Dodaj do ulubionych

spojrzenie z drugiej strony na brak chęci...

01.08.06, 18:11
to jest spojrzenie tej drugiej strony, która częściej nie ma siły-nastroju-
ochoty na seks.
jesteśmy małżeństwem od 6 lat. znamy się 8 lat. mamy dwie córeczki (1,5 i 4,5
roku). obydwoje mamy dobrą pracę, niezłe zarobki. swoje małżeństwo mogę
ocenić jak dobre. bardzo kocham męża (wiem, ze on mnie też), jesteśmy dość
zgodnym małżeństwem, w którym kłótnie są dość sporayczne. dzieciaki chowaja
się zdrowo itd. podsumowując-nie mamy większych problemów w tzw. życiu
codziennym...
seks.
to ja jestem tą stroną, która częściej nie ma siły się kochać niż mąż.
nie jest to związane z tym, że nie mam ochoty na męża, że mnie nie pociąga.
ani z tym, ze mamy juz dzieci i nie widzę sensu w dalszym współżyciu.
lubię seks, ale mamy tak niewiele możliwości na wygospodarowanie czasu "sam
na sam". wiem, że mąż ma do mnie żal, o to, że kochamy sie tak rzadko (raz na
dwa tygodnie), pomimo że rozumie że nie jest to dla mnie takie proste. po
prostu potrzebuję więcej czasu na to żeby "zachcieć". nie jestem w stanie
kochać się na zawołanie, w przeciwieństwie do męża (to chyba dobrze po tylu
latach małżeństwa ;)), a niestety jak przychodzi wieczór, dziec są już w
łózkach i mamy chwilę dla siebie to najczęściej mam ochotę na kąpiel i
przyłożenie głowy do poduszki. nie chcę traktować męża w tens posób, że
położę się na wznak/odwrócę plecami i niech robi swoje. czasami zdarza nam
sie szybki numerek (np. w ciągu dnia jak jesteśmy chwilowo sami w domu), ale
taki "normalny" seks, z którego oboje czerpiemy satysfakcję jest z reguły
wtedy gdy córki lądują na weekend u dziadków.
czy uważacie, że robię źle, że wieczorem przytulam się do niego i na tym
koniec, że nie chcę wymuszać czegokolwiek. staram sie znajdować więcej czasu
dla nas, ale z dwójką maluchów i naszą pracą jest to dość trudne.
piszę to po to żeby niektórzy panowie spróbowali zrozumieć swoje żony. nie
wszystko jest czarno-białe...
Obserwuj wątek
    • pgpg1 Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 01.08.06, 18:38
      Raz na dwa tygodnie przy dwojce dzieci to nie jest najgorsze, co moze spotkac
      dojrzalego i normalnego faceta..... nie musisz miec wyrzutow sumienia. Badz
      emocjonalnie dla niego bliska, to powinien zrozumiec.

      A Dziadkom nalezy sie uklon do pasa. Chyba wiedza, jak wazne jest to, by dac
      mlodym kilka chwil intymnosci...



        • florcia-a Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 01.08.06, 22:57
          Potwierdzam , u nas jest podobnie , z tą różnicą , że nie mogę dzieci podesłać
          nikomu , na intymność sam na sam mamy okazję tylko w nocy a i tak zawsze się
          martwię , że wszystko słychać , że obudzę dzieci , czy babcię ,do tego
          wiadomo zmęczenie daje się we znaki , więc wiem doskonale o czym mówisz , no
          cóż jeszcze parę latek i będziemy miały więcej swobody - mam przynajmniej taką
          nadzieję , pozdrawiam
    • jaonmy Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 10:06
      a ja odpowiem jako zona ktora chcialaby czesciej ale to wlasnie moj maz jest
      zajety, zmeczony, pochloniety innymi rzeczi itp itd
      czuje sie dla niego czesto aseksualna i nieatrakcyjna, moje poczucie wlasnej
      wartosci leci na leb na szyje, co dziwne bo nie mam problemu z potwierdzeniem
      swojej atrakcyjnosci w oczach innych mezczyzn czy kobiet
      nie chodzi mi o to zeby go zmuszac ale zeby czasami zamiast ciagle powtarzac ze
      jest zmeczony, ze seks to ma byc przyjemnosc, ze przeciez nie bedzie sie
      zmuszal... pomyslal troche o tym jak ja sie czuje i moze raz na jakis czas
      postaral sie odsunac inne rzeczy na bok i wygospodarowac czas tylko dla mnie
      nie wiem dla kogo to jest wiekszy problem... dla osoby ktorej potraby sa
      niezaspokojone i caly czas z tym sie zmaga czy dla osoby ktora praktycznie o
      tym nie mysli i zmaga sie tylko w chwilach kiedy druga strona probuje cos
      uzyskac?
      zgadzam sie ze nie wszystko jest czarno biale, radze sie jednak zastanowic ile
      mozna komus fundowac wieczny post i oczekiwac ze dalej bedzie twierdzil ze jest
      fajnie bo seks to nie wszystko. oczywiscie ze nie wszystko ale ciagle
      narastajaca frustracja moze w pewnym momencie okazac sie wszystkim i
      cala "wazniejsza" reszte odsunac na bok
      • iksik7 Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 10:38
        ja nie funduję mężowi wiecznego postu jednak wiem, ze nie miałby rzadnej
        przyjemności z tego, że położe się jak kłoda i łaskawie pozwolę mu zrobić co
        trzeba...
        on chyba widzi, że jak już uda nam się wygospodarować troszkę czasu to wszystko
        wygląda jak dawniej. może dlatego, że kochamy sie rzadko to chwile które mamy
        tylko dla siebie nie są wymuszeniem. kochamy się prawie jak za dawnych czasów
        (może głównie dlatego, ze tak rzadko siebie mamy ;)), ale na codzień nie
        zaniedbujemy okazywania sobie czułości. myślę, ze on widzi, że ja go pragnę,
        ale nie zawsze mamy tyle czasu żeby był "miło".
        pozdrawiam
        • jaonmy Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 10:43
          moj maz rowniez nie funduje mi wiecznego postu ani nie zaniedbuje okazywania
          czulosci, a wymuszony seks nie daje satysfakcji
          mimo to niedosyt sprawia ze czuje poglebiajaca sie frustracje
          chcialam pokazac jak to moze wygladac dla twojego meza i choc tobie sie wydaje
          ze jest ok, wcale nie musi byc ok, zwlaszcza dla niego
          • iksik7 Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 11:11
            czyli co byś zaproponowała?
            zmuszać się?? pomimo zmęczenia, płaczącego dziecka za ścianą zmuszać się do
            seksu? przykro mi, ale nie potrafię. nasze najdłuższa bezseksie trwało prawie
            trzy tygodnie i związane było z tym, że całą rodziną zapadliśmy grypkę :(.
            zdaję sobie sprawę, że mąż ma większe potrzeby i łatwiej jest mu "zachcieć",
            ale z pewnością daję mu odczuć to, że nadal jest dla mnie atrakcyjny. nie
            unikam kontaktu cielesnego. myślę, że nie ma powodów by czuć się odtrąconym.
            przede wszystkim nauczona doświadczeniami znajomych par, po urodzeniu córek nie
            stałam się tylko matką, ale nadal jestem kobietą, jestem kobietą dla siebie i
            dla niego. nie sądzę aby moje małżeństwo było jakimś wielkim zakłamaniem, temat
            seksu nie jest u nas tematem tabu, po prostu nie zawsze jest czas na stworzenie
            odpowiedniego nastroju, a ja tego nastroju potrzebuję.
            • jaonmy Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 11:25
              nie ma dobrego rozwiazania, pojscie na kompromis oznacza ze obydwoje bedziecie
              niezadowoleni, czy nie tak?
              tak to przynajmniej problem ma tylko jedno z was :(
              ciekawe jak dlugo wytrzyma zanim nie zacznie wyladowywac tej frustracji w inny
              sposob, przypuszczam ze dojada kolejne problemy, ktore odczuje cala rodzina
              napewno cie kocha, pokazujesz mu ze jest dla ciebie atrakcyjny a on coz... byc
              moze jest mu z tym jeszcze ciezej bo walczy pomiedzy uczuciem do ciebie a
              wlasnymi potrzebami
              przeciez nikt cie nie zmusi, probuje ci tylko powiedziec ze niekoniecznie on to
              musi wytrzymac jezeli sama widzisz ze ma z tym problem, bedzie sobie tlumaczyl
              ze uczucia, ze dzieci, ze zobowiazania... jak dlugo?

              oczywiscie, wcale tak byc nie musi i nie zycze ci tego, moze czasami po prostu
              postaraj sie zmusic a w trakcie ci sie jednak spodoba, moze potrzebujesz
              troszke przestawic swoje myslenie, a moze twoj maz zaakceptuje ten stan rzeczy
              i faktycznie uczucia i rodzina mu to wynagrodza
              tak czy siak zycze powodzenia
              • iksik7 Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 11:37
                rozumiem twój punkt widzenia, ale nie rozumiem dlaczego usilnie starasz sie
                przekonać, ze mój mąż jest sfrustrowany faktem, że jego żona nie pokłada sie
                przed nim codziennie jak kłoda, tylko po to by mógł się zaspokoić. czy nie
                sądzisz, że dla niego ważne jest też żeby nie było to jednostronne? nie
                jesteśmy już nastolatkami ( ja 35 mąż 40 lat)więc i nasze potrzeby są nieco
                mniejsze niż dawniej.

                • jaonmy Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 11:55
                  nie przekonuje na sile, przeciez ty sama napisalas ze widzisz ze dla twojego
                  meza to problem - nie rozwiazany narasta.. logiczny tok myslenia
                  stad moje czysto hipotetyczne wywody
                  jestem przekonana ze wazne jest dla niego aby to nie bylo jednostronne
                  probuje ci pokazac jak moze sie czuc druga strona, ktora kocha, stara sie,
                  rezygnuje z wlasnych potrzeb i probuje sobie jakos z tym radzic np. nie
                  poruszjac tematu zbyt czesto by nie wywierac presji
                  czasami (NIE ZAWSZE ANI NIE CODZIENNIE) szlag trafia i nie potrafie zapanowac
                  nad zloscia i frustracja
                  dla mnie jednostronne jest "nie mam ochoty, nie bede sie zmuszac i koniec"

                • remax2 Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 12:30
                  Co do mniejszych potrzeb - to nie jest takie oczywiste, staystyki swoje, a
                  życie swoje.
                  Ale najważniejsze jest, żebyś dobrze wiedziała co mąż czuje - rozmowa,
                  komunikacja, emaptia z obu stron. Wiele problemów zaczyna się wtedy, gdy
                  przestajemy wiedzieć co czuje druga strona.

                  No i ozywiście masz rację, że jednostronny seks to porażka, więć lepiej dbać o
                  jakość niż ilość.
                • ich7 Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 14:49
                  To że jest sfrustrowany to ja w to nie watpie zalezy ile czasu w tym tkwi, a
                  jesli nie jest to bedzie i to zalezy tez od czasu w jakim go
                  wypostujesz,pamietaj kij ma dwa konce , jesli walczysz mieczem to giniesz od
                  niego,

                  jesli chodzi o rade to jej nie mam - bo nie mam litosci dla ludzi o malym
                  libido z tej przyzczyny ze sam duzo cierpie z tego powodu,
                  aha , a jak u was z czulosci na codzien -masz na to czas?
                  pzd
                  ich7
                  • iksik7 Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 15:45
                    może napiszę coś w imieniu swoim bo o moją frustrację się chyba rozchodzi...
                    otóż NIE JESTEM SFRUSTROWANY, nie traktuję żony jak przedmiot który ma służyć
                    mojemu wyładowaniu. fakt chciałbym częściej się kochać, ale nie chcę tego robić
                    dla siebie. są dni kiedy ja też mażę tylko o tym aby położyć się spać i staram
                    się ją zrozumieć.
                    seks jest dla mnie ważny, ale nie jest podstawą mojej egzystencji, zwłaszcza,
                    ze ta sfera u nas (w/g mnie) tak bardzo nie kuleje.
                    znam małżeństwa w których żona łaskawie dopuszcza męża raz na m-c i polega to
                    na tzw rozłożeniu nóg po to by się wyżył. ja za coś takiego "dziękuję". mam do
                    siebie zbyt wiele szacunku i do żony też, by się na coś takiego godzić.
                    poza tym gdyby moim celem życiowym było uprawianie seksu, to nie zakładfałbym
                    rodziny tylko spotykał się z przypadkowymi panienkami.
                    może trudno w to uwierzyć, ale wolę kochać się raz na dwa tygodnie, ale tak że
                    spędzamy weekend w łóżku niż co drugi dzień uprawiać seks z kłodą.
                    pozdrawiamy
    • cyklista6 Re: spojrzenie z drugiej strony na brak chęci... 02.08.06, 15:34
      No dobrze, a nie możesz go zwyczajnie popieścić, choćby ciepłą i przyjazną reką?
      Przecież to nie wymaga od Ciebie wielkiego emocjonalnego zaangażowania, a jemu
      po pierwsze nieco ulży, po drugie będzie czuł że rozumiesz jego
      frustracje/chęci. To nie jest równie satysfakcjonujące jak normalny seks, ale w
      takiej sytuacji lepsze niż nic.
      • iksik7 moj mężowska frustracja... 02.08.06, 15:51
        moją frustracje powodują opinie niektórych forumowiczów, chyba żonę ochranie za
        pisanie i czytanie tych problemach. jeszcze gotowa uwierzyć, ze mamy jakiś
        problem.
        otóż Kochanie nie mamy!!!
        a w domku sobie pogadamy...
    • iksik7 a swoją drogą... 02.08.06, 15:54
      dziw mnie to, że nie rozmawiacie o swoich problemach z żonami/mężami i piszecie
      o tym na forum. chyba problem najlepiej rozwiązać w miejscu jego powstania.
      jeśli ktoś z wami nie chce się kochać przez rok to znaczy że faktycznie coś
      jest nie tak.

      niesfrustrowany mąż...
      • jagod.a Re: a swoją drogą... 02.08.06, 16:17
        Witam, powiem Wam że moja sytuacja nie jest wcale lepsza. Ja z moim narzeczonym
        (mamy po 27 lat) nie uprawialismy seksu od poczatku tego roku. Czyli juz 7
        miesięcy. Dlaczego? Zaczelo sie od tego że narzeczony ma problem z falstartem.
        Na poczatku wspolzylismy regularnie, tzn. 3 lata temu. Od jakiegos czsu to
        wszystko w ogole przestalo miec miejsce. Ma tez meczaca prace i albo spedza w
        niej 15-20 godzin i dwa dni nie moze sie wyspac albo spi.Rozmawialismy o tym
        nie raz bylismy u lekarza ale nic to nie dalo. ja juz mam po prostu dość.
        Niedlugo slub a ja mam ochote uciec gdzies i wszystko odwolac. Nie wyobrazam
        sobie takich nastepnych kilkudziesieciu lat. Przez 7 miesiecy niepotrzebnie
        bralam pigulki. Jestem rozgoryczona i zrozpaczona.
            • jaonmy Re: a swoją drogą... 02.08.06, 17:38
              wydaje mi sie ze to nie jest calkiem normalne u 27-latka az taki spadek libido
              pod wplywem stresu zeby przez 7 m-cy nie mial w ogole ochoty na seks
              chyba powinnas z nim porozmawiac jak wyobraza sobie "wasze biale malzenstwo" bo
              ty nie bardzo i czy w takiej sytuacji nie rozsadniej byloby slub przesunac
              (wiem, 2 m-ce przed wszystko juz zaplanowane a goscie potwierdzili przyjazd ale
              mimo wszystko), moze dopiero tak postawiona sprawa pozwoli mu sie zorientowac
              ze sprawa jest powazna i chodzi o cale wasze zycie
              czy on w ogole wykazuje jakas wole zmiany sytuacji?
              • jagod.a Re: a swoją drogą... 02.08.06, 17:52
                Tak właśnie dziś powiedziałam, że nie wyobrażam sobie dalszego bycia razem w
                takiej postaci. Jeden lekarz przepisał jakieś tabletki, i na tym się skończyło.
                Drugi chciał zastosować terapię, której ja niestety nie bylam w stanie odbyć-
                miala polegac na uprawiwniu seksu w okreslonych dniach, odstępach czasu i z
                zegarkiem w ręku. jakaś makabra. Ostatnio poszlismy do trzeciego ale za
                przeproszeniem trafilismy na starego gluchego pana do którego trzeba bylo
                krzyczec i powtarzac dwa razy. Niesprzyjające warunki. Ten ostatni to byl w
                tamtym miesiącu. Narzeczony powiedzial mi dziś że on wie że to jego wina i już
                dawno powinien byl coś z tym zrobić i że nie może dopuscic do tego aby
                zniszczylo to nasza przyszlosc i wszystko o czym marzyl. Powiedzial że pojdzie
                dzis do lekarza, choc podejrzewam ze mimo chęci tak bez zapisu trudno mu będzie
                gdziekolwiek sie dostac. Ja wiem że on chce to zmienic ale jest mu ciężko bo-
                nie ukrywajmy - jest to bardzo krępujące. Tak to nie jest normalne u 27-latka,
                zwlaszcza ze ma stresującą pracę.
                  • jagod.a Re: a swoją drogą... 02.08.06, 18:39
                    Wiem, ja nie jestem osobą egoistyczną, która chce brać tylko i wyłącznie, mi
                    chodzi o to, że on nawet nie próbuje zainicjować niczego, ja się staram
                    czasami ale niewiele z tego wychodzi. A on mówi, że to dlatego, iż boi się, że
                    znowu wypali pierwszy. Mi osobiście nie przeszkadza to że on długo nie może
                    wytrzymać, nie dziwię sie- rzadkie kontakty, stresująca praca. Powiedzialam mu
                    o tym, że to nie o to chodzi, że za szybko, ale o to, że on potem zaprzestaje
                    już dalszej milości, a ja pozoataje wkurzona i slucham jak sobie smacznie
                    chrapie. Chodzi tylko o jakaś inicjatywę, a nie odwrócenie się po wszystkim na
                    bok a ja zostaję jak za przeproszeniem debil z glupim wyrazem twarzy,
                    • jagod.a Re: a swoją drogą... 02.08.06, 18:45
                      jagod.a napisała:

                      > Wiem, ja nie jestem osobą egoistyczną, która chce brać tylko i wyłącznie, mi
                      > chodzi o to, że on nawet nie próbuje zainicjować niczego, ja się staram
                      > czasami ale niewiele z tego wychodzi. A on mówi, że to dlatego, iż boi się,
                      że
                      > znowu wypali pierwszy. Mi osobiście nie przeszkadza to że on długo nie może
                      > wytrzymać, nie dziwię sie- rzadkie kontakty, stresująca praca. Powiedzialam
                      mu
                      > o tym, że to nie o to chodzi, że za szybko, ale o to, że on potem zaprzestaje
                      > już dalszej milości, a ja pozoataje wkurzona i slucham jak sobie smacznie
                      > chrapie. Chodzi tylko o jakaś inicjatywę, a nie odwrócenie się po wszystkim
                      na
                      > bok a ja zostaję jak za przeproszeniem debil z glupim wyrazem twarzy,
                • jaonmy Re: a swoją drogą... 02.08.06, 18:02
                  choroba wykluczajaca seks moze sie tez przytrafic w malzenstwie, a slubu nie
                  bierze sie tlyko na dobre i taka ewentualnosc nalezy rowniez brac pod uwage
                  niewybaczalne jest moim zdaniem podejscie "tak mam i koniec", twoj narzeczony
                  sie stara i chwala mu za to, tak naprawde nie moze zrobic wiele wiecej w tej
                  chwili ponad poszukanie pomocy u specjalisty, nikt ci jednak nie zagwarantuje
                  czy i kiedy uda mu sie przezwyciezyc ten problem (a watpie ze jest to do
                  zalatwienia w ciagu tygodnia) i musisz sie zastanowic czy potrafisz zdecydowac
                  sie na malzenstwo nie majac gwarancji ze bedzie lepiej
                  • jagod.a Re: a swoją drogą... 02.08.06, 18:43
                    napisalam ze jest mi zle z tym, że On nie przejmuje żadnej inicjatywy, a ja nie
                    mogę caly czas sie starac. Mi nie przeszkadza to ze narzeczony dlugo nie moze
                    sie kochac - nie dziwie sie - po pierwsze rzadkie kontakty, po drugie -
                    stresująca praca. Powiedzialam mu to ze mi to absolutnie nie przeszkadza.
                    Przeszkadza mi jednak to, że gdy on skończy, zaprzestaje kontynuowania i na
                    przyklad zasypia, a ja zostaje z glupim wyrazem twarzy nie doczekawszy sie
                    niczego . Raz to znioslam, drugi i dziesiąty też, ale za każdym razem to można
                    się wykonczyć.
                    • jagod.a Re: a swoją drogą... 02.08.06, 18:46

                      > Wiem, ja nie jestem osobą egoistyczną, która chce brać tylko i wyłącznie, mi
                      > chodzi o to, że on nawet nie próbuje zainicjować niczego, ja się staram
                      > czasami ale niewiele z tego wychodzi. A on mówi, że to dlatego, iż boi się,
                      że
                      > znowu wypali pierwszy. Mi osobiście nie przeszkadza to że on długo nie może
                      > wytrzymać, nie dziwię sie- rzadkie kontakty, stresująca praca. Powiedzialam
                      mu
                      > o tym, że to nie o to chodzi, że za szybko, ale o to, że on potem zaprzestaje
                      > już dalszej milości, a ja pozoataje wkurzona i slucham jak sobie smacznie
                      > chrapie. Chodzi tylko o jakaś inicjatywę, a nie odwrócenie się po wszystkim
                      na
                      > bok a ja zostaję jak za przeproszeniem debil z glupim wyrazem twarzy,


Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka