Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki...

24.08.05, 01:00
Maz/zona kolejny raz odmówili (powod nie wazny). Co robicie? Odwracacie sie
na drugi bok i zasypiacie? A moze do lazienki i...samemu? Jesli odwracacie
sie na drugi bok i staracie sie zasnac czy nie slyszycie z jej/jego strony
wyrzutow ze znow jestescie naburmuszeni i "ze znowu ta pretensja o nic" i
zasypiacie w nienajlepszych nastrojach skloceni...
    • presio5 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 01:14
      ja już tzrci dzień sie nie odzywam do niej i śpie na innym łózku!! mam tego
      dośc ileż razy mozna sie prosić i poniżać!! ciężko jest ale daję radę!!
      powiedziałem sobie że tym razem ja się pierwszy nie odezwę!! nie wiem czy
      dobrze robie ale robię i juz!!!!!!!!!!
      • mis_fozzie Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 07:38
        Trzymaj sie. Wiem co czujesz.
    • maga_luisa Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 09:24
      Co ma wnieść obrażanie się? To, że mąż/żona z poczucia winy następnej nocy
      stanie się "wulkanem seksu"? Bzdura. jeśli nie ma na seks ochoty, to jakaś jest
      tego przyczyna.
      Co do mnie, uczę się mówić "nie" spokojnie i bez wykrętów. Wcale nie jest to
      łatwe, natomiast on nauczył się nie obrażać , chociaż na pewno nie jest to dla
      niego latwe.
    • anais_nin666 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 09:25
      Gdy mi znowu odmawia to oczywiście się wściekam, czuje frustrację, no i
      kolosalną potrzebę, zatem muszę pobawić się nieco sama. Na szczęście nie słyszę
      słów żalu z jego strony, ze nie mam checi sie przytulic na dobranoc, bo
      faktycznie nie mam. Niech tez czuje czym jest odrzucenie. On woli sie przytulac
      ja kochac. Niby do pogodzenia 2 czynnosci, a jednak nie..., nie u nas. Choc
      ostatnio to nawet fajnie jest... Mrrr
      • gogola2005 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 10:39
        ja próbuje rozładowac sytuację żartem jeśli się uda to go gwałce a jak nie
        działa sama się dotykam pieszcze na jego oczach i on mnie wtedy gwałci, chyba
        obydwoje czasami taką zabawe lubimy.
      • energoterapeuta Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 11:21
        Drogi Marcinie

        Tylko facet zrozumie faceta.

        a tak na serio:
        Kobiety są wybitnymi, wyspecjalizowanymi egoistkami.
        Wiedzą, co zrobić i jak zrobić żeby coś osiągnąć -
        wszelkimi możliwymi sposobami.

        Ale jak my o coś poprosimy, to okazuję się, że
        nasze potrzeby mają głęboko w *****, jesteśmy
        tylko klockami w ich życiu, takimi do zabawy...

        Jak one chca się pobawić, to rozkładają zabawki
        i wtedy zabawa jest na całego...

        Jak my rozkładamy zabawki, to wtedy mooożeee się
        pobawimy...

        najgorzej jest jak ludzie się nie dobiorą temperamentem
        w tej sferze... Kobiety nie rozumieją, nie starają się,
        i nigdy nie postawią się w naszej sytuacji,,,

        Chociaż znam kilka przypadków, gdzie żony dla mężów zrobią
        wszystko !!! jak nie w jeden, to inny sposób... ale to
        tylko wyjątki...


        Są tylko na to trzy sposoby:

        1) kochanka o podobnym temperamencie
        2) zacisnąć zęby i dalej żebrać o seks, co prowadzi do ogromnej flustracji, są
        również przypadki poważnych chorób psychicznych z tego tytułu... ale co tam
        3) pracować, pracować, pracować i pracować do zwymiotowania... gwarantuje, że
        wtedy tylko nieliczni mają jeszcze ochotę na seks...

        życzę powodzenia
        i współczuje wszystkim cierpiącym
        z tego powodu

        Energoterapeuta
        • gogola2005 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 13:03
          kobietą wystarczy stworzyć odpowiednią osłonkę romantyzmu oraz pokazać miłość,.
          nie można traktować przedmiotowo: mi się chce rozstaw nogi, nikt tego nie lubi.
          Pokaż Kobiecie jak bardzo ja pragniesz jaka jest sexi głaszcz ja po ciele
          dotykaj nie 5 minut tylko tyle ile ona tego potrzebuje a sama będzie chciała
          więcej
          • anais_nin666 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 13:52
            Akurat w moim malzenstwie gdyby maz powiedial "mi sie chce, rozsun uda..." to
            bym padla porazona i natychmiast to zrobila:) U mnie jest tak milutko i lagodnie
            w seksie, ze az mdło. Męzowi powbijam czasem pazurki w plecy, klepne tu i
            owdzie, ale on sam... jest taki delikatny.... Echhh... zawsze chcemy tego czego
            nie mamy?
            • tomek_abc Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 14:05
              czasami staram się zamaiast tragizować, posmiać (choc nie wiem czy mi do
              smiechu)....
              ale ostatnio jest lepiej więc moze i humoru więcej...
              choc do ideału....daleka droga
              • ashton Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 14:52
                Biorę głęboki oddech. A potem książkę w łapkę. I tak do rana czasem...
              • kielczow2003 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 17:47
                Powiem wam tak kiedys jak bylem znacznie mlodszym czlowiekiem (znaczy nie mam
                jeszcze 30 ale z mojej perspektywy to bylo naprawde lata temu) w wieku 20 lat
                poznalem pierwsza dziewczyne taka "na stale" nie byla to moja pierwsza partnerka
                natomiast pierwsza dziewczyna z ktora bylem 3 lata.Na samym poczatku wiadomo jak
                to miedzy gowniarzami ogien od rana do wieczora, nastepnie w wyniku problemow
                miedzy nami sex powoli zaczynal mnie nurzyc.Najpierw zaczeklo sie od robienia
                scen o inne dziewczyny(zupelnie bezpodstawnych)ze obejzalem sie za ta a za
                tamta, potem sceny zazdrosci o swoje wlasne kolezanki nastepnie sex musial
                byc.jezeli cos bylo nie tak to juz wielka scena do tego zawsze w jednej
                pozycji.bylem wtedy za mlodym facetem zeby znac sie na wszystkim ale kiedy sex
                byl obowiazkiem i kazde niepowodzenie(a takich sytuacji prxybywalo arytmetycznie
                do scen z powodu nieudanego sexu w mysl schematu nieudany sex=awantura=irytacja
                na koncu kompletne obrzydzenie do sexu z moja dziewczyna)) to byla wielka
                awantura.Wtedy zaczalem sypiac z roznymi dziewczynami i na koncu naszego zwiazku
                pojechalismy na koncert Tiny Turner w Gdansku.Nagle ona poczula sie gorzej i
                zostalismy w Gdansku na noc, to wtedy nawet nie potrafilem polozyc sie obok niej
                i jej przytulic.Z perspektywy lat to jest mi jej strasznie szkoda ona na swoj
                sposob mnie kochala ale ja po takim czasie obrazania sie na nieudany sex nie
                mialem nawet ochcoty jej przytulic w nocy.
                Ku przestrodze dla wszystkich zirytowanych!!!!!!
            • yoga77 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 08.09.05, 18:47
              To witaj w klubie:)Ja też marzę o tym, żeby mój mąż wykazał jakąś inicjatywę. A
              on jak już uzna że "wypada chcieć sexu" to zabiera się do mnie tak, że mi się
              na wstepie odechciewa. Niestety pożądania nie da się udawać, albo jest albo go
              nie ma. Katastrofa
          • yogi.net Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 17:27
            Przez ile lat można??
            Zamiast lepiej - coraz gorzej
            Pozdr.
    • oczydiabla Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 17:09
      Od paru miesięcy świetnie sobie radzę z takimi sytuacjami. Nie inicjuje
      zbliżeń, nie robię nastroju, nie dotykam, nie całuję, nic, nic zupełnie. Teraz
      ona jakby zaczęła próbować, ale tak jakoś nieporadnie, że jeszcze bardziej mnie
      zniechęca. Znalazłem sobie temat zastępczy nie związany z erotyką. Żona z
      upragnionej kobiety przemienia się w przyjaciółkę. Czuję się swobodniej,
      uwolniłem się od swojej frustracji, skamlania, upokorzenia, od wszelkich
      pretensji, które miałem do niej w tym temacie.
      Gdy napięcie we mnie wzrasta, sam je reguluje...sam, sobie. Jakoś przestało mi
      przeszkadzac, że jest to tylko namiastka prawdziwego seksu.
      Czuję się tak, jakbym zdjął z siebie jakiś wielki ciężar... przynajmniej
      narazie tak jest. Może to naturalna obrona organizmu?
      • mis_fozzie Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 24.08.05, 18:39
        Mozliwe...Masturbacja w takim wypadku jest jedynym wyjsciem (poza zdrada
        oczywiscie). W koncu kazdy z nas ma potrzeby a ze partner/partnerka ich nie
        zaspokaja w zaden sposob trzeba sobie radzic samemu.
        • smoczycawawelska Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 13:02
          tak, super, masturbujcie się to potem nie będziecie mieli ochotę na seks z
          nikim poza samym sobą.Ja poznałam cudownego faceta i mam ochotę rzucić się na
          niego i go zgwałcić co najmniej. On w ogóle za to nie potrzebuje seksu, bo robi
          to sam, od czasu jak go rzuciła dziewczyna. Obiecał tego nie robić. Za
          każdym "razem" nie czuł żadnej satysfakcji. Ja tymbardziej. Czułam się nie
          kochana. Zaczęliśmy o tym rozmwawiać. Zaczęliśmy się kochać- 3 sekudny i po
          zabawie.Ja za to taka szybka nie jestem.Znowu rozpacz.Ale mam jeden orgazm na
          koncie- po alkoholu. Nie mógł dojść, był agresywny w trakcie. Wkurzał się że go
          szypnęłam, że za głośno jęczę, że wypadł;) i nie może mnie znaleźć. Zaspokoił
          mnie to fakt.Płakałam jak bóbr, totalna histeria, nie mógł mnie uspokoić.Nie
          wiem dlaczego taka moja reakcja na orgazm...ale jak tak ma to wyglądać, to
          sorry...
          • pyza.buleczka Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 14:55
            Ej, pogieło Was z tą zdradą? Dla zdrady nie ma żadnego
            wytłumaczenia/usprawiedliwienia ŻADNEGO - zrozumcie to wreszcie. Jeżeli macie
            problem rozmawiajcie, jak rozmowa nic nie daje to znaczy, że jest poważny
            kryzys między Wami i to już problem, można próbować róznych sposobów,
            spowiednik, psycholog i co tam kto jeszcze zamarzy, a jak nie to rozwód i
            kropka - potem szukacie emocji na własną rękę, ale nie ZDRADA.
            U nas było podobnie, byłam zmęczona (praca, dom, dziecko, działka), seks
            trafiał się dwa razy w miesiacu i co? Mój mężuś poszukał sobie pocieszycielki
            na gg. Może powiecie, że zdrada interentowa to nie to samo, ale mnie
            pogruchotało to bardzo, zwłaszcza, że gdybym się nie zorientowała na czas, to
            byłoby to nie tylko wirtualne.
            Po tym wszystkim wreszcie pogadaliśmy, zmieniły się moje priorytety (np. wolę
            iść do łóżka niż sprzątać) i wydaje się być ok, tylko, że ja staciłam zaufanie
            do mojego męża, którego nadal kocham, ale nie wiem jak długo jeszcze, bo coś we
            mnie pękło. Wiem, że on będzie tego klikania żałował do końca życia, ale czy
            nasz związek przetrwa tego nie wiem....
            Przejżyjcie na oczy i rozwiązujcie problemy jak cywilizowani ludzie, a nie jak
            jakieś pokrętne padalce, za plecami
            • petar2 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 15:27
              Ej, pogieło Was z tymi żartami? Dla żartów nie ma żadnego
              wytłumaczenia/usprawiedliwienia ŻADNEGO - zrozumcie to wreszcie. Jeżeli macie
              problem rozmawiajcie, jak rozmowa nie rozśmiesza to znaczy, że jest poważny
              kryzys między Wami i to już problem, można próbować róznych sposobów,
              gilganie, głupie miny i co tam kto jeszcze zamarzy, a jak nie to rozwód i
              kropka - potem szukacie śmiechu na własną rękę, ale nie ŻART.
              U nas było podobnie, byłem zmęczony (praca, dom, dziecko, działka), dowcip
              trafiał się dwa razy w miesiacu i co? Moja żonka poszukała sobie dowcipasa
              na gg. Może powiecie, że kawał internetowy to nie to samo, ale mnie
              pogruchotało to bardzo, zwłaszcza, że gdybym się nie zorientował na czas, to
              byłoby to chichotanie nie tylko wirtualne.
              Po tym wszystkim wreszcie pośmialiśmy się razem, zmieniły się moje priorytety
              (np. wolę obejrzeć skecz niż sprzątać) i wydaje się być ok, tylko, że ja
              staciłem zaufanie do mojej żony, którą nadal kocham, ale nie wiem jak długo
              jeszcze, bo coś we mnie pękło (podczes tego głupiego śmiechu). Wiem, że ona
              będzie tego żartowania żałowała do końca życia, ale czy nasz kabaret przetrwa
              tego nie wiem....
              Przejżyjcie na oczy i rozwiązujcie problemy jak cywilizowani ludzie, a nie jak
              jakieś pokrętni kabareciarze, z chichotem
          • mis_fozzie Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 18:45
            > tak, super, masturbujcie się to potem nie będziecie mieli ochotę na seks z
            > nikim poza samym sobą.
            1 - nie masturbuje sie zamiast mimo ze mam tylko masturbuje sie zamiast BO NIE
            MAM.
            2 - stanowczo bardziej wole kochac sie z kobieta niz z wlasna reka

            > Ale mam jeden orgazm na
            > koncie- po alkoholu. Nie mógł dojść, był agresywny w trakcie. Wkurzał się że
            > go szypnęłam, że za głośno jęczę, że wypadł;)
            Costy znalazla za faceta?? Musi sie nachlac zeby moc w miare normalnie uprawiac
            z Toba seks? To jakies chore...
      • gwiazda37 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 30.08.05, 13:46
        oczydiabla napisał:

        > Od paru miesięcy świetnie sobie radzę z takimi sytuacjami. Nie inicjuje
        > zbliżeń, nie robię nastroju, nie dotykam, nie całuję, nic, nic zupełnie.
        Teraz
        > ona jakby zaczęła próbować, ale tak jakoś nieporadnie, że jeszcze bardziej
        mnie
        >
        > zniechęca. Znalazłem sobie temat zastępczy nie związany z erotyką. Żona z
        > upragnionej kobiety przemienia się w przyjaciółkę. Czuję się swobodniej,
        > uwolniłem się od swojej frustracji, skamlania, upokorzenia, od wszelkich
        > pretensji, które miałem do niej w tym temacie.
        > Gdy napięcie we mnie wzrasta, sam je reguluje...sam, sobie. Jakoś przestało
        mi
        > przeszkadzac, że jest to tylko namiastka prawdziwego seksu.
        > Czuję się tak, jakbym zdjął z siebie jakiś wielki ciężar... przynajmniej
        > narazie tak jest. Może to naturalna obrona organizmu?
        >


        Ja również przestałam prosić..........i okazuje się, że dopiero teraz jest
        fajnie..........nie oskarżam go, nie mam pretensji..........jest dobrze (moze
        nawet bardzo dobrze)
        Ten drugi zaspokaja mnie, stałam się łagodniejsza, podobno ładniejsza, jestem
        poprostu szczęśliwsza......... ale to mój wybór............czy dobry tak do
        końca okaże się napewno za jakiś czas, za miesiąc, rok a może za parę
        lat........
    • yogi.net Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 17:40
      Najlepszym sposobem jest praca. Moja polega na projektach. Jeden mniejszy, inny
      większy, bardziej zajmujący. Staram się wówczas nie myśleć o "głupotach" (takie
      określa seks moja połowica)ale o pracy. To tak na dłuższą metę.
      Ale jeśli trafi się przypadek że może? A i tak nici z tego - mały browarek,
      jakaś książka.
      Kiedyś reagowałęm bardziej emocjonalnie. Obecnie szkoda mi nerwów i tak to nic
      nie da. Nie da się ukryć iż stałem się bardziej obojętny i mniej czuły (toć to
      nie wypada w tym wieku...).
      Ostatnio coraz gorzej to znoszę. Niestety na dłuższą metę jest to nie do
      wytrzymania.

      Pozdr.
      • mis_fozzie Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 18:40
        Ucieczka w prace (zeby nie myslec o "tych rzeczach" i zmeczyc sie tak zeby sie
        nawet sily umyc nie mialo) to tez niezly pomysl. Akurat mam taka prace ze moge
        pracowac i cala noc. Tylko na dluzsza mete jest to chyba zbyt wyniszczajace.
        • yogi.net Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 30.08.05, 05:52
          Nie mam innego sposobu jak "ucieczka" w pracę. Fakt, jest męczące. Wcześniej czy
          później "instynkt" staje się silniejszy. Ale lepsze to niż "selfservice"
          Pozdr.
        • ogonkowa_xyz Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 30.08.05, 08:38
          Wyniszczajaca... ale przynajmniej mozna liczyc na to, ze ludzie w pracy docenia
          Ciebie Twoje wysilki, starania.
          Ale jesli nie czujesz sie pozadany przez Twojego partnera czy partnerke... to
          jest wyniszczajace.
          Ja uciekam gdy moge w inny swiat. I udaje ze to nie ja.. ale czasami mnie
          dopada i mam wtedy potworny kryzys. On pyta dlaczego i czy cos zrobil...
          wlasnie dlatego ze nic nie zrobil. A ja sie zamykam coraz bardziej w sobie, mam
          dosc upokorzen. Zostaje praca, ksiazki i niespelnione sny na jawie.
          • yogi.net Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 30.08.05, 08:45
            Lepiej się tego nie dało ująć.
            Pozdr.
      • anais_nin666 Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 22:37
        Ktos kto mówi o seksie "głupoty" nie może lubić miłości fizycznej. Nie wiem co
        musiałoby sie wydarzyc bym powiedziala o sexie "glupota"...
        Że tez ludzie sami sobie odbierają to co najprzyjemniejsze...
        Jestem mocno ograniczona. Po prostu NIE POTRAFIĘ sobie wyobrazić niechęci do
        secu. Gdy ktoś mówi "nie lubię", "nie bawi mnie to" itd. zawsze mam oczy okrągłe
        jak spodki. Dla mnie to równie niedorzeczne jak rasizm czy antsemityzm...(alez
        zrobiłam porównanie, o rany...)
        :)
        • mis_fozzie Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 29.08.05, 22:39
          Porownanie bardzo dobre. I to jest idiotyzmem i to. Ja tez nie potrafie sobie
          wyobrazic zebym nie lubil seksu. Ale jak widac mozna.
        • yogi.net Re: Jak sobie radzicie? Faceci i kobiałki... 30.08.05, 06:05
          Porównanie jest OK. Napisałaś to co czujesz. Istnieją jednak naziści, rasiści i
          inne tego typu elementy. Istnieją też aseksualiści. TO forum jest tego przykładem.
          I nie to jest najgorsze.
          Ironią losu jest związek dwojga ludzi o różnych temperamentach (potrzebach) i
          odmiennym spojrzeniu na seks. :((((

          Pozdr.
    • kryzolia sama sobie robię.... 02.09.05, 11:34
      tak, sama sobie to robię, ale tak aby on słyszał i widział jesli chce, bo
      jestem na tym samym łóżku ............ podnieca sie przy tym bidulek i
      przyłącza do zabawy.......spróbujcie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja