Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy!

23.08.17, 13:02
Postanowiłem tu napisać szukając pomocy....

#1 - wersja męża:
Seks nam się sypie a za jego sprawą i małżeństwo - z dwóch powodów, które chyba jakoś się łączą ze sobą :(

Pierwszy powód to mój przedwczesny wytrysk. Bardzo bolesna i krępująca sprawa, której nie potrafię rozwiązać w żaden sposób jaki gdzieś znajduję. Po prostu - jakbym się nie starał i jak nie kombinował to nie jestem w stanie zadowolić swojej żony w łóżku. Nijak - na początku pieszczoty (już dość schematycznie - ale o tym za chwilę) a potem krótka "penetracja" trwająca minutę - może trzy, która mnie po 10 latach małżeństwa daje więcej wstydu i poczucia porażki i niezadowolona w łóżku Ona. No bo jak ma się czuć kobieta, która nie ma przeze mnie orgazmów pochwowych w trakcie stosunku???

No i właśnie tu jest druga część problemu. Cały ten problem z przedwczesnym wytryskiem spowodował, że nasz seks stał się schematyczny i nudny. Standardowy przebieg - chwila całowania, "minetka" z łechtaczkowym orgazmem i chwila penetracji.. Żałosne - prawda? Inaczej już chyba jednak nie umiem bo funkcjonuję w poczuciu wstydu i rezygnacji z seksu - bo i po co miałbym o to zabiegać skoro nie wychodzi z tego nic fajnego. Seksualnie i intymnie oddalamy się od siebie dramatycznie. Żona - podejrzewam, że na skutek frustracji i braku spełnienia potrzeb odsuwa się ode mnie. Każdy dotyk i każda próba pieszczot są złe - drażnią, drapią, denerwują. Dotknąć się nie da, "chwycić za cycka" - nie rusz bo nie teraz, pieszczoty w jej stronę - nie z tej strony, nie tak, za szybko, za wolno - czego bym nie próbował to wszystko źle.

Nie wiem co mam robić - wpadamy w błędne koło. Ja się wycofuję z seksu przez ciągłe porażki (czasem zdarzają się problemy ze wzwodem - leczę się na depresję od roku (Trazodon i Sertralina)) a jeśli nawet próbuję coś zrobić (ostatnio prosiła żebym ją "zerżnął porządnie" - to poczułem się jak "gówno w przeręblu bo wiedziałem, że nie podołam") to jej niechęć - okazywana również na twarzy i totalnie biernym zachowaniem mnie zniechęca i deprymuje - chwilami czuję się jakbym ją gwałcił - leży z zamkniętymi oczami, nie dotknie mnie, nie podniesie ręki żeby coś zrobić, pieszczoty z jej strony to rzadkość - jej "lodzika" odbieram raczej jako symulację samej siebie do osiągnięcia jakiegoś podniecenia (podczas "minetki" lubi mieć mnie w ustach...)

Nie chcę teraz wchodzić w głębsze aspekty naszego związku ale na ew. pytania odpowiem w toku dyskusji. Rozjaśniając jednak - mamy po nieco ponad 30 lat, mieszkamy we własnym mieszkaniu, mamy dziecko w wieku przedszkolnym, oboje pracujemy...

To teraz tyle ode mnie. Wysyłam link do tego wpisu do żony licząc, że napisze jak Ona to widzi i czy czegoś nie nakłamałem...

    • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 23.08.17, 14:10
      I od zawsze tak było?- z tą partnerką od początku ,od kiedy zaczęliście uprawiać seks, czy Twoje problemy wystąpiły po jakimś czasie dopiero, albo w wyniku jakichś problemów małżeńskich między wami?( np.wlasnie Twojej depresji, chyba że depresja to już konsekwencja m.in. tych problemów łóżkowych) .A sildenafil próbowałeś stosować?
      • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 23.08.17, 14:27
        Przedwczesny wytrysk był zawsze, od samego początku. Na początku znajomości to było w ogóle tak, że to ja miałem libido a moja wówczas dziewczyna chciała się często kochać - ale było ciężko z możliwościami. Najpierw mieszkaliśmy w wynajętym pokoju ze współlokatorami obok, potem u jej rodziców na jednym pokoju - dopiero potem wynajęliśmy kawalerkę, potem kupiliśmy pierwsze mieszkanie i poszliśmy na swoje.

        Z problemami ze wzwodem to problemów nie ma tak często żebym musiał brać Viagrę - wynika to bardziej ze stanu psychicznego i lęku przed seksem albo braku psychicznego podniecenia a nie sytuacji, że "jestem napalony jak cholera" ale interes nie działa :(

        Kilka dni temu wieczorem żona zebrała się na coś odważnego - przyszła naga, przytulała się, zaczęła mi robić "hiszpana" - a u mnie w PSYCHICE zero reakcji, jakbym był z kamienia!

        Ja seks zawsze postrzegam bardzo emocjonalnie i nie potrafię uprawiać "seksu dla sportu" (choć zdarza mi się masturbować - ale rzadko...) - do seksu musi dla mnie najpierw istnieć relacja uczuciowa. Nie potrzebuję widzieć samych "cycków i cipki" ale muszę w partnerce widzieć chęć do seksu i zbliżenia się...

        Myślę, że sporym problemem jest również choroba jaką przeszedłem na początku naszego związku - bowiem dawno temu na skutek "przeleczenia" antybiotykami nabawiłem się grzybicy (kandydoza) - i skutkiem tego chyba ze dwa lata mieliśmy ogromne problemy z seksem - bo ciągle "coś mi wyskakiwało" - starałem się Jej to rekompensować pieszczotami ale na dłuższą metę nie mogło to zdać egzaminu.

        Co do problemów w małżeństwie to myślę, że jakoś bardzo nie odstajemy "od normy" - może poza tym, że przez depresję i rozwaloną tarczycę bywam nerwowy i sporo przeklinam pod nosem.

        Nie wiem czy to ma znaczenia ale ja wcześniej miałem tylko dwie partnerki. Dla żony byłem "pierwszym" - czego skutkiem jest to, że czasem mówi (w czym ma sporo racji!) - że ja ją nauczyłem bierności w łóżku (choć wampem to ona też nie jest...).
        • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 23.08.17, 16:20
          A jakie masz właściwie oczekiwania w tej sytuacji, którą tak dość dokładnie tutaj opisałeś- chciałbyś zmian ze strony żony, większej akceptacji, starań ( choć wynika z tych opisów, że się stara i jej zależy), czy zmiany siebie, swojego zachowania, podejścia? - bo sam przyznajesz, że gdzieś w Tobie tkwi jakaś bariera,blokada psychiczna, przeszkadzająca we wspólnym cieszeniu się seksem i intymnością.
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 12:03
            Oczekiwania mam przede wszystkim wobec siebie. Nie mogę oczekiwać od żony, że będzie szczęśliwa jeśli ja nie mogę jej fizycznie zadowolić i spełnić jej potrzeb.

            Bariera i blokada psychiczna to właśnie problem z nieustannym przedwczesnym wytryskiem - czego skutkiem jest brak spełnienia potrzeb żony i brak jej satysfakcji co ostatecznie przekłada się na obustronną frustrację i zniechęcenie.
            • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 22:21
              maz83 napisał(a):

              > Oczekiwania mam przede wszystkim wobec siebie. Nie mogę oczekiwać od żony, że b
              > ędzie szczęśliwa jeśli ja nie mogę jej fizycznie zadowolić i spełnić jej potrze
              > b.
              >
              > Bariera i blokada psychiczna to właśnie problem z nieustannym przedwczesnym wyt
              > ryskiem - czego skutkiem jest brak spełnienia potrzeb żony i brak jej satysfakc
              > ji co ostatecznie przekłada się na obustronną frustrację i zniechęcenie.

              Orgazmy ma, inicjuje cały czas, nie jest źle, jest co ratowac :-)
              • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:00
                aandzia43 napisała:

                > Orgazmy ma, inicjuje cały czas, nie jest źle, jest co ratowac :-)

                Gdzieś może źle się wyraziłem - w zasadzie tylko ja inicjuję seks :(
                • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 13:09
                  maz83 napisał(a):

                  > aandzia43 napisała:
                  >
                  > > Orgazmy ma, inicjuje cały czas, nie jest źle, jest co ratowac :-)
                  >
                  > Gdzieś może źle się wyraziłem - w zasadzie tylko ja inicjuję seks :(

                  "Przyszła naga, zaczęła się przytulac, robić hiszpana". To chyba inicjuje?
                  • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 13:19
                    No jednak nie. Napisałem właśnie tak w poprzednim komentarzu (forum.gazeta.pl/forum/w,15128,164527243,164527243,Jak_ratowac_seks_w_malzenstwie_Pomocy_.html?p=164527678):

                    > Kilka dni temu wieczorem żona zebrała się na coś odważnego - przyszła naga, przytulała się, zaczęła mi robić "hiszpana" - a u mnie w PSYCHICE zero reakcji, jakbym był z kamienia!

                    Użyłem słowa "odważnego" bo właśnie ona nie inicjuje seksu i było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, że coś takiego się stało. Czasem w pretensjonalny i niezbyt przyjemny sposób wypomina mi, że ja nie inicjowałem ale sama z siebie w zasadzie nie zrobi nic :(
    • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 23.08.17, 15:58
      Wydaje mi się, że seks jest dla Ciebie nie źródłem radości, rozkoszy, ale nerwów, rozczarowania niewykonaniem zadania i w końcu depresji. Za dużo myślisz i się zadręczasz, że nie jesteś super-kochankiem. Jak babka mówi, żebys ja porządnie zerżnął, to jak mówią: just do it. Skupiasz się na własnych niedoskonałościach, co Cię frustruje.
      • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 12:01
        Myślę, że to o czym mówisz jest raczej skutkiem mojej "łóżkowej formy" z której nie potrafię się wyrwać, uwolnić. Jak mam ją "zerżnąć" skoro wiem, że skończę zanim ona się rozkręci - to wydaje się trochę absurdalne :(
        • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 16:34
          maz83 napisał(a):

          > Myślę, że to o czym mówisz jest raczej skutkiem mojej "łóżkowej formy" z której nie potrafię się wyrwać, uwolnić. Jak mam ją "zerżnąć" skoro wiem, że skończę zanim ona się rozkręci - to wydaje się trochę absurdalne :(
          -----------------------------
          Zobacz, co znaczy ,,zerżnąć".
          www.miejski.pl/slowo-Zer%C5%BCn%C4%85%C4%87
          Wielu facetów bardzo chciałoby, żeby ich babka im powiedziała: ,,a teraz mnie zerżnij", ale ty zamiast cieszyć sie z tego, co masz, wolisz robić sobie problemy i wpadać w depresję.
          BTW, skonsultowałem to z moją kobietą.
          • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:31
            marek.zak1 napisał
            >Wielu facetów bardzo chciałoby, żeby ich babka im powiedziała: ,,a teraz mnie zerżnij<

            A twoja Ci to mówi,od czasu do czasu, albo może ciągle? A Ty jej też to mówisz- że za chwilę,jak tylko przyjdziesz, albo wrócisz, to ją zerżniesz?;)

            >, skonsultowałem to z moją kobietą. <

            Marek, a twoja, powiedzmy, rozmawiając ze swoimi przyjaciółmi, czy w jakichś innych kręgach, też wyraża się o Tobie bez przerwy per " mój"? Mój powiedział to,mój sądzi tak, skonsultowałam to z moim, mój uważa, że coś tam, mój pozwolił mi na,mój mnie rozumie? itd.Mnie akurat mierzi i drażni to Twoje bezosobowe w gruncie rzeczy określenie bliskiej osoby, jako " moja ", nic nie poradzę.

            • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:59
              ninek04 napisała:

              > marek.zak1 napisał
              > >Wielu facetów bardzo chciałoby, żeby ich babka im powiedziała: ,,a teraz mnie zerżnij<
              >
              > A twoja Ci to mówi,od czasu do czasu, albo może ciągle?
              -----------------------------
              Miałem na myśli facetów, których żony nie chcą, choćby Sabata.
              Ja bardzo cenię oceną mojej kobiety, bo widzi sprawy inaczej, niż ja.
              • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 17:16
                marek.zak1 napisał
                >Miałem na myśli facetów, których żony nie chcą, choćby Sabata.
                Ja bardzo cenię oceną mojej kobiety, bo widzi sprawy inaczej, niż ja.<

                Ale czemu wciąż odnosisz się do żon innych mężczyzn, skoro pytanie było skierowane do Ciebie?. W jakiej sprawie cenisz ocenę twojej? - W kwestii bycia zerżnietą? - Twoja odpowiedź jest nijaka, dalej nie wiem, czy twoja mówi Ci, że chciałaby, żebyś ją zerżnął i czy mówisz jej, że np.dziś wieczorem ją zerżniesz.
                • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 18:30
                  ninek04 napisała:

                  > marek.zak1 napisał
                  > >Miałem na myśli facetów, których żony nie chcą, choćby Sabata.
                  > Ja bardzo cenię oceną mojej kobiety, bo widzi sprawy inaczej, niż ja.<
                  >
                  > Ale czemu wciąż odnosisz się do żon innych mężczyzn, skoro pytanie było skierow
                  > ane do Ciebie?. W jakiej sprawie cenisz ocenę twojej? - W kwestii bycia zerżni
                  > etą? - Twoja odpowiedź jest nijaka, dalej nie wiem, czy twoja mówi Ci, że chcia
                  > łaby, żebyś ją zerżnął i czy mówisz jej, że np.dziś wieczorem ją zerżniesz.
                  ---'''''''''''------
                  Odnioslem sie do zony autora watku ktora zaproponowala mu te zerzniecie. IWielu facetow to lubi i po takiej propzycji od razu przystepuja do dziela
                  • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 18:47
                    marek.zak1 napisał
                    >Odnioslem sie do zony autora watku ktora zaproponowala mu te zerzniecie. IWielu facetow to lubi i po takiej propzycji od razu przystepuja do dziela<

                    A Ty się do nich zaliczasz?
                    No i autor wziął się za rżnięcie żony, spuścił się zaraz, a ona zaczęła na niego warczeć - więc Twoja rada raczej, czy komentarz raczej od czapy w tym konkretnym przypadku.
                    • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 19:27
                      ninek04 napisała:

                      > marek.zak1 napisał
                      > >Odnioslem sie do zony autora watku ktora zaproponowala mu te zerzniecie. I Wielu facetow to lubi i po takiej propzycji od razu przystepuja do dziela<
                      >
                      > A Ty się do nich zaliczasz?
                      > No i autor wziął się za rżnięcie żony, spuścił się zaraz, a ona zaczęła na niego warczeć ------------------
                      Nie. Odmówił. Czułby sie jakby ja gwałcił.
                      • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 19:44
                        Nie napisał niczego takiego, to z gwałtem to sobie Ty dośpiewałeś, nie wiem z jakiego powodu w ogóle.

                        "Jak mam ją "zerżnąć" skoro wiem, że skończę zanim ona się rozkręci - to wydaje się trochę absurdalne :("
                        • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 20:29
                          ninek04 napisała:

                          > Nie napisał niczego takiego, to z gwałtem to sobie Ty dośpiewałeś, nie wiem z jakiego powodu w ogóle.
                          >
                          > "Jak mam ją "zerżnąć" skoro wiem, że skończę zanim ona się rozkręci - to wydaje się trochę absurdalne :("
                          --------------
                          Pisał o gwałcie w tym albo sąsiednim poscie.
          • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:36
            Nie bardzo wiem o co ci chodzi Marku. Przecież ona ją rżnie. Minutę, trzy. Czy ma zaniechać tej minety przed włożeniem jej żeby była bardziej zadowolona? Sądzisz że odpuszczenie sobie pieszczot, włożenie i spuszczenie się po chwili pomoże zadowolić żonę? Wybacz, ale moim zdaniem nie pomoże.
            • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:55
              aandzia43 napisała:

              > Nie bardzo wiem o co ci chodzi Marku. Przecież ona ją rżnie. Minutę, trzy. Czy ma zaniechać tej minety przed włożeniem jej żeby była bardziej zadowolona? Sądzisz że odpuszczenie sobie pieszczot, włożenie i spuszczenie się po chwili pomoże zadowolić żonę? Wybacz, ale moim zdaniem nie pomoże.
              --------------------
              Sądzę, że jej chodziło o to, żeby przestał się zakręcać jej orgazmami (które ma, ale te gorsze jego zdaniem, bo łechtaczkowe) , co prowadzi do jego stresów i depresji, tylko żeby to odpuścił i miał sam z seksu przyjemność. Nie wiem, co gorsze, brak orgazmu pochwowego, czy mąć z nerwicą i depresją. Możesz sama ocenić.
              • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 22:15

                > Sądzę, że jej chodziło o to, żeby przestał się zakręcać jej orgazmami (które ma
                > , ale te gorsze jego zdaniem, bo łechtaczkowe) , co prowadzi do jego stresów i
                > depresji, tylko żeby to odpuścił i miał sam z seksu przyjemność. Nie wiem, co
                > gorsze, brak orgazmu pochwowego, czy mąć z nerwicą i depresją. Możesz sama oce
                > nić.


                A może one i według niej gorsze, bo np. słabe jak kiepskie piwo albo bardzo trudno osiągalne? Ja tak mam: minetka jest sympatyczna ale do szczęścia potrzebuję solidnego rżnięcia. Mojego szczęścia, nie miłego nastroju w łóżku bo pan sobie ulżył przy pomocy kilku ruchów. Alo jakbym miała naprawdę fajne łechtaczkowe to bym się na miejscu tej pani nie obrażała na pana :-) Różnie to baby mają.
                • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 22:31
                  aandzia43 napisała:

                  >
                  Ja tak mam: minetka jest sympatyczna ale do szczęścia potrzebuję solidnego rżnięcia.
                  ------------------------------
                  TOŻ TO TA PANI MU TO WPROST POWIEDZIAŁA.
                  • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 23:05
                    marek.zak1 napisał:

                    > aandzia43 napisała:
                    >
                    > >
                    > Ja tak mam: minetka jest sympatyczna ale do szczęścia potrzebuję solidnego r
                    > żnięcia.
                    > ------------------------------
                    > TOŻ TO TA PANI MU TO WPROST POWIEDZIAŁA.

                    Ale ja o orgazmach: ja tylko (prawie) w wyniku stosunku, ona ma bez problemu (?) przy minetce. No raczej nie to samo, inne warunki wyjściowe.
                    • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 23:12
                      aandzia
                      > > >
                      > > Ja tak mam: minetka jest sympatyczna ale do szczęścia potrzebuję solidn
                      > ego r
                      > > żnięcia.
                      > > ------------------------------
                      > > TOŻ TO TA PANI MU TO WPROST POWIEDZIAŁA.
                      >
                      > Ale ja o orgazmach: ja tylko (prawie) w wyniku stosunku, ona ma bez problemu (?
                      > ) przy minetce. No raczej nie to samo, inne warunki wyjściowe.

                      Ale pomijając orgazmy w ten czy inny sposób osiągane: miło jest się cieszyć maksymalną bliskością fizyczną czyli penetracją. Spokojnie, powoli, szybko, w różnym tempie i nastroju. Bez napięcia i jazdy wyłącznie w kierunku orgazmu (męskiego też). Tego im obydwojgu teraz brakuje.
    • desygnator Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 15:17
      Przedwczesny wytrysk się leczy. Przyczyny mogą być różne - zarówno fizyczne, jaki i psychologiczne - zatem i sposoby leczenia są różne, ale farmakologia jest zasadniczo skuteczna. Byłeś u urologa? Mówiłeś o swoich problemach endokrynologowi, który leczy Cię na "rozwaloną tarczycę"? Rozważaliście wizytę u seksuologa?
    • dupa69blada Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 16:55
      Mam podobny problem do Twojego, zbyt wczesny wytrysk i problem z zaspokojeniem żony. Z jednej strony troszkę większy, bo moja nie miała nigdy nawet orgazmu łechtaczkowego, bo zawsze w pewnym momencie przerywa i chce penetracji. Też czasami wpadam w depresję ale nie wiem czy to z tego powodu, czy raczej wiąże się to z faktem kłótni lub/i brakiem seksu. W naszym związku też czasami miałem wrażenie, że żona tylko leży i narzeka co jest źle, a ja tylko się staram, ale pewnie miała już dość krótkiego seksu. Od czasu kiedy żona wpadła na pomysł żeby pobawić się Graya, troszkę się polepszyło i żona jest dużo bardziej "aktywna".
      W międzyczasie zacząłem stosować maści znieczulające: emla na receptę, lub Krem znieczulający Swiss Medical (oba z lidokainą) i działają całkiem nieźle, jest dużo dłużej ale troszkę jeszcze brakuje, przy ostrym rżnięciu przydałoby się jeszcze. Zastanawiałem się jeszcze czy by sobie nie skrócić wędzidełka, chociaż pani urolog powiedziała że jest ok, ale w temacie miała raczej kiepskie doświadczenie. Ale stwierdziła, bo przyszedłem do niej z bólem prostaty, że to przez kręgosłup (mam pracę siedzącą), który może powodować zbyt wczesny wytrysk. Wydaje mi się że to ma też związek z faktem uzależnienia od netu, przeglądając strony ciągle nowe, powoduje że rośnie poziom dopaminy i jakby ciągle jest człowiek podniecony, mam napięte mięśnie dna miednicy i później po 8 godzinach takiego siedzenia boli prostata. Wszystko to kończy się zbyt wczesnym wytryskiem. To już zrozumiałem, jednakże nie potrafię zmienić mojego trybu życia, staram się.
      Piszesz że rzadko się masturbujesz - to dobrze, a jak z pornografią, bo to raczej nie pomaga, a wręcz na pewno przyczynia się do zbyt wczesnego wytrysku, zwłaszcza wyrabianie nawyku szybkiego dochodzenia podczas masturbacji przy pornografii.
      ps. Fluoksetyną czyli prozakiem, też się leczy zbyt wczesny wytrysk, może za zgodą lekarza zmień leki. Ja troszkę żałuję że dłużej tego nie brałem, bo przy jednorazowej dawce nic nie pomogło w seksie. Jednakże ogólnie jakoś nie jest jestem przekonany do rozwiązywania depresji lekami, seks, sport, ruch lepiej chyba pomagają.
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,33135400,33135400,Krotko_mowiac_duzy_problem_prosze_Was_o_rady_.html#p33139322
      • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 18:03
        dupa69blada napisał:

        > Mam podobny problem do Twojego, zbyt wczesny wytrysk i problem z zaspokojeniem
        > żony. Z jednej strony troszkę większy, bo moja nie miała nigdy nawet orgazmu łe
        > chtaczkowego, bo zawsze w pewnym momencie przerywa i chce penetracji. Też czasa
        > mi wpadam w depresję ale nie wiem czy to z tego powodu, czy raczej wiąże się to
        > z faktem kłótni lub/i brakiem seksu.

        Jak masz tendencje to "wpadania w depresje" to zażyj antydepresant.
        • dupa69blada Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:26
          Wolę popracować nad sobą niż brać antydepresanty. Żeby zwiększyć sobie stężenie jakiś neuroprzekaźników, jak serotonina czy dopamina wcale nie trzeba od razu brać leków. Wiki: "Aktualnie, leki przeciwdepresyjne należą do najczęściej stosowanych środków farmakologicznych"
          • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 04:18
            dupa69blada napisał:

            > Wolę popracować nad sobą niż brać antydepresanty. Żeby zwiększyć sobie stężenie
            > jakiś neuroprzekaźników, jak serotonina czy dopamina wcale nie trzeba od razu
            > brać leków. Wiki: "Aktualnie, leki przeciwdepresyjne należą do najczęściej stos
            > owanych środków farmakologicznych"

            Nerwicy gimnastyką i sportem nie wyleczysz. A farmakologia oczywiście nie zamiast lecz oprócz.
            Generalnie zycie w dzisiejszych czasach cholernie cieżkie i powinni dodawać moim zdaniem antydepresanty do wody w kranie ;)
      • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:19
        Właściwy schemat leczenia to raczej leży w gestii lekarza jednak, a nie pacjenta - sugestia co do zmiany leków za zgodą lekarza brzmi z lekka niepoważnie. Zwłaszcza, że wymienione przez autora leki wykorzystuje się m.in.w leczeniu w ejaculatio precox,więc rzecz chyba nie w doborze leków.
    • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 18:12
      maz83 napisał(a):

      > Postanowiłem tu napisać szukając pomocy....
      >
      > #1 - wersja męża:
      > Seks nam się sypie a za jego sprawą i małżeństwo - z dwóch powodów, które chyba
      > jakoś się łączą ze sobą :(
      >
      > Pierwszy powód to mój przedwczesny wytrysk. Bardzo bolesna i krępująca sprawa,
      > której nie potrafię rozwiązać w żaden sposób jaki gdzieś znajduję. Po prostu -
      > jakbym się nie starał i jak nie kombinował to nie jestem w stanie zadowolić swo
      > jej żony w łóżku. Nijak - na początku pieszczoty (już dość schematycznie - ale
      > o tym za chwilę) a potem krótka "penetracja" trwająca minutę - może trzy,

      Trzy minuty to nie przedwczesny wytrysk. Przedwczesny to jest np. taki że jest zanim włożysz :) A ile by slubna chciała? bo jak sie okaże że pół nocy to bedziesz potrzebował kompanię pomocników :D
      • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:37
        A co jest nie tak w rżnięciu się przez pół ( a nawet całą) noc? Sugerujesz, że by temu podołać, musiałbyś skrzyknąć pomocników? - to taki cienki Bolek z Ciebie, czy o co chodzi? ;).
        • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 00:14
          ninek04 napisała:

          > A co jest nie tak w rżnięciu się przez pół ( a nawet całą) noc? Sugerujesz, ż
          > e by temu podołać, musiałbyś skrzyknąć pomocników? - to taki cienki Bolek z Cie
          > bie, czy o co chodzi? ;).

          Całą noc? super, jestem na tak, ale jakby sie panie tak powiedzmy co pół godziny zmieniały.
          Z ta sama cała noc? nuda, panie, nuda...
          • zawle Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 08:32
            Przejdż drugi na islam, wysadż się z powietrze i co pół godziny nowa pani będzie;)
            • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 08:55
              zawle napisała:

              > Przejdż drugi na islam, wysadż się z powietrze i co pół godziny nowa pani będzi
              > e;)

              Tam jest błąd w tłumaczeniu tylko nie chcą się do tego przyznać. Te hurysy są dziewicami ale 70.letnimi, a nie że ich jest 70.
              Zresztą, dobry pączek jest dobry, drugi się zje, czemu nie, trzeci już zamula. Ja wiem, że organizowane sa konkursy kto więcej hamburgerów, ale to nie dla mnie ;)
              • zawle Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 08:59
                Z jedną całą nioc zle, z wielona całą noc żle. To może trudnośc jest w "całej nocy"?:))
                • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:34
                  zawle napisała
                  <Z jedną całą nioc zle, z wielona całą noc żle. To może trudnośc jest w "całej nocy"?:))>

                  Może cierpi na nadmierną senność? To wtedy noc można zamienić na dzień i załatwione;)
                • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 04:02
                  zawle napisała:

                  > Z jedną całą nioc zle, z wielona całą noc żle. To może trudnośc jest w "całej n
                  > ocy"?:))
                  Nienie po pączku chętnie makowiec, potem sernik, szarlotka. A tak paczki przez cała noc to mdło i zgaga. Aczkolwiek jak tam mysle, to jedno i drugie prowadzi do otyłości ;)
          • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:29
            druginudziarz napisał
            <Całą noc? super, jestem na tak, ale jakby sie panie tak powiedzmy co pół godziny zmieniały.
            Z ta sama cała noc? nuda, panie, nuda...>

            Ale tu przecież nie chodzi o to, że całą noc z jakimiś przypadkowymi paniami , tylko że o pół,czy całą noc z żoną - a co, z żoną już Ci się niby przejadło?
            • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 03:57
              ninek04 napisała:

              > druginudziarz napisał
              > <Całą noc? super, jestem na tak, ale jakby sie panie tak powiedzmy co pół g
              > odziny zmieniały.
              > Z ta sama cała noc? nuda, panie, nuda...>
              >
              > Ale tu przecież nie chodzi o to, że całą noc z jakimiś przypadkowymi paniami ,
              > tylko że o pół,czy całą noc z żoną - a co, z żoną już Ci się niby przejadło?

              A z czyją zona? masz jakiś dobry namiar? mało zon jest chetnych na takie fikumiku.
              A z moją to juz wogóle odpada, ona szczytuje wg meskiego modelu, szybciej ode mnie, a potem to już tylko spać.
              • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 06:01
                druginudziarz napisał
                >A z czyją zona? masz jakiś dobry namiar? mało zon jest chetnych na takie fikumiku. <

                Zaraz tam mało. Wystarczy się dobrze zakrzątnąć i chętne same się znajdą. A Tobie co, wszystko trzeba podawać tak zaraz gotowe i na tacy? Ot,faceci ;)

                >A z moją to juz wogóle odpada, ona szczytuje wg meskiego modelu, szybciej ode mnie, a potem to już tylko spać.<

                To się nie namęczysz. Włożyć, wyjąć i po sprawie? ;)
                • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 12:19
                  ninek04 napisała:

                  > druginudziarz napisał
                  > >A z czyją zona? masz jakiś dobry namiar? mało zon jest chetnych na takie f
                  > ikumiku. <
                  >
                  > Zaraz tam mało. Wystarczy się dobrze zakrzątnąć i chętne same się znajdą. A Tob
                  > ie co, wszystko trzeba podawać tak zaraz gotowe i na tacy? Ot,faceci ;)

                  Jak ktoś jest marlonem brando to owszem, ma bukiet mężatek co noc.

                  > >A z moją to juz wogóle odpada, ona szczytuje wg meskiego modelu, szybciej
                  > ode mnie, a potem to już tylko spać.<
                  >
                  > To się nie namęczysz. Włożyć, wyjąć i po sprawie? ;)

                  Nie bardzo Cie rozumiem, bo seks wogóle mi sie nie kojarzy z męczeniem się. Znaczy ja nie mam takich doświadczeń. Aczkolowiek jak czytam forum to widze że tak, seks może być męczacy.
                  Ale mnie z męczeniem sie to bezseksie może się ewentualnie kojarzyć.
                  • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 19:49
                    druginudziarz napisał
                    >Nie bardzo Cie rozumiem, bo seks wogóle mi sie nie kojarzy z męczeniem się. Znaczy ja nie mam takich doświadczeń. Aczkolowiek jak czytam forum to widze że tak, seks może być męczacy.
                    Ale mnie z męczeniem sie to bezseksie może się ewentualnie kojarzyć.<

                    Ja się tylko odniosłam do Twojego wcześniejszego wpisu - że jeśli ma być rżnięcie przez pół nocy, to trzeba zwołać pomocników- no pewnie żartowałeś ;).Ale jeśli Tobie i żonie w seksie wszystko gra i pasuje, to właśnie o to chodzi i tak trzymać.
    • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 23:48
      Napisałeś, że nie chcesz wchodzić w głębsze aspekty Twojego związku i mimo, że nie chcesz, to odpowiesz na pytania (tak mi wynika z treści).
      No to, że jak do tej pory opisałeś tylko skutki czegoś (sądzę, że tu chodzi o te tajemnicze aspekty), to jeśli chcesz by Ci ludzie coś podpowiedzieli, to wal chłopie o tych aspektach. To jedyna droga.
      No, chyba, że trafisz na forum wróżek. Te aspektów nie potrzebują. Z fusów od kawy odczytają Ci linię postępowania. Wskażą też Ci przeszkadzacze co to Was gnębią.
      Pytania jeszcze mam.
      1 - Czy po wytrysku masz jeszcze wzwód i jak długo on trwa i czy nadal atakujesz.
      2 - Czy po wytrysku masz wzwód i wyłazisz bo ochota Ci mija. Pani nie jawi Ci się już jako smakowity kąsek.
      3 - Krotko po wytrysku organ pada Ci na kolana.
      4 - Pani jest zabezpieczona i walisz śmiało.
      5 - By nie zaskoczyła, stosujecie metodą przerywaną i jak ten mityczny Onan, w piaseczek.
      6 - Inne metody antykoncepcyjne. Pytam, bo może katolikami jesteście i jakieś, zalecane przez kler, gusła odprawiacie. No co? W takim kraju żyjemy.
      • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:07
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > Napisałeś, że nie chcesz wchodzić w głębsze aspekty Twojego związku i mimo, że
        > nie chcesz, to odpowiesz na pytania (tak mi wynika z treści).
        > No to, że jak do tej pory opisałeś tylko skutki czegoś (sądzę, że tu chodzi o t
        > e tajemnicze aspekty), to jeśli chcesz by Ci ludzie coś podpowiedzieli, to wal
        > chłopie o tych aspektach. To jedyna droga.
        > No, chyba, że trafisz na forum wróżek. Te aspektów nie potrzebują. Z fusów od kawy odczytają Ci linię postępowania. Wskażą też Ci przeszkadzacze co to Was gnębią.
        > Pytania jeszcze mam.

        > 1 - Czy po wytrysku masz jeszcze wzwód i jak długo on trwa i czy nadal atakujesz.
        Tak - po wytrysku często jeszcze przez kilka minut mam wzwód - ale żona zaraz po leci się umyć i "emocjonalnie ucieka". Ja mam różne fantazje "po seksie" - ot, chociażby chciałbym jej zrobić drugą minetkę po wytrysku, chciałbym żeby mnie zaatakowała i usiadła na twarzy po stosunku itd... Niestety...

        > 2 - Czy po wytrysku masz wzwód i wyłazisz bo ochota Ci mija. Pani nie jawi Ci się już jako smakowity kąsek.
        Patrz wyżej - po seksie żona się "zamyka" i ucieka. Prysznic, papieros i spać :(

        > 3 - Krotko po wytrysku organ pada Ci na kolana.
        Czasem tak - czasem nie, patrz punkty 1 i 2.

        > 4 - Pani jest zabezpieczona i walisz śmiało.
        Patrz punkt 5 ;)

        > 5 - By nie zaskoczyła, stosujecie metodą przerywaną i jak ten mityczny Onan, w piaseczek.
        Nie - tradycyjne "zalewanie formy" albo gdzieś na ciało jeśli przyjdzie taka ochota.

        > 6 - Inne metody antykoncepcyjne. Pytam, bo może katolikami jesteście i jakieś, zalecane przez kler, gusła odprawiacie. No co? W takim kraju żyjemy.
        Były pigułki, teraz nic bo staramy się o drugie dziecko. Żadnych zabobonów i dorabiania kościelnej moralności do seksu.
        • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:21
          ,<Były pigułki, teraz nic bo staramy się o drugie dziecko. Żadnych zabobonów i dorabiania kościelnej moralności do seksu>

          Czyli ,chcesz powiedzieć, że w związku z tymi staraniami żonie trochę bardziej zależy na seksie ( choć nie inicjuje), i że z jej strony ten seks w ogóle jest,bo służy jej jako droga do celu ( dziecka), a potem ,jak już będzie po wszystkim,to ona wypnie się na Ciebie?
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 11:45
            Często tak właśnie to odbieram i chwilami czuję się uprzedmiotowiony do roli dawcy nasienia. Jak widzisz od początku dyskusji źródła problemu szukam najpierw w sobie bo nie chcę jej zaraz obciążać ale jej postawa też nie jest do końca "fair" i okres starania się owocuje w seks - ale nie taki, który Ona inicjuje i dba o jego jakość ale raczej w sposób trochę - jakby - roszczeniowy.

            Niestety w większości przypadków wygląda to tak, że leży i mnie nie dotknie a ja muszę cudować na dziesiątki sposobów - jak ją zadowolić i podniecić siebie samego widokiem zobojętniałej na moje starania partnerki :(
        • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:40
          Z tego co piszesz to problemem nie jest twoj przedwczesny wytrysk tylko chyba obrzydzenie jakie czuje twoja zona do ciebie albo do seksu w ogole. A fakt, ze dochodzisz w trzy minuty jest akurat w takim kontescie dla niej zaleta. Pomine minuta milczenia, a nawet, a niech tam - trzema minutami milczenia to, ze staracie sie o drugie dziecko.
          • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 10:13
            wont2 napisał:

            > Z tego co piszesz to problemem nie jest twoj przedwczesny wytrysk tylko chyba obrzydzenie jakie czuje twoja zona do ciebie albo do seksu w ogole. A fakt, ze dochodzisz w trzy minuty jest akurat w takim kontescie dla niej zaleta.
            -------------------------------------------------
            Wont, nie dołuj człowieka jeszcze bardziej, bo może nie jest tak źle. W końcu ona chce dziecka a moje zdanie na ten temat jest podobne jak Twoje.
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 11:50
            Trudno powiedzieć czy jest to rzeczywiście obrzydzenie - w rozumieniu pejoratywnego postrzegania mojej osoby. Mnie się wydaje raczej, że Ona nie ma w sobie tej iskry i namiętności, seks zwyczajnie nie jest jej potrzebny jako element związku. Postrzega go raczej jako narzędzie prokreacji.

            Kilka razy próbowałem przedłużać stosunek - a to przytulając się i działając powoli, innym razem różnymi ćwiczeniami pod postacią napinania mięśni kegla - była wtedy wyraźnie niezadowolona i dawała mi do zrozumienia żebym się pośpieszył: kończ już, po co to robisz i inne podobne słowa, które wcale nie zachęcają do poprawy.

            Dla mnie - ponieważ seks jest dla mnie mocno powiązany z uczuciami i emocjami - bardzo znamienne jest to, że nie pozwala się całować (bo drapię, bo źle całuję, bo za dużo, za mocno - ciągle źle) i zamyka oczy a nawet odwraca twarz w bok ode mnie.

            • dupa69blada Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:36
              A jak pytasz się jej dlaczego nie chce Cię całować i dotykać to co odpowiada?
              Na pierwszą myśl rzuca się, że ma kogoś na boku.
              • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:41
                Hmmm - bo drapię zarostem (choć wcale nie długim i nie twardym a o który dbam) albo całuję za mocno, za długo albo "bez namiętności". Podobnie jak z "minetką" - jakbym tego nie robił to zawsze jest źle i "nie wiesz jak chcę" - ale kiedy proszę "powiedz, pokaż jak mam Cię zadowolić" to słyszę, że albo "jej nie słucham" albo "mam się domyślić".

                Frustrujące, co?
                • dupa69blada Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 14:41
                  Straszną awersję ma do Ciebie. Zazwyczaj się z taką spotykam jak są jakieś problemy, kłótnie a później niewyjaśnione pretensje. Musicie sobie porozmawiać porządnie, przeczytaj jej ten wątek, niech ona Tobie powie jaki ma żal do Ciebie.
                  A później proponuje zacząć seks od przytulania i masażu.
                  • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 14:48
                    Wysłałem jej link, na początku wysłałem jej też linki do nowo pojawiających się komentarzy. Liczyłem, że sama weźmie w niej udział i zachęcałem ale bezskutecznie :(
          • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 13:23
            wont2 napisał:

            > Z tego co piszesz to problemem nie jest twoj przedwczesny wytrysk tylko chyba o
            > brzydzenie jakie czuje twoja zona do ciebie albo do seksu w ogole. A fakt, ze d
            > ochodzisz w trzy minuty jest akurat w takim kontescie dla niej zaleta. Pomine m
            > inuta milczenia, a nawet, a niech tam - trzema minutami milczenia to, ze starac
            > ie sie o drugie dziecko.

            W świetle tego co mąż83 napisał ostatnio, to muszę się z tobą zgodzić. Nie lubi dziewczyna seksu w ogóle, nie lubi męża organicznie, cielesnośnie albo ma do niego jakas poważną życiową pretensję.
            • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 16:24
              > Nie lubi dziewczyna seksu w ogóle

              Laska, która prosi "zerżnij mnie", robi loda, żeby się podniecić, o hiszpanie było, nie lubi seksu w ogóle? A może lubi, tylko nie taki jak jej mąż? Bo jemu dobrze na waniliowo, a jeśli miałby sie pojawić jakiś element dominacji, to taki, żeby to ona usiadła mu na twarzy.
              Mnie to wyglada na organiczne, ale niedopasowanie. Rozjazd w wyobrażeniach o tym, jak ma wyglądać "dobry seks" i co powinien robić "dobry kochanek/dobra kochanka". Skutkujący niechęcią do tego albo lękiem przed tym, co w rzeczywistości tenże/taż robi. I calkiem prawdopodobne że rozczarowaniem w momencie, gdyby nawet fantazja została zrealizowana. Nawet gdyby on na "zerżnij mnie" nie zareagował paniką i natychmiastowym odwrotem, tylko ją zerżnął. Jeśli partner jest "nie ten" to wszystko będzie "nie tak".
              • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 16:32
                zyg_zyg_zyg napisała:

                Jeśli partner jest "nie ten" to wszystko będzie "nie tak".
                ------------------------
                Zyg, jak babka go ciagle op..dala, to taki facet (chyba) pozadania zbytniego nie budzi.
              • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 16:42
                Poczytaj proszę uważnie moje komentarze. Nie interesuje mnie tylko "vanilla..." i mam ciekawe fantazje - fetysze ale już, po wielu odtrąceniach i wyśmiewaniu zrezygnowałem z prób ich realizowania. Ileż można próbować z kimś kto okazuje taką niechęć, że "ptaszek opada" :(
                • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 17:31
                  Moze nie waniliowy seks ale twoje fantazje obracaja sie w sferze bycia zdominowanym przez partnerke (lizanie cipki po wytrysku) a nie zdominiowaniu partnerki. Nie ma w tym oczywiscie nic zlego ale z tego co piszesz, ona chce czegos zupelnie odwrotnego. Po prostu do siebie nie pasujecie, macie inne potrzeby, fantazje i to rzutuje na wasze pozycie i w konsekwencji - wspolne zycie. No i podstawowe pytanie - dlaczego w ogole ze soba jestescie? Co was laczy? Bo naprawde nie rozumiem tego - co w ogole chcialbys ratowac? Co dobrego daje ci ten zwiazek? Wszystko ma swoje plusy i minusy, cos za cos. Rachunek zyskow i strat. Po stronie strat wiemy, ze masz depreche i zjebane poczucie wlasnej wartosci. Jest w ogole cos po stronie zyskow? Czy w ogole przez mysl ci przeszlo, ze mozliwym scenariuszem jest rozstanie/znalezienie kochanki a nie naprawianie zony?
                  • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 17:53
                    Odnośnie do odmienności potrzeb - zgadzam się z diagnozą.
                    Odnośnie do pomysłu z szukaniem kochanki - na litość boską, gość jednej baby nie potrafi zaspokoić więc z czym miałby szukać tej kochanki, z trwałym felerem?!

                    Mnie opadło od samego opisu łóżkowych możliwości autora, nie dziwię się jego małżonce. Wkurwem następnego dnia reaguje ponieważ jest permanentnie niedopchnięta i żadne minety czy palcówki nie zastąpią konkretnego dłuższego stosunku. Nie dziwię się też, że leży jak kłoda - nie opłaca jej się rozkręcać i stymulować pana, bo wtedy skończy jeszcze szybciej. Przypuszczam, że dla biedaczki to pierwszy lub jeden z pierwszych mężczyzn w życiu i była zbyt dobrze wychowana, żeby go zostawić po pierwszym okresie niesatysfakcjonującego pożycia.
                    • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 18:28
                      Widzę, że kultury i ogłady to Ci brakuje. Ja tu nie napisałem, że "szmata jest niezadowolona i wszystkiemu winna" - ja tu chciałem szukać sposobu jak naprawić SWÓJ PROBLEM żeby Ona osiągnęła to czego pragnie i żeby się poprawiło. Ty jednak, droga Triss postanowiłaś bez odrobiny refleksji zmieszać mnie z błotem :(

                      Szczerze mi przykro...
                      • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 18:35
                        maz83 napisał(a):

                        > Widzę, że kultury i ogłady to Ci brakuje. Ja tu nie napisałem, że "szmata jest niezadowolona i wszystkiemu winna" - ja tu chciałem szukać sposobu jak naprawić SWÓJ PROBLEM żeby Ona osiągnęła to czego pragnie i żeby się poprawiło. Ty jednak, droga Triss postanowiłaś bez odrobiny refleksji zmieszać mnie z błotem :(
                        ---------------------------
                        Pytasz o zdanie innych, przyjmij, że te zdania nie musza być dla Ciebie miłe. Wont i Triss wskazali, gdzie jest Twój problem, a żeby się dowiedzieć u psychologa, musiałbyś za to dużo zapłacić.
                        Nie pasujecie do siebie i tu się nic nie zrobić. Kobieta opieprzająca swojego faceta, lekceważy go i nie ma dla niego szacunku, nie mówiąc o pożądaniu. Sex jest tego następstwem.
                        • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 18:38
                          Zgoda, przyjmuję krytykę i idące za nią rady ale tutaj odebrałem to bardziej jako atak i coś co mam w domu - czyli coś zbliżonego nawet do pogardy.
                        • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 19:41
                          Odwrotnie. Wskutek permanentnego niezaspokojenia pani jest poirytowana i okazuje to mężowi, brak szacunku jest wtórny wobec kluczowego problemu pana, brak pożądania również.
                          • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:09
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Wskutek permanentnego niezaspokojenia pani jest poirytowana i okazuje to mężowi, brak szacunku jest wtórny wobec kluczowego problemu pana, brak pożądania również.

                            Zgoda, ona okazuje brak szacunku jako reakcja wtórna. Ale tu pytanie. Dlaczego w ramach tej reakcji wtórnej, nie współpracuje tak by było inaczej?
                            Z relacji pana, tak wynika.
                            Chyba, że pani się w dyskurs włączy i nowe światełko wniesie.


                            • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:31
                              A po co miałaby współpracować skoro od dekady pan ma szybki finisz i nie zanosi się na zmianę. Przelało się kobiecinie i tyle. Wcześniej była młoda, pewnie pierwszy facet, mit trulov, wspólne borykanie się z problemami mieszkaniowo-finansowymi etc. i wszystkie te czynniki łącznie budowały iluzję, że to początki, że się kochają, będzie dobrze. Teraz (czy rok-dwa-trzy lata temu) do niej dotarło, że raczej już nie będzie lepiej i zdążyła się zniechęcić do seksu w wykonaniu męża. Innego seksu raczej nie zaznała, bo by autora wątku zostawiła.

                              Z perspektywy kobiety wygląda to tak, że współpraca, wspieranie, próby naprawy mają sens jeśli istnieje jakiś wcześniejszy pozytywny punkt odniesienia tzn. kiedyś było bdb. (albo przynajmniej lepiej) i staramy się do tego wrócić.
                              • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:46
                                triss_merigold6 napisała:

                                > A po co miałaby współpracować skoro od dekady pan ma szybki finisz i nie zanosi
                                > się na zmianę. Przelało się kobiecinie i tyle.
                                ------
                                Nie wiem jak to jest z doswiadczenia, bo mam odwrotna przypadlosc, ale z tego co czytalem i slyszalem niektorzy faceci potrafia finiszowac kilka razy. Czy to jakis straszny problem, ze autor dojdzie po tych przyslowiowych trzech minutach? Jesli sa checi do dalszego bzykania to chyba wszystko gra, tak mi sie wydaje. Z tego co pisal autor to nie jest tak, ze on po pierwszym finiszu nie chce dalej tylko jego zona, ktora idzie pod prysznic, faja i lulu spac. Wydaje mi sie zatem, ze zwiazek przyczynowo-skutkowy jest odwrotny do twojej teorii.
                                • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:06
                                  Nie wiem jak to wyjaśnić bez rozwlekłego wdawania się w szczegóły techniczne. Jak panu się zdarzy raz - ok, drugi raz po poście - ok, nastolatkowi - wybaczalne, bo młodziankowi fujara zagra ponownie za chwilę i na dłużej etc. Ale pan ma tak zawsze. Pani sobie zdążyła zakodować, że on może tę minutę do trzech w porywach więc nie ma się co napalać, a potem jak skończy to już jej się odechciewa. Odechciewa jej się po ten pierwszy raz jest zawsze ... no nie napiszę chujowy, kiepski.
                                  I co z tego, że drugi raz może - zaznaczam może - mógłby być dłuższy skoro już ten pierwszy ją podkurwił.

                                  Nie, to nie jest tak, że jak są chęci do dalszego bzykania to pierwszy raz z przedwczesnym wytryskiem jest ok. a w każdym razie nie permanentnie. Otwartym tekstem napiszę, że mnie to akurat brzydzi i zniechęca, ale generalnie dysfunkcje mnie zniechęcają i obrzydzają.
                                  • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:12
                                    triss_merigold6 napisała:
                                    > napiszę, że mnie to akurat brzydzi i zniechęca, ale generalnie dysfunkcje
                                    > mnie zniechęcają i obrzydzają.

                                    Cos jak z Korwinem, ktory szydzil z tanca osob niepelnosprawnych? Mozna i tak, this is Spartaaaa!
                                    (Hint: Spartanie usmiercali niepelnosprawne niemowleta).
                                  • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:15
                                    triss_merigold6 napisała:

                                    > Nie, to nie jest tak, że jak są chęci do dalszego bzykania to pierwszy raz z pr
                                    > zedwczesnym wytryskiem jest ok. a w każdym razie nie permanentnie. Otwartym tek
                                    > stem napiszę, że mnie to akurat brzydzi i zniechęca, ale generalnie dysfunkcje
                                    > mnie zniechęcają i obrzydzają.
                                    ------
                                    Nie chce ci odbierac prawa do zniechecenia i obrzydzenia ale po prostu nie jestem w stanie zrozumiec w czym tkwi z twojej perspektywy problem z szybkim dochodzeniem jesli pala stoi i koles chce jeszcze dojsc drugi i trzeci raz. W czym to przeszkadza? Powaznie sie pytam bo to jest dla mnie niezrozumiale. Czy jest tu jakas symetria i zniechecenie i obrzydzenie moze budzic laska, ktora dochodzi po trzech minutach penetracji i chce wiecej? :)
                                    • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:26
                                      wont2 napisał:
                                      > Nie chce ci odbierac prawa do zniechecenia i obrzydzenia ale po prostu nie jest
                                      > em w stanie zrozumiec w czym tkwi z twojej perspektywy problem z szybkim dochod
                                      > zeniem jesli pala stoi i koles chce jeszcze dojsc drugi i trzeci raz. W czym to
                                      > przeszkadza?

                                      To pewnie jakis atawizm - zauwaz, ze dysfunkcje sa czesto zwiazane z rzadkim seksem u faceta, a zatem to moze byc mechanizm, ktory eliminuje osobniki rzadzej dopuszczane do seksu ogolnie (rowniez przez inne). Taki anty-alfa. Rzadko dupczysz, wiec pewnie jestes malo wartosciowy (skoro inne tez tak uznaly).

                                      Powaznie sie pytam bo to jest dla mnie niezrozumiale. Czy jest tu
                                      > jakas symetria i zniechecenie i obrzydzenie moze budzic laska, ktora dochodzi
                                      > po trzech minutach penetracji i chce wiecej? :)

                                      Jesli juz to raczej odwrotnosc, czyli taka co nie dochodzi wcale.
                                    • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:28
                                      wont2 napisał:

                                      > Nie chce ci odbierac prawa do zniechecenia i obrzydzenia ale po prostu nie jest
                                      > em w stanie zrozumiec w czym tkwi z twojej perspektywy problem z szybkim dochod
                                      > zeniem jesli pala stoi i koles chce jeszcze dojsc drugi i trzeci raz. W czym to
                                      > przeszkadza?

                                      A stoi? I mu sie dalej chce? Bo zwykle to sie nie chce i nie stoi ;)

                                      To moze niech sobie zwali przed seksem.
                                    • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 22:14
                                      Nie wiem, atawizm? Chyba odbieram to jako brak umiejętności panowania nad sobą, kontroli czyli deficyt/dysfunkcję.
                                  • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:42
                                    O lista obrzydzen i ziechecen! ;-) Dopisze sie: mnie brzydzi jak facetowi nie staje albo klapie. Albo jak facet ruchajac unieruchamia wzrok wgapiajac sie w jeden punkt, rowniez w wersji z zamknietymi oczami ;)
                                    • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:49
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > O lista obrzydzen i ziechecen! ;-) Dopisze sie: mnie brzydzi jak facetowi nie s
                                      > taje albo klapie. Albo jak facet ruchajac unieruchamia wzrok wgapiajac sie w je
                                      > den punkt, rowniez w wersji z zamknietymi oczami ;)

                                      Gapienie sie w jeden punkt z zamknietymi oczami to juz wyzsza szkola jazdy :)))
                                      • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:58
                                        sabat3 napisał:

                                        > Gapienie sie w jeden punkt z zamknietymi oczami to juz wyzsza szkola jazdy :)))

                                        hehe no tak, a co nie widziales nigdy? A bo moze Ty nigdy nie lezsz na dole i dlatego ;) Niektorzy panowie tak zaczynaja penetracje w pozycji klasycznej. Wkladaja, wspieraja sie na wyprostowanych ramionach, obieraja sobie jeden punkt (gdzies na scianie za lozkiem) i jada. Gdzies byl watek o najgorszym seksie. Mozna tam przekopiowac.

                                        Lepiej sie sprawdz w lustrze czy tak nie robisz ;)
                                        • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 22:16
                                          hello-kitty2 napisała:
                                          > czy tak nie robisz ;)

                                          No cos Ty! Pozeram ja wzrokiem :) Nie umiem sie przestac cieszyc widokiem jej nagiego ciala.
                      • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:04
                        Sądziłam, że pomoże Ci przedstawienie skutków Twojego problemu z perspektywy kobiety, która lubi seks i ma porównanie.
                        Przyznaj, byłeś pierwszym i jedynym partnerem seksualnym dla małżonki?
                        Wracając do meritum czyli jak naprawić Twój problem - otóż skoro przez wiele lat nie zrobiłeś nic, żeby zlikwidować wstydliwą przypadłość nastolatków i uznawałaś, że inne formy stymulacji powinny żonie wystarczać, to doprawdy nie rozumiem o co Ci teraz chodzi.
                        • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:32
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Sądziłam, że pomoże Ci przedstawienie skutków Twojego problemu z perspektywy kobiety, która lubi seks i ma porównanie.
                          ----------------------------------
                          Proste pytanie. Skoro od początku było kiepsko, po co ona za niego wychodziła? Jak seks jest słaby, facet jest, czy powinien być od razu odstrzelony.
                          • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:45
                            Pewnie dlatego, że była młoda, niedoświadczona i nie wiedziała, że może być inaczej + zadziałał mit pierwszej poważnej miłości.
                            • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:00
                              triss_merigold6 napisała:

                              > Pewnie dlatego, że była młoda, niedoświadczona i nie wiedziała, że może być inaczej + zadziałał mit pierwszej poważnej miłości.
                              --------------------------
                              Moja mi mi dawno temu powiedziała, że gdyby miała jakiekolwiek wątpliwości co do seksu, nie byłoby mowy o żadnym ciągu dalszym.
                              • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:08
                                A jakież znaczenie z perspektywy autora ma co Tobie powiedziała kiedyś żona? Żadne. Poza tym, Ty żonę trzymasz na finansowej smyczy, a to zmienia perspektywę.
                                • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:43
                                  triss_merigold6 napisała:

                                  > A jakież znaczenie z perspektywy autora ma co Tobie powiedziała kiedyś żona? Żadne. Poza tym, Ty żonę trzymasz na finansowej smyczy, a to zmienia perspektywę.
                                  ----------------------
                                  Rozsądna babka, jak seks nie gra nie wchodzi w ślub, dzieci itp, Na finansowej smyczy jako student i potem przez 10 lat jako inżynier w komunistycznej fabryce z 2 kg dodatkowego mięsa miesięcznie za pracę w trudnych warunkach. To były te profity, na które każda dałaby sie złapać.
                    • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:07
                      Triss, kazdy jest niewolnikiem wlasnej narracji.
                      Chce zauwazyc, ze wobec mnie stosowalas dlugo podobna sztuczke, a czas pokazal, ze jednak nie mialas racji. Obstawiam, ze miedzy nimi chodzi o niedopasowanie, a zabawa w zgadywanie kto jest winny czyich problemow przypomina klotnie o to, co bylo pierwsze - jajko czy kura. Faktem jest, ze niezaspokojona baba moze dostawac z tego powodu kurwicy, faktem jest rowniez to, ze chlopu w takiej atmosferze moze byc ciezko lozkowym wymiataczem.
                      W takiej sytuacji moze byc potrzebne nowe otwarcie, i nie jest wykluczone, ze autor watku z inna kobieta szybko pozbedzie sie lozkowych dysfunkcji, a jego zona zostanie w koncu zaspokojona przez innego chlopa i w sumie wszyscy beda szczesliwi.
                      To czego nie lubie w forumowych komentarzach, to takie segregowanie ludzi na tych co sa zajebisci i tych co sa do niczego. Natura widzi to inaczej. Wedlug mnie wiele problemow seksualnych to manifestacje podswiadomego oporu - jesli organizm czuje, ze partner czy partnerka sa dla nas nieodpowiedni to reaguje odmowa wspolpracy. Panom rowniez sie to zdarza, wiec nie przesadzajmy. Od gwalcenia kotka za pomoca chemicznego mlotka o wiele lepiej moze dzialac cialo nowego partnera czy partnerki, ktorych akceptujemy.
                      • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:10
                        On nigdy nie był łóżkowym wymiataczem, w każdym razie nie pisze że kiedyś i z inną panią był.

                        W pełni się zgadzam z tezą, że z innymi partnerami oboje mogliby osiągnąć satysfakcję i prowadzić radosne pożycie. IMO żona już się uwarunkowała, że jest słaby i raczej tego nie zmieni, chyba że obydwoje spędzą mnóstwo czasu u seksuologa.
                        • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:19
                          triss_merigold6 napisała:
                          > W pełni się zgadzam z tezą, że z innymi partnerami oboje mogliby osiągnąć satys
                          > fakcję i prowadzić radosne pożycie.

                          Ciesze sie.

                          IMO żona już się uwarunkowała, że jest słab
                          > y i raczej tego nie zmieni, chyba że obydwoje spędzą mnóstwo czasu u seksuologa

                          I tutaj rowniez mamy pelna zgodnosc. Z opisu pana wynika, ze sa juz na etapie, gdy nawet robienie pompek na wlasnym ptaku w wydaniu autora watku nie zrobiloby na tej pani wiekszego wrazenia. Przy czym jestem co do tego seksuologa wiekszym pesymista niz Ty. Z piachu bicza nie ukrecisz. Kobieta jest na etapie unikania i wstretu wobec jego ciala, ewidentnie robi sobie krzywde zmuszajac sie do wygibasow dla swietego spokoju. Moze nawet wmawia sobie, ze to sie zmieni, ale podswiadomosc w koncu zastrajkuje taka awersja, ze nie bedzie sie w stanie nawet zmusic.
                          Sprawa wydaje sie beznadziejna.
        • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:48
          maz83 napisał
          <Tak - po wytrysku często jeszcze przez kilka minut mam wzwód - ale żona zaraz po leci się umyć i "emocjonalnie ucieka". Ja mam różne fantazje "po seksie" - ot, chociażby chciałbym jej zrobić drugą minetkę po wytrysku, chciałbym żeby mnie zaatakowała i usiadła na twarzy po stosunku itd... Niestety...>

          A rozmawiałeś z nią o tych i innych fantazjach,pragnieniach, pytałeś , jakie ona by miała ,czy ma( oprócz chęci bycia zerżniętą? Jesteście obydwoje otwarci na takie rozmowy, komunikację wzajemną?
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 11:53
            Próbowałem rozmawiać ale za każdym razem kończyło się to słowami "nie jestem gotowa" - więc odpuszczałem i próbowałem wracać do tematu po pewnym czasie próbując ją z tym oswajać - a wcale nie mówię o jakichś okropnościach i zboczeniach wykraczających poza "normy".

            Czuję też, że zwierzając się z pewnej fantazji wyśmiała ją bardzo boleśnie w pewien czas po wyznaniu jej o tym.
        • gogol77 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:21
          maz83 napisał(a):
          >... ale żona zaraz po leci się umyć i "emocjonalnie ucieka".
          Prysznic, papieros i spać :( >

          Zmartwię Cię. Ona Ci daje na odczepne!
          Kobieta (każda?) która uprawia seks bo lubi i lubi faceta z którym go uprawia - lubi też cieszyć się tą szczególną bliskością z facetem po seksie. I to niekoniecznie tym z powalającymi orgazmami. Przytula się, czasem coś mruczy i przez dobrych kilka minut dochodzi do siebie. I ostatnią rzeczą jest wtedy myśl o prysznicu. Chyba, że brzydzi ją Twoją spermą!!!
          Chyba nigdy mi się nie zdarzyła taka fanka prysznica zaraz po a trochę ich bzyknąłem.
          To my, faceci częściej mamy ochotę szybciej ewakuować się z łóżka.
          One zdecydowanie bardziej niż my lubią dłużej delektować się tym ciepłem jakie seks generuje między kochankami.
          ----------------------------------------------------------------------------------------------------------
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:35
            U niej właśnie tego nie ma i nie mogę tego zrozumieć, równie często czuje się tym przytłoczony jakbym był w "agencji" a nie w małżeńskim łóżku.

            Kilkukrotnie mówiłem już o tym, że chciałbym się po seksie poprzytulać, delikatnie zalotnie całować, chciałbym dotykać jej piersi... Chciałbym żeby mocno się do mnie przytuliła. Mówiłem nawet, że jest mi przykro z tego powodu jak się zachowuje i czuję jakoby brzydziła się mojej spermy - nie każę jej przecież chodzić cały dzień z cieknącą mazią w kroku - ale z męskiego punktu widzenia byłoby mi niezmiernie przyjemnie gdyby się przytuliła i nie przeszkadzało jej kiedy nasienie spływa jej po łonie - czy to naprawdę jest takie obrzydliwe?!?

            Sam byłbym gotów nawet jej tę spermę wylizać - ale teraz o fetyszach nie rozmawiamy (choć wyartykułowałem jej kiedyś marzenie o tym żeby usiadła mi na twarzy zaraz po stosunku).

            Przez ten brak bliskości emocjonalnej gubię się w tym i czuję, że to może być przyczyną wzajemnego oddalania się.
            Próbowałem ją kiedyś przekonać - ratujmy małżeństwo równocześnie dbając o dobry i bliski seks. Nie - najpierw "ma być dobrze i MOŻE wtedy pomyślimy o lepszym seksie" - ale ja tak nie potrafię i odbierałem to jako jej miganie się od współżycia.

            Zawsze kiedy rano wstaję po wieczorze kiedy był seks liczę w głębi serca, że ten dzień będzie fajny bo "wczoraj byliśmy blisko" - ale u niej w ogóle nie istnieje taki związek: seks = miła atmosfera między partnerami :(
            • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 14:28
              maz83 napisał
              <Kilkukrotnie mówiłem już o tym, że chciałbym się po seksie poprzytulać, delikatnie zalotnie całować, chciałbym dotykać jej piersi... Chciałbym żeby mocno się do mnie przytuliła. Mówiłem nawet, że jest mi przykro z tego powodu jak się zachowuje i czuję jakoby brzydziła się mojej spermy - nie każę jej przecież chodzić cały dzień z cieknącą mazią w kroku - ale z męskiego punktu widzenia byłoby mi niezmiernie przyjemnie gdyby się przytuliła i nie przeszkadzało jej kiedy nasienie spływa jej po łonie - czy to naprawdę jest takie obrzydliwe?!?

              Sam byłbym gotów nawet jej tę spermę wylizać - ale teraz o fetyszach nie rozmawiamy (choć wyartykułowałem jej kiedyś marzenie o tym żeby usiadła mi na twarzy zaraz po stosunku<

              Daj spokój, napiszesz jeszcze parę postów,w których ujawnisz coraz to nowe ciekawostki dotyczące stosunku ( nomen omen) Twojej żony do Ciebie, czy do seksu w ogóle ,a powody Twoich problemów z wytryskiem staną się całkiem zrozumiałe.Z tego w jaki sposób opisujesz podejście żony do Ciebie podczas tych wspólnych intymnych chwil wynika jasno, że robi to na odczepnego, że ten seks nie daje jej ani bliskości ,ani jakiejś większej radości,nie działa więziotwórczo- skoro sam dotyk już ją odrzuca,nie mówiąc o całej reszcie ( ten szybki prysznic zaraz po stosunku,żeby zmyć z siebie co właściwie? Może Ciebie całego?, mówiąc w przenośni- to jakieś kuriozum ). Mieć spermę w sobie albo na sobie - to bardzo podniecające,a w żadnym razie odrzucające czy obrzydliwe,no gdzie tam .
              No za dobrze to tam się u was chyba nie dzieje,a tu się drugie dziecko szykuje- Ty też tego chcesz?
              • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 14:54
                ninek04 napisała:

                > No za dobrze to tam się u was chyba nie dzieje,a tu się drugie dziecko szykuje - Ty też tego chcesz?

                Chcę być szczęśliwy. Mieć fajną żonę, w miarę udane małżeństwo i fajny seks w którym będziemy się spełniać a nie tylko "wypełniać obowiązek".

                Boli mnie jak cholera to kiedy w poranek po wieczornym seksie dzień zaczyna się od awantury albo krzyków i pretensji do mnie, te potem trwają cały dzień w drobnych nieprzychylnych komentarzach - a potem jest wielkie zdziwienie i kolejna pretensja (!) że ja jestem wieczorem niemiły - bo i jak mam być miły i ciepły skoro cały dzień za coś obrywam.

                Ot choćby taki niuans. Mamy problemy finansowe bo żona długo dostawała pensje w kawałkach a teraz dostała mniej o 1000 zł - zgadnij komu zbiera się po głowie i do kogo lecą pretensje, że nie ma na coś pieniędzy. Kombinuję jak się da żeby utrzymać budżet w ryzach... Ehh, nie chcę o tym pisać :(
                • sea.sea Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:02
                  Czy robicie sobie drugie dziecko żeby je sprzedać na czarnym rynku? Bo skoro macie słabą sytuację finansową i żonę to wnerwia, to nie mam pojęcia, gdzie tu logika.
                  • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:22
                    Problemy finansowe są chwilowe. Starania były zaś wcześniej.
                  • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:27
                    sea.sea napisała:
                    > Czy robicie sobie drugie dziecko żeby je sprzedać na czarnym rynku? Bo skoro ma
                    > cie słabą sytuację finansową i żonę to wnerwia, to nie mam pojęcia, gdzie tu lo
                    > gika.

                    Wiele par mysli, ze drugie dziecko "scala zwiazek". To nawet do pewnego stopnia dziala, tyle ze problem lezy w innym miejscu. Paliwem seksu nie jest zwiazek, ale wzajemne pozadanie. Jesli go brak, to zwiazek zmienia sie w rzeczowa wspolprace w roznych zyciowych sprawach.
                    Aby ludzie sie czesto kochali ze soba, powinni sie nawzajem pragnac, podziwiac, pozadac.
                    Naturalnie - latwiej powiedziec niz zrobic.
                • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:25
                  maz83 napisał(a):

                  > Boli mnie jak cholera dzień zaczyna się od awantury albo krzyków i pretensji do mnie, te potem trwają cały dzień w drobnych nieprzychylnych komentarzach - a potem jest wielkie zdziwienie i kolejna ........... cały dzień za coś obrywam.
                  >
                  zgadnij komu zbiera się po głowie ... i do kogo lecą pretensje, że nie ma na coś pieniędzy.
                  .....boję sie marzyć.....
                  ------------------------------
                  Przeczytaj, co sam napisaleś. Jesteś opierdzielany przez własną kobietę.
                  • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:32
                    No jestem, nawet coraz bardziej tego świadom ale jakbym się nie starał to nie potrafię wpłynąć na jej zachowanie a ona - "taki mam ton głosu" albo "zawsze tak mówię".

                    Nie jestem idealny, próbowałem wiele razy się dla niej zmieniać ale za każdym razem jakby bez skutku z jej strony :(
                    • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:44
                      maz83 napisał(a):
                      > Nie jestem idealny, próbowałem wiele razy się dla niej zmieniać ale za każdym r
                      > azem jakby bez skutku z jej strony :(

                      A co, gdybym Ci powiedzial, ze z reguly ludzie na pewnym etapie zazylosci zamykaja sie na dostrzeganie zmian w drugiej osobie?
                      • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:55
                        Byłaby to ciekawa i wiele wnosząca do dyskusji mądrość...

                        Co ja mam jeszcze zrobić? Pomysłów już mi brak, motywacji chwilami również bo myśl o tym, że czego nie zrobię to i tak będzie niezadowolona bardzo skutecznie mnie odstrasza - a tu rodzi się moja myśl czy nie jest to przypadkiem (być może niezupełnie świadomym) jej zamiarem abym stracił zainteresowanie seksem.

                        Błagać i płakać już przestałem - bo i nawet tak próbowałem. Z podobną skutecznością.

                        Czasem boję się, że pójdę do innej - ale nie takiej z super biustem, ciasną cipką i super figurą - alw takiej, która pozwoli widzieć w sobie kobietę a we mnie będzie widzieć mężczyznę.
                        • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 17:56
                          No ale jak widzieć w Tobie mężczyznę skoro masz od lat przedwczesny wytrysk? U nastolatków to wybaczalne, po długim poście czy bardzo sporadycznie w innych okolicznościach ujdzie, jeśli potem pan nadrobi konkretnie, ale qrde ciągle?
                          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 18:29
                            Jeśli współżyje się raz na miesiąc albo dwa to tak właśnie jest - strzela się po minucie albo dwóch. Jak ja mam jednak te zbliżenia "zagęścić" jeśli Ona nie chce się przełamać, otworzyć i uczestniczyć w tym - tylko leży jak kłoda. Bez jej zaangażowania i pomocy nic już się nie zmieni :(
                            • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 19:30
                              maz83 napisał(a):

                              > Jeśli współżyje się raz na miesiąc albo dwa to tak właśnie jest - strzela się p
                              > o minucie albo dwóch. Jak ja mam jednak te zbliżenia "zagęścić" jeśli Ona nie c
                              > hce się przełamać, otworzyć i uczestniczyć w tym - tylko leży jak kłoda.

                              Dziwna reakcja. Przeważnie to facetom opada, a jak nie opada, to odpuszczają, tłumacząc pani, że zapomnieli wynieść śmieci, a muszą, bo w całej chałupie śmierdzi.
                              Coś Ci chłopie za bardzo pod czaszką buzuje. A to tam odbywa się seks, a nie w lędźwiach.
                        • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:23
                          maz83 napisał(a):

                          > Czasem boję się, że pójdę do innej - ale nie takiej z super biustem, ciasną cip
                          > ką i super figurą - alw takiej, która pozwoli widzieć w sobie kobietę a we mnie
                          > będzie widzieć mężczyznę.

                          Przelecialam pobieznie i mnie zdziwilo: ciekawe po co bys mial isc do 'ciasnej cipki' skoro cierpisz na przedwczesny wytrysk? Gdzie tu logika? Pisal tu jeden pan, ze nawet woli luzniejsze, bo i tak za szybko dochodzi i to sie trzyma kupy.

                          Nie pociesze Cie. Tez mialam kiedys takiego partnera seksualnego. I bardzo szybko zaczelam wybierac masturbacje ponad seks z nim.
                          • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:33
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Nie pociesze Cie. Tez mialam kiedys takiego partnera seksualnego. I bardzo szyb
                            > ko zaczelam wybierac masturbacje ponad seks z nim.

                            Trenowal cos? Mam taka teorie, ze niedomogi seksualne moga byc silnie powiazane z meska wydolnoscia tj wydolnosc ukladu krazenia + wysoki poziom testosteronu.
                            • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:45
                              sabat3 napisał:

                              > hello-kitty2 napisała:
                              >
                              > > Nie pociesze Cie. Tez mialam kiedys takiego partnera seksualnego. I bardz
                              > o szyb
                              > > ko zaczelam wybierac masturbacje ponad seks z nim.
                              >
                              > Trenowal cos? Mam taka teorie, ze niedomogi seksualne moga byc silnie powiazane
                              > z meska wydolnoscia tj wydolnosc ukladu krazenia + wysoki poziom testosteronu.
                              >

                              A tu autor watku cos trenuje? Mowie przeciez o przedwczesnym wytrysku.
                • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 19:59
                  maz83 napisał
                  >Boli mnie jak cholera to kiedy w poranek po wieczornym seksie dzień zaczyna się od awantury albo krzyków i pretensji do mnie, te potem trwają cały dzień w drobnych nieprzychylnych komentarzach - a potem jest wielkie zdziwienie i kolejna pretensja (!) że ja jestem wieczorem niemiły - bo i jak mam być miły i ciepły skoro cały dzień za coś obrywam.

                  >Ot choćby taki niuans. Mamy problemy finansowe bo żona długo dostawała pensje w kawałkach a teraz dostała mniej o 1000 zł - zgadnij komu zbiera się po głowie i do kogo lecą pretensje, że nie ma na coś pieniędzy. Kombinuję jak się da żeby utrzymać budżet w ryzach... Ehh, nie chcę o tym pisać :(<

                  To nawet za jej problemy w pracy Ci się dostaje? Nie szuka wsparcia i zrozumienia, tylko zmywa Tobie głowę za to, że na coś brakuje? I za co jeszcze? Można odnieść wrażenie, że Ty się jej zwyczajnie boisz, nie masz swojego zdania, albo się z nim nie wychylasz,jakby wasz związek nie opierał się na zasadach partnerstwa, tylko jednowładztwie jakimś
                  • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:01
                    Najwyraźniej pan zarabia na tyle skromnie, że ten brakujący tysiąc złotych ma znaczenie.
                    • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:57
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Najwyraźniej pan zarabia na tyle skromnie, że ten brakujący tysiąc złotych ma z
                      > naczenie.
                      -----
                      Lubie cie czytac triss, bo to jest takie back to life back to reality, jak w tym szlagierze sprzed lat :)
                      youtu.be/TB54dZkzZOY
                      Odtrutka od tej calej forumowej i nie tylko forumowej rownosciowej narracji. Laska ma jakies problemy w pracy i skasowali jej tysiaka, przerzuca wkurwa na meza, ale ostatecznie wina lezy oczywiscie po stronie meza bo zarabia tyle, ze brak tego tysiaca powoduje u laski wkurwa z powodu napietego domowego budzetu :)
                      • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:12
                        Wiesz, coś musi grać. Jak już nie ma kasy, to niech przynajmniej seks będzie udany, a jak nie ma ani kasy, ani dobrego seksu, ani warunków mieszkaniowych przez całe lata to trudno uniknąć permanentnego wkurwu.
                        • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 04:26
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Wiesz, coś musi grać. Jak już nie ma kasy, to niech przynajmniej seks będzie ud
                          > any, a jak nie ma ani kasy, ani dobrego seksu, ani warunków mieszkaniowych prze
                          > z całe lata to trudno uniknąć permanentnego wkurwu.

                          Kowal ukradł powiesili cygana?
                          Hmm, pomyslmy, kto winny że laska mało zarabia? to trudne do wydedukowania. ale może się uda? :D
              • gogol77 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 14:57
                ninek04 napisała:
                >... Mieć spermę w sobie albo na sobie - to bardzo podniecające,a w żadnym razie odrzucające czy obrzydliwe,no gdzie tam>

                Uwaga, będzie porno!
                Siedzieliśmy w knajpie i atmosfera tak nabrzmiała erotyzmem, że wylądowaliśmy w toalecie. To był karaj arabski, za takie coś szło się do kalambusza! (pierdla)
                Potem ja wróciłem pierwszy i patrzyłem jak po chwili wraca ona. Ma jakiś taki szczególny wyraz twarzy więc pytam co jest. A ona: jak szłam to czułam jak mi sperma spływa po udach i tak mnie to podnieciło, że dostałam orgazmu bo tam w toalecie nie doszłam.
                • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:00
                  Marzę o tym żeby zrobić jej minetkę w jakimś kiblu albo w kinie na sensie... Chętnie też w kiblu bym ją zerżnął na szybko i spuścił się jej do ust żeby nie narobić bałaganu. Mogę pomarzyć... Boję się już mówić o swoich marzeniach.
                  • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 17:56
                    Przecież ciągle ją rżniesz na szybko więc nie byłaby to dla niej żadna odmiana.
          • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:39
            gogol77 napisał:

            > Zmartwię Cię. Ona Ci daje na odczepne!
            ----------------
            Ale daje. Sabatowa sie rozmozyla i w ogole nie chce.
            Wczoraj ogladalem Wojny gwiezdne - Imperium ontratakuje. Harrison Ford do ksiezniczki Leii: ,,Lubisz mnie bo jestem lajdakiem".
            Nasz Maz jest chyba za dobry. Stara sie. W teorii to dobrze, a w zyciu bywa roznie.
            • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:43
              marek.zak1 napisał:

              > Nasz Maz jest chyba za dobry. Stara sie. W teorii to dobrze, a w zyciu bywa roznie.

              Dlatego też poprosiłem i Ją o zabranie tutaj głosu i wysłałem link do dyskusji. Niestety nie chce... :(
    • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:02
      Niestety nie jestem w stanie namówić żony na zabranie tutaj głosu, liczę jednak, że czyta komentarze :(
      • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 19:13
        maz83 napisał(a):

        > Niestety nie jestem w stanie namówić żony na zabranie tutaj głosu, liczę jednak
        > , że czyta komentarze :(

        Same błędy popełniasz.
        1 - Nie potrafisz utrzymać ciągłości linii swojego postępowania. Coś ustalasz, troszkę działasz w tym kierunku, po czym robisz woltę i odpuszczasz.
        2 - Zachowujesz/zachowywałeś się jak bity przez samicę zając. Ani Ci w głowie oddać jej.
        3 - Kiepski strateg z Ciebie. Za dużo gadasz. Życie to jak partyjka pokera i by wygrać, należy:
        a - Karty trzymać przy orderach. Odkrywasz karty, tracisz atuty.
        b - Kobieta przy nodze. Nie znaczy to, że masz być przemocowcem, tyranem. Znaczy to samo co punkt pierwszy. Masz ja mieć przy orderach.
        Dlaczego?
        Tu pytania następne.
        c - Macie jakichś bliskich przyjaciół? Rówieśnicy, nawet tacy po rodzinie.
        d - Spotykacie się z nimi, z kimś, na nasiadówki przy muzyce i kielichu?
        e - Czy jeśli tak, to czy tamten men bryluje w tym Waszym towarzystwie?
        Jeśli jest tak jak w podpunktach c, d, e, to kolego mężu, tamten bałamuci Ci kobitę i to skutecznie bałamuci. To pewne.
        4 - Zakładając, że żadnych nygusów nie dopuściłeś do żony. To, czy pani idąc do pracy, lub gdzie tam ona sobie wybywa czasami:
        a - Bardzo staranie się sztafituje. Włącznie ze stroikami co ich z zewnątrz nie widać, a wiadomo, że są.
        b - Umiarkowanie.
        c - Nieszczególnie.
        Jeśli a, lub nawet w niektórych okolicznosciach b, to już wiesz. Powtarzał się nie będę.
        Rada.
        5 - Zachowaj spokój. Takie zadurzenia mijają, szczególnie szybko i gwałtownie, gdy wyjdą na jaw i pani pod ścianą się znajdzie. Wtedy możesz się spodziewać, że pani w Waszych relacjach polubi to, co wcześniej ją odrzucało. Pytanie tylko, czy Ty nadal będziesz chciał kontynuować swe zapędy. Ja bym radził kontynuować, lecz już z pozycji potwora , nie bitego zająca.
        Moja zasada. Żyj tak, by inni przez ciebie nie płakali. To nie uległość. To zdrowy rozsądek bo:
        a - Co było to nie jest, nie liczy się w rejestr.
        b - Obdarowanie kogoś czymś za co ten ktoś jest Ci wdzięczny uszlachetnia Cię. Stajesz się ofiarą i terapeutą w jednym.
        6 - Poczekaj z potomkiem. Jeśli na rzeczy jest coś z tego, co powyżej, to istnieje obawa, że bękarta pani Ci powije. Mocne to, ale takiej jest życie.

    • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 23:47
      Dosłownie mnie załamaliście... Z tego co ostatecznie czytam wynika, że to ja i mój problem z wytryskiem jest źródłem wszystkich problemów i upadku związku.

      Przykro mi bo wynika z tego, że w wieku 35 lat jestem na przegranej pozycji i jedyne co mi pozostało to "dyskretna masturbacja" zamiast próbowania sił w seksie do którego się nie nadaję... Ależ to jest poniżające - może nawet nie jestem mężczyzną, może powinienem uwolnić żonę od siebie a potem nie zatruwać życia żadnej innej kobiecie.

      Przepraszam za chaotyczną wypowiedź. Lekko się upodliłem i upiłem czytając wasze komentarze :(
      • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 00:54
        NIe zalamywac sie tylko ten przedwczesny wytrysk wyleczyc. Nie czytalam wszystkiego, a chyba byl jakis podwatek i na czy stanelo? Leczyles to?
        • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 08:07
          >Leczyles to?

          Strzelam-nie leczył. To znaczy nie u lekarza. W książkach szukał sposobu, kupował ziółka, suplementy i wynalazki w necie, ale do lekarza nie poszedł. Bo sie wstydzi/nie ma czasu/nie chce sie truć kolejna chemia/nie wierzy że lekarz coś poradzi/nie chce tracić resztek honoru ;-)

          rdzo bolesna i krępująca sprawa, której nie potrafię rozwiązać w żaden sposób jaki gdzieś znajduję. Po prostu - jakbym się nie starał i jak nie kombinował
          • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 08:08
            Ten drugi akapit to cytat z pierwszego posta Meza83
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 11:18
            Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali. Endokrynolog tak mnie leczył testosteronem, że od roku nie zasypiam bez piguł nasennych.
            • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 11:22
              Hm... może należało iść te ładnych parę lat temu do lekarza, który zajmuje się dysfunkcjami seksualnymi czyli do seksuologa, a nie szukać naokoło w taki sposób, żeby nie brać odpowiedzialności za swój własny problem.
              Rozumiesz, seksuolog. Ty masz problem od zawsze więc przynajmniej siebie nie okłamuj, że to żona niechętna i schematyczna.
            • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 12:09
              maz83 napisał(a):

              > Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali. Endokrynolog tak mnie leczył
              > testosteronem, że od roku nie zasypiam bez piguł nasennych.

              A jaka była żona na początku pożycia? Jak się zachowała?
            • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 12:28
              maz83 napisał(a):

              > Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali. Endokrynolog tak mnie leczył
              > testosteronem, że od roku nie zasypiam bez piguł nasennych.

              Hmm wysmiali... Pierwszy z brzegu artykul w necie. Rozmowa z urologiem, ktory opisuje:

              "Jak będzie wyglądała wizyta u lekarza?
              W trakcie wizyty lekarskiej, na której powiemy lekarzowi o problemie przedwczesnego wytrysku, lekarz na pewno dokładnie z nami porozmawia, zapyta się kiedy dochodzi do PW, jaki jest czas od wprowadzenia prącia do pochwy do wystąpienia wytrysku. Zapyta również o przyjmowane leki, o przebyte choroby. Następnie odbędzie się badanie fizykalne, czyli badanie zewnętrznych narządów płciowych, czasami będzie temu towarzyszyło badanie per rectum (przez odbyt). Ponadto lekarz może zlecić szereg dodatkowych badań: krwi, moczu, badanie USG, które mają za zadanie wykrycie innych chorób, które mogą współwystępować z PW. Z pewnością PW to temat bardzo intymny, osobisty, dlatego tak ważne jest nawiązanie nici porozumienia lekarza z pacjentem i odwrotnie."

              I co najwazniejsze:

              "Mamy jednak środki farmakologiczne, które umożliwiają kontrolę przedwczesnego wytrysku, czyli wydłużenie czasu od wprowadzenia prącia do pochwy do wytrysku i ten czas jesteśmy w stanie wydłużyć, aby był on odpowiedni i satysfakcjonujący dla obojga partnerów."

              ODPOWIEDNI I SATYSFAKCJONUJACY dla obojga partnerow.

              Wiec kto klamie: ten urolog czy Ty? To czemu nie poszedles do trzeciego urologa?

              zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/447742,przedwczesny-wytrysk-to-nie-jest-blahy-problem-wywiad-z-urologiem.html
            • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 12:46
              Ok, pudło z mojej strony. Trafiłeś widać na konowałów. Spróbuj u seksuologa. Najlepiej lekarza seksuologa, nie psychologa seksuologa. Ten pierwszy zna sie na farmakoterapii, drugi nie. Nawet jeśli oznaczaloby to dzień urlopu na wyjazd do sąsiedniego miasta - bo nie wszędzie seksuolodzy urzędują.
            • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 13:07
              maz83 napisał(a):

              > Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali.

              To jasne. Przyszedł do nich facet z naturalnie silnym popędem, no to go wyśmiali. No bo co, ma nie mieć tych naturalnych popędów?
              Ty masz podobnie do mnie. Niesamowicie rajcują mnie ciała kobiet. Wręcz w tym kontekście jestem fetyszystą i podobnie jak Ty, gdy wyobraźnia mi się rozpędzi, to tracę (traciłem) kontrolę i strzelam. Ja jednak nauczyłem się kontrolować. Lata wspólnych ćwiczeń i opracowaliśmy pozycje na różne nasze widzimisia. Ale to my opracowaliśmy, sam nie musiałem się z tym borykać. Ty takiego luksusu nie masz. A dlaczego? Już Ci sugerowałem potencjalne przyczyny takiego stanu rzeczy. Póki co, Ty lekceważysz sobie te sugestie, ale to będzie trwać do czasu, bo albo kopa dostaniesz, albo gdy szydło wyjdzie z worka, oboje męczyć się będziecie z traumami. Ty bo zdradzony zostałeś, ona bo zdradziła. Rany, ile ja znam takich przypadków.
              Jeszcze jedno.
              Może Ty licz. Lata temu, nasze pierwsze kroki na plażach N, były dla mnie trudną przeprawą. Jako fascynat ciał kobiecych, nie mogłem kontrolować fujary, dęba mi stawała. Tu wziąłem się na sposób i zacząłem w myślach liczyć, 1323, 1324, 1325 itd. Wiesz, że poskutkowało. Była sytuacja bliższych spotkań, ja liczyłem i zamiast dębczaka, demonstrowałem pionowy, elegancki pół, lub 1/3 wzwód.
            • 5chantal Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 13:52
              "Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali."

              Oj, chyba blefujesz. Po pierwsze: nic o tym nie wspominałeś do tej pory, pisałeś, że próbowałeś już wszystkiego, co gdzieś wyczytałeś. Za to przez dłuższy czas uchylałeś się od odpowiedzi na to pytanie, czy byłeś u specjalisty, bo po padło już wcześniej. Po drugie: żaden urolog by Cię nie wyśmiał, a na pewno nie dwóch, to wszak jeden z dość częstych problemów, z jakimi spotykają się lekarze tej specjalności, a nie jakieś dziwum i na pewno nie ma w tym nic śmiesznego. Po trzecie: forum czyta Twoja żona, więc nie chcesz, żeby przeczytała, iż zlekceważyłeś jedyny skuteczny sposób rozwiązania Twojego problemu.
              Niestety wszystko wskazuje na to, że ona "poświęca się" tylko po to, żeby zajść w ciążę, a kiedy zajdzie - odstawi Cię na dobre, to pewne. Już nawet całować się nie chce, eh smutne. Zawalcz trochę, ale nie biadoleniem nad swoim losem, leć do dobrego lekarza seksuologa + może jakaś terapia.
              I szkoda, że Żona nie chce zabrać głosu, pewnie miałaby do powiedzenia to i owo....
              • 5chantal Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 14:00
                Aha, kolejne pytania, na które konsekwentnie nie odpowiadasz, to - czy tak było od samego początku oraz jak żona wcześniej zachowywała się w łóżku.
              • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 14:29
                odstawi Cię na dobre, to pewne. Już nawet całować s
                > ię nie chce, eh smutne. Zawalcz trochę, ale nie biadoleniem nad swoim losem, le
                > ć do dobrego lekarza seksuologa + może jakaś terapia.
                > I szkoda, że Żona nie chce zabrać głosu, pewnie miałaby do powiedzenia to i owo

                A propos całowania: jak z higiena jamy ustnej?
              • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 18:08
                5chantal
                >Po trzecie: forum czyta Twoja żona, więc nie chcesz, żeby przeczytała, iż zlekceważyłeś jedyny skuteczny sposób rozwiązania Twojego problemu.<

                Akurat w to, że wątek czyta żona męża83 raczej wątpię. Po pierwsze, niewiarygodnie zabrzmialy te jego podkreślenia, że żonie podsyła linki do forum i komentarzy, po drugie trochę tych jawnych pretensji i żali na żonę już wylał- czy w tej sytuacji faktycznie ryzykowałby zmierzenie się z jej reakcjami na swoje wpisy? Chyba jednak na wyrost te jego zapewnienia, że żona czyta, ale nie chce zabrać glosu.
        • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 08:39
          hello-kitty2 napisała:
          > NIe zalamywac sie tylko ten przedwczesny wytrysk wyleczyc. Nie czytalam wszystk
          > iego, a chyba byl jakis podwatek i na czy stanelo? Leczyles to?

          Tyle ze leczenie przedwczesnego wytrysku z agresywna, aseksualna szantrapa u boku, to jak leczenie zaburzen nerwowych w koreanskiej kolonii karnej Prozac'kiem. Najpierw likwiduje sie przyczyne, a dopiero potem funduje terapie farmaceutykami. Inaczej zadziala na chwile, o ile w ogole.
          Pokolenie "now" chce na wszystko skrotow, tabletek, schudnac w miesiac 25kg za pomoca jednego prostego tricku itd. Moim zdaniem gosc zacznie brac chemie i bedzie tylko nieznacznie lepiej, bo tak to wyglada w przypadku barier psychologicznych.
          • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 09:01
            To niech na psychoterapię idzie. Indywidualną. Tak też można, chociaż standardowym (i z tego, co wiem, zwyczajnie skutecznym) jest leczenie farmakologiczne.
            • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 09:16
              No ale farmakologicznie już się leczy przecież- bierze sertralinę, którą m.i.w tego typu zaburzeniach właśnie się stosuje.Nie wiadomo, czy lekarz zapisał mu ją tylko z racji depresji,czy uwzględniając również te problemy z przedwczesnym wytryskiem,o ile o nich w ogóle powiedział.Nie wiadomo też, jak długo się leczy.Tu chyba psychoterapia by się też przydała ,tak do kompletu.
          • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 09:17
            sabat3 napisał:

            > Tyle ze leczenie przedwczesnego wytrysku z agresywna, aseksualna szantrapa u bo
            > ku, to jak leczenie zaburzen nerwowych w koreanskiej kolonii karnej Prozac'kiem
            > . Najpierw likwiduje sie przyczyne, a dopiero potem funduje terapie farmaceutyk
            > ami. Inaczej zadziala na chwile, o ile w ogole.
            > Pokolenie "now" chce na wszystko skrotow, tabletek, schudnac w miesiac 25kg za
            > pomoca jednego prostego tricku itd. Moim zdaniem gosc zacznie brac chemie i bed
            > zie tylko nieznacznie lepiej, bo tak to wyglada w przypadku barier psychologicz
            > nych.

            Aha czyli powodem calozyciowego przedwczesnego wytrysku jest partnerka? To moze pojdzmy dalej: to ze komus permamentnie nie staje tez jest wina partnerki, to ze ktos nie dochodzi tez jest wina partnerki/partnera. Malo tego kilkudziesieciokilogramowa otylosc tez jest spowodowana parnerka ;-) Przeczytaj sobie pierwsze zdanie zdanie z postu Ninek ponizej Sabat. To ze Ty masz jakis schizy, bo sie trzesiesz o swoje 'zdrowie', a jednoczesnie zagryzasz z nerwa pazury przed ekranem jak widzisz jak chlopaki wala chemie, to nie znaczy, ze czlowiek nie powinien sie leczyc. Leczenie to jest szerokie pojecie, moze obejmowac rowniez psychiczne. I co zmieni te partnerke na inna, preferowana z 'ciasna cipka' (dobre) i co? Zleje sie po 3 minutach? I co dalej? Znowu powodem przedwczesnego wtrysku bedzie nowa partnerka. Of course jak mi sie nie chce/boje sie za cos wziac, to wina za to obciazamy partnera. Nie raz tu pisano i chyba wszyscy sie zgadzamy: zmiany zaczynamy od siebie. To jest JEGO problem i on musi sobie go SAM rozwiazac, nie dla niej, nie dla nich, tylko dla SIEBIE. A jak go juz rozwiaze, to sobie pomysli co chce dalej z tym zrobic: czy sobie isc czy sobie zostac.
            • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 09:25
              Mega wkurwia mnie branie swioch partnerow na zakladnikow wlasnych ulomnosci. U facetow z 'deficytami' to jest plaga. Typu: ona powinna to zrozumiec/wspierac mnie, ze problem jest wstydliwy i ze ja do lekarza z nim nie pojde. Zreszta u babek tez 'on powinien to zrozumiec/wspierac, ze nie bede brac pigulek anty, bo nie bede nie trula', ect Chemia to jest ZLO powiedzial zagryzajac nafszerowanego hormonami kurczaczka...;)
            • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 10:00
              A powodem braku orgazmu jest... niewlasciwy partner ;)
              Taka narracja odnosnie "deficytow" jest obecna u obu plci ;)
              ... i nie zawsze jest niesluszna. Vide - przypadek Gogola i problemy z erekcja.

              Co do leczenia meskich dysfunkcji - dziwne, ze wypowiadaja sie glownie panie. To jest rownie wiarygodne jak rady Kasi Bosackiej dotyczace odchudzania. Teoretyzowanie. Nie mowie, ze pozbawione naukowych podstaw.
              Chetnie przeczytalbym jakas historie sukcesu autorstwa dotknietej dysfunkcja osoby. Bo niestety, ale najczesciej czyta sie, ze wszelkie proby NIEZNACZNIE poprawiaja sytuacje. Moze i warto. Suma nieznacznych popraw daje dobra zmiane ;)
              • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 10:17
                sabat3 napisał:

                > A powodem braku orgazmu jest... niewlasciwy partner ;)

                Przeciez ja to sama napisalam (lamiac partnera przez partnerke).

                > Co do leczenia meskich dysfunkcji - dziwne, ze wypowiadaja sie glownie panie. T
                > o jest rownie wiarygodne jak rady Kasi Bosackiej dotyczace odchudzania. Teorety
                > zowanie. Nie mowie, ze pozbawione naukowych podstaw.

                A dlaczego maja sie nie wypowiadac? Panie tutaj widzialy wiecej hujow w akcji niz Ty.

                > Chetnie przeczytalbym jakas historie sukcesu autorstwa dotknietej dysfunkcja os
                > oby. Bo niestety, ale najczesciej czyta sie, ze wszelkie proby NIEZNACZNIE popr
                > awiaja sytuacje. Moze i warto. Suma nieznacznych popraw daje dobra zmiane ;)

                Nikt tu nie zaprzecza ewentualnej potrzebie zmiany partnerki. Problem w tym z czym on ma isc do tej partnerki?

                Powiem ze swojego doswiadczenia: tez mialam parntera (w zwiazku) z przedwczesnym wytryskiem i na te pare lat zwiazku nie mialam z nim ani jednego orgazmu. Pozostawala tylko masturbacja. Juz dawno powinni sie rozstac.

                Ale mozemy rozwazyc na potrzeby autora: do jakiej babki pasuje facet z przedwczesnym wytryskiem? (wtedy teoretycznie nie musi robic nic, bo o to chodzi, tak?) Do milosniczki minet, ktora nie lubi penetracji?
                • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 10:55
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Ale mozemy rozwazyc na potrzeby autora: do jakiej babki pasuje facet z przedwcz
                  > esnym wytryskiem? (wtedy teoretycznie nie musi robic nic, bo o to chodzi, tak?)
                  > Do milosniczki minet, ktora nie lubi penetracji?

                  On sugeruje, że przedwczesny wytrysk wynika z rzadkości pożycia. Ja mogę to obserwacyjnie potwierdzić w stu procentach. Jak się tak rzadko dupczy, to zawsze będzie się szybko "strzelać". Przecież to jest naturalne, uzasadnione biologicznie.
                  Wyobraź sobie zastraszonego ssaka, który jakimś cudem dorwał się do seksu. Dla niego priorytetem jest jak najszybsze rozsianie swoich genów. Jeśli organizm ma seks sporadycznie, to szybki wytrysk nasienia jest najlepszą taktyką.
                  Jakiej więc partnerki potrzebuje autor? Może takiej, która będzie się chciała z nim zabawiać dłużej i na wiele urozmaiconych sposobów. Która nie zrobi problemu za pierwszym razem, tylko będzie kontynuować przytulanki i mizianki. Wtedy ten drugi czy trzeci seks w ciągu tej samej nocy już ma szansę być o wiele dłuższy.
                  Jaką on ma szansę przetestować, czy stać go na normalne życie seksualne, skoro partnerka ma go w dupie?
                  Jeśli seks ma być konkurencją wyczynową, a nie fascynującą przygodą i bliskością z drugim człowiekiem, to ja się z takiej olimpijskiej konkurencji sam bym wypisał jako pierwszy.
                  • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 10:59
                    Jeszcze dodam - kiedy skończyłem bzdury z no-fapowaniem, to wytrysk po 20-30 sekundach stymulacji ręką był u mnie normą. Na szczęście szybko przeszło. Po prostu penis się maksymalnie uwrażliwił na bodźce zewnętrzne.
                  • triss_merigold6 Chwila, chwila 26.08.17, 11:13
                    Autor na początku wątku był uprzejmy napisać cyt. Przedwczesny wytrysk był zawsze, od samego początku.
                    Czyli niezależnie od częstotliwości pożycia i warunków, pan zawsze był przedwczesny. Nic dziwnego, że po latach nie zachwyca partnerki i ona nie za bardzo chce zabawiać się z nim dłużej.
                  • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 11:20
                    sabat3 napisał:

                    > On sugeruje, że przedwczesny wytrysk wynika z rzadkości pożycia.

                    Cale zycie 'rzadko pozywal'? A z innymi partnerkami? Moj przedwczesny strzelacz mial w chuja seksu i zawsze konczyl za wczesnie, no i co teraz?

                    > Jakiej więc partnerki potrzebuje autor? Może takiej, która będzie się chciała z
                    > nim zabawiać dłużej i na wiele urozmaiconych sposobów. Która nie zrobi problem
                    > u za pierwszym razem, tylko będzie kontynuować przytulanki i mizianki. Wtedy te
                    > n drugi czy trzeci seks w ciągu tej samej nocy już ma szansę być o wiele dłuższ
                    > y.

                    Uwaga odpowiedz standardowa: TO NIECH SOBIE TAKA ZNAJDZIE.
                • gogol77 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 12:30
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Ale mozemy rozwazyc na potrzeby autora: do jakiej babki pasuje facet z przedwczesnym wytryskiem?

                  Jak to do jakiej? Do żony nudziarza! Która "szczytuje wg meskiego modelu, szybciej ode mnie, a potem to już tylko spać".
                  Albo do mojej TJ co ma orgazmy "z wrażenia". Wystarczy jej kilka suwów. A po, wygania mnie z cipki bo jest jej w tej cipce jak mówi "tak dziwnie". I zasnąć na chwilę też jej się zdarza. Jest więc czas na regenerację pożądliwości. Bo jeden raz to jej mało.
                  Ale na takie scenariusze to babka musi być mocno napalona a penetracja jest tylko zwieńczeniem. I wtedy taki szybkostrzelny facet wpisze się w jej preferencje do tzw. szybkich numerków. A tych może być przecież kilka.
                  Ale żona autora na napaloną na niego mi nie wygląda. I co on ma zrobić, żeby była. Obawiam się, że u nich jest już po ptokach bo czy jest tu ktoś taki kto doświadczył reanimacji pożądania, które wyzionęło ducha?
                  A może dla niej po prostu seks jest trochę przereklamowany?

                  Autor ma 35 lat. To jest już taki czas gdy jego problem powinien już sam zanikać.
                  Ja gdzieś do tego właśnie wieku miałem tak, że musiałem hamować czekając aż ona zaspokoi swoje chucie. Sprawdzoną powszechnie metodą - zwalniamy tempo, myślimy o czymś innym. Najlepiej - o czymś niemiłym. Za wczesny zdarzał mi się rzadko.
                  Mężu83, próbujesz tak?
                  Potem był wieloletni stan pełnego panowania nad wytryskiem. Gdzieś tak do 65-70.
                  A potem to się zaczęło tak, że żeby dojść musiałem się skupić. Takiego skupienia podobno potrzebuje większość kobiet. Niektóre to wyobrażają sobie że rucha je Brad Pit.
                  Teraz zdarza mi się, że nie daję rady dojść :-(.
                  • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 13:06
                    gogol77 napisał:

                    Takiego skupieni
                    > a podobno potrzebuje większość kobiet. Niektóre to wyobrażają sobie że rucha je
                    > Brad Pit.

                    Hehe podoba mi sie taka rada. Zdarzalo mi sie ruchac z partnerem, a w myslach obrabialam wszystkich jego kolegow po kolei. Gosc mysli, ze babka na niego taka napolana, a babka traktuje go typowo instrumentalnie. To bylo tez w tym filmie od Ninek. I taka jest moja rada dla wszystkich kobiet, ktore maja problem z orgazmem lub przy dlugoletnim partnerze. Myslec o tym, co podnieca, a nie tym, co jest dostepne.
                    • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 14:58
                      hello-kitty2 napisała:

                      > Hehe podoba mi sie taka rada. Zdarzalo mi sie ruchac z partnerem, a w myslach o
                      > brabialam wszystkich jego kolegow po kolei. Gosc mysli, ze babka na niego taka
                      > napolana, a babka traktuje go typowo instrumentalnie.

                      1 - I jak wyszłaś na tej strategii koleżanko K?
                      2 - Nie doceniasz gości. Tacy naiwni to oni nie bywają. Ty myślisz że gość myśli, a on owszem, myśli, ale nie tak jak Ty myślisz. Ot, myśli sobie, że dmuchnął za darmochę i jest git. Resztę leje.
                      • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 16:24
                        potwor_z_piccadilly napisał:

                        > hello-kitty2 napisała:
                        >
                        > > Hehe podoba mi sie taka rada. Zdarzalo mi sie ruchac z partnerem, a w mys
                        > lach o
                        > > brabialam wszystkich jego kolegow po kolei. Gosc mysli, ze babka na niego
                        > taka
                        > > napolana, a babka traktuje go typowo instrumentalnie.
                        >
                        > 1 - I jak wyszłaś na tej strategii koleżanko K?
                        > 2 - Nie doceniasz gości. Tacy naiwni to oni nie bywają. Ty myślisz że gość myśl
                        > i, a on owszem, myśli, ale nie tak jak Ty myślisz. Ot, myśli sobie, że dmuchnął
                        > za darmochę i jest git. Resztę leje.

                        Jak wszlam? Orgazm gwarntowany. Ale to sa zalecenia na orgazm (w przypadku braku lub w przypadku dlugoterminowego partnera gdy ci sie juz ewidentnie nudzi). W przypadku ruchania 'partnera' to nigdy nie jest ruchanie 'za darmo'. Generalnie zasada jest maksymalizacja zyskow i minimaizacja strat.
                        • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 20:43
                          hello-kitty2 napisała:

                          > potwor_z_piccadilly napisał:
                          >
                          > > hello-kitty2 napisała:

                          > Jak wszlam? Orgazm gwarntowany. Ale to sa zalecenia na orgazm (w przypadku brak
                          > u lub w przypadku dlugoterminowego partnera gdy ci sie juz ewidentnie nudzi)

                          Właśnie, kochana, ale my nie rozmawiamy po seksie dla zabawy. My rozmawiamy o seksie w związku. O seksie, który ma cementować związek, a nie go rozpierdzielać.
                          Założyciel wątku nie cierpi na żadną dysfunkcję. On jest taki jak go natura ukształtowała. Ma obiekt, strzela. Tak to się odbywało od dziesiątek tysięcy lat.
                          Jedno mu nie wychodzi. Nie wychodzi mu seks dla zabawy. Coś czego natura nie przewidziała i czego należy się nauczyć z pominięciem tego, co natura mu w geny zapisała i tu problem. Nie potrafi się dostosować do współczesnych czasów i obyczajów, lub inaczej, nie ma możliwości do nich się dostosować.
                          Dlaczego nie ma możliwości, lub nie potrafi?
                          O tym jest ten wątek.
                          • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 21:17
                            Rozsadnie to ujales, Potwor.
                          • triss_merigold6 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 21:31
                            Pacz, tysiącom facetów wychodzi, a temu akurat nie. Ludyczna i rekreacyjna funkcja seksu jest więziotwórcza, prokreacja wychodziła przy okazji.
                            • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 21:41
                              triss_merigold6 napisała:
                              > Pacz, tysiącom facetów wychodzi, a temu akurat nie. Ludyczna i rekreacyjna funk
                              > cja seksu jest więziotwórcza, prokreacja wychodziła przy okazji.

                              Nie tylko temu. Dysfunkcje sa powszechne, zobacz jaki biznes robi sie na srodkach zwiazanych z funkcjonowaniem meskich narzadow plciowych ;)
                              • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 22:08
                                sabat3 napisał:

                                > Nie tylko temu. Dysfunkcje sa powszechne, zobacz jaki biznes robi sie na srodka
                                > ch zwiazanych z funkcjonowaniem meskich narzadow plciowych ;)

                                Chyba sam masz jakas dysfunkcje. Dysfunkcje nie sa powszechne i nie nalezy ich pielegnowac jak to podkreslasz (idiotyzm) tylko wyleczyc.
                                • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 00:24
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > Dysfunkcje nie sa powszechne

                                  Rany, Ty też masz doświadczenia z tysiącami, że głosisz takie tezy?
                                  A dowody jakieś na sprawność tych tysięcy zachowałyście?
                                  Pytam, bo mam nieco inne pojęcie o tym zagadnieniu. A że związki się nie rozsypują, to tylko dzięki pewnej nauce, którą wielu sobie wpoiło. Czyli "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma".
                                  Dobranoc miłym paniom.

                                  • aandzia43 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 01:35

                                    > Rany, Ty też masz doświadczenia z tysiącami, że głosisz takie tezy?
                                    > A dowody jakieś na sprawność tych tysięcy zachowałyście?
                                    > Pytam, bo mam nieco inne pojęcie o tym zagadnieniu

                                    Trzeba zaraz z tysiącami? A kilku może być? Żaden z moich kilku co z nimi regularnie miałam do czynienia nie miał przypadłości zwanej przedwczesnym wytryskiem.


                                    . A że związki się nie rozsyp
                                    > ują, to tylko dzięki pewnej nauce, którą wielu sobie wpoiło. Czyli "jak się nie
                                    > ma co się lubi, to się lubi co się ma".
                                    > Dobranoc miłym paniom.

                                    Nie, dzięki dobremu doborowi na starcie, a potem pielęgnowaniu tego co dobre oraz nie czepianiu się drobiazgów.
                                    • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 08:14
                                      aandzia43 napisała:
                                      Żaden z moich kilku co z nimi regul
                                      > arnie miałam do czynienia nie miał przypadłości zwanej przedwczesnym wytryskiem

                                      Moze dlatego, ze majac swoje dysfunkcje nie garneli sie do seksu z Toba? Tym lepiej dla was, dziewczyny, ze nie trafialyscie na dysfunkcyjnych typow. Ale kryterium "spotykania samych sprawnych" nosi w tym wypadku znamiona samosprawdzajacej sie przepowiedni. Po prostu za kulisami procesu jest potezny mechanizm eliminujacy wam sprzed oczu takich facetow - ich swiadomosc wlasnej ulomnosci.
                                      Dobrym kryterium diagnostycznym jest rynek konsumencki. Z przewczesnym wytryskiem to moze nie ma az tak wielu srodkow, ale preparatow na erekcje i rzekomo powiekszajacych penisa jest po prostu za trzesienie. Latwo mozna wywnioskowac, ze mezczyzn dysfunkcyjnych (z problemami z erekcja lub/i malym penisem) jest bardzo duzo - jak inaczej tworzyliby rynek?
                                      • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 10:04
                                        sabat3 napisał
                                        >Dobrym kryterium diagnostycznym jest rynek konsumencki. Z przewczesnym wytryskiem to moze nie ma az tak wielu srodkow, ale preparatow na erekcje i rzekomo powiekszajacych penisa jest po prostu za trzesienie. Latwo mozna wywnioskowac, ze mezczyzn dysfunkcyjnych (z problemami z erekcja lub/i malym penisem) jest bardzo duzo - jak inaczej tworzyliby rynek?<

                                        Inaczej trochę to widzę. Nie że rynek wychodzi naprzeciw potrzebom dysfunkcyjnych, czy dotkniętym różnymi niedomogami mężczyzn( na pewno nie jest to jedyny powód) tylko że rynek odpowiada na potrzeby mężczyzn, i kobiet zresztą również w celu podniesienia i podkręcenia ogólnego komfortu pożycia seksualnego - ma być lepiej, szybciej, ciaśniej, grubiej, sztywniej,estetyczniej, prawie bezwysiłkowo, i ma być niezawodnie - to taki trend i model dzisiejszych czasów wpisujacy się w hasło " zasługujesz na więcej ".Stąd wysyp preparatów na potencję i powiększanie penisa dla panów, a dla pań cały wachlarz zabiegów ginekologii estetycznej, oferujących plastykę pochwy, warg sromowych, ostrzykiwanie punktu G, ujędrnianie, obkurczanie, rewitalizację miejsc intymnych, do wyboru, do koloru. Rynek kwitnie, bo takie są oczekiwania i potrzeby klientów- wcale nie dlatego, że są oni w jakimś większym stopniu dysfunkcyjni.
                                      • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 10:29
                                        sabat3 napisał:

                                        > Moze dlatego, ze majac swoje dysfunkcje nie garneli sie do seksu z Toba? Tym le
                                        > piej dla was, dziewczyny, ze nie trafialyscie na dysfunkcyjnych typow.


                                        Jak to nie spotkalysmy? Aandzia nie (no i dobrze) ale ja tak: jednego z przedwczesnym, dwoch niedochodzacych, dwoch z problemem erekcji (w tym jeden w kombinacji z kompleksem malego chuja). Ale to i tak summa sumarum bylo ich niewielu.

                                        Ale kryt
                                        > erium "spotykania samych sprawnych" nosi w tym wypadku znamiona samosprawdzajac
                                        > ej sie przepowiedni. Po prostu za kulisami procesu jest potezny mechanizm elimi
                                        > nujacy wam sprzed oczu takich facetow - ich swiadomosc wlasnej ulomnosci.

                                        A dlaczego autor watku sie nie wyeliminowal?

                                        > Dobrym kryterium diagnostycznym jest rynek konsumencki. Z przewczesnym wytryski
                                        > em to moze nie ma az tak wielu srodkow, ale preparatow na erekcje i rzekomo pow
                                        > iekszajacych penisa jest po prostu za trzesienie. Latwo mozna wywnioskowac, ze
                                        > mezczyzn dysfunkcyjnych (z problemami z erekcja lub/i malym penisem) jest bardz
                                        > o duzo - jak inaczej tworzyliby rynek?

                                        Srodki na powiekszenie penisa to sciema, a ze jest ich zatrzesienie to, w mojej opinii, swiadczy o dysfunkcji ale glowy czyli o tzw kompleksach, o roznym nasileniu. Na tej samej zasadzie mamy teraz plage 'dysfunkcji' cyckow i warg sromowych ;) Widzialam u mnie teraz leca reklamy spoleczne w TV 'uczace' spoleczenstwo, ze cycki wystepuja w przyrodzie w roznych rozmiarach i w roznych ksztaltach. Moglby sie zrodzic pytanie: czy z tymi naturalnymi cyckami cos jest teraz masowo nie tak? Odpowiedz: z cyckami nie ale we lbie to owszem, sporo. No jak babka se obkraja wargi sromowe, to juz trzeba miec niezle pod dekslem narabane ;) Kiedys pod obfitym bobrem i tak nie bylo niczego widac, a teraz trzeba pod selfika wszystko poprzyciac zeby nic nie odstawalo, a cyce byly kragle jak podstawki filizanek, bo inaczej to 'dysfunkcja' ;)

                                        'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                                        • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:15
                                          Ja na swojej drodze spotkałam jednego z przedwczesnym ( przy kolejnym razie działał dobrze, podobnie po alko), jednego niedochodzącego, dwóch z wiotczejącym.
                                          • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:41
                                            zawle napisała:

                                            > Ja na swojej drodze spotkałam jednego z przedwczesnym ( przy kolejnym razie dzi
                                            > ałał dobrze, podobnie po alko), jednego niedochodzącego, dwóch z wiotczejącym.

                                            I ktorego oceniasz najgorzej/najslabiej? (z ciekawosci zapytam) Aaa i jak odnosili sie do wlasnych dysfunkcji w konteksie sytuacji erotycznych z Toba? W sumie obserwacja ich zachowan okolodysfunkcyjnych jest w sumie najciekawsza.
                                            • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:43
                                              Kobiety mogą pełnić "różne funkcje". Jak widać nieuprawnonym jest zakładać że żona pełni funkcje seksualne;)
                                            • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:48
                                              hello-kitty2 napisała:
                                              > I ktorego oceniasz najgorzej/najslabiej? (z ciekawosci zapytam) Aaa i jak odnos
                                              > ili sie do wlasnych dysfunkcji w konteksie sytuacji erotycznych z Toba? W sumie
                                              > obserwacja ich zachowan okolodysfunkcyjnych jest w sumie najciekawsza.

                                              To zależało tylko i wyłącznie od mojego stosunku do nich. Przedczesny był moim pierwszym partnerem- największą miłoscią. Więc oceniałam jako drobną niedogodność. Do niedochodzącego nie czułam nic- miałam w dupie co czuje i jak mu jest- nastawiałam się tylko na siebie. Było fajnie. Dwóch pozostałych miało opadajace fiuty- w przypoadku jednego tak mnei to osłabiało że przestałzm z nim chodzić od łóżka w ogóle- zbrzydł mi. A drugiego bardzo lubiłam, miał wielką fujarę i samo jej przykładanie sobie do cipki było kręcące. To się nią nakręcałam i jakoś dawaliśmy radę. Tzn..ja dawałam, dla niego to był duży problem.
                                      • aandzia43 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 13:07
                                        sabat3 napisał:

                                        > aandzia43 napisała:
                                        > Żaden z moich kilku co z nimi regul
                                        > > arnie miałam do czynienia nie miał przypadłości zwanej przedwczesnym wytr
                                        > yskiem
                                        >
                                        > Moze dlatego, ze majac swoje dysfunkcje nie garneli sie do seksu z Toba? Tym le
                                        > piej dla was, dziewczyny, ze nie trafialyscie na dysfunkcyjnych typow. Ale kryt
                                        > erium "spotykania samych sprawnych" nosi w tym wypadku znamiona samosprawdzajac
                                        > ej sie przepowiedni. Po prostu za kulisami procesu jest potezny mechanizm elimi
                                        > nujacy wam sprzed oczu takich facetow - ich swiadomosc wlasnej ulomnosci.

                                        Ale ze wieść gminna niosła, że jestem niemiłą kastrującą kobietą? ;-) Spokojnie, ja tylko o przedwczesnym się wypowiadałam, nie o wszelkiej męskiej specyfice. Mąż np. delikatny był chłopak i jak mu samopoczucie fizyczne lub psychiczn nie grało to mu penis opadał. Nie był niezawodną seks-maszyną, ale mnie to nie przeszkadzało.
                                        Każdy ma coś, co go w seksie wkurza i coś, co jest w stanie przeskoczyć. Mnie przedwczesny wytrysk plus brak możliwości kontynuowania po chwili odstręczyłyby na pewno.
                            • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 00:36
                              triss_merigold6 napisała:

                              > Pacz, tysiącom facetów wychodzi,

                              Ho ho ho

                              > Ludyczna i rekreacyjna funkcja seksu jest więziotwórcza, prokreacja wychodziła przy okazji.

                              Troszkę to inaczej widzę.
                              Więziotwórcze są dobre relacje między partnerami i dopiero wynikiem tych relacji jest seks. Im lepsze relacje, tym lepszy seks. Ktoś napisze, że są przykłady dobrych relacji, a seksu niet. No to ja mu odpowiem. To gowno nie relacje.
                              Co do prokreacji, to jest to temat pierwotny. W genach prokreację mamy zapisaną.
                    • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 19:36
                      hello - kitty2 napisała
                      >gogol77 napisał
                      >Takiego skupieni
                      > a podobno potrzebuje większość kobiet. Niektóre to wyobrażają sobie że rucha je
                      > Brad Pit.

                      >Hehe podoba mi sie taka rada. Zdarzalo mi sie ruchac z partnerem, a w myslach obrabialam wszystkich jego kolegow po kolei. Gosc mysli, ze babka na niego taka napolana, a babka traktuje go typowo instrumentalnie. To bylo tez w tym filmie od Ninek. I taka jest moja rada dla wszystkich kobiet, ktore maja problem z orgazmem lub przy dlugoletnim partnerze. Myslec o tym, co podnieca, a nie tym, co jest dostepne.<

                      Każda ma chyba inaczej,na mnie akurat to nie działa - jak w trakcie ruchania zaczęłabym myśleć i wyobrażać sobie innego to znaczy, że już jest po ptokach i żaden orgazm tego nie zrekompensuje. Bo ten, z którym się rucham jest dla mnie najatrakcyjniejszy, nie potrafiłabym się chyba na tyle wyłączyć, żeby seks z tym, który nie jara miałby w ogóle czemuś służyć, czy dawać jakąkolwiek satysfakcję, wręcz przeciwnie.
                    • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 09:29
                      hello-kitty2 napisała:
                      > Hehe podoba mi sie taka rada. Zdarzalo mi sie ruchac z partnerem, a w myslach o
                      > brabialam wszystkich jego kolegow po kolei. Gosc mysli, ze babka na niego taka
                      > napolana, a babka traktuje go typowo instrumentalnie. To bylo tez w tym filmie
                      > od Ninek. I taka jest moja rada dla wszystkich kobiet, ktore maja problem z org
                      > azmem lub przy dlugoletnim partnerze. Myslec o tym, co podnieca, a nie tym, co
                      > jest dostepne.

                      Obecnemu przypisuję intencje i cechy których on niestety nie posiada. Albo stwarzam całkieminny anturaż. Jeśli nawet w moim dofantazjowaniu pojawi się ktoś inny, zwiększa tylko liczebnośc i nie jest nikim konkretnym. Moje koleżnaki się dziwią że mi w łózku jest dobrze nieomal z każdym facetem. A ja zwyczajnie umiem sobie dokręcić film.
                      • gogol77 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 11:56
                        zawle napisała:
                        > Moje koleżnaki się dziwią że mi w łózku jest dobrze nieomal z każdym facetem. A ja zwyczajnie umiem sobie dokręcić film>.

                        Zawle zniszczyłaś moje ego!!! Ja myślałem, że wy odlatujecie bo ja jestem taki zajebisty ;-)
                        A tu się okazuje, że wy (i kitty i cholera wie jeszcze która) to sobie puszczacie porno filmiki.
                        A nami to się tylko masturbujecie! Pod te filmiki.
                        • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:14
                          gogol77 napisał:
                          > Zawle zniszczyłaś moje ego!!! Ja myślałem, że wy odlatujecie bo ja jestem taki
                          > zajebisty ;-)
                          > A tu się okazuje, że wy (i kitty i cholera wie jeszcze która) to sobie puszczac
                          > ie porno filmiki.
                          > A nami to się tylko masturbujecie! Pod te filmiki.

                          Ja mam w druga strone. Gdy jestem w relacji erotycznej, np. ogladajac porno szukam aktorek, w ktorych widze moja kobiete. Podniecaja mnie podobne cechy fizycznosci, doszukuje sie ich nawet na sile. Ogladajac inne w akcji, masturbuje sie pod kobiete z ktora jestem zwiazany emocjonalnie.
                          • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:35
                            sabat3 napisał:

                            > Ja mam w druga strone. Gdy jestem w relacji erotycznej, np. ogladajac porno szu
                            > kam aktorek, w ktorych widze moja kobiete. Podniecaja mnie podobne cechy fizycz
                            > nosci, doszukuje sie ich nawet na sile. Ogladajac inne w akcji, masturbuje sie
                            > pod kobiete z ktora jestem zwiazany emocjonalnie.

                            Wg mnie okreslenie 'moja kobieta' to okreslenie synonim na 'moja dziewczyna', 'moja partnerka', 'moja zona' czyli okreslenie osoby, z ktora pozostajesz w zwiazku. Nie spotkalam sie zeby ktos okreslal kochanke 'swoja kobieta', troche nieuprawnione chocby z uwagi, ze twoja kobieta siedzi u Ciebie w domu, a kochanka moze miec 'swojego mezczyzne' rowniez w domu.
                            • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 13:00
                              hello-kitty2 napisała:
                              > Wg mnie okreslenie 'moja kobieta' to okreslenie synonim na 'moja dziewczyna', '
                              > moja partnerka', 'moja zona' czyli okreslenie osoby, z ktora pozostajesz w zwia
                              > zku. Nie spotkalam sie zeby ktos okreslal kochanke 'swoja kobieta', troche nieu
                              > prawnione chocby z uwagi, ze twoja kobieta siedzi u Ciebie w domu, a kochanka m
                              > oze miec 'swojego mezczyzne' rowniez w domu.

                              To kwestie jezykowe. Spie w lozku obok obroconej do mnie dupa zony, ale bohaterka moich snow erotycznych jest kochanka. Wiec jedna siedzi u boku, a druga siedzi w glowie. Nie wiem co "uprawnia" bardziej.
                          • aandzia43 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 13:19
                            sabat3 napisał:

                            > gogol77 napisał:
                            > > Zawle zniszczyłaś moje ego!!! Ja myślałem, że wy odlatujecie bo ja jestem
                            > taki
                            > > zajebisty ;-)
                            > > A tu się okazuje, że wy (i kitty i cholera wie jeszcze która) to sobie pu
                            > szczac
                            > > ie porno filmiki.
                            > > A nami to się tylko masturbujecie! Pod te filmiki.
                            >
                            > Ja mam w druga strone. Gdy jestem w relacji erotycznej, np. ogladajac porno szu
                            > kam aktorek, w ktorych widze moja kobiete. Podniecaja mnie podobne cechy fizycz
                            > nosci, doszukuje sie ich nawet na sile. Ogladajac inne w akcji, masturbuje sie
                            > pod kobiete z ktora jestem zwiazany emocjonalnie.

                            Jak się bzykam z mężczyzną to jestem tu i teraz. Żadnych innych panów sobie nie wyświetlam. Najwyżej, w sytuacji jakiegoś wyjątkowo opornego orgazmu, doświetlam inną akcję z tym samym panem.
                        • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:28
                          gogol77 napisał:

                          > Zawle zniszczyłaś moje ego!!! Ja myślałem, że wy odlatujecie bo ja jestem taki
                          > zajebisty ;-)
                          > A tu się okazuje, że wy (i kitty i cholera wie jeszcze która) to sobie puszczac
                          > ie porno filmiki.
                          > A nami to się tylko masturbujecie! Pod te filmiki.

                          Zawle ma racje. Przeciez kutas to jest tylko wypelnienie, a orgazm bierze sie z innego zrodla, bo sama mechanika to za malo. Przypuszczam, ze wiekszosc problemow z orgazmem bierze sie u kobiet z pozostawania podczas seksu 'wierna' temu, co sie dzieje. Owszem to, co sie dzieje, moze byc zrodlem podniecenia ale nie musi, a czesto jest po prostu niewystarczajace z roznych wzgledow. Czesto gesto ludzie sie rozbiegaja w upodobaniach i nie dostaja tego, czego chca. Co kto lubi, to przeciez widac nawet z zapisow forumowych, a czy aktualnie dostaje tez raczej widac. Trzeba se albo dospiewac w lozku albo tego konia doklepac 'po'. Poza tym czesc osob ma rozjazd miedzy tym, czego chca w lozku, a swiatopogladem stad sa skazani na fantazjowanie. Poza tym 'filmiki' tez nie musza obejmowac innych panow, moga obejmowac panie, psy, zdarzenia prawdziwe, wymyslone, moga obejmowac obecnego bohatera stosunku ale w innym otwarciu, tresc snow, no roznosci, co kto lubi i mu aktualnie chodzi po glowie. Przyznam sie, ze swego czasu wiecznie mi sie platal Yoric w moich seksach, stal tylko i walil konia, dlaczego tak? Nie wiem. Podswiadomosc przypuszczam ;) Krotko: kobieta zeby miec orgazm powinna podczas seksu zajac umysl tym co ja aktualnie kreci najbardziej, a zwykle sa to rzeczy, ktore nie dzieja sie pod nia lub nad nia aktualnie lub po prostu wymagaja zeby cos tam jednak dorzucic.

                          A co do Twojego ego to nie sadzisz, ze jest to nieco chorobliwe zeby wiecznie podkreslac jego obecnosc i waznosc? Nawet na silce powiadaja, ze ego nalezy zostawic w szatni, bo mozna sobie zrobic krzywde.
                          • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 13:38
                            hello - kitty2 napisała
                            >Krotko: kobieta zeby miec orgazm powinna podczas seksu zajac umysl tym co ja aktualnie kreci najbardziej, a zwykle sa to rzeczy, ktore nie dzieja sie pod nia lub nad nia aktualnie lub po prostu wymagaja zeby cos tam jednak dorzucic<

                            No ale to jest kwestia indywidualna każdej kobiety, co ją kręci i co dzieje się jej w głowie i w ciele podczas seksu, tak,że Twoje sugerowanie, że zwykle nie jest to mężczyzna, z którym się pieprzy, albo że coś tam trzeba sobie dokręcić,to nie ma za bardzo racji bytu,bo Ty akurat tak masz. Ja mam odwrotnie -kręci mnie i podnieca wszystko, co robię z nim i co on mi robi, właśnie dlatego, że to właśnie jest on, a nie wyimaginowana postać albo scena rodem z porno. Jakby mi takie sceny zaczęły pojawiać się w głowie, to znaczyłoby, że już mnie z nim mało co łączy, wtedy nici z w ogóle z jakiegokolwiek odczuwania rozkoszy i przyjemności z seksu.
                            • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 15:39
                              ninek04 napisała:

                              > hello - kitty2 napisała
                              > >Krotko: kobieta zeby miec orgazm powinna podczas seksu zajac umysl tym co
                              > ja aktualnie kreci najbardziej, a zwykle sa to rzeczy, ktore nie dzieja sie pod
                              > nia lub nad nia aktualnie lub po prostu wymagaja zeby cos tam jednak dorzucic&
                              > #60;
                              >
                              > No ale to jest kwestia indywidualna każdej kobiety, co ją kręci i co dzieje się
                              > jej w głowie i w ciele podczas seksu, tak,że Twoje sugerowanie, że zwykle nie
                              > jest to mężczyzna, z którym się pieprzy, albo że coś tam trzeba sobie dokręcić
                              > ,to nie ma za bardzo racji bytu,bo Ty akurat tak masz. Ja mam odwrotnie -kręci
                              > mnie i podnieca wszystko, co robię z nim i co on mi robi, właśnie dlatego, że t
                              > o właśnie jest on, a nie wyimaginowana postać albo scena rodem z porno. Jakby m
                              > i takie sceny zaczęły pojawiać się w głowie, to znaczyłoby, że już mnie z nim m
                              > ało co łączy, wtedy nici z w ogóle z jakiegokolwiek odczuwania rozkoszy i przyj
                              > emności z seksu.

                              Po pierwsze: ja tu nie jestem osamotniona w przedstawionym rozumowaniu, bo tez nie wyskoczylam sobie z tym jak Filip z konopii tylko w odpowiedzi na przytoczone obserwacje Gogola i Zawle. Po drugie: w moim przypadku celem tej wymiany info jest wyjscie z pomoca kobietom, ktore maja problem z trwalym nieszczytowaniem i 'znudzeniem' w dlugoletnim zwiazku wiec jak rozumiem to Cie nie dotyczy. Ale jak chcesz wniesc cos w temacie osiagania regularnych orgazmow w zwiazku, to wrzuc jakies swoje obserwacje zwiazkowe. Bo to ze ekscytujaca jest zdrada gdy wpadam do motelu na godziny, czas mnie goni i wlasnie kradne innej kobiecie jej faceta, a ja jestem wlasnie po szklanie wina i nakrecalam sie na to z 3 tygodnie, bo tak rzadko moge go miec, to ja wiem. Problem w tym, ze wiekszosc ludzi tak nie zyje, bo jest to dla nich nieakceptowalne. Probuja regularny seks polaczyc z regularnym zyciem. O wyimaginowanych postaciach tez nikt nie pisal.
                              • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 15:49
                                Aha bylabym zapomniala: sama pisalas niejednokrotnie, ze sie nakrecasz nawijaniem makaranu na uszy, ktory jak rozumiem masz podlaczony dozylnie od zlotoustego w stalym dawkowaniu ;) Inne kobiety sa bardziej oporne na bajer, poza tym rzadko ktory facet jest zlotousty jak Sabat czy Gogol. Wiec one musza jechac na czyms innym.
                                • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 18:05
                                  hello - kitty2 napisała
                                  >Aha bylabym zapomniala: sama pisalas niejednokrotnie, ze sie nakrecasz nawijaniem makaranu na uszy, ktory jak rozumiem masz podlaczony dozylnie od zlotoustego w stalym dawkowaniu ;) Inne kobiety sa bardziej oporne na bajer, poza tym rzadko ktory facet jest zlotousty jak Sabat czy Gogol. Wiec one musza jechac na czyms innym.<

                                  Tak, jestem typem słuchacza, ale to nakręcanie się nie dotyczy nawijania odnośnie mnie, czy ewentualnie moich jakichś tam walorów, nic z tych rzeczy - to jest czysta rozkosz słuchania mądrych, zdystansowanych ludzi z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie - mnie to akurat bardzo zwilża i roztapia.
                                  Ale dalej nie wiem, skąd to Twoje przekonanie, że masa kobiet musi podkręcać się jakimiś wyobrażeniami, żeby móc szczytować albo w ogóle mieć coś z seksu dla siebie. Z tego wniosek, że tych niedopasowanych, znudzonych sobą par musi być jakaś przeogromna masa, albo że długotrwałe związki jadą w zasadzie tylko na iluzjach, przyzwyczajeniu i rutynie- no to chyba nie za ciekawie by było, jeśli tak ma wyglądać rzeczywistość związkowa.
                              • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 16:14
                                Mocne i trafne. Pozdr. M
                                • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 17:38
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > Mocne i trafne.

                                  Czy mocne? - Logioczne
                                  Czy trafne? - Zależy jak leży.
                                  1 - Trafne, jeśli stosowanie taktyki jest pod kontrolą i tylko w przypadku, gdy naturalne formy są niewykonalne bo:
                                  a - obiekt jest niereformowalny, a chce się dokończyć to co się zaczęło
                                  b - szkoda czasu i atłasu
                                  2 - Nietrafne, gdy taktykę stosuje się stale, bez względu na okoliczności. Czyli, jeśli dochodzi, do uzależnienia się od tych form nakręcania się. To tak jak z lekomanią, narkomanią, alkoholizmem i łola boga ile jeszcze.

                                  • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 18:17
                                    Moja wypoeirdz odnosila sie do tego ze latwo mozna sie ekscytowac przygodnymi spotkaniami z kochankiem w motelu a inaczej jest ze stala partnerja w codziennym zyciu. Podzielam zdanie Kitty ze sa to zupelnie inne swiaty.
                                    • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 18:23
                                      A ja akurat nie do tej Twojej ostatniej odpowiedzi się odnosiłam, tylko do wcześniejszej. Twoje zdanie na temat przygodnych związków znam, więc tu akurat nie mam do czego się odnosić.
                                      • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 18:36
                                        ninek04 napisała:

                                        > A ja akurat nie do tej Twojej ostatniej odpowiedzi się odnosiłam, tylko do wcze
                                        > śniejszej. Twoje zdanie na temat przygodnych związków znam, więc tu akurat nie
                                        > mam do czego się odnosić.
                                        -------
                                        Nie pamietam. Kilka dni bylem za granica. Ja od lat przygodnych zwiazkow nie mam ale rzadza sie swoimi prawami innymi niz stale i wieloletnie.
                                    • aandzia43 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 18:28
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Moja wypoeirdz odnosila sie do tego ze latwo mozna sie ekscytowac przygodnymi s
                                      > potkaniami z kochankiem w motelu a inaczej jest ze stala partnerja w codziennym
                                      > zyciu. Podzielam zdanie Kitty ze sa to zupelnie inne swiaty.

                                      Zapewne są to dwa inne światy. Dorzucę tylko, że z mężem znanym od nastu i dziestu lat też nie miałam potrzeby wyświetlać sobie akcji z innymi panami żeby zaszczytować. Jak widać ludzie mają różnie. Dlaczego tak mam? Może dlatego, że nie mam potrzeby korzystać z pornografii, może tak sobie dobieram panów że mi z nimi dobrze, może nie nudzę się zbyt szybko? Może wszystko na raz.
                                      • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 18:32
                                        Jak wdpomnialas wazny jest dobor partnera i pilegnowanie dobrych rzeczy. Tak trzymaj
                                    • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 18:44
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Moja wypoeirdz odnosila sie do tego ze latwo mozna sie ekscytowac przygodnymi s
                                      > potkaniami z kochankiem w motelu a inaczej jest ze stala partnerja w codziennym
                                      > zyciu.

                                      Zabrakło precyzji i wyszedł zlany w jedno, nawet nie komentarz.
                                      • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 19:25
                                        potwor_z_piccadilly napisał:

                                        > marek.zak1 napisał:
                                        >
                                        > > Moja wypoeirdz odnosila sie do tego ze latwo mozna sie ekscytowac przygodnymi spotkaniami z kochankiem w motelu a inaczej jest ze stala partnerja w codziennym zyciu.
                                        >
                                        > Zabrakło precyzji i wyszedł zlany w jedno, nawet nie komentarz.
                                        ------------
                                        Tak jak sie pisze w środku lokomocji na smartfonie :)
                                        • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 19:58
                                          marek.zak1 napisał:

                                          > Tak jak sie pisze w środku lokomocji na smartfonie :)

                                          Dla mnie na wyjazdach mas media nie istnieją. A już dla tej co ze mną się męczy, w ogóle nie istnieją. Prostego telefonu tylko używa.
                                          Nawet tegoroczny objazd Toskanii wynajętym na miejscu autem, uskuteczniliśmy z pomocą papierowych map. Posiadam nawigację z auto mapą Europy, ale stwierdziłem, że głowa ma mi pracować, a nie urządzenie.
                                          Najfajniejsze było rowerowe pokonanie lokalnej strady del vino (samochodowa strada del vino też była zaliczona, ale można było tylko winko kupić, a nie się nim urżnąć). Czyli przejażdżka od winiarni do winiarni (dwa dni w dwoch różnych kierunkach). W naszym zainteresowaniu przeważało Brunello.
                                          Marku, zabierz tam Elę. Pyszne winka tam serwują. Choć nie tanie.
                                          • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 20:35
                                            potwor_z_piccadilly napisał:

                                            > Najfajniejsze było rowerowe pokonanie lokalnej strady del vino (samochodowa strada del vino też była zaliczona, ale można było tylko winko kupić, a nie się nim urżnąć). Czyli przejażdżka od winiarni do winiarni (dwa dni w dwoch różnych kierunkach). W naszym zainteresowaniu przeważało Brunello.
                                            > Marku, zabierz tam Elę. Pyszne winka tam serwują. Choć nie tanie.
                                            ---------------
                                            Jedna z fabryk firmy znajdowała się w San Giovanni Val D'Arno, a więc w sercu Toskanii i zostałem po jednej z podróży służbowych tamże i trochę pojeździliśmy. Standard, czyli Florencja, Siena, Piza, no i najbardziej spektakularne San Gimignano. Złoty most we Florencji jest jednym z miejsc mojej nieopoublikowanej jeszcze powieści.
                                            • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 21:02
                                              marek.zak1 napisał:

                                              > Standard, czyli Florencja, Siena, Piza, no i najbardziej spektakularne San Gim
                                              > ignano. Złoty most we Florencji jest jednym z miejsc mojej nieopoublikowanej je
                                              > szcze powieści.

                                              Rzeczywiście standard. Florencję odpuściliśmy sobie. 38 w cieniu, miasto w dołku i dzikie tłumy. Może kiedyś po sezonie się zdecydujemy. Ja po operacjach, a pani sercowa i ze zmianami w kręgosłupie.
                                              Nam inne klimaty służą.
                                              • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 21:40
                                                potwor_z_piccadilly napisał:

                                                > marek.zak1 napisał:
                                                >
                                                > > Standard, czyli Florencja, Siena, Piza, no i najbardziej spektakularne San Gimgnano. Złoty most we Florencji jest jednym z miejsc mojej nieopublikowanej jeszcze powieści.
                                                >
                                                > Rzeczywiście standard. Florencję odpuściliśmy sobie. 38 w cieniu, miasto w dołku i dzikie tłumy. Może kiedyś po sezonie się zdecydujemy. Ja po operacjach, a pani sercowa i ze zmianami w kręgosłupie. Nam inne klimaty służą.
                                                ----------------------
                                                Do zwiedzania to kwiecień, maj, październik. na upały to plaża i kąpiele.
                              • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 17:46
                                hello - kitty2 napisała
                                >Po pierwsze: ja tu nie jestem osamotniona w przedstawionym rozumowaniu, bo tez nie wyskoczylam sobie z tym jak Filip z konopii tylko w odpowiedzi na przytoczone obserwacje Gogola i Zawle. Po drugie: w moim przypadku celem tej wymiany info jest wyjscie z pomoca kobietom, ktore maja problem z trwalym nieszczytowaniem i 'znudzeniem' w dlugoletnim zwiazku wiec jak rozumiem to Cie nie dotyczy<

                                No, spoko, Ciebie za to dotyczy jak cholera, to bycie i znudzenie w długotrwałym związku- zwłaszcza, że krótkoterminowych partnerów seksualnych miałaś na pęczki, do wyboru, do koloru i nagle próbujesz mienić się rzeczniczką potrzeb i osiągania orgazmów przez kobiety będące w długich związkach - dobre, dobre. A ten długotrwały związek,to przepraszam z kim? Z ojcem dziecka? - No ale on od dawna nie chce Cię już ruchać, przestał chyba nawet wcześniej, niż Tobie zdążyło się znudzić.

                                .> Ale jak chcesz wniesc cos w temacie osiagania regularnych orgazmow w zwiazku, to wrzuc jakies swoje obserwacje zwiazkowe. Bo to ze ekscytujaca jest zdrada gdy wpadam do motelu na godziny, czas mnie goni i wlasnie kradne innej kobiecie jej faceta, a ja jestem wlasnie po szklanie wina i nakrecalam sie na to z 3 tygodnie, bo tak rzadko moge go miec, to ja wiem. Problem w tym, ze wiekszosc ludzi tak nie zyje, bo jest to dla nich nieakceptowalne. Probuja regularny seks polaczyc z regularnym zyciem. O wyimaginowanych postaciach tez nikt nie pisal.<

                                Już Ci napisałam -Twoje obserwacje dotyczące potrzeb i oczekiwań w długotrwałym związku można również między bajki włożyć, m.in.z tego względu, że żaden długotrwały związek Ci nie wyszedł. To, co dla kogo jest akceptowalne, a co nie to kwestia indywidualna - dla mnie na dłuższą metę byłoby nieakceptowalne mieszkanie z kimś, kogo nie kocham, nie lubię, kto mnie odrzucił i kogo ja w efekcie odrzuciłam. Tobie to nie przeszkadza -nawet jeśli Twoje zaczepki, tak, jasne, że zapodawane w żartobliwej formie " czy będzie seks "? spotykają się z jasną odmową i odrzuceniem Ciebie, jako kobiety.
                                Ta szklana wina i zabieranie się do seksu w stanie wskazującym na spożycie mnie akurat nie dotyczy ( rozumiem, że Ty z niektórymi mogłabyś tylko po golnięciu sobie) - nie muszę się sztucznie,ani nawet specjalnie jakoś nakrecać, bo stan ekscytacji jest dla mnie czymś naturalnym i stałym.
                                O obserwacjach związkowych pisałam już nie raz - są tacy, którzy się do nich nadają i tacy, którzy mając za sobą tego typu doświadczenia dochodzą do wniosku, że klasyczna definicja i zasady życia w tego typu związku są zwyczajnie nie dla nich - ja się o tym przekonałam,stąd moje wypowiedzi i obserwowacje są nacechowane moimi osobistymi przekonaniami i przeżyciami. A z drugiej strony zawsze będę stała na stanowisku, że jeśli w związku cokolwiek jeszcze się tli, nie doszło do całkowitego rozkładu, i są choćby najdrobniejsze iskry obustronnego porozumienia, sympatii, ciepła,z których można na nowo zbudować dobrą, fajną relację to nic tylko przyklasnąć i wspierać.

                                • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 19:54
                                  Ninek wypowiadasz sie nie na temat, w tym nie na temat sa opisy mojego zycia. Przypominam propozycja brzmiala: "jak chcesz wniesc cos w temacie osiagania regularnych orgazmow w zwiazku, to wrzuc jakies swoje obserwacje zwiazkowe". Wszyscy wiemy, ze o zwiazkach wypowiadalas sie niejednokrotnie zawsze w tym samym aspekcie 'sa tacy co sie nie nadaja do zwiazkow...' Ale mowa jest o orgazmach. Zupelnie inny temat. Mozesz przeciez wrzucic obserwacje ze zwiazku z mezem albo z poprzednich zwiazkow (jezeli takowe byly). Przez dlugotrwale zwiazki na potrzeby tej orgazmowej dyskusji rozumiem zwiazki conajmniej paroletnie, takie w ktorych 2-3 letnia faza zakochania juz minela. Ja mialam kilka takich zwiazkow, w tym bylam mezatka. Stad i takie moje wnioski, jakie podalam. Zreszta rozmawialam tez duzo z ludzmi i rozne info mi podawali, w tym z mezczyznami o chocby tym turbo doladowaniu, ktore rowniez stosuja. Ja nie wiem, ze Aandzia moze zaprezentowac wlasne odmienne doswiadczenia bez wieszania sie na moim zyciu.
                                  • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 21:46
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    Wszyscy wiemy, ze o zwiazkach wypowiadalas sie niejednokrotnie zawsze w tym samym aspekcie 'sa tacy co sie nie nadaja do zwiazkow...' Ale mowa jest o orgazmach. Zupelnie inny temat. Mozesz przeciez wrzucic obserwacje ze zwiazku z mezem albo z poprzednich zwiazkow (jezeli takowe byly). Przez dlugotrwale zwiazki na potrzeby tej orgazmowej dyskusji rozumiem zwiazki conajmniej paroletnie, takie w ktory ch 2-3 letnia faza zakochania juz minela.
                                    -----------------------------
                                    Jest to problem, często bolesny, utraty atrakcyjności, przemijania i wtręty, jak to jest z nowym kochankiem. są zwyczajnie nie w temacie. Z mojej perspektywy widzę, że trzeba o siebie dbać i starać utrzymać magię z młodości.
                                    • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 22:35
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Jest to problem, często bolesny, utraty atrakcyjności, przemijania i wtręty, ja
                                      > k to jest z nowym kochankiem. są zwyczajnie nie w temacie. Z mojej perspektywy
                                      > widzę, że trzeba o siebie dbać i starać utrzymać magię z młodości.

                                      Rozmarzyłeś się.
                                      Marku, my, starzy już opatrzeni jesteśmy i zaakceptowani, a jeśli coś nam zostało do zrobienia, to została nam do utrzymania tyko jedna magia. To magia pieniądza, a po to, by jeszcze pożyć godnie, by leczono nas przyzwoicie i by nas stać było na winka po pięć stówek za butelkę.
                                      • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 23:02
                                        potwor_z_piccadilly napisał:


                                        > Rozmarzyłeś się.
                                        > Marku, my, starzy już opatrzeni jesteśmy i zaakceptowani, a jeśli coś nam zostało do zrobienia, to została nam do utrzymania tyko jedna magia. To magia pieniądza, a po to, by jeszcze pożyć godnie, by leczono nas przyzwoicie i by nas stać było na winka po pięć stówek za butelkę.
                                        -------------------
                                        Ja piję Don Simon z kartonu. 3 litry za 30 zł w Biedronce. Smakowite. Od lat nie używam magii, bo nie chcę robić nadziei, jak może być w niebie, skoro ich tam i tak nie zabiorę.
                                        • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 23:11
                                          marek.zak1 napisał:

                                          > Ja piję Don Simon z kartonu. 3 litry za 30 zł w Biedronce. Smakowite.

                                          Też tak kiedyś uważałem, dopóki nie zapoznałem się z prawdziwymi, wybornymi smakami.
                                          Produktem przemysłowym Marku się raczysz. Ja wychodzę z innego założenia. Wolę mniej, a dobrze.

                                          Od lat ni
                                          > e używam magii, bo nie chcę robić nadziei, jak może być w niebie, skoro ich tam
                                          > i tak nie zabiorę.

                                          Nikomu tego zabrać się nie udało. Ale potomków swoich na zamożnych ludzi wyprowadzić, jak najbardziej, udało się.
                                          • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 18:21
                                            potwor_z_piccadilly napisał:

                                            > Produktem przemysłowym Marku się raczysz. Ja wychodzę z innego założenia. Wolę
                                            > mniej, a dobrze.
                                            ----
                                            Zawsze wychodze z zalozenia, ze zdrowie jest najwazniejsze. Zdrowy organizm napierdoli sie winskami za 50 zeta (lacznie). A organizm chromy, nietolerujacy alko, musi obejsc sie smakiem :) Oczywiscie, jak ktos napierdala falerna, czy inne mityczne winsko, codziennie, to szacun i czapki z glow.


                                            > Nikomu tego zabrać się nie udało. Ale potomków swoich na zamożnych ludzi wyprow
                                            > adzić, jak najbardziej, udało się.
                                            --------
                                            A nie bylbys bardziej dumny, mistrzu jedi, gdyby udalo ci sie potomkow swoich na porzadnych ludzi wyprowadzic? A potem sie dziwia, ze lud na pis glosuje, ja pierdole...
                                            • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 18:43
                                              wont2 napisał:
                                              -
                                              > > Nikomu tego zabrać się nie udało. Ale potomków swoich na zamożnych ludziwyprowadzić, jak najbardziej, udało się.
                                              > --------
                                              > A nie bylbys bardziej dumny, mistrzu jedi, gdyby udalo ci sie potomkow swoich n a porzadnych ludzi wyprowadzic?
                                              -----------------
                                              Moje potomki zamożne specjalnie nie są, ale są porządne. A z tym winem, to Don Simon jest spoko - a cena bardzo mi pasuje. Wina z Chile, czy Australii muszę otwierać kilka godzin przez konsumpcją, żeby SO2 wyleciało, bo go nie trawię. W Biedronce lubię tą Rioje ze srebrną naklejką, która jest lepsza, ale kosztuje 39.99 i to nie pasuje do mojego oszczędnego charakteru, więc kupuję tylko wtedy, jak przychodzą znajomi, którzy cenią lepsze wina.
                                              • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 19:04
                                                marek.zak1 napisał:

                                                > Moje potomki zamożne specjalnie nie są, ale są porządne. A z tym winem, to Don
                                                > Simon jest spoko - a cena bardzo mi pasuje. Wina z Chile, czy Australii muszę o
                                                > twierać kilka godzin przez konsumpcją, żeby SO2 wyleciało, bo go nie trawię. W
                                                > Biedronce lubię tą Rioje ze srebrną naklejką, która jest lepsza, ale kosztuje 3
                                                > 9.99 i to nie pasuje do mojego oszczędnego charakteru, więc kupuję tylko wtedy,
                                                > jak przychodzą znajomi, którzy cenią lepsze wina.

                                                Tez loilam Don Simone, bylo naprawde spoko, u nas we wsi w najtanszym sklepie po 2 euro za butle 750 ml. To chyba drozej niz w Biedrze, tak? Ale wies oproznila zapas i juz nie przywiezli ;( Wiec teraz pije drozej. Wczoraj poznym wieczorem w barze piwka 10,5% alko, 330ml po 5-6 euro ale w doborowym towarzystwie. Niestety juz po dwoch bylam pijana, bo po sporcie. Zauwazylam tez, ze na dworze bardzej wchodzi.
                                                • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 19:42
                                                  hello-kitty2 napisała:


                                                  > Tez loilam Don Simone, bylo naprawde spoko, u nas we wsi w najtanszym sklepie po 2 euro za butle 750 ml. To chyba drozej niz w Biedrze, tak? Ale wies oproznila zapas i juz nie przywiezli ;( Wiec teraz pije drozej. Wczoraj poznym wieczorem w barze piwka 10,5% alko, 330ml po 5-6 euro ale w doborowym towarzystwie. Niestety juz po dwoch bylam pijana, bo po sporcie. Zauwazylam tez, ze na dworze bardzej wchodzi.
                                                  -------------------------
                                                  30 zł za 3 litry / 4 butelki to dobra cena. Zauważyłem, że niektóre kartony są naprawdę dobre a inne gorsze. To są zapewne surplusy po tym, co nie poszło do butelek i może być tak, że to może być dobre wino, z którym nie wiedzą co zrobić, a sprzedać trzeba, nawet po niskiej cenie.
                                                  Ja piwa wysoko-alkoholowego nie trawie, bo czuję właśnie alkohol.
                                                  W Niemczech w marketach wina są tanie. W sobotę kupiłem włoskie i hiszpańskie teserva po 5 Euro i wypiliśmy z córką i jej facetem. Te wina były naprawdę dobre. W Pl są po około 40 zł, jak ta Rioja w Biedronce.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 21:01
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > 30 zł za 3 litry / 4 butelki to dobra cena.

                                                    Ty, a może pomyśl o własnym wyrabianiu wina? Kupisz literaturę, sprzęt, osprzęt i do dzieła. Masz dom, działkę, to masz warunki. Mój teść na swojej działce posadził winogrona i robił z nich wina. Bywało, że mu wychodziły całkiem, całkiem.

                                                  • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 21:43
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > Ty, a może pomyśl o własnym wyrabianiu wina? Kupisz literaturę, sprzęt, osprzęt i do dzieła. Masz dom, działkę, to masz warunki. Mój teść na swojej działce posadził winogrona i robił z nich wina. Bywało, że mu wychodziły całkiem, całkiem
                                                    -------------------------
                                                    Wszystko jest, ale mało słońca jak na wino. Za komuny miałem w ogrodzie truskawki, pomidory i paprykę. Potem posadziłem sosny i mam teraz las.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 23:31
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Wszystko jest, ale mało słońca jak na wino.

                                                    Chemik jesteś, zadajesz drożdży szlachetnych i pójdzie.

                                                    Za komuny miałem w ogrodzie truskaw
                                                    > ki, pomidory i paprykę. Potem posadziłem sosny i mam teraz las.

                                                    No to spróbuj się teraz tego lasu pozbyć. Może jak ze starości jakieś drzewo się zwali, szczęśliwie nie na dom, Twój, a jeszcze gorzej, na sąsiada, to może pozwolą Ci piłą go potraktować. Ale to po śledztwie, sprawdzą czyś ty tego drzewa celowo nie zwalił. Ja takich drzew się pozbyłem. Powiedziałem sobie, żadna baba z jakiejś ekologii nie będzie decydować o naszej własności. Niskopiennie ogród zaaranżowaliśmy. Są też pomidory uprawiane ekologicznie pod folią, maliny, truskawki, poziomki i borówka amerykańska. Wnuki młócą.
                                                  • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 23:49
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:
                                                    . Wnuki młócą.
                                                    -------------
                                                    Ja z moją piętnastolatką dzisiaj pojechałem na rowerze do Rossmanna i kupiłem wszystkie niezbędne kosmetyki. Sporo tego było, ale potem wyznaliśmy sobie miłość :).
                                                  • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 06:43
                                                    To Sowa ma juz pietnascie lat?!
                                                  • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 08:59
                                                    wont2 napisał:

                                                    > To Sowa ma juz pietnascie lat?!
                                                    ---------------
                                                    Sowa ma 5, wnuczka 15. Wygląda na zupełnie dorosłą dziewczynę.
                                                  • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 09:51
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Sowa ma 5, wnuczka 15. Wygląda na zupełnie dorosłą dziewczynę.

                                                    Jesli zupelnie dorosla, to moze raczej "kobiete"?
                                                    Cos chyba musi byc z zarciem, bo teraz dzieci przemieniaja sie blyskawicznie z malych, koscistych stworkow w obszerne, masywne kloce. Nie mowie tylko o tkance, ale wrecz meksykanskim tempie dojrzewania organizmu. To co za czasow mojej nastoletniosci trwalo kilka lat, teraz moze odbywac sie w ciagu roku, poltora.
                                                    I wiem ze za komuny cos takiego juz bylo widoczne u rownolatkow z zachodu, teraz przyszlo do nas. Stawiam wiec na zarcie. Tylko ktore, co tak dziala?
                                                  • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 09:57
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Sowa ma 5, wnuczka 15. Wygląda na zupełnie dorosłą dziewczynę.
                                                    >
                                                    > Jesli zupelnie dorosla, to moze raczej "kobiete"?
                                                    -------------------------
                                                    Wygląda jak dorosła kobieta i jest psychicznie dorosła. O przyczynach pisać nie będę. . Ma ładną figurę i jest bardzo atrakcyjna. Po rodzicach to ma :)
                                                  • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 10:12
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Wygląda jak dorosła kobieta i jest psychicznie dorosła. O przyczynach pisać nie
                                                    > będę. . Ma ładną figurę i jest bardzo atrakcyjna. Po rodzicach to ma :)
                                                    ------
                                                    No to moze juz czas, zeby zmodyfikowac ten skandaliczny przepis kodeksu karnego i obnizyc jednak troche granice wieku?
                                                  • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 10:22
                                                    wont2 napisał:

                                                    > No to moze juz czas, zeby zmodyfikowac ten skandaliczny przepis kodeksu karnego i obnizyc jednak troche granice wieku?
                                                    -----------------
                                                    Z tego, co wiem, gimnazjaliści się tym mało przejmują.
                                                    >
                                                  • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 10:19
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Stawiam wiec na zarcie. Tylko ktore, co tak dziala?

                                                    Sabat no jak to ktore? Kurczaczki nafaszerowane hormonami zeby rosly szybciutko na sprzedac. Oby tylko kurczaczki, ryby hodowlane, wszystko kurna, nie ustrzezesz sie. Czytalam kiedys artykul, ze nastolatki maja teraz najwieksze cyce w historii. Przeciez to nie jest normalne/naturalne. Kiedys wsrod osmioklasistek to stanik z widoczym biustem jakims C powiedzmy, to miala jedna, dwie dziewczyny, reszta suchoklaty. Poza tym dojrzewanie u dziewczat, jak kiedys czytalam, wiaze sie z waga organizmu. Miesiaczka zaczyna wystepowac w ciagu jakiegos sprecyzowanego okresu (chyba w ciagu roku) po przekroczeniu wagi 45 kg. No to jak latwo w dzisiejszych czasach utluczyc dzieciaka do 45 kg? Bardzo latwo. Jak sie pojawi miesiaczka, no to masz juz 'dojrzala' kobiete (biologicznie).
                                                  • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 11:18
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Sabat no jak to ktore? Kurczaczki nafaszerowane hormonami zeby rosly szybciutko
                                                    > na sprzedac. Oby tylko kurczaczki, ryby hodowlane, wszystko kurna, nie ustrzez
                                                    > esz sie.

                                                    Którymi hormonami? Na terenie UE podawanie drobiu hormonów jest zakazane przez prawo, bodaj od końca lat 90. W USA już od lat 50 XX wieku. Ale nawet gdyby nie było - eksperymenty przeprowadzane na drobiu wykazywały, że zarówno testosteron jak i hormon wzrostu miały wręcz negatywny wpływ na wagę hodowanego drobiu. To nieopłacalna praktyka i nie jest stosowana w praktyce. Kury osiągają takie wymiary dzięki pełnowartościowej paszy i selekcji genetycznej, prowadzonej pod kątem ich wymiarów.
                                                    Świniom w USA też nie wolno podawać hormonów. Nie wiem jak w Polsce.
                                                    Co innego bydło - ono faktycznie ma podawane hormony (tylko odmiany mięsne, w przypadku bydła hodowanego w celach mlecznych jest to zabronione). Bydłu podaje się hormony nie w zastrzykach, ale w postaci małego implantu wprowadzanego w tkankę ucha, który powoli rozpuszcza środek i powoduje wzrost masy ciała. Często stosowany środek to trenbolone aceteate, jest on obecnie również nową gwiazdą w świecie kuluarów kulturystyki :P
                                                    Ale - sam kiedyś linkowałem było z Twoich Niderlandów - w przypadku krów pierwsze skrzypce również odgrywa genetyka. Krowy są wykrzyżowane tak, by być duże i umięśnione. Hormony to drugorzędna sprawa, chociaż również istotna.
                                                    W przypadku ryb... Powiem szczerze, że nie wiem, pewnie mogą coś sypać, ale mogłoby dotyczyć to wyłącznie ryb hodowlanych. W przypadku ryb morskich... sama rozumiesz ;) Nie bardzo.
                                                    Nie interesowałem się tym, bo nie jem ryb. Czuję do nich obrzydzenie, ze względu na wszechobecność pasożytów w ich mięsie (ligula). W wędzonych nie raz znajdowałem muchy. Nie przepadam ;)
                                                    Wołowiny i wieprzowiny również nie jem. Wyłącznie drób.
                                                    Ale ludzie jedzą. Może to to? ;)
                                                    Problem jeszcze w tym, czy zjedzenie mięsa, które powstało w wyniku hodowli prowadzonej pod reżimem hormonalnym faktycznie powoduje wzrost poziomu własnych hormonów? Sądzę, że to aż tak prosto nie działa.
                                                  • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 12:06
                                                    NIe wiem jakich hormonow (az tak sie nie interesuje, poza ty wiem, ze nie unikne, z uwagi na koszty i brak zamiennkow). U mnie cisna reklamy spoleczne, ze najbardziej napakowane sa kuraki, ze tak szybko rosna, ze juz nawet nie chodza, maja polamane czy niedorozwiniete konczyny (kosciec nie nadaza czy jakos) i ze w ogole kuraki z supermarketu to jest gowno przemyslowe. Tak samo jaja z supermarketu. Ja jem wszystkie miesa, ryby wrecz uwielbiam, za wedzonkami przepdam, piers z kurczaka to da mnie smakuje jak tektura. Zreszta nie uwazam, zeby trwale wlaczanie jakiegos nieprzetworzonego skladnika diety bylo rozsadne, nie mowiac o nudzie, ktora i tak mi depcze po pietach. Dalej: nabial. Przecez to jest na bazie mleka od ciezranych krow czy tam po prorodach, przeciez jest napakowane hormonami (naturalnymi) zeby cielaki rosly. Jedzenie w kolko drobiu to typowa wyjalowiona dieta kulturystyczna, nieprozdrowotna. Nie nudzi Ci sie? Dziwie sie ze dajesz rade. Jedyne czego nie jem i nie zaakceptuje to slodycze. Tutaj mozg mam rzeczywiscie totalnie sprany. Czytaj: gdybym zjadla to mam potworne wyrzuty sumienia. NIenawidze czekolady.
                                                  • marek.zak1 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 12:17
                                                    Nie przejmuj się. Większość dodatków organizm elegancko rozłoży na czynniki pierwsze podczas trawienia. Ludzie tyją, bo żrą i się nie ruszają, a poprawiają sobie samopoczucie wymyślając, że to nie ich wina, tylko mają wolną przemianę materii, czy w jedzeniu są hormony wzrostu, a fast food szkodzi. Od hormonów wzrostu nie gromadzi się tłuszcz, a jak szybko zjesz to masz więcej czasu na spacer, niż gdy siedzisz w knajpie 2 godziny.
                                                  • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 13:21
                                                    Prawda jest taka, ze jak posiedzisz w temacie naukowego zywienia, to dosc szybko dochodzisz do wniosku, ze prawie wszystko w tym temacie to propaganda i dezinformacja, celowo promowane/sponsorowane przez konkretne galezie przemyslu spozywczego. Wyglada na to, ze konkretne zespoly badawcze dostaja fundusze by wyniki wyszly zgodne z zalozeniami. Przez lata propaganda atakowala jaja, moj ojciec prawie chcial mnie pobic, jak jadlem wiecej niz 2-3 jajka tygodniowo. Pamietam tez internistow z tamtego czasu grozacych paluszkiem, by nie jesc wiecej niz jedno jajo co drugi dzien. Bylo to tak powszechne, ze nawet moi koledzy w klasie wymyslili zart, by nie jesc wiecej bo ci trzecie wyrosnie. Chamska, zmasowana propaganda byla za to na picie mleka krowiego, pamietam te ohydne cieple kozuchy i kolejki dzieci spedzane do swietlicy, by kazde KONIECZNIE wypilo chociaz kubek.
                                                    I co - minelo 30 lat i teraz dostaja pierdolca w druga strone. Dwoch naczelnych mordercow to teraz laktoza i gluten, w przeciwienstwie do cholesterolu i soli sprzed 30 lat. Za 20 lat bedzie cos innego, bo dziennikarze musza o czyms szczekac. Z tego zyja. I okaze sie zapewne, ze gluten jest faktycznie morderca, ale w przypadku osob chorych na celiakie (co sie zdarza) oraz mleko szkodzi, ale osobom z nietolerancja laktozy (co tez sie zdarza).
                                                    Co sie do tego czasu natocza piany w mediach, to ich ;)
                                                    Pamietasz to sranie w banie w tv o zdrowotnych korzysciach z zarcia margaryny? Jak kolejne kliniki kardiologiczne polecaly? Teraz jakos margaryniarze przymkneli dzioby i siedza cicho, bo wiedza, ze jak zaczna robic wokol siebie szum, to zostnie wyciagniety z szafy trup w postaci tluszczy typu trans. Licza, ze produkcja sama sie jakos bedzie krecic na resztkach dawnej propagandy, wbijanej tez do glowy lekarzom pierwszego kontaktu.
                                                    A idz, to wszystko jeden wielki scam i zerowanie na ludziach, wmawianie co jest zdrowe, a co nie.
                                                    Najprawdopodobniej wszystko jest dobre w umiarze i towarzystwie wysilku fizycznego, o ile nie jest skazone jakas chemia. A skazone jest wszystko. Jesli myslisz, ze rosliny mniej niz zwierzeta, to jestes w bledzie... Niestety rosliny nie maja watroby i odbytu, wiec usuwanie z ich oganizmow toksyn nie jest wcale tak oczywiste. Porownanie zdrowe roslinki vs skazone i zatrute zwierzeta nie ma podstaw nawet w zdrowej logice. Wszyscy razem tworzymy jeden, wielki, zatruty chemia ekosystem, nie ma od tego ucieczki.
                                                  • aandzia43 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 13:38
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Prawda jest taka, ze jak posiedzisz w temacie naukowego zywienia, to dosc szybk
                                                    > o dochodzisz do wniosku, ze prawie wszystko w tym temacie to propaganda i dezin
                                                    > formacja, celowo promowane/sponsorowane przez konkretne galezie przemyslu spozy
                                                    > wczego. Wyglada na to, ze konkretne zespoly badawcze dostaja fundusze by wyniki
                                                    > wyszly zgodne z zalozeniami. Przez lata propaganda atakowala jaja, moj ojciec
                                                    > prawie chcial mnie pobic, jak jadlem wiecej niz 2-3 jajka tygodniowo. Pamietam
                                                    > tez internistow z tamtego czasu grozacych paluszkiem, by nie jesc wiecej niz je
                                                    > dno jajo co drugi dzien. Bylo to tak powszechne, ze nawet moi koledzy w klasie
                                                    > wymyslili zart, by nie jesc wiecej bo ci trzecie wyrosnie. Chamska, zmasowana p
                                                    > ropaganda byla za to na picie mleka krowiego, pamietam te ohydne cieple kozuchy
                                                    > i kolejki dzieci spedzane do swietlicy, by kazde KONIECZNIE wypilo chociaz kub
                                                    > ek.

                                                    Tak, pamiętam. A że jestem starsza od ciebie, to terror mleczny dotknął mnie znacznie boleśniej. Dobrze ze miałam dość normalną rodzinę i kiedy w wielu przedszkolnym odmówiłam spożywania mleka nie czepiali się. Pozostały jeszcze sytuacje z żywienia zbiorowego i tam musiałam czasem niezłą ekwilibrystykę odczyniać, żeby tego nienawistnego napoju nie musieć brać do pyska. Przypuszczalnie nie toleruję laktozy. Nabiał zjadam, ten pozbawiony w dużym stopniu laktozy. Na mody żywieniowe, a trochę obserwowałam ich na przestrzeni swojego życia, miałam zwsze wyjebane. Żarłam jajka zawsze, masło takoż, pozwoliłam małemu dziecku nie jeść mięsa w czasach, kiedy nie było to modne. Słuchać organizmu i zbierać skrzętnie informacje skąd się da.
                                                  • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 13:47
                                                    Sa jednak wyjatki - ja, gdybym sluchal swego organizmu, bylbym gruby jak swinia. Bo mnie organizm podpowiada mniej wiecj cos takiego:
                                                    "Zryj zolty ser! Calymi kostkami! Teraz kabanosy, najlepiej te tluste i chrupiace. Zagryzaj cieplymi pajdami chleba, grubo posmarowanymi maslem! Jajeczka w majonezie, mniam mniam, z kawiorem z jesiotra! Frytki z glebokiego tluszczu i gruby schabowy! Tort z bita smietana! Czekoladke z orzechami! Na co czekasz baranie? W-p-i-e-p-r-z-a-j!!!" ;))
                                                    Sama rozumiesz, ze na takie zawolania ciezko odpowiedziec radosnym "TAK" :)
                                                  • aandzia43 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 15:57

                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Sa jednak wyjatki - ja, gdybym sluchal swego organizmu, bylbym gruby jak swinia
                                                    > . Bo mnie organizm podpowiada mniej wiecj cos takiego:
                                                    > "Zryj zolty ser! Calymi kostkami! Teraz kabanosy, najlepiej te tluste i chrupia
                                                    > ce. Zagryzaj cieplymi pajdami chleba, grubo posmarowanymi maslem! Jajeczka w ma
                                                    > jonezie, mniam mniam, z kawiorem z jesiotra! Frytki z glebokiego tluszczu i gru
                                                    > by schabowy! Tort z bita smietana! Czekoladke z orzechami! Na co czekasz barani
                                                    > e? W-p-i-e-p-r-z-a-j!!!" ;))
                                                    > Sama rozumiesz, ze na takie zawolania ciezko odpowiedziec radosnym "TAK" :)


                                                    Oj tam oj tam, co do ilości paszy mój organizm też popełnia pomyłki ;-)
                                                  • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 20:26
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Sa jednak wyjatki - ja, gdybym sluchal swego organizmu, bylbym gruby jak swinia
                                                    > . Bo mnie organizm podpowiada mniej wiecj cos takiego:
                                                    > "Zryj zolty ser! Calymi kostkami! Teraz kabanosy, najlepiej te tluste i chrupia
                                                    > ce. Zagryzaj cieplymi pajdami chleba, grubo posmarowanymi maslem! Jajeczka w ma
                                                    > jonezie, mniam mniam, z kawiorem z jesiotra! Frytki z glebokiego tluszczu i gru
                                                    > by schabowy! Tort z bita smietana! Czekoladke z orzechami! Na co czekasz barani
                                                    > e? W-p-i-e-p-r-z-a-j!!!" ;))
                                                    > Sama rozumiesz, ze na takie zawolania ciezko odpowiedziec radosnym "TAK" :)

                                                    W wzłym miejscu przykładasz ucho...jak nie masz siły zwlec się z wyra, zaczynasz chorować to to jasne sygnały że organizm mówi nie. Ty słuchasz mózgu- a ten to kawał oszukanca jest.
                                                  • szopen_cn Re: Zmiany zaczynamy od siebie 01.09.17, 01:32
                                                    Sabat napisal:

                                                    Którymi hormonami? Na terenie UE podawanie drobiu hormonów jest zakazane przez prawo, bodaj od końca lat 90. W USA już od lat 50 XX wieku. To nieopłacalna praktyka i nie jest stosowana w praktyce. Kury osiągają takie wymiary dzięki pełnowartościowej paszy i selekcji genetycznej, prowadzonej pod kątem ich wymiarów.

                                                    Tak mniej wiecej jest: genetyka + pasza + odpowiednie warunki zycia i kurczaki rosna bardzo szybko.
                                                    W ciagu 33-35 dni osiagaja 1.5kg, po nastepnych 20 dniach 3.5kg.
                                                    Genetyka jest trzymana w garsci przez kilka amerykanskich firm od ktorych prawie wszyscy kupuja kurczaki z licencja na "Great Grand Parent Breeder", kurczaki w sklepie to 4 pokolenie od tych.

                                                    hello-kitty napisala:

                                                    U mnie cisna reklamy spoleczne, ze najbardziej napakowane sa kuraki, ze tak szybko rosna, ze juz nawet nie chodza, maja polamane czy niedorozwiniete konczyny (kosciec nie nadaza czy jakos) i ze w ogole kuraki z supermarketu to jest gowno przemyslowe.

                                                    Jak sabat powyzej napisal, nie oplaca sie "pakowac" kurczkow. To, ze kosci nie nadazaja rosnac i latwo sie lamia to fakt i jest to spory problem bo powoduje straty w transporcie i uniemozliwia wykrywanie kawaleczkow kosci w kurczaku rentgenem.


                                                    hello-kitty napisala rowniez:
                                                    Jedyne czego nie jem i nie zaakceptuje to slodycze. Tutaj mozg mam rzeczywiscie totalnie sprany. Czytaj: gdybym zjadla to mam potworne wyrzuty sumienia. NIenawidze czekolady.

                                                    Zdajesz sobie sprawe, ze to schiza bez podstaw?
                                                  • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 01.09.17, 09:29
                                                    szopen_cn napisał:

                                                    > Tak mniej wiecej jest: genetyka + pasza + odpowiednie warunki zycia i kurczaki
                                                    > rosna bardzo szybko.
                                                    > W ciagu 33-35 dni osiagaja 1.5kg, po nastepnych 20 dniach 3.5kg.
                                                    > Genetyka jest trzymana w garsci przez kilka amerykanskich firm od ktorych prawi
                                                    > e wszyscy kupuja kurczaki z licencja na "Great Grand Parent Breeder", kurczaki
                                                    > w sklepie to 4 pokolenie od tych.
                                                    > Jak sabat powyzej napisal, nie oplaca sie "pakowac" kurczkow. To, ze kosci nie
                                                    > nadazaja rosnac i latwo sie lamia to fakt i jest to spory problem bo powoduje s
                                                    > traty w transporcie i uniemozliwia wykrywanie kawaleczkow kosci w kurczaku rent
                                                    > genem.

                                                    Wiesz ja nie wiem co za tym stoi, ze one tak szybko rosna, co jest w tej paszy. Nazywam to potocznie 'hormonami' czyli innymi slowy 'cos jest z nimi nie tak'. Wyjsciowe pytanie brzmialo: co jest w tym zarciu, ze 15 letnie dzieci wygladaja jak kobiety z cyckami o rozmiarze cyckow ich matek, kiedy je rodzily? Skoro sie na tym znasz, to podejmij sie odpowiedzi. Jest jeszcze opcja, ze cos w wodzie, znowu potocznie wrzucam info typu jedna baba drugiej babie szepnela: podobniez to skutek, ze do wody dostaly sie masy hormonow wysikiwane przez kobiety od czasow bumu na tabletke anty. My ta wode pijemy i nastolatkom cycki rosna w przyspieszonym tempie. Mozliwe to?

                                                    > Zdajesz sobie sprawe, ze to schiza bez podstaw?

                                                    No ale przeciez pisze, ze mozg mam sprany, Ty potencie czekoladowy ;-) A dlaczego bez podstaw?
                                                • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 20:04
                                                  hello-kitty2 napisała: Wczoraj poznym wieczore
                                                  > m w barze piwka 10,5% alko, 330ml po 5-6 euro ale w doborowym towarzystwie. Nie
                                                  > stety juz po dwoch bylam pijana, bo po sporcie. Zauwazylam tez, ze na dworze ba
                                                  > rdzej wchodzi.

                                                  Ja sie potrafię zwarzyc bardzo szybko i w zasadzie dla mnie niezauważalnie. Jestem trzeżwa ( co potwierdzają inni;) i nagle robi mi się niedobrze i robię sie od ręki pijana. Nie biorę żadnych leków które wchodzą w interakcje z alko...może to przez żołądek? Ostatnie przyjemnosci w dupę...
                                                  • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 22:39
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ja sie potrafię zwarzyc bardzo szybko i w zasadzie dla mnie niezauważalnie. Jes
                                                    > tem trzeżwa ( co potwierdzają inni;) i nagle robi mi się niedobrze i robię sie
                                                    > od ręki pijana. Nie biorę żadnych leków które wchodzą w interakcje z alko...moż
                                                    > e to przez żołądek?

                                                    Prędzej przez wątrobę...

                                                    > Ostatnie przyjemnosci w dupę...

                                                    Zależy co kto lubi, ale nie brzmi najgorzej, szczególnie dla kobiety ;D
                                                  • lybbla Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 23:54
                                                    zawle napisała:

                                                    > robię sie od ręki pijana.
                                                    ...
                                                    >Ostatnie przyjemnosci w dupę...

                                                    www.youtube.com/watch?v=3lNm6BWcaiQ#t=5m45s
                                                  • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 00:15
                                                    lybbla napisał:

                                                    > www.youtube.com/watch?v=3lNm6BWcaiQ#t=5m45s

                                                    Mowila mi kumpela, ze to jest najprostszy sposob zeby kogos zabic.
                                                  • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 06:48
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ja sie potrafię zwarzyc bardzo szybko i w zasadzie dla mnie niezauważalnie. Jes
                                                    > tem trzeżwa ( co potwierdzają inni;) i nagle robi mi się niedobrze i robię sie
                                                    > od ręki pijana. Nie biorę żadnych leków które wchodzą w interakcje z alko...moż
                                                    > e to przez żołądek? Ostatnie przyjemnosci w dupę...
                                                    -----
                                                    Jak potem nic nie pamietasz i boli cie rano krocze to pewnie pigulka gwaltu.
                                                  • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 20:21
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Jak potem nic nie pamietasz i boli cie rano krocze to pewnie pigulka gwaltu.

                                                    Wont, wont, ja jestem w takiem wieku że mnie nie trzeba pigułkami gwałtu traktować- wystarczy zaproponować;)
                                                  • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 20:46
                                                    zawle napisała:

                                                    > Wont, wont, ja jestem w takiem wieku że mnie nie trzeba pigułkami gwałtu trakto
                                                    > wać- wystarczy zaproponować;)
                                                    -----
                                                    Takie tam austriackie gadanie. Raz zaproponowalem i nie chcialas. Na szczescie nie lyknalem cialisa bo by sie zmarnowal. Pigulka gwaltu moze i drozsza ale efekt przynajmniej pewny! No i nie trzeba tej calej gry wystepnej odwalac, makaronu, minety czy czego tam wam jeszcze do szczescia trzeba. Jest gola, nieswiadoma niczego baba i ty. Jak jestes mezczyzna to sie podniecisz. Jak ci nie stanie to jestes pewnie zakamuflowanym gejem vel pedalem.
                                                  • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 20:51
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Takie tam austriackie gadanie. Raz zaproponowalem i nie chcialas. Na szczescie
                                                    > nie lyknalem cialisa bo by sie zmarnowal.

                                                    Raz że to było pare lat temu. Dwa że nie mogłam zmarnować tak cudownie zapowiadajacej się przyjazni:)

                                                    Pigulka gwaltu moze i drozsza ale efe
                                                    > kt przynajmniej pewny! No i nie trzeba tej calej gry wystepnej odwalac, makaron
                                                    > u, minety czy czego tam wam jeszcze do szczescia trzeba. Jest gola, nieswiadoma
                                                    > niczego baba i ty. Jak jestes mezczyzna to sie podniecisz. Jak ci nie stanie t
                                                    > o jestes pewnie zakamuflowanym gejem vel pedalem.

                                                    A kto tam zaraz wymaga cokolwiek...nakręciłabym sobie że jesteś ślicznym germańskim najeżdżcą z miną spaniela:)))
                                                  • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 21:00
                                                    zawle napisała:

                                                    > Raz że to było pare lat temu. Dwa że nie mogłam zmarnować tak cudownie zapowiad
                                                    > ajacej się przyjazni:)
                                                    ------
                                                    Kobieca perspektywa ale rozumiem. Tez nie moglbym zmarnowac na rzecz przyjazni tak cudownie zapowiadajacego sie ruchanka.

                                                    > A kto tam zaraz wymaga cokolwiek...nakręciłabym sobie że jesteś ślicznym germań
                                                    > skim najeżdżcą z miną spaniela:)))
                                                    ---------
                                                    Nie to zeby mi to specjalnie przeszkadzalo ale masz na mysli Jona Snowa czy Nicolasa Cage'a?
                                                  • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 21:02
                                                    Raczej Jona..fenomenu Nikolasa nie ogarniam...ma minę idioty.
                                                  • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 21:08
                                                    zawle napisała:

                                                    > Raczej Jona..fenomenu Nikolasa nie ogarniam...ma minę idioty.
                                                    -----
                                                    No to chyba moglbym miec problem z dojsciem (taki zarcik) majac swiadomosc, ze stukajac cie ty wyobrazasz sobie, ze stuka cie Jon Snow. On byl bekartem!
                                                  • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 21:12
                                                    Ale tylko do siódmego sezonu:)))
                                                  • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 21:19
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ale tylko do siódmego sezonu:)))
                                                    -----
                                                    Po siodmym sezonie przestane miec problem z dochodzeniem? A jak sie to liczy te sezony? Mam siedem sezonow (lat?) stukac te sama babke?
                                                  • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 21:29
                                                    Pomyliły Ci sie problemy..Ty masz z dochodzeniem, on z pochodzeniem. Okaże sie w 7 sezonie że jest synem Lyanny Stark i Rhaegara Targaryena..bękart ale z jakiej krwi:)
                                                  • wont2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 21:49
                                                    zawle napisała:

                                                    > Pomyliły Ci sie problemy..Ty masz z dochodzeniem, on z pochodzeniem. Okaże sie
                                                    > w 7 sezonie że jest synem Lyanny Stark i Rhaegara Targaryena..bękart ale z jaki
                                                    > ej krwi:)
                                                    ----
                                                    Dobra dobra. Wyguglalem tego Rhaegara i moj problem to jakis pikus w porownaniu z ruchaniem ciotki :) Kurwa, jak w tym Westeros ma byc normalnie jak tam brat rznie siostre i plodzi debili nastepcow tronu a teraz ten stuka i kocha pewnie swoja ciocie. I cala IDEA sprowadza sie do tego, zeby spanielek poruchal ciocie, splodzil kolejnych debilkow az do nastepnego buntu, zeby ktos inny mogl plodzic innych debilkow. Ech...
                                                  • lybbla Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 21:59
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Dobra dobra. Wyguglalem tego Rhaegara i moj problem to jakis pikus w porownaniu
                                                    > z ruchaniem ciotki :) Kurwa, jak w tym Westeros ma byc normalnie jak tam brat
                                                    > rznie siostre i plodzi debili nastepcow tronu a teraz ten stuka i kocha pewnie
                                                    > swoja ciocie. I cala IDEA sprowadza sie do tego, zeby spanielek poruchal ciocie
                                                    > , splodzil kolejnych debilkow az do nastepnego buntu, zeby ktos inny mogl plodz
                                                    > ic innych debilkow. Ech...

                                                    No ale co poradzisz, wtedy jest dramat, ba grecka tragedia,, poświęcenie, niesmak a nie, żeby było miło i smakowicie;)

                                                    Stąd się chyba wzięła nazwa cocker spaniel.
                                                  • zawle Re: Zmiany zaczynamy od siebie 30.08.17, 07:18
                                                    No skad wziąć Wont tylu szlachetnie urodzonych?;)
                                            • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 20:33
                                              wont2 napisał:

                                              > A nie bylbys bardziej dumny, mistrzu jedi, gdyby udalo ci sie potomkow swoich n
                                              > a porzadnych ludzi wyprowadzic?

                                              Na to wyprowadzać ich nie muszę. Z rodziców przykład biorą.

                                              A potem sie dziwia, ze lud na pis glosuje, ja p
                                              > ierdole...

                                              Nie dziwię ludowi co na PiS głosował i Nie mam do niego pretensji.
                                              Natomiast dziwię się tym co w ogóle nie głosowali i do nich mam pretensje. Tacy mądrzy, wykształceni, a mohery ich ograli jak neptków. Wstyd.
                                  • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 20:21
                                    hello- kitty2 napisała
                                    <Ninek wypowiadasz sie nie na temat, w tym nie na temat sa opisy mojego zycia>
                                    >. Ja nie wiem, ze Aandzia moze zaprezentowac wlasne odmienne doswiadczenia bez wieszania sie na moim zyciu.>

                                    Jesteś tu bodajże jedyną osobą , która wrzuca najwięcej osobistych szczegółow dotyczących życia swojego,jak i bliskich ,i znajomych,często wtrącanych ot tak, jako przerywnik prawie że,a potem masz pretensje , że ktoś Ci je wywleka i odnosi się do nich.No i to ciągłe dyscyplinowanie innych, że piszą nie na temat i nic nie wnoszą do prezentowanego wątku.Tylko ileż i co nowego, odkrywczego można wciąż wnosić, skoro większość ( jak nie wszystkie) tematów było już poprzerabianych ze wszystkich stron ,a gros odpowiedzi, czy stanowisk i komentarzy poszczególnych osób zwyczajnie się powtarza. Właśnie te scenki,wyimki z życia,jakieś wspominki( również Twoje) ,opisy snów ( vide Wont ostatnio),sytuacje, które komuś się zdarzają, po trosze humorystyczne,po trosze dramatyczne czy smutne są w tym wszystkim najciekawsze- jak to w maglu;)
                                    • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 28.08.17, 21:10
                                      ninek04 napisała:

                                      > Jesteś tu bodajże jedyną osobą , która wrzuca najwięcej osobistych szczegółow
                                      > dotyczących życia swojego,jak i bliskich ,i znajomych,często wtrącanych ot tak,
                                      > jako przerywnik prawie że,a potem masz pretensje , że ktoś Ci je wywleka i odn
                                      > osi się do nich.No i to ciągłe dyscyplinowanie innych, że piszą nie na temat i
                                      > nic nie wnoszą do prezentowanego wątku.Tylko ileż i co nowego, odkrywczego możn
                                      > a wciąż wnosić, skoro większość ( jak nie wszystkie) tematów było już poprzer
                                      > abianych ze wszystkich stron ,a gros odpowiedzi, czy stanowisk i komentarzy po
                                      > szczególnych osób zwyczajnie się powtarza. Właśnie te scenki,wyimki z życia,jak
                                      > ieś wspominki( również Twoje) ,opisy snów ( vide Wont ostatnio),sytuacje, które
                                      > komuś się zdarzają, po trosze humorystyczne,po trosze dramatyczne czy smutne
                                      > są w tym wszystkim najciekawsze- jak to w maglu;)

                                      Wywlekanie ciagle tych samych, w kolko powtarzanych elementow z mojego zycia (za partner beka, pierdzi, nie uprawia ze mna seksu i ze Ty bys tak nie mogla, ect) w kazdej reakcji na roznice zdan jest po prostu nudne i nic niewnoszace. Oczywiscie pisz sobie to po raz piecsetny jesli to jest dla Ciebie takie istotne, z tym ze ja nie bede na to wiecznie reagowac, bo mnie to nie ciekawi. Z drugiej strony piszesz, ze i tak nic nie mozna napisac nowego, bo kazdy sie powtarza. Czyzby? Mysle, ze wiekszosc ludzi chetnie poczyta jak zamiast pisac po raz enty o moim piedzacym patrnerze (tak, wiemy pierdzi), o tym ze nie kazdy nadaje sie do zwiazkow (tak, wiemy nie kazdy) jak np w temacie wrzucisz swoje doswiadczenia z panami z klapiacym fiutem, z przedwczesnym wytryskiem czy niedochodzacym czy innym deficycie. Rozwijajac jak chlopu klapie to nadal jestes taaaaka nakrecona jak to zawsze przedstawiasz? I nie masz klopotu z orgazmem? Dalej pisalas z raz, ze z mezem mialas udany seks. No to popisz jak bylo z orgazmami po okresie zakochania. A z innymi partnerami przed mezem? Mialas jakies zwiazki? W ogole mam wrazenie, ze twoja postac to istnieje tylko od zwiazku z przemocowcem i co bylo potem, a przed przemocowcem twoje zycie nie istnialo? Nie mialas zadnych zwiazkow, relacji seksualnych, jakis obserwacji z rynku damsko-meskiego, doswiadczen, w ogole jakiegos zycia? Kazdy wrzuca mase zdarzen, mase obserwacji z CALEGO swojego zycia, jakby nie bylo troche juz zyjemy, a dla Ciebie tylko wazne na krzyz te pare biezacych rzeczy. I potem piszesz, ze nie ma nic okrywczego czy wnoszacego do napisania.
                                      • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 06:58
                                        hello - kitty2 napisała
                                        >W ogole mam wrazenie, ze twoja postac to istnieje tylko od zwiazku z przemocowcem i co bylo potem, a przed przemocowcem twoje zycie nie istnialo? Nie mialas zadnych zwiazkow, relacji seksualnych, jakis obserwacji z rynku damsko-meskiego, doswiadczen, w ogole jakiegos zycia? Kazdy wrzuca mase zdarzen, mase obserwacji z CALEGO swojego zycia, jakby nie bylo troche juz zyjemy, a dla Ciebie tylko wazne na krzyz te pare biezacych rzeczy. I potem piszesz, ze nie ma nic okrywczego czy wnoszacego do napisania. <

                                        Obawiam się, że mój poziom ekshibicjonizmu został już przekroczony w którymś momencie i więcej nic nie wycisnę.No i zresztą ja tu trafiłam właśnie z powodu beznadziei życia w tym konkretnym związku,która przekroczyła jakiś swój punkt krytyczny i gdy było mi bardzo źle właśnie z tego powodu, więc trudno oczekiwać, żebym nie odnosiła się wciąż do jednego i tego samego. To, co było przedtem jawi mi trochę jako ciąg nieobowiązujących przygód dziewczyny, która wyrwała się z prowincji do wielkiego miasta do momentu, w którym nastąpił trach i już było po wszystkim, po całym życiu i oczekiwaniach z nim związanych.To że to nudne i powtarzające się to ja to sama wiem, nikt mi nie musi mówić.
                                        • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 29.08.17, 08:06
                                          ninek04 napisała:

                                          > Obawiam się, że mój poziom ekshibicjonizmu został już przekroczony w którymś mo
                                          > mencie i więcej nic nie wycisnę.No i zresztą ja tu trafiłam właśnie z powodu be
                                          > znadziei życia w tym konkretnym związku,która przekroczyła jakiś swój punkt kry
                                          > tyczny i gdy było mi bardzo źle właśnie z tego powodu, więc trudno oczekiwać,
                                          > żebym nie odnosiła się wciąż do jednego i tego samego. To, co było przedtem ja
                                          > wi mi trochę jako ciąg nieobowiązujących przygód dziewczyny, która wyrwała się
                                          > z prowincji do wielkiego miasta do momentu, w którym nastąpił trach i już było
                                          > po wszystkim, po całym życiu i oczekiwaniach z nim związanych.To że to nudne i
                                          > powtarzające się to ja to sama wiem, nikt mi nie musi mówić.

                                          A to tylko jeden zwiazek? I tylko po jednym stwierdzasz, ze sie nie nadajesz? Byc moze dlatego przykladasz taka wage do mojego obecnego zwiazku, do mojego obecnego partnera, tyle, ze ja mialam pare zwiazkow, w tym mieszkalam z paroma panami, to tez nie przykladam az tak duzej wagi do stanu obecnego, bo to tylko jakas czesc mojego zycia i wcale nie najwazniejsza.
                          • gogol77 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 16:58
                            hello-kitty2 napisała:
                            > A co do Twojego ego to nie sadzisz, ze jest to nieco chorobliwe zeby wiecznie podkreslac jego obecnosc i waznosc? >

                            Bo z moich doświadczeń i obserwacji widzę, że faceci z przyzwoitym ego (a dokładniej z poczuciem własnej wartości) lepiej się w życiu mają. Panie zresztą też.
                            A jednym (choć na pewno nie jedynym) z czynników poprawiających to poczucie jest udane życie seksualne.
                            Oczywiście że dla niektórych ta sfera życia nie ma znaczenia (ci wkładają sutanny), ale dla mnie od zawsze miała.
                            I nie wiem co u mnie więcej ważyło:
                            - z ust kochanki: ale było mi pięknie!
                            czy też:
                            - z ust szefa: good job panie...
                            Jedno i drugie łaskotało moje...ego. Dobra, niech Ci będzie, łaskotało moją próżność. Może być?
                        • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:41
                          gogol77 napisał:

                          > Zawle zniszczyłaś moje ego!!! Ja myślałem, że wy odlatujecie bo ja jestem taki
                          > zajebisty ;-)

                          Nie przejmuj się, to działa w obie strony. Bez względu na płeć, jeśli ktoś ma nieco oleju w głowie i obdarzony jest sprytem, to stosuje turbo. Efekt się liczy.
                          Ale turbo nie bardzo pasuje do tego wątku. Koledze błyskawicznemu raczej hamulce są potrzebne. Czyli coś przeciwnego do turbo.
                          Ja bym proponował mu, by w trakcie bara bara, ulokował był on pod swą czaszką wizerunek damy tej memy.pl/mem/21340/Od_26_x_koniec_seksu_wy_zboczency

                        • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 13:14
                          gogol77 napisał
                          >Zawle zniszczyłaś moje ego!!! Ja myślałem, że wy odlatujecie bo ja jestem taki zajebisty ;-)
                          A tu się okazuje, że wy (i kitty i cholera wie jeszcze która) to sobie puszczacie porno filmiki.
                          A nami to się tylko masturbujecie! Pod te filmiki.<

                          A tam takie gadanie. No pewnie, że najbardziej kręci zajebistość mężczyzny, z którym się jest w łóżku i stąd te odloty. Nic dodatkowo ( ani nikogo) nie trzeba dokręcać sobie w głowie, żeby było zajebiście, no chyba że sceny porno z nim w roli głównej, ale to już w przerwach, a nie w trakcie.
                  • ninek04 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 19:42
                    gogol 77 napisał
                    >A potem to się zaczęło tak, że żeby dojść musiałem się skupić. Takiego skupienia podobno potrzebuje większość kobiet. Niektóre to wyobrażają sobie że rucha je Brad Pit.
                    Teraz zdarza mi się, że nie daję rady dojść :-(.<

                    No właśnie, Gogol, wybacz bezpośredniość, ale cz Ty w tym wieku odczuwasz nadal popęd płciowy? Z tego co piszesz, wynika, że tak, ale zastanawiam się czasem na ile to jest ten pierwotny popęd, potrzeba seksualna, a na ile chęć zaspokojenia kobiety,już teraz bardziej w emocjonalnym wymiarze, którą kochasz i która kocha Ciebie.
                    • gogol77 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:33
                      ninek04 napisała:
                      >.. ale czy Ty w tym wieku odczuwasz nadal popęd płciowy?

                      Wpisałem w google: "popęd płciowy". I najbardziej podoba mi się (za Wiki): Według Hansa Giesego popęd seksualny to wybiórczy stan gotowości na przyjęcie partnera w zakresie jego płciowości.
                      Oczywiście słowo "wybiórczy" ma tu zasadnicze znaczenie! Dużo większe teraz niż kiedyś, gdy bywało, że "wszystko co się rusza".
                      I tak jest, że gotowość partnerki, na którą ja lecę - na seks ze mną (czytaj jej chętka) jest czymś co generuje moje podniecenie, moje libido, nawet jeśli jeszcze chwilę temu seks uważałem za przereklamowany.
                      I z całą pewnością nie jest to tak, że widząc, że jej się chce - ja muszę spełnić swoją powinność. Mnie się też zwyczajnie chce.
                      A, że Ona gdy tą swoją, dla mnie niesamowicie atrakcyjną seksualnością - mi go stawia (i mówi, że jest z tego dumna) - to mój fuks.
                      • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 27.08.17, 12:48
                        gogol77 napisał:

                        > A, że Ona gdy tą swoją, dla mnie niesamowicie atrakcyjną seksualnością - mi go
                        > stawia (i mówi, że jest z tego dumna) - to mój fuks.

                        Jej też, bo chciała i dostała.
                        Co do niesamowitej atrakcyjności, to chyba wiesz, że nie ma nieatrakcyjnych kobiet, a, że czasami takie można odnieść wrażenie, to wynika ono tylko z braku wina, lub innego alko.
      • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 04:06
        maz83 napisał(a):

        > Dosłownie mnie załamaliście... Z tego co ostatecznie czytam wynika, że to ja i
        > mój problem z wytryskiem jest źródłem wszystkich problemów i upadku związku.
        >
        > Przepraszam za chaotyczną wypowiedź. Lekko się upodliłem i upiłem czytając wasz
        > e komentarze :(

        Za darmo chciałeś wartościową radę? w internecie? :D
      • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 06:22
        maz83 napisał
        >Dosłownie mnie załamaliście... Z tego co ostatecznie czytam wynika, że to ja i mój problem z wytryskiem jest źródłem wszystkich problemów i upadku związku. <

        >Przykro mi bo wynika z tego, że w wieku 35 lat jestem na przegranej pozycji i jedyne co mi pozostało to "dyskretna masturbacja" zamiast próbowania sił w seksie do którego się nie nadaję... Ależ to jest poniżające - może nawet nie jestem mężczyzną, może powinienem uwolnić żonę od siebie a potem nie zatruwać życia żadnej innej kobiecie. <

        No ale czego właściwie oczekiwałeś? Pocieszenia i zwalenia całej " winy " na żonę. Z tego, co i jak piszesz Twoim priorytetem jest budowanie szczęścia rodzinnego z tą właśnie kobietą, miłe, spokojne życie, powiększanie rodziny, dobre, intymne relacje z nią właśnie( a nie rozejście się i zaczynanie wszystkiego od nowa z kim innym - to z góry chyba wykluczasz i Ty i ona). No ale samo się nie zrobi, współpraca, chęć do zmian musi być obopólna, a nie jednostronna. A w tej relacji to Twoja żona traktuje Cię z góry, obwinia za obcięcie swoich( nie Twoich) poborów, odpycha, czy nawet brzydzi się Tobą w łóżku,jeździ po Tobie jak po łysej kobyle, a Ty nic sobie z tego nie robisz, tylko marzysz, rozpływasz się z maślanymi oczami nad tym, co byś z nią chciał robić w łóżku. Depresja też nie wzięła się znikąd i nie ułatwia sprawy, a Ty zamiast wsparcia od żony dostajesz wymówki i chłód. Tam u was w związku tych nierozwiązanych, nakładających się na siebie problemów jest sporo, więc nie ma co się dziwić, że seks kuleje, bo jak ma nie kuleć w takiej atmosferze i w takich warunkach. Jeśli obojgu zależy wam na utrzymaniu związku i rodziny to może warto rozważyć pomoc specjalisty, jakąś terapię?
      • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 07:27
        maz83 napisał(a):

        > Z tego co ostatecznie czytam wynika, że to ja i
        > mój problem z wytryskiem jest źródłem wszystkich problemów i upadku związku.

        Nie stwierdziłem by ktoś tu użył zwrotu, wszystkie. A, że to mężczyzna jest w związku sternikiem i głównym organem decyzyjnym (powinien być), to Ci się dostaje. Lenisz się troszkę i masz tendencje do załamywania rąk w przypadkach gdy coś nie wychodzi.
        No i nie lekceważ wpływu czynnika zewnętrznego na Twoje stosunki z żoną. Pytałem o te czynniki. Czy burki nie kręcą się wokół tej twojej. To pytania kluczowe i musisz znać odpowiedź na nie. Nikomu nie uda się miło, spokojnie i dostatnio żyć w domu wokół którego i po którym pętają się podejrzani osobnicy. Czytaj, że to priorytetowe zadanie. Posprzątasz dookoła, po tym zajmiesz się wnętrzem.
        To wykonalne, masz tylko 35 lat.


        > Przykro mi bo wynika z tego, że w wieku 35 lat jestem na przegranej pozycji i j
        > edyne co mi pozostało to "dyskretna masturbacja"
        > Przepraszam za chaotyczną wypowiedź. Lekko się upodliłem i upiłem czytając wasz
        > e komentarze :(
      • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 08:27
        > Dosłownie mnie załamaliście... Z tego co ostatecznie czytam wynika, że to ja i
        > mój problem z wytryskiem jest źródłem wszystkich problemów i upadku związku.

        Nie. Twój problem z wytryskiem jest pierwszą rzeczą, ktora powinna zostać załatwiona. U specjalisty.

        Druga rzecz. Nie użalają sie nad sobą, a jeśli już musisz, to rob to nie dłużej niż 15 minut. I nigdy w obecności żony. Ona oczekuje od Ciebie dzialania i sprawczości, a nie samobiczowania. Na forum po czymś takim moze ktoś Ci da kopa na rozpęd, u Twojej zony jedynie wzrośnie poziom zniechęcenia i odrzutu.
        • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 08:58
          zyg_zyg_zyg napisała:
          > Nie. Twój problem z wytryskiem jest pierwszą rzeczą, ktora powinna zostać załat
          > wiona. U specjalisty.

          Czy nie jest tak, ze wspolczesna seksuologia zwiazkow opiera sie na stworzeniu wlasciwej atmosfery miedzy partnerami, wdrazaniu wspolnych cwiczen, wzajemnej pomocy, a chemia ma tylko pomoc skierowac sprawy na wlasciwe tory? Wyobrazasz sobie terapie z partnerem, ktory odmawia kooperacji? Skad on ma wlasciwie wiedziec, ze problem mija, jesli wspolzyje raz na miesiac?

          > Druga rzecz. Nie użalają sie nad sobą, a jeśli już musisz, to rob to nie dłużej
          > niż 15 minut. I nigdy w obecności żony. Ona oczekuje od Ciebie dzialania i spr
          > awczości, a nie samobiczowania. Na forum po czymś takim moze ktoś Ci da kopa na
          > rozpęd, u Twojej zony jedynie wzrośnie poziom zniechęcenia i odrzutu.

          A to na bank. Uzalanie sie nic nie zmieni. Trzeba walczyc, czesto na przekor innym, zamiast oczekiwac pomocy. Autora namawiam do powaznej, wielowymiarowej pracy nad wlasna atrakcyjnoscia. Nie dla zony, bo ona nie zauwazy nawet gdyby zaczal chodzic po domu w kostiumie z pawich pior i czerwonej peruce. Dla siebie. To wzmacnia pewnosc siebie i jest podstawa dzialania.
          • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 09:30
            "Czy nie jest tak, ze wspolczesna seksuologia zwiazkow opiera sie na stworzeniu wlasciwej atmosfery miedzy partnerami, wdrazaniu wspolnych cwiczen, wzajemnej pomocy, a chemia ma tylko pomoc skierowac sprawy na wlasciwe tory?"

            Nie. Tak było 40 lat temu u Wislockiej. Obecnie podstawą jest farmakologia. Treningi są zalecane ale raczej obok. Psychoterapię oferuja ci, którzy nie maja uprawnień do wypisania prochów.

            Szybkostrzelność nie pojawila sie u Meza83 z powodu agresywności i aseksualności jego zony, wiec i leczenia nie należy rozpoczynać od zony. Zwłaszcza że moze być tak, jak niektórzy sugerują, tzn. agresywność i aseksualność moze byc pochofną nieleczonych przez lata zaburzeń wytrysku męża.
    • rolex392 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.04.20, 11:42
      Ja miałem podobnie a ty też widzę że masz poważny problem bo z jednej strony przedwczesny wytrysk a z drugiej słaba erekcja. Żadne specyfiki nie działają na jedno i drugie jednocześnie bo to się wyklucza bardzo długo sie namęczyłem żeby znaleźć jakiś sposób na opóźnienie wytrysku i jednocześnie wzmocnienie erekcji, przetestowałem dziesiątki preparatów i sposobów opisywanych w internecie, również alkohol, popersy itp... jak na razie najlepiej sprawdzają się na to takie niedrogie tabletki o dziwnej nazwie Stud Pills biorę je juz od dłuższego czasu i wydają się całkiem dobrze radzić z tym nie wiem jak u innych z tego co wyczytałem biorą je na różne seksualne problemy nawet o podłożu psychicznym. Może pomogę tobie
    • marlenka87 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.04.20, 01:16
      Po pierwsze zacznijcie szczerze ze sobą rozmawiać, co wam przeszkadza, w czym ładnie wyglądacie, jakie zachowania wam przeszkadzają. Po drugie wprowadźcie rochę pikanterii do swojego związku, może warto razem obejrzeć film porno, pogadać wieczorem w łóżku o fantazjach, w ostateczności można udać się do seksuologa, jeśli chodzi o przedwczesny wytrysk, mój mąż też miał taki etap w swoim życiu, wtedy pomógł nam coś w stylu żelu, czasami zamawiamy tutaj zaskoczeni.com.pl , pewnie można też znaleźć w aptekach ale gdzie to nie podpowiem bo nie wiem :D
    • maricen Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 28.04.20, 07:21
      Te tabletki Stud Pills o których ktoś tam pisał wcześniej działają ale jak sie bierze tylko przed stosunkiem i sporadycznie to trzeba wziąć zamiast jednej to dwie
Pełna wersja