blankap1
11.01.06, 09:46
Przeglądając wątki na forum okazało się, że w praktycznie każdym odnajduję
coś, co w moim małżeństwie również jest problemem.
Ja jestem osobą o żywym temperamencie, jeżeli chodzi o seks, zawsze go
lubiłam, lubiłam eksperymentować, bawić się w łóżku, wygłupiać-zawsze
uważałam, że jeżeli seks nie jest dobrą zabawą, to już jest źle. Z moim
poprzednim partnerem dogadywaliśmy się świetnie pod tym względem. Inaczej
jest z mężem. Jemu seks jest "niepotrzebny". A ja jestem już zmęczona
proszeniem go o to. To zawsze ja muszę inicjować zbliżenie, z jego strony
zero zaangażowania. Już nie pamiętam kiedy ostatnio sprawiło mi to
przyjemność. Nasz seks to po prostu czysty seks, bez żadnej gry wstępnej,
całowania(absolutnie żadnego!). I trwa jakieś 2 minuty, bo on dłużej nie
wytrzymuje. Nie muszę chyba dodawać, że moja satysfakcja jest żadna. Czasami
jeszcze próbuję trochę to wszystko "ożywić", seks oralny(naturalnie tylko z
mojej strony), pieszczoty, masaże itd., ale kończy się na tym, że on kończy
nawet bez penetracji-bo nie wytrzymał...Wiem, że to dla faceta może być
problem, dlatego nie wyśmiewam go, ale staram się o tym rozmawiać delikatnie,
niestety, on nie widzi żadnego problemu-no tak, on skończył, jemu to
wystarczy...Więc w tym temacie nic się nie zmienia, uprawiamy seks(nie mylić
z "kochamy się") raz w miesiącu, czasem rzadziej. Zauważyłam, że ja powoli
też zaczynam stawać się taka jak on-po prostu mi się nie chce-bo wiem, że i
tak nie będę z tego miała żadnej przyjemności.
Do tego dochodzą problemy innej natury-mąż jest bardzo wybuchowy i
despotyczny. Ma do mnie pretensje dosłownie o wszystko, a że nie ma obiadu(na
który i tak nigdy nie przyjeżdża z pracy), że nie zrobiłam odpowiednich
zakupów, albo że kupiłam coś, co mi niepotrzebne(np. płyny do szyb,
odświeżacze powietrza, waciki kosmetyczne itd.), albo że w domu jest bałagan-
chociaż na ziemi leżą porozrzucane tylko jego rzeczy. I tak w kółko. Chciałby
mieć żonę, która pracuje, potem wraca do domu, sprząta, prasuje, gotuje(coś z
niczego, bo poza schabowym i ziemniakami nic nie można kupić),zajmuje się
dzieckiem, a na koniec jeszcze nie wtrąca się do tego,że on gra cały wieczór
na komputerze. Setki razy próbowałam z nim rozmawiać, nigdy nie przyniosło to
efektu, po prostu nie dochodzi do samej rozmowy-cokolwiek powiem, on nie
widzi problemu,albo "nie chce mu się gadać".
Kolejnym problemem są moje studia-całkowicei finansowane przez moich
rodziców, chociaż byłoby nas stać na ich zapłacenie-to też dobry powód do
afery.
On zarabia zdecydowanie więcej ode mnie, ale to ja finansuję większość
wydatków, zresztą nigdy nie wiem, ile ma pieniędzy, bo je przede mną chowa.
Nie daje mi grosza na żadne "babskie" rozrywki, np. ubrania, bo chociaż nie
lubię chodzić po sklepach, to raz na jakiś czas mam ochotę coś sobie kupic-on
kupuje ubrania dla siebie, na mnie jakoś nigdy nie ma rozmiaru...Do reguły
należy scenka, kiedy ja przychodzę poprosić go o pieniądze np. na ginekologa,
a on na to , że nie ma już nic z pensji, po czym na następny dzień w domu
pojawia się jakiś gadżet komputerowy za 400zł.
Myślę o rozwodzie, ale mamy dziecko. Zresztą chyba cały czas mam nadzieję, że
będzie lepiej....kiedyś