krzysiekmalinski
24.09.06, 23:03
jest to moja subiektywna wersja wydarzeń i niech tak zostanie. Sam się sobie
dziwię, ale wyzbyłem sie potrzeby seksu z moją bardzo atrakcyjną żoną.
Jesteśmy ze sobą 17 lat. Bardzo wcześnie zostaliśmy razem. Było wspólne
studiowanie, małżeństwo, własny biznes, dom, itd, itd. Kiedy przyszły dzieci,
przejąłem wszystkie obowiązki związane z utrzymaniem domu. Pomagałem też
żonie przy dzieciach - nocne karmienie, spacery, kochane gotowanie kaszki i
kąpiele. Był też fajny i ciągle "unowocześniany" seks. Dzieci rosły, żona
wróciła do biznesu, jeżdziliśmy po świecie. Rzeczywiście czułem sie
szczęśliwy i miałem wrażenie, że także daję dużo szczęścia. Rok temu okazało
się, że od 6 lat moja wyśniona żona spotyka się z innym. Oczywiście sama nic
się nie zdradziła. Przypadek i tyle. Przez rok próbowałem walczyć z tym
wewnątrz siebie, zwyczajnie nie chciałem zabierać dzieciom rodziców.
Wyszedłem z założenia, że czas uleczy rany. Także czekałem, że żona chociaż
coś powie lub uczyni jakis gest. Może jakieś proste i magiczne "przepraszam".
Albo chociaż powie, że to moja wina. Hmm, nic takiego się nie stało. Nawet
nigdy nie wyjawiła przyczyn tamtego romansu. Zwyczajnie dalej żyjemy w takiej
niewyjaśnionej sytuacji. Zona twierdzi, że już zerwała z tamtym meżczyzną.
Osobiście trudno mi w to uwierzyć ale bardzo bym chciał w jakikolwiek sposób
zamknąć wreszcie tę sprawę. Mimo, że wyraziła chęć dalszego życia razem,
unika mnie, seksu. Kładzie się wcześniej i odwraca plecami. Może właśnie ta
lewitacja powoduje, ze zupełnie straciłem potrzebę kochania się z żoną.
Najgorsze jest to, ze utwierdzam się w mniemaniu, że nie mogę tego więcej z
nią robić. Ona jest jakaś "brudna" czy "skażona". Ciekawe jest to, ze takie
nastawienie pojawia się jakoś z wewnątrz i zastanawiam się czy jest to czymś
normalnym. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki i zaufanie traci sie
tylko raz. Może własnie bycie oszukanym przez partnerkę powoduje ten odwrót
od seksu we dwoje? hmm...