A może w ramach rozluźnienia dyscypliny

22.10.04, 00:34
pozowlimy na jeden wątek w którym wszlekie świntuszenie i tym podobne będzie
dozwolone? Woman - in - love ma do mnie słabość to się zgodzi. A jak się nie
zgodzi, to cóż napuka mi na priv. A Anula poświntuszyć lubi! Damy upust
dzikim instynktom, krwiożerczym marzeniom...i zwiększymy oglądalność, hehehe.
(Publisia, oklaski!!!!)
Mam tak świetny humor, ze zgadzam się na wszystko, he he he. (byle nie na
trójkąt z żoną [moją!, czyjaś może być])
Marcin. ho ho ho.:)
    • anula36 Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 22.10.04, 00:43
      haha ale metamorfoza- moze jeszcze pare ostrych zdjatek wkleimy? I koniecznie
      dzialke: zone/meza sprzedam-zamienie-wypozycze.
      • woman-in-love Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 23.10.04, 13:19
        anula36 napisała:

        > haha ale metamorfoza- moze jeszcze pare ostrych zdjatek wkleimy? I
        koniecznie
        > dzialke: zone/meza sprzedam-zamienie-wypozycze.

        ewentualnie: oziębłego małżonka uzdatnię, atest Sanepidu :-) Gwarancja :-)
        • scriptus Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 23.10.04, 16:02
          Szukam wykonawcy na na oziębłą żonę, z gwarancją :(
          • scriptus Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 23.10.04, 16:04
            Umowa obejmować będzie bezpłatną wymianę na nowy egzemplarz, w razie
            niepowodzenia.
            • woman-in-love Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 25.10.04, 04:55
              > Umowa obejmować będzie bezpłatną wymianę na nowy egzemplarz, w razie
              > niepowodzenia.

              Taką umowę może podpisac tylko producent! Zresztą nie wiadomo, czy termin
              gwarancji nie minął! Regeneracja żony z gwarancją roczną, nadzór męża, czy używa
              zgodnie z przeznaczeniem. Specjalne czujniki w sypialni!!! W razie niepowodzenia
              - zwrot połowy kosztów i tyle. :-)
    • woman-in-love Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 22.10.04, 04:54
      Woman - in - love ma do mnie słabość to się zgodzi.

      Gratuluję dobrego samopoczucia! :-))))))))))
      • woman-in-love Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 22.10.04, 05:30
        A ja myślałam o innym wątku: w którymś z tematów padły nazwy miast - możemy
        pogadac, które z miast jest najpiękniejsze. Żeby trochę rozpogodzić nastrój. A w
        tych pięknych miastach - gdzie możena pójść na dobrą kolację? ;-)))) Co do
        świntuszenia: zachowam wytworne milczenie :-)))))
        • herge Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 22.10.04, 11:42
          "Tu wszystko się kończy i zaczyna
          Gdańsk - Sopot - Gdynia"

          :-)))
        • xapur Wrocław ponad wszystko! :-) 22.10.04, 13:06
          Nie potrafię nic powiedzieć o lokalach, gdyż rzadko bywam w takich miejscach,
          ale pod względem wizualnym i możliwością odbycia romantycznych spacerów Wrocław
          jest SIMPLY THE BEST!
          • marcin1973 Re: Wrocław ponad wszystko! :-) 22.10.04, 13:08
            e tam....najpiekniejszym miejscem na świecie jest taka wiocha w Anglii -
            St.Mary's on the Cliff.
            Trafiłem tam kiedyś stopem.
            Rewelacja.
            Marcin
            • woman-in-love wcale nie! 22.10.04, 15:20
              bo Kazimierz nad Wisłą! I jeszcze Kalisz, a potem Kraków no - i Warszawa, moje
              miasto. ("Gdybyś ujrzeć chcia-a-a-a-ał najpiękniejszy świ-i-i-it, już dziś
              wyruszaj ze mną ta-a-a-am, zoba-a-aczysz ja-ak przywita pięknie na-as Warszawski
              dzień") Knajpek nie polecam, bo drogie jak nieszczęście, a można sobie połazić
              bezdewizowo po Łazienkach.
              • scriptus Re: wcale nie! 22.10.04, 16:54
                Brrr, nie cierpię Warszawy, korki, bałagan, hałas, nie ma gdzie parkować,
                drogo, pełno ludzi. Nie lubię zresztą żadnego wielkiego miasta. chciałbym
                zamieszkać w malutkim miasteczku, albo na zapadłej wsi, najlepiej takiej, gdzie
                już nie jeżdżą żadne autobusy, ani tramwaje, a najblizszy hipermarket byłby w
                sąsiednim województwie. Spokój, cisza, nikt nie zawraca głowy, ptaszki
                ćwierkają, słoneczko świeci w dzień, ciemno i cicho w nocy. Cóż, całe życie
                wypadło mi mieszkać w mieście, na wsi nie umiałbym znaleść sobie pracy :(
                • woman-in-love Re: wcale nie! 22.10.04, 18:45
                  scriptus, ożyłeś! ;-) nawet daruję Ci psioczenie na "miasto moje, a w nim..."
                  • scriptus Re: wcale nie! 23.10.04, 09:23
                    Psioczę... A co byś robiła, gdybyś jechała ponad godzinę z Woli na Mokotów,
                    spóźniła się na spotkanie, nie miała gdzie zaparkować, dostała mandat od straży
                    miejskiej i wracała do domu w równie atrakcyjnych warunkach, właściwie, nie
                    wiadomo po co? Pozostaje psioczyć, albo chwalić niebiosa za to, że się nie
                    musiało jechać na Pragę, ale chłodnica i tak buzuje.
                    • scriptus Re: wcale nie! 23.10.04, 10:03
                      Żeby tak się do mnie ktoś umiechał w domu, to i miasto byłoby mniej paskudne :(
              • herge Re: wcale nie! 23.10.04, 21:27
                Eeee, widzisz, ja byłem w tej Warszawie. I okazuje się, że moglibyśmy ze
                scriptusem na dokładkę taki ładny trójkąt założyć (miało być pieprznie, to proszę).
                • woman-in-love Re: wcale nie! 23.10.04, 22:00
                  jestescie dla mnie za młodzi, dzieciaki :-)
                  • marcin1973 Re: wcale nie! 23.10.04, 22:09

                    poczekamy ze 20 (i parę lat) - to jeszcze na nas polecisz!!!!

                    woman-in-love napisała:

                    > jestescie dla mnie za młodzi, dzieciaki :-)
                    • woman-in-love Re: wcale nie! 23.10.04, 22:32

                      > poczekamy ze 20 (i parę lat) - to jeszcze na nas polecisz!!!!

                      a ja się NATENCZAS zahibernuję :-0
                  • herge Re: wcale nie! 23.10.04, 22:13
                    Bylibyśmy jak Drużyna Pierścienia: Ty wnosisz doświadczenie, scriptus optymizm,
                    a ja wiatr od morza.
                    • marcin1973 Re: wcale nie! 23.10.04, 22:15

                      a ja mam co godzinę pociąg do wawki///
                      więc może czworokąt? po prawdzie niewiele wnoszę, ale cóż

                      herge napisał:

                      > Bylibyśmy jak Drużyna Pierścienia: Ty wnosisz doświadczenie, scriptus
                      optymizm,
                      > a ja wiatr od morza.
                      • woman-in-love Re: wcale nie! 23.10.04, 22:26
                        Drodzy Koledzy jestem wiekowa i ZAJETA. Nasz spółka mogłaby sie okazać koktailem
                        Mołotowa :-)))
                        • marcin1973 Re: wcale nie! 23.10.04, 22:28
                          Jesteś młodsza od Hanki Bielickiej wszakże!:--)

                          woman-in-love napisała:

                          > Drodzy Koledzy jestem wiekowa i ZAJETA. Nasz spółka mogłaby sie okazać
                          koktaile
                          > m
                          > Mołotowa :-)))
                          • anula36 Re: wcale nie! 23.10.04, 22:38
                            to ja sie przylacze z odrobina perwersji. Ostanio czesto bywam w stolicy.
                            • woman-in-love Re: wcale nie! 23.10.04, 22:49
                              > to ja sie przylacze z odrobina perwersji. Ostanio czesto bywam w stolicy.

                              Równa z Ciebie dziewczyna, nie zostawisz współ-Adminki w niedoli. A tak w ogóle,
                              tyrknij na priv, moze skoczymy gdzieś pogadać?
                              • anula36 Re: wcale nie! 23.10.04, 22:59
                                a tyrkne;) Chcialbym moc napisac ze przyjezdzam w innym celu niz gadanie ale
                                jakos na razie slabo mi idzie:)
                          • woman-in-love Re: wcale nie! 23.10.04, 22:41


                            > Jesteś młodsza od Hanki Bielickiej wszakże!:--)
                            ZDECYDOWANIE i to mnie pociesza :-)))))
                            • marcin1973 Re: wcale nie! 23.10.04, 23:12
                              też bywam w Warsiawie! z raz w tygodniu albo coś koło tego. To może jakieś małe
                              dymanko? Dla relaksu? Bez zobowiązań, he he he.
                              MarCin
                              • anula36 Re: wcale nie! 23.10.04, 23:14
                                a potem wytatuujemy ci napis "uzywany" w wiadomym miejscu:) Ale sie zona
                                zdziwi...
                                • marcin1973 Re: wcale nie! 23.10.04, 23:16
                                  Założe jakoś super szczelną i ciężko sciagalną gumę.
                                  Marcin

                                  anula36 napisała:

                                  > a potem wytatuujemy ci napis "uzywany" w wiadomym miejscu:) Ale sie zona
                                  > zdziwi...
                                  • anula36 Re: wcale nie! 23.10.04, 23:18
                                    zszyta z gumy po masce gazowej:)
                              • woman-in-love Re: wcale nie! 23.10.04, 23:29

                                > dymanko? Dla relaksu? Bez zobowiązań, he he he.

                                o tempora. o mores!!!
                                • anula36 Re: wcale nie! 23.10.04, 23:32
                                  no widzisz jaki ten nasz alozyciel forum zepsuty:) Dlugo sie kryl.
                                  • woman-in-love Re: wcale nie! 23.10.04, 23:37


                                    > no widzisz jaki ten nasz alozyciel forum zepsuty:) Dlugo sie kryl.

                                    I teraz musimy robić za przyzwoitki :-)
                • wiedzma26 Re: wcale nie! 24.10.04, 07:38
                  mnie to już nie zapraszacie?? a ja jedna z najbardziej "wyposzczonych" :-(((
    • archiwald4 Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 22.10.04, 15:25
      eeee, miało być świńtuszenie, a atlas geograficzny jest:(
      • woman-in-love Re: A może w ramach rozluźnienia dyscypliny 22.10.04, 15:33
        archiwald4 napisała:

        > eeee, miało być świńtuszenie, a atlas geograficzny jest:(

        no to załóżcie sobie "bordello" ;-))) a tu jest tylko leciutkie rozlużnienie
        dyscypliny - wyjscie poza temat forum :-)
      • xapur Łatwo narzekać. Wymyślcie coś. Oto przykład... 23.10.04, 00:06
        Sam na razie nic nie wymyśliłem, ale znalazłem takie oto opowiadanie Kaliny.
        Mam nadzieję, że się nie obrazi jeśli je przekopiuję bez pytania.

        Co zrobić, gdy pęknie guma...

        Jestem zapaloną, acz początkującą miłośniczką turystyki rowerowej. W ubiegłą
        sobotę postanowiłam wybrać się w 30 kilometrową trasę, do Kazimierza nad
        Wisłą. Początkowo miałam jechać z koleżanką, ale ta w ostatnim momencie się
        wykpiła.

        Ani myślałam marnować soboty i już o 10 rano mój tyłek radośnie podskakiwał
        na skrzypiącym siodełku. Namęczyłam się jadąc, ale w końcu zajechałam do
        Kazimierza. Urok tego miasta wynagrodził wszystkie trudy. Spędziłam tam kilka
        godzin, to bujając się po uliczkach, to popijając mrożoną herbatę i
        jedząc ...lody :-) Te prawdziwe. Jedyne, co mnie wkurzało, to kawalkady
        beztroskich rowerzystów płci męskiej zachowujące się, jakby to im należała
        się cała szerokość ulicy. To, że są młodzi, wysportowani, nie oznacza, że
        mogą zachowywać się, jak idioci!

        Po 19-tej przyszła pora, by się zbierać. Do pokonania było znów 30 kilosów, a
        przy mojej kondycji zajmowało to około 2 godzin. Proszę się nie śmiać- wiem,
        że cieńka ze mnie zawodniczka, ale poprawię się. O ile znów... nie złapię
        gumy, jak to się przytrafiło na 16 kilometrze powrotnej drogi do domu.
        Oczywiście, w swej mądrości nie zabrałam żadnych narzędzi, a nawet gdyby, to
        nie umiałabym się nimi posługiwać. Tzn. nigdy nie zmieniałam dętki w
        ciemniejącym lesie, na środku szosy. Komórka pokazywała 0 -słownie, "zero"
        zasięgu. Byłam udupiona. Mogłam tylko machać na jakiegoś życzliwego kierowcę.

        Po pół godzinie byłam poważnie zdenerwowana, bo nikt się nie zatrzymał.
        Przeklinałam cały wyjazd, już lepiej było zostać w domu.A tymczasem tkwię tu
        jak sierota i... Nie zdążyłam poużalać się więcej nad sobą, bo właśnie
        zbliżał się w moją stronę zdziczały peleton kolesi, których, jak się zdaje,
        miałam "przyjemność" poprzeklinać w Kazimierzu- najwyraźniej i oni wracali z
        wycieczki. W mgnieniu oka dokonałam oceny sytuacji- idioci zapewne mieli
        łatki i potrzebne narzędzia, by naprawić mój rower! Ale to szajbusy i kto
        wie, co im strzeli do głowy. Z drugiej strony wolałam nie ryzykować
        przymusowego postoju do nocy, nie daj Boże do rana, więc wkroczyłam na szosę
        i władczym gestem, niczym Kleopatra, starałam się zmusić ich do zatrzymania.
        O dziwo, zatrzymali się, a ja siląc się na beztroski ton, zapytałam, czy nie
        mogliby mi pomóc.

        Troglodyci w liczbie pięciu zeszli z rowerów i uprzejmie zainteresowali się
        moim rowerem. Stojąc przy nich czułam się, jak kruszynka, tacy byli wysocy, a
        ich umięśnione łydy były grube, jak moje uda.

        Najprzystojniejszy z nich, blondyn, fachowo ocenił stan mojego pojazdu i
        wyjął potrzebne narzędzia do załatania dętki. Pozostała czwórka obstąpiła
        mnie i zaczęła wypytywać, skąd jestem, jak mam na imię i co tu sama robię,
        czy się nie boję... i tym podobne. Odpowiadałam powściągliwie, ale w końcu
        zrobiło się wesoło i rozmowa potoczyła się, jak rower z górki. Okazało się,
        że chłopaki jadą do mojego miasta, i jeśli chcę mogę zabrać się z nimi, co mi
        nawet doradzają, bo po nocy samej niebezpiecznie. Pomocni wariaci wzbudzili
        moje zaufanie i po naprawieniu roweru, pojechałam z nimi. Musieli nieźle
        zwalniać, przy mnie, początkującej rowerzystce. Utworzyliśmy coś w rodzaju
        kolumny, gdzie ja byłam w środku, a chłopcy zmieniali szyk co jakiś czas,
        tak,że z każdym trochę porozmawiałam.

        Nagle zerwał się silny wiatr, który przeszył mnie do szpiku kości, a chwilę
        potem niebo rozdarła błyskawica i w nasz peleton uderzyły ciężkie deszczowe
        krople. Wysoki blondyn krzyknął, że podczas burzy nie możemy jechać, ale zna
        miejsce nieopodal, gdzie możemy bezpiecznie przeczekać nawałnicę. Skręciliśmy
        w leśną drogę ochlapując się błotem z kałuż, po chwili lasek się skończył i
        wyjechaliśmy na łąkę. Burza rozpętała się na dobre i w krótkich chwilach, gdy
        rozświetlało się niebo, widziałam, jak żałosny widok przedstawiamy, a może to
        tylko ja czułam się żałośnie, bo byłam przemoczona i wystraszona. W kilka
        minut dojechaliśmy do drewnianej budowli na środku łąki, była to stodoła.
        Wprowadziliśmy nasze rowery do środka. Panowały tam egipskie ciemności
        przerywane upiornymi błyskawicami. Burza rozszalała się na dobre.

        -Chyba przyjdzie tu przenocować- powiedział w ciemności jeden z chłopaków.

        -Na to wygląda, rozlokujmy się jakoś. Dobrze, że mamy ze sobą koce- tym razem
        powiedział to przystojny blondyn- najlepiej rozpoznawałam ten niski głos.

        -Macie coś, czym mogę wysuszyć włosy?- zapytałam, bo od spływającej po
        plecach wody, czułam nieprzyjemne ciarki.

        -Może być moja zapasowa koszulka? -ujrzałam w blasku pioruna wyciągniętą rękę
        podającą mi jakiś zmięty materiał.

        -Ale w co Ty się przebierzesz...?- zapytałam, bo głupio mi było, że odbieram
        komuś suche odzienie.

        -Nie ma sprawy, bierz i susz włosy, Karolina- wzięłam koszulkę i w blasku
        światła zobaczyłam uśmiechniętego krępego bruneta.



        Odeszłam na bok i wycierałam włosy. Co jakiś czas w błyskach wyładowań
        widziałam, że mężczyźni organizują w sianie legowisko, rozkładają koce.
        Podarowana koszulka pachniała mężczyzną. Chyba miał ją już na sobie, ale w
        tych okolicznościach nie zwróciłam na to uwagi. Byłam wdzięczna za ten gest.
        Zaczęłam suszyć resztę ciała. Rozpięłam bluzkę, która raczej chłodziła niż
        grzała moje ciało. Trzęsłam się z zimna i zmęczenia. Pragnęłam wziąć gorącą
        kąpiel i zaszyć się we własnym łóżku. Z tego zmęczenia nie zdawałam sobie
        sprawy, że chłopcy widzą mnie we fleszach błyskawic, jak rozbieram się i
        suszę. Może widzieli też, jak drżę i jak zaczynają szklić się moje oczy, bo w
        pewnej chwili, ten brunet, który pożyczył mi koszulkę, podszedł do mnie i
        objął mnie ramieniem. Nie zastanawiając się co robię, przytuliłam się do
        niego i starałam się pozyskać każdą cząstkę ciepła, jakie od niego biło. A on
        szepnął tylko:

        -Karolina, chodź do nas; na kocach będzie ci cieplej.

        I nie czekając na moją odpowiedź wziął mnie na ręcę, jakbym nic nie ważyła i
        zaniósł mnie na koce, gdzie siedzieli pozostali chłopcy. Otoczyli mnie
        wianuszkiem, jakbym była bezbronnym pisklęciem, a ja naprawdę tak się czułam.
        Żartowniś imieniem Tomek zdjął ze mnie krótkie dżinsowe spodenki, tak że
        zostałam w samej bieliźnie- grzecznym niebieskim kompleciku. (c.d.n.)
        Była to najbardziej niezwykła sytuacja, w jakiej się kiedykolwiek znalazłam,
        moja reakcja zaskoczyła mnie samą. Czułam się bezbronna i zdana na łaskę pięciu
        mężczyzn i, o dziwo, było mi z tą świadomością dobrze. Do poczucia bezbronności
        doszło coś jeszcze... była to perwersyjna chętka, na której myśl przeszywały
        mnie dreszcze. Nie byłam niewiniątkiem i zdawałam sobie sprawę z podtekstów i
        możliwości, jakie dawało nasze położenie. Jako urodzona flirciara rozpoznawałam
        charakterystyczny błysk w oczach chłopaków i pomyślałam, że w całej sytuacji,
        lepiej cieszyć się tym, co ewentualnie może się wydarzyć, niż się wzbraniać.

        Leżałam na kocu w zupełnych ciemnościach, mając pod sobą miękki materac z
        siana. Nawet błyskawice rozświetlały wnętrze stodoły coraz rzadziej. W
        ciemności tak gęstej, że można by ją kroić nożem poczułam, że wpełzają na me
        ciało czyjeś ręce... i rozpoczynają niespieszną wędrówkę wzdłuż łydek.
        Wstrzymałam oddech i w absolutnej ciszy do pierwszych rąk dołączyła druga para
        dłoni... na brzuch, potem trzecia i kolejna... Byłam oblepiona dłońmi. Były to
        ręce delikatne, acz stanowcze, które ze znawstwem rozgrzewały moje ciało i
        ciała właścicieli także, bo słyszałam niekiedy podniecone
        westchnienia „masażystów”. Myślę, że wszyscy czuliśmy niezwykłość chwili.
        Baliśmy się spłoszyć siebie nawzajem. Dotyk ich rąk był pieszczotliwy i
        wyważony, jakby chcieli mi zakomunikować „Nie bój się, będzie miło, chcemy
        zaprzyjaźnić się z twoim cudownym ciałem.” A ja czułam się, jak złapana dzika
        • zmienna_ja Re: Łatwo narzekać. Wymyślcie coś. Oto przykład.. 24.10.04, 00:09
          o rany za długieeee to i o tej godzinie?????
          • xapur Następnym razem dam w odcinkach... hi,hi 24.10.04, 00:24
            Tylko nie marudzić, jak przy setnym ona dopiero zacznie się rozbierać... ha,ha.
            Ja tam wolę wszystko od razu.
            • zmienna_ja Re: Następnym razem dam w odcinkach... hi,hi 24.10.04, 00:32
              no od razu ja tam też nie lubię przedłużać kiedy nie trzeba :D:D:
              i nie marudzę :D:D:D
              • xapur Fajno, bo odniosłem takie wrażenie... 24.10.04, 00:53
                Na razie nie mam nic nowego, ale może jak będę miał chwilę, stworzę coś sam.
                Pozdrawiam.
              • woman-in-love Re: Następnym razem dam w odcinkach... hi,hi 24.10.04, 07:46
                no od razu ja tam też nie lubię przedłużać kiedy nie trzeba :D:D:
                > i nie marudzę :D:D:

                a ja czasem mam ochotę ubrać sie w sari z cieniutkiego jedwabiu dwukilometrowej
                długosci i niech mnie rozwija ha ha ha
                • marcin1973 Re: Następnym razem dam w odcinkach... hi,hi 24.10.04, 11:05
                  hehehe to jak w XVIII wieku - zanim sie galant przebił przez krynoliny to maż
                  zdążył wrócić z teatru...
                  woman-in-love napisała:

                  > no od razu ja tam też nie lubię przedłużać kiedy nie trzeba :D:D:
                  > > i nie marudzę :D:D:
                  >
                  > a ja czasem mam ochotę ubrać sie w sari z cieniutkiego jedwabiu
                  dwukilometrowej
                  > długosci i niech mnie rozwija ha ha ha
                  • anula36 Re: Następnym razem dam w odcinkach... hi,hi 24.10.04, 11:12
                    chyba zartujesz!!
                    krynolina jednym ruchem w gore a przyupominam ze w tym czasie jeszcze sie o
                    majtkach nei snilo:)
                    • marcin1973 Re: Następnym razem dam w odcinkach... hi,hi 24.10.04, 21:30

                      a peruki? halki? gorsety? fiszbiny?

                      anula36 napisała:

                      > chyba zartujesz!!
                      > krynolina jednym ruchem w gore a przyupominam ze w tym czasie jeszcze sie o
                      > majtkach nei snilo:)
                      • woman-in-love Re: Następnym razem dam w odcinkach... hi,hi 25.10.04, 05:10
                        a peruki? halki? gorsety? fiszbiny?


                        w dodatku kupowało się "kota w worku" i po długotrwałym żmudnym rozpakowywaniu
                        mogło się okazać, że łysa i koscista :-))
                  • woman-in-love Re: Następnym razem dam w odcinkach... hi,hi 25.10.04, 09:49


                    > hehehe to jak w XVIII wieku - zanim sie galant przebił przez krynoliny
                    to maż
                    > zdążył wrócić z teatru

                    to się wtedy TEATR nazywało??? :-)
        • scriptus Re: Łatwo narzekać. Wymyślcie coś. Oto przykład.. 25.10.04, 18:13
          I co dalej????
          • xapur Sorry!!! Myślałem, że wkleiłem całość a tu ... 30.10.04, 22:03
            taki surprise! Nie wiedziałem, że jest jakieś ograniczenie ilości znaków w
            poście. Ale wszystko już na miejscu... Zachęcam do lektury.
            • woman-in-love Re: Sorry!!! Myślałem, że wkleiłem całość a tu .. 30.10.04, 23:29
              xapur, opowiadanie jest niezłe, ale, niestety nie moze pozostac na forum. jest
              za ostre, a to forum otwarte. Nie miej mi za złe, ale takie teksty mogą być
              zamieszczane tylko pod zabezpieczeniami.
              • sunrise27 Re: Sorry!!! Myślałem, że wkleiłem całość a tu .. 31.10.04, 00:02
                woman-in-love napisała:

                > xapur, opowiadanie jest niezłe, ale, niestety nie moze pozostac na forum.
                jest
                > za ostre, a to forum otwarte. Nie miej mi za złe, ale takie teksty mogą być
                > zamieszczane tylko pod zabezpieczeniami.


                Kurcze blade,spoznilam sie na ciag dalszy..chlip:(
                • scriptus Re: Sorry!!! Myślałem, że wkleiłem całość a tu .. 31.10.04, 00:08
                  :))) Napisz do Xapura, to może Ci je wyśle mailem, to chyba wolno???
                  • sunrise27 Re: Sorry!!! Myślałem, że wkleiłem całość a tu .. 31.10.04, 00:09
                    scriptus napisał:

                    > :))) Napisz do Xapura, to może Ci je wyśle mailem, to chyba wolno???

                    Czyzby bylo warto przeczytac?
                    • scriptus Re: Sorry!!! Myślałem, że wkleiłem całość a tu .. 31.10.04, 00:15
                      Cóż, nieco pornograficzne opowiadanie, ale chyba świeże. Ale opisana sytuacja
                      raczej mało realna, dlatego zaszeregowałbym ją raczej do fantazji
                      erotycznych :). Można poczytać.
                      • sunrise27 Re: Sorry!!! Myślałem, że wkleiłem całość a tu .. 31.10.04, 00:25
                        scriptus napisał:

                        > Cóż, nieco pornograficzne opowiadanie, ale chyba świeże. Ale opisana sytuacja
                        > raczej mało realna, dlatego zaszeregowałbym ją raczej do fantazji
                        > erotycznych :). Można poczytać.

                        Fantazje to nic zlego,juz zglosilam sie "po prosbie'do xapura:)
                        • xapur Do sunrise27. Już wysłałem. 01.11.04, 00:15
                          Dopiero drugi raz zajrzałem do skrzynki. Zupełnie o niej zapomniałem. Nie mam
                          jeszcze nawyku sprawdzania poczty. Nieraz przegapiłem już przez to dość istotne
                          sprawy. :-(
                          • sunrise27 Re: Do sunrise27. Już wysłałem. 01.11.04, 00:16
                            xapur napisał:

                            > Dopiero drugi raz zajrzałem do skrzynki. Zupełnie o niej zapomniałem. Nie mam
                            > jeszcze nawyku sprawdzania poczty. Nieraz przegapiłem już przez to dość
                            istotne
                            >
                            > sprawy. :-(
                            A ja juz przeczytalam i wyslalam maila z podziekowaniem:)
              • xapur Skoro tak to przepraszam. Szczerze żałuję i ... 01.11.04, 00:13
                obiecuję poprawę. Więcej takich świństw tu nie zamieszczę (chyba, że przez
                przypadek coś mi się wymsknie).
    • marcin1973 Wy to już nawet 22.10.04, 20:09
      poświntuszyć nie umiecie - jak nie wolno- to trzeba z lupą śledzić i kasować-
      jak wolno to o romantycznych dyrdymałkach gadają!!!!
      a gdzie trójkąty? perwersje? marzenia we śnie i na jawie!
      wszystko schodzi na psy!
      Marcin
      • perswersja Re: Wy to już nawet 22.10.04, 20:43
        ja mam takie marzenie... żeby kochać się z facetami. kilkoma. więcej niż dwoma.
        czasem czuję potrzebę bycia-pomiataną. ale wiem, że to raczej nigdy się nie
        zdarzy - musiałabym być baaaardzo pijana :)
      • woman-in-love Re: Wy to już nawet 30.10.04, 20:21
        wszystko schodzi na psy!


        No to "świńtusznę" - kawał z dziedziny lizingu: koleżanka uczy koleżankę, jak
        się robi "orala": bierzesz do buzi i mówisz HONOLULU. Następnego dnia młoda
        adeptka markotna: no i jak poszło? - pyta nauczycielka. - Do niczego :(- Wzięłam
        do buzi i zapomniałam, jakie to miasto miało być. W końcu mówię : - CARACAS!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja