marikana
24.01.06, 23:30
Jestem po lekturze wybranych wątków, zbliżonych nieco do tego co mnie boli,
ale wydaje mi się, że nie trafiłam na rozwiązania, dlatego, błagam o dobre
pomysły, może coś się da uratować (bardzo bym chciała)
Moja historia w skrócie: jestem w związku od 9 lat, z seksem różnie bywało,
na początku cudo miód, a z czasem coraz gorzej- oczywiście to moja ocena, mąż
zaklinał, że zadowolony, ja też nie rozgrzebywałam nadmiernie sprawy, ale z
czasem próbowałam: rozmawiać szczerze o jego/moich potrzebach, akceptować,
kusić i uwodzić, dawać powody do zachwytu i do zazdrości, no jednym słowem
stawałm na głowie i wyłaziłam ze skóry, a mąż (z siebie i na to) nic, były
wymówki, że zmęczony, że go drażnią czułości, że praca, że jestem erotycznie
rozbuchana, ale oczywiście wciąż dla niego atrakcyjna, itd. Kochaliśmy się
różnie 1-2 w miesiącu, i to mi musiało wystarczyć bo on nie miał ochoty/siły,
dawał też z siebie coraz mniej/bardziej byle jak. Od jakiegoś
czasu "przerzucił się" na tzw. www-sex i po każdym takim seansie onanizuje
się namiętnie - w co popadnie (koszulka, papiery, itp)- oczywiście w ukryciu
przede mną (jedno i drugie).
Nie jestem pruderyjna, nic nie mam przeciw różnym eksperymentom, stronom www,
a nawet onanizmowi o ile nie staje się to potajemne, jednostronne, bo to
jakieś chore, i według mnie rozwala związek. Próbowałam delikatnie rozmawiać,
znaleźć przyczynę, ale on stwierdził, że ze mną/naszy związkiem wszystko OK,
że musi się rozładować bo jest napięty, zmęczony, tyle - więcej ani słowa nie
byłam w stanie wydobyć od niego.
Stan ten trwa już jakiś czas i mam wrażenie że to ewoluuje, ostatnio
przejrzałam biling i wyszły sex telefony, boję się, to krok do zdrady. W
dodatku stał się niechlujny. Ręce mi opadają, nie zamierzam prać jego
usmarowanych koszulek, sama męcząc się z braku spełnienia, no przecież nie
będę się onanizowała po kątach, to już byłaby paranoja, a kocham go, nie chcę
szukać kogoś na boku. Jak mam rozmawiać z kimś kto nie chce rozmowy? Jak do
faceta dotrzeć? Czy to koniec naszego związku? On twierdzi, że mnie kocha,
żeby było lepiej teraz w drodze jest dziecko - co bardzo go cieszy (tracę
zaufanie do tego co mówi). Mówiłam że mnie to rani! Obiecywał, że skończył.
Właśnie znalazłam dowody, że nie i teraz co:
- udawać, że nie widzę/wiem dając czas (jak długo), może przejdzie mu/zwalczy
to;
- przeprowadzić kolejną rozmowę, co prawdopodobnie skończy się jak zwykle;
- no co mam zrobić?
Niechby w cholerę powiedział, że go nie interesuję miałabym jasność, a tak,
znowu cierpię smutno mi i rośnie obrzydzenie do niego. Może ktoś ma dobre
pomysły lub podobne doświadczenia, może komuś się udało w podobnej sytuacji,
proszę o pomoc!!!, zwłaszcza Was panowie jako, że może to lepiej rozumiecie,
ja jestem załamana.