i po co mi to bylo...

09.11.05, 22:52
lubie prowokowac mezczyzn, zawsze lubilam...

jestem mezatka od pieciu lat, wczesniej zawsze mialamn bardzo duze powodzenie
u mezczyzn - poznalam meza i przygodne chwile skonczyly sie. ale ostatnio
zaczal sie we mnie odzywac glod seksu (kochamy sie bardzo rzadko) - i moze to
sprawilo, ze zaczelam sciwadomie podrywac innych mezczyzn. zabawa byla
przednia - dlugie rozmowy, niedopowiedzenia, zarty, zarciki... az kolega
zaczal mnie podniecac w sensie seksualnym. do niczego nie doszlo, ale ja
ciagle o nim mysle. juz kilka tygodni minelo od naszego ostatniego spotkania
(ustalilismy, ze nie bedziemy sie spotykac, zeby nie rozbijac mojego
malzenstwa), a ja wciaz o nim mysle. dzisiaj musialam do niego zadzwonic
(sluzbowo) i ... myslalam, ze sie wyleczylam z tej obsesji, a tu figa! a ja
tylko chcialam poflirtowac, poczuc sie atrakcyjna a tam mam w domu
kochajacego, fantastycznego meza, i poczucie "szujowatosci", gdy mnie
przytula i mowi, ze bardzo mnie kocha. bo ja przeciez myslami czesto jestem
przy innym!!!!!!!!!

    • sagittarius954 Re: i po co mi to bylo... 10.11.05, 08:44
      Jesteś przecierz człowiekiem , rozróżniasz emocje jakimi targana jest twoja
      jaźń .Dalej , to wybór należy do ciebie, tylko nie tobie jednej to się
      przytrafia. Im więcej czasu dla siebie tym więcej kosmatych myśli.
    • dixia Re: i po co mi to bylo... 10.11.05, 08:49
      Zdrada zaczyna się od pierwszej wspólnej kawy... Można sobie narzucić swoja
      moralność. Pokusy będą - ale po to mamy mózg by z tym walczyć! Trzeba
      konsekwencji i uporu. I weź się w garść bo przez głupotę stracisz bardzo dużo i
      zapłacisz za to bardzo wysoka cenę!!!
      Jako przestrogę - przeczytaj sobie ten post poniżej i weź do serca!!!

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=30723591
      • wujek7 Re: i po co mi to bylo... 10.11.05, 08:58
        Swietny post dixia ;-)

        Tym sie czlowiek rozni od malpy, ze potrafi nad emocjami zapanowac. A moze tak
        przeniesc te zdrowe seksualne zainteresowanie na meza i sprowokowac go do
        czestszego sexu? Jezeli uklada sie miedzy wami dobrze, to prowokacyjne
        zachowanie ze strony malzonki jest jak najbardziej wskazane ;-). Powinno tez
        wyleczyc Kolezanke z niezdrowego zainteresowania innym obiektem.
      • albert31-wawa Re: i po co mi to bylo... 17.11.05, 19:12
        Wiesz co, jeśli traktujesz spotkanie przy kawie jako zdrade to współczuje
        twojej połowie..
        A swoja droga ja uważam że zdrada jest tylko gdy osoba się angażuje
        emocjonalnie w inny zwjązek - jeśli dochodzi tylko do sexu to jest to zdrada
        czy moze raczej poprostu sport..?
        • dixia Re: i po co mi to bylo... 18.11.05, 12:14
          Spotkanie na kawie nie jest zdradą lecz jedynie "miłym złego początkiem" -
          przepraszam iż napisałem niezrozumiale... :(((
          Ja natomiast współczuję twojej połowie skoro seks z inną nazywasz sportem a nie
          zdradą...
    • mx311 Re: i po co mi to bylo... 10.11.05, 10:48
      Moi szanowni przedmówcy napisali już prawie wszystko. A jeśli nie wiesz jak - to
      może administratorzy pozwolą i obejrzysz sobie link poniżej. Dość oględnie
      napisane ale stosując te metody uda Ci się trzymać flirty na dystans!
      kobieta.interia.pl/psychologia/news?inf=363580
      • wierna_niewierna Re: i po co mi to bylo... 11.11.05, 18:11
        bardzo mi pomogly linki, ktore mi przeslaliscie. Sama jestem sobie winna.
        Nawarzywal tego piwa i teraz musze je wypic. Jestem silna kobieta - poradze
        sobie z tym! Ale przeraza mnie moja bezdenna glupota - jak moglam dopuscic do
        takiej sytuacji!

        To tak jak z paleniem papierosow. Niby na poczatek nie smakuje, przelotne
        papieroski, raz na miesiac, potem czesciej az wciaga. Poczatkowo niewinna
        przyjemnosc zamienia sie w nalog - glod, ktorego nie mozna opanowac.

        Rzucilam palenie kilka lat temu i gdyby ktos powiedzial mi, ze bedzie mi tak
        ciezko - nie uwierzylabym. Z moim flirtem jest podobnie, wiem, ze bedzie mi
        trudno, ale poradze sobie - bo musze!!!

        dziekuje Wam bardzo,
        bradzo bardzo

        Anka
        • sagittarius954 Re: i po co mi to bylo... 11.11.05, 19:10
          Odpocznij i wycisz się, powodzenia.
        • wiesia42 Re: i po co mi to bylo... 12.11.05, 19:00
          To jest trudniejsze od rzucenia palenia;). Niestety tu wcale nie chodzi, ze za
          rzadko się kochacie. Ja codzinnie i co z tego. Wcale nie jest źle, a i tak nie
          mogę sie odpędzic od myśli o takim koledze i ciągnie się to cholerstwo za mną
          już pół roku. Myślę tylko o nim i będąc szczerą lubię to robić. Ty pewnie tez bo
          nie robiłabyś tego. Ja wychodzę z założenia, ze należy dać życiu toczyć sie
          dalej i zobaczyć co przyniesie. Pozdrawiam
          • orales73 Re: i po co mi to bylo... 18.11.05, 11:37
            można dużo mówić o kontroli, kiedy cię to nie dotyka. Albo kiedy osoba z którą
            rozmawiasz nie pociąga cię aż tak bardzo. Ale czasem trafia cię jak piorun, i
            wtedy jest bardzo trudno, szczególnie, jeśli ma się zasady.
    • antyka Re: i po co mi to bylo... 19.11.05, 18:58
      ach zycie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja