Dlaczego już nie mam ochoty na seks

25.08.06, 09:10
Witam wszystkich,

nie będę pisał czegoś w stylu "moja historia". Chciałbym po prostu opisać
kilka powodów dlaczego nie mam ochoty kochać się z moją narzeczoną, być może
któraś z pań znajdzie w tych powodach odniesienie do własnej sytuacji i
popatrzy na swój związek z innej perpektywy. Ale przede wszystkim chciałbym
się tutaj zwyczajnie wygadać :)

Powody można podzielić na te związane z seksem i te pozostałe, moim zdaniem
ważniejsze.
Jeżeli chodzi sferę seksu to:
- od dwóch lat brak większej inicjatywy z jej strony, bierność w łóżku
- kiedy zaproponuję coś nowego, to z reguły jest to odrzucane, bo tak jak jest
jest dobrze
- trzy pozycje, w których ona oczywiście jest stroną bierną
- brak seksu oralnego z jej strony, jak już to robi to na tyle nieudolnie, że
mnie to skutecznie zniechęca, nie mam już ochoty jej tłumaczyć po raz n-ty co
jest źle
- zawsze w łóżku lub na kanapie, na łonie przyrody albo pod prysznicem jakoś
jej to nie bawi
- kiedy już zrobiłem jej dobrze, moje potrzeby nie były już zbyt ważne, brak
jakiegokolwiek "rewanżu" z jej strony (najlepiej potem poprzytulać się,
odwrócić plecami do mnie i zasnąć), okropnie wkurzające dla napalonego faceta

Kilka uwag do tych punktów: cieszy (cieszyło?) mnie to, że ma prawie za każdym
razem ze mną orgazm, cenię również to, że jeżeli jest inaczej to mówi o tym
bez ogródek. Seks oralny nie jest dla mnie jakoś bardzo ważny, jestem raczej
typem, który lubi się poprzytulać, całować, lubię kobietę czuć całym swoim
ciałem, ale niekiedy lubię inaczej, ostry seks dla odmiany. Bywało naprawdę
dobrze w łóżku, ale to sytuacje raczej wyjątkowe, chciałem jej dawać rozkosz,
zrobić wszystko, co tylko mogłem i potrafiłem. Ale teraz już nie mam na to
ochoty, po prostu nie chce mi się, czekałem na jej ruch, zachęcałem. Nic się
nie dzieje. Wczoraj spytała przed snem: "może bara bara"? A ja mówię, że
jestem zmęczony, odwróciłem się i usnąłem w minutę. Może bym się jeszcze
wysilił, ale już widziałem siebie po 30 minutach, wysoki puls jak u 100
metrowca, padam na poduszkę, a ona może lekka zadyszka, na boczek i śpi.

Pozostałe powody (chyba ważniejsze):
- nie potrafimy ze sobą rozmawiać, jeśli mam inne zdanie to przez nią
traktowane jest jako atak na nią bezpośrednio, wchodzi mi w zdanie
bezpardonowo, nie słucha, podnosi głos przy byle okazji
- udawała przez długi czas kogoś trochę innego, że niby typ intelektualistki
hehe, od roku nie usłyszałem od niej nic ciekawego, tylko te same teksty o
pracy, problemach rodzinnych, jak zdarta płyta, gdy słucham tego samego po raz
n-ty to zaczyna się we mnie gotować
- nie potrafi żyć codziennością, najlepiej jakbyśmy wyjeżdżali na wycieczki
zagraniczne co drugi miesiąc, chodzili po restauracjach, kupowali, przyjemnie
spędzali czas
- czeka, aż ktoś jej coś załatwi, lepszą pracę, lepsze to, lepsze tamto, nie
chce jej się kończyć studiów chociaż została tylko obrona dyplomu

Pewnie jeszcze mógłbym coś do tego dorzucić, ale chyba wystarczy. Czuję, że
moja miłość do niej wysycha z każdym dniem, pozostał ledwie widoczny strumyk,
a kiedyś to była rwąca rzeka wyrywająca głazy. Smutno mi i tyle. Szkoda tych
lat, tych zbudowanych wpólnie rzeczy. Czas chyba zacząć budować coś nowego od
"dymu z komina".


    • mreck Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 09:32
      miałem to samo. przez 23 lata. hihihi. jak wkońcu znalazłem kogoś kto lubi
      seks, to się rozwiodłem.
      najgorsze w seksie z moja byłą było to, ze nie wiedziałą kiedy mężczyzna coś w
      końcu przeżywa.
      na poczatku małżeństa musiałem wychodzić po do łaienki, żeby dokończyć.
      a orgazm przeżyła po 15 latach moich starań. musiałem stymulować ja palcem
      przez około 10-15 minut z szybkościa z jaka kreci sie kogel mogel. i wtedy
      krzyczała ooo ooo jeszcze nie przestawaj.
      do reki wzięłą mojego chyba po roku.
      do buzi po 10 latach, ale mam podejrzenia ze ktoś ją poprostu przeleciał, bo
      stało sie to nagle.
      robiła to na tyle nieumiejetnie, ze mnie bolało.
      myslę, ze traktowała mnie jak zboczeńca, bo cokolwiek chciałem zrobić inaczej,
      to odmawiała.
      a na koniec powiem, ze bardzo ja kochałem, i szanuję do tej pory, bo była
      dzielna kobietą i matka 2 moich córek.
      ale pod 18-20 latach zacząłem dostrzegać poczatek impotencji. co skłoniło mnie
      do poszukania kogos na boku.

      a temat gadania: zgadzam sie. tylko wróciłą z pracy to otrzymywałem obszerne
      sprawozdanie cos koło godziny: kto co powiedział itp. nawet jak ogladałem
      teleekspres.. bloa bla bla...
      • lolant Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 10:08
        To ja wam szczerze współczuję , bo to co piszecie jest po prostu beznadziejne(
        nie znalazłam innego słowa) , jeżeli czujesz się z tym tak żle , a twoja
        piszesz narzeczona jest po prostu leniwa - to lepiej jeszcze ze 100 razy się
        zastanów , czy po prostu warto , żebyś póżniej nie musiał pisać tego co p.
        mreck, który twierdzi , że swoją byłą żonę szanuje , a ja uważam , że wcale nie.

        Jeśli nie macie o czym ze sobą rozmawiać , to nie ma przyszłości , a do tego w
        łóżku nudnie , osobiście nie wyobrażam sobie czegoś takiego , bo jak mi się
        wydaje rozmowy nic nie zmieniają ?
        • przeinny Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 14:30
          Droga Lolant,

          Oczywiściem, że ze sobą rozmawiamy, czasami dość intensywnie. Tyle tylko, że
          jeżeli ja wejdę na temat np. Mgławicy Oriona, to ona potrafi z tejże Mgławicy
          zejść w monolog na temat swojego ojca, brata i koleżanki, i żeby to jeszcze
          chociaż było coś nowego, nastawia po prostu tą swoją płytę i odtwarza. Są tematy
          dnia codziennego, które przerabiamy czasami bez bólu, są wypady na rowerach,
          picie drinków, oglądanie filmów itp., ale brakuje mi w rozmowach luzu, dystansu.
          Nawet milczeć można tak, że czuje się z drugiej strony ciepło, a można z kwaśną
          miną, z ustami w podkowę. Jesteśmy ze sobą od 3 lat i nie jest to wielki szmat
          czasu, nie mam zamiaru ciągnąć tego w tej samej formie przez następne trzy.
          Myślę teraz nad tym, czy uda się ten etap jakoś po ludzku zakończyć i oczywiście
          co później, na razie mam awersję do bliższych znajomości.
          • anula36 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 14:41
            dla mnei w tej sytuacji po ludzku = jak najszybciej
          • lolant Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 15:08
            No więc sam sobie dałeś odpowiedz , nie wydaje mi sie , żebyście najzwyczajniej
            w świecie do siebie pasowali.
            • lolant Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 15:36
              Jeszcze chcę dodać , że rozmowa , a ROZMOWA to wielka różnica , do tego trzeba
              też wziąść pod uwagę , że ta słynna rozmowa w dobrym związku bywa zbędna , bo
              można sobie nawzajem czytać w myślach - czasami:)
        • edziakk Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 11.09.06, 15:31
          za lolant..w lozku nuda i brak porozumienia to juz niedobrze..a czy zawsze tak
          bylo z tym niedobraniem sie w sparwach sexu?
      • jaonmy Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 10:57
        Kazdy kij ma dwa konce, bo niby to wszytko sie wie i jest takie oczywiste ale
        zbyt czesto zdarza sie zapomniec. Nie mam co prawda 20-letniego stazu tylko
        ledwie kilkuletni, bywalo roznie, raz z gorki raz pod gorke, wiekszosc z tych
        prawd odkrylam sama, nie oczekuje ze caly czas bedzie idealnie, jednak klopoty
        tworza cos na ksztalt samonapedzajacej sie spirali. Mysle ze z moim obecnym
        mezem bylismy w pewnym momencie w podobnym punkcie jak autor watku, po czesci
        zachowywalam sie jak twoja narzeczona (nie do konca – ja np nie czekalam az
        ktos mi zalatwi prace ale szukalam jej dosc aktywnie co jednak bywalo
        frustrujace jak sie nie udawalo). Bywa ze czlowiek ma potrzebe wyrzucenia z
        siebie calego dnia, w pracy sie spedza wiekszosc jego czesc, komu to
        opowiedziec jak nie najblizszej osobie? Ponadto napieta atmosfera, frustracja i
        poczucie porazki powodowaly ze mialam ochote na seks ale za kazdym razem jak
        juz to robilismy mialam wrazenie ze jednak nie o to mi chodzi tak naprawde ze
        najpierw potrzebuje aby zmienilo sie nasze zycie a dopiero potem bede potrafila
        w pelni sie cieszyc seksem. To blokuje, zniecheca, czlowiek sie nieby kocha a
        niby nie.. stad moze wynikac biernosc. Mialam do niego pretensje i zal ze nie
        liczy sie z moimi uczuciami, ze wciaz cos mi obiecuje a potem i tak jest jak
        zwykle i podswiadomie bralam za to odwet. Czulam sie zablokowana jak mialam mu
        powiedziec ze go kocham (chociaz kochalam), jak mialam wykazac sie inicjatywa
        czy postarac o niego bo dla mnie on sie nie staral
        Przez ten czas z kolei on mogl sie lekko odzwyczaic od seksu, zniechcecic tak
        jak ty i wcale sie temu nie dziwie, nie bylam przeciez super aktywna kochanka
        wprowadzajaca do sypialni co noc jakies nowe atrakcje. Nie bralo sie to jednak
        znikad.
        Nasze zycie faktycznie diamteralnie sie zmienilo, zaprzyjaznilismy sie na nowo,
        mi dalo to poczucie bezpieczenstwa i bycia naprawde kochana. To z kolei
        sprawilo ze mi sie tez chce starac o niego, adorowac go i sprawiac mu
        przyjemnosc. Teraz jest tak ze to ja czesciej mam ochote, on coz, wiecej
        pracuje niz wtedy, jest bardziej zestresowany. Poki co staram sie odpuscic
        wszelkie rozmowy (prowadzily do nikad) i wykazac wieksza akytwnoscia i
        inicjatywa w praktyce, przekonac go ze moze byc fascynujaco jak na samym
        poczatku, nie wolno tylko spoczac na laurach.
        Moj lekko przydlugi wywod ma wlasciwie na celu pokazanie sprawy z punktu
        widzenia kobiety, skad u twojej narzeczonej wziela sie taka a nie inna postawa,
        tak naprawde mysle, ze potrzebuje porzadnego kopa bo wyglada na to ze jest
        ogolnie sfrustrowana swoim zyciem i trzeba jej konkretnego zwrotu akcji.
        Ponadto powinna sobie rowniez uswiadomic twoje odczucia odnosnie waszego
        zwiazku a dalej juz tylko od was bedzie zalezalo jak sie sprawy potocza. Albo
        jej to powiesz albo sama zauwazy. Moze sie cos ulozy, moze rozpadnie na wstepie
        a moze tak jak mreck… bedziesz czekal lat 20, czego ci nie zycze.
        • lolant Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 11:32
          No niby prawda , ale ja jeszcze dopowiem coś od siebie , nie zawsze byłam
          aktywna w sypialni, bywały takie okresy w życiu , że wolałam , żeby on się
          wszystkim zajął , a nieraz było odwrotnie ( o teraz tak jest właśnie) i w
          porządku , trzeba to zaakceptować , że każdy ma takie różne okresy w życiu ,
          wzloty i upadki , ale pomijając - nie wyobrażam sobie , żeby nie mieć ze sobą o
          czym rozmawiac , żeby wręcz te rozmowy były nudne i męczące , wszystko jedno
          dla kogo , no przecież jakoś się trzeba ze sobą komunikować, czyż nie ?
          • jaonmy Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 12:12
            Jasne, i pewnie ze idealnie jest tak jak mowisz ze zawsze jest o czym rozmawiac
            i ze nie dopuszcza sie do zaistenienia takich sytuacji, zycie nie zawsze jednak
            i nie kazdemu uklada sie tak rozowo, bywa jednak ze ludzie sie zaplataja,
            zagubia gdzies w swoich zalach i pretensjach i dochodzi wlasnie do takiego stanu
            Te rozne okresy moga wlasnie roznymi okresami a moga miec konkretne podloze i
            trudno to bagatelizowac.
            Rozpatrywanie ze tak byc nie powinno jest nieco jalowe bo tak sie juz stalo.
            A pytanie brzmi teraz co dalej?
    • 30-tka-2-ka Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 10:32
      Jak widać, stadium oczarowania macie już za sobą. Oboje jesteście tymi samymi
      ludźmi, ale postrzegacie się już 'w pełnej okazałości', bez różowych okularów.
      Na pewnym etapie związku refleksje nad niedoskonałościami partnera, niekiedy
      dosyć gorzkie, są chyba nieuniknione. To trudny moment dla was obojga,
      prawdopodobnie i ona przechodzi kryzys - cała ta gadanina o niczym może być
      takim zagadywaniem problemu, a ochota na silne podniety typu zagraniczne
      wycieczki, czy eskapady do nightclubów to próba zabicia nudy, która już się
      wkradła w różne obszary waszego związku. Przerywanie Ci w trakcie wypowiedzi,
      czy podnoszenie głosu to paskudny nawyk i objaw niedojrzałości emocjonalnej,
      strachu przed 'utratą kontroli'. Sama na to cierpiałam...Nie wiem jak na to
      reagujesz, w każdym razie nie pozwól, aby jej to weszło w krew - lepsza szczera
      kłótnia niż jej monolog, sama to kiedyś doceni. Z takiego kryzysu możcie wyjść
      mądrzejsi, a wasz związek może zyskać. Możecie też się rozejść, każde objuczone
      własnymi żalami. Wydajesz się być osobą inteligentną emocjonalnie - nie będzie
      Ci więc trudno spojrzeć na sprawę z różnych punktów widzenia, zanim podejmiesz
      jakieś ostateczne decyzje, albo zapędzisz się jeszcze dalej w poszukiwaniu wad
      swojej partnerki. Potrzeba zmian jest głęboko zakorzeniona w każdym z nas, ale
      zmieniać można na rózne sposoby, niekoniecznie burząc jedno, by zbudować
      drugie. O kurczę, chciałąm Ci dużo napisać i jakiś chaos z tego wyszedł...No
      trudno - pozdrawiam ciepło :-)
      • przeinny Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 14:59
        Wiesz, nasz cały związek to jest taka wielka sinusoida. Ostatnio byliśmy na
        wakacjach i było wspaniale, ona oderwana od problemów (tych realnych i
        wyimaginowanych), od codzienności, potrafiła sporo z siebie wykrzesać. Ale po
        powrocie znowu zaczyna się to samo, mam wrażenie, że te wakacje to w tym związku
        taka "śmierć gwiazdy", wielki wybuch a później czarna dziura, która nas wessie i
        będzie koniec. Codzienność po prostu nas niszczy, ja znajduję radość w
        niewielkich rzeczach, a ona myśli tylko o tym, czego jej brakuje. Czasami ją
        pytam, czy jak będziemy mieli lepsze mieszkanie, lepszy samochód to, czy tamto,
        czy będzie szczęśliwa, wtedy widzę, że coś tam zaczyna rozważać i zastanawiać
        się nad tym co jest tak naprawdę w życiu ważne. Szkoda tylko, że tak to długo
        trwa. Próbowałem już różnych rzeczy, próbowałem rozmawiać, ale ona gdzieś w
        głębi duszy jest nieszczęśliwa i nie wiem jak to zmienić, mówi, że kocha, że
        jestem tym, na którego czekała, ale czasami zupełnie tego nie czuję.
        Mógłbym poświęcić wszystko, dać jej wszystko i spróbować się przekonać, czy po
        drugiej stronie jej tęczy znajdziemy razem szczęście, ale teraz tak naprawdę nie
        mam już chyba na tę wędrówkę ochoty.

        pozdrawiam również


        • 30-tka-2-ka Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 26.08.06, 10:27
          Cóż, jeśli masz tak duże poczucie niespełnienia, rozmijacie się w swoich
          dążeniach, pragnieniach - może faktycznie warto spróbować trochę tym
          potrząsnąc. I to zanim się wszystko wypali i wessie Was ta dziura. Może
          separacja na jakiś czas - z dystansu czasem więcej widać...
    • menk.a Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 10:43
      dlaczego nadal z nią jesteś? albo chcesz być?
      nie brnij dalej i nie 'top kolejnych kosztów' w tym związku: czasu, energii,
      życia,...
      lepiej poszukać szczęścia z kimś innym, skoro trafiasz w próźnię..;)
      • anula36 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 25.08.06, 12:11
        fakt milosci w tym nie ma szacunku tez jakos nie widac... i klasycznie myslisz
        o nowym zwiazku nim skonczysz jeden. Nic nowego- ani w zyiu ani na forum.
        • mish_a Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 27.08.06, 10:36
          Przeinny
          Z Twoich wypowiedzi bije jedno:chęć ZERWANIA.
          Widać,że bardzo chcesz akończyc ten związek tylko brak Ci odwagi do tego
          definitywnego cięcia.
          I stąd ten wątek.Podświadomie szukasz naszego potwierdzenia do słuszności
          decyzji jaka byłoby zerwanie.

          Sam napisałeś że nie masz ochoty się już więcej starać i coraz więcej rzeczy
          Cię irytuje.
          Rozumiem że zerwać jest Ci trudno 3 lata to wbrew pozorom nie tak mało.Przezylo
          się wspólnie wiele chwil często tych pięknych z których ciężko teraz
          zrezygnować.
          Przemyśl sobie to wszytsko raz jeszcze na spokojnie i zastanów CZEGO TY CHCESZ
          OD ŻYCIA.
          3maj się ciepło:)
          • caisis Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 28.08.06, 00:12
            Z życia wzięte.Brak rozmów, brak więzi emocjonalnej , brak satysfakcjonującego
            seksu. Prosta pochyła do rozpadu związku.Szkoda życia na taką imitację.
            Nie polecam tej wersji. Nadejdzie dzień , ze bedziesz załował. Ale decyzja
            należy do Ciebie. Ja gdybym mogła, to swoj zwiazek bym zakonczyła. Ech życie.
            Pozdrawiam i życze wytrwałosci.
            • marigold21 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 28.08.06, 14:18
              ja tak trochę nie na temat zapytam..
              Jak zrobić mężczyznie naprawdę dobre fellatio? Kiedy pieszczę oralnie mojego
              partnera mam wrażenie,że on nie czerpie z tego maksymalnej przyjemności. Kiedy
              go normalnie pytam(nie używam oskarżycielskiego tonu) co mam zmienić, co robię
              zle,na co konkretnie on ma ochotę to on nie udziela mi odpowiedzi. Niby mówi,że
              jest dobrze,ale ja czuję,ze nie jest..Stosuję rózne techniki, próbuję na rózne
              sposoby i z jego reakcji próbuję wywnioskować,co mu się podoba,a co nie. Ale on
              cały czas wygląda tak samo, jest w lózku raczej cichy.. Może ja naprawdę jestem
              az tak beznadziejna,ze nic co robię go nie kręci?:(
              Choć wtedy to chyba nie oczekiwalby ode mnie pieszczot oralnych,a on zawsze o
              to prosi.. Sama juz nie wiem,co o tym myslec :/
          • przeinny Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 28.08.06, 15:13
            Witam,

            Zerwanie kojarzy mi się z odrzuceniem wszystkiego, spaleniem za sobą wszystkich
            mostów, a tego nie chciałem. Odbyliśmy trudną rozmowę, rozstajemy się na jakiś
            czas, musimy odpocząć. Ona bała się, że jest ktoś trzeci, nie podejrzewała, że
            jest we mnie jeszcze tyle szczeniackiej wiary w romantyczną, wieczną miłość. Nie
            powiem, łza mi się w oku zakręciła, a ona była dzielna, była taka jaką ją
            pokochałem i to mnie nieźle zbiło z tropu. Poczułem się jak pierwszy w historii
            lotnik wuryszający przez Atlantyk. To jeszcze trwa, to jeszcze nie koniec
            oczywiście, mamy sporo wspólnych spraw, które nas łączą. Nie wyliczaliśmy na
            szczęście naszych wzajemnych niechęci i urazów. Ona wierzy, że jeszcze wrócę
            albo że będziemy przynajmniej przyjaciółmi. To drugie jest bardziej
            prawdopodobne, ale ciężko przewidzieć jaki będzie ciąg dalszy.

            Pozdrawiam i życzę wszystkim samych piątek z życia w nowym roku szkolnym ;)


            • kici10 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 28.08.06, 23:30
              To jeszcze ja pozwolę sobie na komentarz. Całe życie to sinusoida. Raz na
              wozie, raz pod wozem. Chciałbyś obciąć tą sinusoidę powyżej osi X. Ale to pogoń
              za ułudą. Kiedyś musi być źle, żeby wiadomo było że kiedyś jest dobrze.
              Odnośnie trzech pozycji w seksie. Może to są te pozycje przy których Twoja
              dziewczyna najszybciej osiąga spełnienie. Chcąc oszczędzić Ci zadyszki i
              wysiłku fizycznego (tak przez Ciebie nielubianego). To wcale nie takie częste,
              że kobieta ma za każdym razem orgazm. Być może przy innych pozycjach nie jest w
              stanie go osiągnąć. Pytałeś o to? Niekiedy bierność wynika nie z olewania
              partnera, tylko z chęci maksymalnego skupienia się na doznaniach, żeby szybciej
              dojść. No cóż, faceci mają problem z przeprowadzeniem odpowiednio długiej gry
              wstępnej. Z moich obserwacji wynika, że nadmierna aktywność kobietę rozprasza i
              cofa kilka kroków do tyłu. Z facetami jest odwrotnie, faceta bierność
              rozprasza. Stąd chyba tyle nieporozumień.
              Co do ciekawych rozmów. Nie zawsze ma się ochotę na rozmowę. Nie zawsze się ona
              klei, mimo najszczerszych chęci obu stron, mimo przygotowania najbardziej
              sprzyjających warunków. Innym razem rozmowa sama płynie, mimo niesprzyjających
              okoliczności. Mam pytanie, czy Ty sam zawsze jesteś fascynującym rozmówcą dla
              swojej partnerki, czy tylko wymagasz by ona zabawiała Cie fascynującą rozmową?
              Z tego co piszesz, to ona też wyczuwała, że coś jest nie tak, ale nie chcąc
              zrywać całkowicie kontaktu rozmawiała na bezpieczne bieżące tematy.
              Co do nieumiejętnego robienia loda, najlepiej weź banana i poprostu pokaż jak
              chcesz być pieszczony. Bardzo mi przykro, ale widzę tu roszczeniową Twoją
              postawę i żądanie nieustających fajerwerków. Ale jeśli tak zdecydowałeś, to
              szukaj dalej swojej bajki.
              Tak na marginesie, nie sądzę, żeby po separacji Twoja dziewczyna przyjęła Cię
              spowrotem.
              • przeinny Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 08:58
                Kiciu, nie denerwuj się. Niepotrzebnie skupiłaś się na samym seksie, to nie jest
                główny powód. Gdybym rozstawał się z kobietą tylko dlatego, że ona nie potrafi
                dobrze "zrobić loda", to byłbym zwykłym dupkiem, no daj spokój. Jeżeli już tak
                upierasz się przy tym seksie, to jestem w pełni świadomy, że w tych właśnie
                pozycjach łatwiej dochodziła do swojego spełnienia, problem jednak pojawia się
                wtedy, gdy taka osoba nie widzi potrzeb drugiej osoby i nie widzi w tym żadnego
                problemu. Rozstajemy się, bo mamy inne podejście do zbyt wielu rzeczy, inaczej
                widzimy naszą przyszłość, bo ciężko dojść na tym etapie do porozumienia i
                wspólnej satysfakcji. Pewne problemy ciągną się za nami od samego początku i
                ciężko coś z tym zrobić jeżeli druga osoba nie chce sobie pomóc. Nie szukam
                bajki, ale po ciężkim dniu pracy chciałbym być przywitany w domu uśmiechem,
                jakimś dobrym słowem (obiad sam portafię ugotować), a nie tak jak dotychczas: na
                mój uśmiech odpowiedź w postaci kwaśnej miny, jakieś pretensje do całego świata,
                cały czas o to samo, codziennie. Można wysłuchać, przytulić, pogłaskać, próbować
                pomóc, ale wszystko ma swoje granice.
                Z mojej strony EOT.

                Pozdrawiam
                P.S. Nie oczekuję, że mnie przyjmie ponownie z otwartymi ramionami, nie
                podejrzewam siebie o to, że będę chciał wrócić. Pewnie czasami pójdziemy razem
                na piwo, pogadamy o rzeczach, o których nie zdążyliśmy porozmawiać, na luzie,
                bez zbędnego balastu.

                • ewolwenta Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 09:06
                  Ona też musi zrozumieć, że romantyzm gaśnie i chcieć witać Cię z uśmiechem.

                  Zakochanie to taki mały terrorysta zmuszający nas do poszukiwania bliskości
                  wybranka/i a miłość to stan, kiedy nie musimy być z kimś a jesteśmy, bo chcemy.
                • 30-tka-2-ka Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 12:31
                  Dobrze, że szczerze rozegrałeś tą sprawę, bez zbednego przciągania tej sytaucji
                  i udawania przed nią, że nic się nie dzieje. Przeszłam kiedyś przez coś
                  podobnego, dobrze pamiętam to narastające zmęczenie, postepujacy brak chęci na
                  cokolwiek - chciałam wtedy odejść, jednak mój ówczesny partner postawił na
                  swoim i 'dałam nam jeszcze jedną szansę'. Przez kolejne dwa miesiące robiliśmy
                  dobrą minę do złej gry - związek i tak się rozpadł, co gorsza pozostało wiele
                  goryczy i niesmaku... Nic na siłę, szczególnie kiedy nie ma dzieci, a i wówczas
                  warto dobrze rozważyć 'za' i 'przeciw'. Czas pokaże, czy macie żyć razem, czy
                  osobno.
                • kici10 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 13:41
                  Dlaczego uważasz, że się denerwuję. Jestem całkowicie spokojna. Wszak to nie
                  moje małpy i nie mój cyrk. W komentarzu odniosłam się tylko do tego co
                  napisałeś, a że pod spodem leży jeszce dużo innych, jak się okazuje
                  ważniejszych rzeczy, to nic nowego. Zwykle jest tak, że człowiek podejmuje
                  decyzję, na podstawie czegoś, czego nawet nie chce wyartykułować, a cała
                  reszta, to taka otoczka mająca poprawić dobre samopoczucie i usprawiedliwić
                  przed sobą własne postępowanie. Jeśli piszesz o tym na forum, usprawiedliwiasz
                  się, to znaczy, że gdzieś coś Cię gryzie, że do końca nie jesteś pewny czy
                  postępujesz właściwie.
                  Jeśli przeczytasz mój post dokładnie, to zobaczysz, że nie skupiłam się tylko
                  na seksie, ale też na innych rzeczach o których pisałeś.
                  Co do miłego traktowania siebie nawzajem. Nie wierzę w takie bajki, że jedna
                  strona jest milutka, a druga cały czas warczy. Zwykle wszystko jest na zasadzie
                  akcji i reakcji. Na miłe słowo zwykle dostaje się miłe słowo, na warczenie
                  odpowiedzią jest również warczenie.
                  To, że piszesz o sobie w superlatywach, też nie jest niczym nowym. Wszyscy tak
                  tu piszą. A prwda często jest zupełnie inna. Widzi się źdźbło w cudzym oku, a
                  belki we własnym się nie dostrzega.
                  Wydaje mi się, że problem leży zupełnie gdzie indziej i jest prosty jak
                  pieprzenie. 3 lata zawiązku, dziewczyna kończy studia, chce jakichś deklaracji
                  na przyszłość. Chce małżństwa, dzieci, stabilizacji. Ty natomiast chcesz bzykać
                  bez zobowiązań, tak długo, jak się da. Nie chcesz rodziny. Ot i cały problem.
                  Tak mi się wydaje. W takiej sytuacji rzeczywiście jedynym dla ciebie wyjściem
                  jest dać nogę i szukać następnej ofiary. No i dobrze. Przynajmniej nie będziesz
                  dziewczyny wpędzał w lata, bo jej zegar biologiczny bije.
                  • przeinny Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 14:26
                    > Zwykle jest tak, że człowiek podejmuje
                    > decyzję, na podstawie czegoś, czego nawet nie chce wyartykułować, a cała
                    > reszta, to taka otoczka mająca poprawić dobre samopoczucie i usprawiedliwić
                    > przed sobą własne postępowanie. Jeśli piszesz o tym na forum, usprawiedliwiasz
                    > się, to znaczy, że gdzieś coś Cię gryzie, że do końca nie jesteś pewny czy
                    > postępujesz właściwie.

                    Oczywiście, że nie jestem pewien, to nie jest guma, którą się odkleja z buta, bo
                    przeszkadza. Nie ukrywam, że nie czuję się z tym wszystkim dobrze i ta dyskusja
                    (tak jak i inne wątki) to również próba znalezienia potwierdzenia,
                    usprawiedliwienia, a może tego, co jest w Twoim poście - zrobienia lokalnego
                    trzęsienia ziemii.

                    > Wydaje mi się, że problem leży zupełnie gdzie indziej i jest prosty jak
                    > pieprzenie. 3 lata zawiązku, dziewczyna kończy studia, chce jakichś deklaracji
                    > na przyszłość. Chce małżństwa, dzieci, stabilizacji. Ty natomiast chcesz
                    > bzykać bez zobowiązań, tak długo, jak się da.

                    Zgadza się! Dlatego rozstaliśmy się i zamierzam słuchać bzykania komarów w
                    samotności. Mój sąsiad też ma "komara", to sobie czasami zejdę do piwnicy i
                    posłucham. Oj będzie się działo.

                    A tak na poważnie. O dziecko staraliśmy się od jakiegoś czasu, o ślubie też była
                    mowa, wstępne ustalenia, nawet data była ustalona, rodzina poinformowana. Zmian
                    na plus jakoś przez ten czas nie zauważyłem. Może było za mało zdecydowania z
                    mojej strony, albo byłem ślepy na inne rzeczy?

                    Poprzednio miał być EOT, ale widzę, że masz całkiem niezły, cięty język więc
                    czekam na jeszcze - to nie jest złośliwość, dałaś mi trochę do myślenia.

                    Pozdrawiam




                    • ewolwenta Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 16:32
                      Nie, doszedłeś do wniosku, że tak wygodniej.
                      Kici mnie przekonała.

                      > A tak na poważnie. O dziecko staraliśmy się od jakiegoś czasu, o ślubie też
                      był
                      > a
                      > mowa, wstępne ustalenia, nawet data była ustalona, rodzina poinformowana.
                      Zmian
                      > na plus jakoś przez ten czas nie zauważyłem. Może było za mało zdecydowania z
                      > mojej strony, albo byłem ślepy na inne rzeczy?

                      Szokujące jest to, że „o dziecko się staraliśmy, śluby planowaliśmy a zmian na
                      plus nie ma”

                      A czego się spodziewałeś, że wychowasz sobie partnerkę pokazując jej marchewkę?

                      Mnie się zawsze wydawało, że decyzja o dziecku to jedna z najważniejszych i
                      najbardziej wiążących decyzji dwojga ludzi. Niesie konsekwencje na minimum
                      ćwierć wieku wprzód wiec powinna być podjęta odpowiedzialnie. Przez partnerów w
                      stabilnym emocjonalnie związku a nie jako karta przetargowa na jego wstępie.


                      • przeinny Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 19:03
                        > Nie, doszedłeś do wniosku, że tak wygodniej.
                        > Kici mnie przekonała.
                        Do czego konretnie? Że "samiec Twój wróg"?

                        > Szokujące jest to, że „o dziecko się staraliśmy, śluby planowaliśmy a zmi
                        > an na
                        > plus nie ma”
                        Oczywiście, że szokujące, a głownie dlatego, że takie decyzje podejmuje się w
                        chwili, w której chce się powiedzieć "Trwaj chwilo, jesteś piękna". Śmieszy
                        mnie, że odbierasz to zdanie w sposób tak dosłowny. Przecież wiadomo, że
                        wszystko jest rozłożone w czasie, w pewnym momencie o rozstaniu nie myśli się
                        zupełnie, a jakiś czas później (rok, dwa lata) jest to bolesna rzeczywistość.

                        > A czego się spodziewałeś, że wychowasz sobie partnerkę pokazując jej
                        > marchewkę ?
                        Jaką znowu marchewkę? Żadnych marchewek ani innych warzyw nie pokazywałem.

                        > Mnie się zawsze wydawało, że decyzja o dziecku to jedna z najważniejszych i
                        > najbardziej wiążących decyzji dwojga ludzi. Niesie konsekwencje na minimum
                        > ćwierć wieku wprzód wiec powinna być podjęta odpowiedzialnie. Przez partnerów
                        > w stabilnym emocjonalnie związku a nie jako karta przetargowa na jego wstępie.

                        To prawda, jest to bardzo ważna decyzja, dlatego w pewnym momencie odłożyliśmy
                        ją wspólnie na przyszłość. Czy można kiedykolwiek mieć pewność, że taka decyzja
                        jest słuszna? Ile trzeba być ze sobą, by się na to zdecydować? Nie jesteśmy
                        znowu tacy młodzi (jak ktoś kończy studia, to niekoniecznie ma 23 lata).
                        Jeśli zaś chodzi o kartę przetargową, to znalazła się w Twojej wypowiedzi dla
                        Twoich własnych celów.

                        • kici10 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 21:42
                          Zastanawiasz się czy postępujesz właściwie. Coś Cię uwiera. Ale mam nieodparte
                          wrażenie, że ani jedna z tych rzeczy, które tu opisałeś. Piszesz o nieciekawym
                          seksie, o braku fascynujących rozmów, o innym spojrzeniu na życie, o innym
                          systemie wartości. Czyli właściwie wszystko was dzieli. Skąd więc te
                          wątpliwości? Jest chyba coś co was łączy, i czego nie da się niezauważać. Jest
                          na tyle ważne, że równoważy wszystkie minusy, które opisałeś. W przeciwnym
                          wypadku wątpliwości raczej by nie było.
                          Co do zmiany partnerki in plus po obietnicy dziecka i małżeństwa. Co to znaczy
                          zmienić się na plus? Dla każdego to co innego znaczy. Np. człowiek chciwy dla
                          jednych to sknera (wada), dla innych zaś oszczędny (zaleta). Jak chciałeś, żeby
                          Twoja dziewczyna się zmieniła? W czym? Powiedziałeś jej o tym czego oczekujesz,
                          czy sama miała się domyśleć. Chciałeś więcej seksu,czy mniej seksu, mniej
                          uśmiechu, czy więcej uśmiechu, lepszych obiadków, czy zaprzestania gotowania,
                          sprzątania, czy akceptacji bałaganu i skupienia się na Tobie. Wymagania mogą
                          być tak różne jak ludzie. Każdemu pasuje coś innego i na czym innym mu zależy.
                          Dopóki tego nie wyartykułujesz, to dupa zimna. Nikt nie jest Duchem Świętym,
                          żeby to odgadnąć. Na razie Twoje myśli są rozwichrzone. Czy Ty sam wiesz czego
                          byś chciał? Spróbuj napisać tu na forum, czego byś chciał od swojej dziewczyny.
                          Spróbuj ubrać w słowa, to co Ci się kołacze po głowie.
                          Z tego co napisałeś do tej pory wynika:
                          1. Chcesz seksu, ale nie lubisz się męczyć. Niech więc ona się pomęczy. A że
                          nie osiągnie satysfakcji, to trudno. Za to Ty osiągniesz nie kiwnąwszy palcem.
                          2. Nie zabawia Cię fascynującą rozmową, tylko odreagowuje pracę i inne tam
                          przyziemne duperele. A powinna trochę poczytać, przygotować pogadankę,
                          scenariusz rozmowy, umiejętnie modulując głos i dawkując napięcie, aby Cię nie
                          zanudzić.
                          3. Przygotować jakieś gry i zabawy w domu, bo wychodzić nigdzie nie chcesz.
                          4. Nauczyć się świetnie gotować i wymyślać codziennie smaczne potrawy, bo do
                          knajpy nie pójdziesz.
                          5. Choćby w jej pracy się waliło i paliło, choćby ją zbluzgała za darmo
                          sprzedawczyni w sklepie, lub ktokolwiek, choćby się źle czuła ma zawsze witać
                          Cię uśmiechem i dobrym słowem jak wracasz z pracy. Bo o tym, że jej źle Ty
                          słuchać nie chcesz.
                          6. Ma mieć dokładnie takie same jak Ty plany na przyszłość, takie same poglądy,
                          takie same przyzwyczajenia. Wogóle ma być takim mniejszym Tobą, tylko, że bez
                          jaj.
                          Z Twojego postu wynika dla mnie, że tego właśnie chcesz. Pozdrawiam serdecznie.
                          • przeinny Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 30.08.06, 08:46
                            > Z tego co napisałeś do tej pory wynika:
                            > 1. Chcesz seksu, ale nie lubisz się męczyć. Niech więc ona się pomęczy. A że
                            > nie osiągnie satysfakcji, to trudno. Za to Ty osiągniesz nie kiwnąwszy palcem.
                            > 2. Nie zabawia Cię fascynującą rozmową, tylko odreagowuje pracę i inne tam
                            > przyziemne duperele. A powinna trochę poczytać, przygotować pogadankę,
                            > scenariusz rozmowy, umiejętnie modulując głos i dawkując napięcie, aby Cię nie
                            > zanudzić.
                            > 3. Przygotować jakieś gry i zabawy w domu, bo wychodzić nigdzie nie chcesz.
                            > 4. Nauczyć się świetnie gotować i wymyślać codziennie smaczne potrawy, bo do
                            > knajpy nie pójdziesz.
                            > 5. Choćby w jej pracy się waliło i paliło, choćby ją zbluzgała za darmo
                            > sprzedawczyni w sklepie, lub ktokolwiek, choćby się źle czuła ma zawsze witać
                            > Cię uśmiechem i dobrym słowem jak wracasz z pracy. Bo o tym, że jej źle Ty
                            > słuchać nie chcesz.
                            > 6. Ma mieć dokładnie takie same jak Ty plany na przyszłość, takie same
                            poglądy, takie same przyzwyczajenia. Wogóle ma być takim mniejszym Tobą, tylko,
                            > że bez
                            > jaj.
                            > Z Twojego postu wynika dla mnie, że tego właśnie chcesz. Pozdrawiam
                            > serdecznie.

                            Z całym szacunkiem, ale te punkty można sobie w buty włożyć. Są celowo
                            przerysowane, żeby wywołać jakąś bezsensowną dyskusję, żebym się tłumaczył i
                            zaprzeczał, a wtedy wiadomo: "winny się tłumaczy". Z tego co pisałem wcale nie
                            wynika, że (i tutaj Twoje punkty). To Twoja interpretacja, która więcej mówi o
                            Tobie niż o mnie. A dlaczego? Bo facet to tylko chce jednego: "Ty natomiast
                            chcesz bzykać bez zobowiązań, tak długo, jak się da". Ma w dupie jakiekolwiek
                            zobowiązania: "Nie chcesz rodziny. Ot i cały problem". I oczywiście tylko
                            patrzy, żeby skrzywdzić jakąś następną bidulkę: "W takiej sytuacji rzeczywiście
                            jedynym dla ciebie wyjściem jest dać nogę i szukać następnej ofiary".
                            Moim zdaniem nie potrafisz dokładnie zrozumieć tekstu, który napisałem, czytasz
                            go, ale w pewnym momencie filtrujesz go z niepotrzebnych fusów i wychodzi
                            dokładnie to, co chciałabyś zobaczyć. Nie wiem, czy jesteś w jakimś związku, czy
                            nie, nawet mnie to nie interesuje zbytnio, ale Twoja interpretacja sfery
                            damsko-męskiej nie pozostawia złudzeń.

                            A jeżeli chodzi o listę życzeń, co do zmian na plus albo cech charakteru, które
                            dobrze by było widzieć u partnerki, to taką życzeniową listę można sobie zrobić,
                            ale z reguły z rzeczywistością nie ma ona za wiele wspólnego, na początku
                            kwitnącej znajomości każdy przedstawia siebie z jak najlepszej strony, co
                            poniektórzy potrafią udawać kogoś innego, prędzej, czy później to wychodzi z
                            ludzi, no i oczywiście po fazie szaleństwa przychodzi moment, w którym zauważa
                            się wyraźniej pewne potencjalne problemy. Każdy ma własne wady, jakieś
                            upierdliwości przekazane nam przez rodziców, na pewne rzeczy trzeba się godzić i
                            niezawracać sobie nimi głowy, ale niektóre rzeczy ujawniają się w pewnych
                            warunkach (wspólne mieszkanie)i są na tyle dokuczliwe, i tkwią tak mocno w
                            człowieku, że ciężko przymknąć na nie oko, burzą spokój, zasłaniają to co dobre
                            i w pewnym momencie dochodzi do kryzysu.
                            Oczywiście zaraz zapytasz: "na co wiec liczyłeś? że ona się nagle zmieni?". Tak,
                            liczyłem chyba na cud. Żeby stworzyć z kimś prawdziwy, długi i szczęśliwy
                            związek trzeba chyba liczyć tylko na łut szczęścia, że trafimy na taką osobę z
                            jaką naprawdę chieliśmy być.

                            Jest jedna rzecz, która dała mi do myślenia, to jest to, co napisała ewolwenta:
                            być może nie potrafię przejść od miłości romantycznej do miłości dojrzałej. To w
                            zasadzie jedyna rzecz, nad którą się obecnie zastanawiam. Moim zdaniem
                            rozstaliśmy się w dobrym momencie, zbyt wiele było urazów po obu stronach, a
                            jeszcze nie zdążyliśmy się znienawidzieć.

                            I ostatnia rzecz (Ameryki zapewne nie odkryłem). Problemy z brakiem seksu to
                            jdynie wierzchołek góry lodowej, której większa część jest głęboko ukryta pod
                            taflą wody.

                            Pozdrawiam



                            • kici10 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 30.08.06, 12:47
                              Oczywiście, że te punkty są przerysowane. A to tylko po to, by uświadomić Ci
                              jak mało spójna jest Twoja wypowiedź.
                              Z jednej strony narzekasz, że partnerka nudna, z drugiej nie chcesz z nią
                              nigdzie wychodzić. Narzekasz, że Cię nie uszczęśliwia i zaraz piszesz, że
                              gdzieś w głębi duszy sama jest nieszczęśliwa (czyli też jej nie
                              uszczęśliwiasz). Seks jest nudny, ale nie chce Ci się go uprawiać. Piszesz, że
                              partnerką przytłacza codzienność, żeby zaraz stwierdzić, że to Ciebie jednak
                              przytłacza. I tak dalej.
                              Kryzysy w związkach nie są niczym szczególnym. To normalność. Wszyscy się
                              kulamy od kryzysu do kryzysu. Ty napotkałeś pierwszy kryzys związany z
                              opadnięciem zauroczenia. Wszyscy w długich związkach przez to przechodzili.
                              Wszak zauroczenie trwa najwyżej 4 lata, ale najczęściej dużo krócej.To czas
                              tzw. tokowania, w którym każdy stara się pokazać z jak najlepszej strony. Ty
                              też. Po opadnięciu klapek z oczu widzi się prawdziwego człowieka. I albo on nam
                              odpowiada i przechodzimy do następnej fazy, albo się rozstajemy. I to nie jest
                              tak, że te klapki spadły z oczu tylko Tobie. Twojej dziewczynie również.
                              Oczekiwanie przez cały związek fajerwerków jest naiwne i niedojrzałe. Jeśli po
                              opadnięciu zauroczenia zdecydowałeś, że do siebie nie pasujecie, to sprawa jest
                              bezprzedmiotowa i nie ma o czym dyskutować. Jeśli jednak wystawiasz swój
                              problem na forum publicznym, to musisz się liczyć z różnymi opiniami,
                              niekoniecznie z klepaniem po plecach i komentarzem "dobrze robisz brachu".
                              Siłą rzeczy bliżej mi do solidarności jajników niż plemników. Co chyba
                              oczywiste. Jeśli jednak chcesz choć odrobinę zrozumieć kobiecy tok rozumowania,
                              to rozmawiaj z kobietami. Chyba, że Cie nie interesuje zdanie drugiej strony.
                              Ale wtedy będziesz popełniał te same błędy, dziwiąc się dlaczego kobieta to nie
                              facet i nie myśli tak samo.
                              Zarzucanie komuś, że nie rozumie tekstu to broń obosieczna.Może znaczyć, że
                              ktoś ma niedostatki intelektualne i nie jest w stanie pojąć, może też znaczyć,
                              że piszący ma problem z precyzją wypowiedzi i pisze tak, że nikt nie rozumie.
                              Co do filtrowania tekstu, to też Ameryki nie odkryłeś. Każy filtruje teksty.
                              Czytasz coś i patrzysz na to przez pryzmat własnych doświadczeń, osobowości,
                              dzieciństwa, charakteru, a nawet aktualnego nastroju. Nie spotkałeś się z tym,
                              że kiedy coś mówiłeś to ktoś to opatrznie rozumiał? Dlatego dobrze w ważnych
                              rozmowach ustalić wspólną wersję. Bo może się okazać, że druga strona słyszy
                              coś innego niż chciałeś powiedzieć.
                              Na jedną rzecz chciałabym zwrócić uwagę. To nic nowego, że spada zauroczenie i
                              człowiek się rozstaje. Nie wszyscy muszą sobie pasować. Buntuję się jedynie
                              przeciwko zwalaniu całkowitej winy na partnerkę. Nie dość, że ją kopiesz w
                              dupę, to jeszcze obarczasz za to odpowiedzialnością. A to już za wiele. Miej
                              odwagę przyznać, że czegoś innego szukasz, a ta dziewczyna, to fajna
                              dziewczyna, ale nie dla Ciebie.
                              • przeinny Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 30.08.06, 14:11

                                > Oczywiście, że te punkty są przerysowane. A to tylko po to, by uświadomić Ci
                                > jak mało spójna jest Twoja wypowiedź.
                                > Z jednej strony narzekasz, że partnerka nudna, z drugiej nie chcesz z nią
                                > nigdzie wychodzić.

                                I to jest właśnie brak umiejętności czytania. Nie przypominam sobie, żebym coś
                                takiego pisał. Partnerka od pewnego momentu monotematyczna i owszem, a nie każdy
                                ma ochotę codziennie łazić po knajpach, a jeżeli komuś brakuje rozrywki, to może
                                ją sam zorganizować, ja chętnie bym się przyłączył. Wiesz, to jest na takiej
                                zasadzie: jesteś facet, zabawiaj mnie, bo się znudzę. Były częste, (w roku
                                przynajmniej cztery dłuższe pow 3 dni i weekendowe wypady) wspólne wyjazdy, dużo
                                sportu, spacery, sporo knajpiano-towarzyskiego życia, ale też codzienność, czyli
                                praca, bo na knajpę i wyjazd wszak trzeba zarobić. I w trakcie takiego tygodnia
                                bez specjalnych rozrywek, poza oczywistymi w postaci telewizora, czy komputera,
                                przydaje się trochę świętego spokoju i zrozumienia z drugiej strony po ciężkim
                                dniu, jakiś drobiazg w postaci dobrego słowa itp.

                                > Seks jest nudny, ale nie chce Ci się go uprawiać.

                                Mało logiczne to zdanie. Seks jest nudny więc nie mam na niego ochoty.
                                Po zresztą wielu próbach zmiany tego stanu rzeczy.

                                > Piszesz, że
                                > partnerką przytłacza codzienność, żeby zaraz stwierdzić, że to Ciebie jednak
                                > przytłacza. I tak dalej.

                                Jeżeli codziennie śpisz, jesz, przebywasz z osobą, którą kochasz, która nie jest
                                z niczego zadowolona, to się to udziela z nawiązką.

                                > Jeśli jednak wystawiasz swój
                                > problem na forum publicznym, to musisz się liczyć z różnymi opiniami,
                                > niekoniecznie z klepaniem po plecach i komentarzem "dobrze robisz brachu".

                                Owszem, ale nie musi być od razu kopania "po jajach". Wiem, że chętnie byś
                                widziała we mnie mizogina. Chciałbym usłyszeć inny punkt widzenia, bo moja (już
                                była) narzeczona na pytanie co jest źle często odpowiadała "nie wiem", albo że
                                "wszystko jest w porządku", choć czułem, że nie było. Ciężko jest zmieniać coś
                                jeżeli nie ma się wskazówki od czego zacząć, wtedy to jest takie na oślep,
                                podejmuje się takie działania, jakie mężczyźnie przychodzą do głowy, a to może
                                niekoniecznie jest najlepsze. Mam obecnie świadomość, że zawaliłem w wielu
                                przypadkach. Może w odpowiednim momencie znalazłbym to forum i napisał, może
                                otrzymałbym jakąś interesującą wskazówkę.

                                > Siłą rzeczy bliżej mi do solidarności jajników niż plemników. Co chyba
                                > oczywiste. Jeśli jednak chcesz choć odrobinę zrozumieć kobiecy tok
                                > rozumowania, to rozmawiaj z kobietami. Chyba, że Cie nie interesuje zdanie
                                > drugiej strony.
                                > Ale wtedy będziesz popełniał te same błędy, dziwiąc się dlaczego kobieta to
                                > nie facet i nie myśli tak samo.

                                Wiem, że tak będzie jeżeli nie dotrę do sedna sprawy. Chwilami myślę, że to ze
                                mną może coś być nie tak, sam nie wiem. Na pewno będę miał więcej czasu żeby to
                                wszystko sobie przemyśleć, może coś poczytać fachowego na podobne tematy.

                                > Zarzucanie komuś, że nie rozumie tekstu to broń obosieczna.Może znaczyć, że
                                > ktoś ma niedostatki intelektualne i nie jest w stanie pojąć, może też znaczyć,
                                > że piszący ma problem z precyzją wypowiedzi i pisze tak, że nikt nie rozumie.
                                > Co do filtrowania tekstu, to też Ameryki nie odkryłeś. Każy filtruje teksty.
                                > Czytasz coś i patrzysz na to przez pryzmat własnych doświadczeń, osobowości,
                                > dzieciństwa, charakteru, a nawet aktualnego nastroju. Nie spotkałeś się z tym,
                                > że kiedy coś mówiłeś to ktoś to opatrznie rozumiał? Dlatego dobrze w ważnych
                                > rozmowach ustalić wspólną wersję. Bo może się okazać, że druga strona słyszy
                                > coś innego niż chciałeś powiedzieć.

                                Nie zarzucam, ale nie lubię przesadnej nadinterpretacji albo wkładania komuś
                                słów, których nie powiedział, ale masz rację, że przecież zdarza się powiedzieć
                                coś i być później zrozumianym zupełnie na opak.

                                > Na jedną rzecz chciałabym zwrócić uwagę. To nic nowego, że spada zauroczenie i
                                > człowiek się rozstaje. Nie wszyscy muszą sobie pasować. Buntuję się jedynie
                                > przeciwko zwalaniu całkowitej winy na partnerkę. Nie dość, że ją kopiesz w
                                > dupę, to jeszcze obarczasz za to odpowiedzialnością. A to już za wiele. Miej
                                > odwagę przyznać, że czegoś innego szukasz, a ta dziewczyna, to fajna
                                > dziewczyna, ale nie dla Ciebie.

                                Bo to jest dobra dziewczyna i wierzę, że nigdy nie miała żadnych złych intencji.
                                Może trochę za trudny i zbyt zmienny charakter jak dla mnie. Mam nadzieję, że
                                będzie wreszcie z kimś szczęśliwa i o mnie zapomni jak najszybciej. Nie jesteśmy
                                chyba dla siebie stworzeni.

                                Pozdrawiam
                                • lolant Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 30.08.06, 15:23
                                  No właśnie nie dla siebie i to wszystko , dziś rozstanie może wydawać się
                                  bardzo bolesne , ale za jakiś czas uśmiechniecie się do siebie i przyznacie
                                  sobie rację , że to jednak była dobra decyzja - powodzenia życzę.
                                • kici10 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 30.08.06, 18:07
                                  Przeinny, do kopania po jajach to jeszcze daleka droga. I skąd pomysł, że chcę
                                  w Tobie zobaczyć mizogina?. To jest właśnie nadinterpretacja.
                                  Lubię formułę drastycznych wypowiedzi, po to by kogoś wkurzyć, a tym samym
                                  zmusić do zastanowienia. Bo nic tak nie wkurza jak prawda, którą chcemy ukryć
                                  sami przed sobą.
                                  Chciałabym Ci polecić dwie znakomite książki Andrzeja Wiśniewskiego I Katarzyny
                                  Grocholi: "Gry i zabawy małżeńskie i pozamałżeńskie" (w księgarniach)
                                  i "Związki i rozwiązki miłosne" (nakład wyczerpany, ale może gdzieś
                                  zdobędziesz).
                                  Dalsza dyskusja jest chyba bezprzedmiotowa, bo związek już nie istnieje.
                                  Pozdrawiam
                        • ewolwenta Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 21:51
                          Do czego konretnie? Że "samiec Twój wróg"?

                          A niby, czemu wróg? Raczej, że jeszcze nie jesteś gotowy na fazę
                          postromantyczną związku.

                          >> Oczywiście, że szokujące, a głownie dlatego, że takie decyzje podejmuje się w
                          > chwili, w której chce się powiedzieć "Trwaj chwilo, jesteś piękna". Śmieszy

                          Nie, decyzję podejmuje się w chwili kiedy jest się pewnym, że to jest ten
                          czas, bo dojrzeliśmy do podjęcia nowej roli. Ale może ja jestem za mało
                          romantyczna by poddać się chwili bez ważenia konsekwencji.

                          > mnie, że odbierasz to zdanie w sposób tak dosłowny. Przecież wiadomo, że
                          > wszystko jest rozłożone w czasie, w pewnym momencie o rozstaniu nie myśli się
                          > zupełnie, a jakiś czas później (rok, dwa lata) jest to bolesna rzeczywistość.

                          Nie wiem. Od wielu już lat jestem z tym samym człowiekiem. Było dobrze i było
                          źle. A jeżeli myślałam o rozstaniu to nie dlatego, że przestał mnie bawić a
                          dlatego, że traciłam wizję naszej współnej przyszłości. Zdawało mi się, że
                          nasze plany się rozchodzą. Były to krótkie chwile i wiem, że wynikały z szeregu
                          przeciwności, nie zawsze od nas zależnych.

                          > A czego się spodziewałeś, że wychowasz sobie partnerkę pokazując jej
                          > > marchewkę ?
                          > Jaką znowu marchewkę? Żadnych marchewek ani innych warzyw nie pokazywałem.

                          Pokazałeś tylko wizję rodziny, domu z ogródkiem i warzywniakiem.

                          > To prawda, jest to bardzo ważna decyzja, dlatego w pewnym momencie odłożyliśmy
                          > ją wspólnie na przyszłość. Czy można kiedykolwiek mieć pewność, że taka
                          decyzja
                          > jest słuszna? Ile trzeba być ze sobą, by się na to zdecydować? Nie jesteśmy

                          Nie ma definicji ile. Do tego trzeba dojrzeć i metryka małe ma tu znaczenie.
                          Jednak też trzeba pamiętać, że czasu nie ma aż tak wiele –zwłaszcza kobieta.

                          > znowu tacy młodzi (jak ktoś kończy studia, to niekoniecznie ma 23 lata).
                          > Jeśli zaś chodzi o kartę przetargową, to znalazła się w Twojej wypowiedzi dla
                          > Twoich własnych celów.

                          Nie. Ja nie mam takich celów ani takich rozterek. Poradziłam sobie z przejściem
                          od miłości romantycznej do dojrzałej. Nie mam już wątpliwości - nie muszę ale
                          chcę być z tym właśnie człowiekiem, z którym jestem. (i nie czyta on tego
                          forum :)
            • ewolwenta Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 29.08.06, 09:02
              Przestraszyła Cię codzienność?
              Romantyczna miłość gaśnie. Czymś ją trzeba zastąpić. Miłością dojrzała i pełną
              tolerancji lub inną kobietą.

              Nowe zakochanie znów przyprawi skrzydeł na jakiś czas a potem oklapnie. Jeśli
              pojawią się dzieci to może z nimi powstanie motywacja dla przebudowy relacji.
              Albo... będzie kolejna próba i kolejna. Romantyzm zostanie zastąpiony zdrowym
              rozsądkiem i takim związkiem lub samotnością.
            • nievelle a jednak zerwaliście.... 07.09.06, 01:37
              gdy z kimś zrywasz zawsze jest taki moment, kiedy wydaje ci się że to
              szaleństwo, że to jest takie nierealne i będzie potem mozna pogadać, pośmiać się
              itd. mówię ci nie da rady do tego wracać i lepiej nie próbować - zawsze
              towarzyszy temu niesmak, jakieś drugie fałszywe dno. musi minąć naprawdę dużo
              czasu żeby można było porozmawiać z dawną narzeczoną bez emocji, z życzliwością
              i humorem. pozdrawiam i trzymaj się ciepło!!!
    • tomry1 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 01.09.06, 23:14
      Doskonale rozumię Cię. Syndrom wiecznie niezadowolnej perfekcjonistki.
      Przerwij to najszybciej jak możesz. Osiąganie nieosiągalnych celów niszczy i
      pozbawia radości tylko Ciebie, ona tego nie widzi i widzieć nie bedzie - bo czy
      mozna być doskonałym?! Dalczego taki piszę - bo sam nie potrafię wyrwać się z
      tego błednego koła. na początku przymykałem oczy ale teraz juz wszystko oklapło
      (dosłownie i w przenośni). Wieć jeszczee raz- zmiataj daleko ...
      Tomry
    • natalka1978 do PRZEINNEGO :-) 20.09.06, 11:13
      skąd ja to wszystko znam???tyle ze z odwrptnej sotrony...moze poznaj mojego
      męża ze swoją zoną???pozdrawiam.
    • izolda201 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 20.09.06, 14:06
      Nie mozesz jej winic tylko za to jaka jest. Jak przeczytałam ten tekst to
      doszłam do wniosku, że tobie w niej wszystko przeszkadza. Chyba faktycznie
      przestajesz ją kochac. Brak seksu i zrozumienia 2 osoby to najgosze co może byc.
      Trzeba sharmonizowac ze soba te 2 rzeczy, ale widze, że ty jestes nastawiony w
      stosunku do swojej dzieczyny na "nie'.Niedopasowaliscie się, albo oczekujesz od
      niej bycia idealnym, bo czy mozna miec pretensje o głupoty takie jak:nie chce
      jej sie zyc codziennoscia. ja tego nie rozumiem za bardzo. Czego od niej
      wymagasz?Porozmawiaj z nią, tak będzie najlepiej.
    • remicius Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 26.09.06, 15:11
      Typ księżniczki :) - "jej się od życia należy" - ja bym wiał póki nie
      powiedziało się sakramentalnego "tak". Powodzenia
    • zytka08 Re: Dlaczego już nie mam ochoty na seks 27.10.06, 19:51
      piersza część listu-jakbyym słyszała zarzuty mojego facet wobec mnie, no z
      małymi wyjątkami, ale wkurza mnie , gdy zrobi mi dobrze, a potem ma mi za złe
      brak rewanżu, a gdy mi cos narzuca ...skutek odworotny, mówie mu-instrukcje daj
      wczesniej, nie podczas seksu, nei mów mi co mam i jak robic, bo odechciewa mi
      sie totalnie. to ma byc namietnośc a nie lekcja pokazowa.i przez to
      wszsytko...nie chce mi sie, jakis czas temu, nie moglam sie doczekac spotkania,
      jego ciałka, a dzis...nic.
Pełna wersja