maryskaaa
25.03.06, 00:18
Hej, zaraz urzeknie Was moja historia :) Dwa lata związku, wspólnych planów,
zaręczyny, szczęśliwe rodziny... itp.itd. Idealne warunki do byczenia się -
kobieta ustawiona finansowo z niezłą chatą, sama też niezła - zakochana,
poswiecająca się, oczekujaca w zamian ciepla, czułości, troski o nią - żadne
tam cuda i czary. Po jakimś czasie odkrywa, ze jej ukochany wysyła setki
smsów z jakąś laską. Mówi mu więc spokojnie: "KOchanie, uważam, że świetnie
się bawisz we flirt lub romans nawet - ale nie ze mną te numery". On
przysięga, ze nigdy więcej wojny, że to koleżanka z pracy, która ma problemy,
a poza tym mają podobne poczucie humoru i często do się pisują więc... Ona
nieufnie... acz niesprawdzając jego prawdomówności ("nie będę robić z siebie
wariatki i nie zadzwonię do laski jako zazdrosna narzeczona przecież")
wreszcie odpuszcza i słucha jego zapewnień o dozgonnej miłości.. itd. Potem
jest coraz więcej sprzeczek, zniecierpliwienia, on ją nazywa szpiegiem, kiedy
ona wchodzi do pokoju, gdzie on spędza godziny w internecie i błyskawicznie
zamyka wszystkie pootwierane okienka.. Ona się martwi i frustruje, bo jest
przecież świetną blondynką, dowcipną i zmysłową, a on "COŚ" na pewno ukrywa i
nie wiedzieć czemu, gdyby nie jej inicjatywa - nie kochaliby się wcale.
Wreszcie on jej coś tam mówi o tym, ze chciałby spróbować jakichś sado-maso
fantazji. Ona poznaje słowa fisting, pissing.. widzi w jego kompie setki
zdjęć powiązanych w kadłubka kobiet z piłeczką w dziobie, koniecznie
w "nylonach". Jest zniesmaczona, ale jest twarda i myśli, że może kiedyś
spróbuje.. na pewno nylony są do przejścia, wiązania i reszta kojarzą się
raczej fatalnie - bo nie są to radosne kajdanki czy inne igraszki z
romatycznych filmów :) No ale on nie wraca do domu ze swieżo zakupionym
zwojem sznura, więc ona sądzi - że miłość zwycięża fantazje i że skoro on
wciąż chce się z nią ożenić i ich rodziny wspólnie spędzają przez nią
zorganizowaną wigilię - to że może wreszcie mu przeszło. W końcu
przeprowadziła z nim niejedną mądrą rozmowę - również o tym, skąd u niego
takie inklinacje do poniżania kobiety.. "Przecież to jaaa - a Ty mnie tak
kochasz..." On rzadziej wraca na weekendy do domu - a ważna rzecz - on w
tygodniu pracuje i mieszka w innym mieście - od roku spotykali się w weekendy
jedynie. Ona zaczyna mieć wątpliwości, bo on coraz mniej okazuje jej czułości
i zainteresowania tym, co się z nią dzieje, co robi itp.. Ale on wciąż
wszelkie rozmowy ucina jednym - i tak bardzo cię kocham i jesteś dla mnie
najwazniejsza! i już zawsze będziemy razem! Ja tu się tak nudzę i odliczam
dni do naszego spotkania... "Gadaj sobie, co chcesz - jesteś jedyną kobietą w
moim życiu i ja jestem pewien swojej decyzji!" ZROBIĘ WAM SKRÓT, ok? -
ponieważ wydruk z banku, jak korzystał z karty kredytowej - odkrylam, że
wykupił sobie dostęp do sympatii-pl. Zamieścił tam zdjęcia, które mu
zrobilam :) i napisał, że jedynym kryterium wyboru kobiety są pończochy na
jej nogach.. Użył takiego debilnego nicka, że z ciekawości wrzuciłam go do
wyszukiwarki i natychmiast pojawiła mi się strona dla fetyszystów - tam
natomiast odnalazlam mojego narzeczonego, który od wielu miesięcy zamieszczał
zdjęcia z mocnych spotkań z ową "koleżanką z pracy" (tak naprawdę - żoną
jakiegoś biedaka, który o niczym nie ma pojęcia). Rozpoznałam wnętrze jego
mieszkania, pościel, którą prałam :), buty w przedpokoju.. Silne przeżycie.
Ona - związana z różnymi rzeczami wkomponowanymi w jej środek, z obwiązanymi
kablem piersiami.. ok bez szczegółow. Zdjęcia zamieszczane w galerii od wielu
miesięcy.. O ironio - napisałam do tej laski na początku roku sms, bo
przesadziła z ilością smsów do niego pewnego ranka i dobralam sie do jego
komóry.. NIc szczególnego jednak nie znalazłam, tylko skojarzylam już ten
numer i na pytanie: Czy u Ciebie ok? Napisalam: "nie wszystko ok, między
innymi z powodu intensywnej znajomości smsowej z Tobą. (tu wyciągnelam do
niej rękę)- Zastanów się, jakbyś się poczuła, gdybyś odkryła, ze Twój
ukochany napiernicza smsy z jakąś nieznaną Ci kobietą. Bawcie się dobrze..."
Odpisała mi natychmiast, że "skoro ta znajomosć przeszkadza
waszemu "szczęściu" to ona sie wycofuje" - na co ja - "mam nadzieję, że
znajdziesz więcej czasu na swoje "szczęście" małzenskie". Mój Boże, jaka
bylam naiwna... Oni spotykali się już wtedy wiele-wiele miesięcy. Nie chciał
się ze mną kochać, bo przyjeżdżal do domu kompletnie wypompowany... Po
odkryciu tej esktremalnej strony, obejrzeniu zdjęć, zadzwoniłam i
powiedziałam: dość szamba w moim życiu, tyle kłamstw, tylko wstręt - nie
usprawiedliwia cię nic. Dziękuję za calokształt... Coś tam bełkotał, że
przeprasza, że wszystko przez jego skrywane fantazje.. Taaa.. jak tu wygrać z
całym porno-biznesem... Powiem Wam tak: trudno kurde z tą godnością osobistą
i klasą nabytą, bądź wrodzoną.. poradzić sobie z taką ilością kłamstw, fałszu
i ze złamanym sercem po prostu. Zduszeniem chęci krwawej zemsty.. Nienawidzę
tak się czuć i robię dużo, żeby się wyrwać z tej matni. Pewnie mi to zajmie
trochę czasu. Bo o banałach - jak tu pisać? że szczęście budowane na cudzej
krzywdzie... bla bla.. Jak uwierzyć komuś, kto być może kiedyś nastąpi?