moje story - część 3, ostatnia

02.10.06, 21:38
Hej, tu jest mój wątek, który pojawił się tutaj ponad 2 lata temu.

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=16346777&a=16346777

Zainteresowanych zapraszam do poczytania całości, wątek jest zarchiwizowany,
natomiast w całości bez cenzury.

Poniżej jest 3, ostatnia cześć tej historii.
----
Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
    • abdulian moje story - część 3, ostatnia 02.10.06, 22:24
      A więc koniec mojej historii.

      Ostatnio podjąłem decyzję o rozstaniu się z narzeczoną, kilku poważnych powodów.
      Warte zaznaczenia jest to, że decyzję o rozstaniu podjąłem w czerwcu, nie mniej
      jednak po bardzo krótkim rozstaniu doszliśmy do wniosku, że ze względu na
      wspólnie spędzone ponad 4 lato warto temu związkowi dać drugą szansę. Świadomi
      konsekwencji i sytuacji jaka była zdecydowaliśmy się na to, ale to nic, poza
      chwilową poprawa, dobrego nie przyniosło. Ale po kolei.

      Po pierwsze powodem rozstania był brak dystansu mojej eks do otaczającego
      świata. O ile z początku była to kwestia uczelni, poszukiwania mieszkania i
      wszelakich stresów z tym związanych to od jakiegoś czasu była to praca. Jej
      praca stała się dla naszego związku dramatem. On chodziła wiecznie zestresowana,
      przemęczona, zła, zdenerwowana itp. itd. prawie cały czas pod telefonem i każdą
      rzeczą przejmowała się do tego stopnia, jakby dotyczyło to jej rodziny i jakiejś
      wielkiej z tego tytułu tragedii. Nie cieszyło jej kompletnie nic, brakowało jej
      siły i energii na jakiekolwiek działania. Nie pomagały zaproszenia na wyjście do
      kina, knajpy, restauracji, na koncert, tańce, jakąkolwiek aktywność fizyczną
      (park wodny, basen, siłownia, wspinaczka, rower, ledwo co wychodziły dłuższe
      spacery z psem) – a przecież powszechnie wiadomo nie od dzisiaj, że te rzeczy
      (zwłaszcza aktywność fizyczna) pomagają się odstresować przy obciążającej pracy
      umysłowej. I się zaczęło – zrzędzenie, nudzenie, narzekanie itp. najchętniej do
      domu i spać, albo oglądnąć jakiś film (przy tym najlepiej zasypiając na „w
      rolach głównych” tudzież „reżyseria”) itd. Dla mnie to była sytuacja nie do
      zniesienia – atmosfera robiła się bardzo nieprzyjemna, przebywając razem, po 3-4
      dniach wspólnego bycia razem musiałem na dzień lub dwa uciec do domu żeby nie
      zwariować. Abstrahuję już kompletnie od sytuacji w których obydwoje
      wychodziliśmy gdzieś, następnie był służbowy telefon, wkurzenie że cos nie tak,
      zdenerwowanie etc. i wieczór zesputy…

      Po drugie seks. Nie układało nam się od jakiegoś czasu (patrz data mojego
      pierwszego postu0 w sypialni. Pod tym względem było wg mnie dramtycznie, ale to
      raczej problem wtórny, wynikający z pierwszego. Sam seks nie był taki
      beznadziejny, ot trochę zbyt przewidywalny (jak dla mnie) z jednej strony, a z
      drugiej z wyczuwalnym oporem na „innowacje” (np. przez ponad rok nie założyła
      wspaniałego kompletu bielizny z pończochami i pasem, podobnie jak seksownej
      sukienki o dziesiątkach innych pomysłów nie wspominając – nie mam specjalnej
      ochoty tego opisywać teraz), ale najgorsza była częstotliwość – czasem raz,
      czasem dwa-trzy razy w miesiącu. Jak dla mnie to fatalnie i zdecydowanie za
      mało. Ale rozumiałem – wielokrotnie o tym rozmawialiśmy, był nawet taki okres,
      że podobno czuła się „pod presją” z mojej strony, więc żeby jej nie naciskać po
      prostu nie inicjowałem seksu w ogóle. I tak to trwało sobie 6 miesięcy aż w
      końcu nie wytrzymałem i powiedziałem, że to nienormalne żeby młoda zdrowa
      dziewczyna, atrakcyjna, mająca fajnego faceta (odrobina wysokiej samooceny nie
      zaszkodzi – wiem że nie jestem ostatni) nie chciała w ogóle seksu. Więc była
      jakaś tam minimalna poprawa która trwała miesiąc, a potem wszystko do normy, a
      częstotliwość oscylowała w granicach 1- 3 razy w miesiącu. Próbowałem wielu
      rzeczy – sugestia typu wspólna wizyta u lekarza, rozmowa na ten temat, sto
      milionów różnych rzeczy. Pokazywałem jej to forum, watek itp. – nic. Nie należę
      do gości, którzy w takiej sytuacji biorą sobie kobietę na boku i hulaj dusza… Ja
      sobie radziłem jak mogłem, zacząłem uprawiać sporty z gatunku bardziej
      ekstremalnych i dających niezłego adrenalinowego kopa, wspinaczka, ekstremalna
      jazda na rowerze itp. Jestem osobą bardzo aktywną a to też zwiększa ochotę na
      seks. Sytuacja mnie przerosła, nie miałem już siły walczyć z samym sobą i
      zabijaniem swojego własnego pożądania, bo każda próba za wyjątkiem tej jednej na
      10 kończyła się niepowodzeniem… Zacząłem stawać się z szalenie towarzyskiego,
      optymistycznego i uśmiechniętego faceta, zgorzkniałym smutasem, który zamiast
      odpowiadać burczy… Nie podobała mi się ta zmiana, którą zacząłem w sobie
      dostrzegać. Jeżeli chodzi o seks najważniejsze jest jednak to, że ona problem
      seksu bardzo bagatelizowała, nie dostrzegała go bądź dostrzegać nie chciała, a
      nie pomagało na to kompletnie nic, a próbowałem wszystkiego.

      Po trzecie, zmieniłem środowisko pracy (jakiś czas temu) i nagle znalazłem się w
      młodym środowisku gdzie jest pełno wspaniałych atrakcyjnych kobiet w moim wieku,
      które mimo ogromnej ilości pracy są otwarte, aktywne, po prostu im się „chce”.
      Acha – no i oczywiście spora część z nich jest stanu wolnego. Pomyślałem sobie –
      mam 26 lat, całe życie przede mną, nie będę się męczył w związku, w którym się
      duszę i z perspektywa białego małżeństwa…

      Żeby moja historia nie była bardzo jednostronna powiem tylko tyle, że moja eks
      jest dla mnie prawie ideałem kobiety. Szalenie inteligentna, na poziomie, bardzo
      bardzo atrakcyjna fizycznie i intelektualnie. Łączyło nas wyjątkowe porozumienie
      umysłów, wyjątkowo dobrze nadawaliśmy na tych samych falach. Gdyby nie ten
      fatalny wpływ pracy i brak umiejętności odcięcia się od niej i odpowiedniego
      zdystansowania, a także fakt, że ona uważała niestety że mężczyzna jest do
      „grania w sccrabble i dyskusji o filmie i sztuce” to pewnie bylibyśmy razem na
      zawsze. Niestety ja mimo tego że ją bardzo kochałem – odszedłem. Po prostu
      związek ten nie miał przyszłości z mojego punktu widzenia.

      Odszedłem z poczuciem, że zrobiłem absolutnie wszystko żeby go uratować,
      próbowałem wiele robić i nie robić nic, jednocześnie wiedząc ze jestem
      doskonałym obserwatorem, starałem się dostrzegać i reagować odpowiednio. Rano
      patrząc w lustro nie mam sobie nic absolutnie do zarzucenia i mam spokojne
      sumienie. I absolutnie nie żałuję. Także – uwaga nadchodzę :)))))))))))))))))))))
      • katechina Re: moje story - część 3, ostatnia 02.10.06, 23:27
        Czyli koniec historii...
        Gratulować odwagi czy raczej współczuć bezseksnego związku?

        Wiesz co?Kilka lat temu tez odeszłam z takiego zimnego,nerwowego zwiazku i z
        perspektywy minionego czasu uwazam to za jedną z mądrzejszych decyzji mojego życia.
        Powodzenia
        • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 02.10.06, 23:59
          Dzięki,

          Uważam, że to też była dobra decyzja i codziennie przekonuję się o tym co raz
          bardziej.
          ----
          Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
        • misssaigon Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 00:01
          czyli zerwał sę pies z łancucha??????

          twoj wybor, jesli jestes przekonany o słuszności - to widać należało

          ale ...czy nie chciałeś wtłoczyc ja w swoje ramki? jednak?
          • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 00:29
            Nie chciałem, wierz mi że nie. Był taki okres w życiu, pisałem o tym, że robimy
            wszystko tak, żeby nie czuła nawet cienia presji z mojej storny, wszak ja nie
            jestem nieomylny i to co presją mi sie nie wydaje, dla niej mże własnie tym być.
            I co? I nic. zero jakichkolwiek efektów tego działania.

            Ja bardzo szanuję kobiety, nienawidzę robić czegoś co w jakikolwiek sposób je
            ogranicza - sam się z tym źle czuję.

            A zadowlony jestem z decyzji bardzo i z dnia na dzień jestem bardziej przekonany
            o słuszności swojej decyzji.
            ----
            Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
            • jasch Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 13:29
              abdulian napisał:

              > Nie chciałem, wierz mi że nie. Był taki okres w życiu, pisałem o tym, że robimy
              > wszystko tak, żeby nie czuła nawet cienia presji z mojej storny, wszak ja nie
              > jestem nieomylny i to co presją mi sie nie wydaje, dla niej mże własnie tym być
              > .
              > I co? I nic. zero jakichkolwiek efektów tego działania.

              Bardzo zalujesz tych kilku lat staran ?
              J.
              • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 14:21
                Ani sekundy z moich starań nie żałuję. Tylko w taki sposób mogłem odejść.

                BYło w końcu między nami sporo pięknych chwil, daltego walczyłem. Z resztą, nie
                należę do ludzi, którzy się łatwo poddają.

                ----
                Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
      • maja5952 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 11:30
        Witam.
        Na reszcie historia z zakończeniem :-) To się chyba rzadko zdarza na tym forum
        niestety.
        Ja również gratuluję podjęcia decyzji. O tym czy naprawdę była słuszna
        przekonasz się jeszcze, ale jedno jest pewne: nie można wiązać się na całe życie
        z kimś, z kim nie jesteśmy do końca szczęśliwi! Nie można przemilczeć sprawy i
        liczyć, że po ślubie się rozwiąże. Nie rozwiąże się! A potem smutek, załamanie,
        depresja..
        Małżeństwo to nie tylko wspólne zeznania podatkowe, kredyt i dzieci..
        Pozdrawiam
        • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 11:58
          A czy można być do końca szczęśliwym? W życiu piękne są tylko chwile.
          • maja5952 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 14:54
            Te słowa Ryśka są również moim życiowym mottem ale.. kiedy jest się jeszcze
            młodym i podejmuje się tak ważną życiową decyzję jaką jest małżeństwo to trzeba
            czuć, że wszystko co nas łączy jest doskonałe. Trochę przesadzam z tą
            doskonałością ale jak można zaczynać wspólne życie od niepewności i nadziei na
            lepsze jutro?
            Dlatego podjąć taką decyzję powinno się tylko wtedy, kiedy można powiedzieć
            "jestem szczęśliwy(a)"..
      • alinawk Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 14:59
        Wiesz, abdulian, żal mi jest tej twojej narzeczonej.Co do tych problemów z
        pracą które opisujesz, to może ona nie umiała reagować inaczej? Niestety
        dystansu do problemów z pracą nabiera się z czasem, czy to była jej pierwsza
        praca? Może po prostu to taki typ osoby super perfekcyjnej, nie umiejacej się
        pogodzić z ewentualną porażką , taki typ co to musi mieć wszystko zapięte
        zawsze na ostatni guzik. Moze potrzebowała twojej pomocy? Może potrzebowała
        opowiedzieć komuś o swoich problemach w pracy, usłyszeć jakieś choćby banalne
        pocieszenie typu - nie martw się tym, na pewno sobie poradzisz.Takie
        podnoszenie na duchu ze strony osoby, której na tobie zależy, potrafi cuda
        zdziałąć, wiem to po sobie.Może należało zasugerować jej zmianę pracy na mniej
        stresującą i pomóc w poszukiwaniach?Wygląda mi na to, ze zamiast pomocy w
        trudnych chwilach otrzymywała od Ciebie tylko ządania typu zmień się itp. Ja tu
        niestety widzę ,nie obraź się, ale egoizm z twojej strony.
        • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 15:24
          Wiesz, ale ja wiem jak należało ją wspierać. Ba, nawet jak mi się wydawało że
          nie wiem to wielokrotnie orzmawialiśmy o tym jakiego dokładnie ona wsparcia
          oczekuje. I ja to jej się starałem dawać. Starałem się jak najlepiej umiałem.
          Nigdy z moich ust nie padły słowa "zmień się" albo "rób coś inaczej" ja co
          najwyżej pokazywałem jej, że są inne możliwości i pokazywałem jej tą drogę.
          Mówiłem "chodź spróbujmy tam pójść razem" ale jej zostawiałem decyzję.

          A czy postąpiłem egoistycznie? Naturalnie! Napisałem przecież o tym, że w pewnym
          momencie zacząlem dostrzegać w sobie takie zmiany, kóre sprawiły że zacząłem
          stawać się zupełnie innym człowiekiem i nie była to zmiana w pożądanym keirunku.
          Trzeba od czasu do czasu popatrzeć na siebie egoistycznie, zwłaszcza jak
          sytuacja wygląda tak, że nie mamy rodziny, dzieci, zobowiązań finansowych i
          wielu inncyh rzeczy.

          Z resztą nie wstydze się tego, że spojrzalem na całość nie tylko z perspektywy
          "my" ale również z perspektywy "ja".
          ----
          Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
      • ginestra Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 11:44
        A wiesz, po przeczytaniu Twojej historii zauwazylam taka rzecz:

        oczywiscie, ze nie warto tkwic w zwiazku, w ktorym jest zle i po sprobowaniu
        przez Ciebie wszelkich sposobow nic nie pomoglo itp.
        Ta decyzja moze byc jak najbardziej sluszna. Na pewno warto byc wiernym sobie i
        jesli zrobisz tak jak czujesz gdzies gleboko, to na pewno dobrze.

        Natomiast z opisu Twojej dziewczyny oraz z calej historii wynika to, ze
        kochales ja i nadal uwazasz za kogos wyjatkowego, i ze gdyby nie te problemy,
        to chcialbys z nia byc i drugiej takiej nie znajdziesz, to porozumienie
        intelektualne, duchowe, na poczatku ta fizycznosc tez super itp.
        A wiec mi sie wydaje, ze byc moze rzecz w tym, ze Twoja dziewczyna ma problemy
        ze soba, ktorych nie jest w stanie rozwiazac "sila woli". Moim zdaniem ona albo
        jest DDA (dorosle dziecko alkoholika - jest na ten temat b.duzo literatury
        praktycznie w kazdej wiekszej ksiegarni oraz w Internecie - jesli tak, to
        poczytaj chocby zeby zobaczyc jak takie osoby funkcjonuja w doroslym zyciu, i
        czy nie podobnie do tego jak zachowuje sie Twoja dziewczyna) albo dorastala w
        rodzinie, w ktorej czegos bardzo waznego brakowalo w sensie psychologicznym.
        Jest, jak piszesz, piekna, a nie do konca sie z ta uroda identyfikuje w takim
        kobiecym sensie, w tej fizycznosci, poza tym cos jest na rzeczy, ze chcialaby
        mezczyzne, ktory by sie nia opiekowal i "gral w scrabble", a taki, ktory czegos
        od niej oczekuje bardziej odwolujac sie do jej kobiecej, a nie dzieciecej
        strony, podswiadomie jest zagrazajacy. Ona nic nie mogla i nie moze na to
        poradzic, dopoki tych spraw nie odkryje i nie przepracuje. Mysle, ze jest w
        niej duzo strachu, takiego ukrytego. No i te jej relacje ze swiatem, tez
        lękowe. Mimo atrakcyjnosci - niepewnosc siebie. Poczucie, ze oczekujesz czegos
        ponad jej sily. No i tez czesto DDA komplikuja sobie podswiadomie sprawy i jak
        cos sie dobrze uklada, to chca to jakos zaklocic, na zasadzie, ze "nie moze byc
        pieknie, ja na to nie zasluguje", oczywiscie to sie dzieje w nieswiadomosci.
        Jesli jeszcze jakos Ci na niej zalezy - poczytaj o tym i pomysl sam co zrobic
        dalej - moze nie tak od razu rezygnujac..

        Tak jak czytalam, to wydalo mi sie bardzo szkoda takiego uczucia, tak ladnie o
        niej piszesz, no i ujela mnie bardzo Twoja wiernosc i staranie o Wasz zwiazek.
        Natomiast tez jest cos na rzeczy, ze taka wlasnie dziewczyna, Ciebie, takiego
        dynamicznego chlopaka, pociagala, wlasnie taka do "zaopiekowania".
        Ja nie znam sie na tym za bardzo, ale wierze, ze rozmowa z psychologiem
        naprawde moze pomoc nam wiele rzeczy zobaczyc i ruszyc z miejsca kiedy problemy
        wydaja sie nie do rozwiazania.

        Pozdrawiam!
        • aanka7 Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 12:24
          Moja pierwsza myśl była właśnie taka jak to opisała- ginestra.
          Największym problem w tym związku dziewczyna ma sama ze sobą i to trzeba było
          leczyć a potem dopiero wasze relacje.
          Ona nie jest w stanie zrobić tego czego od niej oczekujesz przez własną niemoc
          spowodowaną jakąś blokadą wewętrzną.
          Myślę ,że po dobrej terapii dziewczyna byłaby świetną partnerką na życie.
          • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 13:43
            wszystko fajnie - tylko do terapii trzeba dojrzec, a przede wszystkim DOSTRZEC
            ZE JEST PROBLEM. Dziewczyna miala szanse cos z tym wszystkim zrobic przy
            pierwszym podejsciu do rozstania ale nie zrobila.Wymuszona terapia rzadko
            odnosi skutki.
            • aanka7 Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 13:58
              Ona pewnie sobie nie uświadamiała że ten problem z sobą można jakoś rozwiązać.
              Wpadła w taki marazm z którego nie widziała wyjścia,nie miała na to siły, to ją
              przerastało.
              Czasami trzeba zaciągnąc kogoś na siłę,a pierwsze efekty poprawy zmobilizują do
              dalszej pracy nad sobą.
              • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 14:10
                to juz tylko twoja projekcja;)
                Wybacz ale inteligentna, wykszalcona osoba, ktorej zdazylo sie takze poczytac
                to forum chyba wie ze istnieje ktos takijak psycholog.
                BTW przezylas kiedys terapie na wlasnej skorze?
                • aanka7 Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 14:54
                  Widzę takie zachowania wśród inteligentnych młodych kobiet blisko
                  siebie,również wśród kolezanek mojej córki.
                  Też jest im żle ale tkwią w tym swoim marażmie,męczą się z partnerami i sobą.
                  I chodzenie do psychologa w takiej sytuacji jest rzadkością.
                  Znam przebieg psychoterapii i wszystkie dołki z tym związane i to że problem
                  szybko nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na to trzeba
                  czasu.
                  • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 14:59
                    chodzilo mi przede wszystkim o to ze czesto jest tak ze w procesie terapii w
                    emocjach wlasnych najpierw jest gorzej a dopiero potem lepiej wiec nie tak
                    prosto zachecic dobrym poczatkiem bo czasem poczatek jest trudniejszy niz
                    przyklepana rzeczywistosc.
                    Jesli kobiety ktore obserwujesz mecza sie w swoim marazmie to znaczy ze jest
                    to im do czegos potrzebne - wszystkich sie zbawic i uszczesliwic nie da. Ja na
                    studiach ejszcze mialam takie idealy:) Teraz juz wiem ze pomoc mozna tylko tym
                    ktorzy NAPRAWDE chca byc wsparci. Reszta musi sie meczyc dalej na wlasny
                    rachunek.
            • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 23:53
              No właśnie - to jest klucz do rozwiązanai problemu. Żeby rozwiązać problem,
              trzeb asobie najpierw uzmysłowić, że on istnieje. jeżeli nie uświadamiamy sobie
              tego, że jest coś co jest złe, jest jakiś problem i my to uznajemy za problem,
              to nie ma mowy o jakimkolwiek rozwiązaniu.

              Sęk w tym, że przez wiele miesięcy ona kompletnie nie dostrzegała, bądź
              konsekwentnie powtarzała mi że sie czepiam lub wywieram na nią presję (bo np.,
              chcę sie kochać częściej niż 1 raz w miesiącu) i to niestety bardzo przyczynilo
              się do tego, dlaczego to wszystko wyszlo tak jak wyszło.
              ----
              Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
        • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 23:48
          Ciekawa uwaga, dzięki za lekturę wątku.

          DDA na pewno nie jest, przynajmniej z tego co wiem o niej, coś tam kiedyś było
          na rzeczy, ale nie był to problem takiej skali, żeby mówić o DDA.

          Natomiast na pewni kwestai wychowania i środowiska była niezmiernie istotna, wg,
          mnie wręcz kluczowa. Kiedyś rozmawialiśmy na temat seksu i padło stwierdzenie,
          z jej ust, że niestety została tak wychowana, że jest to kwestia dla niej trudna
          i kłopotliwa, że niekoniecznie dobra itp., do tego dochodzi kwestia wiary etc.
          ja wiem że to są rzeczy ważne i szanowałem to że tak właśnie było. Ale z drugiej
          strony, ona wiedziała jak jest, wiedziała jak to wszystko wygląda i nie zrobiła
          nic mimo tego że proponowałem wspolną wizytę u psychologa czy seksuologa. Wiem,
          może i mógłbym dłużej poczekać itp., ale to juz było ponad moje siły.

          Wiem że w zdecydowanej większości to właśnie wewnętrznie coś w niej siedziało,
          sęk w tym że albo ona to skzętnie przede mna ukrywała z jakiegoś powodu, albo po
          prostu bagatelizowała problem.

          Teraz jest to już bez znaczenia dla mnie, chociaż życzę jej jak najlepiej, żeby
          ulożyła sobie życie z kimś innym i żeby o tym wszystkim mówiła. Uniknie dużych
          nieporozumień i rozczarowań.
          ----
          Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
          • niezapominajka333 Re: moje story - część 3, ostatnia 10.10.06, 09:15
            Abdulianie, zwróc uwagę, że kwestia wychowania, środowiska, religii nie miała
            dla niej aż takiego znaczenia na początku, gdy seks był fajny.
            Myślę, ze wiele osób, których spada ochota na seks, postępuje według podobnego
            schematu.
            Sądzę, że twoja dziewczyna nie należała do wyjątków.
            Póki jej libido było większe, nie przeszkadzało jej wychowanie ani zasady
            religijne. Po pwewnym czasie ochota na seks zmalała, ale miłośc pozostała.
            Tobie libido nie spadło i próbowałes ją rozbudzac na różne sposoby.
            Twoja dziewczyna zauważyła dysproporcję w waszych potrzebach, widziała, że
            brakuje ci seksu, ale jednocześnie bardzo cię kochała i nie chciała cię stracic.
            Zaczęła się zastanawiac, dlaczego nie ma ochoty. Ale przyczyny zawsze szukała
            na zewnątrz, nie w sobie.
            To bardzo wygodne, bo nie trzeba niczego w sobie naprawiac, zmieniac,
            odwiedzac seksuologa, psychologa itp. Wystarczy poczekac, zeby świat sie do nas
            dostosował.
            I wtedy wyciaga się na wierzch wychowanie, zasady moralne, religijne, wtedy
            partner niedostatecznie się stara i nie potrafi rozbudzic, odgadnąc nastroju,
            wtedy praca jest przyczyną tylu stresów, ze człowiek traci nastrój na kochanie.
            Wtedy ujawnia się mnóstwo problemów zdrowotnych typu bóle głowy, brzucha,
            przemęczenie itp. Wtedy też najbardziej trzeba posprzątac albo są zaległe
            sprawy do załatwienia, a w telewizji leci akurat bardzo ważny mecz lub
            fantastyczny film.
            To jest strategia szukania usprawiedliwień, żeby ukryc rzeczywiste przyczyny.
            Po co ukrywac? Bo naprawianie sytuacji wymaga wysiłku, jest czasochłonne i nie
            polega tylko na odbębnieniu kilku wizyt u psychologa, czy seksuologa. Często
            trzeba przebudowac wzajemne relacje, wygrzebac spod dywanu to, co tak ładnie
            udało się pod niego zamieśc - może nawet okazac się, ze wcale nie jesteśmy tak
            idealni, jak nam sie wydawało.
            Po co decydowac sie na taki wysiłek, kiedy partner toleruje nasze zachowanie,
            albo przynajmniej jakoś znosi.
            Najtrudniejsze sa takie przypadki, w których partnerów łączy miłośc i wzajemne
            dopasowanie, podobne poglądy, gusty, odpowiada im poziom intelektualny, są dla
            siebie atrakcyjni, tylko z tym seksem coś nie tego.
            Partner z mniejszym libido może przyjąc postawę typu "ja nie mam ochoty bo ....
            (tu długa lista niezależnych od niego przyczyn, w tym - przecież nie będę sie
            zmuszac), więc on/ona powinien się z tym pogodzic, jeśli mnie kocha."
            W ten sposób udaje mu sie wywalczyc sobie pewien margines wolności, którego
            gwarancją jest miłośc partnera. Przynajmniej tak mu się wydaje.
            Przeciez "...jeżeli mnie kocha, to nie odejdzie z takiego powodu, a jeśli
            odejdzie, to znaczy, że to nie była miłośc..."
            Niestety po fakcie okazuje się, ze czasem odejscie sprawia mniej cierpienia niż
            pozostanie.
            Związek twój i Yorica był według mnie tego przykładem.
            Yoric kilka razy próbował odejśc, zanim mu się wreszcie udało.
            Twoja determinacja wzrosła wybitnie w otoczeniu atrakcyjnych, chętnych kobiet w
            nowej pracy.


            • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 10.10.06, 14:03
              Genralnie niezapominajko się z Toba zgadzam, tylko nie jestem pewien co do jedej
              kwestii. Nie wiem czy ona rzecyzwiście spędziła chwile na zastanawieniu się nad
              problemem, gdyż przez bardzo, bardzo długo uważała, że to w oóle nie jest
              problem tylko coś co ja sobie wymysliłem (tak na prawde ucieczka od problemu).
              Ale pewnie masz rację - pewnie trochę nad tym pomyślała.

              Prawdą jest, że wybrała droge łatwiejszą i chyba za razem bardziej naturalną, bo
              skoro kocha to przecież nei odejdzie z tak mało istotnego powodu, prawda? Długo
              się nad tym zastanawiałem, ale tak jak już napisałem - nie mam sobie nic do
              zarzucenia, bo ja zrobiłem dużo żeby to uratować.

              A co do mojej determinacji to masz rację, moja motywacja wzrosła po tym jak
              dostrzegłem, że jest milion innych opcji. Jest dużo mlodych i atrakcyjnych
              kobiet, które mają więcej chęci na wszystko (i na seks również) i więcej dają i
              biorą z życia.

              Teraz rozpocząłem nowy związek (bardzo bardzo wczesny etap, ale rokujący na
              przyszłość) i jestem bardzo zadowolony. Wnioski z lekcji wyciągnięte i to jest
              najwazniejsze.
              ----
              Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
      • agent211 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 08:11
        No i stało się...
        Dobrze, że chociaż z forum internetowego moge się czegoś dowiedzieć o dokładnym
        powodzie naszego rozstania - a raczej porzucenia mnie przez "mężczyznę mojego
        życia".
        A może tak opowiesz, w jaki sposób mnie porzuciłeś?
        Do ostatniego dnia pozwoliłes mi na planowanie ślubu, spotkania rodziców
        (spotkanie miało się odbyć za tydzień). Jeszcze w piątek (a napisałes mi maila
        o tym, że to koniec w poniedziałek) bylismy razem na grillu u znajomego. W
        drodze rozmawialiśmy o spotkaniu rodziców, o zaręczynach...
        A tu w poniedziałek TRACH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Od tej pory nie masz odwagi mi spojrzeć w oczy, nie masz odwagi porozmawiać.
        Później z www.sympatia.pl dowiedzialam się, że jeszcze przed naszym rozstaniem
        spotykałes się z innymi, że mnie "prawie_zdradziłeś". No i o tym, jak wspaniale
        ci się teraz chodzi na randki, na zakupy...
        Oj jak to boli...!
        Piszesz tylko, o tym, że to moja wina, że to ja zbagatelizowałąm problem.
        Przyznaję, że nie zorientowałam sie na czas. A jak już chciałam coś zmienić, to
        okazało sie za późno.
        Jezeli chodzi o to moje marudzenie i brak energii, to nie tylko wpływ pracy.
        Dobijało mnie też twoje podejście do życia. Nigdy nie miałeś dla mnie czasu -
        cały czas siedziałeś przed komputerem. A to praca mgr, a to jakas prezentacja
        do zrobienia. Nawet nie wiesz, jak ja czekałam, aż skończysz wreszcie studia,
        znajdzies normalną 8 godzinną pracę i będziemy mogli spędzać czas razem.
        Niestety nie doczekałam się tego.
        A teraz zostałam SAMA! Ponieważ przez te 4 lata poświęciłam ci szystko: czas,
        calą siebie, moje serce, duszę, moich znajomych, zainteresowania - WSZYSTKO!
        Teraz widzę, że nie miałam swojego życia! Moje życie było tylko i wyłącznie
        twoim życiem.
        Powiem szczerze, że w tej chwili zastanawiam się , czy ja w ogóle byłam z tobą
        szczęśliwa...?
        Nigdy więcej nie zrobię takiego błędu.
        A jeżeli chodzi o twoje propozycje wyjścia itd - to chyba jakaś kpina! Ile razy
        próbowałam cię wyciągnąć gdzieś na piwo, na jakiś wyjazd weekendowy? Przez cały
        4 lata tylko raz bylismy na wakacjach (na tydzień we Lwowie - i to z mojej
        inicjatywy oczywiście). Tych kilka wyjazdów w góry też tylko dzięki moim
        usilnym prośbom. Ja po prostu byłam zmęczona - pracą, stresem, życiem.
        Co ja mogłam zrobić z pracą? W marcu zmieniłam moją pierwszą pracę (tę, która
        zabiła we mnie wszystko). Druga jest już sporo lepsza - oczywiście też związana
        jest ze stresem ale już nie tak bardzo. Ale ty nie dałeś mi szansy odżyć... Ty
        nie rozumiesz, co to znaczy prawdziwa praca - taka, z której musisz się sam
        utrzymać. Tata kupił ci mieszkanie (jeden problem odpada), do niedawna dawał ci
        pieniądze na życie (drugi problem odpada), miałeś szczęście i dostałeś fajną
        pracę (ale to dopiero początek i nie wiadomo jeszcze, czy ty nie będziesz miał
        nadgodzin i stresu). Nigdy nie mógłbyś mnie zrozumieć.
        Jedna rzecz mnie tylko pociesza - mój tata powiedział, że sie bardzo cieszy, że
        nie będzie wesela, bo on i tak wiedział, że ty mnie kiedys zostawisz (prędzej
        czy później)... Więc może rodzice widzieli więcej niż ja - ślepo w tobie
        zakochana?
        Więc proszę, nie przedstawiaj siebie, jako ideała skrzywdzonego przez kobietę!
        Nie będę tutaj opisywać całej mojej historii - nie o to chodzi. Chciałam tylko,
        żeby ktoś pomyślał o tej drugiej stronie. O tym, że są zawsze dwie strony
        medalu.
        Od czasu rozsatania /porzucenia mineło ponad 3 tygodnie i muszę powiedzieć, że
        jest coraz lepiej. Świat stał sie bardziej kolorowy i taki pełen nowych
        możliwości. Ale na poczatku było okropnie - czułam się, jak rzep, który trzeba
        od siebie wreszcie odczepić i na końcu jeszcze nadepnąć, żeby się tak łatwo nie
        podniósł - bo tak własnie mnie potraktowałeś. Myślałam, że po 4 latach
        zasługiwałam na godniejsze rozstanie! Ale ty od tej pory nawet nie zadzwonileś,
        nie napisałeś smsa, żeby zapytać, czy żyję (a w takich chwilach chodzą różne
        myśli po głowie). Wbrew wszystkiemu, bardzo to pomogło w pogodzeniu się z tą
        całą sytuacją.
        Mam bardzo wielkie poczucie winy. Wiem, że to ja zepsułam wszystko - a
        dokładnie moja pieprzona praca. Teraz niestety jest juz za późno, żeby to
        wszystko cofnąć. Mam nadzieję, że wyciągnę z tego wszystkiego odpowiednie
        wnioski. Ja gdzieś sie pogubiłam po drodze. Po skończeniu studiów, w mojej
        pierwszej pracy nie potrafiłam odnaleźć satysfakcji, nie potrafiłam odnaleźć
        jakiegoś celu w życiu... Wiedziałeś o tym, ale nie mogłam znaleźć w tobie
        wsparcia. Fakt - nie potrafiłam za bardzo z tobą rozmawiać o wszystkim. I to
        tez był mój błąd.
        No tak - narobiłam mnóstwo błędów... I przez to wszystko straciłam
        Miłość_Mojego_Życia.
        Sporo tego napisałam, dosć chaotycznie, ale jak można opisac 4 lata w tak
        krótkim liście?
        To na tyle...
        • petar2 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 08:49
          Przesadzasz z poczuciem winy i obwinianiem się za Wasze problemy i rozpad
          związku. W ogóle spróbuj nie myśleć o tym co się stało w kategorii winy i
          błędów.

          Nie pisałem w tym wątku bo lubię Abduliana. Ale to, że opisywał Wasze problemy
          kreując się przy tym, raczej w sposób niezamierzony, na "uwielbianego przez
          masy" świadczy o tym, że szukał rozgrzeszenia, potwierdzenia, że zrobił
          wszystko co mógł. Czy tak było naprawdę?
          Pewnie tak. Tylko, że Ty nie tego potrzebowałaś. A to czego potrzebowałaś nie
          mógł Ci widocznie dać bo nie potrafił. Abdulian to miły, szczery chłopak,
          cieszący się życiem, własnymi zaletami i możliwościami. Syndrom Piotrusia Pana
          w pewnym zakresie. Myślę, że nie rozumiał Cię i tak naprawdę nie bardzo starał
          się dotrzeć do twojego wnętrza i przyczyn problemów.

          Dlaczego więc nie rozstaliście się wcześniej? Bo było to dla niego wyzwanie.
          Adbulian jako wewnętrznie niedowartościowany chłopak musiał udawadniać sobie
          często, że jest wspaniały. A Ty byłaś takim lustrem. Byłaś "uwikłana",
          zagubiona, niewiele mu dawająca, nie próbująca "się naprawić" a on nie poddawał
          się, nie tracił pogody ducha, jaki był wspaniały!
          • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 11:20
            > Pewnie tak. Tylko, że Ty nie tego potrzebowałaś. A to czego potrzebowałaś nie
            > mógł Ci widocznie dać bo nie potrafił. Abdulian to miły, szczery chłopak,
            > cieszący się życiem, własnymi zaletami i możliwościami. Syndrom Piotrusia Pana
            > w pewnym zakresie. Myślę, że nie rozumiał Cię i tak naprawdę nie bardzo starał
            > się dotrzeć do twojego wnętrza i przyczyn problemów.

            Myślę, że krzywdzące jest stwierdzenie, że nie rozumiałem jej i nie starałem się
            dotrzeć do jej wnętrza. Przykładałem wielką wagę do tego żeby wszystko zawsze
            sobie dobrze wyjaśniać, żeby nie było nieporozumień.

            > Dlaczego więc nie rozstaliście się wcześniej? Bo było to dla niego wyzwanie.
            > Adbulian jako wewnętrznie niedowartościowany chłopak musiał udawadniać sobie
            > często, że jest wspaniały. A Ty byłaś takim lustrem. Byłaś "uwikłana",
            > zagubiona, niewiele mu dawająca, nie próbująca "się naprawić" a on nie
            > poddawał się, nie tracił pogody ducha, jaki był wspaniały!

            Po pierwsze, nie uważam się za niewiadomo jakiego gościa. Nie jestem facetem,
            który nosi wysoko głowę i patrzy na wszystkich z góry, owszem zdarza mi się
            takie zachowanie, ale rzadko.

            A związek był rzeczywiście wyzwaniem. Ale ponieważ to była prawdziwa miłość to
            problemy były dla mnie czymś naturalnym i ja dążyłem do ich rozwiązania a nie do
            ucieczki przed nimi. Spotykałem się z anulą, evo, wieloma innymi osobami,
            rozmawiałem i szukałem rozwiązania. I nie robiłem tego dlatego, żeby sobie coś
            udowodnić, tylko żeby udało się wszystko naprawić. A Ona dawała mi wiele, ale w
            pewnych sprawach nie zorbiła tyle ile powinna była zrobić i oboje to wiemy.
            Dlatego to się skończyło.


            ----
            Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
            • kiedysmaz Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 15:31
              > Po pierwsze, nie uważam się za niewiadomo jakiego gościa. Nie jestem facetem,
              > który nosi wysoko głowę i patrzy na wszystkich z góry, owszem zdarza mi się
              > takie zachowanie, ale rzadko.

              masło maślane... "nie uważasz... ale zdarza się takie zachowanie..."
              zejdź z tej chmurki...
              jesteś narcyzem... [na podstawie tegp co piszesz...]
              i jeśli taki pozostaniesz to następny związek też nie da ci satysfakci... i
              umrze

              i... smieszny jesteś z tą sympatia i dziecinnym tłumaczeniem... kto ci uwierzy?
              chyba jakaś naiwna...
              tam możesz napisac nawet że jesteś dzieciaty... zonaty... ale jak jestes... to
              szukasz... panienki...

              obudź sie... i spróbuj spojrzeć na siebie z boku zdejmując różowe okulary ;)

              co ciekawe... i w co może nie wierzysz... zyczę aby ci się udało pokochać... bo
              skoro piszesz tutaj... to jednak szukasz jakiegos rozwiązania ;)
              • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 18:29
                > masło maślane... "nie uważasz... ale zdarza się takie zachowanie..."
                > zejdź z tej chmurki...
                > jesteś narcyzem... [na podstawie tegp co piszesz...]
                > i jeśli taki pozostaniesz to następny związek też nie da ci satysfakci... i
                > umrze

                Uwielbiam taki protekcjonalny ton "jeśli taki pozostaniesz to...", nie dzięki -
                mam swoje życie, sam je sobie poukładam.

                A między byciem narcyzem a byciem śiwadomym swoich wad, jest różnica, ale być
                może tego nie dostrzegasz. A może ja czegoś nie dostrzegam? Kto wie... Ja z
                pewnością to wszystko przemyślę.

                > i... smieszny jesteś z tą sympatia i dziecinnym tłumaczeniem... kto ci
                > uwierzy?
                > chyba jakaś naiwna...
                > tam możesz napisac nawet że jesteś dzieciaty... zonaty... ale jak jestes... to
                > szukasz... panienki...

                Jasne. Każdy arab jest z założenia terrorystą, Polska jest dla Polaków a Ziemia
                dla Ziemniaków.

                > co ciekawe... i w co może nie wierzysz... zyczę aby ci się udało pokochać...
                > bo skoro piszesz tutaj... to jednak szukasz jakiegos rozwiązania ;)

                Dzięki za życzenia, przydadzą się na pewno. Tobię życzę tego samego jeżeli tego
                potrzbujesz.

                A na tym forum jestem z wielu różnych powodów, jak cała masa zarówno tych
                jednorazowych jak i stałych bywalców. Pewne sprawy już mnie nie dotyczą, pewne
                historie są już zamknięte, w tym moja również. Niektórzy śledzili ją od pcozątku
                i może dla kogoś była pouczająca? Dla mnie na pewno. Ale forum jest ciekawe samo
                w sobie i będę pewnie na nim bywał regularnie.
                ----
                Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
        • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 11:12
          > Od tej pory nie masz odwagi mi spojrzeć w oczy, nie masz odwagi porozmawiać.
          > Później z www.sympatia.pl dowiedzialam się, że jeszcze przed naszym rozstaniem
          > spotykałes się z innymi, że mnie "prawie_zdradziłeś". No i o tym, jak wspaniale

          Nie będę komentował tych rewelacji, bo niekogo niegdy nie zdradziłem. Owszem,
          spotkałem się z pewną kobetą na kawę któregoś dnia wieczorem, ale po pierwsze to
          było zwykłe spotkanie, po drugie, z sympatii dowiedzieć się również mogłaś, że
          BARDZO WYRAŹNIE napisałem, że jestem w związku a wszystkim propozycjom spotkań
          łaskawie odmówiłem. Jeżeli jest to dla Ciebie "prawie zdrada" to sorry.

          > Jezeli chodzi o to moje marudzenie i brak energii, to nie tylko wpływ pracy.
          > Dobijało mnie też twoje podejście do życia. Nigdy nie miałeś dla mnie czasu -
          > cały czas siedziałeś przed komputerem. A to praca mgr, a to jakas prezentacja
          > do zrobienia. Nawet nie wiesz, jak ja czekałam, aż skończysz wreszcie studia,
          > znajdzies normalną 8 godzinną pracę i będziemy mogli spędzać czas razem.
          > Niestety nie doczekałam się tego.

          Wiesz dlaczego, bo jak ja miałem chęć do życia i energię, to ty jej nie miałaś.
          Potem, po prostu przestało mi się chcieć. Moją pracę uważałaś za nienormalną, a
          ja uważałem, że jest zupełnie innaczej.

          > 4 lata tylko raz bylismy na wakacjach (na tydzień we Lwowie - i to z mojej
          > inicjatywy oczywiście). Tych kilka wyjazdów w góry też tylko dzięki moim
          > usilnym prośbom. Ja po prostu byłam zmęczona - pracą, stresem, życiem.
          > Co ja mogłam zrobić z pracą? W marcu zmieniłam moją pierwszą pracę (tę, która
          > zabiła we mnie wszystko). Druga jest już sporo lepsza - oczywiście też związana
          >
          > jest ze stresem ale już nie tak bardzo. Ale ty nie dałeś mi szansy odżyć... Ty
          > nie rozumiesz, co to znaczy prawdziwa praca - taka, z której musisz się sam
          > utrzymać. Tata kupił ci mieszkanie (jeden problem odpada), do niedawna dawał ci
          >
          > pieniądze na życie (drugi problem odpada), miałeś szczęście i dostałeś fajną
          > pracę (ale to dopiero początek i nie wiadomo jeszcze, czy ty nie będziesz miał
          > nadgodzin i stresu). Nigdy nie mógłbyś mnie zrozumieć.

          Wspólne wyjazdy na wakacje się nie układały i owszem ale z wielu różnych
          powodów, tylko już nie piszesz jakich. Wielokrotnie jeździliśmy na weekendy, do
          Ciebie lub do mnie tylko jakoś tego nie liczysz.

          Utrzymuję się samodzielnie od 2003 roku, z półroczną przerwą, więc nie pisz
          proszę, że do niedawna utrzymywał mnie ojciec. Nie chce mi się nawet tego
          komentować, zwłaszcza jak piszesz, że nigdy tego nie zrozumiem.

          Rozmawialiśmy o tym milion razy i nie ma sensu tego teraz odgrzebywać. Miałaś
          niejedną szansę mi wszystko wyjaśnić - ldaczego tego nie zrobiłaś?

          > Więc proszę, nie przedstawiaj siebie, jako ideała skrzywdzonego przez kobietę!
          > Nie będę tutaj opisywać całej mojej historii - nie o to chodzi. Chciałam tylko,

          nigdy tego nei robiłem. Po prostu napisałem własny punkt widzenia i nigdy nie
          użyłem słów "Twoja wina".

          > Mam bardzo wielkie poczucie winy. Wiem, że to ja zepsułam wszystko - a
          > dokładnie moja pieprzona praca. Teraz niestety jest juz za późno, żeby to
          > wszystko cofnąć. Mam nadzieję, że wyciągnę z tego wszystkiego odpowiednie
          > wnioski. Ja gdzieś sie pogubiłam po drodze. Po skończeniu studiów, w mojej
          > pierwszej pracy nie potrafiłam odnaleźć satysfakcji, nie potrafiłam odnaleźć
          > jakiegoś celu w życiu... Wiedziałeś o tym, ale nie mogłam znaleźć w tobie
          > wsparcia. Fakt - nie potrafiłam za bardzo z tobą rozmawiać o wszystkim. I to
          > tez był mój błąd.

          Sama odpowiedziałś sobie na to pytanie. Wielokrotnie rozmawialiśmy o sensie
          życia i o wzajemnym wspieraniu Cię. Wies zjak bardzo mi na tym zależało i że
          wielokrotnie prosiłem Cię o to, żebyś dała mi wskazówki jak mam to zrobić. Nie
          było nigdy między nami tajemnic, a wiesz dobrze jaką wagę przykładałem do
          rozmawiania.

          > A teraz zostałam SAMA! Ponieważ przez te 4 lata poświęciłam ci szystko: czas,
          > calą siebie, moje serce, duszę, moich znajomych, zainteresowania - WSZYSTKO!
          > Teraz widzę, że nie miałam swojego życia! Moje życie było tylko i wyłącznie
          > twoim życiem.

          A ja wielokrotnie zwracałem CI uwagę że to nei jest dobre i że nie powinnaś
          zaniedbywać znajomych, zainteresowań, wszystkiego bo to pozwala zachować higienę
          umysłową i lepiej organizować swoje życie.



          Ja wierzę, że wszystko jeszcze przed Tobą i życzę Ci jak najlepiej. Jesteś
          wartościową kobietą i nie mam wątpliwości, że następnym razem wszystko wyjdzie
          Ci lepiej.
          ----
          Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
          • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 11:26
            cenne jest poznanie opinii obu stron - tym bardziej ze z tych postow jak dla
            mnie widac wyraznie - lepiej wam bedzie bez siebie, skoro w ciagu 4 lat nie
            potrafiliscie wypracowac konsensusu w najprostrzych sprawach, co wylazlo w tej
            polemice czarno na bialym.
            • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 11:35
              Też tak uważam i niech tak zostanie.

              I uważam też, że dalsza polemika nie ma sensu, bo może zamienić się w coś
              zupełnie niepotrzbengo.

              Obydwoje zaczeliśmy nowe życi - każdy na swój sposób. Ja Jej życzę żeby wszystko
              ułożyło się po jej myśli. Tyle.
              ----
              Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
    • yoric Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 00:00
      Abdulian!

      Twoja dłuższa nieobecność nie przeszła niezauważona. Byłem niezmiernie ciekaw,
      jak rozwinie się akurat Twój "przypadek" i chyba nawet raz czy dwa wywoływałem
      do tablicy.

      Po pierwsze - gratulacje (mimo wszystko) i powodzenia.
      Po drugie - potwierdzasz, że ludzie nie rozstają się tylko ze względu na seks.
      Marudzą, wyrzekają, ale jeśli problemem jest tylko seks - jakoś ciągną dalej.
      Twój przypadek i tak jest stosunkowo najbliższy rozstania tylko przez seks (no,
      chyba, że będzie to mój przypadek).

      Dzięki, że nie zapomniałeś się tu wpisać. Za dużo tu wyżalania się, a za mało
      historii z finałem, a tylko takie wnoszą cokolwiek pouczającego.
      Pozdrawiam
      • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 00:38
        Hej yoric

        Moja nieobecność w pisaniu, bo w czytniu i słów cieciu gięciu jest permanentna
        :) nei odzywałem się dość sporo z wielu przyczyn, między innymi dlatego, że
        wiedziałem ze wkrótce przyjdzie czas na finał historii.

        Masz rację donośnie historii z zakończeniem. Mało ich tutaj, więcej wołań o
        pomoc, ale celowo jak archeolog wykopałem stary wątek (nota bene niemalże z
        przed 2 lat!) żeby była dokładnie cała historia (zainteresowani przeczytają) od
        początku do końca.

        Rzeczywiście powód mojego rozstania bardzo wiązał się z seksem, ale jak również
        słusznie zauwazyleś, seks nie jest porblemem pierwotnym, a zwykle wynika z
        czegoś głębiej.

        ja teraz oddycham pełna piersią i tego mi bylo trzeba.
        ----
        Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
        • minsi Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 09:58
          1. jeszcze przyjdzie czas że za nią zatęsknisz, przygotuj się na to
          2. spojrzałem okiem na ten sprzeddwuletni post, i od razu rzuciła mi się jedna
          rzecz - pisałeś "z moją wspaniałą kobietą" - to chyba był największy taktyczny
          błąd, jaki popełniłeś- byłeś zbyt szczery w wyrażaniu swojego dla niej zachwytu,
          co spowodowało że ona , czując że ma Cie w garści (kolokwialnie mówiąc), nie
          starała się zbytnio, czy wręcz wcale. Człowiek ma ograniczoną przestrzeń, w
          której może się wykazać, i jeśli ona wiedziała że akceptujesz ją w 100% , całe
          swoje wysiłki typu "chcę być lepsza" inwestowała w pracę, a nie w wasz związek.
          Generalnie, dla większości kobiet jest lepiej, jeśli akceptujesz ją fizycznie,
          natomiast co do charakteru itp. zawszeć lepiej mieć pewien dystans, wtedy ona
          się będzie starała. Ale jesteś młody, a pewne rzeczy trzeba samemu przeżyć. Nie
          pisałeś nic, jaki był wasz seks- ale jeśli założenie bielizny było dla niej
          wyzwaniem, domyślam się że dość "waniliowy". A możliwe jest, że dla niej tak
          naprawdę nie byłeś zbyt atrakcyjny - może ona wolałaby np. tak naprawdę być z
          kobietą- to wbrew pozorom dość częste.
          W wolnej chwili poczytaj sobie książkę Krystyny Kofty "jak zdobyć, utrzymać i
          porzucić mężczyznę", wbrew tytułowi to bardzo dobra książka o kobietach, pisana
          przez kobietę. pzdr i życzę powodzenia
          • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 10:10
            Tak, zgadzam się z Tobą w tym co napisałaś zarówno w punkcie pierwszym jak i w
            drugim.

            Prawda jest tak, że ja ją za bardzo rozpieściłem i widzę, że rzeczywiście
            zachowanie odpiowiedniego dystansu ma kluczowe znaczenie z punktu powodzenia
            jakiegokolwiek związku, bo po prostu dodaję odrobinkę zdrowej atmosfery, bardzo
            niezbędnej dla wałsciwego biegu rzeczy.

            A do książki w wolnej chwili sięgnę, zpewnością jest interesująca :)

            Pozdrawiam
            ----
            Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
            • niemoge :) 03.10.06, 20:37
              abdulian napisał:

              > Tak, zgadzam się z Tobą w tym co napisałaś

              minsi jest facetem :D
              • abdulian Re: :) 04.10.06, 00:20
                lyterówka się wkradła :)
                ----
                Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
          • ambx A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 10:16
            Twoja była kobieta to kolejna kandydatka do nagrody Darwina - może będzie
            pierwszą Polką, która popełni "karoszi"? Ciekawy jestem co zyskała
            ambicjonalnie i finansowo za taką harówę która odebrała jej faceta i seks. Czy
            awansowała? Czy zarabia jakieś konkretne pieniądze, za to, że mentalnie wogóle
            nie wychodzi z pracy? Czy rzeczywiście coś "zarobiła"? Napisz proszę o tym,
            jako ostrzeżenie dla baaaardzo ambitnych młodych kobiet.
            • abdulian Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 11:54
              Napiszę, napiszę ku przestrodze.

              Jej praca mimo, że była również źródłem satysfakcji a nie tylko frustracji nie
              była wg mnie warta aż takich pośiwęceń. Praca po 10 godzin dziennie, bez
              płatnych nadogdzin bez możliwości odebrania sobie tego w postaci wolnego.
              Pieniądze - bez rewelacji, chociaż niekórzy powiedzą, że to nienajgorzej jak na
              25 letnią kobietę. Stanowisko specjalistyczne, samodzielne, ale bez jakiś
              większych szans na awans i zarządzanie własnym zespołem.

              Ambicjonalnie - nie wiem czy zyskała cokolwiek. Finansowo - z pewnością nie, bo
              moja sytuacja finansowa jest bardzo bardzo korzystna (pracuję w dużej korporacji
              na samodzielnym odpowiedzialnym stanowisku i mam dużo swobody i nie musze
              zasuwać po 12 godzin, a jak zostaję to przynajmniej wiem za co, bo mam dużą kasę
              ekstra z tego tytułu - jednak ja bardziej cenię czas wolny niż dodatkową kasę za
              nadgodziny). Natomiast jej sytuacja pozawala na spokojne zycie plus trochę
              drobnych przyjemności.

              Więc wszystkim młodym kobietom, które poczuły ped ku karierze życzę zrozumienia
              pojęcia "work & life balance" bo można tym przegrać wszystko, ale również można
              wszystko wygrać - jakie mogą być konsekwencje - widać w wątku.

              pozdr

              ----
              Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
              • kici10 Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 12:18
                Oczywiście, że napisałeś ku przestrodze, ale w odwrotną stronę. Bo przecież w
                konsekwencji ją zostawiłeś. Tak więc jest zdana tylko na siebie i na swoje
                zarobki. Zobacz ile tu postów od kobiet, które by chętnie odeszły od partnera,
                ale nie mają za co, ponadto są obarczone dziećmi. Czy potrafiłbyś zgwarantować,
                że jeśli zrezygnuje z pracy na rzecz zajmowania się Tobą, to będziesz jej
                wierny do grobowej deski i nigdy się nie znudzisz? A jeśli ona by się
                kiedykolwiek znudziła, to musiałaby być z Tobą, ze względu na brak kasy. Czyli
                wbrew swojej woli. Tego właśnie chciałeś? Życie to nie bajka, życie to je bitwa.
                • abdulian Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 12:33
                  Ale ja właśnie napisałem ku przestrodze ale dla kboiet - żeby widzeiały co może
                  je spotkać jeżeli zdecydują sie na takei a nie inne kroki w swoim życiu.

                  Nigdy nie wymagałbym od parterki rezygnacji z pracy. Nasza sytuacja była taka,
                  że zobowiąząń finansowych nie mieliśmy i dzieci również nie, więc pod tym
                  względem wyglądało to dobrze. Tak jak napisałem - jej sytaucja finansowa pozwala
                  jej na normlane życie bez zmartwień czy jej wystarczy "do pierwszego". A
                  robienie czegoś wbrew woli partenrki czy partnera uważam za działanie kompletnie
                  bez sensu...

                  jeżeli pytasz czy potrafiłbym jej zagwarantować to wszystko o czym piszesz - to
                  odpowiem, że oczywiście nie. Nie mniej jednak nie odszedłbym nigdy, gdyby
                  problemy o których pisałem nie zaistniały. To jest kwestia zyciowych wyborów i
                  ryzyka które się z tym wiąże. Ja to tak postrzegam. Jestesmy ludźmi i ijesteśmy
                  świadomi...


                  ----
                  Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                  • kici10 Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 13:07
                    Właśnie z tego powodu, że nie ma takiej gwarancji, wybory są takie, a nie inne.
                    Zresztą sam problem pracoholizmu tez nie jest nowy. Nowe jest to, że zaczyna on
                    dotyczyć kobiet. Przedtem dotyczył głównie mężczyzn. Wiele kobiet zna to z
                    autopsji. Ja także. Myślę, że to mądra kobieta. Postawiła na własny rozwój. Nie
                    musi wspierać się na facecie. A świat jest pełen drugich połówek. Dałeś szansę
                    zarówno sobie, jak i jej.
                    • abdulian Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 14:24
                      Dokładnie. To bardzo mądra kobieta i zpewnością w życiu nie zginie.

                      A to że pełno jest "drugich połówek" to również prawda, wiemy o tym wszyscy.
                      ----
                      Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                • misssaigon Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 17:31
                  kici - to moze jakies lokaty dlugoterminowe? albo inne formy oszczedzania - ze
                  tez ci specjalisci od produktow bankowych jeszcze na to nie wpodli"

                  "zabezpiecz swoja przyszlosc zanim maz cie zostawi!!!!!!!!!!!"
                  • kici10 Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 18:34
                    Najlepsza lokata jest we własnym rozwoju. Szkoda, że tak wiele ją ignoruje i
                    czasami ląduje z ręką w nocniku.
                    • kici10 Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 18:40
                      Oczywiście nie polecam przeginania pały, ale zdrową zapobiegliwość.
                    • charade Re: A jak jej kariera zawodowa? 08.10.06, 13:32
                      Święta prawda ! Nic dodać, nic ująć.

                      kici10 napisała:

                      > Najlepsza lokata jest we własnym rozwoju. Szkoda, że tak wiele ją ignoruje i
                      > czasami ląduje z ręką w nocniku.
                  • kici10 Re: A jak jej kariera zawodowa? 03.10.06, 18:42
                    Chociaż to nie głupia myśl dla ubezpieczycieli - ubezpieczenie na wypadek
                    rozwodu. Może ktoś na to wpadnie.
        • azmadan Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 10:27
          przeczytalem calosc...
          i...
          no...
          moj zwiazek skonczyl sie troche wczesniej...
          w wakacje... jeszcze...
          symptomy byly podobne...
          tylko jeszcze klootnie...
          i jeszcze doszedl brak mojego zaufania do niej...
          nie moglem sie zdecydowac... ale czulem ze sie juz wszystko we mnie wypalilo...
          nawet nadzieja na poprawe...
          kiedy juz bylem przekonany... ze nic nie mozna juz zrobic...
          i nie chce tego ciagnac... zaczolem jej mowic ze sie we mnie wypalilo...
          zrobila sie nagla zmiana o 180 stopni... ale... jakas taka sztuczna...
          po chwili wroocilo do normy...
          tez nie zaluje tej decyzji...
        • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 10:27
          To bądź konsekwentny. Za jakis czas opisz co u Ciebie. Bowiem znając złośliwość
          losu trafi Ci się pewnie świetna w łóżku, ale głupia lub wredna. Czego
          oczywiście Ci nie życzę. Ale jestem ciekawa, czy rzeczywiście jest tak, że
          poznajemy dogłębnie problem z każdej strony? Także tej przeciwnej.
          • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 10:38
            a ja mysle ze los wynagrodzi naszego bohatera za te lata udreki i zmarnowanej
            mlodosci kobieta madra i seksowna. A jesli przez przypadek trafi sie zolza
            bedzie mial wprawe w pozbyciu sie jej.
            • misssaigon Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 10:51
              anula, jak abdulian pisze - facetem jest wspanialym - wiec chcial miec godna
              siebie kobieta - i znalazl - omalze - tylko sie seksie nie wykazywala...

              a moze rozpisze tutaj konkurs ofert - napewno duzo pan by aspirowalo...;P
              • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 11:37
                a ja potwierdzam ze wcale sie nie myli:) I ta co wygra konkurs bedzie miec
                zycie jak w Madrycie:)
                Stety czy niestety Twoj maz nie jest ostanim fajnym facetem na ziemi:)
                • abdulian do anuli i misssaigon :) 03.10.06, 12:03
                  jasne - dzięki za miłe słowa :)

                  Teraz rozpocznę eliminację do castingu i będę czerpał z życia ile wlezie :) a
                  tak na poważnie to oczywiście zamierzam się spotykać, przecież nie będę siedział
                  w domu i płakał do poduszki :) do takich osób zdecydowanie nie należę.

                  A oczywiście moja nowa Pani jak się pojawi (a jedna już jest na oku) będzie
                  miała raj na ziemi - ale ja swoje wnioski wyciągnąłem, lekcje odrobiłem i nie
                  popełnię błędów przeszłości co mnie bardzo cieszy :)



                  ----
                  Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                  • niezapominajka333 To było do przewidzenia ... 03.10.06, 12:58
                    Cieszę się, że opisałeś koniec historii.
                    Cyba osiągnąłeś stan, w którym odejście boli mniej, niż zostanie w związku.
                    Ciekawa jestem, jak sobie radzi twoja dziewczyna? Przyjęła wasze rozstanie z
                    ulgą, czy jest to dla niej dramat? Zostaliście przyjaciółmi?
                    Z tego, co pisałeś wynikało, że byłeś stroną adorującą, zabiegającą, proszącą,
                    stwarzającą warunki i niestety twoja wybranka serca nauczyła się, że jej ochota
                    na seks nie jest w najmniejszym stopniu zależna od niej samej.
                    W seksie tez nie musiała się wykazywac, bo ty byłeś szczęśliwy, że w ogóle do
                    niego doszło. Nie musiała kusic cię piękną bielizną, bo pragnąłeś jej
                    niezależnie od tego, w co była ubrana.
                    Wcale nie jestem przeknana, że to już definitywny koniec waszego związku.
                    Poczucie straty może obudzic w niej wolę walki o odzyskanie ciebie...

                    • abdulian Re: To było do przewidzenia ... 03.10.06, 14:04
                      Niezapominajko Twoje oceny są zwykle trafne i tak jest też i tym razem.

                      Rzeczywiście osiągnąłem etap, w którym rozstanie boli mniej niż pozostanie w
                      takim związku. Ona z pewnością bardzo to przezywa. jak na razie dla dobra obojga
                      uznaliśmy, że nie będziemy się zbyt dużo kontaktować, żeby nie sprawiać bólu obu
                      stronom. I uważam, że tak jest lepiej.

                      Odnośnie seksu chyba było tak jak piszesz, do tego jeszcze pewnie dochodzi
                      kwestia wychowania i czynników środowiskowych - z resztą sama dobrze wiesz o co
                      chdozi.

                      Jak dla mnie to definitywny koniec, bo już zrywaliśmy w czerwcu i ona dostała
                      bardzo zimny prysznic i wiedziała co i jak. Sprawa była przedstawiona wyjątkowo
                      jasno w zakresie przyczyn i powodów. Wiaodmo było że jak się nic nie poprawi to
                      ja odejdę. No i poprawa była chwilowa, bardzo chwilowa - co z resztą dla tego
                      typu sytuacji jest normalne. Jak dla mnie poczuła się po tym zdarzeniu bardzo
                      pewnie, a problemy ponownie zbagatelizowała. No może nie do końca, ale z
                      pewnością nie potraktowała tego na tylko poważnie na ile oczekiwałem.

                      ----
                      Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                      • samo.zycie2 A ja mysle, ze jej tez zrobiles przysluge 03.10.06, 16:22
                        I dobrze ze sie to stalo teraz a nie za iles tam lat, gdy bylyby dzieci i
                        wspolnie spedzone zycie...
                        Ona teraz mysli moze ze spotkala ja wielka tragedia, ale jakos nie mam
                        watpliwości, ze spotka jeszcze faceta, ze wszystkimi zaletami Abduliana ;),
                        który dodatkowo rozbudzi w niej seksualność, czego tenże nie potrafił.
                        • abdulian Re: A ja mysle, ze jej tez zrobiles przysluge 04.10.06, 00:34
                          Czego zarówno jej jak i jej nowemu mężczyźnie z całego serca życzę. Amen.
                          ----
                          Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                  • misssaigon Re: do anuli i misssaigon :) 03.10.06, 17:29
                    abdul, moj obecny maz stweirdzil, ze rozpieszczal zbyt swoja piewrwsza kobiete,
                    co dlugo potem mu sie odbijala czkawka...
                    madrosc ludowa glosi, ze im bardziej holubisz i pylki spod stop usuwasz tym
                    czesciej kobieta zamienia sie w rozkapryszonego i wlazacego na glowe
                    babiszona...zapytaj doswiadczonych w materii malzenskiej ...na przyklada takiego
                    kawitatora:))
                    • abdulian Re: do anuli i misssaigon :) 04.10.06, 00:13
                      Chyba już keidyś z kawim o tym dyskutowaliśmy :) w 100% się zgadzam -
                      rozpiszczanie do niczego dobrego nie prowadzi, ale wiem to dopiero teraz
                      zperspektywy czasu. Ważne że uczę sie na błędach ;)
                      ----
                      Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                • misssaigon Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 17:25
                  no widzisz, nawet taka slepa kura jak ja znalazla swojego amatora...
                  i morał z tego taki, że nie traccie nadzieji kobitki:D
                  • misssaigon to bylo do anuli btw:))) 03.10.06, 17:33

                  • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 20:20
                    akurat zupelnie nie o mi chodzilo:) ale dalsze dyskusje pozostawiam amatorom
                    nieporozumien:)
          • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 12:05
            Będe infrmował na bieżąco i z tym forum żegnać się nie zamierzam, nie mniej
            jednak chętnie pożegnam sie z problemami jakiejkolwiek natury :)

            A pojawię się chociażby poprzez słów cięcie gięcie tudzież wchodząc w ostrą
            polemikę z kimś kto mi "podpadnie" :) no i jakieś tam moje doświadczenie z
            pewnością się komuś przyda.

            ----
            Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
    • gomory Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 12:13
      Ot prawdziwa ambiwalencja. Tak przedstawic ze wszech miar przykre zdarzenie, by
      zostalo odebrane jako happy end ;).
      Powodzenia na nowej drodze, bardzo mi milo, ze zechciales m.in. mnie uraczyc do
      konca swoja historia.
      Pozdrawiam.
      • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 12:39
        Nie zgadzam się, że zdarzenie jest ze wszech miar przykre a tym bardziej nie
        zgadzam się, że zostało przedstawione jako happy end. Nie wiem skąd u Ciebie
        taka interpretacja.

        Po piwerwsze, zdarzenie jest ze wszech miar przykre, ale ma tez swoje jasne
        strony - bo jest równocześnie poczatkiem czegoś nowego. jakie to "nowe" będzie
        nie wie nikt, ale moje oczekiwanai są takie, że będzie lepsze.

        Po drugie, happy end, to jest, ale tylko dla mnie i to teoretycznie. Dla drugiej
        strony jest to życiowy dramat i ja to wiem, ale tak po prostu musiało być.
        Dlatego nie ma happy endu w klasycznym wydaniu, bo ja nie należę do osób, które
        odczuwają satysfakcję krzywdząc innych. Ot po porstu koniec i początek za razem.

        Cieszę się że mogłem historię przedstawić w całości. Tym co przeczytali całość
        gratuluję wytrwałości :)

        ----
        Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
    • sagittka Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 13:18
      "Po pierwsze powodem rozstania był brak dystansu mojej eks do otaczającego
      świata. O ile z początku była to kwestia uczelni, poszukiwania mieszkania i
      wszelakich stresów z tym związanych to od jakiegoś czasu była to praca. Jej
      praca stała się dla naszego związku dramatem. On chodziła wiecznie zestresowana,
      przemęczona, zła, zdenerwowana itp. itd."

      Ja się odniosę do tej części postu, zwłaszcza, że już kilka osób tez na to
      zwróciło uwagę, kierując "przestrogi" do ambitnych kobiet.

      Otóż byłam w podobnej sytuacji, praca pochłonęła mnie do reszty, nie widziałam
      tego że wysysa ze mnie wszystkie soki. Seks był, ale bylejaki, bo byłam
      wiecznie zmęczona, niewyspana, kładłam się dużo wczesniej niż mąż, praktycznie
      nie spędzaliśmy ze sobą wieczorów. Pojawiły się problemy ze zdrowiem, ze snem,
      prawie depresja i mój mąż wtedy powiedział STOP, tak dalej być nie może.

      Zrobiłam odważny krok i zrezygnowałam z pracy, choć wszyscy pukali się w głowę,
      bo kariera stała przede mną otworem. Leki na sen zamieniłam na kwas foliowy i
      postanowiłam zająć się zupełnie czymś innym. Urodziłam dwie córki, cieszyłam
      sie że mogę sama się nimi zajmować.
      Nie wiem, jak by się moje życie (i pożycie małżeńskie też) potoczyło, gdybym
      dalej awansowała i całą swoją aktywność kierowała na pracę, pewnie straciłabym
      więcej w życiu prywatnym.
      Teraz już kariery nie zrobię, satysfakcjonuje mnie zwykła interesująca praca,
      pozwalająca na kontakty z ludźmi. Ale będąc po trzydziestce inaczej też patrzę
      na to, co w życiu jest ważne. Mając tyle lat co narzeczona abduliana dałam
      pochłonąć się pracy, na szczęście nie do końca.


      PS. Czy w podobnej sytuacji (praca na pełnych obrotach, zaniedbywanie żony,
      brak seksu, itp.) można żądać od męzczyzny poświęcenia swoich ambicji dla dobra
      rodziny?
      Myślę, że to trochę niesprawiedliwe, że facetom łatwiej pogodzić karierę z
      dziećmi, domem.
      • gosiak1704 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 13:56
        Jestem w takim samym związku, jestem takim typem kobiety, który zostawiłeś.
        Zdaję sobie z tego sprawę ale brak mi motywacji do zmiany. Nic w tym kierunku
        nie robię.
        Przeczytałam Twój post i mnie zatkało <wow>
        • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 14:18
          gosiak - mam do Ciebie jedną uwagę. To tylko forum, trzeba część rzeczy
          traktowąc z oczywistym dystansem, ale to nie pierwszy przypadek i z pewnością
          nie ostatni.

          Primo, proponuję się nad tym wszystkim dobrze zastanwoić, bo jak się zabrnie
          zadaleko, to będzie cholernie cięzko się z tego "wymiksować".

          Secundo, porozmawiajcie, bo jak nie będzie komunikacji to nie będzie nic. Moja
          znajoma mawia, że jak nie ma problemu to znaczy że jest wielki problem. Szkoda
          życia, zwłaszcza w takim wieku.

          Pozdrawiam i życze powodzenia :)

          ----
          Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
      • ewolwenta Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 16:38
        > PS. Czy w podobnej sytuacji (praca na pełnych obrotach, zaniedbywanie żony,
        > brak seksu, itp.) można żądać od męzczyzny poświęcenia swoich ambicji dla dobra
        > rodziny?

        a to coś na zupełnie oddzielny wątek, a problem calkiem spory :(
        • misssaigon Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 17:37
          jakos nie spotkałam mezczyzny, ktory by przyznal ze cierpi na pracoholizm, ale
          oczywiscie nie toleruje tego u swojej zony...
          • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 17:42
            To strasznie ciekawy temat, wart chyba poświęcenia oddzielnej dyskusji, jak
            słusznie zauważyła ewolwenta.

            Ja na pracoholizm nie cierpię, uważam to za przekleństwo a zostawanie po
            godzinach jeżeli nie ma ku temu żadnego sensownego powodu uważam wręcz za
            wariactwo - ale to jest moje zdanie. Ja gdy mam wizję pracy po godzinach,
            sprężam się i podkręcam swoją wydajność na tyle na ile to możliwe i robię
            wszystko zeby nie zostawać. Ale jak już zostanę, co się oczywiście może zdarzyć,
            to nie odbieram tego w postaci kasy za nadgodzin tylko wolnego.

            Z resztą, teraz pracoholizm u mnie uruchamia dodatkowe mechanizmy obronne bo
            wiem jakie moga byc konsekwencje. Niestety.

            ----
            Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
            • matylda_n Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 17:59
              Abdulian a dopuszczasz do mysli sytuację, w której dostajesz propozycje nie do odrzucenia pracy w nadgodzinach - oczywiście za darmo ?
              • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 18:09
                Jasne, dla dobra sprawy wyjątkowo raz na jakiś dłuższy okres czasu coś takiego
                dopuszczam, aczkolwiek jak zaznaczyłem wyjątkowo.

                Ale ja mam prostą zasadę - nie wiąże sie z pracodawcami, u kórych taka sytuacja
                mogłaby zaistnieć, czego oczywiście nie jestem w stanie w 100% przewidzieć -
                chociaż da się to dość dokładnie sprawdzić, więc eliminuję takie ryzyko juz na
                początku.

                To jest kwestia filozofii życiowej i pewnego rodzaju sytuacji zawodowej - ja tam
                się rynku pracy nie boję, nie martwię się, że jak stracę pracę to będzie dramat,
                bo wiem, że nie będzie. mam swoje zasady i jestem wobec nich konsekwenty. Jedna
                z nich to jest utrzymanie odpowiedniego poziomu "work & life balance".

                Każdy sam indywidualnie musi zadecydować co jest dla niego ważne. Jakie jest
                ryzyko itp. ale to już pytanie nie do mnie :)

                ----
                Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 18:57
                  Oj Abdulian, tym ostatnim postem pokazałeś, że bardzo młody i niedoświadczony z
                  Ciebie człowiek. Oczywiście masz takie zasady, bo pewnie w chwili obecnej
                  możesz sobie na nie pozwolić. Po pierwsze, nie wszyscy mają takie możliwości i
                  czasami muszą brać co jest, nie oglądając się na ilość godzin pracy. Po drugie,
                  jeśli jesteś zdeterminowany rodziną, kredytami, opieką nad rodzicami itp., to
                  nie możesz sobie pozwolić na bezkarne rzucanie pracy, nie mając nic innego w
                  zanadrzu. Znam wiele osób, które mają ośmiogodzinny dzień pracy, a pracują po
                  12 za friko. I nie podskakują, bo nie mogą sobie na to pozwolić. Co nie
                  oznacza, że jak nadarzy się coś lepszego, to nie podskoczą. Ale pewne rzeczy
                  trzeba przeżyć, żeby zrozumieć.
                  • matylda_n Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 19:54
                    Otóż to. A poza tym, abstrahujac od rodziny i kredytów, to czasami presja
                    otoczenia tak silnie potrafi zdominować człowieka, że niemal zatracamy własną
                    tożsamość gubiąc po drodze własne cele, zasady. Jeżeli dziewczyna była na
                    starcie i szukała swojego miejsca na ziemi to tym łatwiej się w tym wszystkim
                    pogubić, stracić grunt pod nogami....
                    • ewolwenta Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 20:02
                      Dziewczyna też była częścią tego związku i też powinna mieć na względzie jego dobro.
                      To tylko tak żeby przypomnieć, że jak coś się sypie to najczęściej nie tylko
                      jedna strona się do tego przyczynia.

                      • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 00:29
                        Dokładnie masz rację, ja wcale nie uchylam się od winy i odpowiedzialności, bo
                        pewnei sam też w wielu kwestiach zawiniłem. po porstu przedstawiam swoja wersję
                        wydarzeń i tyle.

                        No ale obydwoje o tym wiemy :)
                        ----
                        Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                  • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 00:11
                    Oj kici, bardzo dziękuję za ten protekscjonalny ton, ale jest mi on zupełnie
                    niepotrzebny. Jestem dorosłym człowiekiem i uważam się za osobe dojrzałą.

                    Po pierwsze, opisuję własny case, własną sprawę a nie zbawiam świat i nie
                    pokazuję wszystkim jaka jest najlepsza droga i jedyne możliwe wyjście.

                    Po drugie, napisałem bardzo wyraźnie, że nie mam rodziny, zobowiązań
                    finansowych, dzieci itp więc na pewne rzeczy sobie moge pozwolić, ale widocznie
                    nie chciało Ci się przebrnąć przez cały wątek - masz do tego prawo, twoja sprawa.

                    Po trzecie, nie mów do mnie, że "pewne rzeczy trzeba przeżyć żeby zorzumieć" bo
                    mnie to generalnie śmieszy. Traktujesz mnie jak jakiegoś nastolatka, co to
                    złapał swoją pierwsza pracę w postaci zamiatania zaplecza baru i myśli, że
                    chwycił Pana Boga za pięty. Mam prawo powiedzieć tak - jeżeli ktoś ma ochote
                    zapieprzać po 12 godzin mając osmiogodzinny dzień pracy, to jest to jego wybór i
                    świadoma decyzja. A pracowanie 12 godzin za friko to nic innego jak bycie
                    łosiem, kóry daje się bezkarnie wykorzystywać - ja do takich osób nie należę.
                    Zaznacżę jeszcze raz, żebyś dobrze zrozumiała: tak uważam, mam do tego prawo,
                    tak ja postępuję, bo to mój przypadek. Nie zbawiam świata i nie generalizuję.
                    Kropka.
                    ----
                    Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                    • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 09:46
                      Traktujesz mnie jak jakiegoś nastolatka, co to
                      > złapał swoją pierwsza pracę w postaci zamiatania zaplecza baru i myśli, że
                      > chwycił Pana Boga za pięty.
                      To Ty powiedziałeś, więc coś w tym musi być. Jakieś przniesienie?

                      Uważam, że przemawia przez Ciebie arogancja i pycha. Ale oczywiście masz do
                      tego prawo, tak jak ja mam prawo do swoich ocen. Twój przypadek indywidualny,
                      niepowtarzalny też podlega ocenom. Skoro wystawiasz go na forum, to siłą rzeczy
                      liczyć się musisz z rozmaitymi opiniami. Pozdrowionka
                      • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 10:05
                        Naturalnie. Pownieważ jestem osoba, której nie brakuje pewności siebie i nie boi
                        się jakichkolwiek dyskusji. A że odbierasz to jako arogancję i pychę to już inna
                        sprawa - ja nie uważam się za facetaa, kóry nosi wysoko głowę i zadziera nosa.

                        Cieszę się że zgadzamy się w kestii indywidualności przypadków rozpatrywanych na
                        tym forum, każdy ma swoją własną historię i wystawiając ją na forum zgadza się
                        tym samym na jej ocenę, na to co powiedzą inni.

                        Ja swoją historię między innymi po to opisałem, żeby przeczytać to, co sądzą o
                        tym inni i cieszy mnie każdy komentarz, a jeszcze bardziej cieszy mnie wtedy,
                        kiedy mogę wdać się z kimś w ciekawą dyskusję.

                        pozdrawiam,

                        ----
                        Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                • misssaigon Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 20:09
                  na nadgodziny wplywaja - kultura oganizacyjna firmy
                  - umiejetnosc zorganizowania wlasnej pracy

                  w niektorych firmach zle sie patrzy na czlowieka ktory np wychodzi z pracy przed
                  szefem

                  a ad rem - to zapewne twoja kobieta - w wieku 25 lat- czyli na starcie kariery
                  zawodowej - chciala zdobyc pierwsze szlify zawodowe
                  w pojeciu warto bylo zostawac po godzinach, a czy tak bylo w rzeczywistosci-
                  przyszlosc pokaze - niewykluczone ze sie jej powiedzie pomimo braku dystansu i
                  nadmiernego zaangazowania kosztem zycia osobistego
                  • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 00:37
                    Ja jej z całego serca dobrze życzę i wierzę, że coś z tego mieć będzie. Czy
                    będzie to praca, czy lepsze zycie osobiste - najlepiej jedno i drugie, ważne
                    żeby miała z teog wszystkiego złego coś dobrego dla siebie.
                    ----
                    Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
          • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 18:44
            A który uzależniony przyzna się do swojego uzależnienia?
            • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 20:25
              ale czy naprawde az tak trzeba lac jad na tych ktorzy nie musza zapieprzac
              godzinami za grosze, nie maja kredytow, dzieci, zobowiazan, nie ulegaja presji
              otoczenia - za to talent i umiejetnosci oraz jasna wizje swojego zycia? Nie
              wszyscy musza sie urodzic i umrzec w swoim malym nieudacznym piekielku.
              • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 09:18
                To mi przypomina jeden z najlepszych filmów opisujących Polaków i naszą
                rzeczywistość, a mianowicie "Dzień Świra" Koterskiego.

                Tam była wieczorna modlitwa Polaków - coś co na mnie zrobiło ogromne wrażenie i
                w tym miejscu koroseponduje z tym co napisałaś:

                "Bogu ojcu i synowi,
                Przypier... sąsiadowi,
                żeby mu (...)"
              • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 10:15
                O jakim jadzie ty anula mówisz? Czy pokazanie, że istnieje obok inny mniej
                bajkowy świat, to lanie jadem? Patrzenie na świat przez pryzmat własnego nosa
                to wielka dojrzałość. Mnie jest dobrze, więc wszystkim jest dobrze.
                Utalentowani ludzie też często bidę klepią, a wiele utalentowanych inaczej
                znajduje się na szczytach. Można mówić o szczęściu, że w chwili obecnej nie ma
                większych kłopotów. Ale szczęście zwykle nie jest constans. Co do swojego
                nieudacznego piekiełka, to bardzo je sobie cenię. I na dzień dzisiejszy mam
                wielkie szczęście, że mam tylko takie problemy jak polemika na forum.
                • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 10:31
                  Ja widze, ze ta dyskusja zaczyna się robić serią nieporozumień, ale to się
                  zdarza jak występują pewngo rodzaju błędy w komunikacji.

                  Wg mnie to ogromna nadinterpretacja, jeżeli uważasz, że to wszystko co
                  przedstawiam to bajkowy świat. To co przeżyłem nie jest bajką i praktycznie
                  nigdy nią nie było, (mimo wszystkich pięknych chwil), a to że patrzę na świat
                  tak a nie innaczej to już moja sprawa - wg Ciebie jest to arogancja, pycha i
                  czubek nosa jako wyznacznik wszystkiego. Nie wiem skąd u Ciebie wniosek - że ja
                  piszę, że mnie jest dobrze, to wszystkim jest dobrze - ja nie zbawiam świata i
                  nie zamierzam, nie zamierzam nikomu dawać ządnych rad i mówić co mają robić a
                  czego nie robić.

                  Jednak anula jest wyjątkowo mądrą i dojrzała kobietą a do tego doskonałą
                  obserwatorką :) ja się podpisuję pod tym co napisała.

                  Chcesz przelewać gdzieś swoje frustracje - czuj się upoważniona by robić to
                  gdziekolwiek na tym forum, jednak licz się z tym, że spotkasz się z moją
                  odpowiedzią, jeżeli z czymś się nie będę zgadzał - tak jak mam zwyczaj to robić
                  w każdym podobnym przypadku. Jeżeli uważasz że przez fakt, że masz x więcej lat
                  ode mnie, więcej doświadczenia itp i przez to czujesz się upoważniona do
                  udzielania mi lekcji życia, to wiedz że się z tym nie zgodzę - krytykę przyjmę z
                  pokorą, każdego kontrrozmówcę szanuję, ale przyznam mu rację jedynie w wyniku
                  rzeczowej dyskusji.
                  ----
                  Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                  • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 11:20
                    Po pierwsze odpowiedź odnosiła się do anuli.
                    Bajkowy świat było przenośnią. Chociaż dla niektórych takie życie pewnie byłoby
                    bajkowym światem. Nikogo nie mam zamiaru pouczać, ani nikomu radzić. Piszę
                    jedynie to co nasuwa mi się na myśl. Czy zauważyłeś w moich wpisach
                    jakiekolwiek rady dla siebie? Jaki wpis upoważnia Cię do stwierdzenia, że
                    przelewam swoje frustracje?
                    Nadinterpretacja powstała we wpisie anuli. Nie wiem na jakiej podstawie pisze o
                    czyimś piekiełku? Mogę zrozumieć, że doskonale Cię rozumie, mając sama podobny
                    status i podobne problemy.
                    Co do udzielania lekcji życia, to nie roszczę sobie takich praw. Lekcji życia
                    udziela samo życie.
                    Ponieważ rzeczowa dyskusja, przestaje nią być, pojawia się zarzut o przelewanie
                    swoich własnych frustracji i zatruwanie jadem czyjegoś dobrego samopoczucia,
                    wyzwala jakieś emocje, zmuszona jestem opuscić ten wątek, życząc dalszej
                    owocnej dyskusji w gronie podobnie myślących.
                    • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 11:24
                      piekielko bylo ogolna przenosnia.
                      Za bardzo bierzesz do siebie wszystko o czym sie tu pisze.
                • anula36 Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 10:56
                  kazdy ma taki swiat jaki sobie stworzy . Mnie jest dobrze a inni zawsze moga
                  sie troche postarac:)
                  • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 11:05
                    Amen :)
    • fuzzystone Re: moje story - część 3, ostatnia 03.10.06, 21:42
      Ja tylko chcialam Ci abdulianie zwrocic uwage na jedna rzecz, a mianowicie na
      Twoje postanowienie dotyczace noszenia na rekach - ze nie ma sensu przesadnie
      slodzic kobiecie, przesadnie jej rozpieszczac. Ja mysle ze to raczej kwestia
      tego na kogo to rozpieszczanie trafia - czasami osoby ktore nie maja za soba
      zadnych doswiadczen zbyt szybko nudza sie zyciem z rozpieszczajacym partnerem,
      pragna innych, mocniejszych wrazen itp. Ale nie jest tak, ze zadna kobieta nie
      potrafi docenic tego, ze ma dobrego i rozpieszczajacego partnera. Ja z
      perspektywy moich doswiadczen moge powiedziec, ze sa osoby na ktore stan
      niepewnosci dziala wrecz deprymujaco, ktore wlasnie rozkwitaja i otwieraja sie w
      atmosferze rozpieszczenia a nie niepewnosci i "kija i marchewki".
      Chodzi mi o to, zebys w ramach radosnego wdrazania w zycie swojej nowej
      koncepcji zwiazku nie pominal kogos, kto byc moze moglby byc dla Ciebie Kims,
      tylko dla tego ze Ty w ramach unikniecia bledow z poprzedniego zwiazku zranisz
      go lub wystraszyl swoja koncepcja.
      • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 00:19
        Słuszna uwaga fuzzystone, dzieki wielkie.

        Znalezinie "złotego środka" to oczywiście ogromna życiowa sztuka - czegokolwiek
        te "złoty środek" by nie dotyczył. Chodzi po prostu o wyciąganie nauki z tej
        zyciowej lekcji ale jednocześnie mam świadomość, że popadanie w skrajność (z
        jednej w drugą) tez jest kompletnie bez sensu i do niczego dobrego nie prowadzi.

        Postaram się swoją koncepcję wdrażać tak, żeby było dobrze zarówno mojej nowej
        kobiecie jak i mi :) i tego się bedę trzymał.

        pozdr

        ----
        Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
    • gosiak1704 Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 11:06
      Nie rozumiem całej tej dyskusji, która rozgorzała w tym wątku i zaczęła
      przybierać postać dogłębnej analizy rozmienionej na części pierwsze.
      Jeśli autor wątku podjął decyzję o rozstaniu ze swoją dziewczyną (narzeczoną) to
      miał ku temu powody, które szczegółowo zresztą opisał. Nie rozumiem posądzania o
      egoizm itp. Nie zostawił jej przecież z dnia na dzień. Jeśli czuł się
      nieszczęśliwy w tym związku to miał prawo odejść. Przecież nie porzucił jej dla
      innej, nie zostawił na pastwę losu, nie opuścił dzieci...(narzeczona zdawała
      sobie sprawę jaka jest sytuacja, bo przecież wielokrotnie rozmaiali). Jeśli ona
      była taka, a nie inna i jemu to nie odpowiadało, wręcz przerodziło się w męki to
      miał prawo tak postąpic. Po to spotykamy wielu ludzi na naszej drodze, żeby móc
      wybrać tą jedyną osobę i być szczęśliwym. Każdy ma do tego prawo.
    • monda1 Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 13:06
      Kiedyś u nas było tak samo. Na nic nie miałam ochoty a tym bardziej na seks.
      Odczuwałam ciągłe zmęczenie i brak motywacji. On proponował seks w samochodzie,
      na łonie przyrody, na plaży nocą, proponował bitą śmietankę jako dodatek i miał
      wiele propozycji, które z mojej strony były na nie. Dziś jesteśmy małżeństwem,
      ochota na seks jest z mojej strony wielka i z jego również. Tylko, że on nie
      dąży już do żadnej zmiany a propozycje ucichły. A ja bym chciała właśnie teraz
      spróbować czegoś innego.
      • azmadan Re: moje story - część 3, ostatnia 04.10.06, 14:22
        no to jakim problemem jest wlasnie zaproponowanie czegos takiego samemu...
        np jadac gdzies autem... albb bedac na lonie natury...
        zaskocz...
        jak on kiedys chcial...
        to napewno teraz nie bedzie przeciwny...
        • yvona73pol Re: moje story - część 3, ostatnia 05.10.06, 14:05
          to ja jeszcze dorzuce cos nie na temat: bardzo krzywdzace jest twoje
          stwierdzenie, abdulian, ze ktos sobie "wybral" zapieprzanie po 12 godzin i tak
          dalej.... wyobraz sobie, ze jesc trzeba i mieszkac tez, a nie kazdy ma w zyciu
          podobny start, niektorzy maja przerozne "kamienie" uwiazane u szyi.... kazdego
          sytuacja jest rozna...
          tak samo jak sa tez ci, ze tak ujme, z perspektywami i godnymi zarobkami, a
          wsrod nich, oprocz tych, co zaszli tam swoja praca, talentami i szczesciem
          (trzeba byc w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie i nikt nie przekona mnie
          inaczej), sa rowniez leserzy, bumelanci, lizydupy i zwykli "wystarczy byc"
          buraczkowie....
          wiec gledzenie ze kazdy ma to na co..... w pewnym stopniu, tylko w pewnym
          stopniu....
          • charade Re: moje story - część 3, ostatnia 08.10.06, 13:29
            Gratuluję decyzji, bo była jedyna słuszna. Znam tę sytuację tyle, że byłam po
            drugiej stronie barykady - w moim związku nie było seksu z mojej inicjatywy.
            Powód był jeden (zreszta zawsze jest taki sam) - nie było chemii z mojej strony.
            I święty boże tu nie pomoże, druga strona może stawać na głowie, a i tak
            dokładnie nic to nie da. Bo chemia się nie pojawi za pomocą pstryknięcia palcem,
            ona jest od początku, albo nie ma jej w ogóle.

            Ja byłam też stroną zrywającą i była to jedna z traum mojego życia. Facet mimo
            bezseksia gotów był i tak spędzić ze mną życie, a przynajmniej tak mu się wtedy
            wydawało. Czułam się okropnie, doszły do tego jeszcze wyrzuty sumienia, bo
            musiałam twardo i bez cienia litości uciąć związek. Wiedziałam, że uginanie się
            i "dawanie szansy" to przedłużanie agonii i tracenie czasu. I wtedy uważałam i
            dalej uważam, że była to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć, dla siebie i dla
            niego. Ktoś musiał to zrobić, albo byłyby kolejne dwie nieszczęśliwe osoby na
            tym padole. On może mieć mi to za złe i pewnie ma, ale kiedyś zrozumie, że ja po
            prostu go uwolniłam i dałam szansę na szczęśliwszy związek.

            Swoją decyzją oddałeś przysługę sobie i swojej dziewczynie.
            • charade Re: moje story - część 3, ostatnia 08.10.06, 13:31

              A tak z innej beczki - jednak uwagi o szkodliwości zatracania się w pracy kieruj
              nie tylko do kobiet, bo ten problem dotyczy przede wszystkim mężczyzn.
              • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 13:36
                Absolutnie nie kieruję ich do kobiet, bo problem jest ogólny i dotyczy
                wszystkich, niezależnie od płci. Ale to chyba wszyscy wiemy.
                ----
                Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
            • puff0 Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 10:32
              charade napisała:

              > Gratuluję decyzji, bo była jedyna słuszna. Znam tę sytuację tyle, że byłam po
              > drugiej stronie barykady - w moim związku nie było seksu z mojej inicjatywy.
              > Powód był jeden (zreszta zawsze jest taki sam) - nie było chemii z mojej
              strony
              > .
              > I święty boże tu nie pomoże, druga strona może stawać na głowie, a i tak
              > dokładnie nic to nie da. Bo chemia się nie pojawi za pomocą pstryknięcia
              palcem
              > ,
              > ona jest od początku, albo nie ma jej w ogóle.
              >
              >

              Jedno pytanie....skoro nie było jej na początku to dlaczego byłaś w tym związku
              tak długo? Skoro było tak źle to co robiłaś z nim 2 i pół roku? A co do
              uwalniania...ciekawe czy uwolniłaś się od swoich lęków wraz z uwolnieniem się z
              tego " toksycznego" związku....a może pozwalasz im dalej żyć własnym życiem...
              UWOLNIONY:)
            • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 09.10.06, 13:34
              Czy oddałem przysługe dziewczynie - nie mnie oceniać, ale sądze że w dłuższym
              okresie czasu i ona dojdzie do wniosku, że tak było lepiej. Jeżeli tak będzie,
              to znaczy, że ziścił się najlepszy z możliwych scenariuszy.

              Wszyscy wiemy, że seks (tudzież jego brak) może być przyczyną frustracji itp.,
              więc prawdą jest, że czasem lepiej pójść w inną stronę niż tkwić samemu /
              trzymać kogoś w związku, w kórym nigdy w tej kwestii nie będzie zgody.

              Pozdrawiam,
              ----
              Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
              • trixie2 Re: moje story - część 3, ostatnia 10.10.06, 13:17
                A jeśli ona zwolniłaby się z pracy i stanęła w drzwiach w tej cudnej bieliźnie
                pod jesiennym płaszczykiem?...

                • india_27 Re: moje story - część 3, ostatnia 10.10.06, 13:45
                  A ja myślę,że bardzo dobrze zrobiłeś.Fajny facet z Ciebie. Tak mi się
                  wydaje;))) Powodzenia:)))))))
                  • koteczekaw Re: moje story - część 3, ostatnia 13.10.06, 09:27
                    to ja też przedstawie swój punkt widzenia:
                    1. Bardzo mnie dziwią wypowiedzi, że "biedny facet", jak się męczył w tym
                    związku, kochał ją bardzo, to po co ją rzucił?? Aż tak cenił sobie wyższość
                    seksu nad związkiem?? musiał to robić codziennie bo jak nie to "do widzenia"??
                    To jak tak stawia sprawę to na miejscu tej dziewczyny już dawno bym uciekła z
                    dala od niego.
                    2. Po znalezieniu sobie tej innej, ciekawe jak dalej się sprawa potoczy, gdy sie
                    okaże, że po 2 latach tej innej też się nie będzie chciał "codziennie".
                    Prawdopodobne też nasz bohater powie jej "do widzenia".
                    3. Miłośc prawdziwą można poznać po tym, że się wspiera drugą osobę gdy jest w
                    potrzebie. No coż, w tym gość sie nie sposał. Bo już zaczeły sie problemy,
                    cieżka praca, stres, jak sam mówił dziewczyny, a on zamiast być przy niej,
                    wypominal, że jej sie znowu nie chce....dzięki...to ma byc wsparcie.
                    4. na koniec dodam, że nie wydaje mi się żeby to była miłość do samego końca.
                    Człowiek, przedstawił swoją historię, jako biednego chłopca bo mu "loda" nie
                    chcą dać... biedny biedny. A ta dziewczyna to zła bo nie wskakiwała mu do łóżka
                    tyle ile on chciał...Ciekawe czy za pare lat nie będzie myślał o tej pierwszej,o
                    której mówił, że tak bardzo ją kochał.....
                    • niezapominajka333 Re: moje story - część 3, ostatnia 13.10.06, 10:10
                      Hmmm... ciekawe podejście do tematu.
                      Masz rację - prawdziwą miłośc poznaje sie po tym, że wspiera się partnera w
                      potrzebie. Jakoś ta kochająca dziewczyna nie przejmowała się potrzebami
                      Abduliana, miała gdzieś jego niezaspokojenie, jego frustrację. Czyżby w jej
                      definicji miłosci nie było miejsca na seks? A moze było, ale nie z nim.
                      Ta kochajaca dziewczyna nie miała ochoty i nie zamierzała się zmuszac -
                      rozumiem. Ale nie zamierzała tez zrobic niczego, żeby tę ochotę rozbudzic, nie
                      chciała iśc do specjalisty, nie zamierzała usuwac przyczyn, bo jej tak było
                      dobrze, a uczucia i potrzeby drugiej strony miała w głębokim poważaniu.

                      Jeśli dziewczyna nie chciała zmienic podejścia do pracy już teraz, to jak
                      wyobrażasz ją sobie w roli matki i żony, bo takie były jej plany? Chyba nie
                      spodziewasz się, ze przez całe życie otoczenie ja będzie głaskac po głowie i
                      wspierac, bo ona ma stress w pracy. Powinna nauczyc się dystansowac dla jej
                      własnego zdrowia psychicznego. Dla dobra rodziny, którą chciała założyc.

                      Mam akurat niedaleko przykład "prawdziwej miłości". Młoda, dwudziestoletnia
                      dziewczyna zakochana w chopaku, który lubi wypic. Aż żal patrzec, jak on ją
                      traktuje, wszyscy odradzaja jej małżeństwo, ale ona nie wyobraza sobie bez
                      niego życia. Cyt "...ja wiem, ze będę z nim nieszczęśliwa, ale nie mogę bez
                      niego życ..."
                      Moze to jest i prawdziwa miłośc, ale dla mnie to szczyt głupoty wchodzic w
                      zwiazek, który juz na starcie nie ma przyszłości. Małżeństwo to nie zabawka.
                      Jeśli czujesz, że sie nie uda, to miej odwagę się wycofac. Taka postawa jest
                      dla mnie wyrazem dojrzałości i odpowiedzialności.
                      A co będzie za pare lat? Moze dziewczyna Abduliana uzna jego decyzję za
                      najbardziej trafna w życiu? Może zwiąże się z kimś, z kim jej będzie lepiej?
                      Kto wie?
                • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 10.10.06, 14:48
                  Byłoby to oznaką desperacji, która nie prowadziłaby do niczego, a pewnie
                  świadczyła tylko o tym, że ona to źle znosi... I przyznam szczerze, że
                  odprawiłbym ją do domu i łagodnie powiedział, że to nie ma sensu.


                  ----
                  Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                  • kiedysmaz Re: moje story - część 3, ostatnia 12.10.06, 00:11
                    nie wytrzymałem... i postanowiłem skomentować Twoją historię Abdulian...
                    historię z Twojego punktu widzenia... a raczej wygodnego siedzenia...

                    część z Was zna moją historię... zna zakończenie... ale nie zna tego co
                    wydarzyło się dalej...

                    A więc idealny Abdulianie... byłem Z Nią kilkanaście lat... podobnie jak Ty
                    jestem facetem, który "wpada kobiecie w oko"... wie jak zwrócić na siebie uwagę
                    tej Kobiety którą pragnie... i potrafi "zakręcić Jej w głowie"... jestem po
                    30... powiedzmy że "trzymam się" całkiem dobrze ;-)

                    tyle autoreklamy i wstępu...

                    w ciągu kilkunastu miesięcy od rozstania... spotkałem, poznałem, uwiodłem
                    kilkanaście kobiet... każda praktycznie była atrakcyjna... całkiem mądra... i
                    sporo młodsza ode mnie... problem w tym że najdłużej potrafiły zatrzymać mnie
                    na wyłączność na kilka tygodni...

                    pozwolę sobie zasugerować Tobie 2 scenariusze... No 1- jeśli
                    kochałeś "prawdziwie" trudno będzie Ci znaleźć nową partnerkę... bardzo
                    trudno... znajdziesz fajne dziewczyny na chwilę... staniesz się kanibalem
                    skaczącym z kwiatka na kwiatek szukającego "Jedynej"... będziesz korzystał z
                    zycia, ale nie będziesz szczęśliwy ponieważ chcesz z "Nią" a nie z
                    którąkolwiek :(
                    No 2- nie kochałeś... byłeś z Nią... bo była najlepsza z tych które znałeś
                    (obawiam się że ta wersja prawdopodobniejsza... dla mnie za szybko się
                    poddałes... choć uważam że "zrobiłeś dobrze")... ale miałeś na oku Inną (jak
                    sam piszesz w jednym z maili) i zostawiłeś tak naprawdę dla Innej bo
                    uznałeś "że daje Ci szanse" na "lepsze życie"...

                    nie wiem czym dla Ciebie jest miłość... kochanie... oddanie... ja jestem
                    facetem "starej daty" a Ty chyba jednak przedstawicielem pokolenia "czerpiącego
                    z zycia ile się da" :-)... postawa bardzo ludzka i sympatyczna... aczkolwiek
                    dla mnie nadal trudna dla "własnego zastosowania" ;-)

                    obawiam się... że dzięki Twojemu odejściu Ona też odżyje... i za czas jakiś
                    będzie szczęśliwa... czy TY będziesz szczęśliwy z Inną? przy wersji No 1 bardzo
                    długo na to poczekasz...

                    przy wersji No 2 ... Ty nie umiesz jeszcze kochać... a minie trochę czasu nim
                    się nauczysz ;-)

                    poza tym... proponuję trochę pokory... bo niektóre maile epatują "chorobliwym
                    samouwielbieniem" ;-)

                    i powodzenia... życzę abyś "kochał i był kochany" bo wtedy każdy ekstremalny
                    sport wysiada ;-)))
                    • ich7 Re: moje story - część 3, ostatnia 12.10.06, 16:07
                      Wiesz co kiedysmaz , skomentuje to tak , czepiasz sie abduliana .
                      Oby abdulian zapomnial o tej kobitce .
                      ona i tak byla niepowazna i na nia przyjdzie tez czas z e jej ktos dokopie w
                      zyciu , tzw kwestia czasu

                      pzd ich 7
                      • justyna265 Re: moje story - część 3, ostatnia 12.10.06, 17:00
                        ja mam pytanie
                        jak dawno roztales sie z ta kobieta?
                        przed chwila bylam na forum gazety"kobieta"
                        i opisuje tam dziewczyna swoje przezycia po stracie narzeczonego ktory ja
                        zostawil i jakos dziwnie pasuje mi to do twojej histori
                        oczywiscie moge sie mylic,ale jakos mnie to zastanowilo
                        pozdrawiam

                        • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 14.10.06, 00:02
                          Justyno, daj proszę linka do teogo wątku - zobaczymy co to jest :)
                      • kiedysmaz Re: moje story - część 3, ostatnia 13.10.06, 12:07
                        cześć ich7 (aż sie prosi ich3 :])
                        obawiam się... że ta niepoważna-całkiem powazna dziewczyna dostała juz "po
                        tyłku" od zycia... i "uwielbiany przez masy" abdulian...

                        nie dziwię się Jego decyzji... nie potrafię "ocenić" że zrobił dobrze... bo
                        odpiero życie to pokaże...

                        i mimo wszystko za mało we mnie żółci aby życzyć komukolwiek "dokopania od
                        życia"

                        zatem i Tobie powodzenia życzę :]

                        PS Czy czepianie jest karalny czy może reprezentujesz grupę osób nieomylnych i
                        wszystko-wiedzących... których opinia jest jedyna, prawdziwa i obowiązkowa? ;)
                        podziwiam egocentryzm... współczuję bliskim :)

                        a poza tym... nie musismy się lubić... wystarczy szanować potrzeby każdego z
                        nas :]
                    • zorka99 Re: moje story - część 3, ostatnia 12.10.06, 17:38
                      Miło czytać taką wypowiedź. Zgadzam się z Tobą. Prawdziwa miłość jest cierpliwa
                      i nie zadowala się byle czym. Jestem jakaś dziwna, bo nie umiałam mieszkać z
                      facetem bez ślubu. Nie potrafiłam tak całkiem się oddać bez deklaracji, że się
                      ożeni ze mną. Było to ważne dla mnie.Może się mylę, ale może narzeczona
                      abduliana też to odczuwała podświadomie, może pragnęła stabilizacji, może
                      obawiała sie przyszłości. Zaangażowanie się w pracę i zmęczenie też powoduje
                      brak ochoty na seks. Jedno jest pewne: w każdym związku są problemy, można
                      uciekać przed nimi lub je rozwiązywać. Rozstanie to ucieczka. Rozwiązanie to
                      zmiana czegoś co nie działa prawidłowo. Jeśli jest miłość, to najważniejsze, co
                      pozwoli przetrwać ze sobą. Czasem jedna osoba się gubi, myli, cierpi, wtedy
                      druga ją podtrzymuje - mimo niezrozumienia czasem. Jesteśmy przecież różnymi
                      ludźmi.Nie wolno szantażować, wymagać, rościć, sprawdzać, bo można ją stracić.
                      Na zawsze. I nigdy więcej może nie wrócić.
                    • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 13.10.06, 13:06
                      Dzięki za odpowiedź.

                      Może trochę samokrytycyzmu w pewnych moich wypowiedziach brakuje, ale na pewno
                      nie jestem facetem kóry popadł w stan totalnego samouwielbienia, bez przesady.

                      Co do tego czy kochałem prawdziwie czy nie, a czy będę w stanie zbudować nowy,
                      prawdziwy związek, to może rzeczywiście jest tak jak piszesz, że są tylko dwa
                      scenariusze, ale ja osobiście w to nie wierzę. Każdy przypadek jest indywidualny
                      i po prostu czas pokaże jak było. Może za rok czy dwa odgrzebię ten wątek i
                      przyznam Ci rację? Niewykluczone.

                      nie uważam sie za faceta idealnego, nigdy nie uważałem i nie będę. Napisałem
                      wyraźnie że jest to moja historia, a więc mój subiektywny punkt widzenia, więc
                      to co opisuje jest własnie takei a nie inne - dalszy komentarz w tej kwestii
                      jest zbędny. Inaczej sprawa by wyglądała gdyby opisały to obie strony.

                      I wzajemnie życzę powodzenia i dzięki za uwagi, będe o nich pamiętał :)
                      • zorka99 Re: moje story - część 3, ostatnia 13.10.06, 17:29
                        Związek zbudujesz, jeśli rzeczywiście się zakochasz i zaangażujesz. Ciągle mam
                        wrażenie, że to nie było jeszcze "to", skoro rozpadło się w wyniku kryzysu po
                        fazie zauroczenia, z widokiem na ładną i chętną odmianę w tle. Jeśli nie
                        cierpisz, nie czujesz prawie fizycznego bólu, tylko ulgę. Jeśli piszesz, że nie
                        ma powrotu. Jeśli już wybierzesz, to weź to tylko pod uwagę, w fazie
                        podtrzymywania uczucia, że priorytety, cele w życiu i ludzie się zmieniają.
                        Będąc w wieku Twojej "byłej", praca też była dla mnie najważniejsza. Po
                        urodzeniu dziecka, zmieniły się radykalnie moje poglądy i "zakochałam się" w
                        dziecku. Byłam już inną osobą. Była jeszcze ciężka choroba, różne inne życiowe
                        zakręty. Miałam jednak kogoś wspierającego obok, na kogo mogłam liczyć, pomimo
                        wszystko. I tego ci życzę.
                        • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 13.10.06, 23:53
                          Naturalnie, raczej nie ma szansy na zbudowanie związku jeżeli nie ma zakochania
                          i nie ma zaangażowania :)

                          A odnośnie związku to nie będę Cię przekonywał czy to było "to" czy nie było.
                          Powiem tylko, że byliśmy zaręczeni, planowaliśmy wspólną przyszłość, i to nie
                          był byle kryzys, przynajmniej w mojej opinii, tylko bardzo poważna sprawa.

                          Ja odpuściłem nie ze względu na brak uczucia, tylko ze względu na wiele
                          czynnników, które mnie do tego skłoniły. Opisałem to wszystko wyżej.

                          ----
                          Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                    • agent211 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 08:52
                      Dziękuję Ci bardzo za te słowa!
                      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi w tym wątku (a dotyczą one mnie
                      bezpośrednio). I po tym wszystkim mam ogromne poczucie winy! Narobiłam mnóstwo
                      błędów i zepsułam związek :( Ale przecież jeżeli się kogoś kocha tak naprawdę,
                      to nie zostawia sie tej osoby, bo siępogubiła w życiu.
                      Oj, mam nadzieję, że wyciągnę z tego wszystkiego wnioski inie popełnię więcej
                      tych samych błędów.
                      Teraz muszę się pozbierać i od nowa ułożyć sobie życie.
                      Największym moim błędem było to, że poswięciłam dla tego związku całą siebie,
                      serce, duszę, czas, znajomych, zainteresowania - WSZYSTKO. Moje zycie było jego
                      życiem.
                      Mam nadzieję, że masz rację, że to rozstanie pomoże mi "odżyć". Minęło dopiero
                      3 tygodnie i momo bardzo cięzkich chwil powoli zaczynam czuć, że żyję. Życie
                      zaczyna być kolorowe i takie pełne możliwości.
                      Dziękuję jescze raz :)
                      • petar2 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 09:11
                        Powszechnym błędem na forum jest krytyka i głeboka analiza "drugiej strony"
                        znanej jedynie z tego co napisze "pierwsza strona". Nie przejmuj się więc tą
                        krytyką, po prostu dla większości byłaś takim "Kopciuszkiem" co to odrzucił
                        miłość "Brada Pitta" :-)

                        Myślę, że z Abdulianem zapętliliście się, Ty z nie do końca może uświadomionym
                        odczuciem, że on Cię nie rozumie i nie wiadomo kogo kocha bardziej, Ciebie czy
                        siebie. On z nadzieją, że może stanie się cud i z niezrozumieniem przyczyn
                        problemów.

                        To wszystko wywoływało duże poczucie winy u Ciebie bo patrząc z boku
                        nieuważnie, pozornie wszystko wskazywało na Twoją winę co z kolei dobijało Cię
                        jeszcze bardziej.

                        > Ale przecież jeżeli się kogoś kocha tak naprawdę,
                        > to nie zostawia sie tej osoby, bo siępogubiła w życiu.

                        Cóż, czasem tak trzeba. Abdulian po prostu nie potrafił Ci pomóc. Nic nie jest
                        jednak niezmienne, czasem jest potrzebny wstrząs żeby coś zobaczyć, zrozumieć.
                        • your_and Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 10:59
                          petar2 napisał:
                          > Cóż, czasem tak trzeba. Abdulian po prostu nie potrafił Ci pomóc. Nic nie jest
                          > jednak niezmienne, czasem jest potrzebny wstrząs żeby coś zobaczyć, zrozumieć.

                          Nie poraz pierwszy okazuje się co w innych dziedzinach jest oczywiste.
                          Dobre chęci obu ston i intuicja to (poza nielicznymi szczęściarzami) za mało.
                          Czasem i dobre wzorce przekazane przez rodziców nie pomoga, a co do dopiero jak
                          ich brak.
                        • agent211 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 11:00
                          Nie mogę czytać, jak wspaniałym, mądrym, wyrozumiałym i cierpliwym człowiekiem
                          jest mój "były". Niech może opisze jak się zachował w dniu rostania? Jak nie ma
                          odwagi mi spojrzeć w oczy, porozmawiać... Jak jeszcze kiedy byliśmy razem
                          spotykał się z innymi, jak mnie zdradził (lub "prawie-zdrawił" - do poczytania
                          na www.sympatia.pl). Jak do ostatniego dnia pozwolił mi planować spotkanie
                          rodziców, zaręczyny (miały się odbyć za tydzień od dnia rozstania/porzucenia),
                          wesele...
                          O takich rzeczach nie pisze, bo to popsułoby obraz ideała.
                          Myślę, że skoro było go stać tylko na takie postępowanie, to prędzej czy
                          później tez by mnie zostawił. Więc lepiej, że stało się to teraz a nie już po
                          ślubie.
                          Bardzo pomaga mi tez myśl, że on się teraz świetnie bawi, że "odetchnął", bo
                          oznacza to, że nie jest mnie wart. Nowa praca, super dziewczyny, dobre
                          pieniądze - wszystko super ekstra! Zobaczymy jak długo...
                        • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 11:26
                          > Myślę, że z Abdulianem zapętliliście się, Ty z nie do końca może uświadomionym
                          > odczuciem, że on Cię nie rozumie i nie wiadomo kogo kocha bardziej, Ciebie czy
                          > siebie. On z nadzieją, że może stanie się cud i z niezrozumieniem przyczyn
                          > problemów.

                          petar prosze nie rób ze mnie jakiegoś narcyza, bo nie jestem takim człowiekiem.

                          Nie potrafiłem jej pomóc, tak uważam. Uważam też, że zrobiłem wszystko, żeby
                          poznać przyczynę problemów i pomóc tak jak potrafię. Nie udało się - cóż może
                          jestem osoba, która nie potrafi tego zrobić. Nie mnie to oceniać.

                          Lekcje wyciągnięte. To jest najważniejsze.

                          > miłość "Brada Pitta" :-)

                          aluzju paniał :)


                          ----
                          Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
                      • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 10:12
                        Największym moim błędem było to, że poswięciłam dla tego związku całą siebie,
                        serce, duszę, czas, znajomych, zainteresowania - WSZYSTKO. Moje zycie było jego
                        życiem.

                        To rzeczywiście największy błąd. Zaprzedanie siebie. To się zawsze zemści.
                        Niewątpliwa korzyść z tego rozstania, to taka, że sobie to uświadomiłaś, a tym
                        samym masz szansę się wyzwolić z tego.
                        Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Głowa do góry. Pozdrawiam
                        • your_and Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 10:31
                          kici10 napisała:
                          > To rzeczywiście największy błąd. Zaprzedanie siebie. To się zawsze zemści.
                          > Niewątpliwa korzyść z tego rozstania, to taka, że sobie to uświadomiłaś, a tym
                          > samym masz szansę się wyzwolić z tego.

                          Cóż z tego kiedy powszechne rozumienie jest takie że właśnie miłość to
                          poświecalnictwo? Miłość przecież to synteza dwu światów które się ubogacają.
                          Od razu przypomina mi sie ciekawa rozmowa z terapeutą małżeńskim o tym jak to
                          niszczące:
                          Sekretyudanego związku
                          Swoją drogą jakże pouczające jest spojrzenie na problem z obu punktów widzenia...
                          • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 10:38
                            Andrzej Wiśniewski napisał wspólnie z Katarzyną Grocholą dwie świetne ksiązki
                            na temat związków. Bardzo pouczająca lektura. Kto chce, ten sobie znajdzie na
                            merlinie.
                    • agent211 Re: moje story - część 3, ostatnia 18.10.06, 08:58
                      Powyższa odpowiedź jest skierowana do "kiedysmaz" na jego wypowiedź:

                      "nie wytrzymałem... i postanowiłem skomentować Twoją historię Abdulian...
                      > historię z Twojego punktu widzenia... a raczej wygodnego siedzenia...
                      >
                      nie wiem czym dla Ciebie jest miłość... kochanie... oddanie... ja jestem
                      > facetem "starej daty" a Ty chyba jednak przedstawicielem
                      pokolenia "czerpiącego
                      >
                      > z zycia ile się da" :-)... postawa bardzo ludzka i sympatyczna... aczkolwiek
                      > dla mnie nadal trudna dla "własnego zastosowania" ;-)
                      >
                      > obawiam się... że dzięki Twojemu odejściu Ona też odżyje... i za czas jakiś
                      > będzie szczęśliwa... czy TY będziesz szczęśliwy z Inną? przy wersji No 1
                      bardzo
                      >
                      > długo na to poczekasz...
                      >
                      > przy wersji No 2 ... Ty nie umiesz jeszcze kochać... a minie trochę czasu nim
                      > się nauczysz ;-)"
    • abdulian dyskusja w tym wątku 18.10.06, 11:59
      Ja odcinam się od dyskusji w tym wątku, jeżeli będzie miała ona formę wzajemnych
      ataków. Nieczego się nie obawiam, nie wstydzę i chętnie wszystko wyjaśnię. Nie
      mam nic do ukrycia.

      Cieszę się że moja Eks trafiła wreszcie na to forum, o jego istnieniu wiedziała
      dwa lata, o wątkach które tu opisywałem też. Może się czegoś nauczymy i
      wyciągniemy wnioski na przyszłość.

      • misssaigon meritum 18.10.06, 22:14
        a dlaczego cudem "odnaleziona" bohaterka tej historii w żadnym swoim wpisie nie
        odnosi sie do meritum ? tzn do BRAKU SEKSU W ZWIĄZKU???
        było tak, nie było, jak było wg niej...teraz po rozstaniu można to ocenic w
        miare rzetelnie - bo z obydwu stron
        • niezapominajka333 Re: meritum 19.10.06, 07:59
          Wiesz Miss....to rzeczywiście zastanawiające....
          Dziewczyna stwierdzajaca, że popełniła mnóstwo błędów i zniszczyła związek, a
          NAJWIĘKSZYM błędem było że poświęciła wszystko, całą siebie dla związku.
          Abdulian przekonany, że zrobił WSZYSTKO, co potrafił dla rozbudzenia jej ochoty
          na seks.
          Więc jak w końcu było z tym brakiem seksu? Jaka była granica poświęcenia?
          • petar2 Re: meritum 19.10.06, 08:24
            Ciekawe spostrzeżenie Niezapominajko.
            Rzeczywiście oboje użyli słowa WSZYSTKO jeśli chodzi o starania ze strony
            Abduliana czy poświęcenie ze strony Agentki. A wyszło jak wyszło.
            Brak komunikacji, brak zrozumienia, brak dogadania w podstawowych sprawach:
            wyjścia, życie towarzyskie, wakacje, seks.
            Oboje strasznie się starali tylko te starania trafiały w próżnię bo nie
            rozumieli, nie potrafili, a nawet moim zdaniem mało zrobili dla poznania
            potrzeb drugiej strony.

            Ciekawe są słowa Abduliana:
            "Żeby moja historia nie była bardzo jednostronna powiem tylko tyle, że moja eks
            jest dla mnie prawie ideałem kobiety. Szalenie inteligentna, na poziomie,
            bardzo bardzo atrakcyjna fizycznie i intelektualnie. Łączyło nas wyjątkowe
            porozumienie umysłów, wyjątkowo dobrze nadawaliśmy na tych samych falach."

            Zupełnie mylne wnioski:
            "Gdyby nie ten fatalny wpływ pracy i brak umiejętności odcięcia się od niej i
            odpowiedniego zdystansowania, a także fakt, że ona uważała niestety że
            mężczyzna jest do „grania w sccrabble i dyskusji o filmie i sztuce” to pewnie
            bylibyśmy razem na zawsze."

            Narcyzm i kompletny brak umiejętności spojrzenia z dystansu na siebie i sprawę:
            "Odszedłem z poczuciem, że zrobiłem absolutnie wszystko żeby go uratować,
            próbowałem wiele robić i nie robić nic, jednocześnie wiedząc ze jestem
            doskonałym obserwatorem, starałem się dostrzegać i reagować odpowiednio."

            Abdulian, patrzyłeś ale nie widziałeś.

            Więc "meritum" nie jest żadnym meritum, to tylko odpryski podstawowego problemu.
            • misssaigon Re: meritum 19.10.06, 19:46
              meritum - bo seks był dla abduliana tak wazny, że zawitał na tym forum, popełnił
              kilka watków a w koncu z "braku " rozstał sie ze swoją partnerka...
              watrek troche podbny do historii "mojejnogi" - tez zupelnie inne widzenie
              zwiazku przez obydwie strony....obydwoje wspaniali, mądrzy...a nie umieli
              pzrekazac sobie czegfo nawzajem od siebie oczekują -
              moze zwyczajnie nie sa tacy wspaniali - tylko zwyczajni, popełniający błedy jak
              inni

              mojhe spostrzezenie - uwazam, ze za wielka wage przykładali do autokreacji - za
              duzo wkładali wysiłku zeby jak najlepiej sie zaprezentowac a za mało, żeby sie
              rzeczywiscie porozumiec...
              • your_and Re: meritum 19.10.06, 22:02
                misssaigon napisała:
                > meritum - bo seks był dla abduliana tak wazny, że zawitał na tym forum, popełni
                > kilka watków a w koncu z "braku " rozstał sie ze swoją partnerka...

                To też zwróciło moją uwagę w kontekscie rozpamietywania "poświecania sie" jego
                partnerki. Skoro nawet teraz wypiera fakt istotności seksu dla swojego partnera,
                to to nie jest poświęcanie sie tylko tzw poświecalnictwo.
                Czyli nie obchodzi mnie co jest ważne dla drugiej osoby, nie chce od niego
                usłyszeć, ja sam wiem to lepiej i taki scenariusz "poswiecania sie dla jego
                dobra realizuję". A że przykładam wagę do rzeczy na których tak naprawdę uważam
                że powinno mu zależeć (tak naprawnę mi na tym zależy), a nie naprawde jemu
                zalezy to juz inna sprawa.

                Druga sprawa to ważny w życiu dziewczyny ojciec, który od początku "wiedział że
                ją zostawi". To niezależnie od dobych intencji ojca śmiertelna trucizna. Tworzac
                nowy związek należy oderwać sie od rodziców, postawić wszystko na jedną kartę,
                izolować sie uczuciowo, którzy najczęściej z dobrych pobudek sączą dla związku
                śmiertelna truciznę, bo żaden partner z reguły nie jest wystarczająco godny ich
                ukochanego dziecka i bronią sie podświadomie przed odejściem dziecka we własne
                życie krzywdząc je bardzo w ten sposób...
                • kawitator Re: meritum 20.10.06, 10:10
                  Czyli nie obchodzi mnie co jest ważne dla drugiej osoby, nie chce od niego
                  > usłyszeć, ja sam wiem to lepiej i taki scenariusz "poswiecania sie dla jego
                  > dobra realizuję". A że przykładam wagę do rzeczy na których tak naprawdę uważam że powinno mu zależeć (tak naprawnę mi na tym zależy), a nie naprawde jemu zalezy to juz inna sprawa.

                  Ciut inaczej bym to widział
                  Zakładam oczywiście ze obie strony wypowiadały się szczerze czyli pisały to co uważają a nie to czego oczekuje od nich otoczenie forum czy ktoś inny. Z wypowiedzi Agentki wynika, że nie docierały do niej żadne sygnały ze Abdulianowi nie pasuje , że ma problem , poważny problem. Na tyle poważny ze zdecydował się o tym przez dwa lata pisać na forum. Ona nie widziała żadnego problemu i uważała ze stan w jakim byli jest wspaniały. Kochają sie niedługo ślub. Tymczasem jak wynika z wypowiedzi na forum w Abdulianie skakało ciśnienie i jasna krew go zależałą Nie potrafię powiedzieć czy bodziec był za słaby czyli wyartykułowanie potrzeb przez Abduliana nieadekwatne do skali problemu, czy też odbiór był na tyle zakłamany życzeniowym widzeniem świata przez Agentkę, że żadne słowa nie potrafiły jej tego obrazu zakłócić. O ile pamiętam wypowiedzi Abduliana rozmowy przeprowadzane były wielokrotnie Obie strony sobie pogadały i jak zwykle nic z nich nie wynikało. Czyli rozmowy kulturalne spokojne nic nie dają ??? Więc co awantura obicie tyłka czy potłuczenie zastawy po babci ??? W jaki sposób oddziaływać na siebie aby przekaz docierał do adresata Psycholodzy twierdza ze przekaz odwołujący się do umysłu logicznego w sposób logiczny nikogo nie skłonił do zmiany swojego stanowiska a nawet najbardziej wazkie i mocne argumenty są podświadomie odrzucane jako fałszywe i nieprawdziwe . Dziwne jeżeli porównamy to z powszechną opinia o „szczerej rozmowie” Ze jedyne skuteczne oddziaływanie to oddziaływanie na emocje mówiąc prosto nie rozmowa ale danie w dupę Postawienie w sytuacji w jakiej sam zostałeś postawiony ( na ) i przyglądanie się jak ktoś tak do tej pory przekonany o jedynej słuszności swoich poglądów nagle otwiera oczy.
                  • kici10 Re: meritum 20.10.06, 11:28
                    Sposób zakończenia związku (mailem)sugeruje sposób komunikacji Abduliana ze
                    swoją partnerką. A raczej strach przed komunikacją bezpośrednią. Tak wiec
                    powstaje pytanie, czy artykułowanie swoich potrzeb w związku przebiegało w
                    podobny sposób? Czy mówił to co chciał powiedzieć, czy tak mu się tylko
                    wydawało. Czy może krążył wokól tematu, bojąc się go bezpośrednio wyłuszczyć. A
                    może tylko dawał znaki dymne, których partnerka ni czorta nie rozumiała i nie
                    odbierała. Może były to złe znaki, a może ona nie chciała ich widzieć. Jedno
                    jest pewne, latanie dookoła tematu, bez wyraźnego, brutalnego wyartykułowania
                    mija się z celem.
                    • your_and Re: meritum 20.10.06, 11:36
                      kici10 napisała:
                      > Może były to złe znaki, a może ona nie chciała ich widzieć. Jedno
                      > jest pewne, latanie dookoła tematu, bez wyraźnego, brutalnego wyartykułowania
                      > mija się z celem.

                      W tej dyskusji brutalnie zostało wyartykułowane że chodzi o seks. A ona i tak
                      sie do tego nawet nie odniosła. To sugeruje że i do tej poty sprawę odsyłała w
                      niebyt.
                      • kici10 Re: meritum 20.10.06, 11:39
                        A może nie chce omawiać tego na forum publicznym. Może to dla niej sprawy zbyt
                        intymne. Może nie chce opisywać wszystkich (jej zdaniem) niedoskonałości
                        Abduliana, tym bardziej, że niektórzy znają go osobiście. Dla mnie to wyraz
                        klasy.
                        • kici10 Re: meritum 20.10.06, 11:43
                          Zresztą odniosłam takie wrażenie, że Abdulian się tego obawia.
                        • your_and Re: meritum 20.10.06, 11:54
                          > Może nie chce opisywać wszystkich (jej zdaniem) niedoskonałości
                          > Abduliana, tym bardziej, że niektórzy znają go osobiście. Dla mnie to wyraz
                          > klasy.

                          Dla mnie to kontynuacja ignorowania tego co dla drugiej strony najważniejsze.
                          W wielu środowiskach nie uleganie "przymusowi seksu" to wyraz trzymania klasy.
                          Przynajmniej na pokaz.
                          • kici10 Re: meritum 20.10.06, 14:13
                            Nie sądzę by Abdulian sobie życzył, by była dziewczyna opisywała ich łóżkowe
                            parypetie z własnej perspektywy. Mimo wszystko. Chociaż rozumiem, że niektórzy
                            aż skręcają się z ciekawości.
                            • anula36 Re: meritum 20.10.06, 14:49
                              no to brak szczegolow bo
                              1. ona nie chce wywlekac swoich intrmnych spraw na forum
                              2. on sobie tego nie zyczy?

                              Bo juz sie pogubilam
                              • kici10 Re: meritum 20.10.06, 18:39
                                Myślę, że i jedno i drugie. Choć to tylko spekulacje.
                    • abdulian Re: meritum 20.10.06, 11:45
                      Sposób zakończenia związku nie ma tutaj nic do rzeczy, zostało to zrobione w
                      taki a nie inny sposób, którego nie zmaierzam wyjaśniać, ale miało to swoje
                      uzasadnienie. Dla mnie i nikogo więcej. Kropka.

                      Decyzja o przełożeniu trminu ślubu (wg. pierwotnych planów dziś bylibyśmy już
                      małżeństwem), o której nie wspomina Agentka, zrewanie kilka miesięcy temu i w
                      obydwu przypadkach wyartykułowanie wprost wszystkiego od A do Z co było powodem,
                      naświetlenie problemów i ich sakali to nie są znaki dymne ani unikanie tematu.
                      Nie boję się żadnej rozmowy, to nie ja byłem tym, kóry unikał rozmów i uciekał
                      od tematu.

                      Więc jeżeli to było wg Ciebie mało brutalne, mało dosadne, za mało wprost, to ja
                      niestety nie znam innej metody.

                      Dobrze zrozumiał to kawitator: "Ona nie widziała żadnego problemu i uważała ze
                      stan w jakim byli jest wspaniały. Kochają sie niedługo ślub." i tutaj z
                      pewnością i ja popełniłem jakies błędy wynikające z nieodpowiedniej komunikacji.

                      Wnioski na przyszłoścć wyciągnięte.
          • avide Re: meritum 19.10.06, 08:37
            No własnie. Przyłączam się do pytania poprzedników.
            Wersje abduliana znamy ... proszę powiedz jak ty to widziałaś "agent".
            Choć jestem pewny że średnio masz teraz ochote na takie wyciąganie czegoś co
            jest dla ciebie ciężkie i krępujące.
            Widzicie bardzo mnie to interesuje gdyz Wsza historia to wypisz wymaluj moje
            życie sam bym chyba lepiej nie opisał a teraz gdy jeszcze znamy wypowiedź
            drugiej strony już jak kropka nad i w moim story. Zgadadza się prawie wszystko
            .... z tym że "PRAWIE robi bardzo wielką różnice" Zakończenie jest zgoła
            odmienne.. może kiedyś opisze jak to się u mnie stało... Jeszcze poczytam
            przemyśle, popatrze.
            Pozdrawiam OBOJE. Trzymajcie sie.
    • netka6666 Re: moje story - część 3, ostatnia 19.10.06, 10:01
      Ja nie rozumiem dwoch rzeczy:
      1. Czego szukałeś na sympatii? Zaznaczyłeś tam, że jesteś w związku i nie
      umawiałeś się na spotkania. To niby po cholerę zamieściłeś tam swój anons?
      Szukałeś tam schematu elektrycznego od zmywarki czy kobiety??
      2. Dlaczego tak ważny związek zakończyłeś w tak szczeniacki i lekceważący
      sposób? E-mailem? Znienacka. Takie rzeczy załatwia sie twarzą w twarz. To jest
      szacunek dla drugiej osoby. A skoro nosiłeś się z tą myślą juz wcześniej to po
      co było to (dla zmyłki?) zwodzenie z zapoznawaniem rodziców i weselem?
      Szczeniactwo. Mężczyznę poznaje sie po tym jak kończy. I to jest prawda. Nie
      wiem i nie interesuje mnie co siędzieje z facetami, z którymi mi się nie
      ułożyło. Czasem nie pamietam czemu tak się stało. Ale zawsze pamiętam w jaki
      sposób kończyli związek. I to kreuje mi ich wizerunek jako facetów w moich
      oczach. Czy zachowali się jak dorośli, odpowiedzialni ludzie, którzy mieli dla
      mnie szacunek, czy tez jak tchórze, którzy nie mieli odwagi stanąć ze mną
      twarzą w twarz bądź dla których tak mało znaczyłam.......
      • avide Re: moje story - część 3, ostatnia 19.10.06, 12:38
        Przyznam iż również mnie zaskoczył sposób zakończenia związku z tak wspaniałą,
        kochaną itp. osobą z którą chciało się życie spędzić. Tak się nie robi jeśli się
        ma klasę a juz na pewno nie z osoba z którą się słub planuje. Tyle pięknych słów
        na tym forum o eks-ukochanej, taki erudyta, poliglota a tu bach... emailem po
        oczach i cześć... niedojrzałe oj bardzo.. no chyba że jestem staroświecki mimo
        iż przed trydziestką jestem.
        Ale zwalam to na karb tego iz każdy czasami popełnia błędy których się potem
        wstydzi do końca życia (też mam kilka takich na sumieniu - niestety, choć na
        szczęście nie za wiele).
        • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 19.10.06, 13:40
          Nie taki abdulian piękny, jak się namalował.
          • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 19.10.06, 14:47
            Jak prawdziwy narcyz tak na prawdę jest znacznie piękniejszy :)
    • anais_nin666 Re: moje story - część 3, ostatnia 19.10.06, 15:47
      Czytając ten wątek i poszczególne wpisy, od momentu włączenia się do dyskusji
      Agentki, mam wrażene jakbym uczestniczyła w jakims tanim reality show. Wszyscy
      forumowicze zacierają ręce - co jeszcze się wydarzy? poleje się krew?
      Emocje sa podsycane, czytający czekają na nowe atrakcje...
      Tu nikt nie czeka na radę. Ten spektakl to wyrzygiwanie sobie kto bardziej był
      winien, kto więcej zrobił...
      • kiedysmaz Re: moje story - część 3, ostatnia 19.10.06, 16:36
        hmmm... masz rację...
        Choć czy nie pomyślałaś że od czasu włączenia się Agentki (czy aby na pewno to
        była Narzeczona???) cała sytuacja nabrała wymiaru nie tyle reality show... co
        raczej życia... gdzie rzeczywistość, sytuacja widziana przez 2 osoby jest
        całkowicie inaczej "odczuwana"?

        Podziwiam Agentkę, że po tak "skomasowanym ataku na JEJ niedoskonałości"
        potrafiła "dać głos"...

        i nadal uważam że chocby w tym wątku... zamiast spekulacji, naciąganych mądrych
        rad... i wynurzeń pseudointelektualistów podnoszących własne sfrustowane ego...

        współczuje IM... bo przezycie traumatyczne... ale skoro A pozwolił sobie
        upublicznić swoje żale, kłopoty na tymże forum... to Agentka ma prawo
        przedstawienia własnej opinii...

        Fajnie gdybysmy wszyscy potrafili uczyć się na własnych czy też czyichś
        błędach...
        • zorka99 Re: do agentki 19.10.06, 18:29
          Napisz adres do twojego wątku, w którym przedstawisz swoją wersję. czytając
          wersję abduliana, miałam pewien obraz sytuacji, o którym napisałam i chcę
          zweryfikować
        • petar2 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 10:39
          kiedysmaz napisał:

          > i nadal uważam że chocby w tym wątku... zamiast spekulacji, naciąganych
          > mądrych rad... i wynurzeń pseudointelektualistów podnoszących własne
          > sfrustowane ego...

          No to spójrzmy, pisałeś:

          > pozwolę sobie zasugerować Tobie 2 scenariusze... No 1- jeśli
          > kochałeś "prawdziwie" trudno będzie Ci znaleźć nową partnerkę...
          > {ble ble ble}
          > No 2- nie kochałeś... byłeś z Nią...
          > {ble ble ble}

          > obawiam się... że dzięki Twojemu odejściu Ona też odżyje... i za czas jakiś
          > będzie szczęśliwa... czy TY będziesz szczęśliwy z Inną? przy wersji No 1
          > bardzo długo na to poczekasz...

          > poza tym... proponuję trochę pokory... bo niektóre maile epatują "chorobliwym
          > samouwielbieniem" ;-)

          > zejdź z tej chmurki...
          > jesteś narcyzem... [na podstawie tegp co piszesz...]
          > i jeśli taki pozostaniesz to następny związek też nie da ci satysfakci... i
          > umrze

          > obudź sie... i spróbuj spojrzeć na siebie z boku zdejmując różowe okulary ;)

          No rzeczywicie zero spekulacji, naciąganych mądrych rad i wynurzeń
          pseudointelektualisty podnoszącego własne sfrustowane ego.

          • kiedysmaz Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 13:22
            > petar2 napisał:
            > No to spójrzmy, pisałeś:
            to Ty już w dwój lub trójnasób wustgępujesz? dobry jesteś :) czyżby początki
            schizofrenii???

            > No rzeczywicie zero spekulacji, naciąganych mądrych rad i wynurzeń
            > pseudointelektualisty podnoszącego własne sfrustowane ego.

            dziwnym trafem używam języka pisanego nad wyraz prostego... a więc do bełkotu
            pseudointetlektualnego... daleko...

            własne ego... mam na tyle wygórowane,że gdybym jeszcze starał sie podnieść to
            mógłbym zacząć unosić się nad ziemia... w twoim stylu :P

            nie jestem sfrustrowany :))) jestem co najmniej radosny :]

            czy rady są naciagane... raczej proste i brutalne, ale jako że udzielane
            Abdulianowi nie Tobie... no cóż przykro mi że nie osiagam Twpjego pułapu...
            gołębicy...

            Powtórzę sie... ale wierzę że Abdulian jest człekiem myślącym... i wyciągającym
            wnioski z własnych błędów... poza tym... Petar jakże ty mógłbyś zrozumieć
            zwykłych śmiertelników :)

            zaraz to zostanie skoszone przez moderatorów... ale Petarze lubię dyskuje z
            Tobą... choć nie moge powiedzieć że lubię mego adwersarza :]
            • petar2 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 13:37
              > to Ty już w dwój lub trójnasób wustgępujesz? dobry jesteś :) czyżby początki
              > schizofrenii???

              Widzisz podwójnie? Też lubię od czasu do czasu coś wyskokowego ale w takich
              ilościach i o tej porze?

              > dziwnym trafem używam języka pisanego nad wyraz prostego... a więc do bełkotu
              > pseudointetlektualnego... daleko...

              Zacina Ci się klawisz z kropką. Nie jedz nad klawiaturą, uważaj z kawą. No
              chyba że to sapanie.

              > własne ego... mam na tyle wygórowane,że gdybym jeszcze starał sie podnieść to
              > mógłbym zacząć unosić się nad ziemia... w twoim stylu :P

              No to zaczynam rozumieć Twoją byłą.

              > nie jestem sfrustrowany :))) jestem co najmniej radosny :]

              Wiesz co, jak facet mówi: mam niesamowite powodzenie u kobiet, moje IQ to ho
              ho, mam wygórowane ego, jestem radosny to brzmi to co najmniej nieszczerze.
              Ale ja trochę staroświecki jestem, może teraz nie jest to już żenujące.

              > czy rady są naciagane... raczej proste i brutalne, ale jako że udzielane
              > Abdulianowi nie Tobie... no cóż przykro mi że nie osiagam Twpjego pułapu...

              Nie przejmuj się, mało kto osiąga. No i przestań sapać!

              • kiedysmaz Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 14:11
                petar2 napisał:
                > Widzisz podwójnie? Też lubię od czasu do czasu coś wyskokowego ale w takich
                > ilościach i o tej porze?
                nie, nie :P

                > Zacina Ci się klawisz z kropką.
                nie klawiaturka całkiem dobrze... paluszki tez nader sprawne :)

                > Nie jedz nad klawiaturą, uważaj z kawą. No chyba że to sapanie.
                myslisz że kazdy ma problemy takie jak Ty... i podnieca się "jechaniem po
                kims"... błąd, nie każdy jest "popularna przed wojna gra przypominająca
                baseball"

                > No to zaczynam rozumieć Twoją byłą.
                też wolałbys uciec od Niej? :D

                > Wiesz co, jak facet mówi: mam niesamowite powodzenie u kobiet, moje IQ to ho
                > ho, mam wygórowane ego, jestem radosny to brzmi to co najmniej nieszczerze.
                > Ale ja trochę staroświecki jestem, może teraz nie jest to już żenujące.
                to sie chyba nadinterpretacja nazywa :)
                o Twoim IQ juz sie nasłuchałem... ale wiesz wiara w to że jak cos powtórzy się
                tysiąckrotnie... to stanie się prawdą... bywa nie uzasadniona merytorycznie ;)

                skoro masz takie powodzenie u kobiet co robisz w necie?

                > Nie przejmuj się, mało kto osiąga.
                wiesz to jak z balonikiem, mozna nadmuchać, wzlatuje do góry, ale powietrze
                ucieka... i "bęc"
                nie jestem nadludziem... jestem zwyczajnym facetem który nie potrafi zdzierżyć
                jak taki "baseball-inaczej" robi pranie mózgu zagubionym... gdzies na
                zakręcie...
                wyluzuj, bo zauważ że każdą próbę dyskusji bierzesz "wsobnie", a być może o tym
                nie wiesz ale nie dla kazdego jesteś pępkiem świata :)
                dla mnie pepkiem jest... ONA :)

                > No i przestań sapać!
                czy Ty masz jakis kompleks sapacza (proponuję badania w kierunku rozedmy płuc)
                czy moze kłopoty z nadwagą?
                nie kazdy zapuszcza się, przekładając upajanie sie swymi słowami na forum :)
                nad zdrowy tryb zycia :)
                • petar2 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 14:59
                  Stosujesz styl polemiki rodem z piaskownicy:
                  "- masz urwaną kieszeń
                  - to ty masz urwaną kieszeń, he he he!"

                  Nie wiem od kogo się nasłuchałeś o moim IQ. Ja nic na ten temat nie pisałem,
                  nie używam zresztą tego pojęcia. O swoim IQ napisałeś przed wykasowaniem postu
                  parę dni temu, dlatego napomknąłem.
                  Nic też nie pisałem o moim powodzeniu u kobiet, Ty natomiast o swoim tak, w tym
                  wątku. Reszta w podobnej logice.

                  Jeśli facet chwali się, pisze o swoich pozytywach bez możliwości konfrontacji
                  to jest to śmieszne, niemęskie i mało przekonywujące. Nawet jeśli to prawda. I
                  nie jest to żadna nadinterpretacja. Na forum więcej można dowiedzieć się o
                  adwersarzach nie z tego co piszą ale jak piszą.

                  Sam rozpocząłeś ten wątek kpiąc z uczestników dyskusji. Jeśli masz konkretne
                  uwagi do tego co piszę to proszę o takie a nie sapanie i bezosobowe mruganie
                  okiem.
                  • kiedysmaz Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 16:36
                    najkrócej jak umiem: jesli ktokolwiek poczuł się "urażony" moim cynicznym
                    poczuciem humoru to przepraszam każdego, z wyjatkiem lotnego nad wyraz petara :)

                    Spróbujcie uwierzyć było to absolutnie niezamierzone.

                    petarku jakbys mial serce wiedzialbys ze zarowno Angentka jak i Abdulian
                    przezyli swój własny dramat. Ale żeby wiedzieć-czuć trzeba przeżyć coś
                    podobnego lub posiadać minimalny poziom empatii.

                    bedzie mi niezmiernie miło jesli choć przez 24h przestaniesz mieć poczucie
                    bycia Kimś,a poczujesz że jesteś tylko małym elementem dużej układanki.

                    I nie przejmuj się - twoja męskość aż kipi :]
                    • petar2 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 21:07
                      Jedną z zasad forumjest polemizowanie, nawet ostre, z wypowiedziami poglądami a
                      nie ataki personalne. Porzedstawiając to obrazowo, mozna napisać "głupoty
                      gadasz" ale już nie "głupi jesteś". Istotna różnica. I staram się tego
                      przestrzegać.

                      Od Ciebie natomiast co chwila słyszę o moim IQ, ego, motywacji pisania na
                      forum, jaki jestem, jakie mam problemy i czym się podniecam. Jakieś bzdety i
                      tanie formułki. Kpiny i ironia na poziomie - bez komentarza, o gustach się nie
                      dyskutuje. Zero polemiki merytorycznej i logicznej argumentacji. To typowe, bo
                      skąd ją wziąść, prawda?

                      Na szczęście zrezygnowałeś z sapania. Więc druga rada formalna - zredukuj
                      liczbe emotikonów, daj szansę czytelnikom zorientować się gdzie ironia, próba
                      żartu, chichot czy rechotanie. Myślisz, że mogą nie połapać się w Twoim
                      bełkocie i trzeba im pomóc?

                      Co do empatii, dziewczyny są w tym lepsze. Czasem dobrze robi potrząśnięcie,
                      ostry komentarz, nawet jeśli niecelny, szczególnie jak widać że bohater błądzi.
                      Dobrze wychodzi to Kawiemu. Poklepywanie po plecach i egzaltację posągowym
                      Adonisem/Abdulianem pozostawiam pryszczatym licealistkom.
      • petar2 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 10:50
        Nie bardzo pasuje tu porównanie do reality show bo raczej omawiamy zamkniętą
        historię. Ale przyjmijmy roboczo, że to reality show.

        Najlepszym (jedynym) sposobem uwolnienia się od taniego reality show
        jest "zmiana kanału".
        Pisząc ten post Anais nie tylko tego nie zrobiłaś ale wręcz rozbudowujesz
        reality show z pary bohaterów do grona osób uczestniczących w dyskusji aktywnie
        w tym uczestnicząc.
        Znudził Ci się dotychczasowy zakres?
        Będzie jazda, co nie?
        • anais_nin666 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 12:38
          Najlepszym (jedynym) sposobem uwolnienia się od taniego reality show
          > jest "zmiana kanału".
          > Pisząc ten post Anais nie tylko tego nie zrobiłaś ale wręcz rozbudowujesz
          > reality show z pary bohaterów do grona osób uczestniczących w dyskusji aktywnie

          Widać tak jak i Ty lubię żenujące reality show. Ja sobie pomarudze, że to bez
          sensu, Ty będziesz miał okazje pomarudzić, że inni marudzą.



          Jeżeli opuszczają mnie moje diabły, obawiam się, że ulecą z nimi moje anioły.
          (Rilke)
          • petar2 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 13:03
            Mylisz się, nie uważam tego za żenujące reality show.
            Wykazałem jedynie, przy Twoim założeniu, że sama uczestniczysz w takim rozwoju
            wątku, który krytykujesz.

            Domyślam się, że wynika to ze stanu znudzenia, pogubienia się w dyskusji a
            zarazem pewnej irytacji, która zamiast "przełączenia kanału" zmusza Cię do
            wypowiedzi. Takiej ostrzejszej wersji wypowiedzi, która do tej pory była domeną
            Dixii. Gdy wątek przekraczał 100 wpisów, Dixia pisał: i tak to nie ma sensu,
            nikt nikogo nie przekona, nie nudzi was to wałkowanie na okrągło?

            Uważasz że marudzisz? OK, ja jedynie poczułem się jednym z adresatów Twojego
            postu więc komentuję.
            • anais_nin666 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 13:32
              Mylisz się, nie uważam tego za żenujące reality show.

              A ja tak. Dwoje dorosłych ludzi omawia drobiazgowo na forum publicznym swój
              skończony związek. Jedyne co im rewelacje na własny temat, które przeczytają
              dadzą, to potężny niesmak. A forumowiczom dadzą pożywkę. W końcu forum się
              ruszyło, coś się dzieje...
              Przykro mi sie to czyta (może dlatego, że Abduliana "znam" juz długo i sądziłam,
              że jako stary wyjadacz forum nie wpuści się w taki kanał). Tylko tyle...
              • niezapominajka333 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 14:06
                To, ze Agentka odwiedzi forum nie było trudne do zgadnięcia. Nie pierwszy taki
                przypadek, nie ostatni. Szkoda, że tak późno.
                Dla mnie ten wątek nie przypomina reality show.
                Rzadko, naprawdę rzadko mozna tu spotkac sytuację, na temat której mogą sie
                wypowiedziec obie strony. I może ten fakt budzi takie zainteresowanie.
                Gdy już się tak zdarzy, że wypowie sie druga strona, wątek jest zazwyczaj
                kasowany. Pamiętam historię Krzyśka dwadzieście parę i wyjaśnienie jego
                dziewczyny. Trochę inaczej wygladała druga strona medalu.
                Moze ten wątek też podzieli los tamtych. Nie wiem, czy Agentka będzie miała
                ochotę tłumaczyc swoje podejście na forum. Jej wypowiedź była impulsywna i
                chyba więcej wyjaśnien nie będzie.
                • yoric Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 15:04
                  A ja jestem za Abdulianem.

                  Szczerze mówiąc zupełnie nie rozumiem, co można mu zarzucić. Wpisy o
                  'niedojrzałości'? o 'błędach'? Bzdura. To tendencyjne i uporczywe doszukiwanie
                  się "kto zawinił". Nkt nie zawinił. Tak wyszło.
                  Co prawda styl zakończenia był jaki był, ale może to był najlepszy wariant.
                  Odcięcie kontaktu to lepsze wyjście, niż przedłużanie agonii.
                  A to, że związki się rozpadają jest normalną sprawą, także u dojrzałych ludzi,
                  którzy nie popełniają błędów. To raczej tkwienie w niefajnym związku byłoby
                  błedem i niedojrzałością. A jeżeli ktoś twierdzi inaczej, niech wskaże alternatywę.

                  Pozdr
                  • zorka99 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 17:53
                    Bardzo współczuję Abdulianowi, że mimo długich starań i nawet szukania pomocy
                    na forum, nie wyszło z tego nic - ale dobrze się stało, że w porę zauważone.
                    Nie czepiajcie się o formę rozstania, Yoric ma rację. Poza tym ton wypowiedzi
                    Agentki pokazuje osobę nie tyle impulsywno-roszczeniową, co taką "mądrą" i nie
                    znoszącą sprzeciwu. Następny związek na pewno będzie zupełnie inny, dojrzalszy,
                    bo pozbawiony błędów poprzedniego. Taki facet jak Abdulian, który w ogóle chce
                    gadać z partnerką o problemach, ratować związek, zastanawia się, długo szuka
                    pomocy, jest normalnie na wagę złota! Długo samotny nie pobędzie....Poważnie...
                    • kici10 Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 19:05
                      Poza tym ton wypowiedzi
                      Agentki pokazuje osobę nie tyle impulsywno-roszczeniową, co taką "mądrą" i nie
                      znoszącą sprzeciwu.

                      Oj, kobitki to potrafią dowalić drugiej kobitce. Nie wiem skąd wsnułaś taki
                      wniosek. Dla mnie post Agentki, to wypowiedź głęboko zranionej kobiety. Co
                      zadziwiające, to że szuka w sobie winy za to co się stało. Nie obwinia
                      Abduliana za cełe zło. Natomiast Abdulian widzi tylko winy Agentki. Na nią
                      składa odpowiedzialność za wszystko co się stało. Jakoś mi się nie chce
                      wierzyć, że w jednej osobie jest samo dobro, w drugiej zaś samo zło. Związek
                      tworzy dwoje ludzi. Wszystko jest na zasadzie akcji i reakcji. Obydwoje
                      zawinili. Nie dogadali się. Styl rozstania był beznadziejny. Może choć raz
                      należało powiedzieć wszystko do końca, dlaczego tak, a nie inaczej. I może choć
                      raz należało wysłuchać racji drugiej strony. Właśnie po to, by zrozumieć, by w
                      następny związek wejść z czystą kartą. Abdulianie, jeśli nie zrozumiesz punktu
                      widzenia swojej dziewczyny, to duże jest prawdopodobieństwo, że popełnisz te
                      same błędy. Niestety myśli kobiet i mężczyzn chodzą innymi ścieżkami. Ale to
                      właśnie stanowi o tym, że się uzupełniamy. O ile mniej byłoby problemów,
                      gdybyśmy się wysilili i próbowali poznać perspektywę partnera. I ją
                      zaakceptowali, mimo, że dla nas niezrozumiała. Łatwo przyjąć do wiadomości, że
                      kobieta różni się fizycznie od faceta. Ale już o wiele trudniej przyjąć, że też
                      inaczej myśli. Mam wrażenie, że pisałeś tu po to, by uzyskać poparcie, że
                      zrobiłeś dobrze. Takiej pewności nikt Ci nie da, ponieważ nie był na Twoim
                      miejscu. To będziesz mógł ocenić sam dopiero z perspektywy czasu.
                      • abdulian Re: moje story - część 3, ostatnia 20.10.06, 19:15
                        > Oj, kobitki to potrafią dowalić drugiej kobitce. Nie wiem skąd wsnułaś taki
                        > wniosek. Dla mnie post Agentki, to wypowiedź głęboko zranionej kobiety. Co
                        > zadziwiające, to że szuka w sobie winy za to co się stało. Nie obwinia
                        > Abduliana za cełe zło. Natomiast Abdulian widzi tylko winy Agentki.

                        rzeczywiście, można było odnieść takie wrażenie czytając moje posty - nie
                        przeczę. I winy po mojej stronie też było z pewnością dużo. Ale różnica tkwiła
                        w tym, że ja działałem, a Agentka popełniła grzech znaiechania.

                        Styl rozstania był beznadziejny. Może choć raz
                        > należało powiedzieć wszystko do końca, dlaczego tak, a nie inaczej. I może choć...

                        Wyjaśniłem już to wyżej, w odpowiedzi na post yorica.

                        Mam wrażenie, że pisałeś tu po to, by uzyskać poparcie, że
                        > zrobiłeś dobrze. Takiej pewności nikt Ci nie da, ponieważ nie był na Twoim
                        > miejscu. To będziesz mógł ocenić sam dopiero z perspektywy czasu.

                        Litości... Nie potrzebuję akceptacji innych, żeby kierować swoim losem. Nie będę
                        więcej tego wyjaśniał.

                        A kobiety staram się zrozumieć i będę starał się rozumieć jeszcze bradziej.
                        Lekcje na przyszłość. Wyciągnięte.
                        • yoric Re: moje story - część 3, ostatnia 21.10.06, 00:14
                          A ja nie będę robić ludziom "psychoanalizy". Nie ma wystarczających danych, a po
                          drugie nie ma sensu. I innych też przestrzegam przed stwierdzeniami, że ktoś
                          jest taki, czy owaki - bo j.w.

                          Ale - Abdulian pisze:
                          > I winy po mojej stronie też było z pewnością dużo.

                          A Kicia:
                          >Obydwoje zawinili.

                          A moim zdaniem bzdura. To normalne, że czasem ludzie nie dopasują się tak
                          zupełnie i że związki się kończą. Po cholerę na siłę szukać czyjejś winy.

                          Nie znam motywacji Abduliana; natomiast zdecydowanie doceniam wpis, bo jet pewną
                          historią konkluzywną, która coś wnosi (jakąś puentę), a nie kolejną porcją
                          wyżalania się.
                          Pozdr
                      • zorka99 do kici 20.10.06, 20:31
                        Próbowałam zrozumieć Agentkę, ale nie znalazłam nic konkretnego w jej poście,
                        oprócz użalania się nad sobą i pretensji. We wcześniejszej mojej wypowiedzi do
                        Abduliana broniłam Jej, stawiając się w Jej sytuacji próbowałam zrozumieć,
                        wytłumaczyć... Agentka zachowała się wg mnie jakby była zaskoczona zerwaniem i
                        święcie oburzona. Pisząc o błędach użyła tonu ironicznego.Wcale nie szukała
                        winy w sobie, pisała tylko, że oddała wszystko dla związku. Co to właściwie
                        znaczy? Żadnych konkretów i widzenie tylko czubka własnego nosa. A problemy
                        były, jak pisze Abdulian - wiedziała o nich, mogła się spodziewać takiego
                        zakończenia. Nie widać jednak ani z wypowiedzi Jego, ani Jej, co Ona zrobiła,
                        żeby wszystko było ok. Czy w ogóle zabiegała o Niego i związek? Nie chodzi o
                        żadne intymne szczegóły. Niemożliwe przecież, żeby tak długo nie zauważyła, że
                        są problemy, i nie wyczuła, że "z tej mąki chleba nie będzie". Wygląda na to,
                        że nie wiedziała(?) jakie są problemy. Pozwolił Jej planować ślub do ostatniej
                        chwili(tzn. że Abdulian był jakimś dodatkiem do tego ślubu?). Czytając między
                        wierszami też można się trochę dowiedzieć o relacjach między nimi.Z tego, co
                        pisał Abdulian, dokładnie powiedział Jej wszystko do końca, proponując różne
                        warianty rozwiązań. Tylko bez odzewu. Rozstanie definitywne musi być
                        przemyślane (a stan ten trwał długo), ostateczne, bez rozdrapywania i nic nie
                        wnoszącego gadania. Takie było. O czym jeszcze rozmawiać? Może zabrakło
                        zasadniczego uczucia, które jest ważniejsze niż zrozumienie, czy racje takie
                        czy inne. Jeśli nie ma miłości, to po co wchodzić w sakramentalny związek?
                        Rozstali się więc i żadne z nich nie cierpi z powodu braku siebie.(Po cichu
                        liczę na to, że Agentka obroni się, wyjaśni co i jak było).
                        • abdulian Re: do kici 21.10.06, 03:07
                          > święcie oburzona. Pisząc o błędach użyła tonu ironicznego.Wcale nie szukała
                          > winy w sobie, pisała tylko, że oddała wszystko dla związku. Co to właściwie
                          > znaczy? Żadnych konkretów i widzenie tylko czubka własnego nosa. A problemy
                          > były, jak pisze Abdulian - wiedziała o nich, mogła się spodziewać takiego
                          > zakończenia. Nie widać jednak ani z wypowiedzi Jego, ani Jej, co Ona zrobiła,
                          > żeby wszystko było ok. Czy w ogóle zabiegała o Niego i związek?

                          Moje propozycje rozwiązań były przeróżne. Przeszedłem prawdziwą ewolcuję w tym
                          zakresie. Kiedyś myślałem, że za mało się staram i w związku z tym starałem się
                          bardzo mocno, być może za bardzo. Innym razem doszedłwszy do wniosku, że tych
                          starań może za dużo, postanowiłem nie robić nic. Proponowałem wspólne wyjście do
                          psychologa, seksologa, specjalisty. Sam rozmawiałem ze specjalistami. Dużo tego
                          było, ale po kolejnej szczerej rozmowie i dyskusji nad rozwiązaniami nie było
                          akcji. Problem tkwił w tym, że ona nie traktowała tego wszystkiego jako
                          wielkiego problemu, tylko coś małego nad czym można przejść do porządku dziennego.

                          > Rozstanie definitywne musi być przemyślane (a stan ten trwał długo),
                          > ostateczne, bez rozdrapywania i nic nie wnoszącego gadania. Takie było.

                          Tak właśnie było. Ja nie widziałem dalszej przyszłości tego związku.

                          > (Po cichu liczę na to, że Agentka obroni się, wyjaśni co i jak było).

                          Wiesz, podejrzewam, że Ona więcej tu nie zajrzy. Chociaż może właśnie poprzendim
                          zdaniem sprowokuję jej kolejne wypowiedzi, ale szczerze mówiąc nie liczyłbym na
                          to. Przez ponad 2 lata wiedziała o istnieniu tego forum, tych wątków, o
                          problemach które tu opisuję. Nigdy się nie pofatygowała, a przynajmniej ja o tym
                          nie wiem. Nie sądzę, żeby to się jakoś odmieniło w jej nastawieniu do tego
                          forum. Ale może się mylę.
    • yoric Niezapominajko... 19.10.06, 19:20
      update (bo zostałem wywołany do tablicy, ale dzięki za pamięć):

      nie udało mi się odejść... obecna sytuacja jest taka, że jest kompromis, który
      obie strony jakoś znoszą. Sytuacja nie najlepsza, bo każde działa wbrew sobie.
      Ale alternatywy też nie są ciekawe.
      Pozdrawiam
      • niezapominajka333 Re: Niezapominajko... 20.10.06, 14:07
        Ech Yoric.... :)
        • kawitator Re: Niezapominajko... 23.10.06, 13:09
          Korzystając z chwili czasu zapoznałem sie po raz wtóry z wątkami Abduliana i odpowiedziami Agentki. Doszedłem może do mało odkrywczego wniosku którym chciałbym podsumować tą dyskusje
          cytat: "Z prawdą jest jak z dupą, każdy ma swoją"
Pełna wersja