abdulian
15.09.05, 17:07
Głupia rozmowa nie warta słowa
Proces komunikacji międzyludzkiej owiany jest mgiełką tajemnicy, taką samą,
jaką jest owiana natura człowieka. Sztuka rozmawiania jest determinowana
nieustającą walką pomiędzy naszą osobowością i wewnętrzną dyscypliną. Ale czy
mimo tego potrafimy rozmawiać zwłaszcza z naszymi bliskimi? Wiele wskazuje na
to, że nie.
Techniczna poprawność
Czy aby na pewno przedkładamy jakość nad ilość? Możemy przyjąć, że jakość
rozmowy wynika wprost z relacji międzyludzkich. Pustosłowie ilości przyjmujemy
za coś, czego należy unikać. Ale przecież każdy dobry sprzedawca, dziennikarz,
biznesmen, wręcz ktokolwiek do doskonałości ma opanowane techniki
kontaktowania się z drugim człowiekiem. Bierzemy udział w szkoleniach ucząc
się asertywności, szlifując umiejętności rozwiązywania konfliktów w grupie,
posiadamy techniki negocjacyjne, do perfekcji staramy się opanować
umiejętności sprzedaży i autoprezentacji. Tymczasem agresja, brak zaufania,
egoizm, czy ukrywanie prawdy skutecznie uniemożliwiają próby szczerej rozmowy.
Są to bariery nie do przejścia nawet dla najbardziej błyskotliwych techników.
W konsekwencji zalewamy się potokiem nic nie znaczących słów nierzadko
rozdrapując stare rany, albo przetapiamy atmosferę czymś, co powszechnie
określa się „złotem”. Znowu się nie udało, chociaż przecież dobrze potrafimy.
Dlaczego? Trzeba kochać. Trzeba dawać poczucie bezpieczeństwa, tworzyć
atmosferę przyjaźni i zrozumienia. Jest to naturalna konsekwencja nie dobre
techniki, ale szacunku wobec naszego rozmówcy.
Depersonalizacja
Niektórzy twierdzą, że komunikacja jest wyrazem świadomości faktu, że człowiek
nie jest sam. Potrzeba kontaktu z rzeczywistością wykształciła druk, radio,
telefon, telewizję, komputery… Z pewnością świadomość faktu zaawansowania
technicznego i pędzącego postępu jest powodem do dumy i nie uciekniemy od jego
nieuchronności. Ba, nie zmierzając uciekać wykorzystujemy jego dobrodziejstwa.
Wymieniamy więc nasze myśli za pośrednictwem serwerów, sieci n-tej generacji,
czy jakichkolwiek innych technologicznych gadżetów. Oczywiście nie jest to
złe, ale nawet niezbędne, jak również częściowo nie do uniknięcia, nie mówiąc
nic o wygodzie stosowania. Ale przerzucając odpowiedzialność tego co chcemy
przekazać, zwłaszcza tym bliskim, na barki elektronicznych posłańców,
doprowadzamy do depersonalizacji tego co chcemy powiedzieć. Mówimy komiksami,
nie podkreślamy tego co ważne, trudniej jest nam zbudować odpowiedni nastrój.
„Przysiadłem. Popijam. Siorbię. Czasowniki. Konkrety, bo podmioty domyślne.
Zadzwonił. Wstałem. Otworzyłem. Weszła. Ucałowała. Przycupnęliśmy. Szeptałem.
Szeptała. Słuchałem. Wstałem. Kopnąłem. Zaklęła. Rzeczowniki, zaimki. Bzdury.
Szeptała rzeczownikami, klęła rzeczownikami.”
Izolacjonizm swojego ja
Jak się komunikujemy? Zdawkowo, rozkazując, nakazując, wymagając, żądając, a
niekiedy lakonicznie prosząc. Trudno jest wypowiedzieć się o jakiejkolwiek
głębokości takich komunikatów, chociaż nie każda rozmowa winna być
filozoficzną dysputą o ontologii. Żyjąc z naszymi bliskimi nierzadko budujemy
własny szaniec ograniczony do najniższych pięter piramidy potrzeb. A mury
rosną i tworzą bariery w kontaktach między tymi, którzy chcą nam coś
przekazać. Umiejętność poznania siebie, ważnie słów i liczenie się z uczuciami
drugiej strony przewraca każdą barykadę. Kiedy nauczymy się słuchać, nie
będziemy się unosili sarmackim honorem i będziemy potrafili przyznać się do
błędu, bardziej nad formę przełożymy treść to staniemy w końcu naprzeciwko
siebie i wyciągniemy do siebie ręce. Na znak szacunku, przyjaźni czy miłości.
I następnym razem nie będzie to głupia rozmowa nie warta słowa.
Pytannie:
---------
Czy wy też macie wrażenie, że ludzie przestają ze soba rozmawiać? Podzielcie
się proszę własnymi opiniami i przykładami :)
P.S. „Głupia rozmowa nie warta słowa” – oczywiście J. Sztaudynger.
P.S.2. Pozwoliłem sobie na wykorzystanie fragmentu opowiadania Piotra Nity
„Spójnik” – mam nadzieję, że się nie obrazisz Piotrze :)