A jezeli facet nie ma ochoty na sex?

26.11.04, 19:47
u mnie jest zupelnie odwrotnie... on nie ma ochoty na sex, staram sie to
zrozumiec, bo ma teraz ciezki czas w pracy itd. ale to trwa juz prawie rok...
to ja jestem strona zachecajaca wciaz i nie czuje sie z tym najlepiej... caly
czas sie zastanawiam czy moze wina lezy po mojej stronie, moze juz jestem
malo atrakcyjna?? kurcze mam dopiero 32 lata i niezle wygladam... w czym
problem? juz mi glupio sie przy nim rozbierac, nie mowiac o dotykaniu go...
    • anula36 Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 26.11.04, 20:12
      nie jestes tu pierwsza z takim probelem,wystarczy przejrzec forum
    • xapur Skąd się biorą takie dziwaki? 27.11.04, 08:23
      Mnie się nie zdarzyło nie mieć stąd nijak tego nie pojmuję. :)
      Wstydzisz się rozbierać przy swoim mężu? A cóż to - egzamin? Daję ci zaocznie
      5. :)
      • thistle Re: Skąd się biorą takie dziwaki? 27.11.04, 13:01
        xapur, ty poprostu jesteś The Average Man ;)
      • anula36 Re: Skąd się biorą takie dziwaki? 27.11.04, 13:23
        sluchaj chlopie- to ze tobie sie nei zdazylo i nie zycze ci zeby sie zdazylo-
        nie znaczy ze nie zdaza sie innym.czy mozesz mi powiedziec co twoje komentarze
        nt wlasnych mozliwosci w otoczeniu niemilych odzywek pod adresem innych wnosi
        kontruktywnego do dyskusji?
        • xapur Głównie do anuli36, ale także myślących podobnie 27.11.04, 17:16
          anula36 napisała:
          "czy mozesz mi powiedziec co twoje komentarze nt wlasnych mozliwosci w
          otoczeniu niemilych odzywek pod adresem innych wnosi kontruktywnego do
          dyskusji?"
          Po pierwsze - nic już więcej o moich możliwościach (czytając wypowiedzi o kimś
          tam staram się wczuć w jego sytuację - nie wychodzi mi to w przypadku facetów
          nie mających ochoty na seks ze swoją żoną - stąd taki komentarz odnośnie "moich
          możliwości" - ale na tym koniec)
          Po drugie - te niemiłe odzywki to które i do kogo? O dziwakach? Zaczynam się
          czuć jak w sytuacji dąsów lubej - coś nie gra, a ja jak zwykle nie wiem
          dlaczego i czym zawiniłem.
          Po trzecie - to czy wnoszę coś konstruktywnego do dyskusji jest dość
          subiektywnym odczuciem. Czy twoim zdaniem nie powinna tego oceniać osoba do
          której kierowałem wypowiedź? Poza tym gdzie jest powiedziane, że trzeba wnosić
          coś konstruktywnego, by móc się wypowiadać? Jeśli przeoczyłem ten punkt w
          regulaminie to zwracam honor. A jeśli nie - nikt ci nie każe czytać.
          • anula36 Re: Głównie do anuli36, ale także myślących podob 27.11.04, 18:08
            niemile odzywki cytuje "skad sie biora takie dziwaki" Jakos nei jestem stanie
            uznac nazwy "dziwak" ża wyraz sympatii do kogokolwiek.
            Nieczym nei zawinieles i nei w tej konwencji pisze- mnei sie to nei podoba i
            tyle.
            Niestety admin musi czytac wszystko czy ma na to ochte czy nie- na tym jego
            rola polega.Komentowac wiecej nei bede- bo sensu to nie ma.
            Wszelkie polemiki maja sens w przypadku ronoleglosci myslenia,my myslimy raczej
            prostopadle.
            • xapur Do anuli36. 29.11.04, 15:12
              Przepraszam - zapomniałem, że jesteś adminem i musisz czytać wszystko.
              Niestety w pewnym sensie muszę się z tobą zgodzić (piszę niestety, bo nie
              cierpię się zgadzać z innymi, a już co gorsza przyznawać się do błędu) co do
              niemiłego wydźwięku słowa "dziwak". Ale tylko w pewnym sensie. Dlatego, że
              użyłem go jedynie dla podkreślenia mojego zdziwienia postawą ludzi, którzy nie
              potrafią wykrzesać z siebie choć odrobiny dobrej woli by zadowolić partnera,
              którego przecież sami sobie wybrali. Przy czym słowo "zadowolić" rozszerzam na
              wszystkie dziedziny życia (żeby nie było niedomówień).

              "Wszelkie polemiki maja sens w przypadku ronoleglosci myslenia,my myslimy raczej
              prostopadle."
              Faktycznie - co do tej kwestii nasze zdania się rozmijają. Bowiem wydaje mi
              się, iż w przypadku jak to określiłaś "równoległości myślenia" trudno
              polemizować. Przecież występuje brak sporu. Nie jestem dobry z retoryki ale
              piszę to co myślę. Chyba, że źle zrozumiałem twoją myśl.
              • iwosia do xapura 29.11.04, 21:00
                A co jęsli ta osoba nie chce, by ją zadowalac, (tutaj mówie akurat o sexie).
                Nie chce, nie ma ochoty i już! Ty chcesz, on/ona nie. Nie pisz, żeby
                porozmawiać, bo rozmowa na tena temat jest często.
              • anula36 Re: Do anuli36. 29.11.04, 21:23
                hehe tez nie lubie sie zgadzac.
                Ale tym razem do bitki na miecze swietlne mysle nie dojdzie;)
                Byc moze troche brak ci empatii a moze po prostu miales szczescie w zyciunei
                byc dotkniety niczyja obojetnoscia.
                Nie zycze ci tego w kazdym razie.
      • ewelinaa3 Re: Skąd się biorą takie dziwaki? 27.11.04, 17:43
        dzieki xapur... choc chyba nie w tym problem...
    • sloggi Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 27.11.04, 13:35
      To nie jest takie proste, nie jestem psychologiem, ale przyczyn może być wiele.
      Od najbanalniejszej, że kogoś ma, po poważniejsze sprawy o podłożu psychicznym.

      Czy powiedziałaś mu prosto w oczy, że brakuje Ci seksu? Może właśnie taki sposób
      spowoduje, że Twoje potrzeby do niego trafią?
      • ewelinaa3 Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 27.11.04, 17:04
        nie ma nikogo... to wiem napewno (choc pewnosci nie mozna miec nigdy;), nie raz
        o tym mowilam, ale nie problem we mnie raczej... mysle, ze jest to spowodowane
        tym, ze ostatnio nie moze znalezc pracy, poza tym problemy z byla kobieta z
        ktora ma dziecko (tzw. wpadka)... staram sie rozumiec, choc to cholernie
        trudne... mam nadzieje, ze to nie jest strach przed moja ciaza... juz sama nie
        wiem
        • anula36 Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 27.11.04, 17:10
          oj moze byc. Skoro raz zaliczyl wpadke to mzoe sie boi teraz. Zabezpieczacie
          sie skutecznie?
          Poza tym to o czym piszesz,problemy w pracy matka dziecka -daj mu sie z tym
          uporac.
          A jesli problem bedzie sie przedluzal- pogadac koniecznie.
          • ewelinaa3 Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 27.11.04, 17:40
            jestem cierpliwa anulo, naprawde... zabezpieczamy sie jak najbardziej
            skutecznie, mamy do siebie zaufanie... mam nadzieje, ze wkrotce posucha minie,
            bo czasem wydaje mi sie, ze moze nie jestem dla niego atrakcyjna, albo co...
            brak chemii? poczekam...
            • anula36 Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 27.11.04, 22:30
              hmmm brak chemii?
              A byla wczesniej? JAk zawsze kiedy nei wiadomo o co chodzi - ciezko sie
              domyslac. MOze od razu pogadaj:)
    • iwosia U mnie to samo 27.11.04, 20:49
      Dokładnie, z tym, że mój mąż nie ma takich przejść, jak Twój, co stawia mój
      problem na jeszcze gorszej pozycji. Jet między dobrze, dogadujemy się, ale to
      ja od dłuuuugiego czasu jestem stroną inicjującą sex. est mi już tak głupio, że
      poddałam się, nie robię już nic w tym kierunku, "dobranoc" i koniec. A on
      nic. :-(
      długi czas próbowalam zachecać go, ale przecież nie tak powinno być!! Z tego ,c
      owiem, to ja mam normalne potrzeby, nie muszę mieć sexu codziennie, ochota na
      sex u mnie, jest taka, jaka być powinna w tym wieku. Natomiast jesli o niego
      chodzi, to nie wiem, ale... czy on tego naprawde nie potrzebuje!!??
      Rozmawialismy otym setki razy, mówił, że nie wiem czemu tak jest, że po prostu
      nie ma ochoty i już!! Ale do mnie to "i już" nie przemawia!! Nie chcę juz
      pierwsza zaczynać, bo czuję się, jakbym była żebrakiem. On zna moje potrzeby,
      ale nic to nie zmienia. Nawet gdyby chcial to robic tylko dla mnie, nie
      zgodzilabym się, bo przeciez nie o to chodzi!! Oboje jestesmy w takim wieku, że
      powinnismy kochać się co drugi dzień (żartobliwie troch mówię!), a w
      rzeczywistości jest raz-dwa razy na 2 tygodnie!! Nie tak być powinno!! Jesteśmy
      ze sobą (od początku naszego związku prawie 8 lat. Jeśli już teraz tak jest, to
      co będzie za 2 lata, 3...??????????????
      • ewelinaa3 Re: U mnie to samo 27.11.04, 21:44
        nie wiem co moze byc... ja mojemu zaproponowalam pojscie do psychologa i nawet
        sie zgodzil, zobaczymy... nie wiem co Twoj by na to powiedzial?;) zastanawiam
        sie w ogole czy moj przypadkiem nie przechodzi kryzysu wieku sredniego, ale to
        chyba za wczesnie? ma 37 lat, ja 32...
        • iwosia Re: U mnie to samo 27.11.04, 21:55
          Wydaje mi się, że to kwestia tego, jak długo jesteście razem, albo jak długo
          już uprawiacie sex tylko ze sobą, (tak zakładam, że tylko ze sobą). Dla mnie
          jedynym logicznym wytłumaczeniem jest to, że kochanie się cały czas z jedną i
          tą samą osobą, powoduje, że ona już nie jest taka pociągająca i podniecająca
          jak kiedyś. To bardzo przykre, ale to chyba o to chodzi. To, co się miało stać,
          już sie stało, rybka złowiona, więc pora na następną, bo radość ze złowinienia
          tej szybko mija... :-(
          • scriptus Re: U mnie to samo 28.11.04, 06:31
            Oj , cytuję, skąd się biorą te k...wa dziwaki
            dzieciaczki, to nie jest normalne ........:)
            cztery dni i jest znowu po...bane... ;(((((

            prędzej się pochrzaniło, niż sięs podziewałem







            głupi scriptus
            wymyślił sobie szczęście
            ;(


            • anula36 Re: U mnie to samo 28.11.04, 10:54
              czyzby znow wizja rozwodu?
              • iwosia rozwód przez brak sexu 28.11.04, 18:06
                Nie biorę takiej możliwości pod uwagę, bo wierzę, że jest dużo innych warunków
                do spełnienia, żeby podjąć decyzję o rozwodzie. Nie wiem, czym się skończy taka
                sytuacja, ale nie sądzę by rozwodem, chyba, że to wpłynie na inne sfery naszego
                związku, bo z braku sexu wynikają nie tylko problemy z niezaspokojeniem
                potrzeb. Jest zazdrość, brak wiary w siebie, niskie poczucie kobiecości, a stąd
                już blisko do kłótni, które w konsekencji już mało mają wspólnego z samym sexem.
                • anula36 Re: rozwód przez brak sexu 28.11.04, 18:09
                  to bylo stricte do Scriptusa:)
                • xapur I właśnie tu jest pies pogrzebany. 30.11.04, 15:34
                  Uważam, że sex jest dopełnieniem miłości. Stąd wynika jego ważna rola w
                  związku. Na twoim przykładzie widać, iż problemy w tym względzie przekładają
                  się na pozostałe elementy współżycia.
                  Napisałaś powyżej, bym nie proponował ci rozmawiania, bo to już próbowałaś i
                  dalej nici. No dobra, ale w takim razie co? Kochanek? Chyba bez sensu, skoro
                  męża kochasz i poza seksem jest OK. Może wizyta u specjalisty? Jak się nie
                  zgodzi, pójdź sama. Może dostaniesz jakieś rady lub środki na uaktywnienie
                  męża. Poza tym będę uparty, lecz dodam - powiedz mężowi, że dla ciebie sfera
                  seksualna jest bardzo istotna i chciałabyś by chociaż postarał się cię
                  zadowolić. Myślę, że jeśli kocha zrobi to bez wahania. Czyż nie na tym polega
                  miłość, że pragniemy szczęścia ukochanej/ego?
                  Sukces nie jest gwarantowany, ale już sam fakt "postarania się" będzie dużym
                  krokiem naprzód - prawda?
            • xapur Nie dramatyzuj. Może chwilowa niedyspozycja. 30.11.04, 15:35
              Każdemu zdarzają się kiepskie dni. Uśmiechnij się i próbuj dalej. Pozdrawiam.
              • iwosia Re: Nie dramatyzuj. Może chwilowa niedyspozycja. 30.11.04, 20:20
                Ta "chwilowa niedyspozycja" trwa już chyba ze 2 lata, (jak nie dłużej)!!
                Mogłabym go poprosić o to, ale nie cchę. Nie chcę prosić, błagać, żebrać - a
                tak własnie bym się czuła. Wiem, ż on by to oczywiście dl mnie zrobil, ale dla
                mnie żadna to pociecha. Bo nie chodzi mi to, że ja potrzebuję samego zbliżenia,
                że moje potrzeby sexualne są niezaspokojone. Co prawda, może i nie sa, lae nie
                to sie tu rozchodzi!! Mówię raczej o samej świadomoci, ze on na to nie ma
                ochoty. Pozbawia mnie w ten sposób wiary w siebie, poczucia kobiecości i zmusza
                do myślenia, że coś ze mną jest nie tak!! Nie o sam sex mi chodzi, broń boże!!
                Najbardziej o sam fakt, że "powinien chcieć", a nie chce!! I nie wiem
                dlaczego?? Kobieta, ktora jest adorowana, która wie, że pociąga czuje się
                spełniona w jakiś sposób; wie, że wzbudza pożądanie, to jej pochlebia, to ją
                łechce :-)
                A kobieta, która tego nie doświacza - cierpi, bo nie wie, co robi nie tak, w
                czym jest zła, co ma w sobie takiego, że mężczyźnie sex nawet po głowie nie
                przejdzie, gdy na nią patrzy.( No i dochodzi tu wątek zdrady; przypuszczenia,
                zanikanie zaufania, podejrzenia, wizje... to wszystko odbija się na związku!!)
                • xapur Do Iwosi. 01.12.04, 17:58
                  Z tym "nie dramatyzuj" to zwracałem się do Scriptusa. :)
                  Piszesz:
                  "Bo nie chodzi mi to, że ja potrzebuję samego zbliżenia,
                  że moje potrzeby sexualne są niezaspokojone. Co prawda, może i nie sa, lae nie
                  to sie tu rozchodzi!! Mówię raczej o samej świadomoci, ze on na to nie ma
                  ochoty. Pozbawia mnie w ten sposób wiary w siebie, poczucia kobiecości i zmusza
                  do myślenia, że coś ze mną jest nie tak"

                  Tak jak przypuszczałem problemy z seksem mają głębsze podłoże. Nie wiem co
                  poradzić na taki brak zainteresowania ze strony męża. Może wypróbuj
                  metodę "inwestycji w siebie". Kup sobie coś nowego, może zmiana wizerunku - tak
                  by inni faceci się za tobą oglądali. Samopoczucie na pewno ci się poprawi. A
                  być może mężuś się obudzi, zazdrość go zakłuje. Na początek przynajmniej się
                  dowartościujesz. Co potem? Zobaczymy.
                  • iwosia do xapura 01.12.04, 23:06
                    Rzecz w tym, że facetom sie podobam, nie jestem brzydka!! Moje poczucie własnej
                    wartości jest duże na codzień, bo widzę spojrzenia innych facetów, wiem, że ich
                    przyciągam - może urodą, (na pewno w pewnym stopniu też), sposobem bycia, i to
                    jest o.k., lubię to. ale nie ma takich reakcji ze strony mojego męża!!!! Poza
                    tym on niejednokrotnie widzi te spojrzenia i uśmiechy facetów, (czasem nawet
                    prowokuję je specjalnie, ale ćććśś), ale jego to w ogóle nie rusza! Gdy
                    rozmawiamy o zazdrości, twierdzi, że jest o mnie zazdrosny, ale to tylko słowa,
                    bo w życiu tego w ogóle nie widać!!! Nie kocha mnie? Ma kogoś? Jedno jest
                    pewne - nie traktuje mnie, jak kobietę, raczej, jak typową "żonę", lub
                    ewentualnie dobrą koleżankę/przyjaciółkę.
                    • xapur Re: do xapura 03.12.04, 00:06
                      Jedyne co mogę rzec to: fatalnie. Nie mam pojęcia jak zmienić taką sytuację.
                      Czyżby wymiana modelu? Nówka - nieśmigaczka lub używany ale wciąż na chodzie :)
                • butterfly34 Re: Nie tylko do Iwosi 02.12.04, 11:54
                  Czytam te wszystkie wypowiedzi kobiet w stylu "nie pociągam go, on nie chce się
                  ze mna kochać, a powinien, więc widocznie nie jestem atrakcyjna, coś ze mną nie
                  tak" i nasuwa mi sie jeden pytanie. Czy miarą bycia kobietą, czucia się
                  atrakcyjną jest obecność na swoim ciele pożądliwego spojrzenia mężczyzny? Czy
                  wy kobiety naprawdę tak nisko siebie oceniacie? Czy żeby mieć poczucie
                  atrakcyjności i mieć świadomość, że jest się seksowną i piękną, trzeba być
                  obiektem męskiej napastliwości? Czy bez tego nie umiecie być szczęśliwe i
                  zadowolone ze swej kobiecości? Przeraża mnie to wasze uzależnienie od samczych
                  spojrzeń, od tego by byc obiektem pożądania. Bez tego co niektóre z was, ku
                  wielkiej własnej tragedii, po prostu nie umieją żyć. Zastanówcie się nad tym
                  drogie panie, bo to uzależnienie od facetów w tej mierze jest naprawdę
                  straszne. Ja niecierpię napastaliwości mojego małżonka i powiedziałam mu to.
                  To okropnie męczące.
                  • anoresk Re: Nie tylko do Iwosi 02.12.04, 16:26
                    To dziwne butterfly , że uważasz zaloty męża za napastliwość ...
                    Mam podobny problem odkąd wprowadziłam się do swojego chłopaka rok temu .Minął
                    rok i pomimo wielu rozmów sytuacja się nie zmieniła.Chodzimy ze sobą do łóżka
                    raz na tydzień lub półtora a mnie to w ogóle nie wystarcza .Od roku mam
                    nawracające stany depresyjne , najpierw byłam zła na niego , potem szukałam
                    winy w sobie a teraz jestem już obojętna .A przed każdym weekendem mam ochotę
                    wyjechać , bo wiem że w sobotę edzie się do mnie dobierał .Nie wiem co
                    robic .Tracę ochotę na jego przytulanie , pocałunki na dotyk .
                    • iwosia do anoresk 02.12.04, 22:49
                      Czy posiadasz gg? Jeśli tak, to podaj, bo chciałabym o coś zapytać na
                      osobności...

                      pozdrawiam.
                    • xapur Re: Nie tylko do Iwosi 03.12.04, 00:04
                      "To dziwne butterfly , że uważasz zaloty męża za napastliwość ..."
                      Widać przesadza, aczkolwiek podpisuję się pod stwierdzeniem anoresk.
                      Jak widać nadal żywe są słowa: "W tym cały ambaras, aby dwoje chciało na raz."
                      Niestety nie pamiętam kto jest ich autorem - Frycz-Modrzewski? Nie wiem.
                      Albo żona nie zaspokojona, albo mąż. Że też nie mogą się spotkać ze sobą te
                      odpowiednie połóki - ci co chcą więcej i ci co mniej.
                      Troszkę racji jest w wypowiedzi buterfly odnośnie samooceny, ale tylko
                      odrobinę. Oczywiście można sobie powiedzieć: ależ jestem cudowny/a... lecz co z
                      tego jeśli mija się to z prawdą. Poza tym cóż jest złego w spojrzeniach
                      doceniających urodę kobiety? To miłe móc oglądać ładną i zadbaną kobietę. Jeśli
                      dla niej też jest to miłe - to chyba dobrze, nie?
                      Do anoresk - Najwyraźniej jesteś na prostej drodze do zakończenia związku.
                      Smutne, ale skoro to tylko chłopak - może lepiej szybciej niż później?
                      • anula36 Re: Nie tylko do Iwosi 03.12.04, 00:09
                        Frycz Modrzewski...chlopie ale mnie rozwaliles, az czkawki dostalam ze smiechu.
                        • xawier2 Re: Nie tylko do Iwosi 04.12.04, 01:35
                          Miłe Panie facet to nie automat ani maszynka, którą się programuje. Stres,
                          przemeczenie to jak najbardziej czynniki negatywne. Wasza atrakcyjnośc jest
                          oczywiscie ważna ale nienajważniejsza. Istotą jest miłość, czułość i
                          umiejętność tego okazywania. Nam także jet to potrzebne.
                          Ps.
                          To bardzo uproszczona wersja, ale wszystkiego nie da się opisać;-))
                          Moja żona ma podobny problem ze mną.Gdyby mi chodziło tylko o sex, to zapewne
                          uprawiałbym boki. Kocham swoją żonę, ale jak wraca z pracy ciskająca się,
                          warcząca itd. to choćby wieczorem nastąpiła zmiana o 180 stopni, nie ma szans.
                          Błędne koło, może ktoś zna antidotum?
                          Pozdrawiam
                          • praksseda Re: xawier2 04.12.04, 15:08
                            Problem mam taki sam
                            nie chce mi się już o tym pisać
                            pozdrawiam
                        • xapur Do anuli. 08.12.04, 14:46
                          Miło, że udało mi się ciebie rozbawić, aczkolwiek z czkawką nie ma żartów
                          (serio - znam przypadek czkawki przez 3 dni non stop - wyobrażasz sobie).
                          Natomiast co do "ambarasu" - podziel się wiedzą zamiast się naśmiewać.
                          Zazwyczaj pamiętam tylko powiedzenia lub cytaty - gorzej z autorami.
                          • anula36 Re: Do anuli. 09.12.04, 16:49
                            Boy Zelenski:)
                            Frycz Modrzewski zajmowal sie poprawa Rzeczpospolitej od innej strony:)
      • mia-majta Re: U mnie to samo 08.12.04, 15:17
        Ojej u mnei tez tak jest. jestemy najleprzymi przyjaciółmi, zadnych wieszkych
        spiec, wszytsko ok. Tylko jednego nei ma w ansyzm zwiakzu...:(. Na pocztaku to
        ja inicjowałam zbliżenia a teraz juz przestalam a on nic. dobranoc buzi buzi
        i koniec. Rozmawialm z nim steki razy, w koncu powiedizl z emam dac mu troche
        czsu i nie truc. Tym sposobem za tydzien bediz erocznica bezseksia a mamy po
        28 lat. Wiem ze nikogo nie ma . Nie mam sil nawet jak mam checi i mysle on tez
        by chcial , ale tera zjuz nie moge cos mi si ezablokowalo i nie potrafie
        pierwsza zaczac. I kiedy to osbie uswiadomie to mam doła podwojnego.
        • xapur Re: U mnie to samo 13.12.04, 18:34
          No nie wiem. Raz już anula mnie zrugała za epitety typu "dziwak" odnośnie
          facetów nie chcących się kochać ze swymi żonami. Ale kurczę nie znam takiego
          przypadku (za to na odwrót i owszem)! Zwłaszcza w tym wieku! Dlatego będę się
          upierał przy swoim. Poza nielicznymi specyficznymi wyjątkami faceci, którzy
          kochają swe żony również je pożądają. Stąd jak słyszę, że wszystko jest OK, ale
          gość nie ma ochoty na seks to sorry, ale nie wierzę że wszystko jest OK.
          Twierdzę też, że im gorzej w seksie tym gorzej dla małżeństwa. Dlatego trzeba
          działać póki czas. Jak? Tu już różnie. Rozmowy, afrodyzjaki, lekarstwa, wizytu
          u specjalistów - mnóstwo sposobów. Jednak niewiele pomogą jeśli facet
          zwyczajnie żony nie kocha, a już szczególnie gdy ma kochankę.
    • ashton Nie przypuszczałam, że mnie to spotka... 07.12.04, 15:54
      My w skrócie: ja lat 24, on 27, w związku od 3 lat, półtora roku "na odległość"
      (250 km, spotkania mniej więcej co dwa tygodnie, namiętne bardzo), od lipca
      2003 mieszkamy razem.
      Ostatnie miesiące - tragedia.
      Podobnie jak u Was: li i jedynie ja jestem stroną inicjującą zbliżenie. Raz się
      uda, dziesięć razy nie. Rozmowy były, a jakże. Nie widzi problemu. W każdym
      razie nie w sobie. To ja jestem nimfomanką, zboczeńcem, nienasyconą -
      bynajmniej w negatywnym tych słów znaczeniu. Kończy się na sakramentalnym
      stwierdzeniu "to znajdź sobie takiego, co będzie cię bzykał dwadzieścia cztery
      godziny na dobę", na co albo wybucham płaczem (coraz rzadziej), albo wyskakuję
      do niego z pięściami (częściej), po czym zamykam się w sobie i pytam samą
      siebie, w czym ja zawiniłam, skoro go już nie pociągam. Fizycznie zmieniam się
      tylko i wyłącznie na plus - schudłam znacznie, zapuszczam włosy, nowe ciuchy
      itp. Dla innych panów jestem coraz bardziej atrakcyjna, często miewam tak
      zwane "niemoralne propozycje".
      Nie chcę z nich korzystać. Chcę kochać się tylko z Moim Mężczyzną. Cóż, jeśli
      on nie chce...
      • malakobietka A ja chyba niedługo oszaleję!! 08.12.04, 13:16
        jestem z nim ponad rok, do niedawna - sielanka. Mowil ze z nikim nigdy nie bylo
        mu tak dobrze jak ze mna. I rzeczywiscie bylo super, namiętnie, wspaniale... aż
        się rozmarzyłam...:) od jakichś dwóch miesięcy jest strasznie- ale co dziwne,
        wszystko inne działa dalej super, tzn. rozumiemy się, fajnie spędzamy czas i
        nie kłócimy się specjalnie, jednak nie ma tyle i takiego seksu jak wcześniej.
        Jeśli już jest to szybko i tak jakoś bez poruszenia nieba i ziemi...
        On ma od kilku miesiecy problemy z praca i kasą i mowi ze to jest glownym i
        jedynym problemem, jak skonczy sie ten problem wszystko wroci do normy. ja
        jednak nie jestem przkonana o tym, boje sie ze to po prostu nuda, ze zwyczajnie
        mu sie znudzilo i zpowszednialo, tylko nie chce tego powiedziec wprost. Ehhh,
        normalnie mnie to rozwala, nie moge spac po nocach:(
      • xapur Do ashton. 08.12.04, 15:00
        W przypadku długich rozstań i rzadkich spotkań nie dziwi, że przebiegały
        sielankowo. Codzienny kontakt to jednak co innego. Może różnica temperamentów?
        Tak już jest, że nie wszystko układa się idealnie i nie pod każdym względem
        pasujemy świetnie do partnera. Czas więc na sztukę kompromisu i wyboru.
        Dodałbym do tego jakieś czynniki zachęcające.
        • joanna263 Re: Do ashton. 09.12.04, 15:45
          to chyba niestety norma, moj maz kochal sie ze mna raz w tygodniu, nowy partner na poczatku mogl 3 razy dziennie, po 3 miesiacach wspolnego mieszkania 3 razy w wtygodni, boje sie co bedzie po 3 latach, ale mysle ze 3 razy w miesiacu. faceci lubia sex z obcymi kobietami, a zdobyte chocby najbardziej sexowne i zadbane traktuja jak siostry. jezeli kobieta ma potrzeby to chce je realizowac w domu, a faceci chyba woleliby poza nawet jezeli sie do tego nie przyznaja sami przed soba.
          • gorylnie Re: Do ashton. 09.12.04, 22:17
            Myślę, że jest w tym b. dużo prawdy.
            Nie zgadzam się tylko z tym, że dotyczy to tylko mężczyzn.
            Z kobietami jest tak samo.
            To nie kwestia płci, tylko temperamentu.
            Być może seks i małżeństwo to dwie różne sprawy.
            Gydy kobiety tak jak niektórzy faceci miały "sportowe" podejście do seksu,
            być może łatwiej by mogli sobie pomagać w zaspakajaniu tych naturalnych
            potrzeb:)
            • iwosia smutna prawda-puenta 13.12.04, 00:12
              Tak sobie myśle, że niestety, ale tak to już chyba u nas będzie. Możemy się
              wysilać, pacykować, rozmawiac, zastanawiać, to chyba niczego nie zmieni.
              Problem tkwi w tym, że:

              ///WIĘKSZĄ PRZYJEMNOŚĆ SPRAWIA ŁOWIENIE RYB W JEZIORZE, NIŻ W STAWIE RYBNYM.///

              Jesli wiecie co mam na myśli. Dla naszych mężów i stałych partnerów jesteśmy
              już tylko stawami rybnymi, w których mimo, Że ryb jest po dostatkiem, łowi się
              nudno, bo zbyt łatwo. :-(
              • xapur Re: smutna prawda-puenta 13.12.04, 18:21
                VETO!!! Ja uwielbiam łowić w moim stawie, ale coż z tego skoro rzadko mam ku
                temu możliwość. Myślę, że z tym łowieniem w jeziorze i pociągiem do inności to
                jest generalizacja. Częściowo owszem - występuje takie zjawisko. Ale bez
                przesady. Winy szukałbym raczej w danym związku niż w skłonności facetów czy
                kobiet do uzyskiwania większego zadowolenia jedynie z nowym partnerem.
                • iwosia Re: smutna prawda-puenta 18.12.04, 00:11
                  Moj związek jest niczego sobie, nie narzekam; wszysko jest naprawdę tak, jakbym
                  chciała, tylko nie TO.
          • gorylnie Re: Do ashton. 09.12.04, 22:20
            ...a jeśli po 3 latach będzie się z Tobą kochał 3razy w miesiącu, to i tak
            będziesz szczęściarą :)
            Ja po 3 latach traciłem już rachubę (nawet licząc miesiące), kiedy ostatnio
            kochałem się z żoną
            • ashton się pożalę ;-) 10.12.04, 15:45
              Powiedziałam nawet wprost, żebyśmy się rozstali, skoro go już nie pociągam.
              Odpowiedź typowa: ależ skądże kochanie... tu następuje wyliczanka walorów mego
              ciała i duszy... i tyle.
              Mamy od dawna problemy finansowe, nie może znaleźć stałej pracy, praktycznie ja
              nas utrzymuję (a zarabiam marnie). No rozumiem, że w tym może tkwić problem.
              Ale - do cholery - gdy jest problem, to się szuka rozwiązania, a nie zgrywa
              cierpiętnika.
              • anula36 Re: się pożalę ;-) 13.12.04, 00:29
                kurcze moze nie potrafi inaczej tylko sie uzalac?
                Nie zna innych mechanizmow dzialania.
                Swoja droga nie dziwie sie ze chce sie rozstac- z czego beidak bedzie zyl i
                komu sie zalil:)
                Ciekawe czy chociaz codziennie obiadki gotuje;)
                • ashton Re: się pożalę ;-) 13.12.04, 09:54
                  Codziennie to nie (ostatnio pracuje do późna), ale często owszem tak. Bo ja
                  wprost NIENAWIDZĘ gotowania ;-)
                  I podpisuję się obiema rękami pod "stawem rybnym". Wszystko prawda. Inaczej
                  mówiąc, nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by go gonić. A my się dałyśmy
                  dogonić. Głupie baby!
                  • anula36 Re: się pożalę ;-) 13.12.04, 11:33
                    jesli dogonieniem jest utkniecie w nieciekawym stanie malzenskim moze po prostu
                    trzeba sie rozwiesc?
                    A moze stac sie odrobine neizalezna i niedostepna?
          • xapur Do joanny263. 13.12.04, 18:17
            "faceci lubia sex z obcymi kobietami, a zdobyte chocby najbardziej sexowne i
            zadbane traktuja jak siostry. jezeli kobieta ma potrzeby to chce je realizowac
            w domu, a faceci chyba woleliby poza nawet jezeli sie do tego nie przyznaja
            sami przed soba. "
            Odrobinę racji w tym jest, ale ogólnie przesadzasz. Rzeczywiście obce pociągają
            z ciekawości. Poza tym przyjemnie jest odkrywać coś nowego. Tyle, że nowe można
            odkryć także z żoną - wystarczy chcieć. Natomiast inną kwestią jest, że natura
            powoduje, iż facetom stopniowo chce się coraz mniej, a kobiety
            dopiero "dojrzewają" i chcą coraz więcej. Jest taki nieco złośliwy żart na
            temat potrzeb seksualnych kobiet: "Gdy mogą to się nie puszczają, ale jak już
            nie mogą to wtedy chcą."
            • gooska nie rozmawiaj ze mna 15.12.04, 10:59
              A co powiecie na jego odpowiedz na moje proby zainicjowania rozmowy z nim o
              jego braku ochoty na sex typu: "nie rozmawiaj o tym ze mna bo wtedy jest
              jeszcze gorzej, nie wiem dlaczego tak jest. kocham cie bardzo, nie ,potrafie o
              tym mowic......" po czym zamyka sie w sobie i siedzi przed komputerem. jutro
              jest juz wszystko w pozadku (oprocz sexu)...
              ja juz tego nie dzwigam. jesli o tym nie porozmawiamy to bedzie jeszcze gorzej.

              praca? stres? ciagla nerwowka? niemoc? pieniadze? przeciez to nie moze stawac
              sie przyczyna oddalenia.
              Zwiazki sa zbyt skomplikowane dla mnie, lepiej byc samemu albo kochac kobiety :)
              • juna_bis Re: nie rozmawiaj ze mna 16.12.04, 20:36
                gooska napisała:
                > Zwiazki sa zbyt skomplikowane dla mnie, lepiej byc samemu albo kochac
                kobiety :)

                He, he, ja kiedys tez sie nad tym zastanawialam. W mysl, ze inna kobieta
                zrozumie mnie najlepiej (i ja ja). Ale to odpada, bo nie mam zupelnie zapedow
                homosesualnych. No chyba, ze nie wiem... Zabraklo by tej fajnej malej roznicy
                miedzy K i M.:)


                • gooska Re: nie rozmawiaj ze mna 17.12.04, 09:54
                  ladnie ladnie juz zaczyna mi sie snic, ze zdradzam...i to z kim :(
                  jak Wy wytrzymujecie rok??!! w moim przypadku mija miesiac a ja wariuje i nie
                  wiem jak sobie z tym radzic. Nigdy nie sadzilam, ze mnie to spotka.

                  Masz racje juna_bis kobiety odpadaja...
    • arturd2 Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 18.12.04, 11:01
      Wina zpewnościnei leży po Twojej stronie - pamiętaj nawiększtm jest grzech
      zaniechania, a skoro Tobi ochoty nie brakuje, wiec nie możesz być winna.
      Wydaje mi się jednak, że nas tu wszystkich kokietujesz, piszac, że nie wiesz co
      robic, przecież rozwiazanie na brak seksu jest proste. Spróbuj rozebrać się
      przed innym facetem - efekt murowany.
      • anula36 Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 18.12.04, 12:11
        tylkoze nei o to chodzi.
        Jesli szukasz chetnej na rozbieranie sie przed toba to raczej nei na tym forum.
        • ashton Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 18.12.04, 17:04
          No właśnie - rżnąć się z innym (przepraszam za wyrażenie "rżnąć", ale chyba
          jest odpowiednie... przecież nie napiszę "kochać się"... no dobrze, niech
          będzie neutralne "uprawiać seks") to żadne rozwiązanie, zresztą wielu piszących
          tutaj nie ma na zdradę ochoty. Ja też nie mam.
          Chciałabym po prostu kochać się z kimś, kogo kocham nad życie. Jak za nie aż
          tak dawnych czasów. Nie chcę innego!
          • iwosia Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 19.12.04, 15:28
            Ja od pewnego czasu starma isę o tym w ogole nie myśleć. Mam inne rzeczy na
            głowie i całkiem łatwo mi się o tym zapomina. Straciłam nadzieję, więc już mnie
            to tak nie boli. Idę spać, wiem, że nie mam na co liczyć i koniec!! Pogodziłam
            się z tym.
            Tylko jeszcze czasem sobie liczę, czy minął już tydzień, czy już dwa???A nie
            mamy nawet 25 lat...
            • xapur Tylko, że to prowadzi tylko w jednym kierunku... 20.12.04, 14:17
              iwosia napisała:
              "Ja od pewnego czasu starma isę o tym w ogole nie myśleć. Mam inne rzeczy na
              głowie i całkiem łatwo mi się o tym zapomina. Straciłam nadzieję, więc już mnie
              to tak nie boli. Idę spać, wiem, że nie mam na co liczyć i koniec!! Pogodziłam
              się z tym. Tylko jeszcze czasem sobie liczę, czy minął już tydzień, czy już
              dwa???A nie mamy nawet 25 lat..."

              Myślę, że przy takim podejściu prędzej czy później nastąpi rozstanie. Chyba, że
              faktycznie pogodzisz się z brakiem seksu. Ale jakoś wątpię.
              • iwosia Re: Tylko, że to prowadzi tylko w jednym kierunku 30.12.04, 21:45
                Jeśli nastąpi rozstanie, to na pewno nie z powodu braku sexu, bo nie sam sex,
                jak już pisalam, jest istotą problemu. Brak sexu to tylko konsekwencja!! Czego?
                Tego, że on juz nie traktuje mnie jak kobietę, nie pociągam go, nie kręcę, moje
                ciało mu się przejadło, jestem dla niego po prostu kumpelką. Tak widzi to
                kobieta, nie chodzi o sam sex!!!!!!!! Jakbyś się czuł, gdyby kobieta dawała ci
                do zrozumienia, że jesteś jej już obojętny pod względem sexualnym, nie jesteś
                dla niej męski, wokół jest mnóstwo lepszych, atrakcyjniejszych od ciebie super-
                facetów, a z ciebie dupa, a nie facet. Bo podejrzewam, że brak sexu, tak byś
                właśnie odbierał. Nie czułbyś się niedowartościowany, odrzucony, niemęski??
                Chyba facetów nawet bardziej to boli, niż kobiety, bo faceci są bardziej
                przeczuleni na punkcie swojej męskości.
    • ammat Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 01.01.05, 11:45
      ...a taki myśli, że "sliczna jesteś, szkoda ,że moja"...i bierze byle co
      byleby "nowe"...a może on woli do agencji...
      • iwosia do agencji??!! 02.01.05, 17:41
        Nie sądzę, by facet mój wolał do agencji, bo trochę jeszcze -oprócz jego
        niechęci do sexu ze mną-, znam jego temperament!!Na pewno w niektórych
        rzypadkach jest to powód, ale nie w przypadku mojego faceta. Nie znamy sie
        bowiem od wczoraj; jeśli już - uwierzyłabym w kochankę, badź kochanki, ale nie
        agencję! Nic to... widocznie nie zaznam nigdy sexu po pachy :-)
        • rachela180 Re: do agencji??!! 07.01.05, 11:55
          Po 30tce libido u facetów zaczyna spadać, jeśli mają kłopty z sercem i
          stresującą pracę to może im się odechcieć.

          Ale może on po prostu ma mniejszy temperament?
          Rety, jak dobrze że nie mam takiego kłopotu...
    • horacjusz Re: A jezeli facet nie ma ochoty na sex? 10.01.05, 11:14
      W małżeństwie należy sobie pomagać w uprawianiu seksu również. Trzeba znać
      upodobania partnera, pozwalać mu je uzewnętrzniać. Dzisiaj jest tyle możliwości
      podniecania partnera, tylko trochę cierpliwości.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja