tiramisowe_szalenstwo
21.07.06, 14:17
pisze na forum, bo tak naprawde chciałabym zeby ktos obcy spojrzał na całą tą
pogmatwaną sytuacje w której sie znalazłam chłodnym, obiektywnym okiem.
Zaczne od tego, ze jestem w kilkuletnim związku z naprawde wspaniałym
facetem, kochającym czułym i w ogóle super, wykształconym, majętnym i z
dobrej rodziny...slub i wesele juz za niedługo, wielka impreza na 100 osób w
dobrym hotelu, w 80% finansowana przez jego strone...uznalismy, bez emocji,
ze czas najwyższy po prostu na slub...no własnie wszystko dzieje sie u nas
bez emocji,seks tez tak wygląda:( niby jest ok, no bo pisałam ze jest czuły
ale to nie jest to! nie wiem na ile da sie to zmienic, ale penetracja jego
członka nie jest głęboka, prawie nigdy nie mam orgazmu...do czego zmierzam,
moje życie generalnie jest ustatkowane, żyjemy na wysokim poziomie,
tymczasem poznałam bliżej mężczyzne, z którym miałam kontakt na stopie
zawodowej od około roku...przezyłam z nim wspaniałą noc...po długim rozmowach
pojechałam do niego i po prostu rzuciłam mu sie na szyje...on jest sam,
daleko ode mnie, twierdzi że mnie kocha, wierze mu, seks jest z nim
fantastyczny, strasznie zwraca uwage na moje potrzeby, dodam na marginesie ze
podczas pierwszej nocy miałam 3 orgazmy...wiem, ze nie jest on ideałem, ale w
myślach wyobrażam sobie nasze wspólne życie...skromniejsze, moze bez
zagranicznych wyjazdów, ale za to pełne namietności...
dochodzi do tego jeszcze wiele innych wątków, mam pełno kompleksów z uwagi na
pochodzenie, wiem, ze rodzice narzeczonego akceptują mnie, ale nie tolerują
mojej rodziny, boli mnie to bardzo...jego znajomi stali sie moimi znajomymi,
jego mieszkanie stało sie moim domem, mam tylko prace, w której znajduje
zadowolenie i pozorne szczęście...nie wiem czy kocham jeszcze mojego
narzeczonego, choc wiem, ze on mnie bardzo, to ze jestesmy razem oznacza
chyba, ze przemawia za mną wygodnictwo i obawy przed drastycznymi
zmianami...mam mnóstwo watpliwości, a czas ucieka...nie ciesza mnie
przygotowania,myślami jestem zupełnie gdzies indziej! zupełnie nie wiem co
zrobic?? odwołać całą impreze? powiedziec ze nie jestem jescze gotowa? a może
stłumic w sobie namietność, pogodzic sie z losem, w końcu takie zycie jest
lepsze, prostsze, tylko czy szczęśliwsze?