Dodaj do ulubionych

Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog

15.01.18, 21:57
Dałbym ten wpis do poprzedniego wątku, ale wygląda na to, że albo admini go skasowali albo coś się spierdzieliło, koniec końców nie można w poprzedni wątek wejść, w związku z czym zakładam nowy wątek zaśmiecając nieco forum, ale to nie moja wina.

Po co piszę ten epilog? Z dwóch powodów. Po pierwsze, zawsze sam lubiłem przeczytać jak zakończyła się historia opisana przez jakiegoś forumowicza (niestety, zbyt często opowieści kończą się na "i ja tam byłem, miód i wino piłem" a przecież wszyscy wiemy, że zawsze, wcześniej czy później przychodzi kac). Po drugie, żeby w końcu udowodnić, że moje potencjalnie długoterminowe związki nie stają się moimi realnymi długoterminowymi związkami z mojego powodu :)

Przechodząc do sedna, czyli Wan. Taka fajna laska z Tajlandii, normalna dziewczyna (dla tych czytelników, którzy nie mieli okazji zapoznać się z nieczynnym/skasowanym wątkiem). Nie jakaś super piękność ale naprawdę bardzo ładna, fajna dziewczyna, z którą mógłbyś równie fajnie poruchać się w Ritzu jak i w stogu siana. Wydawała mi się poza tym i bystra i inteligentna.

Wyleciałem w Tajlandii w Sylwestra. Uzgodniliśmy wówczas, że przyleci do mnie na trzy miesiące w maju i że jesteśmy (sama mnie zapytała o nasz status!) w związku i likwidujemy nasze konta na portalu randkowym, na którym się poznaliśmy.

No i przechodząc szybko sedna (choć to żenujące ale potrzebne dla edukacji forumowej młodzieży i urqu):

Ja swoje konto zlikwidowałem zaraz po przyjeździe (drugiego albo trzeciego dnia). Z drobnym problemem, bo to rzeczywiście skomplikowane - kto był na płatnych portalach randkowych ten wie, że to trudne - okazało się, że tylko wygasiłem konto a nie je wykasowałem, więc po kolejnych dwóch czy trzech dniach poprawiłem swój błąd i je już ostatecznie wykasowałem. Oczywiście, nie kierowała mną wyłącznie miłość czy próżność, chodziło mi też o to, żeby nie czardżowali mi karty bezsensownie :)

Z Wan niestety było inaczej. Rozumiem, że nie wykasowała swojego konta dopóki ja nie wykasowałem swojego. Rozumiem też, że mogła nie skasować swojego konta dopóki nie udowodniłem jej, że nie zabawiałem się nią na urlopie tylko miałem realne, długoterminowe zamiary (a uwierzcie mi, ostatnie dwa tygodnie poświęciłem żeby poczuła się pewniej, że naprawdę chcę, żeby do mnie przyjechała w maju).

W każdym razie, w środę wieczorem założyłem sobie konto Sean'a, Anglika z Londynu (czas założenia konta - trzy minuty może) i zobaczyłem, że jej profil cały czas istnieje i że zalogowała się na swój profil tego samego dnia, tyle, że wcześniej. W związku z tym, pełen złych przeczuć, wgrałem mojemu profilowi - Sean'owi z Londynu atrakcyjne zdjęcie i wysłałem Wan serduszko zainteresowania. Przez kilka dni nic się nie działo, nie logowała się, więc myślałem, że po prostu próbowała zlikwidować wtedy konto ale jej się nie udało. Niestety, dzisiaj się zjebało. I naprawdę, symptomatyczne i wymagające analizy psychologicznej jest to dlaczego zjebało się własnie dzisiaj :) Dzisiaj był najbardziej "czuły" dzień. Wczoraj przed jej snem byłem funny po wcześniejszym cocky, dziś rano mi napisała między innymi, że mnie kocha i w tym samym mniej więcej czasie zalogowała się na portal randkowy. Ok, rzyg, ale nie byłem do końca pewny o co chodziło z tym logowaniem - może pomyłka, może chęć dowartościowania się, może sprawdzała czy ja rzeczywiście skasowałem swoje konto. W każdym razie, posłodziliśmy sobie dzisiaj, nawet bardziej mi ona niż ja jej, w każdym razie to ona była tą stroną nieco bardziej inicjującą kontakt dzisiaj. No i w życiu bym się nie spodziewał, że Sean dzisiaj ok. 18 naszego czasu, jak własnie siedziałem na kiblu po powrocie z pracy dostanie serduszko od Wan :)

Jest to zajebiście smutne. Wiem, Bismarck powiedział, że lepiej nie wiedzieć i tak dalej, ale mimo wszystko lepiej wiedzieć. I tak sobie myślę, że w tej całej "zdradzie" boli mnie najbardziej, że to było takie w sumie strasznie stereotypowe, banalne i głupie. Do zdemaskowania w trzy minuty. To był po prostu policzek w moją inteligencję :)

W każdym razie wracamy na stare tory - w kwietniu, po trzech miesiącach, kompleksowy przegląd karoserii i podwozia i znowu w trasę! :)

PS. Znowu będę musiał stopkę zmienić :/
Obserwuj wątek
        • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 22:23
          wont2 napisał:
          > Naprawdę nie rozumiem. Chodzi ci o to, że przesadzam że piszę o zdradzie, czy ż
          > e jestem za bardzo waniliowy pisząc o "zdradzie"? :)

          Nie. Chodzi mi o to, że gdybyś pojechał do Disneylandu i zaczął opierdalać portiera, że ten pałac to tak naprawdę jakaś pierdolona makieta, a nie prawdziwy zamek, a po placu wcale nie chodzi autentyczny Kaczor Donald i Myszka Miki, tylko jacyś przebierańcy w kostiumach, to też bym się popukał w czoło.
          Życie to ta makieta zamku Disneya.
              • hello-kitty2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:14
                sabat3 napisał:

                > wont2 napisał:
                > > Ha ha :) Jesteś za bardzo cyniczny :)
                >
                > Bardziej niż sądzisz.

                Taki jestes Sabat cwany cynik? A jeszcze niedawno odszczekiwales sie Mabelle zeby sobie nie myslala, ze jest jakas 'lepsza' od omawianej pary kochankow, bo miala czelnosc w swej przemocowosci zajaknac sie, ze tak to sie wlasnie ludzie hiv zarazaja. Podla przemocowa Mabelle, co ona moze wiedziec o prawdziwym uczuciu, chamka jedna z hiv wyjedza, kiedy love story trwa, a Ty zes pierwszy obronca. Przemoc w bialy dzien! No i co teraz? Lyso Ci? Sie umiesz ustawiac zawsze po stonie swiecacego zwyciestwo, a jak sie zwyciescy noga podwinie, to juz obrot i mu kopa jeb, ze jaki glupi byl, jaki naiwny i w ogole smiech na sali, a przeciez Ty juz dawno wiedziales, ze to plastikowy Disney byl. Sorry ale sliskie to bardzo. POdsumowujac: triumf swietujemy razem, sie po pleckach poklepujemy, piatki przybijamy i pilnujemy zeby nikt nie krakal, a jak podmiotowi triumfu zdarzy sie upasc to go publicznie wysmiewamy. Wez no przemysl i postaw sie na miejscu czlowieka.
                • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:34
                  Kitty, ja wciąż uważam, że ona ma plan przyjazdu do Europy. Po co by z nim spała? Po co koresponduje? Myślisz, że ona jest jakaś jebnięta, czy co? Tyle że to jest na zasadzie "jak nie z tym, to z innym", to akurat było do przewidzenia od początku, dlatego twardo oprotestowałem pomysł żenienia się z tą panną. Chce się laska wyrwać z kraju, ma plan, jest deal. Tak na to trzeba patrzeć.
                  Co do Mabelle - dalej tak uważam. Nie ma sensu wyzywać ludzi od debili tylko dlatego, że się z kimś przespali. Natomiast brak użycia prezerwatyw mnie też wydaje się co najmniej dziwny, no ale to nie moja sprawa. Każdy może każdego czymś zarazić i nawet o tym nie wiedzieć.
          • dinamokutaisi Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 22:27
            sabat3 napisał:

            > wont2 napisał:
            > > Naprawdę nie rozumiem. Chodzi ci o to, że przesadzam że piszę o zdradzie,
            > czy ż
            > > e jestem za bardzo waniliowy pisząc o "zdradzie"? :)
            >
            > Nie. Chodzi mi o to, że gdybyś pojechał do Disneylandu i zaczął opierdalać port
            > iera, że ten pałac to tak naprawdę jakaś pierdolona makieta, a nie prawdziwy za
            > mek, a po placu wcale nie chodzi autentyczny Kaczor Donald i Myszka Miki, tylko
            > jacyś przebierańcy w kostiumach, to też bym się popukał w czoło.
            > Życie to ta makieta zamku Disneya.

            Sabat Ty byłeś inteligentnie sceptyczny, ja również, dbaliśmy o Wonta (doing a right thing for a pal is real something, coś takiego w Casablance pada), ale nie można odmawiać żadnej Tajce startu dopóki nie udowodni że jest zdradziecka, rozumiesz.
            • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 22:35
              dinamokutaisi napisał(a):
              > Sabat Ty byłeś inteligentnie sceptyczny, ja również, dbaliśmy o Wonta (doing a
              > right thing for a pal is real something, coś takiego w Casablance pada), ale ni
              > e można odmawiać żadnej Tajce startu dopóki nie udowodni że jest zdradziecka, r
              > ozumiesz.

              Co ma z tym wspólnego to, że ona jest Tajką? To nie ma nic do rzeczy.
              Pytanie - co teraz?
              Kasujesz konto "Seana" i czekasz do kwietnia, czy kiedy tam? :)
                • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 22:54
                  wont2 napisał:
                  > Nie no weź nie żartuj :)

                  Dlaczego? Póki co możesz być najlepszą opcją, nie jest jasne, czy do tego czasu znajdzie kogoś ciekawszego. Skoro pisze, to znaczy, że jej na ten moment jeszcze zależy, a tylko rozpoznawczo sprawdza, czy nie może zalicytować wyżej. Cóż w tym dziwnego? Jak jeszcze dałeś Anglika i to jakiegoś bardzo przystojnego... Zbyt duże wyzwanie, a dziewczyna w trybie "rozpoznaję otoczenie".
                  • dinamokutaisi Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:00
                    sabat3 napisał:

                    > wont2 napisał:
                    > > Nie no weź nie żartuj :)
                    >
                    > Dlaczego? Póki co możesz być najlepszą opcją, nie jest jasne, czy do tego czasu
                    > znajdzie kogoś ciekawszego. Skoro pisze, to znaczy, że jej na ten moment jeszc
                    > ze zależy, a tylko rozpoznawczo sprawdza, czy nie może zalicytować wyżej. Cóż w
                    > tym dziwnego? Jak jeszcze dałeś Anglika i to jakiegoś bardzo przystojnego... Z
                    > byt duże wyzwanie, a dziewczyna w trybie "rozpoznaję otoczenie".

                    Jakie zalicytować wyżej frajerze. "Zaprzyjaźniają się" z iloma się tylko da, tak jak w przekręcie nigeryjskim. Notabene jedna oszukana babka zaopiekowała się potem tym oszustem, ciekawa historia, mimo że ją oszukał, żeby wydobyć go z nędzy moralnej. To samo można spróbować i tu:)
                    • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:32
                      dinamokutaisi napisał(a):

                      > Jakie zalicytować wyżej frajerze. "Zaprzyjaźniają się" z iloma się tylko da, ta
                      > k jak w przekręcie nigeryjskim. Notabene jedna oszukana babka zaopiekowała się
                      > potem tym oszustem, ciekawa historia, mimo że ją oszukał, żeby wydobyć go z nęd
                      > zy moralnej. To samo można spróbować i tu:)
                      -----
                      Nie, mimo całego mojego rozżalenia to to nie był przekręt nigeryjski :) Wan podczas całego mojego mojego pobytu nie sprawdzała komórki, nie smsowała, jak z kimś rozmawiała to tylko z mamą (codziennie). To nie jest zła dziewczyna. Po prostu, nie polubiła mnie wystarczająco i nie zdała testu. Z innym, kogoś kogo naprawdę polubi i pokocha - a jest tego naprawdę warta - zda :)
                      • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:39
                        wont2 napisał:
                        > Nie, mimo całego mojego rozżalenia to to nie był przekręt nigeryjski :) Wan pod
                        > czas całego mojego mojego pobytu nie sprawdzała komórki, nie smsowała, jak z ki
                        > mś rozmawiała to tylko z mamą (codziennie). To nie jest zła dziewczyna. Po pros
                        > tu, nie polubiła mnie wystarczająco i nie zdała testu. Z innym, kogoś kogo napr
                        > awdę polubi i pokocha - a jest tego naprawdę warta - zda :)

                        Pokaż zdjęcie, które wstawileś, a odpowiem Ci, czy ten test zdałoby większość żon naszych polskich znajomych. No wiesz, Twoich i moich :D
                        • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 00:07
                          sabat3 napisał:

                          > Pokaż zdjęcie, które wstawileś, a odpowiem Ci, czy ten test zdałoby większość ż
                          > on naszych polskich znajomych. No wiesz, Twoich i moich :D
                          ------------
                          Bardzo proszę :) W każdy razie gość (dałem mu chyba w profilu 33 lata) ma zajebiste branie w Tajlandii.

                          www.surrey.ac.uk/sites/default/files/Leo%20Blanchard%20University%20of%20Surrey%20English%20Literature%20student.jpg
                          • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 00:15
                            wont2 napisał:
                            > Bardzo proszę :) W każdy razie gość (dałem mu chyba w profilu 33 lata) ma zajeb
                            > iste branie w Tajlandii.
                            >
                            > www.surrey.ac.uk/sites/default/files/Leo%20Blanchard%20University%20of%20Surrey%20English%20Literature%20student.jpg
                            >

                            JA PIERDOLĘ...
                            Nie no, to jak byś (będąc kobietę) chciał testować wierność małżonka wysyłając taką panią:
                            4.bp.blogspot.com/-ilhiZO-jiiM/WHZD4UqwXPI/AAAAAAAAEIA/QVXCSQ_yMIwxi1Zgi2U7MsZF3MX9ugvtACLcB/s1600/selena-gomez-beauty-secrets-hair.jpg
                            "Szelena" wchodzi w butach na wysokich obcasach, wypina opiętą na pupie spódniczkę podnosząc coś z ziemi i pyta "przepraszam, nie wdział pan czasem mojego pieska? Zgubił się w pobliżu". A wierny małżonek podnosi palec i mówi tonem służbisty "HA! Wiem o co pani chodzi! Chce mnie pani uwieść! Nic z tego, jestem Ż-O-N-A-T-Y! Niech pani zapamięta, k a t e g o r y c z n i e odmawiam!"
                            • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 00:33
                              sabat3 napisał:

                              > wont2 napisał:
                              > > Bardzo proszę :) W każdy razie gość (dałem mu chyba w profilu 33 lata) ma
                              > zajeb
                              > > iste branie w Tajlandii.
                              > >
                              > > www.surrey.ac.uk/sites/default/files/Leo%20Blanchard%20University%20of%20Surrey%20English%20Literature%20student.jpg
                              > >
                              >
                              > JA PIERDOLĘ...
                              > Nie no, to jak byś (będąc kobietę) chciał testować wierność małżonka wysyłając
                              > taką panią:
                              > 4.bp.blogspot.com/-ilhiZO-jiiM/WHZD4UqwXPI/AAAAAAAAEIA/QVXCSQ_yMIwxi1Zgi2U7MsZF3MX9ugvtACLcB/s1600/selena-gomez-beauty-secrets-hair.jpg
                              > "Szelena" wchodzi w butach na wysokich obcasach, wypina opiętą na pupie spódnic
                              > zkę podnosząc coś z ziemi i pyta "przepraszam, nie wdział pan czasem mojego pie
                              > ska? Zgubił się w pobliżu". A wierny małżonek podnosi palec i mówi tonem służbi
                              > sty "HA! Wiem o co pani chodzi! Chce mnie pani uwieść! Nic z tego, jestem Ż-O-N
                              > -A-T-Y! Niech pani zapamięta, k a t e g o r y c z n i e odmawiam!"
                              --------
                              Sabat, próbuję Cię zrozumieć - dla Ciebie jest to absolutnie normalne, że mężczyzna zakochawszy się w kobiecie (albo odwrotnie - kobieta w mężczyźnie albo najlepiej oboje w sobie naraz) muszą zdawać sobie z sprawę z tego, że jak przez ulicę ich miasta w ich obecności przejdzie Sean albo Selena to nie ma chuja - będzie zdrada?
                              • aandzia43 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 00:44

                                > --------
                                > Sabat, próbuję Cię zrozumieć - dla Ciebie jest to absolutnie normalne, że mężcz
                                > yzna zakochawszy się w kobiecie (albo odwrotnie - kobieta w mężczyźnie albo naj
                                > lepiej oboje w sobie naraz) muszą zdawać sobie z sprawę z tego, że jak przez ul
                                > icę ich miasta w ich obecności przejdzie Sean albo Selena to nie ma chuja - będ
                                > zie zdrada?

                                Zdrada nie, ale stroszenie piórek, zabawa we flirt, utwierdzanie się w swojej atrakcyjności jak najbardziej. To nie jest ładne i szlachetne, ale niektórym tak się robi w głowie jak złapią wiatr w żagle. Nie wiem czy to zdrada, raczej próżnośc i głupota.
                                Odpuśc i ochlon, potem decyduj.
                              • lybbla Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 03:04
                                wont2 napisał:


                                > Sabat, próbuję Cię zrozumieć - dla Ciebie jest to absolutnie normalne, że mężcz
                                > yzna zakochawszy się w kobiecie (albo odwrotnie - kobieta w mężczyźnie albo naj
                                > lepiej oboje w sobie naraz) muszą zdawać sobie z sprawę z tego, że jak przez ul
                                > icę ich miasta w ich obecności przejdzie Sean albo Selena to nie ma chuja - będ
                                > zie zdrada?


                                Wysłanie serduszka to jest zdrada?
                                Porównajmy z
                                `You fucked me four times the other night. You've been inside me.
                                I swallowed your cum. That means something.'

                                Nie nadążam za tym światem.
                              • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 04:03
                                wont2 napisał:
                                > Sabat, próbuję Cię zrozumieć - dla Ciebie jest to absolutnie normalne, że mężcz
                                > yzna zakochawszy się w kobiecie (albo odwrotnie - kobieta w mężczyźnie albo naj
                                > lepiej oboje w sobie naraz) muszą zdawać sobie z sprawę z tego, że jak przez ul
                                > icę ich miasta w ich obecności przejdzie Sean albo Selena to nie ma chuja - będ
                                > zie zdrada?

                                To jest wstrętne, ale absolutnie normalne.
                                Normalne nie w tym sensie, że ja aprobuję takie zachowanie, ale normalne dlatego, że taka jest ludzka natura. Nasze geny podpowiadają nam maksymalizację zysków. Dlatego sądzę, że niemal w każdym przypadku można przyłożyć do neurokomputera, jakim jest ludzki mózg, bodziec tak silny, by skorumpować jego system wartości. Pytanie jedynie o siłę tego bodźca.
                                Ja zdradziłem kobietę, której ślubowałem dozgonną wierność przed ołtarzem największej religii panującej w mojej kulturze. Wystarczyło kilka silnych bodźców przyłożonych tu i ówdzie, a moje zapewnienia, wewnętrzne przekonania, system wartości itd runęło jak domek z kart.
                                W tym samym czasie - kobieta, która ślubowała mi miłość i że mnie nie opuści aż do śmierci zaczęła mnie traktować jak połączenie śmiecia ze śmierdzącym powietrzem, mimo że ślubowała w obliczu Boga, w którego podobno mocno wierzy. Wystarczyło, że w percepcji jej "neurokomputera" nie jestem dość dobry, by się ze mną mnożyć i przy mnie trwać. Zrobił jej się error na linii biologia - przekonania. Wygrała bezdyskusyjnie biologia. U mnie - też.
                                Nie dziw mi się, że nie mam złudzeń. Kierują nami mroczne instynkty, ludzka natura jest chciwa i podła.
                                  • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 08:54
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > sabat3 napisał:
                                    >
                                    > Kierują nami mroczne instynkty, ludzka nat
                                    > > ura jest chciwa i podła.
                                    >
                                    > No co Ty? Ludzie sa dobrzy, dobrem sie podniecajacy, przynajmniej ci z forum. J
                                    > ak nie wierzysz, to przeczytaj jeszcze raz swoj wlasny sasiedni watek ;-)

                                    Nie no, rece opadaja...
                                    Jakie dobra sa poszukiwane? RZADKIE.
                                  • zawle Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 08:58
                                    hello-kitty2 napisała:
                                    > No co Ty? Ludzie sa dobrzy, dobrem sie podniecajacy, przynajmniej ci z forum. J
                                    > ak nie wierzysz, to przeczytaj jeszcze raz swoj wlasny sasiedni watek ;-)

                                    To siła podnieca, a nie zło czy dobroć. Zło zdecydowanie nie podnieca. Nie wiesz o czym gadasz, porno to nie prawdziwe życie Kicia
                                    • hello-kitty2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 09:17
                                      zawle napisała:

                                      > Nie wies
                                      > z o czym gadasz, porno to nie prawdziwe życie Kicia

                                      Ja gadam o:

                                      > sabat3 napisał:
                                      >
                                      > Kierują nami mroczne instynkty, ludzka nat
                                      > > ura jest chciwa i podła.

                                      Ja napisalam, ze ludzie sa dobrzy i podnieca ich dobro, tego NAUCZYLAM sie z sasiedniego watku, w ktorym WYARGUMENTOWALISCIE dlaczego sie myle, nie? Bedziesz MI nadal argumentowac? Ale co? W jakiej sprawie? Zlem sie podniecam tylko ja, Proteinowy i Urqu (tez z poprzedniego watku), a czy ida za tym czyny, to juz inna sprawa. Reszta, w tym TY, podnieca sie dobrem. Potrzebujesz jeszcze jakis wyjasnien? Masz jeszcze jakis komentarz?
                                      • zawle Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 10:09
                                        Oczywiście że mam....większość pisała że zło nie podnieca. I że to, że pornusy podniecają, to nie znaczy że prawdziwe, realne złe podnieca. Nie wiem jak tam ma Urgu..czy mu stanął jak te muszki czy kotki męczył. Ale chętnie sobie poczytam jak i w jakich sytuacjach Ciebie podnieca zło w realnym świecie. Ja uważam że nie pdonieca ani dobro, anie zło. Podnieca siła która przy tym jest- o ile jest.
                                        • hello-kitty2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 10:38
                                          zawle napisała:

                                          > Oczywiście że mam....większość pisała że zło nie podnieca. I że to, że pornusy
                                          > podniecają, to nie znaczy że prawdziwe, realne złe podnieca. Nie wiem jak tam m
                                          > a Urgu..czy mu stanął jak te muszki czy kotki męczył. Ale chętnie sobie poczyta
                                          > m jak i w jakich sytuacjach Ciebie podnieca zło w realnym świecie. Ja uważam że
                                          > nie pdonieca ani dobro, anie zło. Podnieca siła która przy tym jest- o ile jes
                                          > t.

                                          Zawle tamten watek zakonczylam ze swojej strony podsumowaniem (w tamtym watku). Nie mam juz nic wiecej do powiedzenia, podzielenia sie w tamtej sprawie. Ten watek jest o czyms innym. Tu skomentowalam Sabata twierdzenie o podlosci i chciwosci ludzkiej natury. Moze tez wrzuc cos w temacie, jak chcesz, bo tamten temat juz jest zakonczony konkluzja, ktora podajesz: "większość pisała że zło nie podnieca". Choc z drugiej strony ciekawe, co jara dziewcze surdeszujaca profil innego zaraz po wyznaniu milosci facetowi oklamawszy wpierw Go co do rzekomego sksowania konta? Ale jak uznaliscie na pewno nie jara ja, ze to jest zle.
                                          • zawle Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 11:04
                                            hello-kitty2 napisała: Choc z drugiej strony ciekawe, co jara dziewcze surdeszujaca profil in
                                            > nego zaraz po wyznaniu milosci facetowi oklamawszy wpierw Go co do rzekomego sk
                                            > sowania konta? Ale jak uznaliscie na pewno nie jara ja, ze to jest zle.

                                            A jara? Tylko najpierw ustalmy czy mamy prawoi pisać o tym w tym watku...wszak jest o czym innym;)
                                            Może to kobiece serduszko nie jest takie durne i nieskażone cywilizacją na jakie wygląda? Może wie że męskie deklaracje są szybkie, gorące i równie szybko się o nich zapomina. Może zna tym mężczyzn którym sam seks nie wystarcza...muszą poczuć coś wyjatkowego- no kurwa miłość- tylko że trwa ona tyle co stosunek i podkręcenie kilku następnych. Może dziewczę łase na męskie głaski czyli doskonałość kobiecości? A skąd ja mam to wiedzieć...czy ja znam wschodnie głowy? Ale dziwi mnie że Ciebie ten temat tak nadal porusza i że widzisz w nim jaranie się złem. Ot gierki damko- męskie.
                                      • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 14:46
                                        hello-kitty2 napisała:
                                        > Ja napisalam, ze ludzie sa dobrzy i podnieca ich dobro, tego NAUCZYLAM sie z sa
                                        > siedniego watku, w ktorym WYARGUMENTOWALISCIE dlaczego sie myle, nie? Bedziesz
                                        > MI nadal argumentowac? Ale co? W jakiej sprawie? Zlem sie podniecam tylko ja, P
                                        > roteinowy i Urqu (tez z poprzedniego watku), a czy ida za tym czyny, to juz inn
                                        > a sprawa. Reszta, w tym TY, podnieca sie dobrem. Potrzebujesz jeszcze jakis wyj
                                        > asnien? Masz jeszcze jakis komentarz?

                                        Spróbuje Ci w jasny sposób przekazać co miałem na myśli w ostatnich postach na przestrzeni kilku dni. Myślę, że zrozumiesz, bo jesteś dość inteligentną osobą, tylko się tym wcześniej nie interesowałaś.
                                        Na początek teoria:
                                        en.wikipedia.org/wiki/Triune_brain
                                        Obecnie uważana za zbyt duże uproszczenie, ale chyba z grubsza poprawnie wskazuje pewne zależności w mózgu człowieka.
                                        Mózg rozwijał się dużo dłużej niż istnieje gatunek ludzki. Jego konstrukcja jest więc związana z wszystkimi formami ewolucyjnymi, jakie nam się po drodze przydarzyły.
                                        Są pewne sfery, które są bardzo pierwotne, powstały bardzo dawno, a są takie, które w sensie historii ewolucji są dość nowe. Niektórzy naukowcy postulują, że większość prostych, instynktownych decyzji, w tym decyzje o uznaniu danej osoby za atrakcyjną seksualne, zapada w największym stopniu w tych pierwotniejszych częściach ludzkiego mózgu. Co z tego wynika? Ano to co napisałem - że "rządzą nami mroczne, pierwotne instynkty". Bo tak jest - na poziomie instynktów nie rozumiemy, że czegoś nie wolno, coś jest nieetyczne, niedobre, niezbyt szlachetne. Zobacz jak reagują dzieci, gdy nie mają jeszcze doświadczenia. Widzi czekoladę to wyciąga rękę i zjada. Widzi zabawkę i bierze, "od teraz to moje".
                                        Każdy z nas ma w środku takiego nieokrzesanego stwora, który chce zabierać to co uważa za fajne, żreć, chlać i pierdolić się bez opamiętania. Bo tak działają bardzo proste zwierzęta.
                                        ALE - czym różni się od nich człowiek? Ma też nowe ośrodki umysłu, które myślą abstrakcyjnie, w czasie życia rozwijają własny system wartości, poznają zasady życia społecznego, potrafią też się same zmieniać, poprzez podjęcie decyzji o uczeniu się czegoś nowego.
                                        I proces decyzyjny u człowieka bardzo często tak wygląda - pierwotne, zwierzęce ośrodki wysyłają sygnał do działania, który potem często bywa tłumiony przez "nowy", ludzki umysł, który analizuje co można zrobić, co wypada i jakie będą tego konsekwencje.
                                        Jesteśmy "grzeczni".
                                        Są jednak sytuacje, gdy sygnał tego "pierwotnego, zwierzęcego umysłu" jest tak silny, że zagłusza ośrodki myślenia i człowiek działa mimo wszystko. Na przykład ktoś może być głodny do tego stopnia, że rzuci się na jedzenie. Odskoczy od gorącego garnka, bez zastanawiania się nad tym co robi. Uchyli się przed ciosem, albo upadającym obiektem.
                                        Istnieje w mózgu system "zdarzeń nadzwyczajnych", które obchodzą myślenie w kategoriach społecznych. Głównie chodzi o siłę bodźca.
                                        Dlatego napisałem, że prawie każdego da się skorumpować intelektualnie, obchodząc jego "system wartości". Jeśli czegoś BARDZO pragniesz, to możesz przestać nad sobą panować. To proste, prawie każdemu się zdarzyło.
                                        Teraz odnośnie "dobroci" w drugim człowieku.
                                        Większość poprawnie zbudowanych psychicznie ludzi poprzez termin "dobroć, życzliwość" rozumie zespoły zachowań prospołecznych, ułatwiających nawiązywanie i kontynuowanie pozytywnych relacji z daną osobą. Po prostu - z tym kimś dobrze się współpracuje, wiemy na co można liczyć.
                                        Zdrowym egoizmem z naszej strony jest szukać relacji z takimi osobami, ponieważ współpraca z nimi na dłuższą metę jest najbardziej opłacalna. Możemy domniemywać, że nie zrobią nas w konia, nie wyrządzą szkody czy wręcz krzywdy itd. Dlatego też "dobro jest atrakcyjne". To nie żadna magia - jesteśmy istotami społecznymi i to, czy ktoś jest wyposażony w sprawnie działającą mechanikę w tym względzie, ma dla współpracy między ludźmi duże znaczenie.

                                        Jak widzisz, nie ma żadnej sprzeczności pomiędzy byciem rządzonym przez "mroczne i pierwotne instynkty" a "pożądaniem dobra w drugiej osobie". Bo mowa o "dobrze" w sensie społecznym a nie religijnym.
                      • dinamokutaisi Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:47
                        Oho, widzę że reframing sytuacji postępuje, jutro rano już po prostu postanowisz bardziej się postarać, dla niej:)

                        Ona ma już 27 lat, azjatyckich, i wolno sądzić przez lata chodziła z dziesiątkami farangów via ten serwis randkowy i jakoś nie rozczarowała się z powodu braku zamążpójścia, nawet nie zgorzkniała:)
                        • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:55
                          dinamokutaisi napisał(a):

                          > Oho, widzę że reframing sytuacji postępuje, jutro rano już po prostu postanowis
                          > z bardziej się postarać, dla niej:)
                          >
                          > Ona ma już 27 lat, azjatyckich, i wolno sądzić przez lata chodziła z dziesiątka
                          > mi farangów via ten serwis randkowy i jakoś nie rozczarowała się z powodu braku
                          > zamążpójścia, nawet nie zgorzkniała:)
                          ------
                          Jejku, nie chcę jej bronić w tych okolicznościach przyrody, ale to naprawdę nie jest dziwka tylko normalna dziewczyna :)

                          Zresztą ona jest na Phukecie od niecałego roku, wcześniej pracowała 3 lata w Japonii, więc jeśli parała się "kurestwem" to od niecałego roku :)
                      • zawle Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 01:50
                        wont2 napisał:
                        > Nie, mimo całego mojego rozżalenia to to nie był przekręt nigeryjski :) Wan pod
                        > czas całego mojego mojego pobytu nie sprawdzała komórki, nie smsowała, jak z ki
                        > mś rozmawiała to tylko z mamą (codziennie). To nie jest zła dziewczyna. Po pros
                        > tu, nie polubiła mnie wystarczająco i nie zdała testu. Z innym, kogoś kogo napr
                        > awdę polubi i pokocha - a jest tego naprawdę warta - zda :)

                        Coś mi się wydaje że w tym eksperymencie Ty też testu nie zdałeś.
                  • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:00
                    sabat3 napisał:

                    > wont2 napisał:
                    > > Nie no weź nie żartuj :)
                    >
                    > Dlaczego? Póki co możesz być najlepszą opcją, nie jest jasne, czy do tego czasu
                    > znajdzie kogoś ciekawszego. Skoro pisze, to znaczy, że jej na ten moment jeszc
                    > ze zależy, a tylko rozpoznawczo sprawdza, czy nie może zalicytować wyżej. Cóż w
                    > tym dziwnego? Jak jeszcze dałeś Anglika i to jakiegoś bardzo przystojnego... Z
                    > byt duże wyzwanie, a dziewczyna w trybie "rozpoznaję otoczenie".
                    ----
                    No nie wiem, może jestem starej daty ale mnie to jakoś odstręcza. Jakoś czuję się "zdradzony" i jakoś mi się nie chce kontynuować tej znajomości ;)
                    • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:16
                      wont2 napisał:
                      > No nie wiem, może jestem starej daty ale mnie to jakoś odstręcza. Jakoś czuję s
                      > ię "zdradzony" i jakoś mi się nie chce kontynuować tej znajomości ;)

                      Ja to rozumiem.
                      Po prostu nie sądzę, by to była jakaś wyjątkowa sytuacja. Myślę, że ludzie jako ogół są kłamliwi i mają nieczyste intencje. I to nie jest wyłącznie moja projekcja ;) Im głębiej w las, tym więcej drzew. Im więcej wiesz, tym bardziej łapiesz się za głowę.
                      Wybacz mój cynizm, ale mam trochę podstaw.
                      • dinamokutaisi Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 13:11
                        sabat3 napisał:

                        > wont2 napisał:
                        > > No nie wiem, może jestem starej daty ale mnie to jakoś odstręcza. Jakoś c
                        > zuję s
                        > > ię "zdradzony" i jakoś mi się nie chce kontynuować tej znajomości ;)
                        >
                        > Ja to rozumiem.
                        > Po prostu nie sądzę, by to była jakaś wyjątkowa sytuacja. Myślę, że ludzie jako
                        > ogół są kłamliwi i mają nieczyste intencje. I to nie jest wyłącznie moja proje
                        > kcja ;) Im głębiej w las, tym więcej drzew. Im więcej wiesz, tym bardziej łapie
                        > sz się za głowę.
                        > Wybacz mój cynizm, ale mam trochę podstaw.
                        __
                        Z drugiej strony, jak już tak dyskutujemy dogłębnie, to jest Azja, to jest wpływ buddyzmu na Wan i może ona potrafi tak bardziej bezosobowo być, i kochać Wonta ale też może Seana pokochać
              • dinamokutaisi Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 22:42
                sabat3 napisał:

                > dinamokutaisi napisał(a):
                > > Sabat Ty byłeś inteligentnie sceptyczny, ja również, dbaliśmy o Wonta (do
                > ing a
                > > right thing for a pal is real something, coś takiego w Casablance pada),
                > ale ni
                > > e można odmawiać żadnej Tajce startu dopóki nie udowodni że jest zdradzie
                > cka, r
                > > ozumiesz.
                >
                > Co ma z tym wspólnego to, że ona jest Tajką? To nie ma nic do rzeczy.
                > Pytanie - co teraz?

                Wiem, mnie też zapaliła się czerwona żarówka jak mu za wcześnie, jakby rutynowo dała dupy
                Jednocześnie najwyraźniej manipulując w kierunku miłości skoro się tak uwznioślił od razu
    • potwor_z_piccadilly Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 22:41
      wont2 napisał:

      To był po prostu policze
      > k w moją inteligencję :)

      Dobrze, ze tylko policzek. Bo ciekawe jak byś się poczuł gdyby ty angażując się, nagle się dowiadujesz, że ta tajska piękność to skalpelem i dratwą przerobiony na kobietę chłop.
      W Tajlandii średnio co trzecia, z tych dostępnych, to transwestyta.
      Tak tam się wyspecjalizowali w tego typu przeróbkach, że rozpoznać trudno kto baba, a kto chłop.

        • potwor_z_piccadilly Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 22:57
          wont2 napisał:

          > No nie wiem czy się wyspecjalizowali do końca. Annę Grodzką w Bangkoku robili.

          Grodzką robili partacze.
          Tamci są mistrzami.
          A tak w ogóle, to dziwię Ci się, że szwędasz się po świecie by coś po pijanych niemieckich robolach zarwać, gdy pod nosem masz kobitki jak łanie cudne, co niecierpliwiąc się nogę o nogę pocierają
          • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:02
            potwor_z_piccadilly napisał:

            > A tak w ogóle, to dziwię Ci się, że szwędasz się po świecie by coś po pijanych
            > niemieckich robolach zarwać, gdy pod nosem masz kobitki jak łanie cudne, co nie
            > cierpliwiąc się nogę o nogę pocierają
            -----
            Może się i ocierają, ale jakoś nie o moją nogę ;)
      • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 15.01.18, 23:51
        aandzia43 napisała:

        > Przykro mi Wont, naprawdę. I rozumiem że czujesz się zdradzony. Ale wiesz, to m
        > oże być zwykła babska próżność. Może zastanów się jeszcze?.
        -----
        Andziu, zastanawiałem się nad tym. Wybaczyłbym (być może) chwilę słabości jakby była przeze mnie zaniedbana, jakby miała jakiekolwiek wątpliwości co do moich intencji. Niestety wczoraj wieczorem i dzisiaj nie była zaniedbana, wręcz przeciwnie. Dzisiaj łasiła się, prawiła komplementy, na które ja z chęcią odpisywałem. Dzisiaj rano napisała po raz pierwszy, że mnie kocha :) I dlatego nie jestem jej w stanie tego wybaczyć, bo nigdy już nie będę jej w stanie zaufać. Rozumiesz? Ja nie mam nic do niej, to jest naprawdę super fajna laska, tylko pewnie z kimś innym będzie jej lepiej. Co jest dziwne, to dzisiaj właśnie o ironio złożyła wniosek o nowy paszport, bo dotychczasowy tracił ważność w czerwcu tego roku. Wysłała mi zdjęcie wniosku o nowy paszport. Nowy paszport był potrzebny, żebym wystawił jej zaproszenie potrzebne do wizy. Szkoda, naprawdę. Zastanawiałem się czy mógłbym ją zaprosić, żeby ją po prostu na luzaku, bez emocji, poruchać, no i chyba jednak nie. Tydzień może bym wytrzymał, nie więcej.
        • zawle Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 01:54
          wont2 napisał: Zastanawiałem s
          > ię czy mógłbym ją zaprosić, żeby ją po prostu na luzaku, bez emocji, poruchać,
          > no i chyba jednak nie. Tydzień może bym wytrzymał, nie więcej.

          A potem co byś jej powiedział? Że robisz się opryskliwy bo już zaczynasz tęsknić i boisz się rozstania?:))
          • kag73 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 02:09
            Oj, przykro mi, Wont : (
            Rzecz ma sie pewnie tak, ze Ty w sumie zakochany a dla niej to nie wielka milosc, tylko jestes dobra partia, zeby sie ustatkowac, nieco lepiej ustawic i miec dziecko. Tu jak najbardziej jestes dobrym kandydatem. I jak najbardziej moglaby wyjsc za Ciebie i byc dobra zona. Chyba podchodzi do tego rozumowo/zdroworozsadkowo. Niemniej lepiej do niej pasowalby mlodszy, a ten Angol jest mlodszy, no taka jest prawda. W dodatku moze miec swoje przyzwyczajenia, no po prostu buszuje po tym portalu randkowym. W dodatku zostawia sobie wszystkie opcje, w razie Ty bys sie rozmyslil albo w razie znajdzie takiego, w ktorym sie naprawde zakocha, bo no... dobrze to nie wyglada, nie wyglada na zakochana w Tobie :(
            A Ty sadziles, jak wielu, w podobnej sytuacji, po sobie. Na to wyglada, ale w jej glowie nikt z nas nie siedzi.
      • dinamokutaisi Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 13:43
        aandzia43 15.01.18, 23:30

        Przykro mi Wont, naprawdę. I rozumiem że czujesz się zdradzony. Ale wiesz, to może być zwykła babska próżność. Może zastanów się jeszcze?.
        __
        Mogła po prostu czuć się tak szczęśliwa będąc zakochana z wzajemnością w Woncie, że gdy dostała to serduszko od Seana odesłała mu je z radości/miłości do całego świata w ogóle nie chcąc z Seanem nic czynić. Czyli teraz Wont kontynuując swoją prowokację będzie musiał sprawdzić - on już nad tym myśli, no bo jak inaczej zerwać - czy Wanessa tylko tak ogólnie i platonicznie to serducho do Seana, czy konkretniej
        • aandzia43 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 15:04
          dinamokutaisi napisał(a):

          > aandzia43 15.01.18, 23:30
          >
          > Przykro mi Wont, naprawdę. I rozumiem że czujesz się zdradzony. Ale wiesz, to m
          > oże być zwykła babska próżność. Może zastanów się jeszcze?.
          > __
          > Mogła po prostu czuć się tak szczęśliwa będąc zakochana z wzajemnością w Woncie
          > , że gdy dostała to serduszko od Seana odesłała mu je z radości/miłości do całe
          > go świata w ogóle nie chcąc z Seanem nic czynić. Czyli teraz Wont kontynuując s
          > woją prowokację będzie musiał sprawdzić - on już nad tym myśli, no bo jak inacz
          > ej zerwać - czy Wanessa tylko tak ogólnie i platonicznie to serducho do Seana,
          > czy konkretniej

          Całkiem prawdopodobne, ludzie zakochani są nieźle nakręceni, promienieją, przyciągają spojrzenia, mają fajną aurę. I sami "z rozpędu" bawią się nieco w uwodzenie, bez żadnych planów czy konkretnych chuci w bok skierowanych.
          • kag73 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 15:10
            "Całkiem prawdopodobne, ludzie zakochani są nieźle nakręceni, promienieją, przyciągają spojrzenia, mają fajną aurę. I sami "z rozpędu" bawią się nieco w uwodzenie, bez żadnych planów czy konkretnych chuci w bok skierowanych."

            Alez tu chodzi o to, ze oni sie umowili, ze konta skasuja. A tu nie skasowala i w dodatku wyslala serduszko.

    • urquhart Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 06:30
      wont2 napisał:
      > No i przechodząc szybko sedna (choć to żenujące ale potrzebne dla edukacji foru
      > mowej młodzieży i urqu): (...)
      > Jest to zajebiście smutne. Wiem, Bismarck powiedział, że lepiej nie wiedzieć i
      > tak dalej, ale mimo wszystko lepiej wiedzieć. I tak sobie myślę, że w tej całej
      > "zdradzie" boli mnie najbardziej, że to było takie w sumie strasznie stereotyp
      > owe, banalne i głupie. Do zdemaskowania w trzy minuty. To był po prostu policze
      > k w moją inteligencję :)

      Czy ty nie przesadziłeś z tą przewagą i nie wymagasz od niej czegoś czego nie wymagałbyś od siebie ?
      Zastanów się dobrze jak ty byś zareagował jak byś dostał teraz wiadomość od jakiejś naszej atrakcyjnej amazonki z forum że przykułeś jej uwagę ...
    • rekreativa Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 12:49
      A może już wie, że na obietnice i wyznania Farangów należy patrzeć przez palce i woli mieć w pogotowiu Faranga zapasowego?
      A może celowo zrobiłeś prowokację z pięknym Anglikiem, żeby mieć pretekst do wymiksowania się z całej tej afery, bo tak w głębi ducha to wcale nie masz ochoty bawić się w dom z jakąś Tajką?
      • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 13:57
        rekreativa napisała:

        > A może już wie, że na obietnice i wyznania Farangów należy patrzeć przez palce
        > i woli mieć w pogotowiu Faranga zapasowego?
        > A może celowo zrobiłeś prowokację z pięknym Anglikiem, żeby mieć pretekst do wy
        > miksowania się z całej tej afery, bo tak w głębi ducha to wcale nie masz ochoty
        > bawić się w dom z jakąś Tajką?
        -----
        Tak, celowo zrobilem prowokacje z pieknym Anglikiem, zeby miec pretekst do wymiksowania sie z tej calej afery, bo tak w glebi ducha to wcale nie mam ochoty bawic sie w dom z jakas Tajka. Zadowoleni?

        Doprecyzuje tylko, ze chronologia byla taka, ze:
        1. Stwierdzilismy, ze jestesmy w zwiazku i kasujemy w zwiazku z tym nasze konta na portalu.
        2. Ja swoje konto skasowalem. Ona swojego nie skasowala, o czym dowiedzialem sie w srode wieczorem po zalozeniu fikcyjnego konta. Co wiecej, nie tyle nie skasowala swojego konta ale sie na nie tego samego dnia zalogowala.
        3. Sklonilo mnie to do wrzucenia do utworzonego przeze mnie pospiesznie profilu zdjecia i wyslania serduszka.
        4. Przez kilka dni nic sie nie dzialo, nie logowala sie w ogole na portal. Niestety, wczoraj sie zjebalo. Rano sie zalogowala, a wieczorem wyslala serduszko.

        Czuje sie w zwiazku z tym oszukany i zdradzony. Takich rzeczy sie nie robi, tym bardziej w dniu, w ktorym prawi sie komus komplementy i wyznaje milosc.

        Mam osobiscie w nosie jakie byly jej motywacje. Ja takiej rzeczy nie zrobilbym (nawet nie dlatego ze jestem lojalny tylko dlatego ze jak sie z kims na serio spotykam to do glowy mi nie przychodzi interesowanie sie kims innym) i tego samego oczekuje od drugiej strony.

        Poki co nie rozmawialem z nia o tym, ignoruje jej wiadomosci. Za bardzo jestem wkurwiony i mam gule w gardle. Zenujace jest, ze czlowiek nie moze komus zaufac w tak trywialnych i elementarnych wydawaloby sie sprawach i musi znizac sie do zakladania jakichs fikcyjnych kont. A wypowiedzi dziewczyn, probujacych usprawiedliwic tego rodzaju zachowanie i przerzucic czesc winy na mnie powoduja u mnie wskrzeszenie cebulek na glowie, zeby, po odrosnieciu, wlosy mogly stanac mi deba.
        • rekreativa Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 14:05
          "A wypowiedzi dziewczyn, probujacych usprawiedliwic tego rodzaju zachowanie i"

          Domyślanie się, dlaczego ktoś coś zrobił nie oznacza z automatu usprawiedliwiania tego, co zrobił.
          Faktem jest również, że założyłeś fejkowe konto, gdyż nie miałeś zaufania do Wan. A jeśli nie miałeś zaufania, to może lepiej, że się skończyło.
          • zawle Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 14:11
            rekreativa napisała:
            > Domyślanie się, dlaczego ktoś coś zrobił nie oznacza z automatu usprawiedliwian
            > ia tego, co zrobił.
            > Faktem jest również, że założyłeś fejkowe konto, gdyż nie miałeś zaufania do Wa
            > n. A jeśli nie miałeś zaufania, to może lepiej, że się skończyło.

            To był tylko eksperment z małym kieszonkowym jebadełkiem za darmochę. Nie ....za czułe słówka. Nie kupiłeś jej na to. Brawo Wan.
            • dinamokutaisi Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 14:16
              zawle napisała:


              > > n. A jeśli nie miałeś zaufania, to może lepiej, że się skończyło.
              >
              > To był tylko eksperment z małym kieszonkowym jebadełkiem za darmochę. Nie ....z
              > a czułe słówka. Nie kupiłeś jej na to. Brawo Wan.

              Właśnie, brawo Wan i brawo Wont, spotkanie mistrzów! Remis i rozejść się.
              • wont2 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 14:24
                dinamokutaisi napisał(a):

                > zawle napisała:
                >
                >
                > > > n. A jeśli nie miałeś zaufania, to może lepiej, że się skończyło.
                > >
                > > To był tylko eksperment z małym kieszonkowym jebadełkiem za darmochę. Nie
                > ....z
                > > a czułe słówka. Nie kupiłeś jej na to. Brawo Wan.
                >
                > Właśnie, brawo Wan i brawo Wont, spotkanie mistrzów! Remis i rozejść się.
                ----
                Tak, logika i bezstronnosc nigdy nie byly mocna strona zawle :) Brawa dla Wan, ze nie zaufala wontowi i szukala zapasowego Faranga. Buuu dla wonta, ze nie zaufal Wan i sprawdzil czy nie szuka zapasowego Faranga :)
                • kag73 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 14:51
                  Po pierwsze zaufanie, po nastepne uczucie. Czlowiek z wiekiem ostroznieje i sie pilnuje co by sie za szybko nie zakochac. Moim zdaniem, zreszta nie ma wpywu na to, zeby sie w kims zakochac, bo on/ona tego chce. Wont, Ty sie oczywiscie zauroczyles/zakochales, bo miales czym sie zachlysnac. Super (wedlug Twojej oceny) atrakcyjna i mila babka, w lozku Ci sie podobalo chociazby ze wzgldu na samo cialo, reszte pomijam. Wiec wpadles jak sliwka w kompot. Ona...hmm, nic do Ciebie osobiscie, bo nie wiem nawet jak wygladasz, ale jestes o sporo od niej straszy (wiem wielu wmawia, ze nie wazne, bo kobiety...bo mezczyzzni itd, to nie moje zdanie) i juz ten fakt jest na Twoja niekorzysc. W dodatku seks dla Ciebie super, nie oznacza z automatu dla niej super. To zawsze kazdego subiektywna ocena. W dodatku to nie zawsze, albo nie u wszystkich seks bedzie decydowal o ocenie osoby czy zwiazku. Patrzac na okolicznosci: dla niej moze byc za krotko, za malo czasu, zeby czuc wielka milosc i juz nie szukac. Milosc owszem wyznaje, bo nadal jestes w obrebie jej zainteresowania, no i trudno w nieswoim jezyku (obcy nie wystarczajaco opanowany) wyrazac niuanse uczuciowe. Moze Ciebie jeszcze pokochac albo nawet z Toba zyc. Ale ogolnie: mozesz sie rozmyslic rowniez Ty, w Twojej glowie nie siedzi, moze znalezc sie inny, lepszy a czas leci. Ty daleko, wiza tez. Wydaje mi sie, ze nie masz wystarczajacego bonusu/kredytu czasowego i uczuciowego przede wszystkim, by nie patrzec kto tam jeszcz sie moze nadac. Tym bardziej, ze jej czas ucieka, bo chce rodziny i dziecka.
                  • dinamokutaisi Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 14:58
                    Kag napisała: Wont, Ty sie oczywiscie zauroczyles/zakochales, bo miales czym sie zachlysnac. Super (wedlug Twojej oceny) atrakcyjna i mila babka, w lozku Ci sie podobalo chociazby ze wzgldu na samo cialo, reszte pomijam. Wiec wpadles jak sliwka w kompot. Ona...hmm, nic do Ciebie osobiscie, bo nie wiem nawet jak wygladasz, ale jestes o sporo od niej straszy (wiem wielu wmawia, ze nie wazne, bo kobiety...bo mezczyzzni itd, to nie moje zdanie) i juz ten fakt jest na Twoja niekorzysc. W dodatku seks dla Ciebie super, nie oznacza z automatu dla niej super. To zawsze kazdego subiektywna ocena."

                    On był w egzotycznym przygodowym osamotnieniu tam, może nawet jakby w raju, tak że ona dostała asocjację uczuciową ponad jej rolę i zasługi w jego ogólnym stanie uczuciowym na tropikalnej wyspie. Wont ostygłby do maja... Wan miała rację że się ucieszyła z prac nad zaproszeniem i że nie traciła czasu na wypadek gdyby ostygł...
                    Co do seksu... Za ostro ją orał, to dlatego wartościowe dziewczyny od niego uciekają w końcu...
                    • kag73 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 15:05
                      No owszem mozliwe. Tez znam pryzpadek stad. Wloch taki byl zauroczony dziewczyna, motyle w brzuchu, plany, ze znow wroci jak najszybciej sie da na urlop. Wyjechal do Wloch i...jakos juz nie wrocil. A taki byl zakochany.

                      "Co do seksu... Za ostro ją orał, to dlatego wartościowe dziewczyny od niego uciekają w końcu..."

                      A skad Ty to wiesz?
                      Chociaz jezeli by tak bylo to intuicyjnie powiem, ze nie "orze sie" tak ostro w miare mlodej dopiero co poznanej babki, zwlaszcza jezeli ma sie wobec niej powazne plany. Ale...wont na poczatku takich planow nie mial. Przyszly mu dopiero w miare kolejnych seksow i spotkan.
                  • gogol77 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 17:26
                    kag73 napisała:
                    > Po pierwsze zaufanie, po nastepne uczucie.... Ty sie oczywiscie zauroczyles/zakochales, bo miales czym sie zachlysnac.>

                    Już wszyscy się wypowiedzieli, więc ja też!
                    Mimo, że wontowe perypetie to już dla mnie pradawne czasy bo jestem TJ wierny... jak pies. Czego nie da się niestety powiedzieć o wierności żonie.
                    Więc tak:
                    Za pokolenia moich rodziców kolejność była taka: zauroczenie ---> zaufanie ---> zakochanie ---> ślubowanie ---> ruchanie
                    Za mojego kolejność taka: zauroczenie ---> ruchanie (jak dała) ----> zaufanie ---> zakochanie ---> ślubowanie (to ostatnie tylko ewentualnie - jeśli ruchanie było fajne i było się singlem). Panie przed ruchaniem potrzebują także trochę zaufania, my już niekoniecznie.
                    U wonta: ruchanie ---> zauroczenie ---> zakochanie ---> zaufanie --->ślubowanie (to ostatnie w planach, bo ruchanie było fajne).
                    Jeśli w tych moich harmonogramach są błędy - proszę poprawić
                    Ale budowanie zakochania bez zaufania, zakochania opartego tylko na fajnym ruchaniu jest zawsze ryzykowne. Korzystają z tego sprawnie ruchający bad boye.
                    Panie (bad girls? są takie?) - chyba rzadziej, bo one nie mając zauroczenia/zaufania rzadziej rozkładają nogi, a jeśli już (bo im się okropnie chciało) - to z wkalkulowanym ryzykiem, że to tylko ONS.
                    No więc może Wan to taka trochę bad girl co po prostu lubi seks?
                    I tu były by plusy dla Wonta (na pocieszenie!). No bo tak, jak ona lubi seks to... lubi fajny seks a nie taki sobie. Więc jeśli ona nie oddaliła Wonta po kilku razach to znaczy, że Wont... jest dobry w te klocki.
                    Na poparcie mojej tezy mam, że co, że tyle czasu udawała orgazmy i Wont nie wyczaił??? Nie wierzę!

                    Jestem mentalnym więźniem swojego przypadkowego sukcesu (copyright by kitty)
                    • kag73 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 18:13
                      "I tu były by plusy dla Wonta (na pocieszenie!). No bo tak, jak ona lubi seks to... lubi fajny seks a nie taki sobie. Więc jeśli ona nie oddaliła Wonta po kilku razach to znaczy, że Wont... jest dobry w te klocki."

                      Hmm, tego tez nie wiemy. Wiemy, ze chcialaby bialego do zwiazku i dziecka z bialym. I zapewne zdaje sobie sprawe, ze jak najbardziej dobre ruchanie (dla faceta dobre), danie dostepu do atrakcyjnego ciala i cipki daje wielkie sznase na to, ze sie facet zauroczy/zakocha i jest najpewniejsza droga do zwiazku (jezeli facet jest singlem i w dodatku nie bedacym kompletnie na "nie"), bo on tego seksu bedzie chcial i tej dziurki na wylacznosc i tak wychodzi z tego zwiazek. Wont jest najlepszym dowodem, ze tak sie dzieje (owszem bywa tez inaczej). Prawda stara jak swiat.

                      "Na poparcie mojej tezy mam, że co, że tyle czasu udawała orgazmy i Wont nie wyczaił??? Nie wierzę!"

                      O tym, o jej orgazmach i czy je miewala wcale nic nie wiemy. No chyba, ze cos przeoczylam. Zreszta ile to jest "tyle czasu" te 3 tygodnie to tak duzo? I jeszcze gogol, nie przeceniaj facetow :))

                      Poza protokolem, rzeczy nie mozna tu traktowac standardowo, bo okolicznosci przyrody sa dosc skomplikowane. Okolicznosci poznania, roznica wieku, oczekiwania po obu stronach, na poczatku deklarowane plany (wont mowil, ze dziecka i zony nie chce i nie szuka). Tak jak my czytujemy o wysiudlanych farangach, tak Wan zapewne zna druga strone: Tajki jednak zapomniane przez zauroczonych i obiecujacych bialych. I pewnie wcale nie klamali, zwyczajnie wrocili do domu i ostygli przez pare miesiecy albo nadarzyla sie im inna babka, krajanka, tez dobra. I nawet duzo latwiejsze okolicznosci. Wiec nie ma co slepo ufac i liczyc tylko na to, mozna patrzec dalej, jednoczesnie wierzac ze ten zakochany jednak dotrzyma obietnicy a wtedy mozna uczyc sie kochac i budowac zwiazek czy byc w nim.
                      Inna opcja: wont to nie ten ksiaze, wiec patrzec moze pojawi sie jednak ksiaze a jak nie...to wezmie sie wonta.
                      • gogol77 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 21:51
                        kag73 napisała:
                        > Wiemy, ze chcialaby bialego do zwiazku i dziecka z bialym. I zapewne zdaje sobie sprawe, ze jak najbardziej dobre ruchanie (dla faceta dobre), danie dostepu do atrakcyjnego ciala i cipki daje wielkie szanase na to, ze sie facet zauroczy/zakocha i jest najpewniejsza droga do zwiazku>

                        No, no, więc jeśli dla Wan celem był związek i dziecko z białym, a seks tylko gdzieś tam na dalszym planie, a jeszcze gdzieś przeczytała, że te farangi to lubią jak baba się drze - to się darła. I wtedy Wan to jest good girl: seks ---> związek

                        > O tym, o jej orgazmach i czy je miewala wcale nic nie wiemy. No chyba, ze cos przeoczylam. Zreszta ile to jest "tyle czasu" te 3 tygodnie to tak duzo?

                        Ale jeśli Wan przeczytała, albo pewnie już doświadczyła, że z farangiem to jest fajnie w łóżku a ona lubi żeby było fajnie - to sobie zafundowała 3 tygodniowy seks festiwal bez zobowiązań z Wontem. Stąd moja teoria: Wan to "bad girl" - seks dla seksu. Ale wiem, to taki trochę męski punkt widzenia. Wy macie z tym trochę inaczej.

                        >I jeszcze gogol, nie przeceniaj facetow>

                        No, podobno jak dobrze udaje to niema siły żeby wyczaić. Nie wiem, bo chcę wierzyć, że nie bylem nigdy obiektem takiego teatrzyku. Chyba???
                        Ale przez 3 tygodnie po kilka razy dziennie to jakieś symptomy można by chyba zauważyć?.
                • sabat3 Re: Eksperyment socjologiczny - Tajlandia, epilog 16.01.18, 15:09
                  wont2 napisał:
                  > Tak, logika i bezstronnosc nigdy nie byly mocna strona zawle :) Brawa dla Wan,
                  > ze nie zaufala wontowi i szukala zapasowego Faranga. Buuu dla wonta, ze nie zau
                  > fal Wan i sprawdzil czy nie szuka zapasowego Faranga :)

                  No to skoro już żeś ją zaczął sprawdzać, to może zrób teraz dla odmiany starego i brzydkiego faranga z USA i wyślij jej serduszko :>
                  Normalnie bym nie doradzał tak grzebać patykiem, ale jestem ciekaw czy warstwa erotyczna jest dla niej istotna w wyborze portalowych partnerów.