czy być drugą żoną, to łatwa sprawa?

19.03.06, 14:24
Oboje z mężem jesteśmy po przejściach. Poznaliśmy się już po rozwodach, ale
cóż z tego, kiedy w rodzinie mojego męża wciąż prym wiedzie jego była.Głównie
dzieci ugruntowały jej tą pozycję, bo przecież mamą, która nie ułożyła sobie
życia ponownie, rodzina taty ma obowiązek się opiekować. Nadmienię, że dzieci
są już samodzielne i mają ogromny wpływ na wszystko co dzieje się w rodzinie
męża.Jest coraz więcej spraw, które mąż załatwia za moimi plecami, telefonuje
tak, abym nie słyszała, wdaje się w rozmowy z córką na temat kondycji naszego
małzeństwa, itp. A między nami psuje się coraz bardziej.Ja, dziewczyna
uwielbiająca sex, zaczynam go unikać.Coś się we mnie zmieniło, zacięłam się,
nie mogę sobie z tym poradzić.Kiedyś uwielbiałam mojego męża, ale teraz to
się zmienia.Rozmowy utknęły w martwym punkcie. Co radzicie?
    • maheda Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 19.03.06, 18:33
      Teraz, to wg mnie pozostaje Ci - mimo martwego punktu - szczera rozmowa ze
      swoim mężem, musisz powiedzieć, jak się w tym wszystkim czujesz. Jego rodzina
      jest teraz Twoją rodziną - więc może zaangażuj się w sprawy jego dzieci? Żeby
      nie musiał się przed Tobą kryć, gdy rozmawia ze swoim dzieckiem? Jeśli te
      dzieci Cię nie akceptują i nie lubią - rozmawiaj o ich sprawach ze swoim mężem,
      pokaż, że Cię to obchodzi (no chyba, że masz to w nosie i uważasz, że powinien
      zajmować się wyłącznie Tobą) i że też się tym martwisz. On do końca życia
      pozostanie ich Tatą i będzie Dziadkiem ich dzieci - więc chyba jednak musisz
      się z tym wszystkim pogodzić i odnaleźć się w tym wszystkim.
      • anula36 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 19.03.06, 22:11
        taka rozmowa moze byc trudna - przydaloby sie zaangazowac jakiegos koordynatora-
        negocjatora np terapaute rodzinnego.
        Mysle ze bycie druga zona jest bardzo trudne, a jeszcze trudniejsze kiedy nie
        ma sie wlasnej rodziny z poprzedniego zwiazku. Wszystko jest nowe, nieznane,
        czlowiek porusza sie po niepewnym gruncie. Szkoda ze nie masz oparcia w mezu.
        • maheda Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 19.03.06, 22:59
          Wstrętny facet.
          Zły, niedobry facet.
          Nie daje oparcia żonie.

          ech...
    • misssaigon Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 20.03.06, 07:39
      Nikt ci nie zapewni pierwszego miejsca na podium jak go sobie sama nie
      wywalczysz. To naturalne ze rodzina twojego meza jest zzyta z jego ex - znaja
      sie o wiele dluzej, lacza ich wspolne doswiadczenia, narodziny dzieci, swieta ,
      wakacje itp itd. jesli nie wlaczysz sie aktywnie w to zycie poszerzajac
      sukcesywnie sfere swoich wplywow to zostaniesz konsekwentnie odunieta na
      margines ich zycia. Nie obrazaj sie na meza bo bedzie szukal pocieszenia u
      swojej bylej , dzieci itd itp. Rozmawiaj z nim o jego rodzinie, problemach,
      wczuj sie w to zycie. To nie jest latwe - ale czesto trzeba robic dobra mine do
      zlej gry - decydujac sie na malzenstwo wiedzialas o tym "dobrodziejstwie
      inwentarza" twojego meza i trzeba bylo wczesniej rozpoznac teren i rodzaj
      relacji i ustalic taktyke na wejscie. Pierwszy i podstawowy blad - to odsuwanie
      meza od lozka - w nowym zwiazku, szczegolnie jesli partnerka jest mlodsza to
      bardzo istotny elemnt i spoiwo - jesli to zaniedbasz to czym bedziesz
      przyciagac meza do siebie?? Skwaszona mina na rodzinnych spedach???
      Na koniec - nie wyeliminujesz bylej zony i dzieci z zycia swojego meza - ale
      wywalcz swoja pozycje i przede wszystkim ustal z mezem gdzie sie zaczyna i
      konczy wasze prywatne zycie, o ktorych sprawach nie nalezy rozmawiac z
      rodzina....
      Pozdrawiam i trzymam kciuki
      Ps - moje rady wyplywaja z moich wlasnych doswiadczen (juz teraz ex maz z
      dwojka dorastajacych synow i bluszczowo - opleciona, nieporadna ex zona)
      • prawydolewego Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 20.03.06, 11:30
        To dobry układ wypracowała sobie ta ex, bezpieczeństwo, uzależnienie, pomoc w
        drobiazgach i nic w zamian od siebie. Baby to są dopiero sprytne.
      • sharon5 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 20.03.06, 21:06
        Dzięki za radę. Przemyślałam ją. Sytuacja jednak jest dość trudna. Rodzinka od
        lat stanowi pewien klan, w którym przeważają kobiety(głównie porzucone). Do
        niego zalicza się również ex żona mego męża. Stanowią towarzystwo wzajemnej
        adoracji. Moje wejście do rodziny spowodowało dużo zamieszania, bo nagle trzeba
        było zmienić skład spotkań(ex mego męża bywała na wszystkich uroczystościach
        rodzinnych). Moje chęci i różne zabiegi nie poprawiły jednak atmosfery.
        Postanowiłam więc przestać zakłócać im szczęście rodzinne i bywam tam naprawdę
        rzadko. Mój mąż początkowo denerwował się tą sytuacją, prowadził z nimi
        rozmowy, ale nie na wiele to się zdało. Najważniejsze są dzieci i ich mama, ja
        stanowię dodatek do szczęścia mojego męża. Prowadzenie dyskusji w stylu: "No
        przecież nie zostawimy mamy samej w Wigilię" rozkładały mnie na łopatki. Myslę,
        że takie działania były celowe, by utrudnić nam życie. Mój mąż kocha dzieci, ma
        z nimi pozytywne relacje, ale obecnie odbywa się to poza mną. W stosunku do
        mnie nie są w stanie wykazać się serdecznością, sa zazdrośni, mimo, że to już
        dorośli ludzie ( ja próbowałam, ale była to miłość bez wzajemności). Wiedząc o
        tym, mój mąż oddzielił mnie od tematów rodzinnych, natomiast nie oddzielił
        rodziny od tematów naszych i tylko naszych. Nie wyznaczył niestety granicy,
        której nie wolno przekroczyć. Myślę, że to dlatego w naszych stosunkach powiało
        ostanio chłodem. Jemu wydaje się, że jest wszystko OK, ja mam do niego żal. I
        wszystko coraz bardziej się komplikuje.
        • maheda Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 21.03.06, 13:43
          Podobno te dzieci są dorosłe?
          Niech decydują, z kim chcą spędzić Święta - to naprawdę bardzo proste!
          Jeśli chcą - Wigilię niech spędzą z Mamą, a pierwszy dzień Świąt z ojcem.
          Naprawdę wiele dzieci dzieli w ten sposób święta - taki jest skutek rozwodu.
          Trzeba (po prostu?) chcieć rozwiązać problem, a nie wiecznie szukać wymówek dla
          poparcia stanu istniejącego.
          A jeśli nie chciał dzielić rodziny w Święta - nie trzeba było się rozwodzić.
          Proste i brutalne.
        • misssaigon Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 07:35
          sharon - ja bym jednak dalej cie namawiala zebys nie kladła na szali swoich
          relacji z mezem - nieudane małzenstwo to wielki ciezar na reszte zycia (bardzo
          trudno sie z takim faktem pogodzic w sobie). Mysle ze twoj maz chce byc w
          zgodzie ze soba i z reszta rodziny i chce czuc ze ma prawo byc szczesliwy
          abstrahujac od postaw dzieci, bylej itd...zapewne dlatego tez wolałby nie
          wiedziec tych problemow, ktore ty widzisz.
          Jesli dzieci twojego meza to dorosle osoby to mozna sprobowac z nimi
          porozmawiac i ustalic ze nawzajem nie wchodzicie sobie w droge i nie ryjecie
          pod soba bo zalezy wam na szczesciu i spokoju ducha ojca (i meza) - dzieci
          zapewne maja tez za zle ze przybyła jeszce jedna osoba jako ewentualny
          spodkobierca.
          A nie myslałas zeby sie postarac o wlasne potomstwo i wejsc do tego "zakletego
          kregu" matek i zon ?
    • cytrynka_44 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 21.03.06, 17:55
      Bycie drugą żoną może być łatwe i trudne. To zależy od męża. I od żony. Obecnej.
      Zalezy, czy relacje z ex-żoną i dziećmi zostały ustawione prawidłowo. A nie z
      każdym sie to udaje. Z reguły ex-żona uważa, że mąż zostawił ją dla nowej żony.
      Nawet jeśli to jest nieprawda. A dzieci.. W Twoim wypadku są dorosłe. Więc nie
      powinno być aż tak wielkiego problemu.
      W tym wypadku należy porozmawiać z mężem i ustalić procedurę postępowania w
      przypadku świąt i rodzinnych uroczystości... Wspólnie to należy zrobić.
      Ale nigdy nie jest zbyt łatwo, bo to zależy od osobowości ludzi wplątanych w
      taka sytuację...
    • marcin1973 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 21.03.06, 22:07
      Ja jestem drugim mężęm akurat - i wiem, ze to czasami dziwna sytuacja. O tyle
      łatwiejsze, że zona nie ma dzieci z poprzedniego małżeństwa. Ale koleś plącze
      się czasami po naszym życiu i mnie to bardzo przeszkadza. Choćby jakieś rzekomo
      niepozałatwianie 10 lat temu formalności i inne, które mu dają pretekst do
      dzwonienia. I do tego ślimaczący się i zapewne nierealny proces unieważnienia
      małżenstwa w kościele (na tym mojej żonie zalezy). Ostatnio pretekstem była
      cięzka choroba byłej teściowej żony. ehh - pokręcone to.
      • dixia Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 21.03.06, 22:49
        Tia... ja tez znam ten ból. Może nie aż tak drastycznie ale jestem w dośc
        podobnej sytuacji...
        • marcin1973 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 00:40
          No u mnie są jeszcze zaszłości- kiedyś (10 lat temu) zrzuciłem kolesia owego
          (który był wtedy legalnym mężem mojej żony wg prawa przynajmniej) ze schodów
          mocno go turbując przy tym.
          Koleś był pijany, niewiele pamiętał i na szczęscie obeszło się bez
          poważniejszcyh problemów dla mnie (utrudniał rozwód jak mógł za to).
          Najbardziej dziwi mnie, że skoro ona rzekomo tyle wycierpiała w tamtym zwiazku
          to po ch... pozwala na jakieś telefony. Jak dzwoni i się skapnę że to on to po
          prostu wyjmuję wtyczkę z gniazdka.;))

          dixia napisał:

          > Tia... ja tez znam ten ból. Może nie aż tak drastycznie ale jestem w dośc
          > podobnej sytuacji...
          • dixia Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 11:01
            :o))
            Nie no - u mnie odbyło sie na szczęscie bez takich ciśnień. Koleś wręcz unika
            mojej żony bo nie chce sie z nią rozliczyć... Ale i tak scyzoryk mi się otwiera
            w kieszeni gdy tylko słyszę jakiś cień porównań, które może i są nieuchronne ale
            przykre również...
            A zrzucenie ze schodów? Cóż - numer przedni :o)) Dobrze, że nie dostał jeszcze
            kilku butów na drogę i obeszło się bez "kujawiaka" na nim ;o)))
            Co do sprawy rozwodowej to również utrudniał jak mógł. Widac ten typ (rogaczy)
            tak ma :o))
            A co do telefonów - cóż... Też bym sie wściekał i gdyby sytuacja sie nasilała to
            pewnie złożyłbym wizytę kolesiowi. A potem pewnie poszedł by on na zwolnienie
            lekarskie. Co do Twojej żony - nie mam pomysłów jak jej zasugerować by odcięła
            pępowinę... Może ma jakieś poczucie winy itp? Z moich obserwacji wynika, że
            rozwód i zakończenie związku jest bolesnym przeżyciem. A pewnie koleś namieszał
            Żonie w głowie. Na to potrzeba czasu... Bądź dobrej myśli!!!
            • your_and Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 11:08
              Niestety część ludzi odczuwa satysfakcję za faktu uzależniania innych w jakimś
              stopniu od siebie.
              • dixia Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 11:17
                Zgadza się. Najpierw z pasją wbijają do głowy, że ktoś sobie bez nich nie
                poradzi a potem jak ta osoba się wyrwie z ich matni - to uczynią absolutnie
                wszystko by zatruć życie... Znam pare takich przypadków... Opisze najweselszy :o))
                Moja daleka siostra cioteczna rozwodziła się przez 6 lat... Facio kupił dom
                sąsiadujący z nią przez płot! Wprowadził się tam ze swoją konkubiną, z która
                miał 2 dzieci. Potem w przeróżny sposób starał się utrudnić życie rodzinie.
                Między innymi np. ukradł nam drzwi wejściowe do domu... Jakieś pytania? ;o))
            • kici10 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 11:11
              Nie wyśmiewaj dixia rogaczy. Rogi bywają trofeum przechodnim.
              • dixia Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 11:19
                Własnych rogów nie oddaję nikomu... Jeśli się pojawiły (a drzewiej tak bywało)
                to nie przekazywałem ich dalej. A jak teraz sie pojawią? Cóż - mam mocno
                ograniczony wpływ na to czy mnie nimi żona obdaruje czy nie...
              • idealistka20 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 16:05
                kici10 napisała:

                > Nie wyśmiewaj dixia rogaczy. Rogi bywają trofeum przechodnim.


                Też mnie to BARDZO uderzyło!!! Jeden i drugi wyciągnął ręce po nieswoją żonę i
                prawowitego męża wyzywa od rogaczy...


                Chyba zmienię nicka...
                • dixia Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 22.03.06, 19:39
                  Dziecko - jak pożyjesz odpowiednio długo to zrozumiesz, że w życiu różnie bywa.
                  Nigdy nie zakładałem, że ożenię sie z rozwódką. Niemniej jednak nie żałuję, że
                  tak moje życie sie potoczyło!! A to, że pierwsi mężowie naszych żon byli
                  rogaczami to już zupełnie inna sprawa... Jak i zupełnie inną rzeczą jest ich
                  upierdliwość, o której razem z Marcinem rozprawialiśmy...
                  • idealistka20 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 23.03.06, 15:48
                    dixia napisał:

                    > Dziecko - jak pożyjesz odpowiednio długo to zrozumiesz, że w życiu różnie bywa.
                    > Nigdy nie zakładałem, że ożenię sie z rozwódką. Niemniej jednak nie żałuję, że
                    > tak moje życie sie potoczyło!! A to, że pierwsi mężowie naszych żon byli
                    > rogaczami to już zupełnie inna sprawa... Jak i zupełnie inną rzeczą jest ich
                    > upierdliwość, o której razem z Marcinem rozprawialiśmy...

                    Zwracasz się do mnie "dziecko", pewnie, żeby okazać swoje lekceważenie, ale ja
                    potraktuję to jako komplement, bo to właśnie dziecko ma świeże spojrzenie i
                    widzi, że "król jest nagi".
                    Wiem, że w życiu różnie bywa. Ale moja krótka uwaga, na którą tak zareagowałeś
                    nie odnosiła się bynajmniej do faktu posiadania przez Ciebie żony- rozwódki,
                    tylko do tego jak i jakimi słowami określasz jej poprzedniego męża. W tych
                    określeniach widzę pogardę dla poprzednika i Twoje samozadowolenie "zwycięzcy w
                    walce o samicę".O.K. doczytałam potem, że Twoja żona była rozwódką, może więc
                    naprawdę nie zrobiłeś nikomu świństwa, ale trochę dystansu do tego, który był
                    przed Tobą by Ci się przydało- ze zwyczajnej ludzkiej grzeczności.
                    To samo odnosi się do Marcina, a nawet jeszcze więcej. Nie chcę oceniac, ale
                    fakty, które on opisuje mówią same za siebie.I nie mówią zbyt dobrze o Marcinie
                    ani o jego żonie. Drwi z faceta, któremu zarwał żonę, śmieje się, że tamten
                    (jaki głupek ha! ha! ha!!) chciał walczyć o nią, mimo, że już była w ciąży z
                    gachem (jego własne określenie).Nie znam gościa, ale wszystkie uwagi Marcina są
                    co najmniej nie na miejscu. Jest on jedną ze stron i to bynajmniej nie
                    kryształową. A może facet po prostu kochał swą wiarołomną żonę. Chyba nie żenił
                    się z nią zakładając rozwód? Życzyłabym mu, żeby wyszedł na tym najlepiej z tego
                    całego trójkąta. No i może wyszedł....Bo Pan Marcin założył to forum chyba z
                    konkretnego osobistego powodu. Kilka razy zreszta mu się wymknęło, że gdyby nie
                    dzieci, to.... A może, że tak po dziecięcemu sobie pogdybam, fakt, że im się nie
                    układa,to po prostu wraca się do Pana Marcina i jego żony świństwo, które
                    zrobili komuś...? Niektórzy głęboko wierzą,że zło uczynione komuś powróci do nas...
                    • dixia Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 23.03.06, 19:12
                      Widzę, że nie zrozumiemy się. Ja o czym innym a Ty o czym innym. Ale po kolei:
                      - kwestia tego jaki ja mam stosunek do byłego męża mojej szanownej małżonki i
                      jaki ma Marcin to sprawa wyłącznie nasza i naszego sposobu odbierania świata!
                      Może sie Tobie nie podobać to, że w ogóle ktokolwiek ożenił się z rozwódką. Moze
                      uważasz to za grzech i rzecz karygodną. Twoja sprawa. To, że nie mam za grosz
                      szacunku dla tego jednego faceta, który uczynił wiele złego w życiu mojej żony -
                      to również jest moją sprawą! Nie Tobie to oceniać bo nie znalazłaś się w takiej
                      lub w tej sytuacji. Pisanie o zwyciężcy w walce o samicę jest już zupełnie nie
                      na miejscu ponieważ instrumentalnie traktujesz kobiety!!! Gdyby wszystko udało
                      się uprościć do tego, że "the winner takes it all" to wówczas nadal nie
                      miałybyście prawa do czegokolwiek!!! Sorry - ale ten argument jest nietrafiony!!!
                      - "a może facet kochał swoja wiarołomną żonę" - pewnie... Czytałaś to co napisał
                      Marcin? Czy rękoczyny sa dowodem tego, że sie kogoś kocha? A może na tym właśnie
                      polega związek? A może tak bardzo kochał siebie i swoją "reputację" w oczach
                      znajomych, że chciał zachować ją jako trofeum? W moim przypadku własnie taka
                      myśl przyświecała byłem mężowi mojej zony. Oczywiście - to niechrześcijańskie
                      oceniać tak negatywnie - ale dla mnie ten gość (ex.mąż) to gość bez kszty honoru!!!
                      - "zło wraca"... Nietstey kłóci się to z moim sposobem pojmowania świata. Jestem
                      Chrześcijaninem a to stanowczo wyklucza dualizm!!! W Twoim mysleniu odbija sie
                      echo filozofii manichejskiej. Nie wierzę w to i wole polecić życie Bożemu
                      Miłosierdziu niźli filozofii...
                    • marcin1973 Re: czy być drugą żoną, to łatwa sprawa? 23.03.06, 23:15
                      Drwię to za dużo powiedziane. Nie cierpię s-na z wzajemnością czystą i
                      nieskalaną. O jakim naprawianiu czy tez walce mówisz? To raczej zona moja
                      (wtedy jeszcze zona pomienionego kolesia) mnie uwiodła niż ja ją swego czasu.
                      Ona chciała odreagować psujący się związek a ja jej rano już nie pozwoliłem
                      odejść. Nikt jej potem nie zmuszał do wyjazdu ze mną za granicę na parę
                      miesięcy i życie z jednego stypendium etc... świadomie się decydowała na inny
                      związek bo nie widziała szans poprawy poprzedniego. Koleś az do naszego powrotu
                      nie robił żadnych kroków w kierunku ratowania małżeństwa prócz utrudniania
                      rozwodu - ciężkich chorób przed rozprawami itd. A wcześniej jak się psuło też
                      nie robił nic poza robieniem kasy i kariery no i psychopatycznym znęcaniem się.
                      Wiec trudno mówić o wyrządzonej temuż kolesiowi krzywdzie. On utracił rzecz i
                      walczył o rzecz w sensie prawnym.

                      idealistka20 napisała:


                      > To samo odnosi się do Marcina, a nawet jeszcze więcej. Nie chcę oceniac, ale
                      > fakty, które on opisuje mówią same za siebie.I nie mówią zbyt dobrze o
                      Marcinie
                      > ani o jego żonie. Drwi z faceta, któremu zarwał żonę, śmieje się, że tamten
                      > (jaki głupek ha! ha! ha!!) chciał walczyć o nią, mimo, że już była w ciąży z
                      > gachem (jego własne określenie).Nie znam gościa, ale wszystkie uwagi Marcina

                      > co najmniej nie na miejscu. Jest on jedną ze stron i to bynajmniej nie
                      > kryształową. A może facet po prostu kochał swą wiarołomną żonę. Chyba nie
                      żenił
                      > się z nią zakładając rozwód? Życzyłabym mu, żeby wyszedł na tym najlepiej z
                      teg
                      > o
                      > całego trójkąta. No i może wyszedł....Bo Pan Marcin założył to forum chyba z
                      > konkretnego osobistego powodu. Kilka razy zreszta mu się wymknęło, że gdyby
                      nie
                      > dzieci, to.... A może, że tak po dziecięcemu sobie pogdybam, fakt, że im się
                      ni
                      > e
                      > układa,to po prostu wraca się do Pana Marcina i jego żony świństwo, które
                      > zrobili komuś...? Niektórzy głęboko wierzą,że zło uczynione komuś powróci do
                      na
                      > s...
            • marcin1973 Re: czy być drugą żoną,? porównania i rogacze 22.03.06, 21:08
              1) Sprawę porównań mam za sobą - były mojej żony znał się dobrze zarówno na
              naprawach domowych jak i na obijaniu mordy. Więc po którejś tam uwadze, że
              radzę sobie ledwo-ledwo z czymś co X. robił w 3 minuty coś tam powiedziałem, że
              się uwijał żeby potem mieć czas na danie w mordę. Skończyło się to zatem.
              2)A ze schodów zrzucony został z obitą mordą. A że był pijany to mu policja nie
              uwierzyła - bo jakże drobny chłopiec i takie bydle, stwierdzili, ze nawalił się
              gdzie indziej i guza szuka.
              3)Sprawa rozwodowa nabrała tempa jakeśmy wrócili z owocnego mojego stypendium
              w Anglii;) sąd miał niezbite i widoczne dowody niewierności małżonki, na co
              szanowny eks stwierdził, że kocha żonę i jej wszystko wybacza. Sąd z trudem
              utrzymywał powagę sądu.


              dixia napisał:


              Ale i tak scyzoryk mi się otwiera
              > w kieszeni gdy tylko słyszę jakiś cień porównań, które może i są nieuchronne
              al
              > e
              > przykre również...
              > A zrzucenie ze schodów? Cóż - numer przedni :o)) Dobrze, że nie dostał jeszcze
              > kilku butów na drogę i obeszło się bez "kujawiaka" na nim ;o)))
              > Co do sprawy rozwodowej to również utrudniał jak mógł. Widac ten typ (rogaczy)
              > tak ma :o))
              • dixia Re: czy być drugą żoną,? porównania i rogacze 22.03.06, 22:10
                Gratuluję takiego rozwiązania sprawy, które wydaje mi się aż nazbyt znajome...
                Cóż witamy w klubie "gachów co uwodzą cudze żony" <lol> ;o)) przy okazji
                zapylając i dając niezbite dowody :o)))
                • marcin1973 Re: czy być drugą żoną,? porównania i rogacze 22.03.06, 22:47
                  Dziękuję Tow. Prezesie.

                  dixia napisał:

                  > Gratuluję takiego rozwiązania sprawy, które wydaje mi się aż nazbyt
                  znajome...
                  > Cóż witamy w klubie "gachów co uwodzą cudze żony" <lol> ;o)) przy okazj
                  > i
                  > zapylając i dając niezbite dowody :o)))
                  • dixia Re: czy być drugą żoną,? porównania i rogacze 23.03.06, 07:39
                    Ku chwale Forum (B)SwM !!!
                    • lider_60 Re: czy być drugą żoną,? porównania i rogacze 23.03.06, 14:22
                      Myślę, że w ogóle bycie żoną to niełatwa sprawa :)
Pełna wersja