anne_sophie
05.08.05, 16:20
Moj watek odbiega od tematu tego forum ale pomyslalam, ze moze Wy jako osoby
doswiadczone bedziecie mi mogli cokolwiek podpowiedziec w sprawie, o ktorej
ponizej. Bardzo tez prosze o wyrozumialosc i z gory dziekuje za wszystkie
powazne wypowiedzi. Moze Wy mi przywrocicie wlasciwa perspektywa, bo czasem
podejrzewam, ze sie strasznie zakrecilam. No bo czy to jest normalne, zeby sie
zadurzyc w chlopaku, ktory jest ode mnie o 10 lat mlodszy? Gdybysmy byli
starsi oboje, powiedzmy, chocby o 5 lat, to roznica wieku miedzy nami bylaby
cokolwiek mniej niezreczna, a tak, jak ja mam 28, to latwo obliczyc, ile ma
on. Tak, wiem, to jest zenujace. Nie moge o tym nawet komukolwiek powiedziec,
bo sie osmiesze, dlatego pisze anonimowo tutaj. Absurd tej sytuacji mnie
troche przeraza, ale zarazem bardzo, hmm... podnieca.
Z jednej strony wiem, ze nie moge sobie pozwolic na to uczucie. Tym bardziej,
ze, co tu duzo mowic, chlopak 18-letni to nie dojrzaly mezczyzna, wiec na
glebokie porozumienie w sferze duchowej czy intelektualnej (ktore sobie bardzo
cenie) raczej nie moglabym z jego strony liczyc, przynajmniej nie w stopniu, w
jakim mi zalezy. Z drugiej strony, on mnie bardzo pociaga. Zastanawiam sie,
czy on w ogole podejrzewa, o czym mysle siedzac obok niego. A ja tymczasem,
taka w opinii innych powazna osoba, z doktoratem (tak, tak) mysle o tym, ze
chcialabym sie z nim bzykac. Klade dlon blisko jego reki i tak bardzo bym
chciala, zeby on chcial mnie dotknac. Ja nie moge sie odwazyc dotknac go
chocby niechcacy, wydaje mi sie, ze on by sie domyslil. Potrafie dobrze
ukrywac swoje emocje, wiec sie z nimi nie zdradze, ale czasem wolalabym umiec
pozwolic sobie na chwile slabosci.
Mamy ze soba dobre porozumienie i sie lubimy, to jest bardzo wyczuwalne.
Jestesmy oczywiscie ze soba na „ty”, a on ma w ogole dosc besposredni sposob
bycia. Zauwazylam, ze jak rozmawiamy to czesto unika mojego wzroku. Moze po
prostu widzi we mnie zadbana i ladna dziewczyne (o ile komukolwiek moglabym
sie wydawac ladna) i to go troche peszy, ale nic wiecej za tym nie stoi. Tym
bardziej, ze jestem starsza od niego. Moze to wszystko jest tylko w mojej
glowie? Bezsensownie i daremnie marze o intensywnej, naglej, takiej troche
sztubackiej milosci, ktorej nigdy nie przezylam. To pewnie tylko ja tak bardzo
bym chciala uslyszec wreszcie od faceta, ze jestem wyjatkowa, ze mu sie
podobam, ze go pociagam, podniecam, ze chcialby mnie dotykac i piescic. Zeby
sam byl tym uczuciem do mnie zaskoczony.
Bo ja nie wierzę, że mogłabym się mu podobać jako kobieta. Nie wierzę, że w
ogóle dla jakiegokolwiek mężczyzny mogłabym być zmysłowa i pociągająca (choc
moze nie jestem taka ostatnia? Niedawno obcy facet w pociagu powiedzial mi, ze
jestem piekna; nigdy tego nie zapomne). Z jednej strony pogodziłam się z tym,
że już na nic pod tym względem w życiu nie czekam, a jednak moje ciało na
przekór mnie znów się obudziło. Być może to tylko namiętność, zmysły, hormony,
ale naprawdę je czuję i tak bardzo bym chciała móc je uzewnętrznić. Nawet
jeśli nasz związek miałby sie sprowadzić tylko do seksu, nawet przez krótki
czas, to nadal bardzo go pragnę. Czy moje pragnienie jest bardzo wyuzdane? W
wyobraźni pozwalam sobie na wiele, wyobrażam sobie i aranżuję różne sytuacje,
które mogłyby pomoc mi wyrazic to, co czuje. Im bardziej o tym mysle w jego
obecnosci, tym bardziej sztucznie sie zachowuje, jestem spieta i nienaturalnie
oficjalna, choc mam wielka ochote na cos zupelnie przeciwnego. Zamiast byc
bardziej otwarta, troche moze zalotna, spojrzec mu w oczy dluzej niz wymaga
sytuacja, to ja uciekam wzrokiem i nie potrafie sie zdobyc na jakikolwiek
trafny gest, nie potrafie sie nawet usmiechac patrzac na niego.
Ciągle o nim myślę, wyobrażam sobie, jak sie kochamy. Wyobrażam sobie nasze
nagie ciała pobudzane wzajemnym dotykiem. I to wielkie zmieszanie, że jesteśmy
pierwszy raz razem, drżenie rąk, chaotyczne słowa, szybkie oddechy, odpływanie
w niebyt. Mysle o tym, jak on caluje moja szyje, dotyka jezykiem platkow moich
uszu i powoli, niespiesznie przesuwa sie do piersi aby w podobny sposob
piescic moje sutki, ktore twardnieja w jego ustach. Chcę dotykać jego
pośladków, ud i penisa, chcę go poczuć w sobie, chce miec z nim orgazm pod
prysznicem, w lesie, w deszczu, w windzie miedzy pietrami, w moim pokoju na
uczelni, na stole, na polu w życie, na plaży, i, przede wszystkim, naprawde a
nie tylko w wyobrazni (wiem, ze to nieprzyzwoite, ale moje mysli same biegna
tym torem i ... stymuluja mnie).
A trudność to dla mnie tym większa, że nikt mnie nie podejrzewa o takie myśli.
Tym samym ja nie nawykłam do ich wyrażania. A mam bardzo zmysłową naturę i, co
od dawna podejrzewałam, dość wybujałą seksualność. Uwielbiam seks i namietnosc
(ale koniecznie związane z głębokim uczuciem; powierzchowne emocje mnie nie
interesują). Skrywam to głęboko i nikt o tym nie wie, bo w pewnym sensie
trochę się tego wstydzę. Wstydzę się, bo nie wiem, jak na tę stronę mojego
„ja” reagowaliby inni. A dopatrzyc się jej we mnie z pewnością łatwe nie jest,
bo ani mój wygląd (mimo 28 lat wyglądam jak delikatna, układna, wstydliwa
licealistka o bardzo klasycznych rysach, bynajmniej nie zdradzających
zmysłowej natury) ani sposób bycia na nia nie wskazuja. Najdziwniejsze w tym
wszystkim jest to, ze ... pomimo swojego wieku i swoich potrzeb nigdy nie
mialam faceta. Chyba zawsze wstydzilam sie pokazac w pelni swoja kobiecosc.
Nie chcialam, aby ludzie patrzyli na mnie tylko przez jej pryzmat. Nie
chcialam tez, zeby ludzie zobaczyli we mnie te dwoistosc: z jednej strony
wyksztalcona intelektualistka o szerokich horyzontach ceniaca blyskotliwe
dyskusje, wyrafinowane poczucie humoru, gry slowne, dobra literature i film, o
bardzo waskim i wyselekcjonowanym gronie znajomych, a z drugiej: namietna
kobieta, ktora potrzebuje rownie zmyslowego kochanka, z ktorym bedzie odczuwac
bliskosc intelektualna, duchowa i seksualna, pragnaca oddawac sie z nim
spontanicznej rozkoszy. Siedzialam wiec zawsze jak przyslowiowa mysz pod
miotla i rozwinelam sie w praktyce jedynie intelektualnie, natomiast
emocjonalnie tylko w teorii. Przy moich potrzebach w dziedzinie zycia
emocjonalnego i seksualnego przeżywam więc teraz udrękę. Orgazm znam tylko z
masturbacji; tym bardziej wiec wiem, czego mi brakuje. To tylko „techniczna”
namiastka, ktora nie zastąpi bliskości, czułości i autentycznej fascynacji.
Ale wracajac do glownego watku: nie mogę sama temu chlopakowi niczego
sugerować, bo nie wiem, czy on w ogóle jest/byłby mną w ten sposób
zainteresowany. Nie mogę się więc narazić na śmieszność. Chciałabym zarazem w
sposób bardzo delikatny, niewymuszony, ale zarazem trochę zmysłowy jakoś swoje
emocje zaznaczyć. Tak, aby go nie wystraszyć. W taki najlepiej sposób, żeby
potem odebrać jakis sygnal z jego strony (byleby pomyslny dla mnie). Łudzę
się, że jednak choć trochę mu sie podobam, a jemu jedynie z racji młodszego
wieku nie wypada niczego zasugerować. Nie mogę też go do niczego zmuszać. Moze
on w ogole jeszcze nie mysli o prawdziwym seksie (ale w jego wieku to chyba
niemozliwe)? A z drugiej strony, co on by sobie o mnie pomyslal, gdyby sie
dowiedzial o tych moich fantazjach?
Pewnie mi napiszecie, ze potrzebny mi jest facet w ogole, niekoniecznie ten. I
tak na pewno jest. Ale z niewyjasnionych przyczyn akurat ten tak a nie inaczej
na mnie dziala.
Proszę, nie potępiajcie mnie za te fanaberie. Chyba kazdy z nas jakies ma.
Glupio mi moze troche, ze akurat taki mlody chlopak stal sie obiektem mojego
zainteresowania. Moze mi podsuniecie jakies rady na podstawie wlasnych
doswiadczen i przemyslen, co mozna by w takiej sytuacji zrobic.