klasyczny problem?

10.11.05, 13:31
Witajcie.

Piszę tych parę zdań pewnie po to, aby usystematyzować sobie w głowie obraz
mojej własnej sytuacji małżeńskiej. Wartość tego opisu dla forum, czyli dla
Was jest pewnie znikoma, bo takich relacji jest tu już bardzo wiele...
Jesteśmy parą od 8 lat, a od 3 lat małżeństwem. Mieszkamy we własnym
mieszkaniu, oboje mamy pracę, ale raczej mało stresującą, z kasą też nie ma
wielkich problemów. Nie posiadamy dzieci.
Mimo tego, że moja żona od początku nie mogła osiągnąć całkowitego orgazmu
(sprawy anatomiczne, jak twierdził ginekolog, brak akceptacji własnego ciała -
jak twierdził psycholog) - seks sprawiał jej dużą frajdę, choć w
umiarkowanej ilości. Działał zapewne efekt pierwszych kilku lat wulkanu
miłości, który potrafi stopić każdą górę lodową... Niestety mniej więcej po
roku od ślubu robiliśmy to coraz rzadziej, aż do całkowitego nieomal zaniku.
Od prawie 2 lat seks ma miejsce raz na dwa miesiące lub rzadziej. Żona przez
te 2 lata osiągnęła coś, co się określa "awersją seksualną" - brzydzi ją
rozmowa o seksie, czy o ciele, brzydzi ją dotyk do miejsc intymnych, woli
całymi dniami oglądać TV, niż poświęcić czas na seks. Próby podjęcia
współżycia spotykają się z jej agresją, a potem smutkiem i frustracją.
Podkreślę tu, że nie miało miejsca między nami nic w stylu zdrada, przemoc,
zawód itp. Da się odczuć, że nadal oboje bardzo się kochamy i przeraża nas
spirala, na jakiej znalazł się związek. Ja - raczej jak typowy facet -
potrzebuję seksu jak powietrza. Mam już dosyć zaspokajania się "chałupniczymi
metodami" ;) - zaczynam rozglądać się na boki, czuję presję popędu i genów.
Popadam wiec w rozpacz, bo kocham swoją żonę i wcale nie mam ochoty burzyć
związku. Unikam myślenia o dzieciach, choć bym chciał - bo czy seks raz-na-2-
miesiące nie przerodzi się po urodzeniu w raz-na-kwartał? A o ile bardziej
się to wszystko skomplikuje przy posiadaniu dzieci...

Zastanawiam się na przyczyną (fizyczna, psychiczna?) powstawania takich
sytuacji... Bo to, co się dzieje obecnie jest już efektem wtórnym - po
kolejnym, którymś tam, rutynowym, codziennym odrzuceniu przez żonę, czuję
frustrację. Wolę siedzieć dłużej w pracy lub wyjechać w góry na parę dni
samotnie - co tylko pogłębia problem. To z kolei nastawia negatywnie moją
żonę i spirala się kręci. Bo jak może pojawić się choć cień nadziei na seks,
skoro ośmieliłem się iść ze znajomymi na piwo po pracy? A skoro nie ma cienia
nadziei, skoro wiem, że po raz kolejny będę odepchnięty, to czemu mam się
spieszyć do domu? itp itd...

Myślę nad zmotywowaniem siebie i żony do pójścia po poradę do seksuologa. Od
dawna narzeka, że seks kojarzy jej się również z bólem (anatomia) - ginekolog
zalecił conajwyżej sprawdzone pozycje i kropka. A może do psychiatry pójść?
Jak pogodzić miłość i wierność z brakiem seksu? Kiedy patrzę w jej oczy,
widzę w nich bezradność - ona rozumie co się ze mną dzieje, ale ze smutnym
wzrokiem odpowiada mi bez słów, że nie umie nic z tym zrobić. Czuję
bezsilność i toksyczne substancje, które się we mnie tworzą...

Nie potrafię wyzwolić w niej podniecenia, choć nie jestem zorientowany na
instrumentalne traktowanie seksu. Nie są mi obce budowanie ciepłego klimatu,
kwiaty, nieoczekiwane prezenty, okazywanie miłości, delikatność i
cierpliwość. Ale gdzie jest ta granica...

Czy ja muszę ją skrzywdzić? Jeśli będę musiał to zrobić, a potem o tym
powiedzieć, stanę sie w następstwie chyba najbardziej cynicznym człowiekiem
na świecie... :(


    • facet_1976 Re: klasyczny problem? 10.11.05, 13:58
      I praktyczne pytanie na koniec: jakiego rodzaju specjalista (psycholog,
      psychiatra, seksuolog, ginekolog) może pomóc nam, jej lub mi? Jacyś terapeuci?
      Może ktoś ma sprawdzonych lekarzy w Warszawie - jeśli tak proszę o mail:

      facet_1976@gazeta.pl
      • 30martyna Re: klasyczny problem? 10.11.05, 14:22
        Witaj,
        moja koleżnka ma podobny problem do Twojej żony - ból podczas seksu. Ten ból
        spowodował jej niechęć do pieszczot i zaczeła całkowicie unikać męża.
        Skorzystała z rady ginekologa - leczył ją na przydadki...niestety nic nie
        pomogło. Poszła do psychologa i ten stwierdził, że ma "najzwyklejszą
        pochwicę". Ania ( moja kumpela ) korzysta z porad psychologa i zaczyna już
        dostrzegać poprawę:)
        Namów żonę na wizytę u psychologa, bo widzę, że u niej podobny problem.
        Aha,dodam że kolezanka nigdy wcześniej nie miewała orgazmu i teraz to sie
        zaczyna zmieniać.
        pozdrawiam Cię serdecznie
        martyna
        • facet_1976 Re: klasyczny problem? 10.11.05, 14:43
          Martyna, dzięki za sugestię. Dojrzewam właśnie do decyzji o rozpoczęciu jakiejś
          terapi - myślę, że żona nie będzie jakoś specjalnie się przed tym broniła. A
          czy to pochwica - nie wiem. Są (były) pozycje, w których nic ją nie boli, ale
          tych jest bardzo mało. Ból utrzymuje się po stosunku, gdzieś w okolicy
          jajników. Motywacją do seksu to na pewno nie jest - zrozumiała sprawa i nie mam
          o to pretensji.
          • ewolwenta Re: klasyczny problem? 10.11.05, 21:20
            Spotkałam się w literaturze ze stwierdzeniem, że ból w okolicach jajników i nie
            tylko może być objawem ze strony psychiki, a nie chorobą ciała. Jak znajdę
            źródło to podeślę.
    • kraszan1 Re: klasyczny problem? 10.11.05, 15:03
      facet_1976 napisał:

      > Jak pogodzić miłość i wierność z brakiem seksu? Kiedy patrzę w jej oczy,
      > widzę w nich bezradność - ona rozumie co się ze mną dzieje, ale ze smutnym
      > wzrokiem odpowiada mi bez słów, że nie umie nic z tym zrobić. Czuję
      > bezsilność i toksyczne substancje, które się we mnie tworzą...

      Powrócę tutaj do mojego ulubionego porównania z przypadłościami zdrowotnymi.
      Jeżeli twoja żona miałaby przez odtatni rok chroniczny katar albo permanentne
      rozwolienie to jak myślisz, udałaby się z tym do specjalisty czy "mowiła bez
      słów, że nie umie nic z tym zrobić"?

      Awersja do seksu to taka sama przypadłość, a nawet gorsza - rzutuje na
      najbliższą nam osobę.

      pzdr
      -K
      -------------------------------------------------
      Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszła tu z tymi plikami i z nimi wychodzi.
      • ewolwenta Re: klasyczny problem? 10.11.05, 21:19
        Kraszan, Twoje porównanie bardzo obrazowe, coś w sobie ma. Jednak katar czy
        rozwolnienie nie jest tak wstydliwą sprawą jak kombinacja problemów natury
        psychologicznej i ginekologicznej. Zdroworozsądkowo patrząc chowanie głowy w
        piasek jest wstępem do problemów w związku. Trzeźwe myślenie jednak nie ma
        szans gdy zaczynają grać pojawia się tabu.
        Dam Ci inny, bardziej drastyczny, przykład takiego chowania głowy w piasek.
        Lekarze alarmują, że bardzo często rak piersi u Polek wykrywany jest z późno, w
        nieuleczalnym stadium rozwoju. Powodem tak późnej diagnozy jest wstyd kobiet
        przed pójściem do lekarza i strach przed złymi wynikami. Mimo, że wiedzą o
        problemie często dostatecznie wcześnie bu się ratować nie idą do lekarza do
        czasu gdy pojawia się ból. A tu chodzi przecież o życie! Wśród znajomych znam
        takie przypadki.
        Nie wygrasz z głęboko zakorzenionymi lękami, nawet jeżeli są bardzo
        destrukcyjne.
    • sagittka Re: klasyczny problem? 10.11.05, 15:33
      Rozumiem, że skoro stosunki są bolesne to ich unika. Czy unika również innych
      form współżycia? Można zaspokajać swoje i pratnera potrzeby także w inny
      sposób, próbujesz?
      • facet_1976 Re: klasyczny problem? 10.11.05, 15:49
        Jak już pisałem - poza odczuwanym czasem bólem, który z pewnością działa
        zniechęcająco - wyraźnie można zauważyć u niej niechęć do seksu, do narządów
        płciowych, do ich widoku, dotyku itp... Coś takiego jak pieszczoty (ona mnie,
        czy ja ją) nie wchodzi w grę - w zasadzie nie daje dotknąć siebie (o piersiach
        i lechtaczce nawet nie ma mowy), ani nie chce dotykać mnie. Z rozmów wynika, że
        ma autentyczną awersję, blokadę, opór, wstręt... Także głębsze pocałunki nie
        wchodzą w grę. Ale już "buziaczki" owszem, przytulanie się - jak najbardziej...
    • ira34 Re: klasyczny problem? 10.11.05, 15:51
      Zapewne potrzebna jest terapia u psychologa. Może korzenie tej niechęci nie
      tylko fizyczne, ale i psychiczne tkwią w niej głęboko, a może to ma związek z
      dzieciństwem Twojej żony lub z jakimś przykrym incydentem.Wspaniała jest Twoja
      cierpliwość, zarazem determinacja i walka o Twoją żonę.
      To co napisałeś to Wielki dowód miłośći. A może to Jej pokażesz?
      Może to będzie dobry początek do wielkich zmian.
      Powodzenia
    • zonaniezona1 Re: klasyczny problem? 10.11.05, 17:40
      Też jestem pod wrażeniem tego postu. Gratuluje dojrzałości.
    • matylda_n Re: klasyczny problem? 10.11.05, 18:41
      Tak sobie myślę, że twoja żonka zamknęła się w sobie. A niechęć do seksu jest
      tylko skutkiem ..niewiem może jakiś niedomówień między wami a może to tylko
      nieznajomość wzajemnych potrzeb i oczekiwań.
      A te dwie pierwsze porady i ginekologa i psychologa z czyjej były inicjatywy ?
      Żony ? A może wspólnie to uzgodniliście ?
      Pozdrawiam
      • ambx Dopóki nie ma dzieci... 10.11.05, 19:28
        ...wszystkie twoje starania i jej bóle, mogą pozostać w twoim życiorysie
        paroletnim epizodem z wczesnej dorosłości. Spróbuj się dyskretnie umówić na
        ostry seks bez zobowiązań z jakąś wyzwoloną i wyposzczoną koleżanką. Jak się
        uda - zadaj sobie pytanie: Czemu mam resztę swojego życia (płciowego) poświęcić
        tej suchej c...e?
        • sylka23 Re: Dopóki nie ma dzieci... 10.11.05, 23:22
          Nie zycze Ci tego, ale nie pomyslales czy moze Twoja zona zdradzila cie lub ma
          kogos "na boku"?
        • petar2 Re: Dopóki nie ma dzieci... 11.11.05, 11:03
          Od dłuższego czasu zastanawiam się czy to forum rozwija się czy też jest
          skazane na dominację porad typu "wieczór z winem i świecami", "seksowna
          bielizna" czy też "olej suchą cipkę".
          Mimo wszystko jestem umiarkowanym optymistą.
Pełna wersja