Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziłam się

08.09.05, 14:43
..od męża,niestety:(

u nas jak u większości problem podobny,jednak to ja częściej chciałam on
niechciał,były prośby,grożby,poważne rozmowy na ten temat i nic.
Coraz częsciej myślałam o zdradzie,jednak nieodważyłam się i się nie
odważę,bo to zwyczajnie nie w moim typie.Przez ostatnie miesiące nasze
stosunki mozna było policzyć na palcach jednej ręki,zajebista częstotliwość
prawda...()Zmieniło mnie to tak bardzo,że teraz wogole nie myslę o
seksie,zupełnie mi sie przestawiło i sfera intymna już dla mnie nie
istnieje,dla mojego męża tylko od czasu do czasu i jemu tak pasuje.
A mi teraz pasuje spanie w drugim pokoju z dzieckiem, nieprzeszkadza mi że
nie spimy razem,wrecz przeciwnie zaczęło mi sie to nawet podobać......

Troszkę to smutne co napisałam,mam dopiero 24 lata,jeszcze tyle życia przede
mną,a ja złożyłam postanowienie,że zamierzam z własnym mężem sypiać tylko od
wielkiego święta,wogólę możemy nie sypiać.Albo często albo wogóle,takie
stawiam ultimatum.Czy wytrzymam w tym postanowieniu,czy mu ulegnę jak której
nocy powie że mnie pragnie tak bardzo jak kiedyś....
    • lava71 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 08.09.05, 14:46
      przypomina mi to trochę samoumartwianie sięale na peno jest to lepsze od
      ciągłego proszenia i błagania o sex.
    • oczydiabla Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 08.09.05, 15:10
      No to u mnie jest podobnie, tez już nie potrzebuję, też mogę (nawet polubiłem)
      spac sam. Skoro nie realizujemy naszych pragnień, a nie chcemy szukać
      spełnienia poza małżeństwem to organizm jakoś się musi bronić. Pewnie to jest
      naturalne.
      Z tym, że u mnie czasem włącza się taka magiczna lampka pożądania, jednak
      dotyczy to kobiet obcych. Niech to lato się skończy :)
      • ralphie Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 08.09.05, 15:14
        oczydiabla napisał:

        > Niech to lato się skończy :)

        I to czym prędzej!!!! ;)
        • lava71 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 08.09.05, 15:16
          samoumartwianie sie w najczystrzej postci.
        • mis_fozzie Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 08.09.05, 15:18
          Oj niech sie skonczy bo ja juz na te nogi i dekolty patrzec spokojnie nie
          moge ;-)
    • asiulka81 Jezu!!! 08.09.05, 15:40
      Dziewczyno!!! Zostaw go! Nie rozumiem Cie. ja tez mam 24 lata. To sa nasze
      najpiekniejsze lata. nikt Ci młodosci nie zwróci. A Ty sie tak umartwiasz z
      jakims kolesiem, ktory Cei nie che. To chore. jestes młoda. przeciez mozesz
      sobie ułozyc zycie z kims innym!
      • oczydiabla Re: Jezu!!! 08.09.05, 16:18
        Najłatwiej wypowiadać się tak zdecydowanie, nie będąc w takiej sytuacji.
        Jak ja nie mam o czymś pojęcia to nie udaję fachowca.
        • smutna330 Re: Jezu!!! 08.09.05, 16:39
          Zgadzam się, ja też jestem w podobnej sytuacji co "toja", ale o rozwodzie i
          zdradzie nie może być mowy :(
          Wymądrzać się mogą dzieci co nie mają dzieci :(
          Najbardzej wkurzaja mnie rady typu ; "Porozmawiajcie, tylko rozmowa uzdrowi
          sytuację !"

          Bla, bla, bla ... seks jest nie po to żeby o nim rozmawiać tylko żeby go
          uprawiać :) czyż nie?
          • ewolwenta rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 16:50
            Tak, tylko widzisz w wątku obok, ktoś właśnie zauważył, że jego żona nie chce
            seksu, bo być może, się boi ciąży. Wyszło to na forum, a nie podczas rozmowy
            między nimi, mimo że sytuacja trwała już jakiś czas. Dlaczego? Bo porozmawiać
            jest bardzo trudno. A bez słów się nie obejdzie, co pokazała tam opisana
            sytuacja. Z seksem związane są bardzo silne emocje a my (w naszej kulturze) nie
            jesteśmy nauczeni mówić o nich.

            To banalne „porozmawiaj” jest TAK banalne, bo niesie oczekiwanie, że jedna
            rozmowa załatwi wszystko. Jak już się przełamię, powiem i wysłucham to będzie
            idylla. Dziś Niezapominajka pięknie opisała, że niestety to nie wystarcza.
            Rozmawiać trzeba cały czas. Słuchać trzeba cały czas. Ta rada powinna brzmieć
            ROZMAWIAJCIE!!! Zawsze i nieustannie. Bo ludzie się zmieniają a rozmowa to
            jedyna metoda wzajemnego poznawania. Ciągłego.
            • oczydiabla Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 17:02

              Tutaj chodzi raczej o to , że ktoś udziela porad nie mając doświadczenia, ani
              żadnego pojęcia w tym temacie.
              Rozmawiajcie nieustannie...fajnie. Jeśli jednak druga strona uważa, że nie ma
              potrzeby rozmowy, bo problem dla niej nie istnieje?
              • ralphie Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 17:10
                oczydiabla napisał:

                > Rozmawiajcie nieustannie...fajnie. Jeśli jednak druga strona uważa, że nie ma
                > potrzeby rozmowy, bo problem dla niej nie istnieje?

                Oznacza to ni mniej, ni więcej, że jest egoistą skoro nie widzi potrzeb drugiej osoby, której coś tam kiedyś przysięgała... ale nie w przysiędze jest pies pogrzebany... pies? jaki pies? ;)
                Sęk w tym, że pobieramy się z miłości, która przemija i pozostaje szacunek. Chociażby z tego szacunku ta druga (ta zła co się kochać nie chce ;) ) strona powinna podjąć rozmowę.
              • ewolwenta Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 17:31
                Wtedy trzeba zadziałać niewerbalnie. Albo werbalnie innym torem. Byle
                adekwatnie do potrzeb. Cała sztuka by wiedzieć jak. A to się wie, jeżeli się
                zna partnera i się z nim rozmawia i tak kółko się zamknęło. Cała beznadziejność
                sytuacji na tym polega.
                • niezapominajka333 Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 19:47
                  Wiem, że to banalne, ale rzeczywiście trzeba mu uświadamiac problem. Nie tylko,
                  że istnieje, ale że nie można go lekceważyc.
                  Obawiam się, że w twoim postepowaniu jest sporo urażonej ambicji. Nie to nie.
                  Ja też mu pokażę, że nie potrzebuję seksu.
                  Tylko piszesz, że śpisz w jednym pokoju z dzieckiem, sfera intymna już dla
                  ciebie nie istnieje, a dla twojego męża tylko od czasu do czasu i tak mu jest
                  dobrze. To znaczy, że kochacie się tylko wtedy, jak on ma ochotę? Czy to jest
                  może postanowienie od ostatniego razu.
                  Można się umartwiac, można sobie do tego dorobic całą ideologię, ale po co?
                  Życie jest za krótkie na umartwienia bez potrzeby.
                  Czy naprawdę chcesz wyrzucic seks z życia, czy chcesz stłumic pożądanie po to,
                  aby więcej nie ranił cię odrzuceniem, gdy go pragniesz.
                  Wchodzisz na ścieżkę względnej wygody, brak oczekiwań = brak odrzucenia.
                  Tylko, że będziecie się od siebie oddalac. Może nie uda się już wrócic do tego
                  co było?
                  Bo wraz z upływem czasu lista wzajemnych pretensji i robienia sobie na złośc
                  będzie rosła.
                  Zastanów się, co chcesz uzyskac, a potem dobierz odpowiednią strategię.
                  Macie dziecko. Czy chcesz aby wasze małżeństwo trwało, czy wolisz odejśc.
                  Jeśli chcesz z nim zostac, to czy naprawdę chcesz zrezygnowac z seksu, czy to
                  tylko chowanie sie do skorupy z obawy przed odrzuceniem.
                  Jeśli nie chcesz rezygnowac z seksu, to trzeba zacząc działac. I tak długo
                  trzeba zmieniac sposoby, aż sytuacja zrobi się pod tym względem poprawna.
                  Skoro nie prośbą ani groźbą to trzeba znaleźc inny sposób.

                  Prawdę mówiąc, dopóki nie trafiłam na to forum, sądziłam, że mężczyźni z małymi
                  potrzebami istnieją tylko jako kuriozalne przypadki. Literaturę fachową
                  czytałam głównie po to, aby pomóc sobie samej, a więc jak rozbudzic kobietę.
                  Nie mam pojęcia, jak rozbudzic faceta z małymi potrzebami, ale z moich
                  doświadczeń mogę jedno powiedziec. Presja działa hamująco.
                  Gdy mąz próbował mnie rozbudzac przez dotyk żeby się ze mna kochac, byłam
                  bardzo spięta. Jego dotyk na mnie nie działał, wręcz mi przeszkadzał.
                  Przeszkadzała mi świadomośc, że on czeka na moja reakcję, na to, kiedy będe
                  gotowa, a ja nie nadążam za jego oczekiwaniami. Czułam się tak, jakbym zdawała
                  jakiś egzamin i nic nie umiała. Dopiero, gdy powiedziałam mu o tym, że nic nie
                  czuję i on to zaakceptował, pozbyłam się tej presji. Wiedziałam, że nie będzie
                  oczekiwał seksu i mogłam się po prostu skupic na odczuwaniu i poznawaniu
                  reakcji własnego ciała. Z dobrym skutkiem.



                  • toja241 Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 22:03
                    Niezapominajko jesteś dobrym psychologiem,znasz "podłoże sprawy",wiem że to
                    jest problem dwojga ludzi,nasz problem,ale ja nie potrafię w inny sposob go
                    rozwiązać,nie potrafię.Nie chcę prosić,zmuszać go za każdym razem do seksu,nie
                    chcę kochać się wtedy kiedy nie mam na to chęci ani ochoty a kiedy on chce.
                    (sporadyczne przypadki).Chcę tylko jak każda normalna kobieta aby mój mężczyzna
                    pragnął mnie w łóżku,mówił że kocha,a nie zachowywał się jakbym to ja
                    namawiała go złego grzechu.To jest żałosne,jak dla mnie poniżające,odrzucenie
                    nie do zniesienia,dlatego z tąd u mnie postanowienie,że nie będzie
                    seksu.Tak,może to go czegoś nauczy,da do myślenia.Napewno tak jak wspomniałaś
                    przez to będziemy się jeszcze bardziej oddalać od siebie,aż wogóle sie
                    rozstaniemy i taki będzie finał,ale to już nie będzie moja wina,tylko jego.....
                    Chociaż ja nie chciałabym takiego zakończenia,mamy razem dziecko ono
                    najbardziej ucierpialoby na tym,a tego bym nie chciała.......

                    więc dla dobra dziecka mam żyć w lelibacie z jego ojcem?????
                    • niezapominajka333 Re: rozmawiajcie nieustannie 09.09.05, 09:42
                      Hm...
                      "Nie chcę prosić,zmuszać go za każdym razem do seksu,nie
                      > chcę kochać się wtedy kiedy nie mam na to chęci ani ochoty a kiedy on chce.
                      (sporadyczne przypadki)"
                      No cóż. Może sporadycznie, ale jednak trafiają wam się przypadki, że on chce, a
                      ty nie. Ciekawe, że określasz swój udział w tym akcie jako zmuszanie się.
                      A więc uczucie braku ochoty nie jest ci całkowicie obce.
                      I co wtedy, gdy nie masz ochoty? Ulegasz (zmuszasz się?) bo on chce, czy
                      odmawiasz, bo nie chcesz się zmuszac.
                      Powiesz to sporadyczne przypadki, mam do nich prawo, chyba od nikogo nie
                      oczekuje się stałej gotowości do seksu?
                      To prawda. Widzisz, mój mąż nie rozumiał, co to znaczy nie miec ochoty.
                      Informacje o tym, że mnie pragnie przekazywał mi aż za często. Wystarczczyło,
                      żeby się na moment przytulił i już był gotowy do akcji. Nawet, jak był zmęczony
                      fizycznie czy zupełnie padnięty po pracy to ciagle miał ochotę.
                      Jak w tym kawale o górniku, który wrócił wykończony z pracy i mówi do żony"
                      -Jod nie bede, pił nie bede, jesce se ino zadupce i ide spac.
                      Ale ja nie miałam takich potrzeb, czasem byłam zmęczona, czasem szłam do pracy
                      na rano i czekało mnie tylko 4-5 godzin snu. Więc gdy odmawiałam, często
                      słyszałam takie stwierdzenie.
                      -Ja cię pragnę bez przerwy, wystarczy, ze cię dotknę, wystarczy, ze o tobie
                      pomyslę i już mnie skręca. Tak bardzo cię kocham.
                      Takie wyznanie bynajmniej nie działało na mnie rozbudzajaco. Oznaczało ono dla
                      mnie zarzut: Ja cię bardzo pragne, bo cię bardzo kocham. Gdybyś ty mnie tak
                      samo kochała, też byś mnie tak pragnęła.
                      I dochodziła dodatkowa blokada psychiczna, czułam się gorsza, bo nie mogłam mu
                      ofiarowac takiego pożadania, jak on mnie, czułam, że moja miłośc jest
                      wybrakowana.
                      Wiec gdy miałam "chłodniejsze dni" starałam się go nawet nie dotykac ani się
                      nie przytulac , żeby go nie rozbudzac i nie dawac mu nadziei na coś wiecej. Do
                      łóżka kładłam się pierwsza i zasypiałam w błyskawicznym tempie (tak juz mam -
                      wystarczy mi pół minuty na zaśnięcie).
                      Dopiero stosunkowo niedawno dowiedziałam się od niego, że jego stwierdzenia
                      nie były zarzutami w stosunku do mnie, tylko próbami usprawiedliwienia
                      własnego, zbyt wielkiego jego zdaniem, pożądania. I że jemu było glupio, że mi
                      sie tak ciagle narzuca, że nie potrafi nad tym zapanowac.
                      Musiało minąc tyle lat, musiał przyjśc kryzys, żebysmy sobie wyjaśnili dawne
                      sprawy.
                      Może twój mąż unika przytulania i okazywania czułości z tych samych powodów.
                      Może obawia się, że każdy przejaw czułosci i podziwu z jego strony odbierzesz,
                      jako zaproszenie do kochania, a on tak naprawdę nie ma na to ochoty.
                      Piszesz, że oddzielne spanie i brak seksu może go czegos nauczy i da mu do
                      myślenia.
                      Tylko wnioski, które on wyciagnie wcale nie muszą byc takie, jakich się
                      spodziewasz.
                      Równie dobrze może dojśc do przekonania, że twój temperament spadł, że już nie
                      potrzebujesz tyle seksu. A jeśli nie potrzebował czułości w łóżku, to nie
                      będzie odczuwał jej braku. Znajdzie sobie zastępcze rozrywki.
                      A jeśli ma niskie libido i potrzebuje seksu raz na miesiąc, to długi czas, jaki
                      upłynie między jedną a druga próba zblizenia nie pozwoli mu na skojarzenie
                      zwiazku przyczynowo-skutkowego. Pomyśli, że akurat nie masz ochoty i nie
                      ulegasz i załatwi to we własnym zakresie. A potem się nauczy, że trzeba byc
                      samowystarczalnym i do ciebie nie przychodzic. Jeśli jeszcze dasz mu do
                      zrozumienia, że oddzielne spanie to rodzaj nauczki, to dojdą sprawy
                      ambicjonalne.
                      Chciałabym się mylic, ale obawiam się, ze niepotrzebnie tracisz czas na takie
                      demonstracje. Może lepiej wyjaśnic sobie wszystkie nieporozumienia, póki
                      jeszcze jest co ratowac. A jak w wyniku wyjaśniania dojdziesz do wniosku, że
                      nic sie pod tym względem nie zmieni, a mąż odmawia zgody na terapię, to po
                      prostu odejśc. Każde z was może sobie ułożyc życie z kimś bardziej dopasowanym
                      w sprawach seksu.
                      • toja241 Re: rozmawiajcie nieustannie 09.09.05, 11:46
                        Po pierwsze jeśli chodzi o chęci do kochania się jakie przejawia mój mąż są że
                        tak powiem znikome,jemu wystarcza raz na 3,4 tygodnie,a że najczęściej akurat
                        ma wielką ochotę(bo już jest tak naładowany,ze wytrzymać nie może)tuz przed
                        okresem,kiedy to ja nie mam żadnej chęci do baraszkowania w łóżku ..mam prawo
                        mu odmówić...w zadnym wypadku nie zmuszam się..chociaż mogłabym sie poświęcić
                        bo to jest jedyna okazja dla mnie,żeby kochać się z własnym mężem bez moich
                        próśb i błagań.Śmieszne ale prawdziwe....i tak to ja dziękuję.!
                        Po drugie jeśli chodzi o spanie oddzielnie,wyskoczyłam z takim pomysłem,to
                        fakt...ale jemu wogóle to nieprzeszkadza...wręcz przeciwnie pasuje takie
                        rozwiązanie nawet bardzo...i nie robi nic by to zmienić,a po co przecież już
                        nie musi się męczyć,wymyślać że to go boli,tamto...więc jakby tym poszłam mu na
                        rękę,bo juz nie śpi ze swoją nienasyconą żoną!!!!!
                        Może ja o tym niewiem,ale może on załatwia sprawę sam będąc w toalecie...
                        może ma coś do mnie...może już mu sie nie podobam...
                        Tak czy owak sprawa albo sie wyjaśni sama albo nie,bo ja niebędę podejmować sie
                        kolejnej rozmowy,która i tak zakończy się kłótnią ,w stylu:"musisz jeszcze do
                        tego wracać,rozmawialiśmy już na ten temat" tak rozmawialiśmy....
                        ale do zadnych konkretnych wniosków nie doszliśmy....
                        • niezapominajka333 Re: rozmawiajcie nieustannie 09.09.05, 12:09
                          Coś mi przypomina postawa twojego męża. Kilka wątków niżej Konrad 77 opisuje,
                          dlaczego nie kocha sie z dziewczyną, a właściwie kocha się, jak mu już raz na
                          półtora miesiąca nie wystarcza masturbacja.Jest to dyskusja sprzed paru
                          miesięcy, więc może sprawy u nich układają się już zupełnie inaczej.
                          Jak chcesz, to czekaj, przecież to twoje życie, ty najlepiej znasz męża i
                          siebie. Powodzenia.
                        • new1 Re: rozmawiajcie nieustannie 09.09.05, 14:27
                          > kolejnej rozmowy,która i tak zakończy się kłótnią ,w stylu:"musisz jeszcze do
                          > tego wracać,rozmawialiśmy już na ten temat" tak rozmawialiśmy....
                          > ale do zadnych konkretnych wniosków nie doszliśmy....

                          Najbardziej lubie stwierdzenie : "... ale o co Ci chodzi? Przecież Ci już
                          mówłem, po co to rozgrzebujesz?", tak jak nie rozumiem wiekszosci opisywanych na
                          tym forum sytuacji, łącznie z moją, tak chyba nigdy nie pojme niecheci do
                          udzielenia krótkiej zwięzłej odpowiedzi, która myśle, ze w wielu sytuacjach
                          przerwała by błedne koło. Ja na taką czekam juz bardzo długo i chyba pod tym
                          względem Cię rozumiem, jak pomyśle o podjęciu kolejnej próby rozmowy zakończonej
                          słowami... juz o tym rozmawialiśmy, poco do tego wracasz..itd. to przepraszam
                          ale zygac mi sie chce. Czuje sie niesamowicie poniżona przez fakt ze to jest dla
                          mnie problem,...tylko dla mnie
                          • toja241 Re: rozmawiajcie nieustannie 09.09.05, 15:13
                            TAK najlepiej jest powiedzieć"musisz ciągle w kółko gadać takie rzeczy
                            zajęłabyś się dzieckiem,ugotowałabyć(bo ja nic innego nie robię tylko
                            gadam,gadam,gadam bez przerwy o jednym-o seksie!!)niż powiedzieć wprost co leży
                            na wątrobie,jaka jest tego przyczyna,czy dałoby się coś z tym zrobić i nie
                            byłoby problemu,ale z moim to sie nie da normalnie,ma coś zakodowane w tym
                            swoim malym móżdżku i koniec.
                            • ewolwenta Re: rozmawiajcie nieustannie 09.09.05, 17:03
                              On nie zna odpowiedzi, dlaczego nie ma ochoty. I nie chce jej poznać. Być może
                              gdyby jej poszukał musiałby stwierdzić, że coś z jego męskością jest nie tak.
                              Uznał, że lepiej schować głowę w piasek.

                              Niezapominajka ma absolutną rację, że on nie zrozumie Twoich intencji. Odczyta
                              je zupełnie opacznie, np. że Ty też (wreszcie) straciłaś zainteresowanie
                              seksem.

                              Zgodzę się z Niezapominajką, że zredukowanie (agresywnej) presji na seks
                              przyniesie lepsze rezultaty. Awantury o łóżko prowadzą raczej do wytworzenia
                              niemiłej atmosfery wokół tego tematu i w konsekwencji przyczyniają się do
                              pogorszenia sytuacji.
                  • jeszczeraz2 Re: rozmawiajcie nieustannie 10.09.05, 00:47
                    niezapominajko
                  • jeszczeraz2 Re: rozmawiajcie nieustannie 10.09.05, 01:01
                    niezapominajko,

                    Piszesz:
                    > Przeszkadzała mi świadomośc, że on czeka na moja reakcję, na to, kiedy będe
                    > gotowa, a ja nie nadążam za jego oczekiwaniami. Czułam się tak, jakbym
                    zdawała
                    > jakiś egzamin i nic nie umiała. Dopiero, gdy powiedziałam mu o tym, że nic
                    nie
                    > czuję i on to zaakceptował, pozbyłam się tej presji.

                    W mojej sytuacji moja żona jest "Tą, która nie chce".
                    Na podstawie tego co piszesz odnoszę wrażenie, że moja żona
                    czuje się chyba bardzo podobnie do Ciebie. Błagam napisz coś więcej,
                    co z punktu widzenia osoby, która "nie chce" może pomóc.

                    > Wiedziałam, że nie będzie
                    > oczekiwał seksu i mogłam się po prostu skupic na odczuwaniu i poznawaniu
                    > reakcji własnego ciała. Z dobrym skutkiem.

                    Nie do końca rozumiem, w jaki sposób mogłaś się skupić na odczuwaniu
                    bez zbliżenia? W mojej sytuacji jet chyba jeszcze gorzej bo żona uważa,
                    że skoro ją kocham to nie będę wracał do tematu i zmuszał jej nawet do rozmowy,
                    mówi, że jej też nie jest łatwo bo czuje się winna. Krótko mówiąc seks nie jest
                    najważniejszy i mam sobie odpuścić. A ja po prostu zaczynam wariować, kocham ją,
                    nie potrafię zdradzić a jednocześnie nie potrafię już wytrzymać.

                    Wiem, że zadaję bardzo osobiste pytania. Jeżeli jednak możesz napisać (lub
                    ktokolwiek kto był w takiej sytuacji, że nie miał ochoty na seks z partnerem
                    i poradził sobie inaczej niż zamykając się w sobie lub pozwalając partnerowi
                    na "skok w bok") to może to będzie najwartośiowsza pomoc na tym forum.

                    ... a czas tik, tak, tik, tak
                    • niezapominajka333 Re: rozmawiajcie nieustannie 12.09.05, 13:54
                      Przepraszam, że nie odpowiedziałam od razu, ale miałam pracujący weekend.
                      Dlaczego nie mozesz już wytrzymac? Ile czasu trwa już taki stan?
                      Czy chodzi tylko o to, że nie możesz wytrzymac z powodu nierozładowanego
                      napięcia, czy tego, że żona nie chce się z tobą kochac?
                      Czy przedtem było bezproblemowo i nie wiadomo czemu coś sie zmieniło, czy
                      zawsze chciała mniej, a teraz szczególnie mało, albo nic.
                      Może jestes niecierpliwy z natury i chciałbyś miec rezultaty od razu, dlatego
                      tak cię denerwuje upływ czasu.

                      Widzisz, kiedy ja byłam w takim seksualnym dołku, doskonale wiedziałam, że mój
                      mąż bardzo sie męczy z powodu mojego stanu. Nawet, gdy się kochaliśmy, to czuł,
                      ze z mojej strony to tylko udostępnianie ciała, a nie pożądanie. On nie chciał
                      tylko beznamiętnego rozładowania napięcie, dla mnie to też nie było rozwiązanie.

                      Jego ciagłe okazywanie mi jak bardzo mnie pragnie, przynosiło odwrotny skutek.
                      I wyrzuty sumienia, bo przeciez powinnam miec ochotę na seks, a nie mam.
                      Powinnam miec ochotę nie dlatego, że taki jest małżenski obowiazek, ale
                      dlatego, że bardzo go kocham i nie chcę, żeby tak się męczył z nadmiarem
                      nierozładowanego pożądania i poczuciem odrzucenia.

                      Ale w tym momencie, kiedy libido jest zerowe, naprawdę nie czujesz ani odrobiny
                      pożądania, a na każdy dotyk zaczynasz reagowac alergicznie, każde przytulenie
                      sie partnera zaczynasz odczuwac jak próbę inicjowania zbliżenia. Nie okazujesz
                      mu czułości, żeby tego opacznie nie zrozumiał. I to ciągłe poczucie winy.

                      Jak można zagłuszyc poczucie winy? Bardzo prosto.
                      Taka jestem, tak to czuję i nic na to nie poradzę.
                      Mam prawo do tego, żeby się nie zmuszac.
                      Ja potrzebuje mniej seksu, a przeciez nie chcesz, żebym sie zmuszała, więc ty
                      się dostosuj do moich potrzeb.
                      No i czwarta postawa -ja jestem normalna, to ty masz problem (seksocholik?)-
                      radź sobie sam, albo idź się leczyc.

                      Według mnie żadna ze stron nie powinna się zmuszac do seksu, natomiast obie
                      strony mają obowiazek naprawy sytuacji, szukania rozsądnego kompromisu.
                      A zatem twoja postawa nie powinna sie sprowadzac tylko do przypominania żonie o
                      tym,że powinniście się częściej kochac, bo twoje potrzeby sa niezaspokajane.
                      Niech to będzie raczej dązenie do sytuacji, w któraj seks daje wam obojgu
                      przyjemnośc i cementuje wasz związek. I jeśli cię kocha, ma obowiązek ci w tym
                      pomóc. A środki, jakie wiodą do tego celu są rózne- od zwykłej rozmowy, aż do
                      specjalistycznego leczenia.

                      Przyznam się, że ja nawet nie pomyślałam o seksuologu. Za to przez ponad
                      miesiac wypożyczałam w bibliotece fachową literaturę z tej dziedziny, narażajac
                      się na dziwne spojrzenia pani bibliotekarki.
                      Przestałam wobec męża stosowac uniki typu " ...boli mnie głowa,... źle się
                      czuję,.... jestem zmęczona". Powiedziałam mu prawdę, czyli dokładnie to, że go
                      nie pragnę, że nic na mnie nie działa itp.
                      Z jednej strony było mu przykro, tak jak się spodziewałam, z drugiej strony
                      wolał juz to, niz ciagłe wymówki przed kochaniem.
                      Wytłumaczyłam mu, że zwiększonym okazywaniem mi pożądania wywiera na mnie
                      presję, która mnie bardzo blokuje. Powiedziałam mu, że gdybm nie odbierała jego
                      czułości jak próby rozbudzenia mnie do seksu, byłoby mi łatwiej. W efekcie
                      umówiliśmy się oboje, że na razie nie dązymy do zbliżenia, że jeśli się
                      dotykamy, to nie jest gra wstępna, że jeśli w tym momencie nie czuję
                      podniecenia to nic wielkiego, że jeśli jego zacznie skręcac to też fizjologia,
                      a nie koniecznosc stosunku. Dajemy sobie czas na poznawanie siebie, swoich
                      ciał, tego co lubimy, a czego nie lubimy.
                      Mając świadomośc, że nie "muszę" i nie "powinnam" pozwalałam, żeby w czasie
                      rozmowy jego ręka błądziła po moim ciele, a ja zastanawiałam się, jak naprawdę
                      odbieram jego dotyk. Okazało się, że wiele z tego, co mnie wczesniej irytowało
                      jest całkiem przyjemne. Ale niektóre rodzaje dotyku były irytujące i znoszące
                      podniecenie. Trochę to trwało, zanim udało mi się wyperswadowac mu takie
                      pieszczoty. Czasem pozwalałam mu na wejście we mnie i rozluźniona(bo
                      wiedziałam, że w każdej chwili możemy przerwac i on nie będzie miał mi tego za
                      złe)koncentrowałam się na własnych odczuciach.
                      Dużo rozmawialiśmy.
                      O tym, co ja przeczytałam, o problemach z filmów, o uczuciach. Zauważyłam, że
                      wzruszająca miłosna historia potrafi mnie czasem bardziej rozbudzic, niż
                      mistrzowska gra wstępna. Więc gdy dla mnie zrobi wyjątek w repertuarze
                      składającym się z horrorów i filmów sensacyjnych, potrafię to docenic. W
                      rozmowach porównywaliśmy odczucia mężczyzn i kobiet, często od ogólnych
                      rozważań przechodzilismy do tego, co nas bezpośrednio dotyczy. I okazało się,
                      że takie rozmowy "na tematy damsko-męskie" też działają na mnie obudzająco.

                      Odkrywałam przyjemnosc z dotykania jego. Mogę nie miec ochoty na seks, ale
                      zawsze sprawia mi przyjemnośc dotykanie jego ciała, zwłaszcza, że na pieszczoty
                      wiadomych okolic reaguje bardzo mocno. A ja lubię miec nad nim taka władzę,
                      lubię, gdy doprowadzam go do takiego stanu, że aż krzyczy i zaciska palce na
                      pościeli. I w trakcie takiej zabawy mnie często przychodzi ochota na coś
                      więcej, chociaz na początku pożądanie było zerowe.
                      Czasem nie umiałam mu o czymś powiedziec, wtedy podsuwałam mu odpowiednią
                      literaturę i dawałam motywacje do przeczytania.
                      Na pewno nie zadziałałaby na mnie romantyczna kolacja przy świecach, czy
                      wspólna kąpiel w pachnacej pianie, gdy wiedziałabym, że mąż spodziewa sie po
                      niej łóżkowych igraszek. Już tak jestem skonstruowana, że takie rzeczy mnie
                      blokują.
                      A seksowna bielizna? Pewnie schowałabym ją do szuflady z postanowieniem
                      założenia wtedy, gdy uznam, że moje ciało jest na tyle doskonałe, że będzie się
                      w niej odpowiednio dobrze prezentowac.
                      A gdybym miała spadek libido, to też nie włożyłabym takiej bielizny. Według
                      mnie partner odczytałby to jako zaproszenie do seksu, a tego przecież nie czuję.
                      Chyba dośc, jak na jeden post, w moich wypowiedziach w innych wątkach pisałam
                      już wiele na temat braku ochoty i jej odzyskania. Jak będziesz chciał, to
                      poszukaj. Moim zdaniem powinieneś troche uspokoic emocje i przeanalizowac na
                      spokojnie wasz związek. A potem działac. Powodzenia.


                • krzysiek_dwadziesciapare Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 21:57
                  tak sobie myślę [ wybacz, ewolwenta, że tuż pod twoim postem ], że skoro rozmowa
                  nie skutkuje, a "ten, kto nie chorował nie powinien wypowiadać się na temat
                  choroby", to co zostaje?
                  Ani rozmowy, ani środków drastycznych - nic, ino klub masochisty założyć i pójść
                  w ślady Szymona Słupnika...

                  a może trochę jaj i wzorem WIL powiedzieć "pierdolę" i zacząć żyć tak, jak się chce?

                  MASZ TO, NA CO SIĘ GODZISZ
                  • toja241 Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 22:06
                    Ja sie godzę na spanie w odzielnych pokojach,a co...( )
                    ciekawe na jak długo....wytrzymam
                  • ewolwenta Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 22:16
                    > a może trochę jaj i wzorem WIL powiedzieć "pierdolę" i zacząć żyć tak, jak
                    się
                    > chce?

                    Jak nic nie skutkuje to zdecydowanie należy zrobić tak jak mówisz Krzysiek!
                    Zmienić na lepszy model.
                    Tylko kwestia ustalenia ile sobie daje czasu na ratowanie walącego się układu.
                    I tu powinna być zamknięta perspektywa.
                  • ewolwenta Re: rozmawiajcie nieustannie 08.09.05, 22:18
                    A co do rozmowy to mam na myśli że komunikacja nigdy nie powinna być przerwana.
                    A tak się często dzieje w długich związkach. Głównie pod hasłem, że skoro się
                    tak dobrze znamy to wiemy o sobie wszystko. A guzik prawda. Ludzie się
                    zmieniają.
            • smutna330 Re: rozmawiajcie nieustannie 12.09.05, 14:00
              Chyba jednak pomogła rozmowa na forum, a nie z żoną?
              Znalazł rozwiązanie problemu wcale z żoną nie rozmawiając, czyż nie? - chodziło
              o strach przed kolejną ciążą...
              Wnioski nasuwaja się same - to forum jest pożyteczne i potrzebne, ale rozmowa o
              seksie z partnerem do niczego nie prowadzi :( co najwyżej do kłótni i
              wzajemnych pretensji...
              • nemoque Re: rozmawiajcie nieustannie 12.09.05, 14:51
                To nie formum pomogło tylko chęć rozwiązania problemu. Tym razem on znalazł
                źródło tego co ich dzieliło, ale następnym razem może to ona będzie chciała
                rozwiązać jego problem?? Oby tak było i żyli długo i szczęśliwie.

                Chęc do wzajemnego wysłuchania i przełamywania barier jest prawdziwą miarą
                miłości małźeńskiej... Na dobro nikt się nie umawia.
              • ralphie Re: rozmawiajcie nieustannie 12.09.05, 16:02
                Poczułem się wywołany do tablicy :)
                Rozmowa na forum pomogła mi znaleźć źródło problemu. A w konsekwencji odpowiednio z żoną porozmawiać, a jednocześnie szukać rozwiązania.
                I jedno i drugie pommogło, czyli forum i rozmowa...
                Pod pojęciem rozmowa może się kryć wiele.. żarty, gesty, drobne hasełka, czy cokolweiek co służy do komunikowania się... problemem jest tylko o czym rozmawiać i ta druga osobę do tego zachęcić, a nie walić prosto z mostu: "Stara, seksić mi się chce!!" ;) Trochę przebarwione... :)
    • anais_nin666 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 09.09.05, 12:30
      Spać to akurat ja też wolę osobno. Caaałe łóżko dla mnie. Wygoda. Przestrzeń.
      Mozna się rozłożyć jak basza:)
      Za to sex wspólny (onania ok, ale czlowiek tak sie do tego przyzwyczaja, ze
      zaczyna to wystarczac,a to juz niebezpieczne) i to regularnie;)
      A postanowienie sypiania z mezem od wielkiego dzwonu jest troszke...
      niedojrzale? Kogo tym karzesz? Jego czy siebie? A moze Was oboje. Szkoda zycia
      na zwiazek bez fizycznej zazylosci. Szkoda...
      • toja241 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 09.09.05, 15:21
        A postanowienie sypiania z mezem od wielkiego dzwonu jest troszke...
        > niedojrzale? Kogo tym karzesz? Jego czy siebie? A moze Was oboje.
        Wiem ,że to niedojrzałe,ale uważam ze tak będzie lepiej dla mnie samej przede
        wszystkim.Przez pryzmat naszych stosunków nie mogę już patrzeć na siebie ,na
        niego,nie chcę aby cały czas mnie odtrącał,dawał do zrozumienia że juz mnie tak
        nie pragdnie jak wcześniej,kiedy nie mielismy dziecka.Niechcę tak z nim zyć,nie
        chcę,boję się tego co może nastąpić jak dalej tak będzie.....
        Jkaie jest wyjście z tej sytuacji???? no jakie...
        • asiulka81 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 09.09.05, 15:43
          A moze Ty po prostu jestes nieatrakcyjna teraz? Moze zadbaj o siebie troche. Po
          urodzeniu dziecka kobiety czesto sie zapuszczaja....
          • toja241 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 09.09.05, 16:03
            Uważam sie za kobietę atrakcyjną,bo dbam o siebie,ostatnio byłam nawet u
            fryzjera....
            • anais_nin666 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 09.09.05, 16:13
              Toja, a może dajcie sobie chwilowo na luz? Pomieszkajcie odzielnie (jesli macie
              taka mozliwosc). Czasem rozlaka dziala cuda. A jesli cud sie nie zdarzy, czyli
              nie zatesknicie do siebie, nie odczujecie potrzeby bycia znowu razem,
              szczesliwego bycia razem, to moze warto sobie odpuscic wspolne zycie?
              • toja241 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 09.09.05, 20:56
                Nie mamy takiej możliwości,niestety,bo może to by coś dało:(
                • upadla_madonna Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 09.09.05, 21:19
                  A nie możesz wyjechać np. na wczasy? Do rodziny? Przyjaciółki? Przyjaciela?
                  Pokombinuj. Nikt się nie znajdzie kto by Cię na tydzień choćby do siebie
                  przyjął? Tydzień to może niezbyt dużo, ale chyba wystarczająco by przemysleć to
                  i owo, a przede wszystkim przekonać się o ewentualnej tęsknocie.
                  • toja241 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 09.09.05, 22:53
                    Wyjazd gdziekolwiek nie wchodzi w grę,nawet na jeden dzień,mamy jeszcze małe
                    dziecko,niewyobrażam sobie tego,żebym wyjechała gdzieś w cholerę,żeby
                    przemyślec to i owo,zatęsknic,nie poprostu niemogę zostawic dziecka z mężem on
                    niedalby sobie sam rady,dopiero byłby młyn.....
    • wizazystka asiulka81-zastanów się 10 razy zanim coś napiszesz 10.09.05, 08:43
      ssiulka81 napisała:
      >zostaw go...
      Czy ty wiesz jak wygląda życie czy tylko bujasz w obłokach???
      24-ro letnia kobieta z dzieckiem ma zostawić męża i co dalej????
      Znasz jej sytuację życiową??? Wiesz jakie ma wykształcenie, czy ma szanse na
      prace, czy ma gdzie mieszkać po roztaniu itd.
    • maresek Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 10.09.05, 10:31
      Witaj !.
      To naprawdę bardzo smutne co piszesz.
      Seks może być tak piękny ,szczególnie jeśli się obojgu pragnie w jednej chwili.
      To nie "obowiązek" .to nie "potrzeba" ,to "rozkosz".
      Jeśli ktoś uważa inaczej to po prostu bardzo wiele traci w życiu.
      Trzymaj się.
      • ewa9923 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 11.09.05, 23:27
        Toja, u mnie była podobna sytuacja. Po urodzeniu dziecka mąż stracił ochotę na seks.
        Im więcej z nim rozmawiałam, tym było gorzej. Widziałam,że on czuje się "osaczony".
        Odpuściłam sobie trochę, też zaczęłam sypiać z dzieckiem. Na początku byłam na
        niego wściekła, potem trochę mi przeszło i przeszła mi ...wielka ochota na sex.

        Zrobiłam też małe doświadczenie - zaczęłam bardziej dbać o siebie, wychodzić do
        koleżanki, kupiłam sobie karnet na basen i regularnie 2razy w tygodniu miałam
        wyjścia. Zauważyłam,że on przestaje widzieć we mnie jedynie kurę domową, matkę
        jego dziecka.. Zaczął sam inicjować zbliżenia.

        Nie mogę powiedzieć,że jestem bardzo zadowolona z mojego życia seksualnego, ale
        jest lepiej niż było i cieszę się z tego co mam. Przede wszystkim nie jestem
        nachalna. Staram się jakoś to wszystko wyważyć. Myślę,że to kwestia upływu
        czasu, doświadczeń i .. kompromisu.
        • niezapominajka333 Re: Sama siebie nie poznaję....ooo chyba zaraziła 23.09.05, 08:49
          Podciągam poprzedni wątek, żeby obecne wpisy autorki miały jakiś kontekst.
Pełna wersja