KOMUNIKACJA - problem nr.1

13.12.05, 12:26
Czy ja mam mylne wrażenie czy też większość problemów z którymi spotykamy się
na tym forum wynika z totalnego braku komunikacji pomiędzy partnerami?
Z drugiej strony - na forum - komunikacja jest bardzo dobra. Oczywiście tu
jesteśmy prawie anonimowi....Umiemy rozmawiać o sprawach bardzo intymnych, o
których trudno rozmawiać f2f.


Dlaczego ludzie nie umieją ze sobą rozmawiać????? Pomimo, że sie
kochają/kochali, śpią ze sobą (częsciej, rzadziej, lepiej, gorzej..)łączy ich
bardzo dużo lub tylko troszkę.

Może rozwiązaniem jest rozmowa ze swoim partnerem właśnie via e-mail/gg/? Ja
odkryłam niezwykłą "otwartość" mojego męża stosując ten kanał komunikacji.
Teraz możemy rozmawiać o wielu "delikatnych" sprawach normalnie.
    • metalin Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 12:30
      Nie masz mylnego wrażenia!:)
      U mnie problem polega na tym ,że mój M omija komputer szerokim łukiem:))Gdyby
      nie to .....oj by się działo!;)
    • maheda Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 12:37
      Mam koleżankę, która niektóre problemy omawiała ze swoim facetem, pisząc do
      niego listy, i odbierając napisane przez niego. Wręczali je sobie oczywiście
      bezpośrednio, bo codziennie się widzieli; nie bawili się w żadne poczty.
      Związek tak czy owak upadł, ale z innych powodów, niż brak komunikacji.

      Też zauważyłam, że u podstaw znakomitej większości problemów leży brak
      umiejętności przekazania swoich odczuć. Do tego trzeba dołożyć brak
      samokrytycyzmu, ale nie to jest meritum tego wątku.

      Jako para, przeszliśmy już przez etap rozmawiania ze sobą przez net o różnych
      sprawach, obecnie na wszelkie tematy wolimy porozmawiać jednak twarzą w twarz
      (twt?), bo okazało się, że jednak odbieraliśmy pewne rzeczy pisane - przez
      pryzmat własnych lęków, obaw, kompleksów, nie widać było, jakim tonem jest to
      pisane, i czasem dochodziło do mylnych interpretacji.

      Niemniej poczta/mail/gg mogą być dobrymi metodami na to, żeby w ogóle zacząć
      rozmawiać na pewne tematy.
      • tomek_abc Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 12:53
        Najczęstszym problemem nie jest nawet samo przekazywanie informacji, ale jej
        zrozumienie.
        Czy nie jest jak często jak w ludowym powiedzeniu? "baba o niebie, chłop o
        chlebie". Przy czym nie zawsze chleb=seks, a niebo=uczucia.


        • maheda Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 13:19
          To prawda. Dlatego myśmy w pewnym momencie wypracowali czasochłonną metodę "to
          teraz powiedz, jak to zrozumiała/eś" ;-)
          Włos się na głowie jeżył obojgu nam, jak słuchaliśmy swoich wzajemnych wypowiedzi...
    • abdulian Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 13:17
      Rozmawiać z sobą nie zawsze potrafimy, Twoje spostrzeżenie z pewnością nie jest
      błędne.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=29090932&a=29090932
      zajrzyj do tego wątku, traktuje dokładnie o tym o czym napisałaś.

      Co do rozmów via e-mail, gg, list, etc. to jest to fenomen niechlubnej łatwości
      komunikacji. Otóż z jednej strony mamy sytuację, w której wymienione wyżej
      kanały komunikacji są bądź bywają skuteczniejsze od tych bardziej tradycyjnych,
      bowiem łatwiej jest nam wyrazić uczucia bądź zakomunikować cokolwiek przez kanał
      który zapewnia nam większą lub mneijszą anonimowość. I chociaż w sytuacji, w
      której o rozmowie via gg z mężem/żoną o anonimowości nie może być mowy, to i tak
      brak kontaktu wzrokowego, siedzienia na przeciwko siebie, odizolowanie się od
      pewnych rzeczy i spraw daje nam poczucie większego komfortu, poczucie możliwości
      powiedzenia więcej niż zdobylibyśmy się w warunklach "normalnych". Dlatego jest
      to niechlubna łatwość (w moim przekonaniu).

      Z mojej strony powieidzeć mogę tyle, że nie neguję takiego kanału komunikacji,
      bo często jest on o niebo skuteczniejszy od innych.
      • zlotyrybek Różne rozumienie 13.12.05, 13:42
        Przykład sztandarowy:

        Żona : - "Prosiłam, żebyś wyrzucił śmieci.Znowu ich nie wyrzuciłeś!"
        Mąż: "A ty jak zwykle uważasz, że jestem do niczego i beznadziejny!!"

        NIe wierzę w poradniki ale koleżanka podrzuciła mi "DLaczego mężczyźni kłamią a
        kobiety nie umieją czytać map" (czy coś w tym stylu - to cała seria).
        Czyta się genialnie -szczególnie na głos swojemy partnerowi. No wyjęte z
        naszych dyskusji.
        Od tej pory nie dziwię się jak mąż ma "chorobę pilotową" i skacze po kanałach z
        prędkością światła (przecież nie jest w stanie niczego "zanotować"-nie widać w
        tym tempie co jest na tych kanałach!)

        Polecam w formie żartu.
    • gonia28b Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 14:53
      Ja usiłowałam rozmawiać z moim mężem już od pół roku. Mąż za każdym razem
      urywał dyskusję. Dlaczego? Bo uważał, że ja wyciągam zbyt pohopne wnioski i
      będę płakać. A on nie chciał doprowadzać mnie do płaczu.
      Wczoraj wreszcie porozmawialiśmy. Wyciągałam różne wnioski, płakałam też. Ale
      oboje uważamy, że ta rozmowa była potrzebna.
      Na chwilę obecną nie zmieniło się nic, ale dzięki temu każde z nas wie nawzajem
      co i jak czujemy.
      • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 16:13
        Witam,
        Chciałbym dorzucić swoje "trzy grosze" i zwrócić uwagę na pewien "detal",
        którego nie znalazłem w wypowiedziach i tym samym dopełnić obrazu "rzeczy", a
        być może nawet nieco go uporządkować.
        Ludzie są różni, charakter i historie związków są różne zatem nie wszystkich to
        może dotyczyć w jednakowy sposób.
        Komunikacja to podstawa, a jej skuteczność i sukces warunkują nadawcy
        komunikatów. Chodzi więc, o czym już pisaliscie, aby komunikat był zrozumiały
        tzn jeśli ktoś "koduje" informację przesyła ją odbiorcy to ten musi go
        właściwie "rozkodować". O ile język pisany w sposób jednoznaczny i ogólnie
        przyjęty ułatwia ten proces, to już bezpośredni kontakt (f2f) może rodzić
        problemy. W obrębie percepcji naszego parntera są nie tylko nasze słowa i
        treści, które one oznaczają ale jeszcze cos. Mam na myśli intonację głosu,
        mimikę, gest jakie towarzyszą "nadawaniu", a które w swej subtelności bądż jej
        braku, spontaniczności bądż jej braku mogą powodować stwarzać wiele
        nieporozumień.
        Te (gesty, mimika itp) nam towarzyszą zawsze, są tak powszechne jak uczucia,
        warunkują wręcz całość przekazu. Mogą więc pomóc ale i zaszkodzić. Na koniec
        dodam, że najważniejszym elementem komunikacji jest wola komunikacji. Jeśli
        ktoś nie ma czasu, nie ma ochoty, nie zależy mu, jest to dla niego niewygodne,
        nie potrafi (?) albo ... nie wie czego chce nigdy nie będzie w 100% "wydajnym"
        interlokutorem.
        Przepraszam za mentorski ton i język ... (jakoś dziś nie potrafię inaczej)


        • maheda Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 17:14
          Ty tylko dzisiaj ;)
          A ja przeważnie nie potrafię się go pozbyć, niestety.

          Ale oczywiście z Twoją wypowiedzią trudno się nie zgodzić.

          :)
          • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 18:19
            Bywają osoby, które mogłyby się poczuć dotknięte i sformułowałyby twoją myśl
            jako zarzut - stąd moja asekuracja i przeprosiny na końcu ... Dziękuję za
            wyrozumiałość.
            Jak widać treść treścią lecz forma przekazu stwarza taki a nie inny odczyt.

            Niestety taki obraz rzeczy jaki opisałem czyni "materię" złożoną i często
            nieprzewidywalną (w rzeczy samej - taka jest) - ogromna liczba warunków
            ubocznych o różnych intensywnościach i wagach. Aż w końcu - taki rozbiór jest
            niepraktyczny.

            Czasem nie pozostaje już nic innego nie ma już innego wyjścia.

            Pozostaje pytanie czy ma sens taka analiza własnych lub partnera zachowań ?
            Czy jest jakaś droga na skrót, jakiś klucz ? I jak się to nazywa ?
            To pytanie retoryczne bowiem odpowiedż wydaje się być tyle oczywista co
            banalna, kiczowata ... i w swej wymowie równie bezlitosna / bezwzględna jak
            tsunami.

            Żegnam i pozdrawiam serdecznie
            • wujek7 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 20:21
              Wracając do seksu w małżeństwie vs komunikacja. Przyszła mi do głowy taka myśl,
              że niektórzy nie rozmawiają o seksie (ew. swoich potrzebach) bo zwyczajnie się
              ich WSTYDZĄ. Znam kobietkę, która za nic w świecie nie pójdzie z mężem do
              sexshopu, ale sama to i owszem. Podobnie pewnie jest z pornulkami ;-).
    • anais_nin666 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 13.12.05, 20:26
      Duża część problemów myslę nie rozbija sie o brak komunikacji, bo po
      sztandarowym pytaniu tego forum "rozmawialiście o tym?" pada w większości
      przypadków "tak". Problem tkwi częściowo w niechęci wczuwania się w odczucia
      drugiej osoby, czyli w zwykłym braku empatii. Jeśli w danym układzie jednej ze
      stron jest dobrze, niczego jej nie brakuje, to trudno tejże osobie zrozumieć
      tego, któremu czegoś brak.
      • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 01:47
        Witam po raz drugi i po raz drugi pozwolę sobie na swoje "trzy grosze".

        Empatia ? I oczywiście. Jednak czy to kwestia niechęci ? (nie biorę pod uwagę
        sytuacji ekstremalnych, które dyskwalifikują natychmiast relacje między
        partnerami).
        A może to raczej brak pewnych umiejętności ?
        Kolejne fiasko prób rozwiązania problemu w istocie zniechęca do podejmowania
        kolejnych. Nie zaprzeczam, to może doprowadzić wręcz do tragedii. Ale czy to
        w istocie jakaś pierwotna, atawistyczna niechęć ?
        O ile empatia (choć uważam że nie jest czymś zwykłym) to coś czego mamy prawo
        oczekiwać od partnerki / partnera, i o ile asertywność, nasza i naszego
        partnera daje (między innymi) możliwość lepszego "czytania" przez drugą stronę
        o tyle bezwzględne wymaganie i co gorsze sankcjonowanie braku obu tych cech
        jest niedopuszczalne.
        Może potrzebna jest również wyrozumiałość i tolerancja dla "ułomności"?
        Szczególnie w stosunku do osoby bliskiej, szczególnie w kontekście tematu
        przwodniego tego forum.
        Empatia, współczulność, inteligencja emocjonalna to bardzo popularne od
        kilkunastu lat kategorie, które w tej postaci najprawdopodobniej są efektem
        adaptacji obcej nam (na poziomie uświadomionym) kulturowo (w istocie rzeczy)
        filozofii wschodu (dla mnie ta z kolei raczej kojarzy się przede wszystkim
        pojęciem harmonii, a dopiero póżniej ze współczulnością).
        Nie oczekujmy więc - do pań - zbyt demonstracyjnie, że "nasz wybranek" będzie
        myśleć i czuć tak jak my ale i - do panów - nie oczekujmy , że "pani naszego
        serca" będzie myśleć i czuć tak jak my.
        Pani Szczuka posądziłaby mnie o "seksizm" w tak sformułowanej konkluzji ale
        coż ...


        • anais_nin666 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 21:01
          borisvallejo napisał: Może potrzebna jest również wyrozumiałość i tolerancja
          dla "ułomności"?

          Oczywiście.
          Tolerancja jest wskazana, ale po pewnym czasie oczekuje się wzajemności.
          Związek, w którym ciągle i tylko poświęca sie jedna ze stron nie ma racji bytu.
          Bez zachowania równowagi związek kuleje. Starać musza się 2 osoby.
    • malina755 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 01:17
      moim zdaniem nie jest to do konca problem komunikacji czy sposobu rozmowy my z
      moim partnerem rozmawiamy bardzo otwarcie i spokojnie tylko co zaluzmy jesli on
      ma potrzeby sexu raz na tydz. a ja codziennie? mozemy o tym rozmawiac i nic z
      tego nie wynika...
      • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 02:08
        Kilka kwestii / pytań (retorycznych) :
        1. skąd pewność, że Twój partner rozmawia otwarcie ?
        2. jeśli ten rozdżwięk między waszymi oczekiwaniami tak wygląda, to myślę,
        że inicjatywa jest po Twojej stronie - cokolwiek to oznacza
        3. czy to aby ten temat nie jest odrobinę przegadany ?
    • malina755 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 05:51
      rzeczywiscie u nas to temat mocno przegadany moj partner jest ze mna szczery bo
      wyczulabym gdyby nie byl a jezeli chodzi o inicjatywe to on nie chce zebym
      byla zbyt aktywna mowi "daj mi czas" on chce sie czuc zdobywca u nas to chyba
      kwestia niedobrania temperamentow i rozmowy niewiele pomogly...
      • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 11:17
        Być może trochę na wyrost :
        1. jeśli chce się czuć zdobywcą, to dobrze - istnieją narcystyczni egoiści,
        którzy oczekują, że będą non stop profesjonalnie obsługiwani
        2. róznica temperamentów to faktycznie problem i rozmowy tu nic nie pomogą -
        inicjatywa leży po twojej stronie, choć z drugiej strony myślę że pana o wiele
        łatwiej "zaciągnąć" do łóżka niż panią (jeśli nie codziennie to może choć co
        drugi dzień ?)
        3. może to nie kwestia temperamentu, może sprawy "techniczne" - panie czesto
        narzekają na monotonię, brak urozmaicenia, brak świerzości w związku
        (jakkolwiek to rozumieć), aż wreszcie brak pewnej aury towarzyszącej zbliżeniu.
        Panowie też to dostrzegają chociaż, co oczywiste, inaczej i inaczej reagują
        4. ku pociesze "serca" - zazdroszczę mu i przekazuję Ci wyrazy uszanowania
        • malina755 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 16:48
          tez zawsze myslala ze zaciagnac pana do luzka to nie jest wiekszy problem
          niestety rzeczywistosc troche skorygowala moje poglady nie zliczylabym ile razy
          moj facet mi odmowil,jest to problem jego malych potrzeb wynikajacych z
          temperamentu, sposobu zycia- ciezka stresujaca praca, ale nie tylko, on sam
          przyznal sie ze problem tak naprawde tkwi jeszcze glebiej( nie jest to kwestia
          ze go nie pociagam bo powiedzialby mi o tym)on ma pewne blokady jezeli chodzi o
          sex i do konca nie wie czemu znajac moj temperament nie moze dostosowac sie
          troche do mnie.Ogolnie przez to nasz zwiazek mocno kuleje, spedzilismy godziny
          na jalowej rozmowie, probowalismy sie rozstac kilkanascie razy, ale kochamy sie
          chociaz oboje jestesmy juz mocno sftustrowani ta sytuacja i temat sexu jest dla
          mojego pana drazliwy. Uwazam ze problem sexu w zwiazkach to tylko czubek gory
          lodowej pod ktorym kryje sie wiele plaszczyzn jak brak zaufania, brak
          bliskosci,roznego rodzaju niespelnione oczekiwania a nawet nie do konca
          uswiadomiona chec odejscia.U nas pomimo rozmow nie doszlismy do konkluzji i
          jesli sytuacja nie ulegnie zmianie to bedzie trzeba powiedziec sobie "do
          widzenia" Oboje jestesmy tego swiadomi, ja czuje sie nieszczesliwa a on nie
          chce czuc sie za to odpowiedzialny.pozdrawiam.
          • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 17:55
            Jeśli dla Twojego Pana temat seksu jest drażliwy, ma świadomość swoich blokad
            (choć nie bardzo może je zdefiniować) - to już sukces. Wasza historia
            (rozstania, powroty, rozmowy i ich jałowość) wskazuje,
            tak to zrozumiem, że się kochacie, co więcej że oboje się staracie,(przyjmuję
            dosłownie to co napisałaś). Rozumiem również, że to nie jest kwestia pracy, a
            problem temperamentu to sprawa wtórna, będąca wynikiem czegoś głębszego ... No
            cóż.
            Podejrzewam, że ja na Waszym miejscu starałbym się uciec do pomocy
            profesjonalisty - seksuolog, psycholog, psychoanalityk itp itd, który "wziąlby
            się za Twojego Pana" ale i za Ciebie, bo myślę, że to nie tylko jego problem
            ale problem relacji między Wami, których Ty jesteś integralnym podmiotem.
            Myślę że byłoby to trudne, ale przecież jakoś staracie się ratować ten związek.
            "Grzebać" się samodzielnie w czyjejś psychice tak głęboko , nawet jeśli to
            osoba bliska, to rzecz niebezpieczna dla "grzebanego" i "grzebiącego". To co
            napisałaś bowiem "pachnie" wręcz Freud'em lub co gorsza Jung'iem.
            Swoją drogą spróbujcie sobie odpowiedzieć na pytanie, czy podobne blokady
            miewał w relacji z innymi Paniami. Nie dlatego,że coś z tobą jest nie tak, ale
            dlatego, że pewne elementy układanki po prostu i niestety bezlitośnie i
            bezwględnie nie chcą do siebie pasować.

            Pozdrawiam
            • malina755 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 18:38
              proponowalam mu wizyte u specjalisty ale on niestety nie wierzy w jej
              skutecznosc uwaza ze nikt nie zna go lepiej niz on sam, ma racje chociaz uwazam
              ze ktos kto ma szeroka wiedze i duze doswiadczenie(mowie o dobrym specjaliscie)
              moglby nam pomoc, niestety ten temat jest juz zamkniety, jesli chodzi o jego
              blokady to mial je rowniez z wczesniejszymi partnerkami, czasami jeszcze
              wieksze, zdaje sobie sprawe ze jest to nasz wspolny problem i ja moim
              zachowaniem przyczynilam sie do tego. Zwiazek tworza zawsze dwie osoby i nigdy
              nie jest tak ze dany problem dotyczy tylko jednej strony, chociaz on twierdzi
              ze to nie jest moja wina.
              swoja droga ciekawie sie z toba dyskutuje...Pozdrawiam.
              • kawitator Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 14.12.05, 20:31
                Jestem pełen podziwu ale dla Borisvallejo. Datąd myslałem że świetnie maluje
                takie panienki co to na smokach w zbroi z pancernego biustonosza siedzą. Teraz
                widzę że i napisac coś potrafi. Też bym tak chciał.
                Zasłużyc sobie na taka opinie to sukces.

                swoja droga ciekawie sie z toba dyskutuje...Pozdrawiam.

                Ale może tak trzeba pisac:

                Wasza historia (rozstania, powroty, rozmowy i ich jałowość) wskazuje,
                tak to zrozumiem, że się kochacie, co więcej że oboje się staracie

                ku pociesze "serca" - zazdroszczę mu i przekazuję Ci wyrazy uszanowania

                myślę, że inicjatywa jest po Twojej stronie - cokolwiek to oznacza

                Przepraszam za mentorski ton i język ... (jakoś dziś nie potrafię inaczej)

                A teraz juz na poważnie albo prawie na poważnie
                Przeczytałem dyskusję z przyjemnościa co się nie z często zdarza chociaż na tym
                forum się zdarza.
                Tylko mam obawy wynikające obserwcji innych wątków, że umiejętnośc cztania ze
                zrozumieniem nie jest niestety powszechna i wasze wypowiedzi niewiele osób
                potrafią zainspirowac do myślenia. Szkoda naprawde szkoda . Poza tym
                zastanawiam się. Sposob formuowania mysli inżynierski ( dla mnie to pochwała)
                ale odwoływanie sie do Junga i Freuda ?
                • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 15.12.05, 03:56
                  Tak trochę z przekory :
                  Freud i jego uczeń / współpracownik a potem chyba wręcz wróg - Jung, mieli
                  ogromny udział w stworzeniu podstaw współczesnej psychologii. Jednak chylę
                  kornie czoła
                  w obliczu wytknięcia mi pewnego nadużycia :-)))))). Na swą obronę dodam, że
                  obaj, w tym co wykoncypowali kojarzą się (i zresztą bardzo słusznie) jako
                  symbole takich pojęć jak podswiadomość, hipnoza, archetyp. Te z kolei nie
                  zawsze objawiają się blaskiem porannego słońca np na Wyspach Kanaryjskich :-)))

                  Jeśli chodzi o "panienki" - też je lubię.

                  Pozdrawiam

                  • anais_nin666 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 15.12.05, 14:29
                    Freud kojarzy mi się jeszcze z mizoginizmem:)
              • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 15.12.05, 03:39
                anais_nin666 napisała o zaangażowaniu w rozwiązanie problemu obu stron.
                Aktywna jesteś chyba tylko ty ...
                Wg mnie temat będzie zamknięty wtedy, kiedy problem będzie rozwiązany.
                O ile Twój partner nie wierzy w skuteczność porady specjalisty o tyle ja nie
                wierzę w istnienie człowieka na tyle zintegrowanego wewnętrznie aby znał siebie
                w 100%. Z pełnym szacunkiem dla Was i tutaj przede wszystkim dla Twojego
                partnera ten ułamek niewiedzy to być może właśnie te blokady, o których wie że
                są ale nie wie jak wyglądają.
                Myślę, że zamknął temat bo broni swego terytorium (co nota bene jest naturalne)
                i nie ma zamiaru przyznać się przed kimś obcym do własnego problemu. To dumny
                człowiek (co nota bene wg mnie chwalebne). I co w związku z tym ? Czy
                poprzestanie na stwierdzeniu, że to nie Twoja wina coś rozwiązuje ?

                Moja powyższa wypowiedż opiera się na informacji, że jest coś "głebszego" niż
                przemęczenie pracą i różnice temperamentu (te są wtórne). Nie rozumiem więc
                dlaczego piszesz, że swoim zachowaniem przyczyniłaś się do tego (tym bardziej,
                że On sam twierdzi, że to nie twoja wina). Ty jedynie jesteś swego rodzaju tłem
                na którym problem staje się widoczny. Problem sięga czegoś "głębszego" i ma
                charakter "powszechny", wszak istniał jeszcze przed waszym związkiem. Jak
                daleko w przeszłość sięga to już "zmartwienie" specjalisty. Kiedy się go
                zdefiniuje w czasie i miejscu - to kolejny sukces (pierwszy sukces już jest -
                przynaje bowiem on - twój partner, że problem jest). W praktyce już sam fakt
                zdefiniowania problemu czasem (ale tylko czasem) wystarcza.
                Być może Twój facet, tak dumny i autorytarny w postawie wobec siebie, jest w
                stanie osiągnąć kolejny sukces samodzielnie. To także czasem (ale już częściej
                niż powyżej) się zdarza. Ale to długotrwały proces.

                Pozdrawiam
                • malina755 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 15.12.05, 14:48
                  ja nie napisalam ze on zna siebie w 100% on tylko boi sie ze ktos obcy bedzie
                  grzebal w jego glowce, w rzeczach ktorych on wstydzi sie sam przed soba, gdyby
                  bylo inaczej potrafilby zdefiniowac swoje bariery, wiem ze byc moze rozwiaze je
                  sam ale to proces faktycznie dlugotrfaly, niestety do specjalisty na pewno nie
                  pojdzie, napisalam ze przyczynilam sie to tej sytuacji poniewaz na poczatku
                  kiedy nie znalam mojego faceta byc moze zbytnio naciskalam na sex i pokazywalam
                  swoje niezadowolenie z faktu ze testotliwosc nie jest dla mnie zadawalajaca,ja
                  jestem osoba dosc asertywna i pokazuje emocje, znam swoje potrzeby i potrafie
                  o nich otwarcie mowic, wiem ze to troche przytloczylo mojego pana, istnieje
                  jednak pytanie czy gdybym zalozmy dala na wstrzymanie sytuacja wygladala by
                  inaczej? mysle ze nie. Rozwiazaniem byloby gdybym miala male potrzeby, ale jest
                  inaczej i nie chce tego ukrywac poniewaz nie moge byc wtedy do konca soba,
                  bedac z moim facetem musz rezygnowac z jakiegos skrawka samej siebie, poniewaz
                  moje potrzeby nie moga byc zaspokojone przykra jest ta swiadomosc i dlatego
                  jestem juz mocno zrezygnowana, jezeli nic sie nie zmieni pewnie sie
                  rozstaniemy, poniewaz dla mnie niemozliwe jest zycie w zwiazku sex 1 na dwa
                  tyg. lub 1 na tydz.( jestesmy w wolnym zwiazku nie mamy dzieci razem mieszkamy
                  od 1.5 roku co byloby dalej?) ja nie rozumiem tej sytuacji a slowa kocham cie i
                  daj mi czas niewiele wnosza. Borisvallejo jestes facetem moze postawisz sie na
                  miejscu mojego pana i pokusisz sie o zinterpretowanie jego problemu? jak
                  myslisz co to moze byc za problem? moze dzsz mi jakies wskazowki?
                  Pozdrawiam.
                  • maheda Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 15.12.05, 15:12
                    Ja przepraszam, że się wtrącę.
                    Kompromisy polegają również na rezygnacji z niektórych rzeczy dla nas istotnych,
                    dlatego są tak bolesne.
                    Miałam Twój problem (a nawet głębszy), dlatego Cię świetnie rozumiem, czuję się
                    w pewnym sensie, jakbym czytała siebie samą sprzed pewnego okresu - te same
                    argumenty.
                    Ale w pewnym momencie ten Mój zadał mi pytanie. Czy częstszy seks i moje w
                    związku z tym zadowolenie są dla mnie ważniejsze, niż bycie razem akurat z nim?
                    Stwierdził, że czuje się jak maszynka do dawania zadowolenia, a nie jak kochany
                    facet. I że jeśli ważniejsze jest moje zadowolenie - on to uszanuje i odejdzie,
                    bo nie jest mi w stanie w takiej sytuacji dawać więcej, niż daje.
                    Przemyślałam sprawę, nie było to ani miłe, ani przyjemne.
                    Dałam mu czas, zgadzając się tymczasowo na przyjęcie jego sposobu na życie.
                    Czas wykorzystał w ten sposób, że przegiął w drugą stronę - co było dla mnie nie
                    do zniesienia na dłuższą metę, i oczywiście robiłam mu awantury z regularnością
                    mojego cyklu, czyli co miesiąc.
                    W pewnym momencie, doprowadzona do ostateczności, spytałam go - totalnie już
                    zrezygnowana - czy jemu się wydaje, że powtarzanie mojego zachowania, tylko
                    odwrotnie - da jakieś efekty na dłuższą metę? I spytałam, gdzie tutaj miejsce na
                    miłość i kompromisy, bo ja tego nie widziałam - każde ciągnęło w swoją stronę.
                    Oboje sprawę przemyśleliśmy kilka dni, po czym stwierdziliśmy oboje, że nie
                    chcemy pozwolić, żeby egoizm tak mój, jak jego - wzięły górę nad naszą miłością
                    i chęcią zostania ze sobą.
                    Nie jest wcale różowo. Bywają dni, kiedy jedno z nas musi pomachać drugiemu
                    dłonią przed oczyma i powiedzieć "heej... pamiętasz, co mi przyrzekła/eś?..."
                    Pomaga. I wcale nie jest to robienie niczego na siłę, co ciekawe :)
                    Naprawdę - w naszym przypadku - decydując się na oddanie siebie drugiemu
                    człowiekowi, ze wszystkimi swoimi słabościami, o których mamy świadomość, że ten
                    drugi człowiek wie - zdecydowaliśmy się chyba na najlepszy krok w naszym życiu.
                    Oboje jesteśmy szczęśliwi - mówią to nasi znajomi, rodziny - że bardzo się
                    zmieniliśmy (każde z nas, osobno) na plus. Że jesteśmy spokojniejsi, jaśniejsi -
                    mimo problemów, z jakimi oczywiście się borykamy.
                    :) To tak trochę jasnego światełka - że się da... :)
                    • malina755 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 16.12.05, 02:40
                      dziekuje za slowa otuchy, tylko troche enigmatycznie to brzmi,mam rozumiec ze
                      najpierw to ty nie czulas sie zaspokojona a pozniej on chcial czesciej niz ty?
                      • maheda Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 16.12.05, 23:56
                        Zupełnie nie tak.
                        Nie ciągnij w swoją stronę i nie myśl tak bardzo jednostronnie.
                        Zastanów się nad drugim człowiekiem. To jest podstawa.
                        Spróbujcie może - skoro rozmowy niczego nie dają - spróbować żyć przez kilka
                        dni "po Twojemu", i przez kilka "po Ichniemu". Może trzeba pokazać, a nie gadać?
                        Może zacznijcie od wzajemnego dotyku, ale tylko takeigo, żeby się poznać?
                        Ktoś tutaj polecał takie terapie małżeńskie, 4-5tygodniowe, pod tematem "powrót
                        do seksu". Myślę, że nie musi to być powrót. Może być też i dojście do niego.
                        Książkę napisał Lew-Starowicz, a tytuł to "Za drzwiami mojego gabinetu".
                        Terapia partnerska (małżeńska czy jak ją zwał) zaczyna się od wzajemnegodotyku,
                        ale nie mającego wiele wspólnego z seksem.
                        Spróbuj gdzieś to dorwać, przeczytajcie to i przedyskutujcie ze swoim M.
                  • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 16.12.05, 08:35
                    Dygresja : po raz kolejny przekonuję się jak niedoskonałą formą przekazu jest
                    język. Kolejna wypowiedż zmienia odcienie obrazu rzeczy ...

                    Owszem jestem facetem, ale nie jestem psychologiem - tym bardziej, że w obu
                    przypadkach koresponedencyjna forma wymiany myśli (takowego autoramentu myśli)
                    jest o, za przeproszeniem, d ... rozbić.
                    Co więcej, jestem pewien że każda próba "głębszej" interpretacji w wykonaniu
                    osoby "z zewnątrz" jest niewiele warta, a może być nawet szkodliwa ...
                    (pomijając przypadki i ESP). Dlaczego ? Bo pytasz o wskazówki ...
                    Od programowania zachowań (świadomie czy nieświadomie) jest ktoś, kto jest
                    blisko, kto zna temat profesjonalnie bądż po prostu z "własnego podwórka".
                    A "podwórka" bywają bardzo różne.
                    Nawiasem mówiąc myślę , że wypowiedż "Mohedy" za niezwykle w a r t o ś ci o w
                    a ...
                    Dlatego też powtórzę po raz kolejny : "jakowyś profesjonał" (uwaga : nie
                    konował !) jest dobrym wyjściem. Jeśli nie jedynym. Uważam, że w kontekście
                    Waszej sytuacji lepiej aby to była kobieta.
                    Z a k ł a d a m p o r a z k o l e j n y, ż e t o n i e k w e s t i a
                    p r a c y, n i e k w e s t i a t e m p e r a m e n t u, ż e O n
                    r ó w n ie ż d o s t r z e g a p r o bl e m j a k o w ł a s n ą
                    "u ł o m n o ś ć" - albowiem w Waszym otoczeniu : przyjaciół, znajomych,
                    rodziny itp itd jego intensywność potrzeb seksualnych jest zbyt niska ?, aha -
                    zakładam również , że to nie jest problem natury fizycznej.
                    Stawiam się więc na jego miejscu (z całym bagażem s w o i ch d o ś w i a d c z
                    e ń i przy założeniu, że Cię k o c h a m (sic!).
                    Ja tak bym postapił ! 1,5 roku się "trzymacie" !. Ale ja to ja, a Twój partner
                    to Twój partner (z pełnym dla Niego szacunkiem). Piszesz, że się wstydzi : to
                    pierwsza blokada !!! Tutaj, pomimo kolejnej deklarowanej niemożności
                    namówienia go do wizyty, widzę Twoją rolę. Jeśli się rozstaniecie to nie
                    dlatego, że on ma problem (każdy ma problemy), ale dlatego że on nie potrafi,
                    nie chce, nie umie, nie ... itp itd przynajmniej starać się go w sposób
                    konstruktywny tzn rokujący nadzieje na sukces rozwiązać problem - albo
                    inaczej : dostosować się do Ciebie. Czy dlatego rozstawał się wcześniej z
                    innymi partnerkami ?

                    Teraz z innej beczki, zapomnij o tym co powyżej :
                    Czy jesteś p e w na , że Twój partner tylko dostrzega problem lecz nie wie na
                    czym on polega ?
                    Może on doskonale wie na czym ten problem polega ?... I dlatego niechęć do
                    jakiegoś "obcego" czarownika ? Obawa przed zdemaskowaniem ?
                    Czy jesteś p e w n a, że to Jego problem a nie Twój ?
                    Sformułowanie "problem" z definicji wskazuje na pewne standardy, normy przy
                    których rzeczywistość od nich odbiega. A zatem kto dyktuje te standardy ? Ty ze
                    swoim temperamentem ( takimi a nie innymi zachowaniami i powierzchownością -
                    jakże ważne, jak sądzę, w relacjach damsko - męskich)?
                    Aż wreszcie, skoro podjęliście decyzję o wspólnym domostwie to myślę, że z
                    czegoś to wynikało, z czegos niezwykle dla Was ważnego, ze względu na to "coś",
                    a bez względu na częstość zbliżeń (czyżby wcześniej było lepiej?)(dla mnie
                    takie decyzje to ważne decyzje - żyję w trójkącie (sic!) geograficznym (zaiste
                    niestety i absolutnie nie z perwersyjnych pobódek).
                    Teraz "szowinistyczno - seksistowsko" i być może nie na miejscu - niech to
                    będzie miara wielości wariantów interpretacji , o którą pytasz, na takim
                    poziomie znajomości znajomości sytuacji :
                    może częstość zbliżeń to dla Ciebie to sybstytut tęsknoty za macieżyństwem -
                    jaka potęga. A on "bidulka" się broni ?
                    "Odwracam kota do góry ogonem" ?

                    Nie kontynuuję, to zaczyna brzmieć wrednie ...
                    Będzie tak brzmiało dopóki, któreś z Was nie wykona kolejnego sensownego ruchu.
                    Rozumiem, że cały czas inicjatywa / dynamika / ruch jest po Twojej stronie, a
                    zatem skoro akceptujesz autokratyczbną "niemoc" partnera wobec "obcego" ale i
                    tak naprawdę anonimowego "arbitra"(?), i Ty "gospodarzysz" dla zachowania tego
                    związku, to również wygospodaruj kilka złotych na wizytę, może dwie,
                    u "profesjonała" (nie konowała) - jako singiel. Ten Ci "dookreśli" stan
                    rzeczy "face to face", a ty zyskasz (być może) argument aby sprowokować
                    partnera do wspólnej wizyty.







                    • kawitator Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 16.12.05, 14:38
                      czytam dalej
                      Ale się ucieszyłem przeczytawszy:
                      Teraz "szowinistyczno - seksistowsko" i być może nie na miejscu - niech to
                      będzie miara wielości wariantów interpretacji , o którą pytasz, na takim
                      poziomie znajomości znajomości sytuacji :
                      może częstość zbliżeń to dla Ciebie to sybstytut tęsknoty za macieżyństwem -
                      jaka potęga. A on "bidulka" się broni ?
                      "Odwracam kota do góry ogonem" ?
                      A gdzie tu obiecane szowinistyczno-sesitowskie przegięcie. Toż nawet Evo jako
                      admin nie bedzie miała nic do kasowania .
                      Nie powiem rozczarowanie było spore.

                      Dygresja : po raz kolejny przekonuję się jak niedoskonałą formą przekazu jest
                      > język. Kolejna wypowiedż zmienia odcienie obrazu rzeczy ...
                      Język tak a jego forma pisana jeszcze bardziej mylna jest. P
                    • malina755 Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 17.12.05, 03:02
                      dziekuje za wszytkie rady
                      moj pan ogolnie nie jest zbyt otwartym czlowiekim ale na pewno nie rozumie
                      swojego zachowania,on tez czuje ze ilosc naszych zblizen jest niewystarczajaca
                      dla niego ale jak jestesmy blisko on czuje sie zestresowany i ostatnio nic z
                      tego nie wychodzi kiedy ja przejmuje inicjatywe jest jeszcze gorzej bo on czuje
                      sie zdominowany, w ogole ten problem narasta u nas dla mnie sex tez zaczyna sie
                      kolarzyc ze stresem i poczuciem winy, proponowalam mu tak jak sugeruje Maheda
                      samo dotykanie ale to tez nie przynioslo efektow, to jest bardzo delikatna
                      sprawa, niestety on jest tym bardzo przytloczony bo obwinia sie za ta sytuacje,
                      mi tez nie jest latwo, dzisiaj powiedzial ze byc moze powinnismy sie rozstac...
                      staram sobie wmowic ze byc moze to jest najlepsze wyjscie... nie wiem ...
                      nie chce miec poczucia ze mi bardziej zalezy na rozwiazaniu tego problemu, bo
                      chciec musza obie strony( sugestia ze boi sie ciazy odpada jestem zabepieczona
                      nie planowalismy dzieci, na razie)
                      Chyba wiem gdzie lezy przyczyna naszych problemow, nie jestesmy dobrani na
                      poziomie energetycznym moja energia go przytlacza, jest zbyt silna i on nie
                      moze sie przy mnie odnalezc i chyba jest to problem nie do przeskoczenia...
                      oboje nie mozemy byc soba w tym zwiazku...
                      • maheda Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 17.12.05, 11:16
                        Spróbuj jeszcze - zanim się rozstaniecie - kupić tę książkę, o której Ci
                        powiedziałam. Lew-Starowicz "Za drzwiami mojego gabinetu".
                        Przeczytajcie ten rozdział o terapii i zastanówcie się, czy to dla Was.
                        Chyba, że żadne z Was nie ma ochoty na naprawę tego związku już :(

                        A jeszcze takie pytanie - zwrot "Twoja energia" nie oznacza Twojego ciągnięcia w
                        swoją stronę i egoizmu, co?...
                      • borisvallejo Re: KOMUNIKACJA - problem nr.1 17.12.05, 12:23
                        Malinko,
                        Czytam w Twojej wypowiedzi zmęcznie tematem. Tylko pytanie : czy masz już dość
                        tematu w ogóle, czy też "roztrząsaniem" go na formum.
                        Posłuchaj Mahedy. Jakkolwiek powątpiewam w skuteczność "wspólnego czytania",
                        to niech to będzie przynajmniej wstęp do dalszych ruchów. Nie znam tej lektury,
                        ale mniemam, że poza profesjonalnym opisem jest tam kilka przykładów. Niech
                        Twój facet "pomaca" temat i niech sobie uświadomi, że nie jest tak bardzo
                        wyjątkowy,
                        że są ludzie, którym świadome, metodyczne działanie w kierunku rozwiązania
                        problemu (tak głęgokiego, że nie praca, nie różnica temperamentów) pomogło i
                        najwyrażniej są zadowoleni.
                        W dalszym ciągu uważam, że powinniście skorzystać z wizyty u specjalisty.

                        Dodefiniuję co oznacza dla mnie "głębszy" problem - trochę "po łebkach" i
                        grubiańsko :
                        1. może jest zakonspirowanym gay'em
                        2. może jest bi
                        3. może był ofiarą gwałtu zbiorowego pań przedszkolanek
                        4. może jesteś brzydka jak noc a jego stosunek do Ciebie ma charakter biznesowy,
                        co więcej, nie chce się do tego przed sobą przyznać
                        5. może jest głeboko religijny i w swej katolickiej/muzułmańskiej/żydowskiej
                        hipokryzji dawkuje liczbę popełnionych grzechów w cyklach "miesięcznych" -
                        twoich albo swoich
                        6. może jest patologicznym onanistą
                        7. może ma kompleks Edypa, z którym sobie nie poradził w 100%
                        8. może jest niepoprawnym idealistą szukającym ideału tam gdzie go nie ma o
                        ile ten w ogóle istnieje
                        9. może przeszedł porwanie przez UFO w trakcie którego spłodził
                        nieziemskie potomstwo i na dodatek jego męskie gonady zastapiono mu "obcymi"
                        radioaktywnymi nastawionymi na kilkusetletni okres cyklu rozrodu obcych
                        Jakkolwiek powyższe brzmi (przepraszam za ton ale coś jestem dziś
                        niecierpliwy),to na tego typu idiotyczne warianty
                        potrzebny jest arbitraż zewnętrzny, nie forum, nie ty (bo nie masz (nie
                        potrafisz, nie chcesz), jak widzę, na niego "przełożenia" aby się otworzył) ale
                        żywy człowiek ... "słodko kwaśny" profesjonalista, który nie będzie miał
                        wątpliwości kiedy, co i jak powiedzieć. I to jak najszybciej bo on traci
                        kolejny związek ... A Ty się przyglądasz i jesteś bezsilna.

                        Energia to temperament - pisałaś wcześniej, że to nie kwestia różnicy
                        temperamentów lecz coś "głebszego". Przestaję rozumieć ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja