Za co go kochasz kobieto-męczennico?

06.06.05, 19:54
Inspiracją dla nowego wątku były posty z tego forum, posty w rodzaju "Ma inną,
olał mnie, opluł, ale ja go kocham!".

Tylko i wyłącznie własne dzieci i (czasami) rodziców kocha się bezwarunkowo.
Innych kochamy za coś. Mam zatem pytanie: za co wy polskie męczennice,
zdrazane, poniżane, traktowane przez większość czasu przez swoich "misiów" jak
sprzęt domowy ich kochacie??? Ja się z takiego czegoś wyleczyłam przed
ukończeniem 23 roku życia, a dokładniej wyleczył mnie pewien pan, który też
kochał ale... nie szanował mnie ani mojego czasu, olewał gdy mu pasowało, a
gdzy chciał seksu to nagle miał przypływ uczuć, zawsze miał rację, uważał, że
jego zachowanie i moje samopoczucie to zupełnie inna sprawa (i potem
dochodziło do rozmów: "Czemu się złościsz, że zapomniałem o naszym spotkaniu?
Twoje samopoczucie zależy tylko od ciebie kochana. To co spotkamuy się na mały
seksik?")...

Ale się wyleczyłam, zaczęłam się szanować, myśleć przede wszystkim, a tu widzę
kobiety po 30, 40 lat a - bez urazy - głupie jakby miały po 17. Obudźcie się
baby i zacznijcie myśleć o swoim życiu, jako o swoim życiu. Nikt go za Was nie
ustawi, nie naprawi, nie polepszy! Mi pomogło przyjęcie jednej, złotej zasady
"Mój facet świadczy o mnie samej". Jak jest dup... to i ja nie mam się czym
chwalić. I to mi pomogło.
    • loppe Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 06.06.05, 20:56
      Popieram apel, 24-letniej teraz chyba ? Alien

      "Obudźcie się
      baby i zacznijcie myśleć o swoim życiu, jako o swoim życiu" !
    • ewolwenta Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 06.06.05, 21:22
      Wszystko prawda tylko, że

      1) Samotność nie jest dobrym przyjacielem, gdy dotychczasowe życie legło w
      gruzach. Wchodzimy w związek i tak się na tym koncentrujemy, że wszystko inne
      idzie w kąt. Jak jeszcze się dzieci pojawią, to już zupełnie zatracamy swą
      kobiecość na rzecz macierzyństwa. Odejść znaczy wpaść w pustkę. Przyjaciółki
      dawno bawią się w innym towarzystwie, pasje wylądowały w koszu, figura w
      fałdkach tłuszczu, zaś poczucie humoru odleciało na miotle. A facet czuje się
      jak zduszona pasożytniczym bluszczem roślinka. Próbuje się bronić, co my
      definiujemy jako „wredne” zachowania.

      2) Jak tu się przyznać do porażki? Jak się składało ślubną przysięgę przed
      setką krewnych, to głupio się wycofać. Czasami myślę, że właśnie o to w tej
      przysiędze chodzi. Lepiej tłumaczyć się, że go kocham i trwać w męczarniach,
      niż się zastanawiać „co ludzie powiedzą?”

      3) Ludzie angażują się nie tylko emocjonalnie, ale także finansowo. A podobno,
      jak podało jakieś „ambitne” pisemko kobiece, karty kredytowe zmienia się
      statystycznie rzadziej niż partnera. Czasem zastanawiam się, czy aby nie jest
      to rzeczywiście prawda.


      • alien81 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 12:37
        Oczywiście podane przez Ewolwentą przyczyny są zgodne z prawdą - w życiu i
        statystycznie, ale dla mnie to nie jest odpowiedź:) Bo jest wiele pań
        pozostających w długim, trwałym związku, a:
        1)nadal utrzymujących kontakty towarzystkie z przyjaciółkami, znajomymi, rodziną
        2)nie obrastające nadmiernie w fałdki tłuszczu (ps. poza tym nieco fałdek w
        przypadku prawdziwej miłości i gdy kobieta nie robi z nich jednego z dowodów
        nadejścia końca świata, na pewno nie zaszkodzi, o ile to zadbane fałdki - panie
        zapewne wiedzą o co chodzi)
        3)przyznać się do porażki jest chyba najtrudniej, ale najczęściej i tak to co
        się dzieje w związku jest dla rodziny i bliskich znajomych tylko tajemnicą
        poliszynela, a poza tym, czy nie większą porażką jest trwanie do końca życia i -
        póki nikt nie udowodni, że można mieć ich więcej - to jedynego życia w czymś
        nieprawdziwym, męczącym, niezaspakającym pragnień i ambicji?
        4)zaangażowanie finansowe rozumiem chyba najbardziej, ale myślę, że silna
        kobieta, która nie ma bagażu w postaci mężulka-bawidamka lub miernoty życiowej
        szybciej się odkuje i dojdzie do SWOICH pieniędzy. Chyba lepiej mieć nieco
        mniej, ale własne
        5)Oczywiście jest spora grupa kobiet, którym jest na rękę udawanie i przymykanie
        oczu, ale nie do nich chcę przemówić:)
    • krzysiek_dwadziesciapare Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 12:45
      alien - doskonały watek - niechże cię usciskam :)

      a teraz do rzeczy. Z tego, co napisała ewolwenta [ nie traktuj tego personalnie
      ], wynika, że [ w tych, konkretnych okolicznościach] jest się z facetem nie
      daltego, że się go kocha, lecz
      - ze strachu przed samotnoscią
      - ze strachu, co ludzie powiedzą
      - z niskiej samooceny [ mam fałdki, kto mnie zechce... ]
      i tak dalej i tak dalej - nie ma tu ANI SŁOWA o miłości. jest tylko strach,
      strach i jeszcze raz strach.

      kobiety-męczennice nie kochają. One się boją...
      • anula36 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 12:56

        a czy to ma az takie ogromne znaczenie znaczenie ( zwlaszcza dla bliznich)
        DLACZEGO z nim z nia jestesmy?
        Moze lepiej sie zastanowic czy nam taki uklad pasuje. jedli pragna milosci -
        inni ulgi dla ledzwi- inni kasy- grunt tafic na swego;)
        • alien81 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 13:14
          Anulo36 :),
          ale ja to właśnie cały czas zaznaczam: nie pytam kobiet, które lubią jak facet
          wraca nie wiadomo skąd po tygodniu i go witają z papciami w zębach, albo tych,
          które dla kasy są w stanie przymknąć oczy na to i owo. Pytam o to "dlaczego" te
          kobiety, które z jednej strony od miesięcy, a częściej lat trwają w czymś - dla
          mnie - chorym, a wokoło (m.in. na tym forum) lamentują "jezuuu co robić?? czemu
          on mnie tak traktuje?? czemu nie kocha??" One chcą niby zmienić swoją sytuację,
          a nieustannie, z uporem maniaczek powtarzają te same błędy i godzą się nadal na
          coś chorego.

          Pytam tych właśnie kobiet "za co niby kochacie swoich katów/dręczycieli??"
          Pytanie może retoryczne, ale ciekawi mnie czemu dojrzałe kobiety nie mają tyle
          oleju w głowie, co np. moje koleżanki mające 10, 20 lat mniej. I apeluję
          "szanujcie się Wy jeśli partner/partnerka (w końcu równouprawnienie jest i wiem,
          że wielu fajnych panów też cierpi) Was nie szanuje!". Złota zasada: Mój
          facet/MOja kobieta świadczy o mnie!

          A kolegę z forum też pozdrawiam i ściskam (nie w dołku).


          anula36 napisała:

          >
          > a czy to ma az takie ogromne znaczenie znaczenie ( zwlaszcza dla bliznich)
          > DLACZEGO z nim z nia jestesmy?
          > Moze lepiej sie zastanowic czy nam taki uklad pasuje. jedli pragna milosci -
          > inni ulgi dla ledzwi- inni kasy- grunt tafic na swego;)
          • anula36 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 13:22
            dobra zasada, bardzo dobra - ale ciepietnice jak alkoholicy- zebys ie wyleczyc -
            musza same chciec.
            A wielu kobietom sie wydaje ze bez faceta sa gorszym gatunkiem kobiety-
            niestety otoczenie je w tym utwierdza wiec kazdy taki glos jak twoj jest
            podwojnie cenny:)
          • petar2 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 14:04
            No no, młodzież a jakie głębokie, poparte doświadczeniem życiowym wypowiedzi.
            I cóż za trafna, bezdyskusyjna diagnoza i szybkie rozpoznanie sytuacji po
            pojedyńczych postach być może przejaskrawionych, pisanych pod wpływem emocji
            lub dołka postów jednej strony.
            A kandydaci na seksuologów, psychiatrów, psychoterapeutów bez sensu tracą czas
            na uczelniach i praktykach ...
            Zerwałaś z facetem, który Cię robił w konia i wściekła, że tak późno się
            połapałaś, stwierdziłaś, że to recepta dobra dla wszystkich?
            W kilkunastoletnim związku trudno często uniknąć głębszych kryzysów, które są
            przyczynkiem do dramatycznej wypowiedzi. Kobiety wtedy potrzebują wysłuchania,
            odrobiny empatii a niekoniecznie porad "rzuć go głupia!"
            A kim wg Twojej złotej zasady jest rozwiedziona kobieta (często z dziećmi)
            bezskutecznie poszukująca faceta?
            Bo jakoś się składa, że to takich więcej widzę w swoim otoczeniu niż
            nieszczęśliwych małżeństw.
            • alien81 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 14:25
              > A kim wg Twojej złotej zasady jest rozwiedziona kobieta (często z dziećmi)
              > bezskutecznie poszukująca faceta?
              > Bo jakoś się składa, że to takich więcej widzę w swoim otoczeniu niż
              > nieszczęśliwych małżeństw.

              Ano wg. mnie to kobieta, która zamiast biadolić całe życie na swój zły los i
              nieszczęście wzięła sprawy w swoje ręce i dobrze! A skoro wiele takich widzisz w
              swoim otoczeniu to masz odważne znajome. Ich dzieci zamiast widzieć zakłamanie,
              kłótnie i rękoczyny będą mieć święty spokój a to jest ważniejsze od lepszego
              telewizora czy rowera. Wiem to z doświadczenia i mój wiek nie ma z tym nic
              wspólnego.

              A co do kryzysów: wiadomo, że są, zdarzają się nawet w dobrym, kochających się
              szczerze ludziom! Ale ja cały czas mówię o czym innym: o niezmiennej złej
              sytuacji, o jednym wielkim kryzysie, o kompletnej porażce, którą się ciągnie
              całe życie, płacze, narzeka, zatruwa sobie i dzieciom życie, ale kiwnąć palcem
              to już po co? To, że się ludzie pokłócą, czy pomilczą parę dni, że czasem jest
              wszystko do bani - norma w wielu związkach. Ale jak jeden partner traktuje
              drugiego jak śmiecia, czy zawalidrogę - sorki, ale tego chyba "kryzysem" nazwać
              się nie da.

              Chyba każdy zna zaślepione, bo nie da się tego innaczej nazwać, kobiety, które
              pobite, czy poniżone w inny sposób i tak z fanatyzmem w oczach powiedzą "ale ja
              go kocham..." Pytam o to: skąd się to bierze u dorosłych, dojrzałych bab?
              • petar2 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 15:11
                alien81 napisała:
                > Chyba każdy zna zaślepione, bo nie da się tego innaczej nazwać, kobiety, które
                >pobite, czy poniżone w inny sposób i tak z fanatyzmem w oczach powiedzą "ale ja
                > go kocham..." Pytam o to: skąd się to bierze u dorosłych, dojrzałych bab?

                Strasznie dramatyczne. I Ty widzisz takie kobiety na tym forum??
                Może chodzi o jakiś program TV w stylu 997?
                • alien81 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 15:23
                  To nie jest dramatyczne nadmiernie, takie życie, a zastanawiam się czemu Cię to
                  tak ubodło? a może po prostu lubisz sobie popisać:) Jak ktoś chce przespać swoje
                  życie i robić z siebie wiecznie sierotkę to ok, ale ja jestem po drugiej stronie
                  barykady i apeluję do kobiet, aby się obudziły! Gdyby nie takie kobiety, nie
                  byłoby postępu, bo nadal wszystkie siedziałyby grzecznie w domciu i płakały nad
                  swoim losem. Jak komuś to odpowiada to niech udaje i męczy się mniej lub
                  bardziej dzielnie. A chodzi mi nie tylko o to forum, chodzi mi o symboliczne
                  fora w całym internecie pełne osób, które wolą żyć na niby a nie zacząć żyć
                  naprawdę:) Pokój!
                  • petar2 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 15:31
                    hmmm, akurat tak się składa, że postęp następuje głównie dzięki mężczyznom. I
                    on dopiero umożliwia emancypację kobiet, bo gdyby było tak jak przed wiekami,
                    że liczy się głównie siła fizyczna, determinacja i odwaga to dalej byście
                    zbierały ziółka i ścieliły skóry niedźwiedzie w jaskini ;)
                    • anula36 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 15:33
                      i niczym innym nie marze;)
                      A ziolkami moglabym otruc wrednego chlopa;)
                      • petar2 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 15:48
                        anula36 napisała:

                        > i niczym innym nie marze;)
                        > A ziolkami moglabym otruc wrednego chlopa;)

                        a potem spłonęła z nim i całym inwentarzem na stosie pogrzebowym :)
                        • anula36 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 15:52
                          nie ta kultura:)
                          to bylo w Indiach i lepiej tam bylo kobiecie splonac niz zyc jako wdowa.
                    • ewolwenta Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 17:24
                      Co za nadzwyczajna teoria. Jak coś takiego czytam, to ze spokojnej (w swym
                      własnym mniemaniu) istoty zamieniam się w wojującą feministkę
                    • alien81 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 17:31
                      ps. petar2 przepraszam za omyłkowe zakwalifikowanie go do płci własnej (z
                      wypowiedzi bowiem wynika, że to mężczyzna:

                      petar2 napisał:
                      >bo gdyby było tak jak przed wiekami,
                      > że liczy się głównie siła fizyczna, determinacja i odwaga to dalej byście
                      > zbierały ziółka i ścieliły skóry niedźwiedzie w jaskini ;)

                      ps. - dot. wyżej cytowanego: zapewne wtedy wynalazły byśmy broń, dzięki której
                      na polowaniu na mamuta nie trzeba by było tracić tyle czasu i cennej dla rozwoju
                      mózgu energii. lub wyrobiły by nam się mięśnie. jakoś w czasie I i II Wojny
                      Światowej przemysł ciężki, ani rolnictwo nie upadły, gdy dzielni mężczyźni bili
                      się na frontach:)
                  • tomek_abc Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 15:37
                    apeluję do kobiet, aby się obudziły! Gdyby nie takie kobiety, nie
                    > byłoby postępu, bo nadal wszystkie siedziałyby grzecznie w domciu i płakały
                    nad
                    > swoim losem.


                    Brzmi jak manifest feministyczny....
                    • alien81 Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 17:22
                      Bo ja feministka jestem drogi Tomku_abc, ale to naprawdę nie boli. I to nie taka
                      z bajek, którymi się straszy przerażonych chłopczyków, ale normalna kobieta:)
                      mam normalny, cudowny związek z szanującym mnie mężczyzną (nie tylko oczywiście
                      mnie szanuje, ale robi ze mną inne rzeczy;). Jestem za wyborem, ale świadomym
                      (!), swojej drogi życiowej.

                      po prostu mózg mi się lasuje jak słyszę po raz 10 od "wiecznej męczennicy", że
                      ma złego męża, d... życie i nic tylko się powiesić. nie rozumiem takich kobiet i
                      nigdy chyba nie zrozumiem. myślę, że to ich sposób na wzbudzanie współczucia, bo
                      najłatwiej narzekać na wszystko i wszystkich (z mężem włącznie) zamiast coś w
                      życiu zmienić. a feminizm to zdrowa rzecz, naprawdę. lepsza silna, uśmiechnięta
                      i wiedząca czego chce od życia kobieta (także w seksie), niż wieczne dziewczątko
                      (a w wieku 50 lat to już naprawdę nie wygląda "na" kobiecie fajnie) lub kobita
                      typu "nie wiem, nie zastanawiałam się,nie myślałam".

                      tak jak wielu panów zakłada maskę "niedudane małżeństwo/rozwodzący się od lat
                      ..." tak te męczennice nasze polskie mają maskę "współczujcie mi/mnie nie można
                      oceniać, bo ja taka biedniutka jestem". pozdrawiam ludzi zadowolonych ze SWOJEGO
                      życia i myślących. i tak pewnie mnie ktoś zaraz zlinczuje:P hehe
      • ewolwenta Re: Za co go kochasz kobieto-męczennico? 07.06.05, 13:30
        Ależ nie potraktuje tego osobiście ponieważ to było moje „antymotto” życiowe.
        Jestem z moim facetem, bo go kocham, czuje się szczęśliwa i jako partnerka
        spełniona - w ogólnym rozrachunku. Oczywiście są chwile lepsze i gorsze.
        Moje pasje nie zostały zaniechane, psiapsiuły zaniedbane i nawet gdyby związek
        się zawalił nie ogarnie mnie pustka. Nie ulegam te| niczyjej presji, choć
        rodzinka naciska na zrobienie czegoś z tym konkubinatem.
        Nie boję się, bo niby czego.
Pełna wersja