Dodaj do ulubionych

a zatem wojna! :)

02.10.21, 12:01
Coś martwo tu się znów zrobiło :)
A nic tak nie pobudza do życia jak wojna.
A jeśli wojna, to nie ma lepszej dla tego forum, niż wojna płci :)
A zatem:
"Chłopcy wypadają m.in. znacznie gorzej w testach sprawdzających umiejętność czytania ze zrozumieniem. Zdobywając średnio o 10 punktów procentowych mniej niż dziewczynki na egzaminie ósmoklasisty z języka polskiego i o 6 mniej na egzaminie maturalnym z języka polskiego na poziomie podstawowym. Chłopcy ponad 2,5-krotnie częściej powtarzają też klasę i znacznie częściej niż dziewczynki opuszczają lekcje i spóźniają się do szkoły. Podobnie jest na poziomie akademickim. Co roku ponad 70%, a w latach 2010-11 nawet ponad 90% więcej kobiet niż mężczyzn kończy studia wyższe. Co istotne, dysproporcje te nie są aż tak duże wśród samych osób studiujących, co sugeruje, że mężczyźni po prostu w znacznie większej liczbie nie kończą studiów. Mężczyźni wpłacają także średnio znacznie więcej niż kobiety do systemu świadczeń socjalnych, a mniej z niego wyciągają. Głównie ich dotyka także problem bezdomności. Co więcej, Polacy odbierają sobie życie ponad 5-krotnie częściej niż Polki."
bezprawnik.pl/problemy-mezczyzn/
Obserwuj wątek
    • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 02.10.21, 16:16
      druginudziarz napisał:

      > "Chłopcy wypadają m.in. znacznie gorzej w testach sprawdzających umiejętność cz
      > ytania ze zrozumieniem. Zdobywając średnio o 10 punktów procentowych mniej niż
      > dziewczynki na egzaminie ósmoklasisty z języka polskiego i o 6 mniej na egzamin
      > ie maturalnym z języka polskiego na poziomie podstawowym. Chłopcy ponad 2,5-kro
      > tnie częściej powtarzają też klasę i znacznie częściej niż dziewczynki opuszcza
      > ją lekcje i spóźniają się do szkoły. Podobnie jest na poziomie akademickim. Co
      > roku ponad 70%, a w latach 2010-11 nawet ponad 90% więcej kobiet niż mężczyzn k
      > ończy studia wyższe. Co istotne, dysproporcje te nie są aż tak duże wśród samyc
      > h osób studiujących, co sugeruje, że mężczyźni po prostu w znacznie większej li
      > czbie nie kończą studiów. Mężczyźni wpłacają także średnio znacznie więcej niż
      > kobiety do systemu świadczeń socjalnych, a mniej z niego wyciągają. Głównie ich
      > dotyka także problem bezdomności. Co więcej, Polacy odbierają sobie życie pona
      > d 5-krotnie częściej niż Polki."


      No daję słowo, męski prekariat ;-)


      Chętnie cos dorzucę do tego co napisałeś. Czytałam ostatnio o dość powszechnym procederze, ktory uskuteczniają kobiety na tinderze. Otóż najwiekszym uznaniem cieszy się ... nie, wcale nie dobry seks, cieszy się darmowy obiad, najlepiej w drogiej restauracji. Oczywiście na koszt chłopaków, którzy te dziewczyny zapraszają.
      Można by pomyśleć, ze w Polsce jest straszna bieda ;-)




      • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 03.10.21, 01:55
        mabelle2000 napisała:

        > No daję słowo, męski prekariat ;-)
        >
        >
        > Chętnie cos dorzucę do tego co napisałeś. Czytałam ostatnio o dość powszechnym
        > procederze, ktory uskuteczniają kobiety na tinderze. Otóż najwiekszym uznaniem
        > cieszy się ... nie, wcale nie dobry seks, cieszy się darmowy obiad, najlepiej w
        > drogiej restauracji. Oczywiście na koszt chłopaków, którzy te dziewczyny zapra
        > szają.
        > Można by pomyśleć, ze w Polsce jest straszna bieda ;-)
        >

        Strasznie rozwydrzyły się te młode siksy.
        A młodzi mężczyźni nie lepsi, wierzą że jak będa simpowac, to się doczołgają do bramki raju. Zresztą, kilka miesięcy temu wspominałem, że ich to już to tak nie boli jak pokolenia ich ojców, bo testosteron zleciał na łeb na szyję, to już sa całkiem inni mężczyźni.
        Widze tylko jedne wyjście z tej sytuacji, importy ok.0,5 mln kobiet w wieku reprodukcyjnym. Od biedy mogły by być nawet z Afryki :) bo przyzwyczajone do życia w chatkach z gówna, wiec nie marudziły by, że ściany niepomalowane i że kran cieknie ;)
        • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 03.10.21, 08:59
          druginudziarz napisał:

          > Strasznie rozwydrzyły się te młode siksy.

          Bezczelnie najeść się na cudzy koszt-to jedno.
          Drugą rzeczą, jeszcze gorszą według mnie, jest przekonanie, że ci mężczyźni nie mają niczego co mogłoby się tym kobietom przydać.
          I nie chodzi oczywiście o kolejną rzecz czy usługę, ale nie mają niczego ze sfery uczuć i emocji. Są w całości zorientowani na konsumpcje. Wydaje się więc, że obie tinderowe płcie są siebie warte.

          > A młodzi mężczyźni nie lepsi, wierzą że jak będa simpowac, to się doczołgają do
          > bramki raju.

          A co tym rajem miałoby być według Ciebie? Czego oczekują od kobiet ?


          Zresztą, kilka miesięcy temu wspominałem, że ich to już to tak ni
          > e boli jak pokolenia ich ojców, bo testosteron zleciał na łeb na szyję, to już
          > sa całkiem inni mężczyźni.

          Tak, to jest prawda. Jest mnóstwo badań, które to potwierdzają . Ba, to widać, słychać i czuć.

          > Widze tylko jedne wyjście z tej sytuacji, importy ok.0,5 mln kobiet w wieku rep
          > rodukcyjnym. Od biedy mogły by być nawet z Afryki :) bo przyzwyczajone do życia
          > w chatkach z gówna, wiec nie marudziły by, że ściany niepomalowane i że kran c
          > ieknie ;)

          Trochę to postawa roszczeniowa. Dlaczego importować kobiety? Niech mężczyźni sami się importują do tych kobiet, nauczą się ich jezyka i z nimi żyją.
          Poza tym, skoro Polki mają dla nich mentalność leniwych księżniczek, które liczą na poprawę bytu dzieki bogatemu mężczyźnie, to te z biednych krajów, w kwestii mentalnosci, przecież niewiele im ustępują. Też chciałyby "cudzymi rękoma". Tak na logikę.
          Rozumiem i nie dyskutuję z męską chęcia bycia potrzebnym. Jednak to idzie w parze z oczekiwaniem wdzięczności. Mężczyźni chcą podziwu i docenienia. Mają nadzieję, że jeśli przygarną jakąś bidulke, to ona będzie im wdzięczna. Dość nierealne oczekiwanie w obecnych czasach.

          • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 03.10.21, 14:03
            mabelle2000 napisała:

            > druginudziarz napisał:
            >
            > > Strasznie rozwydrzyły się te młode siksy.
            >
            > Bezczelnie najeść się na cudzy koszt-to jedno.
            > Drugą rzeczą, jeszcze gorszą według mnie, jest przekonanie, że ci mężczyźni nie
            > mają niczego co mogłoby się tym kobietom przydać.

            Świete słowa ;)

            > > A młodzi mężczyźni nie lepsi, wierzą że jak będa simpowac, to się doczołg
            > ają do
            > > bramki raju.
            >
            > A co tym rajem miałoby być według Ciebie? Czego oczekują od kobiet ?

            Coby to nie było, są to zazwyczaj wszystko nierealne oczekiwania powyciągane z popkultury. Za duzo kier komputerowych, za dużo filmów, za dużo socialmedia, za mało przebywania z żywym człowikiem.

            > Trochę to postawa roszczeniowa. Dlaczego importować kobiety? Niech mężczyźni sa
            > mi się importują do tych kobiet, nauczą się ich jezyka i z nimi żyją odwróca

            A jak wyślesz ich stanowiska pracy? ;) Mozna robić jak Amerykanie czy Anglicy (w czasach imperialnych), wysyłasz młodych mężczyzn do kolonii, wraz z uzbrojeniem i technologia, niech tam urzadzają świat i zdobywają miejscowe kobiety, no ale dla polskiego społeczeństwa jest to niewykonalne.
            Inna opcja to wysyłka nadwyżki mężczyzn na tamten świat, po wielkich wojnach zawsze jest "cud demograficzny" a rodziny kwitną.

            > Poza tym, skoro Polki mają dla nich mentalność leniwych księżniczek, które licz
            > ą na poprawę bytu dzieki bogatemu mężczyźnie, to te z biednych krajów, w kwesti
            > i mentalnosci, przecież niewiele im ustępują. Też chciałyby "cudzymi rękoma". T
            > ak na logikę.

            Nie chodzi tylko o "kasę". Ale nawet jesli by się tylko zawęzić do tego kryterium, to przy nadwyżce kobiet, jak kobieta przesadzi w swojej roszczeniowosci, to mężczyzna ma gdzie odejść bo łatwo znajdzie inną.

            > Rozumiem i nie dyskutuję z męską chęcia bycia potrzebnym. Jednak to idzie w par
            > ze z oczekiwaniem wdzięczności. Mężczyźni chcą podziwu i docenienia. Mają nadzi
            > eję, że jeśli przygarną jakąś bidulke, to ona będzie im wdzięczna. Dość niereal
            > ne oczekiwanie w obecnych czasach.

            Realne, ale nie praktykowane. "Wdzięczność z przyczyn materialnych" to tylko jedna z możliwość. Można być wdzięcznym z wielu innych powodów. "Świetnie się z tobą czuję" nie jest tożsame z "lubię twoją kasę". Ale faktycznie nie daje okazji do takich refleksji a wprost przeciwnie, media pełnie sa od przekazów wspierających wojnę płci. Ciekawe,że wojna pokoleń nie jest jakoś popularna,tak jakby przestałą być atrakcyjna kilka dekad temu, i już nie wraca się do tego sposobu (mam Polskę na mysli, nie wiem jak w innych krajach).

          • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 04.10.21, 18:24
            mabelle2000 napisała:

            > druginudziarz napisał:
            >
            > > Strasznie rozwydrzyły się te młode siksy.
            >
            > Bezczelnie najeść się na cudzy koszt-to jedno.
            > Drugą rzeczą, jeszcze gorszą według mnie, jest przekonanie, że ci mężczyźni nie
            > mają niczego co mogłoby się tym kobietom przydać.
            > I nie chodzi oczywiście o kolejną rzecz czy usługę, ale nie mają niczego ze sfe
            > ry uczuć i emocji. Są w całości zorientowani na konsumpcje. Wydaje się więc, że
            > obie tinderowe płcie są siebie warte.
            >
            działa po obu stronach. Bracia samcy pewnie są jeszcze w mniejszość ale wiek, doświadczenie, środowisko, media robią/zrobią swoje. Zresztą, raz ze "zbój" ponoć pociąga kobiety, wiec spora część kobiet chyba oczekuje negatywnych emocji, a dwa ze faceci gdy są głodni to wiedzą co trzeba zrobić żeby zjeść. Nie widzę w tym problemu żeby pokombinować jak się najeść. Jaki w tym problem? No chyba że wolą być głodni niż się wysilić nawet na krótki czas. Ofiary są, będą i były w dziejach relacji damsko- męskich. "To stara tradycja..." :))
        • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 04.10.21, 18:35
          druginudziarz napisał:

          > mabelle2000 napisała:
          >

          > Strasznie rozwydrzyły się te młode siksy.
          > A młodzi mężczyźni nie lepsi, wierzą że jak będa simpowac, to się doczołgają do
          > bramki raju. Zresztą, kilka miesięcy temu wspominałem, że ich to już to tak ni
          > e boli jak pokolenia ich ojców, bo testosteron zleciał na łeb na szyję, to już
          > sa całkiem inni mężczyźni.
          > Widze tylko jedne wyjście z tej sytuacji, importy ok.0,5 mln kobiet w wieku rep
          > rodukcyjnym. Od biedy mogły by być nawet z Afryki :) bo przyzwyczajone do życia
          > w chatkach z gówna, wiec nie marudziły by, że ściany niepomalowane i że kran c
          > ieknie ;)

          Drugi, ale jaki problem? Proszę ściągać. "Zachód" jest pełen Polek i innych obcych nacji, dlaczego niby Polska nie może być pełna Ukrainek czy Afrykanek. Proszę się żenić i nie pytać o zgodę. A kto Polakowi zabroni? Chyba urzad ds cudzoziemców :) Ja- obywatelka - kobieta- matka, nie widzę problemu. Na zdrowie ;) Ja mam syna w domu. Sądzisz, że stanęłabym dziecku na drodze? W zyciu! :) A wiesz ile w tym kraju jest matek Polek...?

          ;)
          • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 00:32
            bgz0702 napisała:

            > Drugi, ale jaki problem? Proszę ściągać. "Zachód" jest pełen Polek i innych obc
            > ych nacji, dlaczego niby Polska nie może być pełna Ukrainek czy Afrykanek. Pros
            > zę się żenić i nie pytać o zgodę. A kto Polakowi zabroni? Chyba urzad ds cudzoz
            > iemców :)

            No, ale Zachód jest też pełen śniadych dżentelmenów, którzy przybyli tu bez kobiet. W zasadzie zrobili to dla swojego społeczeństwa, co życzyłbym Polsce - zwiększyli proporcję kobiet do mężczyzn. Wprawdzie jednocześnie zmniejszyli tę proporcję na Zachodzie, ale to problem zachodnich mężczyzn, tym się nie zajmujmy :)

            > Ja- obywatelka - kobieta- matka, nie widzę problemu. Na zdrowie ;) Ja
            > mam syna w domu. Sądzisz, że stanęłabym dziecku na drodze? W zyciu! :) A wiesz
            > ile w tym kraju jest matek Polek...?

            Weźże podpytaj syna co o tym sądzi? co by było gdyby było wiecej młodych kobiet do wyboru? :D
            • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 11:14
              druginudziarz napisał:


              > No, ale Zachód jest też pełen śniadych dżentelmenów, którzy przybyli tu bez kob
              > iet. W zasadzie zrobili to dla swojego społeczeństwa, co życzyłbym Polsce - zw
              > iększyli proporcję kobiet do mężczyzn. Wprawdzie jednocześnie zmniejszyli tę pr
              > oporcję na Zachodzie, ale to problem zachodnich mężczyzn, tym się nie zajmujmy
              > :)

              Jak powszechnie wiadomo- kobiety wolą być same niż wiązać się z gnuśnym nierobem.



              > Weźże podpytaj syna co o tym sądzi? co by było gdyby było wiecej młodych kobiet
              > do wyboru? :D

              Że niby im wiecej kobiet - tym większy wybór? :-) Obawiam się że to jednak kobiety wybierają, więc to one decydują. A w ich przekonaniu duża część mężczyzn do związku się nie nadaje. Do partnerskiego związku.
              • obrotowy tak, ale... 05.10.21, 14:30
                mabelle2000 napisała:
                > Że niby im wiecej kobiet - tym większy wybór? :-)
                Obawiam się że to jednak kobiety wybierają, więc to one decydują.


                tak , ale tez tylko do pewnych granic (na bezrybiu i rak ryba)

                gdy w danym srodowisku kompletnie nie ma facetow "nadajacych sie" - to (niektore z nich) biora w koncu kogos z "drugiego sortu"...

                zegar biologiczny wszsk tyka...
                • mabelle2000 Re: tak, ale... 05.10.21, 14:55
                  obrotowy napisał:


                  > gdy w danym srodowisku kompletnie nie ma facetow "nadajacych sie" - to (niektor
                  > e z nich) biora w koncu kogos z "drugiego sortu"...
                  >
                  > zegar biologiczny wszsk tyka...

                  Zgoda Biorą. Do rozpłodu. A potem?
              • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 18:08
                mabelle2000 napisała:

                > druginudziarz napisał:
                >
                >
                > > Weźże podpytaj syna co o tym sądzi? co by było gdyby było wiecej młodych
                > kobiet
                > > do wyboru? :D
                >
                > Że niby im wiecej kobiet - tym większy wybór? :-) Obawiam się że to jednak kobi
                > ety wybierają, więc to one decydują. A w ich przekonaniu duża część mężczyzn do
                > związku się nie nadaje. Do partnerskiego związku.

                Ja nie wiem czy to jest tak do końca. Myślę że ludzie- wszyscy, w tym kobiety chronią jednak siebie i dbają o zabezpieczenie swojej osoby, a samotność to jednak nie jest dobrobyt dla stanu ducha. Sporo kobiet i mężczyzn zaniża swoje potrzeby I oczekiwania albo zwyczajnie się zauracza/zakochuje itp. Młodzi ludzie jednak rzadko mają wizję partnerskiego związku, takie rzeczy to się po latach dostrzega i ocenia. Najpierw trzeba się sparzyć, coś przeżyć, zauważyć. Wg mnie ludzie nadal mają potrzebę milosci, zaufania, bezpieczeństwa w kontakcie bezposrednim, to jeszcze nie Japonia. Ludzie nadal lgna w swoich potrzebach do siebie, a dotyk to sprawa bezcenna. Nie jestem taka przekonana że te dziewczyny to harde są I samowystarczalne. Raczej księżniczki, fochary. A mój syn niech czeka jak chce aż się dziewczynom w głowach piuklada, a jak nie chce to niech nie czeka :) I jak sądzę chciałby mieć jako dorosły duży wybór kobiet :) No ale poza synem to mam jeszcze córkę:)) Niech się poprostu mlodziezy wiedzie! :)
                • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 19:50
                  bgz0702 napisała:

                  > mabelle2000 napisała:
                  >
                  > > druginudziarz napisał:
                  > >
                  > >
                  > > > Weźże podpytaj syna co o tym sądzi? co by było gdyby było wiecej mł
                  > odych
                  > > kobiet
                  > > > do wyboru? :D
                  >
                  siężniczki, fochary. A mój syn niech czeka jak
                  > chce aż się dziewczynom w głowach piuklada, a jak nie chce to niech nie czeka
                  > :) I jak sądzę chciałby mieć jako dorosły duży wybór kobiet :) No ale poza syne
                  > m to mam jeszcze córkę:)) Niech się poprostu mlodziezy wiedzie! :)

                  Ale pamietam drugi że ty też masz syna. Chyba dwóch nawet:) Rozmawiasz z nimi na takie tematy? Co mówia?
                  • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 11.10.21, 00:07
                    bgz0702 napisała:

                    ak nie chce to niech nie
                    > czeka
                    > > :) I jak sądzę chciałby mieć jako dorosły duży wybór kobiet :) No ale poz
                    > a syne
                    > > m to mam jeszcze córkę:)) Niech się poprostu mlodziezy wiedzie! :)
                    >
                    > Ale pamietam drugi że ty też masz syna. Chyba dwóch nawet:) Rozmawiasz z nimi n
                    > a takie tematy? Co mówia?

                    Jednego syna. Raczej niewiele rozmawiamy na tematy społeczne. Zresztą on jest specyficzny i nie bardzo reprezentatywny. Ma np. adhd, choć ja nabrałem już podejrzenia, ze teraz społeczeństwo jest takie, ze młoda osoba z zaburzeniem lub kilkoma to norma. Kiedyś alkohol, papierosy, teraz rózne odpały :D
                    • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 11.10.21, 14:39
                      druginudziarz napisał:

                      > bgz0702 napisała:
                      >
                      > ak nie chce to niech nie
                      > > czeka
                      > > > :) I jak sądzę chciałby mieć jako dorosły duży wybór kobiet :) No a
                      > le poz
                      > > a syne
                      > > > m to mam jeszcze córkę:)) Niech się poprostu mlodziezy wiedzie! :)
                      > >
                      > > Ale pamietam drugi że ty też masz syna. Chyba dwóch nawet:) Rozmawiasz z
                      > nimi n
                      > > a takie tematy? Co mówia?
                      >
                      > Jednego syna. Raczej niewiele rozmawiamy na tematy społeczne. Zresztą on jest s
                      > pecyficzny i nie bardzo reprezentatywny. Ma np. adhd, choć ja nabrałem już pode
                      > jrzenia, ze teraz społeczeństwo jest takie, ze młoda osoba z zaburzeniem lub ki
                      > lkoma to norma. Kiedyś alkohol, papierosy, teraz rózne odpały :D

                      A dlaczego jest niereprezentatywny? Faceci z ADHD nie mają potrzeb? Przestań:) opowiadasz farmazony. To twoje dziecko. Taki sam chłop jak inni. Bardziej "zagubiony" może więc tata do dzieła! :))
                      • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 11.10.21, 16:57
                        bgz0702 napisała:

                        > A dlaczego jest niereprezentatywny? Faceci z ADHD nie mają potrzeb? Przestań:)
                        > opowiadasz farmazony. To twoje dziecko. Taki sam chłop jak inni. Bardziej "zagu
                        > biony" może więc tata do dzieła! :))

                        Ale co gdzyeś napisałem że nie mają?
                        A niereprezentatywny to znaczy po prostu niereprezentatywny. Potrzeby osoby bez nogi moją, ale z punktu widzenia przemysłu odziezowego ich potrzeb sa niereprezentatywne.
                        • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 11.10.21, 19:27
                          druginudziarz napisał:

                          > bgz0702 napisała:
                          >
                          > > A dlaczego jest niereprezentatywny? Faceci z ADHD nie mają potrzeb? Przes
                          > tań:)
                          > > opowiadasz farmazony. To twoje dziecko. Taki sam chłop jak inni. Bardziej
                          > "zagu
                          > > biony" może więc tata do dzieła! :))
                          >
                          > Ale co gdzyeś napisałem że nie mają?
                          > A niereprezentatywny to znaczy po prostu niereprezentatywny. Potrzeby osoby bez
                          > nogi moją, ale z punktu widzenia przemysłu odziezowego ich potrzeb sa nierepre
                          > zentatywne.

                          Do czego się odnosi "nie bardzo reprezentatywny"? NIe ustaliliśmy żadnych kryteriów doboru, poza grupą młodych mężczyzn. A poza tym rozmawialiśmy o potrzebach, wnioskowanie dotyczy potrzeb reprezentacji męskiej.
                          Chcesz się kłócić? Wal się. Mogę się ewentualnie posprzeczać. Ale chętnie usłyszę wyjasnienie. O co ci chodzi?

                          A potrzeby osób bez nogi są jak najbardziej reprezentatywne dla przemysłu odzieżowego. Sądzisz ze jednonodzy kupują spodnie z jedną nogawką czy co? ;)
                          • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 11.10.21, 23:44
                            bgz0702 napisała:

                            > > Ale co gdzyeś napisałem że nie mają?
                            > > A niereprezentatywny to znaczy po prostu niereprezentatywny. Potrzeby oso
                            > by bez
                            > > nogi moją, ale z punktu widzenia przemysłu odziezowego ich potrzeb sa ni
                            > erepre
                            > > zentatywne.
                            >
                            > Do czego się odnosi "nie bardzo reprezentatywny"?

                            Odnosi się do zapytania młodym mężczyznom pytania jak przyjeli by zwiększenie proporcji kobiet do mężczyzn, czy dałoby to, w ich mniemaniu, "wiekszy wybór".

                            > NIe ustaliliśmy żadnych kryteriów doboru,
                            > poza grupą młodych mężczyzn. A poza tym rozmawialiśmy o potrzebach
                            > , wnioskowanie dotyczy potrzeb reprezentacji męskiej.
                            > Chcesz się kłócić? Wal się. Mogę się ewentualnie posprzeczać. Ale chętnie usłys
                            > zę wyjasnienie.
                            ?
                            > O co ci chodzi?
                            ?? (=oznaka wielkiego zdumienia, przyp. autora ;) )

                            > A potrzeby osób bez nogi są jak najbardziej reprezentatywne dla przemysłu odzie
                            > żowego. Sądzisz ze jednonodzy kupują spodnie z jedną nogawką czy co? ;)

                            Gdyby przemysł odzieżowy przejmował się (niereprezentatywnymi dla populacji) przypadkami bez nogi, to np. tak by projektował spodnie, by można było łątwo i estetycznie uchlastać jedną z nich.
                            • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 13.10.21, 22:29
                              druginudziarz napisał:

                              > bgz0702 napisała:
                              >
                              > > Do czego się odnosi "nie bardzo reprezentatywny"?
                              >
                              > Odnosi się do zapytania młodym mężczyznom pytania jak przyjeli by zwiększenie p
                              > roporcji kobiet do mężczyzn, czy dałoby to, w ich mniemaniu, "wiekszy wybór".

                              Nie wiem dlaczego. Nie rozumiem
                              Ale ok

                              >
                              > > A potrzeby osób bez nogi są jak najbardziej reprezentatywne dla przemysłu
                              > odzie
                              > > żowego. Sądzisz ze jednonodzy kupują spodnie z jedną nogawką czy co? ;)
                              >
                              > Gdyby przemysł odzieżowy przejmował się (niereprezentatywnymi dla populacji) pr
                              > zypadkami bez nogi, to np. tak by projektował spodnie, by można było łątwo i es
                              > tetycznie uchlastać jedną z nich.

                              A nie można tego zrobić?
                              A gdyby nie chcieli chlastać bo te same spodnie zakładają gdy noszą protezę? Spodnie na okazję z proteza i bez protezy :(
                    • zawle Re: a zatem wojna! :) 12.10.21, 08:01
                      druginudziarz napisał:
                      > Jednego syna. Raczej niewiele rozmawiamy na tematy społeczne. Zresztą on jest s
                      > pecyficzny i nie bardzo reprezentatywny. Ma np. adhd, choć ja nabrałem już pode
                      > jrzenia, ze teraz społeczeństwo jest takie, ze młoda osoba z zaburzeniem lub ki
                      > lkoma to norma. Kiedyś alkohol, papierosy, teraz rózne odpały :D

                      Bo każdy odchył musi mieć numerek - ludzie tak lubią mierzyć i oceniać. Zwłaszcza po to, żeby czuć się "zdrowsi, normalniejsi". I tym ocenianym jest to na rekę, są wtedy "usprawiedliwieni, rozumieją czemu nie sa tacy jak wszyscy". Kiedyś się mówiło- rozpuszczony, tępy, ma robaki w dupie, niegrzeczny. Teraz jest numer jednostki chorobowej. W sumie chyba lepiej? Może przyjdą jeszcze czasy w których każdy mógł znależć swoje miejsce? Bez względu na to, jak jest różny od tej "normy'?
                      • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 12.10.21, 23:05
                        zawle napisała:

                        > druginudziarz napisał:
                        > > jrzenia, ze teraz społeczeństwo jest takie, ze młoda osoba z zaburzeniem
                        > lub ki
                        > > lkoma to norma. Kiedyś alkohol, papierosy, teraz rózne odpały :D
                        >
                        > Bo każdy odchył musi mieć numerek - ludzie tak lubią mierzyć i oceniać.

                        Bo ja wiem czy musi? to nie społęczeństwo wymysla te numerki tylko medycy. Społęczeństwo tych numerków nie potrzebuje. Oceniać można bez numerków, i tak też w zasadzie robia ludzie. Tylko maniacy "muszą wiedzieć" jak co się "nazywa" ;)
                        Natomiast fakt faktem, że pewne nazwy ułatwiają rozmawę nt. tego z czym się ma do czynienia.

                        > Zwłaszc
                        > za po to, żeby czuć się "zdrowsi, normalniejsi". I tym ocenianym jest to na rek
                        > ę, są wtedy "usprawiedliwieni, rozumieją czemu nie sa tacy jak wszyscy". Kiedyś
                        > się mówiło- rozpuszczony, tępy, ma robaki w dupie, niegrzeczny. Teraz jest num
                        > er jednostki chorobowej. W sumie chyba lepiej? Może przyjdą jeszcze czasy w któ
                        > rych każdy mógł znależć swoje miejsce? Bez względu na to, jak jest różny od tej
                        > "normy'?

                        Niezupełnie. W epoce przednumerkowej też masa ludzi nie znajdywała swojego miejsca.
                        Czy numerek w czymś pomaga? jednym tak, innym nie.
                        • zawle Re: a zatem wojna! :) 13.10.21, 07:14
                          druginudziarz napisał:

                          > Bo ja wiem czy musi? to nie społęczeństwo wymysla te numerki tylko medycy. Społ
                          > ęczeństwo tych numerków nie potrzebuje. Oceniać można bez numerków, i tak też w
                          > zasadzie robia ludzie. Tylko maniacy "muszą wiedzieć" jak co się "nazywa" ;)
                          > Natomiast fakt faktem, że pewne nazwy ułatwiają rozmawę nt. tego z czym się ma
                          > do czynienia.

                          Społeczeństwo nie potrzebuje niczego, bo to wymyślona idea. Wymyślona przez ludzi. Czyli wracamy do sedna- ludzie tego potrzebują.

                          > Niezupełnie. W epoce przednumerkowej też masa ludzi nie znajdywała swojego miej
                          > sca.

                          Jak napisałam..nawet bardziej nie znajdywała. Ale nie każdy i nie w każdej społeczności. Trend jest taki że może kiedyś znajdzie?

                          > Czy numerek w czymś pomaga? jednym tak, innym nie.

                          No tak bywa...jednych nadal stygmatyzuje lub mają wrażenie że ich ogranicza, innym daje zrozumienie i samoakceprację.
                        • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 13.10.21, 22:49
                          druginudziarz napisał:

                          > zawle napisała:
                          >
                          > > druginudziarz napisał:
                          > > > jrzenia, ze teraz społeczeństwo jest takie, ze młoda osoba z zaburz
                          > eniem
                          > > lub ki
                          > > > lkoma to norma. Kiedyś alkohol, papierosy, teraz rózne odpały :D
                          > >
                          > > Bo każdy odchył musi mieć numerek - ludzie tak lubią mierzyć i oceniać.
                          >
                          > Bo ja wiem czy musi? to nie społęczeństwo wymysla te numerki tylko medycy. Społ
                          > ęczeństwo tych numerków nie potrzebuje. Oceniać można bez numerków, i tak też w
                          > zasadzie robia ludzie. Tylko maniacy "muszą wiedzieć" jak co się "nazywa" ;)
                          > Natomiast fakt faktem, że pewne nazwy ułatwiają rozmawę nt. tego z czym się ma
                          > do czynienia.
                          >
                          Służą wyjaśnieniom, są usprawiedliwieniem - i bardzo dobrze. Dają obraz poglądowy jakiś chociaż, że jest zaburzenie, choroba i tak jest ok. Służą pomocą w wyjaśnieniu zachowań, potrzeb, emocji. I brawo. Tak jest ok. I pozdrów syna ode mnie.
                • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 06.10.21, 11:19
                  bgz0702 napisała:

                  > Ja nie wiem czy to jest tak do końca. Myślę że ludzie- wszyscy, w tym kobiety c
                  > hronią jednak siebie i dbają o zabezpieczenie swojej osoby,

                  Tak jest w istocie :-) Zadziwiające jest jednak, że każdy deklaruje, że chce dawać, podczas gdy gołym okiem widać, ze aż przebiera nóżkami aby brać ;-)

                  a samotność to jedn
                  > ak nie jest dobrobyt dla stanu ducha.


                  Samotność to stan umysłu, nie ma nic wspólnego z tym czy się jest z kimś czy nie.
                  Na świecie żyje mnóstwo osób, ktore będąc w związkach są przeraźliwie wręcz samotne.

                  Sporo kobiet i mężczyzn zaniża swoje potr
                  > zeby I oczekiwania albo zwyczajnie się zauracza/zakochuje itp.


                  Nie "zaniża swoje potrzeby" tylko nie umie samemu ich zaspokoić, dlatego desperacko szuka drugiej osoby. Nie umie zadbać o siebie/ nie polega na swojej wiedzy i umiejętnościach/ nie umie zorganizować swojej codziennosci/ ograniczyć wydatków/ nie radzi sobie ze stresem/ nie umie zorganizować swojego wolnego czasu/ nie rozróżnia swoich emocji/ potrzebne dodać /niepotrzebne skreślić.
                  Przekaz społeczny jest taki, że "znajdziesz drugą osobę, ktora Cię dopełni i wtedy w końcu bedziesz szczęśliwy /a."
                  I ludzie wierzą w to że partner/ka przejmie nad nimi pieczę i jak dobry kochający ojciec czy matka, zawsze weźmie na kolanka i będzie natychmiast zaspokajać ich potrzeby.
                  Gdy tak się nie dzieje - jest wielkie rozczarowanie i lament.

                  Młodzi ludzie je
                  > dnak rzadko mają wizję partnerskiego związku, takie rzeczy to się po latach dos
                  > trzega i ocenia. Najpierw trzeba się sparzyć, coś przeżyć, zauważyć.

                  Najpierw to trzeba przestac się licytować, kto dał więcej ;-)

                  • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 07.10.21, 21:14
                    mabelle2000 napisała:

                    > bgz0702 napisała:
                    >
                    > Tak jest w istocie :-) Zadziwiające jest jednak, że każdy deklaruje, że chce da
                    > wać, podczas gdy gołym okiem widać, ze aż przebiera nóżkami aby brać ;-)
                    >

                    Ja powiem Ci ze też przebieram nóżkami kiedy jestem biorcą. W zasadzie to daje żeby mi oddano :) już się cieszę na to co mogę dostać. Dlatego też się staram. Działam trochę w oparciu o wiedzę i doswiadczenia i trochę podświadomie bo jestem cwana, wiem co jest dla mnie dobre ;) To się dzieje dlatego rowniez poza swiadomym planem. Sru: impuls i jest działanie na moją korzyść, bez planu, a jednak robie sobie dobrze :) Ty też tak dajesz, masz swoją walutę i jesteś biorcą.

                    > Samotność to stan umysłu, nie ma nic wspólnego z tym czy się jest z kimś czy ni
                    > e.
                    > Na świecie żyje mnóstwo osób, ktore będąc w związkach są przeraźliwie wręcz sam
                    > otne.

                    Prawda. Stan umysłu. Ten stan to nie tylko świadome myslenie: źle mi samej... ojojojo joj...
                    Ja też bywam samotna I wyobcowana. Wtedy mam wkurwa albo jestem dla kogoś wredna, teoretycznie bez powodu :( A jednak nie. Stan umysłu :(

                    > Nie "zaniża swoje potrzeby" tylko nie umie samemu ich zaspokoić, dlatego desper
                    > acko szuka drugiej osoby.

                    No nie wiem czy się da samemu zaspokoić potrzebę bliskości, ciepła, dotyku?

                    Nie umie zadbać o siebie/ nie polega na swojej wiedzy
                    > i umiejętnościach/ nie umie zorganizować swojej codziennosci/ ograniczyć wydat
                    > ków/ nie radzi sobie ze stresem/ nie umie zorganizować swojego wolnego czasu/ n
                    > ie rozróżnia swoich emocji/ potrzebne dodać /niepotrzebne skreślić.

                    Zawsze we dwójkę łatwiej i przyjemniej. Tylko
                    żeby tak było:)

                    > Najpierw to trzeba przestac się licytować, kto dał więcej ;-)

                    Najpierw trzeba być nasyconym, a młodzi nie bardzo są syci jeszcze więc mają oczekiwania, marzenia, wyobrażenia, gniew że nie dostaja.
                    Ja sobie mogę już coś odpuścić/ zrezygnowax/ odejsc/ szukać gdzieś indziej. Ale też bylam smarkaczem. A jak było u ciebie?
                    • zawle Re: a zatem wojna! :) 07.10.21, 22:26
                      bgz0702 napisała:
                      > Ja powiem Ci ze też przebieram nóżkami kiedy jestem biorcą. W zasadzie to daje
                      > żeby mi oddano :) już się cieszę na to co mogę dostać. Dlatego też się staram.
                      > Działam trochę w oparciu o wiedzę i doswiadczenia i trochę podświadomie bo jest
                      > em cwana, wiem co jest dla mnie dobre ;) To się dzieje dlatego rowniez poza swi
                      > adomym planem. Sru: impuls i jest działanie na moją korzyść, bez planu, a jedna
                      > k robie sobie dobrze :) Ty też tak dajesz, masz swoją walutę i jesteś biorcą.

                      Mam podobnie..roglądam się, rozpoznaję cudze potrzeby ( wbrew pozorom nie są ona takie różne u róznych ludzi i płci), daję i oczekuję że ktoś zrobi to samo dla mnie. Bardzo często robię rachunek czy mi się opłaca- przeinwestowanie to najgorsze co mogę sobie zrobić- nie lubię sama się robić w chuja i do tego nadmierna inwestycja powoduje że trudno odejść gdy nadejdzie czas odejścia.

                      > Prawda. Stan umysłu. Ten stan to nie tylko świadome myslenie: źle mi samej... o
                      > jojojo joj...
                      > Ja też bywam samotna I wyobcowana. Wtedy mam wkurwa albo jestem dla kogoś wredn
                      > a, teoretycznie bez powodu :( A jednak nie. Stan umysłu :(

                      A ja uwilbiam swoją samotność i wyobocowanie. Lubię być ze sobą. Lubię być bez nikogo. Gdy zaczynam siebie samą męczyć ( co się zdarza, bo jestem trudnym partnerem;), idę do ludzi. Przyjaciele, rodzina. Zawsze się znajdzie ktoś kto mnie trochę odciąży w tym przebywaniu ze sobą;) Oczekuję tego również od swojego chłopa. Bo on jest w gronie najbliższych. To czemu mam nie oczekiwać? Czy nie dlatego stał się bliski, bo się sprawdził?

                      > No nie wiem czy się da samemu zaspokoić potrzebę bliskości, ciepła, dotyku?

                      Wielu potrzeb nie da się zapokoić samemu. Nie tylko intymności. I gdzie tego szukać? Skoro inni ludzie, to czemu nie Ci najbliżsi?

                      > Najpierw trzeba być nasyconym, a młodzi nie bardzo są syci jeszcze więc mają oc
                      > zekiwania, marzenia, wyobrażenia, gniew że nie dostaja.
                      > Ja sobie mogę już coś odpuścić/ zrezygnowax/ odejsc/ szukać gdzieś indziej. Ale
                      > też bylam smarkaczem. A jak było u ciebie?

                      Bo jak się jest młodym to i daje się więcej i oczekuje więcej. I wszystko smakuje bardziej. I czas płynie intensywniej. Ogólnie jest inaczej niż na stare lata...jezuuu, jak mi tego brakuje. Teraz i dopalacze tego stanu nie wywołują, a kiedyś to natura wystarczyła. Żyło się. Bez tych rozkmin i pierdolenia o niuansach.
                      • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 09.10.21, 13:19
                        zawle napisała:

                        > Mam podobnie..roglądam się, rozpoznaję cudze potrzeby ( wbrew pozorom nie są on
                        > a takie różne u róznych ludzi i płci), daję i oczekuję że ktoś zrobi to samo dl
                        > a mnie.

                        Ty to na serio piszesz?
                        A nie zauważyłaś czasem, że deklaracje często znacznie mijają się z tym czego ludzie pragną nieświadomie ?
                        Na te nieświadome pragnienia mają wpływ relacje i schematy, a przede wszystkim strategie wyuczone w dzieciństwie.
                        Spotykając dorosłego człowieka nigdy nie wiesz jakie jego potrzeby nie były zaspokojone gdy był dzieckiem, nie możesz więc stwierdzić co on teraz będzie próbował od Ciebie uzyskać.

                        Bardzo często robię rachunek czy mi się opłaca- przeinwestowanie to naj
                        > gorsze co mogę sobie zrobić- nie lubię sama się robić w chuja i do tego nadmier
                        > na inwestycja powoduje że trudno odejść gdy nadejdzie czas odejścia.


                        To co robisz można nazwać wprost - jest to manipulacja. Wszyscy to robimy, tylko nie wszyscy potrafimy się do tego przyznać. I nie chodzi o to, żeby się teraz biczować, ale aby to zauważyć, próbować to zmienić.
                        Manipulacją jest robienie przysługi, która kreuje dług, oczekiwanie wdzięczności. Daję, ale do daru jest przyczepiona metka z ceną. Brzmi znajomo? :-)
                        Niektórzy ludzie np. kłamią, żeby coś uzyskać (w dzieciństwie można było często uniknąć lania, jeśli nie powiedziało się prawdy) .
                        Można np. stosować tak zwany "foch", nie odzywać się, aż druga strona "zmięknie" i da to na co liczymy.
                        Można przerzucać się winą, albo rzucać domysły, nie mówiąc wprost. Albo być ironicznym, cynicznym, dosrywać (przez umniejszanie partnerowi też przecież można coś zyskać) . Albo się poświęcać, żeby inni myśleli o mnie dobrze.
                        Można stosować tzw. wazeliniarstwo, czynić pochlebstwa, przesadne komplementy, albo być kameleonem, dostosowywać się do grupy, do większości, również dla własnych korzyści.
                        Kobiety np. często stosują uwodzenie, to też skuteczna metoda wyłudzania profitów dla siebie.
                        Skuteczne jest również robienie z siebie bidulka, ofiary, w nadziei, że ktoś zobaczy jak jest mi ciężko i pomoże ( taki rodzaj wołania o uwagę, znany z dzieciństwa) . Można też kogoś postraszyć, rzucać pogróżki, szantażować, wzbudzać poczucie winy, albo wmuszać coś, nakłaniać, twierdzić, że jak druga strona czegoś nie zrobi, to "będzie mi przykro" .
                        Można kogoś zacząć porównywać z innymi, to też działa, albo na przykład postawić drugą stronę przed faktem dokonanym (ja ugotowałem obiad, to teraz ty umyj podłogę). Można też stosować przekupstwo.
                        Jak sama widzisz- manipulacja na szeroką skalę nie wyklucza poczucia zadowolenia z siebie, z własnej dobroci, szczodrobliwości, wspaniałomyślności, hojności. Niesamowite, nie? :-)
                        Dużo lepiej według mnie zejść na ziemię i wejść w kontakt ze sobą. Dokonać rozeznania, którymi z powyższych, znanych z dzieciństwa strategii się kieruję, aby coś uzyskać.
                        Wejście w kontakt ze swoimi preferencjami, wartościami, uczy umiejętności samodzielnego zaspokajania potrzeb, również otaczania się ludźmi, którymi nie manipulujemy i którzy nie manipulują nami.


                        • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 09.10.21, 13:54
                          mabelle2000 napisała:

                          mi przykro" .
                          > Można kogoś zacząć porównywać z innymi, to też działa, albo na przykład postawi
                          > ć drugą stronę przed faktem dokonanym (ja ugotowałem obiad, to teraz ty umyj po
                          > dłogę). Można też stosować przekupstwo.
                          > Jak sama widzisz- manipulacja na szeroką skalę nie wyklucza poczucia zadowoleni
                          > a z siebie, z własnej dobroci, szczodrobliwości, wspaniałomyślności, hojności.
                          > Niesamowite, nie? :-)
                          > Dużo lepiej według mnie zejść na ziemię i wejść w kontakt ze sobą. Dokonać roze
                          > znania, którymi z powyższych, znanych z dzieciństwa strategii się kieruję, aby
                          > coś uzyskać.
                          > Wejście w kontakt ze swoimi preferencjami, wartościami, uczy umiejętności samod
                          > zielnego zaspokajania potrzeb, również otaczania się ludźmi, którymi nie manipu
                          > lujemy i którzy nie manipulują nami.
                          >
                          Myślisz że robisz inaczej? Że Twoje indywidualne cechy, predyspozycje, glebokie potrzeby i umiejętności nie wyjdą na jaw prędzej czy później i się nie ujawnią? Nie wierzę:) "Cechy" mamy utrwalone, można to zmieniać małymi krokami ale i tak interpretację, motywacje i efekt ocenisz/ dopasujesz do swoich potrzeb i wizji. Będziesz tak samo wymagała, oczekiwała jak wcześniej tylko, czegoś innego :) Oświecenie nie zmienia trwale cech charakteru, nie pozbywa potrzeb i pragnień. Ze skrajności w skrajność zazwyczaj. Jak byli palacze: najwięksi wrogowie palenia!
                          • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 09.10.21, 14:00
                            bgz0702 napisała:

                            > Myślisz że robisz inaczej? Że Twoje indywidualne cechy, predyspozycje, glebokie
                            > potrzeby i umiejętności nie wyjdą na jaw prędzej czy później i się nie ujawnią
                            > ? Nie wierzę:) "Cechy" mamy utrwalone, można to zmieniać małymi krokami ale i t
                            > ak interpretację, motywacje i efekt ocenisz/ dopasujesz do swoich potrzeb i wiz
                            > ji. Będziesz tak samo wymagała, oczekiwała jak wcześniej tylko, czegoś innego :
                            > ) Oświecenie nie zmienia trwale cech charakteru, nie pozbywa potrzeb i pragnień
                            > . Ze skrajności w skrajność zazwyczaj. Jak byli palacze: najwięksi wrogowie pal
                            > enia!

                            Nic nie zrozumiałaś.
                            Ale szczerze jest to dla mnie bez znaczenia :-)
                            • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 10.10.21, 02:44
                              mabelle2000 napisała:

                              > bgz0702 napisała:
                              >
                              > > ) Oświecenie nie zmienia trwale cech charakteru, nie pozbywa potrzeb i pr
                              > agnień
                              > > . Ze skrajności w skrajność zazwyczaj. Jak byli palacze: najwięksi wrogow
                              > ie pal
                              > > enia!
                              >
                              > Nic nie zrozumiałaś.
                              > Ale szczerze jest to dla mnie bez znaczenia :-)

                              Wyumacz mi co miałaś na myśli.
                          • zawle Re: a zatem wojna! :) 10.10.21, 12:18
                            bgz0702 napisała:
                            > ) Oświecenie nie zmienia trwale cech charakteru, nie pozbywa potrzeb i pragnień
                            > . Ze skrajności w skrajność zazwyczaj.

                            A jest coś takigo jak oświecenie??? Ja widze tylko niekończącą się drogę błędów, gaf, otrzepywania tyłka i opatrywania kolan:))
                        • zawle Re: a zatem wojna! :) 10.10.21, 12:09
                          mabelle2000 napisała:

                          > Ty to na serio piszesz?

                          Absolutnie i całkiem serio. Znając swoje słabości, chronię siebie najlepiej jak potrafię. I daję prawo innym by chronili siebie.

                          > A nie zauważyłaś czasem, że deklaracje często znacznie mijają się z tym czego l
                          > udzie pragną nieświadomie ?
                          > Na te nieświadome pragnienia mają wpływ relacje i schematy, a przede wszystkim
                          > strategie wyuczone w dzieciństwie.

                          Związek z drugim człowiekiem to nie kozetka psychoanalityka, to pozostawiam profesjonalistom. Bo chyba o tym poziomie mówisz....

                          > Spotykając dorosłego człowieka nigdy nie wiesz jakie jego potrzeby nie były zas
                          > pokojone gdy był dzieckiem, nie możesz więc stwierdzić co on teraz będzie próbo
                          > wał od Ciebie uzyskać.

                          Uzyskać? Jakoś złowrogo zabrzmiało:)) Ja nic nie muszę, ty nic nie musisz, on, ona nic nie muszą.


                          > To co robisz można nazwać wprost - jest to manipulacja.

                          ...możesz sobie to nazywać jak chcesz. Możesz to nazywać wprost, ale nie jest prawda objawiona, a jedynie Twoje wprost.

                          Wszyscy to robimy, tylk
                          > o nie wszyscy potrafimy się do tego przyznać. I nie chodzi o to, żeby się teraz
                          > biczować, ale aby to zauważyć, próbować to zmienić.

                          Wszyscy to robimy, tylko że wiekszość ludzi robi w sposób nieświadomy. Nie planują swoich manipulacyjnych działań, bo są one wdrukowane w ich sposób funkcjonowania poprzez interakcje z innymi ludżmi na podbudowie z własnych zasobób i braków. Może dlatego ludzie aż tak bardzo się tym nie zajmują. Tak więc nie ma co ich tak strasznie o to obwiniać, bo to normalne zabiegi człowieka zsocjalizowanego:)) Warto wypracować sobie mechanizmy wyłapywania prób wywierania wpływu, uważność na siebie i się tak nie spinać:))

                          > Manipulacją jest robienie przysługi, która kreuje dług, oczekiwanie wdzięcznośc
                          > i. Daję, ale do daru jest przyczepiona metka z ceną. Brzmi znajomo? :-)

                          Serio? To nie ty przypadkiem kilka miesięcy temu popełniłaś post w którym zachwalałaś metodę zgrywania się na sierotkę ( ustepowania pola prawdziwej męskości?:))) Twoja sierotkowatość - o przepraszam- ustepowanie przed męskością nie miała metki? Zresztą..jak to w handlu....się negocjuje:))

                          > Niektórzy ludzie np. kłamią, żeby coś uzyskać (w dzieciństwie można było często
                          > uniknąć lania, jeśli nie powiedziało się prawdy) .
                          > Można np. stosować tak zwany "foch", nie odzywać się, aż druga strona "zmięknie
                          > " i da to na co liczymy.
                          > Można przerzucać się winą, albo rzucać domysły, nie mówiąc wprost. Albo być iro
                          > nicznym, cynicznym, dosrywać (przez umniejszanie partnerowi też przecież można
                          > coś zyskać) . Albo się poświęcać, żeby inni myśleli o mnie dobrze.
                          > Można stosować tzw. wazeliniarstwo, czynić pochlebstwa, przesadne komplementy,
                          > albo być kameleonem, dostosowywać się do grupy, do większości, również dla włas
                          > nych korzyści.
                          > Kobiety np. często stosują uwodzenie, to też skuteczna metoda wyłudzania profit
                          > ów dla siebie.
                          > Skuteczne jest również robienie z siebie bidulka, ofiary, w nadziei, że ktoś zo
                          > baczy jak jest mi ciężko i pomoże ( taki rodzaj wołania o uwagę, znany z dzieci
                          > ństwa) . Można też kogoś postraszyć, rzucać pogróżki, szantażować, wzbudzać po
                          > czucie winy, albo wmuszać coś, nakłaniać, twierdzić, że jak druga strona czegoś
                          > nie zrobi, to "będzie mi przykro" .
                          > Można kogoś zacząć porównywać z innymi, to też działa, albo na przykład postawi
                          > ć drugą stronę przed faktem dokonanym (ja ugotowałem obiad, to teraz ty umyj po
                          > dłogę). Można też stosować przekupstwo.

                          Bardzo bogaty opis. Ciekawe czemu tak bogaty? Polecam rozpoznanie własnych emocji i pobudek.


                          > Jak sama widzisz- manipulacja na szeroką skalę nie wyklucza poczucia zadowoleni
                          > a z siebie, z własnej dobroci, szczodrobliwości, wspaniałomyślności, hojności.
                          > Niesamowite, nie? :-)

                          A gdzie tam...jeśli masz podejcie oceniające to techniki manipulacyjne kojarzą Ci się tylko w czymś złym. Ja pod nimi widzę zwykłego człowieka. Dlatego odpowiedzialność jest po mojej stronie. Dam Ci przykład.....
                          Ktoś mnie okłamał ( kłamstwo jest nieładne i to grzech) żeby coś ode mnie wyłudzić....np kasę Jak się przed tym obronić? Nigdy pod żadnym pozorem nie dawać więcej niż ma się na oddanie bez uszczerbku na swoim dobrostanie. Trudne, bo większość ludzi lubi o sobie myśleć dobrze, że tacy pomocni i altruistyczni i w ogóle. Przed pożyczką założyć że te pieniądze nigdy do mnie nie wrócą. Bo ...ktoś może mnie kłamać, ktoś może nie być "honorowy", ktoś może zwyczajnie nie móc ich zwrócić. I dać dokładnie tyle ile możemy.

                          > Dużo lepiej według mnie zejść na ziemię i wejść w kontakt ze sobą. Dokonać roze
                          > znania, którymi z powyższych, znanych z dzieciństwa strategii się kieruję, aby
                          > coś uzyskać.

                          Od takich podsumowań to mam przyjaciół i bliskich. Bo nie to jest staraszne co siedzi na łóżku, ale to co siedzi pod łóżkiem- niezauważone.

                          > Wejście w kontakt ze swoimi preferencjami, wartościami, uczy umiejętności samod
                          > zielnego zaspokajania potrzeb, również otaczania się ludźmi, którymi nie manipu
                          > lujemy i którzy nie manipulują nami.

                          Nie ma takich ludzi. Mrzonka. Tworzysz sobie jakiś wymyślony świat pełen mchu i paproci. Miejsca na ludzi w nim nie ma.
                          • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 10.10.21, 13:51
                            zawle napisała:

                            > Związek z drugim człowiekiem to nie kozetka psychoanalityka, to pozostawiam pro
                            > fesjonalistom. Bo chyba o tym poziomie mówisz....

                            No właśnie o tym mówię, w kółko to samo, niech każdy zajmie się sobą i nie wchodzi w rolę terapeuty swojego partnera/partnerki. Nie wymusza i nie oczekuje od partnera, a zacznie wymagać od siebie.
                            Ale oczywiście Ty wiesz czego partner potrzebuje i Ty mu to dasz.
                            Pycha do kwadratu.


                            > Uzyskać? Jakoś złowrogo zabrzmiało:)) Ja nic nie muszę, ty nic nie musisz, on,
                            > ona nic nie muszą.

                            A przed chwilą twierdziłaś , że będąc w związku nie możesz byc stratna. Zdecyduj się więc, bo sama sobie przeczysz.


                            > ...możesz sobie to nazywać jak chcesz. Możesz to nazywać wprost, ale nie jest p
                            > rawda objawiona, a jedynie Twoje wprost.

                            Jest to manipulacja. Czy Ci się to podoba czy nie. Chcesz coś uzyskać i możesz to zrobić na wiele sposobów, które Ci nawet napisałam.
                            I albo to czynisz, albo nie. Tylko jeśli to czynisz, to zmień przekonanie, że "wszystko jest w porządku " i że "jest sprawiedliwie".
                            Ale oczywiście wybór zawsze należy do Ciebie :-)


                            > Wszyscy to robimy, tylko że wiekszość ludzi robi w sposób nieświadomy. Nie plan
                            > ują swoich manipulacyjnych działań, bo są one wdrukowane w ich sposób funkcjono
                            > wania poprzez interakcje z innymi ludżmi na podbudowie z własnych zasobób i bra
                            > ków. Może dlatego ludzie aż tak bardzo się tym nie zajmują.


                            Masz więc odpowiedź dlaczego tak żałośnie mało jest naprawdę szczęśliwych związków.
                            Ta cała reszta uważa dokładnie tak jak Ty - on ma obowiązek mi coś dać , a ja ewentualnie też mu coś dam. I będzie cud, miód i orzeszki. Tylko że to nie funkcjonuje.


                            Tak więc nie ma co
                            > ich tak strasznie o to obwiniać, bo to normalne zabiegi człowieka zsocjalizowan
                            > ego:)) Warto wypracować sobie mechanizmy wyłapywania prób wywierania wpływu, uw
                            > ażność na siebie i się tak nie spinać:))

                            Przeczytałaś gdzieś że kogokokwiek obwiniam? To czytaj do skutku, bo tam nic takiego nie ma.


                            > Serio? To nie ty przypadkiem kilka miesięcy temu popełniłaś post w którym zachw
                            > alałaś metodę zgrywania się na sierotkę ( ustepowania pola prawdziwej męskości?
                            > :))) Twoja sierotkowatość - o przepraszam- ustepowanie przed męskością nie miał
                            > a metki? Zresztą..jak to w handlu....się negocjuje:))

                            Niesamowite, że tak to zrozumiałaś.
                            Dokładnie to napisałam, żeby nie wyskakiwać przed lokomotywę, przestać się licytować kto jest lepszy i zrobić przestrzeń, żeby mężczyzna mógł być mężczyzną w Twoim zyciu.
                            To chyba nie jest takie trudne do zrozumienia?


                            > A gdzie tam...jeśli masz podejcie oceniające to techniki manipulacyjne kojarzą
                            > Ci się tylko w czymś złym. Ja pod nimi widzę zwykłego człowieka.


                            Czyli "zwykły człowiek" według Ciebie to taki dryfujący z prądem kij w rzece, za wiele się nie zastanawia, a zasady nagina jak mu wygodnie.
                            Taki płynący relatywizm i nieświadomość samego siebie, co nie?


                            > Ktoś mnie okłamał ( kłamstwo jest nieładne i to grzech) żeby coś ode mnie wyłud
                            > zić....np kasę Jak się przed tym obronić? Nigdy pod żadnym pozorem nie dawać wi
                            > ęcej niż ma się na oddanie bez uszczerbku na swoim dobrostanie. Trudne, bo więk
                            > szość ludzi lubi o sobie myśleć dobrze, że tacy pomocni i altruistyczni i w ogó
                            > le.
                            Przed pożyczką założyć że te pieniądze nigdy do mnie nie wrócą. Bo ...ktoś
                            > może mnie kłamać, ktoś może nie być "honorowy", ktoś może zwyczajnie nie móc ic
                            > h zwrócić. I dać dokładnie tyle ile możemy.

                            Nie wiem jak Ty ale ja bym sobie zadała pytanie, dlaczego mi tak bardzo zależy , zeby wyjść na "dobrą i altruistyczną "? No i jeszcze - co się stanie jeśli innym ludziom nie podsunę pod nos wszystkich swoich zalet i umiejętności ? Albo na przykład - dlaczego wyskakuję z pożyczką nieproszona?
                            To wszystko są oopowieści o nas, o naszym dzieciństwie, o naszych brakach i ranach. Nie o innych ludziach i ich zachowaniu.
                            Wiec chcąc mieć dobry związek, trzeba odpowiedzieć sobie najpierw na pytania kim ja jestem, dlaczego taki jestem, z czego wynikają moje reakcje, co wzbudza moje silne emocje... itd, a nie zakładać, że "wszyscy mają tak jak ja, bo taka jest ludzka natura".


                            > Od takich podsumowań to mam przyjaciół i bliskich. Bo nie to jest staraszne co
                            > siedzi na łóżku, ale to co siedzi pod łóżkiem- niezauważone.

                            Nie licz na to :-) Twoi przyjaciele i rodzina Ci tego nie powiedzą niestety, najczęściej dlatego, że nie mają żadnego "interesu", abyś się zmieniała.
                            Prawda o Tobie najszybciej wyjdzie w związku, w relacji partnerskiej. Wyjdzie natychmiast, bo taka jest rola partnera/partnerki - oni działają jak lustro i pokazują nam nasze rany, dziury i braki.
                            I chwała im za to. Jestem wdzięczna każdemu mojemu ex, który pokazał mi z czym mam problem i gdzie są moje rany, które SAMA muszę zaleczyć. Bolało bardzo, ale było warto.



                            > Nie ma takich ludzi. Mrzonka. Tworzysz sobie jakiś wymyślony świat pełen mchu i
                            > paproci. Miejsca na ludzi w nim nie ma.

                            Polecę Łysiakiem "żryjmy gówno, miliony much nie mogą się mylić" ;-)
                            Jakie przekonania o sobie i świecie wybierasz - Twoja sprawa. I wcale nie musisz wybierać tych, ktore uczynią Cię szczęśliwą :-)
                            • zawle Re: a zatem wojna! :) 10.10.21, 17:44
                              mabelle2000 napisała:

                              > No właśnie o tym mówię, w kółko to samo, niech każdy zajmie się sobą i nie wcho
                              > dzi w rolę terapeuty swojego partnera/partnerki. Nie wymusza i nie oczekuje od
                              > partnera, a zacznie wymagać od siebie.
                              > Ale oczywiście Ty wiesz czego partner potrzebuje i Ty mu to dasz.
                              > Pycha do kwadratu.

                              Niczego nie oczekujesz? Opowiedz o tym...bierzesz co leci, jak leci, oddajesz pola i czekasz aż ktoś coś Ci da? Nic nie musi dawać, wystarczy jak jest? I czasami zajadasz się wisienką- a czym są te wisienki? A może ja nie lubię wisienek, tylko placki kartoflane ( przysłowiowe gówno?:). A jeśli to co dostajesz narusza Twój dobrostan? Jest ok? To nadal wisienka dla Ciebie? Nie masz potrzeb? Nie komunikujesz ich? Konkretne pytania Mabelle. Ja mu daję to co mam do dania. Nic więcej ponad to co dać mogę, nie daję. Dlatego nie jestem psychoanalitykiem - zresztą psychoanalityk też nie daje.

                              > A przed chwilą twierdziłaś , że będąc w związku nie możesz byc stratna. Zdecydu
                              > j się więc, bo sama sobie przeczysz.

                              Nie mogę być staratna. Liczenie jest po mojej stronie. Jak to w biznesie. Idę w interes który mi się opłaca, gdzie nie mam samych inwestycji bez żadnego zwrotu. Ty też tak robisz. Bo już nie raz przeinwestowałaś ..np, masz oczekiwanie że facet nie będzie miał żony/stałej partnerki, że nie u niej będzie inwestował ( wybierał kafelki do wspólnego domu)

                              > Jest to manipulacja. Czy Ci się to podoba czy nie. Chcesz coś uzyskać i możesz
                              > to zrobić na wiele sposobów, które Ci nawet napisałam.

                              Bladego pojęcia nie masz jak ja to robię. Każdemu przypisujesz zestaw cech, zachowań, deficytów i braków. A jak Ty uzyskujesz? Oddając pola. Nie wyskakując przed orkiestrę. To nie manipulacja? Czekanie na te wisienki? Bo przecież je bardzo lubisz?

                              > I albo to czynisz, albo nie. Tylko jeśli to czynisz, to zmień przekonanie, że "
                              > wszystko jest w porządku " i że "jest sprawiedliwie".
                              > Ale oczywiście wybór zawsze należy do Ciebie :-)

                              U mnie wszystko jest w porządku. Tam gdzie robię dobrze- nazywam to dobrem. Tam gdzie robię żle- nazywam to złem. Nie udaję że tylko ja wymiotowałam, gdy wszyscy inni rzygali. Z palety zachowań wybieram te które mi najbardziej pasują i nie obrażam się na konsekwencje.

                              > Masz więc odpowiedź dlaczego tak żałośnie mało jest naprawdę szczęśliwych związ
                              > ków.
                              > Ta cała reszta uważa dokładnie tak jak Ty - on ma obowiązek mi coś dać , a ja e
                              > wentualnie też mu coś dam. I będzie cud, miód i orzeszki. Tylko że to nie funkc
                              > jonuje.

                              Jesteś w szczęśliwym związku? To po co my piszemy hipotetycznie? Długo? Opowiesz więc po rozstaniu:))


                              > Przeczytałaś gdzieś że kogokokwiek obwiniam? To czytaj do skutku, bo tam nic ta
                              > kiego nie ma.

                              Nie obwianiasz. Ok. Pogarda...manipulacja, muchy żrące gówno..co tam jeszcze było? Miłość i oświecenie mabelle?

                              > Niesamowite, że tak to zrozumiałaś.
                              > Dokładnie to napisałam, żeby nie wyskakiwać przed lokomotywę, przestać się licy
                              > tować kto jest lepszy i zrobić przestrzeń, żeby mężczyzna mógł być mężczyzną w
                              > Twoim zyciu.
                              > To chyba nie jest takie trudne do zrozumienia?

                              W moim życiu to ja się za bardzo nie przejmuję czy mężczyzna czuje się mężcyzną, kobieta kobietą itd. Ale już człowiek człowiekiem to tak.

                              > Czyli "zwykły człowiek" według Ciebie to taki dryfujący z prądem kij w rzece, z
                              > a wiele się nie zastanawia, a zasady nagina jak mu wygodnie.
                              > Taki płynący relatywizm i nieświadomość samego siebie, co nie?

                              Zwykły człowiek to taki który popełnia błędy, nie zdaje sobie sprawy z niektórych swoich zachowań lub ich braku i ma otwartą głowę. Nie taki co wie wszystko, postepuje najlepiej i jako jedyny miał kontakt z kosmitami i oni mu wsio powiedzieli.

                              > Nie wiem jak Ty ale ja bym sobie zadała pytanie, dlaczego mi tak bardzo zależy
                              > , zeby wyjść na "dobrą i altruistyczną "? No i jeszcze - co się stanie jeśli in
                              > nym ludziom nie podsunę pod nos wszystkich swoich zalet i umiejętności ? Albo n
                              > a przykład - dlaczego wyskakuję z pożyczką nieproszona?

                              Nie jestem już na tym etapie..mam go dawno za sobą. I wyskakuję czasami z pożyczkami nieproszona. Daję sobie do tego prawo, jak do wielu innych rzeczy. Konsekwencje nadal po mojej stronie. Moje zalety i umiejetności w sobie uwielbiam. I korzystam z nich w prestrzeni którą sama wybieram. Do tego też daję sobie prawo. A tak swoją drogą - czy to nie ty tutaj ciągle opowiadasz jak bardzo siebie ogarniasz? Czego to nie umiesz zrobić, jaka fajna jesteś?

                              > To wszystko są oopowieści o nas, o naszym dzieciństwie, o naszych brakach i ran
                              > ach. Nie o innych ludziach i ich zachowaniu.
                              > Wiec chcąc mieć dobry związek, trzeba odpowiedzieć sobie najpierw na pytania ki
                              > m ja jestem, dlaczego taki jestem, z czego wynikają moje reakcje, co wzbudza mo
                              > je silne emocje... itd, a nie zakładać, że "wszyscy mają tak jak ja, bo taka je
                              > st ludzka natura".

                              Mabelle...to się zaczyna robić w okresie dojrzewania....nie wiem jakich Ty znasz ludzi, ale większość z moich ma to dawno za sobą. Spora grupa jest po terapiach. Lub po pijackich imprezach na których się przeglądasz jak w lustrze:)) Pomimo że inni nie mają w tym żadnego interesu. I po godzinach rozmów ze swoimi dorosłymi dziećmi, które nie boją się mówić. Nie jesteś na jakimś magicznym etapie który jest niedostępny dla nikogo. Jednak zakładanie że tak ejst, wiele mówi o Twojej dojrzałości.

                              > Nie licz na to :-) Twoi przyjaciele i rodzina Ci tego nie powiedzą niestety, na
                              > jczęściej dlatego, że nie mają żadnego "interesu", abyś się zmieniała.

                              Liczę, dostaję i mają w tym interes.

                              > Prawda o Tobie najszybciej wyjdzie w związku, w relacji partnerskiej. Wyjdzie n
                              > atychmiast, bo taka jest rola partnera/partnerki - oni działają jak lustro i po
                              > kazują nam nasze rany, dziury i braki.
                              > I chwała im za to. Jestem wdzięczna każdemu mojemu ex, który pokazał mi z czym
                              > mam problem i gdzie są moje rany, które SAMA muszę zaleczyć. Bolało bardzo, ale
                              > było warto.

                              O fajny temat..pogadajmy o tym..odwdzięczę się też szczerością. Nie boję się swoich słabości. A o innych nie opowiem, chociaż mam świadomość ich istnienia. Też moje prawo.

                              > Polecę Łysiakiem "żryjmy gówno, miliony much nie mogą się mylić" ;-)
                              > Jakie przekonania o sobie i świecie wybierasz - Twoja sprawa. I wcale nie musis
                              > z wybierać tych, ktore uczynią Cię szczęśliwą :-)

                              NIkt mnie nigdy nie uczynił szczęsliwą mabelle. Nigdy nie byłam szczęśliwa. Bywałam szczęśliwa ze świadomością że to chwila spowodowana chemią mózgu. Mam coś cenniejszego- lubię siebie i dbam o siebie. Dlatego całe pozostałe 99 % robi się znośniejsze.
                              • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 12.10.21, 18:00
                                zawle napisała:

                                > Niczego nie oczekujesz? Opowiedz o tym...bierzesz co leci, jak leci,

                                Ciekawe pytanie, takie trochę z gatunku absurdalnych ;-)
                                Od ponad roku jestem na keto, odmawiam nie tylko pizzy, makaronu, kaszy czy chleba, ale również lodów, ciastek i słodyczy. Odmawiam. Zwyczajnie. Powinnam jednak przyjąć, według Ciebie i nie odmawiać?
                                I co to według Ciebie oznacza? Że czego oczekuję?

                                oddajesz p
                                > ola i czekasz aż ktoś coś Ci da?

                                Nie "oddaję pola", tylko "robię przestrzeń", tak byłoby właściwiej powiedzieć.
                                Jeśli jakaś część przestrzeni jest wspólna, obojętnie - w domu, w pracy, na ulicy, to po prostu nie czynię prób zagarnięcia jej tylko dla siebie.
                                Jeśli chodzi o związek, to dyrygowanie mężczyzną, nakazywanie mu i kontrolowanie go, jest właśnie zagarnięciem przestrzeni, wejściem w rolę matki, a nie partnerki. Poza tym, to zwyczajny brak szcunku dla drugiego czlowieka. Nie zaś próba wyłudzania czegokolwiek, jak sugerujesz.


                                Nic nie musi dawać, wystarczy jak jest? I czas
                                > ami zajadasz się wisienką- a czym są te wisienki?

                                Tak Zawle, jak wsiadam do pociągu, to oczekuję, że żaden pasażer nie da mi po ryju. Przyłapałaś mnie :-D
                                A może jednak powinnam pomyśleć, że to norma oberwać w komunikacji miejskiej...?

                                A może ja nie lubię wisienek,
                                > tylko placki kartoflane ( przysłowiowe gówno?:). A jeśli to co dostajesz narus
                                > za Twój dobrostan? Jest ok? To nadal wisienka dla Ciebie?


                                Ale ja się nie wtrącam do tego co chcą inni ludzie, mnie to zupełnie nie obchodzi. Skąd te pretensje więc?
                                Wyciągam tylko wnioski, że skoro tyle związków jest nieudanych, to znaczy, że pretensje i zażalenia są bezzasadne, ponieważ osoby, ktorych one dotyczą albo nie mogą niczego zaoferować, albo nie chcą. W sumie bez różnicy. To tak trochę jakby mieć pretensje do psa, że nie miauczy.


                                Nie masz potrzeb? Nie
                                > komunikujesz ich? Konkretne pytania Mabelle.

                                Największą ludzką potrzebą, według mnie, jest potrzeba samostanowienia, potrzeba autonomii, podejmowania samodzielnych decyzji.
                                Zaspojenie tej potrzeby leży w całości w mojej gestii.
                                I jak miałoby wyglądać komunikowanie tej potrzeby według Ciebie ?
                                Ponieważ jednak forum o seksie, to odniosę się do seksu. Skoro, jak twierdzisz, to zupełnie normalne i naturalne, ze oczekujemy zaspokojenia potrzeby seksu od bliskich osób, to czemu nie pociągnąć rodziców do odpowiedzialnosci? Dlaczego matki i ojcowie nie prowadzają swoich nabuzowanych hormonami latorośli do prostytutek? Skoro taka ważna, podstawowa potrzeba niezaspokojona, to pewnie zdrowiu szkodzi, nie ? No to ukarać tych rodziców.


                                > Nie mogę być staratna. Liczenie jest po mojej stronie. Jak to w biznesie. Idę w
                                > interes który mi się opłaca, gdzie nie mam samych inwestycji bez żadnego zwrot
                                > u. Ty też tak robisz.


                                Zapomniałaś, że fundamentem miłości jest dobrowolność. Zupełnie inaczej niż w biznesie, w którym musisz zainwestować, aby coś zarobić.


                                Bo już nie raz przeinwestowałaś ..np, masz oczekiwanie że
                                > facet nie będzie miał żony/stałej partnerki, że nie u niej będzie inwestował (
                                > wybierał kafelki do wspólnego domu)

                                O cholera Zawle, z tego co piszesz, to ja teraz jestem w związku z panem sprzątającym moją toaletę i przebieralnię w pracy. Wszystko się zgadza, nawet to, ze pan jest z kimś związany. Ale za to jaki kawałek intymności dzielimy! Aż dwa razy dziennie mamy bliski kontakt, wymieniamy uśmiechy i powitania, i życzymy sobie miłego dnia. On ogląda moją bieliznę na wieszaku i opróżnia mój kosz na smieci, pewnie też korzysta z toalety i mojego papieru toaletowego. Właściwie to mamy kawał wspólnego życia, nie? ;-)
                                Tylko wiesz co, obawiam się, że on trochę inaczej interpretuje naszą intymną relację.
                                Więc rozumiesz sama, że oczekiwania, to są wtedy, kiedy chcesz komuś narzucić własną wizję związku, a nie wtedy kiedy rezygnujesz z czegoś co nijak nie mieści się w twojej definicji. To jest zresztą prawo każdego człowieka.



                                > Bladego pojęcia nie masz jak ja to robię. Każdemu przypisujesz zestaw cech, zac
                                > howań, deficytów i braków.

                                No jak każdemu, to chyba sobie też, nie? :-)

                                PS A teraz nic już wiecej nie napiszę, bo wyswietla mi się komunikat "wyczerpałeś limit znaków" :-D
                                • zawle Re: a zatem wojna! :) 13.10.21, 07:43
                                  mabelle2000 napisała:
                                  > Ciekawe pytanie, takie trochę z gatunku absurdalnych ;-)
                                  > Od ponad roku jestem na keto, odmawiam nie tylko pizzy, makaronu, kaszy czy chl
                                  > eba, ale również lodów, ciastek i słodyczy. Odmawiam. Zwyczajnie. Powinnam jedn
                                  > ak przyjąć, według Ciebie i nie odmawiać?
                                  > I co to według Ciebie oznacza? Że czego oczekuję?

                                  Pytanie było z gatunku tak prostych, że albo się na nie odpowie, albo się zmienia temat:))

                                  > Jeśli chodzi o związek, to dyrygowanie mężczyzną, nakazywanie mu i kontrolowani
                                  > e go, jest właśnie zagarnięciem przestrzeni, wejściem w rolę matki, a nie partn
                                  > erki. Poza tym, to zwyczajny brak szcunku dla drugiego czlowieka. Nie zaś próba
                                  > wyłudzania czegokolwiek, jak sugerujesz.

                                  Rozmiem że na tym polu zaszła u Ciebie zmiana? Dotąd nakazywałaś, kontrolowałaś i zagarniałaś? Teraz odpuszczasz i dajesz przestrzeń. Nie dalej jak wczoraj na mojej psiapsiółkowej grupie dziewczyny- wieloletnie mężatki lały się ze swoich chłopów i siebie. Śmierdziało jednej w łazience od miesięcy- mąż szerokim łukiem ją omijał, pomimo sugestii, próśb i nagabywań. To dziewczyna wzięła się do roboty i zrobiła porządek. Nie śmierdzi. Dostała zjeby od męża że mu rury zniszczyła ( nie zniszczyła- on zrobiłaby dokładnie to samo). Weszła na jego męski kawałek. A druga powiedziała że jej mąż by się bardzo cieszył gdyby ona zrobiła z tym porządek i nigdy by się już do tego nie dotknął- bo jak ona daje radę to znaczy że to już nie jest jego męski kawałek. Trzecia przypomniała sobie traumy z dzieciństwa, gdy u jej ojca wszystko musiało "nabrać mocy prawnej". I tak się pośmiałyśmy z tych chłopów i siebie. Ale pewnie najlepiej byłoby udawać że nie wali, zrobić samemu tak żeby się nie zorientował i siedzieć cicho?

                                  > Tak Zawle, jak wsiadam do pociągu, to oczekuję, że żaden pasażer nie da mi po r
                                  > yju. Przyłapałaś mnie :-D
                                  > A może jednak powinnam pomyśleć, że to norma oberwać w komunikacji miejskiej...
                                  > ?

                                  Wracając do tematu...czym dla Ciebie sa wisienki? Bo widzę że komunikacja miejska i pozamiejska działa u Ciebie świetnie- ciągle odjeżdżasz od tematu.



                                  > Ale ja się nie wtrącam do tego co chcą inni ludzie, mnie to zupełnie nie obchod
                                  > zi. Skąd te pretensje więc?

                                  Jak Ty nazywasz większość ludzi muchami żrącymi główno, to się nie wtrącasz. Jak ja zwracam Ci uwagę na to, to mam nieuzasadnione pretensje:)) Dobre, dobre...

                                  > Wyciągam tylko wnioski, że skoro tyle związków jest nieudanych, to znaczy, że p
                                  > retensje i zażalenia są bezzasadne, ponieważ osoby, ktorych one dotyczą albo ni
                                  > e mogą niczego zaoferować, albo nie chcą. W sumie bez różnicy. To tak trochę ja
                                  > kby mieć pretensje do psa, że nie miauczy.

                                  Związki są udane, tyle że jakiś czas:))


                                  > Największą ludzką potrzebą, według mnie, jest potrzeba samostanowienia, potrzeb
                                  > a autonomii, podejmowania samodzielnych decyzji.
                                  > Zaspojenie tej potrzeby leży w całości w mojej gestii.
                                  > I jak miałoby wyglądać komunikowanie tej potrzeby według Ciebie ?

                                  Wszystko jest komunikacją. Brak komunikacji też jest komunikatem. Innymi są...wysłuchanie cudzych racji w wzięcie ich pod uwagę jako trafnych lub nie, niepozwolenie na zawłaszczanie, ostateczne podejmowanie samodzilnych decyzji.

                                  > Ponieważ jednak forum o seksie, to odniosę się do seksu. Skoro, jak twierdzisz,
                                  > to zupełnie normalne i naturalne, ze oczekujemy zaspokojenia potrzeby seksu od
                                  > bliskich osób, to czemu nie pociągnąć rodziców do odpowiedzialnosci? Dlaczego
                                  > matki i ojcowie nie prowadzają swoich nabuzowanych hormonami latorośli do prost
                                  > ytutek? Skoro taka ważna, podstawowa potrzeba niezaspokojona, to pewnie zdrowiu
                                  > szkodzi, nie ? No to ukarać tych rodziców.

                                  Rodzice nie pełnią funkcji partnera seksulanego, więc trudno od nich wymagać żeby się z Tobą bzykali:) Ale ich obowiązkiem jest rozmowa na ten temat- zrozumienie a nie zaprzeczanie, przedstawienie możliwych wariantów i ich konsekwencji. Ale partner już powinien być partnerem. Oczywiście możesz i masz prawo odmówić. I liczyć sie z konsekwencjami odmowy. A nie mieć focha że poszedł się najeść gdzieś indziej.

                                  > Zapomniałaś, że fundamentem miłości jest dobrowolność. Zupełnie inaczej niż w b
                                  > iznesie, w którym musisz zainwestować, aby coś zarobić.

                                  Biznes też jest dobrowolny mabelle. Możesz pracowac na etacie, nie musisz być przedsiębiorcą. ja o związku. Ale miłość to rzeczywiscie całkiem dobrowolna- stąd stalkerzy, bite kobiety, panowie- bankomaci i innej maści ludzie którzy miłość przedłożyli nad zdrowy rozsądek. Taka miłość to przeinwstowanie właśnie. Pilnuje się żeby nie być taka romantyczna:))

                                  > O cholera Zawle, z tego co piszesz, to ja teraz jestem w związku z panem sprząt
                                  > ającym moją toaletę i przebieralnię w pracy. Wszystko się zgadza, nawet to, ze
                                  > pan jest z kimś związany. Ale za to jaki kawałek intymności dzielimy! Aż dwa ra
                                  > zy dziennie mamy bliski kontakt, wymieniamy uśmiechy i powitania, i życzymy so
                                  > bie miłego dnia. On ogląda moją bieliznę na wieszaku i opróżnia mój kosz na smi
                                  > eci, pewnie też korzysta z toalety i mojego papieru toaletowego. Właściwie to m
                                  > amy kawał wspólnego życia, nie? ;-)
                                  > Tylko wiesz co, obawiam się, że on trochę inaczej interpretuje naszą intymną re
                                  > lację.

                                  No ale miłość jest dobrowolna, kto zabroni Ci go kochac?:))

                                  > Więc rozumiesz sama, że oczekiwania, to są wtedy, kiedy chcesz komuś narzucić w
                                  > łasną wizję związku, a nie wtedy kiedy rezygnujesz z czegoś co nijak nie mieści
                                  > się w twojej definicji. To jest zresztą prawo każdego człowieka.

                                  Panowie bankomaci i bite kobiety rezygnują?

                                  > No jak każdemu, to chyba sobie też, nie? :-)

                                  Innym negatywne, płytkie, sobie oświecone ?
                                  • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 13.10.21, 23:13
                                    zawle napisała:

                                    > Związki są udane, tyle że jakiś czas:))
                                    >
                                    Byłam ostatnio na imprezie z dziewczynami z podstawówki. Raz, dwa razy w roku się spotykamy żeby pogadać. No i z każdej imprezy wychodze bogatsza :) o wiedzę która nie wiem do czego jest mi potrzebna :)) ale bawię się dobrze bo co roku jakieś rewelację:) w tym roku się okazało że rekordzistką ma 7 wibratorow! Rozwiodła się z mężem 2 lata temu ale zaczęła kolekcjonować jeszcze jako mezatka. "Bardzo sa fajne i to jedyny związek na lata" :)
                                      • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 14.10.21, 11:52
                                        zawle napisała:

                                        > ale ze 7? Czy że wystarczy wymienić raz na jakiś czas baterie? 😁
                                        >

                                        Nie. 7. Każdy inny, z różna funkcja dodatkowa, w innym kolorze, z żyłkami i bez- stylizowany na naturalny. Kobieto skarbnica wiedzy:)) Miala mi wysłać zdjęcia ale po pijaku to wiesz rozne obietnice się składa:)) Inna ma 5, dyskusję się wywiązały na temat orgazmow. Obok siedzi kolo z dziewczyną na randce, środek noxy, muza leci więc laski się darly żebyśmy się słyszały, a biedny chlopak- taki już koło 40, spięty biedny, czerwony, łyka piwa nie zrobił tak go ta akcja przerosła. Miałam bidaka na oku cały czas bo tak siedział akurat. Zal mi go było ale bawiłam się dobrze... dziewczynę mialam za plecami. Nie wiem czy śmiać się czy płakać? Raczej nie tak sobie wyobrażał miłe spotkanie z dziewczyną... :) ale wróciłam do domu pelna energii :))
                                        • zawle Re: a zatem wojna! :) 14.10.21, 13:06
                                          bgz0702 napisała:

                                          > y, muza leci więc laski się darly żebyśmy się słyszały, a biedny chlopak- taki
                                          > już koło 40, spięty biedny, czerwony, łyka piwa nie zrobił tak go ta akcja prze
                                          > rosła. Miałam bidaka na oku cały czas bo tak siedział akurat. Zal mi go było al
                                          > e bawiłam się dobrze... dziewczynę mialam za plecami.


                                          moje cale osiedle wie że psiasi loda nie robi bo jej szczęka wypada. A na innej imprezie akurat cała knajpa zamilkła gdy kolezanka na stole pokazywala jakiego miał... oj tam. Żeby tylko tych wulgarow mnie było.. ale co zrobisz, służba społeczeństwu nie uszlachetnia🤣
                                  • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 21.10.21, 12:44
                                    zawle napisała:

                                    > Pytanie było z gatunku tak prostych, że albo się na nie odpowie, albo się zmien
                                    > ia temat:))

                                    Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, którego nie rozumiem :-) Pytałaś czy odmawiam w życiu.
                                    Chodzi Ci o to czy dokonuję wyborów? Tak, chyba jak każdy człowiek, począwszy od tych banalnych, typu co zjeść rano na sniadanie, a skończywszy na ważnych - jakimi ludźmi się otaczam, z kim pracuję, gdzie mieszkam, z kim uprawiam seks.
                                    Podążając za pytaniem, które mi zadałaś próbuję połączyć wybory, których dokonuję z wymaganiami, oczekiwaniami wobec kogo? czego?
                                    Jeśli składam podanie o pracę, to przecież nie na dowolne stanowisko. Jeśli wynajmuję mieszkanie, to też szukam jakiegoś konkretnego. Podoba mi się Stefan, a nie Józek, to wchodzę w związek ze Stefanem (wszyscy mężczyźni podobać mi się nie będą przecież).
                                    Wymagania byłyby wtedy gdybym na tym konkretnie stanowisku pracy chciala robić coś zupełnie innego, albo poszła do wynajemcy i zażądała rozbicia ścian w mieszkaniu, ponieważ mam potrzebę przestrzeni, albo Stefanowi kazała zachowywać się jak Zdzichu.


                                    > Rozmiem że na tym polu zaszła u Ciebie zmiana? Dotąd nakazywałaś, kontrolowałaś
                                    > i zagarniałaś?

                                    Nie, kontrola to raczej nie moje hobby :-) Mam inne grzechy na sumieniu. Wyłudzanie na przykład. Wyłudzanie rzeczy ze sfery emocjonalnej. Tacy ludzie jak ja, znaczy i osieroceni, i później porzuceni w dzieciństwie, mają z tym problem w dorosłym życiu.

                                    >Teraz odpuszczasz i dajesz przestrzeń

                                    Staram się nie zagłaskiwać na śmierć ;-) Wszak nadopiekuńczość jest przecież rodzajem przemocy.
                                    Zresztą to przecież nielogiczne, żeby traktować dorosłego, silnego mężczyznę jak ułomka, któremu trzeba pod nos podsuwać, bo sam o siebie nie zadba.


                                    > Wracając do tematu...czym dla Ciebie sa wisienki? Bo widzę że komunikacja miejs
                                    > ka i pozamiejska działa u Ciebie świetnie- ciągle odjeżdżasz od tematu.

                                    Spróbuję jakoś wyjaśnić :-)
                                    W zeszłym roku, wiosną, byłam z moją starszą córką w Wiedniu. W jednym z parków jest aleja różana. Do każdego drzewka jest przypięta tabliczka z datami różnych miłych uroczystości, z życzeniami, podziękowaniami. Tam są dobre, życzliwe słowa wielu osób . A na jednym drzewku różanym było napisane " Du bist mein mehr" (Ty jesteś moim "więcej"). Uśmiechnęłyśmy sie do siebie w tym samym momencie, bez słów, bo to zdanie dobrze oddaje kim jest dla nas kochany człowiek i jaką rolę pełni w naszym życiu. On jest właśnie tym "więcej".


                                    > Jak Ty nazywasz większość ludzi muchami żrącymi główno, to się nie wtrącasz. Ja
                                    > k ja zwracam Ci uwagę na to, to mam nieuzasadnione pretensje:)) Dobre, dobre...

                                    No litości Zawle :-) Cytat był z Łysiaka , w dodatku wzięty w cudzysłowie. Słowo niecenzuralne Cię razi, czy co? :-)

                                    > Związki są udane, tyle że jakiś czas:))

                                    Wcale nie musi tak być. Czasem wystarczy zmienić, albo może właściwiej byłoby powiedzieć - zrzucić bagaż przekonań, które kiedyś nam wdrukowano, a które nam nie służą.


                                    > Wszystko jest komunikacją. Brak komunikacji też jest komunikatem. Innymi są...w
                                    > ysłuchanie cudzych racji w wzięcie ich pod uwagę jako trafnych lub nie, niepozw
                                    > olenie na zawłaszczanie, ostateczne podejmowanie samodzilnych decyzji.

                                    Zawle, ale to jest nie tylko naiwne, ale też zupełnie nierealne, że z kimś będziemy mieć udany związek, jeśli on "będzie spełniał nasze potrzeby".
                                    A co jesli nie będzie ? Dwa lata każdy pojedzie na haju zakochania, a potem co, następny proszę?
                                    A idź, do kitu takie coś :-D


                                    > Rodzice nie pełnią funkcji partnera seksulanego, więc trudno od nich wymagać że
                                    > by się z Tobą bzykali:)

                                    Nie napisalam, żeby rodzice się bzykali, tylko żeby zaspokoili "pierwotną , fundamentalną potrzebę bzykania" czyli oplacili fachową pomoc, czyli prostytutkę.

                                    Ale ich obowiązkiem jest rozmowa na ten temat- zrozumie
                                    > nie a nie zaprzeczanie, przedstawienie możliwych wariantów i ich konsekwencji.
                                    > Ale partner już powinien być partnerem. Oczywiście możesz i masz prawo odmówić.
                                    > I liczyć sie z konsekwencjami odmowy. A nie mieć focha że poszedł się najeść g
                                    > dzieś indziej.

                                    W swojej logice strasznie pokrętne jest to co piszesz :-)
                                    Dlatego bezpiecznie dla mnie jest uznać , że partner nie jest zobowiązany do zaspokajania moich potrzeb seksualnych. Nikt nie jest, matka i ojciec też nie :-)


                                    > Biznes też jest dobrowolny mabelle. Możesz pracowac na etacie, nie musisz być p
                                    > rzedsiębiorcą. ja o związku.

                                    Oczywiście, wejście w biznes jest dobrowolne, ale zasady trwania tego układu już nie są dobrowolne. Nakłady i zyski dzieli się po równo przecież . To trochę inaczej niż w miłości, chorego "nieproduktywnego" partnera nie porzuca się tylko dlatego że nic nie wnosi i jeszcze "utrudnia" nam życie .

                                    Ale miłość to rzeczywiscie całkiem dobrowolna- stą
                                    > d stalkerzy, bite kobiety, panowie- bankomaci i innej maści ludzie którzy miłoś
                                    > ć przedłożyli nad zdrowy rozsądek. Taka miłość to przeinwstowanie właśnie. Piln
                                    > uje się żeby nie być taka romantyczna:))

                                    To nie jest miłość. Tutaj nie piszesz o miłości. Piszesz o współuzależnieniu . To taki stan kiedy człowiek jest zależny od bardzo silnych, krańcowych emocji, z których nie może, nie umie zrezygnować. To jest jak narkotyk. Ale narkomania, to nie miłość przecież. I Ty to wiesz Zawle, więc nie wiem po co się droczysz? :-D


                                    > No ale miłość jest dobrowolna, kto zabroni Ci go kochac?:))

                                    Jasne, nikt nie zabroni mi marzyć i snuć wspólnych planów :-) Wyobrażać sobie naszą bliskość i totalne porozumienie.
                                    Jednym słowem- nikt nie broni mi tworzyć iluzji we własnej głowie.
                                    Ale nie zmienia to faktu, że nasza bliskość, ba cała nasza relacja, jest iluzoryczna. My nie jesteśmy w żadnym związku. Nic nas nie łączy.
                                    I czy czasem nie na tym bazują wszystkie toksyczne związki? Jedna osoba "zawłaszcza " drugą, przypisując jej swoje uczucia i emocje.
                                    I nie może przyjąć do wiadomości, że drugi człowiek myśli inaczej, czuje inaczej. W swojej iluzji nie zostawia żadnej przestrzeni na odmowę, na odmienność, tak jakby byli z partnerem/partnerką "jednym ciałem, jedną duszą" . A nie są przecież.


                                    > Panowie bankomaci i bite kobiety rezygnują?

                                    Nie rezygnują, ponieważ są uzależnieni od źródła emocji, a nie dlatego że kochają.
                                    Miłość to ładne , ciepłe i dobre uczucie, bez szarpaniny, strachu i niepewności. Miłość nie boli.


                                    >
                                    > Innym negatywne, płytkie, sobie oświecone ?

                                    Zawsze do uslug :-D

                                    • zawle Re: a zatem wojna! :) 21.10.21, 17:33
                                      mabelle2000 napisała:
                                      > Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, którego nie rozumiem :-) Pytałaś czy odma
                                      > wiam w życiu.
                                      > Chodzi Ci o to czy dokonuję wyborów? Tak, chyba jak każdy człowiek, począwszy o
                                      > d tych banalnych, typu co zjeść rano na sniadanie, a skończywszy na ważnych - j
                                      > akimi ludźmi się otaczam, z kim pracuję, gdzie mieszkam, z kim uprawiam seks.
                                      > Podążając za pytaniem, które mi zadałaś próbuję połączyć wybory, których dokonu
                                      > ję z wymaganiami, oczekiwaniami wobec kogo? czego?
                                      > Jeśli składam podanie o pracę, to przecież nie na dowolne stanowisko. Jeśli wyn
                                      > ajmuję mieszkanie, to też szukam jakiegoś konkretnego. Podoba mi się Stefan, a
                                      > nie Józek, to wchodzę w związek ze Stefanem (wszyscy mężczyźni podobać mi się n
                                      > ie będą przecież).
                                      > Wymagania byłyby wtedy gdybym na tym konkretnie stanowisku pracy chciala robić
                                      > coś zupełnie innego, albo poszła do wynajemcy i zażądała rozbicia ścian w miesz
                                      > kaniu, ponieważ mam potrzebę przestrzeni, albo Stefanowi kazała zachowywać się
                                      > jak Zdzichu.

                                      Oczekiwania..na przykładzie pracy. Podejmuję stanowisko sprzątaczki. Oczekuję że dostanę zakres obowiązków, środki czystości, narzędzia, godziny pracy. Praca po godzinach będzie ze mną uzgadniana w zakresie prawa pracy i moich preferencji.
                                      Takie oczekiwania mamy również względem związków. Dam radę znieść walające się wszedzie skarpety ( kurde, sama się tak rozbieram), jakiejkolwiek przemocy już nie. A dla mnie przemocą jest ciągłe kontrolowanie mnie pod płaszczykiem opieki np....zobacz jak różna ocena. Niektóre zachowania są dla mnie wartościowe, inne nie. Niektóre rzeczy są dla mnie drobnostkami inne zasadniczymi. Czyli oczekiwania mam. Mam też preferencje. Mam też gradację wartości tego co dostaję. To może kolidować z systemem wartości człowieka z którym jestem. Trza się dogadać. Nie będę wzniebowzięta gdy dostanę to co mam. Będę wniebowzięta gdy on zapragnie za mnie zrobić to czego nie umiem/nie lubię. I tak się będziemy ustawiać do końca swoich wspólnych dni:))

                                      > Nie, kontrola to raczej nie moje hobby :-) Mam inne grzechy na sumieniu. Wyłudz
                                      > anie na przykład. Wyłudzanie rzeczy ze sfery emocjonalnej. Tacy ludzie jak ja,
                                      > znaczy i osieroceni, i później porzuceni w dzieciństwie, mają z tym problem w d
                                      > orosłym życiu.
                                      .
                                      Na czym to polega?


                                      > Staram się nie zagłaskiwać na śmierć ;-) Wszak nadopiekuńczość jest przecież ro
                                      > dzajem przemocy.
                                      > Zresztą to przecież nielogiczne, żeby traktować dorosłego, silnego mężczyznę ja
                                      > k ułomka, któremu trzeba pod nos podsuwać, bo sam o siebie nie zadba.

                                      A ja lubię głaskać:)) I chłopy lubią głaskanie:)) Ale nadopiekuńczość to zdecydowanie nigdy nie był mój konik- ani w pracy, ani w zyciu prywatnym ani względem dzieci.

                                      > Spróbuję jakoś wyjaśnić :-)
                                      > W zeszłym roku, wiosną, byłam z moją starszą córką w Wiedniu. W jednym z parków
                                      > jest aleja różana. Do każdego drzewka jest przypięta tabliczka z datami różnyc
                                      > h miłych uroczystości, z życzeniami, podziękowaniami. Tam są dobre, życzliwe sł
                                      > owa wielu osób . A na jednym drzewku różanym było napisane " Du bist mein mehr"
                                      > (Ty jesteś moim "więcej"). Uśmiechnęłyśmy sie do siebie w tym samym momencie,
                                      > bez słów, bo to zdanie dobrze oddaje kim jest dla nas kochany człowiek i jaką r
                                      > olę pełni w naszym życiu. On jest właśnie tym "więcej".

                                      Bardzo romantycznie:)) Ładnie piszesz mabelle. Jak w bajkach. A jak juz wzięli ślub to bajka się kończy- bo przychodzi proza życia, nie ma w niej niczgo bajkowego. Ale zakochiwać się też lubię. I być kochana. I żeby nie bolało.

                                      > Wcale nie musi tak być. Czasem wystarczy zmienić, albo może właściwiej byłoby p
                                      > owiedzieć - zrzucić bagaż przekonań, które kiedyś nam wdrukowano, a które nam n
                                      > ie służą.

                                      Nie wiem mabelle...nie doświadczyłam tego. I nie doświadczę. Ja to sobie mogę bagaże zrzucać, ale problem mam z cudzymi- nie chcę ich na swoich plecach współtachać lub tachać sama.

                                      > Zawle, ale to jest nie tylko naiwne, ale też zupełnie nierealne, że z kimś będz
                                      > iemy mieć udany związek, jeśli on "będzie spełniał nasze potrzeby".
                                      > A co jesli nie będzie ? Dwa lata każdy pojedzie na haju zakochania, a potem co,
                                      > następny proszę?

                                      Nikt nie MUSI spełniać moich potrzeb. Nie mam do nikogo pretensji że nie spełnia. Nikt nie powinien mieć do mnie pretensji że odejdę. O jakich potrzebach mówimy? Np..tej o której piszesz...seks. Nikt nie musi ze mną chodzić do łóżka. Ale ja nie chcę być w takim związku- białym. To moja potrzeba- bliskość, intymność, współtworzenie. Ona zaspokaja mi kilka innych..seks mnie odpręża, daje to "coś więcej", buduje więzi, czasami leczy;). Nie będzie zakochania bez seksu:)) A jeśli pojawi się choroba czy inna niemoc to nie brak seksu będzie powodem rozstania- kłamstwa, uciekanie, brak chęci na szukanie rozwiazań, odepchnięcie ( przecież można być ze sobą na wiele innych sposobów)
                                      >
                                      > W swojej logice strasznie pokrętne jest to co piszesz :-)
                                      > Dlatego bezpiecznie dla mnie jest uznać , że partner nie jest zobowiązany do za
                                      > spokajania moich potrzeb seksualnych. Nikt nie jest, matka i ojciec też nie :-)


                                      > Oczywiście, wejście w biznes jest dobrowolne, ale zasady trwania tego układu ju
                                      > ż nie są dobrowolne. Nakłady i zyski dzieli się po równo przecież .

                                      Chyba nie zawsze? Czasami po równo, czasami ktoś wykorzystuje swoją pozycję, czasami zgodnie z wkładem. Kwestia rozkładu sił i umowy.

                                      To trochę i
                                      > naczej niż w miłości, chorego "nieproduktywnego" partnera nie porzuca się tylko
                                      > dlatego że nic nie wnosi i jeszcze "utrudnia" nam życie .

                                      A to zależy...nieproduktywnym można być z wielu powodów. Niektórych się porzuca. Wszystko zależy od tego co się zbudowało wcześniej, od tego ile jest się w stanie znieść, od powodu i reakcji na własną nieproduktywność. Od altruizmu i miłość do toksyka i wykorzystywania bardzo blisko.

                                      > Jasne, nikt nie zabroni mi marzyć i snuć wspólnych planów :-) Wyobrażać sobie
                                      > naszą bliskość i totalne porozumienie.
                                      > Jednym słowem- nikt nie broni mi tworzyć iluzji we własnej głowie.
                                      > Ale nie zmienia to faktu, że nasza bliskość, ba cała nasza relacja, jest iluzor
                                      > yczna. My nie jesteśmy w żadnym związku. Nic nas nie łączy.
                                      > I czy czasem nie na tym bazują wszystkie toksyczne związki? Jedna osoba "zawłas
                                      > zcza " drugą, przypisując jej swoje uczucia i emocje.

                                      Niekoniecznie. Toksyki bywają dużo bardziej skomplikowane.

                                      • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 23.10.21, 12:08
                                        zawle napisała:

                                        > Oczekiwania..na przykładzie pracy. Podejmuję stanowisko sprzątaczki. Oczekuję ż
                                        > e dostanę zakres obowiązków, środki czystości, narzędzia, godziny pracy. Praca
                                        > po godzinach będzie ze mną uzgadniana w zakresie prawa pracy i moich preferencj
                                        > i.
                                        > Takie oczekiwania mamy również względem związków. Dam radę znieść walające się
                                        > wszedzie skarpety ( kurde, sama się tak rozbieram), jakiejkolwiek przemocy już
                                        > nie. A dla mnie przemocą jest ciągłe kontrolowanie mnie pod płaszczykiem opieki
                                        > np....zobacz jak różna ocena. Niektóre zachowania są dla mnie wartościowe, inn
                                        > e nie. Niektóre rzeczy są dla mnie drobnostkami inne zasadniczymi. Czyli oczeki
                                        > wania mam. Mam też preferencje.


                                        Szczerze, to myślę, że wszystkie te rzeczy, które wymieniłaś, widać wcześniej, zanim się wejdzie w związek. Czyli widać je już na etapie decyzji-wiązać się z tym czlowiekiem czy nie. Nie przypominam sobie ani jednej mojej relacji, w ktorej zostałabym zaskoczona po czasie czymś czego wcześniej nie widziałam, a na co tak beztrosko przymknęłam oczy. Większy sens ma więc pytanie - dlaczego mimo tego w te związki weszłam?

                                        Mam też gradację wartości tego co dostaję. To m
                                        > oże kolidować z systemem wartości człowieka z którym jestem. Trza się dogadać.
                                        > Nie będę wzniebowzięta gdy dostanę to co mam. Będę wniebowzięta gdy on zapragni
                                        > e za mnie zrobić to czego nie umiem/nie lubię. I tak się będziemy ustawiać do k
                                        > ońca swoich wspólnych dni:))

                                        No ale czy nie taka czasem powinna być intencja wejścia w związek? :-)
                                        Ja mam swoją walizkę wypełnioną moimi przeżyciami, doświadczeniami, przekonaniami, pomysłami.. itd, a on ma swoją. W momencie wejścia w związek obie nasze walizki musimy przepakować do jednej.
                                        Wszystko się nie zmieści, część trzeba będzie wyrzucić ;-)


                                        > Na czym to polega?

                                        Na nieświadomej próbie "załatwienia" spraw z dzieciństwa . Jeśli kiedyś było źle, to teraz w dorosłym życiu chcemy tamte emocje sprzed lat wciąż odtwarzać, z nadzieją, że tym razem "zmienimy bieg rzeczy".
                                        To jest oczywiście poziom zupełnie nieuświadomiony.
                                        W moim przypadku, w dzieciństwie , poważnie naruszone zostało poczucie bezpieczeństwa, doszło jeszcze porzucenie, więc wzorzec miłości jaki mi się zakodował był taki, że osoba którą kocham jest niedostępna, albo emocjonalnie, albo fizycznie. Albo jedno i drugie. I że nie jestem dla tej osoby najważniejsza, że muszę ustawić się w kolejce żeby cokolwiek dobrego dla siebie od niej "wyłudzić" :-)
                                        To jest oczywiście działanie z poziomu dziecięcego braku i niezaspokojenia, a nie z poziomu dorosłej, dojrzałej osoby. Więc w takich przypadkach relacja nie może się udać, bo partner, to nie jest ojciec, a ja nie jestem małą dziewczynką. Zresztą mężczyzna też ma swoje zranienia i swoje bolesne sprawy "do załatwienia ". On też nie bez powodu się ze mną związał.


                                        > A ja lubię głaskać:)) I chłopy lubią głaskanie:))

                                        Zgadzam się oczywiscie, że spontaniczna chęć umilania życia osobie, którą się kocha, jest czymś oczywistym.
                                        Widzę jednak wiele sytuacji, w których glaskanie partnera jest potrzebą naszego ego, a nie czystą chęcią robienia mu dobrze. Takich sytuacji staram się unikać.


                                        > Bardzo romantycznie:)) Ładnie piszesz mabelle. Jak w bajkach. A jak juz wzięli
                                        > ślub to bajka się kończy- bo przychodzi proza życia, nie ma w niej niczgo bajko
                                        > wego.

                                        No ale to przecież dobrze, że proza życia nie jest bajkowa. Jak chciałabyś wzrastać, uczyć się, wyciągać wnioski, gdyby zawsze było miło? :-)


                                        Ale zakochiwać się też lubię. I być kochana. I żeby nie bolało.
                                        >

                                        Wiesz Zawle, coraz częściej myślę, ze ból mamy na własne życzenie. To przecież moja decyzja kogo wybieram do związku. A emocje jakie czuję są efektem moich myśli, mojej interpretacji faktów. To nie partner wzbudza więc we mnie rozczarowanie, gniew czy smutek.

                                        Moj najlepszy przyjaciel miota się bez sensu od ponad piętnastu lat (rozumiem go, bo sama też tak kiedyś myślałam), twierdząc że ich związek byłby absolutnie szczęśliwy, gdyby tylko jego partnerka się zmieniła, czyli nie dostarczała mu powodów do smutku, rozczarowania, złości. Powinna też byc chętna w łóżku, szanować go, być wdzięczna... itd, a tego nie robi. I on myśli, że przyjdzie kiedyś taki piękny dzień, że on ją w końcu "złamie" i że ona "zrozumie".
                                        Klucz jest w pytaniu - dlaczego on myśli że z kobietą jest coś nie tak i dlaczego kilkadziesiąt lat, robiąc wciąż to samo, on oczekuje innych efektów? ​


                                        > Nie wiem mabelle...nie doświadczyłam tego. I nie doświadczę. Ja to sobie mogę b
                                        > agaże zrzucać, ale problem mam z cudzymi- nie chcę ich na swoich plecach współt
                                        > achać lub tachać sama.

                                        Rozumiem Cię Zawle :-) Dlatego kiedyś tu napisałam, że niezwykle ważne dla mnie jest, aby człowiek, z ktorym wchodzę w związek umiał rozmawiać o swoich emocjach. Bo to znaczy, ze on ma kontakt z samym sobą. To oznacza, że w razie problemów będzie szukał rozwiązań najpierw w swojej głowie, a dopiero później na zewnątrz.
                                        Z moich obserwacji, to większość ludzi unika przyglądania się swoim emocjom. Jest to oczywiste, bo wiąże się z cierpieniem. Często trzeba dotknąć czegoś bardzo bolesnego, o czym chciałoby się zapomnieć. Nikt przecież nie lubi cierpieć. Ale to absolutnie konieczne, aby zrozumieć swoje reakcje i swoje zachowanie.


                                        i> Nikt nie MUSI spełniać moich potrzeb. Nie mam do nikogo pretensji że nie spełni
                                        > a. Nikt nie powinien mieć do mnie pretensji że odejdę. O jakich potrzebach mówi
                                        > my? Np..tej o której piszesz...seks. Nikt nie musi ze mną chodzić do łóżka. Ale
                                        > ja nie chcę być w takim związku- białym. To moja potrzeba- bliskość, intymność
                                        > , współtworzenie. Ona zaspokaja mi kilka innych..seks mnie odpręża, daje to "co
                                        > ś więcej", buduje więzi, czasami leczy;). Nie będzie zakochania bez seksu:)) A
                                        > jeśli pojawi się choroba czy inna niemoc to nie brak seksu będzie powodem rozst
                                        > ania- kłamstwa, uciekanie, brak chęci na szukanie rozwiazań, odepchnięcie ( prz
                                        > ecież można być ze sobą na wiele innych sposobów)


                                        To jasne, że mamy jakieś wyobrażenie relacji, w ktorej chcielibyśmy być. Jak ma ona wyglądać. Mamy też "pomysł" na siebie jako rodzica, kolegę, pracownika, czy sąsiada.
                                        O ile jednak mamy wpływ na swoją wizję, to na innych już nie mamy zupełnie. Próba kontrolowania więc innych zupełnie się nie uda.
                                        Myślę, że mam dużo do zrobienia w swoim własnym ogródku, partner niech robi porządki w swoim.


                                        > Chyba nie zawsze? Czasami po równo, czasami ktoś wykorzystuje swoją pozycję, cz
                                        > asami zgodnie z wkładem. Kwestia rozkładu sił i umowy.

                                        W biznesie dogadujesz się co wkładasz i ile zyskujesz. Oczywiście wkład może być w różnej walucie- pieniądze, czas, wiedza, znajomości zawodowe. Jest to jednak konkret, bo biznes jest efektem chłodnej, rozważnej kalkulacji.
                                        Miłość kieruje się emocjami, nie jest w trybie ciągłego przeliczania zysków, ani strat. No i najważniejsze - w miłości "inwestuje się" bez gwarancji "zwrotu".


                                        > A to zależy...nieproduktywnym można być z wielu powodów. Niektórych się porzuca
                                        > . Wszystko zależy od tego co się zbudowało wcześniej, od tego ile jest się w st
                                        > anie znieść, od powodu i reakcji na własną nieproduktywność. Od altruizmu i mił
                                        > ość do toksyka i wykorzystywania bardzo blisko.

                                        Tak, to prawda. Ale to też dobrze oddaje niezwykłość miłości, ktora może wznieść się ponad chorobę, ułomności, a nawet śmierć. Miłość może trwać dalej mimo fizycznego braku kochanej osoby.


                                        > Niekoniecznie. Toksyki bywają dużo bardziej skomplikowane.
                                        >

                                        Tak, toksyczność to temat rzeka. Ale opisane tu "zawłaszczanie" partnera/ki, przypisywanie mu identycznych myśli i uczuć jak moje, dzieje się w każdym kiepskim związku.

                                        Jeżeli na przykład uznam, że szorowanie szczoteczką do zębów fug w łazience, o siodmej rano w sobotę, jest wyrazem mojej głębokiej troski o partnera i jego samopoczucie, i będę oczekiwać dowodów miłości na identy
                            • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 11.10.21, 23:56
                              mabelle2000 napisała:

                              > zawle napisała:
                              >
                              > > Związek z drugim człowiekiem to nie kozetka psychoanalityka, to pozostawi
                              > am pro
                              > > fesjonalistom. Bo chyba o tym poziomie mówisz....
                              >
                              > No właśnie o tym mówię, w kółko to samo, niech każdy zajmie się sobą i nie wcho
                              > dzi w rolę terapeuty swojego partnera/partnerki. Nie wymusza i nie oczekuje od
                              > partnera, a zacznie wymagać od siebie.
                              > Ale oczywiście Ty wiesz czego partner potrzebuje i Ty mu to dasz.
                              > Pycha do kwadratu.

                              Jasne!
                              Ale z drugiej strony, czy nie jest tak, że w zasadzie w kazdej sytuacji społecznej po części się taką "funkcję" pełni? Dajmy na to, ide z kumplem na piwo. Jakoś tak wychodzi, że mówie mu o jakichś problemach (w pracy, w domu, nieważne), rozmawiamy. Nagle, dociera do mnie jak to "wygląda z innej strony", uspokajam się, znajduje rozwiązanie. Aczkolwiek moze być tez tak, ze jeszcze bardziej się wku.wiam, bo okazuje się, ze jestem jeszcze bardziej w dupie, niż sadziłem :) ale to już inna sprawa.
                              • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 12.10.21, 18:21
                                druginudziarz napisał:

                                > Jasne!
                                > Ale z drugiej strony, czy nie jest tak, że w zasadzie w kazdej sytuacji społecz
                                > nej po części się taką "funkcję" pełni? Dajmy na to, ide z kumplem na piwo. Jak
                                > oś tak wychodzi, że mówie mu o jakichś problemach (w pracy, w domu, nieważne),
                                > rozmawiamy. Nagle, dociera do mnie jak to "wygląda z innej strony", uspokajam s
                                > ię, znajduje rozwiązanie. Aczkolwiek moze być tez tak, ze jeszcze bardziej się
                                > wku.wiam, bo okazuje się, ze jestem jeszcze bardziej w dupie, niż sadziłem :) a
                                > le to już inna sprawa.

                                Wiesz Drugi, to chyba nie jest najlepszy przykład :-)
                                Weź spojrz choćby tak praktycznie. Czy Twoja ulubiona przyjaciółka, pięciokrotna rozwódka, którą wprawdzie bardzo cenisz i lubisz, doradzi Ci coś sensownego w kwestii związku? ;-) A sympatyczny kolega, uzależniony od nikotyny od trzydziestu lat, ma coś ciekawego do powiedzenia w kwestii uwolnienia się z nałogów? ;-)
                                No ale załóżmy, ze spotykasz się z kolegą tak tylko żeby sobie ponarzekać i pobiadolić . Nie chcesz żadnej rady. Czy przyjaciel marzy o funkcji tampona emocjonalnego? Robienie z przyjaciela wiadra na emocjonalne pomyje..nooo, dyskusyjna sprawa.
                                Myślę, ze najlepszym wyjściem, w razie jakiś problemów, byłoby opracowanie własnej strategii i planów. Samodzielne podjęcie decyzji. Sobie powinno się ufać najbardziej, bo samego siebie zna się przecież najlepiej.
                                I wtedy dopiero spotkanie z kumplem. On mógłby zauważyć coś co ja przeoczyłam, nie dostrzegłam. I to byłoby naprawdę cenne.
                                Ale cokolwiek ten kumpel by nie powiedzial, to nie zmieniłoby mojego samopoczucia, bo decyzję przecież podjąłam samodzielnie już wcześniej.
                                Tak to widzę :-)

                                • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 12.10.21, 22:53
                                  mabelle2000 napisała:

                                  > Wiesz Drugi, to chyba nie jest najlepszy przykład :-)
                                  > Weź spojrz choćby tak praktycznie. Czy Twoja ulubiona przyjaciółka, pięciokrotn
                                  > a rozwódka, którą wprawdzie bardzo cenisz i lubisz, doradzi Ci coś sensownego w
                                  > kwestii związku? ;-) A sympatyczny kolega, uzależniony od nikotyny od trzydzie
                                  > stu lat, ma coś ciekawego do powiedzenia w kwestii uwolnienia się z nałogów? ;-
                                  > )

                                  Zaszło nieporozumienie ;)
                                  Terapeuta to nie kołcz, terapeuta niczego nie doradza.
                                  Jeśli przyjaźniłbym się z pieciokrotną rozwódka to gdyby opowiadała o swoich doświadczeniach, to słuchałbym jej uważnie, ale nie po to by się dowiedzieć jak prowadzić związek, tylko jakich kobiet unikać ;)
                                  Natomiast przecież to nie znaczy że ona jest wszechstronnie zjebana, może np. mnie zainspiruje jak radzić sobie w sytuacji ciężkiej choroby matki?

                                  > No ale załóżmy, ze spotykasz się z kolegą tak tylko żeby sobie ponarzekać i pob
                                  > iadolić . Nie chcesz żadnej rady. Czy przyjaciel marzy o funkcji tampona emocjo
                                  > nalnego? Robienie z przyjaciela wiadra na emocjonalne pomyje..nooo, dyskusyjna
                                  > sprawa.

                                  Przyjaciej nie pyta, przyjaciel rozumie. Raczej bym się nie przyjaźnił z kimś kto o moich wynurzeniach myśli że to sa pomyje. Ostatnio rozmawiałem z przyjacielem na temat jego teściowej, po pogłebia się w Altzheimerze, a mieszkają w jednym domu. Powoli dochodzi do niego, że lepiej nie będzie a raczej gorzej. Ja trochę jego problemy od innej strony przerabiaęłm, bo ojciec przechodził dwa ciężkie wylewy, więc pewne sprawy od strony neurologicznej sa identycznie "nieprzyjemne". W życiu bym niepomyślał o jego problemie per "pomyje".

                                  > Myślę, ze najlepszym wyjściem, w razie jakiś problemów, byłoby opracowanie włas
                                  > nej strategii i planów. Samodzielne podjęcie decyzji. Sobie powinno się ufać na
                                  > jbardziej, bo samego siebie zna się przecież najlepiej.
                                  > I wtedy dopiero spotkanie z kumplem. On mógłby zauważyć coś co ja przeoczyłam,
                                  > nie dostrzegłam. I to byłoby naprawdę cenne.

                                  Trochę autystycznie do tego podchodzisz :)
                                  Człowiek tak jest skonstruowany, że zwobodna rozmowa uspokaja. Ale jeśli ktos się musi "przygotować" do spotkania z obawy że pojawią się jakieś "trudne" pytania to faktycznie lepiej żeby sam najpierw sprawe przepracował, a nie zawracał innym dupę swoimi humorami ;)

                                  > Ale cokolwiek ten kumpel by nie powiedzial, to nie zmieniłoby mojego samopoczuc
                                  > ia, bo decyzję przecież podjąłam samodzielnie już wcześniej.
                                  > Tak to widzę :-)

                                  Jeśli masz mocno ugruntowane stanowisko, że jedynym źródłem informacji o Tobie jesteś ty sama, to lepiej nie spotykaj się z osobami które chętnie zadają pytanie "a co u Ciebie?"
                                  • zawle Re: a zatem wojna! :) 13.10.21, 07:09
                                    druginudziarz napisał:
                                    > Zaszło nieporozumienie ;)
                                    > Terapeuta to nie kołcz, terapeuta niczego nie doradza.

                                    Nie do końca tak jest. Terapeuta zadaje własciwe pytania, ale czasami może spytać czy ktoś jest ciekawy co on na ten temat myśli, co by zrobił. Gotowość pacjenta daje mu prawo do takich wypowiedzi.


                                    > Jeśli przyjaźniłbym się z pieciokrotną rozwódka to gdyby opowiadała o swoich do
                                    > świadczeniach, to słuchałbym jej uważnie, ale nie po to by się dowiedzieć jak p
                                    > rowadzić związek, tylko jakich kobiet unikać ;)
                                    > Natomiast przecież to nie znaczy że ona jest wszechstronnie zjebana, może np. m
                                    > nie zainspiruje jak radzić sobie w sytuacji ciężkiej choroby matki?

                                    Może też powiedzieć co spowodowało że związki z chłopami przestały być na tyle satysfakcjonujące, że postanowiła wyjść z nich. Inaczej, gdy to ją facet rzuca;). Ale to samo możesz się dowiedzieć od nadal mężatki- tyle że ona jeszcze Ci doradzi jak sobie z tym radzi, co nad to przekłada i co zrobić żeby trwać:))

                                    > Przyjaciej nie pyta, przyjaciel rozumie. Raczej bym się nie przyjaźnił z kimś k
                                    > to o moich wynurzeniach myśli że to sa pomyje.

                                    Pyta, pyta. A prawdziwy przyjaciel zadaje całkiem dobre, aczkolwiek czasami bolesne pytania. Niepytający przyjaciel i tylko rozumiejący to wiadro na pomyje.

                                    Ostatnio rozmawiałem z przyjacie
                                    > lem na temat jego teściowej, po pogłebia się w Altzheimerze, a mieszkają w jedn
                                    > ym domu. Powoli dochodzi do niego, że lepiej nie będzie a raczej gorzej. Ja tro
                                    > chę jego problemy od innej strony przerabiaęłm, bo ojciec przechodził dwa ciężk
                                    > ie wylewy, więc pewne sprawy od strony neurologicznej sa identycznie "nieprzyje
                                    > mne". W życiu bym niepomyślał o jego problemie per "pomyje".

                                    O problemie nie, a o jego reakcji? Światy wartości czasami mamy różne. Ja np raz się bardzo zdziwiłam. Lata znana mi osoba, matka 4 dzieci- mało szczęśliwa matka- ta z tych co niosą krzyż rodzicielstwa, po aborcji w wieku nastolęckim, w okresie płodnym nadal, stwierdziła że kobiety które pozbędą się terminalnie chorego płodu powinny iść siedzieć. Bo ona popełniła błąd i chce innym go zaoszczędzić, bo to grzech, bo jej to nie dotyczy i dlatego że życie jej córek jest ich zyciem i niech się z nim same borykają. Temat niepomyjowy, ale zdanie mojej już byłej znajomej jak najbardziej.


                                    > Trochę autystycznie do tego podchodzisz :)
                                    > Człowiek tak jest skonstruowany, że zwobodna rozmowa uspokaja. Ale jeśli ktos s
                                    > ię musi "przygotować" do spotkania z obawy że pojawią się jakieś "trudne" pytan
                                    > ia to faktycznie lepiej żeby sam najpierw sprawe przepracował, a nie zawracał
                                    > innym dupę swoimi humorami ;)

                                    Inni ludzie są lustrami w których możesz się przejrzeć. Nie tylko autystyczne ale bardzo samotne.
                                  • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 13.10.21, 22:42
                                    druginudziarz napisał:

                                    > Jeśli masz mocno ugruntowane stanowisko, że jedynym źródłem informacji o Tobie
                                    > jesteś ty sama, to lepiej nie spotykaj się z osobami które chętnie zadają pytan
                                    > ie "a co u Ciebie?"

                                    Nie rozumiem o co ci chodzi z tym pytaniem "A co u ciebie". Jaki jest problem w spotkaniu i pytaniu...? :(
                                    • joanna-kossowska Re: a zatem wojna! :) 13.10.21, 23:50
                                      bgz0702 napisała:

                                      > druginudziarz napisał:
                                      >
                                      > > Jeśli masz mocno ugruntowane stanowisko, że jedynym źródłem informacji o
                                      > Tobie
                                      > > jesteś ty sama, to lepiej nie spotykaj się z osobami które chętnie zadają
                                      > pytan
                                      > > ie "a co u Ciebie?"
                                      >
                                      > Nie rozumiem o co ci chodzi z tym pytaniem "A co u ciebie". Jaki jest problem w
                                      > spotkaniu i pytaniu...? :(

                                      To bardzo proste.
                                      Osoby pytające "co u Ciebie", i to jeszcze pytające z prawdziwym, nieudawanym zainteresowaniem, muszą być nieznośnie wkurwiające dla kogoś, kto, jak moja-nie-piękna, w swoim przemądrzałym oświeceniu, wszystko, literalnie wszystko, także, a raczej zwłaszcza na swój temat, wie najlepiej.
                                      Bo jeszcze, co nie daj Boże, nie ograniczyliby się do pytania i do udzielonej łaskawie oświeconej odpowiedzi, ale zechcieli mieć i odważyli się wyrazić na ten temat inną opinię, niż jedynie słuszne, a więc obowiązujące zdanie mojej-nie-pięknej.
                                      Pomogłam? :-)
                                      • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 14.10.21, 12:39
                                        joanna-kossowska napisał(a):

                                        >
                                        > To bardzo proste.
                                        > Osoby pytające "co u Ciebie", i to jeszcze pytające z prawdziwym, nieudawanym z
                                        > ainteresowaniem, muszą być nieznośnie wkurwiające dla kogoś, kto, jak moja-nie-
                                        > piękna, w swoim przemądrzałym oświeceniu, wszystko, literalnie wszystko, także,
                                        > a raczej zwłaszcza na swój temat, wie najlepiej.
                                        > Bo jeszcze, co nie daj Boże, nie ograniczyliby się do pytania i do udzielonej ł
                                        > askawie oświeconej odpowiedzi, ale zechcieli mieć i odważyli się wyrazić na ten
                                        > temat inną opinię, niż jedynie słuszne, a więc obowiązujące zdanie mojej-nie-p
                                        > ięknej.
                                        > Pomogłam? :-)

                                        Ale właśnie osoba o mocnym przekonaniu na temat siebie i źródle wiedzy z wewnątrz płynącej, ma w głębokim poważaniu co inni myślą i widza. Stąd moje pytanie.
                                        • joanna-kossowska Re: a zatem wojna! :) 14.10.21, 14:11
                                          bgz0702 napisała:


                                          > > Bo jeszcze, co nie daj Boże, nie ograniczyliby się do pytania i do udzielonej łaskawie oświeconej odpowiedzi, ale zechcieli mieć i odważyli się wyrazić na ten temat inną opinię, niż jedynie słuszne, a więc obowiązujące zdanie mojej-nie-pięknej.
                                          > > Pomogłam? :-)
                                          >
                                          > Ale właśnie osoba o mocnym przekonaniu na temat siebie i źródle wiedzy z wewnąt
                                          > rz płynącej, ma w głębokim poważaniu co inni myślą i widza. Stąd moje pytanie.

                                          No bo, po co bezczelnie pytają, nieoświeceni jacyś, zamiast w nabożnym milczeniu bić pokłony jedynej w okolicy oświeconej?!? 🤣

                                          • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 14.10.21, 23:33
                                            joanna-kossowska napisał(a):

                                            > bgz0702 napisała:
                                            >
                                            > >
                                            > > Ale właśnie osoba o mocnym przekonaniu na temat siebie i źródle wiedzy z
                                            > wewnąt
                                            > > rz płynącej, ma w głębokim poważaniu co inni myślą i widza. Stąd moje pyt
                                            > anie.
                                            >
                                            > No bo, po co bezczelnie pytają, nieoświeceni jacyś, zamiast w nabożnym milczeni
                                            > u bić pokłony jedynej w okolicy oświeconej?!? 🤣
                                            >
                                            Nie, nie sądzę. Każdy z nas jest utwierdzony w swojej "mocy", bo czas nas utwierdził. Jak coś działa to po co to zmieniać?- jak mówił Marek. Zmieniaja ci u których nie działa, najwidoczniej "to" działa u mabelle. Mnie bawi light, lubię luz, bycie spowolnionym leniem gapiący się w odwrotna stronę niż praca, jeczenie i robienie tego co chce :) I kto mi zabroni? :) A że nie zawsze się da, to inna sprawa. Muszę korygować postawę :)) udaje się tak pół na pol, wiec wchodze w konflikt z sobą... ale staram się o tym nie myśleć:)) nie lubię konfliktów:))
                                            • zawle Re: a zatem wojna! :) 15.10.21, 08:12
                                              bgz0702 napisała:
                                              > Nie, nie sądzę. Każdy z nas jest utwierdzony w swojej "mocy", bo czas nas utwie
                                              > rdził. Jak coś działa to po co to zmieniać?- jak mówił Marek.

                                              Nie sądzę że "działa". Nam się tylko wydaje że działa. Bo sami się z tym dobrze czujemy. Zmiana siebie jest czasami dużo bardziej uciążliwa lub wręcz niemożliwa-rodzimy się z zestawem cech, mamy silnie ugruntowane schematy zachowań- reszta to racjonalizacja, okopywanie się, dopisywanie wartości.

                                              Mnie bawi light, lubię l
                                              > uz, bycie spowolnionym leniem gapiący się w odwrotna stronę niż praca, jeczenie
                                              > i robienie tego co chce :) I kto mi zabroni? :)

                                              Odwrotna strona niż jedzenie i robienie tego co chcę to light? Opowiedz o tym:))


                                              A że nie zawsze się da, to inn
                                              > a sprawa. Muszę korygować postawę :)) udaje się tak pół na pol, wiec wchodze w
                                              > konflikt z sobą... ale staram się o tym nie myśleć:)) nie lubię konfliktów:))

                                              Nigdy takich sytuacji nie odbieram jako wchodzenie z konflikt ze sobą. Raczej rozważania. I poczucie ograniczania przez zewnętrze, w którym muszę się jakoś znależć, podjąć decyzje. Pewnie z tego powodu że nie lubię się ze sobą kłócić i wolę winę przypisać temu co nie moje:))

                                              Wiem o czym mabelle pisze....oddawanie pola i nie wyskakiwanie przed orkiestrę. Tylko że u mnie sie to nie sprawdza. Może dlatego że nikt tego oddanego pola zająć nie zamierza? Albo że zajmuje zbyt opieszale? Albo nie sadzi tam tego, co mi się podoba? Jednym słowem- moje pole, moje decyzje. Ale lubię jak ktoś na to pole zachodzi i jak mi na nim pomaga jak pomocy potrzebuję i o nią proszę lub sam zauważy braki. Wiem jakie są tego konsekwencje, niestety. Niektóre przyjmę na klatę, innych nie mam zamiaru- kończy się czasami rozstaniem.
                                              • joanna-kossowska Re: a zatem wojna! :) 15.10.21, 11:34
                                                zawle napisała:

                                                > Jednym słowem- moje pole, moje decyzje. Ale lubię jak ktoś na to pole zachodzi i jak mi na nim pomaga jak pomocy potrzebuję i o nią proszę lub sam zauważy braki. Wiem jakie są tego konsekwencje, niestety.
                                                >

                                                Człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek. Kropka.
                                                Nie użytkowo, do czegoś, lecz emocjonalnie, do bliskości. Kropka.
                                                Człowiekowi, a nie popierdolonemu guru. Kropka.
                                                Człowiek, a nie ludzie. Kropka.
                                                I tak, to miewa różne, czasem przykre konsekwencje, ale nijak nie wymazuje z człowieka człowieczej potrzeby drugiego człowieka. Kropka.



                                                • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 16.10.21, 16:34
                                                  joanna-kossowska napisał(a):

                                                  > zawle napisała:
                                                  >
                                                  > > Jednym słowem- moje pole, moje decyzje. Ale lubię jak ktoś na to pole zac
                                                  > hodzi i jak mi na nim pomaga jak pomocy potrzebuję i o nią proszę lub sam zauwa
                                                  > ży braki. Wiem jakie są tego konsekwencje, niestety.
                                                  > >
                                                  >
                                                  > Człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek. Kropka.
                                                  > Nie użytkowo, do czegoś, lecz emocjonalnie, do bliskości. Kropka.
                                                  > Człowiekowi, a nie popierdolonemu guru. Kropka.
                                                  > Człowiek, a nie ludzie. Kropka.
                                                  > I tak, to miewa różne, czasem przykre konsekwencje, ale nijak nie wymazuje z cz
                                                  > łowieka człowieczej potrzeby drugiego człowieka. Kropka.
                                                  >
                                                  >
                                                  Dla Mabelle drugi człowiek też jest ważny, przecież pisze o tym. I dokładnie tak jak ty mówisz: "nie użytkowo, lecz emocjonalnie"
                                                  • joanna-kossowska Re: a zatem wojna! :) 16.10.21, 16:48
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > Dla Mabelle drugi człowiek też jest ważny, przecież pisze o tym. I dokładnie tak jak ty mówisz: "nie użytkowo, lecz emocjonalnie"

                                                    Nie rozmawiam o nieobecnych.
                                                    Taką mam zasadę :-)
                                                    Szczególnie, gdy nie mam nic dobrego do powiedzenia.

                                              • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 16.10.21, 16:31
                                                zawle napisała:

                                                > Nie sądzę że "działa". Nam się tylko wydaje że działa. Bo sami się z tym dobrze
                                                > czujemy. Zmiana siebie jest czasami dużo bardziej uciążliwa lub wręcz niemożli
                                                > wa-rodzimy się z zestawem cech, mamy silnie ugruntowane schematy zachowań- resz
                                                > ta to racjonalizacja, okopywanie się, dopisywanie wartości.
                                                >

                                                Czyli tak działa u wszystkich. Mabelle nie jest odosobniona.
                                                Czuje dyskomfort Mabelle kiedy czytam co piszesz i czego wymagasz od siebie i innych, ale różne światy, życia i różne "działa".

                                                > Odwrotna strona niż jedzenie i robienie tego co chcę to light? Opowiedz o tym:)
                                                > )

                                                zawle... proszę...:)

                                                > Nigdy takich sytuacji nie odbieram jako wchodzenie z konflikt ze sobą. Raczej r
                                                > ozważania. I poczucie ograniczania przez zewnętrze, w którym muszę się jakoś zn
                                                > ależć, podjąć decyzje. Pewnie z tego powodu że nie lubię się ze sobą kłócić i w
                                                > olę winę przypisać temu co nie moje:))

                                                ja też nie:) to zart

                                                > Wiem o czym mabelle pisze....oddawanie pola i nie wyskakiwanie przed orkiestrę.
                                                > Tylko że u mnie sie to nie sprawdza. Może dlatego że nikt tego oddanego pola z
                                                > ająć nie zamierza? Albo że zajmuje zbyt opieszale? Albo nie sadzi tam tego, co
                                                > mi się podoba? Jednym słowem- moje pole, moje decyzje. Ale lubię jak ktoś na to
                                                > pole zachodzi i jak mi na nim pomaga jak pomocy potrzebuję i o nią proszę lub
                                                > sam zauważy braki. Wiem jakie są tego konsekwencje, niestety. Niektóre przyjmę
                                                > na klatę, innych nie mam zamiaru- kończy się czasami rozstaniem.

                                                ja podobnie. Tylko ze ja się nie rozstaje. Mówię, ze nie i koniec. Podoba ci się to ok, nie podoba to się rozstań ;) prawdopodobnie się nie podoba, nie raz, ale się nie rozstaje ;) dziwię mu się ;) chyba mu wygodnie ;)) albo mnie lubi...?

                                                W zyciu nie jest tak, ze zawsze musi być po naszemu. Trzeba się przyzwyczaić do tego. Jak mi coś się nie podoba to udaje, ze tego nie widze i nadal robie swoje. A "moje" zalezy od tego czego mi się chce akurat. Lecz nie ejst tak ze lece po trupach. Wlasnym i cudzych. NIe lubie trupow- serce mnie boli. Konflikt mnie męczy. Konflikt wchodzi w gre tylko wtedy kiedy musze ugryzc bo ktos mi wchodzi na glowe, a ja nie rozumiem dlaczego...? To pojedyncze przypadki. Kazdy ma swój swiat. Ja lubie tak jak jest i tak mi się podoba. To "działa". ;) Przyzwyczaiłam się? Moze. Tak czy nie, to nie ma znaczenia. Dobrze mi. To co będę zmieniać?
                                                • zawle Re: a zatem wojna! :) 17.10.21, 00:44
                                                  bgz0702 napisała:
                                                  > ja podobnie. Tylko ze ja się nie rozstaje. Mówię, ze nie i koniec. Podoba ci si
                                                  > ę to ok, nie podoba to się rozstań ;) prawdopodobnie się nie podoba, nie raz, a
                                                  > le się nie rozstaje ;) dziwię mu się ;) chyba mu wygodnie ;)) albo mnie lubi...
                                                  > ?

                                                  Małżeństwo to coś więcej niż związek. Ja nigdy się nie zdecydowałam. Może prosił nie ten z którym chciałam?;)
                                                  A pierwsze małżeństwo to coś więcej niż małżeństwo. Jest wiele wspólnych przestrzeni, dużo inwestycji. Tych unikam po pierwszym małżeństwie. Moja samodzielność to całe moje poczucie bezpieczeństwa. Nie zrezygnuję z tego, bo ciężko na to zapracowałam.

                                                  > W zyciu nie jest tak, ze zawsze musi być po naszemu. Trzeba się przyzwyczaić do
                                                  > tego. Jak mi coś się nie podoba to udaje, ze tego nie widze i nadal robie swoj
                                                  > e. A "moje" zalezy od tego czego mi się chce akurat. Lecz nie ejst tak ze lece
                                                  > po trupach. Wlasnym i cudzych. NIe lubie trupow- serce mnie boli. Konflikt mnie
                                                  > męczy. Konflikt wchodzi w gre tylko wtedy kiedy musze ugryzc bo ktos mi wchodz
                                                  > i na glowe, a ja nie rozumiem dlaczego...? To pojedyncze przypadki. Kazdy ma sw
                                                  > ój swiat. Ja lubie tak jak jest i tak mi się podoba. To "działa". ;) Przyzwycza
                                                  > iłam się? Moze. Tak czy nie, to nie ma znaczenia. Dobrze mi. To co będę zmienia
                                                  > ć?

                                                  Ja lubię konflikty. Zawsze się wtedy czegoś dowiaduję o sobie i innych. Konfliktuję się na samym początku, wtedy tych wielkich konflików mniej. Odchodzę tylko wtedy, gdy nie widzę szansy na poprawę. I nie z powodu spraw błahych. Szkoda mojego czasu...nie wiem ile mi go zostało. Odchodzę gdy jest mi żle- szkoda czasu na umartwianie. Nikt nie jest tego wart. Nikt nie był tak ważny. I oby nigdy nie był- w toksyku już byłam- gorąco, ale jednak nie służy mi.
                                  • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 23.10.21, 15:59
                                    druginudziarz napisał:

                                    > Przyjaciej nie pyta, przyjaciel rozumie. Raczej bym się nie przyjaźnił z kimś k
                                    > to o moich wynurzeniach myśli że to sa pomyje.

                                    Ale oczekujesz Drugi żeby przyjaciel z Tobą empatyzował czy sympatyzował? :-)
                                    Bo zrozumieć Ciebie, jak już ustaliliśmy, przyjaciel nie zawsze może. I nie jest to jego winą, po prostu nigdy w takiej sytuacji jak Ty się nie znalazł, nie przeżył tego co Ty.
                                    Dlatego myślę, że empatyzowac z kimś, to wysłuchać uważnie, ale niekoniecznie w emocje przyjaciela się angażować.
                                    Sympatyzowanie to dokładnie przejęcie emocji drugiego czlowieka. Zauważ, że wiele osób mysli, że jeśli "poczuję to co ty", to jestem empatyczny. No nie bardzo, bo wyobraź sobie, ze bliska osoba wpada w złość, rozpacz, unosi się gniewem. Źle pojęta empatia w takim przypadku musiałaby oznaczac, że płaczesz z tą osobą, wściekasz się, albo rozpaczasz. Tę sytuację często widać w związkach, kiedy jedna strona "empatycznie" przejmuje emocje drugiej strony, w kłótni na przykład. Wtedy np. na złość odpowiada złością.


                                    Ostatnio rozmawiałem z przyjacie
                                    > lem na temat jego teściowej, po pogłebia się w Altzheimerze, a mieszkają w jedn
                                    > ym domu. Powoli dochodzi do niego, że lepiej nie będzie a raczej gorzej. Ja tro
                                    > chę jego problemy od innej strony przerabiaęłm, bo ojciec przechodził dwa ciężk
                                    > ie wylewy, więc pewne sprawy od strony neurologicznej sa identycznie "nieprzyje
                                    > mne". W życiu bym niepomyślał o jego problemie per "pomyje".

                                    To są sprawy ostateczne Drugi, choroba, śmierć, na to nie mamy wpływu. To dotyczy wszystkich ludzi. Ale tak, masz rację, w tych trudnych, nieuchronnych chwilach, przyjaciele najczęściej nam towarzyszą.

                                    > Trochę autystycznie do tego podchodzisz :)
                                    > Człowiek tak jest skonstruowany, że zwobodna rozmowa uspokaja. Ale jeśli ktos s
                                    > ię musi "przygotować" do spotkania z obawy że pojawią się jakieś "trudne" pytan
                                    > ia to faktycznie lepiej żeby sam najpierw sprawe przepracował, a nie zawracał
                                    > innym dupę swoimi humorami ;)

                                    Ja nie napisałam, że istnieje konieczność przygotowania się na rozmowę z przyjacielem :-) To tyczyło sie Twojego stwierdzenia, że każda opinia, każde słowo wyrażone do nas, będzie miało na nas wpływ. Jeśli by tak było, to zafundowalibysmy sobie niezłe wahadło emocjonalne, na przemian ciesząc się i smucąc, zależnie od tego co akurat usłyszeliśmy.


                                    > Jeśli masz mocno ugruntowane stanowisko, że jedynym źródłem informacji o Tobie
                                    > jesteś ty sama, to lepiej nie spotykaj się z osobami które chętnie zadają pytan
                                    > ie "a co u Ciebie?"

                                    :-) Drugi, w ilu życiowych , trudnych sytuacjach się sprawdziłeś ? Przed iloma wyborami stałeś i ile razy wziąłeś na klatę konsekwencje? Ile razy sie sparzyłeś, a ile razy świętowałeś sukces? Podejrzewam, że wiele razy. Więc raczej przy każdej nastepnej, trudnej sytuacji życiowej najpierw siegniesz do swoich wewnętrznych zasobów, do swoich doświadczeń, wiedzy i umiejętności, z nadzieją, że i tym razem sobie poradzisz. A przyjaciel.. super jeśli swoją życzliwą obecnością doda odwagi.
                        • aandzia43 Re: a zatem wojna! :) 14.10.21, 17:09

                          > Dużo lepiej według mnie zejść na ziemię i wejść w kontakt ze sobą. Dokonać roze
                          > znania, którymi z powyższych, znanych z dzieciństwa strategii się kieruję, aby
                          > coś uzyskać.
                          > Wejście w kontakt ze swoimi preferencjami, wartościami, uczy umiejętności samod
                          > zielnego zaspokajania potrzeb, również otaczania się ludźmi, którymi nie manipu
                          > lujemy i którzy nie manipulują nami.

                          Zeszłam na ziemię i weszłam w kontakt ze sobą, rozliczyłam się z dzieciństwem, otrzepalam się z kilku potrzeb i... nadal mam jakieś potrzeby związane z ludźmi. Niekończąca się historia, nie zostanę jaśnie oświeconym joginem pozbawionym nawet potrzeby jedzenia i srania, jedyne co mogę to zyskać jak największą świadomość siebie, swoich potrzeb, możliwości i być uczciwą. Nie manipulować. Czyli jasno wyrażać potrzeby. Na tyle, na ile kumam czacze czyli znam siebie ;-)
              • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 10.10.21, 23:29
                mabelle2000 napisała:

                > druginudziarz napisał:
                >
                >
                > > No, ale Zachód jest też pełen śniadych dżentelmenów, którzy przybyli tu b
                > ez kob
                > > iet. W zasadzie zrobili to dla swojego społeczeństwa, co życzyłbym Polsc
                > e - zw
                > > iększyli proporcję kobiet do mężczyzn. Wprawdzie jednocześnie zmniejszyli
                > tę pr
                > > oporcję na Zachodzie, ale to problem zachodnich mężczyzn, tym się nie za
                > jmujmy
                > > :)
                >
                > Jak powszechnie wiadomo- kobiety wolą być same niż wiązać się z gnuśnym nierobe
                > m.

                Ja bym szukał nie-gnuśnego roba, ale każdy ma taki wybór na jaki go stać.
                Zresztą, ja Ci powiem, taki kot, to niby jest jakiś pracowity? czytałem że koszt mięsiecznej obsługi to 500-1.000 zł :o A mówi się, ze mężczyźni kase na głupoty wadają,

                > Że niby im wiecej kobiet - tym większy wybór? :-) Obawiam się że to jednak kobi
                > ety wybierają, więc to one decydują. A w ich przekonaniu duża część mężczyzn do
                > związku się nie nadaje. Do partnerskiego związku.

                Owszem, owszem, ale wykonaj jaki eksperyment myślowy, w miasteczku jest 500 młodych mężczyzn i 1000 młodych kobiet. No to jakie ma znaczenie w takiej sytuacji jak i kogo kobieta wybiera?
            • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 17:48
              druginudziarz napisał:

              > No, ale Zachód jest też pełen śniadych dżentelmenów, którzy przybyli tu bez kob
              > iet.

              Fajnie brzmi ;)

              Ale może przybyli pierwsi żeby potem rodzinę i przyjaciół ściągnąć? Cholera wie. Ludzie jak to ludzie, każdy ma swój plan. Śniady dzentelmen- ze smutkiem stwierdzam, nie jest dobra partia dla Europejki. Może pobzykac ale mąż będzie z "wyższej półki"... Zwyczajnie dlatego że problemów, ogona, kamieni na grzbiecie prawie nikt nie lubi. A facet jak to facet aby był seksi w długiej perspektywie musi być ogarnięty lub przydatny- niestety. A to trudne dla dżentelmena obcokrajowca o śniadej cerze, bez dobrej pracy, perspektyw, innowiercy wychowanego w innej "kulturze masowej" :) Tak że jeśli zbiorą jakieś żniwa to w obrębie swojej kultury prawdopodobnie.

              W zasadzie zrobili to dla swojego społeczeństwa, co życzyłbym Polsce - zw
              > iększyli proporcję kobiet do mężczyzn. Wprawdzie jednocześnie zmniejszyli tę pr
              > oporcję na Zachodzie, ale to problem zachodnich mężczyzn, tym się nie zajmujmy
              > :)
              >

          • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 11:34
            bgz0702 napisała:

            > Drugi, ale jaki problem? Proszę ściągać. "Zachód" jest pełen Polek i innych obc
            > ych nacji, dlaczego niby Polska nie może być pełna Ukrainek czy Afrykanek. Pros
            > zę się żenić i nie pytać o zgodę.

            Też tak uważam. Jeśli niemożliwe jest stworzenie związku z osobą rowną sobie, to należy wrócić do korzeni, czyli starego, dobrego handlu.
            • zawle Re: a zatem wojna! :) 06.10.21, 12:03
              mabelle2000 napisała:
              > Też tak uważam. Jeśli niemożliwe jest stworzenie związku z osobą rowną sobie, t
              > o należy wrócić do korzeni, czyli starego, dobrego handlu.

              Stary dobry handel odbywa się w każdym związku. Jednak można być silniejszą stroną w negocjajach, równą stroną w negocjajach lub słabszą stroną w negocjajach. Nie zgadzam się co do istoty partnerstwa niby polegajacej na tym, że nikt nic od siebie nie chce. Skoro w związku nie dostaję wsparcia, bycia razem ( wolny czas), profitów, to nie jest to żaden związek, tylko ładne ruchanko z miłym ruchankowym klimatem ( se pogadamy po). Każda relacja ma swoje prawa i musi spełnić określone wymagania ( zabepieczenie potrzeb tej konkretnej osoby). Nie dziwi mnie że ludzie szukają w związkach tego co mogą im dać tylko inni ludzie ( wspólnie spędzony czas, wsparcie, pomoc, głaski). Nie znam osoby która zabepiecza to sobie całkowicie sama i nie potrzebuje tego od innych osób. Więc szuka się tego wśród najbliższych- rodzina, partnerzy, dzieci, przyjaciele.
              • joanna-kossowska Re: a zatem wojna! :) 06.10.21, 12:39
                zawle napisała:

                > Nie znam osoby która zabepiecza to sobie całkowicie sama i nie potrzebuje tego od innych osób. Więc szuka się tego wśród najbliższych- rodzina, partnerzy, dzieci, przyjaciele.
                >

                No naprawdę... To bardzo brzydko tak się wypierać znajomości z moją-nie-piękną! 🤣🤣🤣

              • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 06.10.21, 12:46
                zawle napisała:

                > Stary dobry handel odbywa się w każdym związku.

                Nie, nie w każdym.
                Jeżeli ktoś jest w pełni szczęśliwy bez związku, to wiążąc się z kimś, wchodząc w związek, dostaje tylko (albo aż) wisienkę na torcie, jakiś bonus, luksus, miły dodatek.
                Więc nie musi handlować i wszelkimi sposobami wyłudzać czegoś czego sam nie ma, a co jest mu niezbędne do szczęścia.
                Jaśniej już się nie da wytłumaczyć.

                Jednak można być silniejszą str
                > oną w negocjajach, równą stroną w negocjajach lub słabszą stroną w negocjajach.
                >


                To co opisujesz to spółka handlowa, a nie związek.

                Nie zgadzam się co do istoty partnerstwa niby polegajacej na tym, że nikt nic
                > od siebie nie chce. Skoro w związku nie dostaję wsparcia, bycia razem ( wolny c
                > zas), profitów, to nie jest to żaden związek, tylko ładne ruchanko z miłym ruch
                > ankowym klimatem ( se pogadamy po). Każda relacja ma swoje prawa i musi spełnić
                > określone wymagania ( zabepieczenie potrzeb tej konkretnej osoby). Nie dziwi m
                > nie że ludzie szukają w związkach tego co mogą im dać tylko inni ludzie ( wspól
                > nie spędzony czas, wsparcie, pomoc, głaski). Nie znam osoby która zabepiecza to
                > sobie całkowicie sama i nie potrzebuje tego od innych osób. Więc szuka się teg
                > o wśród najbliższych- rodzina, partnerzy, dzieci, przyjaciele.

                Żadna relacja nie będzie jak piszesz "spełniać określonych wymagan", ponieważ drugi człowiek nie jest maszynką do spełniania moich wymagań.
                Ale pocieszę Cię, nie ma obowiązku wchodzić w relacje, które nam nie pasują. Nie ma też obowiązku brać rzeczy, ktore nie są nam do niczego potrzebne, nie trzeba również dawać "prezentów", ktorych nikt od nas nie oczekuje. W ogóle życie w nadziei, że jak "zainwestuję" to coś dostanę, mija się z ideą szczęśliwego związku. Według mnie. Ty możesz mieć inne zdanie, nie przeszkadza mi to.



                • obrotowy a zwiazek to co to ? 06.10.21, 15:25
                  mabelle2000 napisała:
                  To co opisujesz to spółka handlowa, a nie związek.


                  a staly zwiazek to co to - jak nie spolka handlowa ?

                  (oczywiscie przemijam przelotne uniesienia...)
                • zawle Re: a zatem wojna! :) 06.10.21, 15:47
                  mabelle2000 napisała:
                  > Nie, nie w każdym.
                  > Jeżeli ktoś jest w pełni szczęśliwy bez związku, to wiążąc się z kimś, wchodząc
                  > w związek, dostaje tylko (albo aż) wisienkę na torcie, jakiś bonus, luksus, mi
                  > ły dodatek.

                  Raz..jesli ktoś jest w pełni szczęsliwy w jakikolwiek sposób, to chyba zwiększa sobie dawki opiatów. Dwa....każdy jest w wielu związkach. Z rodziną, dziećmi, przyjaciółmi, płcią przeciwną/tą samą. Związki romantyczne są jednym z wielu związków. I w stosunku do każdego ma się wymagania. Przyjaciele stają się nimi gdy się sprawdzą jako przyjaciele. Chłop staje się chłopem osobistym gdy się sprawdzi jako chłop. Oczywiście można polemizować czy moim chłopem jest nadal ktoś z kim nie byłam w łóżku 7 lat;)


                  > Więc nie musi handlować i wszelkimi sposobami wyłudzać czegoś czego sam nie ma,
                  > a co jest mu niezbędne do szczęścia.
                  > Jaśniej już się nie da wytłumaczyć.

                  Bo sa różne poziomy handlu mabelle. Ty preferujesz taki z ery zbieraczo-łowieckiej:)) Inni są już ma poziomie bitcoinów. Mnie tam ryba, jeśli cena uczciwa i żadnych ukrytych wad tudzież w umowie nie ma;)
                  Ja rozumiem że dla Ciebie ludzie dzielą się na wyłudzaczy, histeryków, szantażystów i nieporanych życiowo i psychicznie oraz tych wyzwolonych z doczesnych pragnień, samowystarczalnych i lubiących wiesienki:))
                  Większość ludzi należy jednak do tej kategorii której zdajesz się nie zauważać. Mających swoje potrzeby i wymagania, świadomych swoich potrzeb i wymagań, umiejących sygnalizować swoje potrzeby i wymagania i dbających o to, żeby sobie zabepieczyć potrzeby i wymagania. Tu nie ma miejsca na histeryków i tropicieli wiesienek. Prościej nie umiem. Chocież może się da;))

                  > To co opisujesz to spółka handlowa, a nie związek.

                  To co opisuję to pozycja w związku. I tu każdy lubi coś innego. Ty równy z równym. Ktoś inny jako silniejszy ze słabszym a jeszcze inny jako słabszy z silniejszym.

                  > Żadna relacja nie będzie jak piszesz "spełniać określonych wymagan", ponieważ
                  > drugi człowiek nie jest maszynką do spełniania moich wymagań.

                  Każda relacja spełnia lub nie moje wymagania. Daję sobie prawo, jako osoba samoświadoma, żeby je mieć. Żaden człowiek może je spełniać lub nie. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

                  > Ale pocieszę Cię, nie ma obowiązku wchodzić w relacje, które nam nie pasują. Ni
                  > e ma też obowiązku brać rzeczy, ktore nie są nam do niczego potrzebne, nie trze
                  > ba również dawać "prezentów", ktorych nikt od nas nie oczekuje. W ogóle życie w
                  > nadziei, że jak "zainwestuję" to coś dostanę, mija się z ideą szczęśliwego zwi
                  > ązku. Według mnie. Ty możesz mieć inne zdanie, nie przeszkadza mi to.

                  To w ogóle mnie nie pociesza. Bo to żadne odkrycie. I moje czy Twoje zdanie nie ma tu nic do rzeczy.
                  • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 06.10.21, 19:00
                    zawle napisała:


                    > Większość ludzi należy jednak do tej kategorii której zdajesz się nie zauważać.
                    > Mających swoje potrzeby i wymagania, świadomych swoich potrzeb i wymagań, umie
                    > jących sygnalizować swoje potrzeby i wymagania i dbających o to, żeby sobie zab
                    > epieczyć potrzeby i wymagania. Tu nie ma miejsca na histeryków i tropicieli wie
                    > sienek. Prościej nie umiem. Chocież może się da;))


                    No i jaki efekt? Połowa małżeństw się rozpada, reszta też w większości szczęśliwa nie jest.
                    Za powód rozwodu najczęściej podają tzw "niezgodność charakterów ", co w tłumaczeniu oznacza dokładnie "ten głupi chuj/ta tępa dzida nie spełnia moich potrzeb".
                    Ale oczywiście można upierać się przy czymś co efektów nie daje. Wolna wola :-)
                    • zawle Re: a zatem wojna! :) 06.10.21, 20:00
                      mabelle2000 napisała:
                      > No i jaki efekt? Połowa małżeństw się rozpada, reszta też w większości szczęśli
                      > wa nie jest.

                      A co to znaczy...rozpadnięte małżeństwo? Rozwód? Rozwodzą się bo mogą. Kiedyś nie mogli, to siedzieli znienawidzeni w jednej chałupie albo jedno tu a drugie gdzieś indziej. Myślisz że coś się bardzo zmieniło w tym temacie poza możliwościami?


                      > Za powód rozwodu najczęściej podają tzw "niezgodność charakterów ", co w tłumac
                      > zeniu oznacza dokładnie "ten głupi chuj/ta tępa dzida nie spełnia moich potrzeb
                      > ".

                      Wszyscy sobie tą niezgodnością charakterów gęby wycierają:))

                      > Ale oczywiście można upierać się przy czymś co efektów nie daje. Wolna wola :-)

                      Jak wyglądałby w praniu Twój świat? Bo ja go sobie nie wyobrażam inaczej niż jako pustelników żrących korzonki i zajmujących się nirwaną:)
    • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 04.10.21, 17:53
      druginudziarz napisał:

      > Coś martwo tu się znów zrobiło :)
      > A nic tak nie pobudza do życia jak wojna.
      > A jeśli wojna, to nie ma lepszej dla tego forum, niż wojna płci :)


      wojna? a o co? o fakty? ;)
      • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 00:23
        bgz0702 napisała:

        > druginudziarz napisał:
        >
        > > Coś martwo tu się znów zrobiło :)
        > > A nic tak nie pobudza do życia jak wojna.
        > > A jeśli wojna, to nie ma lepszej dla tego forum, niż wojna płci :)
        >
        >
        > wojna? a o co? o fakty? ;)

        Taka najlepsza! :)
        Zresztą fakty bardzo fajnie można wymanewrować za pomocą semantyki. Dodajesz dodatkowe punkty na rekrutacji kobietom, i mówisz że to nie jest dyskryminacja mężczyzn tylko "wyrównywanie szans" :D
        pzdr.
        • mabelle2000 Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 11:20
          druginudziarz napisał:

          > Zresztą fakty bardzo fajnie można wymanewrować za pomocą semantyki. Dodajesz do
          > datkowe punkty na rekrutacji kobietom, i mówisz że to nie jest dyskryminacja mę
          > żczyzn tylko "wyrównywanie szans" :D
          > pzdr.

          A na jakich kierunkach te punkty Drugi?
          Na większości technicznych zawsze są wolne miejsca. Nawet gdyby kobietom dali premie/bonus/talon na balon, to przecież mężczyźni i tak nie są zainteresowani.
          • obrotowy co tam techniczki... 21.10.21, 14:50
            mabelle2000 napisała:
            ...to przecież mężczyźni i tak nie są zainteresowani. - nimi ?


            ale co tam "techniczki"...

            poznalem kiedys matematyczke po UW.

            - skaranie Boskie.

            komputer, a nie kobieta.
            • bgz0702 Re: co tam techniczki... 22.10.21, 23:13
              obrotowy napisał:

              > mabelle2000 napisała:
              > ...to przecież mężczyźni i tak nie są zainteresowani. - nimi ?
              >
              >
              > ale co tam "techniczki"...
              >
              > poznalem kiedys matematyczke po UW.
              >
              > - skaranie Boskie.
              >
              > komputer, a nie kobieta.

              Dziewczyna informatyka :)
            • mabelle2000 Re: co tam techniczki... 23.10.21, 14:56
              obrotowy napisał:

              > mabelle2000 napisała:
              > ...to przecież mężczyźni i tak nie są zainteresowani. - nimi ?
              >

              Nie są zainteresowani studiami na tych kierunkach. Tłoku nie ma, każdy chętny się dostanie. Gdyby miały być przyznawane kobietom dodatkowe punkty, to o dyskryminacji mężczyzn można by mówić gdyby wprowadzono je na medycynie, weterynarii, stomatologii, psychologii, farmacji i prawie.

        • bgz0702 Re: a zatem wojna! :) 05.10.21, 17:31
          druginudziarz napisał:

          > bgz0702 napisała:
          >
          > > druginudziarz napisał:
          > >
          > > > Coś martwo tu się znów zrobiło :)
          > > > A nic tak nie pobudza do życia jak wojna.
          > > > A jeśli wojna, to nie ma lepszej dla tego forum, niż wojna płci :)
          > >
          > >
          > > wojna? a o co? o fakty? ;)
          >
          > Taka najlepsza! :)
          > Zresztą fakty bardzo fajnie można wymanewrować za pomocą semantyki. Dodajesz do
          > datkowe punkty na rekrutacji kobietom, i mówisz że to nie jest dyskryminacja mę
          > żczyzn tylko "wyrównywanie szans" :D
          > pzdr.

          :) cudowne! Laską być. A gdzie takie pkty dają?
          • druginudziarz Re: a zatem wojna! :) 11.10.21, 00:15
            bgz0702 napisała:

            >> > Taka najlepsza! :)
            > > Zresztą fakty bardzo fajnie można wymanewrować za pomocą semantyki. Dodaj
            > esz do
            > > datkowe punkty na rekrutacji kobietom, i mówisz że to nie jest dyskrymina
            > cja mę
            > > żczyzn tylko "wyrównywanie szans" :D
            > > pzdr.
            >
            > :) cudowne! Laską być. A gdzie takie pkty dają?

            Tu, i tam, w zasadzie to już nikogo nie dziwi :/
            forsal.pl/artykuly/771848,dyskryminacja-plciowa-wystarczy-byc-kobieta-by-dostac-dodatkowe-punkty.html
            www.donald.pl/artykuly/tQgfoLya/dodatkowe-punkty-w-programie-unijnym-nauki-programowania-bycie-kobieta-jak-bycie-inwalida
            www.dziennikwschodni.pl/lublin/kandydaci-na-studia-maja-tyle-samo-punktow-umcs-przyjmie-kobiete-jak-tlumaczy-sie-uczelnia,n,1000205192.html
            www.bialystokonline.pl/dyskryminacja-mezczyzn-na-politechnice-bialostockiej-kobiety-dostawaly-punkt-za-plec,artykul,120881,1,1.html
            • bgz0702 Re: ano tak... 22.10.21, 23:12
              obrotowy napisał:

              > bgz0702 napisała:
              > > :) cudowne! Laską być. A gdzie takie pkty dają?
              >
              > IT - Uniwersytet Lubelski.

              Jakie efekty? Więcej kobiet?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka