Refleksje faceta 47 letniego

20.10.05, 17:56


Będzie o małżeństwie, seksie, zdradzie i takie tam inne wolne mysli. Proszę o
komentarze do całości lub do wybranej refleksji. Chyba będzie bardzo długie.
Podczytuję Was od dłuższego czasu, piszę pierwszy raz. Mam 47 lat, moja zona
45, jesteśmy małżeństwem 22 lata. Poznaliśmy sie na studiach, wielka miłość,
seks, ciążą, przyspieszone małżeństwo (ale od razu dodam, że bez ciąży też by
było), dziecko, zaraz potem drugie i za 2 lata trzecie. Czyli mając po 26 i 28
lat byliśmy potrójnymi rodzicami. Ja skończyłem studia, ale moja żona musiała
zrezygnować ze swoich i zaocznie skonczyc inne (wtedy jej studia były tylko
dzienne). Dorabialismy się od przysłowiowej łyżeczki, ale nie było źle,
kochalismy się, wychowywali nasze dzieci, które są nad wyraz udane, byliśmy
partnerami. Problemy z seksem pojawiły sie po drugim porodzie. Żona panicznie
bała się następnej ciąży, ale nie chciała brac pigułek, „bo jakaś jej ciotka
zmarła na raka i to na pewno od tego”. Ja nie lubiłem prezerwatywy, ale jakos
to było – trochę oralnie, trochę tradycyjnie lub eksperymentalnie (między
piersiami), analnie ze 2 razy, ale nie chciała. Trzecie dziecko i
koszmar!!Seks dawkowany jak lekarstwo- 2 razy na miesiąc, czasem częściej.
Prosiłem, błagałem, tłumaczyłem... Poprawiało się na jakis czas a potem to
samo... W międzyczasie obrośliśmy w piórka, własny dom, 2 samochody, fajne
wakacje. Własna firma, ale żona dalej chciała pracować w szkole...W domu
ciepło i przytulnie...tylko ten seks! W innych dziedzinach dogadywaliśmy się
doskonale, żona jest super inteligentną, oczytana kobieta, zawsze mielismy o
czym pogadać, wspaniale wychowywała nasze dzieci.....
Jakoś tak w 19 tym roku naszego małżeństwa poznałem kogoś- kobietę
rozwiedzioną, 5 lat młodszą ode mnie, atrakcyjną, zadbaną. Z jej inicjatywy
doszło do seksu i......oszalałem. Do wyboru, do koloru, gdzie chcesz, kiedy
chcesz, jak chcesz.... to było jak narkotyk. Taki seks o jakim mi się nie
śniło. Zaniedbałem rodzinę, żona była zaniepokojona, ale może zadowolona, bo
dałem jej spokój. Gdy byłem już mocno uzalezniony od mojej kochanki, zaczęła
się domagać deklaracji. Jasne: kocham cię, marzę o tobie, chcę być z tobą,
przechodziło mi łatwo przez gardło. Ale małżeństwo???? Takiej opcji nie brałem
pod uwagę!!! Tak szczerze, to chciałem, żeby moja żona posiadła te
umiejętności co tamta, żeby ona była takim demonem seksu, to dla mnie byłaby
pełnia szczęścia. Teraz pytanie do panów zdradzających : Czy mieliście coś
takiego, że PO wspaniałym seksie, eksperymencie z kochanką czujecie do niej
obrzydzenie? Ja tak zacząłem mieć, przychodzily myśli, jakiż to tabun innych
ją przeleciał, że taka jest wyzwolona i wyedukowana? Zdawałem sobie sprawę, że
może lecieć na mój status i majątek. Jak wspomniałem po roku spotkań zaczęła
domagać się rozwodu i ślubu z nią. Zwodziłem ją, nie chciałem tego. Ona
zamknęła mi szlaban i powiadomiła telefonicznie moją zonę o nas.
O Jezu!!!! Nigdy nie spodziewałem sie takiej reakcji po mojej eleganckiej,
wręcz dystyngowanej żonie. Po prostu poszła do tamtej i sprała ja po pysku.
Przy świadkach, mówiąc głośno za co! Mało tego, sprała i mnie! Kazała mi się
wynosić i powiedziała dzieciom dlaczego!. To było chyba najgorsze- dzieci,
które kochasz, dla których się starasz całe życie- mają cię nagle za
zbrodniarza! Jeden czyn przekreśla całe dotychczasowe życie. Pełna
dyskryminacja, milczenie, pogarda! Najstarszy syn 19 letni powiedział mi: „Nie
tego nas uczyłeś tato! Nigdy sie tego po tobie nie spodziewałem i tego co
zrobiłeś mamie o nam nigdy ci nie wybaczę!” Nie wyprowadziłem się, zacząłem
walczyć o małżeństwo, tłumaczyc żonie dlaczego zdradziłem. I wtedy ona mi
wykrzyczała, że unikała seksu ze mną, bo nigdy jej nie zaspokoiłem! Że w łóżku
jestem drętwy, przewidywalny jak robot i jej nie podniecam, ze nie stać mnie
na inicjatywę, traktuję ja instrumentalnie, domagam się świadczeń seksualnych
a sam nic nie daję! Że po każdym stosunku ze mną, wysyłala mnie pierwszego do
mycia do łazienki tylko dlatego, żeby się dopieścić sama, bo gdyby nie to, to
nie wiedziałaby co to jest orgazm!Że to ona powinna mnie zdradzić, bo jestem
beznadziejny, w dodatku za mały dla niej...ale o tym(zdradzie) nigdy nie
pomyślała, bo mnie kocha i liczy się nie tylko seks!!!Jeszcze było coś, że w
tym małżeństwie to ona musiała rezygnować ze swoich pragnień i ambicji, żebym
ja się realizował....
I co Wy na to? Powiedziała mi, że nawet jak będziemy razem, to mam sie
przygotować, że ona zrobi mi to samo, co ja jej i nie chce nawet słyszeć słowa
pretensji! Powiedziała, że między nami cos umarło i świadomość, że ryzykowałem
związek dla „jakiej szukającej sponsora dziwki, którą każdy miał”, to policzek
dla niej, że nigdy nie będzie miała do mnie zaufania.....
Od tego czasu minęły ok.3 lata. Jesteśmy razem.Zona nie może zapomnieć i co
jakiś czas mi wypomina „kurwę”.O dziwo w seksie jest lepiej, kupiliśmy trochę
zabawek w sexshopie, rozmawiamy na temat swoich potrzeb, kochamy się często.
Wiem, ze ona się czasem „dopieszcza”, ale ona sama mówi, zeby nie robic z tego
problemu. Chciałem ja sam to robic jej, ale to jakiś dziwny sposób
niewykonalny dla mnie, polegający na mocnym ściśnięciu nóg (?????). Boję sie,
że spełni swą groźbę i znajdzie kogoś, mimo, że ma 45 lat wygląda młodo i jest
bardzo atrakcyjna kobieta.
I taka jest moja historia. Moja była kochanka wyszła za mąż, patrzy na mnie z
rodzajem politowania, że niby siedzę pod pantoflem hetery. Ja nie wiem sam co
myślec o tym wszystkim. Dobrze się stało, czy źle? Jestem szczęśliwy czy nie?
Jest lepiej ale jakim kosztem.. Napiszcie coś.
Kottbury.

    • woman-in-love Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 18:13
      Napiszę tylko: o Boże!
      • kottbury Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 18:25
        Dlaczego o Boże? Że taki beznadziejny jestem? :)
        • kampai Re: Refleksje faceta 47 letniego 25.10.05, 15:39
          Nie za to ojciec sprał Jasia, że kradł, tylko że dał się złapać. Niestety.
          Kochanki zazdroszczę. Skutków nie. Staram sie byc ostrożniejszy.
          • petar2 Re: Refleksje faceta 47 letniego 25.10.05, 15:49
            kampai napisał:

            > Nie za to ojciec sprał Jasia, że kradł, tylko że dał się złapać. Niestety.
            > Kochanki zazdroszczę. Skutków nie. Staram sie byc ostrożniejszy.

            No i Kampai wykopałeś piłkę na aut. To się nazywa wyjaśnienie sytuacji.
            Ale czytałeś coś więcej poza pierwszym postem? ;-)

            W każdym bądź razie możesz pretendować na stopera przydługich wątków!
            • ewolwenta Re: Refleksje faceta 47 letniego 25.10.05, 15:51
              Petar nie znasz Kampaiego?
              Zawsze zaskakuje swoim niecodziennym (nazwijmy to) podejściem do życia. Ale
              dawno go nie było więc się odzwyczailiśmy.
      • ncze Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 16:46
        Czytałam to co napisałeś z zapartym tchem. Twój przypadek, to przykład kiedy
        małżonkowie nie potrafią mówić o swoich potrzebach erotycznych, o swoich
        oczekiwaniach. I pytanie dlaczego, z braku czasu, z nieśmiałości, z poczucia
        wstydu. Tak naprawdę nie musiało dojść do tej zdrady. Ale nadal w Waszym
        małżeństwie nie jest dobrze. Żona powinna powiedzieś Tobie o swoich potrzebach,
        powinna zgodzić się abyś zobaczył Jej "dopieszczanie się". To Was zbliży,
        bardzo Was zbliży emocjonalnie. Musicie dążyć do pełej bliskości, do zatracenia
        poczucia wstydu wobec siebie pamiętając, że możecie kochać się w każdy sposób,
        odsłaniać swoją intymność. To Wam da poczucie pełnej swobody w byciu ze sobą i
        pełną wzajemną rozkosz. Staraj się przekonać żonę, żeby tak potrafiła kierować
        swoimi emocjami, aby razem z Tobą przeżyć rozkosz. To jest możliwe, tylko
        musicie poznać reakcje ciała, musicie nauczyć się kierować swoim napięciem.
        Pełnię rozkoszy przeżywa się wtedy kiedy przeżywa się razem.
        Żona nie powinna zdradzić Ciebie tylko dlatego, że Ty zdradziłeś. Paradoksalnie
        Twoja zdrada ożywiła Twoje małżeństwo ale trwała zbyt długo. Myślę, że Wam się
        uda, bo niezależnie od seksu, kochacie się. A to najważniejsze. Pozdrawiam
        serdecznie.
      • wfiolka Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.11.05, 23:15
        czytającv twoją historie to tak jakbym widziała siebie i męża tyle tylko że to
        ja dłużej nie wytrzymałam i znalazłam sobie pocieszyciela w seksie.Narazie jest
        códownie mam nadzieje że nie skończy się tyk jak twoja.A mąż nie wiem ?MOże też
        ma caś na boku
    • sagittka Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 18:13
      Twoja historia jest dość banalna i typowa. Nie ma co komentować.
      Natomiast, bardzo podoba mi się reakcja twojej żony i dzieci na wieść o
      zdradzie.
      Zona zrobiła jednak duży błąd, że o tym, co sądzi o waszym pożyciu powiedziała
      tak późno, zdecydowanie za późno. Dlaczego nie mogła zrobić tego wcześniej?
      Bała się może, że cię urazi, nie wiem, wydaje mi się, że sama sobie tym
      zaszkodziła, bo moze gdyby uświadomiła cię wcześniej, to miałaby szansę na
      lepszy seks z mężem.
      • kottbury Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 18:26
        Przyznaję, ze zona próbowała cos sugerować, ale jakoś za szybko zrezygnowala :(
        • marylia Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 00:08
          > Przyznaję, ze zona próbowała cos sugerować, ale jakoś za szybko zrezygnowala
          > :(

          A jak Ty wtedy zareagowałeś? Dlaczego zrezygnowała?
          • kottbury Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 00:59
            Wstyd przyznać, uwazałem, że przesadza, nie chciałem jej słuchać.Mówiłem, że to
            dlatego, ze jesteśmy za rzadko, jak będziemy częściej, to się samo wyreguluje. A
            chyba podświadomie nie chciałam dopuścić myśli, że jej nie zaspokajam.
      • marylia Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 00:07
        > Zona zrobiła jednak duży błąd, że o tym, co sądzi o waszym pożyciu powiedziała
        > tak późno, zdecydowanie za późno. Dlaczego nie mogła zrobić tego wcześniej?

        Pewnie próbowała, tylko on nie słuchał.
      • loppe Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 18:40
        > Twoja historia jest dość banalna i typowa. Nie ma co komentować.


        Natomiast ja jestem autentycznie poruszony tą historią i nie wiem jak ją
        skomentować.
    • ewolwenta Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 18:14
      Kocie-bury nie ma chyba szczęścia absolutnego. A jeśli to zdarzenie nauczyło
      Was komunikacji w sferze seksu, to chyba trzeba z tej nowej wiedzy korzystać i
      jej nie zaprzepaścić. Ona nie spełni swej groźby jeśli będzie czuła się
      dopieszczona.
      Fakt zrobiłeś głupotę, ale drugiej kto nie popełnia błędów? Szkoda tylko tych -
      nastu straconych lat?
      • kottbury Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 18:27
        ewolwenta napisała:

        > Kocie-bury nie ma chyba szczęścia absolutnego. A jeśli to zdarzenie nauczyło
        > Was komunikacji w sferze seksu, to chyba trzeba z tej nowej wiedzy korzystać i
        > jej nie zaprzepaścić. Ona nie spełni swej groźby jeśli będzie czuła się
        > dopieszczona.
        > Fakt zrobiłeś głupotę, ale drugiej kto nie popełnia błędów? Szkoda tylko tych -
        > nastu straconych lat?



        :)))
        Czyli " Nie ma tego złego...?"
        >
        • kiwigirl Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 12:54
          chyba sam chcesz się usprawiedliwić mówiąc "nie ma tego złego..." na dobre
          jednak to nie wyszło. nie sądze zeby ona ci keidyś to na prawde wybaczyła i
          zapomniała. masz minusa na całej długości. nie do wykrslenia.
          może i seks teraz bedzie lepszy, lae kiedyś przy jakiejś okazji, nawet jak się
          zupełnie pogodzicie i dotrzecie na nowo - ona ci to wypomni. i cię zaboli a ona
          będzie miała rację.

          na miejscu żony ja bym zrobiła tak samo. fantazje fantazjami ale zdrada to zdrada.

          mam nadzieje ze po pysku biła mocno - i ją i ciebie...
          • matko74 Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 14:34
            Kocie,
            większość kobiet Cię za Twój czyn zgani, bo one zawsze murem stają za sobą,
            tzw. "solidarność jajników". Kobieta wypomni Ci wszystko to, co ją szczególnie
            ubodło i będzie wypominać co jakiś czas.
            Zdrada to poważna sprawa, ale kto wmówił człowiekowi monogamię? Nie jesteśmy
            mono-, a poligamiczni. Nakazy moralne, tzw. dobre obyczaje, tradycja,
            jakkolwiek to nazwać, sprawiły, że monogamia stała się publicznie akceptowala i
            poprawna. Co z atawizmem zatem? Pochodzimy z buszu i pewne pierwotne instynkta
            nie gasną w nas. Zdrada nie jest przestępstwem i nie jest karalna z mocy prawa.
            Jest niepoprawna z czysto ludzkiego ujęcia sprawy. Moim zdaniem do zdrady
            przywiązuje się zbyt dużo wagi, tak jakby ktoś przykleił ci etykietę "należysz
            do mnie" i tylko ze mną wolno ci się kochać. Twoje ciało, czynisz z nim co
            chcesz i Ty ponosisz potem odpowiedzialność za swoje postępowanie. Ponosisz do
            teraz i będziesz ponosił. Kobiety przebaczają, ale nie zapominają!
            Reakcja Twojej żony na wieść o tym była iście filmowa. Spodziewałem się raczej
            reakcji typu: "dziekuję, że mnie pani poinformowała o tym fakcie, ale nie
            bardzo rozumiem dlaczego dowiaduję się o tym od pani". Potem tekst do
            Ciebie: "jeszcze raz spotkasz się z tą kobietą i straciłeś rodzinę". W każdym
            razie nastukanie świadczy o porywczym usposobieniu Twojej żony, ale też powód
            dałeś. Fatalnym posunięciem Twojej żony było to, że wciągnęła do całej historii
            dzieci! Nie powinna była tego robić. A tak i w dzieci oczach niechęć. Dzieci
            najczęściej stają po stronie matki, tym bardziej, jeśli ona jest stroną
            pokrzywdzoną. Ojców często docenia się dopiero na stare lata.
            Rozumiem Twój postępek, nie gloryfikuję go, ale też nie potępiam. Powodzenia i
            trzymam kciuki za pomyślność Twą. Tyle ode mnie.
          • loppe Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 18:48
            Ad. "fantazje fantazjami ale zdrada to zdrada.

            mam nadzieje ze po pysku biła mocno - i ją i ciebie..."


            Jedna refleksja może. Wydaje mi się że gdyby kochanka nie zadzwoniła do żony
            Autora wątku to reakcja czy odpowiedź żony nie byłaby (a przynajmniej nie
            powinna być - moim skromnym zdaniem) tak ostra.

            Otóż - empatia - bardziej od zdrady oburzający wydaje się w ten TELEFON - "to
            ona ośmiela się do mnie dzwonić?!" (no i jak już zadzwoniła to zapewne
            asertywnie przemówiła........nie żeby przeprosić przecież dzwoniła).


      • lolobrigida Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 18:33
        Zgadzam się z Ewolwentą,
        że to doświadczenie czegoś Was nauczyło
        może taki ... wstrząs był Wam potrzebny,
        paradoksalnie oczyścił atmosferę.
        Wreszcie zaczęliście rozmawiać o seksie.
        Czy małżonka zastosuje metodę oko za oko, ząb za ząb?
        Nie sądzę. Ale tu już pole popisu dla Ciebie, aby tego zrobić nie musiała,
        nie chciała. Inteligentnych kobiet taka prostacka zemsta raczej nie
        satysfakcjonuje. A wierzę, że Twoja żona do takiej kategorii kobiet należy.
        Ciesz się Chłopie, że ocaleliście z tej ... pożogi.
        Powodzenia.:-)
        Brygida
    • anais_nin666 Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 18:44
      I wtedy ona mi
      > wykrzyczała, że unikała seksu ze mną, bo nigdy jej nie zaspokoiłem! Że w łóżku
      > jestem drętwy, przewidywalny jak robot i jej nie podniecam, ze nie stać mnie
      > na inicjatywę, traktuję ja instrumentalnie, domagam się świadczeń seksualnych
      > a sam nic nie daję! Że po każdym stosunku ze mną, wysyłala mnie pierwszego do
      > mycia do łazienki tylko dlatego, żeby się dopieścić sama, bo gdyby nie to, to
      > nie wiedziałaby co to jest orgazm!
      To przykre, ale prawdziwe. Bardzo wielu facetów skarży się na oziębłośc zony,
      gdy tymczasem żony nie są wcale oziębłe tylko nie mają chęci na seks ze swoim
      facetem - z roznych powodow, miedzy innymi z takich o jakich Ty tu piszesz.
      Mężczyźni skarżą się na żony, że te po ślubie się zmieniają, ale nie widzą, że
      te zmiany zachodzą u obu stron. Faceci również się zmieniają, przestaja się
      starać, w seks wkrada się rutyna. I tak jak faect mimo tej rutyny moze nadal
      pragnąć żony, tak żona niestety szybko traci zainteresowanie partnerem. I mamy
      pat.
      Często też facet jest tak mocno przekonany o swoich umiejętnościach, że nawet
      nie stara sie zauwazyc, ze te jego umiejetnosci sa zupelnie niewystarczajace.
      Tu sie klania brak komunikacji - niestety. Dlatego tak istotna jest rozmowa, o
      której w osobnym wątku parę dni temu pisala Lolobrigida. Bez mówienia wprost i
      szczerze czego nam trzeba w łóżku nigdy nie uzyskamy pełni szczęścia. Nie da
      się zgadywać potrzeb partnera. Nie można też przyłożyć do kogoś szablonu. Ex
      lubiła tak, to i ta to będzie lubiła. Każda kolejna osoba na "łóżkowym" szlaku
      to kolejny materiał do studiowania, badania, eksperymentowania. Nikt nie
      powiedział, że z kazdym nowym doświadczeniem będzie łatwiej;)

      Obawa o kolejną ciążę jest również wielkim problemem. I wierzę, że może
      spowodowac unikanie przez kobietę seksu. Facet moze tego nie rozumiec, ale tez
      nie on bedzie 9 miesiecy nosil dziecko, nie na niego spadnie wiekszosc
      obowiazkow.
      Panie czesto unikaja brania tabl. antyk.,ale nie oszukujmy sie nie kazda
      kobieta moze je zazywac. Natomiast unikanie przez faceta prezerwatyw z
      powodu "bo nie lubie" to troszke egoizm. Tabletki nie sa obojetne dla
      organizmu, mozna wiec sie przed nimi wzbraniac, ale prezerwatywa? Raptem pare
      sekund przerwy w trakcie zabawy na zalozenie i juz. Jednak panowie swoją wygodę
      bardzo cenią, więc wolą entą ciążę partnerki i stosunek przerywany niż
      jakąkolwiek niewygodę.
      W Twoim przypadku niedogadanie, a i troche Twoja ślepota na problem były
      przyczyną tego totalnego nieporozumienia.
      Wspolczuje Ci i nie zazdroszcze, ale cholera sam sie o to prosiles...
      • wisteria Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 20:19
        Cytuje: "Z jej inicjatywy doszło do seksu i......oszalałem.
        Do wyboru, do koloru, gdzie chcesz, kiedy chcesz, jak chcesz....
        to było jak narkotyk....."

        .... i mysle sobie: kurcze, zawsze gdzies tam jest seks o jakim
        nam sie nie snilo, ale jest osob chodzacych po tym swiecie,
        ktore maja szanse dac nam tyle satysfakcji, milosci, wszystkiego?
        Nie widze szans aby tego wszystkiego doswiadczyc nie raniac nikogo.
        Smutno mi czytajac ten list pana 47-letniego.
        Widze ze bardzo cierpi po calej tej awanturze. Jakze czesto
        stramy sie cos sobie powiedziec wiecej, o seksie - jaki mamy czy
        nie mamy, o uczuciach, o potrzebach, a jak dalece jestesmy w tym
        niepelnosprawni. Wiem bo sama miewam takie problemy. Nie umiemy
        sluchac, nie zdajemy sobie sprawy ze to slyszymy i widzimy to jak
        zapis na kamerze video. Czysty dzwiek i obraz. Ale tak czesto
        nie rozumiemy tresci, ktora druga osoba chce nam przekazac.
        Dlatego im dluzej siebie poznajemy, tym wieksze szanse porozumienia.
        Szkoda ze pan 47-letni te sprawe zawalil.


        • besamemucho Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 20:29
          wisteria napisała:
          > Szkoda ze pan 47-letni te sprawe zawalil.

          Z kim zawalił, bo jakaś niejednoznaczna jesteś- z żoną czy kochanką?
          • wisteria Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 20:35
            Z zona, bo rozumiem ze mu teraz przykro ze ten uklad stracil.
            Co do kochanki, to rozumiem ze tobie pozostanie z nia lepiej
            odpowiadalo? Nic w poddteksie, kazde wyjscie jest jakims wyjsciem.
            • besamemucho Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 20:47
              wisteria napisała:

              > Z zona, bo rozumiem ze mu teraz przykro ze ten uklad stracil.
              > Co do kochanki, to rozumiem ze tobie pozostanie z nia lepiej
              > odpowiadalo? Nic w poddteksie, kazde wyjscie jest jakims wyjsciem.


              Wyluzuj, ja stoję murem za żoną i właśnie myslałam, że Ty nie! :)
              Ten cytat o szalonym seksie z kochanką tak mi to nasunął.
              A jesli chodzi o ich związek(to znaczy męża i żony), to chyba nie skończyło się
              to tak źle, no nie?
              • wisteria Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 21:13
                Zaznaczylam ze nie ma zadnych podtekstow w mojej odpowiedzi na
                Twoje pytanie.
                Kazde wyjscie jest wyjsciem - dla jednego dobrym a dla kogos
                innego nie do zaakceptowania. A ja wcale nie wiem czy panu
                47-leniemu nie byloby dobrze z kochanka, ktora potencjalnie
                mialaby zostac jego kolejna zona. Czy Ty to wiesz?
                Moje mysli kieruja sie w strone tego iz wiemy doskonale ze
                jest na swiecie tyle fajnych rzeczy, i tu szalony seks z kochanka,
                to jednak mimo iz wiemy co mozemy stracic, ladujemy sie w podobne
                sytuacje.
                Specjanie pisze przez "MY" gdyz kazdy z nas moze na swojej drodze
                spotkac diabla. A ich obecny zwiazek? Brrrrrrrr. Pan zawalil sprawe.
                • besamemucho Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 21:27
                  Może by i było dobrze. Ale sam stwierdził, ze czuł czasami do niej obrzydzenie
                  "po"...Ja myślę, że z kochanką to nie była miłość, tylko pożądanie a dla niego
                  liczyła się bardziej żona i rodzina. Jakby kochanka została zoną, miałby kaca
                  moralnego do końca zycia.
                  • anula36 Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 21:38
                    nie ma co sie za bardzo roztkliwiac nad cala sytuacje- przynajmniej poznales
                    wszystkie mozliwe oblicza zycia - rodzine, sukces, dzieci, namietny seks - a ze
                    nie wszystko w tym samym ukladzie... niektorym czesc z tego zestawu pewnie
                    neigdy nei bedzie dana.
                  • wisteria Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 21:42
                    Zgadza sie. A jednak zaryzykowal to czego absolutnie nie
                    chcial stracic - dziecko, czy co? Przerazaja mnie ludzie,
                    ba - sama sie sie czasami siebie boje, kiedy mnie tak zlosc
                    wezmie, to tez chcialabym pojsc precz. Ale nie ide, i wiem
                    nie pojde. Moze jestem tchorzem, a moze sa dwa rozne odwazniki
                    na szali - kazdy ma inny ciezar.
                    Nie bede dalej pisac, znikam do jutra.
      • olimpia77 Do anais_nin666 24.10.05, 09:19
        Nic dodać nic ująć. Bardzo fajnie ujęłać tą sprawę, ja nie jestem taka spokojna
        jak czytam takie historię i hipotezy wysnówane na usprawiedliwienie zdrady.
        Pozdr.
    • 1first_lady Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 22:08
      Link do Twojego listu został wklejony na inne forum, stąd moja chęć zabrania
      głosu. Myślę, że ta historia wymaga głębszej
      refleksji a każda ze stron może w niej znależć cos dla siebie. Co ja znalazłam?

      Dla żony: Że warto mówić o swoich potrzebach seksualnych, domagac się ich
      spełnienia, nie krępować się męża, nawet jesli boimy się zranić jego męską dumę.
      Rozmowa pozwala uniknąć konfliktów- tu, na konkretne tematy brakowało jej
      bardzo długo.
      Dla męża: Również rozmowa! Że może nie warto kłaść na szalę rodzinę, którą się
      kocha, zanim we dwoje- mąż i żona nie spróbuje się rozwiązać problemu. Gdyby
      doszło wcześniej do łóżkowej szczerości zdrady by nie było. Że może warto się
      wsłuchać w potrzeby żony, a nie mieć tylko nieuzasadnione przekonanie o jej
      oziębłości a swoim wigorze. Że są w życiu ważniejsze rzeczy niż seks- rodzina,
      dzieci, dobra opinia, prawość, uczciwość, które można stracić nieodwołalnie, a
      chyba nie warto.
      Dla kochanki: Że nie warto się pchać " między wódkę a zakąskę".Pani słyszała to
      co chciała słyszeć, była przekonana o swoich atutach, nie zawahała się nimi
      zagrać....i rozczarowanie! Bo okazuje się, że była tylko seks przerywnikiem,
      nigdy nie traktowanym poważnie, że cały rok jej precyzyjnego planu i starań
      poszedł na marne!
      No, ale tej ostatniej akurat mi nie żal, bo od początku wiedziała w co się
      pakuje i dobrze, że dostała nauczkę.(Taka wredna jestem:):))
      Mam nadzieję, że Wasze małżeństwo ma jeszcze wiele szczęścia przed sobą, czego
      Wam b.życzę!

    • woman-in-love Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 22:20
      zgodzę się z twierdzeniem, że siedzisz pod pantoflem:-)))) ale niektórzy to
      lubią.
      • kottbury Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 22:34
        woman-in-love napisała:

        > zgodzę się z twierdzeniem, że siedzisz pod pantoflem:-)))) ale niektórzy to
        > lubią.


        :):):):) Kobieca intuicja? Ale może masz rację:):)
        • anula36 Re: Refleksje faceta 47 letniego 20.10.05, 22:41
          a co zlego w siedzeniu pod pantoflem??
          • wisteria Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 16:50
            Wlasnie. A tez sie przyczepie do pantofla.
            Chyba nie wynika z tego ze kazdy pan 47-letni,
            czy jakikolwiek inny, ktory nie zachowuje sie
            w ten sposob ze kazda pani ma mu dawac d...
            kiedy on chce, siedzi pod jakims pantoflem?
            Obecnie widac wyraznie, ze wiele pan, zon, dziewczat,
            znaja swoje potrzeby i wymagaja, nie zwacajac nawet
            najmniejszej uwagi na swoje pantofle. Po prostu nie
            sa zainteresowane facetem i zabawa sie konczy. Po co
            komu jakis dupek po pantoflem?

            • anula36 Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 17:21
              ja lubie takich pantoflarzy co sie nie puszczaja na prawo i na lewo:)
              Jak chlop bata nad soba nie czuje to bedzie robil co mu sie zywnie podoba.
              faceci to istoty slabe z natury i nie do konca wiedzace czego chca. Dla dobra
              ludzkosci odrobina heterowatosci jednak jest wskazana:)
              • slawo23 Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 20:39
                Cuś takiego ?!!
              • slawo23 Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 20:45
                anula36 napisała:

                > ja lubie takich pantoflarzy co sie nie puszczaja na prawo i na lewo:)
                > Jak chlop bata nad soba nie czuje to bedzie robil co mu sie zywnie podoba.
                > faceci to istoty slabe z natury i nie do konca wiedzace czego chca. Dla dobra
                > ludzkosci odrobina heterowatosci jednak jest wskazana:)

                Cuś takiego?!!
                • anula36 Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 20:48
                  no przecie:)
        • ajanaa Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.11.05, 17:01
          Jezuuu, jak siedzisz pod pantoflem kocie-bury? No jak? Albo zostales z zona, BO
          TO JEST KOBIETA TWOJEGO ZYCIA, albo jestes slabeusz i faktycznie sie
          dostosowales. Jesli jestes natomiast przekonany, ze to jest dla Ciebie jedyna
          na swiecie osoba, to zyjesz z nia i probujesz dogadywac sie z nia mimo zdrady.
          I nie bo tak wygodnie. Mysle, ze Ci teraz bardzo niewygodnie, kiedy jej
          patrzysz w oczy, co?
    • gonia64 Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 11:17
      Mam trochę (ale tylko trochę) sytuację podobną do Twojej. Wiekowo moje
      małżeństwo jest zbliżone do Twojego. Podobnie jak Wy dorabialiśmy się 23 lata
      mamy dwoje dorosłych dzieci. I tak jak Ty mój mąż znalazł sobie kochankę.
      Gdy się dowiedziałam o tym nie krzyczałam. Nie poszłam do niej bo nie
      wiedziałam kim ona jest. Nie awanturowałam się tylko kazałam mu się wynosić.
      Nie posłuchał. Stracił cały autorytet u dzieci. Kiedy teraz córce próbuje
      zwrócić uwagę ona się odcina "że nie będzie jej moralizował bo sam jest
      moralnym zerem".
      Próbowałam dociec przyczyny tej zdrady. Przecież zawsze rozmawialiśmy.
      Wspierałam go kiedy miał jakieś trudności, Kiedy robił jakieś błędy pomagałam
      mu je naprawić.
      Jednak powiedział że nie ma mi nic do zarzucenia. Że zawsze byłam taka jaką
      mnie chciał. Myślałam że może mieliśmy jakiś problem z seksem a ja go nie
      widziałam. Mówi że zawsze było fantastycznie i że w pełni zaspakajałam jego
      fantazje. Mnie też było dobrze z nim. Wiedział, że zaufanie jest bardzo ważne
      dla mnie. Że zaufanie i nasze uczucie jest głównym motorem mojego działania.
      Więc dlaczego? Nie umie odpowiedzieć. Mówi że nie wie. Raz tylko powiedział, że
      chyba miał za dobrze i tego nie doceniał.
      Różnie to określa "że to nic takiego", "błąd, który będzie starał się
      naprawić" "wypadek przy pracy".
      Ja nie wiem jak można coś takiego naprawić? Mam wrażenie że nie rozumie co
      zrobił. Zajął się remontem pokoju, podaje mi kawę, obiad, sprząta. Mnie to
      drażni jeszcze bardziej. On ma przyjemne wspomnienia z czasu który spędzał z
      nią a ja mam w sercu czarną dziurę.
      Podobnie jak Twoja żona powiedziałam że teraz mnie już nic nie trzyma i będę
      miała szeroko oczy otwarte, znajdę sobie kogoś i zrobię tak jak on. Jestem
      atrakcyjna a on podobnie jak ty nagle zaczyna się bać.
      Boi się nie przez moje pogróżki. Pewnie nie wierzył że słowa mogę wprowadzić w
      czyn. Zaczął się bać kiedy umówiłam się z moim kolegą z pracy na kolację i
      wróciłam do domu z kwiatami bardzo późno za on nie wiedział z kim byłam i
      gdzie. Teraz boi się, że zostanie sam na Sylwestra a ja sobie gdzieś pójdę.
      Nie śpię już z nim. Raz próbowałam i nie sprawiło mi to ŻADNEJ satysfakcji. Nie
      będę się już więcej zmuszać. Wiem że on by chciał ale ja po prostu nie mogę,
      odrzuca mnie. Nie mam ochoty z nim rozmawiać. Staram się go nie widzieć. Coś
      się we mnie chyba wypaliło...
      Nie wiem co dalej będzie.
      • anais_nin666 Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 11:50
        Z czasem wszystko wraca do normy..., ale zaufania nie da sie chyba odbudowac. W
        moim malzenstwie sie nie dalo. Poza tym po zdradzie męża uważam (tak jak i Ty i
        żona autora wątku), że mam takie samo prawo go zdradzić. On tez nie ma pewnosci,
        ze ktoregos razu nie powiem "zdradzilam Cie". Tez podobno bylo miedzy nami
        super, no moze mialam jedną wadę - byłam właśnie za dobra. Chcial zobaczyc jak
        to jest z mniej fajna. I zobaczyl. I wyleczyl sie. Ja nie.
        Świetnie Cie rozumiem Gonia...
        • gonia64 Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 12:53
          Mój nawet nie miał odwagi powiedzieć "zdradziłem cię". Prosił o danie mu szansy
          na naprawę wszystkiego. Zgodziłam się pod warunkiem, że powie mi całą prawdę
          tylko raz żeby raz zabolało i żeby mnie żadna nowa wiadomość która wyjdzie
          później nie zaskoczyła. Nie miał odwagi. Wciąż kłamał, przedstawiał mi kolejne
          wersje zdarzeń. Za każdym razem różne. Czas płynął i wciąż wychodziły nowe
          fakty. Każde nowe odkrycie to był cios.
          Jak tu można mówić o naprawianiu, kiedy nie ma się odwagi stawić czoła temu co
          się zrobiło i ponieść konsekwencje. Mało że oszust to jeszcze tchórz. Po tylu
          latach stwierdzam że wcale go nie znam. To obcy człowiek.
          • dzingiel Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 13:19
            Naprawdę smutne.
            Czyli chciałby łatwo i bezstresowo. Żygać się chce jak czytam coś takiego.
            I co z tym zrobiłaś?
          • ewa.50 Re: Refleksje faceta 47 letniego 24.10.05, 13:53
            sama odkryłam zdradę męża przyznała się ,z tym że to nic bo mnie nadal kocha
            haha wysmialam go. I w liestpadzie mam pierwsza sprawę rozwodową .NIe umiałam
            dalej zyć z facetem ,który zdradził ,a poza tym nawet nie usiłował starac sie
            naprawic .Powiedziałam dośc i żegnaj ,założyłam sprawę i rozwodzimy się po 27
            latach małżeństwa i nie załuję.Ztego co widzę do panienki nie poszedł ,teraz
            kiedy kiedy ma wolną ręke i to mnie dziwi ,podejrzewam ,że myślał iż tak zawsze
            będzie :żona i kochanka ,bardzo to wygodne ale tylko dla facetów pozdrawiam i
            naprawdę z ta decyzją moją czuję świetnie i młodzież moja też
            • gonia64 Re: Refleksje faceta 47 letniego 25.10.05, 10:58
              Powiedz mi jak sobie wyobrażasz naprawianie tego co on zrobił. Chyba mam
              kiepską wyobraźnię, bo nie umiem wyobrazić sobie jak można zdradzać a potem
              naprawiać. Co naprawiać? Oszustwo? Skoro zdradził to znaczy że nie kochał żony?
              Teraz z wygody albo ze strachu zacznie kochać? Ostatnio drażni mnie to
              słowo "naprawiać". Naprawiać można było zanim poszedł z inną. Moim zdaniem po
              zdradzie nie można już nic naprawić.
              Jestem z Tobą.
      • pyza.buleczka Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 14:36
        Gonia napisałam do Ciebie na priv.
      • ona37wawa Re: Refleksje faceta 47 letniego 04.11.05, 10:33
        Wciąganie dzieci w takie sprawy to absolutny bład. Odbije się prawdopodobnie
        kiedyś także na Tobie, niestety...
    • aiszka4 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 13:27
      Mój mąż miał moją bezgraniczną miłość, wierność, zaufanie i ogromny szacunek.
      Ale on czuł się nieszczęśliwy, bo czuł się niekochany, bo gorzej było z
      częstotliwością "łóżkową". Nie z powodu moich oporów czy obaw, tylko zwykłego
      zmęczenia (plus "prezent", który przywlókł po pierwszym skoku). Koło się
      zamknęło - on u kochanki, ja mam więcej obowiązków i nie mogę się wyleczyć;
      więc ja coraz mniej mam ochoty na seks - on tym bardziej ma powód, by spotykać
      się z kochanką.
      Romans wyszedł na jaw i się skończył - wyleczyłam się i przestałam ciągle "coś"
      łapać, mąż jest częściej w domu i więcej pomaga, więc ja nie jestem
      ciągle "padnięta" - w łóżku jest ok., jego zdaniem pewnie nawet lepiej, niż
      wtedy.
      Męża nie kocham, nie ufam mu, straciłam do niego szacunek i nie czuję się w
      obowiązku być wierna - ale za to mamy zajebisty seks.
      Powinien być szczęśliwy...

      • katmandu5 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 13:54
        Po kilku latach dzisiaj była wspaniała noc ale ona zdradziła, zdradzila
        emocjonalnie. Czuje radośc, ale pod tym rozpacz i niepewnośc ze kocha tego
        drugiego. Jak moge ja z tego wyleczyc. Wiem, ze mnie kocha ale to moze tylko
        przyzwyczajenie. Kocham i cierpie.
        Z trwa.
        • tomek_abc Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 14:05
          Zastanawiam się dlaczego można wybaczyć wszytsko, ale nie zdradę...
          można wybaczyć, że ktoś latami jest niemiły, pije, unika seksu, nie dla o
          rodzinę....
          ale wystarczy jeden skok .....i koniec świata....


          • katmandu5 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 14:14
            Co gorsze. Zdrada mentalna, duchowa dotyka czasami dobipniej niz fizyczna. Mnie
            to dotnkneło. Gdyby zona zdradziła mnie z facetem, trudno, przeyłby to, ale ona
            kocha mnie ale tesnkni za tym drugim. Miłoscia swoje młodosci. 10 lat wspolnego
            zycia poszło w zapomnienie. Ja tak nie moge. Kocham ja. I pragne ale ona
            okłamuje siebie i mnie. Dlaczego tak jest?
            • tomek_abc Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 14:18
              Niestety juz chyba tak jest, że to co było troche idealizujemy....
              pierwszy pocałunek, pierwsza randka....

              wspominamy, marzymy....ale czesto to ułuda.... tak jak kraina naszego
              dziecinstwa...wszystko było piekne i idealne
            • dzingiel Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 14:34
              no właśnie, zdrada fizyczna to pikuś - wilkie halo o chwile uniesienia.

              śmierć uczucia jest straszna :(
            • olimpia77 Katmandu5 - odpowiedź masz na priva 24.10.05, 09:53

          • pyza.buleczka Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 14:29
            To proste, jak cię zdradzi ukochana osoba, kończy się świat, usuwa się grunt
            spod nóg, zaufanie w gruzach. Jak dalej tworzyć związek? Jak ponownie zaufać?
            Stary, a ty tu wyjeżdzasz, że ktoś jest "latami niemiły, albo unika seksu"
            osłabiłeś mnie
            • anula36 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 14:39
              ile ludzi tyle pogladow - mnie jakos bardziej przekonuja slowa Tomka - chyba
              latweij bym sie podniosla ze zdrady, zwalcza jednorazowej ( pod warunkiem
              uzywania prezerwatywy i nie przynoszenia syfu do domu) niz z lat meczenia sie
              pod wspolnym dachem.
            • tomek_abc Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 14:42
              po 1 nie jestem az taaki stary;)
              po 2 współczuję zdradzonym
              po 3 uważam że zdrada to zło

              ale....dlaczego w świadomości tzw społecznej ten/ta co latami maltretuje
              (psychicznie) rodzinę, ale jest wierny jak pies
              jest lepszy od tego który np.zaimprezował i za przeproszeniem bzyknął na boku

              • anula36 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 14:57
                znasz to powiedzenie- niechby pil niechby bil byle byl (na miejscu)...?
              • aiszka4 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 15:13
                Nie wiem, w którym miejscu tzw. świadomości społecznej się sytuuję.
                Mąż mnie nie bił, nie pił, nie znęcał się psychicznie.
                "Tylko" zdradził - i nie był to jednorazowy skok w bok.
                Nigdy nie powiem, że zamieniłabym się z żoną pijaka czy sadysty, byleby mąż był
                wierny.
                I picie i bicie i zdrada to qurestwo - krzywda wyrządzona osobie, która
                krzywdziciela obdarzyła miłością, zaufaniem. Jedno ani lepsze, ani gorsze od
                drugiego. Inne w przyczynach i objawach, ale cierpieć z takich powodów można
                równie mocno.
                Ale też nie usprawiedliam zdrady, bo druga strona pije, bije i robi Bóg wie co
                jeszcze. Nic nie zwalnia z uczciwości.
                Odejdź od partnera, z którym Ci aż tak źle, jeśli jest aż tak beznadziejny.
                Ale bądź uczciwy - wobec niego - dla siebie.
                Jak dotąd, mogę spojrzeć na swoje odbicie w lustrze bez obrzydzenia /nie tylko,
                dlatego, że jestem ładna, zgrabna i powabna;-)/
              • kiwigirl Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 15:19
                A kto twierdzi ze jest lepszy??
                ja bym i jednego i drugiego pogoniła od razu !!
              • olimpia77 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 24.10.05, 09:59
                Tomek, ja sobie też zadawałam to pytanie. I wiesz co, skoro w większości kultur
                przez tysiące lat tak właśnie było, to właśnie to jest nasza ludzka natura. I
                to najbardziej boli. Trzeba się z tym pogodzić.
          • anais_nin666 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 16:35
            Mylisz sie Tomek, nie wszystko mozna wybaczyc. Zdrada boli mocno, ale
            zaniedbywanie wszelakiej maści tez głęboko rani.
      • gonia64 Re: Refleksje trochę młodszej kobiety 21.10.05, 16:44
        A ty?
    • peter1 Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 15:03
      Na twoim miejscu nie winiłbym siebie tak bardzo. To, że żona nei powiedziała Ci wcześniej o
      problemach łóżkowych, wskazuje, że nie miało to dla niej wielkiego znaczenia. Rozumiem, że ty jej
      wcześniej sygnalizowałeś o swoich problemach.
      Najpodlejsze ze strony żony jest to, że wciągnęła w to wasze dzieci. Jakoś ostatnio widziałem wokół
      siebie kilka rozstań lub rozwodów i można je podzielić właśnie ze względu na to. W tych związkach,
      gdzie wciągano dzieci do konfliktu najgodzej na tym wszystkim wychodziły właśnie dzieci. Rodzice
      jakoś dochodzili do siebie, jak po kampani wyborczej, a dzieci wiele słów brało na poważnie. Dla nich
      to był koniec świata. Ja jestem w podobnym konflikcie, ale dzieci są poza tym.
      Pozdrawiam
      peter1
      • drak62 Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 15:50
        Też uważam że zona niepotrzebnie wciągneła w wasz konfikt dzieci. Ich
        zrozumienie pewnych spraw jest zdecydowanie mniejsze, przecież żona nie
        tłumaczyła im wszystkich zawiłości waszego współżycia. Myslę że z żoną
        wcześniej czy później dojdziecie do porozumienia - czas leczy rany- natomiast
        znacznie gorzej będzie ci ułozyc dobre relacje z dziećmi.
      • besamemucho Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 16:03
        A propos powiadomienia dzieci:
        Jego dzieci nie były takie małe, pisze, ze najstarszy syn miał 19 lat, wszystkie
        były rok po roku. to najmłodsze mogło mieć 17. 16? To nie są dzieci, to
        nastolatki, które wiele rozumieją, no ale też oceniają.
        A gdyby sprawa skończyła się rozwodem, to dzieci nie wiedziałyby, nie oceniały?
        Dlaczego, tak jest, że panowie(pewno nie tylko) akceptują draństwo jakim jest
        zdrada, pod warunkiem, żeby nikt się nie dowiedział. A dlaczego? Niech się
        wszyscy dowiedzą! Wtedy poznaje się "siłę uczucia" ;)
        P.S.
        To oczywiście napisane jest z przekąsem i z goryczą, ale coś w tym jest. Jeżeli
        zdradzającemu się wydaje, ze przezywa coś pięknego, a potem, gdy wszyscy wiedzą,
        on czuje wstyd i obrzydzenie do samego siebie, to widocznie to wcześniejsze nie
        było ani piękne ani warte....
        • drak62 Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 16:25
          Nie oceniam jego zachowania i nie pochwalam.
          W dalszym ciagu uwazam że dzieci (nawet te które maja 19 lat) nie powinny
          bezposrednio uczestniczyć w takim konflikcie. Poza tym nawet 18-19 letnie
          dzieci nie są jeszcze dojrzałymi psychicznie ludźmi . Inaczej odbiera się takie
          historie majac 18 lat a inaczj majac 25 lat .
          • besamemucho Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 16:39
            Podejrzewam, że teraz, tak jak on żałuje zdrady, tak ona załuje powiedzenie
            dzieciom o niej. Jego w tym przypadku oceniam surowiej, no ale panowie zarzucą
            mi zaraz "solidarność jajników" :)
            • matko74 Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 17:12
              oczywiście ;))


              besamemucho napisał:

              > Podejrzewam, że teraz, tak jak on żałuje zdrady, tak ona załuje powiedzenie
              > dzieciom o niej. Jego w tym przypadku oceniam surowiej, no ale panowie zarzucą
              > mi zaraz "solidarność jajników" :)
              • woman-in-love Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 19:28
                A teraz ja trochę "po-gdybam". Co sie stało - juz się nie odstanie. Nasz Kocio jest
                zastraszony przez żonę ( a raczej właścicielkę) która nie przebiera w środkach.
                Nie wiem na jakiej podstawie nazywa ją "elegancką". W jej zachowaniu widać
                raczej prostactwo. No i to, że Kocio dał się obić! Czy może nie dosłownie go
                obstukała? teraz idę dalej: zagroziła, że zrobi to samo. Wygląda mi na kobiete,
                która raczej
                się nie zakocha, ale gdyby straciła głowę dla jakiegoś macho, Kotek zostałby
                wygnany z domu bez mrugnięcia okiem. Dzieci miałyby przedstawiony obraz
                pokrzywdzonej mateczki równiez w odwrotnej sytuacji. Pytasz, Anula, co jest
                złego w pantoflarstwie?? To zatrata osobowości, poniżajaca bzdura.
                • 1first_lady Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 19:50
                  woman-in-love napisała:

                  > A teraz ja trochę "po-gdybam". Co sie stało - juz się nie odstanie. Nasz Kocio
                  > jest
                  > zastraszony przez żonę ( a raczej właścicielkę) która nie przebiera w środkach
                  > .
                  > Nie wiem na jakiej podstawie nazywa ją "elegancką". W jej zachowaniu widać
                  > raczej prostactwo. No i to, że Kocio dał się obić! Czy może nie dosłownie go
                  > obstukała? teraz idę dalej: zagroziła, że zrobi to samo. Wygląda mi na kobiete,
                  > która raczej
                  > się nie zakocha, ale gdyby straciła głowę dla jakiegoś macho, Kotek zostałby
                  > wygnany z domu bez mrugnięcia okiem. Dzieci miałyby przedstawiony obraz
                  > pokrzywdzonej mateczki równiez w odwrotnej sytuacji. Pytasz, Anula, co jest
                  > złego w pantoflarstwie?? To zatrata osobowości, poniżajaca bzdura.


                  Obrzydzasz nam tę kobietę na zasadzie "Co by było gdyby..." A biorąc pod uwagę
                  to, co jest opisane, to czyny świadczą źle niestety o Kociu, jak go nazywasz.
                  Żonę całkowicie usprawiedliwiają okoliczności.
                  • woman-in-love Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 20:04
                    Dlaczego zaraz "obrzydzam" kobietę? Kocio też nienajlepiej wypadł. Po prostu
                    oboje graja w te sama gre, a jest to gra interesów. matka, która uzywa własnych
                    dzieci jako "żołnierzy" jest ....no.... lepiej zmilczę.
                    • 1first_lady Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 20:36
                      woman-in-love napisała:

                      > Dlaczego zaraz "obrzydzam" kobietę? Kocio też nienajlepiej wypadł. Po prostu
                      > oboje graja w te sama gre, a jest to gra interesów. matka, która uzywa własnych
                      > dzieci jako "żołnierzy" jest ....no.... lepiej zmilczę.



                      Myślę, jak ktos już powyżej, ze to był nieprzemyślany krok, emocje, których
                      później pożałowała. Jeśli tak dobrze wychowywała dzieci, jak on mówił, to na
                      pewno zrobiła to, lub tłumaczyła potem bardziej taktownie.Nie oszukujmy się,
                      prawda na pewno wcześniej czy później by wypłynęła. Może lepiej, że dzieci w
                      taki sposób zobaczyły niezbyt ładne strony swoich rodziców. Bo na przykład
                      mógłby to być kolega, który konfidencyjnie by szepnął: "A wiesz, że Twój stary
                      posuwa ta k..ę Z.z ulicy Kociej?"
                      Jak już tak gdybamy....:)
                      • woman-in-love Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 20:44
                        No własnie, z tym wychowywaniem dzieci to też dziwnie Kocio przedstawia sprawę.
                        Cała zasługę ( jak szanujacy sie pantoflarz) przypisuje zonie. A on nic nie
                        robił dla nich? czy to zona metodą kropli wody, co drąży skałę wpoiła mu to
                        przekonanie? A co do tego tajemniczego orgazmu ze ścisnietrymi nogami, rzekomo
                        niedostępnego dla Kotta - są pozycje, kiedy kobuieta ma złaczone nogi, jest ich
                        wiele - czy Kottbury fzeczywiście jest tak nieuświadomiony, czy we wszystkim
                        polega wyłacznie na propagandzie swej wytwornej Bogini?
                        • 1first_lady Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 20:51
                          :))) Poddaję się. Nie jestem stałą bywalczynią tego forum, ale myślę, że jesteś
                          żeńskim odpowiednikiem mizogyna, więc co bym nie wymysliła na korzyść żony, Ty
                          dasz mi kontrę :):):)
                          • wisteria Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 21:46
                            Krotko mowiac "pantoflarz" to osobnik bez charkteru,
                            taki ktory szaleje przez pol roku z kochanka uprawiajac
                            szalony seks, po czym wraca do zony z podkulonym ogonem,
                            dostaje po pysku, zostaje zniewazony przez dzieci i dalej
                            tkwi w przez siebie zmarnowanym zwiazku.
                            A ja zawsze myslalam ze "pantoflarz" to taki co z kolegami
                            na piwo po pracy nie chodzi, nie czyni podbojow seksulanych,
                            ba, nawet na zone nie warknie kiedy zupa za slona, pantoflarz
                            jeden. Odpowiemy ze to stereotypy. Zatem, czzbysmy mieli nowy
                            moodel pantoflarza? Krytykujac zone 47-letniego pana, zastanawiam
                            sie jakie stereotypy mozna przypisac nowej pani "pantoflarzowej"?
                • anula36 do woman 21.10.05, 22:19
                  czemu mam niejasne wrazenie ze wszystko co robia inni jest be ( przynajmniej w
                  twoich oczach)?
    • besamemucho Re: Refleksje faceta 47 letniego 21.10.05, 21:56
      A mnie zastanawia jeszcze coś innego tak na marginesie tej historii. Kotbury
      wspomina o pewnym obrzydzeniu do kochanki "po"... Chciałabym się innych panów
      zapytać poważnie, czy to może byc prawda? Czy tez tak macie?
      Bo ja na przykład nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby takie uczucie gdzieś
      błąkało się w związku mojego męża i jego kochanki.
      • drak62 Re: Refleksje faceta 47 letniego 24.10.05, 13:58
        besamemucho napisał:

        > A mnie zastanawia jeszcze coś innego tak na marginesie tej historii. Kotbury
        > wspomina o pewnym obrzydzeniu do kochanki "po"... Chciałabym się innych panów
        > zapytać poważnie, czy to może byc prawda? Czy tez tak macie?
        > Bo ja na przykład nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby takie uczucie gdzieś
        > błąkało się w związku mojego męża i jego kochanki.

        Myślę że po pewnym czasie można się nasycić każdą kochanką (nawet seks może się
        znudzić) i pewnie pojawia się refleksja co dalej ? Jak tu bezpiecznie wrócić na
        łono małżonki:)
    • slawo23 Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 00:55
      A co by było gdybyś nie zdradził.Pewnie równo,gładko i w dół.Twoja zona to
      silna i bezwzględna osobowość(bez skrupułów wciągneła w to dzieci) i chyba już
      dawno przestała czuć w Tobie faceta.A tu nagle szok i do lóżka nawet wróciła.
      Orły w bardziej dramatyczny sposób odnawiaja dzioby ale ż y j ą.
      • niezapominajka333 Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 10:51
        Ciekawy przypadek. Zastanawiasz się Kottbury, czy jesteś szczęśliwy. Czy dobrze
        się stało, czy źle.
        Wszystko ma swoja cenę. Ty płacisz teraz za to, że wcześniej nie próbowałes
        wyjaśnic z żoną spraw seksu
        "....Problemy z seksem pojawiły sie po drugim porodzie. Żona panicznie
        bała się następnej ciąży, ale nie chciała brac pigułek, „bo jakaś jej ciotka
        zmarła na raka i to na pewno od tego”. Ja nie lubiłem prezerwatywy, ale jakos
        to było – trochę oralnie, trochę tradycyjnie lub eksperymentalnie (między
        piersiami), analnie ze 2 razy, ale nie chciała. Trzecie dziecko i
        koszmar!!Seks dawkowany jak lekarstwo- 2 razy na miesiąc, czasem częściej.
        Prosiłem, błagałem, tłumaczyłem... Poprawiało się na jakis czas a potem to
        samo..."
        "....Przyznaję, ze zona próbowała cos sugerować, ale jakoś za szybko
        zrezygnowala :(Wstyd przyznać, uwazałem, że przesadza, nie chciałem jej
        słuchać.Mówiłem, że todlatego, ze jesteśmy za rzadko, jak będziemy częściej,
        tosię samo wyreguluje. A chyba podświadomie nie chciałam dopuścić myśli, że jej
        nie zaspokajam....."
        Może i powinna żona w wyraźny i zdecydowany sposób dac ci do zrozumienia, że
        nie robisz tego dobrze, że taki seks jej nie zadowala - pytanie tylko ile razy
        i jak to powiedziec, gdy druga strona nie słucha zbyt uważnie, a do tego nie
        wyciąga wniosków i nie zmienia swojego zachowania.
        Wiem, ile mnie kosztowało uświadomienie mojego męża, że nie lubię pewnego
        rodzaju pieszczot. Przez pewien czas sądziłam, że albo jest głupi, albo mu
        totalnie nie zależy na moich odczuciach. Nie pomagały aluzje, delikatne
        zwracanie uwagi, mówienie wprost - przy każdej próbie zblizenia zachowywał się
        tak, jakby mu ktoś wykasował pamięc. Co pomogło? W pewnym momencie odepchnęłam
        go i wykrzyczałam, że nienawidzę tego, że mnie to irytuje, że mam ochotę go w
        tym momencie uderzyc. Dopiero taka demonstracja była skuteczna. Sądzę, że wiele
        kobiet, rezygnuje dużo wcześniej z reformowania partnera, gdy widza, że ich "
        mówienie" nie na wiele się zdaje.
        Do tego strach przed ciążą. Ona bała się pigułek, ty nie lubiłeś prezerwatyw.
        Kto powinien się przemóc?
        Gdyby zażywała pigułki, to pewnie miałaby spadek libido i z seksem też byłyby
        problemy. Do tego przekonanie o szkodliwości antykoncepcji mogłoby ją wpędzic w
        chorobę.
        Gdybyś ty używał prezerwatyw, twoje odczucia nie byłyby tak przyjemne. Czyli
        znając jej strach przed ciążą świadomie wybierałeś mniej, ale przyjemniej.

        W końcu doszło do zdrady. Staram się nie oceniac, nie potępiac, tak jak nie
        potępiałam Dosi za to, że szukała zaspokojenia poza małżeńską sypialnią.
        Jakoś bardziej rozumiem zdradę w wyniku posuchy w łóżku, niż jako szukanie
        urozmaicenia z kimś innym. Nie uważam, że jest to najgorsza rzecz, którą ktoś
        robi bliskiej osobie. Często jest dopiero pierwszym poważnym sygnałem, który
        druga strona dostrzega.
        Skończyło się tak, jak się skończyło. Piszesz o swojej kochance tak, jakby
        chciała cię zdobyc,. bo byłeś "dobrą partią".
        "...Gdy byłem już mocno uzalezniony od mojej kochanki, zaczęła
        się domagać deklaracji. Jasne: kocham cię, marzę o tobie, chcę być z tobą,
        przechodziło mi łatwo przez gardło. Ale małżeństwo???? Takiej opcji nie brałem
        pod uwagę!!! Tak szczerze, to chciałem, żeby moja żona posiadła te
        umiejętności co tamta, żeby ona była takim demonem seksu..."
        Może ona poważnie traktowała twoje słowa, ze ją kochasz, pragniesz i marzysz o
        niej. Przecież traktując serio twoje zapewnienia, powinna się spodziewac, że
        następnym twoim krokiem będzie rozwód z żoną i ślub z nią.
        Gdyby dawała się tak dalej zwodzic, to pewnie byłbyś w tym układzie. Wspaniała
        żona w domu i wspaniała kochanka na boku. Dopóki by się nie wydało.
        Mogłeś odejsc od żony i związac sie z kochanką. Miałbyś wspaniały seks i
        wielkiego kaca moralnego, tak jak Raqu. Dzieci też by się dowiedziały.
        A propos poinformowania dzieci.
        Nie wiem, jak bym się zachowała, gdybym pewnego dnia odebrała telefon od
        kobiety i dowiedziała się, ze od roku jest kochanką mojego męża i że stoję im
        na drodze do szczęścia, bo nie chcę mężowi dac rozwodu. Nie wiem, czy moja
        reakcja byłaby spokojna i wyważona tak jak zwykle.
        I każdy, kto decyduje sie na romans, powinien wziąc pod uwagę, że reakcja
        drugiej strony może byc dużo bardziej dramatyczna, niż stereotypowy płacz i
        wystawienie walizek za drzwi. Gdy emocje biorą górę może się wszystko zdarzyc,
        łącznie z zabójstwem w afekcie.
        Czy jesteś pantoflarzem? Trudno powiedziec. Oszukiwałeś zonę, wykorzystywałeś
        kochankę, nie zdecydowałes się na rozwód, tak jak olbrzymia większośc
        romansujących żonatych facetów.
        Teraz wziąłeś się za naprawianie tego, co szwankowało. Lepiej późno, niż wcale.
        Każda wiedza i doświadczenie kosztuje, a wy oboje płacicie teraz za to cenę.
        Zdaje się, że Bismarck powiedział, że tylko głupcy uczą się na swoich błędach,
        mądrzy uczą się na cudzych. Miejmy nadzieję, ze twój przypadek będzie takim
        przykładem błędu, na którym uczą się inni. Szczególnie ci, którzy sądzą, że
        rozmowy o ich potrzebach nie skutkują i są właśnie przed podjęciem decyzji o
        skoku w bok.
        Moim zdaniem powinieneś zadac sobie pytanie w jakiej alternatywnej
        rzeczywistości byłbyś bardziej szczęśliwy. Ale trzeba wziąc pod uwagę wszystkie
        konsekwencje. Czy byłoby lepiej, gdyby w ogóle nie doszło do romansu?
        A może, gdyby cała rzecz się nie wydała? Czy gdybyś trafił na kochankę, która
        zamiast dzwonic do twojej żony, próbowałaby popełnic samobójstwo byłbyś
        bardziej szczęśliwy? A może spokojny koniec romansu i zimne noce z żoną, bo co
        zmusiłoby was do drążenia tematu kiepskiego seksu, skoro przez tyle lat wam się
        nie udawało poprawic sytuacji? Jest mnóstwo innych możliwości, sam oceń, czy są
        lepsze czy gorsze w porównaniu do tego, co cię spotkało.
        Moim zdaniem powinieneś skupic sie na tym, co jest tu i teraz. Skoro już uczysz
        się na własnych błędach, to przynajmniej zrób wszystko, żeby efekty były warte
        ceny, jaką za to zapłaciłeś.








        • jagula5 Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 23:11
          Niezapominajko.... bardzo mądra i życiowa wypowiedź.
          Podpisuję się pod nią. Nic dodać nic ująć
      • woman-in-love Re: Refleksje faceta 47 letniego 22.10.05, 13:10
        slavo, dzięki Twojej wypowiedzi poczułam się lepiej, bo takie drobiazgowe
        analizowanie przypadku Kotaburego przyprawia mnie o ból głowy, nie jestem w
        stanie dywagować godzinami nad niuansami histori, która jest tak banalna i
        trywialna, ze aż w oczy szczypie. Kryzys z kochanka w tke na pewien czas
        obudził lwicę w pani Kotowej, wygodnie umoszczonej w zyciu. Kiedy seks "nie
        idzie" a małżonkowie są zdrowymi ludzmi - jest jasne, że wcześniej, czy póżniej
        dojdzie do zdrady. Cóż, kiedy zadufana w sobie zona-włascicielka nie dopuszcza
        mysli, ze jej poldegły poddany mógłby się odwazyc na cos takiego. Dostała po
        nosie i zareagowała, jak umiała. teraz kot ma przerabane - i jeszcze pyta, czy
        jest szczęsliwy. Zalezy, co sam uzna za szczęście.
    • kottbury Jeszcze raz Kottbury 22.10.05, 23:17
      Dziękuję wszystkim, którzy wypowiedzieli swoje zdanie na temat mojego listu.
      Dostało się mi i akurat się tego spodziewałem. Dostało się też mojej żonie- no
      cóż nikt nie jest idealny.
      Postaram się w jakimś stopniu odpowiedzieć na Wasze zarzuty i pytania. Jaki był
      seks z żoną przed ślubem i na początku? Fajny, częsty, ekscytujący, zadowalający
      mnie i ją. Może dodam, że byliśmy dla siebie drugimi seksualnymi partnerami.
      Moja żona miała wcześniej chłopaka, ja dziewczynę. Oba związki były skończone
      przed naszym poznaniem się i nie należały do udanych. Nie chcę mówić o dwóch
      połówkach, ale nasz związek to było coś takiego. Chęć przebywania ze sobą,
      wspólne wypady, rozmowy, seks, podobny sposób pojmowania świata. Wiem, że ciąże
      i dzieci przyszły za wcześnie i to właśnie żona zapłaciła za to najbardziej, bo
      nie mogła studiować tego co chciała. Nie narzekała jednak nigdy na drugie studia
      i pracę nauczycielki jaką po nich miała. Ja się nawet cieszyłem, bo wcześniej
      była w domu, na wakacjach dzieci miały mamę. To ważne dla rodziny. To dlatego
      napisałem, że ona wychowywała dzieci. Nie oszukujmy się- główny ciężar spadł na
      jej barki, jakkolwiek słodki byłby to ciężar. Ja rozwijałem firmę i zająłem się
      głównie pieniężnym aspektem funkcjonowania rodziny. Oczywiście nie czepiajcie
      się słówek, bo nie znaczy to, ze nie zajmowałem się dziećmi. Zajmowałem, ale nie
      w takim stopniu jak żona.
      Jak pisałem, zaczynalismy od zera i przez długie lata związku mogliśmy się
      dobrze poznac, jak to się mówi i w szczęściu i w trudnych chwilach. Kocham żonę,
      wiem, że jest ze mną dla mnie samego. Jest silną indywidualnością, ale nie
      zauważyłem, zeby była porywcza (stąd zdziwienie jej reakcją), raczej ma
      swiadomość własnej wartości. Nie zauważyłem, żeby miała tendencje wodzowskie,
      nie dyryguje dziećmi, rozmawia z nimi, nie wywiera żadnych presji, chce, żeby
      nauczyły się same podejmowac dezyzje, odpowiadać za swoje czyny, załatwiać swoje
      sprawy. Nie odczułem nigdy, że traktuje mnie „jak swoją własność”, albo robiła
      to bardzo inteligentnie:).
      No :), wyszedł mały pean na cześć zony, ale oczywiście jak każdy ma swoje wady,
      choćby na przykład niepunktualność. No i ten seks przynajmniej dla mnie był
      problemem. Teraz, gdy rozmawiamy o tym, ona mówi, że dużo w tym jej winy. Jako
      dziewczyna namiętnie czytająca książki, dostała pierwszego w życiu orgazmu
      czytając jakis opis erotyczny i mocno zaplatając przy tym nogi. Nauczyła się tak
      doznawac przyjemność- myślenie o czymś podniecającym, lub czytanie czegoś,
      splecione nogi, kilka ruchów.....Wierzę jej, czytałem kiedyś o dziewczynie,
      która doznawała orgazmu skierowując na łechtaczkę strumień silnej wody. Też
      ciężko jej było zaznać pełni z partnerem. Moja zona mówi, że przed porodami
      miała orgazm ze mną, bo czuła się „wypełniona”. Ale wszystkie nasze dzieci
      ważyły około 4 kilogramów, a mój członek rzeczywiście nie należy do
      największych. Nie wiem, próbuje odnieść się do jej zarzutów. Biorę też pod uwagę
      to, że chciała mi dokuczyć tak mówiąc, ale chyba nie do końca, bo w ramach
      „naprawy” naszego życia seksualnego ja wybierałem gadżety i ona. Ona wybrała
      „kulki rozkoszy”, które ćwiczą ściągająco mięśnie pochwy i „kolczastą” nakładkę
      na członka, zeby mnie więcej czuć. Ja kupiłem pierścień rozkoszy wibrująco
      drażniący członek i łechtaczkę w czasie stosunku. Nawet jednak bez gadżetów jest
      fajnie. Szkoda, że trzeba było takiego wstrząsu jakim jest zdrada, zeby dojść do
      satysfakcjonującego NAS seksu.
      Powiem Wam jednak, ze sprawdziłem „naocznie”to, że seks nie jest
      najważniejszy.Liczy się rodzina, miłość, wspólne cele, radości i smutki, zwykłe
      codzienne chwile. I zapewniam Was, że wolę dobry (i częsty ) seks z kochana
      przeze mnie żoną, niż świetny z kochanką. Może jestem mężczyzną jednej kobiety,
      pantoflarzem, jak mnie nazywacie. Nie wiem. Nie miałem jednak złudzeń, że dla
      kochanki bardzo ważna była zawartość mojego portfela i raczej nie „zakochała” by
      się we mnie, gdybym był kloszardem. Nie czuję, żebym ją specjalnie skrzywdził,
      pocieszyła się zreszta szybko. Dochodzi do mnie teraz, ze mogłem przez zdradę
      stracić rodzinę i aż się wzdrygam i dziękuję losowi, że do tego nie doszło. Czy
      dla seksu warto podejmowac takie ryzyko? Dla mnie po stokroć nie!- moją
      spóźnioną mądrościa. Czy ten super seks byłby zawsze? Przychodzi rutyna i
      zobojętnienie i miałbym się wtedy zapytać co przy mnie robi ta obca baba?....
      Co z dziećmi? Są teraz wszystkie na studiach, przyjeżdżają co jakiś czas do
      domu. Rozmawiają normalnie, opowiadają, czasem się zwierzają...Widzą nas
      zgodnych jak dawniej i nie poruszają nigdy tamtego tematu. Zona żałuje, że im
      powiedziała, ze zadziałała pod wpływem emocji. I nawet nie dlatego, ze ucierpiał
      mój wizerunek, ale ze boi się, ze zdrada może zdarzyć się w ich przyszłych
      związkach. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia na ten temat?
      Dlaczego spoliczkowała kochankę nigdy nie chciała mówić. Zaznaczam, że nie
      potępiam ją za to , tak jak nie mam za złe spoliczkowanie mnie.Mogę się
      domyslać dlaczego, bo w trudnym dla nas czasie „po” często mnie się pytała jakie
      deklaracje składałem tamtej, ze po krótkim czasie czuła się tak pewnie, mówiła
      to, co mówiła....”Jak kurwa mogła grozić zonie, pouczać ją i znieważać???”- to
      było jej częste pytanie. Problem w tym, że nic nie mówiłem tamtej na temat zony.
      Nie potrafiłbym udawać, ze jej nie kocham i nas nic nie łączy. Parę razy mi się
      wyrwało, że chciałbym, zeby moja zona zrozumiała jak ważny jest seks dla
      mężczyzny, tak jak rozumiała to tamta. I nic więcej. Otrzymywałem seks, mówiłem
      o miłości. Nic ponadto. Może nawet przed samym aktem te słowa były szczere.....
      Ale już po...... kompletny kac moralny.... Czy na takiej podstawie kochanki
      mogą się spodziewać rozwodu?

      Czytałem oczywiście historię Raqu46. Chciałbym, zeby on coś napisał, nasze
      historie są tak podobne, ale zakończenia różne. On wybrał kochankę, ja zonę. Nie
      żałuję! Obecnie pracujemy (a właściwie zona) nad niewspominaniem juz nigdy
      tamtego. Trzymajcie za nas kciuki.
      P.S.
      Ale słodka historia wyszła:). No ale między tymi wszystkimi słowami jest po
      prostu para zwyczajnych ludzi......
      • 1first_lady Re: Jeszcze raz Kottbury 23.10.05, 00:18
        Kottbury naoisał:
        Trzymajcie za nas kciuki!


        Ja trzymam i wierzę, że Wam się uda! Już się udało.
      • loppe Re: Jeszcze raz Kottbury 23.10.05, 15:38
        Sprawa zatem się klaruje. Mówiłeś że kochasz - kochance no i dlatego ona
        znalazła podstawy etyczne by zadzwonić do żony. I na podstawie telefonu
        kochanki żona dała Wam obojgu po pysku. Wszystko pasuj. Bo nie kochałeś a
        gadałeś.

        Memento: Prawdziwy mężczyzna nigdy "nie mówi kobiecie o miłości" jeśli nie
        kocha.
        • loppe Re: Jeszcze raz Kottbury 23.10.05, 15:39
          nie na darmo mówią: kłamstwo ma krótkie nogi
      • ambx Kocie Bury! Twoje życie jest nowelą... 23.10.05, 16:15
        ...scenariuszową! Jaka niesamowita historia! Czy zagląda tu jakiś scenarzysta?
        To gotowy materiał! Jest tu wszystko! Młodzieńcza namiętność, wbite w
        podświadomość pierwsze dziewczęce doznania... życiowy sukces i sypialniana
        klęska... Wypalenie związku, kryzys wieku średniego i nagle... przyfruwa rajski
        ptak młodości. Zjawia się kobieta przeżywająca szczytowanie na samą mysl o
        twoich dochodach. Nadrabiasz seksualne zaległości z paru lat... Jesteś muczo
        maczo! Ale nie na tyle, by wejść na drugie okrążenie, jak wspomniany raku...
        Twoja bura domowa kotka, nagle okazuje się... tygrysicą! Ryczy wściekle i wali
        w pysk nie chowając pazurów! Goni drugą samicę! Zwiera front z małymi, mówiąc,
        że tatuś zdradził i okłamał mamusię. Gdy jest już po "happy end", jeszcze
        musisz się zdobyć na "posłowie" - spotkaj się z pełnoletnimi dzieciakami i
        szczerze do bólu opowiedz im jak było. Jak wyglądało wasze życie małżeńskie,
        zanim doszło do zdrady. Albo najpierw - napisz im maila i podaj link do tego
        forum. Powiedz, że ufasz im i wierzysz, że nie wypaplą mamusi. A jeśli wypaplą -
        oznaczać to będzie taki sam zawód i sprzeniewierzenie, jaki ty im sprawiłeś.
        Czekamy na wieści!
        • anais_nin666 Re: Kocie Bury! Twoje życie jest nowelą... 23.10.05, 17:07
          Parę filmów o podobnej treści nakręcono, więc historię kotaburego sobie darujmy
          jako kolejny material na film. Będzie ulepek, a tego w filmie juz i tak zbyt wiele;)
          Warto jednak, by sporo osób się z nią zapoznało, bo opowieść niby tak zwyczajna,
          a jednak niesamowita w swym optymizmie:)
          Powodzenia dla rodziny kotaburego:)
      • your_and Re: Jeszcze raz Kottbury 24.10.05, 16:24
        kottbury napisał:
        > Dziękuję wszystkim, którzy wypowiedzieli swoje zdanie na temat mojego listu.
        > Dostało się mi i akurat się tego spodziewałem. Dostało się też mojej żonie- no
        > cóż nikt nie jest idealny.


        Jak dla mnie to żona kotabutego napisała o swoich emocjach... przez pryzmat
        swojego skruszonego męża.

        To myślenie tych z Wenus, tym z Marsa łatwo to rozszyfrować.

        Ale dyskusja i tak była ciekawa.
        Pozdrawiam kotkęburą...
        your_and (Mężczyzna)
        • 1first_lady Re: Jeszcze raz Kottbury 24.10.05, 17:19
          Your_and!
          Wiesz, że tez mi przemknęła taka myśl, że Kottbury jest kobietą. Już po
          pierwszym liście. Bo strasznie podobało mi się zakończenie tej historii i dla
          mnie jako kobiety było wręcz idealne, no i inne elementy- reakcja żony, dzieci.
          Ale trochę szyków napsuła mi Woman-in -love mieszając Kota a przede
          wszystkimjego żonę z błotem i pomyślałam, że może moje zdanie nie jest może
          reprezentacyjne dla wszystkich kobiet.
        • antonio50 Re: Jeszcze raz Kottbury 24.10.05, 20:50
          Dla mnie więcej niż pewne, że to pisała baba! Za pięknie na mój gust pisze o
          swojej połowicy! No i który facet napisze, że ma małego członka?
          • kottbury Re: Jeszcze raz Kottbury 25.10.05, 02:23
            antonio50 napisał:

            > który facet napisze, że ma małego członka?


            Anonimowy banderasku, anonimowy! Też masz ten problem?
        • kottbury STANOWCZO PROTESTUJĘ!!!! 25.10.05, 02:20
          przeciwko obrażaniu mnie!
          Oświadczam, ze byłem, jestem i będę mężczyzną! Ktokolwiek ten fakt poddaje w
          wątpilwość zostanie wezwany na ubitą ziemię!
          Howgh!
          • anais_nin666 Re: STANOWCZO PROTESTUJĘ!!!! 25.10.05, 13:12
            Czy porównywanie Cię do kobiety to obraza? Ciekawe...
            • 1first_lady Re: STANOWCZO PROTESTUJĘ!!!! 25.10.05, 14:10
              anais_nin666 napisała:

              > Czy porównywanie Cię do kobiety to obraza? Ciekawe...

              Chyba mu nie chodzi o porównanie, tylko wzięcie za...
              • anais_nin666 Re: STANOWCZO PROTESTUJĘ!!!! 25.10.05, 15:05
                A wzięcie za kobietę takie straszne jest?
                Oczywiście sobie trochę dworuję;-) Proszę nie czytać mnie zawsze wprost :)
                Bawię się ostatnio w p. Zelenkę (tego od "Samotnych").
    • kropka991 do admina 24.10.05, 10:12
      Czemu nie ukazuje się mój post wysłany w okolicy 9.00?
      • olimpia77 Re: do admina 24.10.05, 10:19
        kropko, bo niektóre posty są kasowane, hehe, cenzurka
        też mi skasowali
        • ewolwenta Re: do admina 24.10.05, 10:40
          Krytykować wolno. Obrażać nie Olimpio77.
    • kropka991 do kotta burego 24.10.05, 11:46
      Dodam jeszcze swoje trzy grosze. Wydarzenia działy się spontanicznie, nikt tego
      nie planował. Pytasz czy cieszyć się z obrotu spraw czy nie. Ja bym się
      cieszyła.

      -Po pierwsze na linii Ty-Twoja żona.

      Riposta żony spowodowała, że i Ty i ona czujecie ulgę. Wybuchły emocje,
      zmaterializowały się w rękoczynie. I już. I możecie oboje się czuć wolni od
      zalegających wrogich uczuć. Była zdrada, była odpłata. Łatwiej teraz przystąpić
      do życia tu i teraz. Wybrać dalszą drogę. Mnie podoba się to co wybraliście.

      -Po drugie w sprawie dzieci.

      Szczęśliwe pożycie to nie jest brak konfliktów, to umiejętność wychodzenia z
      konfliktów. Dorastające dzieci zobaczyły, że zdrada może się zdarzyć. Bo
      zdarzyła się ojcu, który przecież nie jest jakimś potworem, tylko „zwyczajny
      człowiek”, na dodatek kochany, znany. Syn pewnie niedługo zakocha się, zacznie
      swojej dziewczynie przysięgać wierność. I będzie dobrze rozumiał co mówi.
      Myślę, że (widząc wasze doświadczenie) dostał szczepionkę przeciw zdradzie
      lekkomyślnej. Wybierać będzie świadomie. Nie będzie żył urojeniami, że jemu -
      szlachetnemu - to nie może się przydarzyć. Będzie żył uważniej, dojrzalej. Bo
      doświadczył, że zdrada to nie tylko przekroczenie bezosobowej „normy
      społecznej”, ale to też zranione uczucia współmałżonka, zagubienie samego
      zdradzającego, rozbudzenie oczekiwań tej trzeciej. I jeszcze można „zarobić po
      pysku”.

      -Po trzecie w sprawie kochanki.

      Intuicyjnie przypuszczam, że jej odczucia mieszczą się w komentarzach Woman. I
      teraz o tych przypuszczalnych odczuciach kochanki. Zawalczyła o swojego chłopa
      (telefon), skoro on sam robił uniki. Bo niby dlaczego nie. Skoro tak dobrze im
      w łóżku, to niech mężczyzna wieje od żony, a jej niech „norma społeczna”
      zagwarantuje na wszelki wypadek (?!) udział w dorobku partnera (nowe
      małżeństwo). A przynajmniej może by zalegalizować poligamię. Chociaż na wstępie
      romansu mówi się: po co te wszystkie normy społeczne, małżeństwa, wierności.
      Niech ludzie stanowią zbiór singli, bez nudy, bez rutyny, bez zobowiązań, niech
      żyją z tym, z kim im akurat w tej chwili dobrze. No ale dzieci? Więc ten model
      dotyczyłby chyba tylko kobiet po menopauzie lub z totalną antykoncepcją.

      Piszę to (od słowa „po trzecie „) z przekąsem. Nie podzielam takiej wizji.
      Chociaż monogamiczny (nie piszę że bezwzględnie do śmierci) związek jest
      trudny, to nie widzę lepszego schematu. A „norma społeczna” jest potrzebna.
      Inaczej człowiek (statystycznie) miotany impulsami zagubi się zupełnie. W
      ostateczności może dokonać wyboru życia wbrew normie. Ale najpierw dokładnie
      się zastanowi.

      Tyle moich uwag, cieszę się, że przeczytałam Twoją historię. Pozdrowienia dla
      Ciebie, dla całej trójki dzieci (dzielni byliście) no i dla żony. Była kochanka
      poradzi sobie bez moich pozdrowień.

      Post scriptum
      Były na forum posty petar2-a o „przepisach ruchu drogowego i o smutnych acz
      zdarzających się nieuchronnie faktach ich łamania”. Proszę bardzo autora o
      linki. Dołączę je do moich ulubionych. Pozdrowienia petar2!
      • woman-in-love Re: do kotta burego - mistrzostwo Pani Kotowej 24.10.05, 20:56
        Jakoś przemknęło niezauważone zdanko świadczące o Mistrzostwie-Pani-Kotowej.
        Otóż Pani Kotowa (pedagog) żałuje, ze powiedziała o sprawie dzieciom. Nie ze
        względu na wizerunek męża (ten ma prawdopodobnie gdzieś) ale ze względu na to,
        ze zdrada może zdarzyć się w przyszłych związkach dzieci. Tak więc mamy już
        potencjalnego winowajcę zdrad, które sie jeszcze nie odbyły. Pani Kotowa
        zapomina, ze ponosi połowę odpowiedzialności za sytuację. Podejrzewam, że
        symulowała orgazmy, co jest rzeczą niszczącą związek, zwykłym kłamstwem.
        • woman-in-love Re: do kotta burego - mistrzostwo Pani Kotowej 24.10.05, 21:16
          Tak, też przychylam sie do opinii, że Kot jest kobietą. To pytanie: "czy jestem
          szczęsliwy?" wbiło mnie w podłogę. Ale może to zona zastanawia się, czy jej mąz-
          niewolnik jest szczęsliwy? Bo z pewnoscia nie jest to małżeństwo partnerskie,
          lecz model totalitarny.
          • markono Re: do kotta burego - mistrzostwo Pani Kotowej 24.10.05, 21:35
            no, tu prawdziwe bitwy i podchody uprawiają uczestnicy forum.
            skąd w ludziach tyle pomysłowości?
            ból, zranienia, gorycz czynia z nas zwierzątka?
          • kottbury Re: do kotta burego - mistrzostwo Pani Kotowej 25.10.05, 02:35
            woman-in-love napisała:

            > Tak, też przychylam sie do opinii, że Kot jest kobietą. To pytanie: "czy jestem
            >
            > szczęsliwy?" wbiło mnie w podłogę. Ale może to zona zastanawia się, czy jej mąz
            > -
            > niewolnik jest szczęsliwy? Bo z pewnoscia nie jest to małżeństwo partnerskie,
            > lecz model totalitarny.


            Wprawdzie jestem spod znaku bliźniąt, ale zapewniam Cię, że nie cierpię na
            rozdwojenie jaźni. A pytanie retoryczne "Czy jestem szczęśliwy?" odnosi się
            bezpośrednio do tytułu tego forum i sugeruje, może niejednoznacznie dla Ciebie,
            że jednak wolałbym dojść do rozwiązania problemów seksualnych bez zdrady po
            drodze! Poniatno?
            Sugestie na temat mojego małżeństwa są chyba Twoimi pobożnymi życzeniami, choć z
            drugiej strony nie wierzę, że tak źle mi życzysz.
            • elfira Re: do kotta burego - mistrzostwo Pani Kotowej 26.10.05, 09:51
              witaj Kocie Bury!! Mam 30 lat i przeszłam zdradę wtedy jeszcze nie
              męża....trudno jest o tym tak naprawde zapomnieć, różne etapy przebaczenia
              miałam, agresji (w glowie) wobec tej kobiety i mojego męża itd.........nawet
              teraz jest mi trudno się pogodzić z tym wszystkim. On powiedział że zrobił to,
              bo chciał odejść ode mnie i uważał to za dobry powód. Ja tak bardzo go kochałam
              że mu nie pozwoliłam i ze świadomością zdrady wyszłam za mąż......mój związek
              nie przetrwał próby czasu......nie oczekuję litości. Jeśli chodzi o zdradę to
              ktoś powiedział że kobiety przebaczają ale nie zapominają, mężczyźni nie
              przebaczają......pozdrawiam
    • besamemucho No nie!!!! Co Wy wypisujecie?!!!!!!! 24.10.05, 21:56
      Co to za bzdury, że Kotbury jest kobietą? Skąd taki przypuszczenia?
      Powiem Wam, ze po przeczytaniu pierwszej części jego historii przez cały dzień
      miałam dobry humor, że są porządni faceci, że wracają po zdradzie, że rozumieją
      błąd, że kochaja żony.....bo jestem zdradzaną żoną.
      Dziś po przeczytaniu drugiej części tej historii poczułam się jeszcze lepiej do
      czasu Waszej bzdurnej sugestii!
      Na jakiej podstawie to zdanie???? Nie odbierajcie mi iluzji, że istnieją tacy
      mężczyźni!Że zdrada może się tak skończyć!
      Kocie Bury odezwij się! Wyślij im zdjęcie swojego "ptaka"!!!!!
      • your_and Re: No nie!!!! Co Wy wypisujecie?!!!!!!! 24.10.05, 22:16
        > Co to za bzdury, że Kotbury jest kobietą? Skąd taki przypuszczenia?
        > Powiem Wam, ze po przeczytaniu pierwszej części jego historii przez cały dzień
        > miałam dobry humor, że są porządni faceci, że wracają po zdradzie, że rozumieją
        > błąd, że kochaja żony.....bo jestem zdradzaną żoną.

        Sa nawet tacy, co nie zdradzają, chociaż pokusę odpiera ją z trudem, są tacy na
        pewno co potrafią zrozumiec swój błąd po zdradzie, ale nigdy nie rozumują w ten
        sposób i nie użyliby takich sformułowań mówiąc skruszeni o takim problemie w
        swoim życiu.
        Po prostu jesteśmy inni i tu tą inność można wyraźnie wyczuć.
        Bardzo bym chciał żeby pani kocica napisała nam coś naprawdę od siebie skoro już
        zajmuje nas swoją historią…
        • besamemucho Re: No nie!!!! Co Wy wypisujecie?!!!!!!! 24.10.05, 22:23
          your_and napisał:

          > > Co to za bzdury, że Kotbury jest kobietą? Skąd taki przypuszczenia?
          > > Powiem Wam, ze po przeczytaniu pierwszej części jego historii przez cały
          > dzień
          > > miałam dobry humor, że są porządni faceci, że wracają po zdradzie, że roz
          > umieją
          > > błąd, że kochaja żony.....bo jestem zdradzaną żoną.
          >
          > Sa nawet tacy, co nie zdradzają, chociaż pokusę odpiera ją z trudem, są tacy na
          > pewno co potrafią zrozumiec swój błąd po zdradzie, ale nigdy nie rozumują w ten
          > sposób i nie użyliby takich sformułowań mówiąc skruszeni o takim problemie w
          > swoim życiu.
          > Po prostu jesteśmy inni i tu tą inność można wyraźnie wyczuć.
          > Bardzo bym chciał żeby pani kocica napisała nam coś naprawdę od siebie skoro ju
          > ż
          > zajmuje nas swoją historią…

          No a ja jestem kobietą czy mężczyzną panie analityku?
          • markono Fajny catacik, u góry 24.10.05, 22:25
            woman-in-love napisała:
            > zgodzę się z twierdzeniem, że siedzisz pod pantoflem:-)))) ale niektórzy to
            > lubią.

            kotowa napisała:
            :):):):) Kobieca intuicja? Ale może masz rację:):)
        • kottbury Do your_and! 25.10.05, 02:59
          Wiesz, odpowiadam Ci na końcu i najpierw odpowiedź miała być bardzo kąśliwa. Ale
          emocje trochę opadły i nie będzie taka.
          Uśmiecham się nawet trochę. Kiedyś zarówno moja kochanka, jak i żona bardzo mi
          polecały książkę "Samotność w sieci" a ja choć bardzo się starałem, nie mogłem
          przez nią przebrnąć. Do dziś nie przebrnąłem, bo "facet tak nie pisze".
          Śmieszne, że taki zarzut wrócił rykoszetem do mnie. Ja jednak nie śmiałbym
          zarzucić Wiśniewskiemu, ze książkę napisała mu żona ;)!
          • your_and Re: Do your_and! 26.10.05, 15:19
            Dzięki kociebury, ja miałem ją w szufladzie w wersji czytanej na CD i dzieki
            twojemu postowi zebrałem i słuchałem wczoraj do pierwszej w nocy. Naprawdę warto
            było...
            Ciekawie facet napisał... o głodzie miłości (chociaż zimny analityk napisałby że
            o kobiecej zdradzie).
            • besamemucho Re: Do your_and! 26.10.05, 18:53
              Ja jestem kobietą a powieści tej nie mogłam po prostu strawić!!! Dodam, że
              jestem tzw. wyrobionym czytelnikiem, czytam dużo, "od zawsze" i są to zarówno
              bardzo ambitne rzeczy jak i typowe czytadła. Ta powieść jest beznadziejna !!!
              Nie wiem co kobiety w niej widzą, bo dla mnie jest całkowicie fałszywa. Przy
              fragmencie w którym kobieta z obcego kraju wychwala pod niebiosa "tego Polaka",
              który coś takiego miał....bla, bla bla, pusty smiech mnie ogarnął. Trochę
              samokrytyki panowie! Trochę poczucia rzeczywistości a nie branie swoich
              pobożnych życzeń za jawę! Takich "kwiatków" było jeszczer kilka, a w ogóle cały
              czas przy czytaniu towarzyszyło mi uczucie fałszu, naginania, nierealności, że
              wreszcie dałam za wygraną i odłożyłam książkę na półkę.
    • your_and Związek po zdradzie 24.10.05, 23:24
      A ja mam nadzieje, że odezwie sie pani kotowa, w końcu rozmawia z inteligentnymi
      ludźmi.

      A przy okazji optymistycznego spojrzenia na łatanie związku po zdradzie dziś
      zauważyłem ciekawy artykuł w gazeta.pl, utrzymujący że pozytywne rozwiązanie
      takiej histori jest możliwe...
      Żyć po zdradzie
      kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,57321,2977119.html
      Nie wszystko bowiem - chociaż może się tak wydawać - legło w gruzach. Nawet
      najgłębszy kryzys da się zażegnać, jeśli obydwu stronom na tym zależy, a
      przezwyciężony stwarza szansę na lepszy związek. Jak to możliwe? Niektóre pary
      zaczynają sobie mówić, jak się czują w małżeństwie i komunikować swoje
      niezaspokojone potrzeby, a wtedy można sprawdzić, czy da się je w tym związku
      zaspokoić. Ale to oznaczałoby konieczność trzeźwego, do bólu prawdziwego
      przeanalizowania wszystkiego, co działo się dotychczas. I nie od strony
      niedociągnięć męża, tylko przeciwnie - swojego udziału w małżeńskim
      niepowodzeniu. Tego uczono mnie jako podstawowej prawdy o każdej relacji:
      odpowiedzialne są obydwie strony po równo, a zmienić można tylko siebie (co być
      może spowoduje, że i druga strona się zmieni, ale nie ma gwarancji).
      Myślę, że takie postawienie sprawy mało komu się spodoba: nie dość, że mąż
      dopuścił się zdrady, to jeszcze skrzywdzona kobieta miałaby się starać? No cóż,
      zależy, o co komu chodzi - o próbę odbudowania związku czy o wymierzanie
      sprawiedliwości. Te dwie rzeczy się wykluczają
    • 1first_lady Malowany ptak!!!! 24.10.05, 23:50
      A ja myślę, że to całkiem serio może być mężczyzna. Sama przyznałam, ze
      przemknęła mi myśl o kobiecie i przemyślałam dlaczego.
      Ano dlatego, że ta historia potoczyła się tak jakby sobie życzyły kobiety.
      Kobiety- żony, dodam dla woman-in love i nie tylko. Ale potem poszukałam wśród
      lepiej i gorzej znanych mi par i znalazłam kilka podobnych schematów typu: Facet
      miał skok, wrócił do żony, uzyskał przebaczenie, żałuje, żyją razem i sprawiają
      wrażenie dobrego małżeństwa, on więcej nie zdradza.
      A więc to całkiem prawdopodobna historia. Sami piszecie, że jest aż banalna.
      I jeszcze jedno a propos „niemęskości”. Mój tato, facet obecnie ponad 70 letni,
      na emeryturze, kiedyś kierownicze stanowisko mówi niekiedy, przekomarzając się z
      mamą, że wzięła go całkowicie pod pantofel. Moi rodzice są małżeństwem któremu
      można pozazdrościć- na spacer za ręce, wspólnie do sanatorium( gdzie wszyscy
      zresztą myśleli, że mama jest kochanką taty, bo przecież wobec żony w tym wieku
      nie można tak szarmancko i z uczuciem się zachowywać), długie rozmowy, wspólne
      gotowanie obiadu! Długo możnaby wyliczać. Są niekiedy kłótnie ,ciche dni, ale
      czybko mijają. Oczywiście całe życie razem, żadnych zdrad! Aż widać, że się po
      prostu kochają. Moja mama jest inteligentną kobietą i nigdy, nawet przed
      bliskimi koleżankami nie chwaliła się, że mąż często w domu wykonuje „babskie
      zajęcia”. Wie, że nie jest to dobrze postrzegane przez tak zwany ogół. Facet ma
      być „męski”! Babskie roboty?Okazywanie uczuć? To wszystko jest postrzegane jako
      słabość, coś kobiecego.Może nawet wierność jest niemodna? Taki facet jest
      odrzucany przez innych mężczyzn. To ciekawe, ale mój ojciec nie ma kumpli, ma
      znajomych, nawet nie wiem czy mogę powiedzieć kolegów. Natomiast koleżanki wiele
      razy dawały mojej mamie do zrozumienia, ze bardzo zazdroszczą jej męża. Myślę,
      że znacie i Wy podobne przykłady.
      Wracając do naszych baranów w tym kontekście:
      Panowie i jedyna, niepowtarzalna (i dodam mocno kontrowersyjna) Woman-in-love
      podejrzewają Kotaburego o nieistnienie!To nie może byc facet! Jest inny,
      niemęski(??), pisze o miłości do żony, podoba się kobietom na forum. Toż to
      malowany ptak! Rozdziobać!!!!!!!
      • kottbury Re: Malowany ptak!!!! 25.10.05, 02:47
        Dzięki Lady! I nie "może być mężczyzna", tylko jest mężczyzną!
        Ta dyskusja toczy się w przedziwną i mało zrozumiałą dla mnie stronę, ale na
        pewno nie będę się już nikomu tłumaczył, że nie jestem wielbłądem!!!
        • petar2 Re: Malowany ptak!!!! 25.10.05, 09:57
          kottbury napisał:
          > Dzięki Lady! I nie "może być mężczyzna", tylko jest mężczyzną!
          > Ta dyskusja toczy się w przedziwną i mało zrozumiałą dla mnie stronę, ale na
          > pewno nie będę się już nikomu tłumaczył, że nie jestem wielbłądem!!!

          Oczywiście Stary!!
          Nie daj się podpuszczać paru wojującym kobietkom na tym forum.
          Mają napchane głowy fałszywymi stereotypami.
          A to, że jak nastapi zdrada czy romans na boku to już koniec świata i jak się
          da uratować małżeństwo to cud. A nawet jak się uda to i tak nic niewarte i
          zalatujące stęchlizną.
          A to, że modelem wzorcowym jest związek partnerski (przeniesieniehaseł
          demokracji do małżeństwa, rodziny - dobre) a jak osobowość kobiety w domu
          dominuje (przynajmniej pozornie) to pantoflarz jest niewolnikiem i związek jest
          totalitarny. Z doświadczenia wiem, że po tygodniu podejmowania istotnych
          decyzji zawodowych i kierowaniu mniejszym lub większym zespołem miło jest wpaść
          w rolę pantoflarza.
          A to, że jak w wyniku problemu powstanie konflikt i jedna lub obie strony
          zareagują impulsywnie i emocjonalnie, często nadmiernie - to źle.
          Stąd chociażby taki negatywny odbiór polityki ostatnio, bo politycy ośmielają
          się publicznie ostro polemizować czy wręcz kłócić!
          A przez lata było tak słodko, od plenum do plenum, "w przyjacielskiej
          atmosferze" itd ...
          • ewolwenta Kto to jest pantoflarz? 25.10.05, 09:59

            • petar2 Re: Kto to jest pantoflarz? 25.10.05, 10:06
              pantoflarz m II, DB. -a; lm M. -e, DB. -y (-ów)
              1. pot. «mąż ulegający we wszystkim żonie»
              2. rzem. «rzemieślnik wyrabiający miękkie domowe pantofle»

          • your_and Re: Malowany ptak!!!! 25.10.05, 11:26
            > Z doświadczenia wiem, że po tygodniu podejmowania istotnych
            > decyzji zawodowych i kierowaniu mniejszym lub większym zespołem miło jest wpaść
            > w rolę pantoflarza.

            Starowicz pare razy pisał ze bycie niewolnikiem i poszukiwanie kobiet
            dominujacych w seksie i często bdsm, to zaskakujaca i napopularniejsza fantazja
            seksualna typowa dla menagerów wyższych szczebli. :-)

            Co do reszty dyskusji sprawdź pocztę.
            • petar2 Re: Malowany ptak!!!! 25.10.05, 13:00
              > Starowicz pare razy pisał ze bycie niewolnikiem i poszukiwanie kobiet
              >dominujacych w seksie i często bdsm, to zaskakujaca i napopularniejsza fantazja
              > seksualna typowa dla menagerów wyższych szczebli. :-)

              Być może. Mnie daleko do wyższych szczebli więc fantazje trywialne. Seks z
              dominującymi kobietami raczej rozczarowująco wypadał :-)
            • 1first_lady Re: Malowany ptak!!!! 25.10.05, 14:15
              your_and napisał:

              > > Z doświadczenia wiem, że po tygodniu podejmowania istotnych
              > > decyzji zawodowych i kierowaniu mniejszym lub większym zespołem miło jest
              > wpaść
              > > w rolę pantoflarza.
              >
              > Starowicz pare razy pisał ze bycie niewolnikiem i poszukiwanie kobiet
              > dominujacych w seksie i często bdsm, to zaskakujaca i napopularniejsza fantazja
              > seksualna typowa dla menagerów wyższych szczebli. :-)
              >
              > Co do reszty dyskusji sprawdź pocztę.


              A to ciekawe! Spróbuję zabawić się w dominantę z moim mężem, wprawdzie nie
              managerem wyższego szczebla, ale z b. stresującą i odpowiedzialną pracą :).
              Gdzie mozna kupic biczyk? :)
      • ewolwenta Re: Malowany ptak!!!! 25.10.05, 09:51
        To nie W-i-L podejrzewa kota o to, że jest kotką. Prosze bardzo:


        your_and napisał:

        > kottbury napisał:
        > > Dziękuję wszystkim, którzy wypowiedzieli swoje zdanie na temat mojego lis
        > tu.
        > > Dostało się mi i akurat się tego spodziewałem. Dostało się też mojej żoni
        > e- no
        > > cóż nikt nie jest idealny.
        >
        >
        > Jak dla mnie to żona kotabutego napisała o swoich emocjach... przez pryzmat
        > swojego skruszonego męża.
        >
        > To myślenie tych z Wenus, tym z Marsa łatwo to rozszyfrować.
        >
        > Ale dyskusja i tak była ciekawa.
        > Pozdrawiam kotkęburą...
        > your_and (Mężczyzna)



        • woman-in-love no dobrze już, dobrze... :-) 25.10.05, 10:51
          Trochę się zapędziłam, wracam do koncepcji, że Kot jest Kotem. Kiedy tak myślę
          nad historią Kota, stwierdzam, że być może jest on posiadaczem Ptaka, ale
          facetami są tu kobiety. Zona i kochanka walczą o łup - raczej bezwolny. Romans
          z inicjatywy kochanki, potem uzależnienie sie od niej, nastepnie powrót pod
          okupację żony. Nastepnie walka wręcz, usiłowanie wypędzenia, chyba niezbyt
          zdecydowane... Może i jestem kontrowersyjna, lecz czy to wada? Nie mam żadnych
          poboznych zyczeń co do twojego małzeńsrwa, kocie bury, jeśli mam byc całkien
          szczera jest mi ono obojetne. Znam setki takich. Jak juz wspominałam w innym
          watku - puszą się swoim "trwaniem", wynoszą sie ponad singli, usiłują udowodnić
          swoją jedyną-słuszność. Ciekawe, że potrzebują stale potwierdzać swą rację,
          choć nikt właściwie jej nie podważa.
          • anula36 Re: no dobrze już, dobrze... :-) 25.10.05, 13:09
            Ciekawe, że potrzebują stale potwierdzać swą rację,
            > choć nikt właściwie jej nie podważa.


            Poza niektorymi singlami:)
            • woman-in-love Re: no dobrze już, dobrze... :-) 25.10.05, 13:23
              Tak, sama obecność "rynku wtórnego" wprawia "rynek pierwotny" w stan
              podwyższonego pogotowia :-)))
              • anula36 Re: no dobrze już, dobrze... :-) 25.10.05, 13:27
                Dokladnie tak.Sama to widze po sobie - tylko ze mnie to bardziej bawi niz
                meczy:)
              • your_and Re: no dobrze już, dobrze... :-) 25.10.05, 14:21
                woman-in-love napisała:
                > Tak, sama obecność "rynku wtórnego" wprawia "rynek pierwotny" w stan
                > podwyższonego pogotowia :-)))

                A nic tak właściwie nie reguluje wartości dóbr bedących w obrocie jak właśnie
                samo istnienie wolnego rynku.
    • 1first_lady Zastanawiam się! 25.10.05, 14:20
      Pisałam już, że jestem gościem na tym forum, gdyż link z historią kotaburego
      został wklejony na inne forum, gdzie bywam często.
      Proszę wytłumaczcie mi stali bywalcy, dlaczego akurat ta historia, (o której
      tyle osób już napisało, że jest banalna), wzbudziła na tym forum tyle emocji?
      • your_and Re: Zastanawiam się! 25.10.05, 14:24
        Sama wcześniej sobie odpowiedziałaś: idealnie trafia w oczekiwanie kobiet (po
        przejściach) :-)
        • anula36 Re: Zastanawiam się! 25.10.05, 14:26
          moich emocji az takich nie wzbudzila... moze dlatego ze nei jestem az po takich
          przejsciach.
        • 1first_lady Re: Zastanawiam się! 25.10.05, 14:28
          Ale tu piszą nie tylko kobiety! Nawet przede wszystkim nie kobiety!
          • your_and Re: Zastanawiam się! 25.10.05, 14:41
            No ale akurat w tym wątku mężczyzn jakoś wyjatkowo mało (kotaburego nie liczę)
            • ewolwenta Re: Zastanawiam się! 25.10.05, 14:46
              Jedna ktosia ;o) powiedziała, że jest to historia banalna. Nie jest to głos
              ogółu.
              Głos ten był wyrazisty i Ci się upamiętnił.

    • 1first_lady EUREKA!!!!!!! A ja już wiem! 25.10.05, 18:01
      Ta historia robi wrażenie, gdyż odzwierciedla nasze (ludzkie) tęsknoty za
      „normalnością”! Za bezpieczeństwem, jak z krainy dzieciństwa, gdzie wiadomo co
      jest dobrem a co złem, za poczuciem sprawiedliwości, stałości wartości w które
      wierzymy i do których dążymy, jak na przykład miłość, wierność, szacunek.......
      W tej historii wszystko zostaje na swoim miejscu i czujemy intuicyjnie, ze to
      jest najlepsze rozwiązanie, że tak ma po prostu być! Mąż dogaduje się z żoną,
      dziećmi, wszyscy przeżyli kryzys, ale odnaleźli się po nim na nowych, lepszych
      warunkach. Niebagatelne jest to, że nawet kochanka znalazla swoje miejsce....
      To dlatego ta opowieść wzbudziła tyle emocji.


      I pokuszę się jeszcze o jedno śmiałe stwierdzenie: Im bardziej życie niektórych
      odbiega od tej niepisanej, lecz pożądanej w głębi serca przez nich samych normy,
      tym zacieklej atakowali bohaterów tej historii.
      Ciekawe dlaczego?
      • wisteria Re: EUREKA!!!!!!! A ja już 25.10.05, 18:49
        Historia banalna czy nie, ale wymyslona przez pana 47-letniego, jako zabawa w
        to co ludzie powiedza.
        Dlaczego tak mysle? Kobieca intuicja? Poniewaz jest banalna, pociagnela
        nienormalnie dlugo, jest sztucznie podtrzymywana, mozliwe nawet ze przy pomocy
        pani malzonki. Gdyby byla prawdziwa, Pan 47-letni nie zajmowlalby takiego
        niefrasobliwego stanowiska, jak spokojne siedzenie sobie przy komputerze, i
        odpowiadanie na kombinacje myslowe uczestnikow dyskusjii. Cala sprawa od
        samego poczatku jest dla niego ani szczesciem ani tragedia. Zadajac pytanie
        czy jest szczesliwy czy nie, oczekuje spekulacjii, obwiniania stron,
        usprawiedliwien, a takze osobistych opowiesci przy okazjii. I to sie wlasnie
        stalo. Nawet nie zadal sobie trudu, aby dac do zrozumienia jak sie czuje, czy
        zle czy dobrze, ziebi czy parzy. Bo to nie jest jego historia. To jest
        szkolne zadanie. Ale to nie szkodzi, poniewaz mam wrazenie, ze tak gdzies w
        polowie wszyscy sie zorientowalismi, i po prostu bierzemy udzial w grze.
        Czy nie tak?
        • markono Re: EUREKA!!!!!!! A ja już 25.10.05, 19:46
          Mam podobne wrażenie. Rzekomy Pan Kot stwierdził gdzieś, że nie będzie
          udawadniać, że nie jest wielbłądem, czyli Panem Kotem.
          A prawda być może jest taka, iż Pani Kotowa testuje forumowiczów: jest jej mąż
          szczęśliwy, czy nie? (jej słowa?)
          Ona tego nie wie, więc wkłada takie pytanie w usta Pana Kota. A on, biedaczek,
          sam nie potrafi na nie odpowiedzieć, bo jak, skoro go tu nie ma.

          Pani Kotowo, według mojej wiedzy, Pan Kot nie jest szczęśliwy, jak Ty nie
          jesteś. Gdybyś była nie przyszłabyś ze swoimi wątpliwościami na forum.
          Bo kluczem prawdziwego pojednania jest prawdziwe przebaczenie, a na to nie
          każdego stać, niestety. Z drugiej strony, zdrada jest tak okrytnym ciosem, iż
          nawet Jezus uwalnia zdradzonego od małżonka, który zdradza. To uwolnienie nie
          jest nakazem, lecz przywilejem, można zeń skorzystać. (zobacz ew. Mateusza 19)
          • your_and Re: EUREKA!!!!!!! A ja już 26.10.05, 15:19
            Nie wiesz jak bardzo mi trafiły do przekonania twoje spekulacje pani markono.

            > Bo kluczem prawdziwego pojednania jest prawdziwe przebaczenie, a na to nie
            > każdego stać, niestety. Z drugiej strony, zdrada jest tak okrytnym ciosem, iż
            > nawet Jezus uwalnia zdradzonego od małżonka, który zdradza.

            Zdrada jest okrutna, ale przypomina często wybuch bomby zegarowej, której
            złowieszczego tykania jakoś nie chcieliśmy usłyszeć. A prawdziwe przebaczenie
            potrzebne jest obu stronom, bo bez niej gorycz zranienia i żalu zatruwa także i
            rozlewa się po życiu zranionej osoby. I o tym coraz częściej wspominają
            psycholodzy. A że nie jest łatwe to masz na pewno rację. Ale jakby przebaczanie
            było proste i zrozumiałe, nie musiałaby go wspierać mądrość zakodowana w religii
            która nakazuje nam przebaczać...
            Pozdrawiam

    • kottbury Pora skończyć ten wątek! 26.10.05, 01:23
      Bo i tak rozrósł się do monstrualnych rozmiarów. Szkoda, że z racji mojego trybu
      życia i zapracowania nie mogłem tu bywać często, może kontrolowana na bieżąco
      dyskusja nie potoczyłaby się w stronę bzdurnych „płciowych” dywagacji" .
      To naprawdę moja historia, żaden wymysł czy kompilacja. Ale też prawdą jest, że
      nie oczekiwałem od Was żadnych rad . To było 3 lata temu i się skończyło. Już
      dawno sobie z tym poradziłem i rzadko wracam myślami. Dlatego w tytule jest
      napisane:”rozważania” a nie „poradźcie” czy „błagam o pomoc”! Pytania, w tym to
      nieszczęsne „czy jestem szczęśliwy?”, którego się ciągle czepia pani Markono, są
      stylistyczno-retoryczne. Nie oczekuję, że Wy mi na nie odpowiecie! Odpowiedzcie
      sami sobie! Pani Markono niech odpowie za siebie i również za swojego męża, bo
      widzę, że lubi narzucać innym partyjne wytyczne, nawet co do szczęścia. Ja znam
      moje odpowiedzi i uczucia. Ale wcale nie MUSZĘ ich tu wypisywać, jak sugeruje mi
      to niedelikatnie pani(?) Wisteria. Niczego nie muszę, tłumaczyć się też nie, i
      nie będę!
      Szkoda, że stałem się obiektem takich niewybrednych ataków. Lubiłem czytać to
      forum , opisanie mojej historii traktowałem jako debiut i myślałem, że tu
      jeszcze czasami zagoszczę. Chyba jednak nie!
      Na zakończenie pozdrawiam wszystkich- i tych życzliwych(bardziej) i tych
      jadowitych(mimo wszystko).


      Odnośnie rady, jaką dostałem na priva, to wezmę ją pod uwagę za ładnych parę
      lat, kiedy któryś z synów lub córka przejmie firmę. Wtedy na
      emeryturze,zatopiony w fotelu będę rozwijał swoje „grafomańskie zdolności”. Bo
      rzeczywiście, jeśli zwykła życiowa opowieść wywołała tu taką awanturę, to co to
      dopiero będzie, jak rozwinę wodze swej fantazji??? :):):)

      • ewolwenta Re: Pora skończyć ten wątek! 26.10.05, 07:32
        > Szkoda, że stałem się obiektem takich niewybrednych ataków. Lubiłem czytać to
        > forum , opisanie mojej historii traktowałem jako debiut i myślałem, że tu
        > jeszcze czasami zagoszczę.

        Problem w tym, że zdrada to drażliwy tu temat. Zwróć uwagę, że atakowany byłeś
        przez panie często przyznające się że były zdradzone. Te kąśliwości były
        wyrazem własnych niepoukładanych odczuć lub reakcją na wspominania. Sam zresztą
        prosiłeś się o opinie a one są zawsze subiektywne. Odejmij ataki pań
        zdradzonych i popatrz na wątek z tej strony.
      • your_and Na zakończenie 26.10.05, 10:26
        Drogi kociebury (przyjmijmy taka konwencję jeśli ci z tym łatwiej).
        Na to twoje zakończenie.
        Dla mnie twoja historia wieje zaplanowanym dydaktyzmem. Osoby która wie
        najlepiej jak powinno być, a nie mającej refleksje.
        A prawdziwe żywe uczucia i ukryte emocje wypływają na wierzch przy temacie
        kochanki - "kurwy", "tabun innych ją przeleciał", "szukającej sponsora dziwki,
        którą każdy miał". Te pytanie o obrzydzenie po seksie z kochanką zdradza twoją
        prawdziwa nieazagojoną ranę serca.
        Nie doczekałeś się odpowiedzi, ja ci odpowiem że mężczyźni nawet po paru
        romansach i związkach nie spotkałem się żeby czuli obrzydzenie do swych byłych.
        Nawet zranieni. Chyba że mają nie romans, ale pójdą do agencji po seks bez
        bliskości, uczuć, oczarowania wtedy ci bardziej wrażliwi czują obrzydzenie, ale
        bardziej do siebie niż do tej kobiety z którą byli.
        No i ten seks sprowadzony do jedynie do techniki.
        Drugi raz gdy czuję prawdzie emocje w tym tekście to opis reakcji żony na
        zdradę. Naprawdę silne emocje... Żal i gniew. A to nie są dobrzy doradcy. Trochę
        wtedy nakręcając się zapędzasz się: jestem beznadziejny, w dodatku za mały dla
        niej , o ona musiała rezygnować ze swoich pragnień i ambicji, żebym ja się
        realizował.
        Zanim rozpoczniesz literacką karierę, musisz bardziej wniknąć w męskie uczucia,
        pragnienia i oczekiwana. Uszanować i zrozumieć że są one całkiem inne. Zakochane
        kobiety robią to intuicyjne, ale z czasem zaczyna to wymagać wysiłku.
        Te które maja to opanowane mogą zrobić co chcą zrobić z facetami, bo kobiecość
        połączona z uczuciem to narkotyk dla mężczyzn.
        Przyda ci się to tak czy owak na pewno w życiu.
        Pozdrawiam.
        • niezapominajka333 Re: Na zakończenie 26.10.05, 12:19
          Drogi Kottbury.
          Piszac na forum dałeś swoją historię pod ocenę forumowiczów. Sam prosiłeś o
          komentarze, więc je masz. Z drugiej strony piszac na forum nie masz żadnej
          możliwości udowodnienia innym, że ty to jesteś ty, a nie ktoś, kto bawi się
          kosztem forumowiczów.
          Doczekałeś się komentarzy, czyli prywatnych i jak najbardziej subiektywnych
          opinii forumowiczów. Każdy ocenia zgodnie ze swoim doświadczeniem. Jedni widzą
          w twojej żonie heterę, drudzy zbrodniarza w tobie. Dla niektórych twoja
          historia jest przykładem szczęśliwego zakończenia kryzysu małżeńskiego, dla
          innych fikcją literacką. Dyskusja jest burzliwa, ale naprawdę nie wiem,
          dlaczego cię to dziwi. Każdy przedstawia swój punkt widzenia, nikt przy
          zdrowych zmysłach nie twierdzi, że ma monopol na prawdę absolutną. A to, czyj
          punkt widzenia jest najbardziej prawdopodobny i tak nie jest do sprawdzenia.
          Nie masz żadnych możliwości udowodnienia nikomu, że to co napisałeś jest
          prawdą, natomiast inni mają prawo bronic swoich poglądów na tę sprawę, ale nie
          są w stanie sprawdzic, na ile się mylili.
          Zatem obrażanie się, że jak cię widzą, tak ci odpisują, nie ma sensu. Takie są
          warunki gry, akceptujesz je lub nie, ale ich nie zmienisz.
          Gdy ode mnie ktoś domaga się wyjaśnień w jakiejś sprawie, staram się
          wytłumaczyc. Gdy zarzuca mi się kłamstwo, staram się odeprzec zarzut, ale
          często jest tak, że nie mam możliwości udowodnienia, że to ja mówię prawdę. Gdy
          ktoś nadal podtrzymuje zarzuty po prostu wzruszam ramionami i mówię "to już
          twój problem".
          Dlaczego sądzę, że twoja historia jest prawdziwa? Bo zbyt wiele już spotkałam
          nieprawdopodobnych historii, które się jednak wydarzyły, chociaż nie miały
          prawa. Prawdopodobieństwo takiego, a nie innego zakończenia było prawie zerowe,
          a jednak stało się. Zycie potrafi pisac różne scenariusze.
          Znam przedstawicieli obu płci, których zachowanie, poglądy i sposób wyrażania
          są bardzo odległe od stereotypów. Ale znam ich osobiście i wiem, że po prostu
          tacy są.
          Na podstawie własnego doświadczenia oceniam twoją historię tak, a nie inaczej.
          Ale to tylko mój pogląd - ktoś się może z nim nie zgadzac i jak najbardziej ma
          do tego prawo. Ilu czytających, tyle opinii.


          • anais_nin666 Re: Na zakończenie 26.10.05, 12:46
            Zatem obrażanie się, że jak cię widzą, tak ci odpisują, nie ma sensu.
            Niezapominajko, a gdzie się dopatrzyłaś obrażenia kotaburego? Wyrazil jedynie
            zdziwienie faktem, że poddano w wątpliwość jego płeć. Nic więcej.
            Na początku, w utworzonym przez siebie wątku wyraźnie napisał, że oczekuje
            sugestii, komentarzy i że spodziewa się, iz moze oberwac po uszach. No i
            oberwał. Od niektorych.
            Dziwią mnie zabawy w zgadywanie płci kotaburego. Jaki ma to sens? Ani sie facet
            chcial pocieszyc, ani oczyscic. Ot, napisal swoją historie. I ci, ktorych ona
            zainteresiwalam, a zainteresowala wielu napisali co czuli.
            Dziwi mnie też, ze az tak sie ten wątek rozrósl, ale skoro tak to znaczy, że
            budzil emocje. A to dobrze.
            Historia jakich wiele, powtarzalna, zmieniają się postaci, fabuła od tysięcy lat
            ta sama - mąż i żona + kochanka, romans, opamiętanie, skrucha. Banał ze
            względnie (w tym przypadku) szcześliwym zakończeniem.
            Opowieść kotaburego na nikogo szczegolnie nie wplynie, owszem da do myslenia,
            ale za jakis czas niejedna osoba sama wpadnie w podobny trojkat, mimo ze dzis
            potepia kotaburego.
            • woman-in-love Re: Na zakończenie 26.10.05, 15:09
              No cóz - my czytamy historię, a historia czyta nas. To, jak przyjęlismy
              opowieśc o perypetiach małżeńskich Kotta - w dużej mierze świadczy o nas
              samych. Czy to historia prawdziwa, czy radosna twórczosc, a moze po trochu
              jedno i drugie - to juz słodka tajemnica Kotka. My przejrzeliśmy sie w niej,
              jak w lustrze. Przymierzylismy swoje doświadczenia do tej fabuły. Po to samo
              przecież ogladamy seriale :-) Ktoś zadał sobie trud, zeby nas rozerwać, a jest
              to fascynujaca rozrywka interaktywna. Dałam juz wyraz swoim odczuciom, a teraz
              zrekapituluję: była sobie cudowna, kochająca się, zamożna rodzina. Jednak w
              sypialni zle się działo, w końcu męzczyzna, ojciec rodziny odskoczył w bok.
              Zwodził i okłamywał dwie kobiety. Kiedy już dłużej na to nie pozwoliły -
              powrócił na rodziny łono i wiedzie żywot człowieka poczciwego, lecz nie wie
              sam, czy - szczęśliwego. Moje pytanie: w jakich okolicznościach była kochanka
              patrzy na niego z politowaniem, sądząc, że znalazł sie "pod pantoflem hetery?"
              Spotykają sie na ulicy? Na kawie? ............???????
              • 1first_lady Re: Na zakończenie 26.10.05, 15:34
                Szkoda Kocie, że się obraziłeś. mam nadzieję, że czytasz przynajmniej te
                komentarze. Wiesz, że wchodziłam na to forum dla twojej historii (i jej omówień
                oczywiście też). Wierzę, że jesteś tym, za którego się podajesz i że opisałeś
                nam swoją historię. Wierzę, może dlatego, że bardzo chcę wierzyć- snułam już
                wyżej dokładniejsze dywagacje. Życzę Ci Kocie i Twojej żonie i dzieciom wielu
                lat w szczęściu, czymkolwiek ono jest.


                P.S.
                Do Adminów!!!
                Na marginesie historii Kota zauważyłam, że szaleje tu bezmyślna cenzura, chyba
                nawet kilkuosobowa i tnie wpisy po uważaniu bez ładu i składu. Wczoraj, gdy
                przed snem tu zajrzałam w wątku Kota było 139 wpisów. Dzisiaj, zaglądam po pracy
                i widzę, mimo tylu dodatkowych wpisów liczbę 134!?!?!? No ludzie! Co to ma być?
                • your_and Re: Na zakończenie 26.10.05, 15:53
                  > P.S.
                  > Do Adminów!!!
                  > Na marginesie historii Kota zauważyłam, że szaleje tu bezmyślna cenzura, chyba
                  > nawet kilkuosobowa i tnie wpisy po uważaniu bez ładu i składu. Wczoraj, gdy
                  > przed snem tu zajrzałam w wątku Kota było 139 wpisów. Dzisiaj, zaglądam po pracy
                  > i widzę, mimo tylu dodatkowych wpisów liczbę 134!?!?!? No ludzie! Co to ma być?

                  "Ogłoszenia towarzyskie, prymitywne pseudo-dyskusje, podobnie jak i posty
                  obraźliwe bądź wulgarne będą kasowane!"

                  Dlaczego zaraz bezmyślna i bez ładu i składu? Uważam że dzięki m.innymi wysiłku
                  moderatorów jest to najciekawsze i najbardziej aktywne forum o seksualności na
                  jakie trafiłem i trzyma poziom, nie zniechęca przebijaniem się przez anonimowe
                  wulgarne głupawki i nie grozi chamskimi wycieczkami jak ktoś odkryje się z
                  trudnymi dla niego problemem. Pisałaś że masz doświadczenia w zamkniętych
                  forumach, pamiętaj że to jest otwarte i moderatorzy mają inne problemy,
                  P.S
                  Nie mam żadnego związku z moderatorami.
                  • ewolwenta Re: Na zakończenie 26.10.05, 16:52
                    Dzięki your_and :)
              • wisteria Re: Na zakończenie 26.10.05, 15:49
                No to jeszcze nie zakonczenie, ale ciag dalszy. Dla mnie
                pytanie W-in-L sugeruje ze mamy dwa wyjscia - oczekiwac
                odpowiedzi od Pana Kota, lub dopisac ja sobie samemu. No
                coz, wydaje mi sie ze raczej Pan Kot moglby poczuc sie do
                odpowiedzialnosci i nam jej udzielic. Bo jesli nie, to dlaczego
                Pan Kot wogole wyslal swoje rozwazania? I jeszcze nas przeprasza
                w takim tonie, ze (ja przynajmniej mam) ma sie wrazenie ze jest
                obrazony. To bylo troche zaskakujace. To tak jakbym ja nagle
                zaczela przepraszac za to ze sie zaintersowalm rozmowa, i wzielam
                w niej udzial. Czy wszyscy teraz powinnismy przeprosic Pana Kota,
                za nasze zaangazowanie i przemyslenia? Ha, ha, tez sie obrazilam.
                • anais_nin666 Re: Na zakończenie 26.10.05, 16:13
                  E tam! Jakie obrażenie. Kot, jak to kot nadąsał się nieco, ale wróci. Koty tak
                  miewają, nawet te bure ;-)
                  Co do cięcia bez ładu i składu przez adminów - uwierz, że nic nie zostanie
                  wycięte jeśli będzie miało sens, będzie pozbawione wulgarności i reklamowania
                  siebie czy erotyki. Jeśli nie spełni tych wymogów faktycznie zostanie usunięte.
                  Zasady sa jasne.
                  • wisteria Re: Na zakończenie 26.10.05, 16:41
                    Fakt, ze jest to jedno z nielicznych forow, gdzie spokojnie
                    i SZCZERZE, mozna sie wpisac, i czytac bez narazania sie
                    na smieci. Jest to napewno zasluga ciezkiej pracy opiekunow.
                    Uklony.
                    Dla Pana Kota wiadomosc: wierze ze wiele osob pisze szczerze
                    i czyni to z powodu zaangazowania w dany temat. I nie mysle
                    ze osoby te, majac odnmienne zdania, czyhaja na to aby komukolwiek
                    dowalic - rozmowa jest ciekawa, czego dowod widzimy powyzej. Jdnak
                    nie mysle ze Pan przygotowal sie nalezycie do dyskusjii, ktora sam
                    Pan wywolal. Jesli Pana historia jest prawdziwa, to moim zdaniem
                    jest Pan bardzo nieszczesliwy.
                    Rzeczywiscie, ma Pan problem Kocie-bury.
            • your_and Re: Na zakończenie 26.10.05, 16:55
              anais_nin666 napisała:
              > Dziwią mnie zabawy w zgadywanie płci kotaburego. Jaki ma to sens? Ani sie facet
              > chcial pocieszyc, ani oczyscic. Ot, napisal swoją historie.

              Czuje się zobowiązany odpowiedzieć.
              Zdarzyło mi się pisać pod innymi nickami aby napisać anonimowo o problemie. Ale
              w życiu nie wpadłem na pomysł żeby pisać o problemie jako kobieta. Po prostu
              mam świadomość dzielących nas różnic w myśleniu i wiem że inne kobiety zaraz by
              mnie nakryły. Zresztą widziałem taka sytuację parę razy.
              Napisałem o tym o czym inni tylko myśleli, czyli że mamy do czynienia z kotką,
              po to aby uświadomić jej że złudzeniem jest jej przeświadczenie że na tyle
              przejrzała ona męża i innych facetów , że może niezauważenie podawać się za
              jednego z nich. A tak nie jest. Bardzo dla mnie prawdopodobne że takie złudne
              przekonanie że wie wszystko o prawdziwych potrzebach swojego męża wplątało ja w
              życiowe problemy.
              • anais_nin666 Re: Na zakończenie 26.10.05, 17:38
                Kotbury pisze jako facet. Jeśli uważasz, że pisze to kobieta - Twoje prawo. Nie
                wyczułam tego, zresztą - nie ma to dla mnie znaczenia. Opowiedziano historie,
                ktora ma rece i nogi, co sie za tym kryje? Moze cos, a moze nic. Po co wdawac
                sie w te smieszne zgadywanki o plci...
                Po prostu
                > mam świadomość dzielących nas różnic w myśleniu i wiem że inne kobiety zaraz by
                > mnie nakryły. Zresztą widziałem taka sytuację parę razy.
                Widac na tym forum większość pań niekumata, bo nie wykryła w Kocieburym kobiety;-)
                • your_and Re: Na zakończenie 26.10.05, 19:09
                  > Kotbury pisze jako facet. Jeśli uważasz, że pisze to kobieta - Twoje prawo. Nie
                  > wyczułam tego, zresztą - nie ma to dla mnie znaczenia. Opowiedziano historie,
                  > ktora ma rece i nogi, co sie za tym kryje? Moze cos, a moze nic.

                  Historia banalna. Ale dlaczego niewątpliwie zraniona kobieta opowiedziała go
                  ustami meskiej postaci, to mnie zainteresowało i wciągneło. I o to zapytałem...
      • besamemucho Do widzenia Kocie Bury! 26.10.05, 19:07
        Cieszę się, ze poznałam Twoją historię. Rację ma Woman-in -love, że przeglądamy
        się w niej jak w lusterku i oceniamy podług swego życia. Bardzo chciałabym, zeby
        niektóre elementy z Twojej historii sprawdziły się w moim życiu. pisałam już, że
        po pierwszej części opowiadania przez cały dzień miałam dobry humor. Bo ja
        jestem zdradzaną żoną od której odszedł mąż. Odszedł, wrócił i bardzo się stara,
        a ja jestem bardzo zimna i z rezerwą. Dodam, że ma wybór: kochanka ciągle
        wydzwania i na niego czeka a on jest ze mną. Tylko ze mną, bo dzieci założyły
        swoje rodziny, mieszkamy sami. Każde z nas jest niezależne finansowo, nie jestem
        typem żony- służącej i usługiwaczki, do zdrady nasze małżeństwo uważałam za
        udane. Jednym zdaniem Kocie Bury, dałeś mi swym listem nadzieję, że on może mnie
        jeszcze po prostu kochać i za samą tą nadzieję Ci dziękuję!!!
    • kottbury "...i tak się trudno rozstać..." 26.10.05, 23:13
      a i "gniewać się" też nie sposób. Czy macie Państwo jeszcze jakieś pytania i
      wątpliwości? Wyjaśnię je jeszcze raz hurtowo, żeby nie było niedomówień. Teraz
      odpowiem W.I.L. i Wisterii- Byłą kochankę widziałem przez ten czas kilka
      razy.......w kościele. Przechodziła koło mnie z mężem pod rękę (chyba niczego
      nieświadomym)i obrzucała za każdym razem spojrzeniem, które mówiło: Widzisz
      cieciu co straciłeś?! Inny teraz korzysta z moich słodkości! A ty się oblizuj i
      zadowalaj żoną, jak nie chciałeś!
      Panu Your_and chciałbym nieba przychylić, ale nie mogę niestety potwierdzić jego
      hipotezy. Może jednak zadowoli go fakt, że dorastałem w babskim towarzystwie,
      wychowywany przez mamę i babcię, a w domu były jeszcze dwie siostry. Czy starczy
      do Pańskiej psychoanalizy?
      Paniom, które na podstawie mojej historii oczekują pozytywnych zmian w swoim
      życiu, również tego życzę gorąco!
      Wszystkich pozdrawiam!
      Kottbury.
      • zdzichu-nr1 Re: "...i tak się trudno rozstać..." 27.10.05, 01:56
        1. Każda kochanka po roku, góra półtora, zaczyna naciskać na stały związek.
        Należy to przewidzieć i w odpowiednim momencie dać dyla (święta
        bożonarodzeniowe są np. dobrym okresem)
        2. Jeśli kobieta po seksie budzi odrazę, no to trzeba z nią kończyć, a nie się
        zastanawiać. Ja w takie bagno z nadmiaru chuci, wpadałem jak byłem nastolatkiem.
        3. Związek z żoną wydaje mi się mentalnym uzależnieniem i przyzwyczajeniem,
        miłości w nim nie dostrzegam. Typ władczej hetery, jaki wyłania się ze sposobu
        rozegrania przez nią akcji z kochanką, to zapowiedź samodzierżawia w domu,
        nieustannych śledztw i totalitarnej kontroli.
        4. To co zrobiłeś, w sytuacji Twego obecnego wieku (47 ) i trójki dzieci
        oceniam jako pragmatyczny realizm. Jednak 10-15 lat temu mogłeś zmienić swoje
        życie z jakąś fajną dziewczyną.
    • besamemucho Kocie! 27.10.05, 08:04
      Miło Cię znowu widzieć! Dziękuję za życzenia. Też chciałabym, przynajmniej na
      dziś, żeby się spełniły. Myślę, że na tym forum potrzeba więcej takich Kotów,
      których rozważania powodowałyby taką „burzę mózgów”. Wspominałam, dlaczego
      ważna jest dla mnie wiara, że jesteś kotem. Pomyślałam sobie, że tak samo dla
      your_and musi być potrzebne przekonanie, że jesteś kotką.:)
      I dalej do wszystkich, bo tak wygodniej. Kot pisał, że chciałby, żeby mu napisał
      coś raqu, bo jego historia jest taka podobna. I ja myslę, że raqu napisał! Raqu,
      lub Raqupodobny Your_and! Domyślam się, że to facet z podobną do Kota historią,
      bo o takie nie trudno, lecz z innym jej zakończeniem. Nie doszło do rodzinnego
      happy endu, kochanka została drugą żoną. I może po latach szkoda. Zresztą nie
      może- raqu pisze o tym wprost! Uczucia i seks spowszedniały, pojawiła się
      rutyna, jakieś kłopoty i chciałoby się być na właściwym miejscu, przy pierwszej
      rodzinie- żonie, dzieciach, może wnukach? Niestety nie wyszło, niewiadomo
      dlaczego? Może żona była bardziej zacięta i mniej skłonna do przebaczenia niż
      Kotka, może kochanka bardziej zaborcza, a może morale „Raqu- Your_and”nie takie
      mocne jak u Kota? Nie wyszło a teraz żal! I oprócz tego wielka chęć
      usprawiedliwienia się przed samym sobą i przed innymi przy okazji historii Kota:
      To niemożliwe, że TO się udało! To dydaktyzm i pobożne życzenia! Kot to nie Kot!
    • mocno_zawiedziony Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 10:45
      Czytam to forum od pewnego czasu i do tej pory wystarczło mi samo czytanie.
      Dzisiaj mówię dość! Najwyższa pora dorzucić tu moją opinię. Nie odniosę się w
      niej bezpośrednio do historii Kotta, ale do generalnego problemu poruszanego na
      forum - braku sexu i związaną z tym zdradą. Tak sie złożyło że przeczytałem
      dzisiaj kilka wątków, w których pojawił sie feministyczny front przciwko
      bezdusznym i okropnym mężom. Aż zagotowałem na taką "jednomyślność". Piszecie
      szanowne Panie o powodach, dla których nie znajdujecie ochoty na sex w
      małżeństwie, i wydzielacie go mężom jak lekarstwo lub premiujecie "odpowiednie"
      zachowania domowe. A nie pamiętacie czym skusiłyście swojego lubego do zawarcia
      tego związku? Jeśli tak to podpowiadam: udanym życiem łóżkowym lub ciążą. Nie ma
      co sie oszukiwać - tak stworzyła nas natura - seks jest potrzebny facetom do
      życia jak powietrze (za kobiety sie nie wypowiadam bo mam złe domowe
      doświadczenia i jak na razie z ich perspetywy patrze na Waszą płeć). Pomijając
      przypadki ekstremalne - mąż nierób, wymagający jedynie usług seksualnych
      istnieje całe spektrum "chorych" układów. Dlaczego facet współdzielący większość
      domowych obowiązków, finansujący większość (znaczną) domowych wydatków i
      starający się być lojalnym wobec żony ma u niej żebrać o seks? Ja tego nie
      rozumię i nie zaakceptuję. Dlaczego zdrada jest dla was przekreśleniem
      wszystkich innych pozytywnych cech męża. Nie widzicie że działacie jak
      przysłowiowy pies ogrodnika: same nie zjecie ale innemu też nie dacie? To
      całkiem naturalne że jeśli mąż nie znajduje seksu w domu to poszuka go poza nim!
      Nawet nie potraficie sobie wyobrazić jaką flustrację wywołuje brak seksu u
      mężczyzn. Odbija sie ona na całej reszcie życia - ze szkodą również dla nas.
      Zaraz pewnie zostanę okrzyknięty męskim szowinistą ale psychologiczna definicja
      małżeństwa (związku) to gwarancja regularnych kontaktów seksualnych. Więc co
      robić jak tych kontaktów brakuje? Żonie kopa w d... i poszukać sobie nowej,
      młodszej chętniejszej, z którą obowiązkowo spisać odpowiednią intercyzę. To
      straszne, ale po lekturze wypowiedzi niektórych forumowiczek takie rozwiązanie
      wydaje się optymalne. Na koniec zdanie o temperamencie. Czy zastanawiałyście sie
      dlaczego dziwki wyglądają tak jak wyglądają? Bo to ich strój roboczy, czy
      dlatego że facet najchętniej widziałby tak swoją lubą w łóżku - choć prawie
      nigdy sie do tego nie przyzna! Może warto o tym czasem pomyśleć?
      Gotów na ogień waszej krytyki...
      • ewolwenta Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 11:10
        > co sie oszukiwać - tak stworzyła nas natura - seks jest potrzebny facetom do
        > życia jak powietrze (za kobiety sie nie wypowiadam bo mam złe domowe
        > doświadczenia i jak na razie z ich perspetywy patrze na Waszą płeć). Pomijając

        Chyba czytasz nieuważnie bo ja tu widzę równie dużo sfRustrowanych żebraniem o
        seks żon co i mężów. Niezależnie od płci jesteśmy tak skonstruowani, że mamy
        potrzeby. Niezależnie od płci niektórzy mają zaburzenia w swej seksualności (a
        może tylko niskie libido?)
        Wystosowałeś manifest w tonie ogólnym opierając go wyłącznie na własnym
        doświadczeniu. Złym jak sam napisałeś.

        >Nawet nie potraficie sobie wyobrazić jaką flustrację wywołuje brak seksu u
        > mężczyzn. Odbija sie ona na całej reszcie życia - ze szkodą również dla nas.

        A jakże potrafimy sobie wyobrazić. My kobiety zaniedbane w sferze seksu,
        przeżywamy takie same fRustracje. Spadek poczucia własnej wartości, nurtujące
        pytania „co ze mną nie ta?”, ciągła koncentracja na niezaspokojonych potrzebach
        ciała, marnowanie czasu w pracy na czytanie forów z nadzieją na odkrycie
        cudownego lekarstwa.

        Pisząc to wiedziałeś, że twoje uczucia towarzyszom też kobietom?
        • mocno_zawiedziony Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 11:27
          Mój list był wynikiem lektury kilku wątków gdzie przeważły zbyt feministyczne
          jak na mój gust opinie (feminizm traktuję jako skrajny radykalizm, którego pod
          żadną postacią nie teleruję). Błędy ortograficzne i literowe - wynikiem
          uniesienia (za poprawę dziękuję). Co do kobiecych uczuć to mogę sie tylko
          domyślać...
          • anais_nin666 Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 12:41
            Mój list był wynikiem lektury kilku wątków gdzie przeważły zbyt feministyczne
            > jak na mój gust opinie (feminizm traktuję jako skrajny radykalizm, którego pod
            > żadną postacią nie teleruję).
            Pisanie o niechęci do sexu ma w sobie coś z feminizmu? Feministki nie wojują z
            sexem gdybś nie wiedział.
            Skrajny radykalizm zwany feminizmem ;-) spowodował, że kobiety mogą pisac o tym
            co im nie odpowiada na takich forach jak te. Kobiety w koncu maja prawo glosu.
            Rozumiem, ze Cie to boli ;-)
            Szkoda,że umknęły Ci wypowiedzi sfrustrowanych żon, które skarżą się na brak
            jakiejkolwiek inicjatywy ze strony męża. Radzę wgłebić się w forum, dowiesz się
            wówczas, że kobiety też mają potrzeby, ba! niektóre większe od facetów i też im
            seks jak powietrze potrzebny...
            • mocno_zawiedziony Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 12:53
              Femininizm odnosiłem do bezkrytycznego potępiania zdrady męża, i zrzucania na
              niego całej winy - bez oglądania sie na swoje "grzechy". Każdy przypadek należy
              rozważać indywidulanie, a z wielu wypowiedzi przebija bezsensowna "lojalnosć
              jajników".To że moja wypowiedź trafiła właśnie do tego wątku to poniekąd
              przypadek - po prostu kilka wypowiedzi było tą przysłowiową kroplą przeważającą
              szalę. Nie razi mnie (a nawet słucham!) wypowiadanie opini przez kobiety - jeśli
              tylko w tych wypowiedziach jest choć odrobinę logiki, a nie tylko złość i żal
              spowodowane emocjami :).
              • ewolwenta Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 12:59
                >Nie razi mnie (a nawet słucham!) wypowiadanie opini przez kobiety - jeśli
                >tylko w tych wypowiedziach jest choć odrobinę logiki, a nie tylko złość i żal
                >spowodowane emocjami :).

                To zabrzmiało całkiem zabawnie. Emocje i to bardzo silne czuć w Twoich
                wypowiedziach. W nich jest też żal do wszystkich kobiet za to co robi Ci żona
                (lub czego nie robi). Gdzie tu logika? W czym zawiniłyśmy my wszystkie kobiety?
                • mocno_zawiedziony Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 13:05
                  Nie lubie uogólnień. Jeśli tak zabrzmiała moja wypowiedź to przepraszm wszystkie
                  dotnięte nie forumowiczki. Jednak widząc wątki, w których kilkanaśnie (lub
                  wiecej) kobiet seryjnie przyrównuje zdradę małżeńską do najwiekszej zbrodni
                  przeciwko ludzkości...tracę wiarę w zdolność trzeźwej oceny sytuacji przez
                  kobiety :( (oczywiście nie wszystkie!)
                  ewolwenta napisała:

                  > To zabrzmiało całkiem zabawnie. Emocje i to bardzo silne czuć w Twoich
                  > wypowiedziach. W nich jest też żal do wszystkich kobiet za to co robi Ci żona
                  > (lub czego nie robi). Gdzie tu logika? W czym zawiniłyśmy my wszystkie kobiety
                  > ?
                  • anais_nin666 Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 13:09
                    Jednak widząc wątki, w których kilkanaśnie (lub
                    > wiecej) kobiet seryjnie przyrównuje zdradę małżeńską do najwiekszej zbrodni
                    > przeciwko ludzkości...tracę wiarę w zdolność trzeźwej oceny sytuacji przez
                    > kobiety :(
                    A w którym to wątku aż tak skrajne wypowiedzi czytales? Znam wszystkie watki
                    ostatnio się pojawiające na tym forum, czytam tez wszystkie odpowiedzi i jakos
                    mi umknela taka skrajność...
                    Zauwazylam jednak, ze gdy kobieta pisze o zdradzie (swojej) tez niezle sie jej
                    dostaje i od panow i od pan.
                    • mocno_zawiedziony Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 13:25
                      Przeczytałem jeszcze raz wątki do których sie odnosiłem. Musże samokrytycznie
                      przyznać że troche zbyt tendencyjnie wybrałem oceniane wypowiedzi. Po
                      zastanowieniu musze również przyznać że moje uwagi odnoszą się do kobiet które
                      nie zaglądają (niestety) na to forum. Przyznaję sie do błędu! I wam również
                      życzę takiej odwagi gdy zajdzie potrzeba. Jednak w dalszym ciągu pozostaję
                      obrońcą "usprawiedliwionej" zdrady, bo fakt że brak seksu dla jednego z
                      partnerów nie jest problemem zwykle oznacza że dla drugiego jest problemem
                      wielkim!
                      • ewolwenta Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 14:36
                        > życzę takiej odwagi gdy zajdzie potrzeba. Jednak w dalszym ciągu pozostaję
                        > obrońcą "usprawiedliwionej" zdrady, bo fakt że brak seksu dla jednego z

                        ja takowej wcale nie potępiam bo wiem, że życie nie jest czarno-białe
                        • petar2 Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 14:52
                          Tylko co oznacza słowo "usprawiedliwiona" i to w cudzysłowie?

                          Czy to, że:
                          1. osoba zdradzana nie może mieć pretensji i wyciągać konsekwencji
                          2. zdrada jest zła i naganna ale są okoliczności łagodzące
                          3. sąd nie może na tej podstawie orzekać o rozwodzie z winy strony zdadzającej
                          4. nie jest grzechem (dla wierzących)?
              • anais_nin666 Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 13:05
                Femininizm odnosiłem do bezkrytycznego potępiania zdrady męża, i zrzucania na
                niego całej winy - bez oglądania sie na swoje "grzechy".
                Coż potrzeba małżeńskiej lojalności/wierności ma wspólnego z feminizmem? Czy
                facet żalący się na kobietę, która go zdradzila z powodow, o kt. Ty wspominasz
                tez jest feministą? Radzę zapoznac sie z terminem feminizm, a potem nim
                szafować.
                Co do solidarnosci jajnikow - z przykrością stwierdzam, ze wystepuje ona nader
                sporadycznie, a szkoda. Przydalaby sie wieksza sztama miedzy kobietami.
                • 1first_lady Zdrada, przebaczenie, pojednanie..... 27.10.05, 15:33
                  A ja mam pytanie do pana Marcono (bo chyba to jednak Pan) i do pana Your_and, bo
                  chyba więcej nie będzie takiej okazji. Pisaliście oboje o całkowitym
                  przebaczeniu zdrady, bez którego nie ma pojednania. Co uważacie za CAŁKOWITE
                  przebaczenie? Czy to równoznaczne z zapomnieniem? Bo ja wybaczyłam, nie
                  wypominam, jest normalnie, lub zdaje się, że jest normalnie, ale nieraz, bez
                  wyraźnej przyczyny poczuję taki ból wręcz fizyczny, i wszystko mi się przypomina
                  i czuję się podle......i ni z tego ni z owego popatrzę na męża z wyrzutem, albo
                  mu rzucę ciche "jak mogłeś".Takie coś się dzieje gdzieś jakby obok, całkowicie
                  niezależnie ode mnie.
                  Czy to znaczy według Was, że nie przebaczyłam całkowicie?
                  • katmandu5 Re: Zdrada, przebaczenie, pojednanie..... 27.10.05, 17:21
                    Lady rozumiem cie doskonale. Nie da sie zapomniec zdrady i w pełni wybaczyć.
                    Ale warto to robic dla siebie, dla niej,niego dla dzieci. Wiedziec ze tak duzo
                    od Ciebie zależy. Czuje sie podle. Prawda. Może nie wyrzucaj mu "jak mogłeś"
                    Jeśli jest myslacym to wie, chociaz moja zona o tym zapomina i nadal go
                    kokietuje. To boli najbardziej.
                    • 1first_lady Re: Zdrada, przebaczenie, pojednanie..... 27.10.05, 18:13
                      Nie wyrzucam. To przychodzi "samo" od czasu do czasu i jest silniejsze ode mnie.
                      Nie wiem co zrobić, żeby tego nie było.
                  • markono Re: Zdrada, przebaczenie, pojednanie..... 28.10.05, 17:01
                    1st lady,
                    dobrze rozpoznałaś mą płeć:} Ale do rzeczy. Pojednanie jest owocem
                    przebaczenia. Zaś przebaczenie jest, przede wszystkim, decyzją umysłu,
                    następnie serca, które krwawi, i, niestety, krwawić będzie długo. Jak długo?
                    Nie wiem. Pewnie tak długo, dopóty nie zabliźnią się rany, a to jest proces. I
                    nikt nie obiecuje, że wystarczy pstryknąć, a cud się stanie już i teraz. Mały
                    cud masz za sąbą, gdy podjęłaś decyzję o przebaczeniu i próbie odbudowy
                    związku. Będzie większy i skończony, gdy Twój małżonek pomoże Ci, a nie utrudni
                    zaleczyć rany. Jeżeli jesteś osobą wierzącą, masz dodatkowo pomoc z 'góry'.
                    Wierzę, że osobom z chrześcijańskim fundamentem jest dużo łatwiej wyjść na
                    prostą z jakiegokolwiek kryzysu i problemu. Mają Ojca w niebie i doświadczenie
                    osobistego pojednania z Bogiem, który chce i umie przebaczać.
                    • 1first_lady Re: Zdrada, przebaczenie, pojednanie..... 28.10.05, 18:06
                      No, trochę mnie rozczarowała Twoja odpowiedź:(. Chyba spodziewałam się "prawdy
                      objawionej", jedynej skutecznej recepty typu: to jest przebaczenie a to jeszcze
                      nie!:).Jak przebaczenie będzie skuteczne, to będziecie wyleczeni.... To co
                      napisałeś w zasadzie wiem, ale wiem też, że jest to bardzo trudne, bo nasze
                      życie po trwa już rok a ja ciągle pamiętam, choć staram się zapomnieć ze
                      wszystkich sił. mój mąż też się stara......no cóż ciągniemy dalej.
                      No ale teraz znowu nie rozumiem dlaczego zasugerowałeś, że u Kota nie ma
                      prawdziwago przebaczenia?
                      • markono Re: Zdrada, przebaczenie, pojednanie..... 28.10.05, 20:41
                        1st lady,
                        nie znam teorii, według której można zapomnieć o zdradzie, nawet jeśli
                        się 'starasz ze wszystkich sił' - jak napisałaś.

                        A skąd u Ciebie wniosek, że u Kotów jest prawdziwe przebaczenie. I, kto komu
                        jest winien przebaczenie?

                        Dla przypomnienia:
                        " co Wy na to? Powiedziała mi, że nawet jak będziemy razem, to mam sie
                        przygotować, że ona zrobi mi to samo, co ja jej i nie chce nawet słyszeć słowa
                        pretensji!"

                        O jakim przebaczeniu tu mówimy?

                        Poza tym, poirytowały mnie ostatnie zdania otwierającego wątku:
                        "I taka jest moja historia. Moja była kochanka wyszła za mąż, patrzy na mnie z
                        rodzajem politowania, że niby siedzę pod pantoflem hetery. Ja nie wiem sam co
                        myślec o tym wszystkim. Dobrze się stało, czy źle? Jestem szczęśliwy czy nie?
                        Jest lepiej ale jakim kosztem.. Napiszcie coś.
                        Kottbury."

                        Jestem szczęśliwy, czy nie? - dla mnie to dziecinada i błazenada. Kto ma
                        wiedzieć? Anonimowi czytelnicy na drugim końcu kabla? Zdanie mogłem wyrazić, co
                        uczyniłem.
                        Pozdr.




                        • 1first_lady Re: Zdrada, przebaczenie, pojednanie..... 29.10.05, 14:48
                          Nawet nie wiesz jak typową reakcją zdradzonej kobiety, jest chęć, żeby
                          zdradzający poczuł ten ból- dogłębny, przenikający na wylot mózg! I te myśli, w
                          których czujesz się bezwartościowa, felerna....Bardzo rozumiem panią Kotową.
                          Odpłacenie tym samym! U mnie też była taka chęć i też powiedziałam mężowi o tym
                          i widziałam niedowierzenie i strach w jego oczach. Nie zrobiłam tego jednak, bo
                          to zazwyczaj kończy się na deklaracjach. Jestem gotowa jednak usprawiedliwić
                          wszystkie kobiety, które posuną się w takim przypadku dalej.
                          Dzięki za miłą wymianę zdań, szkoda, że nie masz recepty :)
                          • markono Re: Zdrada, przebaczenie, pojednanie..... 29.10.05, 15:38
                            Nie wątpię, że jesteś atrakcyjną i mądrą kobietą. Dasz sobie radę. Co do leku -
                            już sam udział w forumie jest swego rodzaju placebo. Może 'pomóc':)
      • 1first_lady Do mocno_ zawiedzionego! 27.10.05, 18:11
        "Kobieta pragnie miłości i płaci za nią seksem.Mężczyzna pragnie seksu i płaci
        za niego miłością"

        Takie zdanie usłyszeliśmy z mężem na terapii małżeńskiej.Jest to opinia
        uproszczona, bo kobieta też lubi seks a nie wątpię, że mężczyzna pragnie
        miłości. Ale generalnie jest to wielka życiowa prawda i że z tą prawdą powinni
        się zapoznać młodzi ludzie wchodzący w związek małżeński. Gdyby kobiety
        wiedziały, jak bardzo ważny dla mężczyzny jest seks, nie byłoby:- jutro, nie
        teraz, boli mnie głowa, zmęczona jestem.....itp. Gdyby mężczyźni wiedzieli jak
        bardzo ważne jest okazywanie uczuć na codzień, w drobnych życiowych sprawach,to
        kobiety biegłyby do łóżka na skrzydłach!
        • 1first_lady Re: Do mocno_ zawiedzionego! 27.10.05, 18:17
          Poprawka! To zdanie nie było takie "pieniężne". Zamiast "płaci", było "daje w
          zamian"!


          Kobieta pragnie miłości i daje w zamian seks. Mężczyzna pragnie seksu i daje w
          zamian miłość!
          • mocno_zawiedziony Do 1first_lady 27.10.05, 18:47
            Dużo jest w tym prawdy. Słowo "płaci" pasuje chyba jednak lepiej, bo sex w
            małżeństwie często (zbyt często) staje się walutą - podziękowaniem za pewne
            uczynki i zachowania. A to zabija cały jego sens! Zrobiłeś coś co mi sprawiło
            przyjemność (np. kupiłeś sukienkę) więc ja ci w rewanżu dam.... Ale pamietaj że
            jeśli nie będziesz sie zachowywał tak jak ja tego pragnę to ci nie dam! A jak
            się dowiem że daje ci inna to zabiorę ci dzieci i puszczę z torbami.
            Trochę to uprościłem i strywializowałem, ale sens chyba zrozumie każdy. Nie wiem
            jak innym ale mi sie to nie podoba.
            • 1first_lady Re: Do 1first_lady 27.10.05, 19:11
              Właśnie z obawy przed takim uproszczonym pojmowaniem wniosłam szybko poprawkę
              "daje w zamian", co może jest podobne, ale nie tak handlowe. Bo ja bym nie
              pojmowała tego tak dosłownie! I naprawdę (mówię jako kobieta) nie chodzi tu o
              sukienkę, o coś materialnego. Tu chodzi o uczucie, o ten błysk w oku, że się
              podobam, o namiętny szept "Chcę Cię!" w jakimś zwyczajnym miejscu. I nawet jeśli
              odpowiem "Tutaj?, daj spokój!", to już jestem gotowa, czuję się pożądana i sama
              tego chcę...i to jest.Kobieta ma czuć, że jest kochana, pożądana!!!! Wiesz kiedy
              wyczułam, że coś niedobrego dzieje się w naszym małżeństwie, a nie było jeszcze
              Zadnych objawów?! Kiedy kupiłam letnią sukienkę, taką jaki typ zawsze libił-
              dopasowaną, podkreślającą kobiece kształty....zaraz ją w domu zmierzyłam i
              zaprezentowałam mu i.......nie zobaczyłam w jego oczach zachwytu, którego się
              spodziewałam !!!!W jego oczach nie było nic. Patrzył na mnie jak na przedmiot,
              element wyposażenia mieszkania! To było 2 chwile, zaraz odwrócił wzrok,
              grzecznościowo pochwalił, ale ja już wiedziałam:" Ma kogoś". I tak było w
              rzeczywistości.
          • katmandu5 Re: Do mocno_ zawiedzionego! 28.10.05, 08:41
            Pięknie powiedziane i troche w tym prawdy. Ale pojawia sie problem. Ile tego
            uczucia. Ja chce dawac swoje żonie jak najwiecej. Ale w pewnym momecie pojawia
            sie problem zagłaskania. Kobiecie jest tak dobrze, albo my faceci nie w ta nute
            uderzamy że może pojawić sie sprawa, a moze to jest normalne, wszyscy tak maja,
            mój partner jest najzwyczajniejszy, z innym moze być inaczej - lepiej. Ja z tym
            sie spotkałem. Zagłaskałem partnerkę.
    • dixia Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 15:43
      Cóż. Rozumiem Ciebie aż nazbyt doskonale... Ileż to byśmy dali by móc cofnąć
      czas. Zauważyć to co dla naszych oczu było zakryte albo nie staraliśmy się
      zobaczyć bo przez cały czas patrzylismy na siebie i na swoje ego... Ale po kolei:
      - głównym i zauważonym problemem był brak komunikacji. Jak można wyczytac w
      literaturze fachowej "największym błedem jest mniemanie, że komunikacja miała
      miejsce". Może teraz będziecie mieli łatwiej, kto wie.
      - koszt był straszny ale jak widać niestety konieczny, pewnie "przepłaciłeś"
      jednak bez tego nie otrzeźwiło by to Waszego związku
      - katharzis pełne
      Moge Ci jedynie współczuć i trzymać kciuki za Ciebie by ułożyło się pomyślnie. Z
      modlitwą - dixi
      • wisteria Re: Refleksje faceta 47 letniego 27.10.05, 17:45
        Ja nie patrze na te dyskusje jako calkowite potepienie i ocenianie
        meskiego rodu, ktory (cytuje) "z natury rzeczy zdradza, bo ma powody".
        Raczej jako spojzenie calej gromady ludzi, ktorych ta historia ta w
        jakis sposob dotknela, czy to z powodu podobnych doswiadczen zyciowych,
        czy tez z powodu strachu przed tym co sie moze przytrafic. A ze,
        przy okazji padaly jakies stwierdzenia, uogolnienia, to chyba normalne
        w dyskusjii, kiedy jedna osoba cos twierdzi, to druga to obala.
        Zgodzimy sie chyba ze jest swietna, interesujaca, i jak na forum
        internetowe - na dobrym poziomie (brak smieci, ale moze to zasluga
        nozyczek?).

        Ale jesli juz mowa ogolnym wyniku dyskusjii, dla mnie Pan Kot-Bury wypadl
        jako:
        1. mezczyzna dojzaly, ktory zdradzil zone, rozwalil zwiazek, ktory byl
        satysfakcjonujacy na tyle, aby chciec go ponownie skleic;
        2. narazil sie na zlosc zony, ktora jako odzielne istnienie ludzkie miala
        prawo zareagowac "inaczej";
        3. dzieciom w realu zafundowal lekcje o tajnikach doroslego zycia;
        4. nadal jest zadowolony ze swojej postawy, usprawiedliwiajac sie w
        taki czy inny sposob, bo przeciez sie przyznal, wrocil, przeprosil
        (ktory to uczynek powinien wszystko naprawic – przepraszam za sarkazm);
        5. w srodku ma satysfakcje z doswiadczen seksualnych o jakich innym sie
        nawet nie marzylo, nawet jemu samemu (nikt mu tego nie odbierze);
        6. po zadaniu pytania "czy jest szczesliwy" - jest niezadowolony z tego ze
        inni postrzegaja te historie na 150 roznych sposobow;

        Nie smiem ocenic jakie nauki z tego wszystkiego plyna, ale rozprawa nad
        naszym Kotem wypadla bardzo ciekawie, chociaz on sam tego wcale nie chcial.
        Dziekuje i prosze o wiecej.
Pełna wersja