kobietka.t
30.08.06, 22:49
Witam, chciałam się przed wami trochę wygadać... mam za soba prawie 1,5 roczny staż małżeński. Kocham mojego męża, on jak mi mówi też mnie kocha i nie mam powodu mu nie wierzyć. Pobralismy się z miłości, mimo że byłam w 4 miesiący ciąży, to nie była wpadka, bardzo chcielismy tego dziecka. Mielismy poród rodzinny, mąż bardzo mi pomógł nie wyobraźam sobie żeby go przy mnie nie było. Wprawdzie bałam się wcześniej czy przez to nie "zniechęci" się do mnie, ale on twierdzi że z tym nie ma problemu, ze dla niego to było całkiem normalna rzecz. Wierzyłam mu. po porodzie kiedy doszłam do siebie chciałam wrócić do "życia w sypialni" (i nie tylko w sypialni. Ale jak sie okazało to "życie" ledwo co się tliło.... Mi bardzo brakowało męża ale jak zauwazyłam on sie nie palił do seksu, kiedy podejmowałam inicjatywę (bielizna, taniec i tp... to było "mizianie" ale jakiegoś entujazmu nie widziałam. a jak nie to wykręcał się, potrafił znaleźć jakieś wymówki. Więc jak tak ciągle słyszałam "nie" to dałam mu w końcu spokój. to akutat była zima, na moje pytanie co się dzieje odpowiedział "że to chyba ta pora roku tak na niego wpływa". Nie nalegałam, raz że czułam się odtrącona, a dwa nie chciałam żebrac o ta odrobinę miłości fizycznej (strasznie brakowało mi przytulania, fizycznego kontaktu z nim...) nie móeię że mnie wogóle nie przytulał, w łozku na dobranoc np czasami to robił, ale przed tymi problemami to ja raczej przytualałam się do niego w ciagu dnia, ot tak poprostu, i mówiłam mu zeby mnie często przytulał bo potrzebuje tego, więc wtedy to robił.... Ale kiedy tak ciągle słyszałam "nie" to sama miałam opory żeby sie do nie go przytulić, nie chciałam zeby myslał że zaraz będę chciała czegos więcej, jak juz zaznaczyłam nie chciałam o to błagac. Skutecznie nauczył mnie tego zeby sie mu nie narzucać, az za skutecznie,,, ale o tym za chwilę. pewnego dnia cos sie stało, zaczęlismy sie kochać, po tym odwazyłam sie zapytac dlaczego tak długo czekał (prawie rok...). Odpowiedział że moje piersiątka kojarzyły mu sie z mleczkiem i karmieniem (karmiłam córeczkę jeszcze wtedy kiedy mi o tym powiedział tyle ze juz rzadko). To dla mnie był szok... nie wiem co dla innych kobiet to znaczy ale dola mnie dowiedziec sie ze po kilkumiesięcznym stażu małżeńskim nie pociagam już mojego męża, nie podobam mu sie... to mnie bardzi zabolało... no dobrze... po tym pomyślałam że skoro juz kończe (bo akurat starałam sie odzwyczaić córeczkę od piersi) karmic to wszystko sie pprawi iw róci do normy.... no cóż.... chyba jednak sie pomyliłam... może 3-4 razy było cosik... i tyle.... nie widzę z jego strony ajiiejś odmiany, mimo ze staram sie mu przekazać ze potrzebuję jego bliskości.... Co jeszcze chciałam wam powiedzieć dla mnie aznego: przez ten cały czas kiedy mnie odtracał od siebie doprowadził do tego ze teraz BOJĘ się zainicjować cokolwiek.... BOJE sie że znowu zostane odtracona, albo że znowu zobaczę u niego ten brak entuzjazmu ale dla spokoju będzie sie ze mna kochał... Za duzo razy usłyszałam to okropne "nie" (nie dosłownie usłyszałam bo po prostu potrafił mi okazać ze nie ma zamiaru sie ze mna kochac). Nie chcę znowu poczuć tego poniżenia i odtrącenia.... A tak bardzo tęsknie za tymi czasmami kiedy bez skrępowania dawałam mu znać ze mam ochote na bara bara- w róznych miejscach i o róznym czasie. Jeszcze raz zaznaczam że kochamy się, nie podejrzewam go zeby miał kogoś innego... Juz sama nie wiem co o tym mysleć... czy juz tak będzie cały czas? Dziękuję za wysłuchanie:)