maz83
23.08.17, 13:02
Postanowiłem tu napisać szukając pomocy....
#1 - wersja męża:
Seks nam się sypie a za jego sprawą i małżeństwo - z dwóch powodów, które chyba jakoś się łączą ze sobą :(
Pierwszy powód to mój przedwczesny wytrysk. Bardzo bolesna i krępująca sprawa, której nie potrafię rozwiązać w żaden sposób jaki gdzieś znajduję. Po prostu - jakbym się nie starał i jak nie kombinował to nie jestem w stanie zadowolić swojej żony w łóżku. Nijak - na początku pieszczoty (już dość schematycznie - ale o tym za chwilę) a potem krótka "penetracja" trwająca minutę - może trzy, która mnie po 10 latach małżeństwa daje więcej wstydu i poczucia porażki i niezadowolona w łóżku Ona. No bo jak ma się czuć kobieta, która nie ma przeze mnie orgazmów pochwowych w trakcie stosunku???
No i właśnie tu jest druga część problemu. Cały ten problem z przedwczesnym wytryskiem spowodował, że nasz seks stał się schematyczny i nudny. Standardowy przebieg - chwila całowania, "minetka" z łechtaczkowym orgazmem i chwila penetracji.. Żałosne - prawda? Inaczej już chyba jednak nie umiem bo funkcjonuję w poczuciu wstydu i rezygnacji z seksu - bo i po co miałbym o to zabiegać skoro nie wychodzi z tego nic fajnego. Seksualnie i intymnie oddalamy się od siebie dramatycznie. Żona - podejrzewam, że na skutek frustracji i braku spełnienia potrzeb odsuwa się ode mnie. Każdy dotyk i każda próba pieszczot są złe - drażnią, drapią, denerwują. Dotknąć się nie da, "chwycić za cycka" - nie rusz bo nie teraz, pieszczoty w jej stronę - nie z tej strony, nie tak, za szybko, za wolno - czego bym nie próbował to wszystko źle.
Nie wiem co mam robić - wpadamy w błędne koło. Ja się wycofuję z seksu przez ciągłe porażki (czasem zdarzają się problemy ze wzwodem - leczę się na depresję od roku (Trazodon i Sertralina)) a jeśli nawet próbuję coś zrobić (ostatnio prosiła żebym ją "zerżnął porządnie" - to poczułem się jak "gówno w przeręblu bo wiedziałem, że nie podołam") to jej niechęć - okazywana również na twarzy i totalnie biernym zachowaniem mnie zniechęca i deprymuje - chwilami czuję się jakbym ją gwałcił - leży z zamkniętymi oczami, nie dotknie mnie, nie podniesie ręki żeby coś zrobić, pieszczoty z jej strony to rzadkość - jej "lodzika" odbieram raczej jako symulację samej siebie do osiągnięcia jakiegoś podniecenia (podczas "minetki" lubi mieć mnie w ustach...)
Nie chcę teraz wchodzić w głębsze aspekty naszego związku ale na ew. pytania odpowiem w toku dyskusji. Rozjaśniając jednak - mamy po nieco ponad 30 lat, mieszkamy we własnym mieszkaniu, mamy dziecko w wieku przedszkolnym, oboje pracujemy...
To teraz tyle ode mnie. Wysyłam link do tego wpisu do żony licząc, że napisze jak Ona to widzi i czy czegoś nie nakłamałem...