czy ja mam problem,czy on?

16.11.05, 09:20
Witam,
Jestem od niespełna roku męzatką i już nam się nie układa w sferze
seksualnej. Mąż ma ogromny temperament- chciałby się kochać codziennie i to
po 3-4 razy. Mi wystarczy sex co drugi dzień, po kilkakrotnym uprawianiu sexu
dzień w dzień jestem poobcierana, boli mnie itd. Mąż nie chce tego zrozumieć,
nie ma żadnego "nie", namawia mnie tak długo aż wreszcie się zgadzam dla
swietego spokoju, ale nie sprawia mi to przyjemności. Przez to w ogóle
zaczełam nie lubić sexu i czuję po prostu lęk przed powrotem z pracy do domu.
On jest bardzo dumny, że tyle razy może i nie chce słyszeć o wizycie u
seksuologa, uważa,że to ja jestem oziębła,ze nie chcę sexu codziennie. Tak
samo mówi o swojej byłej dziewczynie, która kochała się z nim codzień,ale
tylko jeden raz (i dlatego, z barku sexu jak twierdzi,musiał ją zdradzać)-
według niego to z nami jest coś nie tak,a nie z nim. Chociaż od czasu do
czasu sam ma taką refleksję,ze być moze jest seksoholikiem.
Wiem,ze wiele osób teraz powie "widziały gały co brały", "po co za niego
wyszłaś" itd. ale przed ślubem nie mieszkaliśmy razem, on był w innym mieście
i spotykaliśmy się tylko kilka razy w tygodniu, więc nie wiedziałam,ze on ma
aż takie potrzeby.
Proszęo poradę,co dalej z taką sytuacją zrobić?
    • drak62 Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 10:02
      Zmuszanie się do czegoś do czego nie masz ochoty nie ma sensu.
      Małżeństwo powinno być budowane na zasadzie kompromisu i dlatego nie musisz
      ulegać wszystkim jego potrzebom. Swoją drogą twój mąż wykazuje swoistą
      zaborczośc i samolubność. Miłość zobowiązuje do tego aby szanować uczucia i
      potrzeby drugiej strony i tego wyraźnie jest brak w postawie twojego męża.
      Sprowadzenie małżeństwa do poziomu zaspakajania swojego wybujałego temperamentu
      seksualnego jest jakimś nieporozumieniem.
      • nadzwyczajnie_zwyczajny Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 12:44
        Egoizm w czystej postaci albo seksoholizm - rozumiem namawianie gdyby to
        mialobyc raz na tydzień czy dwa ale w tej sytuacji...spokojnie mozna wytrzymać
        co drugi dzień nawet przy duzym temperamencie....poza tym chyba nie chodzi o
        ilość ale o jakość :)
    • wiesia42 Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 12:37
      Niech chłopak wytrzepie dywany, wyszoruje kibelek zaraz mu sie odechce.
    • dixia Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 12:46
      Sugeruję używanie środków nawilżających - to 1.
      Skoro wzięłaś ślub (zapewne kościelny również) to słyszałaś na "naukach
      przedmałżeńskich" że odmowa współżycia jest grzechem! - to 2.
      Powinnaś poważnie porozmawiać ze swoim mężem albo mu to minie z wiekiem albo daj
      mu coś na wstrzymanie - to 3.
      Możesz też zawsze sama wziąć coś na zwiekszenie popędu - to 4.
      • jsolt Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 12:57
        dixia napisał:

        > Sugeruję używanie środków nawilżających - to 1.
        > Skoro wzięłaś ślub (zapewne kościelny również) to słyszałaś na "naukach
        > przedmałżeńskich" że odmowa współżycia jest grzechem! - to 2.
        > Powinnaś poważnie porozmawiać ze swoim mężem albo mu to minie z wiekiem albo
        da
        > j
        > mu coś na wstrzymanie - to 3.
        > Możesz też zawsze sama wziąć coś na zwiekszenie popędu - to 4.

        żartujesz, prawda?!
        • dixia Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 12:59
          Mła? - no skąd?
          • mirabelka00 Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 14:11
            Cóż, odnosząc się do postu dixii; nie jestem specjalnie "kościółkowa", mamy
            tylko ślub cywilny i nie bardzo wzrusza mnie pojęcie "obowiązków małżeńskich".
            A czy mu to z wiekiem przejdzie, to mam obawy, bo mąż ma 33 lata. Przed ślubem
            nie ujawniał swoich wybujałaych potrzeb ,mieszkał 200 km ode mnie i siłą rzeczy
            spotykalismy się i uprawialiśmy sex 2-3 razy w tygodniu. Zastanawia mnie,że
            podczas tych tych prawie dwóch lat narzeczeństwa jakoś umiał utrzymać swoje
            żądze na wodzy, więc skąd teraz ta nagła niemożność?
            • dixia Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 14:36
              Bumerang - a skąd u ciebie takie raptowne zaniemożenie?
              • mirabelka00 Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 14:48
                oj, chyba ktoś nie przeczytał postów uważnie...
                • dixia Re: czy ja mam problem,czy on? 16.11.05, 15:09
                  ktoś czytał, czytał - jeno nadal nie rozumie co nie rozumieją z tego co
                  napisał... Można albo się rozstać albo pozostać razem idąc na tzw "kompromis"
                  który w tym wypadku polega na:
                  a) dać mężowi coś na wstrzymanie
                  b) wzięcie czegoś na większą chuć
                  ot i bajka taka...
                  • metwoh Re: czy ja mam problem,czy on? 17.11.05, 09:11
                    Problemy macie oboje. I jako prawie 40 letni facet, prawie 17 lat po slubie,
                    obecnie z problemami w sferze seksu, powiem tylko tyle-ja rok po slubie miałem
                    sielankę. Nie chcę być złym prorokiem-ale powiem tylko tyle-problemy zaczną się
                    po dziecku. Więc może jednak rozwód-nie macie ślubu kościelnego, dzieci,
                    majątku przez rok chyba też się nie dorobiliście.Będzie tylko gorzej-ja na jego
                    miejscu zdradzałbym bez skrupułów. Nie robię tego tylko z pobudek religijnych,
                    no i ze względu na dzieci. Mam podobny problem. Nie, żebym chciał kilka razy
                    dziennie, ale te 2, może 3 w tygodniu. A żonie najlepiej wystarcza raz na 2
                    tygodnie, a może i miesiąc. W sumie - tak jak u was-różnica temperamentów. Tego
                    nie da się przezwyciężyć, bo zawsze kogoś boli- Ciebie fizycznie (obtarcia), a
                    jego psychicznie. Ale- mężowi tylko pozazdrościć temperamentu.
                  • metwoh Re: czy ja mam problem,czy on? 17.11.05, 09:12
                    A tak w ogole, to co można wziąć na osłabienie swojego popędu (tylko, żeby nie
                    zostać impotentem), albo na zwiększenie żony. Ktoś zna pewne środki?
                    • tester3000 Re: czy ja mam problem,czy on? 17.11.05, 09:18
                      znajdź drugi etat, bedzie jak znalazł.
                      Pewne środki moze przepisać specjalista, chyba że zaklepiesz wizyte u znachora.
                      Cudów nie ma, cos łykniesz i fikniesz.
                      • yvona73pol na popedu.. 17.11.05, 11:38

                        ..z mniejszenie, wiadoma sprawa, brom, w internatach dodawany hojnie do
                        herbaty ;)))) nawet tak nie czuc smaku, mozna zwalic na zla wode ;))))
                        • zumurud Re: na popedu.. 17.11.05, 16:05
                          a skąd wiesz, że w czasie narzeczeństwa wytrzymywał, skoro był 200 km od
                          ciebie? To tak na marginesie. Zwiewaj, póki nie ma dziecka - ja popełniłam ten
                          błąd że zostałam, wszystko się sypie ale teraz mam dwoje dzieci i wstręt do
                          seksu, który kiedyś uwielbiałam.Poza tym ,żaden człowiek , który kocha nie
                          zachowuje się w ten sposób - obudź się, on zna pojęcie miłości ze słownika i
                          pewnie wie, że babom należy to mówic, żeby dały....Ciebie boli, a on ma to
                          gdzieś - przeczytaj jeszcze raz swój post tak jakby był od kogoś innego.
            • awokado01 Re: czy ja mam problem,czy on? 21.11.05, 15:00
              nie sadze, zeby dochowywal Ci wiernosci, jesli musi sie kochac kilka razy
              dziennie. no a tekst, że "musial" swoja dziewczyne zdradzic, bo nie chcila sie
              kochac czesciej niz raz dzinnie? troche nie na miejscu (szantaz?!) poza tym to
              juz chyba sprawa dla lekarza. postaw ultimatum. nie daj sobie obrzydzic seksu!
      • ewolwenta do dixia 17.11.05, 17:32
        Czytam i nie wierze. Dixia chyba wstąpimy na ścieżkę wojenną. Czy Ty nie
        rozumiesz co czytasz, czy nie czytasz w ogóle?
    • matko74 Re: czy ja mam problem,czy on? 17.11.05, 16:55
      Z przymrużeniem oka zaznaczam, że piszę: przy takim temperamencie to chyba coś
      mu się do paszy przydałoby dorzucić na lekkie obniżenie libido. W każdym, razie
      teraz poważnie, jeśli uprawiacie sex codziennie, to jest cudnie, ile osób na
      tym forum może wam tego pozazdrościć. We wszystkim jednak trzeba zachować
      umiar. Obwinianie Ciebie, że nie możesz więcej niż raz na dzień i straszenie
      zdradą, to przegięcie. Jeśli ma takie potrzeby niech idzie dorobić w filmach
      porno, wystepuję w różowych landrynkach, tudzież innych cukiereczkach, a wtedy
      się chłopaczyna wyżyje. Z ciekawości zapytam ile macie lat? I co najważniejsze,
      Ty nie jesteś przedmiotem i pojemnikiem na jego spermę!!! Obrzydzisz sobie
      jedno z najpiękniejszych doznań naszego życia, przy takim ułanie!

      mirabelka00 napisała:

      > Witam,
      > Jestem od niespełna roku męzatką i już nam się nie układa w sferze
      > seksualnej. Mąż ma ogromny temperament- chciałby się kochać codziennie i to
      > po 3-4 razy. Mi wystarczy sex co drugi dzień, po kilkakrotnym uprawianiu sexu
      > dzień w dzień jestem poobcierana, boli mnie itd. Mąż nie chce tego zrozumieć,
      > nie ma żadnego "nie", namawia mnie tak długo aż wreszcie się zgadzam dla
      > swietego spokoju, ale nie sprawia mi to przyjemności. Przez to w ogóle
      > zaczełam nie lubić sexu i czuję po prostu lęk przed powrotem z pracy do domu.
      > On jest bardzo dumny, że tyle razy może i nie chce słyszeć o wizycie u
      > seksuologa, uważa,że to ja jestem oziębła,ze nie chcę sexu codziennie. Tak
      > samo mówi o swojej byłej dziewczynie, która kochała się z nim codzień,ale
      > tylko jeden raz (i dlatego, z barku sexu jak twierdzi,musiał ją zdradzać)-
      > według niego to z nami jest coś nie tak,a nie z nim. Chociaż od czasu do
      > czasu sam ma taką refleksję,ze być moze jest seksoholikiem.
      > Wiem,ze wiele osób teraz powie "widziały gały co brały", "po co za niego
      > wyszłaś" itd. ale przed ślubem nie mieszkaliśmy razem, on był w innym mieście
      > i spotykaliśmy się tylko kilka razy w tygodniu, więc nie wiedziałam,ze on ma
      > aż takie potrzeby.
      > Proszęo poradę,co dalej z taką sytuacją zrobić?
    • ewolwenta Re: czy ja mam problem,czy on? 17.11.05, 17:52
      Mirabelko jest coś nienormalnego w postępowaniu człowieka, który dla
      zaspokojenia swoich potrzeb naraża partnerkę na urazy fizyczne (obtarcia).
      Wydaje mi się, że masz NORMALNE potrzeby. Większość ludzi odwiedzająca to forum
      nawet nie marzy o seksie raz na dwa dni. Egoistyczne zachowanie faceta może
      rzeczywiście odbić się negatywnie na Twoim postrzeganiu tej sfery. Także w
      dłuższej perspektywie.

      Wydaje mi się, że słusznie stawiasz sobie pytanie, o to czy jego popęd jest
      rzeczywiście tak wysoki czy też realizuje on przez seks inne potrzeby.
      Dominacji? Udowadniania własnej wartości? Potwierdzania Twojej miłości? Wpływu
      na Ciebie? Jeżeli próby rozmowy nie skutkują, może warto samemu pójść do
      psychologa i zapytać jak sobie z problemem poradzić. Specjalista prawdopodobnie
      będzie namawiał do wspólnej wizyty. Może doradzi jak do niej doprowadzić?

      Nie jestem zwolenniczką stawiania spraw na ostrzu jednak sytuacja, w której Ty
      boisz się wrócić do domu jest, moim zdaniem wystarczająco dojrzała do stawiania
      ultimatum. Twarda postawa jest lepsza niż skazywanie się na cierpienie. Problem
      niewątpliwie wykracza poza sferę seksu.

      Na marginesie, co to za maniera opowiadania partnerowi o jego poprzednikach?
      Czy aby nie jest to jakaś próba szantażu?
    • yoanna_yo Re: czy ja mam problem,czy on? 22.11.05, 14:00
      Trochę z własnego doświadczenia : miałam partnera, w podobnym wieku , z
      identycznym temperamentem. Mój po paromiesięcznej fascynacji okazał się jednak
      nieco mniejszy. Radą na te rozbiżności okazał się sex oralny, striptease,
      pieszczenie go stopami , stosunek między piersiami itp. Jest mnóstwo pomysłów
      które nie narażą cie na otarcia . Dla nas obojga nie stanowiło problemu że w
      przważającej mierze robię to dla niego i nie osiągam orgazmu , po prostu było
      mi przyjemnie , jemu jeszcze bardziej . wilk syty i owca cała .
      Zdaję sobie sprawę że to tylko pewien wycinek z całokształtu waszego
      problemu ... może jednak uda wam się znaleźć równowagę
      pozdrawiam
      życze powodzenia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja