salvadore01
27.05.06, 23:37
Ja: Cześć, nazywam się Sal.
Publika: Cześć, Sal.
Ja: Jestem żonaty i lubię sex (szmer aprobaty), ale nie kochałem się od stycznia 2005 roku (oklaski).
Publika: Brawo!, Co za gość! Tak trzymać! Mów dalej, w grupie raźniej.
Ja: Niestety nie daję sobie rady z nałogiem i podejrzewam, że wkrótce wejdę w ciąg i ponownie będę aktywny seksualnie (jęk zawodu i dezaprobaty).
Publika: Mięczak! Po coś tu przylazł? Nie widzisz, jak tu walczymy z sobą?
Uratować mnie już nie można. Podobnie jak mojego małżeństwa. Decyzja podjęta po ponad roku robienia z siebie głupka. Czas poniżeń się skończył i jest mi z tą decyzją dobrze. Od stycznia mieszkamy oddzielnie i oboje nie kwapimy się do powrotu. „Przyjaciel” nie zniknął, a ja poznałem kogoś. Sytuacja się normuje, choć oczywiście nie tak, jakby się jeszcze parę miesięcy temu chciało.
Koniec chwalenia się, bo ja właściwie nie o tym.
Chciałem wrzucić kilka słów o pornografii w życiu facetów. Nie wiem, czy to, co napiszę można uogólnić na całą populację, ale może dla wielu kobiet będzie to przyczynkiem do przemyśleń.
Rzeczą oczywistą i chyba będącą w świadomości każdej kobiety jest fakt, że facet jest wzrokowcem, a zatem właśnie tą drogą najchętniej się stymuluje. Kobiety jak wiadomo wolą inną drogę i raczej lubią, by stymulowana była ich wyobraźnia niż męskie „kawę na ławę”, czyli obraz. Lubią czytać, słuchać o seksie. Faceci patrzeć. Chyba wszyscy się co do tego zgadzamy. Oczywiście jak zawsze są wyjątki, ale chyba nie popełniłem większego błędu w tych założeniach.
Po co facet ogląda „gołe baby”? Sam się długo nad tym zastanawiałem, bo sam lubiłem raz na jakiś czas obejrzeć porno. Czas przeszły nie jest tu bez znaczenia. Myślę, że w moim przypadku może składać się na kilka przyczyn. Po pierwsze, posucha w domu, a człowiek musi sobie jakoś radzić. Żona nie była chętna do stymulacji więc porno przez jakiś czas było pomocną formą stymulacji i rozładowania napięcia. Zgrzebną formą, erzacem, które w powiązaniu z sytuacją w domu w efekcie przynosiło właściwie wiele frustracji. Niemniej nawet w normalnie funkcjonującym związku porno może być jednym z elementów pobudzenia, a rozładowanie ma miejsce „normalnie”.
Drugim czynnikiem chyba bardziej pierwotnym jest tęsknota za kobietą świadomą swej atrakcyjności seksualnej i lubiącą seks. Gdy sobie tu uświadomiłem, to samo porno jako takie przestało być już tak atrakcyjne. Przerzuciłem się na zdjęcia kobiet. Nie wszystkich, bo nie chodzi tu o piękno zewnętrzne, czy jakiś kanon piękności. Nie chodzi też o szczególne pozy, czy warunki robienia zdjęcia. Znaczna część zdjęć jest nudna. Teraz interesują mnie zdjęcia amatorskie pokazujące zwykle kobiety, które chcą być fotografowane. Których to bawi i u których widać akceptacje własnego ciała i kobiecości. Właśnie takie kobiety podobają mi się najbardziej. Większość plastikowych, Playboyowych dziewczyn nie jest w ogóle zajmująca i żadne wydumane pozy tego nie zmienią. One są atrakcyjne zewnętrznie bez dwóch zdań, ale ich zdjęcia są nudne. Oczywiście mam jakieś swoje upodobania, ale nie jest to jakiś szczególny rodzaj kobiety, a o sprecyzowanych cechach. Ja raczej wyróżniłbym cechy, których nie akceptuje i które mnie odrzucają. Dla mnie najbardziej atrakcyjna jest kobieta, która sama się tak czuje. Kluczem nie jest więc wygląd, ale przekaz zdjęcia, gdzie widać zadowoloną z siebie kobietę. Może to być zdjęcie nawet nie całkiem rozebranej kobiety, a może być też jakaś fikuśna poza. Ważne, że „sesja” była zabawą, a nie „prezentem dla niego”, bez przymusu i sztuczności. Jeśli więc na coś teraz lubię patrzeć, to właśnie na piękno kobiety, ale to wewnętrzne. Piękna kobieta jest, która sama taką się czuje. Czy to jest powód do zazdrości? To raczej przypomina oglądanie innych pięknych zjawisk. Nie chodzi tu o porównywanie z aktualną partnerką. Nie ma znaczenia fałdka tam czy tu, mały czy duży biust. To nie jest poszukiwanie, ale obserwacja świata. Z pewnością pod tym względem nie jest zagrożeniem dla związku. Zagrożeniem może być jeśli jest się z kobietą, która nie akceptuje się sama, ale to już truizm. Wszyscy wiemy, że dobre związki to takie, gdzie oboje partnerów akceptują siebie, bo to warunek, by akceptować drugą osobę. Każdy żyje jak lubi i z własnej woli bez wyrzutów sumienia robi coś dla drugiej osoby.