słowo zza drugiej strony barykady;)

04.10.05, 10:59
Witam wszystkich:)
Wczoraj wpadłam na to forum, przypadkiem. Nie przeczytałam wszystkiego, wiem. Zauważyłam, że wypowiadają się głównie osoby, które mają duży temperament. Ja należę do tych z mniejszym (choć kiedyś bywało, nazwijmy to, "w normie"). Ja widzę nasz problem (proszenie o seks - uciekanie od niego, godzenie się dla świętego spokoju/z poczucia winy itp. itd.) i , wierzcie mi, nie jest mi łatwo. I chyba wiem, co czują te "zimne" osoby, choć uważam, że nie zawsze określenie jest adekwatne.
Patrzę na ten cały, niemały problem z innego punktu widzenia - może czasem będę potrafiłą coś wyjaśnić, rozjaśnić. Nie zawsze jest tak, że nic nie da się zrobić, choć zawsze jest to trudne dla obu stron. Ale można naprawdę zrobić wszystko, jeżeli się naprawdę kocha (i miłość z gorącym seksem ma niewiele wspólnego - można bardzo kochać, przytulać, mówić "kocham" i nie mieć ochoty na seks, naprawdę).
Mam to szczęście, że mój mąż jest tego samego zdania i mimo wzajemnych żalów i pretensji, oboje staramy się nad tym pracować.I życzcie nam szczęścia;)
Dodam jeszcze w skrócie - od strony kobiety. To, że kobieta nie ma ochoty na seks, może świadczyć nie tylko o niskim libido. U mnie były problemy hormonalne (myśl o seksie wywoływała we mnie wstręt), zmęczenie i stres (może nawet bym i chciała, ale co z tego, jak cały czas, jak tylko zamknęłam oczy, miałam przegląd całego trudnego dnia), było i znużenie (ileż można tłumaczyć delikatnie, że nie zaczyna się od deseru, że potrzebuję trochę dłuższej gry wstępnej, troszkę romantyzmu, czasem zaskoczenia - słowem - urozmaicenia), bywało i tak, że mimo iż nie miałam ochoty, cały dzień próbowałam tej ochoty nabrać - wystarczyło jedno warknięcie (tak nazywam zły humor mojego męża - jak się okazało, spowodowany tym, że ma ochotę, a nie chce "się prosić") i wszystko brało w łeb.
To tak w skrócie. Miło mi, że przeczytaliście do końca. Chętnie o tym porozmawiam i podzielę się swoimi doświadczeniami - jak będziecie chcieli;)
A teraz muszę zmykać:(
    • loppe Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 04.10.05, 11:12
      Najlepszy temperament to sredni temperament. Mozna wtedy wytrzymac i z
      nimfomanka, i z impotentem.
    • piotrr04 Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 04.10.05, 11:25
      Skąd ja to znam? :(
    • atopik Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 04.10.05, 11:46
      Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tylko oczekujesz... Skoro jesteś już świadoma
      problemu i jego przyczyn próbowałaś kiedykolwiek zainicjowac sama grę wstępną i
      doprowadzić do końca w sposób jaki ciebie satysfakcjonuje ?
      Rozumiem, że problemy hormonalne, o ktorych piszesz zostały potwierdzone
      stosownymi badaniami.
      • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 04.10.05, 16:31
        A ja mam wrażenie, że nieuważnie czytałeś. Jestem bardzo świadoma problemu i bardzo nad sobą pracuję, pracuje nad sobą również mój mąż, czyli - staramy się oboje - ani ja niczego od niego nie żądam, ani on ode mnie. Oboje czegoś od siebie oczekujemy i o tych oczekiwaniach rozmawiamy i staramy się znaleźć złoty środek, co jak pewnie wiesz, nie jest proste.

        "Skoro jesteś już świadoma problemu i jego przyczyn próbowałaś kiedykolwiek zainicjowac sama grę wstępną i doprowadzić do końca w sposób jaki ciebie satysfakcjonuje ?"

        Ależ tak - tylko mnie nie satysfakcjonuje zaspokajanie się samej, oczekuję od drugiej strony nie tylko sprawności seksualnej. I na to chciałabym zwrócić uwagę - czasem nie próbujemy/nie chcemy/ nie potrafimy (*niepotrzebne skreślić) zrozumieć drugiej osoby, patrzymy na świat przez pryzmat swoich potrzeb - i nie ma w tym nic złego, dopóki rozumiemy, że każdy z nas jest inny (w tym też nie ma nic złego). Najprościej powiedzieć - ona jest zimna, jemu tylko seks w głowie. Dużo trudniej odpowiedzieć sobie na pytanie - dlaczego tak jest.

        Rozpoczęłam ten wątek nie po to, żeby segregować ludzi. Przeczytałam kilka wątków, zobaczyłam, że są ludzie z problemem, podobnym do naszego. I ujęło mnie to, że wielu z Was próbuje sobie z tym radzić, a nie upraszcza sobie życia skokami w bok. Ja też z tym walczę - tyle, że od drugiej strony, mam więc inne doświadczenia - może to komuś pomoże. Nie chcę nikogo oceniać, szufladkować - może tylko chcę, by te osoby określane jako "zimne", czy z małym temperamentem też mogły zostać zrozumiane - bo dopiero od momentu, w którym zrozumieliśmy się z mężem wzajemnie, nasze życie seksualne powoli zmienia się na lepsze. Czego i Wam życzę:)

        P.S.
        Problemy hormonalne zosatły potwierdzone stosownymi badaniami, wyszło przy okazji czegoś innego. Wiele kobiet ma podobne problemy, ale nie zdaje sobie z tego sprawy, więc nawet im nie przyjdzie do głowy, że tu może tkwić przyczyna.
        Pozdrawiam:)
        • atopik Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 05.10.05, 10:42
          Nie dziw się moim wątpliwościom. Wiele osób w nieuzasadniony sposob nadużywa
          określenia problemy hormonalne. W tej sytuacji życzę Tobie szybkiego powrotu do
          zdrowia oraz żeby podobne problemy nigdy nie powróciły.
          Zgadzam się z Tobą, że często patrzymy przez pryzmat swoich potrzeb a
          jednocześnie nie znamy potrzeb tej drugiej strony. Dlatego tak bardzo potrzebne
          jest zaangażowanie i akrywność obu stron. Potrzebna jest praktyka, chęć uczenia
          się i odkrywania siebie na wzajem. Sama rozmowa nic tu nieda, a nadmiar
          nieumiejętnie prowadzonych rozmów może co najwyżej zaszkodzić.
          Powodzenia
          • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 05.10.05, 10:51
            Uff, ulżyło mi;) Trochę odebrałam Twoją ostatnią wypowiedź jako atak...
            Cieszę się, że się zgadzamy. Niestety, wiem po sobie, że zanim pojawi się zaangażowanie i aktywność OBU stron, trzeba przejść przez wiele pułapek związanych po prostu z niezrozumieniem, które wcale nie musi wynikać ze złej woli którejkolwiek za stron. Dlatego zaoferowałam próbą przetłumaczenia zachowania tej drugiej strony. Może wtedy zamiast prowadzić kolejną (być może nieumiejętnie prowadzoną) rozmowę, ktoś spróbuje wprowadzić w życie czyjś pomysł...;)
            Oczywiście nie mam patentu na nieomylność - tylko wiem, jak błędnie odczytywaliśmy zachowania, odczucia drugiej strony - oboje, niestety:(
            Pozdrawiam:)
            • atopik Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 07.10.05, 10:05
              I to jest dopiero sedno sprawy - brak właściwej komunikacji. Zmęczenie, stres i
              inne powody, o których piszesz w pierwszym poście to tylko nędzne wymówki i
              usprawiedliwienia. Przeraża mnie jak wielkie spustoszenie w związku dwojga
              ludzi robi właśnie brak umiejętnej komunikacji. Z tym tłumaczeniem zachowań tej
              drugiej strony to dobry pomysł. Nie wiem, czy sprawdzi się na forum... Jestem w
              trakcie tworzenia, na własny użytek, takiego" Tłumacza Małżeńskiego" i pierwsze
              pozytywne efekty już są !
              • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 07.10.05, 23:03
                " Przeraża mnie jak wielkie spustoszenie w związku dwojga ludzi robi właśnie brak umiejętnej komunikacji."

                Prawda? Najgorsze jest to, że człowiekowi wydaje się, że rozumie co ten drugi ma na myśli. I musi dużo wody upłynąć, żeby dotarło, że jest zupełnie inaczej, że tylko interpretuje na swój sposób czyjąś wypowiedź. To tak, jakby mówić do siebie w dwóch różnych językach. Najpierw obu stronom zależy, potem obie czują się niezrozumiane/lekceważone, a stąd już tylko krok do przepaści...

                A ten "Tłumacz Małżeński" to z marsjańskiego na wenusjański? Jeśli można spytać, oczywiście...
                • asiahill Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 07.10.05, 23:14
                  w stu procentach potwierdzam to co napisałaś o nieumiejętnym komunikowaniu się
                  dwojga ludzi. Od jakiegoś czasu mama wrażenie że mówimy z mężem w dwóch różnych
                  językach. nawet jeżeli chodzi o kompletne głupoty on odczytuje moje intencje w
                  zupełnie niezrozumiały dla mnie sposób i vice wersa. Nie wiem jak z tym sobie
                  poradzić do tej pory było ok a teraz zero komunikacji czyżby kryzys 6-go roku
                  małżeństwa a myślałam że mama jeszcze rok:)))). O łóżku nie wspomne bo to
                  kompletna klapa
                  • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 08.10.05, 20:10
                    A próbowaliście rozmawiać o tym, że każde z Was rozumie co innego? Tak po prostu, na zasadzie "mówiąc do Ciebie tak i tak mam na myśli tylko to i to, jeżeli zrozumiałeś coś innego to mi powiedz, bo np. nie mogę się zmienić, jak nie wiem o co Ci chodzi". Tylko bez okopywania się w swoich racjach, bez sugerowania, że to ja mam rację, a tylko Ty masz problem. Z szacunkiem dla drugiej osoby i z zachowaniem jej prawa do bycia innym.
                    To jest bardzo trudne, zwłaszcza jak już każdy sobie nazbiera swoją stertę pretensji - ale jest to absolutnie możliwe. I uważam, że warto próbować postawić się w sytuacji drugiej osoby, to niesamowicie poszerza perspektywę i ułatwia komunikację. Kryzysy zdarzają się nawet w idealnych małżeństwach, tylko trzeba się nauczyć z nich wychodzić:)
                    Trzymam kciuki:)
                • atopik Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 08.10.05, 22:22
                  No cóż, książkę o Wenusjankach i Marsjaninach czytałam i przyznam, że zmusiła
                  mnie do refleksji. Jak sie póżniej okazało trafnych. Wiesz, my cały czas
                  odkrywamy jeszcze te różne sytuacje, w których ja myslałam coś - a on odbierał
                  to zupełnie inaczej i na odwrót. Jednocześnie próbujemy wykluczyć tez złe
                  mechanizmy naszego postępowania i zastąpić je innymi bardziej przyjaznymi. To
                  nie jest takie łatwe, bo czasami bywa, ze przyzwyczajenia okazują silniejsze, a
                  temat trzeba powtarzac kilka razy. Na szczęście pierwsze pozytywne efekty
                  naszych działań dają zapał i chęci do dalszych starań. Szukamy błędów, które
                  popełniliśmy. Bo zmęczenie, stres, kłopoty w pracy i inne trudne sytuacje
                  powrócą,a my powinniśmy byc już mądrzejsi i lepsi aby uniknąć popełniania tych
                  samych błędów.
                  Powodzenia
                  • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 08.10.05, 22:29
                    Powiem tylko - otóż to!
                    Miło mi było Cię poznać. Dzięki za życzenia i wzajemnie - powodzenia.
    • ewa_b Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 08.10.05, 11:56
      Witam, tez jestem tu nowa, a przywiodly mnie tu poszukiwania mozliwosci
      rozwiazania mojego problemu. To jest dokladnie, to co ja czuje. Jakbym czytala
      o sobie. Ile razy mozna tlumaczyc, ze po calym ciezkim dniu, praca, praca
      dodatkowa, dzieci, obiad i zly humor meza, mozna nie miec ochoty na seks. Juz
      nie pamietam kiedy dostalam od niego kwiatka (to taki slogan, ale rzeczywiscie
      ma znaczenie), a on sie z tego smieje. Slowo kocham raz powiedziane przestalo
      dla niego istniec (przeciez nie bedzie sie powtarzal, powiedzial raz - 12 lat
      temu - i wystarczy). A jezeli przychodzi sie przytulic, kiedy zmeczona i
      zniechecona awanturami zmywam naczynia i wklada mi od razu reke pod spodnice,
      to czuje sie jak cialo bez duszy - po co sie troszczyc o cos czego nie widac.
      • woman-in-love Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 08.10.05, 13:12
        Dorzucę swoje "trzy grosze". Ja akurat (znak Zodiaku - Skorpion) nigdy nie
        miałam kłopotów z "zapłonem", i - jak to w przekornym zyciu bywa napokałam
        mężczyzne, który mi robił wielką łaskę, kiedy wreszcie zdecydował sie na
        figielki. Były one zresztą marnej jakosci. Moja wyrozumiałośc nie miała granic,
        Jako wygłodzona, spragniona młoda kobieta spełniałam rozliczne, coraz nowe i
        bardziej wyszukane warunki dotyczące spraw pozałóżkowych, co w praktyce
        uczyniło ze mnie permanentn a niewolnicę. Teraz, gdy czytam gorzkie żale osób o
        niskim zapłonie - widzę jasno, ze jest to bardziej lub mniej świadoma
        manipulacja. Ograniczę sie do jednego aspektu: wieczorem trudno jest Misi
        oderwać mysli od bieżących zmartwień, przez co nie może sie skupic na seksie.
        To mogę zrozumieć. Tylko - czy opanowanie tej sytuacji to zadanie dla Misi, czy
        jej partnera? Według mnie, choćby jej partner wyszeł ze skóry - nic nie poradzi
        na postawę Misi, która wymaga -ZABAW MNIE! Jesli ma kłopoty z koncentracją -
        jej sprawa jest zainteresować się odpowiednią terapią. Zwalanie sprawy na
        hormony to też w większości zawracanie głowy. Popatrzcie zreszta na
        uaktualniony watek Abduliana.
        • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 08.10.05, 19:58
          Przykro mi, że tak jednoznacznie oceniasz mnie, choć wyraźnie i nie jeden raz napisałam, że pracuję nad sobą, a dokładniej - pracujemy oboje, jak na razie z sukcesem. Bo cały problem tkwi nie we mnie, że się nie staram, czy w moim mężu, że się nie stara - problem tkwił w nas, że nie potrafiliśmy się porozumieć i starać się wspólnie. Nigdy nie twierdziłam, że to on ma się zmienić. Kiedy zauważyłam problem (zaraz po ślubie bywało pięknie, często i namiętnie - w kórymś momencie się skończyło), próbowałam zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Najpierw próbowałam sama - stwarzać sytuacje, w których coś zaiskrzy, potem rozmawiać, delikatnie, żeby nie urazić mojego kochanego. Nie działało. Ile można starać się tylko samemu, robić coś na siłę? Napisałaś:

          "Jako wygłodzona, spragniona młoda kobieta spełniałam rozliczne, coraz nowe i
          bardziej wyszukane warunki dotyczące spraw pozałóżkowych, co w praktyce
          uczyniło ze mnie permanentn a niewolnicę."

          I tak właśnie się czułam. Może tylko z wyjątkiem spraw, które u mnie raczej możnaby nazwać łóżkowymi;) Paradoks? Chyba nie - prosta zasada, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Do tego doszły problemy różne, między innymi ze zdrowiem (nie życzę Ci, żebyś sprawdziła na sobie, jak wielki wpływ mają hormony na nasze życie, choć obawiam się, że i tak Cię to czeka - menopauza ludzka rzecz). A potem już było zbyt wiele żalu, z obu stron.
          Zdaję sobie sprawę, że jeżeli w ogóle można mówić o czyjejkolwiek winie (staram się unikać tego określenia), moja wina też w tym jest. Nikt nie jest doskonały, niestety. I dlatego bardzo się cieszę, że udało nam się wspólnie to przewalczyć. Ale miało szansę się udać tylko dlatego, że było właśnie wspólnie.

          Piszesz:
          "wieczorem trudno jest Misi oderwać mysli od bieżących zmartwień, przez co nie może sie skupic na seksie. To mogę zrozumieć. Tylko - czy opanowanie tej sytuacji to zadanie dla Misi, czy jej partnera? Według mnie, choćby jej partner wyszeł ze skóry - nic nie poradzi na postawę Misi, która wymaga -ZABAW MNIE!"

          Jak to fajnie prosto brzmi. Tyle, że nie jest proste. Jeżeli lata całe tłumaczę, że potrzebuję trochę ciepła, przygotowania, nastroju (to się nazywa chyba fachowo grą wstępną). I po tych latach delikatnego sugerowania, powtarzania znów leżymy obok siebie, on oglądając TV (przepraszam,że trywializuję) grzebie coś w okolicy moich narządów płciowych, choć wie, że jeżeli nie jestem podniecona, takie działanie sprawia mi zwykły ból - wybacz, ale nawet moje starania samopodniecania wzięły w łeb. I takie przykłady można by mnożyć. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne potrzeby - tylko czasem (często?) trudno nam to zrozumieć. I nic w życiu nie jest tak proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.
          I okazało się, że można ożywić swoje życie seksualne (może statystyka coś rozjaśni - z raz na 2 tygodnie zeszło do 2-3 razy w tygodniu i to z przyjemnością dla OBU stron) - ale raz jeszcze powtórzę, udało się, bo pracujemy nad tym RAZEM.

          I jeszcze jedno. Wszyscy lubimy manipulować innymi, czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale tak jest. Manipulacją można też nazwać wszelkie działania mające na celu w mniej lub bardziej wyrafinowany czy subtelny sposób zachęcić czy też zmusić (punkt widzenia zależy od punktu siedzenia) do seksu osobę, która w danej chwili nie ma na to ochoty. Przykłady sobie podaruję, myślę, że każdy ma swoje sposoby. Proszę tylko, żeby nie przyklejać tak łatwo etykietki, bo można się pomylić.
          Pozdrawiam:)
          • woman-in-love Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 09.10.05, 10:58
            Co do hormonów: przekroczyłam pięćdziesiątkę kilka lat temu i wiele autorytetów
            stara sie wmówic mi, ze to jakas patologia, wszechobecna propaganda pragnie
            zrobic ze mnie pacjentke. nic z tego, moje zycie seksualne ma się wspaniale,
            choc nie jest uświęcone sakramentem, a o menopauzie czytałam, lecz nie
            doświadczam wszystkich tych "potwornosci". Jesli nadejdą zmiany - przyjmę je ze
            spokojem. Samosakłamanie osób, które się "staraja" jest bardzo misterne. Mój
            były mąz tez sie "starał', lecz na tym staraniu sprawy się kończyły. Szczere
            rozmowy procentowały nowymi pomysłami - co JA mam jeszcze do spełnienie, żeby
            jemu wreszcie się zachciało. CiekAwe, że nie ma problemu z druga strona. To
            bardzo wygodne dla osoby "wymagającej". Zimny/a jest górą, bo to on/ona dyktuje
            warunki. A papierek, w jakim sprzedawana jest dominacja może być dowolonie
            kolorowy i błyszczący. Tę grę wyczuwam bezbłędnie i - spójrz na siebie bez
            hipokryzji - Misiu.
            • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 09.10.05, 20:31
              Zazdroszczę Ci. Zazdroszczę czarno-białego świata. Mój też taki był, do momentu, kiedy nagle nim przestał być. Zadroszczę łatwości przyklejania etykietek, z łezką w oku wspominam czasy, kiedy dla mnie też było to tak proste. Tylko, że każdy medal ma 2 strony, każdy kij - 2 końce. Niestety, oberwałam tym drugim, istnienia którego nie podejrzewałam.
              Cieszę się, że problemy Cię omijają, albo radzisz sobie z nimi tak świetnie. I mam nadzieję, że ja też nauczę się radzić sobie z nimi z łatwością, myślę, że jestem na dobrej drodze...
              A kwestię hipokryzji przemyślę głęboko, obiecuję;)
              • woman-in-love Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 09.10.05, 21:05
                lepiej spojrzec prawdzie w oczy, bo ona i tak w końcu objawi sie w całej
                bezwzględnosci.
                • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 10.10.05, 20:00
                  A wiesz, że muszę Ci przyznać świętą rację? Tak bez hipokryzji spojrzałam prawdzie w oczy i objawiła mi się w całej bezwzględności. Po co ja mam się starać stwarzać atmosferę, sytuacje sprzyjające? Po co mam przez cały dzień nakręcać się, żeby mi się zachciało spełnić zachcianki męża? Żeby on poczuł się męski, dowartościowany, zaspokojony? A co ze mną? Dlaczego on nie nagnie się do mnie? Dlaczego to ja mam wyrzuty sumienia, dlaczego to ja się boję, martwię, że seks przestał być namiętny? Dlaczego on tylko wymaga, egzekwuje, manipuluje mną (albo jest wściekły, albo nieszczęśliwy)? Dlaczego?
                  Przecież to takie proste - znajdę sobie chętnego, który ze smaczkiem nowości będzie wyskakiwał z siebie, żeby dowieść swojej męskości i zaspokoić mnie. I wreszcie to ja poczuję się ważna. A jak nam seks zobojętnieje, poszukam nowego. A co to, mało chętnych? Boże, ale ja byłam naiwna...
                  Dzięki za otworzenie oczu;)))
                • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 10.10.05, 20:04
                  P.S.
                  Zapomniałam tylko, że jest jeden maleńki problem. Taki malutki, ale dla mnie nie do przeskoczenia. Ja go kocham, nie chcę innego. Chcę tylko wyprostować to, co nam się poskręcało. Pomalutku, ale idzie do przodu.
                  I niech już sobie będę tą hipokrytką, naiwną, czy jak tam sobie jeszcze ktoś chce, ale wierzę, że nam się uda - nie zamienić na lepszy model, tylko udoskonalić ten, co mamy.
                  • woman-in-love Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 10.10.05, 20:40
                    wiesz, Misia, mnie to jest doskonale obojętne, ale skoro masz w sobie tyle
                    ironii, ukrytej agresji i sarkazmu, to faktycznie problem jest niemały.
                    • misia.j Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 10.10.05, 21:34
                      Przykro mi, że tak uważasz, wbrew pozorom przemyślałam sobie wszystko, co napisałaś. A cóż - styl mam zawsze taki, w stosunku do siebie również i staram się już nie przyklejać łatek innym (kiedyś wychodziło mi to całkiem nieźle, może stąd ta wprawa w ukrywaniu agresji;)) Choć nie przeczę, Twój ton wyższości, być może uzasadnionej, początkowo mnie uraził, ale treść dała mi do myślenia i uważam, że mimo wszystko mnie wzbogaciła - tym bardziej dziękuję, im bardziej jest Ci to wszystko obojętne.
                      I tym, mam nadzieję optymistycznym, akcentem chciałabym zakończyć całą dyskusję, która najprawdopodobniej nic już ciekawego nie wniesie.
                      P.S.
                      Moje podziękowanie nie jest ani ironiczne, ani sarkastyczne, choć pewnie tak to odbierzesz. Lubię uczyć się od innych, nawet jeżeli nie do końca się z nimi zgadzam:)
        • lolaboa Re: słowo zza drugiej strony barykady;) 11.10.05, 11:03
          Teraz, gdy czytam gorzkie żale osób o niskim zapłonie - widzę jasno, ze jest to
          bardziej lub mniej świadoma manipulacja.

          Można to tak odbierać. Ale bardzo często jest to tylko złudzenie tej "bardziej
          napalonej" strony, która czuje się oszukana i wściekła i nie może zrozumieć, że
          tamten/a nie chce.

          Nie uważam się za sobę oziębłą (raczej temperament średni) , jestem bardzo
          zadowolona ze swojego życia seksualnego i mam faceta, z którym się naprawdę
          dobrałam. I nie mam tendencji do manipulacji.

          Ale mój poprzedni długoletni partner był (w moich oczach) maniakiem seksualnym.
          I ja wtedy byłam stale tą stroną, która mówi: dziś nie, nie mam ochoty, chcę się
          tylko przytulić. Bo mi by bystarczyło 3 razy w tygodniu a jemu 3 razy dziennie i
          to najlepiej szybkich numerkó bez gry wstępnej.

          Jasne, jeśli ktoś jest bardziej "we władaniu popędu" i nie może nad nim
          zapanować - ma trudniej, bo bez czegośnie może się obejść. Ale to nie jest wina
          tej chłodniejszej osoby Za to jeśli ta "gorąca' strona wciąż naciska i zaczynamy
          się godzić "dla świętego spokoju" - to zaczyna się granie seksem, wygrywanie
          innych rzeczy za seks i manipulacja itp. ALe częto obie strony są temu winne. Bo
          ileś razy słyszałam :"Jeśli nie chcesz, to znaczy , że mnie nie kochasz" Albo:
          "Jeśli nie chcesz ze mną się kochać podczas miesiaczki znaczy że ci nie zależy".
          Taka manipulacja może iść z obu stron.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja