Taki mój problem...

23.03.06, 12:07
Jestem w stałym związku od czterech lat (jeszcze nie małżeństwo). Wszystko
układa się wspaniale z wyjątkiem seksu, który jak się okazuje stanowi bardzo,
bardzo ważną sferę wspólnego życia. Nam się jakoś od początku nie układało
pomyślnie w tych sprawach i głównie z mojego powodu. Najpierw był ogólny
strach, że to za wcześnie, potem bo studia dzienne, podyplomowe itd., bałam
się zajścia w ciążę. Antykoncepcja hormonalna odpadała ze względu na uciążliwe
skutki uboczne, natomiast prezerwatywom tak naprawdę nie ufałam i nie ufam
(mam coś z panikary). Prze 3 lata ograniczaliśmy się tylko do
pieszczot...wiedziałam, że on bardzo chce się ze mną kochać (zresztą ja też
tego pragnęłam, ale jak coś zaczynało się „dziać” blokowałam się i
jednocześnie bałam). Później gdy wreszcie poczułam, że możemy się kochać, i że
będzie cudownie okazało się, że to wcale nie jest takie proste (ale cóż
początki nie zawsze są udane), odczuwałam ból itp. teraz gdy zaczynamy się
kochać, jest naprawdę ciężko, wszystkie wyobrażenia jakie narosły we mnie po
tych oczekiwaniach jak na razie się nie sprawdzają. Wydaje mi się, że seks
jest wspaniały ale nie dla mnie...nie umiem czerpać z niego radości...a i
teraz po takim czasie, kiedy coś nam nie wychodzi zaraz czuję frustrację i
odechciewa mi się wszystkiego. Wiele razy się kłóciliśmy z tego powodu, bo
wiem, że nawet najbardziej tolerancyjny facet w końcu może nie wytrzymywać: (
Zastanawiam się, czy te smutne doświadczenia mogą spowodować, że nigdy nie
będzie nam dobrze razem w łóżku..., może za dużo było tych nadziei, starań i
rozczarowań, żebyśmy mogli się taraz cieszyć seksem. Po tym wszystkim, mogę
szczerze przyznać, że żałuję iż tak długo z tym zwlekałam, że się blokowałam i
bałam nie wiadomo czego...przecież seks jest wspaniały...tylko, że mi już go
nie chce...: (
    • drak02 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 12:24
      Jak przeczytasz uwaznie swój post, znajdziesz tam odpowiedźi na swoje
      retoryczne pytania. Generalnie trzeba wam czasu, cierpliwosci i dalszych
      cwiczeń- trening czyni mistrza.
    • morbius1 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 12:26
      a czy bralas pod uwage powaznie fakt, ze mozesz miec nerwice, ktora tak
      skutecznie cie blokuje? poszperaj troche w internecie lub zagladnij do terapeuty.
      czy ginekologicznie jest wszystko w porzadku (zbyt ciasna, stany zapalne itp)?
      • afka28 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 12:45
        > czy ginekologicznie jest wszystko w porzadku (zbyt ciasna, stany zapalne itp)?

        Ginekologicznie wszystko w porządku.
        Pewnie lekarz stwierdziłby blokadę psychiczną itd., chociaż wydaje mi się, że
        jeśli wiem co było powodem tego nie udanego współżycia to łatwiej będzie to
        wyprostować. Problem tylko w tym, że ten temat się ciągle w naszym związku
        przewijał (co jest oczywiste), ciągłe nieudane próby itd, i ta świadomość jest
        najgorsza w tym wszystkim. Wydaje mi się, że gdybym teraz rozpoczęła nowy
        związek byłoby zupełnie inaczej (czego oczywiście nie biorę pod uwagę). Kocham
        go bardzo. Szkoda mi tylko, że z tego seksu zrobił się u nas taki problem i to
        jest już w nas głęboko zakorzenione niestety:(
        • morbius1 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 12:51
          wezcie sobie dwa tygodnie urlopu na wyspach hula-gula, cieplo, palmy, dobry
          coctail i ... i tubka lekarskiego gelu do pochwy. bez przymusow (dzisiaj musi
          byc), popros go o dluuuuuuuuugie i romantyczne wprowadzenie, niech cie
          doprowadzi do paru orgazmow bez wprowadzania czlonka, musisz sie rozluznic.
          jezeli np. pierwsze dwa orgazmy cie rozluznia to przy trzeciej probie sprobujcie
          normalnie - tylko nie blokuj sie psychicznie!!!!!!!
        • morbius1 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 12:56
          a i jeszcze jedno. powtarzam teraz w ciemno to co mowily mnie panie (prosze o
          korekcje jezeli sie nie zgadza). w przypadkach klopotow z wiazanych np. z bolem,
          kurczami itp. zdecydowanie lepsze sa pozycje od tylu.
          • afka28 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:02
            Możliwe, że tak chociaż zdarza, się że gdy mężczyzna jest hojnie "wyposażony"
            może sprawić ból, gdyż wtedy dochodzi do głębokiej penetracji...ale to już chyba
            indywidualna sprawa dopasowania............dziękuje za zainteresowanie moją
            sprawą i dobre rady...fajni ludzie są na tym forum:)))
    • ade1 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 12:26
      moim zdaniem problem lezy w twojej psycice- no coz faktycznie od poczatku zle
      sie nastawilas byl w tobie ciagly lek przed wspolzyciem i niestety teraz to
      procentuje. Musisz sie chyba jakos odblokowac, wyluzowac, pozwolic poniesc sie
      emocjom. a tu pewnie przed kazdym wspolzyciem boisz sie ze sie nie uda. Jesli
      sama nie znajdziesz w sobie sil zeby to zmienic to niestety ale chyba tylko
      psycholog ci moze pomoc.ja jestem mezatka i powiem ci ze dopasowanie sie jest
      bardzo wazne i jest podstawa zwiazku , wiec jesli sytuacja sie nie zmieni to
      niestety rokowania na udany zwiazek sa kiepskie, tym bardziej ze mezczyzna twoj
      ma inny poglad na ten temat
    • abdulian Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:01
      Afka,

      Przeczytałem Twój post za wielkim zainteresowaniem, wydaje mi się że jesteśmy w
      podobnym wieku, Twój facet pewnie też, więc tym chętniej przedstawię Ci moją opinię.

      Po pierwsze, słusznie Ci się wydaje, że "nawet najbardziej tolerancyjny facet w
      końcu może nie wytrzymać". Z Twojego opisu, wg mnie, jednoznacznie wynika, że
      darzy Cię on ogromnym uczuciem i miłość jest dla niego na pierwszym mijescu, a
      kontakt fizyczny ze względu na miłość, problemy & zaistniałą sytuację zeszły na
      drugi paln. Powiem Ci jednak, że po perwnym czasie wskazówka w takim związku
      kosekwentnie przesuwać się będzie od MY w kierunku na JA. I nie ma się co
      dziwić, każdy z nas jest w jakimś tam stopniu egoistą i wcale nie jest to złe.
      Twoje obawy, że on w końcu nie wytrzyma są uzasadnione. Ja sam jestem w podobnej
      sytuacji, też jestem na granicy (też 4 letni związek) i odejście jest jednym z
      wariantów, które niestety wchodzą w grę. Po prostu dobrze, że masz świadomość,
      że jego cierpliwość się może skończyć, bo powinno Ci to dac motywację do pracy.

      Po drugie, skoro na nim Ci zależy i zależy Ci na rozwiązaniu problemu, to
      proponuję, żebyś przede wszystkim dała mu do zrozumienia, że zależy Ci na nim i
      na tym, żeby problem został rozwiązany. Czasami z facetami trzeba postępować w
      pewnych sprawach metodą "łopatologiczną" czyli podejść do niego i wytłumaczyć
      mu: zależy mi na tobie, zależy mi na naszym szczęsciu, wiem że jest problem,
      wiem że czas gra na naszą niekorzyść, zrobię wszystko, żeby go rozwiązać,
      potrzebuję Ciebie do pomocy... Jeżeli uzna, że to tylko Twój problem, to znaczy
      że jest ... (dowolne słowo powszechnie uznawane za obraźliwe) bo to są rzeczy,
      przez które przechodzić należy razem. Nie wiem co będzie potrzebne - wizyta u
      lekarza czy jakiegoś innego specjalisty, może coś innego? Zastanów się nad tym sama.

      Po trzecie, na podsumowanie: bierz zadek w troki, coco jumbo i do przodu :)
      jeżeli oboje jesteście dobrej woli i chcecie żeby było lepiej, to szybko się z
      tym uporacie i wszystko będzie OK.

      Pozdrawiam
      • afka28 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:08
        Abdulian przywracasz mi wiarę w mężczyzn:) My na ten temat wielokrotnie
        rozmawialiśmy i oboje chcemy zeby było wszystko ok. On mnie nawet pociesza,
        żebym się nie stresowała, że będzie dobrze...(cierpliwy z niego facet) tyle, że
        ja wkurzam się sama na siebie, chciałabym wymazać te wszystkie problemy z tym
        związane i zacząć wszystko od nowa...ale niestety się nie da. A wiadomo po
        takich początkach trudno sprawić żeby nagle wszystko było super... dzięki za
        wypowiedź!
        • afka28 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:09
          A ty dlaczego myślisz o rozstaniu? (jeśli wolno zapytać)
          • abdulian Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:16
            Nie myślę o rozstaniu, tj. staram się uciekac od tych mysli, bo zdecydowanie
            tego nei chcę. Też mam problemy "sypialniane" związane z tym, że z kolei moja
            kobieta praktywnie nie ma żadnej ochoty na seks. Jak czego nie zainicuję to
            mogłaby się nie kochać nawet pół roku. Rozmowy pomogły, podjęte działania
            zmierzają w dobrym kierunku, ale ona wciąż nie ma swiadomości, że brak
            seksu/straszna częstotliwość może być poważnym problemem.

            Świadomość istnienia problemu to klucz do jego rozwiązania. Jeżeli tylko jedna
            strona uważa coś za problem, to jest to ogromnie trudna praca...

            Wpisz w wszyukiwarkę mojego ncka i przeczytaj historię, będziesz wiedzieć :) to
            tak jakbyś miała dużo czasu, bo czytania jest sporo :P
            • afka28 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:22
              Ok zabieram się do czytania, ale z tego co już napisałeś to chyba moglibyście z
              moim facetem podać sobie rękę, bo pewnie ma ze mną ten sam problem...
            • afka28 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:24
              Ojej dużo tu tych Twoich wypowiedzi, a w którym wątku dokładnie jest ta historia
              opisana...jakaś podpowiedź;)?
              • abdulian Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:32
                Pierwszy wątek - 2004 :)
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=16346777&a=16346777
                Część druga - 2005 :)
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=16346777&a=30070676
                a część trzecią pisze życie i na pewno ukaże się w 2006 :P moge Ci powiedzieć
                jeszcze, że od czasu napisania pierwszego wątku bardzo się zmieniłem ja i moje
                podejście. Wskazówka przesunęła się właśnie bardziej w stronę JA... Anyway,
                miłego czytania.
                • afka28 Re: Taki mój problem... 23.03.06, 13:34
                  Odpiszę Ci za chwilę na gazetowego jak zapoznam się z Twoją historią.
    • drex2 Re: Taki mój problem... 24.03.06, 22:39
      Czytając Twoją historię czuję się jakbym słyszał naszą (moją i żony) hisyorię z
      przed ponaad 10 lat. Wspaniały, gorący okres "pieszczot" i oczekiwań jakichś 3-
      4 lat przed ślubem, bo postanowiliśmy poczekać. A potem okazało się, że u mojej
      żony nic z tego, bo paniczny strach przed ciąża, bo ból, bo zmęczenie.
      Zniechęcenie nastąpiło szybko, przynjamniej ze strony mojej żony. I przez ...
      prawie 15 lat nic sie nie zmieniło. Nic nie udało mi się zrobić. Praktycznie od
      wielu lat jeseśy białym małżeństwem Jest nam dobrze ze sobą, mamy wspaniałe
      dzieciaki, ale jakaś nuta żalu ciągle we mnie jest, czego dowodem choćby moja
      tu obecność. Jeśli mogę coś radzić, to jedno - nigdy nie wolno Ci się
      zniechęcać.
    • eeewwa Re: Taki mój problem... 28.03.06, 23:03
      Miałam kiedyś podobny problem i kiedy po paru miesiącach udało nam się go rozwiązać to od tej pory (a było to przeszło rok temu) jest cudownie i już zapomniałam, że kiedyś było inaczej więc bądź dobrej myśli:-)
      • afka28 Re: Taki mój problem... 29.03.06, 09:16
        eeewwa dzięki za słowa otuchy i dobre prognozy na przyszłość:))) Napisz jeśli
        oczywiście możesz jak znaleźliście rozwiązanie (jeśli chcesz to napisz na
        gazetowego) :))) Pozdrowionka!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja