Dodaj do ulubionych

Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy!

23.08.17, 13:02
Postanowiłem tu napisać szukając pomocy....

#1 - wersja męża:
Seks nam się sypie a za jego sprawą i małżeństwo - z dwóch powodów, które chyba jakoś się łączą ze sobą :(

Pierwszy powód to mój przedwczesny wytrysk. Bardzo bolesna i krępująca sprawa, której nie potrafię rozwiązać w żaden sposób jaki gdzieś znajduję. Po prostu - jakbym się nie starał i jak nie kombinował to nie jestem w stanie zadowolić swojej żony w łóżku. Nijak - na początku pieszczoty (już dość schematycznie - ale o tym za chwilę) a potem krótka "penetracja" trwająca minutę - może trzy, która mnie po 10 latach małżeństwa daje więcej wstydu i poczucia porażki i niezadowolona w łóżku Ona. No bo jak ma się czuć kobieta, która nie ma przeze mnie orgazmów pochwowych w trakcie stosunku???

No i właśnie tu jest druga część problemu. Cały ten problem z przedwczesnym wytryskiem spowodował, że nasz seks stał się schematyczny i nudny. Standardowy przebieg - chwila całowania, "minetka" z łechtaczkowym orgazmem i chwila penetracji.. Żałosne - prawda? Inaczej już chyba jednak nie umiem bo funkcjonuję w poczuciu wstydu i rezygnacji z seksu - bo i po co miałbym o to zabiegać skoro nie wychodzi z tego nic fajnego. Seksualnie i intymnie oddalamy się od siebie dramatycznie. Żona - podejrzewam, że na skutek frustracji i braku spełnienia potrzeb odsuwa się ode mnie. Każdy dotyk i każda próba pieszczot są złe - drażnią, drapią, denerwują. Dotknąć się nie da, "chwycić za cycka" - nie rusz bo nie teraz, pieszczoty w jej stronę - nie z tej strony, nie tak, za szybko, za wolno - czego bym nie próbował to wszystko źle.

Nie wiem co mam robić - wpadamy w błędne koło. Ja się wycofuję z seksu przez ciągłe porażki (czasem zdarzają się problemy ze wzwodem - leczę się na depresję od roku (Trazodon i Sertralina)) a jeśli nawet próbuję coś zrobić (ostatnio prosiła żebym ją "zerżnął porządnie" - to poczułem się jak "gówno w przeręblu bo wiedziałem, że nie podołam") to jej niechęć - okazywana również na twarzy i totalnie biernym zachowaniem mnie zniechęca i deprymuje - chwilami czuję się jakbym ją gwałcił - leży z zamkniętymi oczami, nie dotknie mnie, nie podniesie ręki żeby coś zrobić, pieszczoty z jej strony to rzadkość - jej "lodzika" odbieram raczej jako symulację samej siebie do osiągnięcia jakiegoś podniecenia (podczas "minetki" lubi mieć mnie w ustach...)

Nie chcę teraz wchodzić w głębsze aspekty naszego związku ale na ew. pytania odpowiem w toku dyskusji. Rozjaśniając jednak - mamy po nieco ponad 30 lat, mieszkamy we własnym mieszkaniu, mamy dziecko w wieku przedszkolnym, oboje pracujemy...

To teraz tyle ode mnie. Wysyłam link do tego wpisu do żony licząc, że napisze jak Ona to widzi i czy czegoś nie nakłamałem...

Obserwuj wątek
    • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 23.08.17, 14:10
      I od zawsze tak było?- z tą partnerką od początku ,od kiedy zaczęliście uprawiać seks, czy Twoje problemy wystąpiły po jakimś czasie dopiero, albo w wyniku jakichś problemów małżeńskich między wami?( np.wlasnie Twojej depresji, chyba że depresja to już konsekwencja m.in. tych problemów łóżkowych) .A sildenafil próbowałeś stosować?
      • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 23.08.17, 14:27
        Przedwczesny wytrysk był zawsze, od samego początku. Na początku znajomości to było w ogóle tak, że to ja miałem libido a moja wówczas dziewczyna chciała się często kochać - ale było ciężko z możliwościami. Najpierw mieszkaliśmy w wynajętym pokoju ze współlokatorami obok, potem u jej rodziców na jednym pokoju - dopiero potem wynajęliśmy kawalerkę, potem kupiliśmy pierwsze mieszkanie i poszliśmy na swoje.

        Z problemami ze wzwodem to problemów nie ma tak często żebym musiał brać Viagrę - wynika to bardziej ze stanu psychicznego i lęku przed seksem albo braku psychicznego podniecenia a nie sytuacji, że "jestem napalony jak cholera" ale interes nie działa :(

        Kilka dni temu wieczorem żona zebrała się na coś odważnego - przyszła naga, przytulała się, zaczęła mi robić "hiszpana" - a u mnie w PSYCHICE zero reakcji, jakbym był z kamienia!

        Ja seks zawsze postrzegam bardzo emocjonalnie i nie potrafię uprawiać "seksu dla sportu" (choć zdarza mi się masturbować - ale rzadko...) - do seksu musi dla mnie najpierw istnieć relacja uczuciowa. Nie potrzebuję widzieć samych "cycków i cipki" ale muszę w partnerce widzieć chęć do seksu i zbliżenia się...

        Myślę, że sporym problemem jest również choroba jaką przeszedłem na początku naszego związku - bowiem dawno temu na skutek "przeleczenia" antybiotykami nabawiłem się grzybicy (kandydoza) - i skutkiem tego chyba ze dwa lata mieliśmy ogromne problemy z seksem - bo ciągle "coś mi wyskakiwało" - starałem się Jej to rekompensować pieszczotami ale na dłuższą metę nie mogło to zdać egzaminu.

        Co do problemów w małżeństwie to myślę, że jakoś bardzo nie odstajemy "od normy" - może poza tym, że przez depresję i rozwaloną tarczycę bywam nerwowy i sporo przeklinam pod nosem.

        Nie wiem czy to ma znaczenia ale ja wcześniej miałem tylko dwie partnerki. Dla żony byłem "pierwszym" - czego skutkiem jest to, że czasem mówi (w czym ma sporo racji!) - że ja ją nauczyłem bierności w łóżku (choć wampem to ona też nie jest...).
        • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 23.08.17, 16:20
          A jakie masz właściwie oczekiwania w tej sytuacji, którą tak dość dokładnie tutaj opisałeś- chciałbyś zmian ze strony żony, większej akceptacji, starań ( choć wynika z tych opisów, że się stara i jej zależy), czy zmiany siebie, swojego zachowania, podejścia? - bo sam przyznajesz, że gdzieś w Tobie tkwi jakaś bariera,blokada psychiczna, przeszkadzająca we wspólnym cieszeniu się seksem i intymnością.
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 12:03
            Oczekiwania mam przede wszystkim wobec siebie. Nie mogę oczekiwać od żony, że będzie szczęśliwa jeśli ja nie mogę jej fizycznie zadowolić i spełnić jej potrzeb.

            Bariera i blokada psychiczna to właśnie problem z nieustannym przedwczesnym wytryskiem - czego skutkiem jest brak spełnienia potrzeb żony i brak jej satysfakcji co ostatecznie przekłada się na obustronną frustrację i zniechęcenie.
            • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 22:21
              maz83 napisał(a):

              > Oczekiwania mam przede wszystkim wobec siebie. Nie mogę oczekiwać od żony, że b
              > ędzie szczęśliwa jeśli ja nie mogę jej fizycznie zadowolić i spełnić jej potrze
              > b.
              >
              > Bariera i blokada psychiczna to właśnie problem z nieustannym przedwczesnym wyt
              > ryskiem - czego skutkiem jest brak spełnienia potrzeb żony i brak jej satysfakc
              > ji co ostatecznie przekłada się na obustronną frustrację i zniechęcenie.

              Orgazmy ma, inicjuje cały czas, nie jest źle, jest co ratowac :-)




              --
              Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
              Zawle
                • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 13:09
                  maz83 napisał(a):

                  > aandzia43 napisała:
                  >
                  > > Orgazmy ma, inicjuje cały czas, nie jest źle, jest co ratowac :-)
                  >
                  > Gdzieś może źle się wyraziłem - w zasadzie tylko ja inicjuję seks :(

                  "Przyszła naga, zaczęła się przytulac, robić hiszpana". To chyba inicjuje?


                  --
                  Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                  Zawle
                  • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 13:19
                    No jednak nie. Napisałem właśnie tak w poprzednim komentarzu (forum.gazeta.pl/forum/w,15128,164527243,164527243,Jak_ratowac_seks_w_malzenstwie_Pomocy_.html?p=164527678):

                    > Kilka dni temu wieczorem żona zebrała się na coś odważnego - przyszła naga, przytulała się, zaczęła mi robić "hiszpana" - a u mnie w PSYCHICE zero reakcji, jakbym był z kamienia!

                    Użyłem słowa "odważnego" bo właśnie ona nie inicjuje seksu i było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, że coś takiego się stało. Czasem w pretensjonalny i niezbyt przyjemny sposób wypomina mi, że ja nie inicjowałem ale sama z siebie w zasadzie nie zrobi nic :(
    • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 23.08.17, 15:58
      Wydaje mi się, że seks jest dla Ciebie nie źródłem radości, rozkoszy, ale nerwów, rozczarowania niewykonaniem zadania i w końcu depresji. Za dużo myślisz i się zadręczasz, że nie jesteś super-kochankiem. Jak babka mówi, żebys ja porządnie zerżnął, to jak mówią: just do it. Skupiasz się na własnych niedoskonałościach, co Cię frustruje.
        • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 16:34
          maz83 napisał(a):

          > Myślę, że to o czym mówisz jest raczej skutkiem mojej "łóżkowej formy" z której nie potrafię się wyrwać, uwolnić. Jak mam ją "zerżnąć" skoro wiem, że skończę zanim ona się rozkręci - to wydaje się trochę absurdalne :(
          -----------------------------
          Zobacz, co znaczy ,,zerżnąć".
          www.miejski.pl/slowo-Zer%C5%BCn%C4%85%C4%87
          Wielu facetów bardzo chciałoby, żeby ich babka im powiedziała: ,,a teraz mnie zerżnij", ale ty zamiast cieszyć sie z tego, co masz, wolisz robić sobie problemy i wpadać w depresję.
          BTW, skonsultowałem to z moją kobietą.
          • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:31
            marek.zak1 napisał
            >Wielu facetów bardzo chciałoby, żeby ich babka im powiedziała: ,,a teraz mnie zerżnij<

            A twoja Ci to mówi,od czasu do czasu, albo może ciągle? A Ty jej też to mówisz- że za chwilę,jak tylko przyjdziesz, albo wrócisz, to ją zerżniesz?;)

            >, skonsultowałem to z moją kobietą. <

            Marek, a twoja, powiedzmy, rozmawiając ze swoimi przyjaciółmi, czy w jakichś innych kręgach, też wyraża się o Tobie bez przerwy per " mój"? Mój powiedział to,mój sądzi tak, skonsultowałam to z moim, mój uważa, że coś tam, mój pozwolił mi na,mój mnie rozumie? itd.Mnie akurat mierzi i drażni to Twoje bezosobowe w gruncie rzeczy określenie bliskiej osoby, jako " moja ", nic nie poradzę.

            • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:59
              ninek04 napisała:

              > marek.zak1 napisał
              > >Wielu facetów bardzo chciałoby, żeby ich babka im powiedziała: ,,a teraz mnie zerżnij<
              >
              > A twoja Ci to mówi,od czasu do czasu, albo może ciągle?
              -----------------------------
              Miałem na myśli facetów, których żony nie chcą, choćby Sabata.
              Ja bardzo cenię oceną mojej kobiety, bo widzi sprawy inaczej, niż ja.
              • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 17:16
                marek.zak1 napisał
                >Miałem na myśli facetów, których żony nie chcą, choćby Sabata.
                Ja bardzo cenię oceną mojej kobiety, bo widzi sprawy inaczej, niż ja.<

                Ale czemu wciąż odnosisz się do żon innych mężczyzn, skoro pytanie było skierowane do Ciebie?. W jakiej sprawie cenisz ocenę twojej? - W kwestii bycia zerżnietą? - Twoja odpowiedź jest nijaka, dalej nie wiem, czy twoja mówi Ci, że chciałaby, żebyś ją zerżnął i czy mówisz jej, że np.dziś wieczorem ją zerżniesz.
                • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 18:30
                  ninek04 napisała:

                  > marek.zak1 napisał
                  > >Miałem na myśli facetów, których żony nie chcą, choćby Sabata.
                  > Ja bardzo cenię oceną mojej kobiety, bo widzi sprawy inaczej, niż ja.<
                  >
                  > Ale czemu wciąż odnosisz się do żon innych mężczyzn, skoro pytanie było skierow
                  > ane do Ciebie?. W jakiej sprawie cenisz ocenę twojej? - W kwestii bycia zerżni
                  > etą? - Twoja odpowiedź jest nijaka, dalej nie wiem, czy twoja mówi Ci, że chcia
                  > łaby, żebyś ją zerżnął i czy mówisz jej, że np.dziś wieczorem ją zerżniesz.
                  ---'''''''''''------
                  Odnioslem sie do zony autora watku ktora zaproponowala mu te zerzniecie. IWielu facetow to lubi i po takiej propzycji od razu przystepuja do dziela
                  • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 18:47
                    marek.zak1 napisał
                    >Odnioslem sie do zony autora watku ktora zaproponowala mu te zerzniecie. IWielu facetow to lubi i po takiej propzycji od razu przystepuja do dziela<

                    A Ty się do nich zaliczasz?
                    No i autor wziął się za rżnięcie żony, spuścił się zaraz, a ona zaczęła na niego warczeć - więc Twoja rada raczej, czy komentarz raczej od czapy w tym konkretnym przypadku.
                    • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 27.08.17, 19:27
                      ninek04 napisała:

                      > marek.zak1 napisał
                      > >Odnioslem sie do zony autora watku ktora zaproponowala mu te zerzniecie. I Wielu facetow to lubi i po takiej propzycji od razu przystepuja do dziela<
                      >
                      > A Ty się do nich zaliczasz?
                      > No i autor wziął się za rżnięcie żony, spuścił się zaraz, a ona zaczęła na niego warczeć ------------------
                      Nie. Odmówił. Czułby sie jakby ja gwałcił.
          • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:36
            Nie bardzo wiem o co ci chodzi Marku. Przecież ona ją rżnie. Minutę, trzy. Czy ma zaniechać tej minety przed włożeniem jej żeby była bardziej zadowolona? Sądzisz że odpuszczenie sobie pieszczot, włożenie i spuszczenie się po chwili pomoże zadowolić żonę? Wybacz, ale moim zdaniem nie pomoże.


            --
            Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
            Zawle
            • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:55
              aandzia43 napisała:

              > Nie bardzo wiem o co ci chodzi Marku. Przecież ona ją rżnie. Minutę, trzy. Czy ma zaniechać tej minety przed włożeniem jej żeby była bardziej zadowolona? Sądzisz że odpuszczenie sobie pieszczot, włożenie i spuszczenie się po chwili pomoże zadowolić żonę? Wybacz, ale moim zdaniem nie pomoże.
              --------------------
              Sądzę, że jej chodziło o to, żeby przestał się zakręcać jej orgazmami (które ma, ale te gorsze jego zdaniem, bo łechtaczkowe) , co prowadzi do jego stresów i depresji, tylko żeby to odpuścił i miał sam z seksu przyjemność. Nie wiem, co gorsze, brak orgazmu pochwowego, czy mąć z nerwicą i depresją. Możesz sama ocenić.
              • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 22:15

                > Sądzę, że jej chodziło o to, żeby przestał się zakręcać jej orgazmami (które ma
                > , ale te gorsze jego zdaniem, bo łechtaczkowe) , co prowadzi do jego stresów i
                > depresji, tylko żeby to odpuścił i miał sam z seksu przyjemność. Nie wiem, co
                > gorsze, brak orgazmu pochwowego, czy mąć z nerwicą i depresją. Możesz sama oce
                > nić.


                A może one i według niej gorsze, bo np. słabe jak kiepskie piwo albo bardzo trudno osiągalne? Ja tak mam: minetka jest sympatyczna ale do szczęścia potrzebuję solidnego rżnięcia. Mojego szczęścia, nie miłego nastroju w łóżku bo pan sobie ulżył przy pomocy kilku ruchów. Alo jakbym miała naprawdę fajne łechtaczkowe to bym się na miejscu tej pani nie obrażała na pana :-) Różnie to baby mają.



                --
                Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                Zawle
                  • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 23:05
                    marek.zak1 napisał:

                    > aandzia43 napisała:
                    >
                    > >
                    > Ja tak mam: minetka jest sympatyczna ale do szczęścia potrzebuję solidnego r
                    > żnięcia.
                    > ------------------------------
                    > TOŻ TO TA PANI MU TO WPROST POWIEDZIAŁA.

                    Ale ja o orgazmach: ja tylko (prawie) w wyniku stosunku, ona ma bez problemu (?) przy minetce. No raczej nie to samo, inne warunki wyjściowe.


                    --
                    Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                    Zawle
                    • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 23:12
                      aandzia
                      > > >
                      > > Ja tak mam: minetka jest sympatyczna ale do szczęścia potrzebuję solidn
                      > ego r
                      > > żnięcia.
                      > > ------------------------------
                      > > TOŻ TO TA PANI MU TO WPROST POWIEDZIAŁA.
                      >
                      > Ale ja o orgazmach: ja tylko (prawie) w wyniku stosunku, ona ma bez problemu (?
                      > ) przy minetce. No raczej nie to samo, inne warunki wyjściowe.

                      Ale pomijając orgazmy w ten czy inny sposób osiągane: miło jest się cieszyć maksymalną bliskością fizyczną czyli penetracją. Spokojnie, powoli, szybko, w różnym tempie i nastroju. Bez napięcia i jazdy wyłącznie w kierunku orgazmu (męskiego też). Tego im obydwojgu teraz brakuje.



                      --
                      Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                      Zawle
    • desygnator Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 15:17
      Przedwczesny wytrysk się leczy. Przyczyny mogą być różne - zarówno fizyczne, jaki i psychologiczne - zatem i sposoby leczenia są różne, ale farmakologia jest zasadniczo skuteczna. Byłeś u urologa? Mówiłeś o swoich problemach endokrynologowi, który leczy Cię na "rozwaloną tarczycę"? Rozważaliście wizytę u seksuologa?
    • dupa69blada Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 16:55
      Mam podobny problem do Twojego, zbyt wczesny wytrysk i problem z zaspokojeniem żony. Z jednej strony troszkę większy, bo moja nie miała nigdy nawet orgazmu łechtaczkowego, bo zawsze w pewnym momencie przerywa i chce penetracji. Też czasami wpadam w depresję ale nie wiem czy to z tego powodu, czy raczej wiąże się to z faktem kłótni lub/i brakiem seksu. W naszym związku też czasami miałem wrażenie, że żona tylko leży i narzeka co jest źle, a ja tylko się staram, ale pewnie miała już dość krótkiego seksu. Od czasu kiedy żona wpadła na pomysł żeby pobawić się Graya, troszkę się polepszyło i żona jest dużo bardziej "aktywna".
      W międzyczasie zacząłem stosować maści znieczulające: emla na receptę, lub Krem znieczulający Swiss Medical (oba z lidokainą) i działają całkiem nieźle, jest dużo dłużej ale troszkę jeszcze brakuje, przy ostrym rżnięciu przydałoby się jeszcze. Zastanawiałem się jeszcze czy by sobie nie skrócić wędzidełka, chociaż pani urolog powiedziała że jest ok, ale w temacie miała raczej kiepskie doświadczenie. Ale stwierdziła, bo przyszedłem do niej z bólem prostaty, że to przez kręgosłup (mam pracę siedzącą), który może powodować zbyt wczesny wytrysk. Wydaje mi się że to ma też związek z faktem uzależnienia od netu, przeglądając strony ciągle nowe, powoduje że rośnie poziom dopaminy i jakby ciągle jest człowiek podniecony, mam napięte mięśnie dna miednicy i później po 8 godzinach takiego siedzenia boli prostata. Wszystko to kończy się zbyt wczesnym wytryskiem. To już zrozumiałem, jednakże nie potrafię zmienić mojego trybu życia, staram się.
      Piszesz że rzadko się masturbujesz - to dobrze, a jak z pornografią, bo to raczej nie pomaga, a wręcz na pewno przyczynia się do zbyt wczesnego wytrysku, zwłaszcza wyrabianie nawyku szybkiego dochodzenia podczas masturbacji przy pornografii.
      ps. Fluoksetyną czyli prozakiem, też się leczy zbyt wczesny wytrysk, może za zgodą lekarza zmień leki. Ja troszkę żałuję że dłużej tego nie brałem, bo przy jednorazowej dawce nic nie pomogło w seksie. Jednakże ogólnie jakoś nie jest jestem przekonany do rozwiązywania depresji lekami, seks, sport, ruch lepiej chyba pomagają.
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,33135400,33135400,Krotko_mowiac_duzy_problem_prosze_Was_o_rady_.html#p33139322
      • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 18:03
        dupa69blada napisał:

        > Mam podobny problem do Twojego, zbyt wczesny wytrysk i problem z zaspokojeniem
        > żony. Z jednej strony troszkę większy, bo moja nie miała nigdy nawet orgazmu łe
        > chtaczkowego, bo zawsze w pewnym momencie przerywa i chce penetracji. Też czasa
        > mi wpadam w depresję ale nie wiem czy to z tego powodu, czy raczej wiąże się to
        > z faktem kłótni lub/i brakiem seksu.

        Jak masz tendencje to "wpadania w depresje" to zażyj antydepresant.
          • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 04:18
            dupa69blada napisał:

            > Wolę popracować nad sobą niż brać antydepresanty. Żeby zwiększyć sobie stężenie
            > jakiś neuroprzekaźników, jak serotonina czy dopamina wcale nie trzeba od razu
            > brać leków. Wiki: "Aktualnie, leki przeciwdepresyjne należą do najczęściej stos
            > owanych środków farmakologicznych"

            Nerwicy gimnastyką i sportem nie wyleczysz. A farmakologia oczywiście nie zamiast lecz oprócz.
            Generalnie zycie w dzisiejszych czasach cholernie cieżkie i powinni dodawać moim zdaniem antydepresanty do wody w kranie ;)
      • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 21:19
        Właściwy schemat leczenia to raczej leży w gestii lekarza jednak, a nie pacjenta - sugestia co do zmiany leków za zgodą lekarza brzmi z lekka niepoważnie. Zwłaszcza, że wymienione przez autora leki wykorzystuje się m.in.w leczeniu w ejaculatio precox,więc rzecz chyba nie w doborze leków.
    • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 18:12
      maz83 napisał(a):

      > Postanowiłem tu napisać szukając pomocy....
      >
      > #1 - wersja męża:
      > Seks nam się sypie a za jego sprawą i małżeństwo - z dwóch powodów, które chyba
      > jakoś się łączą ze sobą :(
      >
      > Pierwszy powód to mój przedwczesny wytrysk. Bardzo bolesna i krępująca sprawa,
      > której nie potrafię rozwiązać w żaden sposób jaki gdzieś znajduję. Po prostu -
      > jakbym się nie starał i jak nie kombinował to nie jestem w stanie zadowolić swo
      > jej żony w łóżku. Nijak - na początku pieszczoty (już dość schematycznie - ale
      > o tym za chwilę) a potem krótka "penetracja" trwająca minutę - może trzy,

      Trzy minuty to nie przedwczesny wytrysk. Przedwczesny to jest np. taki że jest zanim włożysz :) A ile by slubna chciała? bo jak sie okaże że pół nocy to bedziesz potrzebował kompanię pomocników :D
        • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 00:14
          ninek04 napisała:

          > A co jest nie tak w rżnięciu się przez pół ( a nawet całą) noc? Sugerujesz, ż
          > e by temu podołać, musiałbyś skrzyknąć pomocników? - to taki cienki Bolek z Cie
          > bie, czy o co chodzi? ;).

          Całą noc? super, jestem na tak, ale jakby sie panie tak powiedzmy co pół godziny zmieniały.
          Z ta sama cała noc? nuda, panie, nuda...
          • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:29
            druginudziarz napisał
            <Całą noc? super, jestem na tak, ale jakby sie panie tak powiedzmy co pół godziny zmieniały.
            Z ta sama cała noc? nuda, panie, nuda...>

            Ale tu przecież nie chodzi o to, że całą noc z jakimiś przypadkowymi paniami , tylko że o pół,czy całą noc z żoną - a co, z żoną już Ci się niby przejadło?
            • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 03:57
              ninek04 napisała:

              > druginudziarz napisał
              > <Całą noc? super, jestem na tak, ale jakby sie panie tak powiedzmy co pół g
              > odziny zmieniały.
              > Z ta sama cała noc? nuda, panie, nuda...>
              >
              > Ale tu przecież nie chodzi o to, że całą noc z jakimiś przypadkowymi paniami ,
              > tylko że o pół,czy całą noc z żoną - a co, z żoną już Ci się niby przejadło?

              A z czyją zona? masz jakiś dobry namiar? mało zon jest chetnych na takie fikumiku.
              A z moją to juz wogóle odpada, ona szczytuje wg meskiego modelu, szybciej ode mnie, a potem to już tylko spać.
              • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 06:01
                druginudziarz napisał
                >A z czyją zona? masz jakiś dobry namiar? mało zon jest chetnych na takie fikumiku. <

                Zaraz tam mało. Wystarczy się dobrze zakrzątnąć i chętne same się znajdą. A Tobie co, wszystko trzeba podawać tak zaraz gotowe i na tacy? Ot,faceci ;)

                >A z moją to juz wogóle odpada, ona szczytuje wg meskiego modelu, szybciej ode mnie, a potem to już tylko spać.<

                To się nie namęczysz. Włożyć, wyjąć i po sprawie? ;)
                • druginudziarz Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 12:19
                  ninek04 napisała:

                  > druginudziarz napisał
                  > >A z czyją zona? masz jakiś dobry namiar? mało zon jest chetnych na takie f
                  > ikumiku. <
                  >
                  > Zaraz tam mało. Wystarczy się dobrze zakrzątnąć i chętne same się znajdą. A Tob
                  > ie co, wszystko trzeba podawać tak zaraz gotowe i na tacy? Ot,faceci ;)

                  Jak ktoś jest marlonem brando to owszem, ma bukiet mężatek co noc.

                  > >A z moją to juz wogóle odpada, ona szczytuje wg meskiego modelu, szybciej
                  > ode mnie, a potem to już tylko spać.<
                  >
                  > To się nie namęczysz. Włożyć, wyjąć i po sprawie? ;)

                  Nie bardzo Cie rozumiem, bo seks wogóle mi sie nie kojarzy z męczeniem się. Znaczy ja nie mam takich doświadczeń. Aczkolowiek jak czytam forum to widze że tak, seks może być męczacy.
                  Ale mnie z męczeniem sie to bezseksie może się ewentualnie kojarzyć.
                  • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 19:49
                    druginudziarz napisał
                    >Nie bardzo Cie rozumiem, bo seks wogóle mi sie nie kojarzy z męczeniem się. Znaczy ja nie mam takich doświadczeń. Aczkolowiek jak czytam forum to widze że tak, seks może być męczacy.
                    Ale mnie z męczeniem sie to bezseksie może się ewentualnie kojarzyć.<

                    Ja się tylko odniosłam do Twojego wcześniejszego wpisu - że jeśli ma być rżnięcie przez pół nocy, to trzeba zwołać pomocników- no pewnie żartowałeś ;).Ale jeśli Tobie i żonie w seksie wszystko gra i pasuje, to właśnie o to chodzi i tak trzymać.
    • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 24.08.17, 23:48
      Napisałeś, że nie chcesz wchodzić w głębsze aspekty Twojego związku i mimo, że nie chcesz, to odpowiesz na pytania (tak mi wynika z treści).
      No to, że jak do tej pory opisałeś tylko skutki czegoś (sądzę, że tu chodzi o te tajemnicze aspekty), to jeśli chcesz by Ci ludzie coś podpowiedzieli, to wal chłopie o tych aspektach. To jedyna droga.
      No, chyba, że trafisz na forum wróżek. Te aspektów nie potrzebują. Z fusów od kawy odczytają Ci linię postępowania. Wskażą też Ci przeszkadzacze co to Was gnębią.
      Pytania jeszcze mam.
      1 - Czy po wytrysku masz jeszcze wzwód i jak długo on trwa i czy nadal atakujesz.
      2 - Czy po wytrysku masz wzwód i wyłazisz bo ochota Ci mija. Pani nie jawi Ci się już jako smakowity kąsek.
      3 - Krotko po wytrysku organ pada Ci na kolana.
      4 - Pani jest zabezpieczona i walisz śmiało.
      5 - By nie zaskoczyła, stosujecie metodą przerywaną i jak ten mityczny Onan, w piaseczek.
      6 - Inne metody antykoncepcyjne. Pytam, bo może katolikami jesteście i jakieś, zalecane przez kler, gusła odprawiacie. No co? W takim kraju żyjemy.
      • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:07
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > Napisałeś, że nie chcesz wchodzić w głębsze aspekty Twojego związku i mimo, że
        > nie chcesz, to odpowiesz na pytania (tak mi wynika z treści).
        > No to, że jak do tej pory opisałeś tylko skutki czegoś (sądzę, że tu chodzi o t
        > e tajemnicze aspekty), to jeśli chcesz by Ci ludzie coś podpowiedzieli, to wal
        > chłopie o tych aspektach. To jedyna droga.
        > No, chyba, że trafisz na forum wróżek. Te aspektów nie potrzebują. Z fusów od kawy odczytają Ci linię postępowania. Wskażą też Ci przeszkadzacze co to Was gnębią.
        > Pytania jeszcze mam.

        > 1 - Czy po wytrysku masz jeszcze wzwód i jak długo on trwa i czy nadal atakujesz.
        Tak - po wytrysku często jeszcze przez kilka minut mam wzwód - ale żona zaraz po leci się umyć i "emocjonalnie ucieka". Ja mam różne fantazje "po seksie" - ot, chociażby chciałbym jej zrobić drugą minetkę po wytrysku, chciałbym żeby mnie zaatakowała i usiadła na twarzy po stosunku itd... Niestety...

        > 2 - Czy po wytrysku masz wzwód i wyłazisz bo ochota Ci mija. Pani nie jawi Ci się już jako smakowity kąsek.
        Patrz wyżej - po seksie żona się "zamyka" i ucieka. Prysznic, papieros i spać :(

        > 3 - Krotko po wytrysku organ pada Ci na kolana.
        Czasem tak - czasem nie, patrz punkty 1 i 2.

        > 4 - Pani jest zabezpieczona i walisz śmiało.
        Patrz punkt 5 ;)

        > 5 - By nie zaskoczyła, stosujecie metodą przerywaną i jak ten mityczny Onan, w piaseczek.
        Nie - tradycyjne "zalewanie formy" albo gdzieś na ciało jeśli przyjdzie taka ochota.

        > 6 - Inne metody antykoncepcyjne. Pytam, bo może katolikami jesteście i jakieś, zalecane przez kler, gusła odprawiacie. No co? W takim kraju żyjemy.
        Były pigułki, teraz nic bo staramy się o drugie dziecko. Żadnych zabobonów i dorabiania kościelnej moralności do seksu.
        • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:21
          ,<Były pigułki, teraz nic bo staramy się o drugie dziecko. Żadnych zabobonów i dorabiania kościelnej moralności do seksu>

          Czyli ,chcesz powiedzieć, że w związku z tymi staraniami żonie trochę bardziej zależy na seksie ( choć nie inicjuje), i że z jej strony ten seks w ogóle jest,bo służy jej jako droga do celu ( dziecka), a potem ,jak już będzie po wszystkim,to ona wypnie się na Ciebie?
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 11:45
            Często tak właśnie to odbieram i chwilami czuję się uprzedmiotowiony do roli dawcy nasienia. Jak widzisz od początku dyskusji źródła problemu szukam najpierw w sobie bo nie chcę jej zaraz obciążać ale jej postawa też nie jest do końca "fair" i okres starania się owocuje w seks - ale nie taki, który Ona inicjuje i dba o jego jakość ale raczej w sposób trochę - jakby - roszczeniowy.

            Niestety w większości przypadków wygląda to tak, że leży i mnie nie dotknie a ja muszę cudować na dziesiątki sposobów - jak ją zadowolić i podniecić siebie samego widokiem zobojętniałej na moje starania partnerki :(
        • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:40
          Z tego co piszesz to problemem nie jest twoj przedwczesny wytrysk tylko chyba obrzydzenie jakie czuje twoja zona do ciebie albo do seksu w ogole. A fakt, ze dochodzisz w trzy minuty jest akurat w takim kontescie dla niej zaleta. Pomine minuta milczenia, a nawet, a niech tam - trzema minutami milczenia to, ze staracie sie o drugie dziecko.

          --
          "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
          • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 10:13
            wont2 napisał:

            > Z tego co piszesz to problemem nie jest twoj przedwczesny wytrysk tylko chyba obrzydzenie jakie czuje twoja zona do ciebie albo do seksu w ogole. A fakt, ze dochodzisz w trzy minuty jest akurat w takim kontescie dla niej zaleta.
            -------------------------------------------------
            Wont, nie dołuj człowieka jeszcze bardziej, bo może nie jest tak źle. W końcu ona chce dziecka a moje zdanie na ten temat jest podobne jak Twoje.
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 11:50
            Trudno powiedzieć czy jest to rzeczywiście obrzydzenie - w rozumieniu pejoratywnego postrzegania mojej osoby. Mnie się wydaje raczej, że Ona nie ma w sobie tej iskry i namiętności, seks zwyczajnie nie jest jej potrzebny jako element związku. Postrzega go raczej jako narzędzie prokreacji.

            Kilka razy próbowałem przedłużać stosunek - a to przytulając się i działając powoli, innym razem różnymi ćwiczeniami pod postacią napinania mięśni kegla - była wtedy wyraźnie niezadowolona i dawała mi do zrozumienia żebym się pośpieszył: kończ już, po co to robisz i inne podobne słowa, które wcale nie zachęcają do poprawy.

            Dla mnie - ponieważ seks jest dla mnie mocno powiązany z uczuciami i emocjami - bardzo znamienne jest to, że nie pozwala się całować (bo drapię, bo źle całuję, bo za dużo, za mocno - ciągle źle) i zamyka oczy a nawet odwraca twarz w bok ode mnie.

          • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 13:23
            wont2 napisał:

            > Z tego co piszesz to problemem nie jest twoj przedwczesny wytrysk tylko chyba o
            > brzydzenie jakie czuje twoja zona do ciebie albo do seksu w ogole. A fakt, ze d
            > ochodzisz w trzy minuty jest akurat w takim kontescie dla niej zaleta. Pomine m
            > inuta milczenia, a nawet, a niech tam - trzema minutami milczenia to, ze starac
            > ie sie o drugie dziecko.

            W świetle tego co mąż83 napisał ostatnio, to muszę się z tobą zgodzić. Nie lubi dziewczyna seksu w ogóle, nie lubi męża organicznie, cielesnośnie albo ma do niego jakas poważną życiową pretensję.



            --
            Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
            Zawle
            • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 16:24
              > Nie lubi dziewczyna seksu w ogóle

              Laska, która prosi "zerżnij mnie", robi loda, żeby się podniecić, o hiszpanie było, nie lubi seksu w ogóle? A może lubi, tylko nie taki jak jej mąż? Bo jemu dobrze na waniliowo, a jeśli miałby sie pojawić jakiś element dominacji, to taki, żeby to ona usiadła mu na twarzy.
              Mnie to wyglada na organiczne, ale niedopasowanie. Rozjazd w wyobrażeniach o tym, jak ma wyglądać "dobry seks" i co powinien robić "dobry kochanek/dobra kochanka". Skutkujący niechęcią do tego albo lękiem przed tym, co w rzeczywistości tenże/taż robi. I calkiem prawdopodobne że rozczarowaniem w momencie, gdyby nawet fantazja została zrealizowana. Nawet gdyby on na "zerżnij mnie" nie zareagował paniką i natychmiastowym odwrotem, tylko ją zerżnął. Jeśli partner jest "nie ten" to wszystko będzie "nie tak".
              • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 16:42
                Poczytaj proszę uważnie moje komentarze. Nie interesuje mnie tylko "vanilla..." i mam ciekawe fantazje - fetysze ale już, po wielu odtrąceniach i wyśmiewaniu zrezygnowałem z prób ich realizowania. Ileż można próbować z kimś kto okazuje taką niechęć, że "ptaszek opada" :(
                • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 17:31
                  Moze nie waniliowy seks ale twoje fantazje obracaja sie w sferze bycia zdominowanym przez partnerke (lizanie cipki po wytrysku) a nie zdominiowaniu partnerki. Nie ma w tym oczywiscie nic zlego ale z tego co piszesz, ona chce czegos zupelnie odwrotnego. Po prostu do siebie nie pasujecie, macie inne potrzeby, fantazje i to rzutuje na wasze pozycie i w konsekwencji - wspolne zycie. No i podstawowe pytanie - dlaczego w ogole ze soba jestescie? Co was laczy? Bo naprawde nie rozumiem tego - co w ogole chcialbys ratowac? Co dobrego daje ci ten zwiazek? Wszystko ma swoje plusy i minusy, cos za cos. Rachunek zyskow i strat. Po stronie strat wiemy, ze masz depreche i zjebane poczucie wlasnej wartosci. Jest w ogole cos po stronie zyskow? Czy w ogole przez mysl ci przeszlo, ze mozliwym scenariuszem jest rozstanie/znalezienie kochanki a nie naprawianie zony?

                  --
                  "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
                  • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 17:53
                    Odnośnie do odmienności potrzeb - zgadzam się z diagnozą.
                    Odnośnie do pomysłu z szukaniem kochanki - na litość boską, gość jednej baby nie potrafi zaspokoić więc z czym miałby szukać tej kochanki, z trwałym felerem?!

                    Mnie opadło od samego opisu łóżkowych możliwości autora, nie dziwię się jego małżonce. Wkurwem następnego dnia reaguje ponieważ jest permanentnie niedopchnięta i żadne minety czy palcówki nie zastąpią konkretnego dłuższego stosunku. Nie dziwię się też, że leży jak kłoda - nie opłaca jej się rozkręcać i stymulować pana, bo wtedy skończy jeszcze szybciej. Przypuszczam, że dla biedaczki to pierwszy lub jeden z pierwszych mężczyzn w życiu i była zbyt dobrze wychowana, żeby go zostawić po pierwszym okresie niesatysfakcjonującego pożycia.
                    • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 18:28
                      Widzę, że kultury i ogłady to Ci brakuje. Ja tu nie napisałem, że "szmata jest niezadowolona i wszystkiemu winna" - ja tu chciałem szukać sposobu jak naprawić SWÓJ PROBLEM żeby Ona osiągnęła to czego pragnie i żeby się poprawiło. Ty jednak, droga Triss postanowiłaś bez odrobiny refleksji zmieszać mnie z błotem :(

                      Szczerze mi przykro...
                      • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 18:35
                        maz83 napisał(a):

                        > Widzę, że kultury i ogłady to Ci brakuje. Ja tu nie napisałem, że "szmata jest niezadowolona i wszystkiemu winna" - ja tu chciałem szukać sposobu jak naprawić SWÓJ PROBLEM żeby Ona osiągnęła to czego pragnie i żeby się poprawiło. Ty jednak, droga Triss postanowiłaś bez odrobiny refleksji zmieszać mnie z błotem :(
                        ---------------------------
                        Pytasz o zdanie innych, przyjmij, że te zdania nie musza być dla Ciebie miłe. Wont i Triss wskazali, gdzie jest Twój problem, a żeby się dowiedzieć u psychologa, musiałbyś za to dużo zapłacić.
                        Nie pasujecie do siebie i tu się nic nie zrobić. Kobieta opieprzająca swojego faceta, lekceważy go i nie ma dla niego szacunku, nie mówiąc o pożądaniu. Sex jest tego następstwem.
                          • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:09
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Wskutek permanentnego niezaspokojenia pani jest poirytowana i okazuje to mężowi, brak szacunku jest wtórny wobec kluczowego problemu pana, brak pożądania również.

                            Zgoda, ona okazuje brak szacunku jako reakcja wtórna. Ale tu pytanie. Dlaczego w ramach tej reakcji wtórnej, nie współpracuje tak by było inaczej?
                            Z relacji pana, tak wynika.
                            Chyba, że pani się w dyskurs włączy i nowe światełko wniesie.


                            • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:31
                              A po co miałaby współpracować skoro od dekady pan ma szybki finisz i nie zanosi się na zmianę. Przelało się kobiecinie i tyle. Wcześniej była młoda, pewnie pierwszy facet, mit trulov, wspólne borykanie się z problemami mieszkaniowo-finansowymi etc. i wszystkie te czynniki łącznie budowały iluzję, że to początki, że się kochają, będzie dobrze. Teraz (czy rok-dwa-trzy lata temu) do niej dotarło, że raczej już nie będzie lepiej i zdążyła się zniechęcić do seksu w wykonaniu męża. Innego seksu raczej nie zaznała, bo by autora wątku zostawiła.

                              Z perspektywy kobiety wygląda to tak, że współpraca, wspieranie, próby naprawy mają sens jeśli istnieje jakiś wcześniejszy pozytywny punkt odniesienia tzn. kiedyś było bdb. (albo przynajmniej lepiej) i staramy się do tego wrócić.
                              • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:46
                                triss_merigold6 napisała:

                                > A po co miałaby współpracować skoro od dekady pan ma szybki finisz i nie zanosi
                                > się na zmianę. Przelało się kobiecinie i tyle.
                                ------
                                Nie wiem jak to jest z doswiadczenia, bo mam odwrotna przypadlosc, ale z tego co czytalem i slyszalem niektorzy faceci potrafia finiszowac kilka razy. Czy to jakis straszny problem, ze autor dojdzie po tych przyslowiowych trzech minutach? Jesli sa checi do dalszego bzykania to chyba wszystko gra, tak mi sie wydaje. Z tego co pisal autor to nie jest tak, ze on po pierwszym finiszu nie chce dalej tylko jego zona, ktora idzie pod prysznic, faja i lulu spac. Wydaje mi sie zatem, ze zwiazek przyczynowo-skutkowy jest odwrotny do twojej teorii.

                                --
                                "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
                                • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:06
                                  Nie wiem jak to wyjaśnić bez rozwlekłego wdawania się w szczegóły techniczne. Jak panu się zdarzy raz - ok, drugi raz po poście - ok, nastolatkowi - wybaczalne, bo młodziankowi fujara zagra ponownie za chwilę i na dłużej etc. Ale pan ma tak zawsze. Pani sobie zdążyła zakodować, że on może tę minutę do trzech w porywach więc nie ma się co napalać, a potem jak skończy to już jej się odechciewa. Odechciewa jej się po ten pierwszy raz jest zawsze ... no nie napiszę chujowy, kiepski.
                                  I co z tego, że drugi raz może - zaznaczam może - mógłby być dłuższy skoro już ten pierwszy ją podkurwił.

                                  Nie, to nie jest tak, że jak są chęci do dalszego bzykania to pierwszy raz z przedwczesnym wytryskiem jest ok. a w każdym razie nie permanentnie. Otwartym tekstem napiszę, że mnie to akurat brzydzi i zniechęca, ale generalnie dysfunkcje mnie zniechęcają i obrzydzają.
                                  • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:12
                                    triss_merigold6 napisała:
                                    > napiszę, że mnie to akurat brzydzi i zniechęca, ale generalnie dysfunkcje
                                    > mnie zniechęcają i obrzydzają.

                                    Cos jak z Korwinem, ktory szydzil z tanca osob niepelnosprawnych? Mozna i tak, this is Spartaaaa!
                                    (Hint: Spartanie usmiercali niepelnosprawne niemowleta).
                                  • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:15
                                    triss_merigold6 napisała:

                                    > Nie, to nie jest tak, że jak są chęci do dalszego bzykania to pierwszy raz z pr
                                    > zedwczesnym wytryskiem jest ok. a w każdym razie nie permanentnie. Otwartym tek
                                    > stem napiszę, że mnie to akurat brzydzi i zniechęca, ale generalnie dysfunkcje
                                    > mnie zniechęcają i obrzydzają.
                                    ------
                                    Nie chce ci odbierac prawa do zniechecenia i obrzydzenia ale po prostu nie jestem w stanie zrozumiec w czym tkwi z twojej perspektywy problem z szybkim dochodzeniem jesli pala stoi i koles chce jeszcze dojsc drugi i trzeci raz. W czym to przeszkadza? Powaznie sie pytam bo to jest dla mnie niezrozumiale. Czy jest tu jakas symetria i zniechecenie i obrzydzenie moze budzic laska, ktora dochodzi po trzech minutach penetracji i chce wiecej? :)

                                    --
                                    "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
                                    • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:26
                                      wont2 napisał:
                                      > Nie chce ci odbierac prawa do zniechecenia i obrzydzenia ale po prostu nie jest
                                      > em w stanie zrozumiec w czym tkwi z twojej perspektywy problem z szybkim dochod
                                      > zeniem jesli pala stoi i koles chce jeszcze dojsc drugi i trzeci raz. W czym to
                                      > przeszkadza?

                                      To pewnie jakis atawizm - zauwaz, ze dysfunkcje sa czesto zwiazane z rzadkim seksem u faceta, a zatem to moze byc mechanizm, ktory eliminuje osobniki rzadzej dopuszczane do seksu ogolnie (rowniez przez inne). Taki anty-alfa. Rzadko dupczysz, wiec pewnie jestes malo wartosciowy (skoro inne tez tak uznaly).

                                      Powaznie sie pytam bo to jest dla mnie niezrozumiale. Czy jest tu
                                      > jakas symetria i zniechecenie i obrzydzenie moze budzic laska, ktora dochodzi
                                      > po trzech minutach penetracji i chce wiecej? :)

                                      Jesli juz to raczej odwrotnosc, czyli taka co nie dochodzi wcale.
                                    • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:28
                                      wont2 napisał:

                                      > Nie chce ci odbierac prawa do zniechecenia i obrzydzenia ale po prostu nie jest
                                      > em w stanie zrozumiec w czym tkwi z twojej perspektywy problem z szybkim dochod
                                      > zeniem jesli pala stoi i koles chce jeszcze dojsc drugi i trzeci raz. W czym to
                                      > przeszkadza?

                                      A stoi? I mu sie dalej chce? Bo zwykle to sie nie chce i nie stoi ;)

                                      To moze niech sobie zwali przed seksem.

                                      --
                                      'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                                    • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:49
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > O lista obrzydzen i ziechecen! ;-) Dopisze sie: mnie brzydzi jak facetowi nie s
                                      > taje albo klapie. Albo jak facet ruchajac unieruchamia wzrok wgapiajac sie w je
                                      > den punkt, rowniez w wersji z zamknietymi oczami ;)

                                      Gapienie sie w jeden punkt z zamknietymi oczami to juz wyzsza szkola jazdy :)))
                                      • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:58
                                        sabat3 napisał:

                                        > Gapienie sie w jeden punkt z zamknietymi oczami to juz wyzsza szkola jazdy :)))

                                        hehe no tak, a co nie widziales nigdy? A bo moze Ty nigdy nie lezsz na dole i dlatego ;) Niektorzy panowie tak zaczynaja penetracje w pozycji klasycznej. Wkladaja, wspieraja sie na wyprostowanych ramionach, obieraja sobie jeden punkt (gdzies na scianie za lozkiem) i jada. Gdzies byl watek o najgorszym seksie. Mozna tam przekopiowac.

                                        Lepiej sie sprawdz w lustrze czy tak nie robisz ;)

                                        --
                                        'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                      • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:04
                        Sądziłam, że pomoże Ci przedstawienie skutków Twojego problemu z perspektywy kobiety, która lubi seks i ma porównanie.
                        Przyznaj, byłeś pierwszym i jedynym partnerem seksualnym dla małżonki?
                        Wracając do meritum czyli jak naprawić Twój problem - otóż skoro przez wiele lat nie zrobiłeś nic, żeby zlikwidować wstydliwą przypadłość nastolatków i uznawałaś, że inne formy stymulacji powinny żonie wystarczać, to doprawdy nie rozumiem o co Ci teraz chodzi.
                    • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:07
                      Triss, kazdy jest niewolnikiem wlasnej narracji.
                      Chce zauwazyc, ze wobec mnie stosowalas dlugo podobna sztuczke, a czas pokazal, ze jednak nie mialas racji. Obstawiam, ze miedzy nimi chodzi o niedopasowanie, a zabawa w zgadywanie kto jest winny czyich problemow przypomina klotnie o to, co bylo pierwsze - jajko czy kura. Faktem jest, ze niezaspokojona baba moze dostawac z tego powodu kurwicy, faktem jest rowniez to, ze chlopu w takiej atmosferze moze byc ciezko lozkowym wymiataczem.
                      W takiej sytuacji moze byc potrzebne nowe otwarcie, i nie jest wykluczone, ze autor watku z inna kobieta szybko pozbedzie sie lozkowych dysfunkcji, a jego zona zostanie w koncu zaspokojona przez innego chlopa i w sumie wszyscy beda szczesliwi.
                      To czego nie lubie w forumowych komentarzach, to takie segregowanie ludzi na tych co sa zajebisci i tych co sa do niczego. Natura widzi to inaczej. Wedlug mnie wiele problemow seksualnych to manifestacje podswiadomego oporu - jesli organizm czuje, ze partner czy partnerka sa dla nas nieodpowiedni to reaguje odmowa wspolpracy. Panom rowniez sie to zdarza, wiec nie przesadzajmy. Od gwalcenia kotka za pomoca chemicznego mlotka o wiele lepiej moze dzialac cialo nowego partnera czy partnerki, ktorych akceptujemy.
                      • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:10
                        On nigdy nie był łóżkowym wymiataczem, w każdym razie nie pisze że kiedyś i z inną panią był.

                        W pełni się zgadzam z tezą, że z innymi partnerami oboje mogliby osiągnąć satysfakcję i prowadzić radosne pożycie. IMO żona już się uwarunkowała, że jest słaby i raczej tego nie zmieni, chyba że obydwoje spędzą mnóstwo czasu u seksuologa.
                        • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:19
                          triss_merigold6 napisała:
                          > W pełni się zgadzam z tezą, że z innymi partnerami oboje mogliby osiągnąć satys
                          > fakcję i prowadzić radosne pożycie.

                          Ciesze sie.

                          IMO żona już się uwarunkowała, że jest słab
                          > y i raczej tego nie zmieni, chyba że obydwoje spędzą mnóstwo czasu u seksuologa

                          I tutaj rowniez mamy pelna zgodnosc. Z opisu pana wynika, ze sa juz na etapie, gdy nawet robienie pompek na wlasnym ptaku w wydaniu autora watku nie zrobiloby na tej pani wiekszego wrazenia. Przy czym jestem co do tego seksuologa wiekszym pesymista niz Ty. Z piachu bicza nie ukrecisz. Kobieta jest na etapie unikania i wstretu wobec jego ciala, ewidentnie robi sobie krzywde zmuszajac sie do wygibasow dla swietego spokoju. Moze nawet wmawia sobie, ze to sie zmieni, ale podswiadomosc w koncu zastrajkuje taka awersja, ze nie bedzie sie w stanie nawet zmusic.
                          Sprawa wydaje sie beznadziejna.
        • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 09:48
          maz83 napisał
          <Tak - po wytrysku często jeszcze przez kilka minut mam wzwód - ale żona zaraz po leci się umyć i "emocjonalnie ucieka". Ja mam różne fantazje "po seksie" - ot, chociażby chciałbym jej zrobić drugą minetkę po wytrysku, chciałbym żeby mnie zaatakowała i usiadła na twarzy po stosunku itd... Niestety...>

          A rozmawiałeś z nią o tych i innych fantazjach,pragnieniach, pytałeś , jakie ona by miała ,czy ma( oprócz chęci bycia zerżniętą? Jesteście obydwoje otwarci na takie rozmowy, komunikację wzajemną?
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 11:53
            Próbowałem rozmawiać ale za każdym razem kończyło się to słowami "nie jestem gotowa" - więc odpuszczałem i próbowałem wracać do tematu po pewnym czasie próbując ją z tym oswajać - a wcale nie mówię o jakichś okropnościach i zboczeniach wykraczających poza "normy".

            Czuję też, że zwierzając się z pewnej fantazji wyśmiała ją bardzo boleśnie w pewien czas po wyznaniu jej o tym.
        • gogol77 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:21
          maz83 napisał(a):
          >... ale żona zaraz po leci się umyć i "emocjonalnie ucieka".
          Prysznic, papieros i spać :( >

          Zmartwię Cię. Ona Ci daje na odczepne!
          Kobieta (każda?) która uprawia seks bo lubi i lubi faceta z którym go uprawia - lubi też cieszyć się tą szczególną bliskością z facetem po seksie. I to niekoniecznie tym z powalającymi orgazmami. Przytula się, czasem coś mruczy i przez dobrych kilka minut dochodzi do siebie. I ostatnią rzeczą jest wtedy myśl o prysznicu. Chyba, że brzydzi ją Twoją spermą!!!
          Chyba nigdy mi się nie zdarzyła taka fanka prysznica zaraz po a trochę ich bzyknąłem.
          To my, faceci częściej mamy ochotę szybciej ewakuować się z łóżka.
          One zdecydowanie bardziej niż my lubią dłużej delektować się tym ciepłem jakie seks generuje między kochankami.
          ------------------------------------------------------------------------------------------------------------
          Jestem mentalnym więźniem swojego przypadkowego sukcesu (copyright by kitty)
          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:35
            U niej właśnie tego nie ma i nie mogę tego zrozumieć, równie często czuje się tym przytłoczony jakbym był w "agencji" a nie w małżeńskim łóżku.

            Kilkukrotnie mówiłem już o tym, że chciałbym się po seksie poprzytulać, delikatnie zalotnie całować, chciałbym dotykać jej piersi... Chciałbym żeby mocno się do mnie przytuliła. Mówiłem nawet, że jest mi przykro z tego powodu jak się zachowuje i czuję jakoby brzydziła się mojej spermy - nie każę jej przecież chodzić cały dzień z cieknącą mazią w kroku - ale z męskiego punktu widzenia byłoby mi niezmiernie przyjemnie gdyby się przytuliła i nie przeszkadzało jej kiedy nasienie spływa jej po łonie - czy to naprawdę jest takie obrzydliwe?!?

            Sam byłbym gotów nawet jej tę spermę wylizać - ale teraz o fetyszach nie rozmawiamy (choć wyartykułowałem jej kiedyś marzenie o tym żeby usiadła mi na twarzy zaraz po stosunku).

            Przez ten brak bliskości emocjonalnej gubię się w tym i czuję, że to może być przyczyną wzajemnego oddalania się.
            Próbowałem ją kiedyś przekonać - ratujmy małżeństwo równocześnie dbając o dobry i bliski seks. Nie - najpierw "ma być dobrze i MOŻE wtedy pomyślimy o lepszym seksie" - ale ja tak nie potrafię i odbierałem to jako jej miganie się od współżycia.

            Zawsze kiedy rano wstaję po wieczorze kiedy był seks liczę w głębi serca, że ten dzień będzie fajny bo "wczoraj byliśmy blisko" - ale u niej w ogóle nie istnieje taki związek: seks = miła atmosfera między partnerami :(
            • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 14:28
              maz83 napisał
              <Kilkukrotnie mówiłem już o tym, że chciałbym się po seksie poprzytulać, delikatnie zalotnie całować, chciałbym dotykać jej piersi... Chciałbym żeby mocno się do mnie przytuliła. Mówiłem nawet, że jest mi przykro z tego powodu jak się zachowuje i czuję jakoby brzydziła się mojej spermy - nie każę jej przecież chodzić cały dzień z cieknącą mazią w kroku - ale z męskiego punktu widzenia byłoby mi niezmiernie przyjemnie gdyby się przytuliła i nie przeszkadzało jej kiedy nasienie spływa jej po łonie - czy to naprawdę jest takie obrzydliwe?!?

              Sam byłbym gotów nawet jej tę spermę wylizać - ale teraz o fetyszach nie rozmawiamy (choć wyartykułowałem jej kiedyś marzenie o tym żeby usiadła mi na twarzy zaraz po stosunku<

              Daj spokój, napiszesz jeszcze parę postów,w których ujawnisz coraz to nowe ciekawostki dotyczące stosunku ( nomen omen) Twojej żony do Ciebie, czy do seksu w ogóle ,a powody Twoich problemów z wytryskiem staną się całkiem zrozumiałe.Z tego w jaki sposób opisujesz podejście żony do Ciebie podczas tych wspólnych intymnych chwil wynika jasno, że robi to na odczepnego, że ten seks nie daje jej ani bliskości ,ani jakiejś większej radości,nie działa więziotwórczo- skoro sam dotyk już ją odrzuca,nie mówiąc o całej reszcie ( ten szybki prysznic zaraz po stosunku,żeby zmyć z siebie co właściwie? Może Ciebie całego?, mówiąc w przenośni- to jakieś kuriozum ). Mieć spermę w sobie albo na sobie - to bardzo podniecające,a w żadnym razie odrzucające czy obrzydliwe,no gdzie tam .
              No za dobrze to tam się u was chyba nie dzieje,a tu się drugie dziecko szykuje- Ty też tego chcesz?
              • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 14:54
                ninek04 napisała:

                > No za dobrze to tam się u was chyba nie dzieje,a tu się drugie dziecko szykuje - Ty też tego chcesz?

                Chcę być szczęśliwy. Mieć fajną żonę, w miarę udane małżeństwo i fajny seks w którym będziemy się spełniać a nie tylko "wypełniać obowiązek".

                Boli mnie jak cholera to kiedy w poranek po wieczornym seksie dzień zaczyna się od awantury albo krzyków i pretensji do mnie, te potem trwają cały dzień w drobnych nieprzychylnych komentarzach - a potem jest wielkie zdziwienie i kolejna pretensja (!) że ja jestem wieczorem niemiły - bo i jak mam być miły i ciepły skoro cały dzień za coś obrywam.

                Ot choćby taki niuans. Mamy problemy finansowe bo żona długo dostawała pensje w kawałkach a teraz dostała mniej o 1000 zł - zgadnij komu zbiera się po głowie i do kogo lecą pretensje, że nie ma na coś pieniędzy. Kombinuję jak się da żeby utrzymać budżet w ryzach... Ehh, nie chcę o tym pisać :(
                  • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:27
                    sea.sea napisała:
                    > Czy robicie sobie drugie dziecko żeby je sprzedać na czarnym rynku? Bo skoro ma
                    > cie słabą sytuację finansową i żonę to wnerwia, to nie mam pojęcia, gdzie tu lo
                    > gika.

                    Wiele par mysli, ze drugie dziecko "scala zwiazek". To nawet do pewnego stopnia dziala, tyle ze problem lezy w innym miejscu. Paliwem seksu nie jest zwiazek, ale wzajemne pozadanie. Jesli go brak, to zwiazek zmienia sie w rzeczowa wspolprace w roznych zyciowych sprawach.
                    Aby ludzie sie czesto kochali ze soba, powinni sie nawzajem pragnac, podziwiac, pozadac.
                    Naturalnie - latwiej powiedziec niz zrobic.
                • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:25
                  maz83 napisał(a):

                  > Boli mnie jak cholera dzień zaczyna się od awantury albo krzyków i pretensji do mnie, te potem trwają cały dzień w drobnych nieprzychylnych komentarzach - a potem jest wielkie zdziwienie i kolejna ........... cały dzień za coś obrywam.
                  >
                  zgadnij komu zbiera się po głowie ... i do kogo lecą pretensje, że nie ma na coś pieniędzy.
                  .....boję sie marzyć.....
                  ------------------------------
                  Przeczytaj, co sam napisaleś. Jesteś opierdzielany przez własną kobietę.
                  • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:32
                    No jestem, nawet coraz bardziej tego świadom ale jakbym się nie starał to nie potrafię wpłynąć na jej zachowanie a ona - "taki mam ton głosu" albo "zawsze tak mówię".

                    Nie jestem idealny, próbowałem wiele razy się dla niej zmieniać ale za każdym razem jakby bez skutku z jej strony :(
                      • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 15:55
                        Byłaby to ciekawa i wiele wnosząca do dyskusji mądrość...

                        Co ja mam jeszcze zrobić? Pomysłów już mi brak, motywacji chwilami również bo myśl o tym, że czego nie zrobię to i tak będzie niezadowolona bardzo skutecznie mnie odstrasza - a tu rodzi się moja myśl czy nie jest to przypadkiem (być może niezupełnie świadomym) jej zamiarem abym stracił zainteresowanie seksem.

                        Błagać i płakać już przestałem - bo i nawet tak próbowałem. Z podobną skutecznością.

                        Czasem boję się, że pójdę do innej - ale nie takiej z super biustem, ciasną cipką i super figurą - alw takiej, która pozwoli widzieć w sobie kobietę a we mnie będzie widzieć mężczyznę.
                          • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 18:29
                            Jeśli współżyje się raz na miesiąc albo dwa to tak właśnie jest - strzela się po minucie albo dwóch. Jak ja mam jednak te zbliżenia "zagęścić" jeśli Ona nie chce się przełamać, otworzyć i uczestniczyć w tym - tylko leży jak kłoda. Bez jej zaangażowania i pomocy nic już się nie zmieni :(
                            • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 19:30
                              maz83 napisał(a):

                              > Jeśli współżyje się raz na miesiąc albo dwa to tak właśnie jest - strzela się p
                              > o minucie albo dwóch. Jak ja mam jednak te zbliżenia "zagęścić" jeśli Ona nie c
                              > hce się przełamać, otworzyć i uczestniczyć w tym - tylko leży jak kłoda.

                              Dziwna reakcja. Przeważnie to facetom opada, a jak nie opada, to odpuszczają, tłumacząc pani, że zapomnieli wynieść śmieci, a muszą, bo w całej chałupie śmierdzi.
                              Coś Ci chłopie za bardzo pod czaszką buzuje. A to tam odbywa się seks, a nie w lędźwiach.
                        • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:23
                          maz83 napisał(a):

                          > Czasem boję się, że pójdę do innej - ale nie takiej z super biustem, ciasną cip
                          > ką i super figurą - alw takiej, która pozwoli widzieć w sobie kobietę a we mnie
                          > będzie widzieć mężczyznę.

                          Przelecialam pobieznie i mnie zdziwilo: ciekawe po co bys mial isc do 'ciasnej cipki' skoro cierpisz na przedwczesny wytrysk? Gdzie tu logika? Pisal tu jeden pan, ze nawet woli luzniejsze, bo i tak za szybko dochodzi i to sie trzyma kupy.

                          Nie pociesze Cie. Tez mialam kiedys takiego partnera seksualnego. I bardzo szybko zaczelam wybierac masturbacje ponad seks z nim.

                          --
                          'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                          • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:33
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Nie pociesze Cie. Tez mialam kiedys takiego partnera seksualnego. I bardzo szyb
                            > ko zaczelam wybierac masturbacje ponad seks z nim.

                            Trenowal cos? Mam taka teorie, ze niedomogi seksualne moga byc silnie powiazane z meska wydolnoscia tj wydolnosc ukladu krazenia + wysoki poziom testosteronu.
                            • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 21:45
                              sabat3 napisał:

                              > hello-kitty2 napisała:
                              >
                              > > Nie pociesze Cie. Tez mialam kiedys takiego partnera seksualnego. I bardz
                              > o szyb
                              > > ko zaczelam wybierac masturbacje ponad seks z nim.
                              >
                              > Trenowal cos? Mam taka teorie, ze niedomogi seksualne moga byc silnie powiazane
                              > z meska wydolnoscia tj wydolnosc ukladu krazenia + wysoki poziom testosteronu.
                              >

                              A tu autor watku cos trenuje? Mowie przeciez o przedwczesnym wytrysku.

                              --
                              'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 19:59
                  maz83 napisał
                  >Boli mnie jak cholera to kiedy w poranek po wieczornym seksie dzień zaczyna się od awantury albo krzyków i pretensji do mnie, te potem trwają cały dzień w drobnych nieprzychylnych komentarzach - a potem jest wielkie zdziwienie i kolejna pretensja (!) że ja jestem wieczorem niemiły - bo i jak mam być miły i ciepły skoro cały dzień za coś obrywam.

                  >Ot choćby taki niuans. Mamy problemy finansowe bo żona długo dostawała pensje w kawałkach a teraz dostała mniej o 1000 zł - zgadnij komu zbiera się po głowie i do kogo lecą pretensje, że nie ma na coś pieniędzy. Kombinuję jak się da żeby utrzymać budżet w ryzach... Ehh, nie chcę o tym pisać :(<

                  To nawet za jej problemy w pracy Ci się dostaje? Nie szuka wsparcia i zrozumienia, tylko zmywa Tobie głowę za to, że na coś brakuje? I za co jeszcze? Można odnieść wrażenie, że Ty się jej zwyczajnie boisz, nie masz swojego zdania, albo się z nim nie wychylasz,jakby wasz związek nie opierał się na zasadach partnerstwa, tylko jednowładztwie jakimś
                    • wont2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 20:57
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Najwyraźniej pan zarabia na tyle skromnie, że ten brakujący tysiąc złotych ma z
                      > naczenie.
                      -----
                      Lubie cie czytac triss, bo to jest takie back to life back to reality, jak w tym szlagierze sprzed lat :)
                      youtu.be/TB54dZkzZOY
                      Odtrutka od tej calej forumowej i nie tylko forumowej rownosciowej narracji. Laska ma jakies problemy w pracy i skasowali jej tysiaka, przerzuca wkurwa na meza, ale ostatecznie wina lezy oczywiscie po stronie meza bo zarabia tyle, ze brak tego tysiaca powoduje u laski wkurwa z powodu napietego domowego budzetu :)

                      --
                      "Koniec z angażowaniem się w związki. Wracam do uczciwych relacji klient-prostytutka." - Charlie Harper
              • gogol77 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 14:57
                ninek04 napisała:
                >... Mieć spermę w sobie albo na sobie - to bardzo podniecające,a w żadnym razie odrzucające czy obrzydliwe,no gdzie tam>

                Uwaga, będzie porno!
                Siedzieliśmy w knajpie i atmosfera tak nabrzmiała erotyzmem, że wylądowaliśmy w toalecie. To był karaj arabski, za takie coś szło się do kalambusza! (pierdla)
                Potem ja wróciłem pierwszy i patrzyłem jak po chwili wraca ona. Ma jakiś taki szczególny wyraz twarzy więc pytam co jest. A ona: jak szłam to czułam jak mi sperma spływa po udach i tak mnie to podnieciło, że dostałam orgazmu bo tam w toalecie nie doszłam.




                --
                Jestem mentalnym więźniem swojego przypadkowego sukcesu (copyright by kitty)
          • marek.zak1 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 12:39
            gogol77 napisał:

            > Zmartwię Cię. Ona Ci daje na odczepne!
            ----------------
            Ale daje. Sabatowa sie rozmozyla i w ogole nie chce.
            Wczoraj ogladalem Wojny gwiezdne - Imperium ontratakuje. Harrison Ford do ksiezniczki Leii: ,,Lubisz mnie bo jestem lajdakiem".
            Nasz Maz jest chyba za dobry. Stara sie. W teorii to dobrze, a w zyciu bywa roznie.
      • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 19:13
        maz83 napisał(a):

        > Niestety nie jestem w stanie namówić żony na zabranie tutaj głosu, liczę jednak
        > , że czyta komentarze :(

        Same błędy popełniasz.
        1 - Nie potrafisz utrzymać ciągłości linii swojego postępowania. Coś ustalasz, troszkę działasz w tym kierunku, po czym robisz woltę i odpuszczasz.
        2 - Zachowujesz/zachowywałeś się jak bity przez samicę zając. Ani Ci w głowie oddać jej.
        3 - Kiepski strateg z Ciebie. Za dużo gadasz. Życie to jak partyjka pokera i by wygrać, należy:
        a - Karty trzymać przy orderach. Odkrywasz karty, tracisz atuty.
        b - Kobieta przy nodze. Nie znaczy to, że masz być przemocowcem, tyranem. Znaczy to samo co punkt pierwszy. Masz ja mieć przy orderach.
        Dlaczego?
        Tu pytania następne.
        c - Macie jakichś bliskich przyjaciół? Rówieśnicy, nawet tacy po rodzinie.
        d - Spotykacie się z nimi, z kimś, na nasiadówki przy muzyce i kielichu?
        e - Czy jeśli tak, to czy tamten men bryluje w tym Waszym towarzystwie?
        Jeśli jest tak jak w podpunktach c, d, e, to kolego mężu, tamten bałamuci Ci kobitę i to skutecznie bałamuci. To pewne.
        4 - Zakładając, że żadnych nygusów nie dopuściłeś do żony. To, czy pani idąc do pracy, lub gdzie tam ona sobie wybywa czasami:
        a - Bardzo staranie się sztafituje. Włącznie ze stroikami co ich z zewnątrz nie widać, a wiadomo, że są.
        b - Umiarkowanie.
        c - Nieszczególnie.
        Jeśli a, lub nawet w niektórych okolicznosciach b, to już wiesz. Powtarzał się nie będę.
        Rada.
        5 - Zachowaj spokój. Takie zadurzenia mijają, szczególnie szybko i gwałtownie, gdy wyjdą na jaw i pani pod ścianą się znajdzie. Wtedy możesz się spodziewać, że pani w Waszych relacjach polubi to, co wcześniej ją odrzucało. Pytanie tylko, czy Ty nadal będziesz chciał kontynuować swe zapędy. Ja bym radził kontynuować, lecz już z pozycji potwora , nie bitego zająca.
        Moja zasada. Żyj tak, by inni przez ciebie nie płakali. To nie uległość. To zdrowy rozsądek bo:
        a - Co było to nie jest, nie liczy się w rejestr.
        b - Obdarowanie kogoś czymś za co ten ktoś jest Ci wdzięczny uszlachetnia Cię. Stajesz się ofiarą i terapeutą w jednym.
        6 - Poczekaj z potomkiem. Jeśli na rzeczy jest coś z tego, co powyżej, to istnieje obawa, że bękarta pani Ci powije. Mocne to, ale takiej jest życie.

    • maz83 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 25.08.17, 23:47
      Dosłownie mnie załamaliście... Z tego co ostatecznie czytam wynika, że to ja i mój problem z wytryskiem jest źródłem wszystkich problemów i upadku związku.

      Przykro mi bo wynika z tego, że w wieku 35 lat jestem na przegranej pozycji i jedyne co mi pozostało to "dyskretna masturbacja" zamiast próbowania sił w seksie do którego się nie nadaję... Ależ to jest poniżające - może nawet nie jestem mężczyzną, może powinienem uwolnić żonę od siebie a potem nie zatruwać życia żadnej innej kobiecie.

      Przepraszam za chaotyczną wypowiedź. Lekko się upodliłem i upiłem czytając wasze komentarze :(
        • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 08:07
          >Leczyles to?

          Strzelam-nie leczył. To znaczy nie u lekarza. W książkach szukał sposobu, kupował ziółka, suplementy i wynalazki w necie, ale do lekarza nie poszedł. Bo sie wstydzi/nie ma czasu/nie chce sie truć kolejna chemia/nie wierzy że lekarz coś poradzi/nie chce tracić resztek honoru ;-)

          rdzo bolesna i krępująca sprawa, której nie potrafię rozwiązać w żaden sposób jaki gdzieś znajduję. Po prostu - jakbym się nie starał i jak nie kombinował
            • triss_merigold6 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 11:22
              Hm... może należało iść te ładnych parę lat temu do lekarza, który zajmuje się dysfunkcjami seksualnymi czyli do seksuologa, a nie szukać naokoło w taki sposób, żeby nie brać odpowiedzialności za swój własny problem.
              Rozumiesz, seksuolog. Ty masz problem od zawsze więc przynajmniej siebie nie okłamuj, że to żona niechętna i schematyczna.
            • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 12:09
              maz83 napisał(a):

              > Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali. Endokrynolog tak mnie leczył
              > testosteronem, że od roku nie zasypiam bez piguł nasennych.

              A jaka była żona na początku pożycia? Jak się zachowała?


              --
              Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
              Zawle
            • hello-kitty2 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 12:28
              maz83 napisał(a):

              > Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali. Endokrynolog tak mnie leczył
              > testosteronem, że od roku nie zasypiam bez piguł nasennych.

              Hmm wysmiali... Pierwszy z brzegu artykul w necie. Rozmowa z urologiem, ktory opisuje:

              "Jak będzie wyglądała wizyta u lekarza?
              W trakcie wizyty lekarskiej, na której powiemy lekarzowi o problemie przedwczesnego wytrysku, lekarz na pewno dokładnie z nami porozmawia, zapyta się kiedy dochodzi do PW, jaki jest czas od wprowadzenia prącia do pochwy do wystąpienia wytrysku. Zapyta również o przyjmowane leki, o przebyte choroby. Następnie odbędzie się badanie fizykalne, czyli badanie zewnętrznych narządów płciowych, czasami będzie temu towarzyszyło badanie per rectum (przez odbyt). Ponadto lekarz może zlecić szereg dodatkowych badań: krwi, moczu, badanie USG, które mają za zadanie wykrycie innych chorób, które mogą współwystępować z PW. Z pewnością PW to temat bardzo intymny, osobisty, dlatego tak ważne jest nawiązanie nici porozumienia lekarza z pacjentem i odwrotnie."

              I co najwazniejsze:

              "Mamy jednak środki farmakologiczne, które umożliwiają kontrolę przedwczesnego wytrysku, czyli wydłużenie czasu od wprowadzenia prącia do pochwy do wytrysku i ten czas jesteśmy w stanie wydłużyć, aby był on odpowiedni i satysfakcjonujący dla obojga partnerów."

              ODPOWIEDNI I SATYSFAKCJONUJACY dla obojga partnerow.

              Wiec kto klamie: ten urolog czy Ty? To czemu nie poszedles do trzeciego urologa?

              zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/447742,przedwczesny-wytrysk-to-nie-jest-blahy-problem-wywiad-z-urologiem.html
              --
              'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
            • zyg_zyg_zyg Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 12:46
              Ok, pudło z mojej strony. Trafiłeś widać na konowałów. Spróbuj u seksuologa. Najlepiej lekarza seksuologa, nie psychologa seksuologa. Ten pierwszy zna sie na farmakoterapii, drugi nie. Nawet jeśli oznaczaloby to dzień urlopu na wyjazd do sąsiedniego miasta - bo nie wszędzie seksuolodzy urzędują.
            • potwor_z_piccadilly Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 13:07
              maz83 napisał(a):

              > Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali.

              To jasne. Przyszedł do nich facet z naturalnie silnym popędem, no to go wyśmiali. No bo co, ma nie mieć tych naturalnych popędów?
              Ty masz podobnie do mnie. Niesamowicie rajcują mnie ciała kobiet. Wręcz w tym kontekście jestem fetyszystą i podobnie jak Ty, gdy wyobraźnia mi się rozpędzi, to tracę (traciłem) kontrolę i strzelam. Ja jednak nauczyłem się kontrolować. Lata wspólnych ćwiczeń i opracowaliśmy pozycje na różne nasze widzimisia. Ale to my opracowaliśmy, sam nie musiałem się z tym borykać. Ty takiego luksusu nie masz. A dlaczego? Już Ci sugerowałem potencjalne przyczyny takiego stanu rzeczy. Póki co, Ty lekceważysz sobie te sugestie, ale to będzie trwać do czasu, bo albo kopa dostaniesz, albo gdy szydło wyjdzie z worka, oboje męczyć się będziecie z traumami. Ty bo zdradzony zostałeś, ona bo zdradziła. Rany, ile ja znam takich przypadków.
              Jeszcze jedno.
              Może Ty licz. Lata temu, nasze pierwsze kroki na plażach N, były dla mnie trudną przeprawą. Jako fascynat ciał kobiecych, nie mogłem kontrolować fujary, dęba mi stawała. Tu wziąłem się na sposób i zacząłem w myślach liczyć, 1323, 1324, 1325 itd. Wiesz, że poskutkowało. Była sytuacja bliższych spotkań, ja liczyłem i zamiast dębczaka, demonstrowałem pionowy, elegancki pół, lub 1/3 wzwód.
            • 5chantal Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 13:52
              "Byłem u dwóch urologów - obaj mnie wręcz wyśmiali."

              Oj, chyba blefujesz. Po pierwsze: nic o tym nie wspominałeś do tej pory, pisałeś, że próbowałeś już wszystkiego, co gdzieś wyczytałeś. Za to przez dłuższy czas uchylałeś się od odpowiedzi na to pytanie, czy byłeś u specjalisty, bo po padło już wcześniej. Po drugie: żaden urolog by Cię nie wyśmiał, a na pewno nie dwóch, to wszak jeden z dość częstych problemów, z jakimi spotykają się lekarze tej specjalności, a nie jakieś dziwum i na pewno nie ma w tym nic śmiesznego. Po trzecie: forum czyta Twoja żona, więc nie chcesz, żeby przeczytała, iż zlekceważyłeś jedyny skuteczny sposób rozwiązania Twojego problemu.
              Niestety wszystko wskazuje na to, że ona "poświęca się" tylko po to, żeby zajść w ciążę, a kiedy zajdzie - odstawi Cię na dobre, to pewne. Już nawet całować się nie chce, eh smutne. Zawalcz trochę, ale nie biadoleniem nad swoim losem, leć do dobrego lekarza seksuologa + może jakaś terapia.
              I szkoda, że Żona nie chce zabrać głosu, pewnie miałaby do powiedzenia to i owo....
              • aandzia43 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 14:29
                odstawi Cię na dobre, to pewne. Już nawet całować s
                > ię nie chce, eh smutne. Zawalcz trochę, ale nie biadoleniem nad swoim losem, le
                > ć do dobrego lekarza seksuologa + może jakaś terapia.
                > I szkoda, że Żona nie chce zabrać głosu, pewnie miałaby do powiedzenia to i owo

                A propos całowania: jak z higiena jamy ustnej?



                --
                Ja na totka mam taki zwyczaj.. nigdy nie sprawdzam czy wygrałam. Wtedy jak z kotem Schrödingera. Mogę być biedna i bogata, zamiast tylko biedna:))
                Zawle
              • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 18:08
                5chantal
                >Po trzecie: forum czyta Twoja żona, więc nie chcesz, żeby przeczytała, iż zlekceważyłeś jedyny skuteczny sposób rozwiązania Twojego problemu.<

                Akurat w to, że wątek czyta żona męża83 raczej wątpię. Po pierwsze, niewiarygodnie zabrzmialy te jego podkreślenia, że żonie podsyła linki do forum i komentarzy, po drugie trochę tych jawnych pretensji i żali na żonę już wylał- czy w tej sytuacji faktycznie ryzykowałby zmierzenie się z jej reakcjami na swoje wpisy? Chyba jednak na wyrost te jego zapewnienia, że żona czyta, ale nie chce zabrać glosu.
        • sabat3 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 08:39
          hello-kitty2 napisała:
          > NIe zalamywac sie tylko ten przedwczesny wytrysk wyleczyc. Nie czytalam wszystk
          > iego, a chyba byl jakis podwatek i na czy stanelo? Leczyles to?

          Tyle ze leczenie przedwczesnego wytrysku z agresywna, aseksualna szantrapa u boku, to jak leczenie zaburzen nerwowych w koreanskiej kolonii karnej Prozac'kiem. Najpierw likwiduje sie przyczyne, a dopiero potem funduje terapie farmaceutykami. Inaczej zadziala na chwile, o ile w ogole.
          Pokolenie "now" chce na wszystko skrotow, tabletek, schudnac w miesiac 25kg za pomoca jednego prostego tricku itd. Moim zdaniem gosc zacznie brac chemie i bedzie tylko nieznacznie lepiej, bo tak to wyglada w przypadku barier psychologicznych.
            • ninek04 Re: Jak ratować seks w małżeństwie... Pomocy! 26.08.17, 09:16
              No ale farmakologicznie już się leczy przecież- bierze sertralinę, którą m.i.w tego typu zaburzeniach właśnie się stosuje.Nie wiadomo, czy lekarz zapisał mu ją tylko z racji depresji,czy uwzględniając również te problemy z przedwczesnym wytryskiem,o ile o nich w ogóle powiedział.Nie wiadomo też, jak długo się leczy.Tu chyba psychoterapia by się też przydała ,tak do kompletu.
          • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 09:17
            sabat3 napisał:

            > Tyle ze leczenie przedwczesnego wytrysku z agresywna, aseksualna szantrapa u bo
            > ku, to jak leczenie zaburzen nerwowych w koreanskiej kolonii karnej Prozac'kiem
            > . Najpierw likwiduje sie przyczyne, a dopiero potem funduje terapie farmaceutyk
            > ami. Inaczej zadziala na chwile, o ile w ogole.
            > Pokolenie "now" chce na wszystko skrotow, tabletek, schudnac w miesiac 25kg za
            > pomoca jednego prostego tricku itd. Moim zdaniem gosc zacznie brac chemie i bed
            > zie tylko nieznacznie lepiej, bo tak to wyglada w przypadku barier psychologicz
            > nych.

            Aha czyli powodem calozyciowego przedwczesnego wytrysku jest partnerka? To moze pojdzmy dalej: to ze komus permamentnie nie staje tez jest wina partnerki, to ze ktos nie dochodzi tez jest wina partnerki/partnera. Malo tego kilkudziesieciokilogramowa otylosc tez jest spowodowana parnerka ;-) Przeczytaj sobie pierwsze zdanie zdanie z postu Ninek ponizej Sabat. To ze Ty masz jakis schizy, bo sie trzesiesz o swoje 'zdrowie', a jednoczesnie zagryzasz z nerwa pazury przed ekranem jak widzisz jak chlopaki wala chemie, to nie znaczy, ze czlowiek nie powinien sie leczyc. Leczenie to jest szerokie pojecie, moze obejmowac rowniez psychiczne. I co zmieni te partnerke na inna, preferowana z 'ciasna cipka' (dobre) i co? Zleje sie po 3 minutach? I co dalej? Znowu powodem przedwczesnego wtrysku bedzie nowa partnerka. Of course jak mi sie nie chce/boje sie za cos wziac, to wina za to obciazamy partnera. Nie raz tu pisano i chyba wszyscy sie zgadzamy: zmiany zaczynamy od siebie. To jest JEGO problem i on musi sobie go SAM rozwiazac, nie dla niej, nie dla nich, tylko dla SIEBIE. A jak go juz rozwiaze, to sobie pomysli co chce dalej z tym zrobic: czy sobie isc czy sobie zostac.

            --
            'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
            • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 09:25
              Mega wkurwia mnie branie swioch partnerow na zakladnikow wlasnych ulomnosci. U facetow z 'deficytami' to jest plaga. Typu: ona powinna to zrozumiec/wspierac mnie, ze problem jest wstydliwy i ze ja do lekarza z nim nie pojde. Zreszta u babek tez 'on powinien to zrozumiec/wspierac, ze nie bede brac pigulek anty, bo nie bede nie trula', ect Chemia to jest ZLO powiedzial zagryzajac nafszerowanego hormonami kurczaczka...;)

              --
              'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
            • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 10:00
              A powodem braku orgazmu jest... niewlasciwy partner ;)
              Taka narracja odnosnie "deficytow" jest obecna u obu plci ;)
              ... i nie zawsze jest niesluszna. Vide - przypadek Gogola i problemy z erekcja.

              Co do leczenia meskich dysfunkcji - dziwne, ze wypowiadaja sie glownie panie. To jest rownie wiarygodne jak rady Kasi Bosackiej dotyczace odchudzania. Teoretyzowanie. Nie mowie, ze pozbawione naukowych podstaw.
              Chetnie przeczytalbym jakas historie sukcesu autorstwa dotknietej dysfunkcja osoby. Bo niestety, ale najczesciej czyta sie, ze wszelkie proby NIEZNACZNIE poprawiaja sytuacje. Moze i warto. Suma nieznacznych popraw daje dobra zmiane ;)
              • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 10:17
                sabat3 napisał:

                > A powodem braku orgazmu jest... niewlasciwy partner ;)

                Przeciez ja to sama napisalam (lamiac partnera przez partnerke).

                > Co do leczenia meskich dysfunkcji - dziwne, ze wypowiadaja sie glownie panie. T
                > o jest rownie wiarygodne jak rady Kasi Bosackiej dotyczace odchudzania. Teorety
                > zowanie. Nie mowie, ze pozbawione naukowych podstaw.

                A dlaczego maja sie nie wypowiadac? Panie tutaj widzialy wiecej hujow w akcji niz Ty.

                > Chetnie przeczytalbym jakas historie sukcesu autorstwa dotknietej dysfunkcja os
                > oby. Bo niestety, ale najczesciej czyta sie, ze wszelkie proby NIEZNACZNIE popr
                > awiaja sytuacje. Moze i warto. Suma nieznacznych popraw daje dobra zmiane ;)

                Nikt tu nie zaprzecza ewentualnej potrzebie zmiany partnerki. Problem w tym z czym on ma isc do tej partnerki?

                Powiem ze swojego doswiadczenia: tez mialam parntera (w zwiazku) z przedwczesnym wytryskiem i na te pare lat zwiazku nie mialam z nim ani jednego orgazmu. Pozostawala tylko masturbacja. Juz dawno powinni sie rozstac.

                Ale mozemy rozwazyc na potrzeby autora: do jakiej babki pasuje facet z przedwczesnym wytryskiem? (wtedy teoretycznie nie musi robic nic, bo o to chodzi, tak?) Do milosniczki minet, ktora nie lubi penetracji?

                --
                'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 10:55
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Ale mozemy rozwazyc na potrzeby autora: do jakiej babki pasuje facet z przedwcz
                  > esnym wytryskiem? (wtedy teoretycznie nie musi robic nic, bo o to chodzi, tak?)
                  > Do milosniczki minet, ktora nie lubi penetracji?

                  On sugeruje, że przedwczesny wytrysk wynika z rzadkości pożycia. Ja mogę to obserwacyjnie potwierdzić w stu procentach. Jak się tak rzadko dupczy, to zawsze będzie się szybko "strzelać". Przecież to jest naturalne, uzasadnione biologicznie.
                  Wyobraź sobie zastraszonego ssaka, który jakimś cudem dorwał się do seksu. Dla niego priorytetem jest jak najszybsze rozsianie swoich genów. Jeśli organizm ma seks sporadycznie, to szybki wytrysk nasienia jest najlepszą taktyką.
                  Jakiej więc partnerki potrzebuje autor? Może takiej, która będzie się chciała z nim zabawiać dłużej i na wiele urozmaiconych sposobów. Która nie zrobi problemu za pierwszym razem, tylko będzie kontynuować przytulanki i mizianki. Wtedy ten drugi czy trzeci seks w ciągu tej samej nocy już ma szansę być o wiele dłuższy.
                  Jaką on ma szansę przetestować, czy stać go na normalne życie seksualne, skoro partnerka ma go w dupie?
                  Jeśli seks ma być konkurencją wyczynową, a nie fascynującą przygodą i bliskością z drugim człowiekiem, to ja się z takiej olimpijskiej konkurencji sam bym wypisał jako pierwszy.
                  • sabat3 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 10:59
                    Jeszcze dodam - kiedy skończyłem bzdury z no-fapowaniem, to wytrysk po 20-30 sekundach stymulacji ręką był u mnie normą. Na szczęście szybko przeszło. Po prostu penis się maksymalnie uwrażliwił na bodźce zewnętrzne.
                  • triss_merigold6 Chwila, chwila 26.08.17, 11:13
                    Autor na początku wątku był uprzejmy napisać cyt. Przedwczesny wytrysk był zawsze, od samego początku.
                    Czyli niezależnie od częstotliwości pożycia i warunków, pan zawsze był przedwczesny. Nic dziwnego, że po latach nie zachwyca partnerki i ona nie za bardzo chce zabawiać się z nim dłużej.
                  • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 11:20
                    sabat3 napisał:

                    > On sugeruje, że przedwczesny wytrysk wynika z rzadkości pożycia.

                    Cale zycie 'rzadko pozywal'? A z innymi partnerkami? Moj przedwczesny strzelacz mial w chuja seksu i zawsze konczyl za wczesnie, no i co teraz?

                    > Jakiej więc partnerki potrzebuje autor? Może takiej, która będzie się chciała z
                    > nim zabawiać dłużej i na wiele urozmaiconych sposobów. Która nie zrobi problem
                    > u za pierwszym razem, tylko będzie kontynuować przytulanki i mizianki. Wtedy te
                    > n drugi czy trzeci seks w ciągu tej samej nocy już ma szansę być o wiele dłuższ
                    > y.

                    Uwaga odpowiedz standardowa: TO NIECH SOBIE TAKA ZNAJDZIE.

                    --
                    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                • gogol77 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 12:30
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Ale mozemy rozwazyc na potrzeby autora: do jakiej babki pasuje facet z przedwczesnym wytryskiem?

                  Jak to do jakiej? Do żony nudziarza! Która "szczytuje wg meskiego modelu, szybciej ode mnie, a potem to już tylko spać".
                  Albo do mojej TJ co ma orgazmy "z wrażenia". Wystarczy jej kilka suwów. A po, wygania mnie z cipki bo jest jej w tej cipce jak mówi "tak dziwnie". I zasnąć na chwilę też jej się zdarza. Jest więc czas na regenerację pożądliwości. Bo jeden raz to jej mało.
                  Ale na takie scenariusze to babka musi być mocno napalona a penetracja jest tylko zwieńczeniem. I wtedy taki szybkostrzelny facet wpisze się w jej preferencje do tzw. szybkich numerków. A tych może być przecież kilka.
                  Ale żona autora na napaloną na niego mi nie wygląda. I co on ma zrobić, żeby była. Obawiam się, że u nich jest już po ptokach bo czy jest tu ktoś taki kto doświadczył reanimacji pożądania, które wyzionęło ducha?
                  A może dla niej po prostu seks jest trochę przereklamowany?

                  Autor ma 35 lat. To jest już taki czas gdy jego problem powinien już sam zanikać.
                  Ja gdzieś do tego właśnie wieku miałem tak, że musiałem hamować czekając aż ona zaspokoi swoje chucie. Sprawdzoną powszechnie metodą - zwalniamy tempo, myślimy o czymś innym. Najlepiej - o czymś niemiłym. Za wczesny zdarzał mi się rzadko.
                  Mężu83, próbujesz tak?
                  Potem był wieloletni stan pełnego panowania nad wytryskiem. Gdzieś tak do 65-70.
                  A potem to się zaczęło tak, że żeby dojść musiałem się skupić. Takiego skupienia podobno potrzebuje większość kobiet. Niektóre to wyobrażają sobie że rucha je Brad Pit.
                  Teraz zdarza mi się, że nie daję rady dojść :-(.



                  --
                  Jestem mentalnym więźniem swojego przypadkowego sukcesu (copyright by kitty)
                  • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 13:06
                    gogol77 napisał:

                    Takiego skupieni
                    > a podobno potrzebuje większość kobiet. Niektóre to wyobrażają sobie że rucha je
                    > Brad Pit.

                    Hehe podoba mi sie taka rada. Zdarzalo mi sie ruchac z partnerem, a w myslach obrabialam wszystkich jego kolegow po kolei. Gosc mysli, ze babka na niego taka napolana, a babka traktuje go typowo instrumentalnie. To bylo tez w tym filmie od Ninek. I taka jest moja rada dla wszystkich kobiet, ktore maja problem z orgazmem lub przy dlugoletnim partnerze. Myslec o tym, co podnieca, a nie tym, co jest dostepne.

                    --
                    'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                    • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 14:58
                      hello-kitty2 napisała:

                      > Hehe podoba mi sie taka rada. Zdarzalo mi sie ruchac z partnerem, a w myslach o
                      > brabialam wszystkich jego kolegow po kolei. Gosc mysli, ze babka na niego taka
                      > napolana, a babka traktuje go typowo instrumentalnie.

                      1 - I jak wyszłaś na tej strategii koleżanko K?
                      2 - Nie doceniasz gości. Tacy naiwni to oni nie bywają. Ty myślisz że gość myśli, a on owszem, myśli, ale nie tak jak Ty myślisz. Ot, myśli sobie, że dmuchnął za darmochę i jest git. Resztę leje.
                      • hello-kitty2 Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 16:24
                        potwor_z_piccadilly napisał:

                        > hello-kitty2 napisała:
                        >
                        > > Hehe podoba mi sie taka rada. Zdarzalo mi sie ruchac z partnerem, a w mys
                        > lach o
                        > > brabialam wszystkich jego kolegow po kolei. Gosc mysli, ze babka na niego
                        > taka
                        > > napolana, a babka traktuje go typowo instrumentalnie.
                        >
                        > 1 - I jak wyszłaś na tej strategii koleżanko K?
                        > 2 - Nie doceniasz gości. Tacy naiwni to oni nie bywają. Ty myślisz że gość myśl
                        > i, a on owszem, myśli, ale nie tak jak Ty myślisz. Ot, myśli sobie, że dmuchnął
                        > za darmochę i jest git. Resztę leje.

                        Jak wszlam? Orgazm gwarntowany. Ale to sa zalecenia na orgazm (w przypadku braku lub w przypadku dlugoterminowego partnera gdy ci sie juz ewidentnie nudzi). W przypadku ruchania 'partnera' to nigdy nie jest ruchanie 'za darmo'. Generalnie zasada jest maksymalizacja zyskow i minimaizacja strat.

                        --
                        'Mezczyzna dlugo pozostaje pod wrazeniem jakie wywarl na kobiecie.' (Tuwim)
                        • potwor_z_piccadilly Re: Zmiany zaczynamy od siebie 26.08.17, 20:43
                          hello-kitty2 napisała:

                          > potwor_z_piccadilly napisał:
                          >
                          > > hello-kitty2 napisała:

                          > Jak wszlam? Orgazm gwarntowany. Ale to sa zalecenia na orgazm (w przypadku brak
                          > u lub w przypadku dlugoterminowego partnera gdy ci sie juz ewidentnie nudzi)

                          Właśnie, kochana, ale my nie rozmawiamy po seksie dla zabawy. My rozmawiamy o seksie w związku. O seksie, który ma cementować związek, a nie go rozpierdzielać.
                          Założyciel wątku nie cierpi na żadną dysfunkcję. On jest taki jak go natura ukształtowała. Ma obiekt, strzela. Tak to się odbywało od dziesiątek tysięcy lat.
                          Jedno mu nie wychodzi. Nie wychodzi mu seks dla zabawy. Coś czego natura nie przewidziała i czego należy się nauczyć z pominięciem tego, co natura mu w geny zapisała i tu problem. Nie potrafi się dostosować do współczesnych czasów i obyczajów, lub inaczej, nie ma możliwości do nich się dostosować.
                          Dlaczego nie ma możliwości, lub nie potrafi?
                          O tym jest ten wątek.