gdy seks, to jedyne co nas łączy...

20.06.06, 09:45
i w związku z tym, choć między nami umarły uczucia (a może zostały uśpione),
tak trudno zrezygnować mi z tego związku.
I choć nadziei na wspólną przyszłość praktycznie nie ma (mój partner jest
typem, hmm... lekko depresyjnym, romantykiem, dekadentem, którego
rzeczywistość przerasta, na którą on ma taki mały wpływ, nie ma siły niczego
zmienić w swoim życiu a co dopiero brać na siebie odpowiedzialność za drugą
osobę) ja miotam się z dnia na dzień: odejść czy nie.
Po wybuchach namiętności ( nie takiej oczywiście jak przed 5 laty, ale ciągle
takiej prawdziwej, silnej) lekka iskierka nadziei wraca, że może trzeba
przeczekać, dać mu czas, żeby wyszedł na prostą (miał kiedyś wypadek, który
go całkowicie pozbawił z resztek i tak niewielkiej już wiary).
Tylko on w tym kierunku nic jakby nie chce robić. Natomiast każdy jego zły
dzień (czyli gdzieś tak co drugi) powoduje i u mnie takiego doła, że popadam
w czarnowidztwo i wtedy jedynym rozwiązaniem jakie mi przychodzi do głowy
jest rozstanie.
Potem wybuch namiętności i znów pojawiają się jakieś uczucia.
Tylko ile ja jeszcze wytrzymam? Tę huśtawkę?
Kiedyś nie rozumiałam tego co to znaczy dopasowanie seksualne (dalej nie
lubię tego określenia), ale z nim, z nikim innym wczesniej nie było mi tak
dobrze jak z nim. Mamy podobne temeperamenty, seks jest zawsze przyjemnością
(czasem żartuję, że sfera seksu jest najelepiej układającą się sferą życia w
naszym związku).
Gdy jest dobrze on wydaje mi się taki pociągający, przystojny. I piękny.
Tylko czy to wystarczy, żeby razem żyć?
Choć teraz rozumiem, szczególnie po przeczytaniu wielu wątków tutaj, że taka
namiętność w związku jest bardzo ważna, nie może jednak też być jedyną
płaszczyzną łączności z drugim człowiekiem.
Jeśli odejdę od niego, to czy mnie coś podobnego jeszcze spotka?
I te moje 34 lata, a nie mam dzieci...
I co zaczynać wszystko od nowa, jeśli w ogóle mi się jeszcze uda kogoś
spotkać?
Chyba za późno.. za późno.

    • wypasior Re: gdy seks, to jedyne co nas łączy... 20.06.06, 10:13
      z tego jak o nim piszesz wynika, że nie łączy was tylko seks

      twoje obawy (słuszne) wywołuje brak zaradności życiowej partnera

      byc może gustujesz w takim mazgaju ale z drugiej strony chcesz mieć, męża,
      gospodarza, głowę rodziny.... sama musisz wybrać
    • zdzichu-nr1 Re: gdy seks, to jedyne co nas łączy... 20.06.06, 11:54
      Lollik doskonale Cię rozumiem, bo mam podobne doświadczenia jako facet. Nie
      znaczy to jednak, że jestem w stanie coś Ci doradzić:(

      POdczas bycia w podobnym związku jak Twój znalazłem sobie nową partnerkę, także
      wspaniałą w seksie i nieporównanie wręcz bardziej dopasowaną pod kątem innych
      spraw (typu osobowości, zainteresowań, intelektu, form spędzania wolnego czasu
      itp. itd.). Jednak z nową partnerką... choć seks wybuchał nam spontanicznie jak
      gejzer i był odlotowy dla obu stron, to... po jakimś czasie mnie po prostu
      nużył. W tym "złym" związku, mimo olbrzymiej ilości spędzonych wspólnie lat,
      seks nie znużył mnie NIGDY nawet w najmniejszym calu, i to mimo częstych fochów
      partnerki i sabotowania przez nią zbliżeń (brak inicjatywy, "kłoda" itp.).
      Dodam, że nowa partnerka zawsze, a nie tylko czasami, lubiła urozmaicenie w
      seksie, miała skłonność do erotycznych całonocnych maratonów (czego nie znosiła
      ta pierwsza, a co ja z kolei bardzo lubię) i nigdy głowa ją nie bolała;) Mimo
      to, po 2 latach wróciłem do pierwszego związku i znów się zacząłem katować na
      własne życzenie, bo wszystko poza seksem było beznadziejne. A właściwie nie
      wiem, czy tu o seks chodziło, w takich przypadkach (Twoim i moim) to chyba
      bardziej chodzi o feromony, jakieś takie energetyczne przyciąganie.

      Powiem Ci, że masz duży problem, bo jednego jestem pewien. Jest prawie
      niemożliwe znalezienie podobnego łóżkowo partnera, o ile dopasowanie jest tak
      idealne jak to było w moim przypadku. Dodam jeszcze na koniec, że doświadczenia
      życiowego z kobietami miałem tyle ile trzeba;), więc nie są to bredzenia osoby,
      która w życiu zaliczyła dwa czy trzy związki. Pozdrawiam
      • lollik Re: gdy seks, to jedyne co nas łączy... 20.06.06, 14:37
        Pewnie ta nowa już ex-partnerka wykazywała zbyt dużo inicjatywy; nie każdy
        facet to lubi bo przecież zdobywcy to wy:) Może tak a może nie...
        Przychylam się też do twojej teori z feromonami.
        No, ja nie mogę mu się oprzeć i koniec.
        I nadzwyczajniej w świecie mi żal, bo czuję, że już z nikim nie będzie mi tak
        przyjemnie, a też z niejedengo pieca chleb jadłam:)
        I chodzi mi o szeroko rozumianą seksualność, lubię jego ręcę, gładką skórę,
        lubię na niego patrzeć, dotykać a ta cała reszta potem dzieje się jakby
        sama, i jest dopełnieniem, naturalnym dalszym ciągiem, tego wzajemnego
        przyciagania (jakby co, to on też podziela moje zdanie nt. naszego życia).

        Ciekawe to usłyszeć z drugiej - męskiej - strony. Ale wcale nie jest mi lepiej.
        Pozdrawiam.


        • itwasnme Re: gdy seks, to jedyne co nas łączy... 22.06.06, 16:34
          przyszła mi do głowy pewna mysl...
          byłam z facetem 3 lata, zawsze mnie kręcił (a apollo z niego żaden). po rozstaniu jeszcze przez dwa lata byłam gotowa wskoczyc z nim do łóżka jeśli tylko by zechciał. kto wie - gdybym nie miała męża to może i teraz by te feromony działały...? a on zawsze mnie "kopał w dupę". odrzucał. niszczył moja wiarę w siebie. mówił, że mnie nie kocha i nie chce ze mną być, że to nie miłość itp.

          teraz mam faceta, który bardzo mnie kocha i jest dla mnie wspaniały.
          no i ... mnie już nie kręci. a jesteśmy razem dopiero 3 lata...

          czy to nie jest tak, że jeśli ktoś nas olewa, nie szanuje, męczy, tym bardziej atrakcyjny sie wydaje...?
          • ewolwenta Re: gdy seks, to jedyne co nas łączy... 22.06.06, 17:11
            Znaczy wolisz sięgać po to, co niedostępne. Gdyby Twój ukochany przestał być tak
            dostępny seksualnie może właśnie byłabyś usatysfakcjonowana?
            • itwasnme Re: gdy seks, to jedyne co nas łączy... 22.06.06, 18:04
              no właśnie może tak jest...
              trawa zawsze jest bardziej zielona na drugim brzegu...
Pełna wersja