misia.j
04.10.05, 10:59
Witam wszystkich:)
Wczoraj wpadłam na to forum, przypadkiem. Nie przeczytałam wszystkiego, wiem. Zauważyłam, że wypowiadają się głównie osoby, które mają duży temperament. Ja należę do tych z mniejszym (choć kiedyś bywało, nazwijmy to, "w normie"). Ja widzę nasz problem (proszenie o seks - uciekanie od niego, godzenie się dla świętego spokoju/z poczucia winy itp. itd.) i , wierzcie mi, nie jest mi łatwo. I chyba wiem, co czują te "zimne" osoby, choć uważam, że nie zawsze określenie jest adekwatne.
Patrzę na ten cały, niemały problem z innego punktu widzenia - może czasem będę potrafiłą coś wyjaśnić, rozjaśnić. Nie zawsze jest tak, że nic nie da się zrobić, choć zawsze jest to trudne dla obu stron. Ale można naprawdę zrobić wszystko, jeżeli się naprawdę kocha (i miłość z gorącym seksem ma niewiele wspólnego - można bardzo kochać, przytulać, mówić "kocham" i nie mieć ochoty na seks, naprawdę).
Mam to szczęście, że mój mąż jest tego samego zdania i mimo wzajemnych żalów i pretensji, oboje staramy się nad tym pracować.I życzcie nam szczęścia;)
Dodam jeszcze w skrócie - od strony kobiety. To, że kobieta nie ma ochoty na seks, może świadczyć nie tylko o niskim libido. U mnie były problemy hormonalne (myśl o seksie wywoływała we mnie wstręt), zmęczenie i stres (może nawet bym i chciała, ale co z tego, jak cały czas, jak tylko zamknęłam oczy, miałam przegląd całego trudnego dnia), było i znużenie (ileż można tłumaczyć delikatnie, że nie zaczyna się od deseru, że potrzebuję trochę dłuższej gry wstępnej, troszkę romantyzmu, czasem zaskoczenia - słowem - urozmaicenia), bywało i tak, że mimo iż nie miałam ochoty, cały dzień próbowałam tej ochoty nabrać - wystarczyło jedno warknięcie (tak nazywam zły humor mojego męża - jak się okazało, spowodowany tym, że ma ochotę, a nie chce "się prosić") i wszystko brało w łeb.
To tak w skrócie. Miło mi, że przeczytaliście do końca. Chętnie o tym porozmawiam i podzielę się swoimi doświadczeniami - jak będziecie chcieli;)
A teraz muszę zmykać:(