Dodaj do ulubionych

brak seksu - ratunku:(

09.08.05, 23:53
Potrzebuję Waszych rad.
Oto jak wygląda sytuacja.
Jestem z TŻ'em 2 lata. Pierwsze miesiące - szaleństwo łózkowe, ciągłe
pożądanie i świetny sex. Szczerze mówiąc, z mojej strony - trochę na pokaz.
Wabiłam go, trzeba się przyznać:( Nigdy nie miałam jakiegoś wielkiego libido,
ale że partner był nowy i bardzo go pragnęłam, to przez pierwsze miesiące
kochaliśmy się co dzień, czasem po 2 razy nawet.
Kolejny etap - po około pół roku od startu znajomości. TŻ już kochał mnie na
zabój i przystopowałam z seksem. Przestałam mieć ciągle ochotę, juz nie
musiałam udawać seksbomby:/ Kochaliśmy się 2/3 razy w tygodniu. TŻ'owi było
za mało. Martwił się, że coraz mniej mnie podnieca, że mi się znudził. Nie
dał się przekonać że ja już tak mam i że dalej go kocham i pożądam.
Etap trzeci - piekiełko. TŻ zmuszał mnie psychicznie do seksu. Gdy nie
chciałam, były awantury, obrażał się, krzyczał że z kimś kiedyś miałam ochotę
a z nim nie, więc on jest widocznie gorszy. Nabawił się wielkich kompleksów,
a ja żyłam w takim stresie, że nabawiłam się pochwicy.
I etap czwarty - nie mogę już się kochać. Stosunki są bolesne, mięśnie
skurczone, przypadek chyba podręcznikowy. TŻ szaleje. Przepełniają go
kompleksy (jego wieczne: "ze swoim ex to mogłaś a ze mną nie"), spadło jego
poczucie własnej wartości, do tego męczy go poczucie winy za to, co mi
zrobił. Oczywiście staram się "kochać" z nim bez penetracji, dajemy sobie
radę bez tego. Ale on dobrze wie, że moje pożądanie i ta "iskra" już
zniknęła, że czasami pewnie się zmuszam. A ja czuję że musze to robić, nawet
udawać, bo wystarczy kilka dni "suchych", czyli bez kontaktu, i TŻ'ta
dopadają kompleksy, dołuje się i na ogół wywołuje wielkie kłótnie.
Boję się, że nasz związek się rozpadnie przez ten cholerny sex.
Może macie jakiś pomysł co z tym fantem zrobić? TŻ oczekuje ode mnie że pójdę
do seksuologa/psychologa i "coś z tym zrobię". A ja nie chcę, boję się, że
gdy się wyleczę, wszystko zacznie się od nowa i TŻ znów mnie wpędzi w tą samą
chorobę...
Ratunku:(
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: brak seksu - ratunku:( 09.08.05, 23:59
      ten gosc stosuje wobec ciebie przemoc psychiczna i manipuluje toba. Zmykaj
      dziewczyno nim cie zadreczy na amen. To on sie powinien leczyc z kompeksow i
      agresji.JUz cie wpedzil w chorobe ( bo pochwica to choroba) co jeszcze musi
      zrobic zebys przejrzala na oczy??
      • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 00:30
        Wiesz, ja myślę że jest w tym dużo mojej winy. Niepotrzebnei udawałam
        seksbombę. On ma masę kompleksów, czuje się odrzucony. A ja go kocham. Próbuję
        go zrozumieć. Gorsze rzeczy ludzie sobie wybaczają i żyją dalej szczęśliwie...
        Ale oczywiście, wiele razy myślałam o odejściu, nawet było to kilkukrotnie
        wprowadzone w czyn. Bez skutku, po prostu się kochamy i chcemy być razem mimo
        problemów. Czy to tak źle..?
        • sekret_admin Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 08:50
          fakt to on powinien się leczyć, żeby seks wymuszać i doprowadzić do pochwicy to
          naprawdę gościu jest zakompleksiony.
          ale skoro chcecie być razem i kochacie się to weźcie się za ręce i RAZEM idźcie
          do seksuologia, bo twoja pochwica to nic w porównaniu z jego samooceną
          seksualną.
    • lava71 Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 09:04
      Myślę, że zabrneliście w pewnego rodzaju ślepą uliczkę i to poniekąd z Twojej
      winy. Ukrywanie własnego JA prędzej czy później wychodzi na jaw i kończy sie
      ciężkim rozczarowaniem.
      Z drugiej strony nic nie usprawiedliwia zachowania Twojego faceta.
      Najlepiej porozmawiać szczerze i wyjaśnić sobie podstawowe kwestie ...
      szczególnie te związane z potrzebami w alkowie.
    • dosia.samosia Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 12:28
      Idź do tego seksuologa/psychologa i zrób coś ze sobą. Albo odejdź i nie dręcza
      faceta. Przepraszam ale krew mnie lekko zalała, bo mam lustrzane odbicie tej
      sytuacji tylko, że ja zachowuję się jak Twój facet (ale bez tekstów, że z kimś
      innym mógł). Wiedziałaś, że faceta ma spore potrzeby i godziłaś się. No to
      zgadzaj się dalej.
      U mnie parę dni (po długiej abstynencji z powodu braku ochoty męża) bez seksu
      skutkuje potężną awanturą, jestem wściekła, zła na siebie i na niego, też mam
      poczucie winy za parszywą atmosferę w domu.
      • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 13:04
        Wiesz, wszystkie poradniki seksuologiczne i wiem, że niektózy seksuolodzy także
        radzą, że gdy dwie osoby mają różne temperamenty, to dostosowuje się ta z
        większym. Czyli gdy ja chcę mniej, a TŻ więcej, to on musi dopasować się do
        mnie, czyli do mniej. Bo łatwiej i lepiej jest się powstrzymywać (lub radzić
        sobie inaczej - np bez penetracji gdy druga strona nie ma ochoty) niż się
        zmuszać i czuć wykorzystywanym. Wydaje mi się, że popełniasz ten sam błąd co
        mój TŻ. Co będzie, jeśli twój mąż/chłopak pod presją nabawi się impotencji? W
        druga stronę to też się zdarza! Nawet podobno częśćiej niż pochwica. Uważaj na
        to co robisz, dla nas może nie ma już ratunku, ale dla Was może jeszcze nie
        jest za pożno...
        • lava71 Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 13:17
          Jak czytam takie wypowiedzi to na prawde nie wiem co robić.. czy śmiać się czy
          załamywać ręce. A co do tego mają sexuolodzy i ich książki. Bardzo mnie dziwi
          stwierdzenie typu "to on musi się dopasować bo jemu łatwiej". Nawet jak
          przeczytasz całą dostępną literaturę na ten temat to i tak możesz nic nie
          osiągnąć, bo najzwyczajniej w świecie wasz przypadek może być inny.
          Z tego co napisałaś na początku i obecnej dokładki widzę, że nieźle chłopaka
          wkopałaś.
          Współczuję mu.
            • lava71 Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 13:43
              Ależ sama sobie na to odpowiedziałaś już w opisie na początku. Powtórzę się ...
              kłamstwo ma krótkie nogi i w końcu wyjdzie na jaw. Szkoda tylko, że fakt
              dotyczył sexu co jak widzę po osobach znajdujących się na tym forum stanowi
              jeden z fundamentów udanego związku. Mówiąc krótko, nie trzeba było udawać na
              początku. Ukrywałaś niedopasowanie a gdy juz uznałaś, że możesz spocząć na
              laurach nagle zaskoczyła Cię reakcja Twojego chłopaka. Ja mu się wcale nie
              dziwię. Swoją drogą może przeanalizuj jak by wyglądał wasz związek gdyby od
              początku było wiadomo jak często będzie dochodziło do zbliżeń?
              Twoja choroba jest pochodną Twojej decyzji.
              Proponuje podjąć męską decyzję i odkryć karty przed facetem. Albo to przeżyje
              albo sobie pójdzie. Jeżeli jest między wami silna więź to jest nadzieja, że z
              czasem nastąpi uporządkowanie wszystkiego i coś takiego jak dopasowanie.
              • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 13:58
                Kurcze, przecież na początku związku wszyscy starają się udawać lepszych niż są
                w rzeczywistości! Zresztą ja na początku naprawdę chętnie się kochałam, partner
                był atrakcyjny, nowy, poprzednie związki miałam średnio udane. Z nim w łóżku
                było super, lubiłam sex. A po jakimś czasie przyszło ochłodzenie, to także jest
                normalne. Ta "iskra" nie trwa wiecznie.
                I mój partenr dobrze wie, jak jest. Rozmawiamy o tym bardzo często (a raczej ja
                staram się rozmawiać a on od razu histeryzuje). Tłumaczę mu, że taka jestem, że
                nie potrzebuję tak często jak on. A on na to: z innymi mogłaś częściej (wymyśla
                to sobie, bo nie wie co z innymi i jak często).
                On ze swoją poprzednią partnerką uprawiał sex raz, dwa razy na miesiąc i
                całkiem mu to wystarczało. Mówi, że ona była zupełnie nieatrakcyjna i jej nie
                kochał. Na mnie ma ochotę 5 razy dziennie. Dlaczego ja muszę się do tego
                dostosowywać? Dlaczego?
                • lava71 Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 14:17
                  Powiem Ci tyle, że nikt nie doradzi Ci nic ciekawego ponad to do czego już sama
                  soszłaś. Jeżeli byliście już u psychologa to znaczy, że sytuację traktujesz
                  bardzo poważnie. Problem w tym, że to co teraz można robić to tylko próba
                  ograniczenia skutków a nie wpływanie na przyczyny.
                  Jak by nie patrzeć jesteście pod względem sexu nie do końca dopasowani.
                  Grożenie odejściem i inne gry na psychice traktuję jak cios poniżej kolan.
                  Jednak pamietaj, że moneta ma zawsze dwie strony. Jeżeli Ty traktujesz
                  zmuszanie do sexu za coś nienormalnego to Ci powiem, że w drugą strone jest tak
                  samo. Wystarczy poczytać wątki gdzie ludzie opisują swoją frustrację i wylewają
                  żale z powodu braku sexu.
                  • ewolwenta Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 14:22
                    Jednak pamietaj, że moneta ma zawsze dwie strony. Jeżeli Ty traktujesz
                    > zmuszanie do sexu za coś nienormalnego to Ci powiem, że w drugą strone jest
                    tak
                    >
                    > samo. Wystarczy poczytać wątki gdzie ludzie opisują swoją frustrację i
                    wylewają
                    >
                    > żale z powodu braku sexu.

                    dokładnie tak jam mówi lava71
                  • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 14:24
                    Masz rację, zdaję sobie sprawę że dla drugiej strony to też musi byc
                    frustrujące. Ale pamiętaj, że ja nie odmawiam seksu (penetracji) dla swojego
                    widzi mi się, tylko z bólu. W dodatku partner zdaje sobie sprawę, że jego
                    zachowanie sprzed roku jest powodem tego bólu. Dlatego nasza sytuacja jest dość
                    zapętlona.
                    Postaram się wybrać do jakiegoś psychoterapeuty, choć, jak pisałam w pierwszym
                    wątku, możliwe że to nic nie da. Że gdy ból zniknie, partner znów na
                    mnie "wjedzie" i zacznie oczekiwać pełnego entuzjazmu seksu tyle razy, ile mu
                    się zachce. Boję się, że na nic moje wysiłki i starania, bo on zaraz znowu
                    mnie "popsuje"... Bo tak się teraz czuję: jak popsuta gumowa lalka, którą
                    trzeba zanieść do warsztatu, naprawić i psuć sobie dalej.
                    • dosia.samosia Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 14:27
                      Czyli nie zrobisz nic. To się rozstańcie. Normalne, że partner oczekuje, że w
                      końcu będzie dobrze. Jeśli Ty z góry zakładasz, że seks będzie pod presją i
                      znowu sprawi Ci ból to nie ma sensu dalej się w to bawić. Nie marnuj swojego i
                      mężczyzny czasu.
                      • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 14:44
                        Ja nie podejrzewam, że sprawi mi ból. Sex SPRAWIA mi ból. poczytaj o pochwicy,
                        chyba niewiele o tym wiesz. To nie kwestia złego nastawienia. Mogę być super
                        nastawiona, liczyć że nie będzie bolało (tak było wiele razy) a ból i tak był.
                        Ba, nie tylko ból. Przy pochwicy człnek po prostu nie wchodzi do pochwy. PO
                        prostu się nie mieści. A próby są koszmatrnie bolesne, aż do łez.
                        Poczytaj trochę o tym.
        • yogi.net Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 13:25
          > ...gdy dwie osoby mają różne temperamenty, to dostosowuje się ta z
          > większym. Czyli gdy ja chcę mniej, a TŻ więcej, to on musi dopasować się do
          > mnie, czyli do mniej.

          Dostosowywując się do teorii powyżej, proponuję od razu zmienić forum - ZDRADA.
          Jest tylko kwestia czy za miesiąc czy za rok, może kilka.
          Sorry - jestem może zbyt bezpośredni.
          Pozdr.
          • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 13:32
            Więc jak inaczej? Uważasz że kobieta z mniejszym temperamentem powinna
            wskakiwać (w dodatku z oczekiwanym entuzjazmem) do łóżka na każde zawołanie
            partnera i zmuszać się do seksu? To jest dla Ciebie ten zdrowszy model? U mnie
            to się zakończyło pochwicą. Prawdziwą, bolesną, niekontrolowaną. Więc chyba nie
            wszystko jednak było prawidłowe.
            • anula36 Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 13:35
              brak seksu tez boli, zapewniam cie.
              A moze po prostu zamiast uprawiac udreczanie siebie i partnera postawic na nowy
              zwiazek bez oszukiwania, dopasowywania sie, zmuszania i zastanawiania komu
              latwiej znosic ograniczenia.
            • dosia.samosia Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 13:36
              Po co oszukiwałaś? Kompromis to wersja dla obu stron do przyjęcia. Ty nie
              dajesz teraz nic, bo seks bez penetracji to zabawa dla nastolatków albo element
              gry wstępnej.
              Chcesz utrzymać związek to idź do seksuologa i módl się o cierpliwość mężczyzny
              z ktorym jesteś. I powinnaś dać mu jakąś tam gwarancję, że będzie lepiej, bo
              się starasz.
            • yogi.net Re: brak seksu - ratunku:( 10.08.05, 18:33
              Dziwnie mi znane jest Twoje podejście do sprawy. "Ja nie mogę (nie chcę), a jak
              Ci się nie podoba to przytrzaśnij sobie drzwiami".
              Przeczytaj posty na forum. Do czego doprowadza brak skesu. To nie zabawa ani
              własne "widzi mi się".
              Przede wszystkim trzeba to leczyć! Nie myśleć co bedzie póżniej. Jeśli nie
              wypracujecie kompromisu (ale to nie jest kompromis że partner zaniecha seksu, a
              ty będziesz mieć święty spokój), to proponuję zakończyć ten rozdział. Wierz mi,
              im wcześniej tym lepiej (mniej boli).
              Wcześniej czy później zorientuje się co tracił. A wówczas ......."The End"
              Pozdr.
                • yogi.net Re: Bo my frajerzy jesteśmy... 10.08.05, 22:06
                  Dosiu! Masz u mnie DUŻE piwo....
                  Trafiłaś w sedno.

                  "- Jeju, NIEEEEE..... TYLKO NIE TO !!! " (seks)

                  Ale mam ubaw..... :)))))))) - Frajer ..... Ciężki frajer....
                  Koniec, Fin, The End, Finish.... Nie mam ochoty dłużej być frajerem.
                  Nie, Nie, Nie ....
                  Frajerzy - STRAJK!

                  Frajerzy obu płci - łączcie się!
                  Pozdr.

                  PS.
                  Sorry - to przez to DUŻE piwo
          • dosia.samosia Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 13:34
            ekhem, właśnie.
            Dostosowywać się można do poziomu, który obie strony uaznają za w miarę
            satysfakcjonujący. Chciałabym codziennie, mogę zgodzić się na poziom 2x w
            tygodniu ale nie na poziom 1x w miesiącu z łaski. I te 2x w tygodniu mam mieć o
            ile któreś nie zachoruje obłożnie lub nie ma terminowego kontraktu nad którym
            ślęczy po nocach.
            Można sobie radzić inaczej ale dla dorosłego, zdrowego i pozostającego w
            związku człowieka masturbacja jest wyjściem doraźnym, beznadziejnym i lekko
            uwłaczającym. To nie to i nie daje spełnienia.

            Mój mąż wiedział co bierze. Jesli teraz coś przestawiło mu się w głowie to jego
            problem, wymiotna nie jestem o czym dobiegacz może zaświadczyć.
            Zagroziłam rozwodem więc jeśli facet chce utrzymać małżeństwo to albo będzie
            ten seks oferował w miarę regularnie albo szlag mnie trafi i rozwód będzie.
            • alterna Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 13:51
              Ja widze te sprawy zupełnie inaczej niż Ty. Dla mnie rozwód z powodu seksu
              byłby nie do pomyślenia. Takie szantaże również. Właśnie to uważam za
              upokarzające dla partnera - stawianie sprawy w ten sposób, zmuszanie do rzeczy,
              na które partner nie ma ochoty. To jest przemoc psychiczna. Traktowanie drugiej
              strony jak chodzącego wibratora/gumowej lalki. Ja wiem, jak czuje się ktoś tak
              traktowany. Ty to fundujesz swojemu mężowi.
              A mówiąc o seksie bez penetracji nie miałam na myśli masturbacji. Mój partner
              nie chce tego robić. Nie namawiam go. Radzimy sobie inaczej. Przecież da się
              bez sprawiania bólu. Jego problemem nie jest potrzeba penetracji. On ma mnóśtwo
              kompleksów z powodu mojego bólu i jego powodów. A powody są takie, że stosował
              przemoc psychiczną, co potwierdziła psycholog z Centrum Praw Kobiet. On o tym
              wie, był przy tej rozmowie. Gdzie wy tu widzicie moją winę?
              • ewolwenta Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 13:57
                > upokarzające dla partnera - stawianie sprawy w ten sposób, zmuszanie do
                rzeczy,
                >
                > na które partner nie ma ochoty. To jest przemoc psychiczna.

                Czyli zmuszanie się do stłumienia potrzeb? To działa w dwie strony. Jedyne
                wyjście to zaproponowany przez Dosię kompromis, lub nowy lepiej dopasowanego
                partner.
                • alterna Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 14:01
                  Dosia zaproponowała kompromis?? Dosia grozi partnerowi rozwodem!
                  Uważam że to co robię, to jest kompromis. Prawie codziennie funduję TŻowi
                  orgazmy pod prysznicem, w łóżku tez. Tylko bez penetracji, która jest
                  najnormalniej w świecie koszmarnie bolesna dla mnie. On nie chce sprawiać mi
                  bólu. Gdyby chciał, nie byłoby tego wątku i samego związku.
                  • ewolwenta Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 14:21
                    Kota ogonem wykręcasz

                    Wierz mi nie musisz bo tu jesteś anonimowa.

                    Dopiero co pisałaś:

                    > A ja czuję że musze to robić, nawet
                    >udawać, bo wystarczy kilka dni "suchych", czyli bez kontaktu, i TŻ'ta
                    >dopadają kompleksy, dołuje się i na ogół wywołuje wielkie kłótnie.
                    >Boję się, że nasz związek się rozpadnie przez ten cholerny sex.

                    Rozumiem, kompromis według Ciebie to robienie tego dla niego w inny sposób.
                    Czyli Twoje słowa "radzimy sobie". Dobrze, to dlaczego są kłótnie?

                    Jak coś idzie źle w związku to nigdy nie jest to wina tylko jednej strony. Ty
                    nie byłaś do końca szczera on... cytuję:

                    >A powody są takie, że stosował
                    > przemoc psychiczną, co potwierdziła psycholog z Centrum Praw Kobiet. On o tym
                    > wie, był przy tej rozmowie. Gdzie wy tu widzicie moją winę?

                    Nigdzie, bo tylko Ty znasz odpowiedz.

                    Grożenie rozwodem Dosia wyjaśniła w swoim wątku. Jestem w stanie ją zrozumieć,
                    bo też mam określone potrzeby i rozumiem, co to znaczy czuć się odrzuconą. Gdy
                    brak jakiejkolwiek reakcji na wabienie, czy prośby sięga się do różnych
                    argumentów. Wraz ze wzrostem napięcia desperacja rośnie.Ty możesz tego nie
                    czuć, bo twoje potrzeby i doświadczenia są inne.
                  • dosia.samosia Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 14:23
                    Kompromisem jest stosowanie się do poziomu między "bardzo często" a "bardzo
                    rzadko".
                    Upokarzające jest żebranie o seks, zapewniam Cię. I oglądanie drugiej osoby jak
                    robi to z musu.
                    Ty nie rozwiodłabyś się z powodu braku seksu, podobnie jak ci wszyscy, którzy
                    potrzeby erotyczne drugiej strony mają głęboko w dupie. Ja tak, ponieważ znałam
                    mężczyznę chętnego i pełnego temperamentu a mam kapeć w domu.

                    Szantaże są fe? Nie musi być pięknie zwłaszcza jeśli niechętny prezentuje
                    podejście "ja się zmuszać nie będę a ty sobie radź, wytłumiaj a w ogóle to
                    przesadzasz".
                    Brzydko sprowadzam Cię na ziemię? Brzydko ale masz szansę poznać to co serio
                    myśli druga strona. Serio to o mężu myślę per "sk... gdybym choć podejrzewała,
                    że tak będzie to nie byłoby ani ślubu ani dziecka".
                    • alterna Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 14:38
                      A zastanawiałaś się, dlaczego mąż nie chce seksu z Tobą? Jakieś powody musi
                      mieć. Może po prostu już go nie podniecasz? Czy naprawde chcesz go zmuszać do
                      pożądania, patrzyć te 2 razy w tygodniu jak udaje podniecenie Tobą? To jest dla
                      Ciebie dobre rozwiązanie? Może lepiej albo radzić sobie inaczej, jeśli chce się
                      zachować związek, lub rozstać się, żeby nie patrzeć jak kochana osoba kłamie?
                      • jack20 Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 16:03
                        Ty nie wyleczysz sie sama.
                        Musisz znalezc dobrego seksuologa by zdiagnozowal ciebie: czy jest to pochwica
                        nieorganiczna czy psychogenna czy wchodza w gre inne zaburzenia
                        psychoseksualne.
                        Skutecznosc bowiem leczenia samej pochwicy jest prawie 100%.
                        Nieleczona moze prowadzic do aseksualizmu. Wg. Starowicza:
                        "..gdyż zaburzenia psychoseksualne powstają na skutek zaburzeń osobowości, a
                        zaburzenia seksualne z kolei wpływają na pogłębianie się zmian osobowościowych.
                        Poza tym trzeba je rozpatrywać na tle całej osobowości pacjentki oraz
                        środowiska, w którym żyje..."
                        www.resmedica.pl/zdart70114.html
                        Sama zmiana partnera bez leczenia moze nie wystarczyc, gdyz z nowym moze
                        przytrafic sie to samo.
                      • dosia.samosia Rozwiąznie; 10.08.05, 17:29
                        Dlaczego tak się dzieje pisałam w innym wątku. Mojemu mężowi odbiło jak zaszłam
                        w ciążę, rola ojca wyszła na pierwszy plan.

                        Mam dwa wyjścia: rozwalić rodzinę, czego nie chcę i mieć przygodny seks bez
                        ograniczeń, czego też nie chcę albo pogodzić się z tym, że mąż nie pragnie mnie
                        jak kiedyś i potrzeby ma dużo mniejsze.
                        W imię bycia razem ja pogodzę się z powyższym i nie będę wnikać dlaczego jednak
                        ten seks czasem jest; on - będzie spełniał obowiązek bo na rodzinie (w
                        pierwszej kolejności) i na mnie (w drugiej) bardzo mu zależy.
                        Setki kobiet tak robią (tylko w odwrotnym układzie) więc czemu akurat mam mieć
                        wyrzuty sumienia?

                        Inaczej sobie też radzę czyli mam stałego kochanka.
                        Mąż rozstania nie chce, ja również nie. Nie wyobrażam sobie życia na co dzień z
                        kimś innym. Więc pozostaje sobie nie kłamać. On będzie chodził do łóżka dla
                        mnie a ja to przyjmę bez domagania się aby robił to z taką ochotą jak kiedyś.
                        • xena72 do dosi.samosi 11.08.05, 00:00
                          Kochana a czy jestes pewna, że to tylko niby zmniejszona ochota na sex i
                          tłumaczenie, że rola ojca i rodzina itd itd...a nie ktoś na boku??? Winanigdy
                          nie leży po jednej stronie. Z moich doswiadczen wynika, że takie tłumaczenia to
                          tylko przykrywka tego co się dzieje na prawdę...pozdrawiam
                    • lava71 Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 14:38
                      Od czasu do czasu wychwytuję tu na forum celne spostrzeżenia. Rzeczywiście,
                      partnerzy potrafią sprawić, że czasem czujemy się tak jak by się nas miało w
                      d... A najśmieszniejsze jest to, że jeszcze sią ma do nas pretensje
                      za "kosmiczne" potrzeby w sprawach sexu.
                      Rozumiem, że sa ludzie z mniejszymi potrzebami ale dlaczego od razu tak nas
                      parszywie traktować. Baaa.. a my jeszcze wpadamy w kompleksy, że z nami coś nie
                      tak.
                    • yogi.net Re: Alterna bądź rozsądna 10.08.05, 23:18
                      > Upokarzające jest żebranie o seks, zapewniam Cię....
                      Gorzej, człowiek czuje się jak szmata, "oststnia k...". Rozmawiasz, partner
                      okazuje zrozumienie.... na pare godzin, Myśliśz że jest OK, a gdy dochodzi do
                      czegoś - okazuje się że NO OK. - Porażka. za jakiś czas zaczynasz od nowa
                      tłumaczyć, język kołkiem staje. Efekt żaden. Zachodzisz w głowę. Ma kochanka?,
                      Jesteś kiepski? Co jest grane? Jednym słowem flustarcja. Przenosi się pomału na
                      inne sfery życia. Następnie stajesz się obojętny na wszystko.
                      Po -nastu latach, słowo "przepraszam" nie wystarczy. (No wiesz ... tego, tamtego...)
                      Nie żałuję podjętych decyzji (mam wspaniałego syna) ale pozostaje "skaza" na
                      duszy i na ciele. Potrzebuję obecnie czasu aby "dojść do siebie" po tym wszystkim.
                      Pozdr.
                      • ewolwenta Re: Alterna bądź rozsądna 11.08.05, 14:35
                        A może jest odwrotnie, że to inne sfery przenoszą się na seks, czyniąc go
                        kiepskim?

                        Choć pewnie prawda leży po środku. Coś w życiu nie gra i wcześniej
                        niedostrzegane niedopasowanie seksualne zaczyna się pogłębiać i doskwierać.
                • petar2 czytajcie uważnie co Alterna napisała 11.08.05, 10:32
                  Parę osób ostro krytykuje Alternę pomijając większość z tego co napisała. Z
                  opisu sytuacji wynika że Jej facet ma problemy z osobowością i własną psychiką.
                  Ograniczenie kontaktów sepsualnych z poziomu "często" na poziom "średnio
                  często" doporowadziło do skanalizowania jego negatywnych odczuć i reakcji na
                  seksie, urosło do wielkiego problemu, maltretowania psychicznego i w
                  konsekwencji pochwicy.
                  Alterna mimo wszystko stara się zaspokajać seksualnie partnera, dla niego to za
                  mało.
                  Nie widzę tu Jej winy, rozumiem że zależy Jej na tym związku i stara się go
                  uratować. To facet nadaje się do leczenia, potem dopiero lub równolegle
                  leczenie pochwicy.

                  Dajcie spokój z czepianiem się i wyżywaniem na Niej za wasze niepowodzenia
                  seksualne w związkach.
                  • dosia.samosia Re: czytajcie uważnie co Alterna napisała 11.08.05, 11:06
                    Kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera.;)
                    Udawała wysokie libido wiedząc, że facet lubi dużo żeby go przywiązać do
                    siebie. Jak jej wychłódło to gość najpierw szukał wyjaśnień, martwił się, że to
                    jego wina a potem zaczął się wkurzać. Alterna zamiast wyjaśnić i powiedzieć
                    prawdę brnęła w udawanie, szantaże emocjonalne tak długo aż seks zaczął
                    kojarzyć się fatalnie i sprawiać fizyczny ból.
                    Zaspokajanie bez normalnego stosunku to zabawa dla młodzieży, raz na jakiś ok
                    ale nie wciaz.
                    • petar2 Re: czytajcie uważnie co Alterna napisała 11.08.05, 11:41
                      Tak do końca nie wierzę w to udawanie dużego libido. Było jej dobrze z nim,
                      początkowa faza związku to i dużo seksu. Potem ona zwolniła. Mogła to być
                      równie dobrze naturalna reakcja po okresowym podniesieniu libido. Bez względu
                      na to ile wcześniej było udawania facet nie ma prawa jej zmuszać i psychicznie
                      stręczyć.

                      Seks jest bardzo delikatną materią w związku, nie da się go zakontraktować
                      ilościowo ani jakościowo. Jeśli jedna strona podchodzi egoistycznie albo
                      roszczeniowo bez wnikania w potrzeby i odczucia drugiej strony to czasem tak
                      się kończy.

                      A z kompromisem różnie bywa. Jeśli ktoś, z róznych powodów, od fizjologicznych
                      do psychicznych stracił zupełnie ochotę na seks to poświęcanie się na zasadzie
                      2-3 razy w tygodniu bo partner oszaleje jest bardziej patologiczne niż
                      odmawianie seksu. Odgrywanie zimnej kłody powoduje że ten seks jest niemiły dla
                      obu stron, sprowadzony do fizjologii i sieje spustoszenie w innych aspektach
                      związku.
    • viles Re: brak seksu - ratunku:( 11.08.05, 12:27
      Nie da sie tu nic pomóc...Alterna chyba to wie.
      W dobrym zyciu seksualnym kapitalną sprawą jest problem D O B O R U ...i nic sie
      tu nie DA dosztukować,albo przyfastrygować :)
      Ciągłe nawoływanie do wizyt u seksuologów opiera sie na dwóch błędnych zalożeniach:
      pierwsze - seks istnieje po to żeby uprzyjemnic życie partnerów w związku.
      drugie - seks to prosta zabawka mechaniczna i popsuta wymaga wizyty w
      odpowiednim gabinecie celem naprawy przez specjalistę.

      Otóż ani jedno ani drugie założenie nie jest prawdziwe.
      Seks przede wszystkim natura stworzyła dla reprodukcji gatunku a dodatkowe
      atrakcje z tym związane maja służyć wyłącznie temu celowi...o szczęście,trwałość
      związku,nieustającą rozkosz itp - natura specjalnie się nie kłopotała :)
      Podobnie druga sprawa sie ma.Seksualizm to nie tylko popęd,napiecie i realizacja
      a potem błogi spokój i..."sukcesy w pracy zawodowej"

      Alterna wykazała sie chyba sporą przenikliwością i wie o co chodzi...zresztą
      sporo czasu miała na przemyslenia.

      Niepodoba mi sie natomiast to że niektóre "ciotki" tu na forum dośc obcesowo ja
      traktują.
      Jak napisał tu jeden z przedmówców:
      >>Dajcie spokój z czepianiem się i wyżywaniem na Niej za wasze niepowodzenia
      seksualne w związkach.<<
      Ona ma problem ale wie na czym on polega...natomiast wy sfrustrowane "ciotki"
      jesteście kompletnie skołowane...więc zostawcie ja w spokoju i zajmijcie sie
      swoimi problemami :)
      • petar2 Re: brak seksu - ratunku:( 11.08.05, 12:57
        >W dobrym zyciu seksualnym kapitalną sprawą jest problem D O B O R U ...i nic
        > sie tu nie DA dosztukować,albo przyfastrygować :)

        Dobór jest istotny ale nie o znaczeniu kapitalnym.
        1. Na satysfakcję z seksu i ochotę na niego szczególnie u kobiety wpływ ma nie
        tylko dobór pod tym względem partnerów ale również realizacja innych potrzeb
        typu uczucia, bezpieczeństwo, troska o rodzinę itd. Wpływ ten może być "in
        plus" jak i "in minus" i to w dużym stopniu o czym dobitnie świadczy przykład
        Alterny. Kobieta traktowana jako partnerka życiowa, zakochana i szczęśliwa
        otworzy się dużo bardziej na potrzeby seksualne partnera niż miałaby na to
        ochotę w innych okolicznościach.

        2. Nazwijmy to "właściwości seksualne" partnerów zmieniają się w czasie i w
        zależności od róznych sytuacji (urodzenie dziecka, stres, choroby, wiek)
        3. Wszelkie uogólnienia w tym temacie to tak naprawdę o kant dupy potłuc ;-)

        Z tą naturą to duże uproszczenia.
        Ale z 2 częścią postu się zgadzam.


    • lava71 Re: brak seksu - ratunku:( 11.08.05, 12:58
      To ja dodam swoje pięć groszy jako wójek.
      Nie podoba mi się "wybielanie" Alterny jakie ostatnio się tu promuje.
      We wstępie wyraźnie napisała co zrobiła i chyba nie ma co tego
      przeinterpretowywać. Wie, że w pewien sposób oszukała faceta i kropka. Są tego
      konsekwence i to tez fakt.
      Druga sprawa, że rzeczywiście lepiej podać konstruktywne propozycje rozwiązania
      problemu niż dziobanie bez opamiętania. OK, dziewczyna stara się i chce
      utrzymać związek. To czego osobiście mi brak to relacja drugiej strony ...
      czego zresztą nie ma co się spodziewać. W takiej sytuacji lepiej powstrzymać
      się od wyrażania swoich opini typu on zły ona dobra i odwrotnie. W takich
      sprawach prawda leży zawsze pomiędzy ... choć nie zawsze po środku.
      • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 11.08.05, 14:13
        No to ja jeszcze też coś napiszę.

        1. Mój partner WCALE NIE MIAŁ WIELKICH POTRZEB gdy się poznaliśmy. Z poprzednią
        partnerką uprawiał sex 1/2 razy w miesiącu. Nie musiałam się więc do niego
        dostosowywać.
        2. W pierwszej fazie związku to normalne, że ma się dużą ochote na sex. Ja ją
        miałam, nie udawałam orgazmów, po prostu było mi dobrze. A to, że kreowałam się
        trochę na sexbombę to też dlatego, że partner takie miał marzenie i mówił mi o
        tym - zawsze marzył o seksownej i chętnej dziewczynie. Gdybym taka nie była,
        kto wie czy pokochałby mnie. Teraz sama mam wątpliwości...
        3. W momencie gdy mnie opadło trochę libido (po ok roku związku) co uważam, że
        jest dość naturalne, jemu ciągle się powiększało, chciał więcej i więcej. Nie
        wiem gdzie Dosia dopatrzyłą się moich szantaży emocjonalnych??? To partner na
        każdym kroku wypominał mi moich ex partnerów i krzyczał na mnie, że z nimi
        chciałam a z nim już nie chcę. Strasznie źle na mnie to wpływało, zamykałam się
        coraz bardziej. Dodam, że partnerowi nadal się zdarza mówić mi takie rzeczy,
        nie tylko o sex. Choćby wczoraj: "a z XY to byłaś weselsza, a ze mną jesteś
        ponura i smutna". On ma z tym wielki problem, ale mnie to dobija, normalnie mam
        odruch wymiotny na wieść że dla jakiegoś ex byłam taka czy siaka, zwłaszcza że
        to rzadko jest prawdą.
        4. Byliśmy już u psychologa, znaczy się - ja go tam zaciągnęłąm (przy wtórze: a
        swoich ex to nie zmuszałaś do takich rzeczy bo byli lepsi). Pani psycholog
        uznała zachowanie TŻ za przemoc seksualną. Dała parę rad. Gdy chciałam
        kontynuować leczenie, TŻ się zaparł że nikt mu nei będzie układał życia. Ja
        nadal jestem gotowa iść do specjalisty, ale nie widze sensu robić tego SAMA.
        Zwłaszcza, że TŻ tak to określa: "czemu jeszcze nie poszłaś do seksuologa?
        czemu nie chcesz "czegoś z tym zrobić"? gdybyś mnei kochała, chciałabyś "coś z
        tym zrobić"
        5. Kocham partnera i widze w nim towarzysza na resztę życia. On twierdzi tak
        samo. Bardzo dobrze nam się układa w pozostałych dziedzinach życia. Parter jest
        z gatunku tych, którzy na każdym kroku wyznają miłość, kupują prezenty, bez
        przerwy zachwycają się kobietą. On ciągle mnie pragnie, mówi jaka jestem
        piękna, zgrabna, idealna... wodzi za mną głodnym wzrokiem nawet gdy gotuję.
        Stara się mnie ciągle dotykać, co często mnie niestety irytuje. Ma straszny
        żal, że ja nie potrzebuję tyle pieszczot, przytulanek, całusów, on chciałby się
        do mnie przykleić, a niestety jestem troszkę bardziej dzika;)
        Jednocześnie TŻ wpadł ostatnio w ciąg szantaży emocjonalnych, gdy się kłócimy,
        ja ciągle słysze, że go nei kocham. Nie kocham go bo nei chcę się kochać tak
        często jak on, nie kocham go bo nie idę sama do seksuologa, nie kocham bo mam
        jakieś oczekiwania i pretensje ITD. Zwariowac można.

        To tyle. Oczywiście spraw i problemów jest dużo więcej, ta sytuacja tak się już
        zapętliła, że trudno wyciągać pojednyncze nitki, bo każda się z czymś łączy i
        ma drugie, a czasem i trzecie dno.

        Pozdrawiam ciepło zarówno tych 'wybielających mnie" jak i "sfrustrowane ciotki"
        które rzeczywiście chyba mają taki sam problem jak mój TŻ i wyżywają się na
        mnie, bo na własnych mężąch nie mogą:((( Ale to też rozumiem.
        Alterna
        • lava71 Re: brak seksu - ratunku:( 11.08.05, 14:34
          Po tym co napisałąś widzę, że rzeczywiście masz bardz skomplikowaną sytuację.
          Tym bardziej nikt z forumowiczów nie powinien radykalnie się wypoiwiadać
          (jej .. sam chyba gdzieś tam coś napisałem).
          Z jednej strony masz super partnera. Pewnie większość z "ciotek" pomdlałą by ze
          szczęścia mając takiego dbającego i napalonego partnera. Jednak jest i ta
          druga, ciemniejsza strona medalu. Molestowanie psychiczne jest po prostu
          zaprzeczeniem miłości. Wiem, że człowiek zfrustrowany i niezaspokojony nie do
          końca panuje nad sobą ale jednak jest jeszcze coś takiego jak szacunek i dbanie
          o zdrowie drugiej osoby.
          Pozdrawiam.
        • smutna330 Re: brak seksu - ratunku:( 11.08.05, 16:52
          Jedna, wielka bzdura ...Kobieto ty jesteś naprawdę głupia, nie obraź się, ale
          spójrz prawdzie w oczy.
          Wyobraż sobie teraz sytuację, że twój parter przez pierwszy okres znajomości
          udawał milionera bo wiedział że ty zawsze marzyłaś o luksusie i bogatym
          facecie, szastał forsą na prawo i lewo, chwalił się nie swoją willą i jachtem,
          było super - zakochałaś się na zabój i wyszłaś za niego, tylko potem okazało
          się, że on "tylko troszeczkę udawał", że jest biedny jak mysz kościelna, nie ma
          pracy i do tego ogromne długi z powodu wcześniejszego "imponowania" tobie.
          Jak czułabyś się w takiej sytucji, wiedząc że teraz on liczy tylko na ciebie i
          będziecie żyć w nędzy, na kredyt itd... dodam że wciąż go kochasz i zależy ci
          na małżeństwie.
          Co ty na to?
          • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 11.08.05, 18:47
            Jak to co??? Razem spłacamy długi. W końcu zrobił to dla mnie, chciał mi
            zaimponować, był głupi, ale chciał dla mnie dobrze. A ja go przecież kocham.
            Chyba nie spodziewałaś się odpowiedzi, że go leję w mordę i rzucam dla innego
            prawdziwego milionera???
            I nie mów do mnie w ten sposób, nie jestem głupia i nie masz prawa tak pisać.
              • alterna Re: brak seksu - ratunku:( 12.08.05, 01:06
                A jaki inny finał wchodzi w grę? Rzucić faceta dla kogoś rzeczywiście bogatego?
                Czemu wszystkim zalezy aż tak na pieniądzach? Naprawdę nie wolicie żyć biednie
                z kimś kogo kochacie, niż dostatnie z byle kim?
                A co do wybaczenia takiego oszustwa - ludzie wybaczają sobie nawet zdrady.
                Dlaczego nie możnaby wybaczyć udawania bogacza?
                • yogi.net Miłość 12.08.05, 06:19
                  Zbyt często jest nadużywane to słowo. "Miłość" może być fizyczna i emocjonalna.
                  Jak się kogoś kocha, to się zrobi WSZYSTKO dla tej drugiej osoby. Chodzi się na
                  rzęsach, spod ziemi się wytrzaśnie byle spełnić oczekiwanie "Tej Drugiej".
                  Oddanie Całego Siebie by sprawić radość drugiej osobie. W tym wypadku nie uznaje
                  "kawałka" - czyli robię tego co mi jest wygodnie a co nie. (Jedna Pani psycholog
                  w popularnym programie telewizyjnym określiła "coś takiego" jak bycie w ciąży
                  tak trochę).
                  Określenie "Ja Go kocham" powinnaś zastąpić - jest mi z nim dobrze,
                  przyzwyczailiśmy się do Siebie lub podobnie.
                  Jak by między wami istniało prawdziwe uczucie (to przez duże M.), nie było by
                  Cię na tym Forum. Po prostu nie miałabyś problemu z pochwicą ani nie czułabyś
                  wstrętu do zbliżenia. Obydwoje czerpali byście z tego radość.

                  Miłość jest to piękne i wzniosłe uczucie. Jest jak Święty Grall. Wszyscy go
                  poszukują. I już wydaje się nam że go odszukaliśmy, cieszymy się chwilą
                  szczęścia, po czasie okazuje się że to złudzenie. Że to zwykły cynowy kielich.
                  Szukamy dalej...
                  Pozdr.
                  • ewolwenta Re: Miłość 12.08.05, 08:10
                    Idealista z Ciebie Yogi
                    Mnie się zdaje, że jednak miłość ma rożna odcienie i naiwnością jest twierdzić
                    że bywa tak co to jest idealna z pełnym porozumieniem. Takie postrzeganie
                    miłości jest przywilejem pierwszych tygodni zakochania.
                    Wzniosłość miłość osiąga w średniowiecznych romansach albo takim Romo i Julii,
                    gdzie kończy się tragicznie nim nadejdzie zwykła codzienność w papilotach i
                    zadeptanych kapciach.
                    • petar2 Re: Miłość 12.08.05, 09:37
                      Oczywiście Ewolwento.
                      Definicja Yogi dotyczy zauroczenia a nie miłości. Zjawisko takie występuje
                      okresowo, z reguły w etapie poczatkowym związku z różnym nasileniem i nie
                      zawsze.
                      W przypadku Alterny wystąpiło właśnie w pierwszych miesiącach co uczyniło z
                      Niej okresowo seksbombę. Naturalną koleją rzeczy po czasie ta faza miłości
                      ustępuje innej.
                    • niezapominajka333 Re: Miłość 12.08.05, 10:52
                      Ewolwento. Całkowicie się zdadzam z powyższą opinią.

                      A co do sytuacji Alterny, to uważam, że podstawowym problemem jest zachowanie
                      jej partnera. To on ponosi winę za zaistniałą sytuację.
                      Większośc osób zrzuca winę na Alternę, bo niepotrzebnie wprowadziła chłopaka w
                      błąd udawaniem większych potrzeb, niż faktycznie miała.
                      Czyli- gdyby nie udawała seksbomby, to facet poszukałby innej dziewczyny, z
                      większymi możliwościami i nie byłoby sprawy. On kochałby się 5 razy dziennie,
                      ona 2 x tygodniu, każde ze swoim partnerem.
                      Ale Alterna wyraźnie pisze, że to nie było do końca udawanie. Było jej dobrze,
                      nie zmuszała się do seksu. Kochali się często, ale gdyby to ona inicjowała
                      zbliżenia, byłoby ich mniej. Może, gdyby nie sprawiała wrażenia takiej chętnej,
                      to nie byliby razem - jeśli w tym związku seks miałby byc ważniejszy od innych
                      jej zalet.
                      A może partner zaakceptowałby jej potrzeby, mając nadzieje, ze kiedyś będą
                      większe.
                      Ale to on by wybierał i nie miałby do nikogo pretensji, gdyby później związek
                      nie spełniał jego oczekiwań.
                      A teraz załóżmy przez chwilę, że Alterna nie udawała. Załóżmy, że naprawdę byli
                      tak dobrani, jak na początku się jemu wydawało. Kochali się po kilka razy
                      dziennie z wielką ochotą i nagle jej potrzeby spadły.
                      Dziwne? Przecież olbrzymia większośc tu piszących zna sprawę z autopsji.
                      Piszą tu osoby, które albo maja za mało, albo za dużo w stosunku do swoich
                      potrzeb.Większośc jakoś stara się zrozumiec spadek formy u partnera, woli
                      rzadziej, ale bez zmuszania.
                      Ale partner Alterny jej spadek libido interpretuje inaczej.
                      Nie kochasz się ze mną tak często, jak na początku, czyli:
                      - twoja miłośc do mnie jest mniejsza niż dawniej.
                      - jestem gorszy od innych, bo z nimi kochałaś się częściej- obniżona samoocena,
                      o której pisała Alterna
                      Teraz, gdy dziewczyna jest chora dalej słyszy to samo.
                      Już nawet przechodzi na uczucia, bo " przy mnie jesteś smutna, a przy innych
                      miałaś lepszy nastrój"
                      Generalnie, dla jej chłopaka seks jest miernikiem jej uczucia do niego, ale
                      przede wszystkim wskaźnikiem jego własnej atrakcyjności.
                      Jeżeli kocha się z nim często, to znaczy wszystko w porządku, jest lepszy od
                      innych, jest pewny jej miłości. On w ten sposób udowadnia swoją wartośc sam
                      przed sobą.
                      Jeżeli kocha się z nim rzadziej, to widocznie on jest do niczego, nie działa
                      już tak na nią jak na początku.
                      Jej choroba uniemożliwia mu potwierdzanie swojej wartości na bieżąco.
                      No bo teraz nie wie, jak stoją jego akcje. Zaczyna więc obserwowac jej emocje
                      i wyciągac wnioski.Jak jest smutna, to źle, bo przy innych była wesoła.
                      A co do niezaspokojenia jego potrzeb. Na tym forum jest dośc przykładów żon,
                      które mówią swoim mężom, że to ich problem, że widocznie są nienormalni i
                      odwracaja się przysłowiową d... do ściany. Alterna funduje chłopakowi orgazmy w
                      inny sposób, stara się, żeby nie poczuł się niezaspokojony, ale dla niego
                      najważniejsze jest to, że ona się popsuła i nie chce się naprawic.
                      Ona chce się leczyc, ale nie po to, żeby facet nie zmienił swojego nastawienia
                      i dalej traktował seks jako swego rodzaju probierz swojej warości i
                      atrakcyjności. Jeśli się maja leczyc, to oboje, bo według mnie jego podejście
                      do seksu jest chore. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby Alterna poważnie
                      zachorowała, miała wypadek (tfu, tfu, tfu...na psa urok ) który wyłączyłby ją
                      na dłużej z czynnego uprawiania seksu. Zostawił by ją, bo on bez seksu nie
                      może? Albo poszukałby kochanki, bo sami wiecie - z takim libido nie można życ w
                      celibacie. A może zadbałby o to, żeby jak najszybciej wyzdrowiała i mogła
                      spełniac swoje małżeńskie powinności. Może brak seksu facet jakoś by przeżył -w
                      końcu przyczyna obiektywna, ale słyszałaby:
                      -Ze mną się nudzisz, ale z innymi to się nie nudziłaś.
                      Z nim rozmawiasz chętnie, a ze mną to z przymusu.
                      Na niego to patrzysz, a na mnie to już nie tak jak kiedyś.
                      Nie cieszysz się,jak przychodzę, a .........
                      I tak w kółko.

                    • yogi.net Re: Miłość 12.08.05, 14:50
                      Wszystko albo nic!
                      Ja po 5-6 latach małżeństwa zarywałem wszystko i goniłem nocą przez pół Europy
                      na jeden telefon żony. Także pracę zmieniłem na taką "na miejscu" choć
                      uwielbiałem wyjazdy. Takich przykładów rezygnacji z części siebie można by
                      mnożyć. I nie było to w "pierwszych tygodniach". Także zauroczeniem tego też bym
                      nie nazwał.
                      Obecnia dla syna nie wachałbym się nawet życia poświęcić.
                      Nie są to ideały. "Ten typ tak ma". Tak sobie to tłumaczę. Może zbyt wysoko
                      ustawiam poprzeczkę, ale...
                      Pozdr.
                        • yogi.net Re: Miłość 16.08.05, 13:22
                          To znaczy ??
                          Jeśli chodzi Ci o żonę - Nie.
                          Nie lubię się narzucać. Jeśli ktoś sobie nie życzy czułości, opieki, poświęcenia
                          - nie będe nikogo na siłę "uszczęśliwiał".
                          Czułość - wstyd,
                          Opieka - nie jestem dzieckiem
                          Poświęcenie - traktuje jako handel - coś za coś. Nie chce nic "brać" by nie nic
                          nie "dać".
                          Po tylu latach zrozumiałem to.
                            • yogi.net Re: Miłość 16.08.05, 17:58
                              ewolwenta napisała:

                              > współczuję

                              Dzięki, ale nie lubię tego. (współczucia).
                              Nigdy nie żałuję swoich decyzji i czynów. Jakieś ryzyko jest w to wkalkulowane.
                              Tak wyszło. Mogę żałować jedynie że tak późno "poszedłem po rozum do głowy" ale
                              ... Jest OK.
                              Zrobiłem wszystko co mogłem.

                              Brak możliwości realizacji marzeń nie jest grzechem. Grzechem jest brak marzeń.

                              Pozdr.
                              • drobiazg Re: Miłość 26.08.05, 09:18
                                Yogi
                                kurcze jestem pod wrażeniemi i życze Ci odmiany na lepsze a przede wszystkim
                                czerpania radości i siły z wszystkich dobrych rzeczy, które Cie spotykają ;-)
    • thistle Re: brak seksu - ratunku:( 17.08.05, 12:16
      psycholog/seksuolog - jak najbardziej. Ale tylko razem. Twoje kłopoty są w
      dużej mierze (choć zaznaczam, ze to moja , amatorska wersja analizy) jego
      niedopuszczalnym zachowaniem, wynikającym z JEGO głębokich prolemów. On też
      potrzebuje pomocy - sama piszesz o kompleksach, braku kontroli nad emocjami i
      manipulacji.
      Moze jeśli postawisz warunek- ty do seksuologa,on do psychologa - coś drgnie?
      Moja sytuacja była pod pewnymi względami podobna do Twojej, i wiele rzeczy
      udało się naprawić, M. zmienił się baaaaardzo ( a już był zatrważająco podobny
      do tego, co Dosia pisze o sobie;)- dobry psycholog pomógł.
    • coscinapisze Re: brak seksu - ratunku:( 17.08.05, 13:34
      wydaje mi sie, ze skoro to sama dostrzeglas, to moze to wszystko zaczelo
      sie od ciebie, bo troche gralas na poczatku. Rozumiem jednak twoje wyjasnienia,
      ze chcialas mu sie podobac i ze na poczatku bylo ci dobrze, mimo tego, ze
      wiekszosc zblizen wychodzila od niego. Potem, jak to w kazdym zwiazku po jakims
      czasie partnerzy sie do siebie przyzwyczajaja i wszystko sie moze mniej lub
      bardziej zmienic.
      Ja jednak uwazam to za normalne i wydaje mi sie, ze to od partnerow zalezy jak
      tym pokieruja i od ich "umiejetnosci" budowania dalszego zwiazku.
      Dlatego w tym momencie nalezaloby sie skoncentrowac na tym co jest teraz. Tak,
      jak ktos wczesniej napisal, "wina" lezy gdzies pomiedzy wami ale jednak mi sie
      wydaje, ze w tym przypadku duzo blizej niego. Z tego co i jak piszesz wydaje mi
      sie, ze to ty jestes bardziej dojrzala w tym zwiazku, a twojego partnera
      cechuje bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci i niska samoocena. Jest o
      ciebie chorobliwie zazdrosny, co okazuje juz nie tylko, jak wczesniej w
      sprawach seksu ale i w innych sferach waszego zycia.
      Jego zazdrosc wplywa negatywnie na wasz zwiazek, bo skutecznie ci dokucza i
      ciezko z tym zyc na codzien ale jest chyba jeszcze cos. mianowicie twoj chlopak
      jest BARDZO samolubny w swym postepowaniu. wywiera na tobie silna presje
      psychiczna i nie zwraca uwagi na konsekwencje (co doprowadzilo do twojej
      choroby). Przeciez on dziala tak, jakby najwazniejsze bylo to, co on chce
      osiagnac, mysli tylko o swoich potrzebach, zmuszajac cie dodatkowo, zebys to ty
      cos z tym zrobila. przeciez, czy macie ze soba byc, czy nie , to chyba jednak
      zdrowie jest najwazniejsze.
      wydaje mi sie, ze powinnas pokazac swojemu partnerowi, ze cie to meczy, ze te
      ciagle pretensje sa destrukcyjne, bo przeciez to on jest FACETEM i powinien cie
      wspierac, byc silnym w zwiazku. mysle, ze nie zareaguje na to dobrze ale mi sie
      wydaje, ze on tego poprostu nie rozumie. moze powinniscie zrobic sobie dluzsza
      przerwe w spotkaniach przmyslec to samemu, odpoczac. moze taka silna reakcja
      zadziala na niego tak, ze to on sie bardziej postara i wezmie w garsc. w koncu
      jezeli macie byc razem, to bedziecie. twoj chlopak musi tylko dostrzec swoje
      samolubne zachowanie i je zmienic, a nie mozna tego zrobic na sile. to chyba
      ty musisz byc twardsza, a obojgu z was wyjdzie to na dobre.
      • ewolwenta Re: brak seksu - ratunku:( 17.08.05, 14:29
        > wydaje mi sie, ze powinnas pokazac swojemu partnerowi, ze cie to meczy, ze te
        > ciagle pretensje sa destrukcyjne, bo przeciez to on jest FACETEM i powinien
        cie
        >
        > wspierac, byc silnym w zwiazku. mysle, ze nie zareaguje na to dobrze ale mi
        sie
        >
        > wydaje, ze on tego poprostu nie rozumie.


        No ładnie !

        Panowie cały świat na Waszych barkach bo my słabe lilije potrzebujemy
        nieustającego wsparcia. Pamiętajcie facet MUSI być twardy, nie miękki i nie
        może pozwolić sobie na chwilę słabości.


        PS> Jak by ktoś nie doczytał między wierszami to miała być ironia.
        • coscinapisze Re: brak seksu - ratunku:( 17.08.05, 15:41
          ewolwenta,
          ja nie uwazam aby dlugotrwale wywieranie presji psychicznej
          i doprowadzenie swojej ukochanej do choroby bylo oznaka "chwilowej slabosci
          psychicznej", jak to okreslilas.
          ale jezeli to ty dominujesz w swoim zwiazku i jestes twarda i to twoj facet
          wspiera sie na twoich barkach, to w porzadku. takie zwiazki tez istnieja,
          o ile obojgu to odpowiada
    • nil739 Re: brak seksu - ratunku:( 28.08.05, 14:59

      Czytam i nie wierze....
      Drogie panie, a gdzie romantyzm, gdzie uczucia?
      Czy jedynym powodem do związania się z kimś, jest ile będzie sexu w tygodniu?
      A może jak się ludzie kochają to nie mają takich problemów?
      No i na koniec, zwykle tak jest że wizyta u specjalisty daje więcej niż rady
      dyletantów na forum, bo jednak nikt nie przedstawiał się jako psycholog ani
      sexuolg, więc każdy jest amatorem z mniejszym lub większym doświadczenie, oraz
      z jakimś skrzywieniem, bo normalność jest mocno subiektywna.
      • woman-in-love Re: brak seksu - ratunku:( 28.08.05, 20:51
        Jakoś w ciągu dwóch lat istnienia forum nie usłyszelismy nic konstruktywnego o
        seksuologach, częste pytania o dobrego specjaliste pozostały bez odpowiedzi. A
        jeśli juz ktoś sie pofatygował, to na ogół dostawał medykamenty. Czy moze cos
        przeoczyłam?
    • cranberry1 Psycholog nie gryzie :) 31.08.05, 15:13
      Alterna, chyba nie sądzisz, że po paru latach związku można jeszcze miec ochote
      na seks 2x dziennie? ;) To naturalne, że po jakimś czasie te sprawy się normują
      i częstotliwość spada. Ale przecież to "jak często" nie jest tu najważniejsze.
      Jeśli Twój TZ tak bardzo osobiście odbiera spadek Twojego libido, to
      prawdopodobnie problem leży w jego niskim poczuciu własnej wartości. Znam to,
      miałam tak przez ostatnie trzy lata, włączając w to kąśliwe uwagi, że z kimś
      wcześniej na pewno było inaczej itd. To takie dziecinne, nie dostaję ulubionej
      zabawki, to mam prawo wyżywać się na tym, kto mi jej nie daje... I nic nie
      działało na mnie równie odstręczająco jak takie paskudne złośliwości.

      Myślę, że dobrze by było pojść (ale razem!!!) do dobrego psychologa - raczej
      nie do seksuologa (byłam, widziałam, mam złe doswiadczenia, ale moze po prostu
      zle trafilam). Psycholog z założenia zajmie się bardziej całościowo waszym
      związkiem, w końcu faktyczny problem leży chyba gdzie indziej - nie w łóżku.
      Najważniejsza w takiej terapii jest swiadomość obydwojga, że chcecie coś
      zmienić i że zmiana nie zależy tylko od tego drugiego... Życzę powodzenia! :)
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka