Dodaj do ulubionych

80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej

09.06.18, 12:03
Niby to było wiadomo dawno ale kolejne potwierdzenie wybredności :)

www.reddit.com/r/OkCupid/comments/2pac0i/men_youre_ugly_women_80_percent_of_men_are_below/
Obserwuj wątek
          • sabat3 Re: ta wybrednosc wobec mężczyzn szybko im mija.. 10.06.18, 06:43
            obrotowy napisał:
            > znaczy - seks po 40-tce tylko dla niewybrednych ?
            >
            > a reszta adieu ? :)

            To zalezy gdzie. W Polsce jest silny spoleczny przymus gwaltownego zestarzenia sie kobiet po czterdziestce. Zrobienia sobie trwalej a la helm i dreptania z siatkami w rekach, kolebiac sie przy tym z boku na bok jak pingwin. Widze wiele kobiet, ktore ida za tym trendem. Na zachodzie ludzie probuja byc w formie caly czas, a u nas mlode laski szaleja ze swoim wygladem dwa razy bardziej niz na zachodzie, za to bardzo szybko totalnie odpuszczaja akcentowanie gotowosci erotycznej po czterdziestce i pozniej. W ogole Polska to zascianek jesli chodzi o seks, w spolecznym dyskursie ten temat jest zamieciony pod dywan. Powiedzialbym, ze w Polskiej swiadomosci seks to cos, czego kobiecie po czterdziestce uprawiac nie wypada.
            • hello-kitty2 Re: ta wybrednosc wobec mężczyzn szybko im mija.. 10.06.18, 23:18
              sabat3 napisał:

              W Polsce jest silny spoleczny przymus gwaltownego zestarzenia
              > sie kobiet po czterdziestce. Zrobienia sobie trwalej a la helm i dreptania z si
              > atkami w rekach,

              "Przymus gwaltownego zestarzenia sie" ;-) Dwa razy to czytalam i usmiech nie schodzil mi z twarzy. Pamietam jak stawialam pierwsze kroki zawodowe to moja szefowa, kobieta 40+ pracowala, ze swoja synowa, ktora miala juz z jej synem kilkuletnie dziecko, w pale mi sie to nie miescilo, juz wtedy miala ten chelm z trwalej, spodnice prosta do polowy lydki, rozklekotane klapki na mocno zdartym obcasie i niepomalowane paznokcie. POstarzana o 20 lat.
      • sabat3 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 09.06.18, 22:43
        proteinawy napisał(a):
        > No i potwierdzenie stereotypu, ze kobiety nie rozumieją arytmetyki.

        Przede wszystkim, że są o wiele mniej zainteresowane mężczyznami niż ma to miejsce w drugą stronę. Średnia arytmetyczna (subiektywna ocena) nawet nie stała w tym wypadku obok dominanty (wyznacznik stanu faktycznego), to tylko potwierdza to, co mówię od dawna. No i że wobec mężczyzn wymagania są znacznie wyższe. Tu mamy dowód w postaci badania.
        • kag73 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 09.06.18, 22:48
          Ty chyba jeses chory :) Coz mozna poradzic jezli faceci de facto sa ponizej przecietnej, no coz. Niemniej nadal maja szanse, pisla tu kitty o kolezance: gang niech zalozy, pefumami sie spryska i dokas wyprowadzi. No co zrobisz nic nie zrobisz. Jednak prawda jest taka ze babki wiaza i bzykaja sie z roznymi. Na odwrot zreszta to samo.
          • sabat3 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 09.06.18, 22:58
            kag73 napisała:
            > Ty chyba jeses chory :) Coz mozna poradzic jezli faceci de facto sa ponizej prz
            > ecietnej, no coz.

            Nie "de facto", tylko według oceny kobiet. Tego typu badania wskazują raczej na opinie i nastroje, a nie obiektywny rozkład cech w zbiorowości.
            Bliżej rzeczywistości jest dominanta. Chociaż w tym wypadku i tak opieramy się na opiniach a nie faktach (ocena atrakcyjności jest wyrażoną opinią).
            • kag73 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 09.06.18, 23:04
              Ano, bo piekno lezy sie w oku patrzacego. A kto mialby wsrod hetero oceniac atrakcyjnosc facetow? no dobra to jak jest zdaniem facetow? Jak wyglada z atrakcyjnoscia u mezczyzn?
              Zaraz sie okaze "nie wiem, bo na facetow nie patrze, nie zwracam uwagi, nie interesuja mnie". Atrakcyjnosc to zawsze kwestia wzgledna, subiektywna ocena.
            • kag73 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 09.06.18, 23:07
              "Faceci nie maja być urodziwi i konkurować pięknością z kobietami. Maja to coś i już sa w oczach kobiet piękni, a jak nie maja to i uroda aż tak nie pomaga.

              A jak kobiety maja to cos? To uroda/atrakcyjnosc tez niepotrzebna? Dla mnie atrakcyjnosc fizyczna jest warunkiem koniecznym, potem cala reszta, co nie znaczy, ze facet to lalka i ma miec ladniutka buzie, niemniej podobac mi sie zewnetrznie musi.
              • marek.zak1 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 09.06.18, 23:20
                kag73 napisała:

                > "Faceci nie maja być urodziwi i konkurować pięknością z kobietami. Maja to coś i już sa w oczach kobiet piękni, a jak nie maja to i uroda aż tak nie pomaga.
                >
                > A jak kobiety maja to cos? To uroda/atrakcyjnosc tez niepotrzebna? Dla mnie atrakcyjnosc fizyczna jest warunkiem koniecznym, potem cala reszta, co nie znaczy, ze facet to lalka i ma miec ladniutka buzie, niemniej podobac mi sie zewnetrznie musi.
                -----------------------------------
                Jasne. fajna sylwetka, tors, ramiona Cię obejmujące i ten uśmiech. Jesteś bezradna :)
    • szopen_cn Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 06:28
      urquhart napisał:

      > Niby to było wiadomo dawno ale kolejne potwierdzenie wybredności :)
      >
      > www.reddit.com/r/OkCupid/comments/2pac0i/men_youre_ugly_women_80_percent_of_men_are_below/
      >

      Kolejna kupa “potwierdzona badaniami”, uzasadniona zarchwizowanym watkiem z reddit publikowanym lata remu.

      Tu nawet zal komentowac.
      • sabat3 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 06:51
        szopen_cn napisał:
        > Kolejna kupa “potwierdzona badaniami”, uzasadniona zarchwizowanym watkiem z red
        > dit publikowanym lata remu.
        >
        > Tu nawet zal komentowac.

        Nawet w komentarzach bylo napisane dlaczego to nie jest miarodajne - klikanie wyzszych ocen na tym portalu generowalo zaproszenia do rozmowy z tymi mezczyznami
        Mimo wszystko ten wyzszy prog zainteresowania jakos to obrazuje. Tendencja istnieje, chociaz badania trudno uznac za poprawnie przeprowadzone.
        • proteinawy Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 12:39
          > Tendencja istnieje

          Nie tylko istnieje ale jest silnikiem ewolucji gatunków takich jak nasz. Większość populacji samców jest zmotywowana do wyścigu i ma złudzenie bycia w czołówce. Cała populacja samic moze byc „obsłużona” przez czołówkę i tylko nią jest zainteresowana.

          Minusy takiego rozgrywania sprawy (głownie duża dawka śmiertelnej przemocy wsród samców i potomstwa) nasza kultura pacyfikowała do tej pory wymuszoną monogamią. To obarcza sporą grupe samic niechcianymi samcami. Do niedawna (kilkaset lat temu) to był niezły deal w porownaniu z alternatywa.

          Teraz butki okazują sie za ciasne, raz sie żyje kto by chciał marnować życie w ten sposób.

          Czas odpuścić sobie nie tylko zwiazki ale w ogole relacje międzypłciowe, to jest dla większości populacji lose-lose, a alternatywy sa duzo atrakcyjniejsze niz milion lat temu. Porno, opiaty i inne uzależnienia. W ostateczności samobójstwo.
          • urquhart polacy-zenia-sie-z-ukrainkami 10.06.18, 13:37
            proteinawy napisał(a):
            > Czas odpuścić sobie nie tylko zwiazki ale w ogole relacje międzypłciowe, to jes
            > t dla większości populacji lose-lose, a alternatywy sa duzo atrakcyjniejsze niz
            > milion lat temu. Porno, opiaty i inne uzależnienia. W ostateczności samobójstw

            Pesymizm godny sceptyka. :)
            No ale jak już problem zdiagnozowany to i można znaleźć rozwiązanie.
            Zmienić układ odniesienia "średniej atrakcyjnośck" zmieniając grupę społeczną.
            Kobiety mężczyzn z krajów bogatszych, a mężczyźni odwrotne z biedniejszych i masz podziw gwarantowany :)
            I ewolucja już tą lukę w systemie eksploatuje , kto się załapie ten ma z górki :)
            Większa część forum i żeńska i męska ostanio poszła w tym kierunku.

            www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/malzenstwa-binacjonalne-w-polsce-polacy-zenia-sie-z-ukrainkami,artykuly,421206,1.html
            Ty zdaje się rzuciłeś się ambitnie wbrew temu trendowi na dziewczynę z bogatszego kraju ktora spaczona jest jeszcze wybredniejszym postrzeganiem "średniej atrakcyjności" to nie dziwota że narzekasz że ciężko...
            • druginudziarz Re: polacy-zenia-sie-z-ukrainkami 10.06.18, 19:55
              urquhart napisał:

              > Pesymizm godny sceptyka. :)
              > No ale jak już problem zdiagnozowany to i można znaleźć rozwiązanie.
              > Zmienić układ odniesienia "średniej atrakcyjnośck" zmieniając grupę społeczną.
              > Kobiety mężczyzn z krajów bogatszych, a mężczyźni odwrotne z biedniejszych i ma
              > sz podziw gwarantowany :)

              Jak ktoś ma obniżona samoocenę, strukturę lękową to będzie skłonny do szukania tego typu eksperymentów matrymonialnych.
              "Polacy żenią się z Ukrainkami" owszem, ale to dotyczy klas nieco wyższych niż średnia, czyli relatywnie dobry materiał ale nie znajdujący uznania w swojej klasie kobiet.
            • hello-kitty2 Re: polacy-zenia-sie-z-ukrainkami 10.06.18, 20:43
              urquhart napisał:

              > Pesymizm godny sceptyka. :)
              > No ale jak już problem zdiagnozowany to i można znaleźć rozwiązanie.
              > Zmienić układ odniesienia "średniej atrakcyjnośck" zmieniając grupę społeczną.
              > Kobiety mężczyzn z krajów bogatszych, a mężczyźni odwrotne z biedniejszych i ma
              > sz podziw gwarantowany :)
              > I ewolucja już tą lukę w systemie eksploatuje , kto się załapie ten ma z górki
              > :)
              > Większa część forum i żeńska i męska ostanio poszła w tym kierunku.

              Z gorki albo pod gorke: te cholerne jezyki obce. Mi sie juz nie chce czasem w nich produkowac. Chcialabym w koncu z kims normalnie pogadac bez wiekszego zastanawiania sie, a jak to sie literuje, jak o sie wymawia, jak to wyraza... Zobaczcie tutaj czlowiek walnie pojedynczy blad i juz leci poprawic, a w jezykach obcych twoje bledy bombarduja non stop czyjes oczy i uszy, jakie to jest dopiero wkur*****ce. Zaczynasz myslec, ze lepiej powiedziec mniej, lepiej sie nie odzywac, lepiej sie nie wdawac w niepotrzebne tlumaczenia i w koncu chu* relacje strzela. O tak jest z gorki.
              • sabat3 Re: polacy-zenia-sie-z-ukrainkami 10.06.18, 22:13
                hello-kitty2 napisała:
                > Zaczynasz myslec, ze lepiej powiedziec mniej, lepiej sie nie odzywa
                > c, lepiej sie nie wdawac w niepotrzebne tlumaczenia i w koncu chu* relacje strz
                > ela. O tak jest z gorki.

                No nie wiem... mozna czasem natknac sie w sieci na takie posty nativow jezyka angielskiego, ze pozostaje tylko zlapac sie za glowe. W ogole fenomen jezyka jako takiego nie opiera sie na gramatyce, tylko w wiekszej mierze na wymowie i typowych zlepkach slow. Posluchaj jak mowia Polacy (sproboj to zapisac) a sie przekonasz. To czesto nawet nie sa zdania.
            • aandzia43 Re: polacy-zenia-sie-z-ukrainkami 10.06.18, 21:31
              > No ale jak już problem zdiagnozowany to i można znaleźć rozwiązanie.
              > Zmienić układ odniesienia "średniej atrakcyjnośck" zmieniając grupę społeczną.
              > Kobiety mężczyzn z krajów bogatszych, a mężczyźni odwrotne z biedniejszych i ma
              > sz podziw gwarantowany :)
              > I ewolucja już tą lukę w systemie eksploatuje , kto się załapie ten ma z górki
              > :)

              Podziw ma gwarantowany na wejście. I dlatego iskrzenie w takich układach jest przez chwilę na pewno i dlatego one o ogóle się zawiązują. O parciu pań wyłącznie na kasę nie będziemy tu nawet rozmawiac. Zaraz potem, jak minie pierwszy ogień, zaczyna się relacja człowiek-człowiek. Kasa, pewność siebie, zadbane zewnętrze mężczyzny powszednieją błyskawicznie, widać jak na dłoni wady i zalety. Utrzymują się (w.stanie satysfakcji rzecz jasna) tylko te związki mieszane, w których człowiek spasował się z człowiekiem, kobieta z mężczyzną. Czyli dokładnie tak, jak w związkach nie mieszanych. W stanie niesatysfakcji (jedno lub obustronnej) trwają te, w których partnerzy nie pasują do siebie. Czyli dokładnie tak, jak w związkach nie mieszanych. Kasa i luz faceta z bogatszego kraju są wabikiem, który pozwala zetknąć ze sobą dwoje ludzi i dodać ognia ich początkom. Reszta rozgrywa się między dwiema osobowościami.
              W wątku Kutuowa lub Wonta pisał Szopena albo ten drugi mężczyzna,.który ma mocno długoletni i satysfakcjonujcy związek z Azjatką (Tajką?). Powiedział, że ostatecznie tylko szacunek do innej kultury i konkretnego człowieka pozwala na obustronne szczęście w związku.
          • urquhart Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 13:53
            proteinawy napisał(a):
            > Teraz butki okazują sie za ciasne, raz sie żyje kto by chciał marnować życie w
            > ten sposób.

            A tak na serio to spotkałeś już się wypowiedziami Jordana Petersona który ideologicznie stanął na czele tych dyskryminowanych i wykluczonych samców (inceli)?
            nczas.com/2018/06/01/feministki-go-nienawidza-a-socjalisci-przed-nim-ostrzegaja-kim-jest-jordan-peterson-ktory-porwal-miliony-osob-video/
            • aandzia43 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 14:37

              > A tak na serio to spotkałeś już się wypowiedziami Jordana Petersona który ideol
              > ogicznie stanął na czele tych dyskryminowanych i wykluczonych samców (inceli)?
              > nczas.com/2018/06/01/feministki-go-nienawidza-a-socjalisci-przed-nim-ostrzegaja-kim-jest-jordan-peterson-ktory-porwal-miliony-osob-video/

              Tak serio to nie ośmieszaj się cytatami z badziewiastych portali. Przeleciałam na razie cytaty z Jordana na polskim fb na jego temat. Zgrabne i w większości niegłupie konkluzje. A w temacie forum: m.in. o tym, że między kobietami a mężczyznami nie ma różnic jako takich, są po prostu różnice w osobowości (jeśli się weźmie różnice wynikające z płci i te z osobowości, te pierwsze stają się nieistotne. Dosłownie tak napisał. Zgadzam się z facetem. W wolnej chwili poczytam więcej.
            • proteinawy Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 14:37
              > A tak na serio to spotkałeś już się wypowiedziami Jordana Petersona który ideologicznie stanął na czele tych dyskryminowanych i wykluczonych samców (inceli)? <

              O tak, przypomina mi Ciebie :)

              Gość sie otarł o ludzi, ktorych lubię (Sam Harris, Matt Dillahunty) no i przy okazji zadymy wokol niesławnej kanadyjskiej uchwały C16. Słucham go z przyjemnoscia, choc to co mowi to nie do konca moja bajka. Moim zdaniem dobrze tłumaczy role mitu, dzielę jego niechęć do postmodernistycznej papki pomieszanej z neo-marksizmem.

              Nie przepadam za mętnym definiowaniem pojęć takich jak Bóg, prawda, rzeczywistość.

              Wróżę mu jeszcze sporo popularności, trafia w niezaspokojone potrzeby wielu ludzi, głownie potrzebę zbalansowania praw z obowiązkami, siły z odpowiedzialnością, wsłuchanie sie w mityczna rzeczywistosc. To znacznie szersza grupa niz po prostu niedoruchane młode samce.

              Tobie tez wróżę wiele cytatów z jego lektur i wywiadów na tym forum :)

              Pewnie widziałeś słynny wywiad z Cathy Newman, ktore jego wystrzelił na orbitę a powaznie zaszkodził jej karierze:

              youtu.be/aMcjxSThD54
              • aandzia43 Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 15:19

                > Nie przepadam za mętnym definiowaniem pojęć takich jak Bóg, prawda, rzeczywisto
                > ść.
                >
                > Wróżę mu jeszcze sporo popularności, trafia w niezaspokojone potrzeby wielu lud
                > zi, głownie potrzebę zbalansowania praw z obowiązkami, siły z odpowiedzialności
                > ą, wsłuchanie sie w mityczna rzeczywistosc. To znacznie szersza grupa niz po pr
                > ostu niedoruchane młode samce.
                >
                > Tobie tez wróżę wiele cytatów z jego lektur i wywiadów na tym forum :)

                Coelho?
                • urquhart Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 16:22
                  > Coelho?

                  Coelho to optymista coach mówiący o nadziei i inspiracji
                  Peterson to pragmatyk mówiący o tym ze nie ma lekko i wzięciu odpowiedzialności za swój los.
                  W szczególności uporządkowania własnego życia zanim zacznie sie porządkowanie świata.

                  Tu masz rzeczowo opis poglądów Petersona i jego rewolucji w mediach z mniej zaagazowanego emocjonalnie portalu :)

                  forsal.pl/lifestyle/nauka/artykuly/1120460,zbliza-sie-globalny-bunt-przewodzi-mu-przez-internet-56-letni-profesor.html
              • urquhart Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 16:15
                > Nie przepadam za mętnym definiowaniem pojęć takich jak Bóg, prawda, rzeczywisto
                > ść.

                A właśnie mi rezonuje Peterson w całej rozciągłości jak na razie w tym jego podejście że zbieżne religijne pryncypia i systemy wierzeń są efektem ewolucji. Mechanizmami których nie można zrozumieć w inny sposób ale których ignorowanie wiąże sie gdzieś ze śmiertelnym zagrożeniem bytu. I że ignorowanie i całkowite odrzucenie ich dziś jest katastrofalną arogancją - co najmniej o ile nie stworzy się lepszych modeli które udowodnią swoją słuszność.

                Cathy Newman widziałem ale tydzień temu zaledwie, powinieneś wcześniej zareklamować :)
                Tu wywiad z polskimi napisami:
                youtu.be/ZdnqFA-mdnI

                "Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
                C.G.Jung
                • proteinawy Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 10.06.18, 21:33
                  > > Nie przepadam za mętnym definiowaniem pojęć takich jak Bóg, prawda, rzecz
                  > ywisto
                  > > ść.
                  >
                  > A właśnie mi rezonuje Peterson w całej rozciągłości jak na razie w tym jego pod
                  > ejście że zbieżne religijne pryncypia i systemy wierzeń są efektem ewolucji.

                  Ja nie zgłaszałem zastrzeżeń do tresci, tylko do precyzji wypowiedzi. Jezeli pojęcie X nie jest jasno zdefiniowane (albo co gorsza osoba sie nim posługująca nalega na znaczenia inne niz ogolnie przyjęte) to _technicznie_ nie jestes w stanie sie z nią zgodzić lub nie zgodzić, bo na razie żadna treść nie została w pełni przedstawiona. A jezeli jeszcze uzywa sie czesto najcięższego kalibru pojęć (tragedia istnienia np) łatwo o emocję typu „ten człowiek mówi dokładnie to o czym zawsze widziałem a czego nikt inny nie był w stanie wyrazić”. Peterson jest psychologiem i to jest narzędzie z pudełka psychologów: zostawić słuchaczowi znaczeniowo puste miejsca do wypełnienia ale dostarczyć wsparcia, inspiracji.

                  W tym względzie Peterson nie różni sie bardzo od Deepaka Chopry (ten podejrzewam tez Ci podejdzie), choc maja inne zaplecze kulturowe.

                  Sam Harris wyprodukował ponad dwugodzinny podkast z Petersonem, ludzie uważają ten podkast za sztandarowy przykład porażki komunikacji z obu stron, bo rozmówcom nie udało sie przejść przez ustalenie definicji „rzeczywistosc” i „prawda obiektywna”. A mi sie wlasnie podobał, przydałoby sie wiecej nalegania na precyzję na forum np.

                  Co nie znaczy, że nie doceniam człowieka odwagi, charakteru, pozytywnego wpływu na młodzież itp. Doceniam tez głębszą niz u ateistów-celebrytów analizę religijnego instynktu u ludzi.

                  Brakowało kogos takiego od dawna po stornie hm, „uduchowionych”.
                  • proteinawy Re: 80% mężczyzn ma atrakcyjność poniżej średniej 11.06.18, 00:48
                    > Jestes pewien, ze widziałby Cypr tak samo jak Ty?

                    (Sea - przewijaj, ten post Cie znudzi)

                    Kładłem dziecko spać, a nie lubię jednolinijkowcow, chociaż sa bardziej cool.

                    To dopisze o co mi chodzi. Nie zeby Ci dopiec, uważam ze wszystkie te strategie sa dla ludzi, np uzycie przewagi geograficznej (Polska-Ukraina), czy przewagi genitaliów (vagina-penis). Nie mam tez nic do PUA.

                    Natomiast jestem pewien, ze J.Peterson zdecydowanie, bez żadnego kluczenia jest przeciw tym wszystkim rzeczom. Zwłaszcza PUA.

                    Tak to jest z „rezonowaniem” z wielbicielami Dostojewskiego i Sołżenicyna. Mają w ofercie głównie obowiązek, pot i łzy.
                    • urquhart "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 09:00
                      proteinawy napisał(a):
                      > > Jestes pewien, ze widziałby Cypr tak samo jak Ty? (...)
                      > Natomiast jestem pewien, ze J.Peterson zdecydowanie, bez żadnego kluczenia jest
                      > przeciw tym wszystkim rzeczom. Zwłaszcza PUA.

                      A właśnie , myślę że nie wprost o tym mówi w podobnie jak ja to widzę "Dlaczego warto być niebezpiecznym". To konkretne rozwiniecie tego "wewnętrznego dzikusa" Roberta Bly . Świadomość że możesz być niebezpieczny, masz to trenować, oswoić, ale to kontrolujesz z powodu swoich pryncypiów a nie dlatego że jesteś wykastrowany czy z natury łagodny. To różnica miedzy osobą dobrą a jedynie naiwną.
                      www.youtube.com/watch?v=p5_OV3wGsJ0
                      • marek.zak1 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 09:41
                        urquhart napisał:


                        > A właśnie , myślę że nie wprost o tym mówi w podobnie jak ja to widzę "Dlaczego warto być niebezpiecznym". To konkretne rozwiniecie tego "wewnętrznego dzikusa " Roberta Bly . Świadomość że możesz być niebezpieczny, masz to trenować, oswoić, ale to kontrolujesz z powodu swoich pryncypiów a nie dlatego że jesteś wykastrowany czy z natury łagodny.
                        ---------------------
                        Wydaje mi się, że tutaj jest błąd w tłumaczeniu słowa "dangerous". Oznacza ono także "groźny" i chyba w tym rozumieniu o to chodzi. Facet powinien być potencjalnie groźny a nie niebezpieczny.
                      • aandzia43 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 10:50

                        urquhart napisał:

                        > proteinawy napisał(a):
                        > > > Jestes pewien, ze widziałby Cypr tak samo jak Ty? (...)
                        > > Natomiast jestem pewien, ze J.Peterson zdecydowanie, bez żadnego kluczeni
                        > a jest
                        > > przeciw tym wszystkim rzeczom. Zwłaszcza PUA.
                        >
                        > A właśnie , myślę że nie wprost o tym mówi w podobnie jak ja to widzę "Dlaczego
                        > warto być niebezpiecznym". To konkretne rozwiniecie tego "wewnętrznego dzikusa
                        > " Roberta Bly . Świadomość że możesz być niebezpieczny, masz to trenować, oswo
                        > ić, ale to kontrolujesz z powodu swoich pryncypiów a nie dlatego że jesteś wyka
                        > strowany czy z natury łagodny. To różnica miedzy osobą dobrą a jedynie naiwną.
                        > www.youtube.com/watch?v=p5_OV3wGsJ0

                        Wewnętrzny dzikus to nie gnida i tchórz. Tak a propos Cypru. A propos PUA: nie wiem, poczytam to się dowiem.
                        • urquhart Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 14:36
                          > Wewnętrzny dzikus to nie gnida i tchórz. Tak a propos Cypru.

                          Nie wiem co ty przpisujesz przykladowi z Cypru.
                          Ja precyzujac zaobserwowalem i komunikowalem ze piewsza zona matka polka przeszarżowala z traktowaniem go wola pociagowego i psa to okazało sie że faktycznie zachowal sie jak ZŁY pies i urwal ze smyczy i warczy. Jednoczesnie pokazał że w drugim związku potrafi pokazac swoja dobra stronę i byc zaangazowanym ojcem i partnerem o ile partnerka (Rosjanka) sie z nim liczy docenia i zamiast tej ma ta ochote i motywacje zeby też sie starac.

                          Dokladnie to odpowiedź na twoj cytat ponizej o ochocie i motywacji.
                                  • zawle Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 00:50
                                    urquhart napisał:
                                    > Jak wiec udaje się tym drugim żonom i skąd przekonania że "Łobuz kocha najbardz
                                    > iej"*?

                                    Może trafił wreszcie na kogoś swojego pokroju? Niech im się wiedzie. Znam kilku panów którym się z drugimi, trzecimi i czwartymi nie udaje. Podpowiem żeby celowali w Ukrainki:))

                                    > youtu.be/105WC1U_NdU
                                    > *łobuz. «człowiek podły i brutalny» (PWN)

                                    Np...wielbielkę discopolo?:))
                          • hello-kitty2 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 19:43
                            urquhart napisał:

                            > Ja precyzujac zaobserwowalem i komunikowalem ze piewsza zona matka polka przes
                            > zarżowala z traktowaniem go wola pociagowego i psa to okazało sie że faktycznie
                            > zachowal sie jak ZŁY pies i urwal ze smyczy i warczy.

                            Dziecko mialo ugruntowac pozycje matki, a tu niespodzianka :)

                            Jednoczesnie pokazał że
                            > w drugim związku potrafi pokazac swoja dobra stronę i byc zaangazowanym ojcem
                            > i partnerem o ile partnerka (Rosjanka) sie z nim liczy docenia i zamiast tej m
                            > a ta ochote i motywacje zeby też sie starac.
                            >
                            > Dokladnie to odpowiedź na twoj cytat ponizej o ochocie i motywacji.

                            Znam przyklad z drugiej reki, a mianowicie dziecka porzuconego, ktorego ojciec zostawil matke z 3giem dzieci dla innej kobiety i jej dziecka, a teraz po latach, gdy spotyka sie na komuniach prawowitych wnuczat z wlasnymi doroslymi dziecmi pokazuje wnuczki tamtej kobiety na zdjeciach i ewidentnie jest w nich zakochany, a nie we wlasnych. A teraz okolicznosci rozstania> Chlop robil na wszystkich sam. MAtka siedziala w domu, gdy dzieci byly nastolatkami (najmlodsze 12 lat) ojcu przestali placic, zaklad pracy zbankrutowal, ojciec nie wiedzial co ma robic, zaczal pic, cos tam dorabial na czarn, prosil, blagal zone zeby mu pomagla, wsparla, powiedzia 'NIE', jeszcze ganiala za alko i brak kasy na rodzine, do roboty nie poszla, zalamal sie. Spotkal babke z dzieciem (wdowe), ktora przyjela go pod swoj dach, malo tego nawet pila z nim. Zwiazal sie z nia, wyszedl z alkoholizmu, jest szczesliwy, jej dziecko traktuje jak swoje. Z pierwsza zona sie rozwiodl, ona nadal nie pracuje, jedno z dzieci ja utrzymuje.
                            • aandzia43 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 20:17

                              > Znam przyklad z drugiej reki, a mianowicie dziecka porzuconego, ktorego ojciec
                              > zostawil matke z 3giem dzieci dla innej kobiety i jej dziecka, a teraz po latac
                              > h, gdy spotyka sie na komuniach prawowitych wnuczat z wlasnymi doroslymi dziecm
                              > i pokazuje wnuczki tamtej kobiety na zdjeciach i ewidentnie jest w nich zakocha
                              > ny, a nie we wlasnych. A teraz okolicznosci rozstania> Chlop robil na wszys
                              > tkich sam. MAtka siedziala w domu, gdy dzieci byly nastolatkami (najmlodsze 12
                              > lat) ojcu przestali placic, zaklad pracy zbankrutowal, ojciec nie wiedzial co m
                              > a robic, zaczal pic, cos tam dorabial na czarn, prosil, blagal zone zeby mu pom
                              > agla, wsparla, powiedzia 'NIE', jeszcze ganiala za alko i brak kasy na rodzine,
                              > do roboty nie poszla, zalamal sie. Spotkal babke z dzieciem (wdowe), ktora prz
                              > yjela go pod swoj dach, malo tego nawet pila z nim. Zwiazal sie z nia, wyszedl
                              > z alkoholizmu, jest szczesliwy, jej dziecko traktuje jak swoje. Z pierwsza zona
                              > sie rozwiodl, ona nadal nie pracuje, jedno z dzieci ja utrzymuje.

                              Smutne.
                              Znam przykład z pierwszej ręki. Mój kuzyn miał żonę i dziecko. Leniwy i nieudaczny ale nawet miły, ona energiczna, niegłupia i pracowita (do tego kuźwa ładna i seksowna). Kilkanaście lat ze sobą byli, ona się w tym czasie trochę więcej napracowała i nagłówkowała, coraz bardziej widoczne były dysproporcje. Swoją drogą zawsze mocno dziwiło mnie dlaczego ona jeszcze z nim jest i go lubi i kocha, bo to było długo widodczne. Ostatecznie żarli się coraz bardziej, potem ani nie zarabiał, ani nie prowadził domu, ani nie dbał o relację z dzieckiem. Na koniec ją pobił i się rozwiedli. Coż, zdarza się. Ale nie utrzymywał kontaktu z nastoletnim dzieckiem, nie dawał na nie grosza, za to... tadam! poznał Ukrainkę. I se zamieszkali razem. Można? Ano można, byle wziąć kogoś, kto od ciebie niewiele wymaga. Ukrainka jest tu na pozycji mocno przegranej więc nawet taki chłop się nada. On na pewno szczęśliwy, bo nikt nic od niego nie chce, żaden bachor się nei plącze, kasy zarabiać za bardzo nie trzeba a niebrzydka dziewczyna kręci się obok. Nie muszę chyba mówić, że nie utrzymuję kontaktów z kuzynem?
                              Jak już pisałam powodzenie drugich związków wynika często z obniżonych wymagań lub pogrzebaniu w puli ludzi zdesperowanych (vide Ukrainka od mojego kuzyna).
                              • aandzia43 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 21:14
                                Na koni
                                > ec ją pobił i się rozwiedli. Coż, zdarza się. Ale nie utrzymywał kontaktu z nas
                                > toletnim dzieckiem, nie dawał na nie grosza, za to... tadam! poznał Ukrainkę. I
                                > se zamieszkali razem. Można? Ano można, byle wziąć kogoś, kto od ciebie niewie
                                > le wymaga. Ukrainka jest tu na pozycji mocno przegranej więc nawet taki chłop s
                                > ię nada. On na pewno szczęśliwy, bo nikt nic od niego nie chce, żaden bachor si
                                > ę nei plącze, kasy zarabiać za bardzo nie trzeba a niebrzydka dziewczyna kręci
                                > się obok. Nie muszę chyba mówić, że nie utrzymuję kontaktów z kuzynem?
                                > Jak już pisałam powodzenie drugich związków wynika często z obniżonych wymagań
                                > lub pogrzebaniu w puli ludzi zdesperowanych (vide Ukrainka od mojego kuzyna).

                                Tak sobie właśnie uśiadomiłam: mój kuzyn dopóki dziecko było małe i mieszkali był ojcem co przytuli, zagada,zdjęciami i osiągnięciami chwalił się jak każdy ojciec czy dziadek (to robią nawet ci, co w realu nie bachora okiem nie rzucą). Gdyby jego obecna dziecko czy wnuczę miała to rękę dam sobie uciąć, że ze łzami w oczach pokazywałby zdjęcia i gadał o dzieciaku jak nakręcony. A potem zostawił za sobą bez skrupułów gdy zrobiłoby się niewygodnie i nieatrakcyjnie. Takie tam, tanie męskie wzruszenia. Myślę, że Kutuzow wie o czym mówię, że uświadamia sobie jak kruche są obietnice i płytka głębia miłości rodzicielskiej. Może to widział, może wydedukował. I uczciwie nie chce dzieci. Szacun za uczciwość.
                                • sabat3 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 22:02
                                  aandzia43 napisała:
                                  > Tak sobie właśnie uśiadomiłam: mój kuzyn dopóki dziecko było małe i mieszkali b
                                  > ył ojcem co przytuli, zagada,zdjęciami i osiągnięciami chwalił się jak każdy oj
                                  > ciec czy dziadek (to robią nawet ci, co w realu nie bachora okiem nie rzucą). G
                                  > dyby jego obecna dziecko czy wnuczę miała to rękę dam sobie uciąć, że ze łzami
                                  > w oczach pokazywałby zdjęcia i gadał o dzieciaku jak nakręcony. A potem zostawi
                                  > ł za sobą bez skrupułów gdy zrobiłoby się niewygodnie i nieatrakcyjnie. Takie t
                                  > am, tanie męskie wzruszenia. Myślę, że Kutuzow wie o czym mówię, że uświadamia
                                  > sobie jak kruche są obietnice i płytka głębia miłości rodzicielskiej. Może to w
                                  > idział, może wydedukował. I uczciwie nie chce dzieci. Szacun za uczciwość.

                                  Co u człowieka jest źródłem uczuć, jaki mamy na nie wpływ i jaką odpowiedzialność ponosimy za to, że czujemy w ten a nie inny sposób?
                                  • aandzia43 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 23:02
                                    A potem z
                                    > ostawi
                                    > > ł za sobą bez skrupułów gdy zrobiłoby się niewygodnie i nieatrakcyjnie. T
                                    > akie t
                                    > > am, tanie męskie wzruszenia. Myślę, że Kutuzow wie o czym mówię, że uświa
                                    > damia
                                    > > sobie jak kruche są obietnice i płytka głębia miłości rodzicielskiej. Moż
                                    > e to w
                                    > > idział, może wydedukował. I uczciwie nie chce dzieci. Szacun za uczciwość
                                    > .
                                    >
                                    > Co u człowieka jest źródłem uczuć, jaki mamy na nie wpływ i jaką odpowiedzialno
                                    > ść ponosimy za to, że czujemy w ten a nie inny sposób?

                                    Ooo, długo i szeroko by odpowiadać :-) Ale jak te pytania mają się do mojego postu?
                                  • zawle Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 01:00
                                    sabat3 napisał:
                                    > Co u człowieka jest źródłem uczuć, jaki mamy na nie wpływ i jaką odpowiedzialno
                                    > ść ponosimy za to, że czujemy w ten a nie inny sposób?

                                    Chdzi Ci o uczucia do bycia przywoitym człowiekiem który wywiązuje się z zobowiązań?:))
                                    • gogol77 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 17:25
                                      Sabat pyta: Co u człowieka jest źródłem uczuć, jaki mamy na nie wpływ i jaką odpowiedzialność ponosimy za to, że czujemy w ten a nie inny sposób?
                                      a zawle napisała:
                                      > Chodzi Ci o uczucia do bycia przywoitym człowiekiem który wywiązuje się z zobowiązań?:))

                                      >Wczoraj na Stopklatce - film "Lepiej Być Nie Może". Nicholson i Helen Hunt.
                                      On chciałby ją bzyknąć ale ona się droczy.
                                      I ona w pewnym momencie go pyta czemu on ją.... adoruje.
                                      A on: że jak na nią patrzy (czy jakoś tak) to staje się lepszym człowiekiem. Jej się to strasznie spodobało i o mało co już by rozłożyła nogi ale on (jak to on) - znów coś chlapnął i znów spieprzył sprawę
                                      Oczywiście jak przystało na przyzwoitą komedię romantyczną jest happy end.
                                • marek.zak1 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 22:06
                                  aandzia43 napisała:
                                  > Tak sobie właśnie uśiadomiłam: mój kuzyn dopóki dziecko było małe i mieszkali był ojcem co przytuli, zagada,zdjęciami i osiągnięciami chwalił się jak każdy ojciec czy dziadek (to robią nawet ci, co w realu nie bachora okiem nie rzucą). Gdyby jego obecna dziecko czy wnuczę miała to rękę dam sobie uciąć, że ze łzami w oczach pokazywałby zdjęcia i gadał o dzieciaku jak nakręcony. A potem zostawił za sobą bez skrupułów gdy zrobiłoby się niewygodnie i nieatrakcyjnie. Takie tam, tanie męskie wzruszenia. Myślę, że Kutuzow wie o czym mówię, że uświadamia sobie jak kruche są obietnice i płytka głębia miłości rodzicielskiej. Może to w
                                  > idział, może wydedukował. I uczciwie nie chce dzieci. Szacun za uczciwość.
                                  ------------------------
                                  Dzieci, rodzina to duża praca i wysokie koszty. Niektórzy wybierają łatwe życie i i koszty niższe. Szkoda tylko, że ich emerytury są wypracowywane przez dzieci innych, tych, którzy te koszty ponosili. Gdyby bezdzietni emerytury nie dostawali, kalkulowaliby inaczej.
                                  • hello-kitty2 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 22:19
                                    marek.zak1 napisał:

                                    Szkoda tylko, że ich emerytury są wypracowywane przez dziec
                                    > i innych, tych, którzy te koszty ponosili. Gdyby bezdzietni emerytury nie dosta
                                    > wali, kalkulowaliby inaczej.

                                    Jaka emerytra? Z tego bankruta ZUSu? Bo widzisz w cywilizowanym swiecie emerytura jest imienna i jest dziedziczna.
                                    • marek.zak1 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 22:22
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > marek.zak1 napisał:
                                      >
                                      > Szkoda tylko, że ich emerytury są wypracowywane przez dziec i innych, tych, którzy te koszty ponosili. Gdyby bezdzietni emerytury nie dostawali, kalkulowaliby inaczej.
                                      >
                                      > Jaka emerytra? Z tego bankruta ZUSu? Bo widzisz w cywilizowanym swiecie emerytura jest imienna i jest dziedziczna.
                                      ---------------------
                                      W każdym systemie emerytury są wypracowywane przez aktualnie pracujących, którzy utrzymują jeszcze i już nie pracujących.
                                      >
                                        • marek.zak1 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 22:41
                                          sabat3 napisał:

                                          > marek.zak1 napisał:
                                          > > W każdym systemie emerytury są wypracowywane przez aktualnie pracujących, którzy utrzymują jeszcze i już nie pracujących.
                                          >
                                          > Nie jeśli to są fundusze emerytalne.
                                          --------------------
                                          Sabat, ja od 30 lat w tym jestem i mam wiele szkoleń w temacie. Fundusze emerytalne w większości są w akcjach, czyli kapitał wspiera firmy, które wypracowują zyski i powiększają wartość kapitału. Te wartość pomnażają pracownicy tychże firm. O spekulacji nie piszę, bo to gra na dwa fronty.
                                          Oczywiście można inwestować gdzieś tam i pracownicy gdzieś tam zysk będą wypracowywać ale jednak te fundusze po całości są na giełdach w USA, UK, F, CH i tak dalej a gdzie indziej to jednak margines.

                                      • hello-kitty2 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 11.06.18, 23:32
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > W każdym systemie emerytury są wypracowywane przez aktualnie pracujących, którz
                                        > y utrzymują jeszcze i już nie pracujących.
                                        > >

                                        Pisze Ci MArek, ze u mnie kazdy wypracowywuje wlasna emeryture (ponad podstawowa), a nie emeryture kogos innego wiec nie ma co ganiac osob bezdzietnych jako jakis darmozjadow. Inna sprawa kto zdazy te emeryture pobrac skoro pracujemy do 67 roku zycia.
                                        • marek.zak1 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 11:54
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          > marek.zak1 napisał:
                                          >
                                          > > W każdym systemie emerytury są wypracowywane przez aktualnie pracujących, którzy utrzymują jeszcze i już nie pracujących.
                                          > > >
                                          >
                                          > Pisze Ci MArek, ze u mnie kazdy wypracowywuje wlasna emeryture (ponad podstawowa), a nie emeryture kogos innego wiec nie ma co ganiac osob bezdzietnych jako jakis darmozjadow. Inna sprawa kto zdazy te emeryture pobrac skoro pracujemy do 67 roku zycia.
                                          -----------------
                                          Tak w systemie mikro - indywidualnym tak jest i ja też tak mam, ale w systemie ogólnokrajowym, jak pracujących będzie coraz mniej, a emerytów coraz więcej, to system pęknie. W różnych krajach juz to się dzieje, a w Polsce, z podatków najwięcej kasy już dzisiaj idzie na dofinansowywanie systemu emerytalnego, bo z ZUSU nie starcza. Teraz - przy tak niskim bezrobociu i dobrej koniunkturze gospodarczej. Gospodarka to ludzie i kapitał, sam kapitał to za mało.

                                • kutuzow szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 12:39
                                  aandzia43 napisała:

                                  > Myślę, że Kutuzow wie o czym mówię, że uświadamia
                                  > sobie jak kruche są obietnice i płytka głębia miłości rodzicielskiej. Może to w
                                  > idział, może wydedukował. I uczciwie nie chce dzieci. Szacun za uczciwość.

                                  Zobacz, że to Panie na forum piszą o tym jak to mężczyźni chcą dzieci, a tylko ja jestem czarną owcą co to takiego różowego bobaska nie chce mieć. Jak ja tak mogę.

                                  Prawda jest taka, że większość facetów chce, ale na zasadzie braku wiedzy z czym to się tak na prawdę wiąże. Nikt im tego szczerze nie mówi (bo po co -jeszcze by się rozmyślili). Większość zakłada, że będzie mniej więcej tak samo jak było (w domu i w związku) tylko będzie jeszcze więcej miłych chwil wspólnych...bo będzie jak w reklamach margaryny. Niedziela, wspólne śniadanie itp.

                                  Znasz jakąś swoją znajomą, która by szczerze PRZED decyzją o dziecku porozmawiała z facetem i powiedziałaby mu wszystkie plusy i minusy związane z pojawieniem się dziecka? Takie jak: brak seksu, zmęczenie obojga, większa presja materialna -bo nowe wydatki itp. Plus te fajne strony: radość z rodzicielstwa, obserwowanie małej wersji ich wspólnych genów, wychowywanie młodego człowieka itp.

                                  Zobacz, że wszystkie inne decyzji -nawet znacznie mniej zmieniające życie pary - jak np. kupno samochodu, czy przeprowadzka pod miasto są mocno wspólnie dyskutowane zazwyczaj. Tylko nie kwestia dziecka. Ta jest zawsze "sprzedawana" przez kobiety jako same ochy i achy - "będzie tak cudownie". Potem zaś jest zdziwienie, że niektórzy czują się zrobienie w konia. Owszem mogli doczytać sami co jest małym druczkiem, nie doczytali to sorry.

                                  Gdyby od razu była sprawa jasno przedstawiana przez kobiety na zasadzie: słuchaj, to wiąże się z tym i z tym, będziemy przez jakiś czas mieli trudny okres jako para, ale chyba warto. Coś jak np. rozmawia się o tym czy brać kredyt na większe mieszkanie, czy może dłuzej pomieszkać w kawalerce, odłożyć kasę i kupić później z mniejszym kredytem. W wielu przypadkach taka rozmowa jest...ale nie w kwestii dzieci. Tutaj jest polityka faktów dokonanych. Jest już dziecko...to teraz to nasz wspólny projekt więc wszystkie ręce na pokład.

                                  Ja jestem po prostu gościem który czyta to co jest napisane małym druczkiem. Znam zarówno zalety jak i wady tej decyzji i potrafię ją podjąć mając pełną wiedzę.
                                  • zawle Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 12:56
                                    kutuzow napisał:
                                    > Zobacz, że to Panie na forum piszą o tym jak to mężczyźni chcą dzieci, a tylko
                                    > ja jestem czarną owcą co to takiego różowego bobaska nie chce mieć. Jak ja tak
                                    > mogę.

                                    Ależ w ogóle nie o to chodzi. Nie o twoją niechęć do posiadania dzieci. Chodzi o twoją niewiarę że isnieją faceci którzy je chcą i kobiety które ich nie chcą ( bo on już je mają). Ty szukasz w sektorze w którym wystepuje największa grupa kobiet zdecydowanych na dziecko.

                                    > Prawda jest taka, że większość facetów chce, ale na zasadzie braku wiedzy z cz
                                    > ym to się tak na prawdę wiąże. Nikt im tego szczerze nie mówi (bo po co -jeszcz
                                    > e by się rozmyślili). Większość zakłada, że będzie mniej więcej tak samo jak by
                                    > ło (w domu i w związku) tylko będzie jeszcze więcej miłych chwil wspólnych...bo
                                    > będzie jak w reklamach margaryny. Niedziela, wspólne śniadanie itp.

                                    Dokładnie. Gdyby tylko kobiety też miały taką wiedzę:)) Większość młodych mam jest zaskoczonych tym z czym się im idzie zmierzyć. I do tego zostają z tym zazwyczaj same ( to się już zmienia powoli). Z racji biologi nie pakują manatek i nie mówią...a chuj...nie podoba mi się...spieprzam stąd. Nie zwalają całej roboty na panów mówiąc...chcę żyć tak jak dotąd a nawet lepiej. Chociaż takie mamy też nam i robi się ich coraz więcej ( wzorce kulturowe się luzują).

                                    > Znasz jakąś swoją znajomą, która by szczerze PRZED decyzją o dziecku porozmawia
                                    > ła z facetem i powiedziałaby mu wszystkie plusy i minusy związane z pojawieniem
                                    > się dziecka? Takie jak: brak seksu, zmęczenie obojga, większa presja materialn
                                    > a -bo nowe wydatki itp. Plus te fajne strony: radość z rodzicielstwa, obserwowa
                                    > nie małej wersji ich wspólnych genów, wychowywanie młodego człowieka itp.

                                    Haha.....umarłam:)) Mówisz o tych znajomych które już dzieci mają i znają temat?:)) A nowego pana uświadamiają z czym przyjdzie mu się zmnierzyć? Ja byłam kilka lat z panem który swoich nie miał a chciał. To był jeden z moich argumentów przeciw. Że JA nie mam chęci na taką zabawę.

                                    > Zobacz, że wszystkie inne decyzji -nawet znacznie mniej zmieniające życie pary
                                    > - jak np. kupno samochodu, czy przeprowadzka pod miasto są mocno wspólnie dysku
                                    > towane zazwyczaj. Tylko nie kwestia dziecka. Ta jest zawsze "sprzedawana" przez
                                    > kobiety jako same ochy i achy - "będzie tak cudownie". Potem zaś jest zdziwien
                                    > ie, że niektórzy czują się zrobienie w konia. Owszem mogli doczytać sami co jes
                                    > t małym druczkiem, nie doczytali to sorry.

                                    ?

                                    > Gdyby od razu była sprawa jasno przedstawiana przez kobiety na zasadzie: słucha
                                    > j, to wiąże się z tym i z tym, będziemy przez jakiś czas mieli trudny okres jak
                                    > o para, ale chyba warto. Coś jak np. rozmawia się o tym czy brać kredyt na więk
                                    > sze mieszkanie, czy może dłuzej pomieszkać w kawalerce, odłożyć kasę i kupić pó
                                    > źniej z mniejszym kredytem. W wielu przypadkach taka rozmowa jest...ale nie w k
                                    > westii dzieci. Tutaj jest polityka faktów dokonanych. Jest już dziecko...to ter
                                    > az to nasz wspólny projekt więc wszystkie ręce na pokład.

                                    Rozumiem że godzicie się na rolę upośledzonego umysłowo w związku?:))

                                    > Ja jestem po prostu gościem który czyta to co jest napisane małym druczkiem. Zn
                                    > am zaró
                                    • hello-kitty2 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 13:32
                                      zawle napisała:

                                      Ja byłam kil
                                      > ka lat z panem który swoich nie miał a chciał. To był jeden z moich argumentów
                                      > przeciw. Że JA nie mam chęci na taką zabawę.

                                      Dopytam z ciekawosci: a nie czulas sie w jakims stopniu winna, ze facet zamiast zwiazac sie z mlodsza nierodka 'marnowal' swoje lata z Toba? Nie czulas sie z tym zle?
                                      • zawle Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 13:50
                                        hello-kitty2 napisała:
                                        > Dopytam z ciekawosci: a nie czulas sie w jakims stopniu winna, ze facet zamiast
                                        > zwiazac sie z mlodsza nierodka 'marnowal' swoje lata z Toba? Nie czulas sie z
                                        > tym zle?

                                        Winna czemu? Że on marnował? A co on niepełnosprawny umysłowo? Skąd taka tendencja się wzięła? Ja pierdolę.
                                        Żeby Cię serducho nie bolało dla niego, powiem Ci że od kilku lat jest w związku małżeńskim z laską 13 lat młodszą i z nią nie chce mieć dzieci. Na ślub się zgodził. Historię znam, bo pracuję z jej rodzoną siostrą. A ja nadal jestem najważniejszą kobietą w jego życiu. To chyba miał farta że mógł ze mną obcować te kilka lat?:))))))
                                        • hello-kitty2 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 14:16
                                          zawle napisała:

                                          > Winna czemu? Że on marnował? A co on niepełnosprawny umysłowo? Skąd taka tenden
                                          > cja się wzięła? Ja pierdolę.
                                          > Żeby Cię serducho nie bolało dla niego, powiem Ci że od kilku lat jest w związk
                                          > u małżeńskim z laską 13 lat młodszą i z nią nie chce mieć dzieci. Na ślub się z
                                          > godził. Historię znam, bo pracuję z jej rodzoną siostrą. A ja nadal jestem najw
                                          > ażniejszą kobietą w jego życiu. To chyba miał farta że mógł ze mną obcować te k
                                          > ilka lat?:))))))

                                          NIepotrzebnie sie emocjonalnie nastawiasz, ze jakoby wrzucam tu jakas moralna ocene twojego postepowania. NIe boli mnie tez serce w zwiazku z sytuacja czy losem obcego faceta. Przypominam: nie jestem empatyczna. Po prostu pytam, poniewaz interesuje sie mna facet bezdzietny, ktory zaklada, ze byc moze chcialby miec dziecko, a ja wiem, ze na pewno nie chce. No i tak rozkminiam czy jest sens go 'blokowac' i jak ja sie bede z tym czula gdybysmy sie jednak zwiazli. Ot co, zwyczajne zlapanie cudzej perspektywy w temacie, ktory mnie interesuje.
                                          • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 14:28
                                            "Po prostu pytam, poniewaz interesuje sie mna facet bezdzietny, ktory zaklada, ze byc moze chcialby miec dziecko, a ja wiem, ze na pewno nie chce. No i tak rozkminiam czy jest sens go 'blokowac' i jak ja sie bede z tym czula gdybysmy sie jednak zwiazli. Ot co, zwyczajne zlapanie cudzej perspektywy w temacie, ktory mnie interesuje."

                                            W takiej sytuacji serwuje sie kawe na lawe, bez owijania w bawelne. I facet moze decydowac czy w to wchodzi czy jednak szuka dalej.
                                            • marek.zak1 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 14:44
                                              Podsumuję, Dzieci sa kosztowne, obniżaja poziom życia na lata, energochłonne, czasochłonne, utrudniaja kotłowanie, zniechęcają do niego, zmieniają relację ona -on, zabierają sen, wypoczynek. Z racjonalnego podejścia faceta wynika, że nie warto ich mieć, żeby mieć radosne i luźne życie.
                                              Półtora miliarda Arabów i czarnoskórych jest na miejscu, blisko, w drodze i skoro natura nie znosi próżni, zapewne niedługo staną się nową większością w Europie. W wielu miastach na Zachodzie najpopularniejszym imieniem noworodka jest Mahomet i fajnie. Widocznie tak ma być/.
                                            • hello-kitty2 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 16:08
                                              kag73 napisała:

                                              > W takiej sytuacji serwuje sie kawe na lawe, bez owijania w bawelne. I facet moz
                                              > e decydowac czy w to wchodzi czy jednak szuka dalej.

                                              Dzieki za opinie. Kag znasz mnie. Kawa na lawe od razu poszla ale nagle okazalo sie, ze facet cudownie zmienil zdanie (!??) i teraz zglupialam, jak mozna miec tak nieugruntowane zdanie w tak podstawowym temacie? NIe mowimy o malolacie. Czy po prostu jakies klamstewka, sciemy, nciaganie? Z calosci rozmow wyglada mi jakby zupelnie zdawal sie na kobiete zeby podjela decyzje w sprawie. Jak trafi na babke z cisnieniem na dziecko, to poplynie, a jak trafi na taka, jak ja, to ok? Swoja droga ciekawy przyklad w biezacej dyskusji, nie?

                                              Ciekawi mnie co Kutuzow na to?
                                              • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 16:19
                                                No wiesz teraz w pierwszej kolejnosci to on ma ochote na babke (Ciebie), wiec jak najbardziej wezmie to na zywiol. I ewentualnie sie zobaczy. Ja znalam przypadek gdzie to facet chcial dziecka a babka zdecydowanie nie. Byli ze soba bardzo dlugo. Facet zaakceptowal jej decyzje i byli nadal razem.
                                                Moj ex bardzo chcial dziecka (po dluzszym czasie bycia ze mna), ja nie (bylam za mloda, zajeta studiami, chcialam zaczac pracowac zawodowo itd) i zdarzalo mu sie ulewac jak to sie marnuje jego sperma :) Z tym, ze na poczatku nikt o dzieciach sie nie delarowal, ale on po prostu w pewnym momencie tak sobie zaczal marzyc jak by to nosil te swoja coreczke na rekach.
                                                Hmm, zdanie mozna miec, ze mozna byc szczeliwym i z dzieckiem i bez dziecka, wiec da sie. Tez jestem takiego zdania, chociaz teraz nie wyobrazam sobie, ze by tego dziciaka mojego mialo nie byc.
                                              • kutuzow Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 16:43
                                                hello-kitty2 napisała:


                                                > Dzieki za opinie. Kag znasz mnie. Kawa na lawe od razu poszla ale nagle okazalo
                                                > sie, ze facet cudownie zmienil zdanie (!??) i teraz zglupialam, jak mozna miec
                                                > tak nieugruntowane zdanie w tak podstawowym temacie?

                                                > Ciekawi mnie co Kutuzow na to?
                                                >

                                                Sprawa prosta. Gdyby gość wprost komunikował że dzieci nie chce - to z miejsca byłby skreślony u ok 90% potencjalnej grupy docelowej. Bezpieczniejsze jest więc takie stanowisko "biorę to pod uwagę", bo nadal pozostawia pole manewru -na zasadzie "nie od razu, za 2-3 lata jak się lepiej poznamy". Jest sporo czasu, żeby się cieszyć seksem z laską która oczekuje dziecka i taka odpowiedź ją zadowala, a jednocześnie nie jest to deklaracja ścisła -w stylu "ok to ja odstawiam pigułki i zaczynamy się starać"

                                                Gdyb gość zobaczył że trafił na laskę która dzieci nie chce, to odetchnął i powiedział wprost co tak na prawdę myśli. To jest też trochę to czemu ja nie za bardzo wierze w powszechność tych męskich deklaracje, że oni chcą dzieci. Chodzi mi o to co tutaj piszą Panie - że Większość facetów chce. Wg mnie...większość facetów tylko tak mówi....bo wie że tego oczekują Panie i jasna deklaracja "no co Ty - gówniaki wywołują we mnie ból głowy i myśli samobójcze" - jest 100% Pussy Block.
                                                • sabat3 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 16:56
                                                  kutuzow napisał:
                                                  > bo wie że tego oczekują Panie i jasna deklaracja "no
                                                  > co Ty - gówniaki wywołują we mnie ból głowy i myśli samobójcze" - jest 100% P
                                                  > ussy Block.

                                                  Heh a wyobraz sobie reakcje kobiet na cos takiego:
                                                  "Na kolana, ty suko! Obciagaj mi kutasa, tak dlugo az sie spuszcze! Wypnij sie, to wyrucham cie w dupe" :))))

                                                  Wiadomo, ze wiekszosc panow zachowuje sie pod dyktando kobiet. To jest chyba najgorsze, ta bezustanna gra, brak mozliwosci bycia soba.
                                                  Pewnie o tym mowi Proteinowy.
                                                  • zawle Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 18:50
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Heh a wyobraz sobie reakcje kobiet na cos takiego:
                                                    > "Na kolana, ty suko! Obciagaj mi kutasa, tak dlugo az sie spuszcze! Wypnij sie,
                                                    > to wyrucham cie w dupe" :))))

                                                    Widzę że to jedyna Twoja fantazja, bo ciągle to samo piszesz:)) Zaciułaj i raruchaj w agencji. Marzenia są po to, żeby je spęłniać:)) Jednak przy twoich problemach z wytryskiem to byłyby tortury a nie seks:))

                                                    > Wiadomo, ze wiekszosc panow zachowuje sie pod dyktando kobiet. To jest chyba na
                                                    > jgorsze, ta bezustanna gra, brak mozliwosci bycia soba.
                                                    > Pewnie o tym mowi Proteinowy.

                                                    Nie pod dyktando, tylko kłamliwie. Rozumiem że nie widzisz różnicy/
                                                  • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 18:52
                                                    "Widzę że to jedyna Twoja fantazja, bo ciągle to samo piszesz:)) Zaciułaj i raruchaj w agencji. Marzenia są po to, żeby je spęłniać:)) Jednak przy twoich problemach z wytryskiem to byłyby tortury a nie seks:))"

                                                    Nie no "w dupe" to by mu przypuszczalnie pomoglo :)
                                                  • sabat3 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 19:10
                                                    zawle napisała:
                                                    > Widzę że to jedyna Twoja fantazja, bo ciągle to samo piszesz:))

                                                    Nie, po prostu o innych nie pozwalami pisac autocenzura.

                                                    Zaciułaj i raru
                                                    > chaj w agencji. Marzenia są po to, żeby je spęłniać:))

                                                    A sama se idz i ruchaj. Wszystkie marzenia erotyczne spelnilem. No, prawie... ale wiekszosc :)

                                                    Jednak przy twoich probl
                                                    > emach z wytryskiem to byłyby tortury a nie seks:))

                                                    Chyba mnie z kims pomylilas.
                                                  • sabat3 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 19:29
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > "Chyba mnie z kims pomylilas"
                                                    >
                                                    > Chyba nie. Pamiętam, że kiedyś pisałeś, iż masz taki problem. Pewnie problem mi
                                                    > nął, ale pisałeś.

                                                    Hmmm... Ale ze nie umiem dojsc? To sie czasem zdarzalo, szczegolnie za drugim razem pod rzad, ale to bylo dawno temu, teraz to powiedzialbym, ze zdarza mi sie troche za szybko niz bym chcial.
                                                  • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 20:03
                                                    Hmmm... Ale ze nie umiem dojsc? To sie czasem zdarzalo, szczegolnie za drugim razem pod rzad, ale to bylo dawno temu, teraz to powiedzialbym, ze zdarza mi sie troche za szybko niz bym chcial.

                                                    Rzecz w tym, sabacie, o czym juz kiedys pisalam, ze Ty nie mozesz przypisywac sobie wszystkich mozliwych przypadlosci, bo tak to wyglada, ze co by nie napisac Ty piszesz, ze to tez Twoj problem i podajesz siebie za przyklad. Owszem pisales o dlugim dochodzeniu czy o problemach z erekcja, ale Ty duzo roznosci pisales :)
                                                  • sabat3 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 20:20
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Rzecz w tym, sabacie, o czym juz kiedys pisalam, ze Ty nie mozesz przypisywac s
                                                    > obie wszystkich mozliwych przypadlosci, bo tak to wyglada, ze co by nie napisac
                                                    > Ty piszesz, ze to tez Twoj problem i podajesz siebie za przyklad. Owszem pisal
                                                    > es o dlugim dochodzeniu czy o problemach z erekcja, ale Ty duzo roznosci pisale
                                                    > s :)

                                                    Moze czasem wyolbrzymiam, ale w wiekszosci to nie byly konfabulacje. Wez poprawke na to, jak nieudane bylo moje zycie seksualne/jak niska samoocena (czesto slusznie) przez praktycznie cale zycie. Mialem prawo nabawic sie nerwic i zahamowan. Stad potem problemy w tych sferach. Trudno, zeby ich nie bylo.
                                                  • zawle Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 22:29
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > "Chyba mnie z kims pomylilas"
                                                    >
                                                    > Chyba nie. Pamiętam, że kiedyś pisałeś, iż masz taki problem. Pewnie problem mi
                                                    > nął, ale pisałeś.

                                                    Pisał że mu flaczeje. A jak flaczeje to raczej nie wytryska. Nie ma gorszej rzeczy niż stawianie masztu z peknietej zabawki dmuchanej.
                                                  • sabat3 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 23:48
                                                    zawle napisała:
                                                    > Pisał że mu flaczeje. A jak flaczeje to raczej nie wytryska.

                                                    Powiedzmy, że temat już nieaktualny :)

                                                    > Nie ma gorszej rze
                                                    > czy niż stawianie masztu z peknietej zabawki dmuchanej.

                                                    Nie no, według mnie jest. Na przykład ruchanie starej, grubej baby.
                                                  • sabat3 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 13.06.18, 10:49
                                                    zawle napisała:
                                                    > Nie będę polemizować, nigdy nie ruchałam starej grubej baby. Ty widzę masz dośw
                                                    > iadczenie w tych dwóch przyypadkach, więc Ci muszę wierzyć:))

                                                    Ja też muszę uwierzyć na słowo, że stawianie sflaczałej gumowej zabawki musi być traumatycznym doświadczeniem. Chciałem tylko (z wrodzoną uprzejmością) zasugerować, że może być istnieć powiązanie przyczynowo skutkowe między tymi dwoma zjawiskami w sferze erotyki. Rzeczy nie dzieją się tak po prostu.
                                                • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 16:58
                                                  Hmm, owszem moze gosc chcial wybadac sytuacje, dostac sznase, niemniej babka powyzej 40 stki juz dzieciata mialaby miec wielka ochote na dziecko i jeszcze czekac 2 albo 3 lata? Malo prawdopodobne. Niemniej zasygnalizowal, ze nie ma nic przeciwko dzieciom, co dla wielu jest istotne, zwlaszcza jezeli juz dziecko maja.
                                                  Moim zdaniem wiekszosc panow co najmniej nie ma wyklarowanego zdania w temacie, czas ich nie goni, jak goni on kobiety, wiec to czesto kobiety przyspieszaja decyzje. Faceci nie maja sie tez nad czym roztrzasac, to nie oni musza zachodzic w ciaze i rodzic. Zapewne jednak wiekszosc nie jest w tym punkcie Twojego pokroju, bo wtedy rezimowo pilnowaliby antykoncepcji is ie by pilnowali, czego nie robia w wielu przypadkach ida na zywiol. Inaczej akrybicznie pilnowaliby uzywania prezerwatyw, poddawli by sie sterylizaji, mieliby pod kontrola jakies dni plodne i inne takie. Moze inne babki maja inne doswiadczenia, ja miala do czynnienie glownie z zywiolowcami. Dodam jednak, ze nie mam doswiadczenia w tej kwestii z Polakami, wiec nie bede sie wyklocac, ze rozne nacje maja roznie. Pomijamy wzorce kulturowe i "normalnosc" plodzenia i posiadania dzieci.
                                                  • proteinawy Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 17:02
                                                    > Moim zdaniem wiekszosc panow co najmniej nie ma wyklarowanego zdania w temacie <

                                                    Dla uściślenia statystyki: ja nie planowałem zadnych dzieci. Planowałem natomiast znaczna elastyczność w zwiazku. Sa rzeczy ktorych ja chce, spodziewałem sie ze kobieta tez moze chcieć czegos np byc matka.
                                                  • hello-kitty2 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 19:53
                                                    proteinawy napisał(a):

                                                    > Dla uściślenia statystyki: ja nie planowałem zadnych dzieci. Planowałem natomia
                                                    > st znaczna elastyczność w zwiazku. Sa rzeczy ktorych ja chce, spodziewałem sie
                                                    > ze kobieta tez moze chcieć czegos np byc matka.

                                                    No to moze zona bedac przekonana o twojej 'znacznej elastycznosci' sprowokowala wpadke z pierwszym dzieckiem? Wtedy po pierwszym, jak tu zawitales nie wygladales na elastycznego, raczej na wkur*****go ;-) A na powaznie: gdyby zona nie chciala miec dzieci, to bys nie mial, bez zalu?
                                                  • proteinawy Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 13.06.18, 00:57
                                                    > No to moze zona bedac przekonana o twojej 'znacznej elastycznosci' sprowokowala wpadke z pierwszym dzieckiem? <

                                                    Nie musiała wpadać. Pod znaczna elastyczność podpadają rzeczy typu: dziecko, dom czy kariera - do wyboru.

                                                    > A na powaznie: gdyby zona nie chciala miec dzieci, to bys nie mial, bez zalu? <

                                                    Ano. Ciągnęło mnie do kobiet, do dzieci - wcale.
                                                  • szopen_cn Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 13.06.18, 01:33
                                                    proteinawy napisał(a):

                                                    > > Moim zdaniem wiekszosc panow co najmniej nie ma wyklarowanego zdania w te
                                                    > macie <
                                                    >
                                                    > Dla uściślenia statystyki: ja nie planowałem zadnych dzieci. Planowałem natomia
                                                    > st znaczna elastyczność w zwiazku. Sa rzeczy ktorych ja chce, spodziewałem sie
                                                    > ze kobieta tez moze chcieć czegos np byc matka.
                                                    >

                                                    Statystyka rzecz piekna.
                                                    Po kilku latach malzenstwa, zwiedzania swiata i dobrej zabawy w zyciu ja zaczalem namawiac zone na dziecko. Jej to sie wcale nie usmiechalo. Namawianie trwalo pewnie z rok, w koncu ja przekonalem, przygotowalismy sie do tego i zrobilismy sobie dziecko.

                                                    Zona miala lat 30, ja pare lat wiecej.
                                                    Glowny powod namawiania?
                                                    Widzialem w naszej spolecznosci duza grupe ludzi w wieku 40+, ktorzy sprawe odlozyli na zbyt dlugo i kiedy w koncu sie zdecydowali to nie bylo takie proste, tanie, bezpieczne i ogolnie walilo im na mozg.
                                                    Chcialem tego uniknac.
                                                  • aandzia43 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 13.06.18, 10:37
                                                    > Statystyka rzecz piekna.
                                                    > Po kilku latach malzenstwa, zwiedzania swiata i dobrej zabawy w zyciu ja zaczal
                                                    > em namawiac zone na dziecko. Jej to sie wcale nie usmiechalo. Namawianie trwalo
                                                    > pewnie z rok, w koncu ja przekonalem, przygotowalismy sie do tego i zrobilismy
                                                    > sobie dziecko.
                                                    >
                                                    > Zona miala lat 30, ja pare lat wiecej.
                                                    > Glowny powod namawiania?
                                                    > Widzialem w naszej spolecznosci duza grupe ludzi w wieku 40+, ktorzy sprawe odl
                                                    > ozyli na zbyt dlugo i kiedy w koncu sie zdecydowali to nie bylo takie proste, t
                                                    > anie, bezpieczne i ogolnie walilo im na mozg.
                                                    > Chcialem tego uniknac.

                                                    Ano właśnie, ominąłeś rafę "gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła" ;-) Brak wewnętrznego sprzeciwu wobec rodzicielstwa (podstawa) i dzieciaków ogólnie plus uważne obserwacje ludzi pod kątem "jeśli oni masowo tak mają, to z dużym prawdopodobieństwem mnie też to dotknie".
                                          • zawle Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 18:40
                                            hello-kitty2 napisała:
                                            > NIepotrzebnie sie emocjonalnie nastawiasz, ze jakoby wrzucam tu jakas moralna o
                                            > cene twojego postepowania. NIe boli mnie tez serce w zwiazku z sytuacja czy los
                                            > em obcego faceta.

                                            Niepotrzebnie mi imputujesz nadmierne emocje:) Skoro Cię cuszy los nie boli i nie jesteś ematyczna, to co cię obchodzi czy kogoś blokujesz czy nie?

                                            Przypominam: nie jestem empatyczna. Po prostu pytam, poniewaz
                                            > interesuje sie mna facet bezdzietny, ktory zaklada, ze byc moze chcialby miec
                                            > dziecko, a ja wiem, ze na pewno nie chce. No i tak rozkminiam czy jest sens go
                                            > 'blokowac' i jak ja sie bede z tym czula gdybysmy sie jednak zwiazli. Ot co, zw
                                            > yczajne zlapanie cudzej perspektywy w temacie, ktory mnie interesuje.

                                            Praktyka forum mówi że nie chciałby:))
                                  • aandzia43 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 12:57
                                    Nie wiem czy aż tak detalicznie rozmawiają kobiety z mężczyznami o urokach rodzicielstwa, bo pewnie często same nie wiedzą dokładnie jak będzie ;-) Co do zmęczenia, uwiązania, braku seksu przez jakiś czas to chyba oczywiste dla każdego, wystarczy żyć wśród ludzi, mieć rodzinę, znajomych i jakieś obserwacje.
                                    Jak się komuś wydaje (bez względu na.płeć), że po pojawieniu się dziecka będzie tak jak do tej pory, tylko na spacerku pochwalimy się dzidzią, to ten ktoś ma poważne braki w socjalizacji. Może brak bliskich i rozległych kontaktów z ludźmi w.różnym wieku i różnych sytuacjach życiowych, może jakieś osobnicze braki. Nie zauważyłam, żeby większość znanychmi.facetów miała ten problem :-)
                                    • hello-kitty2 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 14:07
                                      aandzia43 napisała:

                                      > tak jak do tej pory, tylko na spacerku pochwalimy się dzidzią, to ten ktoś ma
                                      > poważne braki w socjalizacji. Może brak bliskich i rozległych kontaktów z ludźm
                                      > i w.różnym wieku i różnych sytuacjach życiowych, może jakieś osobnicze braki. N
                                      > ie zauważyłam, żeby większość znanychmi.facetów miała ten problem :-)

                                      Wg moim obserwacji i doswiadczen, a raczej nie wydaje sie osoba nierozwinieta spolecznie, temat braku seksu w malzenstwie po narodzeniu dziecka jest absolutnym tabu. NIe zdarzylo mi sie zagajac nawet do bliskich przyjaciolek i krewnych kobiet, nie wspominajac o mezczyznach czy rozpoczely juz wspolzycie seksualne po porodzie ;-) Z tematem zapoznalam sie dopiero tutaj na forum. Przeczytalam tez pare ksiazek od deski do deski o porodzie i pologu, a nie przypominam sobie zeby ten temat sie tam w ogole pojawil, stad tak drogocennym okazalo sie to forum. Jest unikatowe pod tym wzgledem.
                                      W ogole temat seksu jest raczej tabu.
                                      • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 14:20
                                        "Z tematem zapoznalam sie dopiero tutaj na forum. Przeczytalam tez pare ksiazek od deski do deski o porodzie i pologu, a nie przypominam sobie zeby ten temat sie tam w ogole pojawil, stad tak drogocennym okazalo sie to forum. Jest unikatowe pod tym wzgledem.
                                        W ogole temat seksu jest raczej tabu."

                                        Ja tez. Przy czym mnie temat nie dotyczyl/nie dotyczy osobiscie, bo mnie sie seks po dziecku nie zawalil. Poza tym wiem od wielu znajomych, ze nadal seks maja. Mysle, ze to nie jest jednak norma i ze nie dotyka wiekszosci. Ale moge sie mylic. A moim zdaniem powod czesto jest gdzie indziej. np. maly angaz faceta w dziecko, jak u urqu albo babka chciala dziecka i rodziny i faceta wybiera nie pod wzgledem atrakcyjnosci seksualnej/lozkowe, albo seks do bani dla niej(z roznych powodow), dla zajscia w ciaze poswiecic sie warto ale po jakims czasie regularnie sciagac majki...nie warto. Tak to widze.
                                        Ze tam para potrzebuje chwili po nardodzinach dzieciaka, zeby sie znow odnalesc w sytuacji i dopasowac jasne, nie watpie ale nie oznacza to rezygnowania czy braku seksu na lata albo na zawsze. Przynajmniej nie u wiekszosci.
                                  • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 12:58
                                    Kutuzow, uwierz mi, to tak nie dziala. Kobiety wiedza tak samo niewiele na ten temat co ich czeka jak i mezczyzni. Bo tez jeszcze nigdy przedtem nie mialy dziacka i nikt ich w temat nie wprowadzil. U mnie decyzja byla dyskutowana wspolnie, temat byl bardo zywy i poruszany bardzo czesto. Jednak zadne z nas nie mialo obiekcji czy nawet mysli, ze skonczy sie seks. Ten watek nie pojawil sie nigdy, w zadnej z rozmow. Na takie cos zadne z nas nie wpadlo. To, ze w pologu i pod koniec ciazu nie bedzie seksu to taka oczywistosc ale i taka bagatela (te pare tygodni w obliczu wielu lat i seksu po kokarde), ze nie bylo tematem rozmow i nigy tez nie bylo problemu. Watpliwosci mial maz czy bedzie bawic go rodzina i obawy, ze zepsuje mi sie moja rewelacyjna (w jego ocenie) figura. Ja natomiast zwygodniala, bo ta ciaza planowana i pozno, wiec czy rzeczywiscie chce, bo zycie mi sie toczylo milo i instynku macierzynskiego nie mialam. Tyle w temacie.
                                    Poza tym zapominasz albo nie wiesz, ze ludzie nierozsadni sa (ja tez) wiec pieprza sie bez zabezpiecznia, zapominaja, wiedza ale jest tak dobrze wiec sie dzieje. Wpadki na porzadku dziennym. Do tego sa romantyczni, kochajacy sie, mija pewien etap i przechodza do nastepnego, jezeli w ogole zdazyli zaplanowac. To jest nasza ludzka natura, w ludzkiej naturze lezy rozmanzanie sie.
                                    I dalej wielu sie odnajduje w rodzinie, dla wielu jest ona wartoscia. Oczywiscie najczesciej dla tych, ktorym seks sie nie zawalil. Ale...nie zwalajamy wszystkiego na dzieci, on mogl sie zawlic z zupelnie innych powodow. Bo to, ze go jakis czas bylo mniej czy rzadziej...to jest pikus w obliczu dlugletniego zwiazku, bo zadoscuczynieniem jest to dziecko i co ono Tobie rodzicowi daje.
                                  • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 13:22
                                    Zobacz, że to Panie na forum piszą o tym jak to mężczyźni chcą dzieci, a tylko ja jestem czarną owcą co to takiego różowego bobaska nie chce mieć. Jak ja tak mogę.

                                    Bo wielu naprawde chce dzieci. A wielu w ogole nie zdazy sie zastanowic czy chce czy nie chce, bo juz zdazy zaliczyc wpadke. A kolejni sie nad tym nie zastanawiaja i /albo nie sa zdecydowanie na "nie". Dlaczego mieliby byc? Przeciez wszyscy wokol maja dzieci. To takie normalne/naturalne :) Wiekszoc mlodych ludzi, plci obojga mysli i palnuje, ze bedzie mialo rodzine, tak jak ich mama i tata. Co najwyzej planuja sobie ile beda miec tych dzieci albo w jakim wieku
                                    • kutuzow Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 13:30
                                      kag73 napisała:

                                      > Bo wielu naprawde chce dzieci. A wielu w ogole nie zdazy sie zastanowic czy chc
                                      > e czy nie chce, bo juz zdazy zaliczyc wpadke. A kolejni sie nad tym nie zastana
                                      > wiaja i /albo nie sa zdecydowanie na "nie". Dlaczego mieliby byc? Przeciez wszy
                                      > scy wokol maja dzieci. To takie normalne/naturalne :) Wiekszoc mlodych ludzi, p
                                      > lci obojga mysli i palnuje, ze bedzie mialo rodzine, tak jak ich mama i tata. C
                                      > o najwyzej planuja sobie ile beda miec tych dzieci albo w jakim wieku

                                      Ja mam dokładnie takie same obserwacje jak Ty. Najpierw jest "jakoś to będzie", po czym gdy się okazuje, że to "jakoś" nie jest tak fajne jak im się wydawało to jest problem. Mam w dalszej rodzinie osoby które pracują w szkołach. Mam info z pierwszej ręki jak wielu rodziców traktuje dzieci jako ciężar i zasadniczo najchętniej to odbieraliby dzieciaki tak gdzieś koło 20-tej, żeby ich tylko nakarmić i położyc spać. Chodzi mi właśnie o takie podejście totalnego rozczarowania. Nikt nie mówi/edukuje jak to jest. Zobacz, że nawet w sklepach zoologicznych ostatnio jest np. zakaz sprzedaży królików przed Wielkanocą, żeby nie były to zabawki -na zasadzie -taki fajny, miły żywy królik...ale się szybko nudzi i ląduje z powortem w sklepie. Mam wrażenie, że gdyby dzieciaki można bezkarnie (bez rozterek emocjonalnych) oddawać -to wielu skorzystałoby z takiej opcji.
                                        • kutuzow Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 14:08
                                          sabat3 napisał:

                                          >
                                          > W pewnym sensie można - przez rozwód i dobrowolne nie widywanie się z dziećmi.

                                          Pytanie zatem jak interpretować te 80% rozwodników zalegających z alimentami.
                                          Czy to nie pokazuje bardziej realnie jak to naprawdę jest z facetami i tym ich "chceniem" dzieci?
                                          • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 14:26
                                            Le no, ja znam takiegp co alimentow nie placi, ale biada jakby ktos chcial sie mieszac albo wychowywac jego dzieci, czy cos o nich decydowac. Przy czy sam zero zaangazowania, oprocz jakichs tam kontaktow co jakis czas. Ale sie nazywa "to MOJE dziecko" ale placic na nie, zeby ta stara miala co wydawac...to wydaje sie byc dla wielu inna bajka.
                                            Bo te przypadki zazwyczaj maja malo kasy i wola/musza wydac ja na co innego. No i kolejna babka tez chciala dziecka, tez kosztuje. No nie wysra se tej kasy. Dodam, ze jest dla mnie najnizsa polka ale jestem dosc pewna, ze i on w razie potrzeby oddal by jedak te swoja nerke :)
                                          • sabat3 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 15:16
                                            kutuzow napisał:
                                            > Pytanie zatem jak interpretować te 80% rozwodników zalegających z alimentami.
                                            > Czy to nie pokazuje bardziej realnie jak to naprawdę jest z facetami i tym ich
                                            > "chceniem" dzieci?

                                            Po części.
                                            A po części, że wyżej dupy ciężko jest podskoczyć.
                                            Jasne - to jest wybór - albo będziesz poniżej wegetacji (głód, noclegownie) albo zapłacisz. Przy tak chujowym wyborze, często miłość własna zwycięża. Chociaż teraz chyba jednak większość zaczęła płacić, bo boi się więzienia. Uderzyli facetów tam gdzie bolało, w miłość własną :)
                                            Żeby nie było - w dużo bardziej skrajnych warunkach wiele matek też odpuszczało dzieci. Np. w Oświęcimiu kobiety czasem uciekały przed własnymi małymi dziećmi, udając że to nie ich (matki z małymi dziećmi od razu gazowano, jako obciążenie). Ale ponieważ instynkt macierzyński jest silniejszy, to trzeba większego bodźca. Z drugiej strony - wymiar kary wymierzanej dziecku (śmierć vs ubóstwo) jest o wiele wyższy.
                                            Moim zdaniem każdego można złamać używając odpowiedniego klucza. Człowiek jest jak system komputerowy, a życie to hacker :)
                                          • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 15:45
                                            "Pytanie zatem jak interpretować te 80% rozwodników zalegających z alimentami.
                                            "Czy to nie pokazuje bardziej realnie jak to naprawdę jest z facetami i tym ich "chceniem" dzieci?"

                                            No to akurat nie jest dowod na nic. Bo jak ja chce isc na silownie, spisze umowe i zaplace za caly rok a pozniej jednak nie bede tam chodzic, to nie zmienia faktu, ze podpisujac naprawde chcialam. Tu sie wszystko rozbija o piniondze, jest ich za malo. Czesto nie tak dramatycznie jak pisze Sabat, ale jednak z wielu rzeczy musialoby sie zrezygnowac. Wiec lepiej nie rezygnowac, tym bardziej, ze pan widzi: dziecko opieke (w najlepszcyh rekach) i dach nad glowa ma, zyje (widuje je czasami) wiec i zapewne jada, ubrane jest. Szafunia gra, mozna sobie racjonalnie wytlumaczyc, ze no...gdybym zarabial wiecej albo gdyby ten dzieciak naprawde glodowal...no i w dodatku niech se ta stara nie wyobraza, ze za moj kase se pojdzie nowe buty kupic.
                                          • aandzia43 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 16:00
                                            kutuzow napisał:

                                            > sabat3 napisał:
                                            >
                                            > >
                                            > > W pewnym sensie można - przez rozwód i dobrowolne nie widywanie się z dzi
                                            > ećmi.
                                            >
                                            > Pytanie zatem jak interpretować te 80% rozwodników zalegających z alimentami.
                                            > Czy to nie pokazuje bardziej realnie jak to naprawdę jest z facetami i tym ich
                                            > "chceniem" dzieci?

                                            W tych 80% miesci się patologia psychiczna nie płacąca alimentów "bo nie", patologia społeczna - wiadomo, mężczyźni zalegający sporadycznie i na niewielkie sumy, mężczyźni nie radzący sobie w życiu okresowo, mężczyźni nie radzący sobie permanentnie. To nei jest monolit "80% facetów nie płaci alimentów na dzieci i basta". A więc interpretować niepłacenie można rózne, bo różne są rodzaje niepłacenia.
                                            • kutuzow Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 16:48
                                              aandzia43 napisała:

                                              > To nei jest monolit "80% facetów nie płaci alimentów na dzieci i b
                                              > asta". A więc interpretować niepłacenie można rózne, bo różne są rodzaje niepła
                                              > cenia.

                                              Aandzia...ale o czym my mówimy. To nie jest 10 czy 15% żeby się zastanawiać czy to jest taka czy inna patologia. To jest 80%. słownie osiemdziesiąt - czyli 4 na 5 nie płaci!
                                              Ja nie kupuje tego 'musiałby sobie od ust odjąć" bo realne sytuacje z np. spłacaniem kredytu hipotecznego pokazują, że własnie tak to wygląda...ludzie często sobie od ust odejmują...i spłacają. BTW: kredyt hipoteczny w Polsce ma najlepszą "ściągalność". Czyli jak się chce to można.
                                              Rozumiem gdyby to było np. 20-30% to wtedy moglibyśmy zasłaniać się kwestiami że to gościówie którym nie starcza do 1-szego albo Ci co wojują z żoną bo ona po złości gra dzieckiem.
                                              • aandzia43 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 17:00
                                                kutuzow napisał:

                                                > aandzia43 napisała:
                                                >
                                                > > To nei jest monolit "80% facetów nie płaci alimentów na dzieci i b
                                                > > asta". A więc interpretować niepłacenie można rózne, bo różne są rodzaje
                                                > niepła
                                                > > cenia.
                                                >
                                                > Aandzia...ale o czym my mówimy. To nie jest 10 czy 15% żeby się zastanawiać czy
                                                > to jest taka czy inna patologia. To jest 80%. słownie osiemdziesiąt - czyli 4
                                                > na 5 nie płaci!

                                                Powtarzam: co to znaczy "nie płaci"? Bo tymi 80% to się macha od jakiegoś czasu a jeszcze nigdy nie przeczytałam rzetelnego rozłożenia na czynniki pierwsze. Chyba każdy z moich znajomych kiedyś spóźnił się z alimentami, każda znajoma kiedyś czekała na przelew dłużej niż zwykle. Czy te spóźnienia też liczą się do "80% nie płaci alimentów"?


                                                > Ja nie kupuje tego 'musiałby sobie od ust odjąć" bo realne sytuacje z np. spłac
                                                > aniem kredytu hipotecznego pokazują, że własnie tak to wygląda...ludzie często
                                                > sobie od ust odejmują...i spłacają. BTW: kredyt hipoteczny w Polsce ma najlepsz
                                                > ą "ściągalność". Czyli jak się chce to można.

                                                Coś mi się zdaje, ze ci skrupulatnie spłacający kredyt hipoteczny na mieszkanie są z gatunku generalnie wywiązującego się ze zobowiązań. Chyba ze przejściowe bezrobocie czy inna tragedia, a potem dalej płacą co do nich należy. Swoją drogą ciekawe jakie są korelacje między mężczyznami z kredytem a alimenciarzami ;-)


                                                > Rozumiem gdyby to było np. 20-30% to wtedy moglibyśmy zasłaniać się kwestiami ż
                                                > e to gościówie którym nie starcza do 1-szego albo Ci co wojują z żoną bo ona po
                                                > złości gra dzieckiem.

                                                Nie zapomnij o marginesie społecznym. Oni w ogóle nie płacą zasądzonych alimentów. I o naprawdę biednych ludziach. Trochę ich w Polsce jest poza dużymi miastami.
                                                • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 17:07
                                                  > Ja nie kupuje tego 'musiałby sobie od ust odjąć" bo realne sytuacje z np. spłac
                                                  > aniem kredytu hipotecznego pokazują, że własnie tak to wygląda...ludzie często
                                                  > sobie od ust odejmują...i spłacają. BTW: kredyt hipoteczny w Polsce ma najlepsz
                                                  > ą "ściągalność". Czyli jak się chce to można.

                                                  Nie, nie, to dziala inaczej. Kredyt musisz splacic, bo przyjdzie bank i ci zabierze chalupe, tu jest ta presja. Ale zauwaz, ze juz inaczej wyglada to jak ktos pozyczyl od osoby prywatnej i nie oddaje. Bo nie ma na niego bata, siekiera na niego nie spadnie. Co mu grozi? Tak to dziala.
                                                  Podobnie jak powiedz komus, kto malo zarabia, ze ma oszczedzac co miesiac 100 zl. Hmm powie Ci, ze nie da rady, bo musi wydac na cos innego. Ale jak wzial kredyt i musi co miesiac placic 100 to jednak daje rade. Serio tak jest.
                                                  • kutuzow Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 17:19
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Nie, nie, to dziala inaczej. Kredyt musisz splacic, bo przyjdzie bank i ci zabi
                                                    > erze chalupe, tu jest ta presja.

                                                    O to mi własnie chodzi.
                                                    Mogę się założyć o duże pieniądze, że gdyby (hipotetycznie) Proteinowy był w takiej sytuacji, że jest po rozwodzie i ma do wyboru: zapłacić alimenty (i mieć tylko na suchy chleb do pierwszego), albo nie płacić i mieć na chleb, mięsko i czynsz to i tak wybrałby zapłacenie alimentów...bo kocha swe dzieci i wie że to jest kasa dla nich.

                                                    Kredyt hipoteczny dla ludzi jest ważny...bo ew utrata mieszkania to utrata czegoś o dużej wartości. Skoro utrata dzieci nie jest stratą dużej wartości, to można zakładać (moim zdaniem) że te dzieci nigdy nie były jakoś super istotne dla tych alimenciarzy (co nie płacą).
                                                  • aandzia43 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 17:32
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Nie, nie, to dziala inaczej. Kredyt musisz splacic, bo przyjdzie bank i c
                                                    > i zabi
                                                    > > erze chalupe, tu jest ta presja.
                                                    >
                                                    > O to mi własnie chodzi.
                                                    > Mogę się założyć o duże pieniądze, że gdyby (hipotetycznie) Proteinowy był w ta
                                                    > kiej sytuacji, że jest po rozwodzie i ma do wyboru: zapłacić alimenty (i mieć t
                                                    > ylko na suchy chleb do pierwszego), albo nie płacić i mieć na chleb, mięsko i c
                                                    > zynsz to i tak wybrałby zapłacenie alimentów...bo kocha swe dzieci i wie że to
                                                    > jest kasa dla nich.
                                                    >
                                                    > Kredyt hipoteczny dla ludzi jest ważny...bo ew utrata mieszkania to utrata czeg
                                                    > oś o dużej wartości. Skoro utrata dzieci nie jest stratą dużej wartości, to moż
                                                    > na zakładać (moim zdaniem) że te dzieci nigdy nie były jakoś super istotne dla
                                                    > tych alimenciarzy (co nie płacą).

                                                    Chyba porównujesz gruszki z jabłkami. Gdyby Proteinowy miał do wyboru zapłacić raty kredytu pod groźbą utraty np. mieszkania i przez to nie zapłacić przez chwilę alimentów to nie zapłaciłby tych alimentów, apłącił ratę, odbił się od dna i wyrównał długi wobec dzieci za jakiś czas. Wielu mężczyzn tak robi - jak w samolocie- najpierw zakładanie maski tlenowej sobie, potem dziecku. Problemem są ci nie płacący permanentnie.
                                                  • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 18:19
                                                    Skoro utrata dzieci nie jest stratą dużej wartości, to moż
                                                    > na zakładać (moim zdaniem) że te dzieci nigdy nie były jakoś super istotne dla
                                                    > tych alimenciarzy (co nie płacą).

                                                    A niby ja on je utraci. Przeciez ma kontakt, widuje je co jakis czas, jezeli chce, zyja, nie przymieraja glodem.
                                                  • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 18:45
                                                    "Skoro utrata dzieci nie jest stratą dużej wartości, to moż
                                                    > na zakładać (moim zdaniem) że te dzieci nigdy nie były jakoś super istotne dla
                                                    > tych alimenciarzy (co nie płacą).

                                                    Aha, jeszcze dodam, ze to ze nigdy nie byly super istotne dla nich nie znaczy, ze ich nie chcieli (bo tego zaczales ze kobiety tylko chca dzieci, mezczyzni nie). Moze chcieli, moze mieli stosunek obojetny, moze nie zdazyli sie ustosunkowac, bo zaliczyli wpadke/wpadki, moze nie mieli zdania na ten temat, moze im bylo obojetne. Wiec to nie jest dowod na to, ze faceci nie chca dzieci, tak jak nie chcesz ich Ty (Toje prawo). A co sie okazalo jak juz dzieci sa czy jak juz byly to jest inna para kaloszy. i co sie okazuje jak dochodzi do rozwodu to nastepna para. Bo tu juz sie liczy nastawienie/podejscie do tematu i co dla kogo znaczy milosc i waznosc. Ten na Cyprze na pewno powiedzialby, ze jasne kocha swoje dzieci, ale za chlebem wyjechal i zeby stara na nim nie zerowala. A teraz ma inne zobowiazania, wiec na nia placil nie bedzie (taka racjonalizacja), bo tyle nie ma, zeby na obie zaplacic i na wszystkie dzieci.
                                              • rekreativa Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 19:01
                                                "To jest 80%. słownie osiemdziesiąt - czyli 4 na 5 nie płaci!"

                                                Ale to świadczy co najwyżej o systemie polskim, a nie o chęci mężczyzn do rodzicielstwa.
                                                Bo znowu za granicą masz proporcje odwrotne. W niektórych krajach procent niepłacących to jest 6-8.
                                                To co to znaczy, że we Francji czy Holandii jakiś inny gatunek mężczyzn żyje?
                                                  • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 21:04
                                                    "Ja sie zgadzam z Kutuzowem w sensie, ze jest to dziwne, a powiedzialabym, ze argumentem na to, ze na dzieciach im nie zalezy jest to, ze o nie nie walczyli, tak jak KAg zapowiadala, ze w razie rozstania bedzie z mezem ostra walka o dziecko."

                                                    Le teraz to juz bylo minelo, bo dzieciak jest w takim wieku, ze o zdanie pyta sie jego i bierze wzglad. To nie jest juz male dziecko. I w dodatku maz kiedys powiedzial, ze wziawszy pod uwage, ze to ja jestem matka mialabym jednak
                                                    pierwszenstwo :) Ale to tez bylo jak byl maly i czlowiek nie analizowal, ze tak szybko urosnie. Prawie nastolatek to jest inna bajka, ma inne potrzeby i duzo bardziej samodzielny.
                                                    Poza tym bardziej chodzilo o to, ze szlo by w pierwszej linii o dziecko, bo o co innego ni ma sie co klocic. Dlugow do splacania nie ma, kasa po polowie. Co pozostaje? Dziecko.
                                      • zawle Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 13:55
                                        kutuzow napisał:

                                        > kag73 napisała:
                                        >
                                        > > Bo wielu naprawde chce dzieci. A wielu w ogole nie zdazy sie zastanowic c
                                        > zy chc
                                        > > e czy nie chce, bo juz zdazy zaliczyc wpadke. A kolejni sie nad tym nie z
                                        > astana
                                        > > wiaja i /albo nie sa zdecydowanie na "nie". Dlaczego mieliby byc? Przecie
                                        > z wszy
                                        > > scy wokol maja dzieci. To takie normalne/naturalne :) Wiekszoc mlodych lu
                                        > dzi, p
                                        > > lci obojga mysli i palnuje, ze bedzie mialo rodzine, tak jak ich mama i t
                                        > ata. C
                                        > > o najwyzej planuja sobie ile beda miec tych dzieci albo w jakim wieku
                                        >
                                        > Ja mam dokładnie takie same obserwacje jak Ty. Najpierw jest "jakoś to będzie",
                                        > po czym gdy się okazuje, że to "jakoś" nie jest tak fajne jak im się wydawało
                                        > to jest problem. Mam w dalszej rodzinie osoby które pracują w szkołach. Mam inf
                                        > o z pierwszej ręki jak wielu rodziców traktuje dzieci jako ciężar i zasadniczo
                                        > najchętniej to odbieraliby dzieciaki tak gdzieś koło 20-tej, żeby ich tylko nak
                                        > armić i położyc spać. Chodzi mi właśnie o takie podejście totalnego rozczarowan
                                        > ia. Nikt nie mówi/edukuje jak to jest. Zobacz, że nawet w sklepach zoologicznyc
                                        > h ostatnio jest np. zakaz sprzedaży królików przed Wielkanocą, żeby nie były to
                                        > zabawki -na zasadzie -taki fajny, miły żywy królik...ale się szybko nudzi i lą
                                        > duje z powortem w sklepie. Mam wrażenie, że gdyby dzieciaki można bezkarnie (be
                                        > z rozterek emocjonalnych) oddawać -to wielu skorzystałoby z takiej opcji.

                                        Tak było, jest i będzie. Tyle że kiedyś dzieci się chowały "przy rodzinie" i nikt nie czunił ich panami tego świata. Teraz dużo ciężej jest być rodzicem. Presja inna.
                                        • kag73 Re: szczere rozmowy przy decyzji o dziecku 12.06.18, 14:05
                                          "Tak było, jest i będzie. Tyle że kiedyś dzieci się chowały "przy rodzinie" i nikt nie czunił ich panami tego świata. Teraz dużo ciężej jest być rodzicem. Presja inna. "

                                          Ano, to po pierwsze, inaczej sie rozkladalo, czesto byla babcia, dziadek, starsze rodzenstwo. A rodzice dzis zapracowani sa, tyraja, zeby starczylo do pierwszego albo zeby temu dziecku nowe NIKI i nowego Iphona kupic. No i spoko, dzieciak zdrowy, w szkole dobrze zajety (zamiast w domu przy kompie albo na smartphonie, taki duch czasu), mozna odetchnac. Natomiast w razie "W" wiekszosc tych rodzicow za tym dzieciakim poszlaby w ogien, nerke oddala, chorobe na siebie wziela. Bo tak to jest z ta miloscia rodzicielska najczesciej.
                              • szopen_cn Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 01:41
                                aandzia43 napisała:

                                poznał Ukrainkę. I
                                > se zamieszkali razem. Można? Ano można, byle wziąć kogoś, kto od ciebie niewie
                                > le wymaga. Ukrainka jest tu na pozycji mocno przegranej więc nawet taki chłop s
                                > ię nada. On na pewno szczęśliwy, bo nikt nic od niego nie chce, żaden bachor si
                                > ę nei plącze, kasy zarabiać za bardzo nie trzeba a niebrzydka dziewczyna kręci
                                > się obok. Nie muszę chyba mówić, że nie utrzymuję kontaktów z kuzynem?
                                > Jak już pisałam powodzenie drugich związków wynika często z obniżonych wymagań
                                > lub pogrzebaniu w puli ludzi zdesperowanych (vide Ukrainka od mojego kuzyna).
                                >

                                Czy ktos moglby wyjasnic dlaczego "Ukrainki, Rosjanki, Kubanki, Tajki itd" to obnizanie standartu lub grzebanie w puli ludzi zdesperowanych? Bo ja tego zupelnie tak nie widze.

                                • aandzia43 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 02:09

                                  > Czy ktos moglby wyjasnic dlaczego "Ukrainki, Rosjanki, Kubanki, Tajki itd" to o
                                  > bnizanie standartu lub grzebanie w puli ludzi zdesperowanych? Bo ja tego zupeln
                                  > ie tak nie widze.

                                  Wyjaśniam. Kubanek i Tajek nie znam, Ukrainki w Polsce bywają w różnych, czasem nieciekawych finansowo czy prawnie sutuacjach. Ta od mojego kuzyna to niebrzydka dziewczyna z inteligentną buzią (aczkolwiek była żona jest od niej ładniejsza). Jeśli do tego jest pracowita i niegłupia (a wiele na to wskazuje) to znaczy że biorąc go mocno obniżyła standard. A on grzebnął w puli ludzi zdesperowanych i trafiło się fajne ziarno ślepej kurze. Urqu coś bąkał o podziwie kobiet z biedniejszych krajow do mężczyzn z bogatszych. Ja tu powodów do podziwu nie widzę. Moim zdaniem nie spotkał się równy z równym - ona zdaje się mieć większy potencjał. Ale chyba nie ma wyjścia.
                                  • aandzia43 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 02:29
                                    aandzia43 napisała:

                                    >
                                    > > Czy ktos moglby wyjasnic dlaczego "Ukrainki, Rosjanki, Kubanki, Tajki itd
                                    > " to o
                                    > > bnizanie standartu lub grzebanie w puli ludzi zdesperowanych? Bo ja tego
                                    > zupeln
                                    > > ie tak nie widze.

                                    Abstrahując od kuzyna i Ukrainek, a trzymając się tematu obniżania wymagań by "powodzenie" drugiego/następnego związku nastąpiło - inny pan z otoczenia po rozwodzie z tytułu jego alkoholizmu ma nową panią której jego alkoholizm nie przeszkadza, bo... go nie widzi. Ot, napić się chłop musi bo złą żonę miał/ciężkie życie/benzyna podrożała/lodowce topnieją - ani ładna, ani inteligentna, ani bogata, za to materiał na współuzależnioną wyśmienity ;-) Nie ma wzrastania, nie ma lepszej wersji siebie, jest doraźna korzyść czyli święty spokój w czynieniu sobie kuku. Sukces następnego związku :-D
                                • sabat3 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 07:07
                                  szopen_cn napisał:
                                  > Czy ktos moglby wyjasnic dlaczego "Ukrainki, Rosjanki, Kubanki, Tajki itd" to o
                                  > bnizanie standartu lub grzebanie w puli ludzi zdesperowanych? Bo ja tego zupeln
                                  > ie tak nie widze.

                                  Moze chodzic o to, ze podwladny przed obliczem przelozonego musi miec wyglad lichy i durnowaty, zeby swoim pojmowaniem sprawy nie peszyc zwierzchnika?
                                  Co do grzebaniu w puli ludzi zdesperowanych, to dorzucilbym jeszcze Polki. Szczegolnie te na zachodzie.
                                  • hello-kitty2 Re: Desperacja pelna geba ;) 12.06.18, 09:00
                                    sabat3 napisał:

                                    > Moze chodzic o to, ze podwladny przed obliczem przelozonego musi miec wyglad li
                                    > chy i durnowaty, zeby swoim pojmowaniem sprawy nie peszyc zwierzchnika?
                                    > Co do grzebaniu w puli ludzi zdesperowanych, to dorzucilbym jeszcze Polki. Szcz
                                    > egolnie te na zachodzie.

                                    JA to na bank bylam zdesperowana, 28 lat, samotna, z drugiej reki, po rozwodzie, w wielkim miescie, w wynajetnym mieszkaniu, zaden Polak mnie nie chcial.

                                    Btw teraz jak Polka sie chce zwiazac z Zachodniakiem czy innej masci obcokrajowcem, to wcale nie musi przekraczac granicy. Spotykam sie z ogloszeniami na portalu randkowym. Pewnie sa na kazdym w dowolnym kraju. Teraz sobie gadam z jednym Francuzem. NIe wiem czy jak z nim gadam, to jestem zdesperowana, bo przeciez gadam z bogatszego kraju ale z biedniejszej, polskiej duszy, to nie wiem jak to podsumowac ;-)

                                    Krotko: ZADEN POLAK MNIE NIE CHCIAL. No to co mialam zrobic? Byc sama do konca zycia? Ot desperacyjnie chcialam jednak sobie kogos znalezc, nadal chce.
                                    • sabat3 Re: Desperacja pelna geba ;) 12.06.18, 11:27
                                      hello-kitty2 napisała:
                                      > Krotko: ZADEN POLAK MNIE NIE CHCIAL. No to co mialam zrobic? Byc sama do konca
                                      > zycia? Ot desperacyjnie chcialam jednak sobie kogos znalezc, nadal chce.

                                      Pieprzyć to. Zawsze są jakieś zależności między ludźmi, niezależnie od nacji i kultury. A to że partnerki czy partnera można szukać wśród dowolnych nacji, to akurat plus i bym się tym w ogóle nie przejmował. To jest zajebiste, że dziś, jeśli gdzieś ci się nie podoba, to w sumie możesz wziąć dupę w troki i pojechać tam, gdzie jest według ciebie fajniej. Łącznie z szukaniem fajniejszej dupy.
                                      Mój kolega w Polsce był olewany przez lokalne dziewczyny, a jego pierwszą łóżkową przygodą była studentka z Francji :P
                                      Tak trochę na złość Bussowi i jego teoriom :D
                                  • aandzia43 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 11:22

                                    > Co do grzebaniu w puli ludzi zdesperowanych, to dorzucilbym jeszcze Polki. Szcz
                                    > egolnie te na zachodzie.

                                    Kiedy moja mama pracowała we Włoszech 20 lat temu łapała się.za.głowę, jakich niepasujących do ładnych, wykształconych i z klasą Polek widzi Włochów sparowanych z tymi Polkami. Aż biło po oczach. To było dawno, potem weszliśmy do Unii, trochę się wyrównało. Teraz Ukrainki BYWAJĄ jeszcze w sytuacji Polek sprzed lat.
                                    • sabat3 Re: "Dlaczego warto być niebezpiecznym" 12.06.18, 11:35
                                      aandzia43 napisała:
                                      > Kiedy moja mama pracowała we Włoszech 20 lat temu łapała się.za.głowę, jakich n
                                      > iepasujących do ładnych, wykształconych i z klasą Polek widzi Włochów sparowany
                                      > ch z tymi Polkami. Aż biło po oczach. To było dawno, potem weszliśmy do Unii,
                                      > trochę się wyrównało. Teraz Ukrainki BYWAJĄ jeszcze w sytuacji Polek sprzed lat.

                                      Ale to jest ICH wybór, Aandzia. Nikt im do głowy lufy nie przykładał. Nie znamy motywacji tych ludzi, więc nie oceniajmy pochopnie. Pamiętaj też, że każdy kij ma dwa końce i nawet jeśli ci mężczyźni czerpali jakieś profity ze związków, to również te kobiety zwykle jakieś profity z tego miały.
                                      Druga kwestia - mówimy o zależnościach, które występują ZAWSZE. Serio widzisz aż taką różnicę, czy to będzie majętny Polak czy Włoch, Francuz, a może Ukrainiec? Niejeden Ukrainiec nakryłby czapką 90% polskiego społeczeństwa swoim majątkiem.
                                      Ba - nawet włoskiego czy francuskiego. Pieniądz nie ma narodowości.
                                      A skoro te zależności damsko-męskie występują zawsze i w każdej kulturze, to po cholerę się ograniczać? Co za różnica, czy ktoś swoim majątkiem i statusem zaciągnie do wyra Polkę czy Tajkę albo inną murzynkę? To ta sama gra.
                                      • hello-kitty2 Re: "prawda jest taka..." ;-) 12.06.18, 11:48
                                        sabat3 napisał:

                                        > Druga kwestia - mówimy o zależnościach, które występują ZAWSZE. Serio widzisz a
                                        > ż taką różnicę, czy to będzie majętny Polak czy Włoch, Francuz, a może Ukrainie
                                        > c? Niejeden Ukrainiec nakryłby czapką 90% polskiego społeczeństwa swoim majątki
                                        > em.
                                        > Ba - nawet włoskiego czy francuskiego. Pieniądz nie ma narodowości.
                                        > A skoro te zależności damsko-męskie występują zawsze i w każdej kulturze, to po
                                        > cholerę się ograniczać? Co za różnica, czy ktoś swoim majątkiem i statusem zac
                                        > iągnie do wyra Polkę czy Tajkę albo inną murzynkę? To ta sama gra.

                                        TEz uwazam, ze wystepuja pewne regularnosci. Jedna z nich jest, ze kobieta zawsze chce sobie poprawic, szczegolnie z czasem, gdy juz sie rozezna w swojej obecnej sytuacji i rozejrzy dookola. Roznica miedzy Polkami i Ukrainkami w Polsce wynika jedynie z tego, ze Ukrainka startuje z nizszego pulapu poczatkowego. Stad Polce sie wydaje: jak ona tak mogla, poleciala na taki ochlap? Ale dla niej to byl progres rzedu jakby Polka Zachodniaka zlapala czy innego managera/przedsiebiorce z W-wki. Jak to powiedzial mi ostatnio jeden poeta ''prawda jest taka, ze jakby jedna z druga chlopa nie zlapala, to by nadal chodzila srac za obore" ;-)))) W punkt!
                                        • proteinawy Re: "prawda jest taka..." ;-) 12.06.18, 16:22
                                          > TEz uwazam, ze wystepuja pewne regularnosci. Jedna z nich jest, ze kobieta zawsze chce sobie poprawic, szczegolnie z czasem, gdy juz sie rozezna w swojej obecnej sytuacji i rozejrzy dookola. <

                                          A to moze to Cie rozbawi:
                                          youtu.be/3dGhsRsHXP8
                                          • hello-kitty2 Re: "prawda jest taka..." ;-) 12.06.18, 17:11
                                            proteinawy napisał(a):

                                            > A to moze to Cie rozbawi:
                                            > youtu.be/3dGhsRsHXP8

                                            Kocham Cie ;-) Chyba mamy to samo poczucie humoru. Do kawalka, ktory kiedys linkowales o shotgun'ie wracalam tygodniami. Masz moze jeszcze tego linka pod reka, bo ja gdzies zgubilam?

                                            Zlote sentencje:

                                            "When it comes to women and money: nothing dries the pussy quicker than a woman reaching for her wallet."

                                            "Just because he came does not mean you made him come."
                                            • sabat3 Re: "prawda jest taka..." ;-) 12.06.18, 17:34
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > proteinawy napisał(a):
                                              >
                                              > > A to moze to Cie rozbawi:
                                              > > youtu.be/3dGhsRsHXP8
                                              >
                                              > Kocham Cie ;-)

                                              Niesamowicie czysto mowi JAK NA czarnoskorego, a ja jestem naprawde fatalny jest chodzi o rozumienie ze sluchu. Normalnie nie rozumiem niemal nic jak mowi czarnoskora ulica, to zaciaganie, slang, dziwne zwroty. No ale to jest show, stara sie i mowi proste rzeczy.
                                                • sabat3 Re: "prawda jest taka..." ;-) 12.06.18, 19:23
                                                  rekreativa napisała:
                                                  > E tam, czarnoskóra ulica...

                                                  Mowiac o "ulicy" mialem na mysli mowe potoczna, jak bede przy kompie to wstawie przyklady.

                                                  > Ty se "Peaky Blinders" bez napisów obejrzyj :D

                                                  Daj spokoj. Ja rozumiem tylko taki czysty, literacki jezyk. Na FCE listening comprehension i spesaking mialem ledwo powyzej passing grade. Tutaj na foro wszyscy mnie bija na glowe z angielskiego, bo sie wozicie po swiecie, a ja nie mam praktyki. Mowilem juz, ze "Kali ukrasc krowa".
                                                  Poza naprawde paskudna wymowa, ktora zmienia sie w zaleznosci gdzie pojedziesz, kompletnie nie ogarniam phrasali i potocznej gadki. Powiem Ci, ze zwykle nie mam problemu z rozumieniem np. dokumentacji IT, ale nie rozumiem wpisow na tweeterze czy komciow na fejsie ;)
                                                  • rekreativa Re: "prawda jest taka..." ;-) 12.06.18, 20:35
                                                    " Powiem Ci, ze zwykle nie mam problemu z rozumieniem np. dokumentacji IT, ale nie rozumiem wpisow na tweeterze czy komciow na fejsie"

                                                    Ale jak długo Ty się uczysz, sabat?
                                                    Pouczysz się dobrych parę lat, obejrzysz pierdyliard seriali i filmów bez napisów, pojedziesz gdzieś, gdzie będziesz musiał do nativa się odezwać, to pewnego dnia złapiesz się na tym, że rozumiesz bełkoczącego alkoholika z Luizjany :)
                                            • proteinawy Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 00:19
                                              > Masz moze jeszcze tego linka pod reka, bo ja gdzies zgubilam?

                                              PosUkam i wrzucę jak znajdę chwile.

                                              > "Just because he came does not mean you made him come." <

                                              :)

                                              Trafił też z tym, zeby nie winić nas (facetow) za wymagania, tylko nasze ex. Moja diablica ze studenckiej przeszłości powiedziała kiedyś cos w stylu „kiedy juz z Tobą skończę nie bedziesz mógł znaleźć żadnej ktora cie zadowoli”. Pamietam, ze myslalem wtedy ze to linijka z jakiegoś harlequina czy cos. Ale cos w tym było.

                                              Moze ten nacisk na dziewice to jednak nie wyraz opresji kobiecości, tylko wlasnie ochrona normalnych szarych kurek domowych przed diablicami.

                                              Trafiłaś kiedys na takiego czarodzieja?
                                                • sabat3 Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 00:36
                                                  kag73 napisała:
                                                  > Mnie moj ex kiedys juz po rozstaniu powiedzial: "zaden nie bedzie cie tak uszcz
                                                  > esliwial jak ja". Mylil sie. Na moje szczescie :)

                                                  Może uszczęśliwił Cię tym, że poszedł w cholerę?
                                              • sabat3 Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 00:47
                                                proteinawy napisał(a):
                                                > Trafił też z tym, zeby nie winić nas (facetow) za wymagania, tylko nasze ex.

                                                No tak, bo jego show jest czymś w rodzaju "rzeczy, które wszyscy wiemy, ale które zwykle zręcznie omijamy w wypowiedziach" :) Komicy często grasują na takich mieliznach.
                                              • hello-kitty2 Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 00:58
                                                proteinawy napisał(a):

                                                > Trafiłaś kiedys na takiego czarodzieja?

                                                Nie. Ja mam dosc prosta seksualnosc.

                                                Choc orgazm zycia mialam pewnego slonecznego, wrzesniowego dnia z facetem, ktory po ilus tam randkach i pewnie dzisiatkach ruchan potrafil mnie zapytac 'przypomnij mi jak lubisz' hehe szok ;) do dzisiaj go pamietam (ten orgazm), choc wiem, ze jego (faceta) wklad byl raczej skromny, troche przypadek przypuszczam. NIemniej nigdy mi sie go nie udalo powtorzyc, a staralam sie jak dzika i kochalam sie potem z mezczyznami, ktorzy bardziej o mnie dbali w lozku i emocjonalnie, a jednak.

                                                Mialam tez okres kiedy zupelnie nie potrafilam siebie doprowadzic do orgazmu, zupelnie jak bohaterka Nimfomanki, to dopiero bylo przerazajace, wtedy pierwszy facet, z ktorym doszlam byl jak jakis zbawiciel przynoszacy dobra nowine ;-)

                                                Moze nastepny kamien milowy to jakas udana mineta, w ktorej zaskocze i potem zdarzy sie sytuacja z mojej stopki. Niestety na ten moment spierdo****m wszystkie swoje nagrane randki, nawet z tym, co mnie tak kreci, znowu trzeba odbudowac aktywa ludzkie ;)

                                                A Tobie w takim razie nie wiem czy gratulowac czy wspolczuc, ze najwyrazniej juz nigdy...?
                                                • proteinawy Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 01:19
                                                  > A Tobie w takim razie nie wiem czy gratulowac czy wspolczuc, ze najwyrazniej juz nigdy...? <

                                                  E, z facetami tak nie jest zeby w ogole, czy nigdy. Orgazm pierwszego rodzaju (trzymając sie Chrisa Rocka) jest zawsze w zasięgu.
                                                  • hello-kitty2 Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 02:10
                                                    proteinawy napisał(a):

                                                    > > A Tobie w takim razie nie wiem czy gratulowac czy wspolczuc, ze najwyrazn
                                                    > iej juz nigdy...? <
                                                    >
                                                    > E, z facetami tak nie jest zeby w ogole, czy nigdy. Orgazm pierwszego rodzaju (
                                                    > trzymając sie Chrisa Rocka) jest zawsze w zasięgu.

                                                    Ale ja pisalam o Diablicy ;)
                                                  • proteinawy Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 09:17
                                                    > Ale ja pisalam o Diablicy ;)

                                                    A, rozumiem. Nie współczuj, nie gratuluj.
                                                    W sumie gratuluj ze choc raz sie trafił ktos taki.
                                                    Nie trafi sie juz bo ja tez nie jestem juz naiwna dziewica (towar do przelecenia, którego szukaja sukkuby), nie mam tez najważniejszych zasobów: mnóstwa czasu, wiary w ludzi itd.

                                                    Np duża czesc dreszczyku stanowiły bluźnierstwa i łamania tabu. Nie tylko tanie i przewidywalne (seks w konfesjonale, seks na cmentarzu) ale troche subtelniejsze: seks ktory wywolywal wściekłość bliźnich, zwłaszcza świętoszkowatych szwagierek z mojej rodziny. Seks ktory ranił jej exow, łazili za nią jak zombie. Seks ktory wywoływał zgorszenie przypadkowych obcych. Generanie - fun kosztem poczciwości bliźnich.

                                                    Nic z tych rzeczy nie wchodzi teraz w rachubę, steruję swoją łódką poczciwie, bezjajecznie prawie, piniondz i „lulajże dziecino”.

                                                    Byc moze projektuje za dużo cech tej diablicy na Ciebie, ale jezeli mam racje to gratuluje Twoim exom, wliczając ojca dziecka i męża.
                                                  • sabat3 Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 11:28
                                                    proteinawy napisał(a):
                                                    > Byc moze projektuje za dużo cech tej diablicy na Ciebie, ale jezeli mam racje t
                                                    > o gratuluje Twoim exom, wliczając ojca dziecka i męża.

                                                    Tak Ją sobie wyobrażasz?
                                                    Ja nie mam pewności, czy Kitty jest dobra w łóżku. Nie mówię, że nie - po prostu jest to dla mnie znak zapytania.

                                                    A Ty, Kitty, uważasz, że jesteś dobrą kochanką?
                                                  • hello-kitty2 Re: "prawda jest taka..." ;-) 13.06.18, 14:35
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > proteinawy napisał(a):
                                                    > > Byc moze projektuje za dużo cech tej diablicy na Ciebie, ale jezeli mam r
                                                    > acje t
                                                    > > o gratuluje Twoim exom, wliczając ojca dziecka i męża.

                                                    > A Ty, Kitty, uważasz, że jesteś dobrą kochanką?

                                                    To nie jest tak 1 do 1 Proteinowy. GRatulacje nie na miejscu.

                                                    Sabat o tyle jestem dobra kochanka, o ile zawsze dostosowuje sie do mezczyzny. Badam jego updobania, delikatnie macam granice, oferuje mu szklarniane warunki do wzrostu: spirale, dostepnosc, uroczosc, aktualne badania na hiv, kile, zoltaczke B i C, wzorki z owlosienia na cipce wedle zyczenia, brudne foty, ciuchy, makijaz, brak makijazu, prysznic, na brudasa, obiad, sprzatanko, czulosc, masaz, wyjazdy, domatorskosc, dirty talk, co tam komu trzeba. Powoli rozbudowywuje. A potem to juz Dzien dziecka, uprawiam go jak zyzna glebe. A zyzny jest kazdy facet.

                                                    Proteina kogos takiego, jak Ty (z przeszlosci) mialam tylko raz. Tutaj mi sie troche wymykalo spod kontroli. Kiedys w blokach byly w drzwiach takie wielkie grube szyby, wszystkie mu wybilam z czasem, pamietam jak opatrywal mi posladek jak mnie jedna z nich lecac przejechala, wtedy klocilismy sie nago. Kiedys chwilke mieszkalismy z jego ex, ktora nowy facet wystawil na ulice w 9 miesiacu ciazy. Dobra przyznam sie, byl tam epizod z nozem, jakas szarpanina z proba podcinania zyl. Mimo wszystko jakims cudem uniknelismy bijatyk. Po mnie chcial zwiazac sie z dziewczyna i robic od razu blizniaki. Oczywiscie b.szybko, moze w 2 miesiacu tej ich bajki zaczal zdradzac ja ze mna. Wystarczy, ze stanelam mu w drzwiach o 6 rano, przed praca. Poprynal... No to juz go mialam w garsci. Ale w sumie potknal sie sam, gdy ona wyniuchala zapach innej cipki jego w domu, to mnie z nia umowil na spotkanie (jaki pomysl!?) zebym wszystkiemu zaprzeczyla. Wtedy spalilam go do golej ziemi. Znasz moja rozbrajajaca szczerosc. Ale przyznasz, ze sprowokowal. Szybko sie jednak odbudowal z inna laska, slyszalam ze mieszkanie sprzedawal, kredyt z nia bral. Potem jeszcze dzwonil ale ja juz miala innego. Pamietam spotkalam go kiedys na ulicy w drodze do przystanku, on do mnie, ze mi torby poniesie, a potem mi nie chcial oddac zebym z nim wsiadala do autobusu, ciagnal mnie w ten sposob do swojego mieszkania. A mi zalezalo na tych torbach, bo juz w nich mialam nowa kiecke dla tego drugiego. Tyle ze tam zdrady to byly na porzadku dziennym. Nic mnie tak nie podniecalo jak podczas rzniecia opowiadal mi, co im robil. Mial zaledwie 170 cm wzrostu i bylo w nim cos magnetycznego. 170 cm jazdy bez trzymanki :)