'zadnych dzieci'. No sorry ale taka glupia to ja nie jestem. Albo tak jak ta babka z sasiedniego watku jakis zapierdol jak dziki osiol, a po co mi to? Ja mam ten luksus ze mam zadbac tylko i wylacznie o siebie i wokol siebie. No to nie jest zycie jak w Madrycie w porownaniu do polskich kobiet, gdzie dodatkowo jeszcze standard zycia jest nizszy i pieniedzy brakuje.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 12:34
                                                    "I braku slubu wcale nie traktuje jako brak przyzwoitosci Kag tylko jako wyraz pogladow."

                                                    Poglady pogladmi a koniecznosc koniecznoscia. Do kosciola isc nie trzeba, tylko do Urzedu Stanu Cywilnego, to formalnosc.
                                                    Dobrze, ze sie wszystko dobrze potoczylo, przezylas, jestes zadowolona z sytuacji. Ale...nie porownuj siebie z zachodniakiem do kobiet w Polsce z Polakiem, w troche innych warunkach zycia. Porownuj siebie z innym Polkami/nie UE z zachodniakami. Moj tak samo zaangazowany ojciec jak Twoj partner, ale ja mialam o niebo latwiej. Prace na legalu a po porodzie czas dla niemowlaka. Apropos zaangazowani ojcowie znajda sie i w Polsce a nezangazowani na zachodzie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 12:44
                                                    "Nigdy mi sie nie oswiadczyl i nic nie zwodzil tylko powiedzial wprost, ze nie ma mowy o zadnym slubie, a dla mnie to nie byl zaden problem, bo juz bylam mezatka i doskonale wiedzialam, ze slub nic nie daje."

                                                    No wlasnie by wtedy cos dawal, bo wczesniej napisalas, ze jedyna mozliwoscia byla praca na czarno. Wiec dawalby legalny pobyt i pozwolenie na prace. W dodatku nie musialbys fatygowac matki, ktora sie krzatala po chalupie i kiedys pisalas przyczynila sie do zaniku seksu. W dodatku z Twoim nastawieniem: nie chce byc sama, niec chce byc samotna, chce mieszkac razem, pikus bylby ten ozenek :) Bo i tak sie z miejsca nie ruszasz.
                                                    Rzecz w tym, ze u Was/u Ciebie jakby nie ma "rodziny", nie ma firmy "rodzina",wspolnoty, Wy (Ty i Twoj parner) jestescie rodzicami Waszego wspolnego dziecka, tak mi sie to jawi. Projekt dziecko i co kto dla niego zrobi/robi. Ale OK, rozne sa formy zycia razem cyz zycia pod jednym dachem.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 13:04
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Nigdy mi sie nie oswiadczyl i nic nie zwodzil tylko powiedzial wprost, ze nie
                                                    > ma mowy o zadnym slubie, a dla mnie to nie byl zaden problem, bo juz bylam meza
                                                    > tka i doskonale wiedzialam, ze slub nic nie daje."
                                                    >
                                                    > No wlasnie by wtedy cos dawal, bo wczesniej napisalas, ze jedyna mozliwoscia by
                                                    > la praca na czarno. Wiec dawalby legalny pobyt i pozwolenie na prace. W dodatku
                                                    > nie musialbys fatygowac matki, ktora sie krzatala po chalupie i kiedys pisalas
                                                    > przyczynila sie do zaniku seksu. W dodatku z Twoim nastawieniem: nie chce byc
                                                    > sama, niec chce byc samotna, chce mieszkac razem, pikus bylby ten ozenek :) Bo
                                                    > i tak sie z miejsca nie ruszasz.
                                                    > Rzecz w tym, ze u Was/u Ciebie jakby nie ma "rodziny", nie ma firmy "rodzina",w
                                                    > spolnoty, Wy (Ty i Twoj parner) jestescie rodzicami Waszego wspolnego dziecka,
                                                    > tak mi sie to jawi. Projekt dziecko i co kto dla niego zrobi/robi. Ale OK, rozn
                                                    > e sa formy zycia razem cyz zycia pod jednym dachem.

                                                    No z matka to byl moze blad ale przeciez nie przewidzisz, na forum jeszcze wtedy nie siedzialam i nie znala takich zagrozen jak brak seksu w malzenstwie. Rzeczywiscie nie ma wspolnoty, na poczatku u prawnika bylo podpisywanie co jest czyje i czego nie wolno zabrac przy rozstaniu ale jest zaufanie, bo przeciez ja mam dostep do wszystkich rachunkow bankowych, samochodu, wszystkich dobr, uzywam, korzystam za darmo, kase bym mogla przelac i spierdalac lub w tej chwili on by mnie mogl wystawic za drzwi i odciac od mojej kasy ale tak sie nie dzieje. Nigdy mu kasy na nic nie podebralam. W zasadzie to nawet konsultuje z nim wydatki na wlasne rzeczy ze swojej kasy, bo tez mieszkam u niego i gdzies to wszystko trzeba trzymac. Gdzies tam sie ta wspolnota sila rzeczy tworzy ale srednio sie z tym czuje szczerze mowiac, wolalabym miec wszystko oddzielnie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 13:13
                                                    "Rzeczywiscie nie ma wspolnoty, na poczatku u prawnika bylo podpisywanie co jest czyje i czego nie wolno zabrac przy rozstaniu ale jest zaufanie, bo przeciez ja mam dostep do wszystkich rachunkow bankowych, samochodu, wszystkich dobr, uzywam, korzystam za darmo, kase bym mogla przelac i spierdalac lub w tej chwili on by mnie mogl wystawic za drzwi i odciac od mojej kasy ale tak sie nie dzieje."

                                                    On jest bardzo dobrym ojcem i jego priorytetem jest dzieciak a ktoz jest najwaniejszy dla dzieciaka jezeli nie matka?
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 13:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > On jest bardzo dobrym ojcem i jego priorytetem jest dzieciak a ktoz jest najwan
                                                    > iejszy dla dzieciaka jezeli nie matka?

                                                    No moze masz racje ale sama wiesz, ze dzieci rosna i za chwile nie bedziemy tak potrzebni. Nawet ostatnio cos tam zagadalam, ze moze by jednak rozdzielic te pieniadze zeby kazdy mial swoje, a on ze po co? A ja: 'no jak to noz kurna nawet nie wiem ile mam kasy, jakbym sie chciala wyprowadzic...' A on: nigdzie sie nie bedziesz wyprowadzac, przyjechalas tu juedys i tu na zawsze zotaniesz ;-) Jemu pasuje tak, jak jest i zadowolony. Moze nie wie jak by mial dobrze z koms innym, nie mam pojecia.

                                                    No to sobie pogadalysmy Kag jak psiapsioly ;)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 16:32
                                                    "A ja: 'no jak to noz kurna nawet nie wiem ile mam kasy, jakbym sie chciala wyprowadzic...' A on: nigdzie sie nie bedziesz wyprowadzac, przyjechalas tu juedys i tu na zawsze zotaniesz ;-) Jemu pasuje tak, jak jest i zadowolony. Moze nie wie jak by mial dobrze z koms innym, nie mam pojecia."

                                                    Ano, jak zadowolony to zadowolony i pasuje. Ludzie sie przyzwyczajaja i lubia wygode.
                                                    Jeszcze go kiedys na ludzie zapytaj "Ty,a dlaczego my wlasciewie przestalismy ze soba sypiac?" Tyle wody uplynelo to juz mozna se pogadac. A potem napisz co odpowiedzial :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 11:31
                                                    Kag no prosze Cie zejdz na ziemie ;-) Pomysl: 29 letnia dziewczyna z Polski, z biednej rodziny, po rozwodzie, singielka szukajaca ojca do zrobienia dziecka. Myslisz, ze kandydaci stali w kolejce? Hehe do ruchania to owszem stali.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 11:36
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Kag no prosze Cie zejdz na ziemie ;-) Pomysl: 29 letnia dziewczyna z Polski, z biednej rodziny, po rozwodzie, singielka szukajaca ojca do zrobienia dziecka. Myslisz, ze kandydaci stali w kolejce? Hehe do ruchania to owszem stali.
                                                    ----------------
                                                    A on arystokrata ze stolicy z doktoratem i kandydatem na szefa korpo? Jeszcze wysportowany?
                                                    >
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 12:18
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > A on arystokrata ze stolicy z doktoratem i kandydatem na szefa korpo? Jeszcze w
                                                    > ysportowany?

                                                    Skad Ty to wymysliles? ;-))) Beta, ze wsi (tylko tu wsie sa 'biale' i bogate), z magistrem, z przecietna praca w biurze (w swoim zawodzie). Biega na 10 km, gra w tenisa rekreacyjnie ale na sylwetke sie to nie przeklada, bo nie trzyma diety, co ma kompletnie w dupie ;( Ostatnio mu dowalam regularnie, ze ma dupe z przodu ;) Niestety nic sobie z tego nie robi. Juz prawie 50tka.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 12:27
                                                    "Kag no prosze Cie zejdz na ziemie ;-) Pomysl: 29 letnia dziewczyna z Polski, z biednej rodziny, po rozwodzie, singielka szukajaca ojca do zrobienia dziecka. Myslisz, ze kandydaci stali w kolejce? Hehe do ruchania to owszem stali."

                                                    Ee tam, Kitty. Patrzysz na to nieco z kobiecej perspektywy a facet to nie kobieta, Wiec jak na babke leci, to mu zwisa, ze z biednej rodziny. A jak mu nie zwisa, to niech sie ozeni, bedzie zarabiala lepiej/wiecej, w lepszej pracy. Poza tym kogo w Holandii obchodzi, ze jestes po rozwodzie? I jeszcze na pewno wygladalas o tysiace lat swietlnych lepiej niz on i niejedna inna, u ktorej by w ogole mial szanse na zamoczenie albo na dziecko. Zwyczajnie pililo Cie na dziecko, stad ten pospiech. Nie zrozumialam, ze zlapalas go na dziecko. Zrozumialam, ze on ROWNIEZ chcial dziecka. Dla mnie ciec nie facet! :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 12:48
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ee tam, Kitty. Patrzysz na to nieco z kobiecej perspektywy a facet to nie kobie
                                                    > ta, Wiec jak na babke leci, to mu zwisa, ze z biednej rodziny. A jak mu nie zwi
                                                    > sa, to niech sie ozeni, bedzie zarabiala lepiej/wiecej, w lepszej pracy. Poza t
                                                    > ym kogo w Holandii obchodzi, ze jestes po rozwodzie? I jeszcze na pewno wyglada
                                                    > las o tysiace lat swietlnych lepiej niz on i niejedna inna, u ktorej by w ogole
                                                    > mial szanse na zamoczenie albo na dziecko. Zwyczajnie pililo Cie na dziecko, s
                                                    > tad ten pospiech. Nie zrozumialam, ze zlapalas go na dziecko. Zrozumialam, ze o
                                                    > n ROWNIEZ chcial dziecka. Dla mnie ciec nie facet! :)

                                                    Moze byc ciec, nie przeszkadza mi. Po prostu moim celem bylo dziecko, nie slub. Innymi slowy dobry ojciec a nie dobry maz. W moim pierwszym (i jedynym ;) malzenstwie bylo wszystko: podobanie sie fizyczne, milosc, slub, wspolne pasje (jak czytam Glam to byl cos jak jej maz tj wyglad max, wyprawy, fun ale zero erotyki i troszczenia sie o kobiete), a i tak sie wszystko rozsypalo wiec juz o czesc rzeczy nie dbalam. Aaaa i co wazne Kag ja mialam tak, jak Ty tj w Polsce sie nie podobalam mezczynom fizycznie za specjalnie (chyba ze do lozka) ale na zwiazek nie, bo raz ze za gruba, dwa za pyskata, za wygodna (nie bede czyjegos syfu jak ktos jest syfiarzem sprzatac ani samej calego domu obslugiwac, dziecka i jeszcze do roboty i tylko dlatego ze sie ze mna ozenil i dziecko zrobil, to za malo). Pamietam mialam takiego chlopaka, mieszkalismy razem, ja na 7:00 do pracy z dojazdem do innego miasta, kolo 16:00 z tobolami bo zakupy w domu i sie potrafilam na godzinke polzyc. A on caly obrazony co ze mna nie tak, ze jak przyjde z pracy to sie nie krzatam i domem nie zajmuje? A przeciez ja gotowalam wieczorami dla nas, tylko ze jak moglam sobie odpoczac, a nie z jednego kieratu do drugiego? I mlody chlopak, bez dzieci i co? Za takiego mialam wyjsc? W zyciu. Jeszcze bardzej by sie rozkrecil z obowiazkami dla mnie, ehe, taka glupia to nie jestem.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 12:57
                                                    " Aaaa i co wazne Kag ja mialam tak, jak Ty tj w Polsce sie nie podobalam mezczynom fizycznie za specjalnie (chyba ze do lozka) ale

                                                    Ja sie owszem i podobalam, problem w tym, ze oni nie podobali sie mnie. A ci ktorzy podobali sie mnie w ogole nie wiedzieli, ze sie mnie podobaja, bo skad :) A w tym caly jest ambras, zeby dwoje chcialo na raz.
                                                    Co do kieratu zapierdol w pracy i w domu na drugi etat, plus obsluga, bo jestem kobieta, to tak, tez nie moja bajka i nie do pogodzenia by bylo. Potrzebuje faceta wyemancypowanego, z innym juz bysmy sie na noze chyba pozabijali :)
                                                    Co do reszyty: Ty na gwalt chcialas dziecka, wiec wszystko inne nie bylo priorytetem. Najwazniejsze, zeby byl chetny na ojscostwo a on byl, bo tez dziecka chcial. Ale jednoczesnie nie stanal na wysokosci zadania, zeby stworzyc Tobie jak najlepsze warunki do macierzynstwa, w mojej ocenie.

                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 13:02
                                                    "Aaaa i co wazne Kag ja mialam tak, jak Ty tj w Polsce sie nie podobalam mezczynom fizycznie za specjalnie (chyba ze do lozka) ale na zwiazek nie, bo raz ze za gruba, dwa za pyskata, za wygodna (nie bede czyjegos syfu jak ktos jest syfiarzem sprzatac ani samej calego domu obslugiwac, dziecka i jeszcze do roboty i tylko dlatego ze sie ze mna ozenil i dziecko zrobil, to za malo)

                                                    I w dodatku ja wtedy w ogole o zwiazku nie myslalama ani o powazynh zobowazaniach, tym bardziej nie o dzieciach,bylam za mloda, liczyla sie nauka, studia. Nie myslalam o zwiazku i dzieciach. Tylko to romantyczne zakochanie, platoniczne milosci, trzymanie sie za raczki, ale przeciez nie z byle kim tylko z tym na ktorego widok serce zaczynalo mocniej bic.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 13:11
                                                    kag73 napisała:

                                                    > I w dodatku ja wtedy w ogole o zwiazku nie myslalama ani o powazynh zobowazania
                                                    > ch, tym bardziej nie o dzieciach,bylam za mloda, liczyla sie nauka, studia. Nie
                                                    > myslalam o zwiazku i dzieciach. Tylko to romantyczne zakochanie, platoniczne m
                                                    > ilosci, trzymanie sie za raczki, ale przeciez nie z byle kim tylko z tym na kto
                                                    > rego widok serce zaczynalo mocniej bic.

                                                    O to chodzi, wiek jest decydujacy, takie rzeczy to tylko jak sie jest mlodziutkim (tez to mialam z mezem), a potem to juz glowka pracuje jakby sie tu ustawic w zyciu, co ja moge z tego miec, bo juz czlowek wie, ze na samych zakochaniu sie dlugo nie pojedzie ani ze samo uczucie nie jest gwarancja niczego.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 16.06.17, 17:25
                                                    "O to chodzi, wiek jest decydujacy, takie rzeczy to tylko jak sie jest mlodziutkim (tez to mialam z mezem), a potem to juz glowka pracuje jakby sie tu ustawic w zyciu, co ja moge z tego miec, bo juz czlowek wie, ze na samych zakochaniu sie dlugo nie pojedzie ani ze samo uczucie nie jest gwarancja niczego."

                                                    No milosci na platelni nie usmazysz, niby, ale z wiekiem mi sie nie zmienilo, nadal chcialam tego, do ktorego bilo by mi serce. Co tylko utrudnilo sprawe, bo oprocz milosci i dopadowania w lozku, mial jeszcze byc do rzeczy, miec podobne do moich priorytety, spojrzenie na swiat, wizje przyszlosci, zeby wszystko mialo rece i nogi. Byc moze, bo nie mialam parcia na dziecko, zeby szukac najlepszego kandydata na ojca. Mialam za to nastawienie, ze jak sie nie zakocham, nie znajde zadnego takiego to po prostu beda sama. Wypracowalam sobie takie nastawienie po rozstaniu z eksem (majac lat 26), ze jaby co bede szczesliwa w pojedynke, bo szczescia nie bede uzalezniac od tego czy mam kogos czy nie. Wiec bez uczucia i bez chemii nie chcialam i nie wchodzilam w zwiazek.
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:17
                                                    zawle napisała
                                                    >Może dlatego że ją rozumiesz jak wont i ninek:)) Dla mnie moja niezależność to możliwość stawiania wymagań i niezginania karku. <

                                                    No hardość to Twój znak rozpoznawczy, nic nowego ;). Dla mnie niezależność to również możliwość życia, realizacji siebie w sposób nienarzucony przez uważane za jedynie słuszne albo właściwie schematy społeczne. A karku zginać też jakoś specjalnie nie muszę, no chyba że robię loda, to wtedy tak ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 19:24
                                                    ninek04 napisała:
                                                    . Dla mnie niezależność to również możliwość życia, realizacji siebie w sposób nienarzucony przez uważane za jedynie słuszne albo właściwie schematy społeczne.
                                                    --------------------
                                                    Niezależność to możliwość i brak obaw powiedzenia ,,NIE".
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 22:47
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Zgadzam się, niejedno ma imię. I nie umniejszam wartości uczucia między tobą a
                                                    > TJ, choć okoliczności jego nie zmojej bajki.


                                                    Taaa, juz widze jak sie dowiadujesz, ze Twoj maz/partner byl w wieloletniej relacji z kochanka i wyrozumiale mu serwujesz " milosc niejedno ma imie" .Chyba nie chcialabym byc w jego skorze :-D Ale co tam tania wyrozumialosc dobrze sie sprzedaje.



                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 22:54
                                                    Zwracam uwagę, że ,,Miłość niejedno ma imię" to książka Pierre la Mure o niepełnosprawnym malarzu impresjoniście Touluse L'autrecu, który miał seks z dziewczynami z domów publicznych, które malował w zamian za...Ekstrapolacja tego na kochanki jest nie do końca uprawniona.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:14
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Taaa, juz widze jak sie dowiadujesz, ze Twoj maz/partner byl w wieloletniej rel
                                                    > acji z kochanka i wyrozumiale mu serwujesz " milosc niejedno ma imie" .Chyba ni
                                                    > e chcialabym byc w jego skorze :-D Ale co tam tania wyrozumialosc dobrze sie sp
                                                    > rzedaje.

                                                    Jak jestes komus zyczliwa, to latwiej pewne sprawy zrozumiec. A odrobina empatii wystarczy by zrozumiec, ze druga strona tez ma uczucia i niekoniecznie musi je kierowac w nasza strone. To zrozumienie bywa bolesne, ale jest niezaprzeczalne.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:22
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Jak jestes komus zyczliwa, to latwiej pewne sprawy zrozumiec. A odrobina empati
                                                    > i wystarczy by zrozumiec, ze druga strona tez ma uczucia i niekoniecznie musi j
                                                    > e kierowac w nasza strone. To zrozumienie bywa bolesne, ale jest niezaprzeczaln
                                                    > e.

                                                    A wiesz że ludzie to tacy podli są że przestają być życzliwi z chwilą dowiedzenia się że ta druga strona robi ich w chuja? Wiem...to nie była PRAWDZIWA życzliwość:))) I nawet empatyczni przestają być dokładnie w tym samym momencie gdy dowiadują się że bliski dotąd człowiek pomimo niewątpliwej empatii własnej, miał wyjebane na to co czuli. Ludzie to świnie.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:23
                                                    "A wiesz że ludzie to tacy podli są że przestają być życzliwi z chwilą dowiedzenia się że ta druga strona robi ich w chuja? Wiem...to nie była PRAWDZIWA życzliwość:))) I nawet empatyczni przestają być dokładnie w tym samym momencie gdy dowiadują się że bliski dotąd człowiek pomimo niewątpliwej empatii własnej, miał wyjebane na to co czuli. Ludzie to świnie."


                                                    No prawda, ludzie to scierwa :)
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:29
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Jak jestes komus zyczliwa, to latwiej pewne sprawy zrozumiec. A odrobina empati
                                                    > i wystarczy by zrozumiec, ze druga strona tez ma uczucia i niekoniecznie musi j
                                                    > e kierowac w nasza strone. To zrozumienie bywa bolesne, ale jest niezaprzeczaln
                                                    > e.

                                                    Ake rozumiesz, ze latwo byc zyczliwym i wyrozumialym jak to nic nie kosztuje? Ale jak nie daj Zeus sytuacja mnie dotyczy, to jest darcie japy i bycie cool sie konczy. Takze wiesz, Ci co Cie po ramionku poklepuja jakis to jest zuch chlopak, zes na boku zaruchal, sami mieliby wielki problem, gdyby to ich w rogi walono. " Milosc niejedno ma imie". Sranie w banie:-)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:52
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Ake rozumiesz, ze latwo byc zyczliwym i wyrozumialym jak to nic nie kosztuje?
                                                    > Ale jak nie daj Zeus sytuacja mnie dotyczy, to jest darcie japy i bycie cool si
                                                    > e konczy. Takze wiesz, Ci co Cie po ramionku poklepuja jakis to jest zuch chlop
                                                    > ak, zes na boku zaruchal, sami mieliby wielki problem, gdyby to ich w rogi walo
                                                    > no. " Milosc niejedno ma imie". Sranie w banie:-)

                                                    Przede wszystkim - nikt mnie nie poklepuje za to po ramionkach. A juz Andzia z pewnoscia tego nie robi.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 01:34
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Zgadzam się, niejedno ma imię. I nie umniejszam wartości uczucia między
                                                    > tobą a
                                                    > > TJ, choć okoliczności jego nie zmojej bajki.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Taaa, juz widze jak sie dowiadujesz, ze Twoj maz/partner byl w wieloletniej rel
                                                    > acji z kochanka i wyrozumiale mu serwujesz " milosc niejedno ma imie" .Chyba ni
                                                    > e chcialabym byc w jego skorze :-D Ale co tam tania wyrozumialosc dobrze sie sp
                                                    > rzedaje.

                                                    Oczywiście że wydrapałabym mu oczy. To jest punkt widzenia zdradzonej kobiety. No i przecież napisałam że historia nie z mojej bajki. Ale co z tego, nie jedna bajka na świecie, a tę akurat ogarniam umysłem i emocją, choć nie wchodzę w nią.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:44
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ale on ja kocha. To co piszesz nie pomaga...

                                                    No co Ty? To juz nie liczy sie 'tu i teraz' i seks bez zaagnazowania? Skoro kutas sie zepsul i nie ma juz magicznego 'tu i teraz', a ruchac sie nadal chce, to wybacz. Czekaj jak to pisales? Ta wyjarkowa kobieta naprawde lubi seks, no a jak lubi, to ma sobie odmawiac w imie czego? Czegos tak wysmiewanego przez Ciebie i Tobie podobnych jak milosc? Jak to bylo? Cipa nie sluga, nie? ;-)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 09:22
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > No co Ty? To juz nie liczy sie 'tu i teraz' i seks bez zaagnazowania?

                                                    "Tu i teraz" nie oznacza braku zaangazowania.
                                                    To pogodzenie sie z lacinska sentencja, ze "wszystko plynie". Plynie przede wszystkim czas i nie mozna obiecac, ze w przyszlosci bedziemy odczuwac to, co czujemy w tej chwili. Mimo najszczerszych checi.
                                                    Jak mozna obiecac komus milosc po grob, skoro to nie zalezy od nas? Umiesz kogos kochac na zawolanie? Jesli nie, to nie obiecuj.
                                                    Ja nawet przysiegalem. Teraz rozumiem jaka to glupota.
                                                    Namiast calkowicie mylnie interpretujesz odnoszac sie do braku zaangazowania.
                                                    Ono jest obecne, wlasnie "tu i teraz". Powiedzialbym, ze zaangazowanie ZAWSZE odbywa sie "tu i teraz", a bez niego seks traci smak.

                                                    Skoro kut
                                                    > as sie zepsul i nie ma juz magicznego 'tu i teraz', a ruchac sie nadal chce, to
                                                    > wybacz. Czekaj jak to pisales? Ta wyjarkowa kobieta naprawde lubi seks, no a j
                                                    > ak lubi, to ma sobie odmawiac w imie czego? Czegos tak wysmiewanego przez Ciebi
                                                    > e i Tobie podobnych jak milosc? Jak to bylo? Cipa nie sluga, nie? ;-)

                                                    Odpowiem za siebie - zawsze boje sie mowic o milosci, poniewaz wiekszosc kobiet interpretuje to po swojemu. Zaciazyc, zaobraczkowac i do kieratu. To jest taka sama milosc, jak ruchanie dziwek po pijaku.
                                                    Milosc to wiez, zrozumienie, bliskosc, pragnienie dzielenia sie z kims swoim czasem i przezywanie go wspolnie. Skupienie na drugim czlowieku, a nie na kalkach kulturowych i masturbacji drugim czlowiekiem. Bo kobieta masturbuje sie meska uzywalnoscia (korzystajac z jego forsy, chwalac sie nim, wspolnym domem, dziecmi, popisujac facetem przed kolezankami) w podobnym sensie jak facet, ktory ja dupczy by sie dobrze poczuc i pochwalic kumplom przy piwku. Traktowanie czlowieka jako obiekt, generalnie.

                                                    Wiec nie wiem co Ci napisac, skoro mam swiadomosc, ze i tak mnie nie rozumiesz...
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 09:43
                                                    sabat3 napisał:
                                                    Milosc to wiez, zrozumienie, bliskosc, pragnienie dzielenia sie z kims swoim czasem i przezywanie go wspolnie. Skupienie na drugim czlowieku, a nie na kalkach kulturowych i masturbacji drugim czlowiekiem. Bo kobieta masturbuje sie meska uzywalnoscia (korzystajac z jego forsy, chwalac sie nim, wspolnym domem, dziecmi, popisujac facetem przed kolezankami) w podobnym sensie jak facet, ktory ja dupczy by sie dobrze poczuc i pochwalic kumplom przy piwku.
                                                    -----------------
                                                    Sabat, miłość jest jak Giewont. Z jednej strony skalista, niedostępna góra, drugiej całkiem łatwe wejście, jeszcze z innej wygląda jeszcze inaczej. Z daleka lita skała, a gdy spojrzysz z bliska widzisz pęknięcia, kępki traw czy wciśnięte w zakamarki drzewka i krzaki.
                                                    Miłość to bliskość i zrozumienie, a jednocześnie obcość i odrębność, bo bez tego nie byłoby seksualnej fascynacji, która bierze się z inności. Jak napisał Pierra la Mure: Miłość niejedno ma imię.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 09:53
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Sabat, miłość jest jak Giewont. Z jednej strony skalista, niedostępna góra, dru
                                                    > giej całkiem łatwe wejście, jeszcze z innej wygląda jeszcze inaczej. Z daleka
                                                    > lita skała, a gdy spojrzysz z bliska widzisz pęknięcia, kępki traw czy wciśnięt
                                                    > e w zakamarki drzewka i krzaki.
                                                    > Miłość to bliskość i zrozumienie, a jednocześnie obcość i odrębność, bo bez teg
                                                    > o nie byłoby seksualnej fascynacji, która bierze się z inności. Jak napisał Pie
                                                    > rra la Mure: Miłość niejedno ma imię.

                                                    Ladnie napisane. Tak jest.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:22

                                                    > Sabat, miłość jest jak Giewont. Z jednej strony skalista, niedostępna góra, dru
                                                    > giej całkiem łatwe wejście, jeszcze z innej wygląda jeszcze inaczej. Z daleka
                                                    > lita skała, a gdy spojrzysz z bliska widzisz pęknięcia, kępki traw czy wciśnięt
                                                    > e w zakamarki drzewka i krzaki.
                                                    > Miłość to bliskość i zrozumienie, a jednocześnie obcość i odrębność, bo bez teg
                                                    > o nie byłoby seksualnej fascynacji, która bierze się z inności. Jak napisał Pie
                                                    > rra la Mure: Miłość niejedno ma imię.

                                                    Dobrze napisane. Pociągnę więc. Jak się ma.wzrok nastawiony na zwielokrotnione widzenie kęp traw rozsadzających gładką skałę miłości to się szybko opuści każdą górę nie.dając jej szans zamiast przystąpić do plewienia. Jak się nie widzi chaszczy co rozsadziły już skałę to się siedzi na kupie gruzu i pudruje gówno. Ponieważ wsiedliście na.Wonta to się dorzucę: Wont nie.widzi skały tylko same potencjalnie niebezpieczne krzaki.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 20:21
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Ponieważ wsiedliście na.Wonta to się dorzucę: Wont nie.widzi skały tylko same p
                                                    > otencjalnie niebezpieczne krzaki.
                                                    ------
                                                    Andzia, ja po prostu nie lubie gor. Wole sporty wodne :)
                                                  • urquhart Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 10:09
                                                    > Wiec nie wiem co Ci napisac, skoro mam swiadomosc, ze i tak mnie nie rozumiesz.

                                                    W kwestii formalnej to ty mylisz pojęcia zaangazowanie (podjecie zobowiązań) z intymnoscią (zaangazowaniem emocjonalnym) to jak ma ciebie zrozumieć.
                                                    Sprawdż definicje podzial pojec miłości Steinberga chcac byc zrozumialym.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 10:17
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Jak mozna obiecac komus milosc po grob, skoro to nie zalezy od nas?

                                                    Jak to nie zalezy od nas? A od kogo zalezy? Milosc to swiadome dzialanie, to decyzja, nie tylko napalona cipka/ stojacy kutas, uruchamiany automatycznie pod wplywem bodzcow.
                                                    Twoje " tu i teraz" to inaczej bycie razem jak jest dobrze, a podwiniecie kity jak jest zle.

                                                    Umiesz kogo
                                                    > s kochac na zawolanie? Jesli nie, to nie obiecuj.

                                                    Na sztuka jest kochac kogos jak robi nam dobrze, bo milosc to decyzja, jak juz wczesniej napisalam. Sa ludzie, ktorych kocha sie bardzo latwo i tacy, ktorych kocha sie trudno.

                                                    > Namiast calkowicie mylnie interpretujesz odnoszac sie do braku zaangazowania.
                                                    > Ono jest obecne, wlasnie "tu i teraz". Powiedzialbym, ze zaangazowanie ZAWSZE o
                                                    > dbywa sie "tu i teraz", a bez niego seks traci smak.

                                                    Opowiastka dla naiwnych zeby zagluszyc wyrzuty sumienia, ze wale zone/ meza w rogi? ;-)

                                                    > Odpowiem za siebie - zawsze boje sie mowic o milosci, poniewaz wiekszosc kobiet
                                                    > interpretuje to po swojemu. Zaciazyc, zaobraczkowac i do kieratu. To jest taka
                                                    > sama milosc, jak ruchanie dziwek po pijaku.
                                                    > Milosc to wiez, zrozumienie, bliskosc, pragnienie dzielenia sie z kims swoim cz
                                                    > asem i przezywanie go wspolnie. Skupienie na drugim czlowieku, a nie na kalkach
                                                    > kulturowych i masturbacji drugim czlowiekiem.

                                                    I to wszystko mozna miec bzykajac sie od czasu do czasu w hotelu z kochanka? No niesamowite. Ale masz racje, " tu i teraz" to wlasciwe slowa, zona dostanie sraczki i trzeba wracac do chaty.
                                                  • hello-kitty2 'Kobieta korzysta z forsy faceta' to naduzycie 14.06.17, 11:14
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Milosc to wiez, zrozumienie, bliskosc, pragnienie dzielenia sie z kims swoim cz
                                                    > asem i przezywanie go wspolnie.

                                                    Wotowe slowa vs czyny. To ile tego czasu spedzasz osobiscie z kochanka, a ile z zona/rodzina w domu? Kolo kogo sie budzisz i zasypiasz? Kogo pierwszego widzisz rano? Komu mowisz dobranoc? Z kim spedzasz zycie? To kogo kochasz?

                                                    . Bo kobieta masturbuje sie meska
                                                    > uzywalnoscia (korzystajac z jego forsy, chwalac sie nim, wspolnym domem, dziecm
                                                    > i, popisujac facetem przed kolezankami) w podobnym sensie jak facet, ktory ja d
                                                    > upczy by sie dobrze poczuc i pochwalic kumplom przy piwku. Traktowanie czlowiek
                                                    > a jako obiekt, generalnie.

                                                    Tak czytam o tej forsie meskiej, ktora ciagnie kobieta i podstawiam sobie na przyklad Ciebie, bo obsesyjnie do takich wywodow wracasz to wychodzi mi, ze skoro Twoja zona ma porownywalna pensje do Twojej i chyba tak jest w wiekszosci przypadkow w Polsce przy medianowych dochodach, gdy kobieta pracuje, to na czym polega to 'korzystanie z forsy faceta'? Rownie dobrze Ty korzystasz z forsy swojej zony, bo jesz za jej pieniadze. Zeby korzystac z forsy faceta, to on mowi miec wielokrotnie wyzsze dochody od babki, przewyzszajace pokrycie tzw zycia, ktore od przedklada do jej dyspozycji, a ona z nich korzysta. Ja nie mowie, ze takie przypadki sie zdarzaja ale zeby generalizowac, ze 'kobieta korzysta z forsy faceta' to naduzycie. Zeby mogla korzystac, to on taka forse do wykorzystania musi posiadac, a Ty np. nie posiadasz wiec po co glosisz poglad, ktory nawet Ciebie nie obejmuje?
                                                  • sabat3 Re: 'Kobieta korzysta z forsy faceta' to naduzyci 14.06.17, 11:25
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Wotowe slowa vs czyny. To ile tego czasu spedzasz osobiscie z kochanka, a ile z
                                                    > zona/rodzina w domu? Kolo kogo sie budzisz i zasypiasz? Kogo pierwszego widzi
                                                    > sz rano? Komu mowisz dobranoc? Z kim spedzasz zycie? To kogo kochasz?

                                                    Spędzam życie OBOK żony, o co ona się zresztą regularnie wścieka. Wynoszę się do innego pokoju, żeby nie musieć jej wysłuchiwać, zakładam słuchawki na uszy, gapię się w telefon. Czasu jest dużo, ale mało komunikacji, okazywania zrozumienia. Ona oczywiście nie jest z tego zadowolona, ale to dlatego, że od lat głównym jej sposobem komunikowania się są polecenia i pretensje, tak na przemian. Pierdolę taką komunikację i przebywanie "ze sobą".
                                                    A czasu z kochanką - mało. Za mało. Dlatego staram się go spędzić treściwie. Często w ciągu miesiąca to z nią więcej porozmawiam niż z "żoną". I nie mów mi, że to dlatego mi się wszystko posypało w małżeństwie. Przeciwnie - to dopiero konsekwencja.
                                                    Więc nie jest tak, że pędzę szczęśliwe życie małżeńskie i uzupełniam sobie deficyty z kochanką. Wciąż myślę o rozwodzie, wierz mi. Każdego kurwa dnia.

                                                    > Tak czytam o tej forsie meskiej, ktora ciagnie kobieta i podstawiam sobie na pr
                                                    > zyklad Ciebie, bo obsesyjnie do takich wywodow wracasz to wychodzi mi, ze skoro
                                                    > Twoja zona ma porownywalna pensje do Twojej i chyba tak jest w wiekszosci przy
                                                    > padkow w Polsce przy medianowych dochodach, gdy kobieta pracuje, to na czym pol
                                                    > ega to 'korzystanie z forsy faceta'? Rownie dobrze Ty korzystasz z forsy swojej
                                                    > zony, bo jesz za jej pieniadze. Zeby korzystac z forsy faceta, to on mowi miec
                                                    > wielokrotnie wyzsze dochody od babki, przewyzszajace pokrycie tzw zycia, ktore
                                                    > od przedklada do jej dyspozycji, a ona z nich korzysta. Ja nie mowie, ze takie
                                                    > przypadki sie zdarzaja ale zeby generalizowac, ze 'kobieta korzysta z forsy fa
                                                    > ceta' to naduzycie. Zeby mogla korzystac, to on taka forse do wykorzystania mus
                                                    > i posiadac, a Ty np. nie posiadasz wiec po co glosisz poglad, ktory nawet Ciebi
                                                    > e nie obejmuje?

                                                    Jak to nie obejmuje?!! Otóż obejmuje - jako deficyt czegoś bardzo istotnego dla większości kobiet. Jeśli w mojej "ofercie" tego brak, to konsekwencje mnie dotyczą nawet bardziej, niż gdyby pożądanego elementu było pod dostatkiem.
                                                  • hello-kitty2 Re: 'Kobieta korzysta z forsy faceta' to naduzyci 14.06.17, 11:33
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Więc nie jest tak, że pędzę szczęśliwe życie małżeńskie i uzupełniam sobie defi
                                                    > cyty z kochanką. Wciąż myślę o rozwodzie, wierz mi. Każdego kurwa dnia.

                                                    A kochanka nie moze Ci pomoc w rozwodzie? Pewnie nie moze, bo nie jest zaangazowana wiec nie podejmuje sie wzgledem Ciebie zobowiazan.

                                                    > Jak to nie obejmuje?!! Otóż obejmuje - jako deficyt czegoś bardzo istotnego dla
                                                    > większości kobiet. Jeśli w mojej "ofercie" tego brak, to konsekwencje mnie dot
                                                    > yczą nawet bardziej, niż gdyby pożądanego elementu było pod dostatkiem.

                                                    O czym Ty mowisz? Dla mnie to jest jakies makabryczne bla bla bla. Masz porownywalna pensje. Ty jej pieniedzy potrzebujesz tak samo bardzo, jak ona twoich, a nawet ona twoich mniej, bo jej pewnie pomogliby rodzice, a Tobie nie.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:27
                                                    sabat3 napisał: > Odpowiem za siebie - zawsze boje sie mowic o milosci, poniewaz wiekszosc kobiet
                                                    > interpretuje to po swojemu. Zaciazyc, zaobraczkowac i do kieratu. To jest taka
                                                    > sama milosc, jak ruchanie dziwek po pijaku.
                                                    > Milosc to wiez, zrozumienie, bliskosc, pragnienie dzielenia sie z kims swoim cz
                                                    > asem i przezywanie go wspolnie. Skupienie na drugim czlowieku, a nie na kalkach
                                                    > kulturowych i masturbacji drugim czlowiekiem. Bo kobieta masturbuje sie meska
                                                    > uzywalnoscia (korzystajac z jego forsy, chwalac sie nim, wspolnym domem, dziecm
                                                    > i, popisujac facetem przed kolezankami) w podobnym sensie jak facet, ktory ja d
                                                    > upczy by sie dobrze poczuc i pochwalic kumplom przy piwku. Traktowanie czlowiek
                                                    > a jako obiekt, generalnie.

                                                    Ooo..to po kryjomu, w tajemnicy, bez zobowiązań z pierdzącymi różowymi chmurkami....gdzie ja to widziałam? Aaaa....na forum o kochankach. Sama tam kiedyś pisałam:))
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:04
                                                    "Ale on ja kocha. To co piszesz nie pomaga...

                                                    No i zone tez kocha, zona jego kocha, TJ jego kocha. Tam sie oni wszyscy kochaja. Wiec jak ja kocha niech jej nieba przychyli. Przecie nikt mu nie broni jej kochac :)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:15
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No i zone tez kocha, zona jego kocha, TJ jego kocha. Tam sie oni wszyscy kochaj
                                                    > a. Wiec jak ja kocha niech jej nieba przychyli. Przecie nikt mu nie broni jej k
                                                    > ochac :)

                                                    Być może tak będzie, to ich decyzja. Nie mieszajmy się.
                                                    Jak Twojemu się "kutas zepsuje", to poprosisz go o grupę murzynów? Pójdziesz na miasto?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:29
                                                    Być może tak będzie, to ich decyzja. Nie mieszajmy się.
                                                    "Jak Twojemu się "kutas zepsuje", to poprosisz go o grupę murzynów? Pójdziesz na miasto?

                                                    No przeciez on nas zapytal co robic, bo na wibrator TJ sie oburzyla.
                                                    Jak mojemu sie "kutas zepsuje" to bede patrzac dalej, ma jeszcze jezyk, dlonie itd. sprobujemy, zeby mu sie odepsul a jak nie da rady to zaakceptuje, ze stosunkow nie bedzie :( Problem jak sie okaze, ze ja potrzebuje, tak jak TJ, czestego wspolzycia, no nie?
                                                    Poza tym ja nie spotykam sie z moim na pare milych chwil w lozku i na wyjazdy. Ja z nim jestem a on ze mna, rowniez jak jest zapierdol, robota i brakuje swiatecznej atmosfery.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:29
                                                    zawle napisała:

                                                    > A nie dlatego że nie ma już męża? I jest chętna i dostępna związkowo? A to może
                                                    > wróżyć kłopoty. I nie będzie miała motywacji żeby się wasze pracowe bzykanko n
                                                    > ie wydało. A to kłopoty razy dwa.
                                                    -------
                                                    Nie. Dlatego, ze jest za bardzo chetna zwiazkowo. O czym my tutaj w ogole gadamy? Laska z pracy, z tego samego pokoju. Nawet jakby sie tylko chciala stukac bez zadnych zobowiazan i bylaby dyskretna jak uroda Jaroslawa Kaczynskiego, to i tak jest to zajebiscie zly pomysl, w ktory na pewno nigdy na trzezwo nie wejde.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:35
                                                    "Nie. Dlatego, ze jest za bardzo chetna zwiazkowo. O czym my tutaj w ogole gadamy? Laska z pracy, z tego samego pokoju. Nawet jakby sie tylko chciala stukac bez zadnych zobowiazan i bylaby dyskretna jak uroda Jaroslawa Kaczynskiego, to i tak jest to zajebiscie zly pomysl, w ktory na pewno nigdy na trzezwo nie wejde."

                                                    Peniacz :) Co boisz sie ze Cie zaczan nazywac "latwy"?
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:45
                                                    wont2 napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > A nie dlatego że nie ma już męża? I jest chętna i dostępna związkowo? A t
                                                    > o może
                                                    > > wróżyć kłopoty. I nie będzie miała motywacji żeby się wasze pracowe bzyk
                                                    > anko n
                                                    > > ie wydało. A to kłopoty razy dwa.
                                                    > -------
                                                    > Nie. Dlatego, ze jest za bardzo chetna zwiazkowo. O czym my tutaj w ogole gadam
                                                    > y? Laska z pracy, z tego samego pokoju. Nawet jakby sie tylko chciala stukac be
                                                    > z zadnych zobowiazan i bylaby dyskretna jak uroda Jaroslawa Kaczynskiego, to i
                                                    > tak jest to zajebiscie zly pomysl, w ktory na pewno nigdy na trzezwo nie wejde.


                                                    Nic z tego nie rozumiem. Ty wont jesteś dla mnie kompletnie nieczytelny. I tu podobnie. Wcześniej reflektowałeś pomimo że wtedy też była laską z roboty. Piszesz że zły pomysł, a zostawiasz sobie alkoholową furteczkę. I chuj, udałabym że nie widzę dziecinady w tym wszystkim, ale gdy Ty się na alko z nią umawiasz to już trudno przejść obojętnie. Ile Ty masz lat?
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:53
                                                    zawle napisała:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    >
                                                    > Nic z tego nie rozumiem. Ty wont jesteś dla mnie kompletnie nieczytelny. I tu
                                                    > podobnie. Wcześniej reflektowałeś pomimo że wtedy też była laską z roboty. Pisz
                                                    > esz że zły pomysł, a zostawiasz sobie alkoholową furteczkę. I chuj, udałabym że
                                                    > nie widzę dziecinady w tym wszystkim, ale gdy Ty się na alko z nią umawiasz to
                                                    > już trudno przejść obojętnie. Ile Ty masz lat?
                                                    ------
                                                    Wyjasniam - z tamta to bylo ladnych pare lat temu, bylem innym czlowiekiem, no i bylem w niej zakochany. W tej nie jestem. Po drugie, nie umawiam sie z nia na alko.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:05
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Wyjasniam - z tamta to bylo ladnych pare lat temu, bylem innym czlowiekiem, no
                                                    > i bylem w niej zakochany. W tej nie jestem. Po drugie, nie umawiam sie z nia na
                                                    > alko.

                                                    "Mam w pracy kolezanke. Ona sie podobala mi a ja jej. Byly jakies flirty, nic wiecej. Przelecialbym ja jakby byla okazja ale nie bylo okazji. Jest fajnie, jestem codziennie komplementowany, wyciaga na alko (po ostatnim wyjsciu jakies dwa miesiace temu ja niestety pocalowalem). duzo mniej podnieca niz wczesniej (niestety wiem, ze wczesniej czy pozniej ja po pijaku przelece dlatego statam sie nie pic w jej towarzystwie).

                                                    ????
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:08
                                                    zawle napisała:

                                                    > ????
                                                    -----
                                                    No i co ci sie nie zgadza? Jebie ci sie czas przeszly z terazniejszym?
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:15

                                                    No i co ci sie nie zgadza? Jebie ci sie czas przeszly z terazniejszym?

                                                    wont2 12.06.17, 21:09

                                                    Cytuję Ciebie z 12.06.17.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:20
                                                    zawle napisała:

                                                    >
                                                    > No i co ci sie nie zgadza? Jebie ci sie czas przeszly z terazniejszym?
                                                    >
                                                    > wont2 12.06.17, 21:09
                                                    >
                                                    > Cytuję Ciebie z 12.06.17.
                                                    ------
                                                    No wiem. Pisalem, ze bylem z nia ostatni raz na alko 2 miesiace temu. Teraz nie chodze. Z wyjatkiem jednego razu, ale to byla impreza w szerszym gronie, z ktorej sie zreszta wczesniej zmylem.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:24
                                                    wont2 napisał:
                                                    > No wiem. Pisalem, ze bylem z nia ostatni raz na alko 2 miesiace temu. Teraz nie
                                                    > chodze. Z wyjatkiem jednego razu, ale to byla impreza w szerszym gronie, z kto
                                                    > rej sie zreszta wczesniej zmylem.

                                                    Jak z dzieckiem
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 23:01
                                                    "Jak z dzieckiem"

                                                    za raczke i do knajpy :)
                                                  • bcde Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 02:39
                                                    > Nie. Dlatego, ze jest za bardzo chetna zwiazkowo. O czym my tutaj w ogole gadamy? Laska z pracy, z tego samego pokoju. Nawet jakby sie tylko chciala stukac bez zadnych zobowiazan i bylaby dyskretna jak uroda Jaroslawa Kaczynskiego, to i tak jest to zajebiscie zly pomysl, w ktory na pewno nigdy na trzezwo nie wejde.

                                                    Jeśli jej nie przelecisz, to będziesz kiedyś żałował.
                                                    "Nie bierz dupy z własnej grupy" to powiedzenie, w którym jest trochę życiowej prawdy, ale wydaje mi się, że na twoim etapie życiowym to zbędny dogmatyzm. Bo i cóż masz do stracenia? Jeśli laska faktycznie cię kręci, to miej jaja, żeby ją przelecieć i nie bój się, że ona jest chętna związkowo. Tak ma być - ty ruchaj, a ona niech sobie myśli o związku i wybiera imiona przyszłym dzieciom albo zastanawia się nad kolorem ścian w waszym przyszłym wspólnym domu. Miej to w dupie i rób, na co masz ochotę, tylko uważaj, żeby nie zaciążyła. A jeśli łóżko pokaże, że i związek z tego może być fajny, to tym lepiej.
                                                    A jeśli jej nie wyruchasz w rozsądnym czasie, to i tak wkrótce się między wami ochłodzi, a nawet możesz mieć w niej później wroga. Nie ma większej zniewagi dla chętnej kobiety, jak odmowa wyruchania jej.
                                                  • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 05:26
                                                    bcde napisał:
                                                    > Jeśli jej nie przelecisz, to będziesz kiedyś żałował.
                                                    > "Nie bierz dupy z własnej grupy" to powiedzenie, w którym jest trochę życiowej
                                                    > prawdy, ale wydaje mi się, że na twoim etapie życiowym to zbędny dogmatyzm. Bo
                                                    > i cóż masz do stracenia? Jeśli laska faktycznie cię kręci, to miej jaja, żeby j
                                                    > ą przelecieć i nie bój się, że ona jest chętna związkowo. Tak ma być - ty rucha
                                                    > j, a ona niech sobie myśli o związku i wybiera imiona przyszłym dzieciom albo z
                                                    > astanawia się nad kolorem ścian w waszym przyszłym wspólnym domu. Miej to w dup
                                                    > ie i rób, na co masz ochotę, tylko uważaj, żeby nie zaciążyła. A jeśli łóżko po
                                                    > każe, że i związek z tego może być fajny, to tym lepiej.
                                                    > A jeśli jej nie wyruchasz w rozsądnym czasie, to i tak wkrótce się między wami
                                                    > ochłodzi, a nawet możesz mieć w niej później wroga. Nie ma większej zniewagi dl
                                                    > a chętnej kobiety, jak odmowa wyruchania jej.

                                                    No i to mi się podoba. Na temat i szczerze. Zaryzykuję i biorę konsekwencje na klatę. A nie będę się zasłaniał alko i że nie chciałem i taki biedny jestem a ona taka napastliwa.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 06:47
                                                    Mowimy o dwojce ludzi po czterdziestce. Okres desperackiego chwytania na brzuch u kobiet chyba juz powoli traci termin przydatnosci do spozycia? ;) Uwazac ciagle trzeba, ale bez przesady...
                                                    Poza tym, uwazam za calkiem prawdopodobne, ze jak przyjdzie co do czego, to panna sama sie szybko zniecheci. Ona teraz jest w trybie pogoni, to ze Wont ucieka dodaje mu duzo punktow ;) A jesli faktycznie chce miec ja z glowy, to powinien obnazyc przed nia swoje wady, zaprzyjaznic sie i zaczac wywnetrzac o swych slabosciach. Moze nawet rozplakac sie i piskliwym glosem pobawic przy niej z psami.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:33
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ona teraz jest w trybie pogoni, to ze Wont ucieka
                                                    > dodaje mu duzo punktow ;) A jesli faktycznie chce miec ja z glowy, to powinien
                                                    > obnazyc przed nia swoje wady, zaprzyjaznic sie i zaczac wywnetrzac o swych sla
                                                    > bosciach. Moze nawet rozplakac sie i piskliwym glosem pobawic przy niej z psami
                                                    ------
                                                    Robie to! No, jeszcze nie plakalem ale za to bekam i baka nawet raz puscilem :) Poki co nie pomaga...
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:24
                                                    Dzieki bcde. W innej sytuacji pewnie bym skorzystal, ale naprawde lubie swoja prace i nie chce kwasow. A ona, zabrzmi brutalnie, nie jest warta takiego ryzyka - nic do niej nie czuje oprocz sympatii i w zaden zwiazek z nia na pewno nie chcialbym wejsc.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:31
                                                    wont2 napisał:

                                                    > A ona, zabrzmi brutalnie, nie jest warta takiego ryzyka
                                                    > - nic do niej nie czuje oprocz sympatii i w zaden zwiazek z nia na pewno nie c
                                                    > hcialbym wejsc.

                                                    Dozylismy czasow, ze chlop sie musi tlumaczyc, ze nie ma ochoty bzyknac napalonej na niego babki, no niesamowite ;-)

                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:41
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    >
                                                    > > A ona, zabrzmi brutalnie, nie jest warta takiego ryzyka - nic do niej nie czuje oprocz sympatii i w zaden zwiazek z nia na pewno nie chcialbym wejsc.
                                                    >
                                                    > Dozylismy czasow, ze chlop sie musi tlumaczyc, ze nie ma ochoty bzyknac napalonej na niego babki, no niesamowite ;-).
                                                    --------------------------
                                                    Ona jest napalona na niego, a seks to przynęta. Jak Wont nie chce związku, to robi bardzo rozsądnie. Safety first :)
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:51
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Ona jest napalona na niego, a seks to przynęta.

                                                    Moze wersja demo? ;-) A deklaruje minimalizm potrzeb?
                                                    Wersje demo tak maja, jak posluchasz to chodzacy ideal, zadowoli sie doslownie byle czym. Jednak przy calej swojej skromnosci i nieporadnosci czasem sie im wymknie, ze jakis krzywy chuj/ wredna cipa nie dala im.... i tu nastepuje calkiem pokazna lista niespelnionych oczekiwan. Na to bym na miejscu Wonta uwazala, mozna niezle wdepnac.

                                                    Jak Wont nie chce związku, to r
                                                    > obi bardzo rozsądnie. Safety first :)

                                                    Tez tak uwazam.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:11
                                                    "Ona jest napalona na niego, a seks to przynęta. Jak Wont nie chce związku, to robi bardzo rozsądnie. Safety first :)"

                                                    Ale Ty jestes naiwny, Marek, sila go do oltarza zaciagnie? Zreszta moze chciec tylko seksu, nie ma pewnosci, ze nie.
                                                    Ludzie a ten Wont jak dziewica chcialaby a boi sie.
                                                    Nie wmawiajacie za to kitow jak to facet ciagle chetny zwarty i gotowy i to z kazda. A jak to baby nigddy nie chca :)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:19
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Ona jest napalona na niego, a seks to przynęta. Jak Wont nie chce związku, to robi bardzo rozsądnie. Safety first :)"
                                                    >
                                                    > Ale Ty jestes naiwny, Marek, sila go do oltarza zaciagnie? Zreszta moze chciec tylko seksu, nie ma pewnosci, ze nie.
                                                    -------------------------
                                                    Prawo Kitty: kobieta chce seksu plus.

                                                    A naiwny nie jestem, wierz mi. Przełączam się, jak trzeba na tryb chłodnego kalkulatora i analizuję sytuację bez emocji.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:32
                                                    "Prawo Kitty: kobieta chce seksu plus."

                                                    Prawo Kag: kobieta chce seksu a czasem seksu plus, zalezy od kobiety, wieku, potrzeb i okolicznoci i obiektu.
                                                    Nie widze powodu, zeby wierzyc w prawa Kitty, bo mnie sie nie sprawdzaja.
                                                    Prawo faceta: facet chce seksu a czasem facet chce seksu plus jak trafi ne te babke z efektem WOW, bo chce miec zaklepana na wylacznosc. Jest tak czy nie?
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 11:54
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Prawo Kitty: kobieta chce seksu plus."
                                                    >
                                                    > Prawo Kag: kobieta chce seksu a czasem seksu plus, zalezy od kobiety, wieku, potrzeb i okolicznoci i obiektu.
                                                    --------------------------------
                                                    W tym wontowym przypadku uważam,że to prawo sie sprawdza. Jest samotna i zapewne szuka sobie faceta do związku, a seks jest przynętą.
                                                    Czy Wonta paraliżuje perspektywa związku? To tez możliwe, ale wyrażnie napisał, że z NIĄ zwiazku nie chce.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:37
                                                    "W tym wontowym przypadku uważam,że to prawo sie sprawdza. Jest samotna i zapewne szuka sobie faceta do związku, a seks jest przynętą.

                                                    Moze i tak, ale moze tez chciec seksu i jak sie okaze, ze z zwiazku nici to chociaz bedzie miala/ miala seks. Chyba nie zyjemy w czasem gdzie trzeba brac slu, bo sie pocalowo albo przespalo sie z panna. I chyba, ze mamy wyobrazenie, ze kobieta nie ma prawa chciec seksu. W koncu ma 40+ jak nie skorzysta teraz to kiedy? Mlodsza juz nie bedzie.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:52
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "W tym wontowym przypadku uważam,że to prawo sie sprawdza. Jest samotna i zapewne szuka sobie faceta do związku, a seks jest przynętą.
                                                    >
                                                    > Moze i tak, ale moze tez chciec seksu i jak sie okaze, ze z zwiazku nici to chociaz bedzie miala/ miala seks. Chyba nie zyjemy w czasem gdzie trzeba brac slubu bo sie pocalowo albo przespalo sie z panna.
                                                    ------------
                                                    Nie chodzi o ślub tylko o wybór w systemie zero-jedynkowym, czyli żyć samej, czy z kimś. Mieć kogoś, albo nie. Seks, wg mnie, tutaj jest narzędziem.
                                                    Gdyby była studentką i miała 20 lat i sznurek wielbicieli dookoła, to tak zapewne by nie było.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 14:29
                                                    "Gdyby była studentką i miała 20 lat i sznurek wielbicieli dookoła, to tak zapewne by nie było."

                                                    A wiesz jak nie wiesz, Twoja zona jest najlepszym przykladem na to, ze wlasnie tak bylo. Sznurk chetnych a chciala ZWIAZKU z Toba :) Seks tylko nie byl moze przyneta, bo najpierw chcial deklaracji a potem do lozka.

                                                    To, ze ta 40 stka przespi sie z Wonte nie znaczy, ze bedzie z automatu z nim zyc, tym bardziej jezeli on nie zechce. Tym bardziej, ze jej juz powiedzial, ze zwiazku nie szuka, sie nie nadaje. Moim zdaniem trzeba grac w otwarte kary i albo ktos reflektuje albo nie. Zreszta ja tam starego konia do seksu nagabywac nie bede. Ciekawi mnie tylko dlaczego wont nie chce z nia zwiazku. Z opisu: wow, super atrakcyjna, do tego mila, sympatyczna, dobrze sie z nia gada i pracuje. Ona zapewne odczuwa podobnie, z tego co opisuje, bo dlaczego by nie. Jak by sie jeszcze okzalo, ze seks w deche to by sie patrzylo co sie stanie.


                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 14:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Gdyby była studentką i miała 20 lat i sznurek wielbicieli dookoła, to tak zapewne by nie było."
                                                    >
                                                    > A wiesz jak nie wiesz, Twoja zona jest najlepszym przykladem na to, ze wlasnie tak bylo. Sznurk chetnych a chciala ZWIAZKU z Toba :)
                                                    ---------------------------------------------
                                                    No widzisz, nawet ona, bez żadnej presji wiekowej, czy innej, a co dopiero samotna babka 40+.

                                                    ---------------------------------------------
                                                    ------------------------------------------->
                                                    > To, ze ta 40 stka przespi sie z Wontem nie znaczy, ze bedzie z automatu z nim zyc, tym bardziej jezeli on nie zechce.

                                                    ---------------------------------------------
                                                    Z automatu nie, ale oczekiwania i chęć wzrosną.
                                                    Tu jestem po stronie Kitty - dla (zwłaszcza samotnej) kobiety - seks +.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:03
                                                    No widzisz, nawet ona, bez żadnej presji wiekowej, czy innej, a co dopiero samotna babka 40+.

                                                    A skad wiesz, ze ona jest samotna?

                                                    "Z automatu nie, ale oczekiwania i chęć wzrosną.
                                                    Tu jestem po stronie Kitty - dla (zwłaszcza samotnej) kobiety - seks +."

                                                    Ty jestes facetm a robiles jak w "love story", bo prawda jest taka, ze Ci serce lomotalo do Eli. Tak, ona chciala zwiazku, wiec musiales. Ale juz sobie wyobrazam co by bylo gdyby zamiast tego powiedziala "spoko Marek, zobaczymy sie w sobote, bo jutro wychodze z Jarkiem a w niedziele z Bogdanem". Jasne, Ela, to do piatku! :) Claro.
                                                    Mozna spoko powiedziec komus na czym stoi. tez kiedys powiedzialam a facet zaakceptowal i powiedzial "Korzystajmy oboje a jak zmienisz zdanie to tym lepiej." Co ma Wont do stracenia: ze z nim do lozka nie pojdzie, ale chyba az tak mu nie zalezy. To juz nie ten testosteron i nie ta chemia, ze sie bierze i nie patrzy:)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:13
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A skad wiesz, ze ona jest samotna?
                                                    ---------------
                                                    Z wpisów Wonta.

                                                    > Ty jestes facetm a robiles jak w "love story", bo prawda jest taka, ze Ci serce lomotalo do Eli. Tak, ona chciala zwiazku, wiec musiales.
                                                    -------------------
                                                    Oboje chcieliśmy iść na całość i tu jest, oprócz wieku, podstawowa różnica.

                                                    Jak napisała Kitty, wazne sa oczekiwania, bo zawiedzione oczekiwania, zwłaszcza kobiety, wpędzą Wonta w kłopoty w firmie. Na jego miejscu poprosiłbym dyskretnie o zmianę pokoju.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:20
                                                    "Oboje chcieliśmy iść na całość i tu jest, oprócz wieku, podstawowa różnica."

                                                    No tez o to chodzi. A dlaczego chcieliscie? Bo byla mieta!

                                                    "Jak napisała Kitty, wazne sa oczekiwania, bo zawiedzione oczekiwania, zwłaszcza kobiety, wpędzą Wonta w kłopoty w firmie. Na jego miejscu poprosiłbym dyskretnie o zmianę pokoju. "

                                                    No przeciez mozna powiedziec czego sie chce a czego nie chce. Wielki mi dramat, ze sie dwoje doroslych, wolnych ludzi ze soba przespalo. Przestepstwo? Kogo to obchodzi?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:22
                                                    Wont nie napisal, ze jest samotna tylko, ze nie umie byc sama. A jednak umie, bo wychodzi mi, ze jest, no de facto faceta na stanie nie ma, wiec wolna. Co nie zmienia faktu, ze moze chetnie by miala, bo to rzecz praktyczna jest. Ale jak juz sie go nie ma na stanie, do Bog wie czego, to chociaz moze czasami w lozku. Dlaczego nie? Lepsze to niz nic, bo mlodsza nie bedzie a jak pisal Wont, sie nie wybawila, mlodo wyszla za maz.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:26
                                                    marek.
                                                    > No widzisz, nawet ona, bez żadnej presji wiekowej, czy innej, a co dopiero samo
                                                    > tna babka 40+.

                                                    Wybacz, ale twoja żona nie jest wzorcem zachowan każdej kobiety w każdym wieku i sytuacji życiowej.



                                                    > > To, ze ta 40 stka przespi sie z Wontem nie znaczy, ze bedzie z automatu z
                                                    > nim zyc, tym bardziej jezeli on nie zechce.
                                                    >
                                                    > ---------------------------------------------
                                                    > Z automatu nie, ale oczekiwania i chęć wzrosną.
                                                    > Tu jestem po stronie Kitty - dla (zwłaszcza samotnej) kobiety - seks +.


                                                    Wniosek z tego, że Wont nie powinien w ogóle bzykać, bo zawsze każda zechce go.łapać. Mężatka też, jeśli się chłopak sprawdzi nie daj Boże i spodoba się jej ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:37
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Wniosek z tego, że Wont nie powinien w ogóle bzykać, bo zawsze każda zechce go. łapać.
                                                    -------
                                                    Nie z jednego pokoju w firmie, bo łapanie jest łatwe :)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 20:33
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ciekawi mnie tylko dlaczego wont nie chce z nia zwiazku. Z opisu: wow, s
                                                    > uper atrakcyjna, do tego mila, sympatyczna, dobrze sie z nia gada i pracuje.
                                                    -------
                                                    Bo mam inna konstrukcje psychyczna niz ty i do zwiazku nie wystarczy mi, zeby dziewczyna byla atrakcyjna, mila i sympatyczna :) No wiesz, ja musze poczuc jakiekolwiek uklucie, a nie ze "dobra partia" :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 21:23
                                                    "Bo mam inna konstrukcje psychyczna niz ty i do zwiazku nie wystarczy mi, zeby dziewczyna byla atrakcyjna, mila i sympatyczna :) No wiesz, ja musze poczuc jakiekolwiek uklucie, a nie ze "dobra partia" :)

                                                    A skad Ty wiesz jaka JA mam konstrukcje psychiczna i co mnie wystarcza do zwiazku? Mnie sie wydaje, ze w tej kwestii jestesmy nawet dosc podobni, bo mnie tez nie wystarcza mily, sympatyczny i atrakcyjny :) Tyle to mi co najwyzej wystarcza do lozka.
                                                    A o "ukluciu" czy chemii tez pisales, wiec sie zaplatalam. Ale, jak nie jest silna i niezalezna a Ty wlasnie takie lubisz i w dodatku nie ma "uklucia" to rzeczywiscie nie warto. Do lozka by wystarczylo, ale nic na sile, seks dla sportu nie dla wszystkich i nie zawsze warto.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 21:56
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A skad Ty wiesz jaka JA mam konstrukcje psychiczna i co mnie wystarcza do zwiaz
                                                    > ku?
                                                    -------
                                                    Wywnioskowalem z twojego niezrozumienia dlaczegoz to nie chce sie wiazac z babka skoro jest atrakcyjna, mila i sympatyczna. Jesli znadinterpretowalem i cie urazilem to przepraszam.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 21:27
                                                    Bo mam inna konstrukcje psychyczna niz ty i do zwiazku nie wystarczy mi, zeby dziewczyna byla atrakcyjna, mila i sympatyczna :) No wiesz, ja musze poczuc jakiekolwiek uklucie, a nie ze "dobra partia" :)

                                                    A skad Ty wiesz jaka ja mam konstrukcje psychiczna i co mni wystarcza do zwiazku. Powiedzialabym, ze tu jestesmy nawet podobni, bo mnie tez do zwiazku nie wystarcza: atrakcyjny, mily i sympatyczny. Do lozka owszem:)
                                                    Pogubilam sie z "ukluciem", bo i o chemii pisales. W dodatku lubisz inny typ kobiety, nicna sile, bo nie warto.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 14:38
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Moze i tak, ale moze tez chciec seksu i jak sie okaze, ze z zwiazku nici to cho
                                                    > ciaz bedzie miala/ miala seks.

                                                    No tak ale jak sie okaze ze ze zwiazku nici a raczej sie okaze na 100%, a ona sie NASTAWI, to mu moze narobic brudow w robocie. Tu pod tym jednym wzgledem go rozumiem. Troche za bliska ta relacja sluzbowa. Zeby to jeszcze byla baba z innego oddzialu, a nie kolezanka z pokoju. Potem nie bedzie mogl wykonac zadnego telefonu na luzie, kompa bedzie musial blokowac i w ogole uwazac na kazde slowo i ruch. Baby sa zazdrosne, a odrzucona babka zanim jej nie przejdzie czy nie znajdzie innego moze byc niebezpieczna. Szczegolnie, ze on zaraz skoczy na inny kwiatek, a ze lubi sie z tym obnosic, to bedzie sie czula mega upokorzona. Natomiast ja bym spokojnie w to weszla, gdyby mu sie mega podobala i bylaby sansa na zwiazek. To wtedy by bylo warto nie bac sie. Ewentualnie gdyby ja cisnelo zeby trzymac romans w tajemnicy. Ale cisnienie lezy w trumnie wiec nic z tego.

                                                    Chyba nie zyjemy w czasem gdzie trzeba brac slu,
                                                    > bo sie pocalowo albo przespalo sie z panna. I chyba, ze mamy wyobrazenie, ze k
                                                    > obieta nie ma prawa chciec seksu. W koncu ma 40+ jak nie skorzysta teraz to kie
                                                    > dy? Mlodsza juz nie bedzie.

                                                    Jak chce seksu to niech sobie znajdzie. A jak chce tylko seksu, bo lubi seks, to podpowiadam zonatych ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 14:43
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No tak ale jak sie okaze ze ze zwiazku nici a raczej sie okaze na 100%, a ona sie NASTAWI, to mu moze narobic brudow w robocie. Tu pod tym jednym wzgledem go rozumiem. Troche za bliska ta relacja sluzbowa. Zeby to jeszcze byla baba z innego oddzialu, a nie kolezanka z pokoju. Potem nie bedzie mogl wykonac zadnego telefonu na luzie, kompa bedzie musial blokowac i w ogole uwazac na kazde slowo i ruch. Baby sa zazdrosne, a odrzucona babka zanim jej nie przejdzie czy nie znajdzie innego moze byc niebezpieczna. Szczegolnie, ze on zaraz skoczy na inny kwiatek, a ze lubi sie z tym obnosic, to bedzie sie czula mega upokorzona. Natomiast ja bym spokojnie w to weszla, gdyby mu sie mega podobala i bylaby sansa na zwiazek. To wtedy by bylo warto nie bac sie.
                                                    --------------------------
                                                    Zgadzam sie w 100%, z tym, że nawet inny dział tej samej firmy to też za blisko.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:06
                                                    "Zgadzam sie w 100%, z tym, że nawet inny dział tej samej firmy to też za blisko."

                                                    Przestancie dramatyzowac! Przeciez nie mowimy, ze sie sie w biurz/w pracy maja pieprzyc!
                                                    Chociaz troche fefrow jest, bo co jak rozpowie, ze Wont jest lozku do bani!:) Bedzie przegrany!
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 15:34
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Przestancie dramatyzowac! Przeciez nie mowimy, ze sie sie w biurz/w pracy maja
                                                    > pieprzyc!
                                                    > Chociaz troche fefrow jest, bo co jak rozpowie, ze Wont jest lozku do bani!:) B
                                                    > edzie przegrany!

                                                    A to Wont rucha po biurze? Biuroruch ;-)))))
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 14:57
                                                    "Jak chce seksu to niech sobie znajdzie. A jak chce tylko seksu, bo lubi seks, to podpowiadam zonatych ;-)"

                                                    No wlasnie se szuka, znalazla: Wonta naprzeiwko jej biurka. Zonatych nie kazda tyka :(
                                                    Mozna grac w otwarte karty do lozka jestem chetny do zwiazku nie i baba moze decydowac czy sie pisze czy nie.
                                                    Wielkie mi rzeczy, ze sie ze soba przespali, niby ona bedzie rozpowiadac po pracy, ze co, ze ja wykorzystal? Kiedys mi maz opowadal, ze jedna jego kolezanka z pracy(znalam ja) przeleciala wiekszosc kolegow z jego/ich biura(duze biuro bylo), ale jego nie :( Hmm, pewnie miala zasade, ze nie tyka zonatych, pech! I Co? i nic. W zwiazek z zadnym nie weszla, ani oni z nia. Ale to bylo w Niemczech a tu Polska. Chociaz i w Polsce roznosci sie wyprawia :)
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:12
                                                    kag73 napisała:

                                                    > facet chce seksu a czasem facet chce seksu plus jak trafi ne te babke z efektem WOW, bo chce miec zaklepana na wylacznosc. Jest tak czy nie?>

                                                    Jest! Ale co jak trafi na dwie WOW?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 12:20
                                                    "Jest! Ale co jak trafi na dwie WOW?"

                                                    Wszystko by bylo dobrze, ale to nie z dwoma ma seks! Przynajmniej nie Gogol :(
                                                    Zycie to sztuka wyboru, pisze tu czesto Marek. Niektorzy nie chca?nie musza wybierac, wychodzi.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 14:22
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Prawo Kag: kobieta chce seksu a czasem seksu plus, zalezy od kobiety, wieku, po
                                                    > trzeb i okolicznoci i obiektu.
                                                    > Nie widze powodu, zeby wierzyc w prawa Kitty, bo mnie sie nie sprawdzaja.
                                                    > Prawo faceta: facet chce seksu a czasem facet chce seksu plus jak trafi ne te b
                                                    > abke z efektem WOW, bo chce miec zaklepana na wylacznosc. Jest tak czy nie?

                                                    Wyszlo Ci, ze kobiety sa takie same jak mezczyzni, a ja wnosze, ze nie sa. Caly dorobek forum opiera sie na znajomosci tej roznicy. Przyznaj sie, ze Ty nic z tego dorobku nie wynioslas. Po co Ci prawa jak juz istnieje Kagizm. Ludzie sami odczytuja innych ludzi.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 14:29
                                                    >
                                                    > Wyszlo Ci, ze kobiety sa takie same jak mezczyzni, a ja wnosze, ze nie sa. Caly
                                                    > dorobek forum opiera sie na znajomosci tej roznicy. Przyznaj sie, ze Ty nic z
                                                    > tego dorobku nie wynioslas. Po co Ci prawa jak juz istnieje Kagizm. Ludzie sami
                                                    > odczytuja innych ludzi.

                                                    Wyszło jej, że różne są kobiety. A ty twierdzisz,.że.wszystkie są takie same?

                                                    >
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:51
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Dzieki bcde. W innej sytuacji pewnie bym skorzystal, ale naprawde lubie swoja p
                                                    > race i nie chce kwasow. A ona, zabrzmi brutalnie, nie jest warta takiego ryzyka
                                                    > - nic do niej nie czuje oprocz sympatii i w zaden zwiazek z nia na pewno nie c
                                                    > hcialbym wejsc.

                                                    Aha czyli nie jest jednak wystarczajaco atrakcyjna. To moze jeszcze dojasnij dlaczego na pewno nie chcialbys wejsc z nia w zaden zwiazek (nawet polroczny)?
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 20:16
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Aha czyli nie jest jednak wystarczajaco atrakcyjna. To moze jeszcze dojasnij dl
                                                    > aczego na pewno nie chcialbys wejsc z nia w zaden zwiazek (nawet polroczny)?
                                                    -----
                                                    Bo wiem, ze nie pasujemy do siebie (nie ma tych cech, ktorych pozadam w kobiecie - sily i niezaleznosci, czulbym sie jak ten profesor w Pigmalionie) i wiem, ze nic tego nie bedzie. A poniewaz pracujemy razem nie moglbym, po prostu, ktoregos pieknego dnia nie zadzwonic i nie odbierac telefonow.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 22:26
                                                    wont2 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > Aha czyli nie jest jednak wystarczajaco atrakcyjna. To moze jeszcze dojajsnij dlaczego na pewno nie chcialbys wejsc z nia w zaden zwiazek (nawet polroczny)?

                                                    > Bo wiem, ze nie pasujemy do siebie (nie ma tych cech, ktorych pozadam w kobiecie - sily i niezaleznosci, czulbym sie jak ten profesor w Pigmalionie

                                                    Akurat. Ciebie z nią nie łączą uczucia wyższe. A bez tych uczuć po wytrysku nie widzisz już w niej atrakcyjnej laski, a obcą babę z tu i tam wadami.
                                                    To odwieczne nieszczęście kochanek.
                                                    Znam to po sobie. Z żonką po, może mi ona w gębę nasikać, a moje jej postrzeganie nie ulegnie zmianom. Jak kochałem, tak będę ją kochał. Inaczej jest z obcymi. W tych relacjach nie kończę (dotyczy organizowanych zabaw erotycznych, w relacjach tetatet bywało inaczej) bo chcę uniknąć zniesmaczenia realiami. Tym to sposobem panie z którymi miałem przyjemność, w pamięci zachowałem jako smakowite kąski, a nie jako baby od gracy.
                                                    A też z tej przyczyny, miedzy innymi, nie swingowaliśmy.
                                                    To jak z trzepaniem konia. Gdy jest podniecenie, wszystko u delikwenta gra. Gdy po wytrysku podniecenie gwałtownie opadnie, pozostaje tylko wstyd i odraza do samego siebie.
                                                  • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 15.06.17, 08:30
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:
                                                    > Gdy jest podniecenie, wszystko u delikwenta gra. Gdy po wytrysku podniecenie gwałtownie opadnie, pozostaje tylko wstyd i odraza do samego siebie. >

                                                    Dokładnie tak! A jeszcze to poranne, często doprawione kacem pytanie po przebudzeniu: co ja tu kurwa robię?
                                                    A potem desperackie układanie scenariusza ewakuacji, który by jakoś wyglądał, a nie ranił tej bogu ducha winnej obok.
                                                    Tak Wont, masz rację, że nie pijesz z nią alko.

                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:44
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Wiec Ty se macaj a ona niech zwija zagle, bo nawet macanie ma za rzadko :)

                                                    No mąż w ramach swojej drogi do poczucia własnej męskości staje się bardziej kłótliwy i opryskliwy. Dzisiaj poszłam tylko na zakupy, ale może kiedyś musi mnie tak wkurzyć, żebym z nich nie wróciła.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:05
                                                    "No mąż w ramach swojej drogi do poczucia własnej męskości staje się bardziej kłótliwy i opryskliwy. Dzisiaj poszłam tylko na zakupy, ale może kiedyś musi mnie tak wkurzyć, żebym z nich nie wróciła."

                                                    Tak mi sie przypomnialo: zona kolegi poszla sama (bez niego) na wesele i juz z niego nie wrocila. Smialismy sie, to musiala byc doopiero impreza :)
                                                  • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:09
                                                    notyouraveragegirl napisała
                                                    >No mąż w ramach swojej drogi do poczucia własnej męskości staje się bardziej kłótliwy i opryskliwy. Dzisiaj poszłam tylko na zakupy, ale może kiedyś musi mnie tak wkurzyć, żebym z nich nie wróciła. <

                                                    Może terapia tak na niego działa? A swoją drogą, to nie zdecydowaliscie się na wspólną terapię, skoro wam obojgu zależy na utrzymaniu i rozwoju tego związku? Czy to nie byłaby lepsza opcja w tym wypadku?
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:11
                                                    Tak, moze mu przekazano, ze ma byc bardziej asertywny.
                                                    Co to w ogole za terapia jest tak apropos?
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:19
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Tak, moze mu przekazano, ze ma byc bardziej asertywny.
                                                    > Co to w ogole za terapia jest tak apropos?

                                                    Mąż chodzi sobie mniej lub bardziej regularnie do psychologa-seksuologa, z którym analizuje to i tamto. Zbyt wiele nie wiem, bo mi się nie zwierza. Jedno jest pewne - odkąd tam chodzi ogląda mniej pornografii (albo tak twierdzi), jeszcze rzadziej inicjuje zbliżenia, więcej przeklina, częściej wyraża swoją złość, sprzeciw i niezadowolenie - również w stosunku do współpracowników i mnie. Niestety nie opanował jeszcze formy wyrażania sprzeciwu, co z kolei wzbudza mój sprzeciw, więc częściej niż kiedyś się kłócimy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 00:50
                                                    notyouraveragegirl napisała:

                                                    > Mąż chodzi sobie mniej lub bardziej regularnie do psychologa-seksuologa, z któr
                                                    > ym analizuje to i tamto. Zbyt wiele nie wiem, bo mi się nie zwierza. Jedno jest
                                                    > pewne - odkąd tam chodzi ogląda mniej pornografii (albo tak twierdzi), jeszcze
                                                    > rzadziej inicjuje zbliżenia, więcej przeklina, częściej wyraża swoją złość, sp
                                                    > rzeciw i niezadowolenie - również w stosunku do współpracowników i mnie. Nieste
                                                    > ty nie opanował jeszcze formy wyrażania sprzeciwu, co z kolei wzbudza mój sprze
                                                    > ciw, więc częściej niż kiedyś się kłócimy.

                                                    Co to jest 'forma wyrazania sprzeciwu'? Nigdy o czyms takim nie slyszalam.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 08:11
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Co to jest 'forma wyrazania sprzeciwu'? Nigdy o czyms takim nie slyszalam.

                                                    Przykład 1:
                                                    sobota, 6 rano, sąsiad kosi trawnik:

                                                    Wersja 1: Obudzony przez kosiarskę sąsiad: Panie Kowalski, niechże Pan skosi tą trawę o jakiejś ludzkiej porze.

                                                    Wersja 2: Kur... mać. Czy możesz przestać tak nap..... od rana ?!



                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:14
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Może terapia tak na niego działa? A swoją drogą, to nie zdecydowaliscie się na
                                                    > wspólną terapię, skoro wam obojgu zależy na utrzymaniu i rozwoju tego związku?
                                                    > Czy to nie byłaby lepsza opcja w tym wypadku?

                                                    Byłaby lepsza opcja. Zaproponowałam ją. On stwierdził, że chcę go kontrolować i przekonywać terapeutę do swojej wersji wydarzeń. Za to milion razy wysyłał mnie do psychologa.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:27
                                                    wont2 napisał:

                                                    > notyouraveragegirl napisała:
                                                    >
                                                    > > Oczywiście, ze zakładam życie w pojedynkę przez jakiś czas. Tylko, ze jeś
                                                    > li mia
                                                    > > łabym żyć sama przez wiele lat to wolę żyć z nim.
                                                    > -------
                                                    > Moze to w jakis sposob wplywa na jego nisja niechec do zblizen? To, ze on wie,
                                                    > ze jestes z nim nie dlatego ze tego chcesz tylko dlatego ze boisz sie byc sama.
                                                    > Dla mnie to byloby bardzo aseksualne, podkopujace atrakcyjnosc partnerki w moi
                                                    > ch oczach

                                                    Jego zdaniem jestem zbyt samodzielna i zbyt niezależna. I on się czuje niepotrzebny. Niechęć do zbliżeń i ucieczka w pornografię były związane z brakiem poczucia własnej wartości. On chce się mną opiekować bo mu mnie szkoda - bo miałam trudne dzieciństwo, bo czuje się za mnie odpowiedzialny, jednocześnie czuje się za słaby, żeby mnie okiełznać.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 07:39
                                                    Warunki materialne jako powod braku odejscia rozumiem jak malo kto. Przemysl jednak, czy to rzeczywiscie brak mieszkania jest powodem, bo te mozna wynajac. Nie wiem czy Twoja sytuacja materialna pozwalalaby Ci na zamieszkanie samemu? Wez pod uwage, ze czas zawsze dziala na niekorzysc stereotypowych priorytetow kobiety (dziecko / rodzina). Jesli przycisnie Cie "zegar biologiczny" to robienie sobie dziecka z TYM mezczyzna brzmi bardzo nierozsadnie. Nie mowiac o tym, ze z dzieckiem/dziecmi u boku bedzie jeszcze trudniej odejsc.
                                                    Bede szczery - Twoje "cierpienia mlodego Wertera" troche przypominaja mi moje rozmyslania z czasow poczatkow malzenstwa. Gdybym mial maszyne czasu, to cofnalbym sie do tamtych lat, zeby kopnac rozmemlanego i niezdecydowanego siebie z calej sily w dupe. To co robisz jest najglupsza taktyka z mozliwych. Im dalej w las, tym wiecej drzew. Chcesz byc kolejnym "madrym Polakiem po szkodzie"? Powodzenia.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 09:38
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Warunki materialne jako powod braku odejscia rozumiem jak malo kto. Przemysl je
                                                    > dnak, czy to rzeczywiscie brak mieszkania jest powodem, bo te mozna wynajac.
                                                    Nie zrozumieliśmy się. Ja uwielbiam moje mieszkanie, urządziłam je po swojemu, to moje miejsce - czuje się w nim spokojna. Dzięki temu mam przestrzeń do rozwoju, do bycia sama ze sobą w spokoju. Jak się wyprowadzę - będę się czuła obco, będę tęsknić, ryczeć po nocach - dla mnie to nie ten etap. Muszę mieć na to siłę - teraz czuję, że nie mam.

                                                    Ni
                                                    > e wiem czy Twoja sytuacja materialna pozwalalaby Ci na zamieszkanie samemu?

                                                    Tak, gdybym przestała spłacać kredyt za mieszkanie. I kredyt i wynajem - nie. Sam kredyt - tak, sam wynajem - tak. Inna sprawa ze ładne mieszkania do wynajęcia są bardzo drogie - nie lubię marnować pieniędzy a jednocześnie nie chciałabym wrócić do pomieszczeń rodem z PRL. Nie potrzebuje luksusów - wyposażenie z Ikei byłoby ok, ale jak przeglądam mieszkania do wynajęcia to nie jest łatwo coś znaleźć. Gdybym miała zdolność kredytowa to kupiłabym sobie mieszkanie - zawsze byłoby pod wynajem gdyby jednak okazało się ze będziemy żyli długo i szczęśliwie. Wiem że to wszystko wymówki - prawda jest taka, ze gdyby było mi tak strasznie zle to już bym się wyprowadziła bo słabe warunki by mi nie przeszkadzały.

                                                    > Bede szczery - Twoje "cierpienia mlodego Wertera" troche przypominaja mi moje r
                                                    > ozmyslania z czasow poczatkow malzenstwa. Gdybym mial maszyne czasu, to cofnalb
                                                    > ym sie do tamtych lat, zeby kopnac rozmemlanego i niezdecydowanego siebie z cal
                                                    > ej sily w dupę.

                                                    w każdym związku są jakieś problemy - jeśli nie będę się z nimi mierzyć to będę się mierzyć z innymi. Nie potrafię ocenić czy jest mi tak strasznie zle ze mam ochotę się wyzwolić z tego stanu w imię poszukiwania erotycznej relacji z kimś, z kim może nie połączy mnie aż tyle co z mężem. Może za 10 lat nie będę lubiła seksu i wtedy to będzie super, ze on nic ode mnie nie chce :) oprócz śniadań oczywiście :)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 09:53
                                                    No tak, u Ciebie jest ten problem, ze dazysz do zycia "z kims", a ja mialbym to w dupie. Moge realizowac potrzebe wiezi z kobieta na luzniejszej stopie. Ty zdaje sie patrzysz bardziej stereotypowo (tworzenie "domu", a to chyba wyzsze oczekiwania i powazniejsze wyzwanie).
                                                  • sea.sea Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 10:24
                                                    A dzieci już nie chcesz, liczysz na niepokalane poczęcie czy może już odkładasz na in vitro? :)
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 10:54
                                                    Nie muszę liczyć na niepokalane poczęcie bo czasem ten seks jednak uprawiam również w wersji z penetracją. Nie czuje się gotowa na dzieci.
                                    • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 16:51
                                      glamourous napisała:

                                      > Moj obecny (prawie dwa metry wzrostu) powiedzial mi kiedys kiedy zachwycalam si
                                      > e jego wielkimi dlonmi : one sa takie duze po to, zeby cie lepiej chronic i pie
                                      > scic. I to jest czysta kwintesencja podejscia jakiego zawsze oczekiwalam od mez
                                      > czyzny wobec siebie.
                                      ------
                                      Jakies takie to strasznie przeslodzone dla mnie. Jestem ciekaw opinii innych dziewczyn w kwestii takich cukierkowych tekstow rodem z harlekina. Jasne, chronic i piescic trzeba, ale gadac o tym? Ja to bym odpowiedzial, ze sa takie duze, zeby ci dawac klapsy w dupsko jak jestes niegrzeczna. I pewnie dlatego nie mam dziewczyny :/ No bo z drugiej strony, analogicznie, jak by to wygladalo jakby facet zachwycal sie twoimi malymi dlonmi, a ty bys powiedziala, ze sa takie male po to, zeby sprawniej przygotowywac posilki dla ciebie, zebys nie chodzil glodny i zeby nie przeszkadzac przy robieniu ci loda jak sobie pomagam reka. Nie wiem, dla mnie to idiotyczne i chyba bym sie puknal w glowe jakbym cos takiego uslyszal. No ale moze jest popyt na takie teksty, a skoro jest popyt to znajdzie sie i podaz :)
                                      • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 18:58
                                        wont2 napisał:

                                        > glamourous napisała:
                                        >
                                        > > Moj obecny (prawie dwa metry wzrostu) powiedzial mi kiedys kiedy zachwyca
                                        > lam si
                                        > > e jego wielkimi dlonmi : one sa takie duze po to, zeby cie lepiej chronic
                                        > i pie
                                        > > scic. I to jest czysta kwintesencja podejscia jakiego zawsze oczekiwalam
                                        > od mez
                                        > > czyzny wobec siebie.
                                        > ------
                                        > Jakies takie to strasznie przeslodzone dla mnie. Jestem ciekaw opinii innych dz
                                        > iewczyn w kwestii takich cukierkowych tekstow rodem z harlekina. Jasne, chronic
                                        > i piescic trzeba, ale gadac o tym? Ja to bym odpowiedzial, ze sa takie duze, z
                                        > eby ci dawac klapsy w dupsko jak jestes niegrzeczna. I pewnie dlatego nie mam d
                                        > ziewczyny :/

                                        Chronić? Że niby jak, gdzie i kiedy? Wolałabym klapsy.
                                      • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 19:17
                                        wont2 napisał:

                                        > Jakies takie to strasznie przeslodzone dla mnie. Jestem ciekaw opinii innych dz
                                        > iewczyn w kwestii takich cukierkowych tekstow rodem z harlekina. Jasne, chronic
                                        > i piescic trzeba, ale gadac o tym?

                                        Moja opinia jest taka: Glam prezentuje tu kwintesencje kobiecosci, jej facet odpowiada na nia, a ona to przyjmuje czyli dokladnie to wszystko czego ja nigdy nie potrafilam i na czym zawsze bylam stratna czyli na nieumiejetnosci cieszenia sie wlasna kobiecoscia w relacji z mezczyna. I nie wazne sa konkretne slowa tylko co ten mezczyzna chce wyrazic i na jaki grunt to trafia. Piekne! Brawo Glam i kibicuje.
                                        • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 19:22
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          > wont2 napisał:
                                          >
                                          > > Jakies takie to strasznie przeslodzone dla mnie. Jestem ciekaw opinii inn
                                          > ych dz
                                          > > iewczyn w kwestii takich cukierkowych tekstow rodem z harlekina. Jasne, c
                                          > hronic
                                          > > i piescic trzeba, ale gadac o tym?
                                          >
                                          > Moja opinia jest taka: Glam prezentuje tu kwintesencje kobiecosci, jej facet od
                                          > powiada na nia, a ona to przyjmuje czyli dokladnie to wszystko czego ja nigdy n
                                          > ie potrafilam i na czym zawsze bylam stratna czyli na nieumiejetnosci cieszenia
                                          > sie wlasna kobiecoscia w relacji z mezczyna. I nie wazne sa konkretne slowa ty
                                          > lko co ten mezczyzna chce wyrazic i na jaki grunt to trafia.

                                          Ani to dla mnie kwintesencja kobiecości ani takie słowne deklaracje wartościowe. A już w ogóle nie rozumiem tego o cieszeniu się swoją kobiecością. Jeśli Ciebie to cieszy to się tak nagradzaj. Mnie nie cieszy, to co mam udawać?
                                          • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 19:47
                                            zawle napisała:

                                            > Ani to dla mnie kwintesencja kobiecości ani takie słowne deklaracje wartościowe
                                            > . A już w ogóle nie rozumiem tego o cieszeniu się swoją kobiecością. Jeśli Cieb
                                            > ie to cieszy to się tak nagradzaj. Mnie nie cieszy, to co mam udawać?

                                            Bo Ty jestes chlop, tak jak ja wiec nigdy nie bedziesz spelnieniem marzen mezczyzny, jak i ja nie bede, dlatego ngdy od mezczyzn nie dostaniemy tego, co inne kobiety dostaja. Jakby co to ja juz sie pogodzilam i zajmuje sie czyms innym.
                                            • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 19:54
                                              Ja sienie za chłopa nie uważam, ale niech Ci będzie. To jako chłop dostaję to co jako chłop chce dostać. I jest dobrze. Mam udawać że jestem baba i szukać opieki, gdy opiekę mam w dupie? Nawet spełnieniem niczyich marzeń nie chcę i nigdy nie chciałam być. A na chuj mi to?
                                              • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 20:13
                                                zawle napisała:

                                                > Ja sienie za chłopa nie uważam, ale niech Ci będzie. To jako chłop dostaję to c
                                                > o jako chłop chce dostać. I jest dobrze. Mam udawać że jestem baba i szukać opi
                                                > eki, gdy opiekę mam w dupie? Nawet spełnieniem niczyich marzeń nie chcę i nigdy
                                                > nie chciałam być. A na chuj mi to?

                                                Kiedys pytalas dlaczego nie dostajemy od mezczyzn tego, co dostaja inne kobiety. To byla moja odpowiedz na pytanie (dla mnie samej i dla Ciebie). Co dalej? Nic. Nie uwazam, ze powinnas sie zmieniac ani nic z tych rzeczy. NIe po to pisze. Ot obserwacja jak funkcjonuje swiat. Nasz chlopowatosc mozna wykorzystac w innych dziedzinach zycia. Na pewno blizej nam do przyszlych pokolen kobiet, jednej plci. Tamte kobiety wymra, bo mezczyzni juz nie beda chcieli nikogo chronic tylko zyc wylacznie dla siebie/ dla wlasnej wygody, tego chce tez rownouprawnienie = zadnych przywilejow z uwagi na plec. Ksiezniczka must die. Kobiecosc wyginie. Wstarczy popatrzec na filmy sci-fi. A z obrazkiem Glam to takie tam resentymenty.
                                                • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 20:43

                                                  > Kiedys pytalas dlaczego nie dostajemy od mezczyzn tego, co dostaja inne kobiety
                                                  > . To byla moja odpowiedz na pytanie (dla mnie samej i dla Ciebie). Co dalej? Ni
                                                  > c. Nie uwazam, ze powinnas sie zmieniac ani nic z tych rzeczy. NIe po to pisze.
                                                  > Ot obserwacja jak funkcjonuje swiat. Nasz chlopowatosc mozna wykorzystac w inn
                                                  > ych dziedzinach zycia. Na pewno blizej nam do przyszlych pokolen kobiet, jednej
                                                  > plci. Tamte kobiety wymra, bo mezczyzni juz nie beda chcieli nikogo chronic ty
                                                  > lko zyc wylacznie dla siebie/ dla wlasnej wygody, tego chce tez rownouprawnieni
                                                  > e = zadnych przywilejow z uwagi na plec. Ksiezniczka must die. Kobiecosc wygini
                                                  > e. Wstarczy popatrzec na filmy sci-fi. A z obrazkiem Glam to takie tam resentym
                                                  > enty.
                                                  >

                                                  Nic z tych rzeczy :-D
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 20:45
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nic z tych rzeczy :-D

                                                    A co innego?
                                                • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:09
                                                  hello-kitty2 napisała:
                                                  > Kiedys pytalas dlaczego nie dostajemy od mezczyzn tego, co dostaja inne kobiety
                                                  > . To byla moja odpowiedz na pytanie (dla mnie samej i dla Ciebie).

                                                  To chyba było bardzo kiedyś:)) I nie bardzo wiem o co wtedy pytałam. A że żyję emocją, chwilą to i pewnie przeminęło z wiatrem:))

                                                  Co dalej? Ni
                                                  > c. Nie uwazam, ze powinnas sie zmieniac ani nic z tych rzeczy. NIe po to pisze.
                                                  > Ot obserwacja jak funkcjonuje swiat. Nasz chlopowatosc mozna wykorzystac w inn
                                                  > ych dziedzinach zycia. Na pewno blizej nam do przyszlych pokolen kobiet, jednej
                                                  > plci. Tamte kobiety wymra, bo mezczyzni juz nie beda chcieli nikogo chronic ty
                                                  > lko zyc wylacznie dla siebie/ dla wlasnej wygody, tego chce tez rownouprawnieni
                                                  > e = zadnych przywilejow z uwagi na plec.

                                                  Chronić? Przed czym? Przed domniemanymi muzułmanami urgu? Dla mnie chronienie nie jest tożsame z dawaniem innym. A brak ochrony z życiem dla siebie. Może w nierównej relacji tak. Zwierzę - człowiek, dorosły- dziecko. Ale nie w relacji kobieta- mężczyzna. Poza tym inaczej rozumiem równouprawnienie.

                                                  Ksiezniczka must die. Kobiecosc wygini
                                                  > e. Wstarczy popatrzec na filmy sci-fi. A z obrazkiem Glam to takie tam resentym
                                                  > enty.

                                                  Nigdy mi się taka kobiecość nie podobała.
                                            • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 00:00
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > zawle napisała:
                                              >
                                              > > Ani to dla mnie kwintesencja kobiecości ani takie słowne deklaracje warto
                                              > ściowe
                                              > > . A już w ogóle nie rozumiem tego o cieszeniu się swoją kobiecością. Jeśl
                                              > i Cieb
                                              > > ie to cieszy to się tak nagradzaj. Mnie nie cieszy, to co mam udawać?
                                              >
                                              > Bo Ty jestes chlop, tak jak ja wiec nigdy nie bedziesz spelnieniem marzen mezcz
                                              > yzny, jak i ja nie bede, dlatego ngdy od mezczyzn nie dostaniemy tego, co inne
                                              > kobiety dostaja. Jakby co to ja juz sie pogodzilam i zajmuje sie czyms innym.

                                              Prawdziwi mężczyźni w Waszym wieku to o dwie dychy młodsze biorą więc po co sobie zawracać nimi głowę? Dla nieprawdziwych mężczyzn jesteście zaś spełnieniem marzeń facetki.
                                              Moje marzenia się spełniają właśnie dzięki takiemu chłopu, no ale ja to baba jestem.
                                        • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:52
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          > wont2 napisał:
                                          >
                                          > > Jakies takie to strasznie przeslodzone dla mnie. Jestem ciekaw opinii inn
                                          > ych dz
                                          > > iewczyn w kwestii takich cukierkowych tekstow rodem z harlekina. Jasne, c
                                          > hronic
                                          > > i piescic trzeba, ale gadac o tym?
                                          >
                                          > Moja opinia jest taka: Glam prezentuje tu kwintesencje kobiecosci, jej facet od
                                          > powiada na nia, a ona to przyjmuje czyli dokladnie to wszystko czego ja nigdy n
                                          > ie potrafilam i na czym zawsze bylam stratna czyli na nieumiejetnosci cieszenia
                                          > sie wlasna kobiecoscia w relacji z mezczyna. I nie wazne sa konkretne slowa ty
                                          > lko co ten mezczyzna chce wyrazic i na jaki grunt to trafia. Piekne! Brawo Glam
                                          > i kibicuje.

                                          Glam tę kwintesencję ostatnio znalazła. Te teksty nie są harlekinowe tylko zwyczajne. To dziwi, ta zwyczajność, przedstawiana jako coś niezwykłego.
                                          Pokazuje w czym Glam tkwiła poprzednio.
                                          Zyg pisze podobnie, przestawienie się z rollercoastera na stabilizację,
                                          tu z seryjnego zaliczania metalowców na inny rodzaj męskości.
                                          Zwyczajność bynajmniej nie wyklucza porządnego obracania.
                                          • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:34
                                            lybbla napisał:

                                            > Glam tę kwintesencję ostatnio znalazła. Te teksty nie są harlekinowe tylko zwyc
                                            > zajne. To dziwi, ta zwyczajność, przedstawiana jako coś niezwykłego.
                                            > Pokazuje w czym Glam tkwiła poprzednio.
                                            > Zyg pisze podobnie, przestawienie się z rollercoastera na stabilizację,
                                            > tu z seryjnego zaliczania metalowców na inny rodzaj męskości.
                                            > Zwyczajność bynajmniej nie wyklucza porządnego obracania.
                                            --------
                                            No nie wiem. Ja caly czas zywie nadzieje, ze zyg, ktora pozdrawiam, nie kupuje takich slodkojebliwych, nic nie znaczacych i nic nie wnoszacych teskstow. Licza sie fakty. Uzyl tych rak? Jakby uzyl i napierdolil jakiegos goscia, ktory chcial skrzywdzic kobiete, to ok, jest kontekst do takich slodkich wzniesien. A jak nie uzyl, to brzmi to dla mnie za slodziuchno, sorki.
                                            • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:45
                                              "No nie wiem. Ja caly czas zywie nadzieje, ze zyg, ktora pozdrawiam, nie kupuje takich slodkojebliwych, nic nie znaczacych i nic nie wnoszacych teskstow. Licza sie fakty. Uzyl tych rak? Jakby uzyl i napierdolil jakiegos goscia, ktory chcial skrzywdzic kobiete, to ok, jest kontekst do takich slodkich wzniesien. A jak nie uzyl, to brzmi to dla mnie za slodziuchno, sorki.

                                              Moze jeszcze do wpierdalania komus nie uzyl, ale do pieszczenia to juz na pewno tak. Wiec jest szansa, ze jak bedzie okazja/potrzeba to uzyje i do chronienia :)
                                            • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 00:17
                                              wont2 napisał:

                                              > No nie wiem. Ja caly czas zywie nadzieje, ze zyg, ktora pozdrawiam, nie kupuje
                                              > takich slodkojebliwych, nic nie znaczacych i nic nie wnoszacych teskstow. Licza
                                              > sie fakty. Uzyl tych rak? Jakby uzyl i napierdolil jakiegos goscia, ktory chci
                                              > al skrzywdzic kobiete, to ok, jest kontekst do takich slodkich wzniesien. A jak
                                              > nie uzyl, to brzmi to dla mnie za slodziuchno, sorki.

                                              Oj odrobinę zrozumienia dla zakochanych. Jeden kolega przekonywał ostatnio jak jego nowa dziewczyna jest inteligentna. Może i i jest inteligentna ale tak głupich argumentów to dawno nie słyszałem.

                                              Ale po co napierdalać, niech się cham sam broni.
                                              • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 10:00
                                                "Oj odrobinę zrozumienia dla zakochanych."

                                                Dokladnie, prawda, zakochani :) Zakochanie kieruje sie wlasnymi prawami.
                                            • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 00:38
                                              wont2 napisał:

                                              > No nie wiem. Ja caly czas zywie nadzieje, ze zyg, ktora pozdrawiam, nie kupuje
                                              > takich slodkojebliwych, nic nie znaczacych i nic nie wnoszacych teskstow. Licza
                                              > sie fakty. Uzyl tych rak? Jakby uzyl i napierdolil jakiegos goscia, ktory chci
                                              > al skrzywdzic kobiete, to ok, jest kontekst do takich slodkich wzniesien. A jak
                                              > nie uzyl, to brzmi to dla mnie za slodziuchno, sorki.

                                              Tia Zyg sama zapodaje takie slodkie teksty, zapamietalam, bo tez mi sie podobalo, jak to bylo: "chcialabym sie plawic w meza dotyku do konca zycia". Piekne, nie? To tylko Tobie sie nie podoba Wont, bo Ty jestes zwolennikiem jednorazowych kontaktow miedzyludzkich i nic co swiadczy o uczuciu i zaangazowaniu Ci sie nie podoba.
                                              • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 07:02
                                                hello-kitty2 napisała:
                                                > Tia Zyg sama zapodaje takie slodkie teksty, zapamietalam, bo tez mi sie podobal
                                                > o, jak to bylo: "chcialabym sie plawic w meza dotyku do konca zycia". Piekne, n
                                                > ie? To tylko Tobie sie nie podoba Wont, bo Ty jestes zwolennikiem jednorazowych
                                                > kontaktow miedzyludzkich i nic co swiadczy o uczuciu i zaangazowaniu Ci sie ni
                                                > e podoba.

                                                Te teksty sa piekne tylko wtedy, gdy uzywa ich ksiaze.
                                                Gdy wyglasza je krasnal, brzmia zalosnie i groteskowo.
                                              • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:02
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > Tia Zyg sama zapodaje takie slodkie teksty, zapamietalam, bo tez mi sie podobal
                                                > o, jak to bylo: "chcialabym sie plawic w meza dotyku do konca zycia". Piekne, n
                                                > ie? To tylko Tobie sie nie podoba Wont, bo Ty jestes zwolennikiem jednorazowych
                                                > kontaktow miedzyludzkich i nic co swiadczy o uczuciu i zaangazowaniu Ci sie ni
                                                > e podoba.
                                                -------
                                                Napisalem, ze zywie nadzieje, ze nie kupuje takich slodkich tekstow, a nie ze nie zapodaje :)

                                                A wracajac do meritum. Slodkie teksty to sa tylko slowa, ktore nic nie kosztuja i nic nie znacza. Ok, jak ktos lubi miod na uszy to niech sobie slucha. Ja wole jednak zachowac daleko posunieta ostroznosc jezeli chodzi o slowa, zeby nie przyslonily mi czynow :)
                                                • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:20
                                                  wont2 napisał:

                                                  > Napisalem, ze zywie nadzieje, ze nie kupuje takich slodkich tekstow, a nie ze n
                                                  > ie zapodaje :)

                                                  Zywisz nadzieje, ze jest hipokrytka? ;-)

                                                  > A wracajac do meritum. Slodkie teksty to sa tylko slowa, ktore nic nie kosztuja
                                                  > i nic nie znacza. Ok, jak ktos lubi miod na uszy to niech sobie slucha. Ja wol
                                                  > e jednak zachowac daleko posunieta ostroznosc jezeli chodzi o slowa, zeby nie p
                                                  > rzyslonily mi czynow :)

                                                  Ty moze wolisz zachowac ale do diabla nie jestes kobieta wiec nie mozesz mowic zakochanej kobiecie jak ma sie zachowac otrzymujac slodycz od zakochanego w niej faceta, dwa nie wiesz czego chca kobiety lub wypierasz, a trzy nikt i tak nie bedzie Cie zapewnial, ze Cie ochroni, bo jeszcze raz: nie jestes kobieta :)

                                                  Krotko: zamiast krytykowac ucz sie. A w ogole jak bylbys zakochany sam bys walil podobne teksty i robil rozne aniele gesty. Zapomnial wol jak cieleciem byl.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:11
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Zywisz nadzieje, ze jest hipokrytka? ;-)
                                                    -------
                                                    Nie, po prostu nie odnosilem sie w swojej wypowiedzi do kwestii tego jakie teksty zapodaje zyg, tylko wyrazilem nadzieje, ze juz nie jest naiwna.

                                                    >
                                                    > Ty moze wolisz zachowac ale do diabla nie jestes kobieta wiec nie mozesz mowic
                                                    > zakochanej kobiecie jak ma sie zachowac otrzymujac slodycz od zakochanego w nie
                                                    > j faceta, dwa nie wiesz czego chca kobiety lub wypierasz, a trzy nikt i tak nie
                                                    > bedzie Cie zapewnial, ze Cie ochroni, bo jeszcze raz: nie jestes kobieta :)
                                                    >
                                                    > Krotko: zamiast krytykowac ucz sie. A w ogole jak bylbys zakochany sam bys wali
                                                    > l podobne teksty i robil rozne aniele gesty. Zapomnial wol jak cieleciem byl.
                                                    ------
                                                    Nikogo do niczego nie chce tutaj przekonac. Wyrazilem jedynie swoje zdanie, ze dla mnie takie teksty brzmia tandetnie i bylem ciekaw co o nich mysla forumowiczki. A co do mojego "zakochiwania sie" - naprawde wlozylem kiedys troche czasu w zmiane mindsetu, z romantycznego chlopaka, ktory gwiazdke z nieba by zdjal ukochanej na czlowieka myslacego. I teraz, nawet jak mialbym olbrzymia ochote zdjac te jebana gwiazdke, to jesli uznam, ze to nie byloby korzystne dla trwania czy rozwoju relacji, bo bym dziewczyne przytloczyl albo za duzo dal naraz od siebie za friko, co by zdewaulowalo moje gesty, starania czy troske, to tego nie zrobie :) Zeby bylo jasne, to nie jest cynizm, tylko wieksza swiadomosc mechanizmow, ktorymi ludzie kieruja sie w odbiorze innych ludzi. Stawiam euro przeciwko orzechom, ze jak partner glam bedzie jej tak nieustannie slodzil, to za pare miesiecy jej sie to przeje. Teraz facet wypelnia deficyty. Jesli ma tego swiadomosc, to spoko, swoj chlop, pewnie bedzie modyfikowal swoje zachowanie w miare rozwoju sytuacji. Ale jesli nie ma tej swiadomosci i po prostu "ten typ tak ma" to zycze szczescia i krzyzyk na droge. Bardzo jestem ciekaw co glam napisze za pare miesiecy, rok.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:30
                                                    "Stawiam euro przeciwko orzechom, ze jak partner glam bedzie jej tak nieustannie slodzil, to za pare miesiecy jej sie to przeje. Teraz facet wypelnia deficyty. Jesli ma tego swiadomosc, to spoko, swoj chlop, pewnie bedzie modyfikowal swoje zachowanie w miare rozwoju sytuacji. Ale jesli nie ma tej swiadomosci i po prostu "ten typ tak ma" to zycze szczescia i krzyzyk na droge. Bardzo jestem ciekaw co glam napisze za pare miesiecy, rok."

                                                    Jezu, co to za wywody. Glam komplementowala, "zachwycala" sie jego wielkimi dlonmi wiec zwyczajnie (zadowolony jak to facet z komplementu) na ten zachwyt odpowiedzial. Jak nastepnym razem zachwyci sie jego czlonkiem to odpowie: on jest taki wielki i twardy, zeby Cie dobrze przeleciec". I znow bedzie na plus, bo i tego chce Glam. I jezeli rzeczywiscie bedzie przelatywal to bedzie dobrze :) Oni sa zakochani, no, po prostu. Zreszta pozytywne do siebie nastawienie mozna zachowac i pielegnowac latami a mowienie sobie milych slow jest czescia pielegnowania zwiazku. Dlaczego mozna krytykowac i wyzywac i pokazywac niezadowolnie glosno a o pozytywach, dobrych rzeczach i czynach milczec?
                                                    A generalnie to sytuacja sie czesto "modyfikuje" sama, jak okres zakochania mija. Nie powtarza sie w kolko tego samego. Chociaz czasem moze warto by bylo :)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Stawiam euro
                                                    > Jak nastepnym razem zachwyci sie jego czlonkiem to odpowie: on jest t
                                                    > aki wielki i twardy, zeby Cie dobrze przeleciec".
                                                    -----
                                                    My man! :) No takie teksty to ja lubie. W przeciwienstwie do takich slodziuchnych o dloniach :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:47
                                                    "My man! :) No takie teksty to ja lubie. W przeciwienstwie do takich slodziuchnych o dloniach :)"

                                                    No wez Ty sie wczuj w sytuacje, co mial jej powiedziec, ze ma wielkie dlonie, zeby jej dobrze palcowke zrobic? Tu trzeba dozowac, zaleznie od sytuacji, czasem romantyzm a czasem hardcorde. Tu chodzi o te dobra mieszanke, tzrza umiec zachowac proporcje. Raz kwiatek a raz pejczyk :)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:57
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No wez Ty sie wczuj w sytuacje, co mial jej powiedziec, ze ma wielkie dlonie, z
                                                    > eby jej dobrze palcowke zrobic? Tu trzeba dozowac, zaleznie od sytuacji, czasem
                                                    > romantyzm a czasem hardcorde. Tu chodzi o te dobra mieszanke, tzrza umiec zach
                                                    > owac proporcje. Raz kwiatek a raz pejczyk :)
                                                    -------
                                                    Dobra, dajmy spokoj rozbieraniu na czynniki pierwsze tego tekstu. Po prostu, jak przeczytalem to wlaczyl mi sie bullshit detector i chcialem sie z wami tym podzielic i poznac wasza opinie. Opinie poznalem :)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:54
                                                    wont2 napisał:

                                                    A co do mojego "zakochiwania sie" - naprawde wlozylem kiedys troche czasu w zmiane mindsetu, z romantycznego chlopaka, ktory gwiazdke z nieba by zdjal ukochanej na czlowieka myslacego.
                                                    --------------------------
                                                    Nie widzę tutaj sprzeczności. Dlaczego zakochany chłopak ma nie myśleć i nie zastanawiać się, w jaki sposób najlepiej dotrzeć do celu.
                                                    Wydaje mi się, że tak zdewaluowałeś sobie związki, że ich sama perspektywa Cie zniechęca /. odrzuca.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:08
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Nie widzę tutaj sprzeczności. Dlaczego zakochany chłopak ma nie myśleć i nie za
                                                    > stanawiać się, w jaki sposób najlepiej dotrzeć do celu.
                                                    > Wydaje mi się, że tak zdewaluowałeś sobie związki, że ich sama perspektywa Cie
                                                    > zniechęca /. odrzuca.
                                                    ------
                                                    Marku, w twoim przypadku zdejmowanie gwiazdki z nieba akurat znajdowalo sie i znajduje dokladnie na drodze do celu. W wiekszosci przypadkow natomiast droga do celu tylko czasami krzyzuje sie ze stacjami "zdejmowanie gwiazdki z nieba" i trzeba nauczyc sie podazac za celem a nie wzdluz tych stacji.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:26
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Marku, w twoim przypadku zdejmowanie gwiazdki z nieba akurat znajdowalo sie i znajduje dokladnie na drodze do celu. W wiekszosci przypadkow natomiast droga do celu tylko czasami krzyzuje sie ze stacjami "zdejmowanie gwiazdki z nieba" i trzeba nauczyc sie podazac za celem a nie wzdluz tych stacji.
                                                    ---------------------------
                                                    Moim celem był wyłącznie związek z atrakcyjną i fajną babką. Wychowałem się na "Love story" i też tak chciałem mieć (oprócz zakończenia :)). W ten sposób ominęło mnie sporo, bo seks dla seksu (bez alko) mnie nie interesował, a z początku jakoś te najfajniejsze nie były mną specjalnie zainteresowane. Jak piszesz - mindset u mnie był inny.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 21:45
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Moim celem był wyłącznie związek z atrakcyjną i fajną babką. Wychowałem się na
                                                    > "Love story" i też tak chciałem mieć (oprócz zakończenia :)). W ten sposób omin
                                                    > ęło mnie sporo, bo seks dla seksu (bez alko) mnie nie interesował, a z początku
                                                    > jakoś te najfajniejsze nie były mną specjalnie zainteresowane. Jak piszesz - m
                                                    > indset u mnie był inny.
                                                    ------
                                                    Chodzilo mi raczej o to, ze w swojej relacji (jak rozumiem) z Ela, im wiecej dawales, tym wiecej dostawales. Tymczasem, najczesciej nie ma takiej bezposredniej zaleznosci i musisz w relacjach z kobietami i generalnie innymi ludzmi w ogole podazac za innym drogowskazem niz "przychylanie gwiazdki z nieba". A mindset mielismy pewnie podobny - ze dla kogos bliskiego robi sie wszystko. Tyle, ze ty miales to szczescie ze Ela byla kompatybilna z tym mindsetem, a ja musialem na bazie moich doswiadczen nieco go zmodyfikowac :)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 22:28
                                                    wont2 napisał:


                                                    > Chodzilo mi raczej o to, ze w swojej relacji (jak rozumiem) z Ela, im wiecej dawales, tym wiecej dostawales. Tymczasem, najczesciej nie ma takiej bezposrednie j zaleznosci i musisz w relacjach z kobietami i generalnie innymi ludzmi w ogole podazac za innym drogowskazem niz "przychylanie gwiazdki z nieba". A mindset mielismy pewnie podobny - ze dla kogos bliskiego robi sie wszystko. Tyle, ze ty miales to szczescie ze Ela byla kompatybilna z tym mindsetem, a ja musialem na bazie moich doswiadczen nieco go zmodyfikowac :).
                                                    ----------------------------
                                                    Zasadnicza różnica jest taka, moim zdaniem, że ja ją poznałem, jak miała 18 lat, niesamowite powodzenie i na takich, co chcieli dawać (nie bezinteresownie :)) gwiazdki, to było multum dookoła. Tak czy inaczej się mną zainteresowała. To mój życiowy fuks :)
                                                    Pewnie, gdyby moje awanse do atrakcyjnych lasek zakończyłyby się niepowodzeniem, stworzyłbym teorie, że ta mniej ładne są bardziej wartościowe, co zapewne wielu robi.
                                                    Jeśli tej babki nie chcesz, to rozumiem. Jak napisałem, dla samego przelecenia nigdy nie wszczynałem żadnej akcji. To sie zmieniało po alko, stety, niestety.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 07:53
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Tymczasem, najczesciej nie ma takiej bezposrednie
                                                    > j zaleznosci i musisz w relacjach z kobietami i generalnie innymi ludzmi w ogol
                                                    > e podazac za innym drogowskazem niz "przychylanie gwiazdki z nieba".

                                                    Ale to Ty przychylasz gwiazdke w swoim pojeciu, to Tobie sie wydaje, ze dajesz duzo, a tak naprawde dla tej drugiej strony, to moga byc jakies slabe bzdety.
                                                    Najczesciej ofiarowuje sie to co samemu chcialoby sie dostac. Blad uwazam, bo druga strone moze uszczesliwiac zupelnie co innego.

                                                    A mindset
                                                    > mielismy pewnie podobny - ze dla kogos bliskiego robi sie wszystko. Tyle, ze ty
                                                    > miales to szczescie ze Ela byla kompatybilna z tym mindsetem, a ja musialem na
                                                    > bazie moich doswiadczen nieco go zmodyfikowac :)

                                                    No i tu podobnie- dostalem od kogos cos, ale krece nosem ze mi sie nie podoba, bo wolalbym inne dobro. Czyli prezent tak, ale tylko taki jaki sam sobie wymarze. Rozczarowujace na dluzsza mete, nie?


                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:27
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Ale to Ty przychylasz gwiazdke w swoim pojeciu, to Tobie sie wydaje, ze dajesz
                                                    > duzo, a tak naprawde dla tej drugiej strony, to moga byc jakies slabe bzdety.
                                                    > Najczesciej ofiarowuje sie to co samemu chcialoby sie dostac. Blad uwazam, bo d
                                                    > ruga strone moze uszczesliwiac zupelnie co innego.
                                                    ------
                                                    Jasne. Dlatego kluczem jest dobranie sie, jak u Marka, zeby ta sama gwiazdka uszczesliwiala i obdarowujacego i obdarowywanego :)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:37
                                                    wont2 napisał:
                                                    Jasne. Dlatego kluczem jest dobranie sie, jak u Marka, zeby ta sama gwiazdka uszczesliwiala i obdarowujacego i obdarowywanego :).
                                                    ------------------------------
                                                    Ładnie to napisałeś, ale to rzeczywiście rzadkość i nie wiem, skąd się wzięła.
                                                  • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:40
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Jasne. Dlatego kluczem jest dobranie sie, jak u Marka, zeby ta sama gwiazdka us
                                                    > zczesliwiala i obdarowujacego i obdarowywanego :)

                                                    Pod warunkiem, ze ta gwiazdka jest jedna, gora dwie, a nie cale rozgwiezdzone niebo ;-)

                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 08:43
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    >
                                                    > > Jasne. Dlatego kluczem jest dobranie sie, jak u Marka, zeby ta sama gwiazdka us zczesliwiala i obdarowujacego i obdarowywanego :)
                                                    >
                                                    > Pod warunkiem, ze ta gwiazdka jest jedna, gora dwie, a nie cale rozgwiezdzone niebo ;-)
                                                    >---------------------------
                                                    I tu sie mylisz. Tych gwiazdek jest całkiem sporo. Na przykład wspólne śniadanie, obok Sowa). To juz dwie,a to dopiero początek dnia.:)
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:12
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > mabelle2000 napisała:

                                                    > > Pod warunkiem, ze ta gwiazdka jest jedna, gora dwie, a nie cale rozgwiezd
                                                    > zone niebo ;-)

                                                    > I tu sie mylisz. Tych gwiazdek jest całkiem sporo. Na przykład wspólne śniadani
                                                    > e, obok Sowa). To juz dwie,a to dopiero początek dnia.:)

                                                    U mnie jeszcze doszły ptaszyska. Pojnik im zafundowałem (owady też korzystają). Kupiłem dużą skrzynkę plastikową, odpowiednio ją przyciąłem, wyłożyłem kamieniami i wywierciłem w boku dziurę by nadmiar wody spływał tak by kamienie otoczaki tworzyły wysepki. Całe to ustrojstwo umieściłem na dachu garażu.
                                                    Zrobiłem to bo jeden ptaszyna, utopił się w baniaku na wodę do podlewania roślin.
                                                    A i pani się cieszy, bo śpiewają jej.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:16
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > A i pani się cieszy, bo śpiewają jej.
                                                    -------------------
                                                    W Warszawie świt ok 3.30 i ptaki zaczynają swoje śpiewy w ogrodzie, który jest lasem, bo posadziłem dawno temu sosny i świerki.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 23:55
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > W Warszawie świt ok 3.30 i ptaki zaczynają swoje śpiewy w ogrodzie, który jest
                                                    > lasem, bo posadziłem dawno temu sosny i świerki.

                                                    A jak się rozrosną do gigantycznych rozmiarów?
                                                    Będziesz musiał się w Szyszkę zabawić. Z tym, że ten cham kasę trzepie za starodrzew, a Ciebie odwrotnie, z kasy przetrzepią.
                                                    Miałem piękną jodłę, ale rozrosła się, za blisko domu była posadzona i mszyca modrzewiowa zaczęła ją żreć (gdy była mniejsza pryskałem ją) i poszła pod piłę.
                                                    Baba w ekologii burzyła się, ale gdy ją poinformowałem, że w razie odmowy wydania pozwolenia na ścięcie jej i gdy korzeniami naruszony fundament domu padnie i że będę wiedział kogo skarżyć o odszkodowanie, to zmiękła jak masło i pozwolenie wydała.

                                                • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 19:23
                                                  "A wracajac do meritum. Slodkie teksty to sa tylko slowa, ktore nic nie kosztuja i nic nie znacza. Ok, jak ktos lubi miod na uszy to niech sobie slucha. Ja wole jednak zachowac daleko posunieta ostroznosc jezeli chodzi o slowa, zeby nie przyslonily mi czynow :)"


                                                  Jedno drugiego nie wyklucza i w dodatku nikt idiota nie jest, zeby nie widzial czy w parze ze slowami ida czyny:)
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:15
                                                    kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > Jedno drugiego nie wyklucza i w dodatku nikt idiota nie jest, zeby nie widzial
                                                    > czy w parze ze slowami ida czyny:)
                                                    -------
                                                    Naprawde? Bo wydawalo mi sie, ze wiekszosc forumowiczow wyladowalo na tym forum, poniewaz przez cale lata brali za dobra monete slowa i nie potrafili dostrzec, ze rozjezdzaja sie one z czynami :)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 20:36
                                                    "Naprawde? Bo wydawalo mi sie, ze wiekszosc forumowiczow wyladowalo na tym forum, poniewaz przez cale lata brali za dobra monete slowa i nie potrafili dostrzec, ze rozjezdzaja sie one z czynami :)"

                                                    No nie jestem pewna. Jak juz to zamykali oczy przed rzeczywistoscia, bo nadzieja umiera ostatnia, bo ....
                                      • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 20:04
                                        wont2 napisał:

                                        > glamourous napisała:
                                        >
                                        > > Moj obecny (prawie dwa metry wzrostu) powiedzial mi kiedys kiedy zachwyca
                                        > lam si
                                        > > e jego wielkimi dlonmi : one sa takie duze po to, zeby cie lepiej chronic
                                        > i pie
                                        > > scic. I to jest czysta kwintesencja podejscia jakiego zawsze oczekiwalam
                                        > od mez
                                        > > czyzny wobec siebie.
                                        > ------
                                        > Jakies takie to strasznie przeslodzone dla mnie. Jestem ciekaw opinii innych dz
                                        > iewczyn w kwestii takich cukierkowych tekstow rodem z harlekina. Jasne, chronic
                                        > i piescic trzeba, ale gadac o tym? Ja to bym odpowiedzial, ze sa takie duze, z
                                        > eby ci dawac klapsy w dupsko jak jestes niegrzeczna. I pewnie dlatego nie mam d
                                        > ziewczyny :/ No bo z drugiej strony, analogicznie, jak by to wygladalo jakby fa
                                        > cet zachwycal sie twoimi malymi dlonmi, a ty bys powiedziala, ze sa takie male
                                        > po to, zeby sprawniej przygotowywac posilki dla ciebie, zebys nie chodzil glodn
                                        > y i zeby nie przeszkadzac przy robieniu ci loda jak sobie pomagam reka. Nie wie
                                        > m, dla mnie to idiotyczne i chyba bym sie puknal w glowe jakbym cos takiego usl
                                        > yszal. No ale moze jest popyt na takie teksty, a skoro jest popyt to znajdzie s
                                        > ie i podaz :)
                                        >

                                        Sie wypowiem. Ładne, podoba mi się i miło się słucha takich rzeczy :-) Oczywiście naprzemiennie z zapowiedziami klapsów, płodozmian to podstawa ;-)
                                        • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 20:50
                                          aandzia43 napisała:

                                          > Sie wypowiem. Ładne, podoba mi się i miło się słucha takich rzeczy :-) Oczywiśc
                                          > ie naprzemiennie z zapowiedziami klapsów, płodozmian to podstawa ;-)
                                          --------
                                          Hm. A jakby zintegrowac arsenal i powiedziec "one sa takie duze zeby cie lepiej chronic i piescic i zeby przylac czasem w dupsko jak jestes niegrzeczna"? Nie lepiej albo przynajmniej rownie dobrze? Bo obawiam sie, ze tekst oryginalny moglby nie przejsc u mnie testu autocenzury :/
                                          • sea.sea Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:27
                                            Bo nie jesteś na tyle blisko z żadną babą, żeby Ci budziła uczucia opiekuńcze :P
                                          • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:30
                                            wont2 napisał:

                                            > aandzia43 napisała:
                                            >
                                            > > Sie wypowiem. Ładne, podoba mi się i miło się słucha takich rzeczy :-) Oc
                                            > zywiśc
                                            > > ie naprzemiennie z zapowiedziami klapsów, płodozmian to podstawa ;-)
                                            > --------
                                            > Hm. A jakby zintegrowac arsenal i powiedziec "one sa takie duze zeby cie lepiej
                                            > chronic i piescic i zeby przylac czasem w dupsko jak jestes niegrzeczna"? Nie
                                            > lepiej albo przynajmniej rownie dobrze? Bo obawiam sie, ze tekst oryginalny mog
                                            > lby nie przejsc u mnie testu autocenzury :/
                                            >

                                            Pikantne słodycze? No skoro sam cukier przez gardło ci nie przechodzi to niech będzie i tak ;-)
                                            • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:42
                                              aandzia43 napisała:

                                              > Pikantne słodycze? No skoro sam cukier przez gardło ci nie przechodzi to niech
                                              > będzie i tak ;-)
                                              --------
                                              No i utarlismy kompromis! :) Jak w UE. Pikantny cukier, niezaliczany do slodyczy :) Ech, bedzie mi tego brakowac :)
                                      • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:03
                                        "Jakies takie to strasznie przeslodzone dla mnie. Jestem ciekaw opinii innych dziewczyn w kwestii takich cukierkowych tekstow rodem z harlekina. Jasne, chronic i piescic trzeba, ale gadac o tym? Ja to bym odpowiedzial, ze sa takie duze, zeby ci dawac klapsy w dupsko jak jestes niegrzeczna."

                                        No chyba zwyczajnie powiedzial glosno to co naprawde mysli. Moze to byc kwestia kulurowa, rowniez uzycia jezyka, bo w roznych roznie te same zdania brzmia(przypuszczam, ze nie Polak?) Ja lubie romantycznych mezczyzn i z pewna porcja wrazliwosci, co nie znaczy, ze cipowatych, bo to nie to samo. Sama nauczylam sie sluchac rzeczy, milych rzeczy, wyznan, ktorych sama nigdy bym nie robila i nie robie. Sa one mile, dzialaja. W dodatku czasem warto kiczowato, bo to pozostaje w pamieci. Kiedys maz powiedzial do syna: synu jak Ty sie kiedys bedziesz oswiadczal to na kolana, z tysiacem roz, niech bedzie z pompa, niech bedzie kiczowato, bo to robi wrazenie, pozostaje w pamieci, warto, to sa wspomnienia na lata." Zaluje, bo sam przegapil :)


                      • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:43
                        notyouraveragegirl napisała:

                        > Zaoszczędzę czasu na gdybanie: było. Upokorzyłam go nie raz. Podważyłam jego mę
                        > skość nie raz. To wszystko było jednak już po tym jak zostałam wielokrotnie odr
                        > zucona.

                        Eee, stara forumowa spiewa- " Bo bylam dla niego za dobra ". Kto sie na taki kit jeszcze lapie? O i drugi standardzik: " jak on mnie kijem, to ja mu palka, on zaczal, wiec mi wolno ". A spierdalaj z takim zwiazkiem.

                        > Więcej grzechów nie pamiętam, serdecznie za nie żałuję.

                        A guzik tam zalujesz. Albo szanujesz czlowieka, albo sie nie dziw, ze seksu z Toba nie chce.
                        • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:47
                          mabelle2000 napisała:

                          > A guzik tam zalujesz. Albo szanujesz czlowieka, albo sie nie dziw, ze seksu z T
                          > oba nie chce.

                          Teraz się nie dziwię. Tylko tak jak wspomniałam wcześniej - najpierw był brak seksu, później mój płacz, później jeszcze rzadszy seks i dopiero później moje darcie mordy.
                          • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:51
                            A, i nie uważam, że mi wolno było i że to jego wina, że się na niego darłam. Stwierdzam po prostu fakty dot. chronologii wydarzeń - brak seksu nie był spowodowany (przynajmniej na początku) obelgami, bo one pojawiły się dopiero w kolejnym etapie.
                          • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 16:55
                            notyouraveragegirl napisała:

                            > Teraz się nie dziwię. Tylko tak jak wspomniałam wcześniej - najpierw był brak s
                            > eksu, później mój płacz, później jeszcze rzadszy seks i dopiero później moje da
                            > rcie mordy.

                            A brak seksu czym byl spowodowany? Twoja lagodnoscia, cieplem i dobrocia ?
                            • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 17:06
                              mabelle2000 napisała:

                              > A brak seksu czym byl spowodowany? Twoja lagodnoscia, cieplem i dobrocia ?

                              Nie mam pojęcia. Myślę, że tym, że czuł się ode mnie gorszy, nie radził sobie z dorosłym życiem - studiami i pracą na raz, mniej ode mnie zarabiał, miał niskie poczucie własnej wartości, więc uciekał w pornografię (w trakcie pracy) i robił to na tyle często, że jak wracał do domu to na nic już nie miał siły. Poza tym, jak się okazało w wyniku terapii, nie interesują go relacje seksualne z osobami, które zna. Całą swoją seksualność od czasów nastoletnich rozwijał w ukryciu, więc kiedy już byłam jego żoną i mógł dowoli korzystać "na legalu" to go to nie interesowało. Pamiętam jak parę miesięcy po ślubie miałam mu coś znaleźć w historii gadu gadu i zobaczyłam, że jest zalogowany na jakiś dziwny numer i to, że w trakcie jak krótko po naszej podróży poślubnej wyjechałam na kilka dni do rodziny, próbował jako anonim zagadywać do mojej koleżanki i wypytywać ją o to co lubi i pociągnąć z nią jakąś erotyczną gadkę.

                              Wtedy zaczęły się awantury.
                            • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 17:09
                              mabelle2000 napisała:

                              > notyouraveragegirl napisała:
                              >
                              > > Teraz się nie dziwię. Tylko tak jak wspomniałam wcześniej - najpierw był
                              > brak s
                              > > eksu, później mój płacz, później jeszcze rzadszy seks i dopiero później m
                              > oje da
                              > > rcie mordy.
                              >
                              > A brak seksu czym byl spowodowany? Twoja lagodnoscia, cieplem i dobrocia ?


                              Kiedy przestał pan bić żonę i dlaczego. Nie słyszałaś o rozlicznych przyczynach niechęci mezcxyzny do seksu z żoną?
                              • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 17:38
                                aandzia43 napisała:

                                > Kiedy przestał pan bić żonę i dlaczego. Nie słyszałaś o rozlicznych przyczynach
                                > niechęci mezcxyzny do seksu z żoną?

                                Niechec to jedna sprawa, a druga sprawa jest plynne przejscie chodzacej dobroci w regularna jedze. Bo takie " naturalne przemiany" to tylko na tym forum sie zdarzaja, byla do rany przyloz, a sfiksowala z braku seksu. Jasne.
          • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 06:12
            hello kitty napisała:
            > To z kim jest tym niezlym kochankiem? Z jakimis innymi paniami?

            Może z innymi paniami też - nie wiem na 100%. Ale miałam na myśli to, że ze mną nim jest, kiedy już jest zainteresowany.

            Ostatnimi czasy to ja nie jestem zainteresowana bo wolę żyć bez seksu, w stanie uśpienia, niż z rozbudzoną seksualnością kiedy po jednym razie czekam na rychły następny.
            • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 10:02
              notyouraveragegirl napisała:

              > Ostatnimi czasy to ja nie jestem zainteresowana bo wolę żyć bez seksu, w stanie
              > uśpienia, niż z rozbudzoną seksualnością kiedy po jednym razie czekam na rychł
              > y następny.

              Czyli zdecydowalas sie zyc bez seksu, no to sniadaniami sie juz w ogole nie przejmuj. To popierdolka jest.
              • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 14:00
                hello-kitty2 napisała:

                > Czyli zdecydowalas sie zyc bez seksu, no to sniadaniami sie juz w ogole nie prz
                > ejmuj. To popierdolka jest.

                Nie zdecydowałam się żyć bez seksu tylko aktywnie go nie szukam i wyrzuciłam go z centrum mojego wszechświata. Lata mi zajęło wymyślanie powodów, dla których to ja jestem winna i marnowanie czasu na próby odwrócenia sytuacji. Mąż sobie chodzi na terapię - podobno jest niezdolny do budowania bliskości, a seks służy mu tylko do rozładowywania napięć stąd też nie jest zainteresowany tym, żeby uprawiać go ze mną. Właściwie kręcą go tylko nieznajome. Ja nie mogę stać się nieznajomą więc nie zawracam sobie tym głowy. Przynajmniej nie mam poczucia, że seks jest wyżebrany jak już do niego dochodzi. Może mąż się tą bliskość budować nauczy zanim stracę całkowicie zainteresowanie nim. A jeśli nie - cóż. Każdy związek ma jakiś swój początek i jakiś koniec.

                Ogólnie zwrócenie większości mojej uwagi w inną stronę pozytywnie na mnie zadziałało -prowokuję mniej kłótni i szarpania się o seks pod pozorem innych problemów - chodzę sobie na siłkę 4 razy w tygodniu, rozwijam się, nie siedzę sama, zapłakana w czterech ścianach.
              • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 14:03
                hello-kitty2 napisała:

                > notyouraveragegirl napisała:
                >
                > > Ostatnimi czasy to ja nie jestem zainteresowana bo wolę żyć bez seksu, w
                > stanie
                > > uśpienia, niż z rozbudzoną seksualnością kiedy po jednym razie czekam na
                > rychł
                > > y następny.
                >
                > Czyli zdecydowalas sie zyc bez seksu, no to sniadaniami sie juz w ogole nie prz
                > ejmuj. To popierdolka jest.

                To proste: on nie zaspokaja jej żywotnych potrzeb (erotyzm, pasja, pożądanie, bliskość poprzez seks) ona nie zaspokaja jego (bliskość poprzez codzienne bycie razem, śniadanka, zakupki i inne takie). Typowe kołysanie łódką guru Urquharta. Co ci się nie podoba? To że role są odwrócone? ;-)
                • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 14:56
                  aandzia43 napisała:

                  > To proste: on nie zaspokaja jej żywotnych potrzeb (erotyzm, pasja, pożądanie, b
                  > liskość poprzez seks) ona nie zaspokaja jego (bliskość poprzez codzienne bycie
                  > razem, śniadanka, zakupki i inne takie). Typowe kołysanie łódką guru Urquharta.
                  > Co ci się nie podoba? To że role są odwrócone? ;-)

                  Co MNIE sie nie podoba? Mnie jedynie zdziwil jej post, w ktorym ona zastanawia sie czy jest dobra zona. Ot smieszne. Aa i jeszcze smieszne wydaje mi sie to, ze on jest dobrym kochankiem (w jej mniemaniu) po tym jak opisywala seks z nim wczesniej i po tym jak on nie jest z nia seksem zainteresowany. Wniosek: znowu jest strona, ktorej bardziej zalezy i ktora znowu przegra. Bo jej niezaleznosc od niego i niezaiteresowanie seksem z nim jest udawane i to udawanie smierdzi na odleglosc. I on o tym wie.
                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 15:19
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Co MNIE sie nie podoba? Mnie jedynie zdziwil jej post, w ktorym ona zastanawia
                    > sie czy jest dobra zona. Ot smieszne.

                    Przecież oczywiste jest to, że moje pytanie nie jest na poważnie :)

                    Aa i jeszcze smieszne wydaje mi sie to, z
                    > e on jest dobrym kochankiem (w jej mniemaniu) po tym jak opisywala seks z nim w
                    > czesniej i po tym jak on nie jest z nia seksem zainteresowany.

                    On raz kiedyś zainteresowany jest. Tylko rzadko. Wtedy już radzi sobie całkiem nieźle.

                    >Wniosek: znowu j
                    > est strona, ktorej bardziej zalezy i ktora znowu przegra. Bo jej niezaleznosc o
                    > d niego i niezaiteresowanie seksem z nim jest udawane i to udawanie smierdzi na
                    > odleglosc. I on o tym wie.
                    >

                    Kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Po raz pierwszy w życiu mam poczucie, że mój brak zainteresowania nie jest tylko "na złość" i "żeby mu pokazać" i "że jeszcze pożałuje", że czuję się wolna do tego, żeby odmówić seksu, gdy nie mam na niego ochoty, a nie zgodzić się tylko dlatego, że następna okazja może się przez miesiąc nie powtórzyć. Po raz pierwszy w życiu nie spędzam godzin na zastanawianiu się czy zadziałało, czy dało mu coś do myślenia, że nie obchodzi mnie czy ta sukienka/ bielizna/ bluzka mu się spodoba. I właśnie dlatego, że on widzi to, że przestaje mi zależeć ma coraz więcej "ale" np. do tego, że nie ma śniadania podanego pod nos, że nie posprzątałam, że przez ileś godzin nie odpisałam na smsa.
                    • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 15:31
                      notyouraveragegirl napisała:

                      > Przecież oczywiste jest to, że moje pytanie nie jest na poważnie :)

                      A po co? Dla zabawy? A to jest zabawne? Jak chcesz byc zla zona, to go walnij w rogi. Przynajmniej dowiedziesz, ze babki ruchaja sie bez zaangazowania i rozkrecisz w koncu troche swoje watki.

                      > Kompletnie się z Tobą nie zgadzam. Po raz pierwszy w życiu mam poczucie, że mój
                      > brak zainteresowania nie jest tylko "na złość" i "żeby mu pokazać" i "że jeszc
                      > ze pożałuje", że czuję się wolna do tego, żeby odmówić seksu, gdy nie mam na ni
                      > ego ochoty, a nie zgodzić się tylko dlatego, że następna okazja może się przez
                      > miesiąc nie powtórzyć. Po raz pierwszy w życiu nie spędzam godzin na zastanawia
                      > niu się czy zadziałało, czy dało mu coś do myślenia, że nie obchodzi mnie czy t
                      > a sukienka/ bielizna/ bluzka mu się spodoba. I właśnie dlatego, że on widzi to,
                      > że przestaje mi zależeć ma coraz więcej "ale" np. do tego, że nie ma śniadania
                      > podanego pod nos, że nie posprzątałam, że przez ileś godzin nie odpisałam na s
                      > msa.

                      Gratulacje! Jeszcze z pare lat i dojrzejesz do rozwodu ;) Gorzej co z projektem dziecko?
                      • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 15:58
                        hello-kitty2 napisała:

                        > notyouraveragegirl napisała:
                        >
                        > > Przecież oczywiste jest to, że moje pytanie nie jest na poważnie :)
                        >
                        > A po co? Dla zabawy? A to jest zabawne? Jak chcesz byc zla zona, to go walnij w
                        > rogi. Przynajmniej dowiedziesz, ze babki ruchaja sie bez zaangazowania i rozkr
                        > ecisz w koncu troche swoje watki.

                        To było pytanie z przymróżeniem oka. Chciałam poznać opinie innych osób nt. robienia/ nierobienia śniadania. W temacie wypowiedziała się tylko Kag i Sea.sea, więc mamy 50/50.
                        Celowo wybrałam również reprezentatywną grupę społeczną - tj. osoby będące w związkach bez seksu. Dla kontrastu mógłby się wypowiedzieć w temacie Marek, który jest w idealnym jego zdaniem związku i ten seks ma.

                        Nie potrzebuję podkręcać ani życia, ani wątków. Ja się nie "rucham bez zaangażowania", więc jak spotkam kogoś, z kim będę miała ochotę się zaangażować to może to zrobię. Ostatnim razem jak spotkałam to mi nie wypadało z różnych powodów.

                        > Gorzej co z projektem
                        > dziecko?

                        Projekt dziecko zawieszony. Mam jeszcze kilka lat - są kobiety bliżej 40-tki które rodzą swoje pierwsze dzieci. Nie mam też jakiejś ogromnej presji na tu i teraz. Szukanie materiału genetycznego na siłę też raczej nie skończy się dobrze.
                        • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 18:29
                          notyouraveragegirl napisała:

                          Chciałam poznać opinie innych osób nt. rob
                          > ienia/ nierobienia śniadania. W temacie wypowiedziała się tylko Kag i Sea.sea,
                          > więc mamy 50/50.
                          > Celowo wybrałam również reprezentatywną grupę społeczną - tj. osoby będące w zw
                          > iązkach bez seksu. Dla kontrastu mógłby się wypowiedzieć w temacie Marek, który
                          > jest w idealnym jego zdaniem związku i ten seks ma.

                          Naprawde interesuje Cie cos tak nieistotnego jak robienie sniadan w aspekcie robienia sniadan, a nie np wplywu na pozycie seksualne? Nie uwierze.

                          > Ja się nie "rucham bez zaangażowania", więc jak spotkam kogoś, z kim będę miała ochotę się zaangażować to może
                          > to zrobię.

                          Sabat, Wont, Gogol, kto tam jeszcze, czytacie to? Pozostaje Tajlandia ;)
                          • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 18:37

                            >
                            > > Ja się nie "rucham bez zaangażowania", więc jak spotkam kogoś, z kim będę
                            > miała ochotę się zaangażować to może
                            > > to zrobię.
                            >
                            > Sabat, Wont, Gogol, kto tam jeszcze, czytacie to? Pozostaje Tajlandia ;)
                            >
                            Ale oni sobie całkiem dobrze radzą :-D
                          • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 19:54
                            notyouraveragegirl napisała:
                            >Ja się nie "rucham bez zaangażowania", więc jak spotkam kogoś, z kim będę miała ochotę się zaangażować to może to zrobię>.
                            hello-kitty2 napisała:
                            > Sabat, Wont, Gogol, kto tam jeszcze, czytacie to? Pozostaje Tajlandia ;)>

                            Popieram plany girl. Zaangażowane bzykają się chętniej, z większym zapałem a my na tym korzystamy, bo nie ma nic fajniejszego niż sex z napaloną kobietą.
                            A napalone Tajki pewnie też są ale podejrzewam, że częściej to u nich to taki chwyt marketingowy bo ktoś im powiedział, że Europejczycy nie koniecznie lubią udawane orgazmy.


                            • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 20:54
                              gogol77 napisał:

                              > A napalone Tajki pewnie też są ale podejrzewam, że częściej to u nich to taki c
                              > hwyt marketingowy bo ktoś im powiedział, że Europejczycy nie koniecznie lubią u
                              > dawane orgazmy.

                              Mnie jakoś obrzydzają Azjaci. Tajowie i Tajki są bardzo mili, ale mali ludzie nie są zupełnie dla mnie atrakcyjni (kobiety poniżej 165, a mężczyźni poniżej 183). Moim zdaniem w Tajlandii najlepsze laski to transseksualiści. Gdybym była facetem to na pewno nie udałabym się do Azji na seksturystykę. Do takiej Wenezueli znacznie chętniej.

                              Z kolei mam kolegę, który twierdzi, że chce sobie sprowadzić jakąś biedną Azjatkę na żonę bo on będzie na nią pracował, a ona będzie go dozgonnie obsługiwać pod każdym względem bo będzie mu taka wdzięczna, że ją wyrwał z biedy. Europejki są dla niego zbyt wymagające: dają za darmo, a myślą, że później on się będzie starać i wygłupiać z jakimiś kwiatami i romantycznymi bzdetami, żeby drugi raz dostać to samo, co raz dostał za free, a od innej bez problemu dostanie bez wysiłku.
                              • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 22:54
                                notyouraveragegirl napisała:

                                > mali ludzie n
                                > ie są zupełnie dla mnie atrakcyjni (kobiety poniżej 165, a mężczyźni poniżej 18
                                > 3)

                                Coz za precyzja :))
                                Biedni Brad Pitt, Johnny Depp, Matt Damon i George Clooney - zupelnie poza Twoimi zainteresowaniami.
                                Toma Cruise przez litosc nie wymienilem, wiadomo... :))
                                • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 23:12
                                  sabat3 napisał:

                                  > Biedni Brad Pitt, Johnny Depp, Matt Damon i George Clooney - zupelnie poza Twoi
                                  > mi zainteresowaniami.
                                  > Toma Cruise przez litosc nie wymienilem, wiadomo... :))

                                  :))

                                  W Tomie Cruisie to się akurat kochałam jako nastolatka, ale wtedy sama byłam niewyrośnięta, więc zaakceptowałabym jego niski wzrost. Cała reszta nawet z wysokim wzrostem zupełnie mi się nie podoba :). Na pewno bardzo by to przeżyli.

                                  Ja jestem wysoka i lubię wysokie obcasy przy większych okazjach, więc facet musi być wyższy ode mnie, kiedy je założę. Właściwie to kiedyś moim minimum było 185 cm, ale obniżyłam standardy specjalnie dla Matthew McConnaughey :).
                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 23:27
                                    notyouraveragegirl napisała:
                                    > Ja jestem wysoka i lubię wysokie obcasy przy większych okazjach, więc facet mus
                                    > i być wyższy ode mnie, kiedy je założę. Właściwie to kiedyś moim minimum było 1
                                    > 85 cm, ale obniżyłam standardy specjalnie dla Matthew McConnaughey :).

                                    Rozumiem. Ja moge powiedziec w druga strone. Chociaz generalnie podobaja mi sie wysokie kobiety, to raczej bym nie startowal - kretynsko by to wygladalo ;) bo sam jestem raczej niski jak na standardy wspolczesnych panow. Za to nawet naprawde niski wzrost u kobiety mi nie przeszkadza, wiec po prostu jakos nigdy nie zawracalem sobie glowy tymi bardzo wysokimi. Ze wzgledow praktycznych.
                          • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 20:59
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Naprawde interesuje Cie cos tak nieistotnego jak robienie sniadan w aspekcie ro
                            > bienia sniadan, a nie np wplywu na pozycie seksualne? Nie uwierze.

                            Uwierz :). Naprawdę mnie coś tak, Twoim zdaniem, nieinteresującego interesuje. A jeśli już mamy rozpatrywać więcej zmiennych to interesuje mnie wpływ braku pożycia na robienie śniadań, a nie odwrotnie :). Odwrotnie już zbadałam.
                            • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 21:24
                              notyouraveragegirl napisała:
                              > interesuje mnie wpływ braku pożycia na robienie śniadań, a nie odwrotnie :). >

                              A jakość pożycia? Zaangażowanie? Jak się ma śniadanie vs zaangażowanie?
                              Bo kiedyś nie tak znowu dawno kag przyznała się tu, że dla niej śniadanie (z kochankiem) to rzecz tak intymna, że jak bzykała się z kimś tylko dla seksu, bez zaangażowania - to robiła to tylko w dni powszednie, tak żeby gościu spiesząc się do pracy nie mógł zostać na śniadanie.

                              • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 21:35
                                gogol77 napisał:

                                > A jakość pożycia? Zaangażowanie? Jak się ma śniadanie vs zaangażowanie?
                                > Bo kiedyś nie tak znowu dawno kag przyznała się tu, że dla niej śniadanie (z ko
                                > chankiem) to rzecz tak intymna, że jak bzykała się z kimś tylko dla seksu, bez
                                > zaangażowania - to robiła to tylko w dni powszednie, tak żeby gościu spiesząc s
                                > ię do pracy nie mógł zostać na śniadanie.

                                Nie tylko sniadania:-) A tryskajace na posciel sokiem truskawki? Sernik wyjadany jedna lyzeczka i wystygla herbata, zapomniana, bo przeciez czas w lozku plynie inaczej ;-)
                              • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 22:37
                                gogol77 napisał:


                                > A jakość pożycia? Zaangażowanie? Jak się ma śniadanie vs zaangażowanie?
                                > Bo kiedyś nie tak znowu dawno kag przyznała się tu, że dla niej śniadanie (z ko
                                > chankiem) to rzecz tak intymna, że jak bzykała się z kimś tylko dla seksu, bez
                                > zaangażowania - to robiła to tylko w dni powszednie, tak żeby gościu spiesząc s
                                > ię do pracy nie mógł zostać na śniadanie.

                                I spieprzyłam badanie. Nie sprecyzowałam, że chodzi o wpływie braku małżeńskiego pożycia na robienie śniadań w małżeństwie.

                                Ale to prawda, że śniadanie może być bardzo intymne. Pewnie dlatego jak nie ma seksu to nie ma weekendowych wspólnych wykwintnych śniadanek, więc będę rozgrzeszona :).
                                • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 22:52
                                  Śmichy- chichy i głupoty. Wpływ wpływ światła dziennego na dzietność bakterii beztlenowych. I o czym tu gadać? Że niby zabawnie? Czy też naukowo? Gówno zabawnie i naukowo.
                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 23:14
                                    zawle napisała:

                                    > Śmichy- chichy i głupoty. I o czym tu gadać? Że niby zabawnie? Czy też naukowo? Gówno zabawn
                                    > ie i naukowo.
                                    >

                                    Dla mnie zabawnie :) Skoro dla Ciebie ani zabawnie ani naukowo to może zechciałabyś wzbogacić ten wątek wypowiadając się w temacie ;)?
                                • sea.sea Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 23:16
                                  Gdyby mi dolegał brak małżeńskiego pożycia, to bym nie robiła śniadań, w ogóle nic bym z daną osobą nie robiła, tylko bym wzięła walizki i wyszła. Co też uczyniłam, dwa razy w życiu, jak poczułam, że w związku jest coś mocno nie teges i że nie mam ochoty tego naprawiać. Nie żałuję, od kilku miesięcy dzieje mi się związkowo coś absolutnie genialnego. Eksi też nie żałują, znaleźli sobie nowe partnerki i z tego co się orientuję, wszyscy są zadowoleni. Zdaje się, że się wszyscy jednak nadawaliśmy do związków, ale nie ze sobą. Tyle, że ja się bardzo dużo nauczyłam w poprzednich relacjach i wyciągnęłam różne wnioski, które teraz stosuję w praktyce. Jeśli popełnię jakieś błędy, to na pewno inne niż poprzednio.

                                  P.S. Mam do 40tki już bliżej, niż dalej, nie jestem brzydalem, ale zjawiskowa to też nie - wbrew forumowej mądrości, która głosi, że osoba płci żeńskiej po 30tce może znaleźć kogoś sensownego w podobnym wieku nieomal wyłącznie wtedy, jeśli jest wybitnie piękna - no ale ja generalnie mam w życiu sporo fuksa. Żeby jednak oddać sprawiedliwość - mam o tyle łatwiej, że interesują mnie wyłącznie mężczyźni, którzy za nic w świecie nie chcą się rozmnażać, czyli gospodaruję w grupie, który dla większości kobiet kwalifikuje się pod "odpady atomowe z ciężkim, dyskwalifikującym defektem" :)
                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 23:29
                                    sea.sea napisała:

                                    > P.S. Mam do 40tki już bliżej, niż dalej, nie jestem brzydalem, ale zjawiskowa t
                                    > o też nie - wbrew forumowej mądrości, która głosi, że osoba płci żeńskiej po 30
                                    > tce może znaleźć kogoś sensownego w podobnym wieku nieomal wyłącznie wtedy, jeś
                                    > li jest wybitnie piękna - no ale ja generalnie mam w życiu sporo fuksa.

                                    No wiesz, wszystko zalezy co rozumiec pod pojeciem "kogos sensownego" ;)
                                    A madrosci forumowej nie slyszalem do tej pory.
                                    • sea.sea Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 23:39
                                      No przecież jest natłuczone dziesiątki postów o tym, że atrakcyjni panowie po 30tce wolą kobiety o dychę młodsze, albowiem są piękne i świeże, nie to co zużyte 30tki z grawitacją upominającą się o ich biust :]
                                      • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 23:43
                                        Rany, no to pozostaja tylko ci nieatrakcyjni ;))
                                      • gogol77 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 12:09
                                        sea.sea napisała:
                                        >.... albowiem są piękne i świeże, nie to co zużyte 30tki z grawitacją upominającą się o ich biust>

                                        A śniadania robią??? Wykwintniejsze niż te, które robią te grawitacyjnie zużyte 30-latki?
                                      • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 11:31
                                        Ironizujesz, a tymczasem moja siostra, ktora od jakiegos czasu randkuje przy pomocy portali netowych ze zdziwieniem odkryła, że bardzo wielu facetów zaniża sobie wiek i to niemało, bo jakieś 5 lat średnio, a wszystko po to, by nie pisały do nich równolatki. Panowie w przedziale 35-45.
                                        • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 11:51
                                          rekreativa napisała:
                                          > Ironizujesz, a tymczasem moja siostra, ktora od jakiegos czasu randkuje przy po
                                          > mocy portali netowych ze zdziwieniem odkryła, że bardzo wielu facetów zaniża so
                                          > bie wiek i to niemało, bo jakieś 5 lat średnio, a wszystko po to, by nie pisały
                                          > do nich równolatki. Panowie w przedziale 35-45.

                                          Nieatrakcyjni raczej nie będą zaniżać, no może jedynie grupa tych najbardziej oderwanych od rzeczywistości narcyzów. Trzeba wiedzieć z czym do ludzi. Są pewne granice i to że piszesz, nie oznacza z automatu, że domagasz się nagrody "Nike", a Twój pierwszy obraz niekoniecznie musi wisieć naprzeciwko "Damy z łasiczką".
                                          Problemem portali randkowych są głównie narcystycznie wyjebane w kosmos oczekiwania drugiej strony, stąd problem z porozumieniem i żale wylewane na przeciwną płeć. Te checklisty są niespójne, z tej mąki chleba nie będzie :)
                                          • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 19:15
                                            sabat 3 napisał
                                            >Problemem portali randkowych są głównie narcystycznie wyjebane w kosmos oczekiwania drugiej strony, stąd problem z porozumieniem i żale wylewane na przeciwną płeć. Te checklisty są niespójne, z tej mąki chleba nie będzie :)<

                                            Też nie do końca się zgodzę. Wszystko zależy jaki jest główny cel znajomości i oczekiwania z nią związane. Czego innego się oczekuje w przypadku nieobowiązującego bzykanka jako odskoczni od rzeczywistości i zaznania nowych wrażeń( co się przecież przeważnie deklaruje już na wejściu, wypełniając te różne ankiety), a czego innego, jeśli z góry jest się nastawionym na znalezienie tej jednej / jednego do dłuższego, czy trwałego związku, od razu najlepiej mając na celu zaobrączkowanie się. Wtedy wiadomo, może być trudniej tak od razu, czy z miejsca się dobrać, żeby pasowało wszystko obu stronom.
                                        • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 12:21
                                          rekreativa napisała:

                                          > Ironizujesz, a tymczasem moja siostra, ktora od jakiegos czasu randkuje przy po
                                          > mocy portali netowych ze zdziwieniem odkryła, że bardzo wielu facetów zaniża so
                                          > bie wiek i to niemało, bo jakieś 5 lat średnio, a wszystko po to, by nie pisały
                                          > do nich równolatki. Panowie w przedziale 35-45.

                                          Kochana, zatajany wiek to najmniejszy problem na portalach randkowych. Najczęściej panowie zatajają żony i partnerki ;-) A propos wieku: kiedyś umówiłam się na kawę z takim co twierdził, że ma 53. Miał 63. Nie wiem na co liczył, że nie zauważę? Zresztą nie wiek był przyczyną tego, że spotkanie odbyło się jedno.
                                          • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 14:30
                                            "Kochana, zatajany wiek to najmniejszy problem na portalach randkowych."

                                            Ogólnie te portale działają raczej zniechęcająco...
                                            Jeden kolo wyznał mojej siostrze, że się umówił z nią na zasadzie wyjątku, gdyż jest taką atrakcyjną laską, bo normalnie z takimi starymi się nie spotyka (siostra ma 37, on miał 46)
                                            Inny z kolei na grzeczną odmowę spotkania obruszył się., że to nie supermarket, żeby se przychodziła i wybierała :D
                                            Niestety, skłaniam się do zdania sabata, z tej mąki chleba nie będzie raczej.
                                          • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 19:23
                                            aandzia 43 napisała
                                            >Kochana, zatajany wiek to najmniejszy problem na portalach randkowych. Najczęściej panowie zatajają żony i partnerki ;-<

                                            Jak szukają kochanki do bzykania, a nie do nowego związku to też? Wtedy przeciwknie, z góry określają swój status związkowy podkreślając, że absolutnie nie szukają nowej żony, żeby później nie było rozczarowań i niepotrzebnych pretensji, albo żalów i żeby od razu wiadomo było, na co obie strony się piszą.
                                        • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 12:28
                                          rekreativa napisała:

                                          > Ironizujesz, a tymczasem moja siostra, ktora od jakiegos czasu randkuje przy po
                                          > mocy portali netowych ze zdziwieniem odkryła, że bardzo wielu facetów zaniża so
                                          > bie wiek i to niemało, bo jakieś 5 lat średnio, a wszystko po to, by nie pisały
                                          > do nich równolatki. Panowie w przedziale 35-45.

                                          O kurka czyli potem siostra sie wbija w jakiegos 'strarucha'? Czy ona to ta rownolatka? Srednio 5 lat czyli zeby parnerka byla conajmniej o te 5 lat mlodsza, tak? Ja wszystko rozumiem jak ludzie sa mlodzi czyli dajmy na to 30stka z 35 latkiem czy 38latkiem. Schody sie zaczynaja dalej, jak u mnie, po 40stce, gdy dochodzi styl zycia, ktory u jednej strony procentuje energia i sylwetka, gorzej jak tej mlodszej, a druga strona kanapa, brzuch i wieczne zmeczenie, w sumie doslownie od niczego. Jakiekolwiek czynnosci fizyczne np rozladowanie zmywarki powoduja u niego zlanie potem, calkowite, przeklinanie i niezadowolenie, wieczny problem ruszenia tym cielskiem. Ja natomiast nie odczuwam z wiekiem zadnego spadku kondycji ani energii (oprocz pooperacyjnego ale juz mija) od czasow licealnych. Wydaje mi sie, ze w ten sposob procentuje na starosc sportowe zycie. I teraz jak spedzac czas? Skoro spaslak nie jest w stanie nic fizycznego zrobic zeby czuc sie dobrze, wieczne narzekanie, wieczne upocenie sie, wieczny dyskomfort, jakis rodzaj niepelnosprawnosci jeszcze przed 50tka. Mysle tez, ze praca umyslowa za biurkiem rowniez procentuje negatywnie, jesli ktos pozapracowo nie doklada ruchu. Dochodze do wniosku, ze byc moze lepiej wiazac sie z osoba pracujaca fizycznie jak Zawle, bo te wszystkie problemy odpadaja. Mysle, ze jeszcze z 10 lat i ludzie beda mysleli, ze moj partner jest moim ojcem, a roznica jest tylko 6 lat. Wiec pytanie czy Ci wszyscy obnizajacy sobie wiek panowie nadazaja za nim tez wygladem i aktywnoscia? Tak sobie mysle, ze teraz jakbym sie wiazala z facetem, to bym mu zrobila jakis zakamuflowany test kondycyjny. I niech bedzie starszy nawet o 10 lat ale w tym tescie niech wypdnie lepiej ode mnie.
                                          • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 12:48
                                            Wiec pytanie czy Ci wszyscy obnizajacy sobie wiek panowie nadazaja za ni
                                            > m tez wygladem i aktywnoscia? Tak sobie mysle, ze teraz jakbym sie wiazala z fa
                                            > cetem, to bym mu zrobila jakis zakamuflowany test kondycyjny. I niech bedzie st
                                            > arszy nawet o 10 lat ale w tym tescie niech wypdnie lepiej ode mnie.
                                            >
                                            Ten, co się umówił ze mną i odmłodził się o 10 lat miał znaczną nadwagę i sapał jak parowóz ;-)
                                            • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 14:37
                                              aandzia43 napisała:

                                              > Ten, co się umówił ze mną i odmłodził się o 10 lat miał znaczną nadwagę i sapał
                                              > jak parowóz ;-)

                                              Lojesu, no to na co on liczyl? Ze sie zlitujesz i go odprowadzisz do autobusu? ;-) Bezkrytyka panow powala.
                                              • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 14:47
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > aandzia43 napisała:
                                                >
                                                > > Ten, co się umówił ze mną i odmłodził się o 10 lat miał znaczną nadwagę i
                                                > sapał
                                                > > jak parowóz ;-)
                                                >
                                                > Lojesu, no to na co on liczyl? Ze sie zlitujesz i go odprowadzisz do autobusu?
                                                > ;-) Bezkrytyka panow powala.

                                                To był w.sumie bardzo sympatyczny, inteligentny i konkretny pan. Tłumaczył się tym, że ma małe jak na swój wiek dzieci i chciał poznać panią z dziecmi niedużymi również, a taką prędzej można wyhaczyć w grupie młodszej. Sądzę, że trochę ściemniał z tym powodem, po prostu lubił młodsze babki i taką miał śp.żonę. Był wdowcem. Cóż, moja córka dobiega do trzydziestki, nie pobawi się z jego potomstwem ;-)
                                                • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 14:56
                                                  aandzia43 napisała:

                                                  > > > Ten, co się umówił ze mną i odmłodził się o 10 lat miał znaczną nad
                                                  > wagę i sapał jak parowóz ;-)
                                                  > >
                                                  > > Lojesu, no to na co on liczyl? Ze sie zlitujesz i go odprowadzisz do autobusu? ;-) Bezkrytyka panow powala.
                                                  >
                                                  > To był w.sumie bardzo sympatyczny, inteligentny i konkretny pan.
                                                  --------------------------------
                                                  A tutaj ile bylo krytyk, ze ci prosci faceci leca na ladne i na cialo. Bo przeciez liczy sie charakter, glowa i wnetrze. I co?
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 15:18
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > > > Ten, co się umówił ze mną i odmłodził się o 10 lat miał znacz
                                                    > ną nad
                                                    > > wagę i sapał jak parowóz ;-)
                                                    > > >
                                                    > > > Lojesu, no to na co on liczyl? Ze sie zlitujesz i go odprowadzisz d
                                                    > o autobusu? ;-) Bezkrytyka panow powala.
                                                    > >
                                                    > > To był w.sumie bardzo sympatyczny, inteligentny i konkretny pan.
                                                    > --------------------------------
                                                    > A tutaj ile bylo krytyk, ze ci prosci faceci leca na ladne i na cialo. Bo przec
                                                    > iez liczy sie charakter, glowa i wnetrze. I co?

                                                    To chyba bylły twoje pobożne życzenia ;-) Dodatkowo ten pan nie był biedny (zrobiłam research ;-)) Marku, czy ja kiedykolwiek pisałam, że mężczyzna może mnie nie pociągać? A pociąg w moim przypadku to między innymi ciało i sposób poruszania się.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 15:26
                                                    aandzi> > A tutaj ile bylo krytyk, ze ci prosci faceci leca na ladne i na cialo. Bo przeciez liczy sie charakter, glowa i wnetrze. I co?
                                                    -------------------->
                                                    > To chyba bylły twoje pobożne życzenia ;-) Dodatkowo ten pan nie był biedny (zrobiłam research ;-)) Marku, czy ja kiedykolwiek pisałam, że mężczyzna może mnie nie pociągać? A pociąg w moim przypadku to między innymi ciało i sposób poruszania się.
                                                    ----------------
                                                    Ja o czym innym, mianowicie o rzucanych opiniach, ze faceci sa prosci, bo leca na cialo, a przeciez ono nie najwazniejsze :). Tak wiec on uroczy inteligentny, jeszcze zamozny i co? Nic. Niech zacznie cwiczyc, to moze cos to zmieni.

                                                • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 14:59
                                                  "Cóż, moja córka dobiega do trzydziestki, nie pobawi się z jego potomstwem ;-)"

                                                  I to byl zapewne glowny powod, ze go nie chcialas(albo on Ciebie) :))
                                          • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 12:53
                                            Tak jest. Sport, uprawiany regularnie, odpowiednia sylwetka, waga i mozna dlugo miec kondycje i energie. A piwo wieczorem po treningu jest bardzo mile.
                                        • kutuzow Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 13:39

                                          rekreativa napisała:

                                          > Ironizujesz, a tymczasem moja siostra, ktora od jakiegos czasu randkuje przy po
                                          > mocy portali netowych ze zdziwieniem odkryła, że bardzo wielu facetów zaniża so
                                          > bie wiek i to niemało, bo jakieś 5 lat średnio, a wszystko po to, by nie pisały
                                          > do nich równolatki. Panowie w przedziale 35-45.


                                          Jest proste wyjaśnienie tego procederu. Jak spotykasz gościa w knajpie i wydaje Ci się fajny, to najpierw go poznajesz a potem dowiadujesz się ile dokładnie ma lat (może wyglądać np. na zadbanego 35+ a mieć np. 41. To działa także z drugą stronę -ktoś jest odpychający więc nawet jak ma 33 lata to go skreślasz. Na portalach zaś albo jest możliwość wpisania przedziału wiekowego w jakim szukamy (i wtedy ten przykładowy zadbany 41 latek wpada do worka "gości po 40-tce" niezależnie od wyglądu), albo algorytm danego portalu sam Ci podrzuca jakieś ciekawe propozycje (na podstawie np. testu podobieństw) i wtedy też wiek jest tak plus minus 2-5 lat różnicy. Jeśli gość wygląda (wg siebie) na takiego który może przyciągnąć młodszą od siebie (a nie tylko równolatkę), to pewnie w ten sposób starają się "obejść" system.
                                          • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 14:22
                                            "pewnie w ten sposób starają się "obejść" system.
                                            "

                                            Jednocześnie na pierwszej randce wyznają radośnie, że sobie wiek zaniżyli. Na co liczą wtedy? Na oklaski za spryt?
                                          • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 16:08
                                            kutuzow napisał:

                                            >
                                            > rekreativa napisała:
                                            >
                                            > Jest proste wyjaśnienie tego procederu. Jak spotykasz gościa w knajpie i wydaje
                                            > Ci się fajny, to najpierw go poznajesz a potem dowiadujesz się ile dokładnie m
                                            > a lat (może wyglądać np. na zadbanego 35+ a mieć np. 41. To działa także z drug
                                            > ą stronę -ktoś jest odpychający więc nawet jak ma 33 lata to go skreślasz. Na p
                                            > ortalach zaś albo jest możliwość wpisania przedziału wiekowego w jakim szukamy
                                            > (i wtedy ten przykładowy zadbany 41 latek wpada do worka "gości po 40-tce" niez
                                            > ależnie od wyglądu), albo algorytm danego portalu sam Ci podrzuca jakieś ciekaw
                                            > e propozycje (na podstawie np. testu podobieństw) i wtedy też wiek jest tak plu
                                            > s minus 2-5 lat różnicy. Jeśli gość wygląda (wg siebie) na takiego który może p
                                            > rzyciągnąć młodszą od siebie (a nie tylko równolatkę), to pewnie w ten sposób s
                                            > tarają się "obejść" system.

                                            Być może, ale od tego są zdjęcia i konwersacja.
                                          • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 16:11
                                            kutuzow napisał:

                                            >
                                            > rekreativa napisała:
                                            >
                                            > Jest proste wyjaśnienie tego procederu. Jak spotykasz gościa w knajpie i wydaje
                                            > Ci się fajny, to najpierw go poznajesz a potem dowiadujesz się ile dokładnie m
                                            > a lat (może wyglądać np. na zadbanego 35+ a mieć np. 41. To działa także z drug
                                            > ą stronę -ktoś jest odpychający więc nawet jak ma 33 lata to go skreślasz. Na p
                                            > ortalach zaś albo jest możliwość wpisania przedziału wiekowego w jakim szukamy
                                            > (i wtedy ten przykładowy zadbany 41 latek wpada do worka "gości po 40-tce" niez
                                            > ależnie od wyglądu), albo algorytm danego portalu sam Ci podrzuca jakieś ciekaw
                                            > e propozycje (na podstawie np. testu podobieństw) i wtedy też wiek jest tak plu
                                            > s minus 2-5 lat różnicy. Jeśli gość wygląda (wg siebie) na takiego który może p
                                            > rzyciągnąć młodszą od siebie (a nie tylko równolatkę), to pewnie w ten sposób s
                                            > tarają się "obejść" system.

                                            Być może, ale od tego są zdjęcia i konwersacja. Można pokazać swojego młodego ducha i ciało bez kłamstw w peselu. Sciema zawsze robi fatalne wrażenie i odstręcza.
                                            • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 19:18
                                              >Na p
                                              > ortalach zaś albo jest możliwość wpisania przedziału wiekowego w jakim szukamy
                                              > (i wtedy ten przykładowy zadbany 41 latek wpada do worka "gości po 40-tce" niez
                                              > ależnie od wyglądu), albo algorytm danego portalu sam Ci podrzuca jakieś ciekaw
                                              > e propozycje (na podstawie np. testu podobieństw) i wtedy też wiek jest tak plu
                                              > s minus 2-5 lat różnicy. Jeśli gość wygląda (wg siebie) na takiego który może p
                                              > rzyciągnąć młodszą od siebie (a nie tylko równolatkę), to pewnie w ten sposób s
                                              > tarają się "obejść" system.

                                              >Być może, ale od tego są zdjęcia i konwersacja. Można pokazać swojego młodego ducha i ciało bez kłamstw w peselu. Sciema zawsze robi fatalne wrażenie i odstręcza.<

                                              Tym bardziej, że ściema, co do wieku prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw, podczas spotkania w realu, więc jaki sens odejmować sobie lat, czy np. tuszy?.
                                              • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 10.06.17, 11:03
                                                > Tym bardziej, że ściema, co do wieku prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw, podczas spotkania w
                                                > realu, więc jaki sens odejmować sobie lat, czy np. tuszy?

                                                Jaki sens? Nie zostac odsiany przez wstepna selekcje i dostac szanse w postaci spotkania.
                                                Liczac na to, ze w realu zrobi na tyle dobre wrazenie swoja charyzma oraz innymi cechami, ze kandydat/ka machnie reka na to drobne przeklamanie ;)
                                                Wiek, tusza, wzrost, zdjecia sprzed 10 lat..... Wszystkie chwyty dozwolone zeby klient sie wstepnie zainteresowal oferta, a w konsekwencji byc moze kupil towar ;)
                          • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 22:40
                            hello-kitty2 napisała:
                            > Sabat, Wont, Gogol, kto tam jeszcze, czytacie to? Pozostaje Tajlandia ;)

                            Ale ja tez sie nie rucham bez zaangazowania, wiec nie rozumiem o co Ci chodzi...
                            • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 23:43
                              sabat3 napisał:

                              > Ale ja tez sie nie rucham bez zaangazowania, wiec nie rozumiem o co Ci chodzi..
                              > .

                              O ta pierdolona racje, najmojsza, ktora jeszcze nic nikomu nie dala. O to Ci chodzi, jak i kazdemu wkurwiajacemu facetowi, czego w facetach nie znosze. Zaangazwanie sie = zwiaznie sie z kims. Jasne teraz?
                        • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 09:38
                          "Celowo wybrałam również reprezentatywną grupę społeczną - tj. osoby będące w związkach bez seksu. Dla kontrastu mógłby się wypowiedzieć w temacie Marek, który jest w idealnym jego zdaniem związku i ten seks ma."

                          Ja tez mam seks i udany zwiazek a maz nigdy o sniadanie nie pyta, co nie zmienia faktu, ze je czasem robie albo gotuje, bo chce a nie, bo on tego oczekuje ode mnie. A to jest zasadnicza roznica dla mnie.
                          Co do reszty: jak tak dalej pojdzie bedziecie wspollokatorami. Pytanie po co Ci to? A, wiem, bo go kochasz:) jeste zakochana? albo wspoluzalezniona osoba.
                          A teraz powiem Ci co masz zrobic: Odejdz od niego, zerwij kompletnie jakikolwiek kontakt z nim. Bedzie bolalo, ale czlowiek jest mocny, minie troche czasu i bedziesz wyleczona, im wczesniej zaczniesz tym lepiej. I oczywiscie na silownie i inne atrakcje mozesz chodzic nadal, do tego nie potrzeba meza :) Ale do seku i zrobienia dziecka to juz owszem.
                          • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 10:28
                            kag73 napisała:

                            > "Celowo wybrałam również reprezentatywną grupę społeczną - tj. osoby będące w z wiązkach bez seksu. Dla kontrastu mógłby się wypowiedzieć w temacie Marek, który jest w idealnym jego zdaniem związku i ten seks ma."
                            >
                            > Ja tez mam seks i udany zwiazek a maz nigdy o sniadanie nie pyta, co nie zmienia faktu, ze je czasem robie albo gotuje, bo chce a nie, bo on tego oczekuje ode mnie. A to jest zasadnicza roznica dla mnie.
                            ----------------------
                            Dzisiaj na śniadanie truskawki z serkiem i bułką sprzed 2 dni, bo nikomu się nie chciało pójść do sklepu, a poza tym, jedzenia nie należy wyrzucać.
                            Zostało to przygotowane przez nią, a zajęło to jakieś 3 minuty, w tym zrobienie kawy.
                            Wydaje mi się, że jak się kogoś lubi, robienie czegoś dla tej osoby jest fajne.
                            Z drugiej strony znam parę, która tak ze sobą rywalizowała, że to, kto zrobi komu herbatę urastało do wielkiego problemu. Oczywiście się już rozstali.
                            W międzyczasie ja byłem z Sową na spacerze, co trwało 30 minut. Moja nie chodzi, bo po operacji nie może. Sowa jest silna i może ją pociągnąć. Małżeństwo to "team work".
                          • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 12:21
                            Kag, ja też gotuje i pieke ciasta i zawsze samodzielnie robię i ozdabiam tort urodzinowy i robię również w weekendy śniadania - raz ja, raz on i nie mam z tym problemu podobnie jak pomagam mu się spakować jak gdzieś wyjeżdża (a zaspal) i wyprasuje mu koszule raz kiedyś. Problem mam dopiero gdy się to traktuje jako mój obowiązek i daje sobie prawo do wypominania gdy tego nie ma. I dlatego pytam jak to wyglada u innych par.
                            • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 15:34
                              "Problem mam dopiero gdy się to traktuje jako mój obowiązek i daje sobie prawo do wypominania gdy tego nie ma. I dlatego pytam jak to wyglada u innych par."

                              Dokladnie z tym tez mialabym problem. A to juz ze tak powiem nieprzyzwoitosc meza wymagac od Ciebie robienia dla niego tego czy owego.
                              Tak czy siak problem w tym, ze to i tak nie ten facet a Ty sama sobie stoisz w drodze, pozbawiasz sie szansy na lepsze zycie.
                              • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 15:58
                                > Tak czy siak problem w tym, ze to i tak nie ten facet a Ty sama sobie stoisz w drodze, pozbawiasz sie
                                > szansy na lepsze zycie.

                                Idealnie to ujelas, Kag.
                              • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 19:52
                                kag73 napisała:

                                > Tak czy siak problem w tym, ze to i tak nie ten facet a Ty sama sobie stoisz w
                                > drodze, pozbawiasz sie szansy na lepsze zycie.

                                Chyba nie wierzę, że mogłabym mieć jeszcze lepsze życie. I mam takie poczucie, że mam o wiele lepiej niż większość ludzi dookoła mnie i chyba chcąc jeszcze więcej czuję się jednocześnie taka niewdzięczna.
                                • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 20:00
                                  "Chyba nie wierzę, że mogłabym mieć jeszcze lepsze życie. I mam takie poczucie, że mam o wiele lepiej niż większość ludzi dookoła mnie i chyba chcąc jeszcze więcej czuję się jednocześnie taka niewdzięczna."

                                  Aha? No to smacznego Ci zatem!
                                • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 20:17
                                  notyouraveragegirl napisała:

                                  > kag73 napisała:
                                  >
                                  > > Tak czy siak problem w tym, ze to i tak nie ten facet a Ty sama sobie sto
                                  > isz w
                                  > > drodze, pozbawiasz sie szansy na lepsze zycie.
                                  >
                                  > Chyba nie wierzę, że mogłabym mieć jeszcze lepsze życie. I mam takie poczucie,
                                  > że mam o wiele lepiej niż większość ludzi dookoła mnie i chyba chcąc jeszcze wi
                                  > ęcej czuję się jednocześnie taka niewdzięczna.


                                  Spoko, można i tak. Ustal sobie wreszcie priorytety i albo siedź grzecznie i ciesz się szczerze tym co masz oddalając w kosmos seks i więź erotyczną w mężczyzną, albo działaj.
                                • triss_merigold6 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 21:05
                                  Wyprowadzę Cię z błędu - masz gorzej. Nie masz seksu, bliskości, adoracji, uwagi, dzieci.
                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 22:49
                                    I znam dokładnie 1 osobę, która to wszystko ma.
                                    • sea.sea Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 23:22
                                      Jesteś na forum od 2014, już wtedy pisałaś, że od 7 lat nie jest dobrze.

                                      Jesteś 10 lat w plecy. Na własne życzenie. Mieszkasz z kolesiem, którego coraz mniej lubisz. Przez ten czas mogłaś być już w co najmniej dwóch, trzech związkach - nawet gdyby żaden nie przetrwał, to przynajmniej nauczyłabyś się czegoś, przez jakiś czas byłabyś bardziej dorżnięta i ogólnie spędziłabyś czas milej niż teraz. Zastanów się, czy jesteś w stanie żyć tak jak teraz przez najbliższe 40 lat. Bo z tym mężem Ci się już nie naprawi.
                                      • triss_merigold6 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 06:25
                                        Bardzo zgadzam się z Tobą.
                                    • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 23:26
                                      notyouraveragegirl napisała:

                                      > I znam dokładnie 1 osobę, która to wszystko ma.
                                      ---------------------
                                      Dodaj mnie do niej, a ja dodam, że jeśli masz wszystko, a nie masz miłości i seksu, to nie masz niczego.
                                      • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 21:15
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Dodaj mnie do niej, a ja dodam, że jeśli masz wszystko, a nie masz miłości i se
                                        > ksu, to nie masz niczego.

                                        Miłość mam. Wiem, że on mnie kocha. Nie pragnie, ale kocha. Rzuciłby się za mną w ogień, oddał mi nerkę i wszystko inne czego bym chciała, siedział przy szpitalnym łóżku gdyby była taka potrzeba. Poświęciłby (i nie raz poświęcał) swój wolny czas, żeby mnie gdzieś zawieźć, pomagał mi w trudnych chwilach i lubię nasze rytuały. Tak jak wielokrotnie pisałam - to bardzo fajny i inteligentny facet - tylko z defektem, który budzi we mnie wampira.

                                        Pisałam to wielokrotnie - mam problemy z poczuciem własnej wartości, więc mam też poczucie, że nic poza nim mnie w życiu nie czeka - że nikt się już we mnie szaleńczo nie zakocha, nie będzie biegał po kwiaty dla mnie o piątej nad ranem, pisał piosenek, kradł ojcu samochodu, żeby zabrać mnie na lody. Ciężko jest rzucić w cholerę kilkanaście lat dobrych wspomnień, a zwłaszcza ostatnio kiedy nie ma dramatów, jakoś ciężko jest się z tego wyswobodzić - chociażby z wygody i lenistwa.
                                        • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 21:38
                                          notyouraveragegirl napisała:

                                          > marek.zak1 napisał:
                                          >
                                          > > Dodaj mnie do niej, a ja dodam, że jeśli masz wszystko, a nie masz miłośc i i seksu, to nie masz niczego.
                                          >
                                          > Miłość mam. Wiem, że on mnie kocha. Nie pragnie, ale kocha.
                                          ------------------------
                                          To tak jak ja moja Sowe. Sowa to bokserka, dla wyjasnienia.
                                          • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 21:44
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > > Miłość mam. Wiem, że on mnie kocha. Nie pragnie, ale kocha.
                                            > ------------------------
                                            > To tak jak ja moja Sowe. Sowa to bokserka, dla wyjasnienia.
                                            --------------------------
                                            To moja Sowa.
                                            www.facebook.com/406806132780423/photos/a.406810542779982.1073741828.406806132780423/1227287394065622/?type=3&theater
                                            • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 22:00
                                              marek. zak 1 napisał
                                              >To moja Sowa.
                                              www.facebook.com/406806132780423/photos/a.406810542779982.1073741828.406806132780423/1227287394065622/?type=3&theater<

                                              Marek, ale wiesz, że te obroże nie działają, podobnie zresztą jak preparaty przeznaczone dla ludzi. Pozostaje nic, jak tylko dogłębny przegląd i iskanie ;)
                                              • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 22:09
                                                ninek04 napisała:

                                                > marek. zak 1 napisał
                                                > >To moja Sowa.
                                                > www.facebook.com/406806132780423/photos/a.406810542779982.1073741828.4068061327
                                                > 80423/1227287394065622/?type=3&theater<
                                                > Marek, ale wiesz, że te obroże nie działają, podobnie zresztą jak preparaty przeznaczone dla ludzi. Pozostaje nic, jak tylko dogłębny przegląd i iskanie ;)
                                                ---------------------------
                                                Sowa te obroże stosuje już szósty rok. Przedtem miałem inną bokserkę i tez nie było problemu z kleszczami. Swoja droga oglądam ją po każdym spacerze.
                                                • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 22:37
                                                  marek.zak1 napisał
                                                  >Sowa te obroże stosuje już szósty rok. Przedtem miałem inną bokserkę i tez nie było problemu z kleszczami. Swoja droga oglądam ją po każdym spacerze. <

                                                  I co, nigdy nie znalazłeś ani jednego kleszcza? No jeśli tak, to śmiało reklamuj tę obrożę, którą nosi Sowa,niech inne psiątka i kociątka skorzystają.
                                        • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 21:53
                                          Widocznie on Cię kocha platonicznie, a nie erotycznie i chyba tak było od prawie zawsze,sądząc po tym, co piszesz. I chyba nie masz co liczyć, że nagle, po latach mu się odmieni i jakieś skrywane żądze w nim się obudzą. Zresztą, cz Ty sama wiesz, czego byś chciała, czego oczekujesz, na co liczysz? - sama mówisz, że się wycofujesz, przeczekujesz, zdajesz na to, co przyniesie los i co się być może wydarzy, albo zadzieje z biegiem dni. A jednocześnie to życie codzienne z nim wciąż Ci odpowiada i chyba nie uwiera za bardzo - ta możliwość wspólnych wypadów,wyjazdów, pokazania się razem u znajomych, rytuały, jego gotowość do zaopiekowania się Tobą. To takie trwanie i trochę życie iluzjami, że zasługuję na więcej i może jeszcze kiedyś uda się to więcej złapać, zdobyć, albo samo przyjdzie. To chyba nie pozostaje Ci nic innego, tylko robić mu te śniadania, skoro on tak kocha i gotów jest dla Ciebie na wszystko, no sama to przyznajesz.
                                          • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 22:25
                                            ninek04 napisała:

                                            > Widocznie on Cię kocha platonicznie, a nie erotycznie i chyba tak było od prawi
                                            > e zawsze,sądząc po tym, co piszesz.

                                            Było erotycznie dopóki ukrywaliśmy się przed rodzicami, wymykaliśmy razem z imprez, udało nam się zdobyć klucze do izolatki jak byliśmy wychowawcami na koloniach (:)), albo spotykaliśmy się weekendowo - jednym słowem zanim przyszła codzienność i legalne życie małżeńskie.

                                            I chyba nie masz co liczyć, że nagle, po la
                                            > tach mu się odmieni i jakieś skrywane żądze w nim się obudzą.
                                            Nie liczę. Wręcz mam nadzieję, że jakieś jego skrywane żądze się obudzą bo jeśli się po prostu rozstaniemy to jakoś to przeżyję, ale gdyby okazało się, że lubi panów, latami korzystał z usług prostytutek itp. to byłby cios poniżej pasa.

                                            >Zresztą, cz Ty sa
                                            > ma wiesz, czego byś chciała, czego oczekujesz, na co liczysz? - sama mówisz, ż
                                            > e się wycofujesz, przeczekujesz, zdajesz na to, co przyniesie los i co się być
                                            > może wydarzy, albo zadzieje z biegiem dni.

                                            Jakiś czas temu postanowiłam przede wszystkim nie udawać, nie okłamywać samej siebie, walczyć ze swoimi głupimi blokadami i dbać o swój rozwój. Pomogło.

                                            A jednocześnie to życie codzienne z
                                            > nim wciąż Ci odpowiada i chyba nie uwiera za bardzo - ta możliwość wspólnych wy
                                            > padów,wyjazdów, pokazania się razem u znajomych, rytuały, jego gotowość do zaop
                                            > iekowania się Tobą.

                                            Może to i jest uzależnienie - bo nasza więź jest tak silna, że ciężko ją rozerwać. Spotkaliśmy się w takim momencie kiedy oboje mieliśmy problemy w dogadaniu się z rodziną, on bez przyjaciół po raz pierwszy otworzył się przed kimkolwiek, ja po przejściach z bliskimi relacjami - byliśmy dla siebie ucieczką od całego zła na świecie. Jak teraz patrzę na to z boku to całkiem niezły toksyczny fundament.

                                            > To takie trwanie i trochę życie iluzjami, że zasługuję na w
                                            > ięcej i może jeszcze kiedyś uda się to więcej złapać, zdobyć, albo samo przyjdz
                                            > ie. To chyba nie pozostaje Ci nic innego, tylko robić mu te śniadania, skoro on
                                            > tak kocha i gotów jest dla Ciebie na wszystko, no sama to przyznajesz.

                                            Śniadania czasem będę robić, ale nie chcę być "taken for granted" - przepraszam, że po ang. Zawsze mnie denerwuje brak odpowiedniego sformułowania po polsku. Kwestia czy zasługuję na więcej? Bo z nim to będzie taki związek, że na starość będziemy sobie siedzieć przed kamperem, popijać kawkę i grać w karty. Z drugiej strony, byłam zauroczona w innym facecie przez blisko dwa lata - nasze najgorsze dwa - a teraz po jakimś czasie widzę, że to palant i pewnie seks byłby gorący, ale na co dzień byśmy się pozabijali.
                                            • ninek04 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 23:06
                                              notyouraveragegirl napisała
                                              >Było erotycznie dopóki ukrywaliśmy się przed rodzicami, wymykaliśmy razem z imprez, udało nam się zdobyć klucze do izolatki jak byliśmy wychowawcami na koloniach (:)), albo spotykaliśmy się weekendowo - jednym słowem zanim przyszła codzienność i legalne życie małżeńskie. <

                                              Ale trochę lat już minęło od tego czasu, a u Ciebie im dalej w las, tym więcej drzew i zbliżanie się ku martwocie. Jesteś taka młoda jeszcze, bezdzietna w dodatku,co już jest dużym atutem, a wciąż tkwisz w czymś, co niby Cię nie zadawala, ale gdyby tylko się zmienił, to byłoby cudownie.Tylko ile można czekać?


                                              I chyba nie masz co liczyć, że nagle, po la
                                              > tach mu się odmieni i jakieś skrywane żądze w nim się obudzą.
                                              N>ie liczę. Wręcz mam nadzieję, że jakieś jego skrywane żądze się obudzą bo jeśli się po prostu rozstaniemy to jakoś to przeżyję, ale gdyby okazało się, że lubi panów, latami korzystał z usług prostytutek itp. to byłby cios poniżej pasa<

                                              Będąc z nim tak blisko, nie jesteś w stanie ocenić, jaka jest prawda? A właściwie czemu aż tak bardzo by Cię dotknęło, że fakty były inne, kiedy byłaś w związku z Twoim mężem? .Pewnie dlatego, że nie okazałaś się być dla niego księżniczką? - No pewnie to może boleć, w Twoim przypadku na pewno.

                                              >Zresztą, cz Ty sa
                                              > ma wiesz, czego byś chciała, czego oczekujesz, na co liczysz? - sama mówisz, ż
                                              > e się wycofujesz, przeczekujesz, zdajesz na to, co przyniesie los i co się być
                                              > może wydarzy, albo zadzieje z biegiem dni.

                                              Jakiś czas temu postanowiłam przede wszystkim nie udawać, nie okłamywać samej siebie, walczyć ze swoimi głupimi blokadami i dbać o swój rozwój. Pomogło.

                                              A jednocześnie to życie codzienne z
                                              > nim wciąż Ci odpowiada i chyba nie uwiera za bardzo - ta możliwość wspólnych wy
                                              > padów,wyjazdów, pokazania się razem u znajomych, rytuały, jego gotowość do zaop
                                              > iekowania się Tobą.

                                              >Może to i jest uzależnienie - bo nasza więź jest tak silna, że ciężko ją rozerwać. Spotkaliśmy się w takim momencie kiedy oboje mieliśmy problemy w dogadaniu się z rodziną, on bez przyjaciół po raz pierwszy otworzył się przed kimkolwiek, ja po przejściach z bliskimi relacjami - byliśmy dla siebie ucieczką od całego zła na świecie. Jak teraz patrzę na to z boku to całkiem niezły toksyczny fundament. <

                                              Nie tylko Was taka sytuacja dotyczy, a jednak brak przegadania, porozumienia, dojścia do konsensusu robi swoje na niekorzyść.

                                              > To takie trwanie i trochę życie iluzjami, że zasługuję na w
                                              > ięcej i może jeszcze kiedyś uda się to więcej złapać, zdobyć, albo samo przyjdz
                                              > ie. To chyba nie pozostaje Ci nic innego, tylko robić mu te śniadania, skoro on
                                              > tak kocha i gotów jest dla Ciebie na wszystko, no sama to przyznajesz.

                                              Śniadania czasem będę robić, ale nie chcę być "taken for granted" - przepraszam, że po ang. Zawsze mnie denerwuje brak odpowiedniego sformułowania po polsku. Kwestia czy zasługuję na więcej? Bo z nim to będzie taki związek, że na starość będziemy sobie siedzieć przed kamperem, popijać kawkę i grać w karty.
                                              >>


                                              > Z drugiej strony, byłam zauroczona w innym facecie przez blisko dwa lata - nasze najgorsze dwa - a teraz po jakimś czasie widzę, że to palant i pewnie seks byłby gorący, ale na co dzień byśmy się pozabijali.<

                                              Piszesz o tym bez przerwy, ale z tego wniosek, że wciąż kochasz męża i to z nim chciałabyś mieć wszystko, inni mogą się schować. Ty jesteś z nim i myślą i duszą i ciałem, gdyby tylko mógł dać Ci, to czego pragniesz, to byłabyś szczęśliwą, spełnioną kobietą. No ale tak się nie dzieje, sama musisz określić, czy jeszcze jest szansa, żeby się zadziało.
                                              • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 23:29
                                                ninek04 napisała:

                                                > Będąc z nim tak blisko, nie jesteś w stanie ocenić, jaka jest prawda? A właściw
                                                > ie czemu aż tak bardzo by Cię dotknęło, że fakty były inne, kiedy byłaś w związ
                                                > ku z Twoim mężem? .Pewnie dlatego, że nie okazałaś się być dla niego księżniczk
                                                > ą? - No pewnie to może boleć, w Twoim przypadku na pewno.

                                                Nie jestem dla niego księżniczką i to już zaakceptowałam. Gdyby wyszły nowe fakty to by znaczyło, że całe moje poczucie jak to świetnie się znamy i wszystko o sobie wiemy było kłamstwem. Tego nie mogłabym znieść.

                                                > Piszesz o tym bez przerwy, ale z tego wniosek, że wciąż kochasz męża i to z nim
                                                > chciałabyś mieć wszystko, inni mogą się schować. Ty jesteś z nim i myślą i dus
                                                > zą i ciałem, gdyby tylko mógł dać Ci, to czego pragniesz, to byłabyś szczęśliwą
                                                > , spełnioną kobietą. No ale tak się nie dzieje, sama musisz określić, czy jeszc
                                                > ze jest szansa, żeby się zadziało.

                                                Kocham. Myślę, że nie ma szansy, żeby sytuacja odmieniła się w pożądaną stronę. Jedyne co może się zmienić to ja - i to, że stracę zupełnie zainteresowanie seksualnością, albo seksualnością z nim.
                                            • urquhart Brak "Inteligencji Erotycznej". 07.06.17, 07:41
                                              notyouraveragegirl napisała:
                                              > Może to i jest uzależnienie - bo nasza więź jest tak silna, że ciężko ją rozerw
                                              > ać. Spotkaliśmy się w takim momencie kiedy oboje mieliśmy problemy w dogadaniu
                                              > się z rodziną, on bez przyjaciół po raz pierwszy otworzył się przed kimkolwiek,
                                              > ja po przejściach z bliskimi relacjami - byliśmy dla siebie ucieczką od całego
                                              > zła na świecie. Jak teraz patrzę na to z boku to całkiem niezły toksyczny fund

                                              No i taka silna więź relacja jest wartością o którą dzisiaj trudno.
                                              Jesteś typowym przypadkiem z ksiażek Esther Perel, tam masz opisane antidotum.
                                              Masz przyjaźn i zaangażowanie nie masz intymności namietności, pożądania i tesknotę na za miłoscia która łączy te cechy.
                                              Jednocześnie narzekasz ze wybranek nie przynosi ci ich na tacy zamiast Sama zastanowić się jak to działa gdzie intymność, namiętność i mają źródło, jaka jest istota pożadania, seksualnej polaryzacji, jak je przywrócić, reaktywować pielegnować Inwestować - wpłynąć na przyczyny które są dobrze znane i opisane - jeżeli ta więź stanowi dla ciebie wartość - a nie jedynie oczekiwać.
                                              • marek.zak1 Re: Brak "Inteligencji Erotycznej". 07.06.17, 09:10
                                                urquhart napisał:

                                                > No i taka silna więź relacja jest wartością o którą dzisiaj trudno.
                                                > Jesteś typowym przypadkiem z ksiażek Esther Perel, tam masz opisane antidotum.
                                                > Masz przyjaźn i zaangażowanie nie masz intymności namietności, pożądania i tesknotę na za miłoscia która łączy te cechy.
                                                > Jednocześnie narzekasz ze wybranek nie przynosi ci ich na tacy zamiast Sama zastanowić się jak to działa gdzie intymność, namiętność i mają źródło, jaka jest istota pożadania, seksualnej polaryzacji, jak je przywrócić, reaktywować pielegnować Inwestować - wpłynąć na przyczyny które są dobrze znane i opisane - jeżeli ta więź stanowi dla ciebie wartość - a nie jedynie oczekiwać.
                                                ------------------------
                                                Jeśli facet:
                                                - facet jest sekowany przez babkę, a generalnie sobie nie radzi,
                                                - jest gejem,
                                                - znudziło mu się,
                                                - odmowę seksu traktuje jako rewanż za sekowanie,
                                                - woli masturbację. czy agencje,

                                                To już jest pozamiatane, o czym tu pisze wiele osób i babka traci czas.
                                                • urquhart Re: Brak "Inteligencji Erotycznej". 07.06.17, 10:01
                                                  marek.zak1 napisał:
                                                  > Jeśli facet:
                                                  > - facet jest sekowany przez babkę, a generalnie sobie nie radzi, (...)
                                                  > To już jest pozamiatane, o czym tu pisze wiele osób i babka traci czas.

                                                  Układy miedzy ludźmi są dynamiczne, pytanie czy następnego tego nowego też szybko nie wykastruje problem ogólny pokoleniowo ostatnio że brak męskości w samcach bo wychowywani na wrażliwców, a za to niemal pewne jest że więzi tak silnej zaangażowania z nowym nie zbuduje.

                                                  www.sensity.pl/kastrujace-zony-jaki-maja-wplyw-na-relacje-malzenskie/?utm_content=buffer3f6df&utm_medium=social&utm_source=facebook.com&utm_campaign=buffer
                                                  • sabat3 Re: Brak "Inteligencji Erotycznej". 07.06.17, 10:23
                                                    To wszystko takie gdybania. Ona może mu się po prostu fizycznie nie podobać (niezależnie od atrakcyjności fizycznej), może mieć o wiele wyższe libido i go "zagłuszyła" poziomem bodźca, facet może mieć upodobania homoseksualne itd. W sumie to chyba nie jest aż takie ważne.
                                                    Miyamoto Musashi stwierdził:
                                                    "Cała rzecz polega jedynie na tym, że kiedy chcesz zarąbać na śmierć swego wroga - musisz ciąć tak, by ten zginął, bynajmniej nie biorąc sobie za cel tego, jaki ma być cios czy mocny, czy słaby."
                                                    Liczy się skuteczność, a tej tutaj nie widać. I widać nie będzie. Lepiej odpuścić, co radzę od początku. Nie ten układ.
                                                  • aandzia43 Re: Brak "Inteligencji Erotycznej". 07.06.17, 11:05
                                                    urquhart napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Jeśli facet:
                                                    > > - facet jest sekowany przez babkę, a generalnie sobie nie radzi, (...)
                                                    > > To już jest pozamiatane, o czym tu pisze wiele osób i babka traci czas.
                                                    >
                                                    > Układy miedzy ludźmi są dynamiczne, pytanie czy następnego tego nowego też szyb
                                                    > ko nie wykastruje problem ogólny pokoleniowo ostatnio że brak męskości w samcac
                                                    > h bo wychowywani na wrażliwców, a za to niemal pewne jest że więzi tak silnej z
                                                    > aangażowania z nowym nie zbuduje.


                                                    Ukłądy są dynamiczne, ale bazują na podstawowej konstrukcji ludzi wchodzących w skład tych układów. Mąż chodzi na terapię, Girl napisała jakie są ustalenia terpeuty - on nie ma mechanizmu traktowania seksu jako przeżycia więziotwórczego i coś tam jeszcze, doczytaj sobie. Przy jej oczekiwaniach odnośnie roli seksu w życiu mamy tu przepaść raczej nie do zasypania. Pewne rzeczy w psychice (mocno dorosłęgo mężczyny) są trwałe i nie zmienialne.
                                                  • marek.zak1 Re: Brak "Inteligencji Erotycznej". 07.06.17, 11:22
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Ukłądy są dynamiczne, ale bazują na podstawowej konstrukcji ludzi wchodzących w skład tych układów. Mąż chodzi na terapię, Girl napisała jakie są ustalenia terpeuty - on nie ma mechanizmu traktowania seksu jako przeżycia więziotwórczego
                                                    ---------------------------
                                                    No sorry. A który to facet traktuje seks jako więziotwórczy? Podoba mu sie babka i się z nia kotłuje :).
                                                  • sabat3 Re: Brak "Inteligencji Erotycznej". 07.06.17, 11:48
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > No sorry. A który to facet traktuje seks jako więziotwórczy? Podoba mu sie babk
                                                    > a i się z nia kotłuje :).

                                                    Seks zbliża ludzi. Nawet gdybyś wszedł w układ czysto erotyczny pod wpływem impulsu, to z czasem zacznie rodzić się z tego coś więcej. Bliskość będzie narastać.
                                                    Poza tym seks to nie tylko wkładanie kutasa. Pocałunki, przytulanie, głaskanie. Ciężko tak po prostu zepchnąć z siebie te wszystkie pieszczoty i potraktować drugą stronę całkiem bezosobowo.
                                                    Możesz tego nie zauważać, bo jesteś mocno związany z żoną, ale z pewnością część tej więzi wynika z regularnej bliskości cielesnej. To naturalny mechanizm.
                                                  • marek.zak1 Re: Brak "Inteligencji Erotycznej". 07.06.17, 11:53
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > No sorry. A który to facet traktuje seks jako więziotwórczy? Podoba mu sie babka i się z nia kotłuje :).
                                                    >
                                                    > Seks zbliża ludzi. Nawet gdybyś wszedł w układ czysto erotyczny pod wpływem impulsu, to z czasem zacznie rodzić się z tego coś więcej. Bliskość będzie narastać.
                                                    ---
                                                    Ja temu nie przeczę, tylko stwierdzeniu, że facet kotłuje się, żeby wytworzyc więź. On sie kotłuje, bo babka u sie podoba, a więź rośnie przy okazji, czy w nastepstwie.
                                              • notyouraveragegirl Re: Brak "Inteligencji Erotycznej". 10.06.17, 12:38
                                                urquhart napisał:

                                                > No i taka silna więź relacja jest wartością o którą dzisiaj trudno.

                                                Też tak uważam. Nie znam wiele tak związanych ze sobą par.

                                                > Jesteś typowym przypadkiem z ksiażek Esther Perel, tam masz opisane antidotum.

                                                Przeczytam.

                                                > Jednocześnie narzekasz ze wybranek nie przynosi ci ich na tacy zamiast Sama zas
                                                > tanowić się jak to działa gdzie intymność, namiętność i mają źródło, jaka jest
                                                > istota pożadania, seksualnej polaryzacji, jak je przywrócić, reaktywować piele
                                                > gnować Inwestować - wpłynąć na przyczyny które są dobrze znane i opisane - jeż
                                                > eli ta więź stanowi dla ciebie wartość - a nie jedynie oczekiwać.

                                                Zastanawiałam się wielokrotnie, inwestowałam, starałam się - być może za bardzo.
                                                Jestem na etapie, na którym po prostu mi się nie chce już w nic inwestować - tzn. chce mi się inwestować w siebie.
                                        • that.bitch.is.sick Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 07.06.17, 11:45
                                          notyouraveragegirl napisała:

                                          > marek.zak1 napisał:
                                          >

                                          > Pisałam to wielokrotnie - mam problemy z poczuciem własnej wartości, więc mam t
                                          > eż poczucie, że nic poza nim mnie w życiu nie czeka - że nikt się już we mnie s
                                          > zaleńczo nie zakocha, nie będzie biegał po kwiaty dla mnie o piątej nad ranem,
                                          > pisał piosenek, kradł ojcu samochodu, żeby zabrać mnie na lody. Ciężko jest rzu
                                          > cić w cholerę kilkanaście lat dobrych wspomnień, a zwłaszcza ostatnio kiedy nie
                                          > ma dramatów, jakoś ciężko jest się z tego wyswobodzić - chociażby z wygody i l
                                          > enistwa.

                                          Weź nie głupiej. Wszyscy na tym forum odnoszą do swojej sytuacji i oczywiście jedyna rada jaką dostaniesz, to rzuć w cholerę. Zanim sprzedasz samochód by kupić motor zastanów się czy:
                                          -będziesz na nim jeździła?
                                          -czy w końcu nie znuży cię pretensjonalna pustota
                                          -czy układanie sobie życia na nowo pod wyrównywanie emocjonalnych braków to na pewno droga do pozbycia się tychże braków?
                                          • that.bitch.is.sick Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 07.06.17, 11:46
                                            no i czy ci dupsko nie zmarznie zimą na przystanku?
                                          • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 07.06.17, 11:55
                                            that.bitch.is.sick napisała:
                                            > Weź nie głupiej. Wszyscy na tym forum odnoszą do swojej sytuacji i oczywiście j
                                            > edyna rada jaką dostaniesz, to rzuć w cholerę. Zanim sprzedasz samochód by kupi
                                            > ć motor zastanów się czy:
                                            > -będziesz na nim jeździła?
                                            > -czy w końcu nie znuży cię pretensjonalna pustota
                                            > -czy układanie sobie życia na nowo pod wyrównywanie emocjonalnych braków to na
                                            > pewno droga do pozbycia się tychże braków?

                                            Gdyby podjęła decyzję, to by się nas nie pytała.
                                            Nasze rozmowy na forum działają na zasadzie "wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest" :) To tylko wentyl bezpieczeństwa, żeby sobie pomarudzić. Osoba, która podejmuje ostateczną decyzję nie pyta o zdanie nikogo i jest jak taran, nie zważając na konsekwencje. Ale do tego stanu nie dochodzi się przez forumowe przepychanki, lecz poprzez potężny życiowy wkurw.
                                            • that.bitch.is.sick Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 07.06.17, 12:57
                                              sabat3 napisał:

                                              > that.bitch.is.sick napisała:
                                              > > Weź nie głupiej. Wszyscy na tym forum odnoszą do swojej sytuacji i oczywi
                                              > ście j
                                              > > edyna rada jaką dostaniesz, to rzuć w cholerę. Zanim sprzedasz samochód b
                                              > y kupi
                                              > > ć motor zastanów się czy:
                                              > > -będziesz na nim jeździła?
                                              > > -czy w końcu nie znuży cię pretensjonalna pustota
                                              > > -czy układanie sobie życia na nowo pod wyrównywanie emocjonalnych braków
                                              > to na
                                              > > pewno droga do pozbycia się tychże braków?
                                              >
                                              > Gdyby podjęła decyzję, to by się nas nie pytała.
                                              > Nasze rozmowy na forum działają na zasadzie "wszyscy zgadzają się ze sobą, a bę
                                              > dzie nadal tak jak jest" :) To tylko wentyl bezpieczeństwa, żeby sobie pomarudz
                                              > ić. Osoba, która podejmuje ostateczną decyzję nie pyta o zdanie nikogo i jest j
                                              > ak taran, nie zważając na konsekwencje. Ale do tego stanu nie dochodzi się prze
                                              > z forumowe przepychanki, lecz poprzez potężny życiowy wkurw.


                                              A ty sabat? Kupiłeś motór?
                                              • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 08.06.17, 17:17
                                                that.bitch.is.sick napisała:


                                                > A ty sabat? Kupiłeś motór?
                                                >

                                                It's a chopper, baby.
                                            • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 07.06.17, 13:05
                                              sabat3 napisał:

                                              >Osoba, która podejmuje ostateczną decyzję nie pyta o zdanie nikogo i jest j
                                              > ak taran, nie zważając na konsekwencje. Ale do tego stanu nie dochodzi się prze
                                              > z forumowe przepychanki, lecz poprzez potężny życiowy wkurw.
                                              -----
                                              Albo przez wkurw albo dzieki realnej alternatywie. Jak pozna zajebistego goscia, ktory ja porzadnie przeleci i bedzie sie chcial z nia wiazac, to autorka bedzie przec konsekwentnie do przodu, ku ostatecznemu zwyciestwu, jak Armia Czerwona na Berlin. Obecny, z przyjaciela, ktory oddalby nerke, z ktorym laczy ja masa wspomnien i rytualow, a ktorego jedyna wada jest brak pociagu do autorki, awansowalby na wstretnego skurwysyna, wroga, ktory od zawsze stal na drodze do osiagniecia szczescia. Jak Wehrmacht po 41 :)
                                              • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 08.06.17, 15:23
                                                wont2 napisał:

                                                > sabat3 napisał:

                                                > Albo przez wkurw albo dzieki realnej alternatywie. Jak pozna zajebistego goscia
                                                > , ktory ja porzadnie przeleci i bedzie sie chcial z nia wiazac, to autorka bedz
                                                > ie przec konsekwentnie do przodu, ku ostatecznemu zwyciestwu, jak Armia Czerwon
                                                > a na Berlin. Obecny, z przyjaciela, ktory oddalby nerke, z ktorym laczy ja masa
                                                > wspomnien i rytualow, a ktorego jedyna wada jest brak pociagu do autorki, awan
                                                > sowalby na wstretnego skurwysyna, wroga, ktory od zawsze stal na drodze do osia
                                                > gniecia szczescia. Jak Wehrmacht po 41 :)

                                                Przemocowca ;)

                                                TYlko jak to zrobic zeby ja wybawca porzadnie przelecial skoro autorka deklaruje seks wylacznie w wyniku zaangazowania emocjonalnego. A nawet jak na kogos spojrzy przychylnym okiem, to on ostatecznie okazuje sie palantem. Poza tym poprawie Cie: alternatywa musi byc lepsza zeby pokryla poczucie straconego czasu. Ktos przeciez musi za to zaplacic! ;)
                                                • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 10.06.17, 12:29
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > TYlko jak to zrobic zeby ja wybawca porzadnie przelecial skoro autorka deklaruj
                                                  > e seks wylacznie w wyniku zaangazowania emocjonalnego. A nawet jak na kogos spo
                                                  > jrzy przychylnym okiem, to on ostatecznie okazuje sie palantem.

                                                  Zanim palant okazał się być palantem (i może to słowo to nadużycie bo jest to po prostu mężczyzna nierokujący związkowo) pewnie mogłoby do tego seksu dojść, w czasie mojego największego zawodu mężem, gdyby nie inne okoliczności. Moim zdaniem są pewne granice, których się nie przekracza - nie sypia się z ojcem/synem/mężem przyjaciółki, szefem, podwładnym, psychoterapeutą i w takich przypadkach jak mój :).

                                                  Ale to prawda, że jest bardzo mało mężczyzn atrakcyjnych dla mnie seksualnie. Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która stwierdziła, że jej mąż nie jest kompletnie w jej typie, że go kocha, jej imponuje, ale po iluś latach nie jest tak, że jej się podoba i że fajnie mam, że mój mąż po tak długim czasie nadal mi się tak bardzo podoba.

                                                  Fajnie jak cholera...
                                                  • glamourous Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 12:34
                                                    >Ale to prawda, że jest bardzo mało mężczyzn atrakcyjnych dla mnie seksualnie (...) i że fajnie mam, że mój mąż po tak długim czasie nadal mi się tak bardzo podoba.

                                                    I tu sie mylisz. Nawet nie wiesz jak bardzo. Mindset, kochana, mindset. Zablokowalas sie w glowie na innych facetow. Drzwi i okna masz mentalnie pozamykane, wiec nie widzisz tego, co jest na zawnatrz. Mialam, latami, podobne odczucie. "Olaboga, jak tu odejsc, skoro NIKT mi sie nie podoba !!". Nie podoba Ci sie, bo jestes zafiksowana na mezu. Tak jak pisalam Ci wczesniej, nie masz gdzie ustawic nowych pionkow, bo Twoja szachownica jest zajeta na full time. Wystarczy jednak wywalic stare pionki i oczyscic sobie emocjonalne pole, a nowi ludzie sami zaczynaja sie pojawiac.
                                                    Ja w ciagu ostatniego roku spotkalam 2 facetow ktorzy absolutnie powalili mnie na kolana. A kiedys latami tkwilam w przeswiadczeniu ze po nim to juz tylko potop. Albo raczej posucha.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 18:04
                                                    glamourous napisała:


                                                    > I tu sie mylisz. Nawet nie wiesz jak bardzo. Mindset, kochana, mindset. Zabloko
                                                    > walas sie w glowie na innych facetow. Drzwi i okna masz mentalnie pozamykane, w
                                                    > iec nie widzisz tego, co jest na zawnatrz.

                                                    Być może masz rację. Jednak byłam zauroczona w innym facecie i raz na jakiś czas spotykam takich, co mi się podobają, więc nie zauważam tego, że jestem zamknięta. Podobają mi się wysocy, zarośnięci, dobrze zbudowani (nie mylić z mięśniakami), inteligentni faceci z delikatnie wrednym wyrazem twarzy. Nie jest ich znowu aż tak dużo, a i popyt na takich jest bardzo duży, więc jak już takiego spotykam to zwykle ma już żonę i dzieci, same dzieci albo partnerkę, a jeśli nie ma, to jest rasowym podrywaczem i zalicza kilka panienek miesięcznie. W pubie, do którego chodzę widuję takiego jednego, który mi się podoba - przychodzi z dziewczyną, ale gdyby przyszedł sam to z pewnością mógłby wyprowadzić z tego pubu dowolnie wybraną przez siebie dziewczynę. Seksualnie atrakcyjnych kobiet jest w mojej ocenie dużo więcej niż seksualnie atrakcyjnych mężczyzn. Myślę, że gdybym się rozwiodła to musiałabym się wyprowadzić do innego kraju, w którym jest więcej facetów, w moim guście.

                                                    > Ja w ciagu ostatniego roku spotkalam 2 facetow ktorzy absolutnie powalili mnie
                                                    > na kolana.

                                                    2 rocznie to nie jest znowu aż tak dużo :). Miałaś szczęście, że powalił Cię na kolana taki, którego również Ty powaliłaś na kolana.

                                                    Ja mam problem z tym, że po tym jak dowiedziałam się, że inne kobiety podobają się mojemu mężowi bardziej ode mnie, mam taki lęk, że z każdym facetem tak będzie, że nikogo nie będę umiała zainteresować sobą na długo.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 19:37
                                                    Czyli Twoim zdaniem mozna wygladac tak dobrze, by wyprowadzic z klubu dowolna dziewczyne? Wedlug mnie nie. Na dowolnego mezczyzne, nawet niezwyklej urody, nigdy nie poleci wiecej niz kilkanascie procent kobiet.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 19:58
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Czyli Twoim zdaniem mozna wygladac tak dobrze, by wyprowadzic z klubu dowolna d
                                                    > ziewczyne? Wedlug mnie nie. Na dowolnego mezczyzne, nawet niezwyklej urody, nig
                                                    > dy nie poleci wiecej niz kilkanascie procent kobiet.

                                                    Moim zdaniem są mężczyźni, którzy zadziałają na jakieś 80% kobiet w swojej kategorii wiekowej czyli w przedziale - 10 i + 5 lat. Chodzi pewnie o coś więcej niż sam wygląd - wygląd + głos + sposób poruszania się i w kobietach budzą się zwierzęce instynkty :). Takich osobników jest b. mało i zawsze znajdzie się jakaś, która nie będzie zainteresowana. Na mnie na przykład nie zadziała jakiś gorący latynos, ale wszystkie moje koleżanki z chęcią oddałyby się takiemu na jedną noc.
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:10
                                                    notyouraveragegirl napisała:
                                                    > Moim zdaniem są mężczyźni, którzy zadziałają na jakieś 80% kobiet w swojej kate
                                                    > gorii wiekowej czyli w przedziale - 10 i + 5 lat. Chodzi pewnie o coś więcej ni
                                                    > ż sam wygląd - wygląd + głos + sposób poruszania się i w kobietach budzą się zw
                                                    > ierzęce instynkty :). Takich osobników jest b. mało i zawsze znajdzie się jakaś
                                                    > , która nie będzie zainteresowana. Na mnie na przykład nie zadziała jakiś gorąc
                                                    > y latynos, ale wszystkie moje koleżanki z chęcią oddałyby się takiemu na jedną
                                                    > noc.

                                                    Czyli mezczyzni powinni inwestowac w silke / fryzjera / ciuch by sie do tej kategorii zblizyc? Wiadomo ze twarzy sobie nikt nie przeszczepi, ani 15 cm wzrostu nie doda, ale z Twojego punktu widzenia moznaby taki wniosek wysnuc. To czemu wiekszosc mezczyzn tak nie ma - kwestia biologii, braku dbania o siebie? Taka uroda to dar czy kwestia pracy nad soba?
                                                    Bo zawsze gdy slysze takie wyznania, przychodzi mi na mysl, ze mezczyzni nie moga byc az takimi idiotami by nie rozumiec prostych faktow. Kazdy glupi by pakowal i sie rzezbil na silce, gdyby to tak dzialalo. Moze nie dla miazdzacego efektu, bo pewnie geny tez mocno decyduja, ale by znaczaco zwiekszyc swoje notowania. Taki Kombi zamiast zrzedzic by pakowal i brylowal w klubach... chyba?
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:13

                                                    > Czyli mezczyzni powinni inwestowac w silke / fryzjera / ciuch by sie do tej kat
                                                    > egorii zblizyc? Wiadomo ze twarzy sobie nikt nie przeszczepi, ani 15 cm wzrostu
                                                    > nie doda, ale z Twojego punktu widzenia moznaby taki wniosek wysnuc.

                                                    Wysnuc wniosek, by inwestowac w cialo, a nie zeby przeszczepic twarz i dodawac wzrostu...Geez ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:22
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Wysnuc wniosek, by inwestowac w cialo, a nie zeby przeszczepic twarz i dodawac wzrostu...Geez ;)
                                                    --------------
                                                    Ty zainwestowałeś, schudłeś sporo kg i efekt jest. Czyli to działa.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:23
                                                    Kazdy glupi by pakowal i sie rzezbil na silce, gdyby to tak dzialalo. Moze nie dla miazdzacego efektu, bo pewnie geny tez mocno decyduja, ale by znaczaco zwiekszyc swoje notowania. Taki Kombi zamiast zrzedzic by pakowal i brylowal w klubach... chyba?
                                                    Nie Sabat to tak by nie bylo, nie jset. Kazdy np. wie co to jest zdrowe odzywianie ale czy sie tak odzywia? Nie, oczywiscie, ze nie. No generalnie ten wzrost akurat jest wazny, dodatkowy plus.
                                                    Ty se dodaj jak to jest z kobietami tez zdarza sie slyszec "moglaby miec kazdego". Tak samo o facecie "moglby miec kazda" a oznacza to tylko, ze podoba sie wielu, ma tam jakies typowe cechy urodowe odbierane przez wiekszosc za atrakcyjne.
                                                    A ze kolezanki by chcialy na jakas noc latynosa moze dlatego, ze slyszaly o "latin lover", wiec oczekuja, ze byloby hoho i jeszcze wiecej. No i egzotycznie by bylo.
                                                  • marek.zak1 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:29
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Kazdy glupi by pakowal i sie rzezbil na silce, gdyby to tak dzialalo. Moze nie dla miazdzacego efektu, bo pewnie geny tez mocno decyduja, ale by znaczaco zwiekszyc swoje notowania.
                                                    ----------------------------
                                                    Ale to wymaga wysiłku i pracy, a każdemu głupiemu się nie chce, bo głupi są przeważnie leniwi:).
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:37
                                                    No wlasnie o to mi chodzilo - to jest bardziej "przypuszczam ze by wychodzil", niz realnie wychodzi z tymi laskami. Latwo pomachac szabelka, co by sie z takim typem nie robilo w lozku, albo zalozyc, ze on by robil, ale gdyby przyszlo co do czego, to w tyl zwrot i w nogi ;)
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:40
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > No wlasnie o to mi chodzilo - to jest bardziej "przypuszczam ze by wychodzil",

                                                    Ten akurat zawsze wychodzi z tą, z którą chce.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 11.06.17, 20:32
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > To czemu
                                                    > wiekszosc mezczyzn tak nie ma - kwestia biologii, braku dbania o siebie? Taka u
                                                    > roda to dar czy kwestia pracy nad soba?

                                                    Myślę, że to dar i nie da się tego wypracować. Oczywiście siłownia, zdrowy styl życia, ładny zapach, dobrze dobrane ubrania i fryzura podnoszą atrakcyjność fizyczną, ale mnie np. panowie zbyt zadbani odrzucają. Znam jednego takiego, który chyba nigdy nie dostał kosza i kompletnie nie potrafię zrozumieć z czego to wynika. Po prostu ma "to coś", co widzą wszystkie kobiety. Jest owszem przystojny, ma męskie rysy twarzy, symetryczną twarz, jest wysoki, naturalnie silnej budowy, gęste włosy, ale nie jest jakimś mięśniaczkiem spędzającym godziny na siłowni - lubi wypić piwko i ma lekki brzuszek piwny. Obiektywnie - są bardziej przystojni. Ale wszystkie lecą na niego bo jest ciekawym rozmówcą i ma coś takiego, że przy nim kobieta odczuwa silnie swoją kobiecość. A, że kobiety są autoerotyczne to on czerpie z tego daru korzyści.
                                                  • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:49
                                                    "Kazdy glupi by pakowal i sie rzezbil na silce, gdyby to tak dzialalo"

                                                    No właśnie nie. Mężczyźni nie lubią się wysilać, nawet gdyby im to miało przynieść więcej powodzenia. Laski mają ich brać takimi jakimi są.
                                                  • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:54
                                                    "Czyli Twoim zdaniem mozna wygladac tak dobrze, by wyprowadzic z klubu dowolna dziewczyne? Wedlug mnie nie"

                                                    A Ty utożsamiasz brak zgody na bycie wyprowadzoną z klubu przez gościa z tym, że gościu się nie podoba?
                                                    Wiesz, ilu ja chłopakom odmówiłam, którzy mi się podobali?
                                                    Conajmniej dwóm :D
                                                    A poważnie mówiąc, to przecież były tu już długie dyskusje, gdzie babki szczegółowo tłumaczyły, dlaczego nie dadzą się tak łatwo z tego klubu wyprowadzić, zapomniałeś czy co?
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 07:10
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > A poważnie mówiąc, to przecież były tu już długie dyskusje, gdzie babki szczegó
                                                    > łowo tłumaczyły, dlaczego nie dadzą się tak łatwo z tego klubu wyprowadzić, zap
                                                    > omniałeś czy co?

                                                    Robie z siebie glaba (tym razem, dla odmiany, swiadomie), by polemizowac z postawiona przez notyouraveragegirl teza o rzekomej sile przebicia meskiej urody.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 08:07
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Robie z siebie glaba (tym razem, dla odmiany, swiadomie), by polemizowac z post
                                                    > awiona przez notyouraveragegirl teza o rzekomej sile przebicia meskiej urody.

                                                    Mówiłam już, że nie o samą urodę chodzi, a o czar :)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 08:23
                                                    notyouraveragegirl napisała:
                                                    > Mówiłam już, że nie o samą urodę chodzi, a o czar :)

                                                    Demonstracje pewnych zachowan, wskazujacych na wysoki status spoleczny i duza atrakcyjnosc zwiazkowa. Czyli strzal w dziesiatke, biorac pod uwage potrzeby wiekszosci pan. Co do "czaru" - "science is magic that works" ;)
                                                  • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 08:46
                                                    Co ciekawe - to co na krotka mete toksycznie przyciaga kobiety i je fascynuje, na dluzsza okazuje sie byc nie do zniesienia.
                                                    Odwaga okazuje sie byc awanturnictwem.
                                                    Brawura - glupota wynikajaca z braku zrozumienia konsekwencji.
                                                    Pewnosc siebie - efektem narcyzmu, mitomanii, bezkrytycznosci wobec swoich wad
                                                    Decyzyjnosc i niezaleznosc - brakiem poszanowania regul, problemami z empatia, egoistyczna natura.
                                                    Meskosc i hardosc - nieumiejetnoscia wyrazania uczuc badz patologicznym chlodem emocjonalnym.
                                                    Obserwujac z boku - kobiety zabijaja sie o toksyczne meskie natury jak cmy, ignorujac tych, ktorzy byliby dla nich dobrymi partnerami. Ale potrafia sie szybko polapac. Co z tego, skora lgna do kolejnego wariata, bo taki je naturalnie podnieca.
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 09:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Meskosc i hardosc - nieumiejetnoscia wyrazania uczuc badz patologicznym chlodem
                                                    > emocjonalnym.
                                                    > Obserwujac z boku - kobiety zabijaja sie o toksyczne meskie natury jak cmy, ign
                                                    > orujac tych, ktorzy byliby dla nich dobrymi partnerami. Ale potrafia sie szybko
                                                    > polapac. Co z tego, skora lgna do kolejnego wariata, bo taki je naturalnie pod
                                                    > nieca.

                                                    Skoro seks jest wazny, to czyms sie trzeba podniecic.
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 09:16
                                                    Ha, mój miał być taki grzeczny i spokojny i opiekuńczy i zawsze kochający, a okazało się że taki miły i spokojny bo tłumi emocje i teraz na drodze ku niezależności bywa takim samym furiatem jak cała reszta tych, których odrzuciłam na wstępie właśnie za choleryczną naturę... ale chyba macie wszyscy rację, że czas szukać mieszkania.
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 09:59
                                                    "Ha, mój miał być taki grzeczny i spokojny i opiekuńczy i zawsze kochający, a okazało się że taki miły i spokojny bo tłumi emocje i teraz na drodze ku niezależności bywa takim samym furiatem jak cała reszta tych, których odrzuciłam na wstępie właśnie za choleryczną naturę... ale chyba macie wszyscy rację, że czas szukać mieszkania."

                                                    No AMEN, wreszcie napisalas cos sensownego! Ale nie, poczekaj, zaraz pobiegnie po kwiatki i....wszystko bedzie dobrze.
                                                    Ale nie, mozliwy jest jeszcze jden scenariusz: na drodze do niezaleznossci odkryje, ze powinien sie wreszcie uniezaleznic od Ciebie, bo nie jestes kobieta w jego typie i do siebie nie pasujecie! I ciekawe co wtedy zrobisz? Ja Ci powiem: przezyjesz. Zobaczysz, okaze sie, ze jednak potrafisz przezyc bez niego!
                                                  • hello-kitty2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 10:32
                                                    Tez mi to przeszlo przez mysl, ze byc moze ta terapia przygotowywuje go do rozstania. Moj eks tez kiedys przyszedl i powiedzial, ze obejrzal jeden film i podjal decyzje, ze chcialby sie ze mna rozwiesc. Wtedy to byl szok ale teraz to sobie mysle ze najlepiej to byc porzuconym, nie trzeba o niczym decydowac trzeba sie tylko pozbierac. Wygodnie, nie? ;)
                                                  • kag73 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 10:35
                                                    "Tez mi to przeszlo przez mysl, ze byc moze ta terapia przygotowywuje go do rozstania. Moj eks tez kiedys przyszedl i powiedzial, ze obejrzal jeden film i podjal decyzje, ze chcialby sie ze mna rozwiesc. Wtedy to byl szok ale teraz to sobie mysle ze najlepiej to byc porzuconym, nie trzeba o niczym decydowac trzeba sie tylko pozbierac. Wygodnie, nie? ;)"


                                                    No. Bo to bardzo trudna decyzja rozstac z kim kogos sie nadal kocha. Duzo latwiej sie nie rozstawac, mniej boli.
                                                  • aandzia43 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 13.06.17, 12:31
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Co ciekawe - to co na krotka mete toksycznie przyciaga kobiety i je fascynuje,
                                                    > na dluzsza okazuje sie byc nie do zniesienia.

                                                    Nie "to" jest nie do zniesienia, tylko karykatura i chora wersja tych pozytywnych cech, które nam się podobają.


                                                    > Odwaga okazuje sie byc awanturnictwem.
                                                    > Brawura - glupota wynikajaca z braku zrozumienia konsekwencji.
                                                    > Pewnosc siebie - efektem narcyzmu, mitomanii, bezkrytycznosci wobec swoich wad
                                                    > Decyzyjnosc i niezaleznosc - brakiem poszanowania regul, problemami z empatia,
                                                    > egoistyczna natura.
                                                    > Meskosc i hardosc - nieumiejetnoscia wyrazania uczuc badz patologicznym chlodem
                                                    > emocjonalnym.
                                                    > Obserwujac z boku - kobiety zabijaja sie o toksyczne meskie natury jak cmy, ign
                                                    > orujac tych, ktorzy byliby dla nich dobrymi partnerami. Ale potrafia sie szybko
                                                    > polapac. Co z tego, skora lgna do kolejnego wariata, bo taki je naturalnie pod
                                                    > nieca.

                                                    Bez przesady, średnio bystra babka powyżej dwudziestki odróżnia bufona i pajaca od pewnego siebie, a hardego i odważnego od nieempatycznego psychola. Ale kobieta też człowiek i miewa swoje deficyty, wariatek i psychicznych lebieg nie brakuje, więc się co niektóre nabierają.
                                                  • rekreativa Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 14.06.17, 19:53
                                                    "Co ciekawe - to co na krotka mete toksycznie przyciaga kobiety i je fascynuje, na dluzsza okazuje sie byc nie do zniesienia.
                                                    Odwaga okazuje sie byc awanturnictwem."

                                                    Nie "okazuje się być", tylko była od początku. A baba albo się nie poznała od razu, albo sama ma złe skrypty (środowisko, w którym jej wmówiono, że agresywny, wulgarny buc jest męski), albo po prostu sama siebie oszukuje, bo tak tęskni za tym odważnym, męskim i pewnym siebie...

                                                    "Obserwujac z boku - kobiety zabijaja sie o toksyczne meskie natury jak cmy, ignorujac tych, ktorzy byliby dla nich dobrymi partnerami."

                                                    A czy to jednak nie jest pewien stereotyp? Bo szczerze mówiąc to ja mam w otoczeniu tylko jedną laskę, która sobie kiepsko wybiera - własną siostrę. Zawsze ją przyciągają tacy, co to potrzebują wolności i w ogóle od wszelkiego zaangażowania umywają łapki.
                                                    Poza tym nie widzę tych kobiet goniących za dziwnymi kolesiami, podczas gdy obok jest kandydat na fajnego partnera. Albo gonią, bo takiego kandydata nie ma, albo nie gonią w ogóle. Większość ma normalnych, przeciętnych gości u boku, nic specjalnie zajebistego, ale też daleko do patologii.
                                                  • wont2 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 16:56
                                                    notyouraveragegirl napisała:

                                                    > W pubie, do
                                                    > którego chodzę widuję takiego jednego, który mi się podoba - przychodzi z dzie
                                                    > wczyną, ale gdyby przyszedł sam to z pewnością mógłby wyprowadzić z tego pubu d
                                                    > owolnie wybraną przez siebie dziewczynę.
                                                    -------
                                                    Co ty gadasz... Zajeci mezczyzni sa niewidzialni :)
                                                  • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 21:23
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Co ty gadasz... Zajeci mezczyzni sa niewidzialni :)
                                                    >
                                                    Jak dla kogo :).
                                                  • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 22:59
                                                    wont2 napisał:

                                                    > notyouraveragegirl napisała:
                                                    >
                                                    > > W pubie, do
                                                    > > którego chodzę widuję takiego jednego, który mi się podoba - przychodzi
                                                    > z dzie
                                                    > > wczyną, ale gdyby przyszedł sam to z pewnością mógłby wyprowadzić z tego
                                                    > pubu d
                                                    > > owolnie wybraną przez siebie dziewczynę.
                                                    > -------
                                                    > Co ty gadasz... Zajeci mezczyzni sa niewidzialni :)

                                                    Nie ma takiego wagonika,którego nie da się odczepić:)
                                    • triss_merigold6 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 06:25
                                      No, ja mam.
                              • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 06.06.17, 21:37
                                kag73 napisała:

                                > Tak czy siak problem w tym, ze to i tak nie ten facet a Ty sama sobie stoisz w
                                > drodze, pozbawiasz sie szansy na lepsze zycie.

                                Wiem. I mimo to jestem tchórzem.

                                Rozważam nawet czy nie iść do jakiegoś psychologa, który pomógłby mi się ze sobą poukładać - bo mąż to jedna z kwestii, ale ja mam też problem np. ze zmianą pracy - boję się; nie wychodzę z inicjatywą do innych ludzi bo nie chcę się narzucać; mam problem z nawiązaniem przyjaźni bo w przeszłości zawsze mnie ktoś wystawiał. Jestem postrzegana jako dusza towarzystwa, osoba odważna, asertywna itp. a tymczasem nigdy nie organizuję urodzin bo zastanawiam się czy osoby które ja bym chciała zaprosić, będą chciały przyjść; wstydzę się 3 dni z rzędu iść do żabki kupić lody bo sprzedawcy pomyślą, że żrę pełno słodyczy. Mam dużo swoich głupich ograniczeń.
                            • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 19:46
                              notyouraveragegirl napisała:

                              > Kag, ja też gotuje i pieke ciasta i zawsze samodzielnie robię i ozdabiam tort u
                              > rodzinowy i robię również w weekendy śniadania - raz ja, raz on i nie mam z tym
                              > problemu podobnie jak pomagam mu się spakować jak gdzieś wyjeżdża (a zaspal) i
                              > wyprasuje mu koszule raz kiedyś. Problem mam dopiero gdy się to traktuje jako
                              > mój obowiązek i daje sobie prawo do wypominania gdy tego nie ma. I dlatego pyta
                              > m jak to wyglada u innych par.

                              A co to ma wspólnego z tym że on nie daje dupy?
                              • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 19:50
                                zawle napisała:

                                > A co to ma wspólnego z tym że on nie daje dupy?

                                Akurat że dupy nie daje to wspaniale. Ale chodzi o to, że chyba w związkach opartych na bliskości, jakoś się więcej wybacza.
                                • zawle Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 20:17
                                  tyouraveragegirl napisała:
                                  > Akurat że dupy nie daje to wspaniale. Ale chodzi o to, że chyba w związkach opa
                                  > rtych na bliskości, jakoś się więcej wybacza.

                                  Nie znam tej prawidłowości.
        • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 13:15
          notyouraveragegirl napisała:

          > Poza tym on ogólnie jest niezłym kochankiem tylko niespecjalnie zainteresowanym
          > seksem ze stałą partnerką

          Oksymoron.

    • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 10:36
      Sadze, ze oboje jestescie siebie warci.
      • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 12:37
        sabat3 napisał:

        > Sadze, ze oboje jestescie siebie warci.

        A spotkałeś na tym globie kogoś idealnego?
        Kolego S.
        Nawet wzor cnót, piękna figura świętej panienki. Niby ideał, a co wzbudza?
        Stary franciszkanin do młodego mnicha:
        - Czyż nie są piękne niewieście piersi nieco szpiczaste.
        Lub jakoś tak.
        Patrz Imię Róży.
        • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 12:50
          Nie chodzi o ideal, ale spojnosc ich zwiazku. Bardzo do siebie pasuja tymi toksycznymi schematami.
          • potwor_z_piccadilly Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 13:07
            sabat3 napisał:

            > Nie chodzi o ideal, ale spojnosc ich zwiazku. Bardzo do siebie pasuja tymi toks
            > ycznymi schematami.

            Owszem, napisała, że jest wredna. Ale czy dla posuwanej kiszki stolcowej istotne jest jaką osobowość obsługuje?
            Kolego S, jak to mówią, przy odrobinie starań, nawet jeża da się wy......ć i wszyscy będą szczęśliwi.
          • notyouraveragegirl Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 04.06.17, 14:02
            sabat3 napisał:

            > Nie chodzi o ideal, ale spojnosc ich zwiazku. Bardzo do siebie pasuja tymi toks
            > ycznymi schematami.

            Zechcesz rozwinąć wypowiedź? Bardzo mnie interesuje co wyczytałeś z moich postów.
    • obrotowy alesz nie jestes, Aniele... 04.06.17, 20:49
      nie przypominam sobie bowiem, by Slubna robila mi kiedykolwiek sniadanie.

      - ja jej zreszta rowniez nie.
    • triss_merigold6 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 05.06.17, 19:05
      To bez znaczenia za jaką żonę uważa Cię facet, którego poślubiłaś.
      Długo jeszcze masz zamiar ciągnąć tę żenadę?
      • obrotowy dej jej spoko sie wyzalic... 05.06.17, 22:59
        nie dosc, ze nie obrobiona seksualnie jest, to jeszcze nie ma komu sie wyzalic...

        faktycznie, poruta.
        • triss_merigold6 Re: dej jej spoko sie wyzalic... 06.06.17, 06:25
          Po prostu tchórzostwo.
          • obrotowy ja tesz boje sie... 06.06.17, 22:21
            triss_merigold6 napisała:
            > Po prostu tchórzostwo.


            ja tesz boje sie... puscic w trombe moja Slubna...

            - puscilaby mnie z torbami...

            sporadyczne kochanki taniej wychodza...
    • moje_najnowsze_konto Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 12.06.17, 23:12
      Niczego nie udowodniłaś, chociaż wydajesz się bardziej do rzeczy od męża.
    • blue_almond Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 18.06.17, 20:47
      Dzień Dobry . Sytuacja zmusza mnie by zacząć ten wątek. Być może jest wśród Was ktoś, kto czuje się osamotniony w związku lub chce sobie wypełnić jakieś braki lub zna kogoś takiego. Jestem atrakcyjną, szczupłą, bardzo zadbaną inteligentną 40 latką, która ma swoje pasje, ceni sobie domowe ognisko oraz bliskość mężczyzny. Niestety nie miałam szczęścia w życiu o od kilku lat jestem sama, na dodatek samotnie wychowuję dziecko , co bardzo ogranicza mi możliwości zawodowe. Chętnie poznałabym kogoś, kto szuka oderwania od codzienności i byłby w stanie mi pomóc finansowo w zamian za towarzystwo, rozmowę, bliskość, ciepło no i seks oczywiście bo każdy z nas lubi i potrzebuje. Nie mam wymagań co do wieku, może to być mężczyzna dużo starszy jak i młodszy, z doświadczenia wiem , ze podobam się także dużo młodszym facetom, byle by był zadbany i by miło spędzało się razem czas, Łódź i okolice to najrozsądniejsza opcja. Oczywiście zapewnię 100% dyskrecji. Darujcie sobie głupie komentarze, jest mi bardzo niezręcznie pisać coś takiego ale sytuacja zwyczajnie mnie zmusza. Gdyby ktoś był zainteresowany zapraszam do kontaktu.
      • sabat3 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 18.06.17, 22:56
        Blue_almond, to co napisałaś jest bardzo smutne :( Gdybym miał pieniądze, to chyba bym próbował Ci pomóc bezinteresownie (bez skorzystania z "oferty")... Życzę Ci, żebyś miała od tej pory w życiu więcej szczęścia i sytuacja "nie zmuszała" nigdy więcej.
        • bcde Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 19.06.17, 01:17
          Smutne to by było, jakby nie można było kupić towarzystwa, rozmowy, bliskości, ciepła, seksu i do tego dyskrecji. A tak to tylko się cieszyć. Do kompletu brakuje tylko miłości i zdrowia.
          • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 19.06.17, 05:35
            bcde napisał:

            > Smutne to by było, jakby nie można było kupić towarzystwa, rozmowy, bliskości,
            > ciepła, seksu i do tego dyskrecji. A tak to tylko się cieszyć. Do kompletu brak
            > uje tylko miłości i zdrowia.

            Zapomniales o dziurze do ruchania, dziure tez mozna kupic, wystarczy podpisac stosowny papier w USC. Zreszta milosc tez jest do kupienia, takim jak Ty przeciez wszystko jedno czy dostaja udawane czy prawdziwe.
    • aniloraq Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 20.06.17, 23:00
      Przykre są takie kryzysy, ale trzeba próbować, rozmawiać, dialogować, godzić się, czasem po kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt razy. Naprawdę warto. Stanowczo za dużo ludzi się dziś rozwodzi: rozkminytiny.pl/rosnie-liczba-rozwodow-w-polsce-czesto-niepotrzebnych-rozwodow/
      • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 20.06.17, 23:17
        aniloraq napisała:

        > Przykre są takie kryzysy, ale trzeba próbować, rozmawiać, dialogować, godzić się, czasem po kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt razy. Naprawdę warto. Stanowczo za dużo ludzi się dziś rozwodzi: rozkminytiny.pl/rosnie-liczba-rozwodow-w-polsce-czesto-niepotrzebnych-rozwodow/

        To jest efekt 500+. Pojawiają się `łupy do podziału', co skutkuje rozpadem czegoś co `powiązane' było jedynie kiepską sytuacją materialną.
        Kobieta nie ma pojęcia o czym pisze. Niech Ci Mabelle wytłumaczy dlaczego uważa,że powinna była odejść wcześniej.

        Osoby, które nie potrafią sie w sposób cywilizowany rozejść tym bardziej nie powinny tkwić ze sobą razem. Rozmawiać warto. Ale są granice po przekroczeniu, których nie ma już miejsca na rozmowy.
        • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 21.06.17, 05:37
          lybbla napisał:

          >. Niech Ci Mabelle wytłumaczy dlaczego uważa
          > ,że powinna była odejść wcześniej.

          A spierdalaj z mabelle, co sie mnie czepiasz. Opowiedz swoja historie, moze bedzie bardziej pouczajaca od mojej:-)

          • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 21.06.17, 20:19
            mabelle2000 napisała:

            > A spierdalaj z mabelle, co sie mnie czepiasz. Opowiedz swoja historie, moze bed
            > zie bardziej pouczajaca od mojej:-)

            Ale moja historia byłaby tu nie na temat. Pani, której odpowiedziałem
            apeluje by rozmawiać. Wykładnia forum jest taka, że gówno prawda.
            Chcesz bronić tego artykułu co zalinkowała?

            Co do mojej historii, gdy pojawi się prawdziwa historia Urqu, Kitki czy Twoja, to może rozważę i pouczanie moją, póki co zarzucam Wam rażącą niespójność. :P
            • mabelle2000 Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 21.06.17, 20:29
              lybbla napisał:

              > Co do mojej historii, gdy pojawi się prawdziwa historia Urqu, Kitki czy Twoja,
              > to może rozważę i pouczanie moją, póki co zarzucam Wam rażącą niespójność. :P

              No mowie, pochwal sie swoja historia, ocenimy czy jest bardziej spojna od naszych.
              • lybbla Re: Czy jestem strasznie złą żoną? 21.06.17, 21:16
                mabelle2000 napisała:

                >
                > No mowie, pochwal sie swoja historia, ocenimy czy jest bardziej spojna od naszych.

                Ale ja się pochwaliłem swoją historią w stopniu większym niż Urqu. Nawet nie wiesz czy zdradził, czy nie zdradził, więc na tym przykładzie widać, że szczegóły nie są Ci potrzebne. Jeśli chodzi o Kitkę to nie wiemy ilu było tych Bułgarów i jak jej poszło z drugim kochankiem na forum.

                I tylko Sabat wypluł z siebie wszystko;)
Pełna wersja