Witam-tez mam problem

07.10.04, 13:40
Witam wszystkich.
Mój problem-nie wystarcza mi seks raz na dwa tygodnie. Tyle wystarcza jednak
mojemu mężowi. Rozmawialiśmy, nie raz. Bywa fajnie, kiedy on się stara-czyt.
kiedy ja mam orgazm. Bywa, że nie mam, bo jak on skończy, to oznacza to
koniec zabawy. Ja się wściekam, ale tylko delikatnie daję mu to do
zrozumienia, żeby nie urazić. On wie o co chodzi, ale i tak się nie stara.
Jak jest ten raz na dwa tyg to ok, jest mi dobrze. Jak częściej, cudem
jakimś, to mi już nie jest miło. Problem w tym, że ja mam potrzebę na seks
częściej. I problem w tym, że ja to przeżywam mocno, dołuję się, źle mi z
tym. On o tym wie. Ostatnio zauważam, że zaczynam jednak tracić chęci. Bo po
co? Żeby znów tylko się napalić i zostać z niespełnionym pożądaniem? Cierpi
na tym moje poczucie własnej wartości. Zamykam się w sobie, mój mąż jednak
jakoś nie dąży do bliskości. Mogę się "rozlużnić" sama, jest to wyjście i
cieszyć się z tego raz na jakiś czas. Ale ja tak nie chcę.
Chyba chowam gdzieś głęboko moje potrzeby, żeby się nie rozczarować, znowu.
Może go przetrzymam jakiś czas, ale czy to ma sens? Jakieś erotyczne
podteksty, maile itp nie działają. Głupio to wszystko opisałam, ale lepiej
nie potrafię.
    • anula36 Re: Witam-tez mam problem 08.10.04, 10:27
      lawendowa_mysz napisała:

      "On wie o co chodzi, ale i tak się nie stara."
      Pozwolilam sobie ciebie zacytowac bo to zdanie wydaje mei sie kwintesencja
      problemu-nie stara sie,nie che mu sie...szczerze mowiac na zla wole partnera to
      naprawde nei wiem co poradzic,byc moze dziala sposob woman -in-love-sciagniecie
      z pawlacza walizki na jego rzeczy,zakrecenie jakiegos waznego dnai niego
      kraniku ( np obiadkow) wizja rozstania..czy;ko czym straszyc w nastepnej
      kolejnosci?
      • lawendowa_mysz Re: Witam-tez mam problem 08.10.04, 10:44
        walizki raczej nie wyciągnę...ale potrząsnąć jakoś nim trzeba, to fakt. Obiadki
        raczej nie podziałają, bo i tak codziennie nie gotuję. Myslę raczej zeby w inną
        stronę "zagrać". Gdzieś sama sobie wyjdę, czas sobie zorganizuję, zadbam o
        siebie ze zdwojoną siłą (nie żebym teraz kocmołuchem była), wspomnę o (może
        wymyślonym) komplemencie kolegi z pracy. A co tam...
        Żeby nakreślić sytuację dokładniej-ja nie jestem pewnie bez winy. Kokietowanie
        facetów to nie jest moja mocna strona, a po kilku latach wspólnego pożycia
        pewnie by się przydało "poderwać" własnego męża jeszcze raz. Nie stronię od
        łóżkowych eksperymentów, ale np zatańczyć, zrobić striptiz, to już się wstydzę.
        • anula36 Re: Witam-tez mam problem 08.10.04, 11:13
          A to zeby wyjsc samej i mala zadrosc wzbudzic to dobry pomysl.
          Bluszcza oplecionego wokol partnera raczej malo sie pozada.
          Nie wiem czy robienie striptizu wbrew wlasnym checiom wplywa pozytywnei na
          wspolzycie moze warto sprobowac sie przemoc- jeszcze sie okaze ze ty sie
          wstydzisz a maz podskakuje
          z radochy:)
          Tylko pewnie latwiej byloby gdyby on zrobil cos zebys i ty podskawala ze
          szczecia..
        • scriptus Re: Witam-tez mam problem 08.10.04, 11:35
          Witaj Myszko,
          Kokietowanie facetów, to nie jest trudna sztuka. Nam niewiele trzeba. Nie
          trzeba "aż" striptisu.
          Jest taka reklama jakiegoś sosu ze słoika, chyba Uncle Bens, gdzie doskonale
          widać mocno kokietujące zachowanie, widać, że im się "chce". Te ruchy,
          porozumiewawcze spojrzenia, uśmiechy. Nie pada tam ani słowo, nie ma ani
          kawałka golizny, a jednak dokładnie wiadomo o co chodzi, zarówno oni oboje
          wiedzą, jak i dla osób postronnych sens jest jasny, a zaskakujące zakończenie,
          bo to tylko reklama przecież, jest nieistotne. Że zamiast w łóżku spotykają się
          przy słoiku sosu... Popatrz na ruchy i spojrzenia tej kobiety i spróbuj
          powtórzyć przed lustrem, a potem przy mężu, na pewno Ci się uda go uwieść...
          Jak do tego dodasz jeszcze niekompletny strój, seksy bielizna, jakieś np
          stringi (nie nago), oszałamiający perfumik, jakaś kolacyjka z winkiem, to facet
          jest albo chory, albo musi się leczyć, jak się na Ciebie nie "rzuci".
          Przepraszam, jeśli moja rada jest nieadekwatna, sam jestem facetem, któremu się
          nie ułożyło, ale mi wystarczy choćby cień uśmiechu ze strony mojej żony, aby
          osiągnęła to, czego Ty pragniesz.
          • lawendowa_mysz Re: Witam-tez mam problem 08.10.04, 12:42
            Dzięki:) jakos od razu mi lepiej
            scriptus, twoja rada jest adekwatna, ale powiedzmy-w połowie
            ja wysyłam sygnały, może nie są czasami zbyt wyraźne, ale moj mąż wie o co
            chodzi. Czasami przemknę w bieliźnie i podziała, nawet gotów jest do pracy się
            spóźnić...A czasami (częściej) nic, co ja znam, robię nie działa (również sms-
            y, maile itp). Muszę nad tym popracować. Tylko, że z natury taka mało pewna
            siebie jestem.
            Inna sprawa, bardzo istotna, moj mąż ma duże wymagania, jeśli chodzi o wygląd.
            A ja coz, po ciązy nie wyglądałam zbyt fajnie (teraz już spoko-i widzę, że ma
            to spore odzwierciedlenie w naszej sypialni). Wiem, że mnie kocha i nawet była
            taka sytuacja, kiedy ja się do niego "dobierałam", a on stanowczo dał mi do
            zrozumienia, że nic z tego, ja się wkurzyłam. Powiedział mi wtedy, że mnie
            naprawde kocha. I prawdę mówił, on szczery jest bardzo. Wiedział że odbieram to
            tak, że czuję się nieakceptowana, niekochana, mówiłam mu o tym.
            Tylko troche mnie to wkurza, że ja muszę sie ciągle tak starać, żeby
            go "zadowolić". Nie żeby zasłużyć na coś, nie, ale żeby był zadowolony.
            A to, że Tobie scriptus, jako tej stronie "wygłodniałej" wystarczy "cień
            uśmiechu" to jasne. Ja zaczełam w pewnym momencie na każdego faceta, który się
            do mnie uśmiechnął, patrzeć jak na potencjalny obiekt seksualny. To straszne,
            bo daleka jestem od zdrady. Ot, głód fizyczny...
            • scriptus Re: Witam-tez mam problem 08.10.04, 14:03
              Że sparafrazuję tytuł filmu "Pieniądze to nie wszystko" - "Sex, to nie
              wszystko". Moja żona ma może mniejsze potrzeby, niż moje potrzeby i możliwości,
              ale z tego akurat nigdy nie robiłem problemu. W każdym związku jedna strona ma
              wieksze potrzeby a druga mniejsze, nie ma dwójki ludzi o tych samych
              potrzebach. Może skrajne niedobranie nie jest dobre, ale różnice są zawsze, bo
              muszą być.
              Jeżeli mąż Cię kocha, to już masz dużo, jeżeli rozmawiacie, umiecie uzgodnić
              stanowisko w każdej sprawie, to najważniejsze.

              A do popieszczenia kobiety, jak już się naprawdę nie może uzyskać erekcji,
              mężczyzna ma ręce, usta, język, całe swoje ciało, ciepłe i dla kobiet też miłe
              w dotyku, chyba , że sie ktoś nie myje, ale to inna historia. Są erotyczne
              zabawki, wibratory itp. Trzeba tylko mieć w sobie wolę bycia czułym kochankiem,
              a taką ambicję chyba ma większość mężczyzn.
              Może nie każdy mężczyzna to umie, wie, jak to robić, ale sama go możesz
              nauczyć, po prostu, nie musisz nic mówić, jak nie chcesz. Ja z gadaniem też mam
              problemy. Poprowadź jego rękę, nie bój się, dla Niego to też przyjemność, tylko
              niekoniecznie o tym wie. Jak się kochacie, liczy się głównie mowa ciała.
              Jeszcze jedna metoda, to zostawić na szafce, czy w widocznym miejscu, niby
              przypadkiem książkę, czy czasopismo z opisem tego, co byś chciała. Zobaczy,
              domyśli się, zwłaszcza jak będzie jakiś obrazek, choćby schematyczny, a w
              kobiecych czasopismach też są.
              Jest jeszcze jeden sposób, rada, którą moja żona dała naszemu znajomemu, który
              się skarżył, że żona z nim "nie sypia" - powiedziała mu - zacznij się przy niej
              onanizować... to też może zadziałać, ale pisałaś, że wstydzisz się zrobić
              striptis, to może i to za trudne dla Ciebie :)
              Powodzenia
              • anula36 Re: Witam-tez mam problem 08.10.04, 17:16
                hmmm...zeby tylko to onanizowanie przy partnerze nie zostalo odebrane jak
                policzek a nei zacheta.
                • scriptus Re: Witam-tez mam problem 09.10.04, 00:10
                  Ja na pewno tak bym tego nie odebrał, raczej jako prowokację do działania,
                  wiadomo jakiego...
                  Ale, każdy jest inny.
                  • anula36 Re: Witam-tez mam problem 09.10.04, 00:12
                    w ukladach gdzie ze wzwodem lekkie problemy i dzialaniem,moze to byc roznie
                    odebrane.Ale sprobowac nei zaszkodzi:)
    • xapur Nic dziwnego... 08.10.04, 20:21
      Raz na dwa tygodnie? Co za facet. Może jestem za młody ale dla mnie raz na dwa
      dni to mało. Jedyne co chyba mogę doradzić to bardziej dosadne zaproszenie do
      miłości. Niektóre zachowania kobiet są zbyt mało czytelne dla faceta. Nam
      trzeba prosto z mostu..., a przynajmniej tak by nie było wątpliowści o co
      chodzi.
      • anula36 Re: Nic dziwnego... 08.10.04, 20:27
        czasami zaluje ze nei mamy peniosow o ile prosciej by bylo pewne rzeczy
        wyrazic;)
        • xapur Re: Nic dziwnego... 08.10.04, 23:12
          Pewnie, że wam łatwiej. Po mnie od razu widać czego chcę. Ale nie macie czego
          zazdrościć. Wyobrażasz sobie jaki to czasem sprawia problem? Np. lato, tramwaj
          i krótkie spodenki. No wszystko widać. W dodatku nie można tego zatrzymać. Jak
          zacznie stawać trzeba poczekać do końca i koniecznie myśleć o czymś jak
          najdalszym od wszelkich skojarzeń. A bywa i tak, że się gdzieś zablokuje w
          fałdach materiału i dopiero jest kłopot. Wtedy nie opadnie za chiny. Trzeba
          ręcznie odblokować, ale jak to zrobić w miejscu publicznym? Potem się ludzie
          dziwnie gapią jak się wiercę na siedzeniu...
          Z drugiej strony ukochana kobieta musi się trochę precyzyjniej wyrażać.
          Zdarzyło mi się już kiedyś, że zostałem ofuknięty za brak zainteresowania.
          Tymczasem dla mnie wysyłane sygnały były nieczytelne. A jak w końcu zrozumiałem
          to musiałem się obejść smakiem - bo już nie miała ochoty. :-( I bądź tu mądry...
      • woman-in-love Re: Nic dziwnego... 08.10.04, 20:32
        xapur napisał:

        > Raz na dwa tygodnie? Co za facet. Może jestem za młody ale dla mnie raz na dwa
        > dni to mało. Jedyne co chyba mogę doradzić to bardziej dosadne zaproszenie do
        > miłości. Niektóre zachowania kobiet są zbyt mało czytelne dla faceta. Nam
        > trzeba prosto z mostu..., a przynajmniej tak by nie było wątpliowści o co
        > chodzi.


        Oj, poczytałbyś watki o oziębłych mężach! Są na tym forum na absolutnym topie.
        • xapur Re: Nic dziwnego... 08.10.04, 23:04
          To się już nie dziwię, że tyle kobiet też zdradza. Nie rozumiem tych facetów.
          Nawet jak nie mają ochoty, przecież to naprawdę niewielki wysiłek, a do tego
          przyjemnie. W ostateczności nawet jak ktoś nie lubi (dziwoląg jakiś) to może
          się raz na jakiś czas wysilić by sprawić żonie przyjemność.
          • scriptus Re: Nic dziwnego... 09.10.04, 00:15
            Niech po prostu żony z oziębłymi mężami robią to, co my robimy z mało
            pobudliwymi kobietami, w końcu jest chyba to równouprawnienie, nie?

            Dobrej gospodyni nawet ciasto w ręku rośnie :)
            • woman-in-love Re: Nic dziwnego... 09.10.04, 04:56
              Dobrej gospodyni nawet ciasto w ręku rośnie :)

              Klasyka męskiego szowinizmu :-)))))))))))))))))))))))))))))(dodam, że żartuję,
              bo mnie zjedzą)
              • scriptus Re: Nic dziwnego... 09.10.04, 09:35
                Powiedzonko uważam za świetne, nie ja je wymyśliłem...

                Ale z męskim szowinizmem dotąd tego nie skojarzyłem :-)))
              • marcin1973 Re: Nic dziwnego... 09.10.04, 10:08

                a właśnie że masz rację!!!!

                woman-in-love napisała:

                > Dobrej gospodyni nawet ciasto w ręku rośnie :)
                >
                > Klasyka męskiego szowinizmu :-)))))))))))))))))))))))))))))(dodam, że żartuję,
                > bo mnie zjedzą)
                • woman-in-love Re: Nic dziwnego... 09.10.04, 16:38
                  No wiadomo, ze jak "nie rośnie", to wg szowinisty gospodyni zła... a tu może
                  jajka nieświeże, albo mąka stęchła. drożdże zmarzły...
                  • xapur Trzeba podgrzać. 10.10.04, 02:55
                    Odrobinę samozaparcia i wszystko urośnie. Potem tylko włożyć do piekarnika i
                    efekt murowany. :-)
                  • scriptus Re: Nic dziwnego... 10.10.04, 13:08
                    Cóż, nie znam przyczyny, czemu mąż Myszki unika, wierzę, że ona się stara i nie
                    potrafię sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji, żebym nie zareagował. Mi
                    wystarczyłby cień uśmiechu i akceptacji, żeby doprowadzić moją żonę do ekstazy
            • anula36 Re: Nic dziwnego... 09.10.04, 09:41
              haha dobre- ciekawe jak to robic kiedy ktos odwraca sie do ciebie tylem albo
              przenosi do innego lozka.
              • lawendowa_mysz Re: Nic dziwnego... 09.10.04, 17:34
                hihihi!!!
                super jesteście-dzięki:))))
                wczoraj wyraźnie powiedziałam czego chce i było fajnie!!! mówię takie rzeczy,
                aż tak wstydliwa nie jestem:)tylko szkoda że tak rzadko mam do tego okazję
                (oprócz zabawy z samą sobą przy nim, na to nie mam odwagi). O gadżetach już
                myślałam i powiem przy najbliższej okazji, przełamię ten mój wstyd cholerny,
                przecież naprawdę mam na to ochotę.
                ale dzisiaj już nastroje do bani...w końcu mu wygarnęłam, że się nie stara-tak
                wogóle, nie tylko w seksie, miło nie było, ale trudno. Na efekty zaczekam. Na
                razie inicjatywa z mojej strony-żeby gdzieś wyjść, pobawić się itd. Czasami wyć
                mi się chce.
                A teraz robię pyszny obiadek, żeby nastroje poprawić. Dzięki kochani za
                wsparcie, bo czuję, że dołuję.
              • xapur Rozwiązaniem pozycja na nekrofila. 10.10.04, 02:53
                Znaczy jak się odwraca tyłem (w przypadku kobiety rzecz jasna). Jak facet to
                trzeba go odwrócić na plecy. Reszta w rękach albo i w czym innym partnera. A
                druga połowa może spokojnie spać dalej...
              • scriptus Re: Nic dziwnego... 11.10.04, 00:14
                Jako mężczyzna powiem po prostu, jeżeli nie ma innych problemów, zawsze można
                się przenieść za partnerem/partnerką do tego innego łóżka. Cóż, jak się kobieta
                odwróci tyłem, w niczym to nie przeszkadza :)))), z mężczyznami nie mam
                doświadczenia :)))), tu się muszą wypowiedziec miłe Panie. Ale podejrzewam, że
                dobre gospodynie ma swoje sposoby nawet na zwietrzałą mąkę, gorzej z
                nieświeżymi jajami, ale, odpowiednio konserwowane jajka też się szybko nie
                psują.
                • anula36 Re: Nic dziwnego... 11.10.04, 00:37
                  czemu w takim razie sam sie nie przeniesiesz do zony??
                  • scriptus Re: Nic dziwnego... 11.10.04, 00:53
                    Zawsze tak robiłem, 80% z dobrym skutkiem. Nawet, jak naprawdę nie miała
                    ochoty, to przynajmniej się przytuliła. Tak naprawdę, to dla mnie nie
                    sam "seks" jest najważniejszy, ale to poczucie bliskości, bycia razem. Ale
                    teraz "nie jesteśmy ze sobą", mogła by to potraktować, jako molestowanie.
                    Sam nie wiem, dodatkową barierą są zamknięte drzwi, zawsze były otwarte..
                    Do mojego pokoju są otwarte cały czas. Nie wiem, w czym Ona się tak zapiekła.

                    Najłatwiej jest radzić innym biorąc pod uwagę swoje pozytywne przeżycia.
                    • laureliamay Zastanów się!!!!!!!!! 11.10.04, 01:28
                      Do awersji seksualnej naprawdę niedaleko......będąc w twoim wieku....myslałam,
                      że wszystko mi się należy...i dzisiaj płaczę....po 12 latach
                      małżeństwa.......jesteśmy nadal razem, ale wszystko zniszczone.....nic nie
                      mozna naprawić.......i tylko tyle pozostało, ze go kocham...i same
                      flustracje, ....bez seksu.....
                      Jeżeli naprawdę kochasz.....staraj się go zrozumieć......on poprostu walczy ze
                      swoją słabością....i jest mu z tym trudno...a najgorsze ,że będzie tak robił
                      dalej......boi się ciebie i twojego temperamentu.....traktuje cię jako
                      osobę "męczącą".....ucieka......jeżeli go kochasz, jeszcze raz powtórzę, nie
                      daj mu uciec, pohamuj swoje potrzeby....pozwól mu poczuć się sobą..on poprostu
                      nie "wyrabia"......bo na przyszłość tak jak ja będziesz płakać.....albo już
                      teraz pomyśl o rozstaniu.....bo on ci nic więcej nie da poza tym co już
                      dał......z uszanowaniem ciebie.....cierpiąca!
                    • anula36 Do Scriptusa 11.10.04, 11:58
                      Jak tak czytam to co piszesz o poczuciu bliskosci bycia razem,bardzo czesto to
                      podkreslasz, w ogolnym podejciu-chwalebne,ale czy ty tej kobiety
                      nie "oblepiasz" swoja koniecznoscia utrzymania braku dystansu?
                      • scriptus Re: Do Scriptusa 11.10.04, 12:04
                        Nie wiem, może...
                        Ale wydaje mi się, że raczej nadmierne zaakcentowanie tego wynika z
                        wyposzczenia i głodu.
                • mala-izunia Re: Nic dziwnego... 11.10.04, 05:02
                  I tu sie mylisz, niestety. Problem ozieblosci partnera to nie problem z
                  erekcja. Oczywiscie, ze jesli sie postaram, to do stosunku dojdzie, jesli go
                  popieszcze reka lub ustami, wszystko (fizycznie) bedzie w porzadku. Ale tu
                  chodzi o cos wiecej. Ja chce sie czuc pozadana, chce, zeby on TEZ inicjowal
                  nasze zblizenia. Co z tego, ze inni mezczyzni ogladaja sie za mna, jesli On
                  nie daje mi odczuc, ze jestem atrakcyjna i ze go podniecam, ze po prostu chce
                  sie ze mna kochac?
                  • lawendowa_mysz Re: Nic dziwnego... 11.10.04, 10:03
                    Mam wlaśnie takie same odczucia jak mala-izunia. Tu nie chodzi o erekcję, z nią
                    nie ma problemu. I nie ma mowy o rozstaniu, w moim związku jest miłość,
                    dziecko, plany na przyszłość, wspólne rozmowy itd. Nie jest źle. Jeśli nawet
                    nic się nie zmieni, ja nie odejdę.
                    • mala-izunia Re: Nic dziwnego... 11.10.04, 20:15
                      Dokladnie to samo. Slub w przyszlym roku, dziecko jak najszybciej po slubie,
                      wielka milosc. Odejscie nie jest rozwiazaniem. Ostatnio z nim rozmawialam.
                      Przyznal mi racje, wie ze tak sie dzieje. Zastanawiamy sie, co z tym zrobic,
                      bo on nie chce mnie unieszczesliwiac. Moze psycholog? Czy ktos korzystal z
                      tego typu pomocy?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja