alien81
06.06.05, 19:54
Inspiracją dla nowego wątku były posty z tego forum, posty w rodzaju "Ma inną,
olał mnie, opluł, ale ja go kocham!".
Tylko i wyłącznie własne dzieci i (czasami) rodziców kocha się bezwarunkowo.
Innych kochamy za coś. Mam zatem pytanie: za co wy polskie męczennice,
zdrazane, poniżane, traktowane przez większość czasu przez swoich "misiów" jak
sprzęt domowy ich kochacie??? Ja się z takiego czegoś wyleczyłam przed
ukończeniem 23 roku życia, a dokładniej wyleczył mnie pewien pan, który też
kochał ale... nie szanował mnie ani mojego czasu, olewał gdy mu pasowało, a
gdzy chciał seksu to nagle miał przypływ uczuć, zawsze miał rację, uważał, że
jego zachowanie i moje samopoczucie to zupełnie inna sprawa (i potem
dochodziło do rozmów: "Czemu się złościsz, że zapomniałem o naszym spotkaniu?
Twoje samopoczucie zależy tylko od ciebie kochana. To co spotkamuy się na mały
seksik?")...
Ale się wyleczyłam, zaczęłam się szanować, myśleć przede wszystkim, a tu widzę
kobiety po 30, 40 lat a - bez urazy - głupie jakby miały po 17. Obudźcie się
baby i zacznijcie myśleć o swoim życiu, jako o swoim życiu. Nikt go za Was nie
ustawi, nie naprawi, nie polepszy! Mi pomogło przyjęcie jednej, złotej zasady
"Mój facet świadczy o mnie samej". Jak jest dup... to i ja nie mam się czym
chwalić. I to mi pomogło.