petar2 Re: Do neila3 05.07.06, 07:47 Wcześniej napisałaś: "Nie wiem co mnie czeka, ale wiem jak bym się na pewno nie zachowała. Cokolwiek by się wydarzyło. Dlatego mając 28 lat jestem jeszcze panną, bo nie chcę wychodzić za mąż bez pewności , że to ten jedyny, aż do śmierci. Nie chciałabym nikogo skrzywdzić." Długotrwała miłość, szczęśliwy związek to nie stan chwili czy okresu, to proces który biegnie w czasie zmieniając się i reagując na różne czynniki. Na jego twałość bardziej wpływa odporność i umiejętność wybrnięcia z nieuniknionych problemów (choćby takich jak ten Neili) niż stan początkowy (czyli wielka miłość i pewność przed ślubem że to ten jedyny). Więc sugeruję ostrożność z protekcjonalnym tonem bo to zaczyna śmiesznie wyglądać. Neila realizuje ten proces już 20 lat, a Ty Słoneczko cały czas jesteś przed, z pięknym i romantycznym ale mało realistycznym nastawieniem. Żebyśmy się zrozumieli, nie odmawiam Ci prawa oceny ale dobrze znać miarę i pozycje z których się wypowiada. Odpowiedz Link
petra77 Re: Do neila3 05.07.06, 10:06 Petarze2, Ty stary cyniku, pewnie byś wolał, cobym wypowiadała się z pozycji słodkiej idiotki, bo wszystkie mądrości zarezerwowane są dla Ciebie. Mam za sobą kilka związków, wiele, wiele komplikacji życiowych, z których udało mi się wyjść z twarzą i jak najlepszym zdaniem na własny temat. Trochę więc wiem o sobie i o tym na co mnie stać, zatem mój ton nie jest protekcjonalny ale szczery i właściwy. To, że Cię śmieszy mnie nie dziwi, większość przypadków traktujesz tu z lekkim przymrużeniem oka, a wszystkie z dystansem. Widać też, że i do siebie masz dystans. I fajnie. Ale ja jestem inna... i nie zabraniaj mi wypowiadania się z pozycji, która jest właściwa dla mnie. Jestem pewna siebie i nikt mi nie wmówi, że zrobiłabym coś, czego wiem, że bym nie zrobiła! Odpowiedz Link
petar2 Re: Do neila3 05.07.06, 10:48 "Cynizm jest to udana próba zobaczenia świata, jakim jest on w rzeczywistości" Jean Genet. Twój ton jest protekcjonalny w pełnym tego słowa znaczeniu co nie wyklucza, że szczery. Te "kilka związków, wiele, wiele komplikacji życiowych" to rekomendacja? Dla mnie, w połączeniu z poszukiwaniem doskonałej miłości do grobowej deski to raczej pewien problem. Możemy pogadać o tym ;-) Pewien dystans, lekkie przymrużenie oka czy sceptycyzm przydaje się na forum gdzie sytuacje opisane jednostronnie, emocjonalnie i bez własciwej perspektywy. Pomaga czasem dostrzec faktyczny problem, potwierdzeniem moja skrzynka pocztowa. Cenne jest również zrozumienie, poklepanie po ramieniu i słowa pociechy, ale to zotawiam kobietom, bo u nich więcej empatii. Nikt Ci nic nie wmawia Słoneczko, po prostu nikt nie wie jaki będzie za 10 lat, co będzie myślał czy robił po 20 latach od małżeństwa. Takie zarzekanie się świadczy o zarozumialstwie. Odpowiedz Link
petra77 Re: Do neila3 05.07.06, 11:01 po prostu nikt nie wie jaki będzie za 10 lat, > > co będzie myślał czy robił po 20 latach od małżeństwa. Takie zarzekanie się > świadczy o zarozumialstwie. Jedni wiedzą, inni nie. Jak słusznie rzekł kiedyś Gombrowicz:"Między jadnym człowiekiem a drugim jest czasem większa różnica niż między człowiekiem a koniem". Nie przykładaj więc swojej miary do innych. Może Ty nie znasz na tyle siebie, że nie wiesz, jak się zachowasz w danej sytuacji, ja wiem. I nie jest to zarozumialstwo. Tylko pewność. Potwierdzona doświadczeniem. Odpowiedz Link
groszek_73 Re: Do neila3 05.07.06, 11:51 petra77 napisała: > Jedni wiedzą, inni nie. Jak słusznie rzekł kiedyś Gombrowicz:"Między jadnym > człowiekiem a drugim jest czasem większa różnica niż między człowiekiem a > koniem". Nie przykładaj więc swojej miary do innych. Może Ty nie znasz na tyle > siebie, że nie wiesz, jak się zachowasz w danej sytuacji, ja wiem. I nie jest > to zarozumialstwo. Tylko pewność. Potwierdzona doświadczeniem. petra, ja wiedziałem, miałem doświadczenia, mówiłem, że nigdy w życiu tego nie zrobię...dostałem naukę. nie mów nigdy. Odpowiedz Link
kici10 Re: Do neila3 05.07.06, 13:05 Sam Petarze zwróciłeś się protekcjonalnie do Petry nazywając ją Słoneczkiem. Sugruje to, że zwracasz się do niej jak do nic nie rozumiejącego dziecka. Najbardziej nie znosze jak pani w sklepie zwraca się do mnie "co podać kochanie", mam wtedy ochotę powiedzieć - "siebie". Odpowiedz Link
petar2 Re: Do neila3 05.07.06, 13:17 > Sam Petarze zwróciłeś się protekcjonalnie do Petry nazywając ją Słoneczkiem. > Sugruje to, że zwracasz się do niej jak do nic nie rozumiejącego dziecka. > Najbardziej nie znosze jak pani w sklepie zwraca się do mnie "co podać > kochanie", mam wtedy ochotę powiedzieć - "siebie". Bo od 20 lat jestem z najlepszą z żon więc w tą stronę protekcyjny ton bardziej uzasadniony. A widziałaś jak mnie nazwała?????? "stary cynik"???????? .... no luuuudzie ... paaaaanie .... luuuudzieeee ... myly państwo ... ... echhh ... gdzieś podziałem laskę .... Odpowiedz Link
petar2 Re: Do neila3 05.07.06, 14:56 Ani jedno ani drugie. Wyobraziłem sobie Petrę piszącą te słowa i parsknąłem śmiechem :-) Ale może nie powinienem się przyznawać, bo jak będzie chciała mi dogryźć to wyciągnie cięższą armatę ;-) Odpowiedz Link
sarna342 Do Petry 06.07.06, 09:10 Bardzo mądre słowa.Ciszę się ,że nie pozwoliłaś aby negowano Twoje podejście do życia.Nie myśl ,że ich wiek obliguje do osądzania Cię w ten sposób i braku wiary w to, co sadzisz.To ,że jesteś jeszcze b. młoda nie znaczy , wcale ,że Twoje zdanie jest mniej wartościowe.Wiek nijak się ma do mądrości życiowej. Tak trzymać!!! Odpowiedz Link
yoric Do Petara 05.07.06, 15:08 Petar, kurewstwo to kurewstwo. I tyle. Weźmy np. wpływowego polityka, który bez skrępowania kradnie publiczne pieniądze, przy czym wyznaje: "na chleb mi nie brak, na masło też nie, ale na nowego Merola już nie starcza (a stary się znudził). Życie dało mi taką możliwość więc z niej korzystam. Widocznie niektózy są stworzeni do takiego życia. Nikogo nie krzywdzę, bo budżet jest duży, nikt nie zauważy. Nie jest łatwo kraść, bo ktoś się może przyczepić; wtedy reaguję kłamstwem - to instynktowna reakcja." Kradzież nie bierze się z (cyt.) "promieniowania kosmicznego", więc prawdopodobnie należałoby przeanalizować przyczyny, motywy takiego postępowania i znaleźć usprawiedliwienie. Może np. nie zostały tu zaspokojone potrzeby ("każdemu wg potrzeb":P)? To jedna mozliwa reakcja. A druga, to nazwanie tego gościa szują i złodziejem. Ja wybieram tę drugą opcję, ponieważ nieważne ile bym wnikał w motywy, ślina za cholerę nie 'przyniesie mi na język' innych określeń. Pozdrawiam Odpowiedz Link
kici10 Re: Do Petara 05.07.06, 16:31 Na świecie jest duża nadprodukcja plemników, a te jak wiadomo dobrze robią na cerę. Może więc przeprowadza kurację odmładzającą? Odpowiedz Link
your_and Re: W obronie Petara 05.07.06, 17:14 Z nazwania kogoś szują i złodziejem niewiele tak naprawdę tu wynika. Złodzieja to nie zniechęci. Świat się od tego nie zmieni. Ze zrozumienia motywu i sposobu działania może wyniknąć ten konkretny pożytek że łatwiej unikniesz okradzenia. Podejście Petara jest pragmatyczne, z moralizowania o winie zdradzającego przecież niewiele wynika, no może poza zakwestionowaniem odpowiedzialności że zdradzony nie potrafił zbudować satysfakcjonującego dla obu stron związku. Nie żyjemy w świecie idealnym tylko realnym. Ludzie którzy sami czują się nieszczęśliwi nie mają skrupułów w ranieniu innych. Z wypowiedzi seksuologa i psychologa w tym temacie: Andrzej Sękowski: Myślę, że można by zapobiec większości zdrad gdyby obie strony w związku aktywnie pielęgnowały uczucie, wzajemność, atrakcyjność itd. Niestety często o tym zapominamy, związek staje się monotonny i chęć przeżycia czegoś ekscytującego na zewnątrz staje się zagrożeniem. Pielęgnujmy nasze związki, one są zbyt cenne aby narażać je na rozpad. rozmowy.onet.pl/5,artykul.html?ITEM=1190341&OS=53200 (polecam całość) Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 06.07.06, 09:35 Dokładnie. Nie jestem za autocenzurą i sztuczną poprawnością wypowiedzi. Rzucanie twardych słów i forumułowanie ostrych ocen też może mieć swoje uzasadnienie. Moim zdaniem użyte zwroty są nieodpowiednie, bo: 1. to najcięższy kaliber 2. niezbyt adekwatne, określa się nimi nie tylko rozwiązłość kobiet ale i ich łatwość bez zaangażowania uczuciowego 3. ciężar tych słów pokazuje ogromny dysonans w traktowaniu w takich sytuacjach kobiet i mężczyzn. Na zdradzających facetów nie ma tak ostrych sformułowań, jest dużo łagodniejsze i bardziej wyrozumiałe podejście. Oczywiście ma to swoje uzasadnienie ale nie powinniśmy dodatkowo pogłębiać tego dysonansu. Odpowiedz Link
yoric Re: W obronie Petara 06.07.06, 13:00 You've got it all wrong. Prgamatyk to nie jest osoba, ktora mówi, że 'wolno zdradzać' (chyba, że jemu ;)). Publiczne potępienie złego postępowania ma tę pożyteczną funkcję, że zapobiega przyjęciu się takiego postepowania jako normy (więc NIE jest tak, że nic z niego nie wynika). Nie wspominając, że takie odruchowe potępienie jest naturalną ludzką reakcją (również w sensie ewolucyjnym). I wreszcie: "nie żyjemy w świecie idealnym tylko realnym." Konstatacja jedno, a akceptacja - drugie. Zapewniam Cię, że nawet w świecie realnym nie wszystko da się zrelatywizować. Założę się, że "pragmatyczne" (w sensie j.w., czyli wnikanie w motywy + głaskanie po głowie) potraktowanie sprawcy pobicia, czy gwałtu - nomen omen - gwałci nawet Twoje intuicje. Co do użytej terminologii, użyłem określeń potocznych o odpowiednim ładunku negatywnym i sądzę, że jak najbardziej są na miejscu. Co do dysonansu masz rację. Pozdrawiam Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 06.07.06, 14:05 Nikt nie pisze "wolno zdradzać" a głaskania po główce Betrayal też nie zauważyłem. W społeczeństwie funkcjonuje sfera publiczna, oficjalna, uniwersalna oraz badziej indywidualna, prywatna. W sferze publicznej normy, zasady, reguły są sztywne i tylko w wyjątkowych sytuacjach łagodzone bądź kwestionowane. W sferze prywatnej (niekonecznie dotyczącej tylko jednej osoby, może być to rodzina, jakaś grupa) czasem łamie się te normy. Jest to dość naturalne bo normy ogólne z zasady są właśnie ogólne. Oczywiście indywidualne przekraczanie norm związane jest z konsekwencjami, nie jest pochwalane ani propagowane, powinno być ograniczane i z reguły nie pojawia się w sferze publicznej. Można taki model nazywać hipokryzją, pastwić się nad zakłamaniem i dulszczyzną. Moim zdaniem jest to jednak model, który funkcjonuje od tysiącleci i nie ma alternatywy. Utopia polegająca na pełnej prawdzie, szczerości, otwartości (nie wnikając co to tak naprawdę oznacza) nawet jeśli zafunkcjonowałaby w pewnym momencie, szybko zamieniłaby się w hipokryzję, tyle że co innego byłoby ukrywane przed opinią. Tyle moich wypocin w ramach wstępu. Napisałem to by rozstrsygnąć czy nasze dyskusje na forum działają w ramach sfery publicznej czy indywidualnej. W sferze publicznej mogłoby wyglądać to tak: żonę pana X widuje się z facetami w lokalach, ktoś na imprezie prawie wylądował z nią w łóżku ale w poręsię wycofał, chodzą pogłoski o niej a mąż coś tam odkrył i zrobił awanturę. Nazwanie tego kurestwem nikogo nie razi. Tutaj sytuacja inna, forum anonimowe, Betrayal sama opowiedziała swoją historię, trochę z naiwnością i bezradnością. Jak kleptoman, który nie chce dostrzec choroby i nie wie skąd się to bierze. Czy Betrayal napisała to w sferze publicznej by posypały się na nią kamienie? Nie, napisała to w sferze indywidualnej, nie oczekiwała tanich moralitetów bo te zna. Może chciała się pochwalić a może pokazać jak to bywa z drugiej strony. Może chciała by ktoś to skomentował, coś napisał, bo sama mimo stwierdzenia "Czuje sie swietnie w ukladzie w ktorym funkcjonuje. Nie mam wyrzutow sumienia. Zycie dalo mi taka mozliwosc wiec z niej korzystam. Nie krzywdze nikogo, bo moj maz nie wie." zdaje sobie sprawę że tak nie jest. Dlatego można sobie oszczędzić ostre epitety bo to nie publiczna polemika, gdzie jak nikt nie nazwie tego kurestwem to gawiedź skłonna pomyśleć że teraz tak można. Odpowiedz Link
dixia Re: W obronie Petara 06.07.06, 14:20 Późno w nocy wrócił do domu facet narąbany w trzy d**y . Zjadł czerstwy jak cholera tort stojący na stole i położył się do łóżka. Rano szarpie go za rękę synek: - Tato nie widziałeś mojego bębenka? Odpowiedz Link
petra77 Re: W obronie Petara 06.07.06, 22:29 A moim skromnym zdaniem autorka wątku rzuciła nam ten tekst jak jakiś ochłap psom do rozszarpania i poszła się bawić... To, co tu powypisujemy ona ma głeboko w d...e. W jej życiu nie ma czasu na refleksje. Teraz korzysta z życia jak może, myśleć będzie, jak będzie stara, zgrzybiała i nikt już jej nie będzie chciał przelecieć. Albo i nie... Może będzie żyć wspomnieniami... Odpowiedz Link
yoric Re: W obronie Petara 06.07.06, 16:35 Proszę Cię... Chyba mnie oczy mylą. Jesli dobrze zrozumiałem teza jest taka, że w życiu publicznym świanią być nie wolno, natomiast w prywatnym - jak najbardziej. Pewnie źle zrozumiałem, więc czekam na poprawkę, a póki co od siebie dodam, że jeśli już to na odwrót - ze względów pragmatycznych moralność rządzących jest obojętna, o ile tylko są skuteczni - wolałbym, żeby mną rządzily fachowe świnie i rozpustnicy, jeśli dzięki temu wzrost PKB ma być 2x wyższy. Nie obchodzi mnie, czy Betrayal oczekiwała na kamienie - ważne jest to, że bez najmniejszej - najmniejszej - wątpliwości na nie zasługuje. Jeśli z bezradnością i taką trochę nieśmiałością zwierzę się tu, że czasem lubię 'dotykać' małego synka, albo kopać psa sąsiadów to co? Mam czekać na pocieszenie? No sorry... Pozdrawiam Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 07.07.06, 08:04 Brak konsekwencji Yoric. Jeśli rządzący mogą robić co chcą, byleby było dobrze to dlaczego nie można w ten sam sposób traktować Betrayal? Jeśli ich oceniasz po skuteczności to dlaczego Betrayal inaczej? Przecież być może ona, pomimo swego postępowania uszczęśliwi męża bardziej niż jakaś gderliwa i znerwicowana kobitka, która nawet w fantazjach nie wyobraża siebie w ramionach innego? Być może jest tak, ponieważ skuteczność rządzących ma wpływ na Twoje życie a los Betrayal i jej męża masz głęboko w nosie. Nazywając więc ją kurwą a to co robi kurestwem nie kierujesz się moralnością (bo tą bez problemu wyłączasz w innych dziedzinach) ani dobrem jej męża. Robisz to więc tak bezinteresownie i z czystej "życzliwości"? A może tak jak napisał Your_and, sam "poszkodowany" w tej dziedzinie nie masz skrupułów w ranieniu innych? Jeśli chodzi o sferę publiczną i prywatną to nie stawiałem tezy tylko opisywałem rzeczywistość. Jeśli człowiek robi coś wbrew normom to nie wychyla się tym w sferze publicznej i w razie ujawnienia ponosi konsekwencje. Nie porównuj zachowania Betrayal do czynów karanych prawnie: pedofilii, znęcania się nad zwierzętami czy złodziejstwa. Jak na razie to coś innego, chyba że konsekwencją Twojego rozumowania będzie rozszerzenie kodeksu karnego. Odpowiedz Link
dixia Re: W obronie Petara 07.07.06, 08:07 Mam wrażenie, że wątek skutecznie sobie zdryfował na ocean... Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 07.07.06, 08:21 dixia napisał: > Mam wrażenie, że wątek skutecznie sobie zdryfował na ocean... I co z tego? Co jakiś czas musisz Dixia dać znać, że wątki rozwijają się w niezgodnie z Twoimi oczekiwaniami, że temat zdrady jest wałkowany na okrągło ale jakoś nie odstręcza Cię to od aktywnego w nich udziału :-) To nie forum "pacjent pyta, psycholog odpowiada" :-) Odpowiedz Link
dixia Re: W obronie Petara 07.07.06, 08:25 Nic z tego... A wszystko to - bo ciebie kocham... ;o)))) ____________________ I juz nie krzycz bo mnie głowa boli ;o))) Odpowiedz Link
yoric Re: W obronie Petara 07.07.06, 12:12 Doceniam zapał (godny lepszej sprawy) - domyślam się, że nie jest łatwo argumentować ze straconej pozycji... Wyrachowane krzywdzenie innych ludzi bez jakichkolwiek 'okoliczności łagodzących' jest dla mnie świństwem i obawiam się, że nie da rady przedstawić tego w inny sposób. Skuteczność -jeśli uszczęśliwi - to OK. Ale czy są najmniejsze powody, by tak zakładać? > nie kierujesz się moralnością (bo tę bez problemu wyłączasz w > innych dziedzinach) hę??????? Co do "poszkodowanego" to prawda, jakiś czas temu oberwałem w taki sposób. Mój stosunek do sprawy się nie zmienił, tj. (jak nietrudno zgadnąć) jak był negatywny, tak pozostał. Zresztą argument jest źle skonstruowany, bo co mają motywy wydawania sądów do ich zasadności? Co do ranienia innych to polecam rozwadze - kto tu rani? > zdarzało się (i gdzieniegdzie na świecie zdarza), że kodeks karny obejmował wyczyny MyBetrayal. A do całkiem niedawna znęcanie się nad zwierzętami - choć to skurwysyństwo - nie było nim objęte. Tak więc mogłem sobie kopać psa sąsiadów do woli, zwierzać się na Forum i nadstawiać głowę do głaskania. Podsumujmy - ja uważam, że postępowanie Betrayal zasługuje na ostre potępienie. Ty zaś nie zgadzasz się z tym, argumentując, że: - świństwo zasługuje na potępienie tylko w życiu publicznym (?) - krytykuję z przyczyn osobistych, a zatem niesłusznie - zdrada nie jest karalna prawem, więc jest OK Nie obraź się, uważam, że te argumenty są śmieszne. Nie piszę tego jako osobisty przytyk, lepszych argumentów zwyczajnie nie ma... Pozdrawiam Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 07.07.06, 12:56 > Skuteczność -jeśli uszczęśliwi - to OK. Ale czy są najmniejsze powody, by tak > zakładać? Ano widzisz, dlatego w polityce zamiast teoretycznie najefektywniejszego systemu: monarchii oświeconej mamy najbezpieczniejszy: demokrację, z wyborami, kodeksami, zasadami, obyczajami i moralnością. A wracając do wątku, to gdyby Betrayal się ustatkowała i żyliby długo i szczęsliwie to Twoje zarzuty stałyby się bezpodstawne? Zdecyduj się czy chodzi o zasady czy skuteczność. > Podsumujmy - ja uważam, że postępowanie Betrayal zasługuje na ostre potępienie. > Ty zaś nie zgadzasz się z tym, argumentując, że: > - świństwo zasługuje na potępienie tylko w życiu publicznym (?) Nie tylko. Ale Ty ograniczałeś się jedynie do radykalnego potępienia i to kilkakrotnie, więc zaciekawiło mnie to. > - krytykuję z przyczyn osobistych, a zatem niesłusznie Krytyka wśród osób dobrze się znających jest wiarygodna, natomiast gdy wiele niewiadomych, ważne są motywy. To tak jak w polityce gdzie z reguły dużo niejasności, ostry atak zawsze nasuwa wątpliwości czy chodzi o krytykę czy odniesienie jakichś korzyści. > - zdrada nie jest karalna prawem, więc jest OK Błędny wniosek. Znudziło mi się powtarzać że zdrada nie jest OK. Odpowiedz Link
kici10 Re: W obronie Petara 07.07.06, 12:24 Mam pytanie. Czysto hipotetyczne. Czy chciałbyś mieć Petarze za żonę kobietę pokroju Betrayal? Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 07.07.06, 12:59 kici10 napisała: > Mam pytanie. Czysto hipotetyczne. Czy chciałbyś mieć Petarze za żonę kobietę > pokroju Betrayal? Źle postawione pytanie. Spróbuj jeszcze raz :-) Odpowiedz Link
kici10 Re: W obronie Petara 07.07.06, 13:23 Ok, jeszcze raz, chociaż myślę, że dobrze wiesz o co chodzi. Czy miałbyś coś przeciwko temu, gdyby Twoja żona okazała się kobietą pokroju Baetrayal, a Ty niczego nie zauważałeś, bo miałeś bielmo na oczach. Sytuacja hipotetyczna, ale możliwa. Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 07.07.06, 14:08 Pytanie osobiste, odpowiem ale kilka słów wstępu. Łatwiej mi szukać okoliczności łagodzących czy przyczyn zdrady Betrayal bo sam miałem taki okres w życiu. U mnie jednak zdażyło się to po kilkanastu latach małżeństwa. Myślę, że czas ma znaczenie, inaczej gdy zdradza się w narzeczeństwie (bo silne pobudki, małe hamulcee albo próba potwierdzenia wyboru), w pierwszym okresie jak Betrayal lub w dojrzałym związku. Moja żona jest bardzo otwarta wiem więc, że zdrada nigdy nie wchodziła w grę. Nigdy nie miałem takiego zagrożenia, stąd potencjalna zdrada raczej kojarzy mi się z fantazją erotyczną niż niebezpieczeństwem dla związku. Wiadomo, że niedostępne opcje kuszą. Problem zdrady to mniej kwestia moralna a bardziej właśnie obawa przed zagrożeniem dla związku, szczególnie gdy kobieta zdradza. Sytuacja męża Betrayal jest zupełnie inna, ona zaczęła rok po ślubie, nie był to zbieg okoliczności lecz pierwsza okazja, jest zakochana, nie mają dzieci. Istnieje zagrożenie, że rozwali to związek a nawet jak nie to i tak będzie się zmagać z uzależnieniem od takich emocji. Miałbym więc dużo przeciwko temu, sytacja musiałaby być wyjaśniona, rozliczona, konsekwencje. Ale to tylko gdybanie, bezwartościowe gdybanie. Jeśli jesteśmy otwarci na partnera to poznajemy go w dużym stopniu przed ślubem. Poznając jego rodzinę, otoczenie też wyciągamy pewne wnioski. A to jak rozwinie się związek, w dużym stopniu zależy już od nas. Więc to, że Betrayal beztrosko sobie zmienia kochanków tuż po ślubie nie kłopocząc się specjalnie o przyszłość i konsekwencje, wynika w dużym stopniu również z postawy jej męża. Odpowiedz Link
dixia Re: W obronie Petara 07.07.06, 14:15 Hmmm.... A czasem się też zdarza, że zdradzamy właśnie po to by rozwalić związek! Zwykle wtedy gdy nie potrafimy inaczej odejść... Odpowiedz Link
kici10 Re: W obronie Petara 07.07.06, 14:40 Twoje podejście jest bardzo charakterystyczne dla faceta. Nie odsądzasz Betrayal od czci i wiary, z tego powodu, że sam korzystałeś z usług innych Batrayal. Tak więc uważasz, że są one potrzebne, bo w pewnych momentach życia trzeba z kimś to robić. Co do żony, to prezentujes tutaj postawę: " mój mąż/żona napewno mnie nie zdradza". Stawiasz ją w roli madonny. A że czasami madonny bywają ladacznicami? U innych może, u mnie napewno nie! Moja żona jest bardzo otwarta wiem więc, że zdrada nigdy nie wchodziła w grę. > Nigdy nie miałem takiego zagrożenia Jak wielokrotnie było tu już powtarzane "nigdy nie mów nigdy". Nie wszystko jest takie, jakie się nam wydaje. Nie mówię tego po to, by zakwestionować uczciwość Twojej żony, lecz by zakwestionować Twoją pewność siebie. Następna sytuacja hipotetyczna. Wyobraź sobie, że Twoja żona nagle się dowiaduje o Twoich wcześniejszych wyczynach. Dajesz sobie głowę uciąć, że Twoje małżeństwo nie byłoby zagrożone? Jedną z pierwszych, bardzo silnych reakcji jest natychmiastowa chęć zemsty. Jak z tym byś sobie poradził? Zwarzywszy, że obarczałbyś winą o to siebie? A co by było, jakby jej się to spodobało bardziej niż z Tobą? Większość facetów stawia swoje żony na piedestale madonny i potem trafia ich zdziwko, kiedy okazuje się że dla innych są one dziwkami. Miałam kiedyś bezdzietnego sąsiada, który mówił jakie wstrętne bachory mieszkają w sąsiedztwie, po czym dodawał "pani dzieci nie". Do drugiej sąsiadki mówił to samo. I tak dalej, w zależności od tego, z kim rozmawiał. Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 07.07.06, 14:58 Słowa "nigdy" używałem do czasu przeszłego. Nie używam słów na wiatr dlatego staram się nie oceniać osób na forum lecz komentować sytuacje, postawy czy problemy i podchodzę z pewnym dystansem, trudnym dla części forumowiczów. Co innego moje życie, tu mogę sobie pozwolić na "nigdy" jeśli chodzi o przeszłość czy teraźniejszość, choć rozumiem Twoje uwagi i wątpliwości. Oczywiście istniała i nadal istnieje możliwość odkrycia "wyczynów" i konsekwencje. Nie dam głowy za to, że nie rozbiłoby to małżeństwa. Jeśli oczekujesz w życiu sytuacji 100% czy przyjemności bez ryzyka to muszę Cię rozczarować. > Większość facetów stawia swoje żony na piedestale madonny i potem trafia ich > zdziwko, kiedy okazuje się że dla innych są one dziwkami. Pewnie tak, ale czy większość? Bez przesady. > Miałam kiedyś bezdzietnego sąsiada, który mówił jakie wstrętne bachory > mieszkają w sąsiedztwie, po czym dodawał "pani dzieci nie". Do drugiej > sąsiadki mówił to samo. I tak dalej, w zależności od tego, z kim rozmawiał. Ale co to ma do rzeczy? Odpowiedz Link
kici10 Re: W obronie Petara 07.07.06, 15:27 To ma do rzeczy, że się mówi "inne tak, moja napewno nie". Życzeniowy stosunek do rzeczywistości. Jeśli > oczekujesz w życiu sytuacji 100% czy przyjemności bez ryzyka to muszę Cię > rozczarować. Nie oczekuję sytuacji 100% i wiem o ryzyku. Oczekuję tylko nazywania rzeczy po imieniu. Jeśli poszedłeś w tango, to dlatego, że "chciałeś podupczyć", a nie dlatego, że to zła kobieta była (żona). Jeśli bzykałeś na boku, to robiłeś jej świństwo, a nie innymi metodami dbałeś o związek. Jeśli poszedłeś się zabawiać, to dlatego, że sam tego chciałeś, a nie dlatego, że Cię ktoś przymusił grożąc spluwą i trzymając na muszce. Odpowiedz Link
petar2 Re: W obronie Petara 07.07.06, 15:53 >To ma do rzeczy, że się mówi "inne tak, moja napewno nie". Życzeniowy stosunek > do rzeczywistości. Precuzuję więc poprzednią wypowiedź: jestem przekonany, że żona nigdy mnie nie zdradziła. Może być? > Oczekuję tylko nazywania rzeczy po imieniu. Jeśli poszedłeś w tango, to > dlatego, że "chciałeś podupczyć", a nie dlatego, że to zła kobieta była > (żona). Jeśli bzykałeś na boku, to robiłeś jej świństwo, a nie innymi > metodami dbałeś o związek. Jeśli poszedłeś się zabawiać, to dlatego, że sam > tego chciałeś, a nie dlatego, że Cię ktoś przymusił grożąc spluwą i > trzymając na muszce. Kici, pomyliłaś chyba rozmówcę. Nic takiego nie twierdziłem. Odpowiedz Link
yoric Re: W obronie Petara 07.07.06, 16:47 Skuteczność. Jak nietrudno zauważyć, uczciwość rządzących nie koreluje z ich kompetencjami. Natomiast zdrada koreluje ze szczęściem w związku w sposób negatywny. Uczciwy rządzący może być lub nie być skuteczny. Zdradzający małżonek jest receptą nie na małżeńskie szczęście, lecz wprost przeciwnie. O argumentach ad personam nie rozmawiam - z zasady, bo nic nie wnoszą. > Ty ograniczałeś się jedynie do radykalnego potępienia. Jak wiesz nie należę do zwolenników wydawania ocen na podstawie kilku linijek tekstu. Problem w tym, że Betrayal naprawdę nie zostawila żadnej opcji na złagodzenie sądu; właściwie wszystko, o co chciałbyś dopytać, każde możliwe usprawiedliwienie zostało wymienione i odrzucone już na wstępie. Każdy, kto zachowa resztki uczciwości jest w takiej sytuacji zmuszony wydać jednoznaczną ocenę. > Błędny wniosek. Znudziło mi się powtarzać że zdrada nie jest OK. A jednak (próbujesz) relatywizować ją, nie będąc skłonnym w podobny sposób zrelaztywizować innych świństw. Dlatego nie dziw się wypowiedziom Kici i innych, którzy wyciągają konieczną konkluzję. Nie da rady wytłumaczyć takiego postępowania przy jednoczesnym zachowaniu spójności swoich norm moralnych. Nie da rady. Pozdrawiam Odpowiedz Link
wymagajaca Re: W obronie Petara 07.07.06, 15:57 Latwo pisac, mowic. Trzeba jednak troche poznac zycia, aby nei byc tak ostrym w swoich pogladach jak Ty kici10. Czytajac Ciebie mniemam, ze albo jestes mloda koza jeszcze, albo zwiazek Twoj jest krotki dosc jeszcze. No i czytajac Ciebie przypominam sobie siebie jeszcze sprzed kilku lat. Nie mam ich za wiele, nieco ponad 35 ale okres tych ostatnich pieciu pokazal mi, ze moje radykalne podejscie do tematu zdrady zmienilo sie bardzo. Juz nie jest mi latwo tak mowic i myslec, niz wczesniej. Tez jestem w zwiazku z mezczyzna od kilkunastu lat i wydawalo mi sie, ze nie bede myslala o zdradzie Go. Ale doszlo do zdrady w moim sercu - tak to nazwijmy, bo przyszla pokusa i mysli o innym mezczynie... Tak wiec kici10 nasze poglady sa weryfikowane przez zycie. Czy tego chcemy czy nie. Odpowiedz Link
groszek_73 Re: W obronie Petara 07.07.06, 16:02 wymagająca, masz dużo racji. ja dwa lata temu potępiałem w czambuł romanse. uważałem, e to niemożliwe, nieetyczne itd. Odpowiedz Link
petra77 Re: W obronie Petara 07.07.06, 17:39 To, że Groszek i "Wymagająca" macie słabą silną wolę, to nie znaczy, że my wszyscy też. Więc nie próbujcie nas sciągnąć do swojego poziomu. Odpowiedz Link
your_and Re: W obronie Petara 08.07.06, 10:00 petra77 napisała: > To, że Groszek i "Wymagająca" macie słabą silną wolę, to nie znaczy, że my > wszyscy też. Więc nie próbujcie nas sciągnąć do swojego poziomu. Czasem może to wynikać wcale nie z silnej woli ale po prostu z braku podobnych potrzeb i pragnień. Wtedy sytuację nazywa się pies ogrodnika. Łatwo mu pilnować i szczekać jak jabłka są mu obojętne... Odpowiedz Link
kici10 Re: W obronie Petara 08.07.06, 10:34 Czasem może to wynikać wcale nie z silnej woli ale po prostu z braku podobnych > potrzeb i pragnień. Wtedy sytuację nazywa się pies ogrodnika. > Łatwo mu pilnować i szczekać jak jabłka są mu obojętne... Strzał w dziesiątkę. Jeśli ktoś ma poligamiczne inklinacje, to tak to właśnie wygląda. Tylko po jaką cholerę poligamiści się żenicie/wychodzicie za mąż? Małżeństwo jest z założenia związkiem monogamicznym. Chyba tylko po to, by mieć bezpieczną bazę, azyl z którego można wyfruwać na kolejne podboje i do którego można strudzonym wracać, aby nabrać sił na kolejne wyczyny. Jeśli stały partner wie o tym i się na to godzi - nie ma problemu. Najczęściej jednak nie wie. Zostaje więc potraktowany jak przedmiot do zapewniania tzw. stabilizacji. Wykorzystywany. Jeśli masz takie pragnienia, to je realizuj. Twoje życie. Tylko nie zawracaj dupy niewinnej osobie, nie wykorzystuj jej. Odpowiedz Link
groszek_73 Re: W obronie Petara 10.07.06, 09:43 Strzał w dziesiątkę. Jeśli ktoś ma poligamiczne inklinacje, to tak to właśnie > wygląda. Tylko po jaką cholerę poligamiści się żenicie/wychodzicie za mąż? > Małżeństwo jest z założenia związkiem monogamicznym. jestem monogamistą. i co z tego ? Odpowiedz Link
misssaigon i znowu dyskusja o pietruszce 10.07.06, 10:20 tak sobie poczytalam od poczatku do konca (niestety bez wycietych fragmentow) i doszlam do wniosku ze dyskusja jest o pietruszce - bo dyskutuje zwolennicy prawa naturalnego z relatywistami moralnymi zeby nie powiedziec nihilistami - i cienia szansy nawet nie ma zeby ktos kogos przekonal a konczy sie najczesciej niewybrednymi wycieczkami osobistymi zatem mam propozycje - skupic sie na poscie glownym my betrayel a inwektywy pod swoim adresem kierowac na maila prywatnego Odpowiedz Link
your_and Re: i znowu dyskusja o pietruszce 10.07.06, 10:55 misssaigon napisała: > tak sobie poczytalam od poczatku do konca > doszlam do wniosku ze dyskusja jest o pietruszce Temat zdrady na tym forum jest i bedzie wałkowany z każdej strony bo to emocje które ludzie (kobiety?) mają potrzebe skanalizować (i to zalecają terapeuci zresztą). To co można zrobić to po utrzymac kulturę i merytoryczność dyskusji żeby mógł on służyć też tym co wolą zapobiegać niż leczyć. Tania dytaktyka może najwyżej zniechęcić... Odpowiedz Link
misssaigon Re: i znowu dyskusja o pietruszce 10.07.06, 11:01 merytoryczna dyskusja ? wishful thinking..ani tu nikt nikogo nie nawroci ani nie umoralni...chociaz trafiaja sie "nawiedzeni" kaznodzieje.... Odpowiedz Link
your_and Re: i znowu dyskusja o pietruszce 10.07.06, 11:21 Zgadzam się. Nie umoralni, ani nie nawróci. Ale niektórym może zapali w porę ostrzegawcze światełko w kontekście potrzeby inwestowania w satysfakcjonujące relacje... Odpowiedz Link
your_and Wojny plemników 10.07.06, 10:46 kici10 napisała: > Strzał w dziesiątkę. Jeśli ktoś ma poligamiczne inklinacje, to tak to właśnie > wygląda. Tylko po jaką cholerę poligamiści się żenicie/wychodzicie za mąż? > Małżeństwo jest z założenia związkiem monogamicznym. Większość mężczyzn i duża część kobiet ma naturę poligamiczną, a przynajmniej tak pisza o tym specjaliści. Kiedyś burzę podniosłą ksiązka Wojny Plemników, która między innymi naukowo wypunktowywała jak organizm człowieka przystosowany jest do poligamii i stworzył niezły zamęt w środowiskach religinych które utrzymywały że człowiek stworzony jest przez Boga do monogamii. Tylko zatem dlaczego Stwórca wyposażył zatem ludzkie plemniki w specjalizacje jak sprinterzy, brokerzy i kilerzy nasienia rywala? Nie zgadzam sie zupełnie z tym co piszesz choć piszesz ciekawie. Poligamistami jest większość i tylko w budowaniu satysfakcjonującego wzajemnie związku i wyczulenie na wzajemne potrzeby jest niełatwą przeciwwagą dla tej natury. Jeżeli chcesz odejść od zdradzającego to nie ma czym mówić, nie psuj sobie samooceny rozdrapywaniem. Jeżeli chcesz coś odbudować musisz mieć świadomość że jak piszą psychoterapeuci obie strony musza zastanowić sie o swoim udziałem w zdradzie. Jak pisaliśmy miesiąc temu, sama gotowość do zdrady nie bierze się znikąd. Pracują na to obie strony. Jeżeli czegoś brakuje w waszym związku, a wy udajecie, że tego wcale nie zauważacie, możecie się spodziewać najgorszego. Ale nie stanie się to nagle. Bardzo trudno dokonać zdrady spontanicznie (wszystko się szybko wyda, ale skutki też nie będą tak straszne). Zwykle przygotowania do zdrady trwają całe miesiące, a nawet lata. Stopniowo przełamujemy nasze zahamowania w różnych aspektach. Ale kiedy już podejmiemy decyzję o zdradzie, nasze działania stają się racjonalne, logiczne i bez skrupułów. www.poradnikzdrowie.pl/14_267.htm Odpowiedz Link
kici10 Re: Wojny plemników 10.07.06, 11:26 Jak pisaliśmy miesiąc temu, sama gotowość do zdrady nie bierze się znikąd. Pracują na to obie strony. Jasne, jednym partnerzy dają za mało, innym zaś za dużo. Jeszcze inni, którzy mają w sam raz, zdradzają, bo w ich domach też zdradzano. Dostali taką matrycę na życie. Poszukiwanie złotego środka nie jest łatwe, bo dla każdego znajduje się on gdzie indziej. Co do natury poligamicznej większości ludzi, nie wiem, być może tak jest. Wiem także, że istnieją silne hamulce, które powoduję nie wchodzenie w takie układy, bądź salwowanie się ucieczką w sytuacji zagrożenia. Podejrzewam, że kluczową sprawą jest tu domniemana reakcja partnera. Jeśli zdradzającemu wydaje się, że ujdzie mu to na sucho, to wchodzi w to. Jeśli wie, że napewno rozpiży tym związek, to albo tego unika, albo robi to, bo mu zależy właśnie na tym rozpiżeniu. To tak jak ze złymi nawykami (palenie, nadmierne picie, obżarstwo itp. Jeśli nic się nie dzieje, to robisz to. Jeśli zaczynają poważnie zagrażać Twojemu życiu, to potrafisz nad tym zapanować. Cały mój bunt nie jest przeciwko temu, czy to robić, czy nie. Jest przeciwko przedmiotowemu traktowaniu partnerów, których kiedyś się wybrało jako dla nas wyjątkowych. O bycie człowiekiem z punktu widzenia cywilizacyjnego, a nie tylko biologicznego. Jeśli w biznesie robisz z kimś interesy, to jasne, że nie robisz mu jednocześnie pod pióro. Możesz zerwać umowę, ale nie sabotować partnera. Bo jak się rozejdzie taka wieść, to już nikt nie będzie chciał z Tobą wspólpracować. Z drugiej strony, na wojnie, jak wspólpracujesz z wrogiem, to dostajesz kulkę w łeb. I nikogo nie interesuje, że czegoś Ci brakowało. Zdrada jest zdradą i cokolwiek by tu nie pisać, nic nie zmieni tego faktu. Odpowiedz Link
misssaigon Re: Wojny plemników 10.07.06, 11:47 kici, biologia jak zwykle nie nadaza za mentalnoscia, zmianami norm moralnych kobiety dojrzewaja w wieku 10-11 lat ale psychicznie dopiero 8-10 lat pozniej...poped seksulany pcha nas ku roznym partnerom a normy moralne wyraznie mowia "nie cudzoluz".... Odpowiedz Link
petra77 Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:05 poped seksulany pcha nas ku roznym partnerom a normy moralne wyraznie > > mowia "nie cudzoluz".... Kogo pcha, tego pcha, a inni mają ciekawsze zajęcia. Jakieś pasje, zainteresowania.... Odpowiedz Link
your_and Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:13 > Kogo pcha, tego pcha, a inni mają ciekawsze zajęcia. Jakieś pasje, > zainteresowania.... Petra jesteś szczera do bólu co do swego podejścia do seksu w życiu. :-) Odpowiedz Link
petra77 Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:25 Wcześniej już pisałam, że jak ktoś nie może wykazać się w innych dziedzinach, to dowartościowuje się poprzez kolejne podboje miłosne. Nie sugeruj więc, że wg mnie sex jest równie dobry jak np. zbieranie znaczków. Odpowiedz Link
your_and Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:09 > pozniej...poped seksulany pcha nas ku roznym partnerom a normy moralne wyraznie > mowia "nie cudzoluz" W kwestii formalnej. Miss, a wiesz co dokładnie znaczy "nie cudzołóż" w kontekście "roznych partnerów" i rozumienia tego słowa przez tych co przez tysiące lat te normy nam przekazywali? Cudzołóstwo to seks z mężatką. Z panną, nierządnicą itp: to jedynie rozpusta i nieczystość (nie ma znaczenia przy tym czy to kawaler czy zamężny sie dopuszcza). Generalnie nie bez przyczyny jest obok "nie kradnij" bo zabezpiecza prawa mężczyny do "stanu posiadania". Odpowiedz Link
misssaigon Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:16 o ile sobie przypominam to raczej to przykazanie dotyczylo tylko zameznych kobiet i zakazywalo im zdrady meza.Zonaci mezczyzni nie byli pociagani do odpowiedzialnosci a jesli juz byli to wymiar kary byl zdecydowanie lagodniejszy... Odpowiedz Link
your_and Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:33 No właśnie przez parę tys. znaczyło co innego a teraz znaczy co innego. Znaczenie zostało rozciagnięte na wszelką seksualną aktywność poza związkiem. Odpowiedz Link
petra77 Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:21 A poza tym to radzę wziąć sobie do serca radę Kici10 i jeśli ktoś uważa, że ma naturę poligamiczną, to niech nie przysięga wierności jednemu partnerowi. Minimum uczciwości. Jeśli kogoś na to nie stać, to żadne tłumaczenia i usprawiedliwienia nie pomogą, bo to zwykłe wygodnictwo i konformizm. I żadne naukowe teorie nie zdadzą się na nic, bo jak ktoś jest tchórzem to nim jest. A tłumaczy się tylko winny... Hehe, a swoją drogą to dziwne, mimo tylu rzekomych biologicznych uwarunkowań , wielu ludziom udaje się jednak tej wierności dochować i wcale nie są z tego powodu nieszczęśliwi, wręcz przeciwnie. Niktórzy nawet w ogóle nie chcą zdradzać! Niepojęte! Odpowiedz Link
misssaigon Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:26 a jak ktos po 10 latach malzenstwa odkryje ze jest gejem , zoofilem albo kimniebadz kim nie byl przed owymi 10 laty to nalezy go stracic ze skaly w przepasc bo przeciez powinien byl wiedziec... i nad czym my sie w ogole tu zastanawiamy? Odpowiedz Link
petra77 Re: Wojny plemników 10.07.06, 12:37 Zawsze można nie okazać się tchórzem, postawić sprawę jasno i się rozwieść. Ale to może nie być za wygodne dla Państwa Egoistów... Więc lepiej znaleźć milion powodów, by żyć w kłamstwie: dzieci, kredyty, znajomi, ble, ble, ble.... Odpowiedz Link
wymagajaca petra77 10.07.06, 13:35 skad tyle agresji w kazdym Twoim watku? Masz cos na sumieniu czy moze zranionas? Odpowiedz Link
kici10 Re: petra77 10.07.06, 13:43 skad tyle agresji w kazdym Twoim watku? Masz cos na sumieniu czy moze zranionas Właśnie taki tekst jest kwintesencją agresji. Odpowiedz Link
wymagajaca Re: petra77 10.07.06, 13:53 Naprawde nie chcialam nikogo urazic,ani mi w glowie. Po prostu czytajac wypowiedzi petra77 - wyszedl mi taki obrazek. Hihihi pewnie kiepsko maluje :P Odpowiedz Link
petra77 Re: petra77 10.07.06, 13:47 Nie myl stanowczości z agresją. Muszę Cię rozczarować: ani nie mam nic na sumieniu, ani nie zostałam w ten sposób(zdrada) zraniona. Ale zdanie na temat mam, pokusy też mnie nie omijają... Odpowiedz Link
groszek_73 Re: W obronie Petara 10.07.06, 09:39 petra77 napisała: > To, że Groszek i "Wymagająca" macie słabą silną wolę, to nie znaczy, że my > wszyscy też. Więc nie próbujcie nas sciągnąć do swojego poziomu. życzę ci petra, żebyś nigdy nie musiała odszczekiwać swoich słów. Odpowiedz Link
kici10 Re: W obronie Petara 07.07.06, 17:13 Za "młodą kozę wielkie" dzięki, znaczy to, że jeszcze nie stetryczałam. Związek mój formalny trwa 25 lat. Do tego dolicz jeszcze 4 lata narzeczeństwa i wiek Ci sam wyjdzie. Ale co tu wiek ma do rzeczy. Pokus w życiu miewałam wiele, okazji też nie brakowało. Motywy też się zdarzały. Jak choćby ostatni - zemsta. To silny motyw. I wiesz co? Nie skorzystałam. Uciekłam, rzeczywiście, jak małolata. Wewnętrzny głos mi mówił, że sama sobie robię kuku. Same fantazje o innym to jeszcze nie zdrada. Każdy z nas fantazjuje. Nie liczy się to co sobie wyobrażasz, a to co robisz. A teraz wyjaśnię skąd się wziął mój nick, sugerujący małą kobietkę. Kici, czyli kot, który jest miły, miękki. Kot, który chadza swoimi ścieżkami. Kot, który bywa kocicą. Kot, który potrafi wydrapać oczy, jeśli zachodzi potrzeba. A 10 oznacza narazie 1:0 dla mojego męża. Kiedy będzie kici11 sytuacja będzie jednoznaczna. Widzę, że na tym forum jest frakcja za i frakcja przeciw. I każdy ma swoje uzasadnienia. Frakcja za składa się w większości z tych, którzy poszli w tango, zaś frakcja przeciw, z tych którzy tego nie zrobili. Nie wiem co życie przede mną jeszcze postawi. Być może, że zmienię frakcję. Ale jako umysł ścisły, posługujący się logiką w myśleniu nie życzę sobie robienia mi wody z mózgu i dorabiania filozofii do zwykłego k...stwa. Jeśli pójdę w tango to uczciwie przyznam, że się sk...wiłam. I tyle. Odpowiedz Link
yoric Re: W obronie Petara 08.07.06, 03:36 OK to od jakiego wieku oficjanie można zdradzać? A do jakiego należy 'potepiać'? Ja właśnie poznałem w klubie bardzo fajną młodą koleżankę, którą jej brzydka oleżanka wyprosiła za rękę z lokalu. Instytucja brzydkiej koleżanki jest mi najbardziej nienawistną w świecie. Pozdrawiam Odpowiedz Link
groszek_73 Re: W obronie Petara 07.07.06, 09:20 yoric napisał: > i taką trochę nieśmiałością zwierzę się tu, że czasem lubię 'dotykać' małego > synka, albo kopać psa sąsiadów to co? Mam czekać na pocieszenie? No sorry... tak jest ! dziś ławka, jutro agencja towearzyska ! Odpowiedz Link
lolobrigida Re: zdrada widziana oczami zdradzajacej 06.07.06, 15:38 Pojęcie zdrady jest dosyć elastyczne i indywidualne. Znasz swojego męża chyba na tyle, aby wiedzieć jak On zakwalifikowałby Twoją znajomość. Pomyśl, czy potrafisz przewidzieć Jego reakcję w przypadku ewentualnej wpadki. Fakt, że wdałaś się w taki romans świadczy o tym, że w Twoim małżeństwie coś szwankuje i czegoś Ci zabrakło... Pisałaś zresztą o tym choc nie potrafisz nazwać tego czego brakuje. Myślę, że nie jesteś tak naprawdę szcześliwa. Będziesz musiała wybrać. Mam nadzieję, że wybierzesz dla siebie właściwą opcję... :-) Wszystkiego mieć nie można... Twoje życie, Twoja sprawa... dopóki nie krzywdzisz innych... Moim skropmnym zdaniem jednak krzywidzisz... Męża... Niemniej powodzenia, jeśli Tobie jest dobrze :-) Odpowiedz Link
katarzynka777 zdrada - dlaczego? 07.07.06, 17:41 wszystko o zdradzie, jak o niej mowić, jak zapobiec, czyli Oblicza zdrady zdrada.zlotemysli.pl/007ok.php?c=4main&idEbook=71 Odpowiedz Link
yoric Re: zdrada widziana oczami zdradzajacej 10.07.06, 13:30 "Poligamiczna natura" może oczywiście być częściową przyczyną zdradzania, ale czy usprawiedliwieniem? Część osób pisze tak, jakby to było ostateczne usprawiedliwienie. Bzdura. To chyba objaw ostatecznej desperacji. W przypadku innych świństw, czy wykroczeń nikt nawet nie próbuje posługiwać się usprawiedliwieniami o 'naturze', by nie narazić się na śmieszność ("no fakt, zgwałcił, ale wiesz - on ma taką naturę"). Natomast sam temat niedopasowania naszego modelu społecznego do naszych biologicznych inklinacji jest interesujący. Monogamia nie jest uniwersalnym standardem dla wszystkich społeczności na całym świecie. Ale co w zamian? Myśl, że nasza kultura stopniowo podryfuje w kierunku większej akceptacji swobody seksualnej, tj. będą stopniowo powszechniejsze związki, gdzie partnerzy mają wolną rękę, jeśli chodzio łóżko. Pozdr Odpowiedz Link
reynevan_a Re: zdrada widziana oczami zdradzajacej 10.07.06, 20:41 A może po prostu jesteś egoistką ? Twój cały post mówi :"jestem najważniejsza, tylko ja się liczę". Dlaczego niszczysz życie swojemu mężowi, może on chce mieć dzieci, a co będzie jak się dowie, ze żył w kłamstwie. Ty nie kochasz swojego męża, gdybyś go kochała nie chciałabyś, żeby poczuł się tak, jak się poczuje gdy prawda wyjdzie na jaw. A twój kochanek, cóż to za mężczyzna, który potrafi żyć jako ten "drugi"? Odpowiedz Link