ku pokrzepieniu serc

01.12.05, 12:52
Zawsze komentuję, a dzis napiszę o swoim podwórku.

Jeszcze 2 tygodnie temu zastanawiałem się, czy cokolwiek czuję (oprócz
przywiązania, poczucia obowiązku itp) do kobiety, która jest moją żoną.
Po długim okresie prawie-białego małżenstwa miałem dość (schemat znany z tego
forum; ONA chce raz na miesiąc , ON chce kilka razy w tyg).
Rozmowy, nawet et szczere nie dawały nic, albo raczej przynosiły którkotrwałe
efekty.
Postanowiłem zmienić taktykę (?).
Stwierdziłem , że w sumie jesli "proszę" a nie dostaję, to może nie prosić
i...też nie dostawać, czyli koniec ochoty na seks, koniec czułości, koniec
pocałunków, koniec przytulania i....koniec spania w jednym łózku (bo jesli
nic się nie dzieje to wygodniej samemu- takie wytłumaczenie).

Reakcja żony : "chce aby było jak dawniej", a ja "nie chce zeby było jak
dawniej bo dawniej nie bylo dobrze".
Kilka tygodni zycia jak prawie obcy ludzie, informujący się tylko o
zwyczajnych codziennych sprawach.
Po 2-3 tyg sam uwierzyłem chyba w to, że moja żona mnie już w ogóle nie
pociąga, że nie chcę z nią seksu, że mnie drażni, że nic nie czuje przy
niej....(pewne symptomy takiej psotawy juz były wczesniej).

i w końcu....poważna rozmowa, najpowązniejsza z dotychczasowych
wyraźnie zaznaczyłem że to ostatnia próba (wiecej prób nie bedzie) i że tym
razem nie pozwolę na chowanie głowy w piasek, albo na ruchy pozorowane....

Po rozmowie-powróciła normlaność
coś się w głowach przestawiło...jakaś klapka przeskoczyła i osobą której
prawie nienawidziłem (może tak mi się tylko wydawało) stała się bliska.
Powrócił seks, może nie są to łózkowe fajerwerki, ale jest miło i przyjemnie
i nie skonczyło sie na 1 pójściu do łózka.

Może piszę za wcześnie , może za miesiąc znowu się tutaj "wypłacze", ale
chciałem przekazać to, że nawet gdy wydaje nam się, że nie potrafimy z
partnerem rozmawiać, wydaje nam się, że w ogóle nas nie pociąga, nawet gdy
myslimy, że jestesmy tylko razem z obowiązku....to można to zmienić.
Nie jest to pewnie ogólna zasada , ile ludzi tyle indywidualnych problemów.

I to by było na tyle...trochę chaotycznie wyszło









    • dixia Re: ku pokrzepieniu serc 01.12.05, 12:55
      Każda moralnie przyzwoita metoda jest dobra byle była skuteczna!! Mam do Ciebie
      prośbę - napisz wyraźnie ludziom tytuł nielubianego programu (który tu się aż
      ciśnie) :)) "warto rozm..." :)))
      Pozrawiam i życzę powodzenia !!!
    • polaty Re: ku pokrzepieniu serc 01.12.05, 12:56
      Tylko pogratulować szcześliwego zakończenia nieporozumień. Życie bywa czasami miłe i zaskakuje a tak w ogóle happy endy są rzadkie.
    • rosemary4 Re: ku pokrzepieniu serc 01.12.05, 13:25
      Gratuluję i potwierdzam - te klapki bywają. Ale przez te "powroty" nie jest
      monotonnie.
    • mujer102 Re: ku pokrzepieniu serc 01.12.05, 15:06
      Ile czasu trwało to prawie-białe małżeństwo?
      I dlaczego nie jesteś moim mężem? ;-)
      • wilk67 Re: ku pokrzepieniu serc 01.12.05, 15:14
        prawiebiałemałżenstwo powiedzmy ze trwalo lata....
        prawdopodobnie , gdy jest źle ...to zapominamy o tych miłych chwilach, które
        były i wydaje się ze seksu NIGDY nie było.

        Teraz mogę tylko żałować, że nie "uderzyłem pięścią w stół"
        kilka lat temu, cóż lepiej późno niż wcale



        • mujer102 Re: ku pokrzepieniu serc 01.12.05, 16:02
          No cóż, z przykrością konstatuję jedynie, że mój m. wolał uderzyć gdzie
          indziej, niż pięścią w stół.
          I że podjęcie takiej decyzji zajęło mu o wiele mniej czasu (chyba, że okłamał
          mnie również w kwestii czasu i wydarzenia, które stało się katalizatorem)
          • wilk67 Re: ku pokrzepieniu serc 01.12.05, 16:15
            powrót do normalności nie jest łatwy
            szczególnie gdy nienoralność trwa kilka lat,
            albo gdy dodatkowo wplątuje sie zdrada
            czasami kusi nas, aby "poszukać szcześcią za rogiem"
            aby poczuć sie jak 10-20 lat temu, ale...
            dobrze wiemy, że nie ma łatwych , przyjemnych rozwiazań
            że zmiana nie zawsze jest zmianą na lepsze
    • fred.k.k Re: ku pokrzepieniu serc 02.12.05, 10:07
      Hej,miałem dokładnie taki sam problem.Sex raz na miesiac,o 1 w nocy pod kołdrą
      po ciemku po bozemu i z testowaniem mojego refleksu.Na nic zdały sie moje
      prośby rozmowy,odpowiedz była jedna-jestes zboczony.wynisłem sie z
      sypialni,przestałem widziec w niej kobiete,dorobiłem sie silnej nerwicy,az
      wreszcie przyszło otrzeźwienie.Musisz kogos poszukac,znalazłem wspaniałą,nas
      sex to było cos wspaniałego.Trwało to rok i żona sie dowiedziała,jej reakcja
      była dziwna,przeprosiła mnie za wszystko zło co mi wyrzadziła i stała sie
      naprawde goraca kochanką.Jestesmy razem i jest nam dobrze.Czasami mysle ze nie
      ma tego złego co by na dobre nie wyszło.Pozdrawiam
Pełna wersja