glamourous
29.12.05, 14:33
Szlag mnie trafia jak czytam posty facetow, ktorzy chca seksu zawsze, a ich
partnerki nigdy, albo rzadko.
Ja mam odwrotny problem, mam 29 lat, on 31, mieszkamy ze soba od roku,
jestesmy razem od 3 lat i to ja jestem strona ktora "zawsze ma ochote". Ja
moglabym sie kochac codziennie nawet 2, 3 razy, a on - raz na kilka dni. Przez
pierwsze dwa lata zwiazku, kiedy jeszcze nie mieszkalismy razem, bylo bardzo
"goraco" - typowy zwiazek na odleglosc, wiadomo, spotykalismy sie w weekendy i
caly czas sie kochalismy. Myslalam ze trafilam wreszcie na swojego "graala"
pod tym wzgledem, bo z moim poprzednim facetem rozstalam sie wlasnie przez
roznice temperamentow - ja sie chcialam kochac czesciej, jemu wystarczalo raz
na tydzien. Wiec kiedy poznalam mojego obecnego partnera bylam zachwycona jego
goraca seksualnoscia. A teraz co? Ja chce codziennie, a musze to w sobie
dusic, podczas gdy jemu wystarcza seks raz na 4 dni, poza tym moze lezec ze
mna nago w lozku i ogladac filmy na dvd, ja przytulam sie do niego naga, lub
w pieknej bieliznie, a on NIC!!! Nie rozumiem, jak mozna zyc z kims, mieszkac,
przytulac sie, spac nago w jednym lozku i myslec o seksie tylko raz na kilka
dni??!! I nie miec ochoty na wiecej? Zaznaczam ze zdrade wykluczam calkowicie,
bo poza seksem kochamy sie bardzo, jestesmy sobie bardzo bliscy, a ja jestem
ladna, zgrabna blondynka "z kraglosciami". Kurcze, to niesprawiedliwe!!
Dlaczego mi sie przytrafiaja tacy faceci? Fatum jakies, czy co? A moze to ze
mna jest cos nie tak????