kottbury
20.10.05, 17:56
Będzie o małżeństwie, seksie, zdradzie i takie tam inne wolne mysli. Proszę o
komentarze do całości lub do wybranej refleksji. Chyba będzie bardzo długie.
Podczytuję Was od dłuższego czasu, piszę pierwszy raz. Mam 47 lat, moja zona
45, jesteśmy małżeństwem 22 lata. Poznaliśmy sie na studiach, wielka miłość,
seks, ciążą, przyspieszone małżeństwo (ale od razu dodam, że bez ciąży też by
było), dziecko, zaraz potem drugie i za 2 lata trzecie. Czyli mając po 26 i 28
lat byliśmy potrójnymi rodzicami. Ja skończyłem studia, ale moja żona musiała
zrezygnować ze swoich i zaocznie skonczyc inne (wtedy jej studia były tylko
dzienne). Dorabialismy się od przysłowiowej łyżeczki, ale nie było źle,
kochalismy się, wychowywali nasze dzieci, które są nad wyraz udane, byliśmy
partnerami. Problemy z seksem pojawiły sie po drugim porodzie. Żona panicznie
bała się następnej ciąży, ale nie chciała brac pigułek, „bo jakaś jej ciotka
zmarła na raka i to na pewno od tego”. Ja nie lubiłem prezerwatywy, ale jakos
to było – trochę oralnie, trochę tradycyjnie lub eksperymentalnie (między
piersiami), analnie ze 2 razy, ale nie chciała. Trzecie dziecko i
koszmar!!Seks dawkowany jak lekarstwo- 2 razy na miesiąc, czasem częściej.
Prosiłem, błagałem, tłumaczyłem... Poprawiało się na jakis czas a potem to
samo... W międzyczasie obrośliśmy w piórka, własny dom, 2 samochody, fajne
wakacje. Własna firma, ale żona dalej chciała pracować w szkole...W domu
ciepło i przytulnie...tylko ten seks! W innych dziedzinach dogadywaliśmy się
doskonale, żona jest super inteligentną, oczytana kobieta, zawsze mielismy o
czym pogadać, wspaniale wychowywała nasze dzieci.....
Jakoś tak w 19 tym roku naszego małżeństwa poznałem kogoś- kobietę
rozwiedzioną, 5 lat młodszą ode mnie, atrakcyjną, zadbaną. Z jej inicjatywy
doszło do seksu i......oszalałem. Do wyboru, do koloru, gdzie chcesz, kiedy
chcesz, jak chcesz.... to było jak narkotyk. Taki seks o jakim mi się nie
śniło. Zaniedbałem rodzinę, żona była zaniepokojona, ale może zadowolona, bo
dałem jej spokój. Gdy byłem już mocno uzalezniony od mojej kochanki, zaczęła
się domagać deklaracji. Jasne: kocham cię, marzę o tobie, chcę być z tobą,
przechodziło mi łatwo przez gardło. Ale małżeństwo???? Takiej opcji nie brałem
pod uwagę!!! Tak szczerze, to chciałem, żeby moja żona posiadła te
umiejętności co tamta, żeby ona była takim demonem seksu, to dla mnie byłaby
pełnia szczęścia. Teraz pytanie do panów zdradzających : Czy mieliście coś
takiego, że PO wspaniałym seksie, eksperymencie z kochanką czujecie do niej
obrzydzenie? Ja tak zacząłem mieć, przychodzily myśli, jakiż to tabun innych
ją przeleciał, że taka jest wyzwolona i wyedukowana? Zdawałem sobie sprawę, że
może lecieć na mój status i majątek. Jak wspomniałem po roku spotkań zaczęła
domagać się rozwodu i ślubu z nią. Zwodziłem ją, nie chciałem tego. Ona
zamknęła mi szlaban i powiadomiła telefonicznie moją zonę o nas.
O Jezu!!!! Nigdy nie spodziewałem sie takiej reakcji po mojej eleganckiej,
wręcz dystyngowanej żonie. Po prostu poszła do tamtej i sprała ja po pysku.
Przy świadkach, mówiąc głośno za co! Mało tego, sprała i mnie! Kazała mi się
wynosić i powiedziała dzieciom dlaczego!. To było chyba najgorsze- dzieci,
które kochasz, dla których się starasz całe życie- mają cię nagle za
zbrodniarza! Jeden czyn przekreśla całe dotychczasowe życie. Pełna
dyskryminacja, milczenie, pogarda! Najstarszy syn 19 letni powiedział mi: „Nie
tego nas uczyłeś tato! Nigdy sie tego po tobie nie spodziewałem i tego co
zrobiłeś mamie o nam nigdy ci nie wybaczę!” Nie wyprowadziłem się, zacząłem
walczyć o małżeństwo, tłumaczyc żonie dlaczego zdradziłem. I wtedy ona mi
wykrzyczała, że unikała seksu ze mną, bo nigdy jej nie zaspokoiłem! Że w łóżku
jestem drętwy, przewidywalny jak robot i jej nie podniecam, ze nie stać mnie
na inicjatywę, traktuję ja instrumentalnie, domagam się świadczeń seksualnych
a sam nic nie daję! Że po każdym stosunku ze mną, wysyłala mnie pierwszego do
mycia do łazienki tylko dlatego, żeby się dopieścić sama, bo gdyby nie to, to
nie wiedziałaby co to jest orgazm!Że to ona powinna mnie zdradzić, bo jestem
beznadziejny, w dodatku za mały dla niej...ale o tym(zdradzie) nigdy nie
pomyślała, bo mnie kocha i liczy się nie tylko seks!!!Jeszcze było coś, że w
tym małżeństwie to ona musiała rezygnować ze swoich pragnień i ambicji, żebym
ja się realizował....
I co Wy na to? Powiedziała mi, że nawet jak będziemy razem, to mam sie
przygotować, że ona zrobi mi to samo, co ja jej i nie chce nawet słyszeć słowa
pretensji! Powiedziała, że między nami cos umarło i świadomość, że ryzykowałem
związek dla „jakiej szukającej sponsora dziwki, którą każdy miał”, to policzek
dla niej, że nigdy nie będzie miała do mnie zaufania.....
Od tego czasu minęły ok.3 lata. Jesteśmy razem.Zona nie może zapomnieć i co
jakiś czas mi wypomina „kurwę”.O dziwo w seksie jest lepiej, kupiliśmy trochę
zabawek w sexshopie, rozmawiamy na temat swoich potrzeb, kochamy się często.
Wiem, ze ona się czasem „dopieszcza”, ale ona sama mówi, zeby nie robic z tego
problemu. Chciałem ja sam to robic jej, ale to jakiś dziwny sposób
niewykonalny dla mnie, polegający na mocnym ściśnięciu nóg (?????). Boję sie,
że spełni swą groźbę i znajdzie kogoś, mimo, że ma 45 lat wygląda młodo i jest
bardzo atrakcyjna kobieta.
I taka jest moja historia. Moja była kochanka wyszła za mąż, patrzy na mnie z
rodzajem politowania, że niby siedzę pod pantoflem hetery. Ja nie wiem sam co
myślec o tym wszystkim. Dobrze się stało, czy źle? Jestem szczęśliwy czy nie?
Jest lepiej ale jakim kosztem.. Napiszcie coś.
Kottbury.