brak seksu cd... jekie rozwiązanie?

06.05.05, 13:37
Piszę jako następna sfrustrowana istota, którą mąż seksualnie traktuje jak
powietrze.Trwa to już około 4 lat z mniejszymi lub większymi przerwami, a
jedyne tłumaczenie jakie słyszę to "im częściej o tym myślę tym większy mam
problem". Sugestia odwiedzenia właściwego specjalisty zbywana jest naturalnie
milczeniem. Wie, że ma problem i nic z tym nie robi. Kończę 30 lat, libido
wylewa mi się uszami i co???? Jestem zdołowana i naładowana napięciem,
frustrtacją, złością. Mam wrażenie, że aby odzyskać wiarę w siebie ( w swoją
atrakcyjność)powinnam zaliczyć pułk wojska + ekipę ratowników wodnych. To
oczywiście śmiech przez łzy, staram się jeszcze jakoś trzymać,ale jest coraz
gorzej. Dawno podjęłabym decyzję o rozstaniu, ale kocham go bardzo, mamy
maleńką cudowną córeczkę, wspólne pasje i radości, oprócz tej jednej. Czy
kochanek, na boku dyskretnie jest wyjściem?
    • bossmaan Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 06.05.05, 14:22
      > kochanek, na boku dyskretnie jest wyjściem?

      Witam,
      moim zdaniem najlepszym z mozliwych, jesli oczywiscie chcesz dalej pozostac w
      obecnym zwiazku.
      Pozdrawiam
    • inter71 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 06.05.05, 19:44
      Witam:)
      Wczoraj ten sam text napislem do innej osoby tutaj. Przeczytaj go uwaznie i wez
      sprawy w sowje rece bo inaczej nigdy nie bedziesz miala tego co chcesz.

      Pierwsza sparawa, powinnas sobie uswiadomic ze jak facet nie moze, to znaczy
      ze cos jest nie tak. I na pewno problemem nie jest partnerka, tylko organizm
      troche szwankuje.

      Zeby ci to lepiej zobrazowac podepre to swoim przykladem. Bylem jak kazdy
      facet, gotowy o kazdej porze dnia i nocy do dzialania az tu nagle jednej
      grudniowej nocy cos sie stalo i nie dostalem erekcji. Myslalem ze to
      przemeczenie, stres itd. Po kilku misiacach niemoznosci, rozpoczelem wedrowke
      po lekarzach.

      Na poczatku udalem sie do gabinetu zajmujacego sie leczeniem zaburzen
      seksualnch. Niestety tam nie bylo dla mnie odpowiedzi na moj problem. Nastepnie
      poszedlem do lekarza rodzinnego, ten skierowal mnie do do kilku innch
      specjalistow i tak znalazlem sie u psychiatry zajmujacego sie leczeniem
      zaburzen seksualnch. Nie ukrywam ze wizyte u niego traktowalem z przymrozeniem
      oka i nie wierzylem ze moze mi pomoc. W kazdym razie owy psychiatra skierowal
      mnie do urologa ktory specjazlizuje sie wylacznie leczeniem zaburzen
      sexualnych. Od razu odpowiedzialem mu ze juz mialem wizyte u urologa i nic nie
      znalazl, psychiatra wtedy odpowiedzial ze owy urolg bada wszystkich jego
      pacjetnow od 28 lat i u 9 z 10 pacjentow znajduje problem. Nie majac wyjscia,
      zamowilem wizyte u urologa z pelna swiadomoscia ze mi nie pomoze i juz nic mi
      nigdy nie pomoze.

      I tu sie bardzo pomylilem. Na wizycie urolog mi juz powiedzial ze przypuszcza
      co jest, ale niestety nie chce nic mowic na wyrost. Zwyczajnie musi zrobic
      test, taka mala operacyjka.

      Nie wiem jak nazywa sie ten test po polsku ale po angielsku to brzmi: Post
      Cystoscopy (looking inside the Bladder). Krotko mowic, wszedl mi jakims
      przyzadem do cewki moczowej i usunal z niej dwie scianki ktore blokowaly
      przeplyw krwi. Te dwie blokady takze powodowaly powiekszenie prostaty. Przy
      normalnym tradycyjnym tescie, trzech lekarzy twierdzilo ze prostata jest
      prawidlowa. Po calym zabiegu uslyszalem ze te dwie blokady plus powiekszona
      prostata byly powodem braku erekcji. Ale niestety to nie koniec leczenia.
      Lekarz powiedzial ze leczenie jest dlugie ale powinno zakonczyc sie
      powodzeniem. Dostalem 3 rodzaje tabletek, ktore mam brac przez 6 tygodni.
      Nie wiem co mna kierowalo, ale ja w swej naiwnosci dalej myslalem ze to nic
      powaznego. Dopiero kiedy dostalem lekarstwa cos sie otworzylo w mojej glowie.
      Pomysl, niby nic, tylko brak erekcji a lekarze przepisuje komus antybiotyk 2
      razy dziennie przez szesc tygodni, hormon testosteron cztery tabletki dziennie
      przez szesc tygodni i jeszcze jedna tabletke ktora mam brac co trzy dni przez
      szesc tygodni. Juz nie wspomne o cenie za te lekarstwa za ktore zaplacilem $500
      CAN, cena tez powinna mowic sama za siebie czy bylem chory czy nie.
      Jestem w trakcie kuracji i juz widze duzo poprawe. Miejmy nadzieje ze wszystko
      bedzie dobrze i znow bede funkcjonowal normalnie.

      W miedzyczasie duzo tez czytalem o braku erekcji u mezczyz. Statystycznie 7 ze
      100 facetow ma klopoty z erekcja. Ten problem moze przyjsc w kazdym wieku, i u
      17-latka i 40-lataka, problem jest w tym, ze faceci w swej dumie nie umieja sie
      przyznac do tego i nie szukaja pomocy, mysla ze jutro bedzie lepiej. A lepiej
      nigdy nie bedzie. Mi w Kanadzie zajelo 14 miesiecy zeby trafic do odpowiednigo
      lekarza, wierze ze w polsce o to bedzie duzo fatwiej.

      Tak ze podejdz do tego jak do najzwyklejszej choroby, ktora trzeba leczyc.
      Porozmawiaj z nim o tym, wizyta u dobrego lekarza (urologa co operuje) moze by
      wiele zmienila w waszym zyciu.

      Kris
    • tomoe Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 06.05.05, 21:25
      Kochanek stanowczo nie, bo to Ci jeszcze bardziej skomplikuje życiorys. niestety
      to nie jest tak, ze ten inny mężczyzna to ożywiony wibrator, zazwyczaj związek
      pozamałżeński też wiąże się z jakimś zaangażowaniem emocjonalnym. Jednak
      stanowczo wizyta u specjalisty. To wspólny kłopot i musicie rozwiązać go razem.
      Jemu też jest bardzo trudno, ale musi się przełamać. Może spróbuj mu powiedzieć,
      ze bardzo go kochasz i jeśli on podziela to uczucie, to napewno uda Wam się
      pzewyciężyć ten problem. Przedstaw mu to jako zadanie, sprawę do rozwiazania.
      Jesli nie to - to o ile nie możesz wytrzymać w białym małżeństwie -
      sugerowałabym poważniej podejsć do tematu rozstania. A przynajmniej czasowej
      sepracji. może to by go otrzeźwiło i nakłoniło do współpracy?
    • oleczka80 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 06.05.05, 22:05
      witam. Czy jestes pewna ze problem dotyczy tylko seksu? bo zastanawia mnie
      dlaczego maz nie matwi sie twoimi potrzebami? przeciez jesles mloda, "zdrowa"
      seksualnie, a cierpisz, jeses sfrustrowana. czy jego to nic nie interesuje?
      nie wiem, czy to powody medyczne, czy bardziej psychiczne powoduja u twojego
      męza brak zainteresowania seksem, ale nawet jesli sie krepuje, to po 4 latach
      chyba dawno juz moglby sie przelamac i porozmawiac z Toba, poszukac pomocy.
      zatem druga rzecz nad ktora nalezaloby sie zastanowic to zaufanie w waszym
      zwiazku.
      stawiam tylko pytania, nie wiem jak jest na prawde, ale moze warto to
      przemyslec, najlepiej oczywiscie we dwoje.
      pozdrawiam
    • tete3 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 09.05.05, 10:54
      Dziękuję za te wszystkie rady, całe szczęście ( a może nieszczęście?) problemy
      mojego męża wiążą się tylko ze sferą psychiki. Co więcej, pokazałam mu forum.
      Był zaszokowany, że tak wiele osób ma ten sam problem. Może w końcu zmobilizuje
      się i pójdziemy do lekarza? Trzymajcie kciuki.
      • krzysiek_dwadziesciapare Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 09.05.05, 15:53
        "pokazałam mu forum. Był zaszokowany, że tak wiele osób ma ten sam problem"
        To chyba standardowa rekacja każdego "nowego" tutaj. I ja zrobiłem oczy jak 5zł,
        kiedy zorientowałem się, że mój problem [opisany gdzieindziej] wcale nie jest
        taki nietypowy. Wtedy człowiek przestaje czuć sie "dziwadłem" - a to bardzo pomaga.
        • gomory Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 13.05.05, 10:20
          > kiedy zorientowałem się, że mój problem [opisany gdzieindziej] wcale nie jest
          > taki nietypowy.

          W sumie to zludny mechanizm. Gdybys trafil na forum np. pedofili moglbys uznac,
          ze to tez nie jest marginalny problem tylko dotyczy takiej masy ludzi ;).Wez
          pod uwage, ze trafaia tu tylko i wylacznie ludzie z takimi klopotami, do tego
          najczesciej szukaja wlasnie takiego miejsca.
    • dvddobrze Ale czemu dyskretnie? 09.05.05, 11:40
      Spójrz mu głęboko w oczy i powiedz, że już nie możesz tak egzystować i musisz
      poszukać zaspokojenia swych naturalnych, biologicznych wręcz potrzeb, poza
      małżeńskim łożem, które jemu służy już tylko do spania. Powiedz, że bez
      intymnej bliskości, małżeństwo to świstek papieru. To on cię zawiódł i opuścił
      w tym najważniejszym aspekcie związku i nie chce nic z tym zrobić. Może takie
      ultimatum coś pomoże?
      • tete3 Re: Ale czemu dyskretnie? 10.05.05, 13:26
        Ech, to już było i nie pomogło...
    • ambx Po otwartym przedstawieniu sprawy... 10.05.05, 14:03
      ...możesz z podniesionym czołem szukać partnera zastępczego, albo nawet tego
      który zastąpi byłego męża (bo jest nim tylko na papierze, prawda? Zaoferowanie
      mu posady opiekunki do wszej córeczki i gosposi domowej - to z twojej strony
      duży gest i dowód przywiązania. Po bajce na dobranoc masz prawo mu powiedzieć:
      Przypilnuj małej. Jadę do kochasia. Będę jutro po pracy. Cześć!
      • tete3 Re: Po otwartym przedstawieniu sprawy... 11.05.05, 13:31
        ale się uśmiałam, dzięki za poprawienie humoru ;-))))))
        Już widzę jego minę...
        • diament79 Re: Po otwartym przedstawieniu sprawy... 11.05.05, 13:59
          ambx ma rację :) jesli rozmowy juz były i nie dały żadnego rezultatu to może
          właśnie postaw tak sprawę, że Ty masz potrzeby, idziesz tam gdzie je ktoś
          spełni, kochasz go nadal, stanowicie rodzinę, ale Twoje potrzeby są równie
          ważne jak jego piwo, mecz czy siedzenie w domu. Może odrobina zazdrości pomoże
          i weźmie sie do roboty? ;) Albo się rozstaniecie i wtedy będziesz mogła szukać
          kogoś legalnie, życzę pierwszego rozwiązania! A.
          • petar2 Re: Po otwartym przedstawieniu sprawy... 11.05.05, 14:08
            Uwielbiam te proste rozwiązania rodem z ... piaskownicy :)
            Nie chcesz się ze mną bawić? To pobawię się z innym chłopczykiem. I zabawki
            zabiorę !!!
            • diament79 Re: Po otwartym przedstawieniu sprawy... 11.05.05, 14:24
              Nikt nie powiedział, że to sa te proste rozwiązania. To są czasmi
              ostateczności, do których tak samo mężczyzna jak i kobieta są zmuszeni!
              Najważniejsze dobrać się odpowiednio swoimi potrzebami, dużo rozmawiać na TE
              tematy. Po rozmowach zawsze przyjdzie czas na podejmowanie decyzji.
            • krzysiek_dwadziesciapare Re: Po otwartym przedstawieniu sprawy... 11.05.05, 14:28
              wiesz, petar, ja przez 2 lata stosowałem rozwiązania "ambitne" - rozmawiać,
              próbować, starać się. Starałem się - bo kochałem - i uważałem, że jest się o co
              szarpać. Skończyło się nerwami i frustracją. miałem tylko dośc odwagi, by w
              porę, zanim relacje zamienią się w gangrenę, powiedzieć "dość".
              Nie sa sensu męczyć się i imię "czegoś" [ dzieci, dom etc ] bo żyje się przede
              wszystkim dla siebie, a zmarnowanych na czekaniu lat, straconych szans i
              zszarganego zdrowia nie wróci nikt i nic.
              Jeżeli nie jestem zadowolony ze swojego życia - to jestem jedyną osobą, do
              której powinienem mieć pretensje.
              Trywialnie zabrzmi, ale każdy jest kowalem swego losu
              • petar2 Re: Po otwartym przedstawieniu sprawy... 11.05.05, 17:28
                Znam Twoją historię z wcześniejszych postów. I doceniam Twoją determinację, nie
                stać mnie byłoby na taką.
                Tylko nie możesz swoich doświadczeń przekładać wprost na każdą sytuację opisaną
                na forum w postaci 1, 2 czy 3 emocjonalnych postów jednej strony.
                Tak jak i Diamencik musi wziąść poprawkę, że problemy rodzą się ciut później
                niż po 2-3 latach radosnego związku bez dzieci (co dedukuję z Jej postów).
                Ja mam 41 lat i prawie 19 lat w mniej lub bardziej szczęśliwym małżeństwie,
                więc podoba mi się wasza młodzieńcza bezkompromisowość i radykalizm :)
    • lava71 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 11.05.05, 14:53
      Witaj,
      ja jako facet miałem podobną sytuacje tyle, że oczywiście w przeciwnym
      kierunku. Możesz mi wierzyć lub nie ale w stanie ustawicznej depresji i
      frustracji długo się nie da wytrzymać. Ja wytrzymałem 3 lata i nie skoczyłem w
      bok. U mnie "na szczęście" wszystko się rozpadło. Nikomu nie życzę związku i
      życia w celibacie.
      Ludzie, którzy w ten sposób znęcają się nad tymi, których "kochają" nie są
      warci bycia z kimkolwiek.
    • maziol Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 11.05.05, 17:49
      Wiesz... jako osoba z botu bez emocjonalnego zwiazku do tej Twojej calej sytuacji mowie Ci skocz w bok, nie mecz sie bo tak czy inaczej zeswirujesz albo rozwali Wam sie zwiazek.

      Z drugiej jednak strony wciaz wierze w to ze to sympatyczne uczucie ktore nazywamy milosc a czasem przeradza sie w rutyne wygra. Juz kilku osobom to pisalem, ale powtorze jeszcze raz. W moim przypadku pomogla szczera rozmowa i nieodpuszczanie. Nie mozna symulowaz i oszukiwac samego siebie. Mi brakowalo nawet glupiego przytulenia czy poglaskania po glowie.... chyba nie da sie bez tego zyc. Po prostu pogadaj i walcz o swoje, zrob wszystko co w Twojej mocy.

      Pozdrawiam
      maziol
      www.sex.lubi.pl
      • woman-in-love Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 12.05.05, 16:59
        Jaki związek się rozwali? Nie ma tu związku, tylko jakaś piata woda po kisielu.
        Mylicie związek z jego wspomnieniem.
    • diament79 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 12.05.05, 20:51
      Do petar:
      masz rację, inaczej wygląda życie jesli nie ma się dzieci i widuje sie ze soba
      kiedy ma się na to ochotę a co innego żyć z kimś ileś tam lat, dzielic ze soba
      dobre i złe chwile... Uważam tylko, że nalezy sie odpowiednio dobrać ze sobą w
      swoich potrzebach. Jakie proponujesz rozwiązanie? Jestes doświadczoną osobą,
      więc chyba możesz się wypowiedzieć, nie sądzę, ale może mi sie przydać na
      przyszłość (biore pod uwagę, że nie zawsze będzie tak sielsko i anielsko jak
      teraz)
      • petar2 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 13.05.05, 09:09
        Nie znam rozwiązania. Nie wiem nawet czy istnieje, bo pytasz o jakieś bardziej
        uniwersalne, nie dotyczące konkretnie sytuacji tete.
        Co najwyżej pozwolę sobie na parę przemyśleń.
        Nie mam takiej odwagi jak woman żeby po kilku zdaniach tete stwierdzić, że nie
        ma związku, pozostało jedynie wspomnienie.
        Jest rodzina a i związek po wypowiedzi tete "... problemy
        mojego męża wiążą się tylko ze sferą psychiki. Co więcej, pokazałam mu forum.
        Był zaszokowany, że tak wiele osób ma ten sam problem. Może w końcu zmobilizuje
        się i pójdziemy do lekarza?" rokuje duże nadzieje na naprawę.

        Seks jest elementem związku, małżeństwa a szerzej życia. Patrząc więc na
        problemy z seksem często trzeba spojrzeć dalej. Jak wyobrażamy sobie związek,
        rodzinę.
        Czy widzimy w tej drugiej osobie partnera na całe życie, rónież w innych
        aspektach poza seksem (dzieci, dom, rodzina, odpowiedzialnośc, poczucie humoru,
        przyjaźń) i chcemy o to walczyć?
        Czy dostrzegamy, że życie i czas zmienia nas i to że z gorącego kochanka przed
        ślubem nasz luby zmienił się w rozgoryczonego, leniwego wyposażenia naszego
        kąciku wypoczynkowego przed telewizorem nie oznacza, że taka nie może nastąpić
        zmiana w drugą stronę?
        Czy decydując się na związek z nim nadal jesteśmy przekonani, że była to wtedy
        świadoma i przemyślana decyzja?
        Jeśli odpowiedzi brzmią "nie" to faktycznie lepiej przeciąć to szybko a nie
        brnąć w bagno.
        A jeśli uważamy, że warto walczyć to zastanówmy się gdzie leżą przyczyny
        porblemów. Nie chcę powtarzać moich wypocin z innych wątków jednak myślę, że
        większość problemów z seksem leży poza nim.
        Często nie da się ich łatwo rozwiązać. No i zmieniamy się z czasem. Jednemu się
        chce bardziej, drugiemu mniej. Czy rację ma woman pisząc, że jak się kochają to
        argumenty "jestem oziębły/a", "nie mam w ogóle ochoty na seks" nie mają racji
        bytu?
        Myślę, że ma rację, przecież jeśli się kochamy to potrzebujemy bliskości i
        pieszczot. Czy to duży problem kontynuować te pieszczoty dalej przez
        oziębłego/łą do zaspokojenia drugiej strony? I czy to jej wystarczy? Ale to
        trzeba sobie wypracować. Bo bardzo łatwo naruszyć czyjąś godność, dumę.
        Często też trzeba z czegoś zrezygnować, coś odpuścić, pójść na kompromis ze
        swoimi potrzebami lub zasadami. Pytanie co jest priorytetem, zarówno dla mnie
        jak i drugiej strony.
        Przykład?
        Jeśli stanowimy związek otrzaskany w boju, mamy do siebie dużo zaufania a
        jednocześnie potrzeby jednej strony są mocno niezaspokojone to może skok w bok
        czy niezobowiązujący (no wiem, takich praktycznie nie ma :) romansik jest
        lepszy od doprowadzania do piekła w domu lub rozwodu?
        To kwestia bardzo indywidaualna, niektórzy nie wyobrażają sobie zdrady partnera
        i to byłaby dla nich tragedia a sami gdyby się odważyli, mieliby za duże
        wyrzuty sumienia. Proszę nie zrozumieć, że polecam coś takiego. Przez 15 lat
        byłem wiernym żonkisiem :)
        Na forum nie znajdziemy gotowych recept ani cudownych rad.
        Ale można się wypowiedzieć, zobaczyć że nasz przypadek nie jest wyjątkowy i
        czasem otrzymać jakąś wskazówkę. To dużo.
        • krzysiek_dwadziesciapare Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 13.05.05, 09:25
          "romansik jest lepszy od doprowadzania do piekła w domu lub rozwodu?"
          Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji...
          z tego, co poczytałem sobie na forum gazety, romanse ZAWSZE brużdżą w relacjach
          międzyludzkich

          Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to zaciśnięcie zębów i wspólne wyprawy do
          psychologa-seksuologa-specjalisty
          Ale do tego trzeba dobrej woli obojga

          "Jeśli stanowimy związek otrzaskany w boju, mamy do siebie dużo zaufania a
          jednocześnie potrzeby jednej strony są mocno niezaspokojone to może skok w bok
          czy niezobowiązujący (no wiem, takich praktycznie nie ma :) romansik jest
          lepszy od doprowadzania do piekła w domu lub rozwodu?"

          przyjaźń i zwajemny szacunek - to dwie nogi u stołu, seks to kolejne dwie -
          którychkolwiek z nich by nie brakowało - wspólnego posiłku na tym nie zjesz -
          bo się stół wypierniczy.
          Dlatego ja, zanim zdecyduję sie na sakramentalne "tak" najpierw spędze 2 lata z
          kobietą pod jednym dachem - żeby się otrzaskać w codzienności, sprawdzić, jak
          sprawdzamy się w prozie życia, żeby zniwelować [ wiem, usunąć się nie da ]
          ryzyko wystapienia "niespodzianek"
          • petar2 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 13.05.05, 10:06
            > z tego, co poczytałem sobie na forum gazety, romanse ZAWSZE brużdżą w
            > relacjach międzyludzkich

            Żadne forum nie jest reprezentatywne, wręcz przeciwnie.
            A w związkach bruździ bardzo wiele rzeczy, głębiej lub mniej.
            Poza tym badania nie potwierdzają Twojej tezy.

          • ewolwenta Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 13.05.05, 17:01
            Nie łudź się Krzysiu, że się otrzaskasz i dowiesz czegoś o przyszłym byciu we
            dwoje. Niczego się nie dowiesz. Ja przystałam na takie rozwiązanie i mija już
            znacznie więcej niż planowane dwa lata.

            Problem polega na tym, że nawet mimo starań każdy związek ulega zmianom. Co
            było gorące staje się zaledwie ciepłe. Wyłącznie dużym wysiłkiem obu stron
            można wzajemną relację utrzymywać na akceptowalnym poziomie satysfakcji.

            Brak tego omamienia zwanego miłością, powoduje że co raz trudniej podejmować
            wyzwanie jakim staje się współżycie z partnerem, którego wady rysują się z
            upływem czasu wyraźniej. Podjęcie decyzji o małżeństwie zaczyna się odwlekać.

            Często bywa też tak, że ten czas próby jest czasem wytężonej gry. Formalizacja
            układu powoduje spoczęcie na laurach, bardziej niż w sytuacji gdy świeżo
            zakochani składają przysięgi.

            Znam związki, w których osoby zdecydowały się na legalizację konkubinatu
            (śliczne słowo) po paru latach prób. Większość tych związków się rozleciała :(
            Sama się tego boję.

            > Dlatego ja, zanim zdecyduję sie na sakramentalne "tak" najpierw spędzę 2 lata
            z
            > kobietą pod jednym dachem - żeby się otrzaskać w codzienności, sprawdzić, jak
            > sprawdzamy się w prozie życia, żeby zniwelować [ wiem, usunąć się nie da ]
            > ryzyko wystapienia "niespodzianek"
            • dosia.samosia Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 13.05.05, 19:09
              Ja jestem na etapie skoku w bok (już się stało i będzie kontynuowane) bo miałam
              wrażenie, że albo małżonka zabiję któregoś pięknego dnia albo dostanę świra. W
              zasadzie już dostawałam.;)
              Terapia (mąż się zgodził pójść do seksuologa) będzie wymagała czasu i
              cierpliwości a żeby się cierpliwością wykazać musi zejść ze mnie ciśnienie.
              Mąż dotąd lekcewazył problem albo stosował spychotechnikę - dwa dni dobrze,
              półtora miesiąca nic. Nie potrafię funkcjonować w takiej huśtawce, nie widzę
              sensu życia w białym małżeństwie a jednocześnie na mężu cholernie mi zależy.
        • tete3 tak czy inaczej pomogliście mi !!! 16.05.05, 15:10
          Bardzo Wam wszystkim dziękuję za te wypowiedzi, może będzie lepiej. Mąż trochę
          odżył gdy zaproponowałam plan działania. Trzymajcie kciuki, a ja zdam relację
          ze spotkania z seksuologiem. Bo mnie, mimo tego co napisała woman, naprawdę
          bardzo zależy, jemu chyba też ( po tym co pokazał dzisiejszej nocy :-)))) )
          pozdrawiam Forumowiczów
    • krzymak Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 14.05.05, 15:37
      kochanek bez zobowiązań, to jakieś wyjście
    • magda_991 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 15.05.05, 17:48
      Znam ten bol z autopsji - tyle tylko, ze u nas w ogole nie ma seksu i nie mamy
      dzieci. I mimo, ze w "pozostalych dziedzinach" jest cudownie, coraz czesciej
      mysle o rozwodzie.
    • ala1004 Re: brak seksu cd... jekie rozwiązanie? 22.05.05, 22:35
      Mam ten sam problem .Ale poradziłam sobie mam kochanka który jest żonaty i
      dzięki temu nie komplikuje sobie zbytnio życia .Spotykamy sie prawie codziennie
      tylko w tym celu .Muszę przyznać że moje stosunki z mężem uległy
      poprawie .Jestem teraz bardziej pogodna i radosna .Nie zmuszam meża do
      seksu .On w swojej nieświadomości pewnie jest zadowolony że tak sie zmieniłam
Pełna wersja