veromoda
13.10.06, 22:00
Takich problemów jak mój na tym forum zostało opisane już mnóstwo...
Mój mąż nie lubi seksu. Właściwie chyba nigdy go nie lubił.
Jesteśmy razem od sześciu lat. Jestem od niego kilka lat starsza. Zakochałam
się bez pamięci w jego uśmiechu, dobroci, czułości. Byłam przyzwyczajona do
szybkiego konsumowania znajomości, jakież więc było moje zdziwienie, kiedy on
wydawał się tym przerażony. W sumie to mnie ujęło, okazało się też, że jest
mocno niedoświadczony.
Na początku kochaliśmy się co kilka dni, co mi odpowiadało - mój poprzedni
partner miał obsesję na temat seksu, miałam totalny przesyt, byłam zmęczona
seksem do bólu, poprzedni co najmniej rok spędziłam na unikaniu seksu. Z
drugiej strony nieco mnie dziwiło, że młody facet ma stosunkowo niskie libido.
Ale nie było tak źle, wypracowaliśmy sobie satysfakcjonując układ - również
seksualnie.
Tylko, że... Dość szybko z kilku razy w tygodniu przeszło do kilku razy w
miesiącu... A potem 1-2 razy w miesiącu. A czasem wcale.
Po jakimś czasie uwodzenia, rozmów, przejściowych okresów poprawy dałam sobie
spokój. Zabieganie o seks mnie upokarzało, zresztą jestem osobą może nie
wybitnie atrakcyjną, ale, na litośc boską - coś w sobie mam! Do tej pory nie
mam problemów z męskim zainteresowaniem, nie raz panowie dają mi do
zrozumienia, że jeśli tylko się zdecyduję...
Ale kocham go bardzo. Uznałam, że seks nie jest w końcu taki ważny przecież, a
mój mąż mnie kocha, okazuje to na inne sposoby.
Tylko,że to nie tak. Niedawno oglądałam głupi program telewizyjny o tematyce
seksu i zaczęłam płakać. Jak zaczęłam, to nie mogłam skończyć. Gdzieś to
siedzi we mnie i boli.
Próbowałam z nim wielokrotnie rozmawiać, ale to nic nie daje. On nie umie
rozmawiać o seksie, w ogóle jest pod tym względem dość pruderyjny, nie lubi
spontaniczności, o czymś takim jak eksperymenty to nawet nie ma co marzyć.
Jednak nadal lubię się z nim kochać, wie co lubię i jak już jest, to jest -
przewidywalnie ale słodko. Tylko dlaczego tak sporadycznie?
Problem nie leży w tym, że to JA go nie pociągam. To chyba seks go nie
pociąga. Zanim zaczęliśmy być razem, jego życie seksualne też było żałosne
(wiem od niego). Od początku mi mówił, że ma małe potrzeby, ale nie wierzyłam,
że aż tak...
O leczeniu on nie chce słyszeć, bo on nie ma z tym problemu. Ja nie odejdę, bo
poza tą dziedziną jest najlepszym parnterem, jakiego mogłm sobie
wymarzyć.Chociaż myślałam o tym w chwilach desperacji.
Po co ja to piszę? W sumie nie szukam rady, tylko współczucia..