początek ... końca???

01.06.06, 19:34
gnębi mnie to coraz bardziej. Jestem z facetem 2,5roku. sex na początku był
WSPANIAŁY chociaż bardzo ciężko mi osiągnąć orgazm pochwowy, ale wtedy
dostarczał mi przyjemności języczkiem. Na początku prawie za każdym razem
miałam orgazm (oczywiście przez minetke). Z czasem stało się to raz na
miesiąc i tak ubywało aż doszło do rekordu czyli prawie PÓŁ ROKU!!! A te
braki są spowodowane oczywiście tym, że mój narzeczony przestał mnie tak
pieścić. nie mam pojecia co jest przyczyną (o higienę oczywiście dbam
obowiązkowo!!!). on oczywiscie twierdzi ze uwielbia mnie takj pieścic i za
nic nie odda tegi rodzaju sexu. No i doslownie mozna by powiedziec ze za nic
nie oddal, bo nic w zamian nie otrzymal a piescic przestal.ja lubie go
piescic oralnie wiec nie jest powodem to ze sie mi odplaca za brak "lodów".
ostatnio była miedzy nami rozmowa o orgaźmie, i powiedziałam że już nie
pamietam nawet kiedy ostatnio mialam, to on tylko rzekł, że mu przykro bardzo
ze nie moze mnie doprowadzic. A CHOLERA NIE WPOADŁ NA TO ZE MIŁOŚC FRANCUSKA
DALABY MI TĄ SATYSFAKCJE! sama nie chce mu o tym powiedziec bo pewnie
zaczalby to na nowo robic , ale ja nie chce mu sugerowac ani go zmuszac.

oczywiście twierdzi ze mn9e bardzo mocno kocha i planujemy slub.

A najgorsze jest to ze ja w chwilach rozpaczy (a płacze z tego powodu prawie
codziennie) mam chore mysli na temat zdrady, że może w ten sposób bym ulżyła
swym emocjom.

Naprawde nie wiem co mam zrobic. Albo on jest taki tempy a jak nie to nie
wiem. Bo tak juz dłużej nie da się żyć!

prosze poradźcie,

Ps. nawet taka cholernie sexi bielizna go nioe zacheciła. A może w jakiś
sposób w nim zazdrość wzbudzić? tylko jak??

POMOCY!!!
    • misssaigon Re: początek ... końca??? 01.06.06, 19:44
      "sama nie chce mu o tym powiedziec bo pewnie
      zaczalby to na nowo robic , ale ja nie chce mu sugerowac ani go zmuszac.
      "

      to moze jakas twoja przyjaciólka w twoim zastepstwie napisze liscik
      wyluszczajac co ma zrobic narzeczony i jak? skoro ty sama nie potrafisz zadbac
      o swoja satysfakcje?????
    • midien Re: początek ... końca??? 01.06.06, 19:49
      Jak dla mnie za długo zwlekałaś z rozmową na ten temat. Przecież jeśli przez
      pół roku nie dawałaś sygnałów o tym, ze przestałaś miewać orgazmy skąd on miał
      wiedzieć, że coś robi "zle", albo nie robi w ogóle? Przede wszystkim powinnaś
      zdecydowanie powiedzieć mu o sowich potrzebach a nie kazac mu się domyślać, bo
      to do niczego nie prowiadzi jak widac na załączonym obrazku. Pomyśl w drugą
      stronę. Czy gdyby Twój facet przez pół roku współzycia nie osiągał orgazmu i
      nie mówił o tym (choć to trudne u faceta:) domysliłabyś się, że coś jest nie
      tak? Nawet jeśli zwracałaś uwagę na problem widocznie nie dośc mocno żeby
      zrozumiał powagę problemu i wyciągnął z tego wnioski. Jest jeszcze możliwość,
      że problem leży gdzie indziej. Jestem jak najbardziej za szczerą rozmową i
      wyłożeniem kawy na ławę
      pozdrawiam:)
      • kawitator Re: początek ... końca??? 01.06.06, 20:20
        Kolejna naiwna. Jle razy można powtarzać!
        Facet jest prostą istotą Nic się nie domyśli. Nawet jak bardzo kocha, też się
        nie domyśli. Nie rozumie aluzji. Trzeba do niego mówić prostym tekstem. Żadnych
        zdań złożonych lub warunkowych Jak trzeba należy powtórzyć kilka razy. Mowa
        zostła stworzona przez facetów do porozumiewania się. Jak do niego dojdzie to
        zrozumie zapamieta i na pewno sie nie obrazi ani nic sobie nie pomyśli innego
        poza tym co usłyszał. Czy to naprawde takie trudne do zrozumienia !
        Śliwka to jest owoc a nie kolor. I co to takiego jest ta fuksja i jak to się
        pisze. W tych sprawach jestesmy naprawde prości
        facet
        • remax2 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 12:39
          No w pełni popieram. Jak nie mówisz, że coś jest nie tak, to facet się nie
          domyśli (w 90% przypadków). Więc schowaj wstyd, ambicje czy co tam jeszce do
          kieszeni, i mu powiedz. Tylko przypadkiem, nie mów mu że to jego wina ;)
          • petar2 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 13:19
            Chwila, panowie, nie róbcie z rodu męskiego prymitywów i tępaków rozumiejących
            tylko proste rozkazy i polecenia!

            1. Seks jest sprawą intymną, bywa wstydliwą i delikatną. Czasem trudno
            przełamać te ograniczenia, szczególnie kobietom. Czy żeby coś zmienić trzeba od
            razu to wyartykułować? Czy trzeba pozbawiać się tej intymności, wstydliwości bo
            partner udaje, że nie rozumie?
            2. Faceci może i nie łapią sporej części niuansów i na tragiczne "w tej
            sukience już raz wystąpiłam - na ostatnim sylwestrze!" zaczynają szukać
            rozdarcia czy plamy a chodzi po prostu o to, że na tym sylwestrze, choć w innym
            mieście i towarzystwie bedzie jednak jakaś znajoma z poprzedniego. Ale brak
            orgazmu partnerki przez miesiące leży w zakresie percepcji nawet półidioty!

            Z postu Misiorki wynika, że związek już trochę trwa, wydaje mi się, że ostygł z
            pierwszego zauroczenia i partner oklapł. O przyczynach braku orgazmu wie dobrze
            ale po prostu mu się nie chce. Możesz mu o swoich potrzebach wyraźnie i
            dobitnie powiedzieć ale możesz również osiągnąć to większą asertywnością.
            Na przykład warunek przed seksem: najpierw ja potem ty. Albo pokierowanie
            przebiegiem sytuacji. Sposobów jest wiele.
            • ewolwenta Re: początek ... końca??? 02.06.06, 16:20
              takego petar2 uwielbiam czytać i zaczynam zazdrościć jego żonie
              • petar2 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 18:08
                ewolwenta napisała:
                > takego petar2 uwielbiam czytać i zaczynam zazdrościć jego żonie

                Grabisz sobie Słoneczko ... ;-)
                Ale OK, jak każdy facet, jestem strasznie próżny, proszę więc nie przerywać
                tych komplementów, bo inaczej znów stanę się zgryźliwym, czepialskim i
                złośliwym marudą (jak Rokita kurde) i poprzestanę na polemikach polityczno-
                śwatopoglądowych ;-)
        • a.b1 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 12:59
          kawitator napisał:

          > Kolejna naiwna. Jle razy można powtarzać!
          Do tej pory to forum szczyciło się tym, że nikt nikogo nie obraża, mam
          nadzieję, że tego typu uwagi już nie będą miały miejsca, wszystko można
          napisać, ale w sposób taktowny, ciekawe czy Kawitator lubi jeśli ktośbędzie mu
          wciskał naiwność?
          • petar2 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 13:34
            Jeśli sformułowanie Kawitatora jest obraźliwe to na tym forum mnóstwo dużo
            bardziej obraźliwych postów codziennie.
            O tym czy coś jest obraźliwe czy nie decyduje kontekst i nastawienie autora. W
            tym przypadktu nastawienie jest życzliwe i na celu ma odpowiedź i pomoc(wynika
            to z postu) a niewyparzony jęzor Kawiego dodaje jedynie mocy i kolorytu
            wypowiedzi. Na forum kiecistość jest cenna, inaczej byśmy posnęli przed
            monitorami.
            Natomiast bywają wypowiedzi nawet niespecjalnie ostre ale nacechowane
            wrogością, pogardą i potępieniem nie tyle konkretnej wypowiedzi co właśnie
            adwersarza i te są rzeczywiście obraźliwe. Takie wypowiedzi często są wynikiem
            dużych emocji związanych z projekcją opisywanej sytuacji we własnym życiu a nie
            próbą zrozumienia.
    • a.b1 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 12:55
      wiesz co, zamiast aluzji, powiedz prost z mostu o co Ci chodzi, podchody
      zazwyczaj źle się kończą, nie moja sprawa, ale raczej nie masz powodów do
      zdrady. Jesteście dopiero w początkowej fazie problemu, na tym etapie
      najważniejsza jest rozmowa, szczera. Powodzenia
    • milkus303 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 15:36
      ROZMOWA!!!!! i nic wiecej o tym co sprawia nam przyjemnosc trzeba mówic.
      Poprostu powiedz ze sex oralny sprawia Ci przyjemnosc, moze poeksperuymentujcie
      troche urozmaiccie to. Ale MUSISZ mu o tym powiedziec!!!!
    • takasobiekobietka Re: początek ... końca??? 02.06.06, 17:32
      I ja mam podobny problem.
      Moj facet tez dostaje sex oralny,pieszczoty itp a ja w zamian nic:-(
      Probowalam juz jakos delikatnie zasugerowac,ale efektow zero.
      Tez postanowilam o tym wkrotce porozmawiac bo zaczyna mnie to juz denerwowac.

      Tylko zastanawia mnie jedno,jezeli sie powie wprost i sie potem dostanie to co
      sie chce,czy nie mielibyscie uczucia,ze ta druga strona to robi bo "musi" a nie
      dlatego,ze chce?
      • petar2 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 18:01
        A czy to taka duża różnica między tym, że zrobi to poproszony czy też sam na to
        wpadnie?
        I czy musisz koniecznie o tym porozmawiać? Wtedy rzeczywiście możesz mieć
        wrażenie, że zrobi to niejako skłoniony i upomniany do działania.
        Nie lepiej w trakcie gry wstępnej zmienić znacząco pozycję, pokazać paluszkiem
        lub zacząć nim się pieścić, szepnąć coś wulgarnego do uszka albo wyciskając
        połówkę pomarańczy na brzuszku gdy zacznie zlizywać sok, kierować krople
        stopniowo w dół ...
        Sposobów wiele, wybór zależy od waszej otwartości i podejścia faceta do seksu.
        Zdradzę Ci "tajemnicę", dla większości facetów (pozostali jeszcze o tym nie
        wiedzą) największą frajdą w seksie jest satysfakcja partnerki :-)
        Więc jeśli przełamiesz ten problem, Twój facet też będzie bardziej zadowolony.
        • katy.8 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 19:34
          Oralne szaleństwo nie jest ani niemoralne ani szkodliwe.Kochająca się para w
          seksie oralnym ofiarowuje sobie wspaniałe najintymniejsze doznania, które ich
          dodatkowo łączą.
          Zgadzam się z petarem2,że satysfakcja partnerki jest dla mężczyzny dużą
          radością.Po prostu pobudzana oralnie kobieta odczuwa rozkosz,która "napędza"
          partnera; jej błędny wzrok i wydawanie tajemniczych odgłosów jest dla mężczyzny
          dodatkowym podnieceniem.
          Niestety,nie każdy jest mistrzem w miłości francuskiej ; właściwie aby nasz
          partner dobrze się nas nauczył, musimy być jego nauczycielem.
          Mysiorka84 , kiedy już zaczynacie się kochać, nie czekaj aż Twój partner
          dostanie przebłysku i bez Twoich wskazówek wybierze rodzaj oralnej pieszczoty
          skoro nie robi tego od dłuższego czasu.Ale zważywszy na fakt,że Ty jesteś
          ekspertem swojego ciała, podziel się tą wiedzą z Twoim mężczyzną.Konkretnie
          powiedz lub pokaż,co Cię najbardziej podnieca-niestety panowie nie są
          jasnowidzami i często potrzebują wskazówek jak zadowolić kobietę.Zrobiłaś
          błąd,że przez tak wiele czasu nie "walczyłaś" o swoje orgazmy..Twój partner
          stwierdził,że zadowalasz się tym,co Ci oferuje i po prostu spoczął na laurach..
          Pamiętaj,że niewinny instruktaż zaowocuje : Twój mężczyzna będzie dumny ze
          swoich umiejętności doprowadzania Cię do szaleństwa a Ty osiągniesz seksualne
          zaspokojenie.
          Wiadomo,że nie poprowadzisz go słowami "niżej,wyżej,w prawo,za daleko.." ,
          zamiast tego użyj westchnień, jęków rozkoszy,pomruków - im niżej schodzi z
          pocałunkami,tym żywiej i dobitniej możesz mruczeć (do tego dojdą
          niekontrolowane reakcje Twojego ciała, co jeszcze bardziej upewni partnera o
          dobrze obranej drodze).
          Jeżeli w trakcie samego aktu nie dałaś jednak rady pokierować swoim partnerem,
          przed kolejnym zbliżeniem sprowokuj zachęcającą rozmowę, kokieteryjnie
          zaczynając od pytania : co dziś mam Ci zrobić,kochanie? Po jego odpowiedzi
          dodaj : a Ty możesz mnie wyssać caluteńką,wyliż każdy centymetr mojego
          ciała,mmm...
          • clnumber9 Re: początek ... końca??? 02.06.06, 22:07
            Petar2 ujal to juz bardzo zwiezle i trafnie. Od siebie dodam, ze ta sytuacja swiadczy bardzo zle o Twoim mezczyznie. Normalny, w miare dojrzaly emocjonalnie mezczyzna musi czuc sie jak wior wiedzac (a on wie), ze jest skonczonym egoista i stawia do gory nogami cala istote tego magicznego bycia razem. Trudno mi to sobie nawet wyobrazic. Rozmowa... na rozmowe nie jest za pozno ale rana juz jest, poczucie zawodu, dotkniete poczucie kobiecosci. Jest bol. Cos mi sie wydaje, ze warto byloby zaczac przygladac sie baczniej swemu zwiazkowi. czy oprocz tego, czego tak Ci teraz brakuje, wszystko inne pozostalo bez zmian? Co Ci podpowiada kobieca madrosc i intuicja? Nie wspolczuje Ci, bo to on zasluguje na wspolczucie, a raczej politowanie. I chyba nalezy mu sie troche urlopu od rozkoszy, ktore mu zapewniasz. Razem albo osobno. Wszystko albo nic. Totalna wzajemnosc i zrozumienie drugiej, kochanej osoby. Moze brzmie troche staroswiecko jak na faceta ale w Twoim zwiazku zostala zachwiana nawet namiastka tej rownowagi. Albo to sie zmieni albo ty zmienisz to na cos, na co zaslugujesz i czego pragniesz
    • yenna_m Re: początek ... końca??? 04.06.06, 21:58
      wiesz, jdnak sugetuje pogadac - tak normalnie, jak z kochankiem i z przyjacielem

      skoro planujecie slub i pragniecie reszte zycia spedzic razem, to nie ma co
      robic z glupoty (chodzi mi o takie zapracie sie dla zaparcia, że "nie powiem")
      konfliktu, ktory by spowodowal rozpad zwiazku

      wiesz, faceci sa prosci
      im trzeba prosto - delikatnie, z szacunkiem, ale nazywac rzeczy po imieniu
      no i generalnie malo kto ma talent jasnowidzenia czy telepatii

      mysle, ze Twojemu facetowi niepohamowaną radosc sprawiloby uczynienie z ciebie
      najszczesliwszej pod sloncem kobiety w lozku

      ale pogadaj z nim

      taka umijejetnosc rozmowy na kazdy temat to bardzo powazna inwestycja w zwiazek
      na pewno sie oplaci
Pełna wersja