Netowe kobiety mojego męża...

17.03.05, 20:19
KOleżanki ? Może i tak... Kobiety z którymi nie potrafi się rozstać od 4
lat... Różne..przepędzane przeze mnie, flirutjące, potrzebujące mojego męża
jako antidotum na swoje smutki, potrzebujące jego czułości, troski.. Kiedyś
za bardzo się zapędził...Zranienie, ból... Prosby płacz, rozstania,powroty i
tak w kółko. Moze teraz i ma tylko koleznki. Tylko ja nie moge tego zniesc..
Psychicznie...Prosiłam, płkakałam, tłumaczyłam, odchodziłam, wracałam po jego
obietnicach typu "zadnej wiecej" Probowałam sie zmienic, sama inicjowałam
zblizenia, pieszczoty było nawet ok ... I znowu pojawiła sie ona... Zapomniał
wykasowac z kontaktów...Jak to zapewne robił codziennie. Kobieta ktorej dawno
mialo nie byc... i odechcialo mi sie seksu, jedynie ztk trywialnego powodu..
kolezanki ? kochanki.. ale dzieki niej radosc z seksu znikneła. A on tego nie
potrafi zrozumiec.....szkoda bo mogło byc naprawde fajnie....

pozdrawiam

(malzenstwo z dorbkiem 2 letniej dziewuszki i własnego m) zawsze bylismy
razem od 13 lat ... i chyba za długo
    • prowincjal Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 00:10
      Ciężka sprawa z Twoim partnerem. Nie ma co obwijać w bawełnę - zdradza Ciebie.
      Jest zdolny do zdrady fizycznej (jak sama pisałaś zrobił to już kiedyś) jak i
      może do psychicznej. Wiem, wiem...jak to możliwe, że rozgraniczam. Ano można
      tak. Proszę mnie źle nie zrozumieć - zdrada seksualna nie jest aż tak
      niebezpieczna dla związku (jeszcze raz podkreślam, że nie jest moją intencją
      wartościowanie ani tym bardziej trywializowanie zdrady jako takiej) jak zdrada
      psychiczna czyli zaangażownie się emocjonalne z trzecią osobą. A ja tutaj coś
      takiego dostrzegam - szuka ucieczki od domu, od Ciebie, od dziecka być może też.
      A ta ucieczka może doprowadzić do zniszczenie związku - rozwodu z Twojej strony.
      Zwłaszcza, że już rozmawiałaś z nim, prosiłaś go, a on jak robił swoje tak robi
      nadal.
      No chyba, że robi czary mary tym kobietą tylko po to, żeby się z nimi przespać.
      Tak czy siak świństwo.
    • kasiorek76 Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 09:25
      U mnie był podobny problem. Poznał dwie kobiety na necie. I tez sobie z nimi
      flirtował ale do zdrady nie doszło, ale chyba dlatego, że w pore go ostrzegłam
      jak wyczytałam z treści że planuje zdradę. Oczywiście słodzili sobie jak mogli.
      Była wielka awantura, tez myslałam ze to koniec. Płakał, tłumaczył się. Cięzko
      to przezyłam, strasznie odbiło mi sie to na psychice. Równiez straciłam ochote
      na seks. Wiem, że teraz ma kolezanki na necie ale póki co nic sie nie dzieje,
      choc teraz każada z nich wzbudza we mnie podejrzenia. Tak chciałabym sie tego
      pozbyć. Stwierdził, że ma wiele do stracenia (mamy prawie 3 letnia córke) i nie
      zrobi tego poraz kolejny. Ale jak to w zyciu, róznie bywa. Fakt, ze jestem
      bardzo czujna. Ale jak widze go siedzącego i klikajacego przy kompie, to szlag
      mnie trafia i odechciewa mi sie wszystkiego.
      A co do Twojej osoby, to faktycznie bardzo przykre. Wynika z tego, ze nie moze
      przestac pomimo próśb itp. Czy mówil Ci dlaczego to robi?? Co Twoj mąz na to
      pomimo tych obietnic?
      Pozdrawiam
    • niezrozumiana Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 09:59
      a nie probowalyscie nigdy same bab przepedzic?
      jedna taka kiedys sie mojego upatrzyla, na zwierzenia jej sie zbralo,
      wyplakiwanie w mankiet.. juz nawet telefonowala.. no to udalo mi sie kiedys
      odebrac pierwszej i powiedzialam wywloce, co mysle o anektowaniu mojego
      meza..jakos sie zniechecila.. a jemu otwarcie powiedzialam, co o tym mysle, ba,
      ze jak ONA sie nie odczepi (zrzucilam brzemie grzechu na nia ;) to znajde
      wywloke i utluke..
      • dorothea37 Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 11:06
        Oj chciałabym przepędzić,mam jej nr.GG i telefonu,ale nie można zwalić całej
        winy na nią,co jej powiem-przecież to jest tylko koleżanka-nie może rozmawiać z
        żonatymi?Wydaje mi się że dzwoniąc do niej jeszcze gorzej by mnie upokorzono.
        • anula36 Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 11:16
          ja probowalam taka jedna byla mojego eks wyploszyc, ktora dopiero jak sie ze
          mna zwiazal dostala na niego wsciku.
          Efekt byl taki ze laska tylko sie podkrecila zeby mnei i sobie udowodnic ze on
          jest jej. Udalo jej sie wtedy myslalm ze neistety- teraz raczej ze stety:)
          • nastinka Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 11:33
            Nie rozumiem...
            Rozprawiacie sie z pindami, ktore kreca sie wokol Waszych mezczyzn?
            Przeciez nie zawarlyscie przymierza ze wszystkimi kobietami swiata, ze nie tkna
            Waszego kochania,
            to ON sie z Wami na cos umowil,
            i chyba tylko od Niego mozna wymagac lojalnosci?
            • prowincjal Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 11:59
              Nie można odmówić silnej logiczności tego sądu. Fakt - ze swoim mężczyzną się
              umawiałaś na lojalność, miłość i wierność.
              Choć z drugiej strony miłość do nie konstrukcja teoretyczna tylko nasze życie,
              które trzeba czasami za wszelką cenę bronoć przed tymi, którzy chcą je
              zniszczyć. I w tym kontekście dzwonienie i przepędzanie kobiet, które "łaszą"
              się do naszych mężów, kohabitantów jest jak najbardziej zrozumiałe. Niestety
              jeśli facet nie ma przysłowiowych jaj, to niestety kobieta musi je mieć za niego.
              • anula36 Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 12:00
                a z tego forum niezbicie wynika ze nie tylko jaja ale i penisa by trzeba sobie
                zapuscic;)
              • adanik Re: Netowe kobiety mojego męża... 07.05.05, 21:31
                A ja zadzwonilam do takiej jednej mojego meza i sie lepiej poczulam slyszac,
                ze taka zwykla kolezanka... normalny glos, ktory mwoil, zebym porozmawiala
                z mezem, zebym nie przekreslala przeszlosci (chcialam sie z nim rozstac po
                tym jak dowiedzialam sie o internetowo telefonicznej przyjaciolce).
                Ogolnie temat dlugi, nie bede wdawala sie w szczegoly, ale kolezanka chyba
                naprawde okazala sie kolezanka a nie kochanka... przynajmniej ostatecznie ta
                znajomosc tak sie zdeklarowala.
                I mysle ze czasem trzeba poznac to czego sie boimy, czyli rywalke o meza.
                Bo moze sie okazac, ze to faktycznie koleanka a nie kochanica.
                Chociaz boli strasznie, to ukrywanie, tyle niewiadomych, no i to ze woli
                rozmawiac z inna.
      • maule Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 22:30
        dziwny ten Twój mąż... Ja już dawno bym Cię z domu wyrzucił. Dobrze Ci radzę -
        Ty przestań szpiegować, Ty się lepiej o swojego chłopa zatroszcz bo masz
        prawdziwy skarb; cierpliwy, wyrozumiały, posłuszny:)
    • rynki Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 14:02
      Może trochę dla poprawienia humoru powiem co było u mnie. Mój mąż regularnie
      korzysta z internetu. Komputer stoi w pokoju w którym śpimy, często więc
      zasypiałam widząc mojego miłego przy kompie. Pewnego dnia obudziłam się jakby
      mnie ktoś szarpnął za ramię, otworzyłam oczy i zobaczyłam męża jak zwykle
      siedzącego i przeglądającego internet; nie widziałam co było na monitorze ale
      sama nie wiem skąd wyrwało mi się kategoryczne "co ty robisz?" - skutek:
      natychmiastowe zamknięcie strony. Mąż wyspowiadał się, że rwał laski i że robił
      to po raz pierwszy. Stwierdził też, śmiechem żartem że strach z taką "wiedźmą
      ple ple" mieszkać pod jedym dachem, skoro nawet przez sen wie co robi.
      Pozdrawiam
      • nastinka Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 15:03
        Nie wiem, czy kobiety biorące sie za koki,
        to przykład "męskości"
        (dowód na jaja)?
        Mnie sie to raczej kojarzy z tradycyjnymi,
        np. afrykańskimi społecznościami,
        gdzie kobiety regulują to między sobą,
        a do mężczyzny nie mają pretensji...
        Dla mnie kobiety z jajami,
        to raczej takie, które albo postawią ultimatum ukochanemu,
        albo odejdą,
        ale nie zniża się do "grzecznościowej" wymiany z konkurentką.
        Nie wiem,
        konkurentek na przestrzeni 15 lat spotkałam sporo...,
        ale z zadna nie toczyłam handlowych negocjacji.
        Głupio by mi było tak walczyć o mężczyznę,
        przecież On dobrowolnie związał się ze mną,
        więc nie będę go ubezwłasnowolniać
        (powinien to ochoczo zrobić sam ; ))
        • prowincjal Re: Netowe kobiety mojego męża... 18.03.05, 16:37
          Życie nie jest niestety czarno-białe jak tego byśmy chcieli i reguły, które
          obowiązują w miłości często podlegają korozji lub stają się miejscem do
          pertraktacji - odejdź od niej, przestań z nią romansować, a przebaczę ci,
          będziesz mógł ze mną zostać, popracujemy nad naszym związkiem raz jeszcze.
          I taka jest przeważnie miłość. Tak przynajmniej ja ją rozumiem. Gdy jest
          prawdziwa, głęboka, to wybacza ("anula36" będzie zapewne ripostować) no chyba,
          że nasz partner jest permanentnym kłamcą i nie chce się zmienić, mimo wielu,
          naprawdę wielu szans jakie zostały mu dane.
          Wtedy wydaje się oczywistym myśl o zakończeniu związku.
        • kraxa nastinka, zgadzam sie w calej rozciaglosci 20.04.05, 14:56
          tez uwazam, ze takie gadki umorlanisjace w stosunku do potencjalnej rywalki to
          byloby ponizej mojego poziomu i godnosci. To odkrycie przed _wrogiem_
          swojego "miekkiego podbrzusza". Musze interweniowac u Ciebie bo u chlopa
          wlasnego na zaden posluch nie moge liczyc...
    • xapur Dołująca sytuacja. 19.03.05, 01:21
      Niestety nic pocieszającego nie potrafię tu powiedzieć. Netowe flirty mogą być
      ciekawą zabawą, ale jeśli zaczyna to niszczyć świat realny to jest bardzo źle.
      Szkoda, że gość tego nie dostrzega. Chyba, że mu wisi.
      • matriss_76 Re: Dołująca sytuacja. 24.03.05, 18:43
        Dołująca tym bardziej że mój mąż uważa że nic złego nie robi - "Ma prawo mieć
        koleżanki" Jest fanem i pasjonatem rozmów netowych rozmów oczywiście z
        kobietami. Tym bardziej że sam mi mówił że nie wie czy byłby zdolny byc mi
        wiernym, że nie wie czy jak nie zdaży mu sie sprzyjająca sytuacja to mnmie nie
        zdradzi..Dołujące to wszystko... Wiem żże nie wygram, wiem że i tak zrobi co
        chce. Ale by byćrazem trzeba zaufania, szacunku namiętności... A u nas tego
        zaczęło już dawno brakować. Tylko pzez to że koleżanjki mojego męża są ponad
        wszystko, nawet nie stety ponad nasz związek,..
        to jest dołujące

        bo mu nie ufam
        • xapur Zastanawiam się czy przed ślubem też tak mówił. 29.03.05, 19:51
          Chyba, że nie pytałaś. Tak czy owak myślę, że nie zmienił się z dnia na dzień.
          Teraz raczej ciężko będzie zmienić jego podejście. Widzę tylko dwa wyjścia:
          1. Zaakceptować i pogodzić się z sytuacją.
          2. Zmienić męża.
          • ewa515 Re: Zastanawiam się czy przed ślubem też tak mówi 29.03.05, 21:29
            A ja widzę jeszcze jedno wyjście:
            3. Znaleźć sobie kochanka.
          • matriss_76 Przed ślubiem nie mieliśmy NETU 01.04.05, 18:49
            Byłam jego jedynym słońcem i jedyną miłością (zwłaszcza jak po pol roku
            wrociłam ze stanow) Świata poza mnąnie widział. DO mometnu jak pol roku po
            slubie założylismy sobie NET. Zdradził mnie z jaks pindą z czata i chciał sie
            dla nie j rozwodzic mimo ze jej na oczy nie iwdział. Co gorsza odwaliło mu
            maksymalnie. Bab takie sciemy waliła że szok a on łykał wszystko jak pelikan.
            POtem zmądrzał i flirtował inaczej - nie wierząc ale bardzo sie angazująć.
            POznawanie kobiet zostało mu do dzis... Tylko na jakim gruncie... Szuka
            znajomych czy kochanki ? MOze drugiej zony ?
            • xapur Mimo wszystko obstaję przy swoim. 01.04.05, 20:40
              Net dał mu tylko możliwość. Chęć lub skłonność musiała być wcześniej. Też
              czasem lubię poflirtować, ale trzeba znać granicę, której nie można
              przekroczyć. Jak ktoś nie potrafi sobie jej wyznaczyć lub nie ma takiej
              potrzeby to albo niech sobie w ogóle odpuści takie "zabawy", albo niech powie
              jasno partnerowi czego można się po nim spodziewać.
    • natasza39 Re: Netowe kobiety mojego męża... 25.03.05, 00:11
      Kiedyś, dawno, dawno temu, jako wolna zupełnie kobieta siedziałam sobie na
      czacie na onecie. Czat był spokojny, bynajmniej nie o seksie. Odezwał sie
      facet, z tego samego co ja miasta (czat był regionalny). Zaczęliśmy rozmawiac o
      dupie maryni, koniec końcem, w trakcie rozmowy przedstawił sie, że jest
      samotnym wdowcem. Brakuje mu ciepła, przyjaźni i takie tam... ściemy.
      Zaproponował mi że spotkamy się na kawie i wysępił mój numer komórki.
      Jakież było moje zdziwienie, jak na drugi dzień zadzwoniła na ten numer
      wrzeszczaca i wyzywajaca mnie od k..ew baba, która była święcie przekonana ze
      jej rwe męża.
      Wiec może ostrożnie z tym wyzywaniem panienek z netu, bo niewiadomo co mezuś im
      za kity nawciskał.
      Mój maz tez wciskał swojego czasu kity panienkom w necie, że ma kryzys, jest w
      trakcie separacji i takie tam inne pierdoły, po czymn wracał do łózka i kochała
      sie ze mna.
      Panienki z netu winne, czy chłop?
      Moim zdaniem chłop!!!
      To on ci przysiegała przed ołtarzem, czy w innej swiatyni, więc jego za
      dupe!!!
    • kroopcia Re: Netowe kobiety mojego męża... 30.03.05, 14:47
      Dlatego na pytanie mojego męża "Kochanie czy podłączamy sobie internet?"
      odpowiedziałam "nie" ;-)))))))))))

      ps. i nie żałuje ;))
      • xapur Nie tędy droga. 31.03.05, 00:55
        Jak coś nie będzie grało i tak poszuka sobie innej. Odcinanie od możliwości
        działa tylko na niektórych i raczej na krótką metę. Poza tym co to za miłość
        bez zaufania.
        • woman-in-love Re: Nie tędy droga. 31.03.05, 11:20
          Tak, niepodłączenie internetu, to trochę naiwne podejście do sprawy. Idąc dalej
          tym tropem należałoby wyrzucić przez okno telefon komórkowy, na oczy założyć
          klapki, a tak najlepiej - od razu wynieść się na bezludną wyspę :-)
          • kroopcia Re: Nie tędy droga. 31.03.05, 11:29
            Eeee, bez przesady.

            Ja po prostu uznałam, że net tak naprawde nie jest nam do szczęścia potrzebny,
            a mój mąż tylko to potwierdził :)))
            • prowincjal Re: Nie tędy droga. 01.04.05, 23:09
              Być może nie miał innego wyjścia :) "woman-in-love" ma rację pisząc, że takie
              myślenie prowadzi donikąd. Teoretycznie związek powinien opierać się na zaufaniu
              (jeden z filarów związku). Jeśli tego nie ma to jest problem do zmartwień. A net
              jest potrzebny - pomijając mnóswto śmieci (pisząc łagodnie) jest wiele i to
              wiele rzeczy godnych uwagi. Ale można się i w tym zatracić - jak prawie we
              wszystkim zresztą.
              • niutka10 Re: Nie tędy droga. 10.04.05, 23:29
                25 lat po slubie, do glowy mi nie przyszlo sprawdzac meza z kim klika
                i smsuje,maz tez mnie nie sledzi...
                zaufanie...
                a Wy moje drogie Panie co robicie w necie?
                a juz rozumiem...
                Wam wolno a im wara od kompa...
                • coper75 Re: Nie tędy droga. 08.05.05, 16:59
                  brawo
                  • leszix Re: Nie tędy droga. 08.05.05, 21:52
                    I tak skonczyla sie ciekawa dyskusja
Inne wątki na temat:
Pełna wersja