sonner
09.02.06, 00:57
Choc ten watek przewijal sie juz troche przez forum z checia bym sie
dowiedzial jak to wyglada u was.
U mnie to wyglada tak. Przy bardzo sprzyjajacych warunkach (np zona kupuje
sobie nowa sukienke - ogolnie zakupy to chyba najlepszy afrodyzjak ;),
wieczorem gdy zona jest w lozku(kazda wczesniejsza inincjacja jest skazana na
porazke), ja wyposzczony do granic ludzkiej wytrzymalosci, zaczynam dzialac.
Oczywiscie zaczyna sie od mruczenia ze cos tam. Nie przestaje.
W szczegoly nie bede wchodzi. W kazdym razie zona odwraca sie plecami, a mimo
staran nie udaje mi sie uzyskac nic innego niz plecy zony. Tak dla niej jest
lepiej bo nic nie robi, nie MUSI SIE NAWET CALOWAC. Potem seks, zona sie
odwaraca ( a wlasciwie nie musi) i ZASYPIA!!!!! A ja jak ostatnia szmata
zostaje sam. KOSZMAR. Zastanawiam sie po co mi to bylo. Tak nisko upasc.
Wzrast tylko zlosc, gniew i ogarnia samotnosc.