Problem jakich tu wiele

09.05.05, 16:15
Witam.
Mój problem to oczywiście brak seksu.Trwa to od wielu miesięcy i przez te
wiele miesięcy przymykałam na to oko- bo mąż spracowany- wiadomo dziecko
obowiązki remont domu praca po 16 godz. Ale to nie jest jedyny problem.
Jak już jest weekend chwila relaksu , dziecko zabierze babcia jesteśmy sami
i..........nic. Kiedyś mój mąż był jak wulkan, miała ochotę zawsze i wszędzie
i w najrózniejszych pozycjach. Teraz jak dojdzie do zbliżenia nie dotyka mnie
najwyżej raz pocałuje puknie od tyłu i dzie spać albo ogląda tv. Sorry dla
kogoś może wydać się to chamskie co napisałam ale tak jest.
Od jakiegoś czasu dbam o siebie bardziej niż kiedykolwiek, chcę mu się
podobać i wzbudzić jego zainteresowanie ale to chyba daremne. Kiedy
próbowałam z nim o tym porozmawiać powiedział "nie wystarcza ci to co masz?
to gdzie indziej poszukaj szczęścia" Powiedział to tonem żartobliwym ale mnie
zabolało. Nie po to wychodziłam za niego żeby go zdradzać.Chcę ratować ten
związek w którym nie ma już bliskości i czułości nie mówiąc już o rozkosznym
baraszkowaniu we dwoje.............Co robić?
    • krzysiek_dwadziesciapare Re: Problem jakich tu wiele 09.05.05, 16:27
      i znowu banalnie: szczera, poważna, spokojna rozmowa - bo od tego jakikolwiek
      kompromis i próba połatania się zaczyna. Jak sie nie dogadacie we dwoje -
      wyprawa do lekarza specjalisty, poradni rodzinnej, etc. Wszystko sie jednak
      rozbija o to, by on też tego chciał - bo bez "chciejstwa" z jego strony - to
      za wiele nie wyjdzie...
    • dziewczyna_z_sasiedztwa Re: Problem jakich tu wiele 09.05.05, 23:03
      Próbowałam rozmawiać:
      Kiedy
      > próbowałam z nim o tym porozmawiać powiedział "nie wystarcza ci to co masz?
      > to gdzie indziej poszukaj szczęścia" Powiedział to tonem żartobliwym ale...>

      Może inaczej powinnam was zapytać: nie co zrobić żeby mu się znowu chciało ale
      jak z nim o tym porozmawiać bo to też wydaje się bardzo trudne. Prowokować do
      rozmowy ALE JAK? Skoro on unika tego tematu............
      • anula36 Re: Problem jakich tu wiele 09.05.05, 23:16
        dobrze chlopak radzi- poszukac szczescia gdzies i z kims innym bo znim to
        raczej za szczesliwa nei bedziesz.
        • petar2 Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 11:50
          anula36 napisała:

          > dobrze chlopak radzi- poszukac szczescia gdzies i z kims innym bo znim to
          > raczej za szczesliwa nei bedziesz.

          Nie zgadzam się. Rozwód to ostateczność.
          Napiszę trochę z autopsji, niekoniecznie do problemu przedstawionego w tym
          wątku ale przewijającego się na forum.
          Sytuacja gdy facet rezygnuje z seksu lub wykazuje mniejszą ochotę niż dawniej
          (miałem tak przez pewien okres) może wynikać z układu w związku introwertyk (z
          reguły mężczyzna) - ekstawertyk.
          Dodajmy do tego krótką charakterystykę, Ona:
          -średni temperament seksualny
          -wymogi co do spraw codziennych typu gary pozmywane, naprawienie tego
          cholernego kranu cieknącego od miesiąca, wypełnienie PIT'u bo już kwiecień (co
          z tego że to Ona jest księgową) itd itp
          -bezpieczeństwo i nastrój, tzn dzieci śpią, muzyczka, kwiaty, świece, gra
          wstępna (szybki numerek typu przebieralnia w hipermarkecie odpada z definicji)

          a On:
          -też średni temperament :)
          -dużo pracuje
          -zajęcia w domu, brak czasu na własne sprawy

          to przyczyną może być LENISTWO.
          Po prostu jak pomyśli co ma zrobić, przygotować i potencjalnie na koniec
          dowiedzieć się, że dziś to z jakiegoś powodu niemożliwe to mu się odechciewa.
          Stres w pracy, zagonienie a jednocześnie narastające konflikty na innym tle w
          domu powodują zniechęcenie i znaczne obniżenie potrzeb erotycznych. Powoduje to
          zamknięcie się pętli, bo facet gnębi to w sobie, czując gdzieś tam, że to jego
          wina i nie mając odwagi się do tego, nawet przed sobą przyznać.
          A z drugiej strony czuje się niezrozumiany przez żonę, nie potrafi jej tego
          powiedzieć. Raczej oczekuje, że Ona sama na to wpadnie, rozbudzi go, zainicjuje
          coś. Szczera rozmowa dla introwertyka to nie jest propozycja na którą podskoczy
          z radością. Choć dla kobiety to podstawowa forma komunikacji.
          Upływ czasu i narastające konflikty budują ten mur na drodze wzajemnego
          zrozumienia coraz większy.

          Jak z tego wybrnąć?
          Mój przykład nie jest godny polecenia i chyba nie zyska poklasku, ale poznałem
          w pewnym momencie kobietę, zostaliśmy kochankami. To rozbudziło mnie bardzo i w
          domu również stałem się stopniowo gorącym kochankiem a i na innych frontach
          podciągnąłem się. Od tego czasu nasze relacje znacznie się poprawiły,
          komunikacja jest świetna. Oczywiście żona nadal ma mi wiele do zarzucenia no i
          co jakiś czas pakuję się w kolejny romans ... bo mam teraz zdecydowanie większe
          potrzeby.
          Wiem, drań ze mnie. Ale rodzina jest cała. Coś za coś.
          • larena76 Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 15:08
            Szczerze mówiąc dziwna ta Twoja metoda. Ale nie znam się, jestem z Wenus :-)
    • erika26 Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 12:58
      No tak kurcze to typopwe dla faceta.. jak cos ci nie gra to sobie poszukaj
      innego...
      wiesz co skoro tak mowi to nie sadzi ze mozesz to zrobic.. bo inczej by tak nie
      pierd...il.. takich glupot..
      radze ci dobrze daj mu troche powodow do zazdrości..
      moj maz choc nie mowi takich rzeczy to daje mi to samo do zrozumienia.. i
      odczuwam jakby nabijal sie ze mnie...moze jest ukrytym sadysta
    • krzysiek_dwadziesciapare Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 14:03
      cóż, jak ktoś nie chce rozmawiać i udaje, że problemu nie ma - to ja to czarno
      widze.
      Że facet jest introwertykiem - cóż - w takim razie ekstrawertyczna kobieta
      wybrała sobie złego fceta i albo za wczasu sie z tym pogodzi, albo pozostaje
      szarpanie sie w półśrodkach

      przepraszam, że tak ostro i bez ogródek, ale albo wybiera się człowieka,z którym
      można się komunikować, który potrafi okazywać uczucia, albo sie potem w takim
      bagnie siedzi.
      gdybym usłyszał ""nie wystarcza ci to co masz? to gdzie indziej poszukaj
      szczęścia"" - było to pierwsze i ostatnie hasło do działania. Gdybym był
      traktowany w sposób "najwyżej raz pocałuje puknie od tyłu i dzie spać albo
      ogląda tv" - zastanowiłbym się, czy jestem temu komuś partnerem, czy przeszkodą
      w życiu...
    • dziewczyna_z_sasiedztwa Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 14:23
      No tak. Ile osób tyle opini.Jedni radzą kopnij go d.... znajdź innego-nie mogę
      kocham go jest moim mężem i mamy dziecko. Ktoś pisze porozmawiaj -ale jak on
      nie chce? Pozostaje mi tylko zastanawiać się co nie gra między nami.
      Interesować się jego pasjami, pytać wczuwać w sytuację. Ale dlaczego tylko ja?
      Dlaczego on nie zainteresuje się moimi sprawami?
      Wczoraj wieczorem było tak:
      Wrócił ok 22.00 z pracy, kolacji nie chciał poszedł do komórki okleić szyby do
      taunusa(ford taunus to jego pasja). Pomyślałam że jak wróci to zapytam jak tam
      oklejanie co będzie jeszcze robił przy samochodzie-jednym słowem będę się
      interesowała.Warknął że nie chce mu się gadać bo jest zmęczony.
      Zapytałam ile chce kanapek na następny dzień do pracy to warknął że 150 i
      poszedł spać. Jak weszłam do sypialni to już chrapał.I znowu pozostałam z
      marzeniami o byłym chłopaku i własną ręką...........
      • krzysiek_dwadziesciapare Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 14:35
        Chryste...Przerażają mnie takie posty.
        Nie wyobrażam sobie, jak można kochać człowieka, który cię tak traktuje?
        Jak można żyć z kimś, kto traktuje cię jak wroga?
        NIe, po prostu przez głowę mi to nie przchodzi...

        Czy on zawsze taki był i liczyłaś żę "slub i dziecko go zmieni" czy też "coś" go
        zmieniło? Jesli tak - to pamiętasz, kiedy się to zaczęło?
        Napisz coś więcej - bo dla mnie to trochę przerasta moje pojęcie...
        • petar2 Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 15:49
          krzysiek_dwadziesciapare napisał:

          > Chryste...Przerażają mnie takie posty.

          Znasz sytuację tylko z 2 lakonicznych dość wypowiedzi i opisaną przez jedną
          stronę. Zacytowane jego zdania padały w krótko nkakreślonych okolicznościach.
          Kobiety mają tendencję do przesady w takich sytuacjach.
          Więc nie podniecaj się tak, prawda może być inna niż to wynika po przeczytaniu
          tych postów.
          Niewątpliwie faceta coś gryzie, nie daje mu spokoju. Nie szanuje dziewczyny i
          nie interesuje się jej potrzebami. Pytanie dlaczego?
          Może jakiś uraz chowa, jest czymś rozczarowany, jego duma została mocno
          zraniona i nie potrafi tego powiedzieć.
          • krzysiek_dwadziesciapare Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 16:13
            jasne, że nie znam całej sytuacji - co nie zmienia faktu, że przeraża mnie to,
            jakiej degradacji mogą ulec relacje dwojga ludzi.
            W żadnym z moich związków nie było nawet promila tego, o czym tu czytam.
            Nikogo/niczego nie oceniam, po prostu robię wielkie oczy ze zdziwienia...
            • petar2 Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 16:17
              A przepraszam, że zapytam, te związki to były długoletnie małżeństwa z dziećmi
              i masą problemów jak to zwykle bywa?
              Bo takie sytuacje to raczej powstają parę lat po ślubie a nie w okresie
              narzeczeństwa, kiedy motylki fruwają ...
              • krzysiek_dwadziesciapare Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 16:33
                jasne, że nie, co nie zmienia faktu, że nawet proza i problemy nie
                usprawiedliwiają takich jazd, o jakich tu czytam.
                nerwy nerwami, ale to już zwykłe "mam cie w dupie" pod adresem drugiej osoby
      • froodoo ...bo bywa i tak... 10.05.05, 14:37
        .... najpierw ogólnie..... bo bywa tak że żyjąc z partnerem swym, traci się raz
        na jakiś cas zainteresowaniem nim.... bo ma się pewnośc że on jest pod ręką,
        wystarczy tylko skinąć, chcieć.... też tak miemam..trwa to dzien dwa ..no może
        max. tydzien...ale potem wraca ochota, wraca potrzeba konsumpcji i bycia
        razem..... to że on warczy, ze się Tobą nie interesuje...to żle... baardzo
        żle.... sam nie wiem, dalczego ty to rozumiesz i zauważasz co się dzieje miedzy
        wami, a on nie...może to ta pieprzona męska wygoda, męska dominacja a może
        tysiace innych powodów. Bedzie ciężko Tobie, o ile jemu dalej nie będzie się
        chciało z Tobą komunikować..... zostaną Ci tylko rece i paluszki i płacz,
        albo...no własnie.... co jest ważne...by był przy Tobie i dziecku, czy by
        zauważał w Tobie dalej kobietę, kochankę, spragnoną miłości i bliskości....ile
        mozna bez tego wytrzymać?...to sprawa priorytetów jakie sobie ustawimy.....
        • leszix Re: ...bo bywa i tak... 10.05.05, 15:16
          Chyba mi Cie żal bo z meskiego punktu widzenia to on albo Cie juz zdradza albo przestal kochac. To smutne i szczerze mowiac to na razie nie widze perspektyw dla tego zwiazku ale nie jestem psychologiem i moze jesli Ci naprawde zalezy i widzisz jakies swiatelo w tunelu to warto takiego odwiedzic.
          • woman-in-love Re: ...bo bywa i tak... 10.05.05, 19:39
            działasz mu na nerwy, to oczywiste. Może marzy o kims innym, a może jesteś nad-
            opiekuńcza? Najczęściej, jeśli ma na oku kogoś innego - im jesteś lepsza, tym
            bardziej cię nie cierpi. Przerabiałam.
            • widzejasnosc Re: ...bo bywa i tak... 10.05.05, 22:33
              W duzym stopniu wine ;) ponosi internet.
              W kazdej chwili mozna napasc sie widokiem pieknych kobiet i potem konfrontacja
              ze "stara" zona wypada kiepsko.
              Precz z internetem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • dziewczyna_z_sasiedztwa Re: Problem jakich tu wiele 10.05.05, 22:01
      Bardzo pomaga mi to co piszecie. Czytam każdą z waszych wypowiedzi i
      zastanawiam się nad nią bo macie wiele racji.Generalnie najbliższe prawdy było
      to:
      <Niewątpliwie faceta coś gryzie, nie daje mu spokoju. Nie szanuje dziewczyny i
      nie interesuje się jej potrzebami. Pytanie dlaczego?
      Może jakiś uraz chowa, jest czymś rozczarowany, jego duma została mocno
      zraniona i nie potrafi tego powiedzieć >
      Myślę że właśnie tak jest.I może powinnam to zachować dla siebie ale napiszę
      jednak- może komuś kto ma podobny problem da to do myślenia.
      To że mój mąż nigdy nie potrafił okazywać uczuć i że nie był zbyt wylewny to ok-
      znam go 8 lat i "widziały gały co brały". Problem zaczął się właściwie po
      ślubie kiedy ja przestałam pracować (całą ciąże leżałam w szpitalu)
      zamieszkaliśmy w domu w którym wszystko jest do remontu, on ma pracę z której
      nie jest zadowolony bo zapieprza za marne grosze po 12 godz a w końcu skończył
      studia.
      Frustracja niezadowolenie itd. Ja mu też nie pomagałam. Nie potrafię dobrze
      gotować ani zająć sie domem-mamusia mnie nie nauczyła.
      Ech-nie wiem czy wymieniać to wszystko bo w końcu dojdziecie do wniosku-ludzie
      co wy ze sobą w ogóle robicie!!!!
      Myślę że on jest przemęczony sfrustrowany i dlatego nie ma ochoty na seks,
      dlatego jest czasami nieprzyjemnie jak wróci narobiony z tej pożal się
      pracy.Ale do cholery o tym wszystkim MUSIMY rozmawiać i sobie pomagać a ja tak
      bardzo nie potrafię dotrzeć do niego.A chcę bardzo chcę uratować ten związek.
      Jeśli się nie uda to będę wiedziała że robiłam wszystko co mogłam żeby go
      ratować.
      • armila Re: Problem jakich tu wiele 11.05.05, 00:46
        Teraz to daje jakiś lepszy obraz sytuacji.
        Na 100% to wszystko razem do kupy działa na niego FATALNIE - to faceta teraz
        żal.
        Zgadam się z krzyskiem_dwudziestoparoletnim, że musi byc rozmowa. Z tego co
        teraz napisałaś wydaje mi się (tylko się nie obraź), że troche za "delikatna"
        jesteś, ani pracy, ani gotowania - może jemu się wydaje, że nie masz pojęcia o
        jego problemach związanych z utrzymaniem domu, pracą, poczuciem
        odpowiedzialności - dużo na tych barkach ma - może po prostu nie widzi w tobie
        partnera do rozmów (bo niby o czym jak nie masz pojęcia...) przez to jest
        nieprzyjemny a właściwie chamski.
        ROZMOWA ale przemyślana - nie jakieś...zjesz kanapeczki, głaskanie po
        główce..."bluszczowanie".
        Konkretna rozmowa! Męska bym powiedziała - jeśli widzisz u siebie jakieś błędy,
        to powiedz mu o nich i zapytaj czy mysli tak samo - jeśli tak to niech Ci powie
        jakie sa jego oczekiwania.

        Jak mój NIE CHCE, to też mi powie, że po prostu jest zmęczony, chce mu się spać
        i mu się nie chce - mówi to z przepraszającą miną - ale ja go rozumiem, bo mi
        się też nie zawsze chce!

        Jeżeli źle Cię oceniłam, to przepraszam - nie miałam zamiaru Cie obrażać.
        Po Prostu mamy taką znajomą parę - gdzie on się zachowuje identycznie - jest do
        niej chamski i ordynarny, dosłownie widać jak jej nienawidzi - ale akurat u
        nich, to ewidentnie jej wina.
        • petar2 Re: Problem jakich tu wiele 11.05.05, 07:41
          Więc jednak introwertyk. Problem z seksem jest wtórny, jak zresztą w wielu
          przejawiających się na forum wątkach. Szczera i otwarta rozmowa byłaby bardzo
          dobra, tylko w tej sytuacji małe szanse. Nawet jeśli się zgodzi to dla świętego
          spokoju, będzie lakoniczny i czekał niecierpliwie na jej koniec. Dlaczego?
          Bo wg niego rozmowa nic nie załatwi.
          Myślę, że tak naprawdę czuje się wściekły na siebie za zaistniałą sytuację. Po
          zapewne beztroskim a przynajmniej swobodnym okresie studiów i czasie przed
          małżeństwem, planach, marzeniach dość nagle wpadł w szarą i brutalną
          rzeczywistość. Nużąca i nieatrakcyjna praca, remont, brak czasu i ograniczone
          wsparcie z Twojej strony. Odpowiedzialność za rodzinę i pewnie nieprędka
          perspektywa poprawy. Nie może sobie z tym poradzić, a niestety w tych kwestiach
          nie widzi Ciebie jako partnera do zwierzeń. Raczej jesteś mimowolnie obiektem
          na którym może odreagować. I tu sporo racji ma Woman, czym więcej
          opiekuńczości, czułostkowości tym bardziej się wkurza.
          Co robić?
          Nadal za mało wiemy ale nie ma moim zdaniem cudownej recepty. Próbuj rozmawiać
          ale nie na zasadzie "musimy porozmawiać" :) Tak naprawdę to jednak spróbuj do
          niego inaczej dotrzeć. Zrobić coś żeby okazać, że doceniasz jego wysiłek. I
          żeby to było autentyczne. Pytanie o samochód którym się pewnie do tej pory nie
          interesowałaś brzmi trochę fałszywie. Zrób coś w domu, nawet drobną rzecz,
          która go trochę odciąży lub będzie miła.
          I uzbrój się w cierpliwość. Trzeba go "rozpuścić". To może potrwać i Twoje
          wysiłki mogą być przyjmowane z sarkazmem, ironią lub lekceważeniem na początku.
          Niestety, ten typ tak ma.
    • dziewczyna_z_sasiedztwa Re: Problem jakich tu wiele 11.05.05, 15:56
      Nie będę się obrażała za konstruktywną prawdę.Czytam to co piszecie i wyciągam
      wnioski dla siebie. Zwłaszcza dwa ostatnie posty....co tu dużo mówić macie
      rację:(
      Tak sobie pomyślałam co zrobiłam ostatnio dla naszego związku. Kiedy doszłam do
      wniosku że źle się dzieje postanowiłam zadbać o siebie żeby być bardziej
      atrakcyjna dla niego. Niestety dla mojego męża były to tylko niepotrzebnie
      wydane pieniądze na maseczki peelingi i farbę do włosów. Już czuję co on sobie
      pomyślał "siedzi w domu i tylko trwoni ciężko zarobione pieniądze na pierdoły".
      Tak teraz wiem już gdzie leży sedno sprawy. I jak już pisałam zrobię wszystko
      żeby to naprawić. Muszę zrobić coś żeby zaczął myśleć o mnie jak o partnerze do
      rozmowy...do życia no i ...do łóżka.
      Rany jakie to wszystko dziwne. Żona żeby mąż chciał z nią sypiać musi spełniać
      tyle funkcji: powiernik dobra kucharka dobra matka dla jego dzieci i ozdoba
      domu która jeszcze zarobi pieniądze. A kochanka? Ładna buzia i tyle.....Trochę
      to żartobliwie napisałam ale jakaś prawda to jest.
      • froodoo .... ty chcesz...a co z nim....? 11.05.05, 16:27
        ...to świetnie, że Ty zauważasz, że chcesz, że pragniesz zmienić i dojśc do
        tego ideału życia razem tak wymarzonego..... obserwujesz, wysnuwasz wnioski i
        będziesz póbowała zastosować jakieś środki zaradcze...ale...qrcze...dlaczego on
        nie ma tak jak Ty..... to jakas paranoja...nic nie da że Ty chcesz skoro on nie
        chce...ba... jemu to wisi.... oby Twoje starania pomogły mu spojrzeć na wasz
        zwiazek tak jak Ty spogladasz...jeżeli nie..... tfu tfu na psa urok...będziesz
        cierpiała
        • dziewczyna_z_sasiedztwa Re: .... ty chcesz...a co z nim....? 11.05.05, 21:00
          no to co mam wg Ciebie zrobić?
          • armila Re: .... ty chcesz...a co z nim....? 12.05.05, 01:30
            "...cały w tym ambaras aby dwoje chciało naraz..." powiedzenie stare jak świat,
            ale ile w nim prawdy.
            Tego co dalej robić, raczej nikt Ci nie powie - nie ma recepty na szczęśliwe
            życie, osoby tutaj zaglądające mogą tylko opisać swoje przypadki, jak oni to
            zrobili, do tego doszli - dobre małżeństwo to na pewno cały szereg kompromisów
            i to z obu stron.
            Ty najlepiej znasz swojego męża (przynajmniej powinnaś) odtwórz sobie w pamięci
            jak to było, po kolei, od początku waszego poznania. Jaka byłaś Ty i jaki ON.
            Co po drodze było spieprzone - może uda ci się uchwycić ten moment - a jak już
            będziesz widziała od czego się zaczęło, to łatwiej będzie pomyśleć nad
            strategią, jak i czy da się to naprawić.

            Ja jeszcze raz odwołam się do tych naszych znajomych - jak ich sobie
            przypominam 10 lat temu, to widzę taki obrazek: na imprezie On siedzi na
            kanapie, ona mu na kolanach i cały czas go głaszcze po głowie, on do kuchni ona
            za nim, on do innego pok. ona za nim, on do kibla ona ...itd. Do tego
            chorobliwie zazdrosna - nawet kiedyś widziałam jak zasłaniała mu oczy gdy
            oglądała jakieś laski w bikini w TV, ani na krok go nie opuszczała - w końcu z
            czasem nie miała swoich własnych ulubionych rzeczy, potraw, swojego zdania -
            tylko to co on lubił i uważał, ona robiła tak samo - KOBIETA BLUSZCZ. Znamy się
            wszyscy długo i wiem, że on nigdy od niej tego nie wymagał. Teraz nie szanuje
            jej, nie traktuje jako partnera do rozmów - bo jak tu traktować osobę, która
            nie ma własnego zdania, nie potrafi sama się wypowiedzieć - nie wspomnę już o
            sprzątaniu czy gotowaniu (no choć gotuje nawet w miarę) - ale w syfie żyją
            okropnym!!! Acha, jeszcze to co mi się rzuca w oczy - ona wcale nie dba o
            niego - i wygląda to tak jak gdzieś wychodzą, ona gwiazda wypindrowana,
            wypielęgnowana, odwalona superlaska - a on przemęczony, ubrany byle jak,
            przygarbiony - kiedyś miał tak brudną kurtkę, że aż mnie korciło sciągnąć ją z
            niego i wrzucić do pralki. On widzi i porównuje życie innych "rówieśników" i
            szlag go trafia! Mówi o tym przy każdej okazji - ale ona tylko się głupkowato
            uśmiecha i ciagle go "gŁaszcze" - tylko on już odsuwa się ze wstrętem. I
            jeszcze najgorsze - swoją nienawiść do Niej przelewa na ich córkę. To bardzo
            smutne i przykre - ale wg. nas powinni się rozstać - bo niszczą siebie nawzajem.
            • neferatti Re: .... ty chcesz...a co z nim....? 12.05.05, 12:41
              Z ręką na sercu powiem że u nas aż tak to nie jest.Uff widzę że u niektórych
              może być naprawdę źle. Ale coś dla siebie z tego wyciągnęłam:) Lepiej dbać o
              jego wygląd. Brudny nie chodzi ale mogłabym mu czasami coś fajnego kupić a nie
              tylko sobie.
              • neferatti Re: .... ty chcesz...a co z nim....? 12.05.05, 12:46
                A do tego wątku muszę dodać że to dobrze że dziewczyna się stara. Że nie zwala
                całej winy tylko na faceta tylko zaczyna od siebie.
          • froodoo ...robisz co chcesz...... 12.05.05, 08:18
            armila ma racje.... to Ty żyłas, zyjesz i będziesz żyła (oby) z nim. To Ty
            powinnas obserwować i reagowac na to jakie są relacje miedzy wami ( on zreszta
            też powinien)...to taka mądrośc zyciowa i sprzyja partnerstwu i byciu razem.
            Ale skoro jedna strona stała sie bierna i bylejaka,a druga nie wie
            dlaczego...to marnie to swiadczy o tym partnerstwie. Ale skoro Ci zależy, to
            przywróć odpowiednie proporcje, staraj się, zachęcaj, i bez tych pretensji ze
            to ja się staram, że to ja jestem ta aktywna....to nie kara ani przymus - to
            Twój wybór, więc albo sie decydujesz na tę katorżniczą pracę albo nie ...ale
            nie rób z siebie świętej męczennicy, którsa zaciska usta i sobie wmawia że
            musi, że chce, że wypada.... jak robić i starać się to z uŚmiechem i
            wewnĘtrznym przekonaniem.... BO CHCĘ. Może sie udac, może nie. zalezy od Ciebie
            i od niego.... powodzenia
            • woman-in-love Re: ...robisz co chcesz...... 12.05.05, 11:02
              I znowu - proste, jak drut: masz dokładnie to, na co sie godzisz. Godzisz sie
              na poniewierkę - to ją masz. Jeśli się "postawisz" - albo druga strona bierze
              sie w garść i robi, co do niej/niego należy, albo związek (chromy i toksyczny)
              pada, partnerzy odzyskuja woność, godność i przestrzeń zyciową. Nie rozumiem,
              jak to kalkulacja: trwać w bagnie w myśl wydumanych zasad, kiedy czas tak
              zap......a.
              • petar2 Re: ...robisz co chcesz...... 12.05.05, 12:01
                woman-in-love napisała:

                > Nie rozumiem,
                > jak to kalkulacja: trwać w bagnie w myśl wydumanych zasad, kiedy czas tak
                > zap......a.

                Te "wydumane" zasady to tak od początku ogólnie pojmowanej cywilizacji istnieją
                i poza pewnymi wyjątkami obowiązują powszechnie.
                I nie chodzi o to żeby trwać w bagnie tylko coś z tym zrobić a nie rozwodzić
                się od razu. Bo po pierwsze nie tak łatwo złapać "chłopa" jak się jest z
                odzysku i często z dziećmi (rynek wydrenowany), po drugie szanse na powodzenie
                w kolejnym związku mimo pewnych doświadczeń wczale nie rosną tak mocno jeśli
                nie posiadamy umiejętności rozwiązywania problemów.
                • woman-in-love Re: ...robisz co chcesz...... 12.05.05, 16:46
                  petar, zdaje sie, że jesteś mężczyzna, więc co obchodzi cię "łapanie chłopa"?
              • sagittka Re: ...robisz co chcesz...... 12.05.05, 19:41
                woman-in-love napisała:
                > trwać w bagnie w myśl wydumanych zasad,

                Mozna próbować to bagno osuszyć. I zasiać coś ładnego.
                I cieszyć się z sukcesu (prawdziwego życiowego).
                • wycinanka4 Re: ...robisz co chcesz...... 13.05.05, 10:35
                  Jest stan, kiedy miłość przesłania niedojrzałość partnera.Potem przychodzi
                  nieprzyjemne uczucie odnajdywania w drugiej osobie cech lub faktów, które nie
                  budzą zachwytu.I cichy podszept..aby przymknąć oko, nie słyszeć, nie widzieć,
                  bo dobrze.A potem ocena pokierowana naszą pierwotną hierachią wartości zawsze
                  będzie tkwiła w nas niczym zadra.Mimo to idziemy na daleko posunięte
                  kompromisy. Zatrcamy w sobie pozostałości po honorze i uczciwości, coraz dalej
                  przesuwając margines.W imię dobra związku zgadzamy się na rzeczy, które kiedyś
                  byłyby nie do zaakceptowania.Ważne jest Sagittko, by w porę sie opamiętać.Poza
                  tym chyba nie w tym rzecz, by TYLKO On był szczęśliwy?
                • woman-in-love Re: ...robisz co chcesz...... 13.05.05, 14:19
                  tak... osuszyć bagno....zasiać....tylko jak to zrobić, tkwiąc w nim???
Inne wątki na temat:
Pełna wersja