phyton
18.03.06, 23:51
Juz kiedys wspominalem wypowiadajac sie na tym forum, ze nasze malzenstwo
przeżywa od dłuższego czasu kryzys zwiazany z brakiem seksu lub zbyt rzadkim
seksem (w kazdym razie ja przezywam, bo potrzeby mam zdecydowanie wieksze niz
zona). Rozmaite rozmowy na przestrzeni lat pomagały na krótko - za jakis czas
wszystko wracało do normy (czyli prawie celibatu :(
Jestesmy ze soba juz 8 lat, z czego 3 lata malzenstwem, z 2 letnim dzieckiem.
Zona jeszcze nie pracuje - ma tylko na glowie dziecko i konczenie studiów
(zajęć mało). Jednak od razu uprzedzam - ani dziecko, ani nadmiar obowiazkow
w domu (sporo z nich musze sam wykonywać także za nią) nie jest przyczyną
spadku zainteresowania seksem.
Kryzys zaczal sie po niecalych 2 latach naszego spotykania sie ze sobą.
Pierwsze dwa lata - bajka, zakochani w sobie po uszy, seks wspanialy, nie
przepuszczalismy zadnej okazji, a gdy zdarzaly sie wyjazdy lub "wolna chata"
u mnie lub jej rodziców - niemal nie wychodziliśmy z łózka przez cały
dzień...
Byl to najpiekniejszy czas w naszym zwiazku (w każdym razie dla mnie) - potem
jakos zaczelo sie psuć (bez wyrażnego powodu), tzn ona zaczela tracic
stopniowo ochote, co wywolywalo moja frustracje, wyrzuty, żebranie o czułość,
co z kolei odbijało się na niej i jeszcze bardziej ja chyba zniechecało...
koło się zamykało...Coraz wiecej "pierduł" zaczynało jej przeszkadzać (co by
na pewno nie przeszkadzało na poczatku naszego zwiazku), coraz czestsze "NIE
bo nie", "nie bo nie mam ochoty", coraz wczesniej "spiąca" lub "zmęczona" bez
wyraznego powodu. Jak dla mnie - wygladało to tak jakby sie już nieco mną
znudziła, jakbym jej spowszedniał itd. Teraz, gdy jest wiecej obowiazkow
domowych - moze to „zmeczenie” jest bardziej uzasadnione. Az boję się
pomyślec co będzie jak się zacznie dla niej „prawdziwe” życie z pełnoetatową
pracą zawodową równolegle z obowiązkami domowymi i dzieckiem. Teraz, gdy
jest malzenstwo i dziecko – żona wydaje sie tym bardziej nie miec motywacji z
tym cokolwiek robić, tak jakbym został raz na zawsze zakontraktowany, bez
opcji wyjścia...
W sumie klasyka gatunku, wiele takich sfrustrowanych (czy oszukanych?) żon i
mężów tu się chyba pojawia... Nie rozumiem jednak jednego.
Ostatnimi czasy hitem żony jest to, że często kładzie się spać obok mnie nie
myjąc się (szczególnie w miejscach intymnych). Nie tylko uniemożliwia to seks
(tzn. z jej punktu widzenia – mówi teraz: „Nie bo się nie myłam...”), ale
także przepędza mnie gdy się chce przytulić i pogładzić ją po pupie i
okolicach, co zawsze bywało dla mnie jakąś namiastką bliskosci i czulosci,
gdy seksu brakowalo... Zona tlumaczy ze to ze zmeczenia - ja zaczynam
podejrzewac ze to taki kolejny sposób na trzymanie mnie "z dala", "na
dystans" - bo nie moge jej dotknac nie tylko jak sie kladzie, ale tym
bardziej jak sie budzi rano.
Zawsze wydawalo mi sie ze problemy z higieną / niedostateczna higiena intymna
spotykana byla przede wszystkim u plci meskiej... a tu jest odwrotnie! Jak
mam z nią rozmawiać? W sumie delikatna sprawa - czyzby az takie lenistwo
i/lub zupelne zaniechanie w zabieganiu jej o moje wzgledy??? Nie wyobrażam
sobie, zeby takie sytuacje sie zdarzały podczas naszego pierwszego upojnego
roku ze sobą... a tu taka radyklana zmiana – dlaczego? Dlaczego to małżeństwo
tak rozczarowuje??? Czy małżonkowie powinni nie mieszkać ze sobą i widywac
się tak jak na randkach, żeby seks pozostawał taki upojny i satysfakcjonujący
jak na początku związku??