Kobiety, ktorej sie to udalo?

21.01.05, 18:02
Temat ktory wielokrotnie sie przewija to niechec mezczyzn do wspolzycia.
Chcialabym, zeby kobiety, ktorym udalo sie przelamac ten impas w malzenstwie
podzielily sie swoimi doswiadczeniami i sposobami. Czy to w ogole jest
mozliwe? Moj maz wg mnie za rzadko sie ze mna kocha( 1-2x na 2 tyg), a ja
potrzebuje 2x w tygodniu. Widze ze ma mniejszy temperament niz ja, ale co z
tym robic?
    • frustratka13 Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 21.01.05, 20:21
      ewpiot napisała:

      Widze ze ma mniejszy temperament niz ja

      a wczesniej mial wiekszy?
      • ewpiot Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 23.01.05, 20:56
        Powiedzmy, ze nie zauwazalam roznicy, dopoki razem nie zamieszkalismy.
        Spotykalismy sie w weekendy.e
        • woman-in-love Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 24.01.05, 10:12
          Mnie się w swoim czasie nie udało, choć zastosowałam wszystkie mozliwe środki
          od łagodnej perswazji do awantury; zreszta co z tego, ze wybłagasz lub wymusisz
          jego łaskę? Taki seks nikomu nie daje satysfakcji. Moje doświadczenie jest
          gorzkie, natomiast - po "wybiciu sie na niepodległośc" nadrobiłam braki z
          innym, dziwiąc sie sama sobie, ze tak długo wytrwałam u boku "zimniaka".
          • gwiazda37 Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 03.03.05, 10:48
            No to jesteście szczęśliwe.U mnie już 3 lata bezseksia i przestałam już prosić,
            nie mam siły na dalsze rozmowy, prosby
    • ashton Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 26.01.05, 10:36

      • ashton Iskierka optymizmu :-))) 02.02.05, 16:51
        Ja jeszcze raz, wcześniej zbyt szybko "enter" wcisnęłam.
        "A więc" mi się udało. Nie w małżeństwie sensu stricto, ale w dłuuuugim
        związku, z mieszkaniem razem, wspólną kasą i tak dalej.
        W skrócie: od kilku miesięcy seks li i jedynie z mojej inicjatywy, i to
        baaarzdo prosić musiałam, zwykle odsyłana byłam z kwitkiem i
        nazywana "zboczeńcem" - niby żartobliwie. Jeśli JUŻ BYŁO - było OK. Ale rzadko.
        Zbyt rzadko jak na moje potrzeby.
        Dodam jeszcze, iż jest to pierwszy patrner, z którym seks sprawia mi
        przyjemność, i to ogromną. Wcześniej... ciszej nad tą trumną. Dlatego skoki w
        bok nie w głowie mi były.
        Szukałam powodów, dla których nagle mnie odtrącił.W sobie winy nie znajdowałam -
        przeciwnie, w tym okresie znacznie schudłam, zmieniłam fryzurę, stałam się
        bardziej otwarta - same plusy ogólnie.
        Chciałam przeczekać. Chwilowe, myślałam. Jakieś kłopoty ma, rozumiem. Czekałam.
        Ale jestem z natury dość niecierpliwą osobą.
        Rozmów było wiele zatem. Zwykle ucinanych przez Narzeczonego w pół zdania -
        "czy ty nie masz kochanie większych zmartwień wszystko jest OK, człowiek to
        nie maszyna przecież"? Na takie dictum tuliłam uszy po sobie, smętnie
        spuszczałam ogon i zmieniałam temat.
        Aż w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam: TAK, NIE MAM WIĘKSZYCH ZMARTWIEŃ.
        Czuję się odtrącona, niekochana i niepotrzebna. Bo seks jest bardzio ważny.
        Szkoda, że tego nie zauważasz.
        I na złość jeszcze bardziej atrakcyjna starałam się być. Nowe ciuchy, głowa
        uniesiona wysoko. I łowienie spojrzeń mężczyzn mijanych na ulicy, gdy szliśmy
        razem. A co! Skoro nie jestem atrakcyjna dla Ciebie, niech inni się mną
        nacieszą, moim widokiem oczywiście. Wolno im.
        Nic nie robiłam na siłę. Będzie co ma być, powiedziałam sobie.
        "Olśnienie" naszło Go nagle. Padł przede mną na kolana i wypowiedział miliony
        komplementów. Uznał swoją winę, tarzał się w popiele i odszczekiwał pod stołem.
        Jak się usprawiedliwiał? "Bo ja wolę, gdy ty przejmujesz inicjatywę", "bo ja
        byłem zmęczony, wiesz że kłopoty w pracy".
        Litościwie nie skomentowałam.
        Osobiście uważam, że po prostu się przestraszył, że mnie straci. Był zbyt pewny
        mnie. Niby nie zrobiłam nic, aby tę pewność stracił. A jednak...
        A teraz... od kilkunastu dni sama mam zapieprz w pracy. I padam na pysk. I
        zasypiam, gdy tylko przyłożę głowę do poduszki. I On to szanuje. Byle do
        weekendu :-)))
        Reasumując:
        - byle bez wrzasków, kłótni i obrażania się - najważniejsze to zachować spokój!
        - odrobina zazdrości nie zaszkodzi
        - znać swoją wartość - wcale nie jest tak, że skoro on Cię nie chce, jesteś
        nikim! wręcz przeciwnie!
        • farrukh2 Re: Iskierka optymizmu :-))) 05.03.05, 11:10
          Brawo!!!!!!!jestes wspaniala, na szczescie On o tym wie :) :) :) Jak najwiecej
          takich Kobiet!
        • oliwka30 Re: Iskierka optymizmu :-))) 06.03.05, 19:41
          > I na złość jeszcze bardziej atrakcyjna starałam się być. Nowe ciuchy, głowa
          > uniesiona wysoko. I łowienie spojrzeń mężczyzn mijanych na ulicy, gdy szliśmy
          > razem. A co! Skoro nie jestem atrakcyjna dla Ciebie, niech inni się mną
          > nacieszą, moim widokiem oczywiście. Wolno im.
          > Nic nie robiłam na siłę. Będzie co ma być, powiedziałam sobie.
          > "Olśnienie" naszło Go nagle. Padł przede mną na kolana i wypowiedział miliony
          > komplementów. Uznał swoją winę, tarzał się w popiele i odszczekiwał pod
          stołem.
          >

          Słuchaj ashton czy to nie było tak, że wróciłaś do źródeł ;). Zaczęłaś
          zachowywać się, "wabić" tak, jak to miało miejsce w pczątkach związku?

          ------------------------------------------------------------------------
          Ja wiosny jeszcze nie ogłaszam, bo to dopiero jedna jaskółka...

          • ashton Re: Iskierka optymizmu :-))) 16.03.05, 13:05
            Mniej więcej :-)
            Najważniejsze nie dać się zwariować. I nie załamać.
            I mieć świadomość swej atrakcyjności. Jeśli nie dla niego, to dla innych czy
            samej siebie.
    • ewpiot Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 27.01.05, 12:51
      Zadnej?no to optymizmem to nie napawa...e
    • don_pablos Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 02.02.05, 13:04
      Rany kobieto 2x na 2 tygodnie to rzadko??? Toż to wręcz rozpusta..heheheh
      ŚMIECH PRZEZ ŁZY...
      • pusta Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 04.02.05, 12:37
        hehe,
        to ja tez sie tak posmieje...
        raz na dwa-trzy miesiace to byl standard
        jedyne odstepstwo kiedy staralismy sie o dziecko
        a teraz ponad rok wstrzemiezliwosci
        buuuuu
        • cisza79 Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 04.02.05, 13:09
          5 miechów 6 ramy moze :-(((
          • anula52 Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 19.02.05, 21:41
            a ponoć to kobiety nie mają ochoty na sex! u mnie 3-5 razy w miesiącu!
            rozpusta , no nie? :)
            • oliwka30 Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 15.03.05, 22:13
              no a ja się ciesze, że u mnie w ostatnim miesiącu przyrost o 400% to znaczy 4
              razy. Co w porównaniu z porzednimi laty wydaje się być bajką :) Mam nadzieję
              utrzymać :)
    • prowincjal Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 15.03.05, 23:48
      1-2 na dwa tygodnie to nie jest źle. Naprawdę przyzwoity wynik. Zwłaszcza, że
      Twoje potrzeby są nieznacznie większe. Piszę nieznaczne bo gdybyś miała ochotę i
      potrzebę kochać się 7 dni w tygodniu, a Twój partner utrzymałby częstotliwość na
      stałym, obecnym poziomie, to wtedy (moim skromnym zdaniem) miałabyś znaczny problem.
      • puciuszek Re: Kobiety, ktorej sie to udalo? 26.03.05, 16:48
        Hmmm, jeśli chodzi o wzbudzanie zazdrości to mój mąż i tak jest zazdrosny i /to
        prawda to działa!/ Kiedy chodze w spodniczkach pończoszkach i szpilach to nagle
        słyszę jakie to mam nóżki extra itp. itd., następuje łaszenie się i wpatrywanie
        we mnie jak piesek w smaczna kostkę ale często się na tym kończy...więc czeka,
        czeka na mnie, czeka na moją reakcję, czeka aż go rozbiore, zaczne lizać od
        stóp do głów/!!!/ gawłtownie wskocze na niego i...tak się zaczyna, potem już to
        on przejmuje inicjatywę. Nie powiem to nie jest złe ale czemu do cholery faceci
        tak zniewieściali że czekaja na nasze reakcje? Na nasz ruch, chociażby "powrót
        do żdródeł"...niezła groteska, a co do ilości to ja przywykłam 2* tydzień ale
        bywa i rzadziej, osobiscie mam zapotrzebowanie na 4-5 tydzień.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja