Dodaj do ulubionych

Ślubowaliśmy sobie, że będziemy na dobre i na złe.

16.05.20, 21:53
Od kilku tygodni mam tak skołowaną głowę, że chyba powoli wariuje..... 5 lat temu poślubiłem, piękną, mądrą, temperamentną kobietę, po pierwszym spotkaniu byłem pewien, że to będzie moja żona - tak też się stało. Żeby nie było, nie jestem prawiczkiem, który poślubił pierwszą poznaną kobietę - wręcz przeciwnie - z niejednego pieca chleb jadłem i jestem bardzo świadomym konsumentem :) Zakochałem się bez pamięci, ona jest młodsza o 7 lat, jak ją poznałem nie brałem tego w ogóle pod uwagę - mój błąd ! Ja byłem top managerem w dużej korporacji, moja zona była 3 osobą którą rekrutowałem do swojej grupy sprzedażowej, jak weszła do sali, gorąco mi się zrobiło a w gębie zabrakło języka, oj takz zawsze będę o tym pamiętał, piękne uczucie! Później własna wielka firma - zatrudniałem ponad 200 osób w centrum Warszawy - zarabiałem kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie - Highlife - przyszła na świat moja córeczka - spełniony mężczyzna, pod każdym względem !!!! I z pięknej opowieści to byłoby na tyle :) poza moją córeczką i umiejętnościami nie zostało mi nic- problemy, każdy je ma i nie ma takich problemów, których się nie da pokonać - tak mi się wydawało - cóż przejdę do meritum - dziś usłyszałem, że rzygać jej się chce jak mnie widzi i słyszy. Tylko kiedy kasa i ogólnie wróg publiczny numer jeden - siedze sobie taki zdołowany i ciągle szukam tego momentu w którym to wszystko się rozje...... Co mam zrobić ? mam dalej się płaszczyć i walczyć miłość ( boje się ze chyba tylko ja ją kocham) Wiem że na logikę powinienem to olać i isc dalej, ale tutaj pierwsze skrzypce grają emocje.

Mam juz tego dość brakuje mi bliskości i czułośći


ech...... czy to jest normalne ?
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka