kochajacymaz
17.09.05, 20:13
Po raz pierwszy na tym forum napisałem, że czuję się winny bo odeszła ode
mnie Żona. Przyznałem się do tego nawet, że Ją nękałem (a ja zwyczajnie
czułem że mnie oszukuje i prosiłem, żadałem aby przebywała więcej czasu ze
mną... próbowałem nie pozwolić Jej wychodzić do Niego). Jednak życie cały
czas uczy mnie pokory. Od tygodnia wiem (wreszcie uwierzyłem w to bo bardzo
się przed tym broniłem),że Żona zwyczjnie od roku co najmniej jest
zafascynowana innym facetem (ma żone, 3letniego syna i ... Żona w 4 miesiącu
ciąży), a praktycznie od momentu jak mnie zostawiła z nim żyje... Oczywiście
w zaparte kłamiąc, że nie jest ze mną bo nie czuje się bezpieczna, a nie ma
odwagi powiedzieć, że chce mieć swobodę aby być z nim.
Co do problemów jak to się zaczęło, widzicie drodzy Forumowcy, banalnie jak
zawsze, sms-y, chowanie komórki, nowa fryzura, soczewki, inny styl ubierania,
powroty późniejsze z imprez z kolegami z pracy (dla mnie wstęp wzabroniony,
no i oczywiści d...k z którym obecnie jest to najbiższy współpracownik ze
szpitala... tak, tak obydwoje są lekarzami - chirurgami, ja zresztą też
jestem lekarzem; jedno z najgorszych środowisk, zrozumcie dyżury, brak wstydu
ciała, kongresy, kolacyjki, wyjazdami z firmami farmaceutycznymi, itd...
oczywiści w klinice zmowa milczenia) i rozpowiadanie po koleżankach, że to ja
Ją zdradzam i jaki jetem niedobry. Nie chcę dalej opowiadać o tym brudzie, bo
brzydzę się tym.
Jest taki fajne powiedzenie "jak suka nie da to pies nie dostanie" i to jest
cała prawda. Może trochę to wulgarne ale bardzo prawdziwe.
Moją Ukochaną Żonę, tę wspaniałą dziewczynę sprzed lat nadal ubóswiam ponad
wszystko (i myśle, że będzie tak do końca życia bo była połówką dopełniającą
mnie idealnie), niestety z monstrum, które znam obecnie nie chcę mieć do
czynienia.
Pozdrawiam Wszystkich Ucziciwych i Życzę aby nigdy Was to nie spotkało. I
pamietajcie, to nieprawda, że lepiej nie wiedzieć.