Problem uczciwości w związku

17.09.05, 20:13
Po raz pierwszy na tym forum napisałem, że czuję się winny bo odeszła ode
mnie Żona. Przyznałem się do tego nawet, że Ją nękałem (a ja zwyczajnie
czułem że mnie oszukuje i prosiłem, żadałem aby przebywała więcej czasu ze
mną... próbowałem nie pozwolić Jej wychodzić do Niego). Jednak życie cały
czas uczy mnie pokory. Od tygodnia wiem (wreszcie uwierzyłem w to bo bardzo
się przed tym broniłem),że Żona zwyczjnie od roku co najmniej jest
zafascynowana innym facetem (ma żone, 3letniego syna i ... Żona w 4 miesiącu
ciąży), a praktycznie od momentu jak mnie zostawiła z nim żyje... Oczywiście
w zaparte kłamiąc, że nie jest ze mną bo nie czuje się bezpieczna, a nie ma
odwagi powiedzieć, że chce mieć swobodę aby być z nim.
Co do problemów jak to się zaczęło, widzicie drodzy Forumowcy, banalnie jak
zawsze, sms-y, chowanie komórki, nowa fryzura, soczewki, inny styl ubierania,
powroty późniejsze z imprez z kolegami z pracy (dla mnie wstęp wzabroniony,
no i oczywiści d...k z którym obecnie jest to najbiższy współpracownik ze
szpitala... tak, tak obydwoje są lekarzami - chirurgami, ja zresztą też
jestem lekarzem; jedno z najgorszych środowisk, zrozumcie dyżury, brak wstydu
ciała, kongresy, kolacyjki, wyjazdami z firmami farmaceutycznymi, itd...
oczywiści w klinice zmowa milczenia) i rozpowiadanie po koleżankach, że to ja
Ją zdradzam i jaki jetem niedobry. Nie chcę dalej opowiadać o tym brudzie, bo
brzydzę się tym.
Jest taki fajne powiedzenie "jak suka nie da to pies nie dostanie" i to jest
cała prawda. Może trochę to wulgarne ale bardzo prawdziwe.
Moją Ukochaną Żonę, tę wspaniałą dziewczynę sprzed lat nadal ubóswiam ponad
wszystko (i myśle, że będzie tak do końca życia bo była połówką dopełniającą
mnie idealnie), niestety z monstrum, które znam obecnie nie chcę mieć do
czynienia.
Pozdrawiam Wszystkich Ucziciwych i Życzę aby nigdy Was to nie spotkało. I
pamietajcie, to nieprawda, że lepiej nie wiedzieć.
    • xena72 Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:12
      a może wytłumacz mi jak facet jest z kobietą od 12 lat i od 8 lat ją zdradza
      mając z jedną romans 6 lat z drugą 2 lata a z zoną ma dziecko jak to
      wytłumaczyc????
      • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:15
        A co to ma do rzeczy xena72? Czy człowiek rodzi się nieuczciwy? To kwestia
        wyborów i moralności wynikająca z tego na co godzi się otoczenie.
        • xena72 Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:22
          nic..próbuję odgadnąc czy lepiej jest sie dowiedziec czy nie wiedziec wcale i
          zyc w nieswiadomosci a może okłamywac siebie albo włamawiac sobie ze ...costam
          no włąsnie co??ja tylko dociekam a nie oceniam
          • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:28
            Ach no chyba, że tak.
            Myślę że o pojedynczych wyskokach bez emocjonalnego zaangażowania lepiej nie
            wiedzieć.
            O ewidentnym zaangażowaniu jednego z partnerów na zewnątrz związku lepiej
            wiedzieć jak najwcześniej.
            • xena72 Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:31
              no własnie nie są to pojedyncze wyskoki ..6 lat z jedną , 2 lata z drugą a i
              zona w miedzyczasie i z nią dziecko:) ...ja niestety jestem tą drugą dwuletnią
              ale mam wyrzuty sumienia co jakis czas..wódko pozwól zyc;) ijak tu rozwiązac
              to???
              • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:37
                To jest kwestia Twoich oczekiwań. Jeżeli facet służy za, przepraszam „wibrator”
                to jeszcze mogę zrozumieć, choć żonie współczuję. Chyba, że ona godzi się na
                ten układ i ma też inny „wibrator”
                Jeżeli natomiast traktujesz sprawę uczuciowo to nie bardzo rozumiem, czemu on
                na te uczucia zasługuje.
                • xena72 Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:44
                  myslac racjonalnie nie zsługuje ale mysląc przez pryzmat przezyc i drugie zycia
                  naszego - zasługuje..trudno odejsc..zostac tez trudno...czasami się zastanawiam
                  co ta zona czuje, znam ją, wiem o niej wszystko. gdybym ja na jej miejscu
                  dowiedziała sie ze inna kobieta wie wszystko o zyciu rodzinnym to bym do konca
                  zycia sie załamała chyba...ciekawi mnie czy ona przez tyle lat bycia zdradzaną
                  wie i ma swoje cele w tym wszystkim czy na prawde nie wie. ale przez 6 lat z
                  obcą babką zdradzac zonę, bawic sie z jej dziecmi ( bo juz nie mowie nawet o
                  nszym 2 letnim związku ale o wczesniejszym nadprogramowym) to jak zona moze nie
                  wiedziec??? tak skrzętnie ukrywana zdrada czy taka ślepa małżónka?..moze to
                  srednie usprawiedliwienie ale probowałam odejsc, sprowokowac odjescie i
                  nic..wracamy i jestesmy ze sobą ..nawet odejsc nie umiemy
                  • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:49
                    Minie jeszcze parę lat i jak z tamtą się rozstał tak i z Tobą rozstanie.
                    Pewnie zaraz potem poszuka następnej. Może młodszej...
                    A Ty? Co Ty dalej zrobisz? Znów wejdziesz w taki układ?
                    Nie potępiam. Pytam.
                    • xena72 Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:54
                      Odpowiadam..szczegoły tego 6 letniego juz mniej znam ale wiem ze ona była
                      męzatką a on był gotowy się rozwieźć. wtedy nie miał jeszcze dziecka ale ów
                      pani miała dwojeczkę i męża więc pogardziła. wtedy poznalismy się my idługo
                      tylko rzomawialismy o takich układach ..potem było zaufanie a potem sie
                      zakochalismy..na swoj sposob on tez (uprzedam komentarze innych) i teraz zbyt
                      duzo łączy zeby odejsc a zbyt mało zeby ze sobą byc:)...wierz mi ze chciałbym
                      to rozwiązac bez uszczerbku na zadnej ze stron ale tak się nie da
                      • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 22:58
                        A twoje palny na przyszłość? Zgaduję, że własna rodzina nie jest Twoim
                        największym marzeniem?
                        • xena72 Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 23:03
                          Mam 10 letnie dziecko, jestem po rozwodzie. przed drugim małżeństwem się
                          rozmysliłam w porę..a teraz jak patrzę co się dzieje to nie jestem pewna czy
                          dobrze byc w papierkowym związku...byłam kiedys wielką obronczynią małżeństw
                          ale wszystkie zjawiska tego swiata uczyniły ze mnie taką jaką jestem teraz i
                          ostrzegają mnie przed uczynieniem tego kroku jakim jest stały związek.
                          chyba....., choc bardzo chciałabym to zmienic...myslałam nawet ze jak pokocham
                          innego to odejdę ale usłyszałam ze jak sie całkowicie nie oczyszczę z jego
                          towarzystwa to nie będę w stanie zainteresowac się na powaznie kim innym...
                          • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 23:24
                            Przypomina mi się historia opowiedziana przez moją babcię. Miała przyjaciółkę,
                            ta zaś miała żonatego kochanka przez ponad 20 lat. Ona nie chciała stałego
                            związku, on chciał seksu bo w domu go nie miał. Żona chciała świętego spokoju w
                            łóżku a nie amorów. Wygląda na to, że wszystkim z tym było dobrze.
                            Ale tu nie było zakochania. Tu był seks.

                            Zakochane ma jakąś swoją dynamikę, często na tym forum kwitowaną liczbą max. 4
                            lata.
                            Kiedy te najsilniejsze uczucia opadną, to co Was będzie łączyć? Problemy jego
                            małżeństwa? Łóżko?

                            To za mało. Mając takie wątpliwości jakie masz, prędzej czy później się od
                            niego uwolnisz, albo on od Ciebie. Tylko co wyniesiesz po tej przygodzie?
                            Mówisz, że chciałabyś znów wierzyć w związek oparty na zaufaniu. Tkwiąc w tym
                            na pewno nie uwierzysz.

                            Ale pewnie nie musze Cię przekonywać do mojego zdania, bo sama to napisałaś.

                            Pytanie jest tylko jak od niego odejść?
                        • xena72 Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 23:04
                          Reasumując..jesli byłaby choc malusienka wizja własnej rodziny to rzuciłabym
                          wszystko....ale jej nie ma:(
                          • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 17.09.05, 23:22
                            bo jej nie stwarzasz będąc w tym układzie, nie dajesz sobie szansy
                            • xena72 Re: Problem uczciwości w związku 18.09.05, 20:17
                              nie wiem jak tozrobic, zostawic i byc samą..wrócą wspomnienia..tym bardziej ze
                              jest fajnie i trudno jest sobie wybic głowy go tak po prostu..ech...
                              • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 19.09.05, 09:35
                                Nie wiem.

                                Kiedy chciałam się rozstać to okoliczności mi w tym pomagały. Dużo pracy i
                                zupełne nią zaabsorbowanie, przy tym ktoś inny, kto zaczynał czarować.

                                Ale tak bez „okoliczności pomocniczych” to na pewno nie łatwe.
    • ambx Prawda was... pogrąży 19.09.05, 15:16
      Rozumię, kochający mężu, że w czwartym miesiącu ciąży, jest żona faceta który
      jest z kolei kochankiem twojej żony. Może i jego żona powinna wiedzieć jaka
      jest sytuacja? Masz prawo jej powiedzieć, że jest okłamywana i oszukiwana.
      Ładną akcją byłoby wspólne nakrycie jawnogrzeszników. Co z tą wiedzą zrobi, to
      jej sprawa. Albo wynajmij agencję detektywistyczną, zbierz dowody i zeznania,
      dokumentujące niewierność i wystąp o rozwód z jej winy. Możesz podzielić się
      kosztami ze zdradzaną żoną kochasia twojej. Alternatywą jest... mocne pobicie
      twojej wrednej suki (bez skutku śmiertelnego) tak, by mogła wystąpić o rozwód,
      ze względu na znęcanie się. Zobaczy, co to być samofinansującą się i niezależną
      kochanicą żonatego. I nie żeń się drugi raz z wolną i frywolna chirurgicą,
      tylko z dziewczęciem, dla której będziesz, jedynym, wspaniałym panem i władcą.
      • kochajacymaz Re: Prawda was... pogrąży 19.09.05, 16:23
        Oj... zabolało. Ambx dobrze zrozumiałeś o 4 miesiącu ciąży. Nie Życzę Tobie
        przejść przez to co ja (my) przez ostatnie 9 miesięcy. Jutro mam 8 rocznicę
        ślubu. Żona była najważniejszą osoba w mym życiu... i złamała każdy element
        przysięgi małżeńskiej (Ślubuje miłość, wierność i uczciwość małżeńską).
        Zabrakło Jej odwagi aby mi powiedzieć, że odrzuca mnie bo ma innego, że
        odchodzi do Niego, tylko pozwalała abym szukał dziury w sobie. Ludzie skąd w
        Was się bierze to okrucieństwo i obłuda? Co to daje? Satysfakcje z tego, że
        ktoś cierpi, pragnie, tęskni, prosi? Czy zamiast kłamać "zostaw mnie, chcę być
        sama" nie lepiej powiedzieć "zostaw mnie, mam kogoś, chcę być z nim, jest mi z
        nim lepiej". Jeśli Ambx nie widzisz różnicy to szczerze współczuję.
        Wiesz chcę rozwodu bez orzekania o winie, bo choć tyle sie wydarzyło nie
        potrafię jak co niektórzy odkochac się w 1 dzień. Poza tym dla mnie Żona na
        zawsze pozostanie wspaniałą dziewczyną, wymarzoną, ukochaną z którą brałem 8
        lat temu ślub... I byłem najszczęśliwszyma facetem pod słońcem do 17 stycznia
        tego roku.
        A tak na marginesie Żony niezależnośc, inteligencja i mądrość zawsze mi
        imponowała i była to jedna z najwazmiejszych cech za które Ją bardzo wysoko
        ceniłem. Nie wiem Ambx co wiesz o lekarzach, ale też są ludźmi i mają swoje
        wady i zalety, tyle, że... wiesz co nie chce mi się z Toba dyskutować.
        Pan i władca... tak chyba masz racje to moja wina, że Żona poszła do Żonatego.
        Nie znasz mnie i chyba się z tego cieszę, lub może mnie znasz i chcesz
        przywalić, ale o uczuciach szarpiących mną nie wiesz nic.
        Nie wiem kim jesteś Ambx, ale powoli mam swoje podejrzenia...
        • c.rayback Re: Prawda was... pogrąży 19.09.05, 16:47
          A ja Ciebie rozumiem...

          Przeszedlem to co Ty,tyle,ze nie zdazylem zrobic bledu sie sie ozenic.Mialem
          podobnie,nie uslyszalem "zostaw mnie, mam kogoś, chcę być z nim, jest mi z nim
          lepiej",wiecej - do konca zaprzeczala ze ktos jest.Mialem racje,dobrze nie
          ostyglem po rozstaniu,a juz byla z innym.Ja nie wytrzymalem i zerwalem,zwiazek
          ciazy mi do dzisiaj.Rowniez bylem bardzo szczesliwy,to co budowalem 2,5 roku
          rozlecialo sie jak domek z kart w niecaly miesiac.

          Z perspektywy czasu wiem,ze stalo sie dobrze.Ambx ma racje - szukaj innej,ktora
          Cie pokocha.Chlopie!Zycia szkoda,zamknij ten rozdzial,spakuj sie,wyjedz jak
          najdalej!Odetnij sie,unies honorem i poczuj dume!Ciesz sie wolnoscia!Zyj!Skoro
          jestes lekarzem,znajdziesz prace gdzie indziej!Nie zmarnuj sobie zycia
          uzalaniem sie nad soba,bo widze ze robisz dokladnie to co ja robilem.Nic to nie
          da,uwierz.

          I do cholery nie obwiniaj sie,nie bierz wszystkiego na siebie!Prawda ZAWSZE
          lezy po srodku!

          Pozdrawiam,

          rayback
        • ewolwenta Re: Prawda was... pogrąży 19.09.05, 18:53
          Tak jasne „odkochaj się”. Urocza rada. Postanawiam że od jutra przestaję kochać
          człowieka, który był mi najbliższy przez 1/4 albo 1/3 życia.
          Niestety nie da się. Coś takiego pozostawia ślad. Co widać w słowach
          Kochającegomęża.


          >Ludzie skąd w Was się bierze to okrucieństwo i obłuda? Co to daje? Satysfakcje
          z tego, że
          >ktoś cierpi, pragnie, tęskni, prosi?

          Ale kochającymężu jesteś w błędzie. Ludzie nie są tacy, przynajmniej nie
          wszyscy. Nie sądzie, żeby ona miała satysfakcję z Twojego cierpienia. Ona o tym
          nie myśli. Jest zamroczona, ogłupiającym zauroczeniem. Dla niej dramat zacznie
          się jak ten stan minie. Wtedy doświadczy uczucia, że rozwaliła wszystko co było
          ważne.
          A Ty? Będziesz miał wtedy satysfakcję? Nie sądzę. Wtedy będzie Ci to już
          obojętne.
          Tymczasem nie trać wiary w ludzi. Jeżeli coś takiego Ci się przytrafiło to nie
          znaczy, że tak już będzie zawsze i wszyscy są tacy.
          • orgazm_milosci Szkoda mi ciebie bo jestes uczciwy facet 19.09.05, 19:19
            ale tak juz jest nie raz sie trafi w zyciu na drugiego czlowieka ktory jest
            oszustem. Miales poprostu pecha bo wiekszosc kobiet taka nie jest zapewniam cie.
            Jestem juz 25 lat w malzenstwie i nie kochamy sie mniej ale wiecej niz kiedykolwiek.
            Nie wyobrazam sobie aby mnie cos takiego spotkalo. Poprostu sa ludzie i kobiety
            i panowie ktorzy nie powinni przychodzic na ten swiat wogole.
            Swoja obecnosci na tym swiecie nic uczciwego nie zbudowali tylko upokorzyli innych
            i zniszcyli zycie innym.
            Ale pamietaj odejda z tego swiata tez jako zwykle smiecie. A szkoda bo zycie
            jest tylko jedno.
          • kochajacymaz Re: Prawda was... pogrąży 19.09.05, 19:44
            Droga Ewolwenta,
            to było całe dorosłe życie, od pierwszego roku studiów... i nie wiem czy
            kiedykolwiek się odkocham bo była cudowna, tyle, że jak to powiedziała jakiś
            czas temu "wszystko ma swój poczatek i ma swój koniec...", słowa okrutne dla
            mnie, ale obecnie zwyczajnie przyjąłem to do wiadomości. Na szczęście nie Ona
            decyduje o moich uczuciach i dlatego powiem, ze jak prawdziwy facet (a nie
            butny macho) walczyłem o uczucia Żony do końca, powiedziałem że wiem o jej
            nowym związku i prosiłem aby przerwała, ale nic z tego...
            Nie wiem co Ona czuła jak mnie raniła, myslę, że co jakiś czas miała wyrzuty
            sumienia, a ja byłem największym wyrzutem, tyle, że marna to pociecha...
            Dlaczego tak się stało, jedna z odpowiedzi jest brak potomstwa, a z drugiej
            strony chęć robienia kariery, i chyba zawód moją osobą, bo miałem kryzys, byłem
            zapatrzony w swoje potrzeby, a najbardziej potrzebowałem Jej wsparcia,
            obecności, otuchy, i wtedy nie dała rady, pękła.
            Przyznam się, że jest mi Jej żal, bo w moim przekonaniu okazała się słaba i
            zniszczyła wszystko, o czym marzylismy, co razem dokonaliśmy. Zostało mnóstwo
            przyjaciół, których zaskoczy nasz rozwód, i ja nie będę Jej przyjacielem tak
            jak Ona pragnie. Bynajmniej nie dlatego, że mnie zdradziła lub odeszła,
            dlatego, że mogła powiedzieć co zrobiła, a tak dowiedziałem się od ... to już
            chyba nieważne.
            Życzę Jej wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim żeby zaznała słodyczy
            życia z tym d...m (żona w 4 miesiacu ciaży + 3 letnie dziecko, i kilka
            wczesniejszych kochanek), może jak Ją pobije (robi to zonie w ciąży) to
            zrozumie co to znaczy przemoc fizyczna i psychiczna. Choć nie chcę aby doznała
            krzywdy, ale poznanie prawdy o życiu z agresorem mogłoby się Jej przydać.
            Ja zaczynam życie od zera, bez marzeń, chwilowo bez planów, bez mieszkania, bez
            samochodu, i przede wszystkim Bez Ukochanej Osoby-Przyjaciółki-Żony-Kochanki-
            WymarzonejMatkiDzieciKtórychNieMieliśmy.
            Rozpisałem się, ale przejrzałem na oczy tydzień temu a jutro 8 rocznica naszego
            ślubu (jaki byłem szczęśliwy), msza św w tej intencji, i wiesz pomimo tego że
            wszystko runęło już w styczniu, to całe 9 miesięcy ciężko pracowałem aby
            kupić... ale to już nieważne.
            Trudno pozostawić za sobą 13 lat miłości, wierności i uczciwości (chcę wierzyć,
            że tak było, choć skoro zostawiła to kto wie czy kiedykolwiek kochała,
            zdradzała teraz to może wczesniej też, brak było uczciwosci - a jak było
            kiedyś? - tyle że tak mysląc zniszczyłbym to co w życiu spotkało mnie
            najpiekniejsze i dwało mi siły do ciężkiej pracy - aby Żona była ze mnie dumna
            i zadowolona)
            to na razie tyle, wiem, że troche to zawiłe ale życie nie jest proste.
            • pani.ladna Re: Prawda was... pogrąży 20.09.05, 00:02
              Kochający męzu, wiem co czuje teraz Twoja zona. Dwa lata temu zrobiłam to samo.
              Przekreśliłam 7 lat życia z moim mężem i odeszłam do innego. Co czułam?
              Dziwne... Szczęście pomieszane z potwornym poczuciem winy.
              Nie powiedziałam mu prawdy - wydawało mi się, ze tak bedzie lepiej - po prostu
              wyprowadziłam się "do siebie". "Do siebie" w sensie duchowym i fizycznym...
              Było tak jak piszesz - za dużo na moich barkach, za duża odpowiedzialność -
              pękłam...
              Jestem z tym Drugim Mężczyzną i jestem szczęśliwa. Ale wiem, że jestem
              szczęściarą. Mogłam się pograżyć...
              Teraz jestem pełna nadziei...

              Jaki z tego wniosek?
              Wydawało mi się, ze jestem silna i wszystkiemu podołam - nieprawda! A on tego
              nie zauwazył w odpowiednim momencie, a później było już za późno. Nie było o co
              walczyć. Zakochałam się jak nastolatka - z tym nie wygrasz.
              Ale tak jak pisałam - mam szczęscie - trafiłam na człowieka, z którym buduję
              moją przyszłość. u Twojej żony, to wątpliwe...

              Ale nie myśl o niej źle. Na pewno jest ogarnięta uczuciem, z którym sobie nie
              radzi. Zapewne nigdy nie chciała Cię skrzywdzić, stąd to ukrywanie prawdy.
              Wiem, ze Cię to nie pociesza, ale może chociaż spróbuj zrozumieć... Dla niej
              też jest to ciężkie...
              • kochajacymaz Re: Prawda was... pogrąży 20.09.05, 11:47
                Dzisiaj mielibysmy 8 rocznice ślubu... Dlaczego przez 9 miesięcy dawała mi
                mniejszą lub większą nadzieję? Dlaczego kłamała "odchodzę bo chcę być sama" a
                przecież odchodziła aby mieć swobodę bycia z nim...
                Dlaczego na poczatku marca przyszła na mszę w intencji naszego małżeństwa
                (oboje jesteśmy wierzącymi, praktykującymi katolikami), dlaczego nie złożyła
                pozwu rozwodowego, dlaczego przed wszystkimi winiła mnie i opowiadała, że nadal
                mnie kocha (ocywiście mniej ale nadal) i ... dlaczego wróciła na Wielkanoc, a
                potem przy pierwsszym spięciu uciekła? Dlaczego dopóki było fajnie to była przy
                mnie, a pierwsze zawirowanie to zabieram zabawki i zmieniam piaskownicę?
                Dużo jeszcze tych dlaczego... ja sie podniosę wcześniej czy później (może
                kiedyś przestanę ją kochać), mam aż i dopiero 33 lata, tyle że tam jest druga
                rodzina, kobieta w 4 miesiącu ciąży i 3 letni syn. Przyznaję, ze to Oni
                najbardziej cierpią.
                U mnie odzywa się egoizm, poczucie oszukania, bo była moją wymarzoną kobietą
                (piękną, mądrą i dobrą) i było mi z Nią bardzo dobrze. Oczywiście trudno mi
                powiedzieć jak Jej było ze mna bo po tym wszystkim co się wydarzyło to sam nie
                wiem w które Jej słowa wierzyć. Zawiodłem się na Niej.
                • ewolwenta Re: Prawda was... pogrąży 20.09.05, 14:58
                  A w czym Ty ją zawiodłeś?
                  • kochajacymaz Re: Prawda was... pogrąży 20.09.05, 16:12
                    Zawiodłem Ją bo okazało sie, znam brzydkie słowa i używam tych słow mowiac do
                    Niej. W zeszłym roku w okresie pazdziernik-listopad zdawałem egzamin
                    specjalizacyjny, kolos do którego musiałem się dużo uczyc i miałem bardzo mało
                    czasu dla Niej... i bardzo prosiłem aby przy mnie była bo dodawało mi to
                    spokoju, sił, poczucie bezpieczeństwa, i poczucie, że ta Kochana Osoba mnie
                    wspiera. A już wtedy zaczęły się wyjścia, wyjazdy, późne powroty... smsy,
                    chowanie komórki. Po powrocie do pracy problemy, i zamknąłem się w sobie,
                    uciekałem do innego pokoju, chciałem być sam a jednocześnie pragnąłem aby
                    podeszła i powiedziała, że będzie dobrze... ale nie podchodziła, tylko pod byle
                    pretekstem uciekała ode mnie z domu. Nie miałem wcześniej takiego kryzysu,
                    raczej jestem optymistą pod hasłem: zawsze razem damy radę.
                    Boże Narodzenie, zaproszeni do Rodziców, a ja chciałem być tylko z Nią, blisko,
                    razem, wspólnie, no i bylismy osobno, Ona u moich rodziców a ja sam w domu.
                    Sylwester jako tako, choć była nieobecna, no i jedyny tel. jaki wykonała z
                    życzeniami to 6 min rozmowa z kolegą z pracy (obecnie wiem, że to Jej kochanek).
                    Potem w połowie stycznia chciała znów wyjechać na 5 dni, a ja prosiłem żeby
                    została, zabraniałem, groziłem, zamknąłem bramę, nie chciałem dać samochodu...
                    ale i tak pojechała naszym samochodem i tak naprawdę nigdy do mnie nie
                    wróciła...
                    Tyle że co najmniej od pazdziernika kwitlo Jej zauroczenie tamtym.
                    Potem mnóstwo upokorzeń, czasami chwil nadziei, terapia indywidualna, próba
                    namowy na terapie związku... moja choroba, odwiedzanie mnie, a po odwiedzinach
                    spotykaniem się z Nim.
                    Bardzo duzo się wydarzyło.
                    Swoją Żonę sprzed 8 lat kocham nad życie (dokładnie o tym czasie braliśmy ślub).
                    Nie byłem idealnym mężem, ale uczciwym, potrafiłem mówić co mnie gnębi, martwi,
                    jakie mam problemy. Ona widocznie miała swoje życie w szpitalu do którego
                    miałem wstęp wzbroniony.
                    • tomek_abc Re: Prawda was... pogrąży 20.09.05, 16:24
                      W zeszłym roku w okresie pazdziernik-listopad zdawałem egzamin
                      > specjalizacyjny, kolos do którego musiałem się dużo uczyc i miałem bardzo
                      mało
                      > czasu dla Niej... i bardzo prosiłem aby przy mnie była bo dodawało mi to
                      > spokoju, sił, poczucie bezpieczeństwa, i poczucie, że ta Kochana Osoba mnie
                      > wspiera.

                      a moze to ona potrzebowała własnie wtedy wsparcia....i znalazła go , ale nie u
                      Ciebie
                      Juz dawno sie przekonałem, że małżeństwo to nie tylko bezinteresowność, to
                      także swoisty kontrakt, kontrakt na zycie.
                      Ty wspierasz mnie ja wspieram Ciebie. Czasy,gdy kobieta była podporą mężczyzny
                      w robieniu kariery już się skończyły (niestety?).
                      Przyznaję, sam sie też przeciw temu czasami buntuję, ale jest to bunt
                      emocjonalny, bo racjonalnie patrząc każda kobieta ma prawo realizowania się w
                      zyciu i niekoniecznie sprzatanie, gotowanie i mówienie "mężusiu jaki ty jesteś
                      wspaniały" jest jedynym celem.
                      Co ja gadam;)....toz to brzmi jak manifest feministyczny




                    • ewolwenta Re: Prawda was... pogrąży 20.09.05, 17:39
                      Ale coś w tym jest Tomku. W moim związku kryzys pojawił się właśnie wtedy gdy
                      obie strony potrzebowały wsparcia i to w tym samym czasie.
                      Kiedy ono nie przyszło, też zaczęłam szukać pomocy na zewnątrz, uciekać z domu.
                      W myślach mieliłam w kółko wszystkie dawne urazy ale uciekałam przed rozmową o
                      problemach, bo ta prowadziła tylko do konfrontacji. A ja nie miałam na to siły,
                      przeciwnie potrzebowałam wsparcia. Co jeszcze robiłam, tego sama nie wiem, ale
                      on na pewno miałby mi niejedno do zarzucenia.
                      A on..., w moich oczach, zaczął psuć wszystko wokół siebie. Ranić mnie
                      najgłupszymi szczeniackimi zachowaniami. Potem już zresztą nie umiałam odróżnić
                      co robił celowo, co bezmyślne, a co zupełne bez złych intencji. Wszystko
                      interpretowałam negatywnie.

                      Co by było gdybym spotkała, kogoś oferującego ciepło, bezpieczeństwo, absolutną
                      pewność że jak zawalę to i tak będzie mnie kochać, bezwarunkowe wsparcie, seks?
                      Nie spotkałam, bo i nie szukałam.



                      Czy aby nie za bardzo chciałeś ją mieć kochającymężu?

                      Nie chcę jej usprawiedliwiać, bo z twoich słów wynika, że zachowała się
                      nieodpowiedzialnie. Jednocześnie jednak, mówisz o niej z szacunkiem, jak o
                      niezwykłej kobiecie. Co zatem ja pchnęło do tego wszystkiego?

                      Oszukiwała Cię. Ale co by było gdyby tego nie zrobiła? Gdyby powiedziała
                      prawdę, jak byś się zachował?
                      Podejrzewam, że gwałtownie. Siłą starając się ją zatrzymać. Mylę się?
                      Tak jak zrobiłeś to z samochodem. Poczuła się pod przymusem i ograniczona. To
                      nie wzbudza ciepłych uczuć, a jedynie bunt i opór.

                      Tak czy inaczej, za nielicznymi wyjątkami, winne najczęściej obie strony.
            • tomek_abc Re: Prawda was... pogrąży 20.09.05, 00:08
              Pewie obok jest wątek podobny....pisany prze MOjanoga....
              Nie będę uogólniał, ale mam wrażenie że wielu lekarzy zapomina, że
              branie setek dodakowych dyżurów, zeby kupić to czy owo nie pozostaje bez wpływu
              na rodzinę....
              On pracuje dniami i nocami, Ona pracuje dniami i nocami,bo kasa, bo kariera, bo
              doktorat.....a dzieci wychowuje babcia....znam kilka takich rodzin lekarskich...
              • ambx Trudne przypadki lekarzy... 20.09.05, 09:25
                ...niech nam nauką i przestrogą będą. Historie, które opisali np. mojanoga i
                kochający mąż to prawdziwe ludzkie dramaty, wywołane przez stresy, napięcia i
                pokusy absorbującego zawodu, które wywołały zawód... życiowy. A my - możemy
                tylko wsółczuć i próbować dobrych rad, choć żadnego dobrego rozwiązania nie
                widać. Wyrazy współczucia.
    • zonaty26 Re: Problem uczciwości w związku 22.09.05, 11:42
      też uważam, ze lepiej jest wiedzieć
      nie mam takich problemów jak Ty, ale moim zdaniem powinieneś spokojnie wszystko
      uporządkować, przemyśleć strategie i wnieś pozew o rozwód ... z wykazaniem jej
      winy,
      zauroczenie minie, a tamten gnój sie opanuje, bo jego żona lada moment bedzie
      rodzić, wiec do niej wróci, a Twoja może już wtedy ex, zostanie sama
      trzymam kciuki, powodzenia
      • kochajacymaz Re: Problem uczciwości w związku 26.09.05, 13:30
        To jest taki typ czlowieka, ze rano bedzie przy Zonie i nowo narodzonnym
        dziecku a wieczorem bedzie kopulowal z moja ex...
        tak robila moja ex, odwiedzala mnie w szpitalu lub spotykala sie ze mna na
        miescie a potem rwala do niego.
        No coz hormony zadza nawet ludzmi inteligentnymi... za taka uwazam swoja ex.
        Ona wierzy, ze tamten pomoze Jej zostac chirurgiem plastycznym. Jak na razie to
        zrobil z niej ..., a szkoda pisac, bo jest mi Jej zal.
        Byla bardzo dobrym, oddanym chorym i swojemu zawodzie mlodym chirurgiem.
        • nuke2005 Re: Problem uczciwości w związku 26.09.05, 17:31
          Nie cierpię braku uczciwości i takiego dawania hmmm nadziei (?) na lepsze
          jutro, którego jak dobrze obie strony wiedzą nigdy nie będzie.
          A w ogóle, to Kochający_mężu, stanowczo za bardzo zapadłeś gdzieś w
          przeszłości. Moja żona była...kocham tamtą żonę sprzed 8 lat... A może już czas
          spojrzeć naprzód dając zarówno sobie jak i żonie sznasę na lepsze jutro.
          I z drugiej strony co to za różnica czy ktoś mówi: 'nie mogę z Tobą być, chcę
          być sam/a", czy "nie mogę z Tobą być, bo chcę być z kimś innym." w obydwu
          zdaniach widnieje treść całego sensu: "nie mogę już z Tobą być" chyba
          wystarczy. Przynajmniej dla mnie.
        • tomek_abc Re: Problem uczciwości w związku 27.09.05, 23:52
          czasami trzeba sie zastanowić, czy sytuacja to tylko efekt hormonów?
          a moze czegoś brakowało?
          idealizowałem moze siebie i swój związek, a ktoś kto patrzył z drugiej strony
          moze widział to całkiem inaczej?

          • kochajacymaz Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 10:49
            zgadzam sie calkowicie, ze byc moze idealizowalem zwiazek, a druga strona
            widziala to calkiem inaczej. Tylko po 13 latach chyba uczciwe byloby powiedziec
            co sie nie podoba, czego brakuje i przynajmniej sprobowac to zmienic, a nie
            zabrac zabawki, zmienic piaskownice i czuc sie OK. Bo wiedziala, ze mi zalezy,
            ze tesknie i zrobie predzej czy pozniej co Ona zechce.
            No i przez 9 miesiecy zwodzic, ze nie chce sie rozwodu, tylko sprawdzam czy sie
            zmieniles (tylko na poczatku nie wiedzialem co dokladnie zmieniac... dopiero
            jak zaczalem zachowywac sie jak potulny wykastrowany kotek bez potrzeb i
            oczekiwan - to doslowny komentarz - widac, ze Tobie zalezy i zaszly w Tobie
            jakies zmiany), no i oczywiscie przysiegi (swietokradztwa), ze nikogo innego
            nie ma, ze Ona nie taka (taka, taka, a nawet jesszcze gorzej bo tchorz).
            wiesz Ona czesto cos sobie myslala, ale potrafila to powiedziec kolezankom,
            rodzini (budowanie historii kryzysu), tylko tak jakos zapominala o powiedzeniu
            czegos do mnie...
            Tak poza tym to pozostal mi juz tylko ten nick, bo wystapilem o rozwod, bez
            orzekania o winie, bo 1)przez 13 lat byla cudowna Towarzyszka zycia,
            przyjacielem, kochanka, 2)chce zakonczyc matriks w ktorym mnie od 9 miesiecy
            usadowila, 3)swiadomosc, ze jest z Jej winy nie ma dla mnie znaczenia, 4)jest
            lepiej z tamtym, no coz z uczuciem, emocjami, hormonami wygrac sie nie da, 5)
            najwazniejsze jak to potrwa dluzej i zrobi pare jeszcze numerow to moge stracic
            calkowicie szacunek do Niej i chec do zachowania wspomnien...
    • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 14:22
      takie zycie...
      nie Ty pierwszy i uwierz mi, nie Ty ostatni.
      Hedonizm i konsumpcjonizm to najlepsza bron aby sprowadzic do poziomu dziwki
      wspolczesna, zabiegana, ambitna kobiete... Ze tez one tego nie widza, a ponoc
      takie madre sa.
      Trzymaj sie.
      • woman-in-love Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 17:08
        zdradzony2005 napisał:

        > takie zycie...
        > nie Ty pierwszy i uwierz mi, nie Ty ostatni.
        > Hedonizm i konsumpcjonizm to najlepsza bron aby sprowadzic do poziomu dziwki
        > wspolczesna, zabiegana, ambitna kobiete... Ze tez one tego nie widza, a ponoc
        > takie madre sa.
        > Trzymaj sie.


        Zdradzony uważaj na słowa. Masz złośc do kogos - proszę mozesz ja tu całą
        wypisać, ale nie brażaj ludzi, a nawet całych grup etnicznyhc (czyli kobiet
        wykształconych i mądrych)
        • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 18:55
          Szanowna W-I-L, nie mam najmniejszego zamiaru kogokolwiek obrazac, a w
          szczegolnosci kobiet bez ktorych swiat by nie istnial (no moze jednej chcialbym
          cos wykrzyczec o prawdzie - nie wyzwiska - bo dzieki niej mam taki a nie inny
          nick).
          Byla to raczej retoryczna mysl, w ktorej chcialem zawrzec wlasny zal (?), ze
          wlasnie madre, inteligentne skaindad kobiety (a taki mnie osobiscie
          pociagaja...) daja sie nabrac na cos efektownego, swiecacego, dajacego przez
          ulotna chwile poczucie spelnienia (? tego akurat nie jestem pewien) tracac
          wlasne jestestwo na ktore z reguly pracowaly latami. Brrr co za zdanie, ale
          mniej wiecej to chcialem przekazac, a ze uzylem twardych slow, nieraz trzeba
          aby ktokolwiek zauwazyl.
          Podziwiam i szanuje wiekszosc kobiet, a i mam nadzieje jeszcze znalezc choc
          jedna ktorej bede mogl zaufac, zakochac sie w Niej i oddac w calkowite wladanie
          swa dusze, rozum i oczywiscie serce.
          Moze ktos teraz mnie zrozumie... a nie bedzie straszyl wymazywaniem moich
          komentarzy, jak w filmie - ciecie prosze.
          Pozdrowionka dla uczciwych i szczesliwych w trwalych i chwilowych zwiazkach.
          • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 19:27
            >wlasnie madre, inteligentne skaindad kobiety (a taki mnie osobiscie
            > pociagaja...) daja sie nabrac na cos efektownego, swiecacego, dajacego przez
            > ulotna chwile poczucie spelnienia (? tego akurat nie jestem pewien) tracac


            Myślisz, że mężczyźni nie tracą głowy i wypracowanego latami szczęścia dla
            chwili zapomnienia z pięknym ciałem nieżony?
            • ewolwenta Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 19:30
              czasem i niektórzy oczywiście :)
            • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 19:33
              nie wiem dlaczego ale uwazalem kobiety za madrzejsze, rozwazniejsze i uczciwsze
              od facetow... nie pisz mi ze to blad, juz dostatecznie duzo mojej wiary w
              kobiety ulecialo z dymem mojego bylego zdradliwego bostwa...
              • woman-in-love Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 19:41
                Zdradzony - pocieszę Cię - kobiety z reguły sa mądrzejsze, subtelniejsze itp.
                mają intuicje, są opiekuńcze, ciepłe, przy tym inteligentne i z poczuciem
                humoru. Gdzies juz taka czeka na Ciebie. Na pewno nie będziesz się długo
                marnował. A pomyśl, jak rozwiniesz się duchowo dzięki wiarołomstwu Twojej ex!
                Wiem cos o tym. Nie ma tego złego które by na dobre nie wyszło.
                p.s. nie miałam najmniejszego zamiaru ciąć Twoich postów - skąd Ci to przyszło
                do głowy?
                • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 19:45
                  jak dokladnie spojrzysz na wpisy 2 osob w tym watku (i czasami w innych) to
                  może znajdziesz pewną zależność.
                  Wiesz Twe słowa to balsam na me serce i duszę, tyle, że rozum stanowczo mówi,
                  stary już nigdy nie wierz kobiecie. Ma prawo tak mysleć po tym co mi się
                  przytrafiło... ma. Nie byłem idealnym partnerem, ale diabelnie oddanym i
                  wiernym. Wiesz każdy ma swoje za uszami, ale moje nigdy nie dotyczyło zdrady,
                  pod żadną postacią.
      • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 20:45
        wiernośc jest dzisaj w cenie...i myśle ze po prostu jeszcze znajdziesz taka
        kobiete dla której to bedzie o wiele więcej znaczyc niz chwile
        uniesienia:) ..tego jestem pewna:)
        • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 20:49
          mysle, że On w to już nie wierzy...
          i ma prawo, i wspólczuje kobiecie z którą spróbuje się związać, bo z jednej
          strony pokocha Ją, a z drugiej raczej nigdy nie zaufa Jej tak naprawdę, po tym
          co zrobiła ta pierwsza...
          Mogła rozwieść się a potem używać świata, no i powrót do uczciwosci w związku,
          jesli brak miłości i wierności, żeby choć to pozostało.
          • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 20:51
            kurcze ten post był do Ciebie tylko tak dziwnie wyszlo:)
            • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 20:55
              no to dotarł, i wiesz co o tym myślę. Ja też oddałem duszę i serce kobiecie,
              która porzuciła mnie wtedy kiedy najbardziej na Nią liczyłem. Związek to nie
              zawsze zagraniczne wyjazdy, przyjemności, czasami to wspólne smutki.
              • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 20:59
                w końcu na dobre i na złe:( szkoda ze coraz mnie osób o tym pamięta....
                • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:02
                  Oni chyba pamiętają, tylko maja to w nosie.
                  łatwiej poszukać kogoś nowego, bo nowe pociaga. Poza tym ludzie wierzący w Boga
                  (niezależnie czy chrześcijanienie czy muzułamanie) posiadają jakis kodeks
                  moralny według którego postępują.
                  A obecny świat chce wolności, a tak naprawdę pragnie anarchii... no to zaszedł,
                  ale tak uwazam.
                  Biorąc slub Oni wierza, ale potem już sie nie chce, bo miłość wymaga
                  poswięcenia, czasu i niestety facet za kobiete dziecka nie urodzi chocby
                  chciał. Dlatego partnerstwo, równość w ziazku to pojecia wzgedne.
                  • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:14
                    ale mimo wszysko nie masz chyba prawa uważac że zdradzają tylko
                    kobiety..wszystko zależy od tego jakimi wartosciami kieruję sie dany
                    człowiek...dla mnie chyba "lepszym" rozwiązaniem bylo by przyjsc i powiedziec
                    odchodzę niz okłamywać kogos mi bliskiego:)
                    • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:19
                      i proszę w imieniu własnym dotrzymaj tego postanowienia...
                      mi z braku odwagi Najbliższa Osoba (kiedyś, obecnie już nie na całe szczęście)
                      zafundowała miesiące kłamstw, żludnych nadziei i obietnic.
                      No i zdradzała z Żonatym d...m, więc wiem że do zdrady potrzeba dwoje oszustów,
                      lub jak ktos woli popędowców, a duzo mniej wśród nich zakochanych. Niestety
                      uwazam, ze na uczucie nie ma lekarstwa i z tym sie zawsze przegrywa. Reszta to
                      kwestia zasad.
                      Powiedzieć odchodzę jak najbardziej, ale powinnaś dodac bbo chcę byc z kims
                      innym. W innym wypadku ten co kocha bedzie walczył, ba jak jestes sama to
                      przecież ma szansę. Bolesna prawda lepsza niż półprawda.
                  • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:15
                    zreszta mam nadzieje że nigdy się nie znajdę w takim położeniu.
                    • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:20
                      Życzę Ci tego z całego serca, ale świat i ludzie, nawet Ci kochani, najblizszi
                      potrafią być słabi, okrutni i głupi.
    • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:24
      ale ja mimo wszystko wierzę ze można byc szceśliwym z jednym człowiekiem całe
      zycie...i życze tej wiary Tobie:)
      • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:26
        to znow bylo do zdradzonego2005 ale znów nie wyszło
      • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:31
        dzieki za wiare.
        Niestety musze Cię zasmucić, ja wiem już, że w moim przypadku nie wyszło, choć
        bardzo walczyłem, do końca, do 13 września, chociaż wiedziałem, że On jest dla
        niej ważny... aż sie przekonałem, że jest dużo ważniejszy ode mnie. Bylismy
        przed 8 rocznica ślubu...
        Wyrzuciła mnie z serce i swego życia tak jak się wyrzuca zuzyty sprzęt,
        obcesowo rzekłbym jak zużytą kanapę. Nadawałem się do prostych prac, jak
        płacenie rachunków, porady przez telefon, i pokazywanie sie razem niektórym
        znajomym, zeby nie pomysleli, że Ona prowadzi podwójne życie. Szkoda pisać,
        kłamstwo, obłuda i parę jeszcze gorszych spraw.
        • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:35
          nie wiem co mam Ci napisać:(..może tylko tyle ze kazdy koniec-nawet taki-jest
          początkiem czegoś nowego..moze lepszego..słabe pocieszenie..wiem..:(
          • zdradzony2005 Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:43
            Kazde dobre słowo jest miłe.
            Chciałbym wierzyć, że najgorsze mam za sobą, ale dużo bagna przede mną, aby to
            wszystko oatatecznie zakończyć. Na całe szczęscie mam wspaniałą Rodzine i
            Przyjaciół, którzy pomagali i mam nadzieję, że jeszcze trochę pomogą.
            Co do czegokolwiek nowego na razie nie mam siły i chęci.
            Jak mówi moja wspaniała Siostrzyczka, swą była tak wyidealizowałem, że obecnie
            żadna kobieta nie wytrzyma porównania, a poza tym uczciwie ujmując: być z Nią
            nie chcę, ale nie potrafię sie odkochać tak zwyczajnie na zawołanie. Wierzę, że
            czas leczy rany, a co mnie jeszcze spotka to moze kiedyś tu jeszcze napiszę.
            Na razie mam zamiar na tym forum buszować z wielu względów, także zdrow
            rozsadkowych to pomaga, czlowiek widzie, że nie jest sam w takiej chorej
            sytuacji. To duzo lepsze od jakichkolwiek psychologów i tym podobnych pomysłów.
            No i nie myslę o tym wszystkim , nie analizuje, nie szukam daziury w całym.
            i tyle...
            • julkajan Re: Problem uczciwości w związku 28.09.05, 21:51
              :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja