Głupia rozmowa nie warta słowa

15.09.05, 17:07
Głupia rozmowa nie warta słowa

Proces komunikacji międzyludzkiej owiany jest mgiełką tajemnicy, taką samą,
jaką jest owiana natura człowieka. Sztuka rozmawiania jest determinowana
nieustającą walką pomiędzy naszą osobowością i wewnętrzną dyscypliną. Ale czy
mimo tego potrafimy rozmawiać zwłaszcza z naszymi bliskimi? Wiele wskazuje na
to, że nie.

Techniczna poprawność

Czy aby na pewno przedkładamy jakość nad ilość? Możemy przyjąć, że jakość
rozmowy wynika wprost z relacji międzyludzkich. Pustosłowie ilości przyjmujemy
za coś, czego należy unikać. Ale przecież każdy dobry sprzedawca, dziennikarz,
biznesmen, wręcz ktokolwiek do doskonałości ma opanowane techniki
kontaktowania się z drugim człowiekiem. Bierzemy udział w szkoleniach ucząc
się asertywności, szlifując umiejętności rozwiązywania konfliktów w grupie,
posiadamy techniki negocjacyjne, do perfekcji staramy się opanować
umiejętności sprzedaży i autoprezentacji. Tymczasem agresja, brak zaufania,
egoizm, czy ukrywanie prawdy skutecznie uniemożliwiają próby szczerej rozmowy.
Są to bariery nie do przejścia nawet dla najbardziej błyskotliwych techników.
W konsekwencji zalewamy się potokiem nic nie znaczących słów nierzadko
rozdrapując stare rany, albo przetapiamy atmosferę czymś, co powszechnie
określa się „złotem”. Znowu się nie udało, chociaż przecież dobrze potrafimy.
Dlaczego? Trzeba kochać. Trzeba dawać poczucie bezpieczeństwa, tworzyć
atmosferę przyjaźni i zrozumienia. Jest to naturalna konsekwencja nie dobre
techniki, ale szacunku wobec naszego rozmówcy.

Depersonalizacja

Niektórzy twierdzą, że komunikacja jest wyrazem świadomości faktu, że człowiek
nie jest sam. Potrzeba kontaktu z rzeczywistością wykształciła druk, radio,
telefon, telewizję, komputery… Z pewnością świadomość faktu zaawansowania
technicznego i pędzącego postępu jest powodem do dumy i nie uciekniemy od jego
nieuchronności. Ba, nie zmierzając uciekać wykorzystujemy jego dobrodziejstwa.
Wymieniamy więc nasze myśli za pośrednictwem serwerów, sieci n-tej generacji,
czy jakichkolwiek innych technologicznych gadżetów. Oczywiście nie jest to
złe, ale nawet niezbędne, jak również częściowo nie do uniknięcia, nie mówiąc
nic o wygodzie stosowania. Ale przerzucając odpowiedzialność tego co chcemy
przekazać, zwłaszcza tym bliskim, na barki elektronicznych posłańców,
doprowadzamy do depersonalizacji tego co chcemy powiedzieć. Mówimy komiksami,
nie podkreślamy tego co ważne, trudniej jest nam zbudować odpowiedni nastrój.
„Przysiadłem. Popijam. Siorbię. Czasowniki. Konkrety, bo podmioty domyślne.
Zadzwonił. Wstałem. Otworzyłem. Weszła. Ucałowała. Przycupnęliśmy. Szeptałem.
Szeptała. Słuchałem. Wstałem. Kopnąłem. Zaklęła. Rzeczowniki, zaimki. Bzdury.
Szeptała rzeczownikami, klęła rzeczownikami.”

Izolacjonizm swojego ja

Jak się komunikujemy? Zdawkowo, rozkazując, nakazując, wymagając, żądając, a
niekiedy lakonicznie prosząc. Trudno jest wypowiedzieć się o jakiejkolwiek
głębokości takich komunikatów, chociaż nie każda rozmowa winna być
filozoficzną dysputą o ontologii. Żyjąc z naszymi bliskimi nierzadko budujemy
własny szaniec ograniczony do najniższych pięter piramidy potrzeb. A mury
rosną i tworzą bariery w kontaktach między tymi, którzy chcą nam coś
przekazać. Umiejętność poznania siebie, ważnie słów i liczenie się z uczuciami
drugiej strony przewraca każdą barykadę. Kiedy nauczymy się słuchać, nie
będziemy się unosili sarmackim honorem i będziemy potrafili przyznać się do
błędu, bardziej nad formę przełożymy treść to staniemy w końcu naprzeciwko
siebie i wyciągniemy do siebie ręce. Na znak szacunku, przyjaźni czy miłości.
I następnym razem nie będzie to głupia rozmowa nie warta słowa.


Pytannie:
---------
Czy wy też macie wrażenie, że ludzie przestają ze soba rozmawiać? Podzielcie
się proszę własnymi opiniami i przykładami :)


P.S. „Głupia rozmowa nie warta słowa” – oczywiście J. Sztaudynger.
P.S.2. Pozwoliłem sobie na wykorzystanie fragmentu opowiadania Piotra Nity
„Spójnik” – mam nadzieję, że się nie obrazisz Piotrze :)
    • mojanoga Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 15.09.05, 19:43
      Ludzie nie mają czasu na rozmowy,udają bardzo zajętych,odwracają oczy...Ja też
      nie umialam i nadal nie umiem rozmawiać i to bardzo boli:(
      Potrafię prowadzić ciekawą "rozmowę",ale to tylko wymiana informacji-kto,kiedy
      i z kim.Nie ma to nic wspólnego z komunikacją,z przekazywaniem pozytywnych
      wibracji,z uczuciami.
      Tak ciężko rozmawiać...
      Może przydalby sie jakiś kurs?
      • anula36 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 01:17
        zapiszemy sie na kurs do abduliana to fachowiec od komunikacji.
        A serio - niektore centra terapeutyczne robia takie kursy a cala terapia
        malzenska opiera sie na szkoleniu z porozumiewania sie.
        Dlatego warto przeczytac a potem pomyslec;)
        • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 12:49
          tiaaa - abdulian to taki fachowiec od przeganiania owiec :D

          A tak na serio, to sprawdza się powiedzenie o tym, że najprostsze rzeczy bywają
          najtrudneijsze, a te najtrudniejsze bywają najprostsze. Niby to tylko rozmowa -
          tak niewiele a za razem tak wiele.

          Ciekaw jestem czy ktoś jeszcze czytał ten wątek :)
          • mojanoga Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 12:55
            Ja sobie to nawet wydrukuję,bo dobrze piszesz...
            Czy myślicie,że bez pomocy fachowców można nauczyć się ROZMAWIAĆ z drugim
            czlowiekiem?
            • anula36 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:11
              mysle ze tak- o ile ta druga osoba jest wystarczajaco otwarta sama.
              jesli dwoje ludzi maja sobei duzo do powiedzenia ale milcza ( bo nie wiedza
              jak) albo wrzeszcza na siebie bo nei potrafia inaczej, albo zasuwaja
              sloganami "bo ty zawsze"- fachowiec sie przydaje - przynajmneij na poczatek -
              spelnie role mediatora i naprowaadza rozmowe na dobre tory.
            • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:13
              hehehe - dziękuję :)

              Ja myślę, że rozmawiać z innym człowiekmiem można się nauczyć. Jest kilka
              lementarnych zasad, o ktorych pisałem. Dobrze by było, żeby świadomość tych
              zasad miały obie strony. Jednak trzeba chcieć, bez tego ani rusz.

              Wiesz, czasem wystarczy pomoc kogoś bliskiego, zaufanego, kogoś kto bedzie
              pełnił rolę marszałka udzielając głosu. Można usiąść razem, wziąć do ręki jakiś
              przedmiot np. jabłko i potrktować to jako "berło udzielenia głosu". Mówi ta
              osoba, która akurat trzyma "berło" w ręku. To uczy umiejętności słuchania, nie
              pozwala na przerywanie, porządkuje rozmowę. Czasem takie rozwiązanie pomaga.

              • anula36 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:15
                hmm mnie sie wydaje ze lepiej zeby to nei byl ktos bliski- za duzo negatywnych
                emocji sie przenosi na taka osobe i moze ona nei byc obiektywna ( "trzymac"
                ktoras strone i nieswiadomie ja "faworyzowac")
                • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:21
                  jasne - wyraziłem się nieprezyzyjnie, chodziło o osobe bliską obu stronom ale
                  raczej nie członka rodziny (celem uniknięcia tego o czym piszesz), taką jak
                  przyjaciela obu stron, albo kogoś godnego zaufania po prostu. Czasem to
                  wystarczy aby rozpocząć dialog, czasem potrzbna jest pomoc specjalisty.
                  • anula36 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:24
                    ja bym odrzucila takze przyjaciol - najlepsze do tego sa osoby netralne a
                    jednoczesnie zdajace sobie sprawe z mechanizmow zachodzacych w procesie
                    komunikacji.
                    Do samobojcy na dach tez nie wysyla sie przyjaciela tylko wyszkolonego
                    negocjatora.
                    • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:29
                      tak, zgadzam się - osoba neutralna jest zdecydowanie na miejscu. Ale dlaczego
                      czasem przyjaciel może pomóc? Nasza przewrotna niekiedy natura może się zachować
                      dwojako.

                      Możemy się czuć niezręcznie obok osoby obcej, nieutralnej (pomijam kwestię
                      profesjonalisty) dlatego osoba godna zaufania (np. przyjaciel) może pomóc się
                      otworzyć.

                      Z drugiej strony, zdarza się i to dosyć często, że ludzie przy osobach obcych
                      postanawiają się wygadać i stawiają na szczerość, chyba dlatego, że w pewnym
                      sensie zachowują swoją anonimowość.

                      Dlaczego tak się dzieje w obydwu przypadkach - nie wiem. Podejrzewam, że jest to
                      podyktowane naturą ludzką. Znam ludzi, ktorzy preferują rozwiązanie piwerwsze,
                      ale również znam ludzi, którzy nigdy by się na nie nie zdecydowali, a wybraliby
                      drugie. Także myślę, że oboje mamy racje.
          • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:06
            tak ja :) czytałam
            • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:14
              dziękuję szanownej czytelniczce z całego serca ;)
              • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 13:48
                Pamiętam pewną awanturę, która o mało co, nie doprowadziła do zakończenia
                mojego wtedy 8 letniego związku. Oboje mieliśmy długotrwałego
                doła „przyniesionego” z pracy do domu. Objawiało się to warczeniem, burczeniem,
                pretensjami, obrażaniem, potem cichymi dniami, a o seksie można było zapomnieć.
                Pamiętam też, że każde działanie drugiej strony brane było jak osobisty atak.
                Oczywiście w takim stanie człowiek widzi tylko swoje racje, winę przypisuje
                drugiej stronie a co więcej kompletnie nie dostrzega absurdalności takiej
                sytuacji. W pewnym momencie doszło, do nazwijmy, to „rozmowy”.

                Jak ją dziś wspominam, to nie wiem czy śmiać się czy płakać. Tak jakby
                sfilmować dwie kłócące się pary a potem np. facetów podmienić i skleić to do
                kupy.
                Pamiętam własne „argumenty”. Dziś zastanawiam się ,dlaczego w ogóle, coś
                takiego powiedziałam. Moje słowa były bzdurne i nie miały nic wspólnego z
                prawdą. Co ciekawe to co usłyszałam też było niedorzeczne. Próbuję odtworzyć
                ciąg myślowy, który mnie do takich stwierdzeń doprowadził, ni jak nie potrafię.
                Pamiętam, tylko te słowa tak jak i on je pamięta.

                To błędne koło przerwało jedno stwierdzenie. Głupie niedorzeczne, ale jak klucz
                który otworzył zatrzaśnięte drzwi. On powiedział „i nawet szczoteczki do zębów
                stawiasz oddzielnie” To było tak absurdalne, ze mnie otrzeźwiło.
                Rzeczywiście wrzuciłam swoją w rezerwowy kubeczek, zrobiłam to nie bez żadnych
                intencji. On jednak się ich dopatrzył i zinterpretował jak atak. Wtedy do mnie
                dotarło. Nadajemy na innych falach.

                Trudno było tak od razu zapomnieć o urazach ale z czasem udało się wyjść na
                prostą.
                Dlatego jak teraz czytam historie którą przedstawiła „mojanoga” to zdaje mi się
                ona wręcz bliska. Dziękuję w myślach naszym szczoteczkom do zębów.
                To samo czuję czytając długo-post wolfa35.
                • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 16.09.05, 14:05
                  Przykład ze szczoteczkami do zębów jest fenomenalny - właśnie do takich
                  stwierdzeń sprowadzają się niekiedy rozmowy. Włącza nam się idiotyczna, sarmacka
                  natura, unosimy się honorem, nie ustepujemy pola nawet o centymetr. Pojawiają
                  się głupie wypowiedzi, przerysowania wczesniejszych zdarzeń i co jest chyba
                  najgorsze, a o czym napisała ewolwenta, argumenty (złe, dobre, jakiekolwiek)
                  zaczynamy traktować jako atak na naszą osobę. I co? Kontratak oczywiście.

                  Prawdziwą umiejętnością jest umiejętność nabrania dystansu do tego co się stało
                  i rozpoczęcia na nowo (rozmowy, czasem czegoś więcej). Jest to cholernie trudne,
                  ale według mnie jest to jedna z kluczowych umiejętności w życiu człowieka
                  niezależnie czy mówimy o pracy, partnerstwie, seksie, rodzinie. Po prostu czasem
                  trzseb zachować lekki dystans, a niestety wiele ludzie tego nie potrafi.
                  • mojanoga Atak-kontratak... 18.09.05, 10:05
                    Teraz (po roku) moja sytuacja przestawia się nieco inaczej.Zmądrzalam
                    (chyba:),bardzo chcę normalnie z NIM rozmawiać.Zauważylam jednak,że teraz On
                    (zawsze bardzo spokojny i raczej ustępujący pola) bierze wszystko za zlą monetę:
                    (
                    Przykladowa romowa dzisiaj rano przez telefon.Wziąl córeczkę do siebie na
                    weekend i opowiada co tam mala robi itp.Mówi,że bardzo dużo pila w nocy,więc
                    pytam co jej dawal do picia-soczek z wodą pól/pól.Ja na to,że pila bo jej
                    smakowalo bardziej niż zwykle-ja daję 1/3 soku,resztę wody.Mial pretensje,że mu
                    nie powiedzialam,że zmienilam proporcje,bo kiedyś robilam pól/pól.A ja nie
                    pomyślalam o tym(nie o wszystkim pamiętam,a to raczej szczegól).Potem znowu coś
                    tam i On się denerwuje...Zapytalam dlaczego rozmowa ze mną tak go irytuje i
                    dowiedzialam się,że JA mam do niego pretensje,że nie potrafi zająć się
                    dzieckiem!!!Bylam w szoku,ale myślę,że już ma taki odruch-jak coś mówię to to
                    na pewno są pretenscje związane z jego zachowaniem.
                    Rozumiem,że sama do tego doprowadzilam,ale nie wiem jak to teraz zmienić,jak
                    wytlumaczyć,że nie chcę się klócić,że mam dobre intencje...
                    Przepraszam ze haos wypowiedzi,ale piszę na gorąco.
                    • ewolwenta Re: Atak-kontratak... 18.09.05, 10:17
                      Ja w takiej sytuacji nie podejmowałam rękawicy. Obracałam atak w żart,
                      ignorowała lub obracała w „dobrą monetę”.
                      W takiej sytuacji chyba próbowałbym, powiedzieć coś jak:
                      „Piła więcej bo jej smakowało .... , ale to przecież jej nie zaszkodzi”.

                      Świadomie zachowując się tak jakby ataki były tylko normalnym stwierdzeniem.
                      Zresztą może niektóre były. Samemu, też nie jest łatwo uwolnić się od
                      podejrzliwego patrzenia.
                      Mnie to pomogło.
                      • mojanoga Re: Atak-kontratak... 18.09.05, 10:25
                        Więc myślisz,że nie powinam się tlumaczyć?Ja wlaśnie tak powiedzialm:"Pila bo
                        jej bardziej smakowalo,ale to nic zlego",ale rozumiem,że On teraz już nie
                        slucha jak dawniej:(
                        Lepiej "przejść nad tym do porządku dziennego",czy powtarzać,że nie mialam nic
                        zlego na myśli i to nie są pretensje?Ja już naprawdę uważam na każde slowo i
                        ton wypowiedzi,żeby Go nie urazić.
                        • ewolwenta Re: Atak-kontratak... 18.09.05, 10:39
                          Nie wiem. Ja przechodziłam z do porządku dziennego, w tej najgorszej fazie. Ale
                          u mnie sytuacja nigdy nie doszła do takiego konfliktu jak u Ciebie.
                  • margarita17 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 10:34
                    Skąd ja znam takie ataki i kontrataki. Umiejętność prawdziwej rozmowy jest
                    naprawde bardzo trudna. Moj związek jest w gruzach wląsnie dlatego że nie
                    rozmawialśmy , pertner się ode mnie odsuwał i buował mur, bo nie rozmawialiśmy,
                    nie wymienialiśmy pogladów na zycie, na nasz związek po prau latach... i teraz
                    tweurdzi że nigfy go nie rozumialam.
                    Aktualnie jakieś próby rozmowy prowadza do nieczego, psycholog zaś powiedział
                    mi że na terapię małzeńską nie jest odpowiednia pora, bo u nas jest coś więcej
                    niz tylko brak komunikacji... to ju jest głebsze..
                    Bardzo trudno jest rozmawiać o własnyh oczekiwań, tak żeby nie urazić drugiej
                    osoby, tak żeby nie odbierała tego jak atak. Ja podobno ciągle byłam zła,
                    niezadowolona i robiłam miny.. i wpędzam mojego partnera w poczucie winy.. a ja
                    oczywiście interpetowałam to zupełnie inaczej, i on tez nie był w stanie
                    usiąść i porozmawiać ze mną normalnie...
                    Znalazł kogo innego kto go rozumie :(
                    Ciekawa jestem czy tą sztukę jest rzeczywiście tak trudno opanować i dopiero
                    kiedy z reguły jest już za poźno, człowiek dochodzi prawdziwych przyczyn
                    problemów
                    • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 10:42
                      Mojanoga ma problem na poziomie normalnej, codziennej komunikacji, a o rozmowie
                      o uczuciach i oczekiwaniach chyba w ogóle nie ma co marzyć. Nie w takim stanie
                      emocji.
                    • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 10:44
                      Chyba jest trudno, bo czy my z domu to wynosimy? Zupełnie nie.
                      Zresztą wystarczy popatrzeć na statystyki rozwodów.
                      • margarita17 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 10:54
                        Zgadza się. A kiedyś rozwodów było dużo mniej. Czemu? Ludzie żyli w dość
                        zamkniętym świecie i mniej było pokus, widzenia tego jak mają i żyją inni? Czy
                        po prostu kiedys umieli ludzie rozmawiać ze sobą? W to mi się jakoś nie chce
                        wierzyć. Wydaje się świat aktualnie jest bardziej otwarty.
                        • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 10:59
                          Tak, racja ten przykład z rozwodami jest nieadekwatny. Rzeczywiście kiedyś było
                          ich mniej dlatego, że społeczeństwo nie godziło się na to i piętnowało
                          nieprzystosowanych.
                          Trochę się zagalopowałam, zwłaszcza po stwierdzeniu, że umiejętności rozmowy
                          nie wynieśliśmy z domu.
                          • margarita17 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 11:12
                            Może i piętnowało, może to nie było takie proste i popularne. A może też
                            dlatego że środki antykoncepcyjne nie były tak rozpowszechnione i ludzie mieli
                            dużo dzieci, a więc i dużo pracy, do tego nie było takeigo rozwoju techniki (bo
                            przecież nie włączali sobie po prostu pstryczka w czajniku elektrycznym , tylko
                            drewna lub węgla musieli nanieść, wody ze studni itp.) - uharowali się przy tym
                            strasznie i nie mieli czasu na myślenie o "głupotach" :)) czy są szczęśliwi,
                            czy partner spełnia ich oczekiwania...
                            Nie wiem, a może trochę upraszczam?

                            • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 11:24
                              Ale chyba coś w tym jest. Pojawiają się czasem posty osób, które trafiają na
                              forum pierwszy raz. Dziwią się, że nie są osamotnieni w swoim problemie.
                              Szczególnie panowie dziwią się widząc tu kobiety, narzekające się na oziębłych
                              mężów.
                              Ciekawe co jest dalej?
                              Na ile przekłada się to na ich domowe działania?
                              Nasze babcie nawet nie skarżyły się przyjaciółce bo to był temat tabu.

                          • mojanoga Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 11:12
                            Ja wlaśnie sposób komunikacji wynioslam z domu:(Tak "rozmawiali" moi rodzice:((
                            To byl jeden z powodow mojej wyprowadzki-balam się,że sytuacja z mojego
                            rodzinnego domu powtórzy się w moim życiu.Bardzo cierpialam patrząc na
                            zachowanie rodziców,na ich nienawiść,klótnie...
                            • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 11:19
                              Wokół mojego ojca chodziło się na paluszkach (terroryzm osoby chorej). Ciekawe,
                              że mam tendencję do chodzenia na paluszkach wokół mojego faceta. Powielam wiele
                              zachowań z domu i widzę, że mój partner tak samo.
                              • margarita17 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 14:07
                                To ja mam podobnie:) u mnie rodzicie nie krzyczeli, ale tez nie rozwiązywali
                                swoich problemów, nie rozmawiali otwarcie ze sobą... czasami w ogóle na
                                niewygodny temat nie rozmawili i uciekali od problemu nie rozwiązując go. No i
                                ja mam chyba tak samo. Jak ma mój mąż? - tak naprawdę to nie wiem.
                                Chodzę teraz do psychologa, żeby spróbować zrozumieć mnie, jak się zachowuję,
                                tak żeby na przyszłość, pewnie już w kolejnym związku być świadomym własnych
                                ograniczeń czy sposobów działania i mówić o nich.
                                to prawda że nie zdajemy sobie sprawy ile wynosimy z domu rodzinnego, choć
                                często mówimy: o nie, ja będę taka jak moja mama :)
                                • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 22:16
                                  margarita17 zwróciła uwagę na bardzo ciekawą rzecz: coś co ja nazywam
                                  "obciążeniem wychowawczym". Nieprzypadkowo słowo obciążenie ma wydźwięk
                                  pejoratywny, chociaż wychowanie powinno kojarzyć się zwykle z czymś pozytywnym.

                                  Niestety, co raz mniej jest domów, gdzie pielęgnuje się kulturę rozmowy i
                                  szczerości. Ja na przykład od najmłodszych lat byłem dzieckiem, które nigdy nie
                                  sprawaiło kłopotów wychowawczych. Świetny w szkole, sportach itp., zawsze o
                                  wszystkim opowiadałem rodzicom, nie kłamałem. Ale niestety po jakimś czasie
                                  zobaczyłem że nie dostaję tego samego w zamian. Mimo rozpaczliwych prób naprawy
                                  tej sytuacji zrezygnowałem. Dlaczego? Bo czułem się oszukiwany, pragnąłem
                                  rozmowy, a był to mój monolog. Z tego co rozmawiałem z moimi równieśnikami, oni
                                  w swoich domach mieli podobnie i najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że
                                  twierdzili zgodnie "nie opłaca się wszystkiego mówić rodzicom, nie ma sensu im
                                  mówić całej prawdy" O.K może i czasem tak jest - ale zawsze? Porażka
                                  wychowawcza. Szkoda tylko, że globalna...
          • xapur Też czytałem. Spora i ciekawa lektura. 24.09.05, 16:48
            Przypomniało mi się jak czas jakiś temu luba rzekła do mnie, iż na nikogo się
            nie denerwuję poza nią. Ogólnie uchodzę za człeka spokojnego, by nie rzec
            flegmatycznego, ale to pozory, bo pod pokrywką się gotuje :)
            Niestety bozia poskąpiła mi też asertywności i nie umiem bronić swoich racji.
            Jednocześnie jednak rzeczywiście zdarza się, że ni z tego ni z owego pewne
            uwagi odbieram jako atak na mnie. Ciekawe z czego się to bierze?
            Zadziwiające jest również jak czasem trudno otwarcie powiedzieć o trapiących
            nas sprawach. Zwłaszcza wobec najbliższej osoby.
            • ewolwenta Re: Też czytałem. Spora i ciekawa lektura. 24.09.05, 19:40
              Może bierze się to z wychowania mężczyzny na człowieka twardego, kogoś kto nie
              płacze, nie przyznaje się nawet do słabości. A jeżeli nie przyznaje się to i
              nie precyzuje uczuć. Jak tu o nich rozmawiać skoro „coś” każe wypierać nawet
              fakt ich istnienia.
              • xapur To też. 25.09.05, 19:56
                Wczoraj przećwiczyłem rozmowę o trudnych sprawach i skończyło się sprzeczką,
                nerwami ale ostatecznie - pogodzeniem i oczyszczeniem atmosfery. Tylko dlaczego
                zareagowałem gniewem? Nie chciałem podnosić głosu, a jednak. Skąd się to
                bierze?
                Akcja tworzy reakcję, gdy jedna strona się unosi druga robi to samo lub się
                obraża. W efekcie ciężko o porozumienie. Dlaczego tak się dzieje?
                • abdulian Re: To też. 25.09.05, 20:03
                  Czasami, chociaż to przykre, przed rozmową mamy już gotowe "nastawienie" i potem
                  tylko szukamy pretekstu. Smutne, ale bardzo często tak właśnie jest. Niestety,
                  chociaż tak być nie powinno, w takich momentach, jeżeli wyczujemy, że coś
                  takiego się święci, należy rozmowę odłożyć.To może być rozwiązanie.
                  • xapur Odłożyć? Jest jeden problem. 25.09.05, 20:07
                    Nie potrafię pójść spokojnie spać w zatrutej atmosferze. Dlatego zawsze dążę do
                    rozwiązanie wcześniej. Jak dotąd kończy się szczęśliwie ;)
                    • abdulian Re: Odłożyć? Jest jeden problem. 25.09.05, 20:33
                      Jasne, to rozwiązanie jest zdecydowanie lepsze.

                      Chodziło mi baridzje o to, że jak widać, że coś się kroi i mogą popsypać się
                      wióry, to może lepiej w ogóle nie zaczynać...
    • anais_nin666 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 21:43
      Tak. Ludzie nie potrafią, ba! nawet nie staraja się ze soba rozmawiać. Istnieje
      tendencja do wymiany informacji. Często ta wymiana dokonuje sie podczas tzw.
      dialogu pozornego, a więc każdy z rozmówców mówi o czym innym, komunikat zostaje
      jedynie rzucony, ale do nikogo nie trafia, bo nikt nie słucha. Adresat, pomimo
      ze realny jest jednak pozorny, bo niezainteresowany tym, co druga osoba ma do
      powiedzenia.
      ROZMOWA to trudna dyscyplina, troszkę zapomniana. Mówimy duzo i namiętnie, ale
      nie potrafimy prowadzić rozmowy. W natłoku różnych szumów informacyjnych gubimy
      umiejętność porozumiewania się z drugim czlowiekiem. Rozpraszamy sie. Brak nam
      umiejętności skupiania sie na słowach. Rzucamy słowa na wiatr, nie przywiązujemy
      znaczenia do tego co mówimy, a to wielki błąd, bo słowa tracą swą moc, a moc
      słów może byc ogromna, pod warunkiem, że bedziemy szanować to co mówimy,
      będziemy myśleć nad przekazem itd.
      Nie szanujemy słów, boimy się ciszy. A czasem cisza, milczenie ramię w ramię
      potrafi więcej "powiedzieć" niż 100 słów rzuconych na wiatr.
      Wydaje mi się, że potrafie rozmawiać, słuchać. Jednak wiem, że mimo pozornej
      łatwości komunikacji mam problemy z wypowiadaniem słów najprostszych:
      przepraszam, kocham, tęsknię. Uczę się tego, idzie mi opornie, ale staram się
      nie bać wyrażać własnych emocji. Staram się..., choc tyle...
      • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 22:10
        Ciekawie napisane anais_nin666.

        Zdecydowanie większość ludzi nie potrafi ze sobą rozmawiać i niestety mnóstwo
        się nie stara, nie chce. Mnie osobiście to wprost przeraża, bo bez prawdziwej
        szczerej rozmowy nie da się praktycznie nic osiągnąć.

        Tak jak zaznaczyłaś nie przywiązujemy uwagi do mocy słów. I ma to swoje dwie
        strony: nie używamy słów wystarczająco mocnych jeżeli chcemy przekazać coś
        wartościowego, coś ważnego, mówimy o uczuciach i o partnerstwie. Natomiast nie
        zwracamy uwagi na to, jak bardzo mocnych słów uzywamy jeżeli kłócimy się o
        sprawy trywialne, wytaczamy ciężkie działa - zupełnie przecież niepotrzebnie.

        Oczywiście, należy czasem używać mocnych słów, nie będę tego negował, ale jest
        jedno ale. To ma jedynie sens kiedy ważymy to co mówimy i sie nad tym
        zastanawiamy, bo mocne słowo może pomóc, pod warunkiem, że będzie użyte
        odpowiednio, w odpowiednim kontekście.
        • anais_nin666 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 22:31
          Kłótnia. Wkurzyły mnie skarpety na środku pokoju. Np. Ile w tej kłótni słów
          padnie na temat owych skarpet, a ile na temat masy innych spraw? Na tym polega
          pułapka kłótni, zaczynamy od drobiazgu, który lawinowo zamienia się w mega
          problem, często haczący o byc czy nie być razem. A wszystko od niewinnych skarpet.
          Tak mi sie to teraz jakos nasunęło.

          Słowa ... nie chodziło mi o wielkie słowa typu Bog, honor, ojczyzna, chciałam
          powiedzieć, że generalnie ludzie nie zwracaja uwagi na to co mówią. Wyrzucają z
          siebie coś bez przemyslenia, rzucaja jakąś myśl, nie zdając sobie sprawy, ze za
          tym co mówią czasem stoją konsekwencje, bo słowo mogło obrazić, mogło
          zasugerować, mogło zasmucić, zirytować, upokorzyć. Warto mysleć nad tym co się
          mówi, bo słowo rzucone zobowiązuje.
          A może ja jestem ze starej szkoły i jesli cos mówię, to staram sie, by mialo to
          pokrycie? Boje sie szafowania slowami. Mowmy, ale liczmy sie tez z
          konsekwencjami, nie rzucajmy na prawo i lewo pustych komunikatow. Czasem lepiej
          pomilczec niz gadac jak karabin maszynowy.
          Cenię słowa, cenie tez ciszę. W tej ostatniej jest wielka siła. W ciszy moc. W
          ciszy komunikat. Tylko trzeba umiec skupic sie na drugim czlowieku, by te cisze
          umiec odczytac.
          • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 18.09.05, 22:52
            Dokładnie, te kłótnie mnie osobiście przerażają. Sam się nauczyłem nad takim
            zachowaniem panować. Moją partnerkę powoli uczę, ale jak widzę innych ludzi,
            którzy zamiast się kochać i szanować to rozdrapują stare rany, to mnie smutek
            ogarnia.

            A trzeba czasmi tak niewiele dobrej woli...
    • abdulian Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 19.09.05, 01:25
      Tak mi się przypomniały słowa poety...

      Słowa kunsztowne, słowa piękne bledną,
      Wobec prostego, które trafia w sedno.

      -J.S.-
      • tina1 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 19.09.05, 07:08
        Przeczytałam ...bardzo mądry i przydatny wątek :)
        • anoresk Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 19.09.05, 15:31
          Czasem problem jest w tym, że osoba po prostu nie chce/może rozmawiać. Ze
          strachu np, bo taką postawę wyniosła z domu.
          Nie da się porozmawiać na siłę.
          • mojanoga Dzisiaj w samo poludnie... 20.09.05, 09:00
            ...odbędę kolejną tzw."poważną " rozmowę z moim bylym,ale nadal ukochanym.
            Czytam wciąż w kólko to co napisal abdulian.Nie chcę powtarzać starych blędów-
            zarzucania,obrażania i zbytniego zdenerwowania.Chcialabym aby ta rozmowa
            zaczęla nowy rozdzial w Naszym życiu,ma być dowodem na to,że potrafię się
            zmienić.Tylko czy mi się uda?Już teraz serce wali mi jak mlotem,nie wiem w
            jakim kierunku potoczy się wątek.Czy będzie o tym,że jeszcze da się coś
            zrobić,czy o tym,że kocha inną i nie chce żebym mu przeszkadzala w życiu?
            Muszę być bardzo opanowana,ale czy potrafie...?
            • ambx Twoja noga... 20.09.05, 09:09
              ...wykonuje krok we właściwym kierunku, ale droga daleka, pełna wybojów i
              nagłych zakrętów. Będę słuchał sygnału z Wieży Mariackiej i trzymał kciuki.
              • mojanoga Re: Twoja noga... 20.09.05, 09:15
                Dzięki za wsparcie.Czy znacie jakiś sposob na uspokojenie w czasie rozmowy?Ja
                się najczęściej strasznie wzburzam tym co mówię i przestaję myśleć
                racjonalnie:(Jak to zmienić?
                • abdulian Re: Twoja noga... 20.09.05, 12:35
                  Najlepszą przerwą w rozmowie jest milczenie. Pozwala ono po pierwsze uspokoić
                  się, a po drugie zebrać myśli i zaplanować to co chce się powiedzieć dalej.
                  Ponadto, chwila milczenia koncentruje uwagę rozmówcy na tym co mówimy i na tym
                  co za chwilę powiemy.

                  Trudne do opanowania, ale piekelnie skuteczne. Wprowadza dodatkowo spokój do
                  rozmowy, a to niekiedy jest klucz do sukcesu.
                  • ewolwenta Re: Twoja noga... 20.09.05, 15:03
                    abdulian napisał:

                    > Najlepszą przerwą w rozmowie jest milczenie. Pozwala ono po pierwsze uspokoić
                    > się, a po drugie zebrać myśli i zaplanować to co chce się powiedzieć dalej.
                    > Ponadto, chwila milczenia koncentruje uwagę rozmówcy na tym co mówimy i na tym
                    > co za chwilę powiemy.

                    Chyba nie do kónca Abdulian.

                    Ważna jest koncentracja na tym co mówi rozmówca, a nie myślenie co ja zaraz
                    powiem. Bo jeśli nie słucham to nie rozmawiam tylko monologuje. Monologuje
                    najpierw w myślach a potem na głos. A jeżeli partner robi to samo, wtedy nie
                    ma "mowy" o "rozmowie" Ta koncentracja pozwala też wyzwolić się od pokusy
                    zadawania ciosów.
                    • ewolwenta Re: Twoja noga... 20.09.05, 15:05
                      No właśnie dałam przykład monologu nie czytając Cię dokładnie Abdulian.
                      Właściwie przeczytałam to co chciałam :)
                      Oczywiście masz rację! Chwila przerwy – milczenia jest jak najbardziej
                      pożądana. :)!!!!
                      • abdulian Re: Twoja noga... 20.09.05, 15:16
                        hihihihihihi :)

                        Cieszę się, że się dobrze zrozumieliśmy :)

                        A tak na poważnie, to sztuka prowadzenia konwersacji, czy też więcej - sztuka
                        prowadzenia sporów, opiera się właśnie na umiejętności skupiania uwagi rozmówcy
                        na tym co mówimy :) dzięki temu mamy szansę na przekazanie tej właśnie treści,
                        którą chcemy przekazać, a nie czegoś zupełnie odmiennego :) no i jest większa
                        szansa, że nasz współrozmówca zinterpretuje nasze słowa tak, jak zakładamy :)
                        • abdulian Re: Twoja noga... 20.09.05, 15:18
                          acha, pomijam już tak trywialną kwestię, jak przerywanie swojej wypowiedzi
                          "ozdobnikami" typu "yyyyyyyy", "eeeeeeeeee", "mhhhhhhhmm" itp., bo to jest
                          bardzo destrukcyjne (po pierwsze dekoncentruje, po drugie może nawet wkurzać).
                          • ewolwenta Re: Twoja noga... 20.09.05, 15:28
                            Ja zaczynam bezwiednie liczyć te „yyyyy”. (Na marginesie to nigdy mi się nie
                            zdarza liczyć wagonów w pociągu)
                            Oczywiście przestaję wiedzieć co interlokutor próbuje powiedzieć.
                            • abdulian Re: Twoja noga... 20.09.05, 15:49
                              tak, bo te "ozdobniki" są bardzo destrukcyjne i jeżeli ktoś ma taki nawyk i
                              nieoduczono go tego w szkole (mnie na przykład tak) to ważne wystarczy
                              odrobinke na dosba porpawcować i potem sprawdzić efekty - różnica jest
                              zauważalna od razu :)

                              A ja czasem liczę wagony przejeżdżającego obok pociągu :) czy to coś konkretnego
                              oznacza? Czy jest po prostu kolejnym dowodem na moją nieposkromioną ciekawość???
                • anais_nin666 Re: Twoja noga... 20.09.05, 12:35
                  Mojanoga! Jak poszło??? Dałaś radę? Nie wylałaś morza łez? Byłaś dzielna??
                  Czekam na wieści!!! Wierzę, że poszło dobrze:)
                  • mojanoga Re: Twoja noga... 20.09.05, 20:01
                    Bylam twarda,ale nie do końca:)Obylo się bez "wyciągania brudów",ale parę lez
                    bylo(trochę roztrzęsiona bylam).
                    Powiedzial,że boi się związać ze mną,bo za bardzo się zraniliśmy,że musi minąć
                    trochę czasu,że oboje sie unieszczęśliwialiśmy...
                    Ale lepiej się czuję,muszę pomyśleć o sobie.Pomyślalam,że ja tu lzy leję,a on
                    zamiast zająć się swoim dzieckiem-jeżdzi do panienki...Trochę nie fer...chyba.
    • spacewomantierieszkowa Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 21.09.05, 02:01
      Miałam kiedys taką sytuację z bardzo bliską mi osobą: zaczeliśmy żyć tak bardzo
      formalnie i tak daleko od siebie przez brak odpowiedniej komunikacji, że
      pojawiła się, dosłownie, tylko nienawiść i chęć robienia sobie na złość. Trwało
      to dość długo... Kłótnie pojawiały się w kulminacyjnych momentach kiedy już nie
      mieliśmy siły udawać obojętności i którejś stronie puszczały nerwy...
      Kłóciliśmy się oczywiście o najmniejsze błachostki! Pewnej nocy nie mogliśmy
      oboje spać, spotkaliśmy się w kuchni przy lodówce, jak zwykle padło głupie
      oskarżenie w stylu: ty specjalnie stajesz mi na drodze! albo: specjalnie dajesz
      mój ulubiony ser kotu! ty jestes taki a ty taka! Jak się okazało to była noc
      kulminacyjna :) Pokłóciliśmy się zawzięcie i z namaszczeniem ;) wypominając
      sobie wszystkie błędy i potyczki. Krzyczeliśmy, przeklinalismy, groziliśmy,
      wyzywaliśmy, płakaliśmy... cały czas nie moglismy dojść do porozumienia, każde
      chciało uznania przez druga stronę swojej racji. Po długich godzinach tak
      bardzo czułam sie zmęczona tą kłótnią, tak bezsilna i bezradna, że postanowiłąm
      zmienić taktykę. Zaczęłam pytać, pytać i jeszcze raz pytać i oczywiście
      słuchać!!! : dlaczego denerwuje cię mój ton? dlaczego myślisz że cię nie
      kocham? dlaczego nie lubisz jak robię to a dlaczego jak tamto? dlaczego...?
      Starałam się zrozumieć i wejść w jego położenie. Ludzie!!! to było cudowne i
      pouczające i wiecie co ... z drugiej strony dostałam to samo :) Zaczeliśmy
      spokojnie rozmawiać , przepraszać się i szukac kompromisów. Nad ranem
      płyneliśmy już w swoich objęciach i śmialiśmy się sami z siebie:) Do tej pory
      działa:) Mądrość którą z tego wyciągnęłam: rozmawiajmy do skutku aż zaczniemy
      naprawdę rozmawiać!!!
      • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 21.09.05, 08:31
        :) jedni mają kota wcinającego ulubiony ser ;) a inni samotne szczoteczki do
        zębów :)
        Cudownie znaleźć ten klucz.
        • margarita17 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 22.09.05, 12:10
          pod warunkiem że ta druga strona też chce znaleźć ten klucz. Jak nie chce nawet
          z tobą rozmawiać to już pozamiatane...

          autopsja (własna jak mawiają niektórzy:)))
          • ewolwenta Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 22.09.05, 12:11
            niestety :(
            • mojanoga Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 22.09.05, 14:21
              Rzmowa rozmowie nierowna,a jednak...czasem dobrze jest pogadać.
              Zrozumialam coś bardzo ważnego w trakcie zupelnie innej rozmowy,na zupelnie
              inny temat.
              Rozmawialam na temat usypiania starych i bardzo chorych,cierpiących
              psow.Uważam,że nie można na silę przedlużać agonii,zadręczać zwierzaka,ktory
              bardzo cierpi,w imię źle pojętej milości.Uważam,że to glupia milość,bardzo
              egoistyczna.Kiedy to powiedzialam-jakby mnie prąd kopnąl...
              Jak moglam na silę go do siebie przywiązywać,jak moglam w imię milośći
              unieszczęśliwiać tego,na którym mi najbardziej zależalo.Co za egoizm,glupia ta
              moja milość.Dlatego muszę pozwolić mu odejść,być szczęśliwym,pozwolić na
              ulożenie sobie życia...Nawet jeżeli to cholernie boli,milość boli.
              • anais_nin666 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 22.09.05, 14:30
                Wielkie to co napisałaś. Piekny dar, pokazujący ogrom Twej miłości.
                Wzruszające. Nie wiem czy umiałabym sie zdobyc na taki gest.
                W zasadzie to jestem pod wrażeniem:)
                • mojanoga Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 22.09.05, 14:32
                  Dzięki anais-nie tylko za to,za przytoczoną rozmowę również...
                  • anais_nin666 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 22.09.05, 14:51
                    W tej kwestii zawsze możesz na mnie liczyć. GG otwarte dla Ciebie :)
                  • margarita17 Re: Głupia rozmowa nie warta słowa 23.09.05, 13:15
                    tak, moze tez pogadam jeszcze, ale jak ktoś juz nie chce, jak chce ukkladac
                    sobie życie inaczej , to pewnie trzeba dac mu spokoj tak zeby choc on byl
                    szczesliwy.... z inną... która pewnie tuż, tuż... ostrzy zeby
                    tylko czemu to tak boli?

Inne wątki na temat:
Pełna wersja