lolobrigida
14.10.05, 20:50
Witam wszystkich,
tak sobie podczytuje to Forum i z przyjemnością stwierdzam,
że coraz więcej osób potrafi o seksie mówić (pisać) szczerze, bez
skrępowania, aczkolwiek anonimowo ;-)
Zastanawiam się w jakim stopniu przekłada się to na szczerość wobec
partnera, w sypialni. Uff, trudniej.
Mnie się kiedyś w związku małżeńskim nie udało,
choć nie to zdecydowało o rozstaniu.
Potem musiałam nad umiejętnością szczerego rozmawiania o seksie dość długo
pracować (kwestia surowego wychowania plus nienajlepsze pierwsze
doświadczenia).
Od pewnego czasu potrafię to robić wprost i bez skrępowania, co wzbudzało
niejakie zdziwienie (mam wrażenie, że pozytywne) u potencjalnych partnerów.
Problem w tym, że mówić o tym, co w seksie lubimy a co nie,
to jedna sprawa,
gorzej kiedy partner słucha z zaciekawieniem, potakuje,
a jak ... akcja rusza, wracają wypracowane nawyki. Jakby był zaprogramowany.
A mnie szlag trafia, kiedy i w trakcie... muszę o czymś przypominać. Całe
podniecenie mija i klapa.
Nad moim aktualnym partnerem „pracowałam” rok, aby dotarło do niego, co
najbardziej lubię, a co mnie drażni.
Osiągnęliśmy etap względnego dopasowania,
ale czy czuję pełną satysfakcję?
Mam wrażenie, że teraz zaprogramował się .. według mojej instrukcji,
a gdzie odrobina spontaniczności?
Nie ma,
czy warto więc było szerze wyznać - co i jak mnie rajcuje,
skoro teraz mam w łóżku idealnego "robota"?
Proszę o darowanie sobie uwag, że kobieta nie wie czego chce.
Proszę o doświadczenia, czy mówienie wprost o oczekiwaniach, odczuciach w
seksie ma sens?
Pozdrawiam.
Brigida