powtorka z rozrywki

07.10.05, 13:25
witam wszyswtkich. musze, musze to powiedziec. nie zyje w formalnym zwiazku,
mam nadzieje, ze to nie zawazy na opinii sszabnownych forumowiczow. mam
wspanialego chlopaka. niestety od jakiegos czasu stracilam do neigo pociag.
nie wiem czemu, jak to sie stalo. fakty, duzo pracuje, ale nie moge sobie
pozwolic na odpoczynek, w ostatnim czasie duzo nie meiszkalismy razem - ja
przebywalam poza polska, wczesniej mieszkalismy razem kilka lat, i nie bylo
problemu. ale od jakiegos czasu zmuszam sie by sie z nim kochac (jesli to
mozna tak nazwac),nie sprawia mi - albo nie chce mis ei nawet postarac, by mi
sie chcialo i podobal seks. nie wiem co robic. wiem, ze go to rani,
chcialabym aby bylo tak jak kiedys, ale nie chce sie zmuszac. on powtarza, ze
nie chce mnie zmuszac, ze poczeka, jak znowu mi sie bedzie chcialo, ale ja
sie boje, ze nigdy mi sie nie bedzie chcialo, a on juz tego nie wytrzyma.
takie namawianie traw juz chyba jakies 3 lata? nie pamietam nawet, juz teraz
nawet nie zalezy mi czy odejdzie do kogos z kim mu bedzie lepiej, ale bym
chcialazeby mu bylo lepiej (i mnie tez zarazem), bo nei chce go wiecej ranic.
ile mozna? juz czasami sie smieje, ze go reka boli. inna spraw,ze nie mam
przyjemnosci jak sie kochamy. jestem spieta itd, czasami nawet bokli, i co Wy
na to???
    • anka20055 Re: powtorka z rozrywki 07.10.05, 13:33
      a, i zapomnialam dodac: jak dla mnie to seks moglby nawet nie istniec. pomocy!!!
      • piotrr04 Re: powtorka z rozrywki 07.10.05, 14:04
        Przykre to jest Aniu. Niestety czasem tak bywa. Powiem z własnego
        doswiadczenia, że seks jest jednym z elementów ( jednak jak ważnym!!) wspólnego
        życia. Myslę, że powinnas porozmawiac ze swoim chłopakiem, szczerze wyjaśnić mu
        wszystkie twoje problemy.
        Pozdrawiam
        • anka20055 Re: powtorka z rozrywki 07.10.05, 14:19
          ale ja o tym wiem! rozmawiamy, rozmawiamy. wlasnmie o to chodzi, ze caly czas
          rozmawiamuy, ale nie wiem, jak to rozwiazac. Wiem, ze seks jest bardzo wazny w
          zwiazku. ja mu juz nawet raz powiedzialam, zeby moze sobie znalazl kogos
          innego, albo poszedl gdzie trzeba, ale wiadomom, ze pewnie to juz bylby koniec.
          o n oczywiscie nie chce o tym slyszec:(((
          • matko74 Re: powtorka z rozrywki 07.10.05, 14:50
            Miewasz marzenia erotyczne?
            • anka20055 Re: powtorka z rozrywki 07.10.05, 14:53
              raczej nie. moze przez sen, ale jesli nawet to nie pamietam. nie, razczej nie,
              czasami ale barzo, bardzo rzadko B A R D z o r z a d k o
              • kampai Re: powtorka z rozrywki 07.10.05, 15:09
                No to chyba pomóc ci nie można. Po prostu ci się nie chce i już.
                • matko74 Re: powtorka z rozrywki 07.10.05, 16:55
                  Może potrzebujesz nowego powiewu w swoim życiu, bo jesteś wypalona? Może
                  zróbcie coś zwariowanego razem. Porwijcie się na szaleństwo. Możę jakiś poziom
                  adrenaliny wywali Cię w kosmos.
                  • woman-in-love Re: powtorka z rozrywki 09.10.05, 11:37
                    prawopodobnie powiew wyali ja ze związku, niestety, albo własnie "stety" :-)
    • almahler Re: powtorka z rozrywki 10.10.05, 08:28
      Aniu, musisz sobie odpowiedziec na pytanie, czy gon nadal kochasz. to pewnie
      trudne, po tylu latach, ale czy to jeszcze milosc/? moze przyzwyczajenie???
      pozdrawiam,

      a moze po we cos sie zmienilo???:))))
      • ambx Czas na zmiany... niestety, albo "stety" 10.10.05, 11:53
        Aniu wasze feromony wywietrzały. Spróbuj przeprowadzić prosty eksperyment.
        Poderwij jakiegoś bardzo atrakcyjnego fizycznie i sprawdzonego w akcji (przez
        koleżanki) gostka na jednorazowy seks bez zobowiązań. Wyluzuj się na maksa (np.
        dwie butelki szmpana na spółkę) i jazda! Jeżeli znów zapłonie w tobie ogień
        namiętności - twoje hormony są w porządku. Wtedy decyduj, jak sobie
        zorganizować resztę życiorysu. Ten twój facet, choć miły i bliski (lata
        wspólnych wspomnień) już nigdy cię nie będzie pociągał. Zmysły - prysły.
        • anka20055 Re: Czas na zmiany... niestety, albo "stety" 10.10.05, 13:29
          hej,witam wszystkich i dzieki. no wlasnie, tego sie obawiam. Wydaje mi sie ze
          go kocham, nie wyorbrazam sobie bez niego zycia, na serio. mialam kilka okazji
          skokow w bok,ale po co?chce byc z nim - tak mysle, tylko moze rzeczywiscie nie
          znam tego czegos innego? a moze po prostu to za dlugo? ale co za dlugo? sama
          nie wiem, dal mnie zdrada nie wchodzi w rachube - wtedy to bylky koniec, a on
          na serio jest cudowny. jestesmy w lozku stara sie jak moze, - tylko ze
          wiadomo, to nie pomoze. nie wiem na serio. tyle swsopolnycdh planow, wspomnien,
          nikt by nawet nie pomyslal, ze mozemy miec takie problemy. ... tylko, ze teraz
          to ja chyba sie pogubilam. napisalam, pierwszego posta, zeby mu pomoc, a teraz
          wydszklo na to, ze chce skonczyc, a nie wiem jak. Ja go Kocham Kocham, kocham.
          mialam ochoty na kilka romansikow, byly male flirty i na tym zazwyczaj sie
          konczyklo, bo robilo sie niebezpiecznie. kocham go i chce by byl ze mna
          szczesliwy. a wiem, ze ranie go - choc nawet nei mowi otym - gdy kolejny raz po
          pytaniu "pobvawimy sie dzisiaj?" odpowiadam, "przeciez wiesz, iloe mam pracy i
          terminow" ostatbnio nawet kama sutre kupilam, nie chcialam mu pokzaywac, ale w
          koncu pokazalam , on sie ucieszyl, no i co? mielismy sie "uczyc", juz na
          wczoraj mielismy w ostatecznosci zaplanowane. wypilam piwo i padlam, a
          wczesniej sie wykrecilam robota. to mnie przerasta.
          • woman-in-love Re: Czas na zmiany... niestety, albo "stety" 10.10.05, 13:35
            ambx - piszesz dokładnie to, co ja myślę. :-)))))
          • jackie71 Re: Czas na zmiany... niestety, albo "stety" 10.10.05, 16:02
            Wiesz, Aniu, po co wieczorem, po meczącym dniu, wypija się piwo? Ano po to,
            żeby łatwiej zasnąć... Piwo to sprawdzony uspokajacz i usypiacz. Nie polecam,
            jeżeli przynajmniej masz zamiar spróbowac robic coś innego. Ja ostatnio wstaję
            wieczorem z łózka, idę do kuchni, biorę butelke piwa, wypijam pół i wracam do
            łóżka. Robie to po to, żeby szybko zasnąć: żeby następnego dnia nie mieć
            zapuchniętych oczu albo żeby nie być niewyspaną z nerwów, że ja jestem sama w
            sypialni, a mój mąż robi coś-tam-piekielnie-waznego-i-nie mogącego-czekać ( np.
            gra na komputerze albo oglądanie TV)... Bo ostatnio przestałam już go zachęcać,
            żeby do mnie przyszedł...
          • misia.j Re: Czas na zmiany... niestety, albo "stety" 11.10.05, 08:54
            Witaj, Aniu!
            Dokładnie tak czułam się przez kilka lat, z różną intensywnością. Brak ochoty na seks, wymyślanie wymówek, godzenie się dla niego - wszystko wywoływało we mnie wstręt, głównie do siebie. Bo przecież pamiętałam jeszcze czasy, kiedy to ja byłam inicjatorką zbliżeń. Potem zapętliłam się już tak bardzo, że jak już nawet mąż po wielu rozmowach zaczął się zmieniać, ja sztywniałam na każdą próbę - chyba tak na wszelki wypadek, bo co będzie, kiedy znowu "nie odpalę".
            Zmieniłam się, na razie działa, choć łatwo nie było.
            Zaraz pewnie posypią się gromy na moją głowę, że hormony to najczęstsza wymówka. Być może. Ale mnie naprawdę dały popalić. W skrócie działa to tak (przynajmniej u mnie) - dużo pracy to dużo stresu, życie w stresie powoduje nadmierne wydzielanie prolaktyny, która na zasadzie sprzężenia zwrotnego blokuje wydzielanie innych hormonów przysadki, które wpływają bezpośrednio na poziom hormonów produkowanych przez jajnik, czyli progesteronu i, co najważniejsze, estrogenów. A to głównie estrogeny są odpowiedzialne za gotowość do seksu, ich stężenie jest największe w okresie okołoowulacyjnym. Gospodarka hormonalna to indywidualna sprawa każdej z nas, ale zasady są wspólne. Ja mam mało estrogenów, więc ich obniżenie spowodowało katastrofę w moim życiu seksualnym. I czułam się dokładnie tak, jak to opisujesz.
            Oczywiście, to nie był jedyny problem do rozwiązania, ale ustabilizowanie hormonów bardzo mi pomogło we właściwym spojrzeniu na siebie i nasz związek. Zwolniłam obroty - przestałam żyć tylko pracą. Mniej zarabiam, ale mam więcej czasu dla nas, więcej czasu dla siebie. Mam ochotę wyjść z domu, poruszać się (zbawienny wpływ endorfin i serotoniny - na seks również), zmieniłam styl - głęboko schowałam dżinsy i swetry. Spełniłam swoje marzenie - od dziecka chciałam jeździć konno - nauczyłam się. Poczułam się zupełnie inaczej, odzyskałam wiarę, że stać mnie na wiele (wcześniej otarłam się już o depresję, na szczęście obyło się bez leków).
            Nie wiem, czy ta "poprawa" nie jest tylko chwilowa, ale uznałam, że to nie jest ważne - wyciągnęłam wnioski i jestem gotowa mierzyć się z kolejnymi problemami.
            Uszy do góry:) Będzie dobrze, zobaczysz...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja