Zwykłe problemy

26.11.04, 23:39
Mam problemy małżeńskie, seks tylko jak juz nie możemy wytrzymac średnio raz
w miesiącu (łamiemy się bo hormony nam życ nie dają). Jest żle on nic nie
robi w domu bo pracuje w innym mieście, ja zajmuję się dziecmi jestem dla
nich matka i ojcem, odwoże i zawoże do przedszkola, karmię gotuję sprzątam,
pracuję, nigdzie nie wychodze bo nie mam z kim zostawić dzieci, wieczorem
czasem płaczę ze zmęczenia i z konieczności rozładowania emocji. Nie potrafię
na niego patrzec pozytywnie. przestałam go lubic i szanowac bo uwazam, że
jest winien takiego stanu rzeczy. Czy mamy jeszcze szansę wyjść z tego
kryzysu??? Czy będzie kiedys jak dawniej. On mnie drażni i ja go drażnię bo
ciągłe wyrzuty, bo jestem smutna, wściekła. Co robić?
    • xapur A powiedziałaś mu co cię trapi? 27.11.04, 08:19
      Sam na to raczej nie wpadnie.
    • thistle Re: Zwykłe problemy 27.11.04, 14:10
      Jesteś w podobnej, choćnie do końca (my widzimy się z mężem co dzień)sytuacji
      jak ja. Dużo pracy, małe dzieci, brak czasu na oddech. U mnie zero ochoty na
      seks, u niego ogromna potrzeba rozładowania napiecia. Mnie dopiero przymusowy
      areszt przy chorym dziecku pozwolił wziąsć głęboki wdech i pozastanawiać sie
      trochę.
      Wydaje mi się, że trzeba wymagać od siebie i od innych, nie tylko od siebie.
      Trzeba rozmawiać, nawet pokrzyczeć i nawrzucać sobie trochę, gdy Maluchy już
      śpią, dla przejaśnienia sytuacji, wyjaśnić przyczyny żalu ale jednocześnie coś
      zaproponować.Mąż moze wieczorem, gdy jest w domu, zrobić pranie i masaż stóp
      żonie, przynieść wino i film do obejrzenia razem. Moze znależć opiekunkę na dwa
      wieczory w tygodniu, żeby żona mogła iść na aerobik albo kurs jezyka czy
      zajęcia plastyczne - koniecznie między ludzi.
      To wszystko od niedawna sama przerabiam, i na razie działa, czytanie forum i
      wstukanie czegoś od czasu do czasu też mi pomaga. Dziś rano mogłabym się
      dopisać do "wątku wielkanocnego", Marcina1973, choć nasze problemy są zupełnie
      różne. Jestem dobrej myśli, więc skoro nam pomaga, to może i Wam się uda?
      • anula36 Re: Zwykłe problemy 27.11.04, 14:51
        tylko nie bardzo rozumiem w czym ten biedny facet zawinil?
        Ze zasuwa w innym miescie zarabiajac na rodzine? Ze nie potrafi znalezc sobei
        pracy na miejscu,zeby po pracy gnac prosto do domu.
        Wolalbys zeby sie nei interesowal sprawami materialnymi,saczyl piwo przed
        telewizorem?
        Kurcze zalozenie rodziny to nei zabawa klockami- jasne ze fajnie by bylo zeby
        on pracowal i zajmowal sie domem a ty tylko dziecmi. Moze zcas zmienic na
        zaradniejszego jesli to jest podstawa twojego poczucia krzywdy?
        • thistle Re: Zwykłe problemy 27.11.04, 15:31
          To nie jest kwestia przerzucania się obowiazkami, raczej ustawienia proporcji.
          Rodzina to też nie spółdzielnia usługowa - jeśli bycie razem i wspólne
          wychowywanie dzieci nie cieszy a daje okazję do pretensji, to nawet wielka kupa
          kasy nie pomoże. Przed telewizorem z piwem w łapie też trzeba posiedzieć razem,
          robić sobie drobne przyjemności ( a takie wyręczenie raz na jakiś czas np w
          myciu garów, choćby raz w tygodniu, to b. miły gest), symboliczna dbałość o
          osobę, nie o "funkcyjnego" męża czy żonę. Zwykle zasuwają obie osoby, praca,
          dom i małe szkraby to duży wysiłek, i łatwiej go unieść, gdy się czuje, a nie
          tylko wie, dla kogo to wszystko.
          • anula36 Re: Zwykłe problemy 27.11.04, 15:38
            A ciekawe czy maz naszej zainteresowanej tez CZUJE a nei tylko wie dla kogo to
            wszystko.
            Ja bym tam nei byla zachwycona zasuwaniem w obcym miescie zarabiajac na
            rodzine, a po powrocie do domu zastawac naburmuszona zone.
            • thistle Re: Zwykłe problemy 27.11.04, 16:06
              Pewnie nie, dlatego o tym piwie;)
              Natknięcie się od czasu do czasu na naburmuszonego Ślubnego bywa nieuniknione,
              i dojazd do pracy nie ma tu nic do rzeczy. W zeszłym roku to ja wracałam
              godzinę tramwajem do domu i docierałam raptem na 21.45, żeby zobaczyć
              naburmuszonego męża, bo znowu nie mam ochoty na seks. A potem czasem okazywało
              się, że to był pretekst, bo coś tam coś tam, i chciał być wysłuchany. Problemy
              trzeba rozwiązywać, a nie poświęcać się, bo tak ma być. Zdrowy egoizm jest na
              dłuższą metę bardzo potrzebny.
              • anula36 Re: Zwykłe problemy 27.11.04, 16:28
                owszem do zdrowego egoizmu trzeba jeszcze dorzucic poczucie wspolnoty w
                zwiazku. Ja zasuwam i ty zasuwasz- dla NAS, dla nszej rodziny.
                Tyle,ze fakt,trzeba to POCZUC nie tylko WIEDZIEC.
                • nastinka Re: Zwykłe problemy 27.11.04, 18:30
                  Takie sa czasy, ze czesto zdarza sie, ze partner haruje dla chleba w innym
                  miescie. Bardzo sie stara, zeby rodzine utrzymac i zapewnic jej godny byt.
                  Ale Ona tez urobiona w domu po lokcie,
                  tym bardziej, ze jej parca nigdy sie nie konczy.
                  Wieczorem nie moze wyjsc z kolezankami na piwo, bo dzieci spia
                  (w dzien tez nie mogla)
                  i jeszcze ma 100 rzeczy malo spektakularnych do zrobienia w domu, gdy dzieciaki
                  zasnal
                  (wieszanie prania,gotowanie, wymyslanie prezentow gwiazdkowych dla 20 czlonkow
                  swojej i Jego rodziny etc.).
                  Ona tez zmeczona, w dodatku czuje sie moze niedoceniona (parce domowe nie budza
                  spektakularnych okrzykow zachwytu) i odcieta od wieczornego wsparcia partnera.
                  Nikt nie ponosi winy za te sytuacje.
                  Poprostu trzeba pogadac,
                  maz (partner) musi tez zrozumiec i uszanowac nasz "domowy" problem
                  i nas wesprzec w tym.
                  Tak jak "my" szanujemy jego prace i wysilek.
                  Pewnie aerobik, wsparcie opiekunki, wyjscie miedzy ludzi i nawet symboliczna
                  pomoc meza (jak ktos wyzej pisal) pomoze.
                  To chyba tylko chwilowe zalamaniem i pzreciazenie...
                  • hanti Re: Zwykłe problemy 27.11.04, 21:56
                    Skąd ja to znam mój mąż pracuje na dwa etaty, a ja ciągle zamknięta w świecie
                    naszych dzieci. Czasami oboje mamy dość, on wraca z pracy i ochoczo wskakuje do
                    łóżka, a ja ze zmęczenia mam problem żeby szczoteczką w zęby trafić....
                    Ale za chwile wygarniemy sobie wszystko, nawet się pokłócimy o głupie skarpetki
                    na podłodze....i za chwilę wszystko jest oki.
    • mafirf Re: Zwykłe problemy 28.11.04, 12:18
      wysłuchałam słów krytyki i chcę dodać, że on jak jest w domu to albo mi nie
      pomaga, albo z wielkim trudem, np. śpi w niedzielę do 11 pomimo moich próśb,
      żeby wstał bo jest wiele rzeczy do zrobienia on mówi, że za chwilę.
      A jakbyście się czuły jeśli wy zmęczone w tygodniu dzwonicie do niego a on nie
      odbiera bo jest na basenie? albo z kumplami w knajpie i ubawiony pyta a co u
      ciebie? Ok. specyfika pracy ale może jak jest w domu to powinien trochę pomóc?
      Nie oczekuję, że przez weekend ja będę królewną a on będzie robił wszystko,
      lecz chciałabym, żeby było to jakoś po równo, partnersko. Wtedy nie byłoby mi
      przykro syszac jak on się dobrze bawi, bo z drugiej strony co on ma w innym
      mieście do roboty wieczorem. Mam zal, że tak trudno go zmobilizowac do wspólnej
      pracy, uważam, że tak niewiele gestów z jego strony napewno by pomogło, lecz
      jak ktoś jest leniwy i mu się nie chce to co zrobić. Myślę, że długo tak nie
      wytrzymam. Dodam, że rozmawialiśmy często na ten temat i nic to nie zmienia.
      Nie jesteśmy w stanie się porozumież. Głupia sprawa: ale rozwód bo on nie
      pomaga w domu??? Brzmi smiesznie ale dla mnie to naprawdę poważna sprawa.
      • anula36 Re: Zwykłe problemy 28.11.04, 14:36
        no to rzucasz nowe swiatlo na sprawe.
        W tym momencie nei jest to tylko "nie pomaga w domu" ale raczej "wybral sobie
        taki styl zycia zeby sie nieprzemeczyc obowiazkami domowymi"
        Fakt -moj facet rowniez jest dosc leniwy"domowo" zdaza mu sie kimac do 11 w
        weekend ( jak nei ma zajec na uczelni), no ale nas jest dwoje male
        mieszkanie,brak dzieci, a na plus to ze zawsze robi zakupy i gotuje ( jest
        wiecej w domu),wiec sprzataniem i reszta moge ja sie zajac.
        Dlatego nie mam zadnej metody na przymuszenie faceta do jakiejs pracy w domu.
        Cos mi sie teraz wydaje ze on ta prace na wyjezdzie wybral swiadomie. Moze tak
        samo bylo u niego w domu - ojceic na ludzie a matka zauwala i twoj maz nei zna
        w ogole innego modelu zycia. Obawiam sie ze tak dlugo jak bedzie pracowal z
        dala od domu bedzie mial kiepski wklad w zycie domowe. Najwyrazniej robi tylko
        to co mu sprawia przyjemnosc bo jesli wtygodniu na basen z kumplami czemu z
        dziecmi ranow niedziele nie?
        Zastanawawiam sie czy nie moglabys mu tego wszystkiego powiedziec, albo napisac
        i np wyslac mailem niech sobei poczyta i sie zastanowi.
        Rozwod jest sprawa ostateczna- moze najpierw sprobuj mu uswiadomic czego od
        niego oczekujesz i jak sie czujesz w tej sytuacji.
        Pozdrawiam naprawde serdecznie.
        Powiem szczerze - podziwiam cie- ja bym po prostu nie wytrzymala takiej
        sytuacji.
      • xapur Re: Zwykłe problemy 29.11.04, 15:20
        "rozmawialiśmy często na ten temat i nic to nie zmienia.
        Nie jesteśmy w stanie się porozumież. Głupia sprawa: ale rozwód bo on nie
        pomaga w domu??? Brzmi smiesznie ale dla mnie to naprawdę poważna sprawa."
        To rzeczywiście masz problem. I bynajmniej nie uważam, by rozwód z takiego
        powodu brzmiał śmiesznie. Niemniej wnoszę, że całego życia nie masz ochoty tak
        spędzić. Stąd jakieś rozwiązanie jest konieczne. Ale skoro nie możecie się
        porozumieć - sam nie wiem - może jakaś poradnia małżeńska czy coś. Innego
        wyjścia za bardzo nie widzę, a z rozwodem to chyba zawsze zdążysz. Nie ma się
        co śpieszyć.
        • monami5 Re: Zwykłe problemy 01.12.04, 06:03
          No tak... tez rozmyslam nad troszke podobna sprawa sama - i wiem jedno: szkoda jest zycia marnowac
          z kims, kto nie dba o Ciebie i nie zalezy mu... Jesli pojawila sie juz mysl o rozstaniu, to sadze - patrzac
          po sobie samej - ze sprawa musi byc powazna. A skoro tak, to radzilabym Ci podjac decyzje i dzialac,
          jak szybko sie tylko da - bo zycie ucieka, ucieka kazdego dnia... i grzechem jest chyba przezyc je w
          cierpieniu i smutku zamiast probowac zmiany i zaczac w koncu cieszyc sie, byc szczesliwa kobieta!...
          Sama jestem wlasnie w decydujacej fazie mojego malzenstwa, i raczej juz wiem, ze dalej nie chce i nie
          bede tego ciagnac... Powodzenia!
Pełna wersja