Po wczorajszej rozmowie

24.09.05, 12:17
z moim mężem doszłam do wniosku, że już nie ma czego w naszym związku ratować.
Łóżko było tylko symptomem, że wszystko w naszym małżeństwie się wali. To
koniec. Miłość umarła. Została potworna, zimna dziura w sercu. Nie wiem jak to
teraz wszystko poukładać od nowa. Chciałam walczyć do końca, ale już chyba nie
ma o co.
    • dreamsville Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 12:32
      :(
    • mis_fozzie Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 13:18
      Przykro mi...Z jednej strony to tragedia...A z drugiej szczescie bo moze
      ulozysz sobie wreszcie zycie z kims kto Cie doceni jako kobiete i jako
      partnerke...

      Ale jak to juz tutaj napisal kiedys krzysiek_dwadziesciapare:
      "Najgorzej jest tylko przerwać tą pępowinę, zrobic krok,z a ktorym wydaje się
      być przedsionek piekła.
      A tam nie ma piekła - jest zajebiście niczyja ziemia, z na której możesz posiać
      co tylko ci do głowy przyjdzie"
      • c.rayback Re: Po wczorajszej rozmowie 26.09.05, 14:33
        > A tam nie ma piekła - jest zajebiście niczyja ziemia, z na której możesz
        posiać
        > co tylko ci do głowy przyjdzie"
        >

        Kapitalne!Kapitalnie powiedziane!
    • szczery43 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 14:40
      TRZYMAJ SIĘ, DZIEWCZYNO...
      • candy74 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 14:53
        Czuję się tak, jakbym wpadała w pustkę. Szłam ulicą i w głowie miałam tylko
        jedną myśl: "Mój mąż już mnie nie kocha". Przyczepiła się do mnie jak refren
        uciążliwej piosenki. Czuję się niczyia. To bardzo destrukcyjne uczucie.
        • anula36 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 14:56

          bardzo dobrze znane mi uczucie w czasie kiedy sie rozstawalam z moim eks. Ale
          jesli nei ma dobvrej woli z zadnej ze stron do ratowania zwiazku - nie warto
          sie szarpac.
          A ty go kochasz jeszcze?
          • mis_fozzie Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 15:11
            Jesli obie strony nie chca ratowac to faktycznie. Nie ma po co sie szarpac. A
            co jesli jedna ze stron chce ratowac a druga ma to w dupie? W przypadku
            pierwszym nie ma problemu (w sensie tego czy ratowac czy nie). A w drugim?
            Poswiecic sie tylko dlatego ze JA tego chce a on ma moje starania gdzies? Czy
            to ma sens?
            • anula36 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 15:43

              jesli jedna chce ratowac musi sama podjac decyzje co dalej- ja bym RAZ I TYLKO
              RAZ sprobowala mimo wszystko.
              • mis_fozzie Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 15:57
                Niestety...Niektorych nie stac na taka odwage. Bo cos takiego wymaga naprawde
                wiele odwagi. Ja w moim poprzednim zwiazku tez probowalem naprawiac...Ale
                wlasnie druga strona miala to gdzies...
        • mis_fozzie Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 15:18
          Tak...znam to...Ta mysl przeslania wszystko. Prace. Przyjaciol. Rodzine. Ale
          jak emocje troche opadna to zobaczysz ze to nawet lepiej ze skonczyl sie ten
          chory uklad. Wreszcie bedziesz wiedziala na czym stoisz i czego mozesz sie
          spodziewac jutro od...Chociaz nie...Wroc...Ta mysl tez juz kiedys przerobilem i
          cale planowanie wzielo w leb...Planowanie to lipa...Jutro jest nieznane. Jutro
          moze zdarzyc sie cos pieknego i wspanialego...Pomysl o zyciu jak o
          ksiazce...Skonczylas tom, zamknelas, odlozylas na polke...

          W morde...Co ja gadam? W razie problemow (i gdyby ten post byl glupi) prosze o
          zbicie szybki i usuniecie postu przez moderatorow...
          • candy74 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 16:01
            Wiecie co, ja ciągle nie mogę uwierzyć, że jemu się juz nie chce starać. Przed
            chwilą odbyłam poważną rozmowę z moim tatą, który twierdzi, że faceci koło
            trzydziestki zachowują się irracjonalnie, bo to taki pierwszy kryzys (przedsmak
            kryzysu wieku średniego)? Gdyby on wykazał odrobinę dobrej woli, ja, pomimo tylu
            zastrzeżeń, mogłabym jeszcze chcieć starać się coś zmienić. Ale to nie moze tak
            być, że jedna strona chce, a druga ma to w dupie.
            Nie umiem jeszcze zacząć myśleć o tym wszystkim jak o zamkniętej książce. To się
            nadal dzieje, jest we mnie i boli. Mamy dziecko.
            Jestem bardzo aktywną osobą, zawsze szukam rozwiązań, mam tysiąc pomysłów na
            minutę, zabija mnie bezruch, nie umiem więc teraz usiąść na tyłku i czekać, co
            będzie dalej.
            W ramach pocieszania kupiłam sobie przepiękne seksowne szpilki i równie piękny,
            optymistyczny zielony golf. Płacę kartą kredytową z konta mojego męża, hehe.
            • kalinka_32 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 17:52
              jestem w podobnej sytuacji, niestety. Jakiś czas temu mój mąż oświadczył, że
              myśli o tym, żebyod nas odejść. mówił, że ma mnie dość, nie wie czy mnie kocha,
              najpawdopodopniej już nie. byłam załamana. wcześniej bywały między nami kłótnie
              i nieporozumienia, ale teraz całą winą zostałam obarczona ja. zachowałam się
              okropnie, płakałam, prosiłam, rozmawiałam. chciałam wiedzieć, co się tak nagle
              stało. dowiedziałam się, że jest jakaś kobieta, w której najprawodopodobniej się
              zakochał. kazałam mu skontaktować się z nią, powiedziałam, że jesli ona coś do
              niego czuje, niech sobie idzie... Jak mówił mi po rozmowie z tamtą, okazało się,
              że to była on się pomylił, źle zinterpretował jej sygnały... Jesteśmy razem, ale
              nie wiem jak będzie dalej, on nie chce chodzić na terapię małżeńską..., mówi, że
              to nie ma sensu. nie wiem, co do mnie czuje, nie wiem, czy nie kontaktuje się z
              tamtą... Rozmawiając z nim, nawet kiedy się uśmiecha, nie wiem, co on myśli.
              chcę ratować małżeństwo. Czy to ma sens? Może trzeba to zakończyć, zanim
              zwariuję?:)) Trzymaj sie dziewczyno:))
              • candy74 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 18:08
                Własnie obejrzałam sobie "Nigdy w życiu". Idealny film na tego typu nastrój.
                Teraz zastanawiam się czy nie obejrzeć "Bridget Jones". Nad wszystkim innym
                zastanowię się później.
                • margarita17 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 19:21
                  Candy74, nie wiem czy cie to pocieszy, ale jestem w identycznej sytuacji i tez
                  mam dziecko. I wiedzialam o tym wczesniej, dzis uslyszalam to co ty po raz
                  kolejny na wlasna prosbe. Nie wiem, czy ja się chcę tak biczować, Matka Teresa
                  jestem czy co :)) Najchętnien wjechałabym rozpędzonym samochodem w ścianę....
                  wiem co czujesz, wiem jak to boli, wiem jak cholernie się czujesz jako kobieta,
                  kobieta???
                  Ale słuchaj , będzie dobrze, po co się oszukiwać. Jak nie to trudno, poboli i
                  przestanie. i wiesz co jestem w podobnym wieku.
                  pozdrawiam serdecznie
                  • candy74 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 19:33
                    Dodałaś mi otuchy. Wiem, że nie ja jedna mam taki problem, że nie tylko mój
                    świat się wali. Można wręcz rzec, że taka historia jest stara jak świat, ale
                    cholernie boli, gdy dotyczy właśnie mnie.
                    Jest we mnie wielka, niewyrażona złość i żal. Nie rozumiem, w którym miejscu
                    popełniłam błąd. Nie, to nie tak do końca, bo mam świadomość, że kłopoty zaczęły
                    się wtedy, gdy zaczęłam się domagać szanowania moich praw i mojej odrębności.
                    Póki zgadzałam się na życie jego życiem, było OK. Do czasu, potem się wylało, no
                    i jest jak jest. Mam nadzieję, że będę umiała przeobrazić te pokłady energii na
                    coś twórczego, bo inaczej chyba nie dam rady długo tak wytrzymać.
                    • margarita17 Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 22:23
                      a ja się zastanawiam ile człowiek ma łez, chyba całe morze... nie myśl o tym że
                      popełniłaś błąd, czegoś zabrakło, u nas według mnie komunikacji i jasnego
                      wyrażania swoich oczekiwań, które ewaluowały w czasie... a myśmy się zatrzymali
                      na samym początku....
                      Ale jakos to będzie , pewnie za jakis rok :)) będiemy sie już śmiały i
                      prowadziły normalne życie.
                      a u was moze jeszcze sie coś wyjasni, co? czy to już definitywne?
                      • ewolwenta Re: Po wczorajszej rozmowie 24.09.05, 22:36
                        popełniłaś błąd, czegoś zabrakło, u nas według mnie komunikacji i jasnego
                        > wyrażania swoich oczekiwań, które ewaluowały w czasie... a myśmy się
                        zatrzymali
                        >
                        > na samym początku....

                        i tu trafiasz w sedno margarita17. Ogarniają mnie wątpliwości czy nie
                        zatrzymaliśmy się gdzieś, daleko w tyle za teraźniejszością i drepczemy w
                        miejscu. Czy to jesień i pogorszenie nastroju, czy coś innego?
                        U mnie znów jest w miarę dobrze po kryzysie ale czy tak jak chciałabym aby
                        było? Nie. Jeszcze nie. Albo może nigdy tak nie będzie.
                      • candy74 Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 11:25
                        Ja mam ciągle wrażenie, że my od lat prowadzimy jedną i tę samą rozmowę, która
                        nigdy nie prowadzi do żadnych wniosków. Urywa się w tym samym momencie, a za
                        jakiś czas odrgywamy tę samą scenę od nowa i jeszcze raz... i jeszcze raz....
                        Kiedy dostrzegłam w jaki absurd zabrnęliśmy, zaczęłam się domagać, aby w końcu
                        zdobyć się na obustronną szczerość i powiedzieć to wszystko, co zazwyczaj wisi
                        niedopowiedziane w powietrzu. I mojego męża to przerosło, nie umie szczerze
                        rozmawiać, to za trudne.
                        • mis_fozzie Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 21:19
                          Zdobycie sie na szczerosc to jedno. Ale uczenie sie na bledach, na rozmowach i
                          wyjasnianiu to drugie. No ile do cholery mozna tlumaczyc jedna rzecz!! Ile
                          mozna rozmawiac o tym samym problemie?! On mowi "Zrozumialem" a za tydzien, dwa
                          robi dokladnie to samo co (teoretycznie) zrozumial podczas ostatniej rozmowy.

                          A co do szczerosci: przychodzi taki moment (taki wlasnie nadszedl u Ciebie) ze
                          trzeba szczerze pogadac. Jesli nawet w tym krytycznym dla zwiazku momencie
                          ktoras ze stron nie potrafi no to SORY...Jak dla mnie to jest ewidentny
                          koniec...
                    • mis_fozzie Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 00:58
                      > Nie, to nie tak do końca, bo mam świadomość, że kłopoty zaczęły
                      > się wtedy, gdy zaczęłam się domagać szanowania moich praw i mojej odrębności
                      Tylko zeby do glowy Ci nie przyszlo ze to przez to rozpadl sie Twoj zwiazek!
            • mis_fozzie Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 01:06
              Irracjonalnie to zachowuje sie czlowiek ktory po 20 latach rzuca prace i
              zaczyna pracowac w piekarni jako piekarz tylko dlatego ze to lubi a nie dla
              pieniedzy. A to co zrobil Twoj maz to czysta glupota. I to zaden przedsmak
              kryzysu wieku sredniego...A jesli nawet tak to skoro teraz (przy przedsmaku)
              zrobil cos takiego to co zrobi wtedy? Wytnie sasiadow w pień mieczem
              samurajskim a potem popelni rytualne sepuku przed blokiem?? Paranoja...

              > Nie umiem jeszcze zacząć myśleć o tym wszystkim jak o zamkniętej książce. To
              > się nadal dzieje, jest we mnie i boli.
              Wiem. Ale zobaczysz niedlugo ze tak bedziesz o tym myslec. Jak ja sie rozstalem
              myslalem ze to koniec mojego swiata. Ze teraz to juz mnie nikt nie zechce...Ze
              do konca zycia bede sam bo...bo jestem niczyj...i taki juz pozostane...Teraz (z
              perspektywy czasu) tak to wlasnie widze. Bylo - skonczylo sie. Bolalo jak
              cholera...Ale przestalo...

              > W ramach pocieszania kupiłam sobie przepiękne seksowne szpilki i równie
              > piękny, optymistyczny zielony golf. Płacę kartą kredytową z konta mojego
              > męża, hehe
              I tak trzymaj! Niech zobaczy jaka piekna, atrakcyjna, seksowna i madra kobiete
              stracil! I niech sobie tego do konca zycia nie daruje!
              A tak offtopic to Ci powiem ze ja po rozstaniu na pocieszenie kupilem sobie
              zarąbisty kosmiczno-macgyver'owski czajnik elektryczny :-D
              • candy74 Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 11:30
                Przedwczoraj stałam w kolejce do kasy w sklepie. Poczułam na sobie czyjś wzrok.
                Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam faceta, który przyglądał mi się z
                ogromnym zainteresowaniem (no dobra, nie będę owijać w bawełnę - dostrzegłam
                zachwyt w jego oczach ;) ) Zrobiło mi się bardzo przyjemnie, pewnie nawet się
                mocniej wyprostowałam, ale zobaczyłam przy jego boku szarą, zaniedbaną kobietę,
                która na pewnie nie była szczęśliwa i poczułam się głupio. Co z tego, że można o
                mnie powiedzieć, że jestem atrakcyjna, jeśli czuję się tak samo jak najbardziej
                szara z szarych myszy i też mnie nikt nie kocha?
                • mojanoga Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 12:15
                  Candy,czuję to samo.Ciągle sobie powtarzam ,że kiedyś to się
                  skończy,zapomnę,pogodzę się.Ale najchętniej siedzialabym zwinięta w klębek i
                  plakala:((Jak czytalam Twój wątek-nie moglam opanować lez,czuję to samo.
                  Może spotkamy się na kawce i wspólnie sprobujemy przez to przebrnąć?Co Ty na to?
                  A Margerita?:))
                  Może chociaż wirtualnie,bo nie wiem czy nie będziemy mialy za daleko:)
                  • candy74 Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 14:10
                    Kawka w Trojmiescie? :)
                    • mis_fozzie Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 21:33
                      Powiedzcie mi Panie: dlaczego wszystkie fajne kobity mieszkaja albo w
                      Trojmiescie albo na Slasku????
                      • rosemary4 Re: Po wczorajszej rozmowie 26.09.05, 14:51
                        Kobietki, ja też mogłabym się pod większością waszych postów podpisać. To
                        smutne, ale tak jest , nawet częściej niż nam się wydaje.
                        Najpierw mówi, że juz go nie interesuję, potem, że może spróbujemy, ale z
                        koleżanka z boku. Ci faceci chyba nie wiedzą, że i kobieta ma swoją
                        wytrzymałość.

                        A co do lokalizacji, byłam pod koniec we Władku, ale teraz już z wami się kawy
                        nie napiję. Chyba, że ktoś jest z pólnocno-wschodniej Polski??
        • szczery43 Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 15:43
          Luz. Przejdzie Ci za jakiś czas. Tego kwiatu to pół światu. Było - przeszło,
          czas na następne...
          • nuke2005 Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 19:29
            Dziewczyny, glowa do gory, wiem, ze boli, ze przykro i jak czlowiek patrzy w
            lustro to nawet siebie nie wiedzi. Przerabialam to wszystko prawie przez rok.
            Rok wyrwany z mojego wlasnego zycia. Dzialania jak automat do roznych rzeczy.
            Czy jest o co walczyc? TAK. Walczcie o siebie, o swoje dobro, zdrowie
            psychiczne.
            Trzymam kciuki, w koncu ten rok mija :))))) (czasem nawet szybciej)
    • lloretka Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 19:47
      Cześć candy, moim zdaniem jesteś super babką ;) parę tygodni temu znalazłam
      dzięki Tobie nowe siły, tym bardziej mi przykro, że tak Ci się ułożyło – wiem,
      że trzymaj się to niewiele i jak właściwie się trzymać, jak wszystko się wali,
      ale bądź twarda!
      • mojanoga Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 20:26
        candy74 25.09.05, 14:10 + odpowiedz


        Kawka w Trojmiescie? :)
        • candy74 Re: Po wczorajszej rozmowie 25.09.05, 22:21
          Moi kochani forumowicze.
          Przede wszystkim dziękuję Wam za ogromne wsparcie i tyle ciepłych słów. Cieszę
          się , że mogę tutaj z Wami powymieniać się myślami. Jest mi teraz bardzo ciężko
          i źle. Wiem, że to minie, że kiedyś będzie lepiej, ale do jasnej cholery, tu i
          teraz jest źle i muszę się w tym jakoś odnaleźć. I nie wiem kompletnie, co mam
          robić.
          • woman-in-love Re: Po wczorajszej rozmowie 26.09.05, 09:07
            Kiedy nie wiesz co robić - nic nie rób! Odpocznij. Po prostu wielkie
            leniuchowanie. I tylko to, co sprawia Ci przyjemnośc. Każdy mijający dzień to
            plusik - przybliża Ci e do tego Nastpnego :-) (mężczyzny)
          • elfira Re: Po wczorajszej rozmowie 26.09.05, 14:12
            Candy.....ja poczułam dużą ulgę i wewnętrzny spokój, być może do tej decyzji
            szykowałam się podświadomie, ale nie wierzyłam że mnie stać na to. Pewnie że
            nie jest łatwo, głowa do góry i trzymaj się cieplutko. Kolejny etap przed tobą
            i wcale nie najgorszy.
    • c.rayback Re: Po wczorajszej rozmowie 26.09.05, 14:44
      Jak to kiedys napisal na forum bardzo madry czlowiek,lepiej byc samotnym
      osobno,niz we dwoje.Mimo,ze Cie nie znam,wiem ze Ci sie uda!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja